BrzydULA - jedyne forum fanów serialu

Forum dyskusyjne miłośników serialu "BrzydULA"

Nie jesteś zalogowany.

#21 2009-10-09 16:29:55

markomaniaczka
Wyznawca pomidoryzmu
Zarejestrowany: 2009-06-07
Posty: 1447

Re: Moje przemyślenia, wpisane w historię bohaterów Brzyduli.

Strychnine napisał:

Zamilknę, gdyż żadne słowa nie są w stanie wyrazić mojego zachwytu.

Takie słowa od samej Mistrzyni? <spuszcza wzrok i rumieni się nieznacznie> Dziękować kiss

brzydulomaniaczka napisał:

markomaniaczka napisał:

Mnie też chcesz oszukać. Udajesz, że umierasz, że każde moje słowo sprawia ci ogromny ból. Oczywiście, że sprawia, bo ty od zawsze boisz się swoich własnych błędów. A one zawsze stają ci przed oczami w najmniej spodziewanym momencie...

Jak ty to robisz, że uwiebiam twój styl w każdym zdaniu?

Nie mam pojęcia big_smile I naprawdę nie mogę się napatrzeć na to zdanie napisane przez Ciebie smile Radość sprawiasz mi już od pierwszego "cytuj" smile

brzydulomaniaczka napisał:

markomaniaczka napisał:

"Odeszli". Nie odeszli. To ty ich odsunęłaś od siebie. Sprawiłaś, że nawet twój ojciec, dobry i sprawiedliwy, zmarł z nadmiaru cierpienia, które zadawałaś mu swoim zachowaniem.

A to już tragiczne. Masz talent do opisywania smutnych historii tak, że są jeszcze bardziej smutne. Szacun.

Tak. Jak myślisz, że już nic nie może być bardziej smutne i tragiczne - zgłoś się do mnie tongue

brzydulomaniaczka napisał:

markomaniaczka napisał:

Bo śmierć nie polega tylko na tym, że coś cię zabija od środka. To ludzie z zewnątrz są twoimi katami. Prosisz ich o pomóc, a oni kiwają przecząco głową i wzruszają ramionami.

Takie prawdziwe słowa... Pewnie zaniedługo zagoszczą w mojej sygnie.

Oj. Co za zaszczyt rumieniec

brzydulomaniaczka napisał:

markomaniaczka napisał:

Szybko wyrwałaś mu dłoń.
Popatrzył na ciebie z zaskoczeniem i szybkim susem pokonał przeszkodę, w postaci biurka, i znalazł się tuż obok ciebie.
Jego dłonie na twoich biodrach nie były dla ciebie miłym gestem.

Przeskoczył biurko? W pierwszej chwili myślałam, że napisałaś "nie były niemiłym gestem." Twoja Ula jest inna, bo nie jest zakochana w Marku, tylko on w niej. Jeszcze.

Chodziło mi oto, że szybko ominął biurko wink
Moja Ula jest inna i jakoś nie potrafię opisać jej takiej naiwnej, jaką widzimy w serialu wink

brzydulomaniaczka napisał:

markomaniaczka napisał:

"Ula..." - zaczął, lecz ty mu przerwałaś. "Marek. Obiecałeś mi coś."
Przygryzł dolną wargę i podrapał się w czoło.
"Tak. Tylko, że wtedy nie przewidziałem jednego." - usłyszałaś i zaciekawiona czekałaś na wyjaśnienia. "Nie przewidziałem, że... Ula, w tobie nie da się nie zakochać..." - Zamiast czułego pocałunku odwdzięczyłaś mu się krótkim "Złamałeś obietnicę. Ja się tak nie bawię." I wybiegłaś z gabinetu.

Zupełnie nie w stylu Uli, to jest takie smutne... Ona pewnie nie powiedziałaby tak. Nie umiałaby tak ranić. Nieszczęśliwa miłość nie ma szczęśliwych zakończeń...

