BrzydULA - jedyne forum fanów serialu

Forum dyskusyjne miłośników serialu "BrzydULA"

Nie jesteś zalogowany.

#21 2009-12-25 14:43:19

lady_garga
Cokolwiek Marka
Od: Piła
Zarejestrowany: 2009-11-17
Posty: 2757

Re: Niezupełnie uzupełnie

Hatifnat napisał:

Ale ostrzegam, nie planuję aż takiej totalnej sielanki, jakiś dreszczyk musi być ^^

no wiadomo, że ciągle tak nie może być bo by się znudziło... no ale tak chociaż troszkę?? smilesmile


"Wszystkie kudłate myśli kiedyś wyłysieją" heart   
Moja familia: mamóś klaudusia_227, siestra Indó i siostrzyczka duchowa vivienn kiss
GNAJ; FSiJPH; SWSiOCJT; SZFGM; MDUC

Offline

 

2009-12-25 14:43:19

Cindy
Najlepsza doradczyni na forum

#22 2009-12-25 15:06:39

Kreska
Przyjaciel domu Uli
Zarejestrowany: 2009-06-24
Posty: 816

Re: Niezupełnie uzupełnie

Hatifnat napisał:

Ale ostrzegam, nie planuję aż takiej totalnej sielanki, jakiś dreszczyk musi być ^^

Ależ rób, rób! Ale Marka i Ulę zostaw w spokoju. Jeszcze oboje nerwicy się nabawią jak tak dalej pójdzie big_smile


Music my love music

KTB heart MDUC heart GNAJ heart

Offline

 

#23 2009-12-26 13:55:11

Kitty84
Druga połówka Marka
Zarejestrowany: 2009-11-13
Posty: 4918

Re: Niezupełnie uzupełnie

Pisz koniecznie, jestem ciekawa, jak widzisz dalej ich losy smile TVN skończył serial lipnie, to chociaż ty nadrobisz nam stratę smile (bo kontynuacji póki co nie ma, a jeśli będzie, to też nie wiadomo jaką manianę nam tym razem zaserwują).


FOM storczyk MDUC GNAJ SWSiOCJT DORIS | owoce | mini | Niepoprawna Markomanka

Offline

 

#24 2009-12-27 13:09:27

Hatifnat
Szemrzący typ
Zarejestrowany: 2009-12-10
Posty: 59

Re: Niezupełnie uzupełnie

Ok, mam dalej, ale ostrzegam, że tylko cztery stronki w Wordzie, bo muszę się was poradzić. Otóż, mam dwie koncepcje. Pierwsza to totalna sielanka, ukazanie reakcji otoczenia na ich związek i tragiczny, acz humorystyczny wątek Violki. Czy może koncepcja numer dwa, do której skłaniam się bardziej, czyli brak sielanki na początku, gdyż wydarzy się pewne coś, reakcja otoczenia na pewne coś i na związek Marka i Ulki + wątek Violki, i dalej sielanka? xD Tylko ta druga koncepcja będzie dosyć łzawa xD. Wybierajcie do woli, bo sama się nie mogę zdecydować.
Dziękuje wszystkim za cudowne komentarze big_smile . Brzydulomaniaczko, rozumiem kiss i dziękuję że kochasz mój talent. Bo ja po pierwsze uważam, że go w porównaniu z innymi tutaj piszącymi, nie posiadam. A co do weny, to momentami mam ochotę ją udusić xD
Jeszcze raz dzięki wszystkim! Mam nadzieję, że się nie rozczarujecie, bo akcja się toczy tempem ślimaka. big_smile A jak święta? Też macie problem ze wstaniem z fotela? xD



