BrzydULA - jedyne forum fanów serialu

Forum dyskusyjne miłośników serialu "BrzydULA"

Nie jesteś zalogowany.

#281 2010-02-27 21:37:00

Iwona
Kochanka Marka
Zarejestrowany: 2009-08-07
Posty: 4431

Re: To tylko moja wyobraznia

Kochana Dorcie , dziękuję z całego serca za tak piękną dedykację. Miło mi, że to co napisałam poprawia Ci nastrój. Twoje opowiadanie wywołuje we mnie emocje i daję temu wyraz w komentarzach. Jak tekst jest mądry, głęboki, bądź zabawny, to i komentarz jest taki.
heart - to za przyjaciółkę.

Dorcie napisał:

W rankingu dziadków Filipa Dobrzańskiego dziadek Cieplak niewątpliwie zajmował pierwsze miejsce. Ula podeszła do ojca i serdecznie ucałowała jego policzek. Mimo upływu pięciu lat Józef trzymał się dobrze, widać, że pod troskliwym nadzorem żony nawet kłopoty z sercem nie dokuczały mu tak bardzo.

Filip podobny do mamy, ale oczy ojca. Zamiłowanie do prac ręcznych – najwyraźniej po dziadku. big_smile Cudny chłopczyk. Józef jest szczęśliwym człowiekiem, ma wspaniała żonę i wnuki. Wspólne chwile w garażu z Filipem są dla niego z pewnością pretekstem do szalonych eksperymentów.

Dorcie napisał:

Ale w oczach dalej tańczyły iskierki, a na twarzy Marka gościł ten sam łobuzerski uśmieszek, któremu towarzyszyły dołeczki w policzkach. Na jego rękach oparte o ojcowskie ramię spało prawie dwu i półletnie stworzonko znane światu jako Julia* Magdalena Dobrzańska. Mała spała z główką opartą na szyi ojca a jej czarne i długie włosy rozsypały się na jego ramieniu.

Tak. Zdecydowanie popieram tezę, ze Marek Dobrzański/Filip Bobek, z wiekiem będą wyglądać tak samo dobrze jeśli nie lepiej. Szczęściarze. To taki typ urody – wieczny chłopiec.
Julka, sprawiedliwie podobna do ojca big_smile , a oczy ma po mamie. Wiesz, że mówi się, że jak córka jest podobna do ojca, to znaczy, że będzie miała powodzenie. Młoda Dobrzańska ma widoki na przyszłość lol

Dorcie napisał:

Na pierwszy ogień Marek rzucił Uli propozycję powrotu do pracy, do firmy. Wiązało się to rzecz jasna z koniecznością znalezienia opiekunki do dzieci, a to dla Dobrzańskiej było równoznaczne z ogłoszeniem końca świata. Marek jednak przygotował się duchowo do tej rozmowy i nie dał się zbić z pantałyku. Wyjaśnił żonie, że jest mu niezbędna w firmie, że w prespektywie jego międzynarodowych wyjazdów związanych z pokazem w Paryżu, musi ona zacząć pełniej uczestniczyć w życiu F&D.

Gdzie się pochowali tacy faceci jak Twój Marek. Pamiętam, kiedy na początku opowiadania, czekał na Ulę i z myślą o niej kupował różne drobiazgi. To było urocze, takie symboliczne, wierzył, że będą razem i cierpliwie czekał na swoje pięć minut. A gdy nadeszły, był doskonały. Teraz jest podobnie. Początkowo co prawda nie dostrzegał, że Ula ma problem i wstydzi się o nim mówić. Ale dostrzegł to i od razu zadziałał. Niby błahy problem, ale jednak ważny. Samopoczucie kobiety rzutuje na to, jaką jest matką, żoną i kochanką. Marek to rozumie. Kocham go za to.

Dorcie napisał:

Tłumacząc jej delikatnie, że kocha ją z to jaka jest, a nie za ilośc centymetrów wyjaśnił jej, że rozumie, iż po dwóch ciążach trochę jej trudniej dojść do poprzedniej figury. Jako rozwiązanie zaproponował członkostwo w fitness klubie. Ula zmarszczyła się na taką perspektywę. Czasem wpadała do klubu z Markiem, ale jakoś nie pasjonowało ją chodzenie na bieżni ani korzystanie z innych, dziwacznych urządzeń. Chodziła tylko od czasu do czasu na basen, ale nie była specjalną pływaczką i nie sprawiało jej to dużej przyjemności. Marek miał jednak innego asa w rękawie. Znał swoją żonę i wiedział co lubi... Ula lubiła tańczyć, a w jego klubie kilka razy w tygodniu były grupowe zajęcia tańca połączonego z fitnessem. Na taka propozycję kobieta nie znalazła kontrargumentów.

Świetny pomysł Marka i dobra decyzja Uli. Szczególnie, że mimo początkowych trudności przyniosła właściwy efekt.

Dorcie napisał:

Miał dość tych samotnych wyjazdów, obowiązkowych spotkań i rautów, na których czasem czuł się jak rasowy koń na wybiegu. Wiedział, że świat firm zajmujących się modą jest dość ograniczony i w tym świecie wszyscy na ogół się znają. Pojawienie się więc nowej twarzy w osobie przystojnego prezesa wzbudziło w kręgach zrozumiałe zainteresowanie. Zwłaszcza u pań...

Jasne, takie ciacho, puszczone samopas, w Paryżu… tongue tongue tongue

Dorcie napisał:

Wszelkie awanse delikatnie odrzucał dając do zrozumienia, że nie jest zainteresowany. Nie wszystkie panie dawały się jednak tak po prostu odprawić z kwitkiem. Miał więc dużą nadzieję, że pojawienie się u jego boku Uli przetnie te idiotyczne gierki.

Dobrzański zmądrzał. Małżeństwo z Ulą mu służy. Dawny Marek zaszalałby w takich okolicznościach. Brawo.

Dorcie napisał:

Jej oczom ukazali się Ula i Marek spleceni ze sobą jak warkocz i całujący się  tak namiętnie jakby świat dookoła nie istniał. Kobieta na ten widok zamarła na chwilę a potem wycofała speszona. Wiedziała już, że ten mężczyzna należy tylko do jednej kobiety. A nasza para nie hamując już rozpalonych zmysłów uciekła do pokoju hotelowego i kochała się do rana...

Paryż, noc, Sekwana, wspomnienia… Mrauuu… love  Napalone Francuzki muszą poszukać innych obiektów. Marek jest Uli, a ona jego.

