BrzydULA - jedyne forum fanów serialu

Forum dyskusyjne miłośników serialu "BrzydULA"

Nie jesteś zalogowany.

#1 2009-10-02 19:04:39

jasumin
Znawca Brzyduli
Od: okolice Giżycka
Zarejestrowany: 2009-05-23
Posty: 461
Serwis

Czyżby Naruto?

Hehe. Pisałam to ponad rok temu i musze powiedzieć, że nie jestem z tego zadowolona. Wątpię, że ktokolwiek to przeczyta, ale miau. W sumie mam takich rozdziałów ponad 50, bo opowiadanie skończyłam pół roku temu (a później zaczęłam pisać troche o Brzyduli xD) chcecie, to czytajcie, nie to nie. Jak sie spodoba to będę zamieszczać dalej ^^

Ostrzegam, że nic nie poprawiałam, więc może być błędów od cholery xD

Prolog


      Od początku był sam. Ludzie go nienawidzili, za to kim jest, a raczej co w sobie nosił. Bowiem w sobie miał najpotężniejszego demona, Kyuubi’ego, lisa o dziewięciu ogonach, jednak on o tym nie wiedział. Pewnego dnia w swoim domu (jeśli można nazwać budynek, w którym nie ma ciepła ogniska domowego) uświadomił sobie, że szloch w niczym nie pomoże. Odtąd właśnie jako najwyższy cel obrał sobie, by zostać najpotężniejszym Hokage, jakiego widziała Konoha, Wioska Liścia. A miał dopiero 6 lat. Od tej pory ciężko trenował i nie zważając na szydzenie ze strony ludzi, nie przestawał ćwiczyć, aby zrealizować swoje marzenie. W tym czasie dowiedział się dlaczego ludzie go tak nienawidzą i uciekają on niego. Przyjął tę wiadomość dosyć spokojnie jak na jego wybuchowy temperament (^^ - dop. Aut.) i już nie zwracał uwagi na ludzi. Był na swój sposób szczęśliwy, że dzięki niemu i Yondaime, Konoha nie została doszczętnie zniszczona.
6 lat później
      Naruto Uzumaki,  12-letni genin Wioski Liścia. Przydzielony do teamu 7 razem z Sakurą Haruno i Sasuke Uchiha pod okiem Jonina Kakashiego Hatake. Nadpobudliwy ninja nr 1 już podczas pierwszej misji był podekscytowany. Mieli wtedy przetransportować jakiegoś gostka (oczywiście, że budowniczego mostów, bo kogo by innego ^^ dop. Autora) do rodzinnej wioski. Niestety podczas drogi zaatakowali ich ninja Wioski Mgły. Sasuke wraz z Sakurą dzielnie bronili „przesyłki” z czego Kakashi był bardzo dumny, jednak Naruto nie popisał się, bo zaraz po pojawieniu się ninja stanął jak słup soli i gdyby nie Sasuke, na pewno by oberwał. Od tego momentu postanowił być najlepszym ninja, a co za tym idzie Hokage. Dalsza część misji przebiegłaby raczej sprawnie gdyby nie…
- COŚ TY POWIEDZIAŁ!!??
- To co słyszałeś, lecz jeśli nie, powtórzę jeszcze raz. Jesteś małym tchórzem, Usuratonkachi.(nie wiem czy tak się to pisze ale kit z tym- dop. Aut.)
- BAKA!!! Nie jestem i nigdy nie byłem tchórzem Sasuke.!!!
- NARUTO Głąbie!!! Nie kłuć się z moim Sasuke-kun!!! Przecież wiesz, że on ma zawsze racje!
- Sakura-chan ty też przeciwko mnie? T.T No ale jeśli tak uważasz Sasuke, to wyzywam cię na pojedynek! Zobaczysz, że przegrasz!!! Hahaha
- NARUTO TY IDIOTO!!! JAK ŚMISZ WYZYWAĆ MOJEGO SASUKE-KUN!!! CHCESZ SIĘ ZABIĆ?! *No ale w sumie to dlaczego nie, przynajmniej pozbędziemy się tego głąba z drużyny i Sasuke-kun wreszcie mnie zauważy* hihihi