Dokładnie. A to miała być miłość nieszczęśliwa. Do końca.

brzydulomaniaczka napisał:

markomaniaczka napisał:

"Przestań!" Nie, nie przestanę. Dzięki twoim łzom czuję się potrzebny.
"Pasożyt!". Przykro mi, ale nie zmienię żywiciela.

To ostatnie zdanie mnie ponownie wzruszyło. Nie wiem, co w nim takiego jest, ale...

Cieszę się, że go zauważyłaś, bo dla mnie też ma ogromne znaczenie smile

brzydulomaniaczka napisał:

markomaniaczka napisał:

Wyciągnęłaś z szuflady jedną krówkę. "Tylko jedną. Jestem na diecie".

Dieta? Coś, co było i u mnie... Ech. Nie śmiem się z tobą porównywać.

Oj, już nie przesadzaj. Jest tutaj wiele (łącznie z Tobą) autorek, z którymi ja nie mogę się porównywać. Gdzie mi tam do Was wink

brzydulomaniaczka napisał:

markomaniaczka napisał:

Od początku wasza znajomość miała być tylko typowo przyjacielska. Już raz zmieniłaś reguły gry. Wtedy w hotelu pozwoliłaś mu oszukiwać.

W hotelu? Czy my o czymś nie wiemy?

Nie wiecie, bo zostawiłam pustą przestrzeń dla Waszej wyobraźni. Chodziło mi o przedstawienie ich znajomości jako romansu z głównym uwzględnieniem hotelowych pokoi wink

brzydulomaniaczka napisał:

markomaniaczka napisał:

Ten mężczyzna był dobry na jedną noc, nie na całe życie.

What?

Już tłumaczę. Dla mojej Uli Marek był kimś takim, jak dla modelek - dobrym kąskiem, ale nie do zjedzenia w całości tylko do wygryzienie najlepszej części. Żywiciel po prostu wink

brzydulomaniaczka napisał:

markomaniaczka napisał:

Ściągnęłaś żakiet i, wieszając go na wieszak, spojrzałaś w lustro. "Znów się rozmazałam!".
Poprawiłaś makijaż i nienaganną fryzurę.

Zupełnie nie w stylu Uli, ale prawie od początku było widać, że to nie jest prawdziwa Ula.

Po co opisywać coś, co widzimy w serialu? Ja mam już dość patrzenia na beczącą, rozhisteryzowaną Ulę, która sobie w życiu nie umie poradzić wink

brzydulomaniaczka napisał:

markomaniaczka napisał:

"Wiem, zachowałem się nie fair, ale ja już tak dłużej nie mogę. Ula... ja mam dość skrywania swoich uczuć. Kocham ciebie i nie mogę przestać o tobie myśleć..." - Usiadłaś na krześle po drugiej stronie pokoju.
"Od początku wiedziałeś jakie są zasady. Już jedną złamałeś, a ja nie lubię facetów, którzy nie dotrzymują obietnic."
"I nie obchodzi ciebie to, że ciebie kocham? Przecież możemy spróbować jeszcze raz. Na nowych warunkach lub, jak wolisz, zasadach. Ula..." - podszedł do ciebie i oparł ręce na twoich kolanach. - "Przecież było nam razem dobrze, już nie pamiętasz?"

O kurde blaszka. On wyznaje jej miłość, a ona nic? Unbelieveable. Takie rzeczy tylko u markomaniaczki.

Tak. Ja jestem od tych rzeczy niemożliwych tongue

brzydulomaniaczka napisał:

markomaniaczka napisał:

"Jeszcze coś? Zaraz przyjdzie Adam, więc lepiej już idź. Potrafi być bardzo zazdrosny."
"Ja..ki... A...dam?" - wydukał, zupełnie oszołomiony.
"Mój chłopak. A właściwie to już narzeczony" - odparłaś obojętnie, oglądając swój french manicure i rozmyślając, kiedy masz umówioną wizytę u kosmetyczki.

