BrzydULA - jedyne forum fanów serialu

Forum dyskusyjne miłośników serialu "BrzydULA"

Nie jesteś zalogowany.

#111 2009-12-25 14:07:16

brzydulomaniaczka
Przyjaciułka SteFy
Od: Gdzieś w lubelskim...
Zarejestrowany: 2009-04-04
Posty: 10576
Serwis

Re: taka mała miniaturka

aaa! Nareszcie będzie z Aleksem big_smilebig_smilebig_smile No to czekam. Wesołych świąt i duuużo weny big_smile


Kocham wszystkie swoje siostrzyczki forómowe: Aduśka, Apollina, Claudia, Króweczka, Libby, Mel, Pszczoła, Struś.
Mój facet to Miron Lipski heart    iris
Kocham swój wieczny avek <3

Offline

 

2009-12-25 14:07:16

Cindy
Najlepsza doradczyni na forum

#112 2009-12-25 14:09:34

Kreska
Przyjaciel domu Uli
Zarejestrowany: 2009-06-24
Posty: 816

Re: taka mała miniaturka

Niekoniecznie z Aleksem w tle. Niech będzie cała o Aleksie! big_smilebig_smilebig_smile


Music my love music

KTB heart MDUC heart GNAJ heart

Offline

 

#113 2009-12-25 16:38:02

brzydulomaniaczka
Przyjaciułka SteFy
Od: Gdzieś w lubelskim...
Zarejestrowany: 2009-04-04
Posty: 10576
Serwis

Re: taka mała miniaturka

Kreska napisał:

Niekoniecznie z Aleksem w tle. Niech będzie cała o Aleksie! big_smilebig_smilebig_smile

Właśnie, jak szaleć, to szaleć ;D


Kocham wszystkie swoje siostrzyczki forómowe: Aduśka, Apollina, Claudia, Króweczka, Libby, Mel, Pszczoła, Struś.
Mój facet to Miron Lipski heart    iris
Kocham swój wieczny avek <3

Offline

 

#114 2009-12-26 21:07:43

Hatifnat
Szemrzący typ
Zarejestrowany: 2009-12-10
Posty: 59

Re: taka mała miniaturka

mlawer - Różowe Słonie, to moja ulubiona miniaturka. Uwielbiam ją! Przeczytałam ją już jakiś czas temu i właśnie do niej wróciłam jeszcze raz. Jest cudowna! Kocham ją bezgranicznie i miłością ślepą. Mój sentyment do słoni też ma w to swój malutki wkład. Ale wiedz, że dzięki temu opowiadanku masz we mnie wierną fankę. Inne też są świetne, ale słonie... *rozpływa się*
Ściskam  i czekam na opka o Aleksie ^^


Mózg operacji drukowania ulotek. wink
GNAJ & SWSiOCJT & Jowi46 heart

Offline

 

#115 2009-12-26 21:42:22

klaudyna19952611
Zbanowany
Od: Rysiowo
Zarejestrowany: 2009-10-27
Posty: 248

Re: taka mała miniaturka

Jestem pod wielkim wrażeniem twojej twórczości.
Dla mnie BOMBA< SUPER, EXTRA i nie wiem co mam jeszcze dodać po prostu śliczne.


Ja Ciebie też bardzo, bardzo kocham Ula.-rzekł Marek do  kobiety, która stała koło niego.Dla niego ta chwila była najwspanialsza na świecie bo miał swoją kobietę przy boku wink

Offline

 

#116 2009-12-27 22:40:17

mlawer
Prostuje spinacze
Zarejestrowany: 2009-09-09
Posty: 3326

Re: taka mała miniaturka

Dla dwóch takich, co kochają Aleksa wink
I nie tylko.
Miłej lektury i jak zawsze przepraszam za błędy.

Niekoniecznie z Aleksem w tle.