- Sakura-chan czy ty się śmiejesz na myśl o mojej śmierci?
-TAK!!!
- Heh…, Młotku jesteś niemożliwy, no ale jeśli tak bardzo chcesz ponieść porażkę, proszę bardzo przyjmuję wyzwanie.
- JUŻ PO TOBIE!!! – i właśnie kiedy Naruto miał się rzucić na Sasuke zjawił się ich sensei
- Yo drużyno! O Naruto spokojnie, coś ty taki nerwowy?
- Znowu się spóźniłeś Kakashi-sensei, a z resztą właśnie miałem załatwić Sasuke!!!
- Nie krzycz Naruto, bo ogłuchnę i przydzielą wam innego sensei i wątpię żebyś mógł „załatwić” Sasuke, bo on jest od ciebie, hmm… niech pomyśle. A tak : śilniejszy, sprytniejszy, bardziej inteligątny, spokojniejszy…mam wymieniać dalej???
- ……… jesteś niesprawiedliwy Kakashi-sensei.
- Dobra nie ważne, a tak poza tym to musiałem załatwić jeszcze parę spraw w wiosce, no ale możemy ruszać z powrotem.
     Wyruszyli. Szliby 3 dni, lecz po drodze Kakashi musiał co rusz uspokajać Naruto i Sasuke, aby się nie pozabijali, więc w domu byli 5 dnia. Kakashi poszedł zdać raport Hokage zostawiając trójkę uczniów na pewną śmierć.
- Teraz nikt cię nie obroni Uchiha!!!
- Przymknij się młotku i stawaj do walki, chyba że strach się obleciał.  TY MAŁY TCHÓRZU!
-Yeah! Sasuke-kun pokonasz go jednym palcem!* Mam nadzieję, że Sasuke-kun go zleje, tak, że własna matka go nie pozna. Hihihi*
I zaczęła się walka. Nie trwała ona zbyt długo, bo Naruto leżał nieprzytomny na ziemi po 1 minucie.
    W takiej lub milszej atmosferze minęło pół roku. Nadszedł dzień egzaminu na Chunina. Pierwszy sprawdzian zdała tylko połowa przystępujących w tym i team 7. Na drugi egzamin składało się wyprawa do lasu śmierci i zabranie zwojów przeciwnikom. Tutaj drużyna również nie miała większych problemów, lecz ostatniego dnia zdarzyło się coś nieoczekiwanego…
- Naruto, Naruto!!! Obudź się Naruto!!! Sasuke-kun ma kłopoty!- krzyknęła zpłakana Sakura tuż przy uchu Liska.
- Co? Gdzie? Co się stało?... Ałaaaaa moja głowa…Nic nie pamiętam… Co się stało?
-Jak to nie pamiętasz? Walczyłeś z Orochimaru, przegrałeś i straciłeś przytomność. Teraz z nim walcz Sasuke-kun.
- A tak teraz sobie przypomni…
- AAAAAAAAAAA!!!
- Sasuke-kun!!! Orochimaru coś ty mu zrobił?
- Zostawiłem taką małą pamiątkę po mojej wizycie. Pamiętaj Sassssuke będziesz jeszcze pragnął mojej siły, a jak to nadejdzie przyjmę cię z otwartymi ramionami. Ssssayonara. – to powiedziawszy wężowaty zniknął.
- Sasuke-kun dobrze się czujesz?
- Jestem zbyt słaby, żeby go pokonać…
- Kogo? Chodzi ci o Orochimaru?
- Nie, o mojego brata...
- Aaaaaaaa! Sasuke! To ty masz brata i nam nie powiedziałeś?
- Zamknij się idioto!!!- krzyknęła Sakura, po czym uderzyla Naruto w tył głowy (jak zawsze – dop. Aut.)- dlaczego chcesz pokonać swojego brata Sasuke-kun?
- ……wymordował cały mój klan i zostawił przy życiu tylko mnie, bym jak to on powiedział żył zemstą i dla zemsty. Od tamtej chwili jestem mścicielem i muszę stać się dużo silniejszy niż jestem, by go pokonać.
- Oi Sasuke uśmiechnij się!!!! Mimo, że jesteś słabszy ode mnie to i tak jesteś dosyć silny!!!
- Taaa, młotku czy ty czasem nie przesadzasz? Nie pamiętasz co się stało pół roku temu? – docinał mu Sasuke
