BrzydULA - jedyne forum fanów serialu

Forum dyskusyjne miłośników serialu "BrzydULA"

Nie jesteś zalogowany.

#161 2010-01-28 23:38:07

mlawer
Prostuje spinacze
Zarejestrowany: 2009-09-09
Posty: 3326

Re: taka mała miniaturka

Strychnine - nieważne kiedy, ważne, że dotarłaś smile I super, że skomentowałaś. Dzięki XD
Bo np, taka jedna brzydulomaniaczka co tu zawsze zaglądała jakoś omija mnie szerokim łukiem ostatnio. Że już nie wspomnę o Ann666, która ostatnio to na mój wątek zajrzała (jakby nie było) chyba rok temu smile A interpunkcja leży i kwiczy, i wstać bidna nie może...
Pozdróweczki.

Ostatnio edytowany przez mlawer (2010-01-28 23:38:23)


All the lonely people... Where do they all come from?
DORIS KTB Aleks_Strusiek mom matkom, cudna Kitty bliźniaczkom, jeszcze siestry mam dwie i tata Jasiu też koffa mnie! Maupka córcia ma heart Słoń ofiarny

Offline

 

2010-01-28 23:38:07

Cindy
Najlepsza doradczyni na forum

#162 2010-01-29 00:50:55

brzydulomaniaczka
Przyjaciułka SteFy
Od: Gdzieś w lubelskim...
Zarejestrowany: 2009-04-04
Posty: 10576
Serwis

Re: taka mała miniaturka

mlawer, nie wiem czy zauważyłaś, ale ja od dawna nie sprawdzam.
A widząc, że twoje opowiadanie jest kontynuacją, nie czytam, bo postanowiłam kontynuacji nie czytać w ogóle. Przepraszam.
jeden wyjątek zrobiłam dla Marko, sama nie wiem dlaczego. Ann trzeba się przypomnieć xD Ale ona też zawalona robotą. Mojego nie sprawdziła jeszcze z tamtego roku, więc się nie przejmuj.


Kocham wszystkie swoje siostrzyczki forómowe: Aduśka, Apollina, Claudia, Króweczka, Libby, Mel, Pszczoła, Struś.
Mój facet to Miron Lipski heart    iris
Kocham swój wieczny avek <3

Offline

 

#163 2010-01-30 14:58:22

Noelka^^
Markoholiczka
Zarejestrowany: 2009-11-29
Posty: 3037

Re: taka mała miniaturka

Mlawer-Mistrzu mój! Napisz ,że cooś!
Czekam nie cierpliwie! big_smile


I pozwól mi spróbować jeszcze raz. Chcę trochę czasu, bo czas leczy rany. I chciałabym zobaczyć co co dzieje się w mych snach
i nie chcę płakać, Panie mój!
Uczyń bym była z kamienia. Bym z kamienia była znów!

Offline

 

#164 2010-01-31 01:16:44

mlawer
Prostuje spinacze
Zarejestrowany: 2009-09-09
Posty: 3326

Re: taka mała miniaturka

Brzydulomaniaczko - oki, rozumiem - postaram się napisać coś, co kontynuacją nie będzie (no bo te Twoje komenty cudne sąsmile

Noelka- napiszę cuś na dniach- mam już nawet pomysła, gorzej z czasem, ale postaram się!


All the lonely people... Where do they all come from?
DORIS KTB Aleks_Strusiek mom matkom, cudna Kitty bliźniaczkom, jeszcze siestry mam dwie i tata Jasiu też koffa mnie! Maupka córcia ma heart Słoń ofiarny

Offline

 

#165 2010-02-02 23:19:11

mlawer
Prostuje spinacze
Zarejestrowany: 2009-09-09
Posty: 3326

Re: taka mała miniaturka

Po pierwsze - z obiecaną dedykacją dla mojej kochanej dorocieheart
Po drugie - uprzedzam, ze całość chyba raczej kwalifikuje się do +18  wink
Po trzecie - miłej lektury i proszę pamiętajcie, że to jest napisane z przymrużeniem oka tongue
Jak zwykle gorąco pozdrawiam!


Zawiłości pewnej miłości.

