BrzydULA - jedyne forum fanów serialu

Forum dyskusyjne miłośników serialu "BrzydULA"

Nie jesteś zalogowany.

#21 2009-11-24 21:28:23

brzydulomaniaczka
Przyjaciułka SteFy
Od: Gdzieś w lubelskim...
Zarejestrowany: 2009-04-04
Posty: 10576
Serwis

Re: taka mała miniaturka

mlawer - dokładnie big_smile Ja go nie cierpię od chwili, kiedy pocałował Ulę, albo nawet i wcześniej, jak zaczął się do niej kleić big_smile On jest zuy!


Kocham wszystkie swoje siostrzyczki forómowe: Aduśka, Apollina, Claudia, Króweczka, Libby, Mel, Pszczoła, Struś.
Mój facet to Miron Lipski heart    iris
Kocham swój wieczny avek <3

Offline

 

2009-11-24 21:28:23

Cindy
Najlepsza doradczyni na forum

#22 2009-11-25 21:48:41

crissy
Mroczki Pshemko
Od: Kraków
Zarejestrowany: 2009-07-10
Posty: 694

Re: taka mała miniaturka

Świetne. Widzę, że nowy talent się tu pojawił.

Miniaturka zgrabna, treściwa i z humorem.

"Kolo w polo" wymiata. Tak jak i "nie najbrzydszy Marek" smile

Wcale się nie dziwię Markowi, że tak zareagował. No bo ile można? Zgadzam się z Marko, że serialowa dyskusja w konferencyjnej, że "nic" i że "to' nie istnieje to jakaś całkowicie dziwna była...

Czekam na następne dzieło i pozdrawiam big_smile


"Przedstawienie musi trwać. Takie jest prawo w tym zawodzie. Wszystko się może walić, serce ci pęka, a ty pudrujesz twarz, uśmiechasz się i grasz dalej". - Pshemko

Moje dzieło: http://forumbrzyduli.tvshow.com.pl/view … hp?id=1003

Offline

 

#23 2009-11-25 22:20:51

WerOnisiax3
Drugie oczy Uli
Od: Poznań
Zarejestrowany: 2009-08-18
Posty: 216

Re: taka mała miniaturka

obydwie miniaturki - świetne, cudowne, masz niesamowity styl wink
-kolo w zmiętym polo - mnie zabił big_smile
Jak ty pięknie opisujesz uczucia smile
A w rolę Pauli wczułaś się fenomenalnie smile


Nic się nie spełni, co najpierw nie jest marzeniem...
Moje: - 1 - 2 - 3

Offline

 

#24 2009-11-25 23:31:35

Kitty84
Druga połówka Marka
Zarejestrowany: 2009-11-13
Posty: 4918

Re: taka mała miniaturka

mlawer napisał:

jak obściskuje ją ten kolo w zmiętym polo.

Leżę i się zwijam ze śmiechu big_smile mlawer jesteś boska! Pierwsza miniaturka taka nostalgiczna, po prostu cudeńko. Druga jeszcze lepsza, bo ma sporo dobrego humoru i opisuje to co się dzieje w serialu - Ulka powie coś cieplejszego, a Mareczek w skowronkach :] Masz naprawdę ciekawy styl, gratuluję pomysłów smile


FOM storczyk MDUC GNAJ SWSiOCJT DORIS | owoce | mini | Niepoprawna Markomanka

Offline

 

#25 2009-11-26 00:06:22

ann666
Wali z grubiańskiej rury
Od: Cesarstwo Toruńskie
Zarejestrowany: 2009-05-21
Posty: 17221
Serwis

Re: taka mała miniaturka

an666

mlawer napisał:

kolo w zmiętym polo.

Je*łam XD
I daję jako propozycję rangi XD

mlawer napisał:

że kocha ją, jak wariat, jak pomyleniec, że dla niej… dla niej mógłby wszystko, mógłby cokolwiek.

