BrzydULA - jedyne forum fanów serialu

Forum dyskusyjne miłośników serialu "BrzydULA"

Nie jesteś zalogowany.

#21 2009-11-03 19:10:39

Apollina
Mroczki Pshemko
Od: Kraków
Zarejestrowany: 2009-10-31
Posty: 597

Re: "Otwórz okno na miłość"

Wybaczcie za dwa posty pod rząd.
Jeszcze raz dziękuję za krytykę i poprawę błędów.
A oto część druga.

Part 2.

Deszcz nie wiadomo kiedy zaczął bębnić w parapet. Od dłuższego czasu wpatrywała się w coś za oknem, ale była tak zamyślona, że nawet nie zauważyła spływających po szybie strug deszczu, uniemożliwiających zobaczenie czegokolwiek.

Słowa Sebastiana spowodowały, że zaplanowana na ten dzień praca poszła w niepamięć. W zasadzie dzień był już całkowicie stracony, ciągle wyobrażała sobie Marka czekającego na odprawę. Jej wzrok błądził od klawiatury laptopa, do wiszącego naprzeciwko zegara. Liczyła czas, który pozostał…

– Chcę żeby tutaj był, ale czy jestem gotowa, by na nowo pojawił się w moim życiu? Przecież wszystkie moje działania były nastawione na zapomnieniu o nim. Miałabym tak nagle mu wybaczyć, rzucić się w ramiona i powiedzieć, że cieszę się, że tak to się wszystko skończyło? Przecież wcale się nie cieszę. Ten Marek, który słuchał rad Sebastiana, zdecydowanie nie jest tym samym facetem w którym się zakochałam. – pomyślała Ula.

- Zdecydowanie nie będzie mi go brakować. - dodała na głos, próbując przekonać samą siebie do tych słów.

Wyjęła pierwszy z brzegu segregator i zajęła się analizą raportów. Walczyła z samą sobą, aby czasem nie spojrzeć na tarczę zegara i niemiłosiernie przesuwające się wskazówki. Z początku szło jej całkiem dobrze, kolorowe słupki, diagramy i wykresy zajęły ją choć na chwilę, jednak, gdy okoliczne dzwony wybiły godzinę osiemnastą, zerwała się z miejsca i wybiegła z gabinetu.

- Violetta!

Kubasińska właśnie parzyła sobie kawę, unoszące się z niej opary działały na nią uspokajająco, a przecież za jakiś czas umówiła się na uroczą kolację z Sebastianem, toteż zdecydowanie musiała być opanowana.
Idąc z filiżanką przez korytarz, marzyła o tym, by trzymać się z daleka od tego paskudnego deszczu.  W taką pogodę pod kotem wypadało jedynie zdjąć za ciasne o półtora numeru buty i odprężyć się wciskając te wszystkie durne guziczki na klawiaturze.
Z zadumy wyrwała ją pani prezes, która krzyczała coś, co później okazało się być jej imieniem.

- Idę, już idę. Przecież się nic nie zapali w taką pogodę.
- Viola, zamów taksówkę, weź płaszcz i czekaj na mnie przed wyjściem.

Violetta spojrzała na panią prezes przerażona.
- Chyba nie mówisz o tym, że ja…my..

- Musisz mi pomóc. Wyjaśnię ci w taksówce.
 
***

Marek odwrócił się zdezorientowany.

- Violetta? Co ty tu do cholery robisz?
- Marek, nareszcie cię znalazłam, bo widzisz, to wszystko jest takie skomplikowane, że nawet ja się w tym wszystkim połapać nie mogę, no, ale wiesz, czego się nie robi dla pani prezes. – mówiła Viola, próbując złapać oddech.

- To Ula też tu jest?
- Co ty taki dzisiaj nisko kapujący jesteś, co? A po jakiego Żyda miałabym tutaj sama jechać?
W wtedy ją zobaczył. Szła okryta w zielony płaszcz, uśmiechając się do niego delikatnie. Jak w zwolnionym tempie potrafił zobaczyć jak jej włosy poruszają się w powietrzu.  Emanował od niej jakiś nieznany mu wcześniej blask.

- Coś się stało? Z ojcem wszystko w porządku? – zaczął pytać.

Nie był w stanie uwierzyć, że przyszła się z nim pożegnać. I choć jej widok spowodował, że przyjemna fala ciepła rozpływała się po jego ciele, to wiedział, że teraz o wiele ciężej będzie mu wsiąść do samolotu.

- Z ojcem i z firmą wszystko w porządku. Po prostu nie chce, żeby to tak wyglądało. Nie musisz odjeżdżać.

– Nie chcę, żebyś odjeżdżał… - dodała w myślach

- Obiecałem ci, że nie będziesz musiała znosić mojej obecności, chce dotrzymać słowa, choć raz pokazać ci, że potrafię być szczery w tym co robię.

- Nie chce, żebyś mi cokolwiek udowadniał. Violetta musi wrócić do firmy, bo ma jeszcze dużo pracy, ale co byś powiedział na spacer nad Wisłą?

Nie potrafię powiedzieć mu prosto w twarz, że go potrzebuję, nie przechodzi mi przez gardło, że chcę, żeby został. Zachowujemy się oboje jak dzieci, a przecież jesteśmy już dorośli, potrafimy się ze sobą dogadywać i rozmawiać, jak nikt inny. Dlaczego tak trudno rozmawiać nam o uczuciach? O tak ważnych..

Po chwili już ich nie było, jedynie Violetta stała bezradnie wśród śpieszących się na odprawę ludzi.

Można było ich porównać do pary zakochanych nastolatków, szli obok siebie, a gdy Marek próbował przypadkowo, złapać Ulkę za rękę, ta jakby wyczuwając jego zamiary, przyspieszała kroku. I kątem oka widziała, jak robi tę charakterystyczną dla siebie minę, a potem zakłada na swoją twarz maskę, udając, że nie ma nic wspólnego z tym łapaniem jej za rękę.