Marek poziewując nieznacznie skierował swe kroki w stronę gabinetu Sebastiana. Ostatnio nie miał okazji się wyspać. Od jakiegoś czasu jego nocne życie było nadspodziewanie intensywne. Zresztą nie tylko nocne. Dzienne też. Westchnął ciężko. No i kto by pomyślał, że to właśnie on będzie miał…”taki” problem? Gdyby ponad rok temu, kiedy stał przed ołtarzem u boku Urszuli Cieplak, ktoś powiedział mu, że znajdzie się w hmmm.. „takiej” sytuacji, wybuchnąłby szczerym śmiechem i wysłał tę osobę gdzie pieprz rośnie. To zdecydowanie przerastało możliwości zarówno jego wyobraźni, jak i pojmowania. Trąc zaspane oczy zmierzał w stronę pokoju, w którym niezmiennie od lat urzędował „wujek dobra rada”. Co prawda jakiś czas temu obiecywał sobie, że już nigdy, ale to przenigdy, nie poprosi Olszańskiego o poradę w sprawach sercowych, a już zwłaszcza tych dotyczących Uli, ale cóż… Desperackie sytuacje wymagają desperackich kroków. No bo do kogóż innego miał się zwrócić z „tym” problemem? Do swoich rodziców? Do Józefa lub Ali? Do Maćka? O nie! Na samą myśl, że miałby im się zwierzyć z tego hmmm…kłopotu, robiło mu się gorąco z zażenowania i zdenerwowania. Nie. Nie dałby rady. O „tych” sprawach mógł w miarę swobodnie pogadać tylko z Sebą.
- Cześć. – rzucił wchodząc do gabinetu kumpla.
- Cześć. – odpowiedział Olszański. Marek od razu zauważył, że przyjaciel jest jakiś taki…oklapły.
- Co jest? – Zapytał-Humorek nie dopisuje? Viola znowu przygotowała ci na śniadanie przecier szpinakowo-pomidorowy?
Sebastian w odpowiedzi tylko westchnął i machnął ręką, co najwyraźniej oznaczało, że nie ma ochoty rozmawiać o swej zwariowanej małżonce.
- Dobra, dobra, już o nic nie pytam. – Marek był zbyt zmęczony by wyciągać z Seby jego problemy. Zresztą przyszedł tu pogadać o swoich. Z trudem stłumił ziewnięcie. Cholera, długo tak nie pociągnie.
- Ocho! – Olszański z zainteresowaniem zerknął na kumpla. – Ktoś tu się znowu nie wyspał! Oj, Marek, Marek. Jakby to było za starych dobrych czasów, pomyślałbym, że znowu gdzieś ostro zabalowałeś. Ale przecież od dnia ślubu nie udało mi się wyciągnąć cię z tego waszego Cieplakowo-Dobrzańskiego gniazdka miłości nawet na jeden szalony wieczór. A teraz już od ponad dwóch tygodni widzę, jak docierasz do pracy ledwie żywy, zupełnie jakbyś imprezował noc w noc. Co się z tobą dzieje, co?
- To nie tak, jak myślisz!- Marek nie mógł się powstrzymać przed użyciem swej popisowej wymówki. – Ja jestem grzeczny i  potulny. Prawdziwy mąż swojej zony. Ale ta żona…
- Taak? – Olaszński był coraz bardziej zaciekawiony. Czyżby w idealnym małżeństwie państwa Dobrzańskich pojawiły się czarne chmury? Pocieszające. Czyli nie tylko on ma kłopoty ze swą połowicą…
Marek rzucił trzymaną w ręku teczkę na biurko kumpla i usadowił się na jednym z krzeseł. Musiał z kimś o „tym” szczerze pogadać. No musiał i już.
- Stary, ja już sam nie wiem, co o tym wszystkim myśleć. I co robić? – Marek był wyraźnie zmartwiony. A Sebastian coraz bardziej zaintrygowany.
- Ale co się stało? No nie dręcz mnie tylko gadaj, o co chodzi?
- Wiesz, ja mam wrażenie, że…że Ula się mną znudziła…
- Coooo? – Seba omal nie łupnął głową w blat biurka. – Co ty pleciesz? Jak to się znudziła?
- Bo widzisz, od jakiegoś czasu my właściwie ze sobą nie rozmawiamy. Tylko w pracy, od czasu do czasu. A w domu…ehh… nawet nie wiem, jak ci to wytłumaczyć…
- No to co wy robicie w tym domu? Jakoś nie widziałem żebyście spraszali tłumy gości, albo urządzali huczne imprezy co noc. Siedzicie i się na siebie gapicie, czy jak?