że kocha ją jak wariat, jak pomyleniec,

mlawer napisał:

grający na swym firmowym PC-cie w „Złap pomidorowego króliczka”,

lol

mlawer napisał:

Całego w pomidorach. – w głosie Olaszańskiego zabrzmiało rozmarzenie.

W glosie

mlawer napisał:

- Żeby przestać trzeba by było najpierw zacząć.

Żeby przestać, trzeba by było najpierw zacząć.

mlawer napisał:

- Seba, jak mi mój wypasiony Jaguar miły, skończ bo dostaniesz w tę roześmianą paszczę.

skończ, bo dostaniesz

mlawer napisał:

- Oj, oj panie eks- prezesie, cóż ja widzę?

eksprezesie

mlawer napisał:

- Hę, że co ?

niepotrzebna spacja przed pytajnikiem

mlawer napisał:

rozumiemy się wpół słowa

w pół słowa

mlawer napisał:

nawet detektyw Rutkowski nie wytropiłby w glosie Marka choćby śladu entuzjazmu.

Nawet

mlawer napisał:

choćby modelkami, których to elementów kamuflujących na szczęście w F&D nie brakowało.

Modelka elementem maskującym XD
właśnie ja bym chyba napisała elementów maskujących

mlawer napisał:

Jeśli musiał się z nią porozumieć w jakieś sprawie służbowej, słał maile a w ostateczności słał Violettę K.

przecinek przed a

mlawer napisał:

Dobrzański chyba nigdy jeszcze nie brzmiał tak stanowczo.

IMO Głos Dobrzańskiego chyba nigdy jeszcze nie brzmiał tak stanowczo.

mlawer napisał:

Sebastian nie wdając się w dalsze dyskusje rzucił okiem na ekran laptopa.

Sebastian, nie wdając się w dalsze dyskusje, rzucił okiem na ekran laptopa.


mlawer napisał:

Ooooo.... Ann666 spodobała się moja miniaturka o Pauli. Łał!!!

A co w tym dziwnego? Ta nowa też mi się podoba - bardzo fajnie piszesz smile
Tylko staraj się nie wrzucać dwóch postów pod rząd XD

Ostatnio edytowany przez ann666 (2009-11-26 00:15:26)


Je suis responsable de ma rose
After all this time? ALWAYS

Offline

 

#26 2009-11-26 01:45:07

mlawer
Prostuje spinacze
Zarejestrowany: 2009-09-09
Posty: 3326

Re: taka mała miniaturka

Dziękuję za komentarze. Wow, takich recenzji zupełnie się nie spodziewałam smile smile
W każdym razie Wasze miłe słowa i koszmarny odcinek 216 (który po prostu odchorowałam - Ulka, jak możesz być taka gópia!!!) zmotywowały mnie napisania kolejnej miniatury. Przyznaję, że pisałam późną nocą  i pod koniec nieco mnie wena odeszła ale mam nadzieję, że nie jest to zupełna katastrofa. Życzę miłego czytania i jak zwykle czekam z niecierpliwością na Wasze opinie smile
Pozdrawiam.



Najpiękniejszy sen.