- Wtedy to po prostu dałem ci fory!!!
- Ta jasne a ja jestem matka Teresa – oburzyła się Sakura – z góry było wiadome, że przegrasz.
- Dobra wracajmy już, bo zostało tylko kilka godzin do końca egzaminu.
- Hai – odpowiedzieli oboje. Mimo, że Naruto miał jeszcze coś do powiedzenia nikt go nie słuchał i szli zupełnie go ignorując.
     Reszta egzaminu poszła im sprawnie. W trzeciej części tylko Sakura z ich drużyny nie zwyciężyła, a Naruto i Sasuke dali z siebie wszystko i odnieśli zwycięstwo. Ostatnią częścią egzaminu była walka w ciemną noc, w ciemnym pomieszczeniu, gdzie nikt nic nie widział. Jedynie Sasuke i Neji mogli coś zobaczyć poprzez swoje kekeigenkai (nie wiem jak się to pisze, ale kit z tym ^^ - dop. Aut.).Po zakończonym egzaminie rangę Chunina dostali Shikamaru, Neji i Gaara z Pustyni. Wszyscy po ciężkim dniu poszli prosto do domów, lecz jeden chłopak zamiast do domu kierował się w stronę bramy Konohy.
Następnego dnia
- Hokage-sama! Sasuke Uchiha uciekł z wioski!
- Ile razy wam mówiłam, żebyście puk…CO!!?? – krzyknęła Tsunade, ówczesny Hokage. – Jak to możliwe? Kiedy? Skąd o tym wiecie?
- Powiedziala nam o tym Haruno Sakura, Hokage-sama.
- SZYBKO, WYŚLIJCIE ODDZIAŁ ANBU MOŻE NIE JEST ZA PÓŹNO I ZAWOŁAJCIE MI TU NATUCHMIAST SAKURE!!!
- Hai! – krzyknęli mężczyźni i zniknęli w kłębie dymu
30 minut później
- ~puk, puk~- „odezwały się drzwi
- Wejść!- krzyknęła tradycyjnie Tsunade, po czym drzwi się uchyliły
- Dzień dobry Hokage-sama- przywitała się Sakura
- Dzień dobry. Dowiedziałam się, ze byłaś ostatnią osobą która widziała się z Sasuke przed odejściem, tak?
- Hai, Hokage-sama.
- Dobrze. Więc opowiedz mi wszystko co się wtedy stało.
- A więc….- Sakura zaczęła opowiadać wszystko co się stało podczas egzaminu na Chunina, bo od tego się wszystko zaczęło. Po 15 minutach zakończyła swoją wypowiedź-… i właśnie wtedy odszedł.
- Więc spotkaliście Orochimaru.
- Hai.
- Niedobrze,  bardzo niedobrze. Sakura, nie wiem czy wiesz, ale niedawno był u mnie oddział ANBU i powiedział mi , że widzieli, jak Sasuke wchodzi do siedziby Orochimaru. Jeśli to co mówiłaś o tej pieczęci jest prawdą, przypuszczam, że może dojść do rzeczy najgorszej…
- Czyli?
- Orochimaru chce wziąć Sasuke, a właściwie jego ciało, jako pojemniek, aby był nieśmiertelny. Na szczęście lub nie kilka miesięcy temu zmienił ciało, więc będzie musiał odczekać 3 lata, aby wykorzystać Sasuke. Przez ten czas będę cie trenować.
- A co z Naruto? Czy on wie o Sasuke?
- Nie, ale zaraz każe go zawołać. Będzie trenował pod okiem trzeciego sanina Jirayi. Na szczęście za tydzień ma przybyć w odwiedziny, więc go ze wszystkim zapoznam. A teraz leć zawołać tu Naruto.
- Hai!
10 minut później
- Ohayo, Tsunade-obaa-chan!!!- do gabinetu Hokage wpadł z uśmiechem na ustach Naruto
- NARUTO!!! ILE RAZY MAM CI MÓWIĆ ŻEBYŚ PUKAŁ ZANIM WEJDZIESZ! I NIE MÓW DO MNIE BABCIU!!!!!- krzyknęła rozwścieczona Tsunade z niebezpiecznie pulsującą żyłką na czole.
- Hehehe, spokojnie babc…. Tzn. Hokage-sama- zaśmiał się histerycznie Naruto i cofnął się na bezpieczną odległość
