BrzydULA - jedyne forum fanów serialu

Forum dyskusyjne miłośników serialu "BrzydULA"

Nie jesteś zalogowany.

#1 2009-12-26 13:49:29

ella90
Najwierniejsza Fanka Lwiątka
Od: Tychy
Zarejestrowany: 2009-12-26
Posty: 2421

Poprzez ciernie do gwiazd.

Prolog

Nie jestem do końca pewna jak oddychać, kiedy cię tu nie ma.
Nie jestem pewna, czy potrafię pożegnać się z tym, czym byliśmy.
Bądź ze mną, proszę. Zostań.
Tylko na razie. Musi przecież upłynąć trochę czasu, bym mogła powiedzieć, że cię nie potrzebuję.
Moja dłoń szuka twojej, w ciemnym pokoju. Nie mogę cię znaleźć. Pomóż mi.
Czy ty też mnie szukasz? 
Czy mogę nic nie czuć?
Czy mogę nie czuć tego jak bardzo Cię kocham?
Skłam.
Nie potrafię się z tobą rozstać, więc powiedz, że nie potrzebuję Cię. Już nie.
I wyryj mi to w głowie. Potem powiedz jak powinno być.
Co stanie się potem?
Jak będę żyć bez Ciebie?
Czy będę umiała?
Tak?
Nie?


To wszystko, co Mi się przytrafiło zaczęło się tak niespodziewanie, że zanim się zorientowałam już tkwiłam w tym tak głęboko, że nie byłam w stanie myśleć o niczym innym.                                             Zburzyło wszystko co do tej pory zbudowałam wokół siebie, ten mur obojętności, pogardy dla świata i innych ludzi, pokazało moją prawdziwą twarz, moje uczucia, których sama nie byłam świadoma i których, co najważniejsze, nie chciałam nigdy nikomu pokazać. A wszystko przez jeden dzień.
Dzień, który okazał się moim końcem, a zarazem początkiem.
Dzień, w którym wszystko się zmieniło, a życie stało się inne, ale czy na pewno było lepsze?



Rozdział 1.

Zwinęłam się w kłębek na wilgotnych paprociach. Leżałam tak przez dłuższy czas, ponieważ nie miałam siły by podnieść się. Nie chciałam udawać, że wszystko jest dobrze. Nie było wspaniale i nie byłam szczęśliwa z powodu zaistniałych okoliczności jaką była utrata Marcina. Czułam się jak niezadowolona osoba po wielokrotnej amputacji. Było ze mną wszystko „okay” w takim sensie, że nadal, technicznie rzecz biorąc, żyłam i oddychałam. Naprawdę nie mogła bardziej narzekać.
W pewnej chwili stałam się niemym widzem swojego życia. Czekając aż wszystko się jakoś ułoży, przecież zawsze jakoś się układało.  Więc dlaczego teraz miałoby być inaczej?
W głowie znowu szumiały jego ostatnie słowa. Serce zabiło szybciej i mocniej. Wyrywało się z piersi i bolało. Bolało z każdą kolejną myślą: „Co by było gdyby…”.
Na swojej twarzy poczułam lodowate krople deszczu, które krążyły po policzkach, niczym jego zziębnięte palce w mroźną, styczniową noc.
Rozbita, roztrzęsiona, zlękniona, zrezygnowana. Taka właśnie byłam. Tak właśnie się czułam. Byłam przegrana. Byłam jedną wielką porażką. Chciałam krzyczeć, że tak bardzo pragnę samotności, ale nie miałam na to siły. Czy byłabym na siłach krzyczeć dostatecznie głośno?
Zamknęłam oczy. Pojawił się ten moment, którego za nic nie chciałaby ponownie oglądać. Z ciemności nadszedł błysk. Jeden, jedyny błysk. Potem znowu nastała ciemność. Huk, a następnie głucha cisza. Tylko to. Nic więcej. W radiu leciała piosenka o nieszczęśliwej, utraconej miłości. Nie wierzyłam, że to czeka właśnie Nas.
Jedna chwila zmieniła życia kilku osób. Jeden beznadziejnie głupi błąd pewnego człowieka zniszczył nadzieje, marzenia i najważniejsze co w życiu może istnieć, uczucie zwane miłością… I nie chodzi tu tylko o miłość dziewczyny do chłopaka.
Zniszczył także rodzicielską miłość. Zniszczył coś co było od lat piękne i doskonałe.


Gdy otworzyłam oczy był już ranek.
Kolejny sen, tak realistyczny, który rozpoczął i zakończył się tak samo.
Kolejny dzień, w którym będzie trzeba udawać szczęśliwą i zadowoloną z życia.
Kolejne drobne kłamstewka, które potrzebne są do przetrwania.
Kolejne wypłakane łzy, które toczą się po policzkach.
Kolejne sny, które przypominają ten feralny wieczór, w którym wracałam z wakacji z chłopakiem, który kochał mnie i odwzajemniałam to uczucie. Po raz pierwszy. I po raz ostatni. Mogłabym wyliczać w nieskończoność o kolejnych rzeczach, które muszę przetrwać, ale to nie było konieczne.
Narzuciłam na siebie ubrania, po czym zeszłam do kuchni, by po raz kolejny spełniać rutynę codzienności, w postaci śniadania. Każdy sobotni poranek zaczynałam od jajecznicy z trzech jajek i dobrą mocną kawą. Nigdy nie polubiłam kofeiny i tego gorzkiego smaku, ale tylko to pozwalało mi przetrwać.
- Już nie śpisz? – natknęłam się na ojca, który czytał jak co dzień poranną prasę. Nie przyzwyczaiłam się do Jego widoku. Pewnie dlatego, ponieważ dopiero  od kilku tygodni mieszkam w jego domu.  Niby te same miasto, ale czułam się inaczej. Zawsze mieszkałam
z mamą, ale odkąd znalazła sobie nowego mężczyznę w swoim życiu postanowiłam bardziej zapoznać się z moim biologicznym ojcem. O jego istnieniu wiedziałam od początku, ale zawsze wmawiałam sobie, że nie powinniśmy się spotykać. W dzieciństwie Ja nie lubiłam Jego, a On mnie. Musiałam jednak stwierdzić, że bardziej przypominałam własnego ojca. Miałam długie brązowe włosy i ciemnej barwy oczy. Urody nie odziedziczyłam po mamie. Nie byłam nawet do Niej podobna. Nigdy nie czułam się wystarczająco ładna.
Czasami słuchałam jak mama kłóci się z nim podczas długich, wyczerpujących rozmów telefonicznych. Mówiła wtedy, że mój ojciec Nas zostawił dla innej kobiety, rozpił się i spędzał długi czas na imprezowaniu z przypadkowymi kobietami. Dlatego nigdy nie chciałam się z nim widywać. Zawsze obawiałam się, że po domu walać będą się butelki po tanim winie i ubrania przybranych cioć, których wolałabym nie poznawać.
Tak właśnie opisywała mojego ojca  mama. Nie zmyślam. Ale w obecnej chwili byłoby to dla mnie wątpliwe i nieprawdziwe. Mama była na niego zła za to, że okazał się być innym, niż myślała tuż przed ślubem. Jako osiemnastoletnia dziewczyna uwielbiała tańczyć. Balet był całym jej życiem i z nim wiązała swoją przyszłość, co oczywiście okazało się później jedynie złudzeniem. Jej partner podobno śpiewał w zespole, złożonym z kilku dobrych przyjaciół mamy. Poznali się przed ślubem kilka tygodni wcześniej i jako „dzieci kwiaty” obiecali sobie miłość i szczęście, które niestety nie było im dane. Jej ukochany bowiem okazał się być poważniejszy niż przypuszczała wcześniej. Był studentem medycyny i zapatrzony był na karierę, która chcąc nie chcąc przyszła, gdy się urodziłam. Mama odeszła zabierając mnie ze sobą, a tata został i rozpamiętywał utraconą miłość.
Skąd o tym wiem? Każdy szczegół bogatego w rozrywkę życie mojej matki usłyszałam od babci, która zeszła z tego świata, gdy chodziłam do podstawówki. Dziecko zapamiętuje każdy szczegół. Choćby malutki.
Obecnie spędzał On w domu mniej czasu niż przeciętny pracujący człowiek. Dziwne było więc to, że w tą sobotę akurat miał wolne. Nie było żadnych nagłych wypadków?
Izby przyjęć były całkowicie puste?
Kiwnęłam potakująco głową ze słabym uśmiechem. Powoli nałożyłam porcję na mały talerzyk.
- W dalszym ciągu masz cienie pod oczami. – zauważył.
- Nie wysypiam się za dobrze.
Wzruszyłam ramionami, nalewając kawy do kubka. Zasiadłam przy stole, tuż obok niego.
- Wiem. – odpowiedział, po czym powrócił do prasy. Na tym kończył się Nasz kontakt.
On nie ingerował w moje życie, a ja nie czułam potrzeby, by wiedzieć o nim nieco więcej. Bo niby po co?