- No, niezupełnie… - Marek nagle się zarumienił. Co sprawiło, że Sebastian omal nie dostał zawału serca. Rumieniący się Dobrzański, to było zjawisko absolutnie niewytłumaczalne.
- Bo widzisz, ona, ona…. – Marek nieco się plątał. Nie patrzył na przyjaciela. Przebierał nerwowo palcami wgapiając się w podłogę. Najwidoczniej był… zakłopotany! – Ona mnie traktuje jak obiekt seksualny! – wyrzucił wreszcie z siebie. I odetchnął z ulgą. No, powiedział to. Zaintrygowany dziwnymi dźwiękami, jakie zaczęły dochodzić z miejsca, gdzie siedział Olszański podniósł wreszcie wzrok na przyjaciela. Olszański wyglądał, jakby raptownie zabrakło mu powietrza. Jego twarz nabrała lekko sinawej barwy. I na datek pokasływał nieco.
- Seba!- w głosie Marka zabrzmiały ostrzegawcze nutki. – Ani mi się waż roześmiać, ja mam poważny problem!
Olszanki przełknął wreszcie gulę chichotu, która usiłowała desperacko wyrwać się z jego piersi.
- Jasneeee… A możesz coś bliżej, o tym swoim…- tu musiał odetchnąć głęboko, żeby nie wybuchnąć histerycznym śmiechem – hmmm… problemie…
Dobrzański zmarszczył gniewnie brwi. Może jednak powinien był pogadać z kimś innym. Trudno, teraz już nie może się wycofać.
- Stary, postaraj się przynajmniej zrozumieć. Ja kocham Ulę. Jest jedynę kobietą, którą obdarzyłem takim uczuciem. Uwielbiam z nią być, budzić się i zasypiać przy jej boku. Podejmować wspólne decyzje. Razem chodzić na zakupy i spacery. Przytulać ją i pocieszać, kiedy coś idzie nie tak. I tak, z nikim nie odczuwałem takiej bliskości. Nie tylko fizycznej. No nie rób min! Z nikim innym nie łączyła mnie nigdy taka głęboka więź! – Kiedy to mówił Marek cały wręcz promieniał. Cebulkowi na ten widok niemal zrobiło się niedobrze z przesłodzenia. – Ona jest pierwszą i jedyną kobietą, przy której seks, choć nadal ważny, nie jest najważniejszy. Stanowi dopełnienie, a nie sens i powód związku, kapujesz?
- Staram się. – Bąknął Olszański.
- Z Ulą ja naprawdę mogłem zawsze porozmawiać. Szczerze, prawdziwie. Nie o bzdetach. O tym co jest ważne. Zresztą o bzdetach też. A ostatnio… Od jakichś dwóch tygodni ona najwyraźniej straciła zainteresowanie naszymi rozmowami na sto procent… Tylko jedno jej w głowie. Pod byle pretekstem rzuca się na mnie, jak, jak…No czego rżysz pacanie!
- Maarek… - Sebastian krztusił się śmiechem. – Ja sobie tego nawet nie umiem wyobrazić, dasz wiarę? No nie obrażaj się, ale to brzmi co najmniej absurdalnie… Ula, jako niewyżyta nimfomanka? Stary, proszę cię….
- Kiedy to prawda! – W głosie Dobrzańskiego brzmiała wyraźna desperacja. – Ja wiem, jak to brzmi, ale tak właśnie jest!
- No dobrze, dobrze. Wierzę ci. – Olszański ogromnym wysiłkiem woli przywołał resztki powagi. – tylko jednego nie rozumiem. Przecież chyba cię do „tego” nie zmusza, co?
- Nooo…- twarz Marka po raz kolejny pokryła się niemalże odblaskową czerwienią. – Niby nie zmusza…Ale ciekawe, czy tu umiałbyś się powstrzymać na moim miejscu! Ty sobie nawet sprawy nie zdajesz jak ona potrafi kusić! Choćby wczoraj…
- Taaak? – Sebastian z uwagą nadstawił uszu. Pikantne szczegóły mogły być nad wyraz interesujące. Zwłaszcza dla faceta w jego sytuacji…
- Wróciliśmy z firmy. Naprawdę chciałem z nią porozmawiać. Naprawdę! A wiesz co ona zrobiła?
- No?
- Ledwie zdążyłem zamknąć drzwi a ona po prostu się na mnie rzuciła. Zaczęła mnie całować tak, jakbyśmy z tydzień się nie widzieli. A kiedy próbowałem ją powstrzymać…. No nie patrz tak. Próbowałem! Może niezbyt zdecydowanie, ale jednak próbowałem! W każdym razie, popchnęła mnie na podłogę i zanim się zorientowałem ściągnęła sukienkę. Usiadła na mnie. Miała na sobie samą bieliznę. Wyjątkowo ponętną bieliznę. I…