- Nieważne. Sprowadziłam cię tu, abyś dowiedział się nowych wiadomości o Sasuke.
- Czyżby pan doskonały coś zmalował?
- Niestety nie. Muszę ci oznajmić, że Sasuke uciekł z wioski do Orochimaru.
- Co???? To chyba jakieś żarty!...(Naruto myśli – dop .aut.) HAHAHA!!! Babciu Tsunade wiedziałem, że mnie wkręcasz, hahaha!!!
- Nie wkręcam ci… tzn. ja nie żartuję. Sasuke uciekł do Orochimaru po siłę, ale za 3 lata będzie chciał przejąć jego ciało, dlatego zacznę trenować Sakure, aby przez 3 lata była bardzo silna i abyście sprowadzili go z powrotem
-O.O
- Czemu się tak gapisz???
- Ale babciu ja jestem za słaby. Mnie też ktoś musi trenować. *Jak zwykle o mnie zapomnieli*
- Tak, wiem. Dlatego będzie cie trenował Jiraya. Przybędzie tu za tydzień.
- CO???? Ero-senin???  Ale on nie będzie mnie trenował, tylko gapił się na gołe baby!!! * Zbok jeden*Babciu Tsunade ja chce kogoś lepszego!!!
- To jest jakiś lepszy nauczyciel ode mnie??? – odezwał się męski głos zza drzwi, a zaraz po nim wyłonił się stary mężczyzna z długiiiiiiiiimi  i siwymi włosami.
- O Jiraya myślałam, że będziesz za tydzień.
- Miałem zamiar się zjawić za tydzień, ale jak usłyszałem co się stało postanowiłem przybyć szybciej.
- Tym lepiej. Od razu ci zapowiadam, że wyruszysz z Naruto na 3-letni trening poza Konohe, i proszę nie zawiedź mnie, bo to sprawa życia lub śmier…* co ten stary zbok sobie myśli* - nagle na czole Tsunade zaczęła pulsować żyłka w dość niebezpiecznie szybkim tempie.- JIRAYA!!! TY ZBOCZEŃCU!!! PRZESTAŃ SIĘ GAPIĆ NA BABY NA ULICY!!!!
- Aaaaaaaaaaaa! Nie bij!!!!!!!! Przepraszam już więcej nie będę!!! Proszę , daruj mi życie!!
- Ehh… tak więc jak mówiłam to sprawa życia lub śmierci.
- Hai! – odpowiedział sanin po czym zwrócił się do blondyna – no mały idź się spakuj, pożegnaj z przyjaciółmi, czy co tam chcesz, wyruszamy jutro o 5 rano.Ja idę na zwiady (niebezpieczny błysk w oku ^^- dop. Aut.)
- Jasne, ja już znam twoje zwiady Ero-senin, lepiej weż więcej wacików i chusteczek, bo mogą ci się przydać na tych twoich zwiadach. *Ja to się mam z tym starym zboczeńcem*
Po wymianie kilku zdań wyszli idąc każdy w swoją stronę. Błękitnooki chłopak szedł do domu głęboko zamyślony.
- *Czy mam się pożegnasz z przyjaciółmi? Hmmm… tacy z nich przyjaciele jak z koziej dupy trąba (przepraszam za wyrażenie– dop. Aut.)Nie. Postanowiłem, że nie będę się z nimi żegnał. Teraz pójdę do domu i od razu walne się na łóżko ^^* - po przyjściu do domu wykonał parę czynności po czym poszedł spać.
Następnego dnia godz. 5.15
- Gdzie ten Naruto się podziewa. – denerwował się Jiraya chodząc z w kółko. Nagle usłyszał krzyk, odwrócił się i zobaczył zdyszanego od biegu blondwłosego.
- Przepraszam Ero-senin, ale budzik mi zaspał i wstałem 15 minut temu.
- Nic się nie stało, ale muszę cię nauczyć wstawać samemu ze wschodem słońca (taaa już to widze ^^ - dop. Aut.)
- Dobrze, możemy ruszać.
    W końcu wyruszyli. Starszy pełen obaw, a młodszy pełen nadziei na sprowadzenie swojego przyjaciela do domu, lecz nie wie ile będzie musiał przejść, aby do tego doszło.