Nie wiem, jak to robisz, ale ja wręcz widzę tą scenę... Tą obojętność Uli, kiedy ogląda swoje paznokcie, a jednocześnie wbija Markowi nóż w plecy...

Prawidłowo odczytane big_smile Moja Ula to wyrafinowana dama.

brzydulomaniaczka napisał:

markomaniaczka napisał:

Rozstaliście się, a tydzień później straciłaś ojca. Wszystkie twoje błędy ciążyły mu jak najcięższe kamienie. W końcu się poddał.
"Rak!" - krzyczysz do dziś. Tylko, że ten rak miał twoje imię...

Już prawie płaczę. Zabiła swojego ojca. Znów pytam: dlaczego?

Bo za błędy trzeba płacić. A niestety Ula zapłatą obciążyła własnego ojca... Tak to jest, jak żyjemy przyszłością, nie teraźniejszością... Dopiero, gdy ta upragniona przyszłość pojawia się w naszym życiu jako znienawidzona przeszłość odczuwamy skutki swojego zachowania. Często jest już wtedy za późno...

brzydulomaniaczka napisał:

markomaniaczka napisał:

Ten pomysł chodził mi po głowie od kilku tygodni. Chciałam spróbować narracji drugoosobowej.

Gratuluję szybkości. Może za rok trzeba było dać? xD

To w moim przypadku jest sprint big_smile Po prostu ja mam tyci tyci wolnego czasu i, żeby mieć zupełnie wolną głowę muszę wiedzieć, że wszystko już zrobiłam i mogę odpocząć. Tak, jak na przykład dziś tongue

brzydulomaniaczka napisał:

Dzięki za buziaki. I przestań te bluźnierstwa pisać. Jak można zacząć to czytać i nie skończyć?
Nareszcie napisałam porządny komentarz. Uff.
Czekamy na dalsze urojenia. Ale może chociaż ciutkę weselej? Ok, nie wnikam. Pisz jak chcesz.

Spróbuję, ale nie wiem, czy sobie poradzę wink

Dziękuję wszystkim za wspaniałe komentarze smile Jesteście cudowni, (pewnie już się powtórzę) dla takich ludzi warto pisać kiss kiss

Offline

 

2009-10-09 16:29:55

Cindy
Najlepsza doradczyni na forum

#22 2009-10-09 16:34:11

brzydulomaniaczka
Przyjaciułka SteFy
Od: Gdzieś w lubelskim...
Zarejestrowany: 2009-04-04
Posty: 10576
Serwis

Re: Moje przemyślenia, wpisane w historię bohaterów Brzyduli.

Och. Wielki szacun, że chciało ci się odpisywać. Naprawdę wielkie dzięki za wyjaśnienia.


Kocham wszystkie swoje siostrzyczki forómowe: Aduśka, Apollina, Claudia, Króweczka, Libby, Mel, Pszczoła, Struś.
Mój facet to Miron Lipski heart    iris
Kocham swój wieczny avek <3

Offline

 

#23 2009-10-09 16:37:41

markomaniaczka
Wyznawca pomidoryzmu
Zarejestrowany: 2009-06-07
Posty: 1447

Re: Moje przemyślenia, wpisane w historię bohaterów Brzyduli.

brzydulomaniaczka napisał:

Och. Wielki szacun, że chciało ci się odpisywać. Naprawdę wielkie dzięki za wyjaśnienia.

Nie ma za co smile Miło było skomentować takie komentarze smile

Offline

 

#24 2009-10-09 16:52:09

Selly
Najwierniejsza Fanka Lwiątka
Zarejestrowany: 2009-05-21
Posty: 2163

Re: Moje przemyślenia, wpisane w historię bohaterów Brzyduli.

Niewiarygodne. Czytając taki tekst można się spodziewać, że Autor dostał przynajmniej Nobla, a to napisała uczennica...
Niewiarygode...