Owinął ich zapach chłodnej świeżości. Wyszli na oświetlony kilkoma reflektorami chodnik, by po chwili zniknąć w mroku bocznej uliczki. Światło latarni delikatnie oświetlało im drogę. Minął ich jakiś mężczyzna w kapeluszu i kobieta w zwiewnej sukience. Kilka kolorowych samochodów stało zaparkowanych przy krawężniku. Poza nimi, ulica świeciła pustką.
Marek prowadził Ule za rękę. Za jej ciepłą ufną dłoń. Wszystko wydawało się takie łatwe. Gdyby Ula nie miała na sobie butów na obcasie, porwałby ją i biegł przed siebie. Zamiast tego zatrzymał się na chwilę, okręcił się z nią i pocałował czule.
- Marek – zaczęła cicho Ula. – Naprawdę gdyby nie Piotr, wyjechałbyś z Pauliną?
To pytanie kręciło się po głowie dziewczyny od momentu, w którym zeszli z wybiegu. Marek gotowy był wyjechać z Pauliną, to mogło oznaczać… to mogło wiele oznaczać. Nie wiedziała co ma o tym myśleć. Ona nie wyjechałaby z Piotrem. Zastanawiała się nad tym, ale w głębi była pewna, że nie mogłaby tego zrobić. Ze względu na rodzinę, na kolekcję i, choć ciężko jej było wcześniej przyznać się do tego przed samą sobą, ze względu na Marka. Marka, który za nic nie chciał się wynieść z jej serca, choćby nie wiem jak starała się w to uwierzyć czy po prostu wykopać go tylnymi drzwiami, on zawsze powracał. Najczęściej wieczorami, kiedy nie mogła zasnąć. Uciekała wspomnieniami do czasów, kiedy byli ze sobą. Rozpamiętywała jak bardzo czuła się szczęśliwa, jaką była inną osobą. Miłość do Marka, a właściwie tłumiona miłość do Marka, bardzo ją zmieniła. Nic nie wydawało się takie jak wcześniej. Zwyczajne, codzienne czynności straciły swoją ciepłą barwę. Niewiele rzeczy tak naprawdę ją cieszyło. Czuła, że nie może być tak jak dawnej, bo brakuje jej istotnego elementu życia, który co dzień pobudzał ją pozytywną energią. Brakowało pana prezesa Dobrzańskiego. Najlepszego przyjaciela, miłości jej życia, skończonego palanta i nałogowego kłamcy, w jednej osobie.
Dobrzański ścisnął dziewczynę mocniej za dłoń.
Od odpowiedzi wybawiła go otyła kobieta, wychylająca się z okna dwa piętra nad nimi. Miała papiloty na włosach i czarne długie korale ciągnące się po parapecie. Wskazywała na coś leżącego na ulicy i krzyczała.
- Panie! Panie! Rzuć mi pan bluzkę, bo ją wywiało z balkonu! Proszę! – krzyknęła w stronę Marka. Mężczyzna stał tak patrząc tępo na starszą panią. Po chwili jednak wreszcie dotarło do niego co ma zrobić i schylił się po leżącą przed nim niebieską, koronkową koszulkę.
Kusą, uwodzicielską, koronkową, niebieską koszulkę. To robią tez takie w rozmiarze XXL?
- Proszę pani! Ale nie dorzucę! – wyjaśnił zakłopotany Marek.
- Ależ dorzuci pan! Widać, że silny chłop z pana! – motywowała go kobieta.
Ula nie wytrzymała i wybuchła śmiechem.
- Ale to nie kwestia siły! Po prostu za lekka jest i… - kobieta jednak nie dała mu dokończyć.
- Weźmie pan jakiś kamień i zawinie! No proszę pana! Nie będzie pan chyba skazywał starszej kobiety na taki maraton po schodach. Poza tym kapci nie mogę znaleźć, O! – błagała starsza pani.
Marek zrobił głupią minę, i zaczął rozglądać się za jakimś kamieniem.
Boże, zupełnie jak moja babcia, przemknęło mu przez myśl. Co prawda nigdy nie kazała mu przynoście skąpych bluzeczek, które wiatr bezczelnie wywiewał z suszarki, ale pończochy… O tak. Po pończochy biegał codziennie.
- A to może my przynieśmy pani? – zaproponowała Ula.