Ha! Już on im da popalić. Jeśli sądzili, że pozbyli się go raz na zawsze, to grubo się mylili. Fakt, musiał odpocząć i w spokoju przetrawić gorycz chwilowej porażki. Rzeczywiście zajęło mu to nieco więcej czasu niż się spodziewał. Ale teraz wracał. Po ponad rocznej przerwie był gotów po raz kolejny podjąć walkę z tym matołem Markiem i jego byłą asystentką a aktualną wiceprezes F&D Ulką. Nota bene już nie Cieplak, lecz, ku najwyższemu zdumieniu Aleksa, Dobrzańską. Najwyraźniej panienka okazałą się w łóżku równie kompetentna, co w pracy. Febo w głębi ducha wciąż nie mógł zrozumieć jak ten idiota, którego uważał za bezużytecznego bawidamka o mózgu rozmiarów ziarnka piasku, to zrobił… Odebrał mu firmę i na dodatek upokorzył jego siostrę, a teraz szczerzy się z okładek niemal wszystkich pism branżowych, które pod niebiosa wychwalają jego strategię i rozpływają się nad tym, jak to pod jego i jego żony rządami F&D, jako jedna nieliczna z firm modowych, nie tylko nie pogrążyła się w kryzysie, ale przynosi coraz większe zyski.  Czytając te bzdety z trudem powstrzymywał się przed zgrzytaniem zębami.
Ostatni rok spędził pławiąc się w słońcu Italii i, prawdę mówiąc, serdecznie się nudząc. Dzięki swym rozległym znajomościom bez najmniejszego problemu znalazł pracę w jakimś włoskim domu mody, gdzie zarabiał co najmniej trzy razy więcej niż na swym poprzednim stanowisku. Ale to nie było to… Pracując u kogoś, nie miał wpływu na podejmowane decyzje, miał je jedynie wdrażać w życie. No i w nowym miejscu pracy nikt na jego widok nie kulił się w sobie i nie starał ukryć za wszelką cenę – tu był tylko jednym z licznych dyrektorów, a nie wszechwładnym i budzącym grozę współwłaścicielem. A przede wszystkim, nie miał z kim walczyć. Zapewne za żadne skarby świata by się do tego nie przyznał, ale najbardziej brakowało mu właśnie Marka i ich ciągłej rywalizacji. Tak bardzo przyzwyczaił się do ich nieustannych potyczek, że teraz, kiedy zabrakło mu przeciwnika, czuł się zagubiony, jego życie stało się bezbarwne i pozbawione emocji. Nudził się tak bardzo, że zaczął z coraz większym zainteresowaniem przyglądać się otaczającym go kobietom. I to go przeraziło najbardziej. Po całej tej aferze z Julią przyrzekł sobie, że już nigdy więcej nie zaangażuje się w poważny związek. Kobietom nie można ufać, nie można im powierzyć czegoś tak cennego, jak własne serce. Wbrew pozorom Aleksander Febo był człowiekiem, który potrafił kochać mocno, prawdziwie i szczerze. Takim uczuciem obdarzał rodziców i siostrę. Po tragicznej śmierci ojca i matki pozbierał się z trudem. Zrobił to dla Pauli, która tak bardzo potrzebowała jego siły… Już wtedy przemknęła mu przez głowę myśl, że jedynym sposobem by uchronić się przed cierpieniem jest zamknięcie własnego serca w żaroodpornym sejfie i wyrzucenie klucza. Skoro cierpimy z powodu relacji, jakie łączą nas z innymi, to wystarczy tych relacji nie nawiązywać by uniknąć cierpienia, nieprawdaż? Jednak wtedy nie zdecydował się na podjęcie tak zdecydowanych działań – dał życiu jeszcze jedną szansę. I zawiódł się. Bólu, jaki poczuł widząc swą ukochaną w ramionach mężczyzny, którego uważał za przyjaciela, nie potrafił nawet opisać. Przez chwilę bał się, że upadnie, zrobiło mu się ciemno przed oczami, a potem miał wrażenie, że spada w czarną, niezgłębioną otchłań. Tamtego dnia Aleks podjął nieodwołalną decyzję – przestanie czuć cokolwiek, poza braterską miłością do Pauli nie pozwoli sobie na żadną słabość. Seks - proszę bardzo. Miłość – absolutnie nie. Przyjaźń? Na samą myśl o przyjaźni miał ochotę parsknąć szyderczym śmiechem. Współczucie, sympatia, wyrozumiałość? A czy jemu ktoś je okazał?
Obawiając się, że dręcząca go nuda pchnie go koniec końców w jakiś dziwaczny związek z którąś z namiętnych Włoszek (nie brakowało wśród jego współpracownic takich, które rzucały mu powłóczyste spojrzenia a nawet przesyłały baaardzo jednoznaczne maile) bez wahania zgodził się na powrót do F&D, który zasugerowała mu Paula. Wspominając ostatnią rozmowę z siostrą zmarszczył brwi. Paulina po krótkim urlopie, na jaki udała się w dniu pokazu FD Gusto, wróciła do Warszawy. Aleks wiedział, że ciągle miała nadzieję na odzyskanie Marka. Wiedział, że czatowała na jakąkolwiek oznakę, że pomiędzy Dobrzańskim a tą Cieplak coś się psuje. Wiedział, że cierpiała widząc ich przygotowania do ślubu. Zwłaszcza, że Marek okazywał ogromny entuzjazm wybierając to, co wcześniej określał mianem „idiotycznych serwetek w kratę lub bez”. W najgorszych chwilach dzwoniła do niego. Raz, ku jego najwyższemu zdumieniu, rozpłakała się. Jego wyniosła, chłodna siostra pokazała, jak bardzo została zraniona. A on nie potrafił jej pomóc. Kilka razy miał ochotę wsiąść w najbliższy samolot do Warszawy, wpaść do F&D i zamordować młodego Dobrzańskiego na oczach jego najnowszej narzeczonej. Ale taki scenariusz, choć niewątpliwie kuszący, nie wchodził w grę. Ostatecznie Paula wytrzymała nieco ponad rok. Teraz, zrezygnowana, odchodziła. Rozmawiając z Aleksem była szczera, jak nigdy. Łudziła się sądząc, że Marek kiedykolwiek ją kochał. Lubił ją, pożądał jej – tak. Ale nigdy nie darzył jej takim uczuciem, jakie żywił do tej Uli. Nigdy nie okazywał jej takiego szacunku, nigdy nie patrzył na nią z takim uwielbieniem, nigdy nie był o nią tak zazdrosny… Może to i brzmi niewiarygodnie, ale ta dziewczyna z podwarszawskiej pipidówy skradła mu serce i zmieniła chłopca w dojrzałego mężczyznę. Mężczyznę, który wkrótce zostanie ojcem…
Aleks zamarł. Dziecko… Paula zawsze pragnęła mieć dużą rodzinę. Nic dziwnego, że nie chciała dłużej zostać w firmie. Objął ją. Po jej porcelanowo bladej twarzy spływały powoli słone krople. Musi uciec. Musi wreszcie o nim zapomnieć, zacząć żyć na nowo, odnaleźć własną drogę. Ale ktoś z rodziny Febo powinien zostać na miejscu i zadbać o ich interesy. W końcu ta firma, to jedyne co pozostało po ich rodzicach. Czy Aleks mógłby…?