- I…..? – no jak on może przerywać w takim momencie!
- Potem to już niewiele pamiętam. Nawet nie wiem, kiedy przenieśliśmy się do salonu. W każdym razie ocknąłem się rano na podłodze, niewyspany i z obolałym kręgosłupem… I tak mniej więcej jest od dwóch tygodni. Stary, ja jestem na skraju wyczerpania, wiesz? – pod koniec glos Marka zabrzmiał nieco płaczliwie.
- Marek- Sebastian spoglądał z troską na przyjaciela- No i gdzie ty, matole, problem widzisz. Przecież to co mówisz, to jest jak spełnienie marzeń każdego faceta! Idealna żona, która nie traci czasu na zbędne gadki i od razu przechodzi do rzeczy!
- Baran jesteś! – Oburzył się Dobrzański.- Ja mam swoje potrzeby! Ja chcę ją czasem tylko objąć i przytulić i porozmawiać…
- Jęczysz, jak stara panna. – Skwitował chłodno Olszański. – No, ale jeśli rzeczywiście to taki kłopot, to może spróbuj jej to jakoś ostrożnie wytłumaczyć.
- Niby jak? Przecież mówię ci, że jak tylko znajdziemy się w domu, ona zaczyna swoje…
- No to w firmie z nią pogadaj. Zawołaj ją do swojego gabinetu, posadź na kanapie i nawijaj o swych mękach – Seba nie umiał ukryć ironii.
Marek zamyślił się. Może to jest jakiś pomysł. Co ma do stracenia. Spróbuje. Podniósł się żwawo.
- Dobra. Raz kozie śmierć!
Olaszański tylko pokiwał głową śledząc wzrokiem wychodzącego Marka. Jak on by chciał mieć takie problemy!
Marek, z wyrazem zdecydowania na twarzy ruszył do swego gabinetu. Od czasu ślubu z Ulą ona była dyrektorem finansowym (w końcu Aleks zwolnił im miejsce), a on prezesem.
- Viola! – zawołał wchodząc do sekretariatu.- Czy mogłabyś poprosić do mnie Ulę.
- Jusz się łobi. – Violetta właśnie przełykała smakowitego pomidora.
Marek nieco zdenerwowany chodził po gabinecie. Przezornie zaciągnął żaluzje. Nie wiadomo, jak żona zareaguje na jego rewelacje. Nie chciał żadnych świadków ewentualnej kłótni.
- Marek, chciałeś mnie widzieć? – Ula z promiennym uśmiechem otworzyła drzwi. Jakim cudem, pomimo tak…aktywnych nocy, była taka zrelaksowana i wypoczęta? I urocza… I piękna… I zmysłowa… Stop! Nie, nie. Nie o tym ma myśleć i  mówić. To znaczy o tym. Ale mówić. Nie robić. Nie dotykać. Nie.
- Tak kochanie. Proszę wejdź. – Jego głos, jak zawsze kiedy się do niej zwracał, nabrał głębokiego i zarazem miękkiego brzmienia.  – Siadaj. – wskazał jej miejsce na sofie.
Sam początkowo nie zamierzał zajmować miejsca obok niej, ale doszedł do wniosku, że skoro mają poruszyć tak intymne kwestie, to jednak powinni być blisko siebie. Ostrożnie przysiadł u jej boku. Od razu zatonął w jej zapachu. Mmmm… Ostatnimi czasy pachniała tak słodko, tak przyjemnie, że aż miał ochotę ja schrupać. Aj! I znowu jego myśli błądzą w jakichś niebezpiecznych rejonach. Dobrzański skup się!
Łagodnie ujął jej delikatne dłonie w swoje ręce i gładząc jej długie, szczupłe palce zaczął ostrożnie.
- Ula, wiesz, że bardzo cię kocham. – zaczął ostrożnie wpatrując się uważnie w jej bławatkowe oczy. – Kocham, wielbię, szanuję i pożądam…
- Mmmm… - Ula aż zamruczała ze szczęścia. – Ty świntuszku! Już kiedy zobaczyłam zaciągnięte żaluzje nabrałam podejrzeń! Oj, Marek, Marek! Ale żeby nawet w pracy….- roześmiała się perlistym, figlarnym śmiechem.