Deszcz zamienił się w nieprzyjemną mżawkę, a spacer minął im w całkowitej ciszy. W miejscu w którym kiedyś rozpalali ognisko, Marek złapał ją za rękę. Spojrzała na niego zdziwiona, jednak nie powiedziała ani jednego słowa.

Mieli sobie dużo do powiedzenia, a nie potrafiąc odpowiednio obrać uczuć w słowa, powodowali, że sytuacja stawała się lekko krępująca.

- Nie wiedziałem, że prezes powinien mieszać pracę z życiem osobistym. – powiedział Marek, próbując przerwać denerwującą go ciszę.

Ula zmarszczyła czoło.

- Chodzi mi o Violettę. Wykorzystujesz asystentki do innych celów jak praca.

- Jeśli się nie mylę to poprzedni prezes wykorzystywał wszystkie swoje asystentki do celów bardziej osobistych, niż ja.

– Nie tak miało to wyglądać. Miałam mu powiedzieć, że mi go brakuje, a nie pluć mu w twarz kąśliwymi odpowiedziami. – skarciła sama siebie.

- Wiem, że jest ci ciężko, ale musisz wiedzieć, że to co ja czuję jest o wiele bardziej rozdzierające, niż wszystko inno, co kiedykolwiek złego się wydarzyło.
- Przepraszam, nie powinnam była tego mówić.

Usiedli na ławce. Było mokro, zimno i wilgotno, zamiast powietrza można spokojnie było wdychać wodę. Marek włożył ręce w kieszenie płaszcza, ale gdy dostrzegł, że Ula próbuje ukryć, że trzęsie się z zimna, zdjął płaszcz i narzucił jej na ramiona, tym samym skazując się na zamarznięcie.

- Nie wygłupiaj się, jeszcze zachorujesz, koszula to niezbyt dobre okrycie na tę pogodę, ja nie zamarznę.
Marek zaśmiał się.
- Jak zachoruję, to będziesz miała wyrzuty sumienia i zaczniesz mnie z własnej woli odwiedzać, a to jest bardzo mile widziane.

Uśmiechnęła się i oddała mu płaszcz.

- W takim razie lepiej się ubierz, bo zdrowy przydasz się mi o wiele bardziej.
- Co tylko pani prezes rozkaże. Swoją drogą to niezbyt udane miejsce na spotkania, szczególnie w taką pogodę. Pozwól, że zaproponuję miejsce o wiele cieplejsze.

***
Violetta już od dawna była w firmie. Wparowała jak burza, a każde jej kichnięcie było gradobiciem. Marzyła jej się ciepła herbata, łóżko i sałatka z pomidorów.
Chorobę miała zapewnioną tak samo jak kolejny debet.

Jednak jej przeziębienie nie odstraszyło dość sporego tłumu, jaki zbiegł się, gdy Kubasińska oznajmiła, że ma ekscytujące wieści na temat nowej pani prezes i Marka Dobrzańskiego. I chociaż mało osób uwierzyło w zapewnienia Violi, że wiadomości są z pierwszej ręki, to i tak każdy zamieniał się w słuch.

- Mówię wam to wszystko było takie romantyczne! Normalnie, jakby żywcem ściągnięte z „Dumy i upodlenia”!

- „Dumy i uprzedzenia” – poprawiła ją Ania – ale pogodzili się w końcu?

- No mówię przecież! No tak jakby, bo potem poszli nad Wisłę – w tym momencie Viola skrzywiła się, jak gdyby ktoś wepchnął jej do buzi najkwaśniejszą cytrynę świata – i tego to ja już kompletnie nie rozumiem. Można iść do restauracji, do kina, nawet hotel bym zrozumiała! Ale nad Wisłę? Chyba, że wiecie, może to jakiś tajny skrót, coś w stylu „chodźmy nad Wisłę” oznacza mniej więcej to samo co kolacja, połączona ze śniadaniem, oczywiście. Bo niby co fajnego może być nad Wisłą? Zimno, nie wygodnie, a woda za głęboka, ani tu pływać, ani się całować. Ja zdecydowanie wolę wannę. No, ale wiecie z upodobaniami to się nie dyskutuje.

Drzwi windy otworzyły się, a tłum rozproszył się w obawie, że może z niej wyjść Aleks, albo nie daj Boże, Paulina.

Sebastian powolnym krokiem zbliżył się do Violi, która nadal stała na środku i gestykulując wciąż wyrażała własne zdanie na temat wanny.

- Czy coś mnie ominęło?

- Epoka lodowcowa na pewno. – mruknęła Violetta – No nie patrz tak na mnie, to nie ty musiałeś biegać za Markiem na rozkaz pani prezes i na dodatek w takie okropne zimno.

Minęła dość długa chwila zanim Sebastian dokładnie zrozumiał, co Viola właśnie mu powiedziała. Domyślił się, że Marek dopiął swego w zasadzie zbytnio się nie starając. Wyciągnął telefon, już miał dzwonić do Marka, aby ten opowiedział mu wszystko ze szczegółami, gdy wpadł na pomysł lepszego spożytkowania tak dogodnej sytuacji, zresztą Marek na pewno zajęty był jeszcze Cieplak i być może dopiero rano znajdzie chwilę by porozmawiać.
Objął Violettę ramieniem i siląc się, by w jego głosie słyszalna była troska, powiedział:
- To w takim razie, żebyś już więcej nie musiała marznąć, zjemy kolację u mnie. Napijemy się herbaty i będzie czas, żebyś mi o wszystkim opowiedziała.

– A jeśli nadal będzie ci zimno, to ja znam bardzo dobry sposób, żeby cię rozgrzać… - dodał w myślach.

***

Musiała się przyznać, że w tej restauracji jeszcze nie była. Panował tutaj dość przyjemny klimat. Ogień, palący się w kominku i dekoracje, uznała za urocze. Herbata zrobiła swoje i ogrzała każdy fragment jej zmarzniętego ciała.
Ula nie wiedziała jednak czy przyjemne ciepło było zasługą herbaty, czy też Marka, który nie odrywał od niej swojego wzroku.