Zgodził się bez wahania. W przeciągu dwóch miesięcy zakończył swoje sprawy we Włoszech i teraz stał przed wejściem do jakże dobrze sobie znanego biurowca w centrum Warszawy.  Zacisnął szczękę. Marku Dobrzański szykuj się do boju.
Winda zajechała na piąte piętro. Jej drzwi otwarły się z cichym chrzęstem i łup…
W zdumionego Aleksa z całym rozpędem uderzył młody Dobrzański. Panowie przez chwilę, nieco oszołomieni, przyglądali się sobie rozcierając czoła, które przed sekundą zawarły zdecydowanie zbyt bliską znajomość.
Zanim Febo zdążył z właściwą sobie, pełną niepowtarzalnego wdzięku, ironią skwitować całe zajście (A miał już na końcu języka kąśliwą uwagę, o nagłej ucieczce prezesa na jego widok) Marek wrzasnął tak, że Aleks odruchowo się skulił:
- Aleks!!! Wysiadaj, wysiadaj, WYSIADAJ!!! Zajmij się firmą! Właściwie super, że jesteś. A teraz z drogi, bo jedziemy rodzić.
Po czym bezceremonialnie wypchnął zaskoczonego Febo z windy i nerwowo przycisnął klawisz oznaczający parter.
- Aleks – gdzieś z tyłu rozległ się spokojny głos Uli. – Czy byłbyś łaskaw zatrzymać windę? Mój mąż chyba zapomniał, że beze mnie żadnego porodu nie będzie.
Aleks odruchowo wstrzymał stopą zamykające się właśnie drzwi windy.
- Dzięki – Ula, minęła młodego Febo. Aleks musiał przyznać, że wyglądała uroczo. Dłoń trzymała tym pieszczotliwym, właściwym tylko matkom, gestem na wyraźnie zaokrąglonym brzuszku. Na nieco pobladłej twarzy kobiety błąkał się tajemniczy uśmiech.
- Boże, Ula! – Dobrzański był wyraźnie spanikowany – przepraszam! Straciłem głowę. Matko, że też Seba właśnie dziś musiał się wybrać z odwiedzinami do mamusi. Miał nas zawieźć do szpitala. A teraz, co? Ręce mi się trzęsą…
- Marek, spokojnie. – Ula nie traciła zdrowego rozsądku – Poprosimy pana Władka, żeby wezwał nam taksówkę, albo…
- Dawaj kluczyki. – Aleks sam nie wiedział, czemu to robi – Ja was zawiozę.
Przez chwilę oboje patrzyli na niego ciut podejrzliwie.
- No co? – Ironicznie ściągnął usta - Pochlebia mi wasz strach, ale tym razem jest on bezpodstawny.
Marek bez słowa wręczył mu kluczyki. Na parkingu Aleks przeżył szok. Zamiast wypasionej sportowej fury na miejscu parkingowym Dobrzańskiego stało stateczne, obszerne, rodzinne kombi. Zszokowany Febo nie był w stanie nawet tego skomentować. Najwyraźniej Marek naprawdę się zmienił… A już na pewno zmienił się jego gust, jeśli chodzi o wybór aut.
Z perspektywy czasu całą drogę spod siedziby firmy do szpitala Aleks uważał za jedno z najbardziej traumatycznych doświadczeń swego życia. Z jednej strony irytowała go Ula, która obdzwaniała całą swą niemałą rodzinę, a w międzyczasie ciągle zamartwiała się, czy oby na pewno wszystko spakowali. Z drugiej strony o ból głowy przyprawiał go przerażony Marek, który, ściskając żonę za rękę, ciągle napominał Aleksa by ten jechał szybko i ostrożnie zarazem. Febo w pewnym momencie musiał walczyć z pokusą, by nie zatrzymać auta i nie uciec gdzie oczy poniosą, byle dalej od państwa prezesostwa.
A potem było już tylko gorzej. Musiał wejść za nimi do szpitala, bo Marek tak się skupił na wspieraniu żony, że zapomniał torby z rzeczami dla dzidziusia. Wściekły Febo odnalazł Dobrzańskiego przed salą porodową. Przyszły tata bezradnie walczył z niebieskim fartuchem, który musiał założyć przed wejściem do Uli. Aleks przez chwilę, z rosnącym rozbawieniem, patrzył jak Marek usiłuje zawiązać powiewające wokół niego błękitne tasiemki, jak co chwila krzywo zapina guziki i gubi w ferworze walki czepek. Litując się nad tym obrazem nędzy i rozpaczy, Febo stanowczo podszedł do swego rywala, wręczył mu torbę z rzeczami a potem błyskawicznie poprawił strój zaaferowanego Dobrzańskiego.
- Tylko potem nie mów, że nigdy nic dla ciebie nie zrobiłem – Aleks starał się by w jego głosie dało się wyczuć sarkazm, ale miał wrażenie, że z jakiegoś niezrozumiałego powodu, jego wysiłki poszły na marne. Ku swemu zdumieniu patrząc na miotającego się Marka Febo odczuwał bowiem coś na kształt zazdrości i wzruszenia.
Marek zatrzymał się z ręką na klamce do sali porodowej. Spojrzał Aleksowi prosto w oczy. W tym spojrzeniu była powaga i wdzięczność:
- Dzięki, Aleks. Nigdy ci tego nie zapomnę. Wiem, że trudno ci w to uwierzyć, ale jeśli znajdziesz się w kryzysowej sytuacji, możesz na mnie liczyć. Mam też prośbę – o ile nie masz innych planów poczekaj tu na moich rodziców i przekaż im, że wszystko dobrze, ok.?
Febo, wpatrując się w Dobrzańskiego jak zahipnotyzowany, skinął głową. A potem przez ponad pół godziny przemierzał szpitalny korytarz zastanawiając się czemu właściwie nie posłał Marka na drzewo zamiast wyświadczać mu przysługę za przysługą. Ostatecznie uznał, że kopanie Dobrzańskiego w takiej sytuacji byłoby poniżej jego godności i że tylko z tegoż względu zdecydował się mu pomóc. I absolutnie nie był wzruszony faktem, że jego były przyjaciel za kilka chwil zostanie ojcem. Co to, to nie. I wcale nie zamierza tu czekać na szczęśliwe rozwiązanie. Jak tylko dotrą Helena i Krzysztof – on po cichu się ulotni, pojedzie do firmy i zacznie robić to co lubi najbardziej – knuć, chachmęcić i mieszać!
Mroczne plany Febo pozostały tego dnia w sferze jego pobożnych życzeń. Zaaferowane rodziny Dobrzańskich i Cieplaków wchłonęły go jak gąbka wodę. Mocno przytrzymywany przez Krzysztofa, z uwieszoną u szyi Beatką (która z niepojętych względów uznała, że Aleksa niezwłocznie należy adoptować w charakterze wujka i teraz męczyła go pytaniami w rodzaju : Czy to Jasiek uczył cię układać włosy?) musiał skapitulować. Z nieszczęśliwym wyrazem twarzy klapnął ciężko na jedno z krzeseł w poczekalni obiecując sobie solennie, że odegra się na Marku za cały ten cyrk. A cyrk trwał ponad cztery godziny!
