BrzydULA - jedyne forum fanów serialu

Forum dyskusyjne miłośników serialu "BrzydULA"

Nie jesteś zalogowany.

#1 2009-12-26 17:02:26

Kitty84
Druga połówka Marka
Zarejestrowany: 2009-11-13
Posty: 4918

truskawka czy śliwka?

Słonka kochane, nadeszła niezwykła chwila. Oto ja, marna pisarka, postanowiłam was podręczyć na owocowo. Zaznaczam, że na początku akcja jest raczej mocno serialowa, ale już zaczyna powoli obierać nieco inny kierunek, żeby potem wprowadzić inne wydarzenia i osoby. Dlatego jeśli komuś się będzie chciało przez to brnąć, będzie mi miło, jeśli nie, też ok, nie zmuszam do czytania, tym bardziej, że ja zawsze kochałam matematykę, a polski był be, więc cudów tu na pewno nie stworzę big_smile Jeszcze jedno, na ewentualną regularność w dodawaniu rozdziałów proszę raczej nie liczyć, bo moja pseudo-wena potrafi mocno kuleć.

Uwaga: RT jest póki co jedynym miejscem, gdzie umieszczam kolejne części tego opowiadania.

Ps. W tym opowiadaniu głównym bohaterem jest Marek, nie Ulka (i nie Aleks tongue).

Ps2. Na potrzeby zbioru RT zmusiłam się do przebrnięcia przez dotychczas opublikowane rozdziały i poprawiłam nieco błędów, choć zapewne nie wszystkie, ale zwyczajnie już ich nie widzę i nie mam do tego siły xD
Edytowałam gwiazdki - te pogrubione (i na forum czarne) są albo nowe albo znacząco zmienione. Kilka drobnych poprawek w treści, ale jeśli ktoś czytał już rozdziały i nie zamierza ponownie, niczego w sumie nie traci tongue
Zupełną nowością jest natomiast prolog, którego wcześniej wcale nie było wink Strusiowi się podobał, więc odważyłam się go dołączyć do opowiadania.

Ps3. Kiedyś tam przekopię się przez to jeszcze raz, żeby jeszcze trochę błędów pousuwać, na teraz owoce zyskują oprawę graficzną.

Ps4. Posty z rozdziałami (wymienione poniżej) mają teraz bezpośrednie odsyłacze - dziękuję ci Beja za oświecenie mnie w tej kwestii lol

Grafika do obejrzenia (i skrytykowania xD) w postach nr:
1, 494,

Rozdziały znajdują się w postach nr:
1, 36, 50, 71, 88, 104, 125, 149, 188, 238, 272, 298-299, 377, 412-413, 474, 494, 509, 522-523,

http://emoticons4u.com/img/animal.gif





Truskawka czy śliwka?

http://img340.imageshack.us/img340/8186/58039854.jpg




Prolog

Ponad rok temu był innym człowiekiem. Myślał, że jest panem tego świata. Otaczał się pięknymi kobietami, drogimi samochodami, do tego ciągłe imprezy i ciepła posadka w rodzinnej firmie, która zapewniała mu wygodne i beztroskie życie. Uważał się za szczęściarza, przecież miał wszystko, prawda? Niczego mu nie brakowało...
A jednak był w błędzie. Kiedy to zrozumiał? Gdy w jego życiu pojawiła się truskawka, która pokazała mu inny świat, oparty na prawdzie i miłości. Wtedy poczuł, że właśnie tego nigdy nie doświadczył. Nie zaznał miłości od rodziców, z piękną narzeczoną także nie łączyło go to uczucie. Nie potrafił kochać, nie wiedział, co to znaczy. Dopiero ona go nauczyła...
Dzisiaj jest załamanym człowiekiem. Na własne życzenie. Nie potrafił na czas dorosnąć, za co zapłacił wysoką cenę. Zresztą nie tylko on – truskawkowa dziewczyna znów miała złamane serce... Kiedy wreszcie nauczył się kochać i był kochany miłością prawdziwą, wszystko zepsuł. Kłamstwa, intrygi i egoizm zemściły się na nim okrutnie. Stracił miłość jedynej kobiety, którą kiedykolwiek kochał i choć bardzo się starał, nie potrafił odzyskać jej zaufania. Czuł się przegrany, nie wyobrażał sobie życia bez niej, a ponieważ nie zamierzała mu wybaczyć, nie miał pojęcia, co dalej.
Jednak los szykuje mu niespodziankę. Nie tylko truskawka, mimo tego, jak ją zranił, wciąż jest w nim zakochana, ale może to nie ona jest mu przeznaczona? Może szczęście czeka go u boku innej? Gdy się zorientuje, że i śliwka darzy go uczuciem, czy zdoła ją pokochać równie mocno jak truskawkę? A co, jeśli truskawkowa dziewczyna zdobędzie się na przebaczenie? Którą wtedy wybierze? Truskawka czy śliwka?