– Przyjemnie jest widzieć, że nadal potrafimy ze sobą rozmawiać. – przeszło jej przez myśl.

Dopiero teraz, od dłuższego czasu, mogła uważnie mu się przyjrzeć. Oczy świeciły mu się w taki sposób, jaki zapamiętała, a włosy niesfornie odstawały mu na czubku głowy. Gdy się uśmiechnął, Uli dane było ujrzeć dołeczki, te same co wtedy, gdy uśmiechał się do niej w palmiarni i SPA, gdy świetnie bawili się, wycierając się nawzajem ręcznikami.
Odwzajemniła uśmiech, tym samym zachęcając Marka, do podjęcia wrażliwego tematu.

- Widzisz Ula, Paulina nie odwołała ślubu, to byłem ja. Tylko jej duma nie zniosłaby upokorzenia w takim stopniu, dlatego rozniosła po firmie plotkę, że w końcu przejrzała na oczy. Nie zwracałem na to uwagi. Bardziej zajęty byłem znalezieniem sposobu, by móc z tobą porozmawiać.

Ula kiwnęła głową.
Rozumiała i to, aż za dobrze. W końcu uciekła nie dając mu szansy na wytłumaczenie się i dalszy rozwój wydarzeń. Była tchórzem, który nie chciał być symbolem naiwności.

- Widzisz, bo ja cię naprawdę pokochałem, choć może nie zdawałem sobie z tego sprawy. Rozmowa z tobą była odskocznią od tego całego idealnie uformowanego świata, w którym żyłem, każda chwila spędzona razem, to czas, którego nigdy nie nazwałbym zmarnowanym.

- Nie musisz mi tego wszystkiego mówić.

- Chce byś to wiedziała. Kiedy cię całowałem, gdy mówiłem, że jesteś dla mnie ważna, nigdy nie skłamałem. Brnąłem dalej, nie zdając sobie sprawy, że po kolana tkwię w kłamstwach, potem zrozumiałem, że sfałszowanie raportu było przykrywką, tak naprawdę zależało mi na pretekście by mieć cię blisko siebie.

- Nie powinnam była zgadzać się na ten układ.

Ula zacisnęła wargi i utkwiła wzrok w dnie kubka po herbacie.

- Być może zabrzmi to cholernie egoistycznie, ale cieszę się, że jednak się zgodziłaś.

***

Z listów nigdy niewysłanych:
Drogi Marku!

Dzisiejszy spacer przypomniał mi jakie przyjemne uczucia może wywoływać rozmowa z Tobą. Już dawno stęskniłam się za Twoim spojrzeniem i uśmiechem. Czuję się, jak gdyby ponownie budziła się we mnie wiosna.

Powinnam powiedzieć Ci dzisiaj, że ja również nie żałuję niczego. Nigdy nie czułam się tak szczęśliwa jak wtedy.
Twój dotyk rozpalał we mnie namiętność, nieśmiały dotyk ust, wyzwalał tysiące dreszczy i wirujących w moim brzuchu motyli.

Ostatnie listy pełne były wyrzutów.  Jedną z zalet tego, że nigdy ich nie przeczytasz jest to, że nie muszę ponosić konsekwencji za swoje słowa. Jestem pewna, że wiesz co mam na myśli.

Od jakiegoś czasu próbowałam utopić w sobie uczucia jakimi Cię darzę. Dziś jestem pewna, że jestem w stanie Ci o tym powiedzieć.

Wiem, że ta miłość nie będzie idealna, a życie wiele razy podstawi nam nogę, to chce by budowana była na szczerości, której fundamentem będzie przyjaźń.

Nie potrzebuję pałacu ani mercedesa, czy też drogich prezentów. Nie chce byś mnie uszczęśliwiał na siłę i udawał kogoś kim nie jesteś.

Kupuję Cię całego wraz z każdą najmniejszą Twoją wadą i workiem zalet. Będę szczęśliwa, jeśli tylko ty na takiego będziesz wyglądał.

Razem przeżyjemy wzloty i upadki, a miłość nasza nigdy nie wygaśnie.

Ulka.

Ostatnio edytowany przez Apollina (2009-11-03 19:37:21)


Nie ma kobiet brzydkich, są tylko kobiety zaniedbane. Coco Chanel
Queen,The Rolling Stones, Metallica, Aerosmith, Scorpions, IM<3
Moje : 1,2
Mamusia: Motylek! kiss Siostry:Aduśka i Kamciaaa kiss Córka: Króweczka kiss

Offline

 

2009-11-03 19:10:39

Cindy
Najlepsza doradczyni na forum

#22 2009-11-03 19:23:54

ula110418
Cień Uli
Od: Kraków
Zarejestrowany: 2009-09-23
Posty: 389

Re: "Otwórz okno na miłość"

Cudne smile


Marek, przecież zawsze wszystko robiliśmy na ostatnią chwilę. Jeszcze mamy chwilę… ostatnią.

Offline

 

#23 2009-11-03 19:34:03

Vesper
Nierozmawialna Parzykawa
Od: Kraków
Zarejestrowany: 2009-11-01
Posty: 14

Re: "Otwórz okno na miłość"

Apollina napisał:

bezradnie wśród śpieszących się na odprawę ludzi.

Spieszących.

Apollina napisał:

Ogień, palący się w kominku i dekoracje, uznała za urocze.

Wydaje mi się, że bez przecinka po dekoracje.

Apollina napisał:

świetnie bawili się, wycierając się nawzajem ręcznikami.

Za dużo 'się'.

Apollina napisał:

Twój dotyk rozpalał we mnie namiętność, nieśmiały dotyk ust,

Powtórka.



Kilka wyłapanych błędów, nie dopatrywałam się specjalnie smile
Ogółem prześwietne. Bardzo miło się czyta, ciekawie prowadzona akcja. Oby tak dalej i czekam na nexta big_smile!

Ostatnio edytowany przez Vesper (2009-11-03 20:02:03)


And she's buying a stairway to heaven.

