BrzydULA - jedyne forum fanów serialu

Forum dyskusyjne miłośników serialu "BrzydULA"

Nie jesteś zalogowany.

#881 2010-08-29 18:58:52

ann666
Wali z grubiańskiej rury
Od: Cesarstwo Toruńskie
Zarejestrowany: 2009-05-21
Posty: 17202
Serwis

Re: taka mała miniaturka

Strychnine napisał:

Ale naprawdę, w tym opowiadaniu to schodzi na dalszy plan, chyba się ze mną zgodzisz, co, siostrzyczko?

Wiesz, Słoń sama pisała o tej interpunkcji (nawet o korektę prosiła), pojawiło się to u Ciebie, więc się odniosłam smile I może to schodzi na dalszy plan, ale dla mnie troszkę burzy odbiór opowiadania (w paru miejscach przez brak przecinków musiałam chwilę zastanowić się, do którego z sąsiednich rzeczowników odnosi się będący pośrodku przymiotnik wink ) - no ale ja, jak wiadomo, mam takie skrzywienie tongue

I weźcie nie róbcie ze mnie nie wiadomo kogo lx


Je suis responsable de ma rose
After all this time? ALWAYS

Offline

 

2010-08-29 18:58:52

Cindy
Najlepsza doradczyni na forum

#882 2010-08-29 19:04:38

Strychnine
Szef nocnej zmiany
Od: Ravenclaw
Zarejestrowany: 2009-04-09
Posty: 12582
Serwis

Re: taka mała miniaturka

ann666 napisał:

Strychnine napisał:

Ale naprawdę, w tym opowiadaniu to schodzi na dalszy plan, chyba się ze mną zgodzisz, co, siostrzyczko?

Wiesz, Słoń sama pisała o tej interpunkcji (nawet o korektę prosiła), pojawiło się to u Ciebie, więc się odniosłam smile I może to schodzi na dalszy plan, ale dla mnie troszkę burzy odbiór opowiadania (w paru miejscach przez brak przecinków musiałam chwilę zastanowić się, do którego z sąsiednich rzeczowników odnosi się będący pośrodku przymiotnik wink ) - no ale ja, jak wiadomo, mam takie skrzywienie tongue

I weźcie nie róbcie ze mnie nie wiadomo kogo lx

Nie no, ja doskonale rozumiem, bo też lubię, jak wszystkie przecinki są na swoim miejscu, bo od razu płynniej się czyta, ale nie potrafię się do Słonia o to czepiać, naprawdę xD

No wiesz, jesteś dość wymagającym czytelnikiem, przyznasz sama. Taka pochwała to nagroda sama w sobie.


FOM SEMUMIUWW AfF FSiJPH SNiSUM&UwS GNAJ DORIS MDUC

This is my timey-wimey detector. It goes ding when there’s stuff. - The Doctor

Offline

 

#883 2010-08-29 20:40:16

Wkręętka!
Serce przepełnione Ulą
Zarejestrowany: 2009-11-07
Posty: 8323

Re: taka mała miniaturka

Ja tam się zgodzę, że TAKA opinia od Ann to jest sukces. Zresztą, gdyby była inna, to też byłoby to dla mnie wielkie zaskoczenia tongue (To też mój najdłuższy komentarz w RT big_smile )
Miałam zrobić obrazki i zrobiłam. Jednak nie wyszło tak, jak sobie to wyobrażałam. Dusiłam wena i takie są skutki. BR.
Do ilustracji Twojego opowiadania jest potrzebna bajeczność, jak słusznie zauważyła Aduśka. A ja takiego klimatu bajeczności stworzyć nie umiem. sad

http://img716.imageshack.us/img716/9604/nakocuwiata.jpg

http://img821.imageshack.us/img821/7959/potwr.jpg

http://img835.imageshack.us/img835/3333/wewasnympiekle.jpg

http://img838.imageshack.us/img838/9476/dumachawce.jpg

Całuję. kiss heart

Ostatnio edytowany przez Wkręętka! (2010-08-29 20:42:46)


- Harry – powiedział w końcu – wiesz, że zawsze będę cię wspierać. – Przełknął. – Nawet jeśli chcesz poderwać Malfoya na dżem.
- Ron! - wykrzyknął Harry z oburzeniem, a potem dodał zduszonym szeptem:
- Myślisz, że powinienem?