Na razie tyle wink Kto wie, może komuś się spodoba i to skłoni mnie do dodawania dalszych części? Mam obecnie 8 rozdziałów tejże powieści;]
No to do dzieła, możecie komentować i poprawiać [zgłaszać własne uwagi] tongue


Mamusie:Króweczka, P@ulink@ Moje siostrzyczki to Jagodzianka i Noelka i Vivienn big_smile <3<3 PBWBT
Skrywane namiętności/ Inna historia pewnej miłości / Listy /

Offline

 

2009-12-26 13:49:29

Cindy
Najlepsza doradczyni na forum

#2 2009-12-26 15:48:06

brzydulomaniaczka
Przyjaciułka SteFy
Od: Gdzieś w lubelskim...
Zarejestrowany: 2009-04-04
Posty: 10576
Serwis

Re: Poprzez ciernie do gwiazd.

'Niby te same miasto, ale czułam się inaczej. ' to
'Był studentem medycyny i zapatrzony był na karierę, która chcąc nie chcąc przyszła, gdy się urodziłam.' nastawiony był

Jestem oczarowana i chcę tych 8 rozdziałów w tempie natychmiastowym.


Kocham wszystkie swoje siostrzyczki forómowe: Aduśka, Apollina, Claudia, Króweczka, Libby, Mel, Pszczoła, Struś.
Mój facet to Miron Lipski heart    iris
Kocham swój wieczny avek <3

Offline

 

#3 2009-12-26 16:57:13

Galaretka
Mroczki Pshemko
Od: Łodź
Zarejestrowany: 2009-08-13
Posty: 555

Re: Poprzez ciernie do gwiazd.

Śliczne i, możesz mi wierzyć, że jeśli brzydulomaniaczce się podoba, to odwaliłaś kawał dobrej roboty, bo byle co jej nie oczaruje. Ja tesz rzondam nexta, natychmiast. wink


Znowu przyszło mi płakać, za to, że chciałam się śmiać... Tysiąc razy oddawać to, co trafiło się raz. Makijaż jak zawsze, by ślady łez zatrzeć, niech nie widzą, że płaczę. Powieki są po to, żeby nie patrzeć, jak odchodzisz na zawsze... GNAJ   I heart Ed Westwick

Offline

 

#4 2009-12-26 17:20:45

ella90
Najwierniejsza Fanka Lwiątka
Od: Tychy
Zarejestrowany: 2009-12-26
Posty: 2421

Re: Poprzez ciernie do gwiazd.

Cieszę się, że opowiadanie się podoba wink W takim razie, oto kolejna część rozdziału pierwszego:


W obecnej sytuacji było mi to na rękę. Nie rozmawiał ze mną tak często jak moja matka, która nadskakiwała obok mnie od czasu wypadku. Za każdym razem, gdy zjawiała się w moim pokoju powtarzała, że wszystko się ułoży i to nie moja ostatnia miłość. Chłopcy są wszędzie. Trzeba tylko wiedzieć którego wybrać i na tym polega życie kobiety. Na nieustannym poszukiwaniu mężczyzny, bratniej duszy, który zaspokoi kobietę i jej potrzeby. Nie żartuję. Tak właśnie mówiła moja matka i najwidoczniej zakończyła poszukiwania, gdy spotkała Jana. Trzy lata temu.
    Jan był od niej nieco młodszy, co można było poznać o ilości siwych włosów, których jeszcze nie miał; po ilości zmarszczek lub po jego ubiorze. Jego zachowanie było strasznie podobne do zachowania poszczególnych nastolatków w moim wieku. Lubił zabawić się, opowiadać głupie dowcipy i anegdoty o swoim jakże sportowym samochodzie. Pracował w reklamie i miał śnieżnobiałe zęby i nieszczery uśmiech. To dziwne, ale świetnie nadawałby się do roli modela past do zębów, ale on odpowiedzialny był za stworzenie takich właśnie reklam, więc zamiast pozować do zdjęć ze swoim nieszczerym uśmiechem, On po prostu siedział za biurkiem i tworzył. A kreatywny nie był. To było widać po stworzonych przez niego projektach…
Nie lubiłam go za specjalnie i to w zasadzie przeważyło na mojej wyprowadzce. Był fałszywy i lubił wtykać nos w nie swoje sprawy. I nie tylko nos. Mogłam się o tym kilkakrotnie przekonać, gdy przychodził do mojego pokoju wieczorami i zamiast czas spędzać z mamą, siedział na moim łóżku i przyglądał mi się jak spałam. Czułam jego wielkie ręce na mojej głowie i kilka razy na głowie się nie skończyło. Zaczął przychodzić kilka dni przed moim wyjazdem z Marcinem.
Nie było to przyjemne i w zasadzie ucieszyłam się, gdy po pogrzebie Marcina, na który nie zostałam zaproszona z niewiadomych dla mnie przyczyn, mama zaproponowała przeprowadzkę do taty. Nie wiem co nią wtedy kierowało, ale cieszyłam się z takiego obrotu sprawy. Tata był inny. Nie interesował się mną w tym sensie. Byliśmy podobni.       
Samotnicy w wielkim domu, stwierdziłam już w dniu przeprowadzki, kiedy pokazał mi mój pokój, tłumacząc kolor ścian, mebli i łóżka. Mówił, że rozmawiał o mnie z mamą, gdy byłam dzieckiem i stąd właśnie te kolory. Różowe ściany rzucały się w oczy i denerwowały mnie z każdym przebudzeniem, łóżko było za twarde, a meble za poważne jak na mój wiek, ale nie chciałam sprawiać mu przykrości. Nie chciałam mu wypominać, że mnie nie zna i wyprowadzać z błędu. Wierzyłam, że z czasem przywyknie do mojej obecności w tym domu. Pokój był w zasadzie mały, ale miałam poczucie, że był on tylko dla mnie i nikt bez pytania tam nie zaglądał. Gdy przeniosłam do niego swoje rzeczy poczułam wolność i przynależność do tego miejsca i ani kolor ścian, ani meble, ani łóżko nie zmieniło tego, że chciałam tam zostać. Obok łóżka stała szafka nocna, a naprzeciwko łóżka stało biurko z komputerem. Nad nim wisiało zdjęcie szczęśliwej pary. To byłam Ja z Marcinem, w objęciach z ostatniego wspólnego dnia. Nie odważam się tam spojrzeć, by poczuć łzy na policzkach. Nie chce płakać i użalać się nad sobą, ale wiem, że są takie chwilę, w których nic na to nie poradzę. Jestem tylko porzuconą dziewczyną…
- Dzwoniła do mnie twoja matka i pytała kiedy do niej przyjdziesz. Podobno dawno Cię nie widziała i nie wie co się z Tobą dzieje. Oskarżała mnie o to, że Ci nie pozwalam, ale powiedziałem jej, że to ty podejmujesz decyzje i widocznie nie masz ochoty na spotkanie z Nią. Powiedziałem, że jest zbyt opiekuńcza w stosunku do Ciebie i nie powinna do ciebie wydzwaniać tyle razy i kontrolować Cię na każdym kroku. Nie zrobisz sobie niczego złego, prawda? – powiedział, odkładając gazetę. Podniósł wzrok i obrzucił mnie spojrzeniem.
- Myślisz, że się pogniewała za to co powiedziałem? – dodał po chwili.
- Myślę, że nie, ale dziękuję za to co jej powiedziałeś. Ostatnio miałam dużo czasu na rozmyślania, ale o niej akurat nie pomyślałam. – uśmiechnęłam się słabo. - Powinnam ją odwiedzić. – stwierdziłam po chwili.
- Cieszę się, że tu mieszkasz. – odwzajemnił uśmiech. – W końcu mam z kim porozmawiać. Ten dom był taki pusty odkąd zmarła Aniela. – spuścił wzrok z miną cierpiącego psa.
- Wiem. Wiem co czujesz. – wyszeptałam.
W moich oczach pojawiły się łzy.
    Owszem, zawsze wiedziałam, że jest tam gdzieś  jakaś ciocia. Ale nigdy nie chciałam wdawać się w szczegóły. Aniela zmarła na raka piersi cztery lata wcześniej. Po tym co opowiadała o niej moja mama stwierdzam, że nie była Ona dobrą kobietą, ale zdawałam sobie sprawę, że było na odwrót, a moja mama miała wtedy skłonności do kłamstw na temat życia mojego biologicznego ojca. Było więc zupełnie na odwrót.
Aniela była młodsza od mojego taty o pięć lat i gdy wykryto u niej raka miała 33 lata. Zmarła rok później. Była zapaloną miłośniczką gotowania i robiła przepyszne obiady. Już nigdy więcej nie zostały użyte jej garnki, patelnie, aż do chwili, gdy zamieszkałam w moim małym pokoiku. Tata nie był zachwycony, że wyciągnęłam jej rzeczy, ale nie mogłam przecież nic poradzić na to, że trzeba zaspakajać głód. Wiem, że nigdy nie dorównam jej zdolnościom kulinarnym i tego nie chcę. Gotuje tylko to co umiem, żeby było lepiej.
Kochała góry. Pewnie dlatego, ponieważ całe dzieciństwo tam spędziła i trudno było jej się przestawić na życie miejskie.
Kochała dzieci i gdy wykryto u niej raka, była drugim miesiącu ciąży. Dla dobra swojego zdrowia musiała zrezygnować z macierzyństwa. Chociaż i rezygnacja z pragnień nie równała się z odzyskaniem zdrowia… Poddała się, umarła i zostawiła mojego ojca już na zawsze.
Nie mogłabym powiedzieć o Niej niczego więcej. Wiedziałam tylko tyle i nie naciskałam na niego, żeby zdradził mi całą resztę. Wiedziałam dobrze, jak musi się czuć o takiej stracie.
    Ja wiedziałam jak się czuję. Kochałam Marcina i był moim najlepszym przyjacielem, jakiego mogłabym mieć. Jedynie w jego towarzystwie czułam się sobą. Czułam się prawdziwa i czułam, że żyje. Moje serce pękło w tę noc, gdy dowiedziałam się, że to koniec. Pękło, bo uświadomiłam sobie, że nigdy więcej go nie zobaczę, nie przytulę i nie pocałuję. Naraz musiałam zmierzyć się z trudną rzeczywistością, jaka mnie powitała po wyjściu ze szpitala. Litościwe spojrzenia koleżanek i kolegów z klasy, rodziny i przyjaciół. Nawet sąsiedzi zaczęli się nade mną litować. I wtedy doszło to do mnie. Że nic już nie będzie tak jak dawniej.
- Julka. – zwrócił się do mnie. - Tak sobie myślę, że... że może potrzebujesz pomocy. Nie chciałem proponować Ci tego wcześniej, ponieważ myślałem, że po jakimś czasie będzie z tobą lepiej, ale… Jesteś taka spokojna. Za spokojna.
- Pomocy? Nic mi nie jest.
Puścił tę uwagę mimo uszu.
- Wiesz, może gdybyś przed kimś się otworzyła. Przed fachowcem. Skoro przed swoją matką nie potrafisz, nie wspominając już mnie, bo wiem, że nie myślisz o mnie najlepiej.
- Chcesz mnie wysłać na jakąś terapię? – oburzyłam się. – Nie potrzebuję pomocy! Żadnej!
- Wolałbym już, gdybyś krzyczała, płakała i robiła różne dziwactwa… Ty jesteś taka spokojna. Taka obojętna na to co się dzieje. Musisz się przed kimś otworzyć. Potrzebujesz pomocy. Ty to wiesz i ja także. Im szybciej się do tego przed sobą przyznasz tym będzie lepiej dla Ciebie.
On  nie zadzwoni i nie odwiedzi Cię już. Nigdy. Nie możesz czekać. Bo tak wyglądasz. Tak jakbyś każdego dnia miała nadzieję, że przyjdzie.
- Może to pozwoli mi dotrwać każdego kolejnego dnia. Czekanie… - wyszeptałam, zamykając oczy i wypuszczając spod powiek łzy. – Przepraszam. – zerwałam się od stołu i pognałam w stronę drzwi wyjściowych. Trzasnęłam drzwiami.
Pobiegłam przed siebie i zatrzymałam się dopiero wtedy, gdy panika dotknęła mnie na całego. Oparłam się o jedno z drzew, a potem upadłam na kolana.
Koniec miłości. Koniec mojego życia.
Poczułam drżenie całego ciała. Nie było mi zimno. Na pewno nie. Ogarnął mnie tylko lęk. Zaczęłam głośno płakać i krzyczeć otumaniona bólem jak najgłośniej. Nie musiałam się ograniczać. Nikt mnie nie słyszał. Byłam za daleko. Gdzieś w głębi lasu, gdzie ludzie nie przebywają. Przynajmniej nikogo w tamtej chwili nie widziałam.
Musiało minąć kilka minut, bym podniosła się z mokrej ziemi. Niespokojnie, ciągle szlochając zaczęłam biec.
Las był teraz kilka metrów od mojego nowego domu. Często chodziłam tu razem z Marcinem na długie spacery. Otulał mnie swoją bluzą. Przesiadywaliśmy tutaj godzinami.
Pogrywał na gitarze, nucił piosenki i przytulał mnie do siebie. Czułam jego ciepło. Kochałam go za to.                                              
    W końcu potknęłam się o coś, co przypominało duży kamień, jakiś głaz. Nie miałam siły by się podnieść. Nie miałam ochoty. Pragnęłam tam umrzeć.
Zamknęłam oczy i czekałam. Na co? Na moment, w którym to wszystko zniknie. Cały ten ból, wspomnienia i myśli, które nasuwały się do głowy. Czekałam na moment, w którym zniknę i wszystko jakoś się ułoży...