Marek z sali porodowej wyszedł ciut blady („Wcale nie zemdlałem mamo, tylko takie miałem mroczki przed oczami…”). I nieziemsko szczęśliwy oświadczył pękając z dumy, że ma syna.
- Kawał chłopa! Mówię wam! Prawie cztery kilo wagi i pięćdziesiąt trzy centymetry! No i oczywiście dziesięć punktów w skali Apgar! – Marek rozsiewał wokół siebie aurę radości. – A najważniejsze, że z Ulą też wszytko w porządku. Była bardzo dzielna. Teraz odpoczywa. Od jutra zapraszamy chętnych do odwiedzin, dziś proszę o wyrozumiałość. I mama i dzidziuś muszą trochę odsapnąć.
Podekscytowane rodziny Dobrzańskich i Cieplaków opuściły szpital. Podążającego w stronę wyjścia młodego Febo zatrzymał Marek.
- Aleks… - widząc, że Dobrzański charakterystycznym dla siebie gestem przeczesuje włosy, Aleksander domyślił się, że jest on zakłopotany. – Słuchaj ja wiem, że to tak znienacka wypadło, ale mam prośbę. Widzisz my z Ulą martwiliśmy się co będzie z firmą, jak urodzi się nasz maluszek. Ula pójdzie na macierzyński, ale ja też chciałbym spędzić z nimi trochę czasu… Mieliśmy plan, żeby na jakiś czas przekazać rządy mojemu ojcu, ale wiesz, że on ma ciągle kłopoty z sercem… Nie chcemy go zanadto obciążać. I tak sobie pomyślałem, że może ty przejąłbyś chwilowo stery…
Aleksa po prostu zamurowało. Jak to? Jego śmiertelny wróg sam daje mu w ręce broń i jeszcze ładnie prosi, żeby jej użył… Świat stanął na głowie…
Marek opacznie zinterpretował milczenie mężczyzny.
- No ja wiem, że to ogromne wyzwanie, ale na pewno dasz sobie radę! Zresztą Ula i ja będziemy w razie czego służyć ci pomocą. Zresztą to tylko tymczasowe rozwiązanie. Maksimum na jakiś miesiąc.
Aleks z trudem przełykając ślinę wykrztusił wreszcie:
- Jasne, nie ma sprawy. – W jego głowie pojawiły się wizje gruntownej reorganizacji F&D i wprowadzenia prawdziwie włoskiego stylu zarządzania (*)
- Super! – Dobrzański wyszczerzył zęby w szerokim uśmiechu. – Jutro prześlę ci faks z zakresem powierzonych obowiązków. Dzięki stary! A teraz spadam. Lecę do Uli.
Pozostawiony sam sobie Febo z trudem powstrzymał się przed zatarciem z radości rąk. Kto by pomyślał, że władza, o której tak długo marzył sama wpadnie mu w łapki…
Następnego dnia w firmie Aleksowi nie było już do śmiechu. Faks od Marka uświadomił mu, że Dobrzański nie jest jednak aż takim kretynem na jakiego wygląda. Faktycznie powierzył mu obowiązki prezesa, ale… obwarował to powierzenie milionem warunków. Aleks nie mógł nikogo zwolnić. Nie mógł wprowadzić zmian w budżecie. Nie wolno było mu mieszać się do pracy Pshemko… A wszystkie strategiczne decyzje wymagały zatwierdzenia podpisami Marka i Uli. Febo zrzedła mina. Zamiast panem i władcą, został wyrobnikiem, który miał ślepo realizować plany młodych Dobrzańskich. Doprowadzało go to do szewskiej pasji… Jednak plusem całej sytuacji było, że miał wgląd we wszystkie dokumenty i interesy firmy. Nie zamierzał zmarnować okazji. Już on znajdzie haka na te melepety i wyśle oboje na zielona trawkę.
Spędził nad papierzyskami długie godzinny. Poddał się po dwóch tygodniach. Finanse firmy były prowadzone wzorowo. Żaden audyt ani nawet Urząd Skarbowy nie mieliby się do czego przyczepić. Ta cała Cieplak… to jest Dobrzańska, do spółki z tym półgłówkiem Turkiem już o to zadbali. Aleks miał ochotę sobie popłakać. Czuł się dokładnie tak jak w dzieciństwie, kiedy podczas zabawy w piaskownicy Marek zabrał mu jego ukochaną maskotkę i ze złośliwym chichotem wrzucił do pobliskiego stawu. Po tym przeżyciu Aleks przez kilka nocy nie mógł zasnąć wyobrażając sobie jak jego Króliś-Tuliś dryfuje po zimnych wodach. Teraz czuł się podobnie. I wcale mu się to nie podobało. Jeszcze mniej podobało mu się to, że był ciągle na cenzurowanym. Pracownicy F&D patrzyli mu podejrzliwie na ręce, Krzysztof też wpadał co chwilę „żeby mu pomóc”. W takich warunkach nawet knuć mu się odechciewało. Zresztą miał tyle pracy, że na knucie właściwie nie starczało mu czasu. W F&D trwały gorączkowe przygotowania do zaprezentowania letniej kolekcji. Pshemko co chwila wpadał w szał. Zamówione materiały nie dotarły do szwalni na czas. Kilku odbiorców towaru opóźniało się z zapłatą… Febo jeszcze nigdy w życiu tak ciężko nie pracował. Bycie prezesem coraz mniej mu się podobało. A na dokładkę Marek zaczynał coś wspominać, że chętnie przedłużyłby sobie urlop tacierzyński, o zgrozo, o kolejny miesiąc.
W ogóle Marek był tak zachwycony swoim pierworodnym, że nawet jeśli wpadał na chwilę do firmy, to poświęcał się głównie opowiadaniu jaki to jego Krzyś jest cudny, ile danego dnia zjadł, z jaką częstotliwością robi kupę….Od słuchania tych przesłodzonych pierdół Aleksowi robiło się po prostu niedobrze…
PO dwóch miesiącach harówki Febo znalazł się w podbramkowej sytuacji. Udało mu się nakłonić poważnego kontrahenta, na którego Dobrzańscy mieli chrapkę już od jakiegoś czasu, do podpisania umowy. Niestety do tego potrzebni byli Ula i Marek. Kontrahent nawet nie chciał słyszeć o spotkaniu z jakimś marnym p.o. prezesa. Przełykając zranioną dumę Aleks spakował dokumenty i ruszył do domu młodych Dobrzańskich gotów zmusić ich do działania choćby siłą. Od tej umowy wiele zależało – zapewniała im ona zbyt na cały rok.
Problemy napotkał już na progu podwarszawskiej rezydencji Dobrzańskich. Ani Ula ani Marek nie zamierzali dać mu dojść do słowa zanim nie zobaczy ich skarbu. Zaciągnięty przez Marka za klapy marynarki do pokoju dziecięcego Aleks pochylił się nad kołyską Krzysia. Na widok dziecka przez głowę przemknęło mu: „Ale łysolec”. Widząc jednak wlepione w siebie spojrzenia Dobrzańskich, wyraźnie oczekujących ochów i achów, powstrzymał się przed wyrażeniem tej myśli.
- Eeee..- co do cholery mówi się w takich sytuacjach?- całkiem foremny bobas….