Nie, nie był trzeźwy. Zdecydowanie znajdował się po wpływem. Wpływem płynów. I zamierzał napłynnić się jeszcze bardziej. Ciekawe, co innego mógł zrobić? Kobieta jego życia wyjechała na weekend z tym, tym… Tym doktorkiem z patentem na niszczenie życia najmłodszej latorośli rodu Dobrzańskich. Na samą myśl o tym, że ona z nim… Sam na sam… przez cały weekend… no, gdyby go w tej chwili dorwał,  rozszarpałby go gołymi rękami! Tego przysadzistego dupka ubranego w stylu „jaki ze mnie swojak, w szafie mam tylko polo i wytarte jeansy”. Każdy Sąd byłby dlań łaskawy – w końcu byłaby to zbrodnia w afekcie. I to jakim afekcie! Afekt, jaki Marek Dobrzański żywił do tego, pożal się Boże, kardiologa, przerastał nawet jego nieustanną, płomienną nienawiść do Aleksa Febo. A jeszcze nie tak dawno temu był przekonany, że szczytem jego marzeń jest dostanie głowy Aleksa na srebrnej tacy – dziś taki prezent nie wywarłby na młodym Dobrzańskim żadnego wrażenia. Co innego łeb tego.. jak mu tam było … Piotra – łotra. O tak, za taki dar byłby gotów oddać nawet duszę! Serca nie mógł, serce zabrała Ula. Zabrała, nauczyła kochać, a potem wyrzuciła z lodowatą stanowczością. Na samo wspomnienie tonu jej głosu i wyrazu twarzy, gdy, nie pozwalając mu wyrazić ogromu uczuć, jakie do niej żywił, powiedziała, że z nim nic nie jest naprawdę, że mu nie wierzy, żeby nigdy już o nic jej nie prosił, robiło mu się niedobrze. Żołądek zaciskał się boleśnie, w klatce piersiowej czuł rozżarzone kamienie, a jego płuca kurczyły się boleśnie jakby opasywała je stalowa obręcz.  Nic dziwnego, że, chcąc zapomnieć, choć na chwilę, o całym ogromnie poniesionej porażki, dał się namówić na wypad na miasto z Sebą. Nie pomogło. Szczerze mówiąc nie miał nawet cienia nadziei, że pomoże. Wszystkie te długonogie blondyny, które opadły ich w klubie niby rój zwabionych na lep (lep kasy i blichtru, jak mimo woli pomyślał z sarkazmem) pszczół, nie mogły mu przesłonić widoku tej jednej, jedynej twarzy. Nie potrafił przestać o niej myśleć. Ponury i zagłębiony we wspomnieniach nie odpowiadał na najbardziej nawet jednoznaczne zaczepki bywalczyń klubu. Wlewał w siebie kieliszek za kieliszkiem i nie próbował nawet udawać, że dobrze się bawi. Miał nadzieję, że alkohol zamroczy go i stępi targający nim ból. Zniecierpliwiony zachowaniem Sebastiana, który usilnie starał się wciągnąć go w wir imprezy, w pewnym momencie po prostu wymknął się stamtąd. Wykorzystał chwilę, gdy Olszański obściskiwał się na parkiecie z jedną z panienek. Wiedział, że w tym stanie umysłu kumpel nieprędko zauważy jego dezercję.
    Przez chwilę stał na ulicy przed klubem. Bezmyślnie wpatrywał się w błyszczące światła bezsennego miasta. Nie bardzo wiedział, co ma ze sobą zrobić, gdzie się podziać… Gdzie przetrwać te koszmarne chwile, gdy on tu sam a ona tam … z tym… tym… Z trudem powstrzymał falę mdłości. Nigdy nie przypuszczał, że będzie tak zazdrosny o jakąkolwiek kobietę. W jego otumanionym alkoholem umyśle przemknęła myśl o Pauli. Po raz pierwszy zaczynał rozumieć, jak ona mogła się czuć, kiedy puszczał ją kantem. Tak, zdecydowanie był świnią. Najbardziej świniastą ze świń. To jest, najbardziej świńską? Najświńszą?
    Dwie stojące obok niego młode dziewczyny podskoczyły jak oparzone, kiedy przystojny brunet, na którego od kilku chwil zerkały kokieteryjnie, nagle wybuchnął histerycznym śmiechem, obrócił się wokół własnej osi (przy czym omal nie wywinął klasycznego, a przecież zawsze zabawnego, orła) po czym wybełkotał:
- Jeszszsztem szwińską najświniejszą ś…inią i dobsze mi tak....