- Ale, że co? – Dobrzański poczuł, że coś poszło nie tak. Zdecydowanie nie tak. Zanim jednak zdążył zareagować, jego uśmiechnięta żona dotknęła opuszkami palców jego policzka, powolnym, niewyobrażalnie zmysłowym ruchem, przesunęła dłonią po jego ustach. Po czym wplatając palce w jego ciemne włosy, pocałowała go zachłannie.
Czując jej gorące wargi na swoich Marek zaczął odpływać. Ułożona w głowie przemowa nagle wyparowała mu z pamięci. Jej dotyk upajał. Parzył. Zniewalał. Jej dłoń wśliznęła się pod jego koszulę, palce gładziły rozgrzaną skórę. I ten jej zapach! Momentalnie stracił resztki samokontroli. Nie zważając na to, że przecież są w pracy, że do drzwi gabinetu w każdej chwili ktoś może zapukać, Marek zaczął gorączkowo rozpinać jej bluzkę.  Musiał być bliżej, dużo bliżej. Natychmiast. Przez chwilę, przy dźwiękach jej chichotu, mocował się z zapięciem stanika. Wreszcie mu się udało. Jego dłonie same odnalazły drogę do jej krągłych piersi. Przez otumaniająca go mgłę pożądania usłyszał jej cichy jęk. Widział rumieniec wpełzający jej na policzki, słyszał jej przyspieszony oddech. Delikatnie popchnął ją na kanapę. Rozpalonymi wargami smakował jej usta, szyję, ramiona… Scałowywał srebrzyste krople potu, które zrosiły jej porcelanową skórę. I wciąż chciał więcej. Nie zauważył kiedy i jak zdjął marynarkę i koszulę. Nie pamiętał, czy zrobił to sam, czy pomogła mu Ula. Ale to ona rozpięła pasek jego spodni. A on, nie tracąc czasu, podwinął jej spódniczkę i ściągnął z niej resztki bielizny. Zatopili się w gwałtownym rytmie. Jej źrenice rozszerzyły się wyraźnie. Była blisko spełnienia. Zagryzł usta powstrzymując krzyk i jednocześnie nakrył jej wargi dłonią. Nie mógł pozwolić, by ktoś usłyszał jej rozkosz.
Sebastian wszedł do gabinetu jakieś pół godziny po tym, jak opuściła go zarumieniona pani Dobrzańska. Na widok Marka omal nie parsknął śmiechem.
Dobrzański siedział w pomiętej i krzywo zapiętej koszuli przy swoim biurku, trzymając się za głowę. Jego marynarka i krawat leżały na podłodze obok kanapy. A spod rozpiętego kołnierzyka koszuli wyzierały różowe ślady pocałunków.
- Chyba nawet nie będę pytał jak poszło. – Seba starał się okazać współczucie.
Dobrzański spojrzał na niego z obłędem w swych stalowoszarych oczach.
- Seba…- jęknął cicho.
- Stary nie narzekaj, wierz mi mogło być gorzej! – Oświadczył stanowczo Olszański.
- Jak gorzej?! – Zdenerwował się Marek. – No, jak gorzej?! Powiedz mi, jeśli łaska.
- Mogło być tak jak u mnie i Violi…
- Czyli jak?
- Że nic…- Seba zrezygnowany przysiadł na kanapie. Po czym uświadamiając sobie, że to pewnie w tym miejscu jeszcze przed chwilą jego kumpel w najlepsze figlował ze swoją żoną, zerwał się raptownie z miejsca, otrzepał z niesmakiem spodnie i usadowił się w fotelu przy biurku.
- Ale jak to, że nic? – Marek pytająco spojrzał na przyjaciela, a widząc jego minę nagle zrozumiał.- nic a nic? Serio?
- Serio, serio, niestety…
- I.. od dawna tak…nic?
- Już będzie miesiąc niedługo. – Seba sprawiał wrażenie załamanego.
- O jeżuniu! – Marek aż jęknął. – Stary, nie miałem pojęcia. Jak się trzymasz?
- Fatalnie! – Seba był bliski płaczu. – Marek, ja tak długo nie pociągnę. Jak tylko jej dotknę to ona, że nie teraz, że głowa ją boli, że chce się tylko przytulić i porozmawiać…
W gabinecie zapadło na chwilę milczenie. Obaj mężczyźni sprawiali wrażenie pogrążonych w głębokiej zadumie.
- Nieźle się wpakowaliśmy, co?- odezwał się wreszcie Olaszański. – Mamy raptem po rok stażu małżeńskiego i już takie chocki klocki. Viola stała się oziębła, jak powiew wiatru na Antarktydzie a Ula zamieniła się w napaloną nimfomankę. Czy…