Taaaa... wie ktoś o co w tym chodzi? O.o

Offline

 

2009-10-02 19:04:39

Cindy
Najlepsza doradczyni na forum

#2 2009-10-02 21:06:08

jasumin
Znawca Brzyduli
Od: okolice Giżycka
Zarejestrowany: 2009-05-23
Posty: 461
Serwis

Re: Czyżby Naruto?

Postanowiłam, że jednak zamieszczę wszystko. Dwie części na dzień. wiem, że nikt tego nie czyta, ale jak już zaczęłam, to doprowadzę to do końca xD

1. Powrót


    W końcu wyruszyli. Starszy pełen obaw, a młodszy pełen nadziei na sprowadzenie swojego przyjaciela do domu, lecz nie wie ile będzie musiał przejść, aby do tego doszło.
                                                            /OPOWIADA NARUTO/
   W czasie treningu w Jirayą nauczyłem się wielu bardzo przydatnych technik. Przez te 3 lata stary zbok pokazał mi więcej jutsu niż sądziłem, że umie. Teraz, gdy wracamy do domu, do Konochy jestem przekonany, że sprowadzę Sasuke z powrotem. Słyszałem, że Sakura przez ten czas nauczyła się medycznego jutsu i nadludzkiej siły od babci Tsunade. To bardzo dobrze, bo szczerze mówiąc zawsze na misjach aż taka chętna do walki nie była. Ciekawe jak przyjmą mnie przyjaciele, jestem przygotowany na to, że mnie znienawidzą, w końcu się z nimi nie pożegnałem. Już widzę bramy Konochy, im jesteśmy bliżej, tym mam coraz więcej obaw. Ale jednego jestem pewien. Prędzej, czy później przyjaciele mi wybaczą i znów będzie jak dawniej. Nie wiem co sobie myślałem sądząc, że oni mnie nienawidzą, wprawdzie nigdy nie byli moimi przyłaciólmi od serca, ale na pewno mnie zaakceptowali takiego jaki jestem. Będę musiał wszystkich przeprosić: Sakurę, Hinatę, Kibe, Shino, Shike, Ino, Chodżiego, Nejego. Ten-ten, Brewkę, Kakashiego-sensei, a przede wszystkim Irukę-sensei. Nie wiem jak ja mu spojrzę w oczy, przecież był dla mnie jak ojciec, ale znając go od razu mi wybaczy.
                                                           /OPOWIADA JIRAYA/
    Widzę, że Naruto dojrzał nie tylko fizycznie, ale też psychicznie. Idziemy już 10 dni. A on odezwał się tylko z 5 razy. Gdybym go nie znał, powiedziałbym, że ktoś podmienił dawnego Naruto, na tego tutaj, poważnego i spokojnego. Jednak po tym, co przeżył podczas tych 3 lat trudno się dziwić.
        ~ ~ Naruto i Jiraya byli już rok poza wioską. Przez ten czas blond włosy chłopak poznał wielu ludzi. Właśnie zbliżali się do wioski Kamienia, gdy zaskoczyło ich dwoje członków Akatsuki.
- Witam, witam! Czy to nie jinjuriki we własnej osobie?- zapytał niższy osobnik – chyba trzeba go godnie przywitać, nie sądzisz Itachi?
-Masz racje. Może na początek damy mu jakiś mały prezent. Niech pomyślę, hmmm… wiem. Na początek to mu wystarczy…- i zaczęła się walka. Naruto nieżle sobie radził, ale też Akatsuki dostawali niezłe baty od przeciwników. Pod koniec walki stało się coś, czego błękitnooki wraz z saninem by się nie spodziewali.
- Słyszałem Naruto, że podczas tego roku zaprzyjaźniłeś się z wieloma ludźmi z różmych wiosek. Co?- zapytał retorycznie Itachi- Otóż słyszałem też, że wyjątkowo mocno  „zaprzyjaźniłeś” się z pewną dziewczyną. Hak jej tam było?... a tak już pamiętam Rei, nieprawdaż?
- Coś ty jej zrobił? – zaraz po tych słowach Naruto wyrosły dwa ogony, lecz na szczęście Jiraya szybko interweniował i owe dwa zniknęły.
- Heh, widzę , że trafiłem w czuły punkt, co? No więc twoja dziewczyna dostała od nas podarunek i nie jstem pewien czy po przeżyła, to smutne…Podsumowując  już nie masz co do niej wracać, bo jeżeli by przeżyła, to cię nienawidzi. Nawt nie masz się co starać by się to zmieniło, bo jutsu, które na nią założyliśmy jest niezniszczalne.
-TY!!! Zabiję cie! – już Naruto miał rzucić się na Itachiego, kiedy ten powiedział
- Spokojnie. Jeżeli TY zrobisz ni chociaż jedną małą rankę w co wątpię, ona odczuje to 2 razy mocniej, jeśli założymy, że w ogóle przeżyła. No to na nas już czas. Kisame! Zbieramy się! A i jeszcze jedno, Naruto. Gdy się do niej zbliżycz na mniej niż 200 metrów, jej ciało zareaguje na twoją chakrę tak samo ja figurki Diedary na jego. Wiesz co to oznacza? WIELKIE BUM…!!! No, ale jak Mie nie wierzysz i myślisz że blefuje, możesz iść do niej. Sayonara!!!