Przerażone tą niezrozumiałą acz niepokojącą deklaracją dziewczęta uciekły nie oglądając się za siebie. Marek usłyszał tylko w oddali coś, co zabrzmiało jak „świr”. Może być i świr, czemu nie. Wszystko jedno. Dobrzański był zmęczony i zrezygnowany. I zdecydowanie nie chciał do domu. Musiał być gdzieś, gdzie poczuje się choć troszkę bliżej niej, gdzieś, gdzie będzie mógł wyczuć jej obecność. Chwiejnym krokiem ruszył w stronę firmy. Z ogromnym trudem udało mu się wejść do siedziby F&D bez budzenia pana Władka. Kosztowało go to jakieś dwadzieścia minut walki o przypomnienie sobie kodu alarmu, ale odniósł sukces. Bardzo powoli, stawiając starannie stopy, wdrapał się po schodach. Nie chciał uruchamiać windy. Bał się, że dźwięk urządzenia obudzi ochroniarza, który zapewne na widok jego stanu uzna, że najlepiej będzie wyekspediować eksprezesa do domu i wezwie taksówkę, lub, co gorsza, państwa Dobrzańskich. Skradając się nieco niezdarnie, Marek dotarł wreszcie do gabinetu Uli. Z trudem panując nad kołyszącą się dziwnie podłogą klapnął ciężko na sofę z Ikei. Siedząc tam w kompletnych ciemnościach zaczerpnął głęboki oddech. W powietrzu nadal czuć było delikatną woń jej perfum. Rozsiadł się wygodniej, oparł nogi na szklanym stoliku stojącym obok kanapy i pogrążył się we wspomnieniach. A potem odpłynął w sen…
    W tym samym czasie kobieta jego marzeń, wbrew jego najczarniejszym wizjom, nie oddawała się bynajmniej sprośnym rozrywkom w ramionach kardiologa. Wypad na Mazury, który tak irytował Marka, skończył się zanim tak naprawdę się zaczął. Już w drodze nad jezioro pomiędzy Ulką a Piotrem doszło do sprzeczki. Oczywiście z powodu Dobrzańskiego. Piotr był zazdrosny. Panna Cieplak dość już miała zazdrosnych mężczyzn w swoim życiu. Na jego zarzuty odpowiedziała, że nie przypomina sobie, by dała mu prawo do podejmowania za nią decyzji. Od słowa do słowa… Ula nie wyobrażała sobie spędzenia wspólnie weekendu w takiej atmosferze. W połowie drogi wysiadła, a Piotr, obrażony, pojechał dalej. Dobrze chociaż, że łaskawie wysadził ją na dworcu PKP, a nie w szczerym polu. Do Warszawy dotarła późną nocą. Nie chciała wracać o tak niezwykłej porze do domu. Tata na pewno by się obudził i zamęczał ją pytaniami, na które w tej chwili nie miała ani siły, ani ochoty odpowiadać. Przez chwilę zastanawiała się, czy nie zadzwonić do Ali, lecz stwierdziła, że nie będzie pozbawiać przyjaciółki odpoczynku. Przenocuje w F&D…
    Kiedy dotarła do firmy była już porządnie zmęczona. Na szczęście, jako prezes, znała kod alarmu, więc weszła do budynku nie budząc pana Władka. Najciszej jak umiała, wdrapała się po schodach do recepcji. Z westchnieniem ulgi skierowała się do swego gabinetu. Nie zapalając światła zrzuciła buty i żakiet. Marząc o chwili odpoczynku ruszyła w stronę kanapy. Nagle zawadziła o coś stopą i upadła. Na coś miękkiego i żywego. Coś, co poruszyło się i powiedziało:
- Mmmmm… Ula….
    Markowi śniło się coś pięknego – a raczej ktoś piękny. Jego Ula. Stali tak blisko siebie. Uśmiechała się do niego. Wyciągnął do niej dłonie… I wtedy, niespodziewanie, Ula zrobiła w jego stronę krok, potknęła się… Pochylił się, żeby uchronić ją przed upadkiem. Jakoś tak się stało, że wylądowała na jego kolanach.
- Mmmmm… Ula… - W jego głosie brzmiały rozmarzenie i czułość. – Jak dobrze mieć cię znowu tak blisko…
- Mamamarekk??? – Ula czuła, że serce wali jej jak oszalałe. Nie wiedziała, czy z powodu zaskoczenia jego obecnością, czy może dlatego, że Dobrzański objął ją z całych sił i przytulił do siebie. – Co ty tu robisz? I w ogóle, co ty robisz? – to ostatnie pytanie było reakcją na niezaprzeczalny i wyczuwalny fakt, że dłonie Marka zaczęły wędrówkę po jej ciele.