- No czyż on nie jest cudny! – Marek był dumny jak paw. – Prawda, że podobny do mnie?
Patrząc na nieproporcjonalnie dużą, łysą łepetynkę, na wciśnięty w usta śpiącego malucha kciuk i wyciekającą z kącika usteczek ślinę Febo z całkowitą powagą rzekł:
- Niezaprzeczalnie lustrzane odbicie tatusia.
Ku jego zdumieniu Marek nie tylko nie załapał ironii ale wręcz rozpłynął się ze szczęścia.
„O Dio! –westchnął w duchu Febo – Czy wszyscy tak kretynieją na punkcie dzieci?”
Głośno jednak powiedział:
- Marek, ja tu nie przyszedłem podziwiać waszego syna. Musimy pilnie załatwić ważny interes.
W krótkich, jasnych słowach przedstawił Dobrzańskim zaistniały problem.
- Ich dyrektor żąda spotkania dziś o 15.30. Czyli za niecałą godzinę. Mamy tylko jedną szansę i  nie możemy jej zmarnować.
- No tak… - Ula była wyraźnie zmartwiona – Ale może wystarczy jak pojedziesz ty z Markiem…
- Oni wyraźnie zażyczyli sobie obecności was obojga. – Aleks czuł rosnącą irytację. To on na głowie staje, żeby im ten kontrakt załatwić a ci niewdzięcznicy jeszcze marudzą!
- Ale Aleks… Co my zrobimy z Krzysiem? Ostatnio troszkę kichał więc nie ma mowy, żebyśmy zabrali go ze sobą, jak by to zresztą wyglądało? – Ula uświadomiła Febo, że nie wszystko sobie przemyślał – Mój tata i Ala wyjechali na koncert do Szczecina. Jasiek ma grypę. Helena i Krzysztof są w Poznaniu na targach biżuterii. Maciek i Ania wyjechali na urlop na Kretę…
- Spokojnie Ula. – Marek postanowił ruszyć głową. – Zadzwonię do firmy. Iza albo Ela na pewno chętnie zaopiekują się przez te kilka godzin Krzysiem.
Ula rozjaśniła się momentalnie.
- Faktycznie! Nie pomyślałam o nich. To dzwoń szybciutko a ja pędzę się szykować. Mam nadzieję, że wbiję się w któryś z przedciążowych kostiumów…
Marek z czułością spojrzał na żonę. Ula ostatnio martwiła się, że po ciąży zostało jej kilka nadprogramowych krągłości. On tego nie dostrzegał. Wręcz przeciwnie, ostatnio miał wrażenie, że jego żona bardzo zeszczuplała. Co się potwierdziło, gdy tylko zaczęła przymierzać ubrania. Większość sukienek sprzed ciąży wisiała jej na ramionach i biodrach (karmienie piersią czyni cuda), za to wyraźnie opinała biust. Koniec końców pani Dobrzańska skompletowała sukienkę i żakiet, włożyła szpilki i zrobiła makijaż. Po ponad dwóch miesiącach siedzenia w domu cieszyła ją myśl o pracy, o prowadzeniu negocjacji. Była w sowim żywiole.
W ciągu kwadransa oboje byli gotowi.
- No dobrze. Mały jest nakarmiony i przewinięty. Powinien pospać jeszcze przez jakieś czterdzieści minut. Iza i Ela dotrą za jakieś dwadzieścia minut i się nim zajmą. My wychodzimy i pędzimy na spotkanie.
Do Aleksa nagle dotarło, że w przedstawionym przez Marka planie jest luka…
- Zaraz, chwilę. – Febo czuł rosnącą w gardle gulę. – A kto się zaopiekuje Krzysiem przed przyjazdem koleżanek Uli?
- Aleks to tylko dwadzieścia minut. – Ula obdarzyła go ciepłym uśmiechem. – Dasz sobie radę.
Zniknęli za drzwiami zanim oszołomiony Febo zdołał ich powstrzymać. Stał przez chwilę pośrodku pokoju, jak słup soli. Potem powiódł wokół pełnym przerażenia wzrokiem.
Jeden wdech, drugi, trzeci… Tylko bez paniki. To tylko parę minut. Mały śpi. Wszystko będzie dobrze. Wszystko będzie dobrze. Bez paniki.
Aleks na palcach podszedł do fotela. Usiadł cichutko. Posiedzi sobie i poczeka. Zaraz przyjadą te psiaspiółki Ulki i będzie po wszystkim, prawda? Czemu ten czas tak wolno płynie? Siedzi tu już cale wieki, a wskazówka zegarka ledwie drgnęła….
Wsłuchującego się w ciszę pokoju Aleksa nagle zmroził strach. Czemu jest tak cicho? Przecież powinno być słychać oddech dziecka? Czując spływający mu po karku pot Febo zakradł się do łóżeczka. Malec leżał na plecach. Rączki miał bezwładnie rozrzucone przy swej łysej główce.
Aaaa… Czy on oddycha? Jak to sprawdzić? Nic nie słychać. Nie widać, żeby poruszała się maleńka klatka piersiowa. Ogarnięty paniką Aleks położył, najdelikatniej jak umiał, swą dużą dłoń na drobnym brzuszku malucha. Omal nie rozpłakał się z radości czując, jak ten brzuszek rytmicznie wznosi się i opada.
- Uff… - odetchnął głośno.
Krzyś otworzył oczy. Czujnym, błękitnym spojrzeniem zmierzył pochylonego nad nim mężczyznę, a potem zogniskował źrenice na dotykającej go dłoni.
- Łaaaaaaaaaaaaaaaaaaaa!!!- dziecko rozpłakało się tak nagle i tak donośnie, że zaskoczony Febo odskoczył jak oparzony. Potknął się o brzeg dywanu i rymsnął jak długi na podłogę, boleśnie obijając sobie przy tym kość ogonową.
- O żesz kur… - urwał w połowie soczystego przekleństwa. W końcu nie należy się wyrażać w obecności małoletnich, nieprawdaż?
Gramoląc się niezdarnie z podłogi, przy dźwięku ogłuszającego ryku, Febo przyrzekał sobie, że nigdy ale to przenigdy nie będzie miał dzieci.
- No, nie płacz dzidzi. – naprawdę starał się nadać miękkie brzmienie swemu głębokiemu głosowi. – Nie bój się. Wujek Aleks nie chciał cię obudzić. No już nie płacz.
Dziecko, jak na nieodrodną latorośl Marka przystało, miało gdzieś zaklęcia zdesperowanego Febo i nadal zanosiło się krzykiem. Nie wiedząc co począć Aleks postanowił wziąć malca na ręce. Pokołysze go ociupinę, to chyba pomoże…
Dokładnie w tej samej chwili gdy, pocąc się jak mysz kościelna, Aleks wyciągnął z łóżeczka zapłakanego malca, rozległ się dzwonek do drzwi.  Dzięki wszystkim bóstwom Olimpu zbliżał się ratunek. Niosąc delikatnie Krzysia Febo pomknął ku drzwiom. Ale kiedy je otworzył…
- No i jestem. – Na progu stała… Violetta.
- Violka? – Z trudem powstrzymując się przed zgrzytnięciem zębami Aleks zmierzył kobietę niechętnym spojrzeniem. – A gdzie Eliza? To jest Ela i Iza?
- A w windzie. – Kubasińska beztrosko minęła chmurnego Febo.
- Gdzie w windzie? Przecież tu nie ma windy…
- W firmie matołku. Zatrzasły się. Na amen. No to ja przyjechałam. Doceń moje dobre serce.