Nie dane mu było dokończyć.
- Co takiego? – w uchylonych drzwiach gabinetu stała rozwścieczona Ula.
Marek zerwał się gwałtownie z fotela.
- Ula.. – zaczął żałośnie.
- Ja jestem napaloną nimfomanką? Ja?! Marek, ty, ty…- Kobieta najwyraźniej nie mogła znaleźć wystarczająco barwnego epitetu, jakim mogłaby obdarzyć swego małżonka. – ty….
- Słońce, proszę cię…- Marek rozpaczliwie próbował ratować sytuację. Podszedł do żony. – To nie tak.
Ula jednym susem znalazła się przy Dobrzańskim i zaczęła uderzać zaciśniętymi pięściami w jego tors.
- Ty pseudokanarku! – wołała- Ja jestem niewyżyta?! Mam ci przypomnieć twoje Klaudie, Domi i inne! Ty…
Nagle zamarła. Dotknęła dłonią czoła.
- Chyba mi słabo. – wyszeptała i zaczęła osuwać się na podłogę. Marek chwycił ją w ostatniej chwili, chroniąc ją tym samym przed upadkiem.
- Ula! Ula!
Dobrzańska zemdlała, a jej mąż dostał ataku paniki. Porwał ją na ręce i kazał oszołomionemu Sebastianowi wieźć się natychmiast do najbliższego szpitala.
W oczekiwaniu na wynik badań Olszański z trudem powstrzymywał się przed pacnięciem w głowę Marka, który nie mogąc usiedzieć na miejscu przemierzał wzdłuż i wszerz sterylny korytarz poczekalni, głuchy na prośby by się uspokoił i przestał panikować. Wreszcie lekarz wezwał Dobrzańskiego do pokoju Uli.
- Proszę państwa, nie ma się czym martwić. – Zakomunikował im od razu. – Mam dla państwa same dobre wieści.
Marek nerwowo ściskał dłoń żony wpatrując się w uśmiechniętego doktora.
- Pani Urszulo. Proszę teraz bardzo o siebie dbać. Będziecie państwo rodzicami.
Marek miał ochotę się rozpłakać. Zarówno z powodu ulgi, jak i szczęścia, które odczuł słysząc tę wiadomość. Ula była rozpromieniona. Niedawna kłótnia poszła w niepamięć. Dziecko. Będą mieli dziecko. Oboje zarzucili lekarza gradem pytań, na które ten z chęcią i wyczerpująco odpowiadał. W pewnym momencie Markowi przyszło coś do głowy.
- Panie doktorze, a jak ciąża wpływa na … no wie, pan…yyyy na popęd seksualny?? Bo żona ostatnio…
- Marek! – Ula rzuciła mężowi ostrzegawcze spojrzenie.
- No cóż. – Lekarz nie uchylał się od odpowiedzi. – Biorąc pod uwagę burzę hormonalną, jaka w tym niezwykłym czasie przetacza się przez ciało kobiety nie sposób jednoznacznie przewidzieć, jak wpłynie ona na sferę intymną. Zdarza się, że ciężarne wykazują hmmm… dużo większą ochotę do, nazwijmy to, figli. A bywa też, że reagują zupełnie odwrotnie. Stają się …powiedzmy „niedotykalskie”. Oczywiście z czasem się to normuje. Najgwałtowniejsze reakcje są zwykle na początku.
Ula zmierzyła męża nieufnym wzrokiem. Może faktycznie ostatnio… no miała większą ochotę. Ale żeby od razu uważał ją za nimfomankę! Przebiegła w myślach wspomnienia z minionych dwóch tygodni. No faktycznie…Troszkę napalona była. Ale w końcu…krzywda mu się nie działa. Aż nazbyt chętnie poddawał się jej pragnieniom. Uszczypnęła Marka w dłoń.
- Ała! Za co to?
- Już ty wiesz za co! – Fuknęła. – I nie licz na to, że zostaniesz w najbliższym czasie zwolniony ze swych obowiązków małżeńskich. Słyszałeś co lekarz mówił, trzeba czasu zanim hormony się uspokoją. Ja nie mam na to wpływu!
Marek w odpowiedzi cmoknął ją w czoło i szepnął wprost do jej ucha.
- Zawsze do usług, kochanie.
Wyszli objęci na korytarz, gdzie nadal tkwił wierny Seba. Marek uśmiechnął się pod nosem. Chyba będzie musiał poradzić kumplowi, żeby zabrał Violettę do ginekologa. Wygląda na to, że obaj niepotrzebnie się martwili. Powie mu. Ale jutro. Niech się jeszcze pomęczy. Wujek dobra rada od siedmiu boleści.