- A co to, to nie! Obcych to ja do kamienicy wpuszczać nie będę! Nie obraźcie się, ale rozumiecie. Mało to zboczeńców po tej Warszawie lata? – usprawiedliwiała się kobieta. W tym momencie jeden z papilotów rozkręcił się i upadł na parapet.
Marek wreszcie znalazł kawałek asfaltu i zawinął w niego bluzeczkę. Miał poważne wątpliwości, ale trudno, nie dawał za wygraną.
- Okay! – krzyknął. – Niech się pani odsunie, żebym pani nie uderzył! – ostrzegł donośnie i kiedy kobieta posłusznie usunęła się, zamachnął bluzką i rzucił.
Ula obserwowała jak bluzka sunie niebezpiecznie w kierunku szyby. Milimetr dzielił ją od katastrofy, ale ostatecznie wylądowała gładko na parapecie. Marek otrzepał dłonie i dumny ze swojego nieprzeciętnego cela, w końcu lata ćwiczeń robią swoje, podszedł do Uli i złapał ją w pasie.
- Dzięki! – krzyknęła głośno kobieta, nie zważając, że jest już po dwudziestej drugiej i zniknęła za oknem. Jednego byli pewni. Nigdy, ale to przenigdy, nie chcą mieć takiej sąsiadki. Jeśli zamieszkają razem. A oboje czasami snuli podobne plany. Nawet jeśli jedno starało się przestać, a drugie nawet nie miało o czym marzyć.
- Sir Marku, niosący pomoc nadobnym niewiastom, którym części garderoby wiewa na ulicę, gdzież się wybieramy? – Ula zwróciła się do Marka ze śmiechem.
- O damo mego serca, wskakuj na mego rączego rumaka, a się dowiesz. – Ula zmierzyła Marka podejrzliwym wzrokiem.
- O panie, doszły mnie słuchy, że twój rączy rumak miał kraksę i dogorywa – zauważyła ze śmiechem.
Lśniący Jaguar odpoczywał w warsztacie naprawczym, bez większych szans na rehabilitację, ale Markowi niekoniecznie chodziło o samochód.
- Ależ ja nie mówię o rumaku mechanicznym – sugestywnie spojrzał na swoje plecy i uśmiechnął się przebiegle.
- Chyba żartujesz! – oburzyła się dziewczyna i podparła dłońmi boki w groźnym geście. Uśmiech jednak zdradził jej rzeczywisty stan ducha.
Uwielbiał, kiedy udawała złość. Zresztą uwielbiał, kiedy robiła cokolwiek, byle w jednym pomieszczeniu i byle z nim, tak, aby mógł się jej przypatrywać. Lekki wiatr zmierzwił jej lekko włosy, które zaczęły delikatnie odstawać na boki, a loczek przestał być już tak idealnie skręcony. Patrzyła na niego tymi swoimi niesamowitymi oczami, z których mógł wyczytać wiele więcej, niż skłonna była mu wyjawić.
Marek na potwierdzenie swoich słów złapał Ulę i uniósł ją na rękach. Dziewczyna nie miała nawet szans na reakcję. Dała się ponieść, chociaż szczerze wątpiła w tę rzekomą rączość swojego rumaka, tudzież szkapy. Objęła go dłońmi za szyję i uśmiechnęła się z satysfakcją.
- Ciekawe ile tak wytrzymasz, Romeo?
- Długo waćpanno – odpowiedział Marek przez zęby, chociaż zaczynał się już męczyć.
- Okay – wybuchła śmiechem Ula i wpatrywała się z czułością w twarz Marka.
Chmury na niebie przemieszczały się z niesamowitą szybkością, a te ciemniejsze jak magnes zbierały się nad metalową Warszawą. Wkrótce, z nieba zaczęły spadać pojedyncze kropelki deszczu, potem coraz więcej i więcej, aż rozpadało się na dobre. Latem, deszcz zazwyczaj nie razi chłodem, tylko przyjemnie muska skórę. Przechodnie spacerujący po mieście o tej porze, skrywali się pod niewielkimi daszkami lub z pośpiechem wzywali taksówki, aby odwiozły ich do ciepłych i suchych domostw. Nieliczne drzewa kołysały się lekko w rytmie kropli deszczu wystukiwanych na asfalcie. Zaczynały pojawiać się kałuże, a przezorni, ubezpieczeni ludzie uśmiechali się z satysfakcją spod szczelnych parasoli. Inni z kolei, przemoczeni do suchej nitki, dalej tkwili na warszawskich ulicach, nic nie robiąc sobie z deszczu. Tak jak oni.