Rozdział 1

W ten ciepły i pogodny sierpniowy* wieczór Warszawa tętniła życiem. Na niebie powoli rozkwitały kolejne odcienie granatu połączonego z odrobiną czerwieni, purpury i złota. Ulice zapełniały się ludźmi, wszędzie robiło się tłoczno. Jedni dopiero wracali z pracy, inni do niej spieszyli, jeszcze inni zamierzali wykorzystać resztę dnia na coś przyjemnego. Nic dziwnego - sklepy i centra handlowe mamiły pięknymi wystawami, bajecznym oświetleniem. Kina, kawiarnie czy restauracje zachęcały do spędzenia czasu z przyjaciółmi albo do romantycznego spotkania, zwanego potocznie randką. Kluby przygotowywały się na upojną noc w wykonaniu ich klientów. Nie wszyscy jednak mieli ochotę na wyjście na miasto. Byli i tacy, którym prawdę powiedziawszy już nic się nie chciało. Do tej grupy dokładnie od tego dnia należał też przystojny brunet, który właśnie zajmował się jedynym zajęciem, na które było go w tej chwili stać, czyli wpatrywaniem się w sufit. W jego eleganckim i nowocześnie urządzonym mieszkaniu panowała idealna cisza, z każdą chwilą robiło się też coraz ciemniej z racji upływających godzin, ale mężczyzna zdawał się tego nie dostrzegać. Leżał na kanapie w salonie i próbował jakoś pogodzić się z tym, czego dziś się dowiedział, ale im bardziej się starał, tym mniej mu to wychodziło. W efekcie zastała go noc, a on dalej czuł się fatalnie, właściwie było mu coraz gorzej. Jeszcze rano miał odrobinę nadziei, że nie wszystko stracone, że może dostanie kolejną szansę, tymczasem zamiast tego uraczono go informacją, że kobieta jego życia oficjalnie go skreśliła i spotyka się z kimś innym. Nie umiał się z tym pogodzić. Owszem, ostatnio przeczuwał, że pani prezes Urszula Cieplak może go potrzebować w swoim życiu tylko jako pracownika, tym bardziej, że ostatnimi czasy odwalał w Febo&Dobrzański naprawdę kawał dobrej roboty, ale tylko z tego była zadowolona. Jakakolwiek próba rozmowy o tym, co było dawniej między nimi, wyjaśnienia czegokolwiek, kończyła się awanturą i fochami kobiety. Mało tego, mężczyzna obrywał nawet za to, czego nie zrobił - ot tak na wszelki wypadek pani prezes ustawiała go do pionu, przypominała mu, gdzie jego miejsce. Gdy tylko działo się coś, co nie było po myśli Uli, pierwszym winowajcą stawał się właśnie on, Marek Dobrzański, bo w końcu dla niej był świnią. Cieplak wysyłała mu jednak mieszane sygnały, raz wrzeszczała, za chwilę przepraszała, czasem miał też wrażenie, że widzi w jej oczach coś na kształt jakichś cieplejszych uczuć, a może nawet wciąż czaiło się tam trochę miłości? Kiedy po jej kolejnych przeprosinach za to, że to nie on to zrobił - choć dalej nie wiedział, o co wtedy chodziło - zaproponowała mu przyjaźń, Dobrzański zaczął wątpić w swe szanse na jej odzyskanie. Bójka z tym lekarzyną też mu nie pomogła - czuł, że dużo stracił w oczach Uli przez sam fakt, iż pobił tego pajaca, a koleś pewnie wykorzystał sytuację i wcisnął jej swoją wersję wydarzeń. Mimo to miał jeszcze malutką nadzieję, która dziś praktycznie umarła. Najpierw ten bezczelny kolo zaczepił go pod firmą i pod pretekstem załagodzenia sytuacji po "małej sprzeczce" wbił mu pierwszy tego dnia nóż w plecy, chwaląc się, że Ulka jest oficjalnie jego dziewczyną. Drugi cios zadała Violetta, która z pasją paplała do niego i jego kumpla Sebastiana o tym, jak to miłość się szerzy w firmie, a konkretniej że pani prezes grucha sobie z Piotrem... Marek musiał się ewakuować, bo nie mógł tego znieść, Seba zresztą też szybko odszedł zniesmaczony. Jednak najbardziej zabolała Dobrzańskiego konfrontacja z Ulą w momencie, gdy miał wyjść z firmy. Dziewczyna potwierdziła wówczas, że news dnia jest prawdziwy. Miał ochotę się popłakać, ale nie zamierzał tego robić publicznie, a już tym bardziej nie przy niej, toteż nie przedłużał swoją drogą dziwnej rozmowy i szybko opuścił budynek. Wrócił do mieszkania, położył się i starał nie rozkleić. Nie czuł głodu, pragnienia, nie reagował na upływający czas i pewnie umartwiałby się w ciszy do rana, gdyby z letargu nie wyciągnęło go walenie w drzwi i niemilknący dzwonek. Niechętnie zwlókł się z kanapy i poszedł otworzyć z zamiarem zamordowania prześladowcy. Tak jak myślał, to Sebę przyjdzie mu udusić. Ten jednak nie czekając na zaproszenie i chyba nie domyślając się, co Dobrzański ma ochotę mu teraz zrobić, wskoczył do mieszkania i zaczął mówić, albo raczej niemal krzyczeć.
- Marek, co się z tobą dzieje, co? Szukałem cię w firmie, ale zniknąłeś bez słowa. Telefonu też nie odbierasz, dzwoniłem chyba ze sto razy. Wiesz jak się martwiłem? Wiem, że ci ciężko po dzisiejszym dniu, ale weź nie znikaj bez słowa i nie wyłączaj komórki. Zacząłem wyobrażać sobie, że może coś ci się stało. - Sebastian był wyraźnie zdenerwowany, zdawał sobie sprawę, że dzisiejszy dzień, delikatnie mówiąc, nie był dobry dla jego przyjaciela.
- Seba, daj spokój, jak widzisz żyję. Po prostu musiałem stamtąd szybko wyjść i potrzebowałem pobyć sam, to wszystko. - Markowi powolutku opadał poziom złości.
- Stary, widzę, jak cię to gnębi. Słuchaj, nie załamuj się tak nagle, może ona jeszcze zmięknie? - Olszański usiłował pocieszyć jakoś kumpla, ale był pewien, że nie będzie to proste. Wiedział jednak, że musi spróbować, nie mógł zostawić Marka tak sponiewieranego. Ten smutek w jego oczach...
- Nie sądzę, ona nigdy nie chciała mi dać szansy, a dziś ostatecznie powiedziała nie.
- Może jednak przesadzasz? Sam mówiłeś, że cię kochała, przecież nie mogła się odkochać tak szybko. Poza tym ten koleś do niej nie pasuje, no i mówiłeś, że chciała ci coś powiedzieć. - Seba nie dawał za wygraną.
- Tak, kochała mnie, ale najwyraźniej już nie kocha. Wiesz, nam ten cały Piotr może i nie pasuje, ale Uli najwidoczniej jednak odpowiada i to bardzo... - Marek nerwowo zamrugał oczami i zamilkł na chwilę, bowiem znowu zbierało mu się na płacz.
Widząc jego reakcję, Seba poczuł skurcz żołądka, w końcu to głównie dzięki jego "dobrym radom" Marek przeżywał teraz to wszystko.
- Może ona sama nie wie, czego chce? Wiesz, z tym gościem jest pewnie po to, żeby odreagować albo nie wiem, dać ci nauczkę czy coś, zresztą przecież chciała ci coś powiedzieć...
- Seba, co ty bredzisz?! - Marek przerwał mu gwałtownie, nie mógł słuchać takich rzeczy na temat ukochanej osoby. - Ula nie jest taka, rozumiesz?! Ona nie bawiłaby się tak czyimiś uczuciami, nawet moimi! Po prostu, uważa mnie za świnię i ma rację. Po tym wszystkim, co jej zrobiłem, nic dziwnego, że nie chce być ze mną. Ona mi nie ufa, a ten doktorek ma nade mną tę przewagę, że jej nie zawiódł tak jak ja i jeszcze zjawił się w dobrym momencie, pomógł jej się pozbierać po mnie...
- Marek, ale może ona jednak...
- Nie, Sebastian, ona jest z nim, bo go kocha, a mnie nie, ewentualnie może żywi jeszcze trochę ciepłych uczuć do mojej osoby, ale jednocześnie mnie nienawidzi i dlatego jestem przegrany. - Twarz Marka wyrażała bezdenny smutek i zrezygnowanie. - Zresztą po tym, jak ją potraktowałem, może tak naprawdę nigdy nie miałem u niej szansy, tylko wmawiałem sobie, że jest inaczej? A co do tego, że chciała mi coś powiedzieć, cóż, widocznie coś mi się pomyliło.
- Na serio myślisz, że ona go kocha? - Seba pomyślał, że pierwszy raz widzi przyjaciela tak załamanego. – Kurde, on się naprawdę zakochał, na amen, a ja go wplątałem w to bagno. Szkoda, że teraz nie mam jakiegoś rzeczywiście dobrego pomysłu, żeby przekonać Ulę... Ona nie może go tak traktować, aż tak by nim gardziła? Nie chce mi się wierzyć, że ona już nic do niego nie czuje. Dowiem się o co chodzi, tylko żeby Marek całkowicie się nie załamał i nie poddał do tego czasu... Gadaniem dziś chyba nic nie wskóram, nie na trzeźwo...
- Tak. Widzisz, to jest kobieta, która nie potrafiłaby być z kimś, kogo nie kocha. Jest na to zbyt uczciwa.
- Ehh... Stary, chciałem cię podnieść na duchu, ale chyba skapituluję, zresztą masz pewno dość moich rad, co?