Ostatnio edytowany przez ella90 (2009-12-26 17:36:51)


Mamusie:Króweczka, P@ulink@ Moje siostrzyczki to Jagodzianka i Noelka i Vivienn big_smile <3<3 PBWBT
Skrywane namiętności/ Inna historia pewnej miłości / Listy /

Offline

 

#5 2010-01-05 02:23:02

brzydulomaniaczka
Przyjaciułka SteFy
Od: Gdzieś w lubelskim...
Zarejestrowany: 2009-04-04
Posty: 10576
Serwis

Re: Poprzez ciernie do gwiazd.

Galaretka napisał:

Śliczne i, możesz mi wierzyć, że jeśli brzydulomaniaczce się podoba, to odwaliłaś kawał dobrej roboty, bo byle co jej nie oczaruje. Ja tesz rzondam nexta, natychmiast. wink

Łomatko! A ja to jakaś wyrocznia jestem? xD Chociaż czasem odnoszę takie wrażenie, że wiele osób się mną sugeruje...

Zamknęłam oczy i czekałam. Na co? Na moment, w którym to wszystko zniknie. Cały ten ból, wspomnienia i myśli, które nasuwały się do głowy. Czekałam na moment, w którym zniknę i wszystko jakoś się ułoży...

Śliczne zakończenie. Nadal jestem oczarowana.

I na co ty dziewczyno czekasz? Dawaj, dawaj! xD

Ostatnio edytowany przez brzydulomaniaczka (2010-01-05 02:25:32)


Kocham wszystkie swoje siostrzyczki forómowe: Aduśka, Apollina, Claudia, Króweczka, Libby, Mel, Pszczoła, Struś.
Mój facet to Miron Lipski heart    iris
Kocham swój wieczny avek <3

Offline

 

#6 2010-01-05 21:50:26

ella90
Najwierniejsza Fanka Lwiątka
Od: Tychy
Zarejestrowany: 2009-12-26
Posty: 2421

Re: Poprzez ciernie do gwiazd.

No to specjalnie dla ciebie brzydulomaniaczko, kolejna część. I kawałek drugiego rozdziału na dalszą zachętę big_smilebig_smile



Nie pamiętałam, jak dawno temu zaszło słońce. Czy nocą w lesie zawsze panowały takie egipskie ciemności? Przez chmury, igły i liście powinna była przecież przebijać się choć odrobina księżycowego światła.
- Mam ją! Jest cała! – krzyknął jakiś mężczyzna. Skierowany był do tego tłumu,
który zaczął mnie szukać, gdy tylko się ściemniło. Nie miałam pojęcia, że jest tak późno. Zatem spędziłam w lesie kilkanaście godzin, leżąc na paprociach. Zupełnie jak w śnie.
– Czy jesteś ranna? Możesz poruszać nogą? Halo? Czy ty mnie słyszysz? – teraz zwrócił się do mnie. Nie odpowiedziałam na jego pytania. Nie wiedziałam, czy rzeczywiście ze Mną wszystko w porządku. Wiedziałam, że powinnam coś powiedzieć, ale nie było mnie na to stać. Wpatrywałam się tępo w górującą nade mną postać. Wysoki mężczyzna o dość dobrej posturze pochylał się nade mną. Coś do mnie mówił. Swój wzrok przeniosłam na tłum nieznanych mi osób. Wśród znanych mi mieszkańców dostrzegłam chłopaka, którego dotąd nie spotkałam. Widocznie musiał się dopiero wprowadzić – tak jak Ja, pomyślałam. Stał i bacznie się przyglądał.
Chłopak ten miał charakterystycznie poczochrane kasztanowe włosy. Nie musiał nakładać niesamowitych ilości żelu, po prostu wystarczyło ich nie czesać. Mimo to wyglądał  perfekcyjnie. Wyglądał niczym chłopak z okładki. Śnieżno biała cera biła po oczach. Wyglądał jak albinos. Oczy miał szaroniebieskie, z przewagą ciemnej szarości. Przeszył mnie na wylot spojrzeniem, zupełnie bez mrugnięcia. Zaobserwował każdy ruch i posłał mi triumfujący uśmieszek, tak jakby bawiła go ta sytuacja. Rola nieszczęśliwej samobójczyni, której dopiero co przerwano. Och, tak.
Odwróciłam wzrok, gdy nasze spojrzenia się spotkały. Nadal miał ten głupi uśmieszek wymalowany na twarzy.
- Nazywam się Adam Sienkiewicz i jesteśmy sąsiadami. A ty jesteś Julia, prawda? – usłyszałam poirytowany głos mojego wybawcy, u którego znajdowałam się na rękach. Widać musiało być mu ciężko. Mimo to wciąż się nie odzywałam. Tylko patrzyłam na jego ruszające się usta, aż w końcu zemdlałam.
Ocknęłam się dopiero w domu. Leżałam na łóżku, a nade mną pochylały się trzy osoby. Nie chciałam ich oglądać. Przynajmniej nie teraz. Nie sądziłam, że to dobra chwila na spotkanie rodzinne. Poza tym, nie czułam się najlepiej.
- Nie jest ranna. Przynajmniej nie fizycznie. – usłyszałam ciepły głos mojego ojca. Był w końcu lekarzem, więc gdy tylko zjawiłam się w domu, zostałam dokładnie obejrzana. Jego głos był taki przyjemny. Brzmiał niczym pociągane struny harfy.
- A noga? – usłyszałam głos matki. Ten głos zaś mnie zdenerwował. Niczym pisk przestraszonego i poirytowanego kociaka. Naprawdę nie chciałam, żeby to tak wyszło; żeby wpadła z wizytą akurat dzisiaj.
Obok niej stał Jan i przyglądał Mi się badawczo. Miałam go dość, a widziałam go tylko kilka sekund. W jego spojrzeniu było coś dziwnego, ale nie miałam zamiaru wnikać co.
- Ach, tak. Noga. Lekkie obrażenie. Nie ma się czym martwić. To tylko siniak.
- A psychicznie? – dopytywała się. Wciąż czułam na sobie jego spojrzenie. W końcu położył swoją dłoń na moim ramieniu i wszystko byłoby dobrze, gdyby na ramieniu zakończył swoje oględziny. Gdy ręką musnął moje plecy, zadrżałam. Skrzywiłam się i odepchnęłam go, co było od razu wychwycone przez mojego ojca. Skarcił Jana wzrokiem.
- Jest rozbita. – podsumował.
- W dalszym ciągu?
- Tak. – potwierdził mój ojciec. – I myślę, że powinna mieć teraz dużo spokoju.
- Co ty sugerujesz,  Michał? – oburzyła się natychmiast.
- Nie powinien tu przychodzić. – zwrócił jej uwagę szeptem.
- Kto? – wydała się zaskoczona. – Jan?
Przytaknął.
- Jan jest moim partnerem i również interesuje się stanem Julki. To on powinien być jej ojcem. Nie ty.
- Przykro mi to stwierdzić, ale sądzę, że za bardzo się nią interesuje. – powiedział, drapiąc się po głowie. – Uważam, że będzie lepiej, jak sobie pójdziecie. A przynajmniej On.
- A jeśli nie, to co? Wyrzucisz Nas? – uniosła się krzykiem. – Jesteś naprawdę naiwny, jeśli myślisz, że zostawię Ją w tym stanie.
- Nie kłóćcie się. – wychrypiałam. – Zgadzam się z tatą. Powinien wyjść. – obrzuciłam go wrogim spojrzeniem, zanim zdążył cokolwiek powiedzieć. Stał przede mną i patrzył swoimi wielkimi oczami. Uśmiechnął się sztucznie, aczkolwiek z zakłopotaniem, po czym przeprosił zgromadzonych w pokoju i wyszedł. Za nim wybiegła moja matka, wykrzykując, że nie tego się po mnie spodziewała. Ładne stwierdzenie, nie ma co.
- Dziękuję. – wyszeptałam, gdy zostaliśmy sami. Na znak mojej wdzięczności, objęłam Go. Nasz uścisk trwał  niecałą minutę, ale widziałam, że jest tym zaskoczony.
- Nie ma za co. – uśmiechnął się. – A teraz już śpij… - mruknął zmieszany.