Dorcie napisał:

Mama Ula to było miękkość i przytulanie, obrona i ostoja w szczególnych wypadkach, chuchanie na zraniony palec i nakładanie plasterków na otarte kolanko. To była słodycz jej czekoladowego ciasta, słodki całus na dobranoc i ciepło maminych rąk. To było zszywanie urwanego ucha ukochanego misia i obrona przed dwugłowym smokiem, który ryczał niskim głosem (co prawda ta druga głowa piszczała jakoś cienko) i ścigał Filipa dookoła trawnika przed domem, a jemu z rąk wyleciał ten miecz, co to miał się nim bronić...Ale też mama to były pójścia spać, kiedy oczy się już zamykają ale tata tak opowiada ciekawie, mycia zębów, a po co,kiedy rano też można to zrobić. Niesmaczny syrop, kiedy dopadał kaszel i słówko nie, od którego nie ma odwołania...
Tata Marek to było coś innego...To było fruwanie pod sufitem i zawsze wiedziało się, że tata na pewno złapie, to były przeprawy przez pustynię, kiedy na dworzu pada deszcz i jest nudno, to było kopanie piłki i radocha w przydomowym basenie. Tata to było czytanie bajek na wieczór, a tata czytał je tak ciekawie, że aż szkoda było iść spać. Ale tata to był też najwyższy sędzia w sprawach z kolegami i wzór do naśladowania. A w sobotni ranek można było wpaść do sypialni rodziców i pospać jeszcze troszkę z buzią wtuloną w ramię któregoś, a czasem i ogólna bitwa na poduszki...

Pięknie to opisałaś. Tak właśnie jest, ale tylko w idealnych rodzinach. A powinno być w każdej. Filip i Julka mają szczęście. Marek i Ula są wspaniałymi rodzicami.

Dorcie napisał:

Violetta znosiła ciążę ogólnie dobrze poza tym, że trapiły ją najróżniejsze zachcianki jedzeniowe i bez miłosierdzia, nawet w środku nocy, wysyłała małżonka na zakupy. Sebastian znosił to z pokorą, ulegał żonie i tylko w czasie gdy ona przybierała znacząco na wadze, on tracił. Teraz prowadząc ją po rękę wyglądał troszkę jak gwizdek na lokomotywie...

lol3 Violetta XXL  i Seba.  Szczęśliwi i tacy pozytywnie zakręceni, dobrani.

Dorcie napisał:

Za Olszańskimi nadciągali następni goście - Iza z mężem Leszkiem oraz synem Kubusiem, który natychmiast pobiegł gdzieś z małym Filipem. Ela z Władkiem, który trzymał na rękach małą Aleksandrę, a koło niego szedł trochę niezgrabnie Julek. Nastolatek wystrzelił nagle do góry i Ela patrzyła na swego Juleczka zadzierając głowę.

Super, że u wszystkich się fajnie układa.

Dorcie napisał:

Filip i Kuba ułożywszy się w zawieszonym nieopodal hamaku usnęli pełni wrażeń i nasyceni okolicznościowym tortem. Alicja okryła chłopców ciepłym pledem, spali obaj przytuleni do siebie jak dwa małe kotki. Julia również spała w objęciach dziadka Krzysztofa tuląc do siebie swego ulubionego, pluszowego króliczka. Julek z Beatką umknęli do jej pokoju i tam grali na komputerze, chociaż chłopak więcej patrzył na rumieniącą się dziewczynkę niż na ekran monitora.

Najmłodsi już padli big_smile , a ciut starsi dobrze rokują.

Dorcie napisał:

Ula i Marek siedzieli w milczeniu u jego końca spoglądając na siebie. Na niebo wypłynął księżyc. W jego blasku i w świetle lampionów twarz Marka zdawała się nie mieć wieku. Ula patrzyła na niego, miał na sobie niebieską koszulę tak jak wtedy, pierwszego dnia i tak samo jak wtedy pomyślała, że jest najpiękniejszy na ziemi. A Marek patrząc na jej śliczną twarz pieścił w sobie wspomnienie tej ubranej w zielony żakiecik dziewuszki, ze śmieszną grzywką nad czołem i aparatem na zębach. Tej, która otworzyła mu serce na miłość...Ula poczuła jak jego palce zaciskają się na jej dłoni,  jego dotyk poznałaby spośród tysięcy rąk. Spojrzeli na siebie i jednocześnie z ust obojga padło "Kocham Cię". Bo w Rysiowie w ogródku domu nr 8 siedzieli nie tylko Ula i Marek kochający się sercem i ciałem, siedziały dwie kochające się dusze...

love Pięknie opisałaś ich idealną miłość. Kochają się w pełni, tworząc wspaniałą rodzinę o mocnych podstawach. Osiągnęli porozumienie ciał i dusz - harmonię.

Dorcie, co napisać na koniec tej pięknej opowieści?  Jest słodka i bajkowa. Każda z nas marzy, aby być bohaterką podobnej, a niewielu się to udaje. Ale niektórym jednak tak, czego Ci życzę z całego serca. love
Dziękuję Ci za to opowiadanie w całości i za każdy rozdział osobno. Z pewnością nie raz do niego wrócę. Czekam na nowe wspaniałości  i pozdrawiam.

Ostatnio edytowany przez Iwona (2010-02-27 22:05:28)


"Wszystko, co dobre, jest nielegalne, niemoralne albo powoduje tycie." lol 
I heart Radosną twórczość.

Offline

 

2010-02-27 21:37:00

Cindy
Najlepsza doradczyni na forum

#282 2010-02-28 15:12:39

Toniejebajka
Wyznawca pomidoryzmu
Zarejestrowany: 2009-11-21
Posty: 1527

Re: To tylko moja wyobraznia

Dorocie, skarbie. Nie będę cytować, bo już troszku za późno. Większość została zacytowana. Rozpływam się. Naprawdę masz niebywały talent. Przyznaj się, dużo pracy wkładasz w te Twoje nieziemskie sielanki? Jestem pełna podziwu dla Twojego talentu i chylę czoła. Pewnie mój komentarz to małe miki w porównaniu do innych. Wyobraziłam sobię tę niezdarną Ulę tańczącą układy w klubie. Tego niezmiennie przystojnego Marka. Tego, który wyrzucił te egzotyczne ziółka Uli na odchudzanie. Kocham Twojego Marka za pomysł, aby Ula wróciła do pracy. Przy rodzinnym stole państwa Cieplaków nie zabrakło nikgo prócz Wojtka i Kingi. Nawet Dąbrowska się pojawiła. Perspektywa Dąbrowskiej i Pshemko i... Rozwaliła mnie na łopatki. Ta miłość unosząca się w powietrzu, jej zapach. To rodzinne ciepło, poczułam je. I za to bardzo Ci dziękuję. Niedorastam Ci do pięt, pisz, pisz, ja poczekam. To uczucie, kiedy wiesz, że jesteś w czymś dobra i ludzię to widzą i nieszczędzą pochwał, jest nieocenione, bezcenne. Wielu takich sielanek i weny, bo ona jest tu najważniejszym czynnikiem.
Pozdrawiam, Bajeczka kiss