- W rzeczy samej. Nie obraź się, ale lepiej mi nie pomagaj, bo znowu przekombinujesz. - Marek skrzywił się na samo wspomnienie poprzednich podszeptów związanych z uwodzeniem Brzyduli.
- No dobra. To co? Wieczór dwóch wiecznych kawalerów? Napijemy się, to nam się humor poprawi, albo wiem, chodźmy do klubu, zawsze weselej w towarzystwie.
- Seba, czy ty mnie słuchałeś? ŻADNEJ POMOCY, jasne? Nie mam ochoty na klub, towarzystwo, na nic... Poza tym jesteś niereformowalny, wiesz? Widzę, że jeszcze nic do ciebie nie dotarło i dalej szalejesz, tylko jakoś do Violki cię to nie zbliża, a ostrzegałem cię, żebyś przystopował. - Teraz po Dobrzańskim widać było zniecierpliwienie i irytację.
- A daj ty mi spokój z Violką, chyba nigdy nie dojdę z nią do ładu, lepiej się napijmy i tyle. Ona woli Artura, codziennie chce mi opowiadać, jaki to on cudowny i jak im się dobrze układa. - Seba miał skwaszoną minę. Nie czekając na aprobatę Marka, podszedł do barku i nalał whisky do dwóch szklaneczek. - Trzymaj.
- Dzięki. - Marek wypił swoją porcję, ale robił to bez większego entuzjazmu. Tak naprawdę nie miał ochoty na picie, zwłaszcza w towarzystwie. Wolałby zostać sam.
Panowie pili właśnie trzecią kolejkę, tempo mieli dość szybkie. Sebastian rozkręcał się w zrzędzeniu na Violę, która puściła go kantem i w ogólnym stwierdzaniu faktu, że zarówno on jak i Marek – dwaj przystojniacy, mogący jeszcze niedawno mieć każdą pannę i korzystający z okazji - teraz nie potrafią zbajerować żadnej, a właściwie to tej jedynej i w dodatku są żałośni, siedzą i piją, a ich kobiety w tym czasie pewnie dobrze się bawią u konkurencji... Marek pochmurniał coraz bardziej, w pewnym momencie przestał zwracać uwagę na paplaninę kumpla, nie pił też dalej, trzymał drinka i patrzył w niego, jakby to był jakiś skarb. Widząc, że Seba nie zamierza szybko kończyć imprezy, wstał i poszedł do kuchni. Odstawił swoją whisky i wziął komórkę. Miał już dzwonić po taksówkę, ale po chwili zastanowienia stwierdził, że to nienajlepszy pomysł.
- Mmarek, staary... coo robisz? Napij się, to zaaapomnisz o Uuuulce, mówię cii... - Alkohol robił już z Olszańskim swoje. - Grrunt to się nnie prz... przp... noo ten... trza oolać baby i tyle.
- Wybacz Seba, ale nie mam ochoty na picie i słuchanie o Violce czy Uli. Wolałbym, żebyś wrócił już do siebie, ale chyba nie jesteś w stanie. - Patrząc na niego był tego pewien. Sam trzymał się nawet dobrze, nie pił dalej, a pierwsze uderzenie promili miał już za sobą. - Prześpisz się na kanapie, a whisky już ci na dziś wystarczy. No nie patrz tak na mnie, jeszcze mi podziękujesz za to, jak będziesz miał mniejszego kaca. - Marek spojrzał z politowaniem na naburmuszoną minę towarzysza do kieliszka. Seba wyglądał jak pięciolatek, któremu zabrano ulubiony samochodzik. Mruczał coś pod nosem, ale było to tak ciche i niewyraźne, że i tak nikt by go nie zrozumiał. Zapewne były to jakieś obelgi pod adresem gospodarza, ale ten miał to teraz głęboko w poważaniu.
Kilkanaście minut później w mieszkaniu znów było ciemno, a ciszę zakłócało jedynie chrapanie kompletnie pijanego Olszańskiego, który zasnął na kanapie. Marek przykrył przyjaciela kocem i usiadł przy stole. Najchętniej wyłączyłby sobie teraz wszelkie procesy myślowe, ale jak na złość jego mózg stawał się jeszcze bardziej aktywny. Rozmowa z Sebą cały czas wierciła mu dziury w układance zdarzeń i myśli, której jak dotąd nie umiał poskładać. Wiedział, że i tak nie wygra z tą burzą i prędko nie zaśnie. Poddał się więc i zaczął po raz kolejny rozmyślać nad swoim życiem, a miał nad czym się zastanawiać... Przed oczami przelatywały mu różne obrazy z przeszłości, analizował je po kolei i wyciągał niezmiennie ten sam wniosek.
Jestem świnią, tak... Zdecydowanie nie kanarkiem. Całe moje życie to jakaś pomyłka, czego się nie podejmę, muszę spieprzyć! Najpierw swoim zachowaniem przyprawiałem rodziców o palpitację serca - chociaż nie, to akurat dalej robię... Ojciec chyba nigdy nie był ze mnie dumny, zawsze musiałem coś zawalić, a Aleks wiecznie był tym lepszym... Tyle, że jak o tym teraz myślę, to on faktycznie był lepszy, nie sprawiał żadnych problemów, w przeciwieństwie do mnie, więc nic dziwnego, że mój ojciec zawsze go chwalił. Tyle, że to bolało i boli nadal... Potem pokpiłem sprawę z Julią i Aleksem - jasna cholera, gdybym miał trochę mózgu i szanował innych, dziś razem z Aleksem - PRZYJACIELEM prowadziłbym F&D i nie mielibyśmy nawet połowy tych problemów! Ale nie, przecież jestem taki boski, że każda musi być moja, wszystko mi się przecież należy... Jak ja mogłem być tak głupi?! Paulina... Tak, podobała mi się, nawet bardzo, ale przecież nigdy jej nie kochałem. Byłem zauroczony, to fakt, ale czy bardziej niż taką Klaudią? Nie jestem tego taki pewien, a już na pewno nigdy nie czułem do niej tego, co czuję teraz do Uli... Stop! Nie myśl o niej! Ona nie jest już twoja... Pokpiłem najważniejszą w swoim durnym życiu sprawę. Ona we mnie wierzyła, ufała mi bezgranicznie, chciała zmienić na lepszego człowieka, a ja... ja ją perfidnie oszukiwałem i jeszcze myślałem sobie, że jestem takim panem tego świata, że ona MUSI mi wybaczyć - a guzik prawda Dobrzański, ona nic nie musi, a właściwie to po co miałaby wybaczać? Albo inaczej - może i przebaczy, ale jak miałaby znów zaufać? No i co kretynie, lowelasie zasrany, znajdź odpowiedź na to, jak jesteś taki genialny...
Przymknął oczy, po policzkach spłynęły mu pojedyncze łzy. Czuł się przegrany, w dodatku w każdej dziedzinie swego życia. Wstał i wyszedł na taras.** Na niebie migotały tysiące gwiazd, tworząc romantyczny nastrój dla niejednej pary, ale na Dobrzańskiego podziałały tym razem inaczej, odblokowały kolejne pokłady smutku i żalu i następne łzy spływały właśnie po jego pięknej, acz bardzo smutnej twarzy.
Zresztą nie tylko Ulę skrzywdziłem, Paulina też nie zasłużyła na te wszystkie zdrady. Właściwie to gdyby nie chęć przejęcia prezesury i zadowolenia rodziców, to chyba nie byłbym z nią tyle czasu...A może i tak bym był? Może potrzebowałem Uli, żeby się uwolnić z tej toksycznej znajomości? Jeszcze te moje nieszczęsne oświadczyny, żeby załagodzić wpadkę z Klaudią i nie tracić głosu na zebraniu zarządu - tylko ja mogłem być tak perfidny. No tak, ale wtedy nic innego, jak dobra zabawa się dla mnie nie liczyło, tylko czy to jest usprawiedliwienie? Nie, głupotą nie mogę się zasłaniać. Rany boskie, a te wszystkie dziewczyny, które patrzyły i nadal patrzą na mnie jak w obrazek?! Nawet sobie nie umiem wyobrazić, ilu z nich złamałem serce! Nie ma co się oszukiwać - zasłużyłem sobie na to wszystko, co się teraz dzieje... Dobrze mi tak i tyle.
Marek wpatrywał się jeszcze jakiś czas w niebo, potem tęsknym wzrokiem powędrował w stronę, gdzie w oddali mieścił się Rysiów, a w nim nieduży dom z numerem osiem, zamieszkały przez najwspanialszą rodzinę, jaką mógł sobie wyobrazić. Wreszcie zrezygnowany i zmęczony wrócił do mieszkania i postanowił spróbować zasnąć. Po pewnym czasie odpłynął w krainę snów i fantazji, ale podobnie jak od jakiegoś czasu, tym razem także nie miała ona dla niego miłych wizji.