Aleks miał ochotę zacząć wyć niemal tak głośno jak mały Dobrzański. Ciekawe w czym niby miałaby mu pomóc ta tleniona blondyna. Już na samą myśl o tym, że miałby jej przekazać opiekę nad tą kruszyną robiło mu się słabo. I wolał sobie nie wyobrażać co zrobiłby mu Marek, gdyby po powrocie zastał swego cennego synka w łapach tej, tej…
- I co się tak gapisz. Dziecko ci płacze – stwierdziła oczywistą oczywistość Kubasińska.
- Wyobraź sobie, że zauważyłem ten drobny szczegół.
- No to jak zauważyłeś, to może coś byś z tym zrobił. – Viola sprawiała wrażenie osoby, która wyjątkowo dobrze się bawi. – Przewiń go albo co?
Febo spojrzał na nią jakby spadła z kosmosu.
- Jak to przewiń?
- Normalnie. Weź pieluchę i przewiń.
- Skoro to takie proste, to może ty go przewiń, co?
- Ja – Viola zrobiła wielkie oczy. – Ja tu zapewniam wsparcie to, no… materialne. Za nianię to ty robisz.
Aleks przez chwilę walczył z ogarniającą go nieodpartą żądzą mordu. Omiótł rozgorączkowanym spojrzeniem pokój i zlokalizował coś co jak dla niego wyglądało jak przewijak.
Panna Kubasińska szeroko otworzyła usta widząc, jak Febo układa chlipiącego malca na stolnicy (**). Z trudem powstrzymując wybuch śmiechu Viola przytargała z pokoju dziecięcego paczkę pieluch i zasypkę dla niemowląt. Panna Kubasińska (wkrótce pani Olszańska) nie zamierzała przesadnie ułatwiać Aleksowi życia, jednak uważnie śledziła jego poczynania gotowa interweniować w razie potrzeby (***). Maksymalnie skoncentrowany Febo zabrał się to pracy z takim wyrazem skupienia na twarzy, jakby zamierzał co najmniej rozbroić ładunek wybuchowy o dużej sile rażenia. Niezdarnie, po dłuższej walce, rozpiął śpioszki malca. Ostrożnie zdjął zużytą pieluchę, której zapach sugerował, że faktycznie mogłaby ona zostać użyta jako broń – biologiczna. Jakieś piętnaście minut głowił się nad sposobem użycia zasypki oraz tym, jak zapina się nową pieluchę. Violka z całego serca żałowała, że nie ma ze sobą kamery. To było fantastyczne! Kiedy skończył operację przebieranie, Febo musiał chwilę odpocząć. Drżały mu ręce, twarz na przemian bladła i czerwieniała, serce waliło jak oszalałe. Z rozdrażnieniem spojrzał na malca, który nieomalże przyprawił go o zawał serca. A dzidziuś niespodziewanie roześmiał się radośnie wydając zarazem rozkoszne gulgoczące dźwięki. Zanim zdążył się powstrzymać Aleks odruchowo się uśmiechnął. Viola zamarła. Ten uśmiech… Po raz pierwszy widziała szczery, niemalże czuły uśmiech na twarzy młodego Febo. Ten uśmiech rozświetlił tę zwykle ponurą i zaciętą twarz, sprawiając iż panna Kubasińska musiała w duchu przyznać, że Aleks to … niezłe ciacho. No, ale ona już miała swojego Cebulka. Widząc wlepione w siebie spojrzenie Violetty Aleks przyoblekł swą zwykła maskę chłodu i obojętności.
- No dobra. Mały przebrany. Co teraz? – zapytał oschle.
- A bo ja wiem? Może trzeba go nakarmić?
Aleks po raz kolejny westchnął ciężko. Ostrożnie podniósł dziecko i udał się w stronę kuchni. Zamaszystym gestem otworzył lodówkę i tępo wpatrywał się w jej zawartość. O ile dobrze kojarzył, ze sporadycznie oglądanych reklam, maluchy żywiły się jakimiś takimi papkami w słoiczkach. Ale rzeczonych słoiczków w lodówce Dobrzańskich jakoś nie widział.
- O pomidorki. – ucieszyła się zaglądająca mu przez ramię kobieta.
- Mam mu dać pomidora?- Aleks z powątpiewaniem wpatrywał się w czerwone owoce.
- No co ty? Z wielbłąda spadłeś? – prychnęła Kubasińska – Pomidorki to dla mnie. Dla bobasa jest mleko.
Wskazała mu stojącą na półce butelkę.
- Acha. – wyjął butelkę i już zamierzał podać ją dziecku, kiedy Viola wyrwała mu ją z rąk.
- Oszalałeś? To zimne jest! Podgrzać trzeba.
Szybko zlokalizowała podgrzewacz i sprawnie umieściła w nim butelkę.
- Na filmie widziałam. – oświadczyła widząc, że mężczyzna przygląda się jej podejrzliwie.
Po kilku minutach podała mu butelkę.
- Tylko sprawdź czy nie za gorące. – uprzedziła.
Niby jak to sprawdzić? Aleks po chwili zastanowienia wpakował sobie smoczek do ust i spróbował mleka. Jak dla niego temperatura była ok.
- No co się ziopisz? – rzekł ze złością widząc rozdziawione w zdumieniu usta Vilo.
- Aleks. – Viola mówiła bardzo powoli, krztusząc się śmiechem. – Ty wiesz, że to mleko… że Ula… To jest mleko z piersi… Błahahaha…
Aleks z trudem powstrzymał odruch wymiotny. Posłał Violi piorunujące spojrzenie i sycząc:
- Jeśli komuś o tym powiesz….- zaczął karmić Krzysia.
Młody Dobrzański z apetytem wsunął całą butelkę. Małe oczka zaczęły mu się kleić. Najwyraźniej, ku radości zmaltretowanego Febo, miał ochotę na drzemkę.
- Położę go do łóżeczka – oświadczył ruszając w stronę pokoju dziecięcego.
- Najpierw musi się mu odbić. – Viola wpatrywała się w swoje paznokcie.- Musisz go trzymać tak w pionie na ramieniu przez dłuższą chwilę.
Klnąc w duchu Febo zastosował się do jej wskazówek. Nawet już nie miał ochoty pytać skąd o tym wie. Nie miał siły. Chciał tylko żeby ten dzień wreszcie się skończył.
Nosił malca przez prawie czterdzieści minut. Wreszcie Krzysiowi się odbiło i można było położyć go spać.
Febo opadł na fotel obok łóżeczka i momentalnie zasnął.
Marek i Ula wrócili chwilę później i ze zdumieniem wysłuchali niezwykle szczegółowej relacji Violi. Marek zajrzał do pokoju dziecinnego. Aleks spał jak zabity, Uśmiechając się pod nosem Dobrzański przyniósł z sypialni koc i zarzucił na pochrapującego Febo. Potem pochylił się nad łóżeczkiem syna.
- No i widzisz jakiego masz odjazdowego wujka. – szepnął niemal bezgłośnie – Ale będę miał jutro ubaw pytając go o przebieg opieki nad tobą.
Aleks nie słyszał słów Marka. Był pogrążony w głębokim śnie. Śniło mu się, że goni go Violetta Kubasińska ze szklanką pełną mleka wołając „Aleks mam dla ciebie mleczko, prosto od Uli. Nie uciekaj.” Febo pędził przed siebie jakby od tego zależało jego życie.






