BrzydULA - jedyne forum fanów serialu

Forum dyskusyjne miłośników serialu "BrzydULA"

Nie jesteś zalogowany.

#1 2009-12-15 07:32:03

gusia6
Osoba
Od: Warszawa
Zarejestrowany: 2009-12-15
Posty: 20

Moje OpKi

Jestem na forum nowa i to będzie moje pierwsze opowiadanie. Nie oceniajcie mnie zbyt surowo.

Wstęp

Mam 15 roczków, a urodziłam się 23VIII. Na początku nazywałam się niestety Daleshia Trish Nidecka. Dwa lata temu zmieniłam imię na Agnieszka. Zostało mi tylko pseudo Dal. Jak zmieniłam imię to zaczęłam pisać.

To opowiadanie napisałam po przeczytaniu ,,Antygony'' Sofoklesa.

enjoy

                              Historia współczesnej Antygony
    Mała dziewczynka niepostrzeżenie wskoczyła na kolana swej piastunki.
    - Nianiu, nianiu , obudź się! – krzyknęła kobiecie prosto do ucha.
    - Tak słoneczko, stało się coś? – sennie spytał obiekt jej niedawnych poszukiwań.
    - Opowiedz mi znowu o tacie. – rozkazała.
    Od tego dziecka nie dało się uciec. Niezależnie od miejsca, w którym się schowasz, ona i tak cię znajdzie. Pani Marta zaczęła  opowiadać o wydarzeniach sprzed pięciu lat. Jej historie były ciekawe, mimo iż ani trochę nie mijały się z prawdą. W każdej opowieści główna rolę odgrywał wojskowy lekarz – Ireneusz Zaszczycki, który pomagał każdemu, nawet tym, którym nie dawano szans. Malaria. Oto przyczyna śmierci bohatera, który zostawił żonę z dwójką małych dzieci, by ratować ludzi w Afryce.
    Gdy historia dobiegła końca, dziewczynka zaczęła klaskać.
    - Ślicznie, nianiu. Kocham, co mówisz. – zaczęła prawić komplementy.
    - Chyba chodziło ci o słowa ,,jak mówisz’’.
    - Może – bez przekonania stwierdziła. – Nianiu, dlaczego mama znowu mnie zostawiła? – zmieniła temat – Czynna mnie nie kocha?
    - Oczywiście, że cię kocha. To nie jest takie pros…
    - Ale ja chcę, żeby było proste! – mała wybuchła płaczem.
    - Kochanie, twoja mamusia jest piosenkarką. Musi jeździć w trasy koncertowe. Takie maluchy jak ty tam nie jeżdżą. – Widząc, że dziewczynka otwiera usta, kobieta odpowiedziała na niewypowiedziane pytanie – Tomek może jeździć, bo jest od ciebie o dwa lata starszy.
    - Czyli ja też będę mogła jeździć, jak będę starsza? – rozpogodziło się dziecko.
    - Nie, no jesteś chora. – stwierdziła piastunka, po czym poczuła, że na jej kolanach zrobiło się pusto – Tylko nie obrażaj się za długo i przyjdź na obiad! – krzyknęła, ale małej już nie było. – Ach, te dzieciaki – westchnęła.