Jestem pogrążona w rozpaczy. Jestem na najczarniejszym dnie najczarniejszego oceanu. Boże, chyba się upiję!
Jakcykuś - moja przerażająca siostrzyczka tongue

Offline

 

#25 2009-10-09 17:39:51

markomaniaczka
Wyznawca pomidoryzmu
Zarejestrowany: 2009-06-07
Posty: 1447

Re: Moje przemyślenia, wpisane w historię bohaterów Brzyduli.

Selly napisał:

Niewiarygodne. Czytając taki tekst można się spodziewać, że Autor dostał przynajmniej Nobla, a to napisała uczennica...
Niewiarygode...

Jeżu malusieńki, tyle wspaniałych słów godnych naprawdę dobrych autorów, trafia się mnie skromnej dziewczynie, która czasami ma pewne odchyły i wypisuje różne głupoty wink Ja proszę o krytykę, bo zaraz tu urosnę z dumy tongue

Offline

 

#26 2009-10-09 18:51:43

Harris
Dasz wiarę?
Zarejestrowany: 2009-05-26
Posty: 7499

Re: Moje przemyślenia, wpisane w historię bohaterów Brzyduli.

yikes

Tylko tyle jestem teraz z siebie wyrazić...

To jest piękne....


SNiSUM&UwS

Offline

 

#27 2009-10-09 20:43:40

Aleksiss
Cień Uli
Od: Warszawa
Zarejestrowany: 2009-05-10
Posty: 431

Re: Moje przemyślenia, wpisane w historię bohaterów Brzyduli.

Ekhm... Tak sobie myślę: Komentuję jakieś gnioty, a powinnam to. Tylko powiedzcie mi jak? Chyba mój zasób przymiotników jest tak mały, że nie umiem tego określić. Co mi się podoba... Podoba mi się opowiedziana historia. Sama w sobie. Forma zapisu dialogu też pasuje bardziej niż ta standardowa z myślnikami. Ula jest wredna, ale przez to inna i oryginalna. I jeszcze ślub Uli i ślub Marka. To było genialne. Jak ludzie, którzy się kochają mogą się nawzajem ranić...
Ale... Ale sposób opisania i narracja do mnie nie przemawia. Po prostu. Drugoosobowa narracja zabrała opowiadaniu pewien urok. Drugoosobowa narracja powinna przytłaczać, powinna być ciężka, najlepiej żeby była krótka. Znaczy dłuższe opowiadanie tak może być pisane, ale wtedy bezpowrotnie coś traci. No i ta narracja najlepiej oddziałowywuje chyba jednak w czasie teraźniejszym. W przeszłym czegoś tam brakuje. Dlatego najbardziej podobał mi się pierwszy akapit. Potem przeskoczyłaś na czas przeszły no i takiego czaru szczególnego dla narracji drugoosobowej tam nie widzę.
No i ostatnie zdania.

markomaniaczka napisał:

Naprawdę chcesz to wiedzieć?
Dobrze. Skoro tak.
Jestem głosem twojego serca...

I wtedy, po raz pierwszy, pomyślałaś: "Czy można żyć bez serca?"

To wybitnie do mnie nie przemawia. Tak jakoś sztucznie to zabrzmiało.

Ale pisz kolejne miniaturki, ćwicz, szczególnie różne formy narracji i opisu. Ja napisałabym to sobie jeszcze raz, zmieniając czas przeszły na teraźniejszy. Ale to taka luźna dygresja.

Podsumowując: Miniaturka nie ma takiego czaru, nie oddaje takich emocji jak to twoje długie opowiadanie. Ale mi się podoba, mimo, że niektóre zdania, np. to, które zacytowałam wcześniej brzmią sztucznie i wymuszenie.     
Znów się rozpisałam. Weny. Aleksiss
Ach, jakby się ktoś czepiał. Opinia jest zupełnie subiektywna i ukazuje moje uczucia po przeczytaniu tekstu. Niczyje inne.

Offline

 

#28 2009-10-09 22:05:52

markomaniaczka
Wyznawca pomidoryzmu
Zarejestrowany: 2009-06-07
Posty: 1447

Re: Moje przemyślenia, wpisane w historię bohaterów Brzyduli.