Mój drogi piszę w te słowy, bo wspominałam chwile kiedy byłeś mi drogi. Chwile krótkie i ulotne jak perfumy Szalej numer pięć , które kupowałam na bazarku po dziewiętnaście dziewięćdziesiąt. Bywało miedzy nami różnie kwadratowo i podłużnie […]
Nie twoja Violetta.

Offline

 

#283 2010-03-01 00:36:54

mlawer
Prostuje spinacze
Zarejestrowany: 2009-09-09
Posty: 3326

Re: To tylko moja wyobraznia

Dorocie Daję znak życia - przeczytałam i siem wzrószyłam i łzę uroniłam... Bo toż cudo jest! Cudeńko! jak to jusz koniec??? Pora późna więc komenta dużego zostawię kiedy indziej bo warto! Będzie! Obiecuję! Teraz pozwól tylko, że gorąco podziękuję Ci za dedykację! Przed takim rozdziałem! poklony
Koffana jesteś!  heart

Ostatnio edytowany przez mlawer (2010-03-01 00:48:40)


All the lonely people... Where do they all come from?
DORIS KTB Aleks_Strusiek mom matkom, cudna Kitty bliźniaczkom, jeszcze siestry mam dwie i tata Jasiu też koffa mnie! Maupka córcia ma heart Słoń ofiarny

Offline

 

#284 2010-03-01 00:47:28

Kitty84
Druga połówka Marka
Zarejestrowany: 2009-11-13
Posty: 4918

Re: To tylko moja wyobraznia

Kochanie, daję znać, że przeczytałam, bardzo się podobało, oj bardzo... W dodatku taka miła dedykacja... heart Napiszę ci ładniejszego komenta, ale za parę godzin smile (takiego z cytatami)


FOM storczyk MDUC GNAJ SWSiOCJT DORIS | owoce | mini | Niepoprawna Markomanka

Offline

 

#285 2010-03-01 05:31:20

dorocie03
Poszukiwaczka truskawek
Od: Warszawa
Zarejestrowany: 2009-10-14
Posty: 3724

Re: To tylko moja wyobraznia

Dorocie wpadła tutaj po dwóch dniach pracy przy rodzinnym remoncie nieco skonana...
Black-aga - Ja też Cię heart skarbie...
Strychnine! A ja tam Cię niezmiennie uwielbiam  xD i będę czytać to co piszesz do końca świata i o jeden dzień dłużej!
waris - miło mi, że wpadłaś, przeczytałaś i się spodobało...
ula - nie wszyscy, kochana nie wszyscy niestety. Ale to i dobrze. Dobrze jak nie za dobrze big_smile
domina - dzięki skarbie za te hołdy...heart
Iwonka - jak jak uwielbiam Twoje komentarze. Napiszę chyba choćby i gniota, aby mieć jeszcze okazję czytać to co pod tym napiszesz. Dziękuję Ci za wszystkie miłe słowa skierowane do mnie. Nawet nie wiesz ile dla mnie znaczą!
Bajeczko - piękny komentarz, cieszę się, że czytajac poczułaś to ciepło promieniujące od Uli i Marka i całej rodziny. Nieczęsto w realnym życiu mamy okazję poczuć coś takiego, a jeśli uda nam się chociaż w wyobraźni to też jest cenne. Czy trudno się pisze takie sielanki? Czasami tak... Wbrew pozorom to nie przychodzi ot tak sobie. Ale nie mam zamiaru opisywać życia pełnego goryczy, byłoby to dla mnie za proste...
mlawer i Kitty - uwielbienia Wy moje! Cieszę się bardzo, że wpadłyście do mojej skromnej osoby i podobało się Wam zakończenie. Mimo, że istniejemy tylko tu na Forum obie stałyście się mi bardzo bliskie...Trudno to jakoś racjonalnie wytłumaczyć, ale tak jest heart
I będę czekać na te obiecane długie komenty big_smile. Pozdrawiam Was serdecznie kiss


GNAJ heart, Iwona, SWSiOCJT, KTB, MDUC, Jowi46   Filip.B heart

"Markowe dołeczki znakiem markowym Marka. Aleksander w szoku. A Ula - w kanarkach"
"To tylko moja wyobraźnia" ,"Coś małego", "Inaczej"

Offline

 

#286 2010-03-01 09:14:18

Kitty84
Druga połówka Marka
Zarejestrowany: 2009-11-13
Posty: 4918

Re: To tylko moja wyobraznia

Obiecałam, słowa dotrzymałam big_smile D(r/ł)ugi koment tongue

dorocie03 napisał:

No i tak kochane moje, moja opowieść dobiega końca...

Wszystko się kiedyś kończy, ale i zawsze można zacząć od nowa, więc wracaj tutaj szybciutko wink

dorocie03 napisał:

Za to, że byłaś pierwszą komentatorką pod moimi wypocinami i za mój fanklub - to przerosło moje wyobrażenia.

Żaden problem słonko, mnie natomiast zupełnie przerosło twoje opowiadanie! Od początku było rewelacyjne, ale im dalej, tym mocniej uzależniało. Jako mistrzyni słodziaków, przyciągałaś nas tutaj jak muszki na lep (albo odwrotnie)big_smile

dorocie03 napisał:

Jasiek! - donośny głos ojca słychać było w całym ogródku. - Ustawiłeś już krzesła?
- Tato, nie denerwuj się - obładowany rozkładanymi krzesełkami uspakajał ojca Jasiek.
- Nie denerwuj się - pan Cieplak nie dawał za wygraną. - Nie trzeba było się szwendać po nocy i spać do południa!
- Oj tato, wiesz że byłem z kumplami na imprezie i trochę się przeciągnęło, ale za chwilę wszystko będzie zrobione.
- No tak, z kumplami na imprezie - mruczał do siebie niezadowolony Józef. - A potem trzeba go z łóżka na siłę wyciągać. A goście tuż, tuż!