- Nie wierzę mu, na pewno blefuje!!! Po co by mu była potrzebna Rei?! Musimy do niej iść i to natychmiast! – już miał się zrywać do biegu,  gdy  powstrzymał go Jiraya.
- Naruto. Nie możemy do niej iść nie wiedząc  czy mówi prawdę czy kłamie. Lepiej będzie dla niej jeśli zerwiesz z nią wszelki kontakt. Nawet nie wiadomo, czy ona żyje, więc musisz zakończyć tą znajomość. Naruto!!! Słuchasz mnie Naruto?! Musisz się uspokoić, co uwolnisz moc demona! Naruto, uspokój się!!! – mówiąc to sanin zobaczył pojawiający się 3 ogon.
- TO NA PEWNO BLEF! Idę do niej i nawet nie próbuj mnie zatrzymywać! – po czym blond włosy chłopak z prędkością światła pobiegł w stronę wioski Mgły. Gdy się zbliżał do bramy zobaczył ją. Uspokoił się po czym czerwona chakra zniknęła. Już chciał do niej coś krzyknąć, lecz gdy zrobił jeden krok usłyszał huk. Nie wiedział co się stało. Zemdlał. Obudził się w namiocie, a obok niego siedział Ero-senin.
- Hejka zboczony pustelniku! – krzykną Naruto niczego nieświadomy, jednak gdy zobaczył poważną minę Jirayi zaniepokoił się- co się stało i dlaczego jesteśmy w namiocie?
- Widzisz Naruto – zaczął pustelnik – po tym jak Itachi i Kisame uciekli, ty pobiegłeś w stronę wioski Mgły… - starzec zaczął mu wszystko opowiadać, lecz ten nie mógł z siebie wydobyć ani słowa. Był załamany i zrozpaczony. Jedyna osoba, która kochała go mimo co w sobie nosi zginęła i to tylko z jego winy.
- *Jestem potworem* - po czym położył się i zamknął oczy aby nie pokazywać światu łez. Łez, które tak bardzo bolały.
Znienawidził się za to co zrobił. Od tamtej pory nie był już taki rozwrzeszczany i niecierpliwy jak dawniej, bo właśnie te cechy doprowadziły do tego strasznego wypadku po którym prawdopodobnie nigdy nie dojdzie do siebie. Lecz nigdy nic nie wiadomo.~~
     No cóż, to był przykry wypadek, a dla Naruto to było jak nóż wbiy prosto w serce. Ta dziewczyna była jedyną osobą pomijając mnie, która pokochała go mimo, że ma w sobie Kyubiego. On dla mnie jest wprawdzie jak syn, ale dla niej to była osoba najbliższa sercu.
                                                     / OPOWIADA NARUTO/
     Zbliżaliśmy się już do bramy wioski. Nagle z chmur niemiłosiernie zaczął padać deszcz, więc zażuciliśmy na siebie czarne płaszcze z kapturem zasłaniającym trzy czwarte twarzy. W duszy cieszyłem się, że wracam do wioski, do przyjaciół, ale też martwiłem się. Bardzo się martwiłem co będzie, a odzwierciedleniem mojego smutku i moich zmartwień była ta nagła burza.
                                                  / OPOWIADA NARRATOR/
    Do bram wioski zbliżały się dwie zakapturzone postacie. Gdy weszły do wioski otoczyli ich strażnicy
- Stać! Kim jesteście i w jakim celu tu przybyliście?
- Chcemy się zobaczyć z Hokage tej wioski. To pilne, więc proszę nas nie zatrzymywać! – odpowiedział wyższy z nich, natomiast drugi spoglądał na twarze Hokage, a właściwie tylko na jedną twarz wykutą w skale.
- Dobrze, ale dwoje naszych strażników pójdzie z wami.
- Hai.- to powiedziawszy ruszyli w strone urzędu Tsunade.
-* Heh… kto by pomyślał Yondaime, że jesteś moim ojcem. Na pewno w niczym cię nie przypominam. Ty, taki mądry i silny shinobi, a ja taki słaby i głupi. Nawet nie mam co się z tobą równać. * - nagle na niebie pojawiła się spadająca gwiazda i dość długo nie znikała- *Dlaczego ta gwiazda nie znika? Może ktoś nie pomyślał życzenia? No ta ja to zrobie, chciałbym żeby….(hahaha!!!! Jestem okrutna nie powiem wam czego sobie życzył Naruto, ale na pewno się domyślacie, a jeśli nie, możliwe, że przekonacie się już niedługo ^^ - dop. Aut.)- po wypowiedzianym życzeniu gwiazda natychmiast znikła, co przyprawiło Naruto o niemałe zdziwienie - * heh, pewnie i tak się nie spełni, ale spróbować zawsze można było.* - przez ten czas gdy tak rozmyślał doszli do gabinetu Hokage.
  ---------------- biuro Tsunade------------------
~puk,puk~
- Wejść!- doniosły głos kobiety rozniósł się po całej siedzibie, po czym drzwi się otworzyły i do gabinetu weszły 4 osoby.
- Hokage-sama! Te oto osoby chciały się z Toba pilnie zobaczyć. Mówiły, że to ważne.