     ***

    - Ania! Anka! – wołała starsza kobieta, biegając cały czas w górę i w dół po schodach. Znalazła dziewczynę tam, gdzie zwykle, na strychu, przy oknie. – Aneczko, co ty tu robisz?
    - Patrzę – burknęła nastolatka. – Chciałaś czegoś?       
    - Lady Ewelina przyjechała.
    - Nianiu, co ty tam widzisz? – przywołała ręką staruszkę.
    - Widzę ogród i las, tam w tle. – wskazała pytana.
    - Chcę tam iść. Chcę zobaczyć  las. Nie byłam tam od…
    - Od 10 lat. Tak, wiem. Ale pamiętasz, co się wtedy stało?
    - Pamiętam, że było pięknie. Pamiętam twoje opowieści i ptaki. Tak, ptaki są piękne. – wymieniała rozmarzona dziewczyna.
    - A ja pamiętam tylko to, że martwiłam się o ciebie, bo długo nie wracałaś i to, że potem leżałaś tygodniami, żyjąc tylko na kroplówkach. Pamiętam też jak krzyczałaś  w nocy z bólu, jak wiłaś się z bólu, jak cierpiałaś. Pamiętam wesołą pięciolatkę, leżącą bez sił, bladą jak trup. Z białaczką nie ma żartów. – przerwała miłą atmosferę – Chodź, Lady nie lubi czekać.
    - Dlaczego tak nazywasz moją matkę, Marto?
    - Bo ona tak sobie życzy.
    - Przecież nie jest żadną królową.
    - Ale ma miliony na koncie, służbę, płaci mi…
    - I nie ma czasu dla własnej córki. Gdzie ona jest? – spytała Ania, kiedy stanęły.
    - Za tymi drzwiami. – niania wysunęła ręką w stronę salonu.
    - To dlaczego mnie nie zapowiesz? – została pogoniona.
    Staruszka otworzyła delikatnie wielkie wrota i wychyliła głowę.
    - Madmemoiselle  - przerwała swojej pani interesującą czynność, jaką było oglądanie obrazu Moneta.
    - Oui  - odezwała się wyrwana z transu.
    - A… to znaczy pani córka.
    - Wejść! – krzyknęła.
    - Dzień dobry mamo. – powiedziała wystraszona nastolatka.
    - Dziecko, jak ty wyglądasz. – Ewelina spojrzała na przedarte dżinsy z dezaprobatą. – Te spodnie są ordinaire .
    Obie panie w tym pokoju były członkiniami jednej rodziny, choć przeciętny obserwator nie zauważyłby żadnego podobieństwa.
    Ania miała naturalne blond loki, duże niebieskie oczy i delikatnie zakrzywiony nos. Jej sylwetka nie była idealna. Dziewczyna była wychudzona przez swoją chorobę. Blada skóra i podkrążone oczy sprawiały, że naturalny, dziewczęcy urok znikł bez śladu. Nie była brzydka. Pewnie gdyby wyzdrowiała, podbijałaby serca wszystkich chłopaków.
    Jej matka była o wiele mniej naturalna, jasne włosy były przefarbowane na czarno, z bordowymi końcówkami i krótko obcięte. W oczach miała czarne soczewki.
    - Gdzie jest Tomek? – odezwała się nastolatka jako pierwsza.
    - Twój brat zachorował – chłodno odpowiedziała Ewelina.
    - Na co!? Gdzie jest!? – dla dziewczyny słowa matki były jak cios prosto w serce. Brat był jedyną osobą, którą kochała.
    - W W-wie na Szaserów.
    - Ja chcę do niego iść! – krzyknęła.
    - Nie możesz, bo jesteś chora. – głos pani Zaszczyckiej  był ,,wyprany’’ z emocji.
    - Nic mnie nie obchodzisz! Kocham jego, a nie ciebie! Niania jest dla mnie bardziej jak matka, niż ty! Idę! Wypuść mnie! – słowa blondynki raniły dumę jej rozmówczyni.
    - To idź i nie wracaj niewdzięcznico! Nie chcę cię tu widzieć!
    Matka krzyczała dalej, Ania już jej jednak nie słyszała. Biegła do szpitala, by spotkać się z bratem.