Jasiek jak zwykle na luzie, a biedny Józef musi się użerać z młodszym pokoleniem big_smile

dorocie03 napisał:

Cała rodzina wiedziała, że najmłodszy Dobrzański ma zamiłowanie do wszelkich mechanicznych przedmiotów. Jego małe, ale sprawne, paluszki znakomicie radziły sobie z najdrobniejszymi śrubkami. Początkowo oboje rodzice patrzyli na to hobby z przerażeniem, bojąc się, że część tego żelastwa wyląduje w żołądku chłopca. Ale roztropny Filip nie zdradzał chęci do ich połykania.

Bystre dziecko, może jakiś konstruktor z niego wyrośnie? A już na pewno miłośnik samochodów - jeszcze trochę podrośnie i tatuś go odpowiednio tym zarazi tongue Gorzej tylko, jak młodzutki Dobrzański będzie chciał pogrzebać nieco przy obecnym autku tatusia xD

dorocie03 napisał:

Józef przyspieszył zastanawiając się czy olbrzymi, staromodny budzik, który wycyganił od nieocenionej Dąbrowskiej zyska uznanie w oczach wnuka.

Dąbrowska się na coś przydaje! xD

dorocie03 napisał:

Mimo upływu czasu Marek Dobrzański nie stracił nic ze swojego uroku. Ciągle był wysoki i szczupły choć jego sylewetka nabrała bardziej męskiego charakteru, włosy miał przystrzyżone nieco krócej niż kiedyś, w kącikach oczu można było dostrzec delikatne zmarszczki mimiczne. Ale w oczach dalej tańczyły iskierki, a na twarzy Marka gościł ten sam łobuzerski uśmieszek, któremu towarzyszyły dołeczki w policzkach. Na jego rękach oparte o ojcowskie ramię spało prawie dwu i półletnie stworzonko znane światu jako Julia* Magdalena Dobrzańska. Mała spała z główką opartą na szyi ojca a jej czarne i długie włosy rozsypały się na jego ramieniu. Ula przyglądała się im obojgu. Nawet z pewnej odległości nie można było nie zauważyć, że mała Julka urodę odziedziczyła po tacie. Miała ten sam zarys twarzy, te same delikatnie wykrojone usta... Dziewczynka uśmiechała się przez sen, a na jej policzkach widać było wyraźnie rysujące się dołeczki. Marek podszedł do schodów i przystanął, jego ruch spowodował, że Julia się obudziła. Dziewczynka otworzyła oczy i Ula ujrzała dwie lazurowo- błękitne tęczówki. Mała widząc przed sobą twarz mamy pochyliła się do niej, wyciągneła rączki i objęła za szyję spinając ich oboje żywą klamrą. Ula ucałowała buzię dziecka i dziewczynka przytuliła się z powrotem do Marka.

heart Marek.... mrrr, dalej ciacho... Julka - córunia tatusia wink Oby tylko nie wyrosła na taką nieodpowiedzialną łamaczkę serc jak Mareczek lol

dorocie03 napisał:

Po urodzeniu Julii - tym razem dr Jacek-Placek Domański z góry zarządził cesarskie cięcie nie chcąc powtórnie ryzykować - i po odzyskaniu nadwątlonych sił - Ula postanowiła zajmować się swoimi dziećmi sama. Była jesień, pogoda nie zachęcała młodej matki do dłuższych spacerów i siłą rzeczy kobieta zostawała z dziećmi przez prawie cały dzień sama. Oczywista rzecz nie brakowało odwiedzających, ale ze względu na sezon grypowy musiała ograniczać te kontakty. Marek, który sam borykał się z całą firmą często, gęsto wracał później do domu. Sfrustrowana tą sytuacją Ula zaczynała podjadać. Z natury rzeczy obdarzona zdrowym apetytem nie zwracała na to uwagi. Na codzień nosiła wygodne, sportowe stroje i nie czuła przybywających kilogramów. Dopiero nadejście wiosny i próba założenia jednej ze spódnic wywołała u niej panikę. Przejrzała swoją garderobę i z przerażeniem odkryła, że nie mieści się w żadną ze starych sukienek czy spodni. Zdesperowana pobiegła do łazienki i tam zaczęła uważnie przyglądać się własnemu odbiciu. A to co zobaczyła nie podobało jej się wcale.

Jakie to prawdziwe i bolesne... Sama to przerabiałam i przerabiam w sumie do tej pory (nie jestem co prawda po ciąży, ale chodzi mi o problem przybierania na wadze). Nawet nie wiem kiedy, po prostu więcej zaczęłam jeść i więcej ciałka się znalazło, w efekcie większości ciuchów nie zamierzam nawet założyć, żeby nie chwalić się wylewającym się tu i ówdzie nadmiarem tłuszczyku... Panika minęła, ale niezadowolenie jest... Nie wiem jak ty to robisz, ale zawsze umiesz wpleść jakieś niezwykle ważne problemy w swoje opowiadanie i tak fajnie je montujesz we wspomnieniach tego, co było... podoba mi się taki styl pisania.

dorocie03 napisał:

Zapędzony nową kolekcją Marek dostrzegał czasem, że na talerzu żony widnieją jakieś egzotyczne potrawy, ale ufając w jej zdrowy rozsądek nie pytał się o nic. Jedynie martwiło go, że Ula, mimo iż od urodzenia się Julii minęło kilka miesięcy, zrobiła się mniej spontaniczna. Czasem reagowała nerwowo na jego dotyk, pilnowała żeby podczas ich fizycznych kontaktów światło było zgaszone. Czasem jakieś pytania cisnęły mu się na usta, ale Ula zbywała je zdawkowymi odpowiedziami.

Mareczku, miałeś sporo na głowie, ale słusznie zauważyłeś, że z żoną coś nie halo. Niestety, często inni, mimo że widzą początki problemu, nie reagują, a szkoda, bo potem jest trudniej...

dorocie03 napisał:

Po tych pierwszych dniach euforii Pshemko popadł w drugą skrajność. Nic na świecie nie było już dla niego wystarczająco dobre. Żaden jedwab nie był wystarczająco połyskliwy, żadna żorżeta nie dość lejąca. Nie mówiąc o kolorach. Mistrz szalał, nawet podwójna czekolada z Książęcej nie potrafiła poprawić mu nastroju.