Rozdział 2.

Przez dłuższą chwilę stał ze wzrokiem wbitym w ziemię. W jego twarzy nie drgnął żaden nerw, może prócz kącika ust, ale kiedy w końcu podniósł głowę, miał odmienione oczy.
Jego wzrok był tępy, taki nieobecny. Tak jakby był tam jedynie ciałem. Jakby jego dusza rozpłynęła się gdzieś, gdzie ja nie mam dostępu. Na jego twarzy nie było cienia uśmiechu.
- Julio. - odezwał się, cyzelując każde słowo z precyzją robota - nie chcę cię brać ze sobą. Jeszcze nie teraz. Może nawet nigdy to nie nastąpi.
Powtórzyłam sobie to zdanie kilkakrotnie w myślach, bo za pierwszym razem nie dotarło do mnie, co Marcin stara mi się przekazać. Przyglądał się, jak stopniowo zyskuję pewność.
- Nie... chcesz... mnie? - Ten fragment najtrudniej było mi przełknąć. Czy naprawdę można było ustawić te trzy słowa w tej kolejności?
- To nie tak, że cię nie chce. Po prostu nie mogę cię chcieć. Nigdy nie mogłem, tylko ty tego nie chciałaś pojąć. Nigdy nie byliśmy sobie przeznaczeni. Nigdy.
Może kiedyś mnie zrozumiesz.
Może kiedyś nawet wybaczysz…

Obudziłam się. Tym razem bez krzyku. Na samo wspomnienie jego twarzy wybuchnęłam cichym płaczem. Tak jakby On… Nie chciał… Mnie?
Słyszałam jak krople deszczu odbijają się od szyb. Błyskało.
Zaczęłam sobie wyobrażać jak zareagowałby na moje obecne zachowanie. Chyba nigdy nie widział mnie w momentach, gdy płakałam. Co by zrobił?
Objąłby silnym ramieniem i zażartował z przyczyny mojego nocnego płaczu, czy zignorowałby tą dziwną sytuację?
Czy to tylko przypadek, że burza pojawia się w najgorszych momentach mojego życia?
Spojrzałam w okno. Znowu błysnęło. Momentalnie zapiekły mnie oczy.
Wiedziałam, że nie zasnę już tej nocy. Przez pierwsze minuty starałam się jeszcze zdrzemnąć, ale w końcu uznałam, że nie ma w tym najmniejszego sensu. Nie mogę przespać całego życia. Wstałam powoli, chwiejąc się na własnych nogach. Tak jakby były one zrobione z cienkich patyków. Czułam jak całe moje ciało jest w rozsypce.
Udałam się wolnym krokiem do kuchni. Może powinnam coś robić? Może to pomoże przetrwać tą dziwną noc? Najchętniej wyruszyłabym znowu do lasu, ale nie chciałam ryzykować tym, że znowu wpędziłabym ojca w poczucie winy i zmartwienie moją osobą. To ja jestem przecież wszystkiemu winna.


Mamusie:Króweczka, P@ulink@ Moje siostrzyczki to Jagodzianka i Noelka i Vivienn big_smile <3<3 PBWBT
Skrywane namiętności/ Inna historia pewnej miłości / Listy /

Offline

 

#7 2010-01-05 22:08:24

brzydulomaniaczka
Przyjaciułka SteFy
Od: Gdzieś w lubelskim...
Zarejestrowany: 2009-04-04
Posty: 10576
Serwis

Re: Poprzez ciernie do gwiazd.

Super! Nadal podoba mi się tak samo.
Jedyne, co teraz mi zgrzyta, to te nawiązania do Zmierzchu... Aż nadto widoczne.
Ale i tak poklon Kiedy next? xD


Kocham wszystkie swoje siostrzyczki forómowe: Aduśka, Apollina, Claudia, Króweczka, Libby, Mel, Pszczoła, Struś.
Mój facet to Miron Lipski heart    iris
Kocham swój wieczny avek <3

Offline

 

#8 2010-01-07 18:19:43

ella90
Najwierniejsza Fanka Lwiątka
Od: Tychy
Zarejestrowany: 2009-12-26
Posty: 2421

Re: Poprzez ciernie do gwiazd.

Troszkę sugerowałam się Zmierzchem, bo czasy kiedy pisałam to opowiadanie były ściśle związane po przeczytaniu książki. Spodobały mi się niektóre fragmenty, więc poniekąd niektóre są podobne.
Kolejna część.