- Dobrze. Izumo, Kotetsu możecie wyjść.
- Ale Hokage-sam…
- WYJŚĆ!!!
- Heh, Tsunade-obaa-chan nic się nie zmieniła – zwrócił się niższy mężczyzna do drugiego
- Taaa… ona to się chyba nigdy nie zmieni.
- Chwila, chwila. Tylko jedna osoba mówiła do mnie babciu i to był Naruto.
- Doprawdy tylko ja? – zapytał się mężczyzna po czym zdjął kaptur pokazując światu długie do przedramienia złote włosy i lazurowe, lecz nie tak wesołe jak kiedyś oczy, w których nie widać było tych samych iskierek, co w latach dzieciństwa.
- NARUTO! JIRAYA! Nawet sobie nie wyobrażacie, jak za wami tęskniłam! Siadajcie i opowiadajcie wszystko co się działo z wami przez te 3 lata!
- Eh… babciu, Jiraya ci wszystko opowie, ja idę już do domu.- i już miał nacisnąć klam kę, kiedy przypomniał sobie jaką sprawę miał do Tsunade. – A zapomniał bym. Babciu czy Sakura zrobiła postępy trenując pod twoim okiem?
- Tak, stała się naprawdę silną kunoichi i najlepszym zaraz po mnie medykiem-ninja. A coś się stało, że się pytasz?
- Nie nic się nie stało. Tak tylko pytam. Mam do cibie jeszcze jedną sprawę.
- Tak? Słucham.
- Mogłabyś nikomu nie mówić, że wróciłem? Na razie potrzebuje samotności, żeby wszystko przemyśleć, a przyjaciele mi w tym nie pomogą. Zgadzasz się?
- Dobrze Naruto, ale dlaczeg….
- Jiraya ci wszystko opowie. Ja już ide, bo musze przyznać że jestem trochę zmęczony. Do widzenia. – po czym wyszedł i skierował się w stronę domu.
- Co mu się stało? Gdzie ten rozwrzeszczany i wesoły Naruto, którego wszędzie było pełno?
- Obawiam się, że w najbliższym czasie nie powróci. Zaraz się wszystkiego dowiesz. No więc… - i pustelnik zaczął opowiadać co działo się z nimi przez 3 lata. - … i właśnie dlatego Naruto tak się zachowuje.
- Rozumiem. No cóż. Spełnie jego prośbę i on sam przywita się z przyjaciółmi. *mam nadzieję, że otrzęsie się z tego, kiedy spotka się z nimi.* Dobrze Jiraya, idź już do domu i odpocznij trochę. Jutro sprawdzę, czego Naruto nauczył się przez ten czas. Powiedz mu że ma przyjść jutro o godz. 9.00 na pole treningowe nr 3. Może się nie ujawniać jak chce i że będzie walczył z Asumą i Kurenai o tytuł Jonina. Pą walkę będę obserwowała ja, Shizune. Sakura i ty.
- Hai. To do zobaczenia Tsunade – po czym wyszedł z gabinetu.
                                                        /OPOWIADA NARUTO/
     Szedłem ulicami Konochy. Muszę przyznać, że dużo się tu zmieniło. Gdu rozmyślałem akurat o moim ojcu wpadła na mnie pewna osoba.
- Gome…, gomenasai! Nic się ponu nie stało? – powiedziała różowo włosa dziewczyna
- * O Matko! To Sakura? Nawet uczesania nie zmieniła w ciągu tych 3 lat, no ale trudno się dziwić, skoro jest taka zapracowana.* Nic się nie stało. Widzę, że spieszysz się do Tsunade-sama.
- Tak, ale skąd pan wiedział?
- Skąd wiedziałem? Właśnie od niej wracam i słyszałem jak się wydziera z powodu jakiejś różowowłosej dziewczyny. Domyślam się, że to ty, tak? No dobra nie zatrzymuje cię już. Sayonara!!
- Tak, dowidzenia.
Po zamianie tych kilku słów poszedłem dalej, ale nie spotkałem więcej znajomych. Po przyjściu do domu byłem zbyt zmęczony żeby cokolwiek zrobić, a co dopiero sprzątać w całym domu. Jednak nie mogłem spać, razem z trzycentymetrową warstwą kurzu na podłodze. Postanowiłem, że prześpie się na podobiznach Hokage. Gdy przechadzałem się po ulicach zobaczyłem Jirayę idącego w moją stronę
- Coś się stało? – zapytałem, bo przecież widzieliśmy się niecałe 5 godz. temu.
- Nie, ale szukałem cię, żeby cie zawiadomić o jutrzejszej walce.  Będziesz walczył z Asumą i Kurenai o tytuł Jonina. Tsunade chce zarazem sprawdzić twoje możliwości. Musisz się stawić o godz.9.00 na polu treningowym nr 3. Pamiętasz gdzie to jest?
- Tak pamiętam.
- To dobrze, ale proszę cię o jedno Naruto. Nie zrób im krzywdy
- Dobrze nie martw się będę ostrożny. – po czym uśmiechnąłem się nieznacznie- To do zobaczenia jutro, dobranoc.
- Tak ja też ci życzę dobrych snów chłopcze.
Po czym oddaliliśmy się od siebie. Poszedłem tam, gdzie planowałem, czyli na twarze Hokage i zasnąłem tam rozmyślając o Sasuke i o moim ojcu.