Cały Pshemko lol

dorocie03 napisał:

zaczął poszukiwania w kuchennych szafkach, licząc, że znajdzie coś przeciwbólowego. W jednej z nich, ze zdumieniem odkrył poupychany stos opakowań ziół o egzotycznych napisach. Z kąta szafki wyciągnął buteleczkę "Ibupromu", zażył dwie tabletki i zaintrygowany wziął kilka opakowaniań podejrzanych ziółek i właczył domowy komputer. Po półgodzinie przecierając ze zdumienia oczy wyłączył urządzenie i poszedł do kuchni. Wyciągnął z szuflady worek na śmieci i zaczął metodycznie opróżniać szafkę. Potem wyniósł wypchany worek na dwór i wyrzucił do śmietnika. Postał chwilę na dworzu, starając się zebrać rozbiegane myśli. Jego Ula truła się jakimiś podejrzanymi preparatami na odchudzanie, sprowadzanymi z Bóg wie skąd, a on o tym nic nie wiedział! Obracjający się prawie całe swoje życie wśród modelek i modeli Marek wiedział na ten temat więcej niż przeciętny mężczyzna. Wiedział, że w walce ze zbędnymi kilogramami można przekroczyć niebezpieczną granicę. Zrozumiał, czemu od jakiegoś czasu Ula trzymała go na dystans, pewnie myślała, że w jego oczach jest po prostu nieatrakcyjna.

Brawo Marek! Wreszcie odkrył problem swojej żony i od razu przystąpił do działania. Dobrze, że to wywalił, a pomysł ze sprawdzeniem w Internecie, co to za paskudztwa był genialny. Ma facet zacięcie detektywistyczne big_smile Z racji tego, że poruszał się w świecie mody, miał styczność z odwiecznym problemem modelek, jakim jest waga, przez co lepiej mógł zrozumieć swoją nieco pulchniejszą ostatnimi czasy żonę.
Ps. Znowu Ibuprom się pojawia w opowiadaniu big_smile Powinni nam chyba płacić za reklamę tongue

dorocie03 napisał:

Najpierw zadzwonił do Ali i poprosił ją o zajęcie się dziećmi dzisiejszego wieczoru. Alicja postawiła tylko jeden warunek - weźmie ze sobą też Beatkę, która uwielbiała bawić się z dziećmi Uli. Następny na liście do zadzwonienia był jego ulubiony fitness klub. Rozmowa nie trwała zbyt długo i po jej zakończeniu na twarzy Dobrzańskiego pojawił się łobuzerski uśmieszek. Teraz należało wygrać bitwę główną. Wyciągnięcie Uli z domu na kolację do restauracji okazało się, wbrew pozorom, dość łatwe. Ale rozmowa, którą tam obydwoje odbyli nie zaliczała się bynajmniej do najłatwiejszych. Na pierwszy ogień Marek rzucił Uli propozycję powrotu do pracy, do firmy. Wiązało się to rzecz jasna z koniecznością znalezienia opiekunki do dzieci, a to dla Dobrzańskiej było równoznaczne z ogłoszeniem końca świata. Marek jednak przygotował się duchowo do tej rozmowy i nie dał się zbić z pantałyku. Wyjaśnił żonie, że jest mu niezbędna w firmie, że w prespektywie jego międzynarodowych wyjazdów związanych z pokazem w Paryżu, musi ona zacząć pełniej uczestniczyć w życiu F&D. W głębi duszy Ula zgadzała się z jego argumentami, ale perspektywa zostawiania dzieci choćby na kilka godzin dziennie pod czyjąś opieką była dla niej straszna. Po solidnym uzgodnieniu wszystkich szczegółów kobieta uległa. Odniósłszy zwycięstwo w jednym temacie Marek, używając całego swego uroku osobistego, delikatnie poruszył temat odchudzania. Przyznał się żonie (znając ją dobrze i wiedząc, że szczerość ceni ona sobie najwyżej), że znalazł i wyrzucił do śmietnika cały ten zapas podejrzanych ziółek. Przyparta do muru Ula początkowo zareagowała łzami, próbowała się nawet obrazić, ale prezes i na to był przygotowany. Tłumacząc jej delikatnie, że kocha ją z to jaka jest, a nie za ilośc centymetrów wyjaśnił jej, że rozumie, iż po dwóch ciążach trochę jej trudniej dojść do poprzedniej figury. Jako rozwiązanie zaproponował członkostwo w fitness klubie. Ula zmarszczyła się na taką perspektywę. Czasem wpadała do klubu z Markiem, ale jakoś nie pasjonowało ją chodzenie na bieżni ani korzystanie z innych, dziwacznych urządzeń. Chodziła tylko od czasu do czasu na basen, ale nie była specjalną pływaczką i nie sprawiało jej to dużej przyjemności. Marek miał jednak innego asa w rękawie. Znał swoją żonę i wiedział co lubi... Ula lubiła tańczyć, a w jego klubie kilka razy w tygodniu były grupowe zajęcia tańca połączonego z fitnessem. Na taka propozycję kobieta nie znalazła kontrargumentów. Postawiła tylko jeden warunek - za żadne skarby Marek nie mógł nawet przez szybę obserwować tego co się dzieje w środku! Oczywiście, posyłając jej jeden ze swoich słynnych uśmiechów, Dobrzański wyraził zgodę. Wrócili do domu w szampańskich humorach i później w nocy upojony pieszczotami Marek zasypiając pomyślał, że znów ma swoją Ulę z powrotem.

Marek, jest mistrzem! Przejrzał żonę na wylot! Doskonale wiedział, jak to rozegrać, brawa dla niego! heart Jak widać skutecznie odebrał lekcję, że nie należy kłamać tongue

dorocie03 napisał:

Znalezienie właściwej opiekunki do dziecka zajęło Dobrzańskim trochę czasu, przy pomocy przyjaciół i wyspecjalizowanej agencji znalezli w końcu panią Marzenkę. Pani Marzenka, dojrzała już pani, ale na tzw "pełnym chodzie" była skrzyżowaniem wesołej cioci z wymagającą babcią i dawała sobie znakomicie radę z dwójką brzdąców. Do pani Marzenki dołączyła też pani Lidka, która raz w tygodniu doprowadzała do blasku cały dom. Co prawda obecność tej ostatniej Ula znosiła z trudem, ale w końcu uznała, że dzięki tej pomocy ma więcej czasu i dla dzieci i dla męża.