Offline

 

#884 2010-08-30 01:02:56

Ursiss
Przyjaciel Brzyduli
Zarejestrowany: 2010-01-15
Posty: 109

Re: taka mała miniaturka

Mlawer..... Nie mogę, po prostu nie potrafię ubrać tego wszystkiego w słowa. Zakończenie było idealne, najlepsze, jedyne. Mocne. Inne. Prawdziwe. Po moich policzkach płyną łzy. Płyną, płyną i nie mogą przestać. A ja nie płaczę zbyt często. Czekałam na zakończenie wiele dni. I tak jak ty, zżyłam się z tym opowiadaniem do tego stopnia, że było ze mną w mojej zwykłej codzienności. A teraz nadszedł koniec. Wyczekiwany ale i ten, którego tak się obawiałam. Weszłam tu i zobaczyłam, że już jest. Świato zgasło. I po prostu pomknęłam wraz z linijkami. Czułam.... no, Boże... to tak trudno opisać. Ten przerażony skurcz serca, oczy biegnące niespokojnie przez kolejne linijki, palce zagryzione do krwi... Emocje posiadły mnie do końca, tyle bólu i cierpienia. A tylko dwoje ludzi. Cholernie, cholernie smutne. Ale...tak, takie, jakiego potrzebowałam. Bo wiem... Gdyby byli po prostu razem, czułabym nioedosyt. Jeju... serce mi bije. Właśnie, kiedy opęta cię coś do samej głebi, do tego stopnia, że zapomnisz, zatopisz się w tym, znikniesz i zaczniesz po prostu czuć targające dziko emocje. Właśnie wtedy wiesz, że to jest prawdziwa sztuka. I to jest prawdziwa sztuka mlawer. Tak, jak po dobrym filmie nie jesteś w stanie sie poruszyć przez całe napisy, tak teraz trwam wciąż w tym dziwnym letargu. I wiem, że moje serce przez pewien czas się jeszcze nie uspokoi. Dziękuję, Mlawer. Za to wszystko. Za to czego mnie nauczyłaś i co mi uświadomiłaś. Koniec. Więcej dziś nie napiszę. Fizycznie nie dam rady. Może w przyszłości, kiedy będę w stanie już rozbierać ten rodział na części pierwsze. Ale teraz... teraz nie mogę. Bo czułabym sie tak, jakbym to ja kroiła ich ciała i serca na marne kawałeczki literackiej materiii..


"jak się czegoś bardzo chce, to..."

Ostatni rozdział "Niepamięci" już w Radosnej. Zapraszam wink

Offline

 

#885 2010-08-30 01:47:58

Julia
Mroczki Pshemko
Zarejestrowany: 2009-09-23
Posty: 671

Re: taka mała miniaturka

Kochana Mlawer!
Przede wszystkim ogromnie gratuluję Ci odznaczenia, należało Ci się jak mało co. kiss
Musisz wiedzieć, że czytałam Niezapominajkę z zapartym tchem i żadne inne opowiadanie nie poruszyło mnie, tak jak Twoje. Niejeden raz się wzruszyłam (nie tylko na zakończeniu).
Podziwiam Cię, że umiałaś przedstawić tak trudny problem z mocą i delikatnością,
wstrząsnęłaś mną do głębi. Naprawdę nie wiem co mam napisać, żeby w pełni uświadomić Ci, jak bardzo podziwiam Twój talent, wszystkie słowa wydają mi się takie banalne i oklepane.
Dziękuję Ci za Niezapominajkę. Bezsprzecznie jesteś Mistrzynią!

Przepraszam, że ten komentarz jest taki krótki i chaotyczny, ale nie umiem zebrać myśli i napisać coś sensownego.   
Pozdrawiam Cię Bardzo serdecznie, gratuluję talentu i chylę czoła poklon
Twoje opowiadanie to prawdziwa PERŁA na tym forum.
Mam nadzieję, że dokończysz Decyzję i będziesz pisać kolejne opowiadania. Masz we mnie wierną czytelniczkę. smile

Ostatnio edytowany przez Julia (2010-08-30 01:49:16)


GinnyLFC - najlepsza pisarka na forum. GNAJ
Mlawer - mistrzyni.
Cenię twórczość: dorocie03, Iwony, Anukki, crissy, Strychnine, ann666, jowi46, Kitty84 - kolejność przypadkowa.