Offline

 

#24 2009-11-03 20:06:32

Kithira
Intubator
Zarejestrowany: 2009-09-18
Posty: 32

Re: "Otwórz okno na miłość"

Jak na razie to nieźle się zapowiada smile Czekam na dalsze części.


Pomidorowe skarpety.

Offline

 

#25 2009-11-03 21:35:56

Strychnine
Szef nocnej zmiany
Od: Ravenclaw
Zarejestrowany: 2009-04-09
Posty: 12582
Serwis

Re: "Otwórz okno na miłość"

- Mówię wam to wszystko było takie romantyczne! Normalnie, jakby żywcem ściągnięte z „Dumy i upodlenia”!

- „Dumy i uprzedzenia” – poprawiła ją Ania – ale pogodzili się w końcu?

- No mówię przecież! No tak jakby, bo potem poszli nad Wisłę – w tym momencie Viola skrzywiła się, jak gdyby ktoś wepchnął jej do buzi najkwaśniejszą cytrynę świata – i tego to ja już kompletnie nie rozumiem. Można iść do restauracji, do kina, nawet hotel bym zrozumiała! Ale nad Wisłę? Chyba, że wiecie, może to jakiś tajny skrót, coś w stylu „chodźmy nad Wisłę” oznacza mniej więcej to samo co kolacja, połączona ze śniadaniem, oczywiście. Bo niby co fajnego może być nad Wisłą? Zimno, nie wygodnie, a woda za głęboka, ani tu pływać, ani się całować. Ja zdecydowanie wolę wannę. No, ale wiecie z upodobaniami to się nie dyskutuje.

Ómarłam, zmartwychwstałam i ómarłam ponownie. Viola jest miszczem.

- Widzisz Ula, Paulina nie odwołała ślubu, to byłem ja. Tylko jej duma nie zniosłaby upokorzenia w takim stopniu, dlatego rozniosła po firmie plotkę, że w końcu przejrzała na oczy. Nie zwracałem na to uwagi. Bardziej zajęty byłem znalezieniem sposobu, by móc z tobą porozmawiać.

Markowi wreszcie dane było dojść do słowa.

Piękne.


FOM SEMUMIUWW AfF FSiJPH SNiSUM&UwS GNAJ DORIS MDUC

This is my timey-wimey detector. It goes ding when there’s stuff. - The Doctor

Offline

 

#26 2009-11-03 23:15:40

ann666
Wali z grubiańskiej rury
Od: Cesarstwo Toruńskie
Zarejestrowany: 2009-05-21
Posty: 17202
Serwis

Re: "Otwórz okno na miłość"

an666

Apollina napisał:

Jej wzrok błądził od klawiatury laptopa, do wiszącego naprzeciwko zegara.

bez przecinka

Apollina napisał:

Chcę żeby tutaj był, ale czy jestem gotowa, by na nowo pojawił się w moim życiu?

przecinek przed żeby

Apollina napisał:

Przecież wszystkie moje działania były nastawione na zapomnieniu o nim.

nastawione na zapomnienie

Apollina napisał:

Ten Marek, który słuchał rad Sebastiana, zdecydowanie nie jest tym samym facetem w którym się zakochałam.

niepotrzebna kropka

Apollina napisał:

- Zdecydowanie nie będzie mi go brakować.

jw

Apollina napisał:

okoliczne dzwony wybiły godzinę osiemnastą, zerwała się z miejsca i wybiegła z gabinetu.

- Violetta!

Nie wierzę. Violetta w pracy po godzinach XD

Apollina napisał:

odprężyć się wciskając te wszystkie durne guziczki na klawiaturze.

odprężyć się, wciskając

Apollina napisał:

czego się nie robi dla pani prezes.

niepotrzebna kropka

Apollina napisał:

Szła okryta w zielony płaszcz,

IMO Szła okryta zielonym płaszczem,

Apollina napisał:

Jak w zwolnionym tempie potrafił zobaczyć jak jej włosy poruszają się w powietrzu.

potrafił zobaczyć, jak jej włosy

Apollina napisał:

Po prostu nie chce, żeby to tak wyglądało.

nie chcę

Apollina napisał:

chce dotrzymać słowa, choć raz pokazać ci, że potrafię być szczery w tym co robię.

chcę
potrafię być szczery w tym, co robię.

Apollina napisał:

- Nie chce, żebyś mi cokolwiek udowadniał.

Nie chcę

Apollina napisał:

rozmawiać, jak nikt inny.

bez przecinka

Apollina napisał:

gdy Marek próbował przypadkowo, złapać Ulkę za rękę

bez przecinka

Apollina napisał:

W miejscu w którym kiedyś rozpalali ognisko, Marek złapał ją za rękę.

W miejscu, w którym kiedyś rozpalali ognisko, Marek złapał ją za rękę.

Apollina napisał:

prezes powinien mieszać pracę z życiem osobistym.

niepotrzebna kropka

Apollina napisał:

Wykorzystujesz asystentki do innych celów jak praca.

innych celów niż praca

Apollina napisał:

- Jeśli się nie mylę to poprzedni prezes wykorzystywał wszystkie swoje asystentki do celów bardziej osobistych, niż ja.

Jeśli się nie mylę, to poprzedni prezes
i bez przecinka przed niż

Apollina napisał:

a nie pluć mu w twarz kąśliwymi odpowiedziami.

niepotrzebna kropka

Apollina napisał:

to co ja czuję jest o wiele bardziej rozdzierające, niż wszystko inno, co kiedykolwiek złego się wydarzyło.

to, co ja czuję, jest o wiele bardziej rozdzierające niż wszystko inne, co kiedykolwiek się wydarzyło.

Apollina napisał:

Jednak jej przeziębienie nie odstraszyło dość sporego tłumu, jaki zbiegł się, gdy Kubasińska oznajmiła, że ma ekscytujące wieści na temat nowej pani prezes i Marka Dobrzańskiego. I chociaż mało osób uwierzyło w zapewnienia Violi, że wiadomości są z pierwszej ręki, to i tak każdy zamieniał się w słuch.