Dobra opiekunka to skarb, nie ma co pochopnie podejmować decyzji. Fajnie, że trafili na panią Marzenkę wink A co do Lidki - czyżby Uleńka była zazdrosna i dlatego ledwie ją znosiła? wink

dorocie03 napisał:

Namówiona przez Marka Ula chodziła trzy razy w tygodniu do fitness klubu. Pierwsze dwa tygodnie były dla niej po prostu straszne...W trakcie zajęć okazało się, że nie ma pojęcia o koordynacji ruchowej i mimo, że głowa rozumie co do niej mówią, to nogi i ręce żyją swoim życiem. Mały włos, a cała misterna intryga Marka wzięłaby w łeb. Ale po tych dwóch okropnych tygodniach powoli okazywało się, że oporne ciało zaczyna słuchać się właścicielki. Mająca słuch i wyczucie rytmu Ula zaczęła łapać choreografię i cała zabawa spodobała jej się ogromnie. Po trzech miesiącach regularnego chodzenia zobaczyła, że odbijająca się w ogromnych lustrach na sali sylwetka wygląda jakoś inaczej, lepiej. Korzystając z wolnej chwili Ula przymierzyła kilka starych ubrań, które jak się okazało leżały teraz znakomicie. Mimo, że nie przepadała za zakupami wyciągnęła na nie Violettę, już Olszańską, i uzbrojona w nową garderobę poczuła się dobrze we własnej skórze. Widząc to wszystko Marek cieszył się z tego otwarcie, zwłaszcza, że życie w ich sypialni wróciło na dawne, dobre tory.

Nie wszystko od razu jest proste i nam wychodzi... Dobrze, że jednak wytrzymała, bo zajęcia przyniosły efekty i to jakie! Ona wreszcie była zadowolona z tego, co widziała w lustrze, a on... z ich sypialnianego życia big_smile

dorocie03 napisał:

Miał dość tych samotnych wyjazdów, obowiązkowych spotkań i rautów, na których czasem czuł się jak rasowy koń na wybiegu. Wiedział, że świat firm zajmujących się modą jest dość ograniczony i w tym świecie wszyscy na ogół się znają. Pojawienie się więc nowej twarzy w osobie przystojnego prezesa wzbudziło w kręgach zrozumiałe zainteresowanie. Zwłaszcza u pań... Ten fakt nie umknął jego uwagi. Na oficjanych i mniej oficjalnych spotkaniach był miły, szarmancki i czarujący, ale z dystansem. Wszelkie awanse delikatnie odrzucał dając do zrozumienia, że nie jest zainteresowany. Nie wszystkie panie dawały się jednak tak po prostu odprawić z kwitkiem. Miał więc dużą nadzieję, że pojawienie się u jego boku Uli przetnie te idiotyczne gierki.

Biedaczek, osaczony przez pazerne babska xD No tak, zawsze był popularny wśród pań, więc i teraz tak było. Pokazanie się z Ulką owszem mogło podziałać, ale nie na wszystkie panny. Są bowiem i takie beznadziejne przypadki, które widząc faceta z jego wybranką, dostają jeszcze jakby ekstra motywacji do "walki" o niego... hmm Chore, ale prawdziwe.

dorocie03 napisał:

Ula poddana luksusowym zabiegom kosmetycznym, w długiej, lejącej się sukni o barwie głębokiej czerwieni - oczywista zaprojektowanej przez Pshemko - oparta na ramieniu męża zrobiła furorę. Panowie dyskretnie wypytywali projektanta kim jest ta piękność towarzysząca prezesowi F&D, a niektóre panie były gotowe wydrapać jej oczy. Nieświadoma tego wszystkiego Ula jaśniejąc jak klejnot swobodnie rozmawiała z przedstawicielami innych firm. Jej znakomita znajomość zarówno niemieckiego jak i angielskiego była bardzo pomocna. Po części oficjalnej, wybornym obiedzie goście bawili się przy muzyce. Tańcząca w ramionach Marka Ula nie miała pojęcia, że oprócz zachwytów wywołuje także i niechęć. Zwłaszcza dwie panie z francuskiego towarzystwa wzięły sobie za honor uwiedzenie tego urodziwego Polaka i nie chciały przyjąć do wiadomości, że kobieta, której on nie odstępuje jest po prostu jego żoną.

big_smile Ulka to zawsze nie miała pojęcia, jakie emocje wywołuje. Pewnie tylko Mareczek widział te mordercze spojrzenia kobiet, rzucane w jej kierunku big_smile (i niestety te pożądliwe, pochodzące od mężczyzn, a jednocześnie złowieszcze, gdy patrzyli na niego). No i oczywiście jakieś dwie pindzie nie chciały uszanować tego, że Marek jest zajęty! Wiedziałam, że tak będzie! Dobrze, że i tak guzik im z tego wyszło.

dorocie03 napisał:

Na tarasie było pusto, ciepłe, nocne powietrze otulało ich miękko, wdychali oboje zapach Paryża tak inny od znanego. W dole lśniła Sekwana... Obojgu przypomniała się inna noc, inna rzeka i dali się ponieść emocjom. Jedna z francuzek, której widok pięknego prezesa zawrócił w głowie, od jakiegoś już czasu śledziła kroki obojga, wślizgnęła się za kotarę odgradzającą wejście na taras od sali. Jej oczom ukazali się Ula i Marek spleceni ze sobą jak warkocz i całujący się  tak namiętnie jakby świat dookoła nie istniał. Kobieta na ten widok zamarła na chwilę a potem wycofała speszona. Wiedziała już, że ten mężczyzna należy tylko do jednej kobiety. A nasza para nie hamując już rozpalonych zmysłów uciekła do pokoju hotelowego i kochała się do rana...

No! Widziałaś durna babo? Ten pan ma już wybrankę swego serca i wara od nich! uff, już mi lepiej tongue
Pięknie to napisałaś, a to zakończenie o hotelowej nocy... mrrr heart

dorocie03 napisał:

Ula z zadowoleniem patrzyła na teścia. Krzysztof odkąd przekonał się, że jego syn jest odpowiedzialnym i godnym zaufania człowiekiem, patrząc na jego osobiste szczęście poparte dwojgiem wnucząt wyraźnie odetchnął. Do tego jego drugie dziecko w postaci firmy prosperowało znakomicie, a nawet pojawiły się pogłoski o możliwości wejścia F&D na giełdę, co oznaczało wypłynięcie firmy na szerokie wody. Nic dziwnego, że wyniki badań serca seniora Dobrzańskiego zadowalały jego osobistego doktora. Teraz Krzysztof rozglądał się po niewielkim ogrodzie Cieplaków w poszukiwaniu swojej ulubiennicy. Mała Julka była jego oczkiem w głowie i dziadek rozpuszczał ją jak mógł... Helena próbowała hamować te dziadkowe zapędy, ale Ula i Marek patrzyli na to przez palce.