- Pada – zauważył trzeźwo Marek po jakiś pięciu minutach. Wcześniej zbyt zajęty był pocałunkiem.
- Faktycznie. – Ula również prezentowała nadzwyczajną spostrzegawczość.
Byli już cali mokrzy. Zupełnie jak ten spaniel, co minutę temu obwąchiwał ich szukając jakiegoś kąska, ale zupełnie im to nie przeszkadzało. Ten wieczór był magiczny i nie chcieli, aby się kończył. Co tam jakaś ulewa? Usiedli na poręczy przy schodach niedaleko miejsca, w którym Marek przeprowadził spektakularną akcję ratunkową. Dziewczyna oparła głowę o ramię mężczyzny i wdychała cudowny zapach, jaki wytworzył się z połączenia perfum Marka i świeżego deszczu.
Mężczyzna z kolei gładził ją po włosach. Wolał, kiedy były odrobinę dłuższe, ale dla niego i w takich wyglądała tak samo pięknie. Cała wyglądała pięknie. Mimo rozmazanego makijażu i potarganej fryzury, mimo przemoczonego ubrania i zaczerwienionych oczu. O, mokre ubranie prześwituje. Dobrzański, weź się, zauważył po męsku Marek.
Poważnie nie mógł uwierzyć, że siedzą tu razem, jakby nigdy nic. Że Ula jednak zdołała mu wybaczyć, po tym chorym pomyśle i jeszcze gorszym wykonaniu. Wiele razy odtwarzał w myślach te wydarzenia i za każdym razem nie mieściło mu się w głowie, jakim był dupkiem, tarkując tak Ulę. Wrażliwą, uczciwą Ulę, cudowną dziewczynę z niesamowitym wnętrzem, która tyle razy ratowała mu tyłek i która całkowicie mu ufała. Nie zamierzał się teraz nad tym rozwodzić. Uważał, że poniósł już wystarczającą karą, być może przedwcześnie. Ale za każdym razem, kiedy widział Ulę z „kardiolożkiem cienkim Bolkiem” czuł się jak męczennik. Za każdym razem, kiedy wyobrażał sobie, że gdyby nie jego głupota, mogliby być wtedy razem, czuł się wrakiem moralnym i życiowym nieudacznikiem. Przynajmniej zwalczył egoizm, stawiając szczęście Uli ponad własne i ostatecznie godząc się z tym, że wybrała Sosnowskiego. A teraz? Teraz mógłby skakać po suficie. Ale że nie było sufitu i nie był pająkiem, zadowolił się tylko czułymi i pełnymi tęsknoty pocałunkami.
- To jak? – Ula drążyła przerwany wcześniej temat.
- Pewnie wyjechałbym – westchnął Dobrzański. – W charakterze przyjaciela. Nawet nie wiesz jak bardzo chciałem, żebyś mi wybaczyła. Nie mogłem cię zmusić ani przywiązać do kaloryfera. Pomyślałem, że będziesz z nim szczęśliwa, a ja najlepiej zrobię znikając ci z oczu.
- Piotr nigdy nie stałby się tym, kim ty jesteś dla mnie. Nie potrafiłam go pokochać – westchnęła Ula.
- To się dobrze składa – uśmiechnął się Marek i odchylił się tak, żeby pocałować Ulę. – Wiesz, że gdyby nie ty, nadal byłbym tym nieczułym idiotą? Nauczyłaś mnie co to znaczy kochać. Ula…- Marek wpatrywał się w dziewczynę z miłością – kocham cię najmocniej na świecie. Obiecuję, że nigdy już cię nie skrzywdzę.
Niebieskie oczy Uli napełniły się łzami. Ścisnęła Marka mocniej za rękę.
- To się dobrze składa – powtórzyła wcześniejsze słowa Marka i wtuliła się w jego szyję. – Bo ja ciebie też kocham najmocniej na świecie. A co do krzywdzenia... – Ula z uśmiechem wpatrywała się w jego twarz. – Raz do roku patelnią po głowie, w razie niesubordynacji.
Oboje roześmiali się, cali mokrzy od deszczu. Markowi tez trudno było ukryć wzruszenie, ale sprzymierzeńcem okazał się deszcz. Stali chwilę w strugach wody, stykając się czołami.