Zamiast tego zeszłam do kuchni. Postanowiłam trochę zaszaleć i wyjęłam wszystko co było mi potrzebne do upieczenia ciastek. Nie umiałam siedzieć bezczynnie tej nocy, a ostatnia książka jaką wypożyczyłam w ubiegłym tygodniu została już przeczytana dwa razy. Od deski do deski w poszukiwaniu czegoś co mnie zadziwi. Ale nie było niczego co mogło by mnie zszokować. Koniec był całkowicie jasny. Babi zostawiła Stepa.
Nigdy nie zrozumiem jej zachowania. Zostawiła go z niewiadomych dla Mnie przyczyn.
Idiotka. Kochała Go. Cały czas Go kochała. Nawet w chwilach, gdy przy Nim nie była. Może wtedy nawet bardziej?
Doskonale mogłam wczuć się za to w postać Palliny, opłakującą swojego mężczyznę.
Byłam tą nieszczęśnicą, a Pollo był w mojej historii Marcinem. Spędziłam dalszy czas na rozmyślaniach. Było po drugiej, gdy usłyszałam chrząknięcie mojego ojca i odgłos skrzypiącego łóżka. Tak. Jeszcze tylko jego tu brakowało o tej porze.
- Wszystko okay? – zapytał. Powoli wynurzył się z ciemności pokoju, wchodząc do oświetlonej kuchni. Od razu spojrzał na zegarek, którego wskazówki już dawno przekroczyły północ. Stałam przed nim w kwiecistym fartuszku, narzuconym niedbale na piżamę.
- Chciałam zrobić tylko ciasteczka. – usprawiedliwiłam swoją obecność tutaj o tej porze, ale ta odpowiedź nie należała do satysfakcjonujących. Wciąż wpatrywał się w moją bladą twarz i fioletowe cienie pod oczami. Musiałam wyglądać strasznie… Gdy zrozumiał jak źle się czuję obserwowana swój wzrok przeniósł na miskę z surowym jeszcze ciastem.
- Ciasteczka? – westchnął, a potem znowu objął mnie wzrokiem. – Jest już sporo po północy, a ciebie wzięło na pichcenie? – zaśmiał się, siadając za stołem.
Przytaknęłam powoli.
- A więc poczekam tu z tobą… - uśmiechnął się, a potem sięgnął niepewnie po gazetę, którą czytał już kilka razy od wczorajszego popołudnia. Był wystarczająco zajęty, że po chwili mogłam powrócić do swojego zajęcia. Wyłożyłam surowe ciasto na blachę i zaczęłam wycinać wzorki foremkami. Serduszko. Serduszko. Serduszko. I tak w nieskończoności. Wycinanie owych kształtów pochłonęło mnie tak, że nie dostrzegłam jak skończył przeszukiwać gazetę. Odezwał się przerywając ciszę w kuchni.
- A może jakiś inny wzór?
Stał obok i wpatrywał się w krzywe serduszka, które zapewne maltretowałam od kilku minut.
- Serduszka są okay. – mruknęłam, ocierając czoło. Wstawiłam blachę do zagrzanego piekarnika. Oczekiwania na ciastka upłynęły w ciszy. Ja wpatrywałam się w piekarnik, a On po raz kolejny swój wzrok wbił w gazetę.
- Chyba już czas. – wyszeptał wskazując na piekarnik. Pochylając się poczułam przyjemny zapach. Były idealne. Nałożyłam więc wiórki czekoladowe, gdy ostygły po czym ułożyłam na talerzyku i położyłam naprzeciw ojca.
- Smacznego. – mruknęłam, po czym wyminęłam Go przy stole.
- A ty dokąd?
- Nie jestem głodna. – uśmiechnęłam się słabo, a potem wdrapałam się na górę.

~*~

W tym momencie nie myślałam czy to co robie jest słuszne. Wślizgnęłam się na parapet, po czym zeskoczyłam. Pod nogami poczułam twardą ziemię. Noc wyglądała wyjątkowo ładnie. Gwiazdy na niebie, chłodny wietrzyk i wysoko świecący księżyc.
Zdziwił mnie jedynie fakt, że gdy znalazłam się na sąsiednim osiedlu przejeżdżały samochody, co mogło świadczyć o tym, że za rogiem będzie ruch, także pieszy.
W oddali, dwa skrzyżowania dalej, widać było latarnie uliczne, auta i przechodniów, ale nie miało to już znaczenia. Szłam przed siebie powtarzając w myślach, że nic złego nie może się stać. Gówno prawda! Była trzecia w nocy, a ja spacerowałam samotnie.
Z naprzeciwka wyszło kilkorga mężczyzn, więc pod wpływem nadchodzącej paniki postanowiłam zawrócić. Moją reakcję przyjęli z uśmiechem. Zatrzymałam się tylko na sekundę, która wydawała się wiecznością, a potem przeszłam szybko na drugą stronę ulicy, choć, coraz bardziej zrozpaczona, zdawałam sobie sprawę, że ten manewr na wiele się nie zda.
Kroki za moimi plecami były coraz głośniejsze.
- Kogo My tu mamy! - Aż podskoczyłam, gdy głos najwyższego bruneta z ekipy przerwał raptownie ciszę. W gęstniejących ciemnościach zdawało się, że dwudziestolatek patrzy gdzieś za mnie. Nie prze¬rywałam marszu.
- Spoko - zawołał ktoś głośno za mną. Znów drgnęłam. – Nic Ci nie zrobimy.
Zwolniłam, nie chcąc zbliżyć się do tych z przodu zbyt szybko. Miałam nadzieję, że jeszcze coś wymyślę. Potrafiłam nieźle krzy¬czeć, nabrałam więc w płuca powietrza, aby móc lada moment skorzystać z tej możliwości. Nie byłam jednak pewna, na co będzie mnie stać, bo gardło miałam bardzo wysuszone. W tym samym momencie brunet oderwał się od ściany i zaczął przechodzić przez jezdnię.
- Trzymaj się ode mnie z daleka! - warknęłam, starając się zabrzmieć groźnie. Wyszło cicho, bo gardło rzeczywiście było zbyt duszone.
- Nie bądź taka ostra, maleńka. - Prześladowcy parsknęli śmiechem.
Stanęłam w lekkim rozkroku. Starałam się skupić i przypomnieć podstawy samoobrony, jakiej uczono nas niegdyś w szkole. Miałam do wyboru jedynie standardowy kop kolanem w krocze, gdyż inne zachowania nie wchodziły w grę. Nie sądziłam, że będę potrzebować takiej wiedzy o samoobronie, więc nigdy o niej nie słyszałam, gdy Nam mówiono na zajęciach. Strachliwy głosik w mojej głowie mówił mi, że nie miałabym szans z jednym, a co dopiero z czterema, ale kazałam się mu zamknąć, zanim zupełnie sparaliżował mną strach. Nie zamierzałam poddać się bez walki. Zaczęłam przełykać ślinę, żeby móc wrzasnąć jak należy.


Mamusie:Króweczka, P@ulink@ Moje siostrzyczki to Jagodzianka i Noelka i Vivienn big_smile <3<3 PBWBT
Skrywane namiętności/ Inna historia pewnej miłości / Listy /

Offline

 

#9 2010-01-07 20:22:46

brzydulomaniaczka
Przyjaciułka SteFy
Od: Gdzieś w lubelskim...
Zarejestrowany: 2009-04-04
Posty: 10576
Serwis

Re: Poprzez ciernie do gwiazd.