No nareszcie Krzysztof nie musiał się martwić o syna i firmę, a tak długo to robił... Przestał, to i zdrowie się poprawiło i wreszcie mógł być dumny ze swojego pierworodnego, a nie tylko usprawiedliwiać go i ratować tyłek z opresji, jak np. po pamiętnej przejażdzce po pokazie, która zakończyła się zwiedzaniem drzewa... Wnuczka była kopią tatusia, więc nic dziwnego, że senior Dobrzański miał do niej słabość wink

dorocie03 napisał:

W rodzinie młodych Dobrzańskich panowała szczególna relacja między rodzicami a dziećmi. Mama Ula to było miękkość i przytulanie, obrona i ostoja w szczególnych wypadkach, chuchanie na zraniony palec i nakładanie plasterków na otarte kolanko. To była słodycz jej czekoladowego ciasta, słodki całus na dobranoc i ciepło maminych rąk. To było zszywanie urwanego ucha ukochanego misia i obrona przed dwugłowym smokiem, który ryczał niskim głosem (co prawda ta druga głowa piszczała jakoś cienko) i ścigał Filipa dookoła trawnika przed domem, a jemu z rąk wyleciał ten miecz, co to miał się nim bronić...Ale też mama to były pójścia spać, kiedy oczy się już zamykają ale tata tak opowiada ciekawie, mycia zębów, a po co,kiedy rano też można to zrobić. Niesmaczny syrop, kiedy dopadał kaszel i słówko nie, od którego nie ma odwołania...
Tata Marek to było coś innego...To było fruwanie pod sufitem i zawsze wiedziało się, że tata na pewno złapie, to były przeprawy przez pustynię, kiedy na dworzu pada deszcz i jest nudno, to było kopanie piłki i radocha w przydomowym basenie. Tata to było czytanie bajek na wieczór, a tata czytał je tak ciekawie, że aż szkoda było iść spać. Ale tata to był też najwyższy sędzia w sprawach z kolegami i wzór do naśladowania. A w sobotni ranek można było wpaść do sypialni rodziców i pospać jeszcze troszkę z buzią wtuloną w ramię któregoś, a czasem i ogólna bitwa na poduszki...

heart Tacy rodzice to skarb... Szkoda, że najczęściej ani grama z tego nie ma w realnym życiu, z różnych powodów... Marek idealnie się spisuje w roli ojca heart

dorocie03 napisał:

Zza rogu domu dobiegały podniesione głosy -  wysoki, damski głos strzelał słowami bardzo szybko a męski brzmiał łagodząco. Młodzi Dobrzańscy uśmiechali się domyślnie, nadchodzili Violetta i Sebastian.

Kryć się kto tylko może! Nadchodzi huragan! big_smile Biedny Cebulek... xD

dorocie03 napisał:

Nie tak dawno w jeden z lipcowych weekendów Olszańscy wpadli do nich z zapowiedzianą wizytą. Oboje byli jacyś cichsi niż zwykle i zamyśleni. W końcu Violetta powiedziała, że ostatecznie lekarze potwierdzili, że urodzi im się parka - córka i syn i, że wybrali im już imiona. Oboje Dobrzańscy, znając dobrze Violettę, spodziewali się jakiś egzotycznych, trudnych do wymówienia imion, ale Olszańska spoglądając z pod oka na męża oświadczyła, że ich córka będzie miała na imię Urszula a syn Marek. Słysząc to, Ula nie umiała opanować cisnących się pod powiekami łez i całkiem głośno "płaknęła" sobie w objęciach Violetty. Marek trochę ściskał, a trochę klepał swojego najlepszego kumpla jednocześnie czując, że całkiem niemęskie wzruszenie ściska mu gardło.

dorocie... heart cię za takie opisy... Skąd ty bierzesz takie wspaniałe pomysły? smile A wybór państwa Olszańskich bardzo fajny big_smile I nawet Maruś-czaruś się rozczulił...

dorocie03 napisał:

Ela patrzyła na swego Juleczka zadzierając głowę. Chłopiec powoli oswajał się ze swoją wysokością, ale często zachowywał się tak, jakby przeszkadzały mu własne ręce i nogi. Teraz usiadł z ulgą na wskazanym mu krześle i spod oka patrzył cielęcym wzrokiem na Beatkę. Otaczający go dorośli zdawali sobie sprawę z jego pierwszego, młodzieńczego zauroczenia.

I kolejna miłość się rozwija wink

dorocie03 napisał:

A potem na stół wjechała słynna nalewka pana domu. Raczono się nią z zapałem, a zwłaszcza Pshemko doceniał jej zalety. Pani Dąbrowska oblegała go bowiem skutecznie i dlatego projektant mruczał pod nosem nieodłączną mantrę o kwiecie lotosu. Widząc, że to nie przynosi mu ulgi projektant był gotów wezwać na pomoc cały Panteon, ale nalewka zaczęła robić swoje i Pshemko odzyskał poczucie humoru.

Ómarłam! big_smile Dąbrowska i Pshemko rzondzom! lol Gdyby nie to, że pan Wycior woli inną płeć, to fajna byłaby z nich para xDDD

dorocie03 napisał:

Alicja okryła chłopców ciepłym pledem, spali obaj przytuleni do siebie jak dwa małe kotki.

heart Znaczy, że musieli niezwykle słodko wyglądać...

dorocie03 napisał:

Julia również spała w objęciach dziadka Krzysztofa tuląc do siebie swego ulubionego, pluszowego króliczka. Julek z Beatką umknęli do jej pokoju i tam grali na komputerze, chociaż chłopak więcej patrzył na rumieniącą się dziewczynkę niż na ekran monitora.