Ostatnio edytowany przez Hatifnat (2009-12-27 13:32:06)


Mózg operacji drukowania ulotek. wink
GNAJ & SWSiOCJT & Jowi46 heart

Offline

 

#25 2009-12-27 13:12:14

Toncio
Truskaweczka Marka
Od: Dolnyśląsk
Zarejestrowany: 2009-12-08
Posty: 4046

Re: Niezupełnie uzupełnie

kiss kochana!! A teraz cisza, bo czytam. big_smile


Bez Ciebie nie ma mnie... Kocham! Wiesz?

Zakon Sióstr Jawnogrzesznic Pod Wezwaniem Od Tyłu lx

Offline

 

#26 2009-12-27 13:20:38

mono
Prostuje spinacze
Od: near Lublin
Zarejestrowany: 2009-10-20
Posty: 3385

Re: Niezupełnie uzupełnie

Druga opcja, jak dla mnie. smile
Rozdział mi się podobał, z resztą jak zawsze. ;p Banalna opinia, wiem. Aaale. xD
Przy okazji, potem Wam pokażę fragment pewnej książki, w którym jest aż trzy zbiegi okoliczności dotyczące Brzyduli, a dokładniej pana Polo. ( Czy to zdanie brzmi po polsku? ;/)

Przy okazji 2 - jak możesz mówić, że nie masz talentu! jejuniuu. Jakbyś Ty zobaczyła jak piszę na przykład ja, to olaboga. xDDD Byś się przekonała, że masz o taaaaaaaatki talent. Serio, serio.

Ostatnio edytowany przez mono (2009-12-27 13:24:02)


są tacy, którzy w głowie hodują ogrody.

Offline

 

#27 2009-12-27 13:25:07

Ajrisz
Gwiazda FaktUli
Od: PPTH
Zarejestrowany: 2009-10-01
Posty: 14929

Re: Niezupełnie uzupełnie

Hatifnat napisał:

- O damo mego serca, wskakuj na mego rączego rumaka, a się dowiesz. – Ula zmierzyła Marka podejrzliwym wzrokiem.

<udusiła się śmiechem> big_smile Za dużo forum! Muszę iść na odwyk lol

Hatifnat napisał:

sugestywnie spojrzał na swoje plecy

Kosmita. big_smile

Hatifnat napisał:

tarkując tak Ulę.

Testosteron - Tarkuj, tarkuj! tongue

Uwielbiam to opowiadanie! heart
A, że mój komentarz jest taki dziwny... No cóż, przyzwyczajaj się big_smile
Ja jestem za sielanką, bo wychodzi Ci ona perfekcyjnie. wink

Offline

 

#28 2009-12-27 13:30:14

Toncio
Truskaweczka Marka
Od: Dolnyśląsk
Zarejestrowany: 2009-12-08
Posty: 4046

Re: Niezupełnie uzupełnie

Hatifnat napisał:

O, mokre ubranie prześwituje.

Rozwaliłaś mnie.

Hatifnat napisał:

- To się dobrze składa – powtórzyła wcześniejsze słowa Marka i wtuliła się w jego szyję. – Bo ja ciebie też kocham najmocniej na świecie. A co do krzywdzenia – Ula z uśmiechem wpatrywała się w jego twarz – raz do roku patelnią po głowie, w razie niesubordynacji.

< auuuuaaa > To musi boleć lol

Ja też jestem za sielanką. Juz dość tvn namieszał!!

Ostatnio edytowany przez Toncio (2009-12-27 13:31:22)


Bez Ciebie nie ma mnie... Kocham! Wiesz?

Zakon Sióstr Jawnogrzesznic Pod Wezwaniem Od Tyłu lx

Offline

 

#29 2009-12-27 13:34:05

Mionnka
Przyjaciel Brzyduli
Zarejestrowany: 2009-10-03
Posty: 103

Re: Niezupełnie uzupełnie

Cudne wink) a w szczególności podobał mi się fragment "raz do roku patelnią po głowie, w razie niesubordynacji" wyobraziłam sobie taką scenę i zaczęłam się śmiać jak szalona tongue


Dość dawno mnie tu nie było postanawiam to zmienić wink

Offline

 

#30 2009-12-27 13:49:10

MagC
Drugie oczy Uli
Od: Łódź
Zarejestrowany: 2009-03-21
Posty: 292

Re: Niezupełnie uzupełnie

genialne smile


"Idziemy na truskawki!" big_smilebig_smile
"To jest wojna!!!" big_smilebig_smilebig_smilebig_smile

Offline

 

Stopka forum

Powered by PunBB© Copyright 2002–2018 PunBB
statystyka