Ostatnio edytowany przez mlawer (2010-02-03 22:50:03)


All the lonely people... Where do they all come from?
DORIS KTB Aleks_Strusiek mom matkom, cudna Kitty bliźniaczkom, jeszcze siestry mam dwie i tata Jasiu też koffa mnie! Maupka córcia ma heart Słoń ofiarny

Offline

 

#166 2010-02-02 23:53:57

Kitty84
Druga połówka Marka
Zarejestrowany: 2009-11-13
Posty: 4918

Re: taka mała miniaturka

mlawer heart Ómarłaś mnie xD Mareczek, który ma dość ekhm.. figli z własną żoną, bo czuję się zajechany big_smile o jeżuniu, się porobiło big_smile Genialnie ci to wyszło lol A Cebulek dla odmiany pości lol2 Opis ich zbliżenia w gabinecie - bezcenny big_smile Ta truskawka w czekoladzie to zdecydowanie za mała nagroda dla ciebie poklony2 poklony

Ostatnio edytowany przez Kitty84 (2010-02-02 23:55:37)


FOM storczyk MDUC GNAJ SWSiOCJT DORIS | owoce | mini | Niepoprawna Markomanka

Offline

 

#167 2010-02-02 23:57:35

mlawer
Prostuje spinacze
Zarejestrowany: 2009-09-09
Posty: 3326

Re: taka mała miniaturka

Kitty - cytując Marka "Zawsze do usług" wink


All the lonely people... Where do they all come from?
DORIS KTB Aleks_Strusiek mom matkom, cudna Kitty bliźniaczkom, jeszcze siestry mam dwie i tata Jasiu też koffa mnie! Maupka córcia ma heart Słoń ofiarny

Offline

 

#168 2010-02-03 00:02:09

Kitty84
Druga połówka Marka
Zarejestrowany: 2009-11-13
Posty: 4918

Re: taka mała miniaturka

Aż się prosi, żeby spytać: "a do jakich?" xD
To było naprawdę boskie, nie wiem skąd bierzesz takie rewelacyjne pomysły, ale ja cię wielbię za nie nieustannie 24/7 poklony big_smile


FOM storczyk MDUC GNAJ SWSiOCJT DORIS | owoce | mini | Niepoprawna Markomanka

Offline

 

#169 2010-02-03 00:11:05

Ajrisz
Gwiazda FaktUli
Od: PPTH
Zarejestrowany: 2009-10-01
Posty: 14893

Re: taka mała miniaturka

Jesteś geniuszem xD Siedzę i się szczerzę do monitora tongue ^^


So I open my door to my enemies
And I ask could we wipe the slate clean
But they tell me to please go fuck myself
You know you just can't win…

Offline

 

#170 2010-02-03 00:23:32

dorocie03
Poszukiwaczka truskawek
Od: Warszawa
Zarejestrowany: 2009-10-14
Posty: 3696

Re: taka mała miniaturka

lol3 lol3 lol3 poklony mlawer.....sina to ja jestem, ze śmiechu!!! Wyłam, ryłam i piałam czytając tę miniaturkę! Biedne chłopy nie ma co, ale mają problemy (ociera łzy). Sorki nie dam rady pisać dalej ze śmiechu....... heart


GNAJ heart, Iwona, SWSiOCJT, KTB, MDUC, Jowi46   Filip.B heart

"Markowe dołeczki znakiem markowym Marka. Aleksander w szoku. A Ula - w kanarkach"
"To tylko moja wyobraźnia" ,"Coś małego", "Inaczej"

Offline

 

Stopka forum

Powered by PunBB© Copyright 2002–2018 PunBB
statystyka