Ostatni fragment zerżnięty ze Zmierzchu prawie całkowicie xD Ale wiesz co? Podoba mi się. Taka jakby polska wersja Zmierzchu big_smile Super.


Kocham wszystkie swoje siostrzyczki forómowe: Aduśka, Apollina, Claudia, Króweczka, Libby, Mel, Pszczoła, Struś.
Mój facet to Miron Lipski heart    iris
Kocham swój wieczny avek <3

Offline

 

#10 2010-01-12 22:40:10

ella90
Najwierniejsza Fanka Lwiątka
Od: Tychy
Zarejestrowany: 2009-12-26
Posty: 2421

Re: Poprzez ciernie do gwiazd.

No to zapraszam na kolejną część wink


- Laska. – chwycił  mnie za rękę, ale niemalże natychmiast odskoczyłam. – Spokojnie.– nakazał szeptem.
- Nie dotykaj mnie!
- Co za rysy twarzy. – dotykał mojej bladej twarzy swoimi obleśnymi palcami. Gdybym mogła coś na to poradzić.
- Nie dotykaj mnie! – powtórzyłam, ale nadal nie przestawał. Przystawił swoją twarz do mojej, po czym wysunął język. Był zdecydowanie za blisko, a ja nie wiedziałam co robić.
Nagle zgiął się w pół, a jego kolana skrzywiły się ku sobie… Kopnęłam go w krocze tak mocno jak tylko mogłam. Uderzyłam go jeszcze raz. W okolice oka.
Piękne fioletowe limo mu przynajmniej zostawię. – pomyślałam śmiejąc się na głos dumna z siebie jak nigdy. Bum.
Tym razem to ja cofnęłam się masując ramię. Drugi z chłopców pociągnął mnie za ramię zbyt mocno i odrzucił tak, że trafiłam na jezdnię. Nie było to dla mnie przyjemne. Wszystko działo się tak szybko i wiedziałam, że to koniec. Nigdy nie byłam zbyt szybka, by uciec, gdzieś gdzie nie znaleźliby mnie. I nie miałam już siły. Poczułam na swoich policzkach łzę, która wymknęła mi się z prawego oka.
- Nie starasz się być miła… - kolega bruneta, który pchnął mnie na chodnik zaczął do mnie podchodzić, ale wtedy sytuacja się zmieniła. Do grona przyjaciół doszedł piąty chłopak. I uświadomiłam sobie, że już Go widziałam.
- Proszę! – jęknęłam przerażona.
Charakterystycznie poczochrane, kasztanowe włosy. Śnieżno biała cera. Szaroniebieskie, z przewagą ciemnej szarości oczy.
Stanął naprzeciw mnie i jak gdyby nigdy nic podał mi rękę.
- Ej, To nasza dziunia! – zwrócił mu uwagę jeden z mężczyzn - brunet, który w dalszym ciągu trzymał się za obolałe genitalia, a w zamian za to otrzymał cios z zaciśniętej pięści nieznajomego. Było to naprawdę solidne uderzenie. Brunet zaczął poważnie krwawić. Dotykał obolałego nosa. Pozostali trzymali dystans do mojego „wybawcy”. Chłopak nakazał Mi szybko wsiąść na motor, a ich zmierzył morderczym spojrzeniem. Widać było, że miał ochotę na porządną bójkę, ale ja Mu to chyba uniemożliwiałam. Moja obecność w tym miejscu i o tym czasie była jednym wielkim nieporozumieniem.
Wreszcie spojrzał na mnie.
Miał widoczną szramę na prawym policzku. Rana była świeża, gdyż była zakropiona krwią.
- Nic Ci nie zrobili? – spytał patrząc na nich, ale ja milczałam. Nie chciałam, żeby zrobiła się z tego większa awantura. Jedyne czego chciałam to powrócić już do domu, ale nie wiedziałam jak wytłumaczyć ojcu moją nieobecność tej nocy. Jakby pytał…
Potarłam obolałe ramię, gdy się odwrócił w stronę moich prześladowców. Czułam, że była mocno poraniona. Krew prześwitywała znad bluzki.
- Macie pierdolone szczęście. – zwrócił się do nich raz jeszcze, a potem wsiadł na motor i odjechał. Jechał tak szybko, że musiałam objąć go w pasie. Miał rozpiętą koszulę, więc czułam jego nagie ciało pod palcami. Miał niezwykle umięśnione mięśnie brzucha, które przesuwały się przy każdym najmniejszym ruchu. Zastanawiało mnie to ile nad nimi pracował. Były idealnie wyrzeźbione.
- Nareszcie. Myślałam, że mnie udusisz. – powiedział, ale ja nie reagowałam. Dalej siedziałam na motorze, miałam zamknięte oczy i tuliłam się do jego pleców. - Jesteśmy na miejscu, możesz mnie już puścić.
- Przepraszam. – wyjąkałam. - Bałam się! Prowadzisz okropnie! – naskoczyłam na niego.
- To było strasznie nieodpowiedzialne.
- A jazda z podniesionym przednim kołem jest niby odpowiedzialna? – prychnęłam na niego złośliwie. - Mogłeś Nas zabić! – krzyknęłam, a potem niedbale zeszłam z motoru na chodnik. Staliśmy tuż pod moim domem. Spojrzałam na okna. Nie paliły się żadne światła, więc odetchnęłam z ulgą.
- Ja jeżdżę jak profesjonalista. To ty zachowałaś się głupio wychodząc na spacer o tej porze.
- Skąd wiesz, że nie wracałam do domu?
- W przeciwną stronę? – odezwał się po dłuższej chwili. – Musiałaś dość mocno uderzyć się w główkę, skoro o tej porze wyszłaś sama. Nie wyglądasz na taką co by skądś wracała…
- Nic o mnie nie wiesz. – zwróciłam Mu uwagę.
- A ty o mnie, więc nie oceniaj mojej jazdy. - podniósł głos. - Sądzę, że powinnaś trochę się odchudzić, jeśli chcesz, żebym jeździł z tobą na tylnym siedzeniu. – zwrócił mi uwagę.
- To był pierwszy raz i na pewno ostatni!
- Wszystkiego trzeba spróbować. A jeśli chodzi o pierwsze razy… - przysunął się bliżej mego ucha, po czym wyszeptał. – To jestem do tego idealny…
-  Jesteś świnia! Męska szowinistyczna świnia! - krzyknęłam, urażona jego zachowaniem. Prychnęłam na niego pełna obrzydzenia.
- Masz charakterek. Lubię takie...- powiedział przybliżając sie do mnie. Zrobiłam sie cala czerwona i trochę... zdegustowana. Był zbyt blisko. Nagle poczułam jego usta na swojej szyi. Całował ją kilkakrotnie, a potem przeszedł coraz wyżej. Muskał moje zziębnięte policzki i uszy. Nawet nie zauważyłam kiedy stało się tak zimno. Jakieś ciepłe, podniecające tchnienie przebiegło mnie dreszczem w dół. Tomek zbliżył się do moich różowych ust. Zadrżałam, wydając z siebie ciche westchnienie. Rozchyliłam niepewnie usta, lekko rozmarzona czekając na to co miało się zdarzyć z utęsknieniem. Nie ważne było dla mnie w tej chwili kto całował. Ważne, że mogłam poczuć jego rozgrzane wargi na swoich.
- Oj. Oj. Oj… - odsunął się kilka centymetrów od mojej twarzy. - Jesteś niekonsekwentna. Wyzywasz mnie od świni, zwierzęcia, a teraz pozwalasz mi się całować. Powinnaś się wstydzić…
- Idiota! – mruknęłam, kierując się w stronę drzwi wejściowych. – Cham! Prawdziwy cham! – dodałam jeszcze wystarczająco głośno, żeby mnie usłyszał.
- Oj Julka, Julka… - uśmiechnął się i stał jeszcze przez jakiś czas. Gdy tylko weszłam spojrzałam w okno w przedpokoju. Założył swój kask, po czym odjechał.
W kuchni znalazłam jeszcze kilka ciastek z czekoladowymi wiórkami. Zajęłam się ich jedzeniem, przy tym jak czytałam niektóre fragmenty książki włoskiego pisarza po raz kolejny. Trzy metry nad niebem.
- Trzy metry nad niebem. – mruknęłam do siebie kilkakrotnie. Tomek przypominał w dużym stopniu Stepa. Awanturnik. Marcin nigdy nie był taki, pomyślałam. Łobuz. Jakże to niepoprawne, powtarzałam sobie w myślach. Ulicznik. Przed oczyma wciąż miałam jego szramę na policzku, była ona świeża, ale nie była czymś głębokim, wyglądała ona raczej jak zadrapanie damskimi paznokciami, lub raną po goleniu. Seksowny. Nie. Oszukiwałam siebie samą. Pełen tajemnic. Tak. Jego ciało było niczego sobie.
Nie wiedziałam co o nim sądzić.
Był przeciwieństwem. Był chuliganem. Był kimś, z kim nie powinno się wiązać.
Nie powinnam była nawet z nim rozmawiać. Powinnam była unikać Go. Tak też zrobię, gdy go zobaczę ponownie. Odejdę. Odłożyłam książkę na swoje miejsce, a potem ułożyłam się wygodnie na łóżku. Na pewno nie chciałam zasnąć, ale przepadłam już po kilku minutach.
Obudzona siedziałam już po dwudziestu minutach. Tyle wystarczyło, by ponownie doprowadzić mnie do ruiny. Można powtarzać, że był to tylko sen. Zły koszmar.
Otarłam pot z czoła, a potem zaświeciłam lampkę nocną. Siedziałam z podkulonymi kolanami przez resztę nocy, cicho łkając w poduszkę. Bolało mnie serce i czułam ten nagły przypływ paniki. Dławiłam się łzami, przewracając z boku na bok. Miałam dość. Zdecydowanie, miałam tego dość…