Offline

 

#886 2010-08-30 12:15:05

MuMiNkA
Dzicz i swołota
Od: Za 7 górami, za 7 lasami ...
Zarejestrowany: 2009-02-26
Posty: 6888

Re: taka mała miniaturka

Wszystko co chciałabym napisać wydaje się banalne...
więc napiszę krótko smile

Mlawer! Chylę czoło i dziękuję za "Niezapominajkę" http://img210.imageshack.us/img210/5066/uk1k1.gif


Jaki był ten dzień, co darował, co wziął
Czy mnie wyniósł pod niebo, czy rzucił na dno
Jaki był ten dzień, czy coś zmienił, czy nie
Czy był tylko nadzieją na dobre i złe

Offline

 

#887 2010-08-30 16:36:09

Myszka25
Osoba
Od: Wielkopolska
Zarejestrowany: 2010-03-04
Posty: 27

Re: taka mała miniaturka

Witam droga Malwer! Na początek gratuluję odznaczenia!
Dopiero teraz przeczytałam ostatnią część Niezapominajki, z powodu tego , że prędzej nie mialam dostępu do netu. Muszę przyznac , że nie wiem za bardzo co napisać. Jestes najzwyczajniej w świecie wielka i masz ogromny talent. Tak naprawdę , nie bylo dobrego zakończenia dla tej historii. Poruszyłaś bardzo trudny i powazny temat. Zrobilaś to w sposób wspanialy!
Czytając ostatnią odsłonę tej historii , bardzo się wzruszyłam i z pewnością będę nieraz powracać do zakończenia , jak i calej historii.
Moja znajoma miała , chyba znacznie więcej szczęścia niz Twoja Ula. Dzięki wielu życzliwym osobą , ulożyla sobie życie , choć czasem powraca wspomnieniami do swojego dramatu. Szkoda , że w realnym świecie , przestepcy nie zachowują się jak Twój Marek i nie dążą do odbycia pokuty za swoje czyny. Napewno świat bylby lepszy!
Malwer naprawdę stworzylaś wspaniale dzielo! Mam nadzieje , żę będziesz pisac jeszcze jakieś inne historię, bo masz talent i szkoda y go marnować!

Offline

 

#888 2010-08-30 22:57:46

Ursiss
Przyjaciel Brzyduli
Zarejestrowany: 2010-01-15
Posty: 109

Re: taka mała miniaturka

A więc, jak obiecałam, powracam z pełniejszym, bardziej składnym i wyczerpującym komentarzem. A więc zaczynam.

Czytałam na tym forum rózne opowiadania, były lepsze i gorsze, czasem zdumiewające swoim stylem i fabułą, nie przebrnęłam jednak przez wszystkie, i wielkie szczęście, że akurat na Niezapominajke udało mi się trafić. Kiedy czytałam pierwszy rozdział, nie spodziewałam się zupełnie w co przerodzi się ta cała historia. Myślałam, że przeczytam i przejdę z tym do porządku dziennego. Że nie będę w stanie polubić twoich głównych bohaterów. Że to kolejna, dziwna, przerażająca fanaberia na temat serialu. Jak się okazało, myliłam się, co odkryłam już po kolejnym rozdziale. Wprowadziłaś nas powoli w obezwładniającą, niezrównaną historię. Zaczęłaś kreślić, z początku niewyraźnymi liniami psychologię bohaterów, którzy, dzieki twojemu talentowi, wrażliwosci i zmysłowi obserwacji, wkrótce przerodzili się w prawdziwych, żywych ludzi. Realne postacie przeżywające realne, trudne i skomplikowane emocje. Emocje, które wkrótce zaczęły żyć także w nas. Stworzyłaś też wspaniałe postacie drugoplanowe, które, powstałe przecież od samego początku, nie traciły nic na wiarygodności. Nie stanowiły tylko niepotrzebnych narzędzi, ale żyły własnym życiem.

Wiele razy nie wierzyłam w to, co napisałaś. Myślałam: Nie, on by tak nie zrobił. On by tak nie powiedział. To nie mogło się zdarzyć. Ale za każdym razem łapałam się na tym, że ci po prostu wierzyłam. Mimo wszystko. Mimo najbardziej wysublimowanych zakrętasów losu umiałaś stworzyć w tym opowiadaniu tyle prawdziwości i realności, że połykałam to jednym tchem. Zapewne za sprawą twojego niepowtarzalnego stylu i umiejętności obrazowania ludzkich emocji.

A propo stylu. Nie wiem, jak ty to robisz, ale w twoich dziełach po prostu się tonie. Za każdym razem, kiedy przygotowywałam się do kolejnego rozdziału Niezapominajki, musiałam zapewnić sobie odpowiedni warunki, by móc odpłynąć. Spokój, cisza, najlepiej wieczór, zgaszone światło, brak innych spraw na karku. Wtedy pozwalałam sobie dopiero popłynąć. Nie mogłam pozwolić, aby ktoś mi przeszkodził. Bałam się, że wtedy utracę ten niezwykły klimat. Wszystko opisałaś z niebywałą delikatnościa, plastycznością i wyczuciem. A jednocześnie, kiedy trzeba było, umiałaś wstrząsnąć czytelnikiem do cna. Uczuciami nasycone było w twoim dziele wszystko, zarówno proste, zwykłe czynności jak i kolejne tragedie spadające na bohaterów.