Aleksiss napisał:

Ekhm... Tak sobie myślę: Komentuję jakieś gnioty, a powinnam to. Tylko powiedzcie mi jak? Chyba mój zasób przymiotników jest tak mały, że nie umiem tego określić. Co mi się podoba... Podoba mi się opowiedziana historia. Sama w sobie. Forma zapisu dialogu też pasuje bardziej niż ta standardowa z myślnikami. Ula jest wredna, ale przez to inna i oryginalna. I jeszcze ślub Uli i ślub Marka. To było genialne. Jak ludzie, którzy się kochają mogą się nawzajem ranić...
Ale... Ale sposób opisania i narracja do mnie nie przemawia. Po prostu. Drugoosobowa narracja zabrała opowiadaniu pewien urok. Drugoosobowa narracja powinna przytłaczać, powinna być ciężka, najlepiej żeby była krótka. Znaczy dłuższe opowiadanie tak może być pisane, ale wtedy bezpowrotnie coś traci. No i ta narracja najlepiej oddziałowywuje chyba jednak w czasie teraźniejszym. W przeszłym czegoś tam brakuje. Dlatego najbardziej podobał mi się pierwszy akapit. Potem przeskoczyłaś na czas przeszły no i takiego czaru szczególnego dla narracji drugoosobowej tam nie widzę.
No i ostatnie zdania.

markomaniaczka napisał:

Naprawdę chcesz to wiedzieć?
Dobrze. Skoro tak.
Jestem głosem twojego serca...

I wtedy, po raz pierwszy, pomyślałaś: "Czy można żyć bez serca?"

To wybitnie do mnie nie przemawia. Tak jakoś sztucznie to zabrzmiało.

Ale pisz kolejne miniaturki, ćwicz, szczególnie różne formy narracji i opisu. Ja napisałabym to sobie jeszcze raz, zmieniając czas przeszły na teraźniejszy. Ale to taka luźna dygresja.

Podsumowując: Miniaturka nie ma takiego czaru, nie oddaje takich emocji jak to twoje długie opowiadanie. Ale mi się podoba, mimo, że niektóre zdania, np. to, które zacytowałam wcześniej brzmią sztucznie i wymuszenie.     
Znów się rozpisałam. Weny. Aleksiss
Ach, jakby się ktoś czepiał. Opinia jest zupełnie subiektywna i ukazuje moje uczucia po przeczytaniu tekstu. Niczyje inne.

Rozumiem. Narracja drugoosobowa ma w sobie coś takiego, że nie każdemu się spodoba.
Mnie zawsze podobały się tego typu opisy i sama też chciałam coś takiego napisać.
Dziękuję za komentarz smile
Aha i chcę, żebyś wiedziała, że nie pisałam tego na siłę, więc nic nie było wymuszonego. Ale rozumiem, że każdy ma inny gust wink
Dziękuję za konstruktywną krytykę. Kolejną miniaturkę postaram się napisać w drugiej osobie, ale czasie teraźniejszym. Może też jakoś wyjdzie smile
Buziaki.

Offline

 

#29 2009-10-09 22:11:55

Aleksiss
Cień Uli
Od: Warszawa
Zarejestrowany: 2009-05-10
Posty: 431

Re: Moje przemyślenia, wpisane w historię bohaterów Brzyduli.

markomaniaczka napisał:

Aleksiss napisał:

Ekhm... Tak sobie myślę: Komentuję jakieś gnioty, a powinnam to. Tylko powiedzcie mi jak? Chyba mój zasób przymiotników jest tak mały, że nie umiem tego określić. Co mi się podoba... Podoba mi się opowiedziana historia. Sama w sobie. Forma zapisu dialogu też pasuje bardziej niż ta standardowa z myślnikami. Ula jest wredna, ale przez to inna i oryginalna. I jeszcze ślub Uli i ślub Marka. To było genialne. Jak ludzie, którzy się kochają mogą się nawzajem ranić...
Ale... Ale sposób opisania i narracja do mnie nie przemawia. Po prostu. Drugoosobowa narracja zabrała opowiadaniu pewien urok. Drugoosobowa narracja powinna przytłaczać, powinna być ciężka, najlepiej żeby była krótka. Znaczy dłuższe opowiadanie tak może być pisane, ale wtedy bezpowrotnie coś traci. No i ta narracja najlepiej oddziałowywuje chyba jednak w czasie teraźniejszym. W przeszłym czegoś tam brakuje. Dlatego najbardziej podobał mi się pierwszy akapit. Potem przeskoczyłaś na czas przeszły no i takiego czaru szczególnego dla narracji drugoosobowej tam nie widzę.
No i ostatnie zdania.

markomaniaczka napisał:

Naprawdę chcesz to wiedzieć?
Dobrze. Skoro tak.
Jestem głosem twojego serca...

I wtedy, po raz pierwszy, pomyślałaś: "Czy można żyć bez serca?"

To wybitnie do mnie nie przemawia. Tak jakoś sztucznie to zabrzmiało.

Ale pisz kolejne miniaturki, ćwicz, szczególnie różne formy narracji i opisu. Ja napisałabym to sobie jeszcze raz, zmieniając czas przeszły na teraźniejszy. Ale to taka luźna dygresja.

Podsumowując: Miniaturka nie ma takiego czaru, nie oddaje takich emocji jak to twoje długie opowiadanie. Ale mi się podoba, mimo, że niektóre zdania, np. to, które zacytowałam wcześniej brzmią sztucznie i wymuszenie.     
Znów się rozpisałam. Weny. Aleksiss
Ach, jakby się ktoś czepiał. Opinia jest zupełnie subiektywna i ukazuje moje uczucia po przeczytaniu tekstu. Niczyje inne.

Rozumiem. Narracja drugoosobowa ma w sobie coś takiego, że nie każdemu się spodoba.
Mnie zawsze podobały się tego typu opisy i sama też chciałam coś takiego napisać.
Dziękuję za komentarz smile
Aha i chcę, żebyś wiedziała, że nie pisałam tego na siłę, więc nic nie było wymuszonego. Ale rozumiem, że każdy ma inny gust wink
Dziękuję za konstruktywną krytykę. Kolejną miniaturkę postaram się napisać w drugiej osobie, ale czasie teraźniejszym. Może też jakoś wyjdzie smile
Buziaki.

Ależ ja bardzo lubię tę narrację. Jednak uważam, że jest najtrudniejsza. No i najmniej znana. Zapewne większość osób, które znam osobiście nie miałaby pojęcia o co chodzi. Pisz, pisz, ja i tak wszystko czytam, mimo, że czasem nie komentuję (ach ten leń...). Jeszcze raz weny. Aleksiss

Offline

 

#30 2009-10-11 00:34:23

markomaniaczka
Wyznawca pomidoryzmu
Zarejestrowany: 2009-06-07
Posty: 1447

Re: Moje przemyślenia, wpisane w historię bohaterów Brzyduli.

Dedykowane wszystkim, którzy mnie wspierają tutaj na forum i tym, którzy są i komentują. A w szczególności tym, którzy są tutaj ze mną od początku smile

Pożegnanie z przeszłością.