Offline

 

#3 2009-10-03 08:19:05

ulomarkoholiczka
Kochanka Marka
Od: Jeżewo\Zawidz
Zarejestrowany: 2009-08-09
Posty: 4737
Serwis

Re: Czyżby Naruto?

jest poprostu super.


Najpiękniejsze są lasy mieszane...
Czułam się bardzo samotna, a jednocześnie zadowolona z samotności...
Nigdy nie ufaj mężczyźnie. To cukierek moczony w truciźnie...
Najbardziej cię kocham, kiedy jesteś w głowie...

Offline

 

#4 2009-10-03 17:59:52

ann666
Wali z grubiańskiej rury
Od: Cesarstwo Toruńskie
Zarejestrowany: 2009-05-21
Posty: 17202
Serwis

Re: Czyżby Naruto?

Miałam zrobić korektę. Miałam. Doszła do połowy prologu i uznałam, że nie dam rady. Nie, żeby to było jakoś źle napisane, czy coś. Po prostu - nie moje klimaty. Zupełnie XD

Ale jedna rzecz.
z resztą to można w sklepie wink
zresztą


Je suis responsable de ma rose
After all this time? ALWAYS

Offline

 

#5 2009-10-17 17:29:07

Isabella
Intubator
Zarejestrowany: 2009-09-05
Posty: 37

Re: Czyżby Naruto?

Bardzo fajne smile
Co prawda nigdy nie interesowałam się Naruto, ale twoje opowiadanko jakoś mnie do tego zachęciło smile Mam nadzieję ze kiedy znajdziesz troche czasu to napiszesz kolejną część. smile
Pozdrawiam... smile


"Chcę do jedynego miejsca na ziemi gdzie problemy przestają mieć znaczenie. Do objęć, które akceptuję me słabości, do nich pragnę tylko do mej miłości" =*

Offline

 

Stopka forum

Powered by PunBB© Copyright 2002–2018 PunBB
statystyka