Sam temat, jak już napisali moi porzednicy, był cholernie trudny, ale ty wybrnełaś z niego obronną ręką. Co bardzo mnie cieszy, uniknęłaś typowego oskarżania, wyrzucania sobie win, przesadnego cierpiętnictwa ofiary i potępiania sprawcy, jak to często ma miejsce w dziełach tego typu. I chwała ci za to. W tym jednym temacie zawarłaś tyle treści niemalże uniwersalnych, różnych, zmieniających diametralnie nasz pogląd na niektóre rzeczy.

Bardzo podobają mi sie też wplecione cytaty z poprzednich rozdziałów. Przebłyski wspomnień, które tak bardzo uderzają w naszą duszę.

Oprócz tego umiałaś też zaangażować czytelnikow. Stworzyłaś sprawę niejasna, trudną, niemalże nie do rozwiązania. Tu nie było jednoznacznych wyborów. Na forum powstały dyskusje. Dyskusje ważne i trudne. Myslę, że każdemu z nas one wiele dały. Czytelnicy nie pozostali obojętni. Nie poszli też za głosem tłumu, bo takie głosu chyba po prostu nie było. Każdy miał inne odczucia i myśli. I myślę, że właśnie dzięki temu tak mocno zaangażowaliśmy się w Niezapominajkę. Bo był w niej jakiś nasz udział. Jako oskarżycieli, obrońców, pomocników. I to jest wspaniałe.

To tyle apropo całego opowiadania i tego, co w nim najpiekniejsze. Pokochałam twoje postaci, twoich bohaterów, twoje niejednoznaczne wybory, trudne sprawy, najróżniejsze, skrajne emocje, które do cna wypełniały moje serce. Wiem, że niezapominajka i symbole z nią związane na zawsze będa w mojej głowie. Ona pomogła mi zrozumieć niektóre kwestie, pogodzić się z nimi, czegoś się nauczyć, a także zainspirowała do samego pisania. Dziękuję ci. To cudowne było, Mlawer. Wydaj książkę, proszę, proszę, proszę!

PS:Miałam tu napisać podsumowanie ostatniego rozdziału, a to miał być wstęp, ale nie wyszło. Napiszę więc kolejny kilometrowy komentarz ;P
PPS: Wieczór pełen bzu był absolutnie przepiękny. Czytałam go już jakiś czas temu, nawet kilka razy, ale nie miałam okazji, aby ci o tym powiedzieć i wyrazić słowa zachwytu. Czasem do niego wracam, żeby się wypłakać. Szczególnie rozbraja mnie moment, kiedy marek obrywa bez i obrzuca nim grób Uli. Piękne, smutne, cudowne...

PS:

Ostatnio edytowany przez Ursiss (2010-08-31 13:08:52)


"jak się czegoś bardzo chce, to..."

Ostatni rozdział "Niepamięci" już w Radosnej. Zapraszam wink

Offline

 

#889 2010-08-31 00:29:38

Ursiss
Przyjaciel Brzyduli
Zarejestrowany: 2010-01-15
Posty: 109

Re: taka mała miniaturka

A teraz ostatni rozdział. Jak wiesz, śledziłam twoje opowiadanie od samego początku i na ostatni rozdział czekałam z ogromną niecierpliwością, ale też ogromnie się go bałam. Że to juz koniec i że nie będę miała już na co czekać. Ale postanowiłam zdobyć się na odwagę i jestem już po. Wiem, że to koniec. Nienawidzę pożegnań. Ale cóż. Najpierw podsumowanie.

Przedewszystkim dziękuję za dedykację. Czuję się zaszczycona, że widać mnie chociaż trochę, choć tak niepozornie wyglądam na tle tej ogromnej, forumowej rodzinki. Dziękuję.

Kiedy ujrzałam pierwszą ilustrację i zaczęłam czytać, przez chwile, dosłownie krótkie mignięcie świadomości, obawiałam się, że własnie tak zamierzasz zakończyć. Krótko, prosto, romantycznie, ckliwie. Że, innymi słowy, idziesz na łatwiznę za namowami fanów. Ale już po kilku sekundach zrozumiałam, że tak znakomita autorka nie  pozwoliła by sobie na coś takiego i już wiedziałam, że to wszystko szybko pryśnie. Że to tylko sen, jakieś mgnienie czegoś, co nie ma racji bytu w aktualnej sytuacji. I miałam rację.