I tu się wyłożyłaś. O 19. pracownicy F&D są już w domach. A na pewno poza pracą.

Apollina napisał:

- „Dumy i uprzedzenia” – poprawiła ją Ania – ale pogodzili się w końcu?

Ania. - Ale

Apollina napisał:

co kolacja, połączona ze śniadaniem, oczywiście.

kolacja, połączona ze śniadaniem oczywiście.

Apollina napisał:

Zimno, nie wygodnie, a woda za głęboka, ani tu pływać, ani się całować.

niewygodnie

Apollina napisał:

może z niej wyjść Aleks, albo nie daj Boże, Paulina.

albo, nie daj Boże, Paulina.

Apollina napisał:

- Epoka lodowcowa na pewno.

bez tej kropki

Apollina napisał:

Ogień, palący się w kominku i dekoracje, uznała za urocze.

Ogień, palący się w kominku, i dekoracje uznała za urocze.

Apollina napisał:

Przyjemnie jest widzieć, że nadal potrafimy ze sobą rozmawiać.

bez tej kropki

Apollina napisał:

Dopiero teraz, od dłuższego czasu, mogła uważnie mu się przyjrzeć.

Dopiero teraz, pierwszy raz od dłuższego czasu, mogła uważnie mu się przyjrzeć.

Apollina napisał:

Oczy świeciły mu się w taki sposób, jaki zapamiętała, a włosy niesfornie odstawały mu na czubku głowy.

wyrzucić drugie mu

Apollina napisał:

tym samym zachęcając Marka, do podjęcia wrażliwego tematu.

bez przecinka

Apollina napisał:

- Widzisz Ula, Paulina nie odwołała ślubu, to byłem ja.

ślubu. Zrobiłem to ja.

Apollina napisał:

Rozumiała i to, aż za dobrze.

Rozumiała to aż za dobrze.

Apollina napisał:

W końcu uciekła nie dając mu szansy na wytłumaczenie się i dalszy rozwój wydarzeń.

uciekła, nie dając

Apollina napisał:

każda chwila spędzona razem, to

niepotrzebny przecinek

Apollina napisał:

- Chce byś to wiedziała.

Chcę byś to wiedziała.

Apollina napisał:

że sfałszowanie raportu było przykrywką, tak naprawdę zależało mi na pretekście by mieć cię blisko siebie.

zależało mi na pretekście, by mieć

Apollina napisał:

nieśmiały dotyk ust, wyzwalał tysiące dreszczy i wirujących w moim brzuchu motyli.

IMO niepotrzebny przecinek

Apollina napisał:

Jedną z zalet tego, że nigdy ich nie przeczytasz jest to, że nie muszę ponosić konsekwencji za swoje słowa.

Jedną z zalet tego, że nigdy ich nie przeczytasz, jest to, że nie muszę

Apollina napisał:

Jestem pewna, że wiesz co mam na myśli.

wiesz, co mam na myśli.

Apollina napisał:

Wiem, że ta miłość nie będzie idealna, a życie wiele razy podstawi nam nogę, to chce by budowana była na szczerości, której fundamentem będzie przyjaźń.

podstawi nam nogę, ale chcę, by budowana

Apollina napisał:

Nie chce byś mnie uszczęśliwiał na siłę i udawał kogoś kim nie jesteś.

Nie chcę, byś mnie uszczęśliwiał na siłę i udawał kogoś, kim nie jesteś.

Apollina napisał:

Będę szczęśliwa, jeśli tylko ty na takiego będziesz wyglądał.

Ty


Je suis responsable de ma rose
After all this time? ALWAYS

Offline

 

#27 2009-11-04 15:11:16

brzydulomaniaczka
Przyjaciułka SteFy
Od: Gdzieś w lubelskim...
Zarejestrowany: 2009-04-04
Posty: 10576
Serwis

Re: "Otwórz okno na miłość"

Potrzebny mi był taki debiut, żebym uwierzyła, że wysyp kiepskich talentów się skończł. Nie skończył się, ale przerwał na chwilę, kiedy pojawiłaś się na forum. To było megadługie i megadobre.

Londyn.. Strasznie daleko. Dokładnie tysiąc sześćset dwadzieścia pięć kilometrów stąd. Każdy kilometr boli dwa razy mocniej niż uderzenie w policzek.

Nie wiem, co powiedzieć na temat tego cytatu. Strasznie mi się podoba. Pierwszy rozdział świetny, zaraz zabieram się za drugi.
Nie no, kurczę. Muszę wstawić to sobie do sygny. A jesteś debiutantką, więc to chyba wyjątek. Ale należy ci się. Fajnie, że udało ci się pokazać wydarzenia z innej strony i nie zerżnęłaś z serialu.


Kocham wszystkie swoje siostrzyczki forómowe: Aduśka, Apollina, Claudia, Króweczka, Libby, Mel, Pszczoła, Struś.
Mój facet to Miron Lipski heart    iris
Kocham swój wieczny avek <3

Offline

 

#28 2009-11-04 15:52:55

Selly
Najwierniejsza Fanka Lwiątka
Zarejestrowany: 2009-05-21
Posty: 2163

Re: "Otwórz okno na miłość"

Piszesz z grubsza to, co chciałabym zobaczyć w serialu xD Twoje opowiadanie podoba mi się coraz bardziej - widać zresztą, że pisanie traktujesz poważnie, a nie jak szybkie odrobienie pracy domowej z nielubianego przedmiotu. Dziękuję Ci za to smile


Jestem pogrążona w rozpaczy. Jestem na najczarniejszym dnie najczarniejszego oceanu. Boże, chyba się upiję!
Jakcykuś - moja przerażająca siostrzyczka tongue

Offline

 

#29 2009-11-05 12:30:24

brzydulomaniaczka
Przyjaciułka SteFy
Od: Gdzieś w lubelskim...
Zarejestrowany: 2009-04-04
Posty: 10576
Serwis

Re: "Otwórz okno na miłość"

Zgadzam się z Selly - piszesz to, co ja chciałabym zobaczyć w serialu. Marek tłumaczący wreszcie Uli, że to on odwołał ślub, nie jakiśtam idiotyczny za późny przyjazd na lotnisko i zapłakana Ula, tylko właśnie rozmowa i możliwość wytłumaczenia się Marka.