"Piękna noc" - myślisz, oglądając rozgwieżdżone niebo. Przyjemny chłód, w postaci wiatru, daje ukojenie twojej zmęczonej twarzy. Takie wieczory zawsze działają na ciebie nostalgicznie. Robisz listę zysków i strat, dziękujesz lub bluźnisz na Boga za to, co ofiarował ci tego dnia. Nigdy nie potrafiłeś przyjmować porażki czy cierpienia z pokorą. Dążyłeś do doskonałości, chcąc być najlepszym, przechytrzyć samego Boga i uciec od przeznaczenia. Nie wierzysz w przeznaczenie...
Ale właśnie tej nocy wspominasz wasze pierwsze spotkanie. Teraz, z uśmiechem na twarzy, wspominasz wasz pierwszy pocałunek, waszą pierwszą wspólną noc. Było cudownie. Do dziś jest cudownie.
Pierwszy raz od dawna chcesz wrócić z tarasu do sypialni. Kiedyś czekała na ciebie inna kobieta. Od niedawna twój dom wypełnia ciepło tej drugiej. "Nie, nie drugiej" - zaprzeczasz. - "Tej pierwszej i ostatniej. Chyba...".
Od zawsze w tej chwili wahasz się i wracasz do odległej, dla ciebie bardzo dawnej, przeszłości. Nie istniejącej dla ciebie na co dzień, a nachodzącej cię w takich chwilach jak ta.
- Kochanie, wracaj do domu - szepcze ci do ucha ukochana.
- Już skarbie, muszę jeszcze pomyśleć.
- Nie zostawię cię tutaj samego, więc jak nie chcesz, żebyśmy zmarzli, wejdź do środka - mówiąc to, czule pogłaskała swój duży brzuch i popatrzyła na ciebie spod wachlarza długich, czarnych rzęs.
Nie potrafisz się jej oprzeć, więc już po chwili leżycie wspólnie w wielkim łóżku. Ona zasypia, a ty ciągle rozmyślasz.
Minął rok od tamtego zdarzenia, a ty wciąż nie możesz zapomnieć spojrzenia Tej kobiety. Kobiety, dzięki której odmieniłeś swoje życie. Kobiety, która pomogła ci bezinteresownie, a potem, po tym jak ją wykorzystałeś, sama zemściła się na tobie. Wtedy czułeś się jak skopany pies, dziś dziękujesz Jej za kolejną lekcję życia. Wybaczasz ból, który ci zadała, dziękujesz Bogu, że pozwolił ci Ją spotkać.
Po chwili spoglądasz na śpiącą obok ciebie kobietę. Zastanawiasz się, czy ona naprawdę jest dla ciebie tym, kim chcesz, żeby dla ciebie była.
Kochasz jej lśniące włosy, gładką, opaloną skórę, znasz każdy zakamarek jej duszy... Ale z trudem, właśnie dziś, uznajesz, że ona nigdy nie będzie Tamtą...
Na Ziemię sprowadza cię odznaczający się spod kołdry okrągły brzuch. Brzuch, w którym zamknięty jest twój syn. Brzuch, który tętni życiem i radością. Twój syn - pełen energii chłopiec, który już chce zawojować świat. Myślisz - "Jak mogę odbierać mu tę radość z życia? Jak mogę od początku jego istnienia zabierać mu to, co utrzymuje nas przy życiu - miłość i rodzinę? On nie jest niczemu winny i nie mogę go karać za to, że to ja popełniam błędy..."
Kolejny raz w życiu robisz tak, jak powinieneś, a nie tak, jak chcesz. Uświadamiasz sobie, że tam, na tarasie, sam uwierzyłeś w to, że ona mogłaby ci zastąpić Ją. Teraz wiesz, że nikt tego nie potrafi... Chociażbyś spotkał Anioła, on nigdy ci Jej nie zastąpi. Bo ty kochałeś Ją za to, że miała wady. Wady, które często mogłeś dopatrzeć u siebie. Była po prostu człowiekiem... Nieidealnym stworzeniem, które pokochałeś...