Zaraz po chwili pokazałaś nam uczucia poszczególnych bohaterów. Wszystkich, bez wyjątku. Każdy z nich czuł się odpowiedzialny za los tej niezwykłej pary.

Mlawer napisał:

Mijał go cały świat, całe życie. I tylko jej nie było…

Piękny fragment. Niby kilka zdań, a tyle w nim emocji.

Dalej. Ula nad rzeką. Obłęd, szok, rozpacz, targające nia uczucia. I zabójcza woda. Byłam prawie pewna, że zaraz dopełni się jej zycie. Że zrobi ostateczny krok i skoczy w skłębione fale. Ale... myliłam się. Tak jak wielu innych myślałam, że finał rozegra się nad Wisła, ale i tym razem Mlawer miała na wszystko lepszy pomysł. Juz w poprzednim komentarzu miałam o tym napisać, ale zapomniałam. Otóż, drogi Słoniku, ty zawsze jesteś w stanie wyprowadzić czytelnika na manowce w brawurowym stylu. Nie akceptujesz prostych rozwiązań. Jesteś już tuż tuż od przewidywanego finału wydarzeń, po czym nagle skręcasz o 180 stopni, nie pozwalając na nudę, na chwile wytchnienia. Stale zaskakujesz i to jest wspaniałe.

Podążając dalej, ja również nie chciałam sie pogodzić z tym, że wysyłasz Marka do rysiowa, a jednak, jak się okazało, był to dobry wybór. W opętanym burzą mieszkaniu napięcie sięga granic mojej wytrzymałości. Wprost czuje się w powietrzu, że zaraz coś się stanie. Dziewne poczucie zagrożenia otoczyło mnie ze wszech stron. Widziałam wszelkie katastroficzne wizje, łacznie z oberwaniem sie dachu, zawaleniem domu, wypadkiem samochodu targanego przez wiatr. I wtedy pojawia się ona. Niczym demon burzy. Bosa, z rozwianymi włosami i pustką w oczach. Nie wiem, czy jest prawdziwa, czy jest tylko złudną wizją. Kiedy Marek prowadzi ją na kanapę, zaczynam się bać. Nie o nich. Zaczynam się bać jej. Wiem, że zaraz coś się wydarzy. Coś złego. Że jest niepoczytalna. Może zdarzyć się wszystko.

Mlawer napisał:

Ula! Boże myślałem, że to już koniec, że już cię nie ma! Ula! – Nie mógł się powstrzymać. Mocno uchwycił jej drobne dłonie, przyciągnął je do siebie i zaczął obsypywać pocałunkami.

kolejny cudowny moment.
Delikatność Marka, dziwne zachowanie Uli, groza żywiołu. Ten nieszczęsny proszek. Zauważyliście, że jest jak tej feralnej nocy? Podany w drinku narkotyk i proszek od bólu głowy zdają się w dziwny sposób łączyć. Błyszczy nóż i już wiem, co sie stanie. Że nie będzie dobrze. Że albo Ula, w przypływie szału, targnie sie na swoje zycie, albo spanikuje i zaatakuje swojego "oprawcę" I nadchodzi ten moment. Dzieje się zbyt wiele na raz. jest za póżno, lecz, chociaz wiem, jak to musiało sie skończyć, krzyczę "Nie! To sie nie mogło stać! Nie, Ula, Nie!"

Mlawer napisał:

Tak bardzo chciało mu się palić. Tak bardzo chciało mu się krzyczeć. Zawiedli ją! Wszyscy ją zawiedli! On też ją zawiódł! Znowu! Pełne rozpaczy spojrzenie utkwił w strugach deszczu chłoszczących miasto. Nagle zerwał się z ławki. Przez ułamek sekundy, w świetle błyskawic widział ją. Stała tam… Dziewczyna w podartych rajstopach. Prawie dziecko. Uśmiechała się. Złym, pełnym nienawiści uśmiechem.   Tak. Był jej katem. I nie potrafił, nie umiał się do tego przyznać. Nie miał w sobie odwagi Dobrzańskiego. Sam przed sobą udawał, że może inaczej odpokutować swe czyny. A teraz było już za późno. Ukrył twarz w dłoniach, ze zdumieniem czując, że z jego oczu zaczynają spływać łzy. Kiedy ostatnio płakał? Czy w ogóle kiedykolwiek płakał? Nie pamiętał… Szloch wstrząsał nim coraz mocniej.