To mnie zabiło, podobnie jak Strychnine big_smile

- Mówię wam to wszystko było takie romantyczne! Normalnie, jakby żywcem ściągnięte z „Dumy i upodlenia”!

- „Dumy i uprzedzenia” – poprawiła ją Ania – ale pogodzili się w końcu?

- No mówię przecież! No tak jakby, bo potem poszli nad Wisłę – w tym momencie Viola skrzywiła się, jak gdyby ktoś wepchnął jej do buzi najkwaśniejszą cytrynę świata – i tego to ja już kompletnie nie rozumiem. Można iść do restauracji, do kina, nawet hotel bym zrozumiała! Ale nad Wisłę? Chyba, że wiecie, może to jakiś tajny skrót, coś w stylu „chodźmy nad Wisłę” oznacza mniej więcej to samo co kolacja, połączona ze śniadaniem, oczywiście. Bo niby co fajnego może być nad Wisłą? Zimno, nie wygodnie, a woda za głęboka, ani tu pływać, ani się całować. Ja zdecydowanie wolę wannę. No, ale wiecie z upodobaniami to się nie dyskutuje.

Już uwielbiam twoją Violę big_smile

Strasznie fajnie się ciebie czyta. Kiedy next?


Kocham wszystkie swoje siostrzyczki forómowe: Aduśka, Apollina, Claudia, Króweczka, Libby, Mel, Pszczoła, Struś.
Mój facet to Miron Lipski heart    iris
Kocham swój wieczny avek <3

Offline

 

#30 2009-11-08 22:06:26

Apollina
Mroczki Pshemko
Od: Kraków
Zarejestrowany: 2009-10-31
Posty: 597

Re: "Otwórz okno na miłość"

Uff... W końcu udało mi się coś nabazgrać. Ocenę pozostawiam wam, jakoś średnio mi ta część leży. Przerwana w nieodpowiednim do tego momencie.
Mimo wszystko, życzę miłego czytania! big_smile

Part 3

Aleks przechadzał się po swoim biurze, myśląc o czymś nadzwyczaj intensywnie. Turek wodził za nim wzrokiem, stojąc tuż przy drzwiach. Uśmiechał się nerwowo, nie wiedząc, co sądzić o zbyt dobrym humorze obojga Febo.

Aleks na chwilę przystanął i zmarszczył czoło.
- A ty co tak się dziwnie uśmiechasz ?

Adam zatkał sobie dłonią usta.
- A nie, nie… Ja się nie uśmiecham, taki tik mam, po prostu, no…

Febo uśmiechnął się złowieszczo.
- A nauczyłeś się choć trochę tego włoskiego w końcu?

Turek opuścił rękę i spojrzał zdziwiony na dyrektora finansowego.
- W-włoskiego? Przecież tej umowy nie będzie, no sam przecież mówiłeś, Aleks…
- Mówiłem – odparł dumnie Aleks – tak się jednak składa, że będzie dzisiaj w firmie pewna włoszka, która może nam pomóc w przejęciu firmy.

Adam skrzywił się. Włoszki kojarzyły mu się z wyniosłością, sztuczną elegancją i całowaniem w rękę. Dopiero po chwili zdał sobie sprawę, że żadnej nigdy nie poznał.

Rozległo się pukanie do drzwi. Aleks uśmiechnął się triumfalnie, gdy do biura weszła wyjątkowo niska włoszka.
Turek zamrugał kilka razy. W żaden sposób nie przypominała ona Pauliny.
Twarz miała dość bladą i podłużną, usta, wymalowane na czerwono, dodawały jej uroku. Burza czarnych, kręconych włosów wśród których panował uroczy nieład. Pukle opadały niesfornie na jej czoło. Oczy miała duże i wyjątkowo ciemne. Z daleka wydawały się czarne, z bliska widać było wyraźnie, że mają kolor głębokiego brązu.

- Buongiorno* – powiedziała nieśmiało – Nazywam się Giovanna Bianco.

- To ja.. pójdę już sobie.

Adam obrzucił włoszkę ostatnim spojrzeniem i wyszedł za drzwi.

- Piacere di conoscerti**. – odpowiedział, obdarzając kobietę uśmiechem, po czym wskazał na kanapę. – Napije się pani czegoś?

Po kilku minutach rozmowy musiał przyznać, że jest wyjątkowo inteligentna. Była czarująca i mógłby przysiąść, że kilka razy kokietowała go, owijając wokół palcach pojedyncze pasmo włosów. Jednak przy wszystkich sugestiach zachowywała delikatność i wdzięk.

Gdy zasugerował spotkanie w sprawach biznesowych odpowiedziała grzecznie, że praca jest dla niej na pierwszym miejscu. Wzięła teczkę z papierami, którą przygotował jej Aleks i wyszła szybkim krokiem z jego gabinetu.

***
W jego łazience zawsze pachniało cynamonem. Violetta nie wiedziała jak on to robi, choć długo nad tym myślała, będąc pod prysznicem i rozkoszując się ciepłem wody.
Za matową taflą szyb kabiny widziała ciemny zarys sylwetki Sebastiana, który najpierw mył zęby, a potem szukał czegoś w szafce.
Westchnęła cicho, zakręciła kurki i owinąwszy się białym, przyjemnym w dotyku ręcznikiem, odsunęła drzwi kabiny.
Kropelki wody spływały jej po szyi i łopatkach, a mokre włosy przyklejały się do twarzy.
Sebastian uśmiechnął się na ten widok.
- Jutrzenka…
Viola spojrzała na niego jakby spadł z samego czubku pałacu kultury, otrzepał się i powiedział, że w sumie to nic takiego.
- Sebulku, ja wiem, że to moje imię jest takie dość, no wiesz, trudne. Szczególnie jeśli trzeba pamiętać fakt, że jest przez „v” i dwa „t”. Niestety muszę cię zmartwić, że nie jestem ani Heleną, ani Jutrzenką.
Stał tak blisko, że widział kropelki wody, które osiadły na jej rzęsach.
- Violuś, Jutrzenka i Helena to były czarujące kobiety…
Kubasińska odepchnęła jego dłoń, która gładziła ją czule po ramieniu.
- Wypchaj się tymi swoimi kobietami. Dzieli nas jedynie ręcznik, a ty mi tu rozprawiasz o swoich byłych!
Obróciła się na pięcie i wyszła z łazienki, trzaskając drzwiami.
Olszański podrapał się po głowie, zupełnie nie rozumiejąc jej zachowania. Robił tak jak poradził mu Marek, komplementuje ją, dąży do tego, by poczuła się doceniona, a ona zachowuje się jakby nic ją to nie interesowało.