- Ciii… - Ula wyczuła lekką woń alkoholu – mój sen, moje zasady…
- Marek! Co ty wyprawiasz? Puść mnie natychmiast. – Ulę ogarnęła panika. Mężczyzna trzymał ją mocno i, nie zważając na jej protesty, jedną ręką zaczął rozpinać jej bluzkę. - Przestań, słyszysz!
Przestał. Tylko dlatego, że obrócił ją gwałtownie, ułożył na kanapie i przycisnął całym ciężarem ciała.
- Marek, pro… - Nie mogła dokończyć. Dłoń mężczyzny wylądowała na jej ustach.
- Mój sen, moje zasady! – powtórzył dobitnie. – Wystarczy, że na jawie zmieszałaś mnie z błotem, wyrwałaś mi serce i odeszłaś w siną dal z tym chłoptasiem w polo! W moim śnie musisz mnie wysłuchać!
Ula przestała się szarpać. To nie miało sensu. Był od niej silniejszy. I zdeterminowany. Trudno, niech się wygada.
- Kocham cię. – Powiedział to z taką czułością, że z trudem powstrzymała łzy. – Kocham cię. Tyle chciałbym ci powiedzieć, wytłumaczyć… Ale teraz…
Patrzył na nią z żarem w oczach. Ula poczuła, jak bariery ochronne, które z takim wysiłkiem wznosiła wokół swego serca, obracają się w pył. Nie zrobiła nic, kiedy zdjął dłoń z jej ust. Nie krzyczała, nie próbowała się wyrywać, Nie protestowała, kiedy złożył na jej rozpalonych wargach pierwszy, delikatny pocałunek. Potem drugi, trzeci… Przestała je liczyć. Oszołomiona wzrastającą w nich obojgu namiętnością, odpowiedziała na jego dotyk. Rozbierali się gorączkowo, chcąc jak najszybciej pozbyć się ubrań, które w tym momencie stanowiły jedynie niewygodną przeszkodę. Ich dłonie splatały się we wzajemnych pieszczotach. Ula czuła, że płonie. Jak miała o nim zapomnieć? No jak? Skoro wystarczył jeden pocałunek, jeden dotyk, by straciła kontrolę, by złamała wszystkie dane sobie obietnice… Jeśli sądziła, że pobyt w SPA był najpiękniejszym, co mogła przeżyć – myliła się. Tamta gorąca namiętność nie wytrzymywała porównania z tą żarliwą czułością, jaką teraz okazywał jej Marek. Mogłaby przysiąc, że nie było nawet skrawka ciała, którego by nie pocałował. Jego dłonie dotykały jej z nieskończoną delikatnością. Nie miała sił by wstrzymywać łzy. Pozwoliła im płynąć. Miała wrażenia, że nie tylko ich ciała, ale także serca i dusze zlały się w jedną całość…
    Marek z trudem otworzył oczy. Nie chciał się budzić. Ten sen był taki realny. Czuł na ustach jej smak. Chciał dalej śnić. Zacisnął powieki. Westchnął ciężko. Wiedział, że żaden sen nie może trwać wiecznie. Poruszył ręką i zamarł. Na chwilę zapomniał nawet o tym, żeby oddychać. Dopiero teraz poczuł na piersi ciężar. Ostrożnie, bardzo ostrożnie po raz kolejny otworzył oczy i spojrzał… Leżał na kanapie w biurze. A razem z nim, a właściwie na nim…
- Ula? – Był oszołomiony – Ula?
Podniosła na niego wzrok. Przez chwilę po prostu na siebie patrzyli. Ona ze spokojem i czymś w rodzaju rezygnacji. On z niedowierzającym zdumieniem.
- Myślałem, że to sen…
- Zastanawiałam się, czy nie wymknąć się i nie udawać, że wcale mnie tu nie było. – Ula wpatrywała się uważnie w jego twarz. – Pewnie nawet byś się nie zorientował. Ale… to by nic nie dało, wiesz?
- Ula? – Tak bardzo bał się jej kolejnych słów. Od nich zależało jego życie.
- Nic a nic. – Łagodny uśmiech powoli rozjaśnił jej rysy. – Bo ja ciebie też kocham.
Nie był w stanie odpowiedzieć. Nie słowami. Zaczął więc ją całować zachłannie, gwałtownie, tak, by mogła poczuć, jak bardzo mu na niej zależy. Ula nie powstrzymywała go. Po raz pierwszy od dawna czuła się szczęśliwa. Przez głowę przemknęła jej jeszcze tylko myśl „Jak dobrze, że dziś niedziela. Przynajmniej Viola nie przyłapie nas in flagranti”. A potem żadne z nich nie było już w stanie myśleć. Mogli tylko czuć.