Kolejny wspaniały fragment. Troche długi, ale inaczej nie mogłam.

Płacz. Płacz i łzy. Wszyscy ci, zwykle profesjonalni, oddani pracy eksperci, do tego stopnia zaangażowali się w historię niezapominajki, że wykroczyli poza swój służbowy uniform. Wszycy czują zwykły, ludzki ból.

I teraz... moment krytyczny. Widzę koniec rozdziału. MYślę "Nie, Mlawer, nie możesz nas tak zostawić. Nie z tym. Zbyt wielki robisz błąd, chcesz, żeby ofiara zamieniła sie w kata, ale ona nie zasługuje na takie cierpienie. Nie możesz jej tego zrobić. Nie..."
I nie zrobiłaś. Na szczęście. jak dobrze, że jesteś ponad to wszystko, co myślę ja. jak dobrze.

Mlawer napisał:

- To zawsze byłem ja, Ula. Zawsze tylko ja… - Mówił cicho, z wyraźnym trudem. I z każdym słowem bladł coraz bardziej. – To ja jestem twoim potworem…

To zdanie położyło mnie na łopatki i wywołało pierwsze łzy. Zraniła go, ale on nie ma urazy. Wie, jak bardzo jest winny. Ale teraz. Teraz wie, że spłacił swoja pokutę najlepiej, jak było można. WŁasnie dlatego, że, jak napisał ktoś przedemną, potwór zginął. Został już tylko Marek. Rozczuliły mnie jeszcze naiwne myśli Uli. Znów stała się małą dziewczynką, która wreszcie nauczyła się pokonywać potwora. A potem okazuje się, że tym, którego zraniła, jest jej ukochany.
I nadchodzi czas jej własnej walki. Walki o miłość i życie. Przez chwilę, głupia, zastanawiałam się, dlaczego nie zadzwoni po pogotowie, aż uświadomiłam sobie, że telefon wysiadł. Okrutne zrządzenie losu.
Jak Ula doniosła Marka na dół a potem dojechała do szpitala, nie wiem. Zapewne dzięki tej samej, niezwyklej sile, dzięki której matki potrafią podnieść ciężar przygniatający ich dziecko. Mocy miłości.

Mlawer napisał:

- Nie będzie żadnego później, Ula. Już nie.

To właśnie trafiło mnie najbardziej. Żadnego pózniej. Jest tu i teraz. Nadchodzi koniec. Cała rozmowa w samochodzie rozbrajająca. Nie mogę zacytować jej całej. Cała treść, to wszystko, co jest między nimi, wypowiedziane w najprostszych, jasnych słowach. Oboje są już wolni od wszystkich pęt, które załozył im los. Pęt na ścieżce życia. Zostaje tylko walka ze śmiercią... i miłość.

A potem. Śmierć. I krzyk, który zdaje się krzyczeć we mnie wraz z rozpaczliwym krzykiem Uli. Ale jest jeszcze nadzieja. Wezmą go do szpitala i uratują. Wierzę w to. Wciąż głupio w to wierzę.

Odjechała. Nie wiem, gdzie i po co. Widzę ją na jakiejś polanie, z głową Marka na kolanach, czyniącą ostatnie pożegnanie. Może znajdą ją nad ranem, opętaną, obłąkaną, na wpół martwą a może też martwą przy nim. Nie. Moja wizja nie ma nic wspólnego z wizją Mlawer.
Kiedy czytam, o zapadłej decyzji, wiem już, co się stanie. Kiedy czytam o wiśle, wiem już, jak. Wiem, że ona nie umiałaby z tym żyć.

Mlawer napisał:

Zanim… chciała jeszcze raz zajrzeć w jego twarz. Opuszkami palców gładziła jego czoło, muskała powieki i chłodne, sine usta…. Podniosła jedną z jego zimnych dłoni i przytuliła do niej swój rozgrzany policzek. Przymknęła oczy… Poczuła muśnięcie jego warg na czole. Przymknęła oczy. Drżąc czekała na jego kolejny krok. Jego usta zbliżyły się do jej brwi, do jej rzęs. Ich łagodne muśnięcia paliły ogniem. Przyjemnym ogniem. Ogniem, w którym gotowa była spłonąć… Czuła jego oddech… blisko, coraz bliżej jej własnych ust. Zacisnęła dłonie na jego koszuli.. Tyle wspomnień, dał jej tyle pięknych, pełnych miłości wspomnień… Tak, dał jej też wspomnienie najgorsze z możliwych, wspomnienie hotelowego pokoju… Ale przecież to właśnie on natchnął ją chęcią do wyrwania się z koszmaru tamtej nocy… Tak bardzo żałował, tak żarliwie pokutował… Czemu…? Czemu nie dostali szansy? Dlaczego wszystko sprzysięgło się przeciwko nim? Dlaczego… dlaczego nie zdążyła mu powiedzieć, że mu wybaczyła?! Pochyliła się nad nim. Jej rozpalone, słone od łez usta zetknęły się z jego nieruchomymi, zimnymi wargami w ostatnim, przepełnionym żalem pocałunku.
- Wybaczam ci… - Szepnęła odrywając się od niego. Koniuszkami palców, delikatnie odgarnęła opadające mu na czoło kosmyki mokrych włosów. – I mam nadzieję, że ty mi też…

Najważniejsze słowa, które powinny paść dużo wcześniej. Ale może tak musiało być. Razem odjeżdżają, w zimny, spokojny sen na dnie dzikiej rzeki

Wkrótce los na brzeg tej oto rzeki przyprowadza też innych. I nie ważne, na ile jest to prawdopodobne, tak musiało być.

 

Mlawer napisał:

- Mówisz… oni… Więcej niż jedna osoba? - zauważył.
- Tak. Płetwonurkowie zajrzeli do wraku. Dwie sylwetki, prawdopodobnie mężczyzna i kobieta. Lada chwila strażacy wyciągną ich na brzeg. Aha! No i świetne auto. Zdaje się, że Lexus.
Krajewski zamarł. Nagle zrobiło mu się nieznośnie duszno. W lewej ręce poczuł bolesne kłucie. Nie  czekając na dalsze słowa kolegi ruszył biegiem w stronę schodów prowadzących z mostu nad brzeg rzeki. Kobieta i mężczyzna. Lexus. Samobój. . Nie… nie… nie!

W tym miejscu przeszedł mnie dreszcz, choć wiedziałam już, co sie stało. Bałam się, jak zareagują ci, dla których los Marka i Uli stał się osobistą walką. Bałam się też razem z Wilewską, zaglądając do wnętrz samochodu. A mimo wszystko, to była jednak dobra śmierć. Najlepsza.

Mlawer napisał:

Zimne, blade, bezużyteczne powłoki… Tylko tyle pozostało z dwojga młodych, pełnych życia osób... Ludzkie ciało zawsze wydawało się Krajewskiemu czymś na kształt kokonu. Póki tkwiła w nim dusza, mieniło się tysiącem emocji, poruszało i fascynowało. Pozbawione duszy – było jak opuszczony kokon, szarą, kruchą łupiną… Lekarz stał przy czymś, co kiedyś było Markiem Dobrzańskim… Krajewski przez chwilę obserwował szybki ruch skalpela na bladej skórze. Nacięcie wypełniło się gęstą krwią…. Odwrócił wzrok. I wzdrygnął się kiedy jego spojrzenie napotkało zmętniały błękit tęczówek niezapominajki. Nie zastanawiając się nad tym, co robi, podszedł do stołu, na którym leżały zwłoki Uli. Delikatnym, pełnym czułości gestem zamknął jej powieki… Czy mógł zrobić dla niej coś jeszcze?

I te błękitne oczy. Kiedy wyobraziłam je sobie martwe, bez wyrazu, zmarnowane, zgasłe, już nigdy dla nikogo nie dostepne. Łzy ściskały mi gardło. Ich historia, dramat, wszelkie emocje znikły. Zostały tylko skorupy. Twarde, urzędnicze procedury. To wszystko, co zwykle widzimy na kryminalistycznych filmach. Za tym wszystkim zawsze kryje sie jakaś historia. To nigdy nie jest tylko trup. To zawsze był też jakiś człowiek.