***
W tym samym czasie, gdy młody Dobrzański podziwiał sufit swego mieszkania, próbując ukoić nerwy, osoba, która mu je tak rozstroiła, także nie wiedziała, co ze sobą zrobić. Po pracy szybko wróciła do domu, tym razem odwiózł ją jej przyjaciel Maciek. Poprosiła go o to, bo nie czuła się na siłach na jazdę autobusem ani na konfrontację z Piotrem, swoim nowym chłopakiem. Chciała jak najszybciej znaleźć się w domu i przemyśleć parę spraw. Wiedziała, że musi to zrobić, nie mogła dłużej się okłamywać, że nic się nie dzieje. Milczała przez całą drogę do Rysiowa. Maciek kątem oka obserwował Ulę, znał ją dobrze i widział, że coś ją mocno trapi, ale nie chciał naciskać. Gdy wreszcie dojechali, spytał ją, co się dzieje, ale zbyła go twierdząc, że nie ma teraz siły o tym mówić. Pożegnali się więc i poszedł do domu, choć bardzo chciał wiedzieć, co się tym razem stało. Przypuszczał, że chodzi o Marka i jego list do Ulki, który wczoraj znalazł się wreszcie w jej rękach i ponoć go przeczytała. To, co tam było napisane, mogło zachwiać równowagą pani prezes, która zbudowała w ciągu ostatnich tygodni mur obronny wokół swego serca, mający ją chronić przed Dobrzańskim i być może nie tylko nim. Szymczyk obserwował jej kolejne kroki i kibicował jej, bardzo chciał, żeby jego najlepsza przyjaciółka wreszcie się uwolniła od tego pajaca, którego nigdy nie lubił i była wreszcie szczęśliwa. Myślał, że uda jej się to z tym całym Piotrem, który do niedawna wydawał się być w porządku, ale czas mijał, a Ulka nie wyglądała na zakochaną w doktorze. W międzyczasie Maciek poznał smak miłości, zakochując się w Ani. Nabrał przez to nieco bardziej obiektywnego spojrzenia na relację między Ulą i byłym prezesem F&D. Miał też wiele sposobności do obserwowania Marka i ku swojemu zdumieniu, zaczynał się do niego przekonywać. Już nie chciało mu się wierzyć, że spotyka się on z modelkami, jak to relacjonowały Ulce koleżanki z pracy tuż po jej powrocie z Mazur, a zwłaszcza Iza. Może zobaczyły go po prostu rozmawiającego z tą całą Klaudią, może do niczego nie doszło, ale one dopowiedziały resztę? No bo jak mogłoby być inaczej w świetle tego, jak się Dobrzański od dłuższego czasu zachowuje? Każdy, kto go choć trochę poobserwował, widział, że się zmienił. Nie interesowały go inne kobiety, patrzył tylko na Ulę. Biegał za nią jak wierny pies, był gotów wykonać każde jej polecenie i cieszył się, gdy okazywała zadowolenie, za to bardzo go bolało, gdy się na niego złościła. Ostro pracował, nie było też słychać o jakichś jego kolejnych wybrykach, ponoć nawet do klubów praktycznie nie zaglądał. Poza tym, gdy Maciek podpytywał nieraz Ulę o jej uczucia do Piotra i Marka, czuł, że ta coś kręci. Wypierała się jakichkolwiek ciepłych uczuć do Dobrzańskiego, dobitnie powtarzała, że to już absolutny koniec i ten pan nic dla niej nie znaczy, ale za dobrze ją znał. Wiedział, że tak nie jest, że sama próbuje sobie wcisnąć tę bajeczkę. Na początku go to cieszyło, bo miał nadzieję, że faktycznie z czasem Ula zapomni o Marku, a Piotr jej w tym pomoże, ale teraz nie był już taki pewien, czy dobrze zrobił wraz z Alą, Izą i Elą, że pchnął ją w ramiona doktora. A jeśli to Marek jest jej prawdziwą miłością? Jeśli tylko z nim może być szczęśliwa? Ta cała bójka z Piotrem też dała mu wiele do myślenia. Maćkowi nie chciało się wierzyć w wersję, którą opowiedziała mu Ulka. Wiedział, że Dobrzański miał o sobie zbyt wysokie mniemanie, ale nie był pospolitym łobuzem. Mimo wszystko miał klasę i nie rozwiązywałby swoich problemów przez oklepywanie komuś gęby, gdyby ten ktoś go porządnie nie sprowokował. Szymczyk był pewien, że doktorek opowiedział całe zdarzenie tak, żeby nie stracić w oczach Uli, a przy okazji miał okazję pogrążyć Marka i najwyraźniej mu się udało. To był kolejny powód, dla którego coraz mocniej się zastanawiał, czy nie lepiej byłoby pomóc jakoś Ulce i Markowi, może jeszcze mają szansę? Dlatego dał jej wczoraj list, który Dobrzański zostawił dla niej, zanim wyjechała na Mazury. Chciał, żeby przeanalizowała wszystkie za i przeciw, i wiedziała o wszystkich szczegółach. Do tej pory myślała, że to Paulina odwołała ślub i zarzucała Markowi kolejne kłamstwo. Przedtem był zadowolony z takiego obrotu spraw, bo była szansa na wyleczenie się Uli z markoholizmu, teraz jednak żałował, że w pewnym sensie manipulował zachowaniem przyjaciółki.
***
Ula, pożegnawszy się z Maćkiem, weszła szybko do domu. Chciała sobie błyskawicznie zrobić kolację i zaszyć się w swoim pokoju, ale najpierw dopadł ją tata, który zaczął wypytywać, czy wszystko w porządku, a pytał, bo miała dziwną minę i nerwowo kroiła pomidora. Zbyła go problemami w pracy, ale nie uwierzył w te wyjaśnienia. Postanowił jednak nie drążyć tematu, bo widział, że jego córka nie ma ochoty o tym rozmawiać. Jak będzie chciała, sama mu powie. Potem dorwała ją Beatka, dopraszając się o bajkę. Ula poszła do jej pokoju i położyła dziewczynkę do łóżka, a sama usiadła obok i zaczęła czytać opowieść o księżniczce. Jednak myślami błądziła wokół swojego księcia, którego od dłuższego czasu odtrącała, a teraz czuła, że może to był błąd. W efekcie stworzyła nowoczesną i nieszczęśliwą bajkę, w której księżniczka zbyt długo zwlekała z wezwaniem swego księcia, a ten był już za daleko, by ją usłyszeć... Gdy Beti zasnęła, Ula wymknęła się po cichutku i poszła do swojego pokoju. Teraz mogła spróbować ułożyć swe myśli.
Kurde blaszka! Było tak dobrze, wszystko miałam poukładane, wyjaśnione. Wiedziałam, na czym stoję, co czuję, a dziś? Dziś już nic nie wiem na pewno. A wszytko zaczęło się sypać wczoraj, gdy przeczytałam wieczorem ten przeklęty list od niego. Zrobiłam to, choć nie bez oporów. Pierwsze moje wrażenie - szok. Tak, byłam zaskoczona tym, co napisał, ale nie chcę w to wierzyć, nie mogę! On nie mógł mnie kochać, przecież ten człowiek nie wie, co to znaczy! Tyle razy mnie oszukiwał, a teraz mam mu tak po prostu wybaczyć i zaufać? Już raz się przejechałam, byłam dla niego gotowa na wszystko, a on miał to w poważaniu. Gdyby nie ten głupi weksel, który przecież sam mi dał, nawet by na mnie nie spojrzał! Musiał mieć niezły ubaw widząc, jak rozpływam się od jego spojrzenia... Nie chciałam tego, a jednak stałam się kolejną naiwną kochanką Marka Dobrzańskiego. W dodatku myślałam, że go zmienię, wydobędę ukryte w nim dobro - jaka ja byłam naiwna! W ludziach z jego sfer nie ma widocznie dobra, ale dość tego, już się nie nabiorę... Nie będę jego kolejną zdobyczą! Teraz go boli, bo przestałam być brzydka i nagle mam tłumy wielbicieli, a jego konsekwentnie spławiam. Z drugiej strony, napisał ten list, zanim przestałam być Brzydulą... Czyżby naprawdę mnie kochał? A może chodziło o to, żeby mnie zatrzymać w firmie, bo kto mu będzie tyłek ratował... Myślałam, że może jak go rzuciła Paulina, to chce się pocieszyć mną, ale napisał, że jej nie poślubi, a Ala dziś mi potwierdziła, że to jednak on odwołał ślub, ponoć dla mnie! Chciała mi o tym powiedzieć, jak mnie odwiedziła na Mazurach, ale ja nie dałam jej dojść do słowa. Dlaczego nie dostałam tego listu wcześniej? Dlaczego Ala mi wcześniej o tym nie powiedziała, a nie dopiero teraz, jak zdążyłam się zacząć oficjalnie spotykać z Piotrem, układać na nowo życie? Nie rozumiem jej, to przedtem Marek był be, a teraz nagle jest ok? Nie ogarniam tego... Maciek i dziewczyny pchali mnie w związek z Piotrem, radzili, żebym jak najszybciej zapomniała o Marku, a teraz po kolei zmieniają front? Z drugiej strony, czy jeden głupi list miał załatwić sprawę? Napisał, że niby kocha i co, po problemie?
I co ja mam z tobą zrobić, Marku Dobrzański? Jeśli mam być szczera sama ze sobą - tak, nadal cię kocham, choć jesteś świnią pokroju Bartka...Tylko to, że wciąż cię kocham, to za mało. Nie umiem, boję ci się zaufać. Nie po tym wszystkim, nie po was dwóch... Piotr, no cóż, nie kocham go, ale lubię! Nawet bardzo, jest miły, przystojny, SZCZERY i mogę mu zaufać! Za jakiś czas na pewno się w nim zakocham... Może się pospieszyłam z tym związkiem, ale nalegał na jakąś deklarację, nie mogłam mu odmówić... Poza tym nie czytałam wtedy jeszcze listu, a ty też nic mi nie powiedziałeś. Chociaż... Czasem miałam wrażenie, że chcesz mi coś wyznać, ale ja cię za każdym razem stopowałam. Dziś jednak mnie zaskoczyłeś, pogratulowałeś mi Piotra! Rzuciłeś też, że nie mogłabym być z kimś, kogo nie kocham i życzyłeś powodzenia. Zabrzmiało to jak jakieś wyrzuty, co ty sobie myślisz?! Jakim prawem mnie oceniasz? I skąd wiesz, co ja czuję, jak ja sama tak do końca tego nie wiem... W dodatku dałeś mi wyraźnie odczuć, że nie chcesz już ze mną rozmawiać i poszedłeś sobie. To wreszcie kochasz czy nie? A ja? Mam zaufać czy nie? Chyba zwariuję... Nic, zobaczymy, co się będzie działo jutro, na razie nic nie decyduję.