- Za wysokie progi, na moje nogi. – jęknął i wyszedł za nią.

Salon pogrążony był jeszcze w mroku, a biały ręcznik, który jeszcze chwilę temu miała na sobie Viola, leżał na łóżku.

- Mógłbyś mi pomóc?

Kubasińska, zawijając pośpiesznie włosy na lokówkę, stojąc w jednym bucie i do tego w niezapiętej sukience.

Sebastian przewrócił oczami, myśląc sobie, że kobiety są jednak dziwnymi stworzeniami.

***

Tego ranka Marek był w doskonałym humorze. Obudził się wcześnie rano i uświadomił sobie, że wcale nie jest w Londynie. Było to doskonałym potwierdzeniem wydarzeń ostatniego wieczoru. Najwięcej satysfakcji przyniosła mu rozmowa z Ulką. Wytłumaczenie jej całej tej chorej sytuacji od deski do deski dodało mu trochę więcej pewności siebie. Na tyle dużo, by wyznać jej, że będzie o nią walczył, choćby otulony hańbą miałby padać przed nią na kolana.

– Pojawiła się na lotnisku. Obchodziło ją to, że może mnie nie zobaczyć. Wysłuchała i nie skomentowała tego, co mówiłem. To może oznaczać, że pojawiła się jakaś nikła szansa na odbudowanie spalonego zaufania. – pomyślał z uśmiechem – A może nawet na coś więcej.

Żałował, że nie ma żadnego pretekstu, by niespodziewanie zjawić się w firmie. Mógłby ewentualnie pobawić się w szpiega i obserwować ją jak siedzi za biurkiem w swoim gabinecie poprzez szybę wychodzącą na korytarz. Jeśli tylko żaluzje nie byłyby zasłonięte.

Plan, a w zasadzie pomysł, który wpadł mu wczoraj wieczorem do głowy, wymagał perfekcji. Musiał dowiedzieć się o której Ula kończy pracę, którędy wraca do domu i czy aby na pewno da się skusić na małą niespodziankę.
– Ula zawsze ceniła sobie romantyczność. Mówiła, że to nigdy nie wychodzi z mody. Może by tak list ? Od tajemniczego wielbiciela. – przeszło mu przez myśl – To jest w stanie stworzyć niesamowitą aurę tajemniczości, która da mi dość duże pole do popisu.

Wygramolił się z pościeli i zajrzał do szafy w poszukiwaniu odpowiedniego stroju na ten dzień. Gdy przeszukiwał ubrania, z górnej półki spadła starannie ułożona koszula.
Rozpoznał w niej tę, którą kupiła mu Ula, gdy wylatywał do Mediolanu, chcąc ratować umowę z Terleckim.

– Może akurat dziś wieczorem przyniesiesz mi szczęście.

Zadzwonił do Sebastiana i umówił się z nim za godzinę. On również miał odegrać dość znaczącą rolę w tym pomyśle.

***
Po wczorajszym deszczu nie było już śladu. Tylko mróz ciągle nie ustępował. Spieszyła się. Co jakiś czas przyspieszała kroku, to znów próbowała choć trochę biec, a następnie znów przerzucała się na marsz.
– Następną rzeczą, którą zrobię, jak tylko zdążę do firmy, to popracowanie nad swoją kondycją.
Kolorowe liście szurały jej pod nogami i raz na jakiś czas udawało jej się czubkiem buta kopnąć jakiegoś kasztana.

Wpadła do firmy jak torpeda. Pośpiesznie odpowiadała na każde „dzień dobry”, ale nie zwracała uwagi kto je mówi.

Minęła gadającą do niej Violettę i wpadła do swojego gabinetu. Stanęła jak wryta. Był pusty, ogarnięty ciszą i nienaturalnym spokojem. Taka była pewna, że on tu będzie, że zastanie go stojącego przy jej biurku, ubranego w najpiękniejszy uśmiech świata.

Westchnęła ciężko. Postawiła torebkę na biurku i ściągnęła płaszcz.
Postanowiła wybadać Violettę, może Marek był tu wcześniej i zrezygnowany pojechał do domu.

- Widziałaś Marka? – zapytała

Kubasińska, która przeglądała pocztę, podniosła wzrok.

- A co? Umówiliście się?

Ula przygryzła wargę.

– Przecież w zasadzie to wcale się nie umawialiśmy, może źle odczytałam jego zachowanie? Ubzdurałam sobie, że codziennie będzie robił mi jakieś niespodzianki. Przecież to Marek! On był pełen niespodzianek!

- W sumie to nie, ale myślałam, że może.. Nie było go?

Violetta prychnęła.
- Oczywiście, że nie. Myślałaś, że przyleci podstawić ci dywanik pod nogi, żebyś sobie podłogi w gabinecie nie ubrudziła? Nie, kochana. Faceci tacy nie są.

Pani prezes kiwnęła głową.

– Violetta ma całkowitą rację. Faceci tacy nie są. Marek taki nie jest.

- Jakby coś to daj mi znać.

Już miała wejść z powrotem do gabinetu, gdy wszedł Sebastian z dużą pomarańczową kopertą.