Ostatnio edytowany przez mlawer (2009-11-26 22:59:21)


All the lonely people... Where do they all come from?
DORIS KTB Aleks_Strusiek mom matkom, cudna Kitty bliźniaczkom, jeszcze siestry mam dwie i tata Jasiu też koffa mnie! Maupka córcia ma heart Słoń ofiarny

Offline

 

#27 2009-11-26 07:52:41

Kitty84
Druga połówka Marka
Zarejestrowany: 2009-11-13
Posty: 4918

Re: taka mała miniaturka

To jest po prostu boskie, szkoda, że w serialu nie będzie tak różowo, bo ta kretynka nie daje sobie nic powiedzieć... Przepraszam osoby lubiące Ulę za to słowo, ale krew mi się ścina, jak ją teraz widzę i słyszę te jej farmazony. Dziękuję ci za kolejną świetną miniaturę smile


FOM storczyk MDUC GNAJ SWSiOCJT DORIS | owoce | mini | Niepoprawna Markomanka

Offline

 

#28 2009-11-26 11:00:54

brzydulomaniaczka
Przyjaciułka SteFy
Od: Gdzieś w lubelskim...
Zarejestrowany: 2009-04-04
Posty: 10576
Serwis

Re: taka mała miniaturka

Przeczytałam to wczoraj w nocy, ale było tak późno, że nie miałam siły pisać komentarza big_smile Jak ja bym chciała, żeby tak było w serialu... Ale niestety big_smile Ja mimo wszystko bronię serialowej Uli, chociaż przyznałam ostatnio, że jest głupia. Ale naprawdę zbyt surowo ją oceniacie. Kieruje nią żal i trochę ją chyba rozumiem. Takiego czegoś nie wybacza się od razu, szczególnie, że miała przesłanki, że on wcale się nie zmienił, tylko dalej wyrywa panny. Ale dosyć o uli. To temat na esej, a nie na komentarz xD Ja będę jej bronić do końca big_smile

A ta miniatura podoba mi się mimo tego, że jest całkowicie nieprawdopodobna i ma masę błędów big_smile


Kocham wszystkie swoje siostrzyczki forómowe: Aduśka, Apollina, Claudia, Króweczka, Libby, Mel, Pszczoła, Struś.
Mój facet to Miron Lipski heart    iris
Kocham swój wieczny avek <3

Offline

 

#29 2009-11-26 17:45:29

ann666
Wali z grubiańskiej rury
Od: Cesarstwo Toruńskie
Zarejestrowany: 2009-05-21
Posty: 17221
Serwis

Re: taka mała miniaturka

an666

mlawer napisał:

O tak, za taki gift byłby gotów oddać nawet duszę!

za taki dar
gifty to są we farmie

mlawer napisał:

Zabrała, nauczyła kochać a potem wyrzuciła z lodowatą stanowczością.