Budzik wskazywał drugą w nocy, gdy Ula, zmęczona potyczką z samą sobą, wreszcie zasnęła.
***


* Akcja zaczyna się po wydarzeniach z odcinka 225. Nie mam pojęcia, jaki miesiąc był wtedy w serialu, ale to nie jest aż takie ważne. Dlaczego od tego momentu? Bo nie chciało mi się po raz n-ty opisywać intrygi. Powiedzmy, że jak dotąd miały miejsce właściwie wszystkie wydarzenia, które oglądaliśmy w serialu plus parę innych, ale te wyjdą na jaw w dalszych częściach.
** Zakładam, że jego nieziemsko fajne mieszkanko ma jakiś taras, balkon, czy coś takiego.



Rozdział 2

Następny dzień zapowiadał się być równie ciepły, co poprzedni. Już od rana słońce mocno przygrzewało, niezasłaniane przez jakąkolwiek, choćby najmniejszą chmurkę. Jedni cieszyli się, że jest tak ładnie, inni zaczynali rzucać wulgaryzmami, że gotują się stojąc w porannych korkach. Stolica robiła się coraz bardziej zatłoczona. W mieszkaniu Marka też coraz więcej się działo. Sebastian, otworzywszy oczy, zaczął jęczeć i błagać o kefir. Urwał mu się film, nie dotarło jeszcze do niego, że nie jest u siebie i w dodatku był przekonany, że zaraz zobaczy Violę, choć ta od dawna z nim nie mieszkała. Jakież było jego rozczarowanie, gdy nagle usłyszał męski głos, który kazał mu się przymknąć. 
- Mmarek? Co ty tu robisz? - Rozejrzał się powoli i zbaraniał, bo raczej powinien się zapytać, co on tu robi.
- Mieszkam? Oj stary, dawno się tak nie uchlałeś. Nie jęcz już tak, marsz do łazienki, a jak wrócisz, dostaniesz swój kefirek i aspirynkę. Nawet śniadanie się szykuje. - Marek spojrzał z politowaniem na przyjaciela, który starał się usilnie wstać z kanapy, ale odplątanie z koca było nie lada wyzwaniem i wreszcie runął jak długi na podłogę. Dobrzański parsknął pod nosem, na co Olszański spiorunował go wzrokiem.
- Zamiast się śmiać lepiej byś mi pomógł. Co to za cholerstwo?
- Kocyk? Ok, następnym razem będę pamiętał, że wolisz marznąć w nocy, ale za to rano nie mieć problemów. - Marek na chwilę zapomniał o wszystkim i wykrzywił twarz w ironicznym uśmieszku.
- Czekaj, ty... Kiedyś się odegram.
- Bo nie będzie kefirku i aspirynki! - Dla lepszego efektu dodatkowo pogroził palcem.
- No dobra, dobra, już nic nie mówię i jestem grzeczny.
Seba wyzwolił się jakoś z kocyka i chwiejnym krokiem poszedł do łazienki. Tymczasem Marek starał się zrobić jajecznicę na śniadanie. Głowa go bolała, ale nie tak, jak Sebastiana. Był zmęczony i niewyspany, miał też kaca, tyle że nie po alkoholu - dręczył go kac moralny, który powrócił, jak tylko Sebastian zniknął za drzwiami łazienki. Dobrzański wstał wcześnie rano, bowiem mimo wszystko zamierzał przyjść punktualnie do pracy. Chciał jak najszybciej załatwić niezbędne sprawy, a następnie wziąć urlop. Czuł, że musi wyjechać choćby na kilka dni, żeby odpocząć od widoku Uli z Piotrem i zastanowić się, co dalej. Myślał o tym, by zostać w firmie i pokazać wszystkim, że nie jest taki beznadziejny i potrafi robić coś dobrze, ale z drugiej strony wiedział, że nie będzie to łatwe - musiałby codziennie znosić tego doktorka obłapiającego Ulę i w dodatku chwalącego się tym na prawo i lewo. Zresztą nie był pewien, czy aż tak mu na tym zależy, by dalej komukolwiek cokolwiek udowadniać. W końcu jak dotąd nikt nie docenił jego prób zmiany, ba, przecież już się zmienił, a jakoś nikogo to nie interesuje... No dobra, Sebastian widzi różnicę, ale to trochę mało. Przedtem starał się głównie dla Uli, chciał jej pokazać, że jest innym człowiekiem, że dla niej zrobi wszystko. Teraz nie miało to już sensu, a innych powodów chwilowo nie znajdywał. Wyjazd wydał mu się więc jedynym sensownym wyjściem. Nie był pewien, czy to ma być kilka dni, czy może miesięcy, a może nawet na stałe? W końcu poza firmą nic go tu już teoretycznie nie trzymało... Chociaż nie, na permanentną dezercję jeszcze nie był gotów - czuł, że by nie wytrzymał. Musiał po prostu nabrać sił, żeby móc wrócić i być blisko niej, choćby tylko jako marny asystent w pracy... Jakaś maleńka iskierka nadziei żarzyła się jeszcze głęboko na dnie jego serca. Nie zamierzał już walczyć o Ulę, ale podświadomie liczył na to, że sama się opamięta...
Kiedy panowie byli już po śniadaniu, Marek wziął szybki prysznic, ogolił się, założył jeden ze swoich ciemnych garniturów w połączeniu ze stalowoszarą koszulą, dokładnie w kolorze jego oczu i nieco ciemniejszym od niej krawatem, który o dziwo dość szybko zawiązał. Następnie odwiózł Sebę do jego mieszkania i poczekał, aż ten się przebierze w świeże ciuchy. Potem pojechali prosto do firmy. Olszański, wzmocniony jajecznicą, kefirkiem i lekko znieczulony aspirynką, doczłapał jakoś do swojego gabinetu. Marek zaś szybko znalazł się w konferencyjnej, przejrzał czekające na niego dokumenty i dokończył jeden raport, tym razem dotyczący FD Sportivo. Przymknął na chwilę oczy, po czym wystukał na swoim laptopie prośbę o urlop od dnia dzisiejszego... Wydrukował to i postanowił niezwłocznie zanieść pani prezes razem z raportem. Wyniki sprzedaży ich wspólnej kolekcji wreszcie zaczęły się poprawiać, ale Marek nie umiał się tym teraz cieszyć. Czym prędzej ruszył do gabinetu Uli, ale po drodze zauważył ją idącą korytarzem. Podbiegł do niej.
- Witaj Ula, możemy porozmawiać? Mam sprawę...
- Cześć Marek, jasne, to może wejdziemy do mnie? - Ula spoglądała na Marka nieśmiało, w jej oczach czaiła się niepewność i coś jakby poczucie winy. Nie potrafiła patrzeć mu w oczy.
- Nie, to zajmie dosłownie chwilkę. - Marek chciał to mieć jak najszybciej za sobą. Jej widok już go nie cieszył, a zadawał ból. - Tu masz gotowy raport o FD Sportivo, sprzedaż wreszcie się poprawia, a tu, no cóż, moja prośba o urlop.
Ula spojrzała na niego swoimi wielkimi, błękitnymi oczami.
- Wiesz, doszedłem do wniosku, że skoro już nie jestem ci potrzebny...
- Marek! Przecież wiesz, że nie to miałam na myśli, potrzebujemy cię w firmie. – Chce odejść?
- Ula, spokojnie, pracę przy FD Gusto praktycznie skończyliśmy. Kiedyś zresztą ustaliliśmy, że świetnie poradzisz sobie sama i tak będzie, bo panujesz nad wszystkim. Nie chcę ci przeszkadzać, a poza tym potrzebuję wyjechać gdzieś i odpocząć trochę.
- Rozumiem, to na jak długo chcesz wolne? - Ula siliła się na neutralny ton, ale uważny słuchacz wyłapałby nutkę zawodu i smutku. Jej mina też nie wyrażała zadowolenia.
- Nie wiem, tydzień, może dwa. – ...a potem zobaczę - dodał w myślach.
- Cóż, to miłego wyjazdu.
- Dziękuję, trzymaj się.
Marek poszedł czym prędzej w kierunku windy, chciał jak najszybciej opuścić firmę. Ula patrzyła, jak idzie korytarzem i miała mieszane uczucia. Z jednej strony wiedziała, że faktycznie zasłużył na odpoczynek i dobrze by mu to zrobiło, ale te jego słowa, że nie jest jej już potrzebny... Zabolały, sama nie wiedziała, dlaczego właściwie. Przecież jakiś czas temu mówiła mu, że da sobie radę bez niego, chciała, żeby dał jej spokój, więc co się dzieje? Potem jednak przyjęła pomoc, ba, teraz była pewna, że bardzo był jej potrzebny. Nawet połowy spraw związanych z FD Gusto nie miałaby zrobionych, gdyby nie on, a co ona dała mu w zamian? Reprymendy? Nawet o gabinet się dla niego nie postarała, jakby faktycznie był zbędny na dłuższą współpracę. To musiało być przecież upokarzające - współwłaściciel firmy i były prezes, który sam ustąpił miejsca specjalnie dla niej, pracował jako jej wierny asystent. Nawet czasem siedział za jej dawnym biurkiem. Robił to tylko dla dobra firmy, czy może dla niej? Jeśli ten drugi wariant był prawdą, to czy faktycznie ten człowiek był zdolny do wierności jednej kobiecie do końca życia? Nagle ją olśniło - martwiła się tym, że najwyraźniej Marek odpuścił, wcześniej szukał z nią kontaktu, teraz bierze wolne i wręcz jej unika, ale przecież o to jej chodziło, czyż nie? Zrezygnowana, poszła do swojego gabinetu. Nie wiedziała, za co się zabrać i była zła na siebie, że nie umie się na nic zdecydować. Nagle jej komórka dała o sobie znać, spojrzała na wyświetlacz i spochmurniała. Dzwonił Piotr, ale jakoś tym razem ją to nie cieszyło, nie miała ochoty na rozmowę. Po chwili jednak odebrała, ale zręcznie się wymigała od spotkania. Niedługo po tym do jej gabinetu weszła Paulina. Relacje między obiema paniami były delikatnie mówiąc napięte. Panna Febo nigdy nie lubiła Uli, która nie dość, że zabrała jej narzeczonego, to w dodatku stała teraz na czele firmy i chciała zepsuć jej dobre imię przez tę tandetną kolekcję. Bez zbędnych wyjaśnień podała pani prezes prośbę o urlop. Ula przeczytała, o co chodzi i wpadła w popłoch.
Co?! Ona też chce urlop? Teraz, gdy Marek także o to poprosił? Czyżby oni znowu razem?... Nie, to musi być przypadek, musi! A co jeśli nie? Jeśli on zrezygnował ze mnie i postanowił wrócić do niej? To by wyjaśniało te ich urlopy i to, że tak dziwnie ze mną rozmawiał... Kurde blaszka, przecież zaczął się tak zachowywać od czasu, gdy się dowiedział o mnie i Piotrze. Czyżby grał na dwa fronty? Tu niby taki zakochany we mnie, a za plecami na wszelki wypadek godził się z nią? Świnia! Nie, uspokój się, to jeszcze nic pewnego, nie dajmy się zwariować... Zresztą i tak jestem z Piotrem... Co mnie to wszystko obchodzi?
- Coś nie tak? - Z zamyślenia wyrwał ją głos Pauliny.