   ***

    Widok wychudzonej, bladej dziewczyny, ubranej tylko w przedarte dżinsy i bluzkę na ramiączkach, dla mieszkańców Warszawy był interesujący. Szczególnie dla tego, że to dopiero środek kwietnia. Fajno, że tamta miła pani na dworcu oddała mi swój bilet za moją złotą kolię. – myślała młoda Anna – A gdyby nie tamci ludzie na dworcu, musiałabym znowu spać pod mostem. Zimno tu, ale to przetrzymam. To kara za to, że znów cię spotkam Tomaszu. Jestem już blisko. I rzeczywiście była. Właśnie skręcała w odpowiednią ulicę.
    Recepcjonistka w szpitalu przywitała ja chłodno.
    - Czy jest pani ubezpieczona – pewnie kolejna przyszła się najeść.
    - A o co chodzi? – spytała małolata.
    - Jeśli nie jest pani ubezpieczona, nie możemy pani przyjąć.
    - Przyszłam w  odwiedziny do brata.
    - Jakie nazwisko?
    - Zaszczycki Tomasz.
    - Drugie piętro, onkologia.
    Dziewczyna wbiegła po schodach na wskazany poziom, nie zatrzymując się ani na chwilę. Trącała przechodniów i lekarzy, wołając imię swego brata. Gdy wreszcie doszła do sali numer pięć, wzięła głęboki oddech i pchnęła drzwi. Zobaczyła Tomka siedzącego na łóżku i rozmawiającego z kolegami.
    - Ania! – zdziwił się, po czym  pobiegł do siostry i ją przytulił. – kochanie przecież nie wolno ci wychodzić z domu.
    - Musiałam zobaczyć co z tobą.
    - Podejrzewali, że mam raka, ale okazało się, że jestem zdrowy.
    - To do… - zaczęła, nie skończyła jednak, gdyż zemdlała.

  ***

    - Musimy pi nią pojechać, coś mogło się stać. – Ewelina krążyła nerwowo po pokoju.
    - To niech pani jedzie, a ja poczekam tu. – stwierdziła pani Marta.
    Pani domu jak strzała wybiegła z domu. Czekała już trzy dni. To stanowczo za długo. W kilka godzin dojechała do szpitala. Wbiegła do pokoju, w którym  siedział jej syn. Chłopak
trząsł się nerwowo na łóżku.   
    - Syneczku, co się stało? – spytała, lecz nie otrzymała odpowiedzi.
    - Przepraszam, czy jest pani rodziną Tomasza i Anny Zaszczyckich? – do pokoju wszedł lekarz. Gdy usłyszał odpowiedź, zaprosił Ewelinę do pokoju lekarskiego.
    - Co mu jest? – spytała kobieta.
    - Tomek to dzielny chłopak, jest tylko w szoku.
    - A co z jego siostrą? – na to pytanie doktor zawiesił głowę.
    - Przykro mi. Jej odporność była za słaba. Dziewczyna nie mogła przeżyć takiej wyprawy.
    - Czyli… - nie skończyła. Wybuchła płaczem.
    Dorośli nie wiedzieli, że pewien nastolatek stał pod ich drzwiami. Tomek nie miał już siły. Nie chciał żyć.

  ***

    - No i tak kończy się nasza historia, Kasiu. – opiekunka skończyła opowiadać.
    - A co się stało z Tomkiem? – spytała dziesięciolatka.
    - Umarł.
    - Nianiu, ta historia przypomniała mi moją lekturą.
    - Taką szkolną?
    - Nie, leżała w domu, na ławie. Opowiadała o ludziach, którzy nie mogli się pogodzić i umarli. Ta książka nazywała się chyba ,,Antygona’’.


Cool 4ever
 
This is how you remind me
Of what I realy am

Offline

 

2009-12-15 07:32:03

Cindy
Najlepsza doradczyni na forum

#2 2009-12-15 20:46:41

spumanta
BrzyduloManiak
Od: Księstwo Cieszyńskie
Zarejestrowany: 2009-06-20
Posty: 1681

Re: Moje OpKi

Witam debiutantkę smile Jak na debiut całkiem przyjemnie. Trochę błędów interpunkcyjnych, ale z tym każdy się zmaga w mniejszym lub większym stopniu. Brakuje mi opisów - za dużo masz dialogów, które są niemniej jednak bardzo dobrze napisane. Dodaj opisy sytuacji, uczuć, miejsc i będzie super. smile Pozdrawiam.


Piszę po polsku. Szanuję zasady polskiej gramatyki, ortografii i interpunkcji.

Pani Cogito w trakcie tworzenia.