przecinek przed a

mlawer napisał:

Na samo wspomnienie tonu jej głosu i wyrazu twarzy gdy, nie pozwalając mu wyrazić ogromu uczuć, jakie do niej żywił, powiedziała, że z nim nic nie jest naprawdę, że mu nie wierzy, żeby nigdy już o nic jej nie prosił, robiło mu się niedobrze.

przecinek przed gdy

mlawer napisał:

Żołądek zaciskał się boleśnie, w klatce piersiowej czuł rozżarzone kamienie a jego płuca kurczyły się boleśnie jakby opasywała je stalowa obręcz.

przecinek przed a

mlawer napisał:

Nic dziwnego, że chcąc zapomnieć, choć na chwilę, o całym ogromnie poniesionej porażki, dał się namówić na wypad na miasto z Sebą.

Nic dziwnego, że, chcąc zapomnieć

mlawer napisał:

Wiedział, że w tym stanie umysłu, kumpel nieprędko zauważy jego dezercję.

bez przecinka

mlawer napisał:

Nie bardzo wiedział co ma ze sobą zrobić, gdzie się podziać…

Nie bardzo wiedział, co ma ze sobą zrobić

mlawer napisał:

Gdzie przetrwać te koszmarne chwile, gdy on tu sam o ona tam …

gdy on tu sam, a ona tam...

mlawer napisał:

z tym… tym….

kropka po wielokropku?

mlawer napisał:

Kosztowało go to jakieś 20 minut walki o przypomnienie sobie kodu alarmu, ale odniósł sukces.

dwadzieścia minut

mlawer napisał:

Skradając się nieco niezdarnie Marek dotarł wreszcie do gabinetu Uli.

Skradając się nieco niezdarnie, Marek dotarł wreszcie do gabinetu Uli.

mlawer napisał:

W tym samym czasie kobieta jego marzeń, wbrew jego najczarniejszym wizjom nie oddawała się bynajmniej sprośnym rozrywkom w ramionach kardiologa.

przecinek przed wizjom

mlawer napisał:

Kiedy dotarła do firmy była już porządnie zmęczona.

Kiedy dotarła do firmy, była już porządnie zmęczona.

mlawer napisał:

Najciszej, jak umiała, wdrapała się po schodach do recepcji.

Najciszej jak umiała, wdrapała się

mlawer napisał:

Mężczyzna trzymał ją mocno i, nie zważając na jej protesty, jedną ręką zaczął rozpinać jej bluzkę,

kropka zamiast przecinka

mlawer napisał:

- Mój sen, moje zasady! – Powtórzył dobitnie.

- Mój sen, moje zasady! - powtórzył dobitnie.

mlawer napisał:

Jego dłonie dotykały jej z nieskończoną delikatnością - nie miała sił by wstrzymywać łzy, pozwoliła im płynąć.

Jego dłonie dotykały jej z nieskończoną delikatnością. Nie miała sił, by wstrzymywać łzy. Pozwoliła im płynąć.

mlawer napisał:

- Ula? – był oszołomiony – Ula?

Był oszołomiony.

mlawer napisał:

- Ula? – tak bardzo bał się jej kolejnych słów.

Tak bardzo


Je suis responsable de ma rose
After all this time? ALWAYS

Offline

 

#30 2009-11-26 18:43:16

Toniejebajka
Wyznawca pomidoryzmu
Zarejestrowany: 2009-11-21
Posty: 1527

Re: taka mała miniaturka

Świetne!
„Złap pomidorowego króliczka” to mnie rozwaliło big_smile


Mój drogi piszę w te słowy, bo wspominałam chwile kiedy byłeś mi drogi. Chwile krótkie i ulotne jak perfumy Szalej numer pięć , które kupowałam na bazarku po dziewiętnaście dziewięćdziesiąt. Bywało miedzy nami różnie kwadratowo i podłużnie […]
Nie twoja Violetta.

Offline

 

Stopka forum

Powered by PunBB© Copyright 2002–2018 PunBB
statystyka