Violetta machinalnie wstała i uśmiechnęła się najpiękniej jak potrafiła. Co prawda posprzeczali się dzisiaj rano o czas jaki spędza w łazience i, że korki będą i takie inne, ale żeby od razu z prezentem.

- Ja do pani prezes.

Cieplak zaprosiła go dłonią do gabinetu i poprosiła Violettę by zrobiła im dwie kawy.

- Mam dla ciebie kopertę.
- Od Marka?

Sebastian udał zaskoczonego.
- Nie mam pojęcia. Była z moją pocztą, pomyślałem, że lepiej, żebyś dostała to do rąk, żeby się gdzieś nie zapodziało.

Ula kiwnęła głową, wzięła kopertę i położyła na biurku.
- Swoją drogą dobre wyczucie miejsca i czasu miałaś, skoro Marek nadal jest w Warszawie. Dzwonił do mnie dzisiaj z zaproszeniem na lunch, niestety musiałem mu odmówić, sama wiesz, pięść Aleksa wisi nade mną i jeszcze trochę, a zgniecie mnie jak muchę.

- Jestem ci winna podziękowania za informacje o samolocie do Londynu. Wydaje mi się, że uda nam się powstrzymać rękę Aleksa i nie zgniecie Cię, gdy pójdziesz na lunch z współwłaścicielem firmy, oczywiście w celach biznesowych.

Otworzyła szufladę i wyjęła kilka kopert równej wielkości.

- Przyszło na niego kilka dni temu. Nie miałam okazji mu tego wręczyć.

Violetta naburmuszona szła z kawą przez korytarz. Z jej ust wylatywały pojedyncze słowa mające na celu wyżyć się na Sebastianie.

- A kto mu pracę załatwił? Taki się nagle pracuś zrobił, że nawet porozmawiać nie może i do tego chodzi do pani prezes z jakimiś kopertami. Ula to też jest niezła. Piotrka wysłała do USA, to sobie kręci z Markiem i jeszcze Sebastiana kokietuje. Moja mama zawsze mówiła, że  kobiety to zawsze się będą o każdego jednego faceta biły.

***
W kopercie znajdowała się kartka na której napisane było jedno zdanie.
„Różowe, czerwone czy herbaciane? Odpowiedź zostaw w kopercie tam gdzie karmi się kaczki.”

Sprawdziła dwa razy. Żadnego podpisu, żadnej innej wskazówki. Po co komuś byłaby potrzebna opinia na temat jednego z trzech kolorów?

Mimo to nabazgrała szybko na odwrocie kartki odpowiedź, wsadziła do koperty i skierowała się do windy.

– I tak nie mam dziś nic lepszego do roboty.

Gdy tylko przycisnęła przycisk windy, Sebastian chowając się za ścianą, zadzwonił do Marka.
- Stary, już wyszła. Nie mam pojęcia czy wzięła kopertę i czy odpisała. W sumie nie zdziwiłbym się jakby to olała. Jak to „mam sprawdzić”? – ostatnie zdanie powiedział podniesionym głosem i kilka osób popatrzyło na niego podejrzliwie – Czyś ty zgłupiał? Mam grzebać pani prezes po gabinecie? Nie jestem masochistą.

Skontrolował w jakiej pozycji znajduje się pani prezes, a gdy na własne oczy zauważył, że drzwi windy się za nią zamykają, powoli skierował się do jej gabinetu.

Koperty nigdzie nie znalazł. Plan Marka rozpoczął się pomyślnie. Teraz musiał jedynie dostać się nad Wisłę, tak, żeby Ulka go nie zauważyła.

Gdy Ula wyszła z firmy długo i dokładnie myślała o tym, gdzie można karmić kaczki. Pierwsze do głowy wpadły jej bulwary wiślane i tam właśnie postanowiła pojechać.
Wsiadła w autobus i zajęła miejsce przy oknie. Przez całą drogę rozmyślała nad tym, kto mógłby jej przysłać taką kopertę i w co chce pogrywać?

– A jeśli to jakiś szaleniec, który chce się zemścić na mnie za coś co kiedyś wyrządziła mu firma? Nie, to na pewno ktoś kogo znam. Może będzie dość miło. Takie podchody to miła odmiana.

Powietrze nad Wisłą zawsze wydawało jej się rześkie. Nawet w tak zimne popołudnia jak ten.  Tutaj zawsze lepiej jej się myślało i podejmowało decyzję. Na gałęzi drzewa ujrzała kopertę o identycznym kolorze. Pośpiesznie ją rozerwała.

- Słodkie, wytrawne czy kwaśne? Tę decyzję najlepiej podejmiesz, gdy będziesz miała widok na całe miasto. – przeczytała na głos – Odpowiedź na ostatnie pytanie zostaw na tej gałęzi.

– Co to w ogóle za pytania? Słodkie, wytrawne czy kwaśne? Trzeba dmuchać na zimne. Niechaj będzie, że słodkie. Przynajmniej nikt mi nie każe zjeść cytryny.

Ostatnią kopertę zostawiła na gałęzi. Rozglądnęła się dookoła, mogąc przysiąc, że czuje na sobie czyjś wzrok. Pałac kultury był jej kolejnym celem.

Gdy tylko oddaliła się na bezpieczną odległość, Sebastian wyszedł z ukrycia, między drzewami. Przeczytał wiadomość w kopercie i wysłał Markowi sms-a z odpowiedzią.

- Kiedyś go zabiję za nowatorskie podejście do randki. - pomyślał i pobiegł do samochodu.

* wł. Dzień dobry
** wł. Miło mi poznać

Ostatnio edytowany przez Apollina (2009-11-08 22:24:37)


Nie ma kobiet brzydkich, są tylko kobiety zaniedbane. Coco Chanel
Queen,The Rolling Stones, Metallica, Aerosmith, Scorpions, IM<3
Moje : 1,2
Mamusia: Motylek! kiss Siostry:Aduśka i Kamciaaa kiss Córka: Króweczka kiss

Offline

 

Stopka forum

Powered by PunBB© Copyright 2002–2018 PunBB
statystyka