* taaa…. znając Włochów oznaczałoby to ciągły bajzel i robienie wszystkiego w ostatniej chwili…
** gwoli wyjaśnienia – Ula zamierzała robić pierogi, stąd stolnica. A czemu w pokoju? A powiedzmy, że na stole kuchennym panował nieziemski bałagan (który miał posprzątać Marek po uśpieniu Krzysia) i Ulka żeby nie tracić czasu rozłożyła stolnicę w pokoju. A wtedy wpadł Aleks i nie zdążyła jej schować smile
*** - gdyż albowiem Viola sama jest przy nadziei (4 miesiąc, więc niewprawne oko może nie dostrzec zaokrąglonego nieco brzuszka) i od dwóch miesięcy razem z Sebulkiem uczęszcza do szkoły rodzenia oraz na kurs dla przyszłych rodziców (gdzie pilnie uczy się jak maluszka przebrać, nakarmić, wykąpać itp.)

Ostatnio edytowany przez mlawer (2009-12-28 22:36:23)


All the lonely people... Where do they all come from?
DORIS KTB Aleks_Strusiek mom matkom, cudna Kitty bliźniaczkom, jeszcze siestry mam dwie i tata Jasiu też koffa mnie! Maupka córcia ma heart Słoń ofiarny

Offline

 

#117 2009-12-27 23:17:07

Strychnine
Szef nocnej zmiany
Od: Ravenclaw
Zarejestrowany: 2009-04-09
Posty: 12582
Serwis

Re: taka mała miniaturka

- Eeee..- co do cholery mówi się w takich sytuacjach?- całkiem foremny bobas….

To tylko jeden z wielu cytatów, który mnie zabił xD Ale może wypiszę więcej xD

- Aleks!!! Wysiadaj, wysiadaj, WYSIADAJ!!! Zajmij się firmą! Właściwie super, że jesteś. A teraz z drogi, bo jedziemy rodzić.

Aleks miał ochotę sobie popłakać. Czuł się dokładnie tak jak w dzieciństwie, kiedy podczas zabawy w piaskownicy Marek zabrał mu jego ukochaną maskotkę i ze złośliwym chichotem wrzucił do pobliskiego stawu. Po tym przeżyciu Aleks przez kilka nocy nie mógł zasnąć wyobrażając sobie jak jego Króliś-Tuliś dryfuje po zimnych wodach.

W ogóle Marek był tak zachwycony swoim pierworodnym, że nawet jeśli wpadał na chwilę do firmy, to poświęcał się głównie opowiadaniu jaki to jego Krzyś jest cudny, ile danego dnia zjadł, z jaką częstotliwością robi kupę….

- No czyż on nie jest cudny! – Marek był dumny jak paw. – Prawda, że podobny do mnie?
Patrząc na nieproporcjonalnie dużą, łysą łepetynkę, na wciśnięty w usta śpiącego malucha kciuk i wyciekającą z kącika usteczek ślinę Febo z całkowitą powagą rzekł:
- Niezaprzeczalnie lustrzane odbicie tatusia.

A dzidziuś niespodziewanie roześmiał się radośnie wydając zarazem rozkoszne gulgoczące dźwięki. Zanim zdążył się powstrzymać Aleks odruchowo się uśmiechnął.

- Tylko sprawdź czy nie za gorące. – uprzedziła.
Niby jak to sprawdzić? Aleks po chwili zastanowienia wpakował sobie smoczek do ust i spróbował mleka. Jak dla niego temperatura była ok.
- No co się ziopisz? – rzekł ze złością widząc rozdziawione w zdumieniu usta Vilo.
- Aleks. – Viola mówiła bardzo powoli, krztusząc się śmiechem. – Ty wiesz, że to mleko… że Ula… To jest mleko z piersi… Błahahaha…
Aleks z trudem powstrzymał odruch wymiotny. Posłał Violi piorunujące spojrzenie i sycząc:
- Jeśli komuś o tym powiesz….- zaczął karmić Krzysia.