- Nie, wszystko w porządku. Na długo pani wyjeżdża?
- Nie wiem jeszcze, tydzień, może dwa. To jakiś problem?
- Nie, tak tylko pytam. Marek też wyjeżdża na podobny czas...
- Zapewne nie będzie tracił czasu i dobrze wykorzysta ten wyjazd na odnowienie starych znajomości. - Paulina powiedziała to uwodzicielskim głosikiem, który paraliżował i ranił swą ofiarę jak jad żmii. Nie mogła sobie darować tej złośliwości w stosunku do kobiety, która zdołała ukraść jej narzeczonego.
- Miłego odpoczynku. - Ula, mimo że zabolała ją sugestia Pauli, starała się nie dać tego po sobie poznać. Jednak w jej głowie znowu rosły kolejne podejrzenia i zarzuty wobec Bogu ducha winnego mężczyzny.
***
Winda zatrzymała się na trzecim piętrze i ku uldze Marka, dosiadającym okazał się być Sebastian, który chował do kieszeni zapasy aspiryny wyżebrane od Eli. Co prawda średnio miał on ochotę na spacerki po wczorajszej imprezie, ale widział, że nie powinien odmówić, wyglądało na to, że Marek bardzo potrzebuje rozmowy na neutralnym gruncie. Czego się nie robi dla przyjaciół? - pomyślał. Wyszli przed budynek. Słońce grzało intensywnie, powietrze było duszne, a brak choćby lekkiego wiatru potęgował to uczucie.
- Dobra to gdzie chcesz iść? - zapytał, bo Marek nie zdradził mu do tej pory, jakie ma plany.
- Stary, wszystko jedno, po prostu chodźmy stąd. Nie wiem, zabierz mnie do jakiejś knajpy czy coś.
- Marek, co się dzieje?
- Nic, po prostu mam dość, muszę odpocząć i nabrać sił, inaczej zwariuję.
- Jak to odpocząć? A Ulka?
- Od niej też muszę odpocząć... Widok ich razem to dla mnie za dużo. - Marek spochmurniał i zniżył głos.
- No dobra, to może tam? - Wskazał w lewo, ale zaraz się zreflektował. - Albo nie, jednak w tę stronę.
- No cholera jasna, ten koleś mnie prześladuje! Czy ja już zawsze będę na niego wpadać?! - Marek zdążył zauważyć Piotra, opartego o samochód kilkanaście metrów na lewo od nich.
- Obawiam się, że stał się nieodzownym elementem otoczenia Ulki. Chodźmy, olej go.
- No tak, masz rację, chodźmy, zanim do reszty puszczą mi nerwy.
Poszli przed siebie, ale długo nie mogli się zdecydować na miejsce, bo albo jednemu przypominało ono spotkania z Ulą, albo drugiemu Violettę. Wreszcie zrezygnowani weszli do pierwszej lepszej pizzerii i zamówili małą pizzę. Tak naprawdę żaden z nich nie był głodny, ale jak już tu przyszli... Marek siedział z miną skazańca, który właśnie rozpoczął odbywanie długoletniego wyroku. Wreszcie, po chwili milczenia, zdradził Sebastianowi swoje plany. Ten mało nie podskoczył na krześle.
- Żartujesz, prawda?! Nie wyjedziesz na stałe. Stary, musisz wrócić!
- Sebastian, ciszej trochę. Nie wiem jeszcze, na ile i gdzie wyjadę, ale nie mam też planów, co dalej. Muszę na spokojnie się zastanowić, a tutaj raczej mi to nie wyjdzie. Wyjazd na stałe to ostateczność, do której nie jestem póki co przekonany, a ty już panikujesz, jakbym co najmniej właśnie jechał na lotnisko.
- No ok, przemyśl sobie i obyś wpadł na coś dobrego, tylko błagam, nie zostawiaj mnie tu. Nie chcę tracić przyjaciela z powodu durnych bab. Jak wyjedziesz, nie daruję jej tego, pójdę i nawtykam jej ile się zmieści do tej jej cwanej główki.
Seba był niezwykle poważny, za to Marek uśmiechnął się lekko, bo zrobiło mu się miło, że komuś by go brakowało. Dlatego nawet nie zareagował na "groźbę" pod adresem pani prezes.
- Dzięki, jednak mogę na ciebie liczyć zawsze i wszędzie - powiedział wesoło, po czym dodał - Widzisz stary, jakbyśmy nie ganiali za spódniczkami, to moglibyśmy razem o siebie zadbać i bylibyśmy udaną parą. -  Dla lepszego efektu puścił Sebie oczko, po czym mało nie parsknął śmiechem, widząc, jak ten się krzywi.
- Ja rozumiem, że musisz pomyśleć, co dalej, ale błagam cię, do TAKICH radykalnych wniosków nie dochodź, a już na pewno nie ze mną w roli głównej!
- Dobrze już dobrze, smacznego.
Reszta rozmowy upłynęła im już raczej wesoło, jeden drugiemu dogryzał, jakby to fajnie się zachowywali jako partnerzy. Wreszcie postanowili wrócić do Febo&Dobrzański - Sebastian do pracy, Marek po swoją teczkę, której zapomniał przez ten pośpiech. Wychodząc z windy, natknął się na Paulinę. Od czasu zerwania zaręczyn właściwie prawie nie utrzymywali ze sobą kontaktu, dopiero ostatnio, po jej powrocie wraz z Aleksem z Włoch, czasem się widywali w firmie, ale zwykle przelotnie, na korytarzu albo gdy musieli omówić sprawy firmy, tyle że mieli zgoła odmienne podejście do pani prezes i nowej kolekcji, stąd też te kontakty ograniczały się do minimum. Wiedział, że ją bardzo skrzywdził. Chciał jakoś naprawić relację miedzy nimi, wiele by dał, żeby Paulina mu wybaczyła i znalazła sobie kogoś innego, z kim byłaby szczęśliwa. Zaryzykował i zaczął rozmowę. Chwilę potem dziękował sobie w duchu, że zachciało mu się pogaduszek z byłą narzeczoną, bowiem Paula początkowo chłodna i wręcz opryskliwa, po chwili nieco złagodniała i w dodatku niechcący powiedziała coś, co było bardzo niepokojące.
Kurde blaszka, co ona chce przeczekać? - pomyślał. – Czyżby Aleks znowu coś kombinował, w dodatku tym razem za jej pełną wiedzą i poparciem?
Próbował coś z niej wyciągnąć, ale Paulina zorientowała się, że omal się nie wygadała i nabrała wody w usta. Postanowił zaprosić ją na kawę licząc na to, że dowie się czegoś konkretnego albo chociaż będzie wiedział, na co zwrócić uwagę. Umówili się, że spotkają się za pół godziny w kawiarni obok firmy.
Marek doskonale wiedział, że rodzeństwo Febo zupełnie nie akceptuje Uli w firmie z różnych powodów. Aleks szczerze jej nienawidził za to, że pokrzyżowała mu plany przejęcia F&D, nie podpisując ugody i wymyślając ten cały plan ratunkowy, który teraz własnoręcznie realizowała, bo Krzysztof z Markiem ją do tego przekonali, ba, młody Dobrzański osobiście wepchał ją na stanowisko prezesa. Febo był wściekły z takiego obrotu spraw, bo wiedział, że z Ulką tak łatwo sobie nie poradzi, natomiast Mareczka wykończyłby błyskawicznie. Paulina, gdyby nie to, że chciała za wszelką cenę uchodzić za kobietę z klasą, zabiłaby panią prezes bez mrugnięcia okiem. Ta plebejuszka nie tylko romansowała z Markiem za jej plecami, ale zdołała go rozkochać w sobie i to tak bardzo, że ten był gotów zrobić dla niej wszystko i co najważniejsze, to właśnie dla niej zerwał zaręczyny. Nigdy nie kochał w taki sposób Pauliny i to ją bolało najbardziej. Świadomość, że Cieplak jest od niej zupełnie inna pod względem charakteru, a jeszcze niedawno dodatkowo straszyła wyglądem, niesamowicie drażniła Włoszkę. Ktoś postronny pomyślałby przecież, że Paulina Febo musiała być dla Marka kompletną pomyłką, skoro nowa ukochana była tak diametralnie inna... Jeszcze ta jej kolekcja dla ubogich, przecież to zrujnuje dobre imię firmy!
Dobrzański postanowił wykorzystać czas, jaki mu pozostał do spotkania przy kawie i wparował do gabinetu Olszańskiego. Czuł, że musi się z kimś podzielić swoimi podejrzeniami i naradzić, co dalej, ale wolał nie iść z tym do Ulki, przynajmniej nie bez konkretów. Po raz kolejny poczuł, jak mu jej brakuje... Kiedyś bez wahania by to z nią omówił i na pewno mądrze by mu doradziła, teraz musiał mu wystarczyć Sebastian, którego rady niekoniecznie były dobre. Nie chcąc tracić czasu, zaczął od razu streszczać przyjacielowi rozmowę z Pauliną. Powiedział o jej dziwnej reakcji i że zamierza się temu dokładnie przyjrzeć. Olszański pokiwał głową, po czym wypalił:
- Stary, przyznaj się, tu nie chodzi o żaden spisek. Po prostu chcesz być przy Uli.
- Nie, Seba, serio nie o to mi chodzi. Czuję, że możemy mieć poważne kłopoty. Premiera FD Gusto już za parę dni i możliwe, że Aleks coś knuje, tylko nie mam pojęcia co tym razem.
- Marek, Aleks zawsze kombinował i dalej będzie, a teraz to chyba przesadzasz. Niczego w sumie się nie dowiedziałeś, a już czujesz aferę wagi państwowej.
- Wiem, że coś się święci i dowiem się co, zanim będzie za późno. Za chwilę idę na kawę z Pauliną, może coś z niej wyciągnę albo podpytam tego Adama, on cały czas łazi za Aleksem, to powinien coś wiedzieć.
- Adama nie ma, Aleks wysłał go na jakieś szkolenie.
- Akurat teraz? Nie sądzisz, że to dziwne? Dokąd go wysłał?
- Nie wiem, są tylko koszty, żadnych szczegółów. Sądzę jednak, że popadasz w paranoję. Miałeś być na urlopie, który podobno strasznie był ci potrzebny, pamiętasz?
- To może poczekać, dobro firmy i tym samym nas wszystkich nie. Daj mi tę jego delegację i przydałby się telefon.
- Masz, tylko nie paraduj z tym tak oficjalnie po firmie, wiesz, ochrona danych osobowych i takie tam. Nie powinieneś tego w sumie dostać, ale widzę, że się nakręciłeś i nie odpuścisz.
- Dzięki, muszę lecieć i obyś to ty miał rację, nie ja.
Dobrzański wyszedł z gabinetu i udał się na spotkanie z Pauliną. Rozmowa z Sebastianem trochę go zirytowała, może rzeczywiście przesadzał? Z drugiej strony, to nagłe szkolenie Adama, który mógł rzucić sporo światła na sprawę... Nie, tym razem czuł, że się nie myli, choć w sumie wolałby, żeby tak było.