Ale wiem Mlawer, że nie mogłaś inaczej zakończyć tej historii. Często bywa tak, że kiedy coś jest wspaniałe, bardzo trudno zrobić dla tego czegoś godny finał. Bardzo często czuję wtedy niedosyt, czegoś mi brakuje, a w tym przypadku... nie brakowało mi nic. Nie czułam, że robią ze mnie idiotę, jak na klasycznym, cukierkowym happy endzie, które, bądź co bądź lubię, ale nie przy takich historiach. Nie czułam też żalu, złości, rozpaczy jak na wszelkich złych zakończeniach o miłości rozdzielonej przez los. Było... no dla mnie idealnie. Idealnie. Nie zbyt prosto. Nie zbyt melodramatycznie. Nie ze zbyt wielkimi udziwnieniami. I... po tym wszystkim, co ich spotkało, nie wyobrażam sobie zakończenia innego. Choć wciąż wierzę w to, że dałoby się to zrobić, to jednak... Marek w więzieni? Nie. Ktoś napisał, że w jakimś opowiadaniu tak było. No własnie. BYŁO. A Niezapominajka jest inna od tego, co już było. Bo mimo wszystko smutne zakończenie daje nadzieje. Umarli, kochając. Nie dzieliły ich wspólne urazy. Wybaczyli sobie i zginęli razem, uwalniając się od targającyh nimi demonów. Ja nie wiem, jak ty to zrobiłaś, że czytając o ich śmierci, czuję promień nadziei. Nie tylko za sprawą epilogu, który jest już tylko fragmentem jakiejś baśni. Po prostu wiem, że tak jest najlepiej. I czuję się idealnie spełniona.

Teraz jeszcze kilka słów apropo tych, którzy zostali. Bardzo dobrze, że poruszyłaś ich wątek. Przykro mi, że ich wysiłki i starania nie potrafiły ochronić Niezapominajki i jej oprawcy od przewrotnych kolei losu, a jednak wiem, że sprawa ta odciśnie na nich piętno. Najbardziej żal mi Krajka, który pragnął odpokutować za swoje czyny, uratować niejako sziewczynę w podartych rajstopach, znajdując jej uosobienie w Niezapominajce. A jednak, jednak udało im się zrobić coś, co zmazało ich winy. Oczyścili Ulę i Marka z tego, o czym oni sami wiedzieć by nie chcieli. Stali sie po prostu parą zakochanych zmarłych w nieszczęśliwym wypadku. Nie pozwolono szargać ich pamięci mianami "morderczyni" ani "gwałciciel" To im się należało. Oni spłacili swój dług. Teraz była tylko miłość. Szczególnie podziwiam Wilewską, która własnoręcznie obmyła nóż, odżegnując sie od prawniczych procedur i Sebastiana, który własnymi dłońmi zmywał krew najlepszego przyjaciela. Ślady zostały zamazane, ale historia niezapominajki została. Była i, co najważniejsze, nie poszłą na marne. Bo w każdym z tej grupy Niezapominajka pozostawiła nieodmienny ślad. Krajkowi, mimo wszystko, przyniosła pokutę i zrozumienie, Jaworska poznała zupełnie inną odmiane ludzkiej psychologii i dużo zrozumiała, Wilewska przedłożyła wreszcie serce nad stosy papierów i druczków (i mam wrażenie, że dzięki naszyjnikowi już nigdy o nim nie zapomni) a Sebastianowi pozwoliła dorosnąć i nauczyć się prawdziwej przyjażni. Mam nadzieję, że oni wszyscy będą żyli szczęśliwie, robiąc dobry użytek z daru, jaki uczyniła im Niezapominajka. Bo właśnie od tego jest przecież ten kwiat. Żeby nie zapomnieć.

Skończyłam. Na tak godny finał mój komentarz musiał być równie godny. Mlawer, wiedz, że to właśnie na twoje opowiadanie czekałam głównie na tym forum. Ile razy jeszcze tu wrócę, nie wiem. Pewnie kiedyś zapomnę o nim zupełnie. Jednak nie zapomnę o Niezapominajce. Nadszedł czas pożegnań. Żegnam się z Niezapominajką. Dziękuję ci, Mlawer. Dziękuję, że pozwoliłaś mi troszeczkę dorosnąć. I pisz. Kiedyś będziesz wielka.

PS: Specjalnie dla ciebie nauczyłam sie cytować ;P

Ostatnio edytowany przez Ursiss (2010-08-31 13:11:57)


"jak się czegoś bardzo chce, to..."

Ostatni rozdział "Niepamięci" już w Radosnej. Zapraszam wink

Offline

 

#890 2010-08-31 00:42:53

agata1964
Entuzjasta
Od: małopolskie
Zarejestrowany: 2010-02-19
Posty: 93

Re: taka mała miniaturka

Ursiss, Twój komentarz bomba,wart Niezapominajki,brawo i pokłony!


Cenię twórczość/kolejność przypadkowa/:
GinnyLFC,Mlawer,dorocie03, Iwony, Anukki, crissy, Strychnine46, ann666, jowi, ta lista jest długa...

Offline

 

Stopka forum

Powered by PunBB© Copyright 2002–2018 PunBB
statystyka