Aleks nie słyszał słów Marka. Był pogrążony w głębokim śnie. Śniło mu się, że goni go Violetta Kubasińska ze szklanką pełną mleka wołając „Aleks mam dla ciebie mleczko, prosto od Uli. Nie uciekaj.” Febo pędził przed siebie jakby od tego zależało jego życie.

Kobieto, to było przecudowne xD Dawno tyle razy nie wybuchałam niepohamowanym śmiechem xD


FOM SEMUMIUWW AfF FSiJPH SNiSUM&UwS GNAJ DORIS MDUC

This is my timey-wimey detector. It goes ding when there’s stuff. - The Doctor

Offline

 

#118 2009-12-27 23:19:56

mlawer
Prostuje spinacze
Zarejestrowany: 2009-09-09
Posty: 3326

Re: taka mała miniaturka

Strychnine i o to właśnie mi chodziło smile
Baardzo się cieszę, że Ci się spodobało smile


All the lonely people... Where do they all come from?
DORIS KTB Aleks_Strusiek mom matkom, cudna Kitty bliźniaczkom, jeszcze siestry mam dwie i tata Jasiu też koffa mnie! Maupka córcia ma heart Słoń ofiarny

Offline

 

#119 2009-12-27 23:27:13

loose
Rysiowiańczyk
Zarejestrowany: 2009-12-02
Posty: 1163

Re: taka mała miniaturka

to jest cudowne  heart

rewelacyjne big_smile

Aleks pochylił się nad kołyską Krzysia. Na widok dziecka przez głowę przemknęło mu: „Ale łysolec”. Widząc jednak wlepione w siebie spojrzenia Dobrzańskich, wyraźnie oczekujących ochów i achów, powstrzymał się przed wyrażeniem tej myśli.
- Eeee..- co do cholery mówi się w takich sytuacjach?- całkiem foremny bobas….
- No czyż on nie jest cudny! – Marek był dumny jak paw. – Prawda, że podobny do mnie?
Patrząc na nieproporcjonalnie dużą, łysą łepetynkę, na wciśnięty w usta śpiącego malucha kciuk i wyciekającą z kącika usteczek ślinę Febo z całkowitą powagą rzekł:
- Niezaprzeczalnie lustrzane odbicie tatusia.
Ku jego zdumieniu Marek nie tylko nie załapał ironii ale wręcz rozpłynął się ze szczęścia.
„O Dio! –westchnął w duchu Febo – Czy wszyscy tak kretynieją na punkcie dzieci?”

haha xD  rasowy wujaszek małego Krzysia, zero ironii i pełen euforii Dobrzan:D

- No, nie płacz dzidzi. – naprawdę starał się nadać miękkie brzmienie swemu głębokiemu głosowi. – Nie bój się. Wujek Aleks nie chciał cię obudzić. No już nie płacz.

wujcio Aleks jaki czuły rock  lol

Febo opadł na fotel obok łóżeczka i momentalnie zasnął.
Marek i Ula wrócili chwilę później i ze zdumieniem wysłuchali niezwykle szczegółowej relacji Violi. Marek zajrzał do pokoju dziecinnego. Aleks spał jak zabity, Uśmiechając się pod nosem Dobrzański przyniósł z sypialni koc i zarzucił na pochrapującego Febo. Potem pochylił się nad łóżeczkiem syna.
- No i widzisz jakiego masz odjazdowego wujka. – szepnął niemal bezgłośnie – Ale będę miał jutro ubaw pytając go o przebieg opieki nad tobą.
Aleks nie słyszał słów Marka. Był pogrążony w głębokim śnie. Śniło mu się, że goni go Violetta Kubasińska ze szklanką pełną mleka wołając „Aleks mam dla ciebie mleczko, prosto od Uli. Nie uciekaj.” Febo pędził przed siebie jakby od tego zależało jego życie.

świetne zakończenie big_smile zmęczone Febiątko zasnęło pa harówce nad dzieciaczkiem xDD

aaa i jeszcze to

Marek z sali porodowej wyszedł ciut blady („Wcale nie zemdlałem mamo, tylko takie miałem mroczki przed oczami…”). I nieziemsko szczęśliwy oświadczył pękając z dumy, że ma syna.
- Kawał chłopa! Mówię wam! Prawie cztery kilo wagi i pięćdziesiąt trzy centymetry! No i oczywiście dziesięć punktów w skali Apgar! – Marek rozsiewał wokół siebie aurę radości. – A najważniejsze, że z Ulą też wszytko w porządku. Była bardzo dzielna. Teraz odpoczywa. Od jutra zapraszamy chętnych do odwiedzin, dziś proszę o wyrozumiałość. I mama i dzidziuś muszą trochę odsapnąć.
Podekscytowane rodziny Dobrzańskich i Cieplaków opuściły szpital. Podążającego w stronę wyjścia młodego Febo zatrzymał Marek.

kocham Marka -tatuśka big_smile  ooo matulu ja chcę taką scenę zobaczyć w TV kiedyś...kiedykolwiek big_smile

śliczna miniaturka big_smile bardzo mi się podoba  kiss


kiss 'pocałować-posmakować jak Wieeeelkiego Róóóóżowego LIZAKA ' rumieniec 
od pierwszej kokardy wielbię me samouwielbienie i kaahnienkęheart
PUCCA & BrzydUla  heart rock
SWSiOCJT;DORIS;MDUC;GNAJ

Offline

 

#120 2009-12-27 23:32:25

Kreska
Przyjaciel domu Uli
Zarejestrowany: 2009-06-24
Posty: 816

Re: taka mała miniaturka

Buhahaha!!!
To było zabójcze xD Aleks i... i... nie, to nie przejdzie mi przez gardło. Istna mieszanka Wedlowska xD A przewijanie to istny majstersztyk lol O przerażonym Marku nie wspomnę big_smile

mlawer napisał:

Dla dwóch takich, co kochają Aleksa wink

Zdanie to, skojarzyło mi się z tytułem filmu "O dwóch takich, co ukradli księżyc"
No wiesz co? Żeby mnie i Brzydulomaniaczkę porównywać do Kaczyńskich? xD

Iris na prezydenta! lol

Ostatnio edytowany przez Kreska (2009-12-27 23:35:18)


Music my love music

KTB heart MDUC heart GNAJ heart

Offline

 

Stopka forum

Powered by PunBB© Copyright 2002–2018 PunBB
statystyka