Kiedy dotarł na miejsce, Paulina już na niego czekała. Jak zwykle elegancka, doskonale ubrana i niedostępna, z jej twarzy biły chłód i pogarda dla zwykłych śmiertelników. Jednak na widok byłego narzeczonego w jej oczach zapaliły się nieśmiało wesołe iskierki, choć panna Febo starała się za wszelką cenę zachować pozory, że nic się nie dzieje. Zamówiła im dwie kawy i zaczęła rozmowę na, jak jej się wydawało, bezpieczny temat, który zdążyli już poruszyć przy windzie. Ciekawiło ją, czemu Marek nagle opuszcza swoją ukochaną panią prezes, skoro targi za kilka dni, pracy z dopilnowaniem wszystkiego niemało, a dotychczas aż palił się do pomagania tej kobiecie. Obserwując z ukrycia, słysząc to i owo z firmowych plotek oraz uwzględniając najnowszą informację o nowym partnerze Cieplakówny, Paulina doszła do wniosku, że najwyraźniej romans Marka z tą dziewuchą dobiegł końca. Musiała się jednak upewnić, więc zwyczajnie w świecie zapytała go o to.
- Daj spokój Paula, ja i Ula to już przeszłość, definitywnie koniec, chociaż jeszcze niedawno miałem nadzieję, że może jednak coś z tego będzie.
- Biedactwo, jednak ci nie wyszło - odparła ironicznie, a w duszy skakała z radości. Jest wolny, może wróci do niej? Mimo wszystko nadal go kochała i była mu w stanie wybaczyć cały ten skandal związany z romansem i odwołanym ślubem, jemu jednemu darowałaby chyba wszystkie przewinienia.
- Ostatnio wiele rzeczy mi nie wyszło, szkoda tylko, że tak późno to zrozumiałem.
- Skąd u ciebie nagle taka samokrytyka? - Była coraz bardziej zdziwiona. – Czyżby coś wreszcie do niego dotarło? Wydoroślał? On, naczelny playboy Warszawy?
- Po prostu mówię, jak jest. Przemyślałem sobie ostatnio wiele spraw i nie jestem zadowolony z tego, co mi wyszło w podsumowaniu. - Z jego twarzy można było wyczytać, że raczej jest rozczarowany sam sobą. Upił nieco kawy i patrzył tępym wzrokiem gdzieś przed siebie.
- No proszę, nie masz dziewczyny, ale przynajmniej rozum ci wrócił. Za to ona wiele straciła.
- Proszę cię, nie rozmawiajmy już o tym.
Coraz bardziej irytowała go ta rozmowa, nie chciał znowu wałkować tematu Ulki, a już tym bardziej z byłą narzeczoną. Przez całe spotkanie był wyraźnie spięty, a teraz nawet ręce zacisnął kurczowo na filiżance. Wiedział, że musi jakoś delikatnie pchnąć rozmowę na właściwy tor, ale przedtem musi zagrać na emocjach zarówno swoich jak i Pauliny. Nie był z tego zadowolony, znów kombinował, ale jakie miał wyjście? Musiał się dowiedzieć, o co chodzi.
- No dobrze, ale po prostu trudno mi w to uwierzyć, jeszcze niedawno tak za nią biegałeś...
- Paula, jeszcze niedawno byliśmy parą, miał być ślub. – Błagam, oby ona na nic nie liczyła. Cholera, stąpam po grząskim gruncie.
- Tak, patrz, jak to się wszystko szybko zmienia. - Rozmarzyła się nieco. Gdyby nie ta Cieplak, teraz byłaby jego żoną.
Marek wykorzystał okazję i zaczął podpytywać Paulinę o jej urlop. Niby przypadkiem wyrwało mu się, że pewnie spotka się z Adamem, bo ten ponoć też jest we Włoszech. Febo natychmiast oprzytomniała, po jakiego diabła on ją pytał o Adama? Czyżby całe to spotkanie było tylko po to, żeby coś z niej wyciągnąć, bo powiedziała trochę za dużo przy tej nieszczęsnej windzie? Byłby aż taki cyniczny? Z drugiej strony czuła, że rozmawiał z nią szczerze, a przynajmniej w kwestii jego znajomości z Cieplak. Zaczął się wykręcać, że ma jakąś ważną sprawę do Turka, a nie może się skontaktować. Na sugestię, że powinien w tej sprawie skorzystać z pomocy Aleksa, tylko prychnął gniewnie. No tak, prędzej by sobie wyrwał włosy z głowy niż poprosił o pomoc jej brata...
- Marco, w takim razie po co chciałeś się spotkać, stęskniłeś się czy co? - Postawiła wszystko na jedną kartę.
Marek zesztywniał jeszcze bardziej. Matko jedyna, czyżby jednak dalej coś do mnie czuła? W co ja się znowu pakuję... – pomyślał, zaś głośno powiedział:
- A co, uważasz, że nie mogłem? - Nerwowo spoglądał na Paulę.
- No chyba mogłeś, bo ja się bardzo stęskniłam... - powiedziała to tak delikatnie i z taką czułością w oczach, że zrobiło mu się duszno, wyrzuty sumienia krzyczały teraz rozpaczliwie w jego głowie jednym silnym głosem.
Został jednak chwilowo uratowany przez telefon, który nagle rozdzwonił się w torebce Pauliny. Odebrała, by po chwili przepraszać Marka, że musi się już urwać. Aleks chciał z nią koniecznie porozmawiać, a miał właśnie chwilę czasu. Pierwszy raz od bardzo dawna Dobrzański był mu wdzięczny za nieświadomą interwencję. Odprowadził ją pod wejście do budynku F&D i podziękował za kawę. Nie poprzestał jednak na tym, wiedziony impulsem zapytał, czy nie spotkaliby się jeszcze przy kolacji, mogliby porozmawiać o wielu rzeczach, tak dawno tego nie robili. Był przy tym tak zestresowany, jakby pierwszy raz zapraszał gdzieś dziewczynę. Głos mu drżał, nerwowo spoglądał to na Paulinę, to znów na budynek firmy, jakby się bał, że ktoś go przyłapie. Kobieta zaniemówiła na chwilę, tego się nie spodziewała. Marek zaprosił ją na randkę?! Bo jak inaczej nazwać tę kolację? Zgodziła się z wyraźnym entuzjazmem w głosie i w rozpędzie dała mu buziaka w policzek na pożegnanie, za co potem była na siebie zła. Przecież nie powinna tak od razu się zdradzać ze wszystkimi uczuciami, a jakby to Aleks widział? Wolała sobie nie wyobrażać jego reakcji, w końcu nigdy nie był zadowolony z jej związku z Dobrzańskim, a teraz pewnie dostałby szału. Weszła w pośpiechu do firmy i poszła poszukać brata. Marek zaś przełknął nerwowo ślinę i poszedł do samochodu.
W drodze powrotnej do swego mieszkania wyrzucał sobie od idiotów.
Cholera jasna, to się może źle skończyć. Przecież ja jej znowu robię nadzieję, kolejny raz ją zranię! Owszem, chodzi o dobro firmy, ale znowu mam załatwić sprawę czyimś kosztem? I co ja mam robić, niby chcę dobrze, a znowu wyjdzie jak zawsze...Ula nie byłaby zachwycona... Zaraz! Ją już to nie interesuje, nie zapominaj o tym, chociaż nie byłaby szczęśliwa, że znowu kimś manipuluję...Tak czy inaczej, plotki o moim rzekomym powrocie do Pauliny są mi wybitnie nie na rękę. Jedna kolacja i koniec, nawet jak się nic nie dowiem. Jakby chciała coś więcej, jakoś delikatnie jej odmówię. Co znowu?!
Z rozmyślań wyrwał go radiowóz dający wyraźnie znać, żeby się zatrzymał. Zjechał na pobocze, wyciągnął dokumenty i uchylił szybę.
- Dzień dobry, sierżant Brzozowska, wydział ruchu drogowego. Proszę o prawo jazdy, dowód rejestracyjny.
- Proszę. – Ciekawe, co przeskrobałem. Brzozowska? No tak, pamiętam, brzoza i grab... Boże, czy wszystko musi mi się kojarzyć z Ulą?!
- Panie Dobrzański, czy ma pan problem ze światłami? - Policjantka wyrwała go z zamyślenia.
- Nie rozumiem, o co chodzi?
- Po pierwsze, przejechał pan na czerwonym przez skrzyżowanie, a po drugie, nie włączył pan świateł w swoim samochodzie.
- Ja bardzo przepraszam, musiałem się zamyślić, naprawdę mi głupio. – Kurde blaszka, znowu na czerwonym?! To tak jak wtedy, gdy Ula mnie...
- Ma pan szczęście, że nic się nie stało, proszę wysiąść z samochodu, zrobimy test alkomatem.
Marek posłusznie poddał się badaniu, na swoje szczęście nie pił wczoraj za dużo i zdążył wytrzeźwieć. Pani sierżant wypisała mu piękny mandacik ze sporą ilością punktów karnych oraz ładną kwotą do zapłaty, po czym jeszcze raz pouczyła go i poradziła skoncentrować się na jeździe.
Przystojny facet, szkoda by go było. Popamięta ten mandat przez jakiś czas, to może zacznie się skupiać na tym, jak jeździ, choć punkty karne pewnie nie zachęcą go do skorzystania z numeru, który dopisałam na odwrocie. Ehh, a takie ciacho... - pomyślała, po czym uśmiechnęła się nieco ironicznie sama do siebie. Praca przede wszystkim, a jeśliby jednak zadzwonił, to będą i przyjemności.
Dobrzański wrócił do swego jaguara i odjechał. Gdy po paru minutach zaparkował wreszcie przed jednym z wieżowców niemal w centrum Warszawy, obejrzał mandat i skrzywił się.
Niech to szlag, dziesięć punktów?** Nie, wszystkich razem to już mam czternaście, pięknie! Rób tak dalej, ty mistrzu kierownicy, a będziesz zdawał prawko od nowa. Swoją drogą, mam tylko jakieś piętnaście minut jazdy od firmy do mieszkania i potrafiłem załapać się na mandat i to za dwa przewinienia, co za dzień... - Już miał go schować do kieszeni, gdy nagle spojrzał na drugą stronę i wytrzeszczył oczy. – A to co? Proszę, następna chętna na Dobrzańskiego... Ale punktów to mi nie poskąpiła.
Ktoś inny przejąłby się też, a może przede wszystkim, sumą, na jaką opiewał mandat, ale Marka ten detal niespecjalnie zainteresował.
Kiedy wreszcie dotarł do mieszkania, położył teczkę na stole i rzucił się na kanapę. Miał dość wrażeń jak na jeden dzień, a ten się przecież jeszcze nie skończył. Czekała go kolacja z byłą narzeczoną, która najwyraźniej nadal miała do niego słabość. Westchnął głośno i przymknął powieki.
Sam się w to wpakowałem...
***
Marek Dobrzański faktycznie miał powody, by narzekać na dzisiejszy dzień, w końcu jak do tej pory nic dobrego mu nie przyniósł. Nie przypuszczał jednak, że pewne zdarzenie będzie mieć aż takie konsekwencje. Kiedy bowiem po spotkaniu przy kawie odprowadzał Paulinę pod wejście do F&D i proponował jej kolację, nie zauważył, że od dobrych kilku minut ktoś ich obserwował. Człowiek ten szczerze nie znosił byłego prezesa i prowadził z nim prywatną wojnę. Tym razem też zamierzał wykorzystać sytuację dla własnych korzyści. Po chwili namysłu był gotów do działania i w tym celu przemierzał właśnie firmowy korytarz na piątym piętrze.
***