Offline

 

#3 2009-12-16 13:43:03

Olunia
Osoba
Od: F&D
Zarejestrowany: 2009-12-15
Posty: 29

Re: Moje OpKi

Ładnie ładnie , ale nazwa tematu aż kłuje xD Poprostu bije po oczach. Ale ładnie napisane wink


Nie lubię Aleksa nie kocham się w Marku
Jestem po środku w złamanym sucharku lol

Ale w sumie Marek jest fajny xD

Offline

 

#4 2010-01-19 17:37:19

gusia6
Osoba
Od: Warszawa
Zarejestrowany: 2009-12-15
Posty: 20

Re: Moje OpKi

A takie trochę trochę dziwne


Może zamierzasz biegać,
Z różowym kwiatkiem w dłoni?
Hasać ciągle i hulać,
Bo kto by cię dogonił?
   
Czy znajdziesz czas też dla mnie,
W swym życiowym amoku?
Niech klapka ta odpadnie,   
Którą masz na swym oku.
   
Czy moje życie ma sens?
Może będzie go miało,
Kiedy nadejdzie ten dzień,
Gdy się znowu spotkamy.

Rozpoznam cię ja wtedy,
Po tym kwiatku różowym,
I rozejdą się męty,
Ukryte w twojej głowie.

Jeśli ty spojrzysz w mą twarz
To poznasz dobry sposób
Żeby posłuchać nie raz
Ukochanego głosu.

Rzucę się w twoje ramiona
Silne, bezpieczne jak dom.
Odejdziemy tą drogą,
Którą wypełnia twa woń.

A za nami twój kwiatek.
Zostanie wolny jak ptak.
Odpadnie jeden płatek-
-Symbol tych odległych lat.


Cool 4ever
 
This is how you remind me
Of what I realy am

Offline

 

#5 2010-01-20 20:32:55

gusia6
Osoba
Od: Warszawa
Zarejestrowany: 2009-12-15
Posty: 20

Re: Moje OpKi

Trochę dziwnie się czyta, ponieważ jest to tekst piosenki.
Radzę zwracać uwagę tylko na zwrotki

Ref.
Nie rozdzieli nas śmierć, na zawsze zostaniesz w sercu mym.
Na zawsze zostaniesz tutaj.
Nie rozdzieli nas nigdy,
Nie rozdzieli już śmierć (nas).

1
Chciałam iść, lecz nie było mi po drodze.
Kiedyś biegłam, lecz zabrakło mi uczucia.
Teraz już po innych wzrokiem ciągle wodzę,
Chociaż sama nie wiem, co i jak

Mam nadzieję, że cię jeszcze kiedyś spotkam.
Może spadniesz do mnie jak wiosenny deszcz.
Albo jak ptak wprost usiądziesz w moich dłoniach
I zagnieździsz w nich się.

Ref.
Nie rozdzieli nas...

2
Teraz wiem już, że nie jestem całkiem sama.
Teraz wiem, że trzeba dzielić życie swe.
Już nie będę kimś mniej, niż pusta lala.
Ja po prostu kocham cię!

Ref.
Nie rozdzieli nas... }X2

Ostatnio edytowany przez gusia6 (2010-01-20 20:33:12)


Cool 4ever
 
This is how you remind me
Of what I realy am

Offline

 

#6 2010-01-21 14:53:37

gusia6
Osoba
Od: Warszawa
Zarejestrowany: 2009-12-15
Posty: 20

Re: Moje OpKi

I znowu ja smile

Zajęta czytaniem,
Pośród stert książek,
Ukryta przed światem,
Wsłuchana w to, co dobre.

Zgubiona, znajduję,
Odkrywam części mnie.
Oczyma filmuję
Całe życie swe.

I oglądam filmy,
Stworzone, przez innego,
Bo ma dusza krzyczy,
Kiedy nie mam tego.

Jak grana na gitarze,
Rozlega się muzyka,
Tworząc piękne witraże
Kolorowego życia.

Ostatnio edytowany przez gusia6 (2010-01-21 14:54:30)


Cool 4ever
 
This is how you remind me
Of what I realy am

Offline

 

Stopka forum

Powered by PunBB© Copyright 2002–2018 PunBB
statystyka