Wstajesz z łóżka i idziesz do kuchni po szklankę wody. Chcesz zagłuszyć myśli. Chcesz pokonać strach i zapomnieć. Tylko czy to możliwe, żeby zapomnieć o Niej w ciągu tej nocy, jeśli nie zapomniałeś o Niej przez rok? "Nie, to nie jest możliwe" - stwierdzasz i wyciągasz Jej zdjęcie schowane pod stertą twoich ubrań.
Wpatrujesz się w Jej lazurowe oczy. Widzisz Jej, uwiecznione na fotografii, rozwiane włosy i ten uśmiech, którym obdarzała cię codziennie. Jej widok dodaje ci sił. Chociaż Jej różowe usta wyglądają kusząco, ty nie myślisz już o Niej w tych kategoriach. Ona jest dla ciebie niedoskonałym przyjacielem, który, mimo tego, że cię zranił, wprowadził w twoje życie nieodzowne poczucie szczęścia. Tak, jesteś szczęśliwy, bo kiedyś Ona była twoja.
Jesteś smutny, bo już nigdy Jej nie zobaczysz.
Chowasz zdjęcie głęboko i, zamykając drzwi szafki, głęboko wzdychasz. Zawsze tak robisz. Bo wpatrywanie się w Jej oblicze jest dla ciebie rytuałem od tych trzystu sześćdziesięciu pięciu dni spędzonych w tęsknocie i bólu. Jednak, gdy wchodzisz do sypialni, przypominasz sobie o niej, kobiecie, z którą teraz jesteś. Przypominasz sobie, jak bardzo ci pomogła i ile dla ciebie znaczy. Przypominasz sobie, że będziecie mieli dziecko i wtedy szala się przeciąża. Kładziesz się na łóżku i przytulasz ją. Czujesz się zobowiązany. Wiesz, że musisz stworzyć wspaniałą rodzinę. Nie możesz ranić. Wiesz, że Ona byłaby z ciebie dumna i z tą świadomością zapadasz w głęboki sen.
Dzień waszego ślubu miał być dla ciebie końcem kawalerskiej wolności. Tymczasem ty czujesz, że po wypowiedzeniu sakramentalnego "tak" staniesz się naprawdę wolny. Wolny od kłopotów, zmartwień, od wspomnienia o Niej.
Stoisz przed ołtarzem i wpatrujesz się w księdza, za którym bezwiednie powtarzasz przyrzeczenie. Twoja ukochana daje ci znak w postaci mocnego ściśnięcia dłoni. Patrzysz na nią i wątpliwości znikają. Uświadamiasz sobie, że nie mógłbyś jej skrzywdzić, nie potrafiłbyś odzwyczaić się od widoku jej miodowych kosmyków włosów, które teraz były spięte w idealny kok. Czujesz, że twój wybór jest słuszny. Wiesz, że ona cię uratowała i nie możesz zrezygnować z czegoś, co dla niej jest najważniejsze.
Wypowiadając "...i że cię nie opuszczę aż do śmierci", twój głos lekko drży. Masz nadzieję, że kiedyś ją pokochasz. Że poza wdzięcznością będziesz czuć do niej to, co czułeś do Tamtej.
Teraz wiesz jedno - twój syn będzie najszczęśliwszym człowiekiem na świecie, a ty tego dopilnujesz. Nigdy nie pozwolisz, żeby kobieta zniszczyła jego uczucia. Twój syn będzie drugim tobą z tym, że nie popełni tych samych błędów.
Wychodząc ze świątyni widzisz Ją. Twoje serce zamiera. Nie możesz oderwać wzroku od tej kruchej istoty, która samotnie, z chusteczką w ręku, stoi i wpatruje się w ciebie ze smutkiem w oczach. Cierpi, ale ty nie możesz Jej pomóc. Odwracasz głowę i uśmiechasz się do żony. Właśnie teraz pożegnałeś się z przeszłością.

Pod stertą twoich ubrań nie ma już nic. Wspomnienie o Niej staje się złudzeniem
Rachunek został wyrównany...


Wiem, że to "coś" nie ma zbyt imponującej długości, ale tak miało być od początku wink
Chciałam ukazać przedstawioną wcześniej historię z drugiej strony.
Proszę o opinie smile

Ostatnio edytowany przez markomaniaczka (2009-10-16 17:29:13)

Offline

 

Stopka forum

Powered by PunBB© Copyright 2002–2018 PunBB
statystyka