* Wiem, niby było, ale nie mogłam się powstrzymać.
** Mam nadzieję, że nie strzeliłam (za dużej) gafy z tymi punktami wink (w oryginale było ich dwanaście).

Ostatnio edytowany przez Kitty84 (2011-11-13 20:11:41)


FOM storczyk MDUC GNAJ SWSiOCJT DORIS | owoce | mini | Niepoprawna Markomanka

Offline

 

2009-12-26 17:02:26

Cindy
Najlepsza doradczyni na forum

#2 2009-12-26 17:21:07

loose
Rysiowiańczyk
Zarejestrowany: 2009-12-02
Posty: 1163

Re: truskawka czy śliwka?

Fajne smile aczkolwiek to jest wszystko wyciągnięte żywcem z serialu big_smile

weź trochę swojego pióra tu włóż...zrób inny bieg wydarzeń itp. xD

;] czekam na next


kiss 'pocałować-posmakować jak Wieeeelkiego Róóóóżowego LIZAKA ' rumieniec 
od pierwszej kokardy wielbię me samouwielbienie i kaahnienkęheart
PUCCA & BrzydUla  heart rock
SWSiOCJT;DORIS;MDUC;GNAJ

Offline

 

#3 2009-12-26 17:27:59

Kitty84
Druga połówka Marka
Zarejestrowany: 2009-11-13
Posty: 4918

Re: truskawka czy śliwka?

loose - postaram się smile Musiałam od czegoś zacząć, wiem, że sporo tu serialu (pewnie stanowczo za dużo, tak wyszło - debiutantka błaga o wybaczenie), ale to już nie potrwa długo (mam nadzieję). Nie chcę więcej zdradzać, bo jeszcze sama nie mam poukładane, co chcę napisać, w sumie jest to moim największym problemem big_smile


FOM storczyk MDUC GNAJ SWSiOCJT DORIS | owoce | mini | Niepoprawna Markomanka

Offline

 

#4 2009-12-26 17:35:53

loose
Rysiowiańczyk
Zarejestrowany: 2009-12-02
Posty: 1163

Re: truskawka czy śliwka?

Kitty84, każdy początek jest trudny big_smile

ważne, że zaczęłaś xD

fajne przemyślenia i długie rozdziały smile 
na serio czekam na następny rozdział big_smile


kiss 'pocałować-posmakować jak Wieeeelkiego Róóóóżowego LIZAKA ' rumieniec 
od pierwszej kokardy wielbię me samouwielbienie i kaahnienkęheart
PUCCA & BrzydUla  heart rock
SWSiOCJT;DORIS;MDUC;GNAJ

Offline

 

#5 2009-12-26 18:18:33

Kreska
Przyjaciel domu Uli
Zarejestrowany: 2009-06-24
Posty: 816

Re: truskawka czy śliwka?

Podoba mi się i to bardzo big_smile Dodatkowym plusem twojego debiutu jest sam fakt, że będziesz pisać w całości o Marku. Pan Dobrzański, to ktoś kogo tygryski lubią najbardziej. Sugerując po rozdziale drugim, nasz obiekt westchnień nie jest z tego faktu zadowolony. Widać, że się zmienił. Głópia Óla jest ślepa big_smile
Jak już wcześniej wspomniano, zadużo w twoim opowiadaniu serialu. Wiem jednak, że to dopiero początek potrzebny do rozkręcenia twojego pomysłu. Truskawka czy Śliwka? Ula czy Paula? Czyżby Marecki po raz kolejny znalazł się pomiędzy młotem a kowadłem?

Ostatnio edytowany przez Kreska (2009-12-26 18:19:22)


Music my love music

KTB heart MDUC heart GNAJ heart

Offline

 

#6 2009-12-26 18:25:30

Kitty84
Druga połówka Marka
Zarejestrowany: 2009-11-13
Posty: 4918

Re: truskawka czy śliwka?

On dopiero będzie między młotem a kowadłem, właśnie mi się szatański plan rodzi, jeszcze się chłopak nie jeden raz "odmieni" tongue Owszem truskawka = Ulka, ale czy śliwka to Paula? Niekoniecznie tongue Tyle narazie mogę zdradzić, a teraz zastanawiam się, jak ja mam, kurde blaszka, poskładać to wszystko ładnie i składnie w kupę xD


FOM storczyk MDUC GNAJ SWSiOCJT DORIS | owoce | mini | Niepoprawna Markomanka

Offline

 

#7 2009-12-26 18:43:41

Kreska
Przyjaciel domu Uli
Zarejestrowany: 2009-06-24
Posty: 816

Re: truskawka czy śliwka?

Kitty84 napisał:

On dopiero będzie między młotem a kowadłem, właśnie mi się szatański plan rodzi, jeszcze się chłopak nie jeden raz "odmieni" tongue Owszem truskawka = Ulka, ale czy śliwka to Paula?

Zastanawiałam się również nad Aldoną xD W końcu ona również miała chętkę na Mareczka. No chyba, że wprowadzisz nową postać. Oj, ciekawie mi się to widzi big_smile

Kitty84 napisał:

Tyle narazie mogę zdradzić, a teraz zastanawiam się, jak ja mam, kurde blaszka, poskładać to wszystko ładnie i składnie w kupę xD

Taa... skąd ja to znam tongue Mam pomysł a napisać nie potrafię. Nie martw się, nie jesteś jedynym przypadkiem choroby "Mam a nie skleję" Chociaż muszę przyznać, że jesteś w gorszym położeniu. Wstawiłaś opowiadanie, więc zostałaś automatycznie zobowiązana je dokończyć. O biedulko. Właściwie dla mnie to lepiej, mam nowy tekst do śledzenia big_smile


Music my love music

KTB heart MDUC heart GNAJ heart

Offline

 

#8 2009-12-26 18:52:04

Kitty84
Druga połówka Marka
Zarejestrowany: 2009-11-13
Posty: 4918

Re: truskawka czy śliwka?

Może Aldonka, a może nie big_smile Ale tak czy inaczej ją umieszczę w opowiadaniu, bo strasznie mi się spodobała w serialu big_smiletongue


FOM storczyk MDUC GNAJ SWSiOCJT DORIS | owoce | mini | Niepoprawna Markomanka

Offline

 

#9 2009-12-26 19:59:23

mono
Prostuje spinacze
Od: near Lublin
Zarejestrowany: 2009-10-20
Posty: 3385

Re: truskawka czy śliwka?

Troszeczkę męczące. Tak jakby replay. Mam nadzieję, że rozdział trzeci będzie już Twój, a nie tvn-u. smile
Mam nadzieję, że Mareczek wybierze Truskawkę!  big_smile


są tacy, którzy w głowie hodują ogrody.

Offline

 

#10 2009-12-26 20:02:09

Mionnka
Przyjaciel Brzyduli
Zarejestrowany: 2009-10-03
Posty: 103

Re: truskawka czy śliwka?

Fajne czułam się jak bym serial oglądała dużo przemyśleń ( więcej niż w BrzydUli ) smile) Podobało mi sie wink


Dość dawno mnie tu nie było postanawiam to zmienić wink

Offline

 

Stopka forum

Powered by PunBB© Copyright 2002–2018 PunBB
statystyka