Rozdział 3.


W tej chwili jest 6, 470, 818, 671 ludzi na świecie. Niektórzy z nich uciekają przestraszeni. Niektórzy wracają do domu. Niektórzy mówią kłamstwa, aby przetrwać dzień. Inni po prostu spoglądają prawdzie w twarz. Niektórzy są złymi ludźmi, w walce z dobrem, a niektórzy dobrzy walczą ze złem. Sześć miliardów ludzi na świecie. Sześć miliardów dusz. A czasami wszystko, czego pragniesz...
Jest jedna.


- Powiedz mi, jakie jest twoje największe marzenie? – zapytał, przerywając sytuację w jakiej byliśmy. Objęci i zakochani. Zimna woda koiła nasze rozgrzane ciała. A pocałunki jakimi obdarowywaliśmy się nawzajem były jak iskierki. Rozświetlały nas. Naszą miłość. W ciemności nocy były tylko dwie osoby, które pokonywały ciemność. W oczach wypisana była bezwarunkowa miłość.
- Dlaczego pytasz? – uśmiechnęłam się, odsuwając się od niego.
- Piosenka. – zwrócił mi uwagę wskazując na grające w tle radio, a potem zanucił pierwsze słowa. Zawsze uważałam, że jest w tym dobry. Potrafił śpiewać, rapować i to wszystko co związane jest z muzyką. Ja byłam w tym naprawdę kiepska.
- Po prostu bądź… To jest moje marzenie. – przytuliłam się do niego tak mocno jak tylko potrafiłam.
- To już wiem… - spojrzał mi w oczy, śmiejąc się pod nosem - ale czego pragnęłaś od dawna?
- Wyjechać do Wenecji. Ponte di Rialto. Kanał Grande, w mglisty ciepły wieczór, a obok mnie osoba, którą kocham nad życie. – wyszeptałam do ucha chłopaka z zamkniętymi oczyma, a potem odsunęłam się niepewnie. Nie wiedziałam czy mam prawo do takich wielkich marzeń z jego udziałem. Jesteśmy przecież młodzi, spotykamy się od kilku miesięcy i jesteśmy szczęśliwi. Co może się zdarzyć w przyszłości? Będziemy razem do ostatniego naszego dnia? Pewnego dnia obudzę się w starym, skrzypiącym łóżku wraz z moim ukochanym staruszkiem. Siwe włosy, obwisła skóra, brak zębów. Westchnęłam.
- Marzenia warte świeczki… - zamruczał, przyciągając mnie do siebie. Nasze ciała znowu spotkały się pod wodą.  Znowu całowaliśmy się nienasyceni i roziskrzeni.
- A ty? – wyjęczałam. – odsuwając się od jego warg na chwilę. Wzięłam głębszy oddech w oczekiwaniach na odpowiedź. Kilkanaście razy wyobrażałam sobie o czym marzy. Zwiedzić świat? Założyć zespół? Sama nie wiedziałam. I wyglądało na to, że się nie dowiem.
- Ja nie mam marzeń, zajmuje się tylko rzeczywistością. – podał mi butelkę wina. – Masz, napij się.
- Przecież wiesz, że nie piję… - od razu odmówiłam  wiedząc, że po winie zwykle szybciej zasypiam.
- Rozgrzejesz się. Ty cała drżysz…
- To tylko ty… - uśmiechnęłam się, biorąc od swojego chłopaka butelkę drogiego wina. Pociągnęłam kilka łyków. Cierpki i szczypiący w język haust wina, spływa łagodnie do gardła. Wino o dziwo jest bardzo smaczne. Jeszcze tylko kilka łyków, pomyślałam. Nie potrafiłam określić smaku, gdyż nigdy nie piłam zbyt dużo alkoholu.
- Julia, spokojnie… - całował mnie po szyi. – Tak bardzo Cię kocham.
Jak zwykle pozwoliłam naszemu pocałunkowi pogłębić się. Potem otulił mnie swoimi silnymi ramionami, a ja poczułam się w nich tak bezpiecznie. Powoli odpływałam w głęboki sen.

Ostatnio edytowany przez ella90 (2010-01-12 22:41:48)


Mamusie:Króweczka, P@ulink@ Moje siostrzyczki to Jagodzianka i Noelka i Vivienn big_smile <3<3 PBWBT
Skrywane namiętności/ Inna historia pewnej miłości / Listy /

Offline

 

Stopka forum

Powered by PunBB© Copyright 2002–2018 PunBB
statystyka