Nie ma to jak kochany dziadzio wink Hehe, gra na kompie, jaaasne tongue A w głowach (a przynajmniej w jednej) co innego lol3 Dobrze, że toto jeszcze młode i nieśmiałe (i porządne) big_smile

dorocie03 napisał:

Ula i Marek siedzieli w milczeniu u jego końca spoglądając na siebie. Na niebo wypłynął księżyc. W jego blasku i w świetle lampionów twarz Marka zdawała się nie mieć wieku. Ula patrzyła na niego, miał na sobie niebieską koszulę tak jak wtedy, pierwszego dnia i tak samo jak wtedy pomyślała, że jest najpiękniejszy na ziemi. A Marek patrząc na jej śliczną twarz pieścił w sobie wspomnienie tej ubranej w zielony żakiecik dziewuszki, ze śmieszną grzywką nad czołem i aparatem na zębach. Tej, która otworzyła mu serce na miłość...Ula poczuła jak jego palce zaciskają się na jej dłoni,  jego dotyk poznałaby spośród tysięcy rąk. Spojrzeli na siebie i jednocześnie z ust obojga padło "Kocham Cię". Bo w Rysiowie w ogródku domu nr 8 siedzieli nie tylko Ula i Marek kochający się sercem i ciałem, siedziały dwie kochające się dusze...

heart poklony piękniej zakończyć chyba nie mogłaś... poklony2 Oj tak, Ulka zmieniła całe jego życie i dobrze - bo tamto było puste... Naprawdę wspaniałe, że wciaż tak mocno się kochają i tak bardzo na siebie działają, nawet najmniejszy dotyk jest jak niewyobrażalnie cudowna pieszczota... Zazdroszczę im... A ciebie dorocie heart wink

dorocie03 napisał:

Jest Filip musi być i Julia big_smile

No a jakżeby inaczej xD

dorocie03 napisał:

A poza tym i ja tam byłam, miód i wino piłam, a co widziałam to Wam opowiedziałam love

Ehh, a nas nie przemyciłaś ze sobą... Szkoda, ale dobre i to streszczenie wydarzeń xD Dziękuję za całość tego mega słodziaka, który jednak nie tylko słodził, ale  i poruszał naprawdę trudne i bolesne tematy... Jesteś mistrzem i życzę ci niekapryśnego pana wena, żeby cię natchnął na nowe dzieło...
Podpisano: twoja mrucząca fanka poklony2 heart

Ostatnio edytowany przez Kitty84 (2010-03-01 09:20:00)


FOM storczyk MDUC GNAJ SWSiOCJT DORIS | owoce | mini | Niepoprawna Markomanka

Offline

 

#287 2010-03-01 11:52:48

Jolcia
Cień Uli
Zarejestrowany: 2009-12-01
Posty: 349

Re: To tylko moja wyobraznia

Dorcie, przede wszystkim dziękuję za pamięć.Ja od pierwszego rozdziału wiernie czytałam Cię i dopingowałam do dalszego pisania.Nie przeszkadzał mi  nawet brak ogonków i polskich znaków.big_smile Ale teraz do rzeczy, albo raczej do tego wyczekiwanego epilogu. przeczytałam i odpłynęłam.Lewituję sobie teraz gdzieś wysoko, gdzie mnie przeniosło Twoje opowiadanie.Niesamowicie słodko,ale nie mdło.Poczułam się jak taka mała dziewczynka, która czyta właśnie jedną z piękniejszych bajek i potem po zamknięciu oczu marzy o takim księciu Marku.big_smile Ostatni rozdział przeczytałam w sobotę późną nocą,ale nie miałam sił napisać cokolwiek, ale dzięki Tobie przez całą niedzielę uśmiech nie schodził mi z twarzy. Mam nadzieję,że po zakończeniu tego opowiadania zaczniesz pisać następne. heart Dorcie 
poklony2poklony2poklony2poklony2

Ostatnio edytowany przez Jolcia (2010-03-01 20:43:30)


Życie jest jak podróż pociągiem. Składa się z wsiadania i wysiadania. Naszpikowana jest przyjemnymi niespodziankami i głębokimi smutkami.Pełna wyzwań, oczekiwań, marzeń i pożegnań... Ale nigdy powrotów.
GNAJ  DORIS  MDUC

Offline

 

#288 2010-03-02 01:39:08

dorocie03
Poszukiwaczka truskawek
Od: Warszawa
Zarejestrowany: 2009-10-14
Posty: 3724

Re: To tylko moja wyobraznia

Kitty84 - cieszyłam się jak dziecko czytając Twego zapowiadanego komenta!

Kitty napisał:

A poza tym i ja tam byłam, miód i wino piłam, a co widziałam to Wam opowiedziałam(...)Ehh, a nas nie przemyciłaś ze sobą...

Bardzo żałuję, że nas wszystkich tam nie było. A może nas następnym razem zaproszą? Kto wie...
Jolcia

Jolcia napisał:

Ostatni rozdział przeczytałam w sobotę późną nocą,ale nie miałam sił napisać cokolwiek, ale dzięki Tobie przez całą niedzielę uśmiech nie schodził mi z twarzy.

kiss love heart za te słowa i całość Twojego komentarza.


GNAJ heart, Iwona, SWSiOCJT, KTB, MDUC, Jowi46   Filip.B heart

"Markowe dołeczki znakiem markowym Marka. Aleksander w szoku. A Ula - w kanarkach"
"To tylko moja wyobraźnia" ,"Coś małego", "Inaczej"

Offline

 

#289 2010-03-02 14:05:38

Jolcia
Cień Uli
Zarejestrowany: 2009-12-01
Posty: 349

Re: To tylko moja wyobraznia

Przy ponownym czytaniu Twojego opowiadania znalazłam tylko mały błąd- skala za pomocą której ocenia się stan noworodka to skala Apgar. Tam literówka Ci się wkradła.

Ostatnio edytowany przez Jolcia (2010-03-02 14:05:58)


Życie jest jak podróż pociągiem. Składa się z wsiadania i wysiadania. Naszpikowana jest przyjemnymi niespodziankami i głębokimi smutkami.Pełna wyzwań, oczekiwań, marzeń i pożegnań... Ale nigdy powrotów.
GNAJ  DORIS  MDUC

Offline

 

#290 2010-03-03 00:52:15

dorocie03
Poszukiwaczka truskawek
Od: Warszawa
Zarejestrowany: 2009-10-14
Posty: 3724

Re: To tylko moja wyobraznia

Jolcia - dzięki - już poprawiłam...big_smile kiss


GNAJ heart, Iwona, SWSiOCJT, KTB, MDUC, Jowi46   Filip.B heart

"Markowe dołeczki znakiem markowym Marka. Aleksander w szoku. A Ula - w kanarkach"
"To tylko moja wyobraźnia" ,"Coś małego", "Inaczej"

Offline

 

Stopka forum

Powered by PunBB© Copyright 2002–2018 PunBB
statystyka