BrzydULA - jedyne forum fanów serialu

Forum dyskusyjne miłośników serialu "BrzydULA"

Nie jesteś zalogowany.

#1 2009-12-29 15:19:10

RieeAngela
Cień Uli
Od: Kalisz
Zarejestrowany: 2009-12-10
Posty: 300

Miniaturki

Ha, natchnęło mnie wczoraj w nocy. A właściwie to dzisiaj. tongue Skończyłam o drugiej nad ranem, ale stwierdziłam, że jeszcze później to sprawdzę... Nie sprawdziłam. big_smile
Miłego! Liczę na szczere opinie. tongue
Takie świąteczne, ale po prostu coś mnie naszło. smile



                                                                       *



                                                              Miniaturka 1


        - A tu cię mam! - krzyknął czarnowłosy mężczyzna, porywając w objęcia trzyletnią dziewczynkę. - Myślałaś, że mi się schowasz? - zapytał, okręcając się z nią dookoła, na co Ania zapiszczała radośnie.
- Źrób eskimosia! - poprosiła, przytulając się mocniej do ojca. Marek przybliżył swą twarz i potarł nosem o delikatny nosek swojej pociechy, powodując u niej jeszcze większy przypływ wesołości. Odgarnął z jej radosnej twarzyczki brązowe włosy, które odziedziczyła po matce i uśmiechnął się sam do siebie. - Jeśce, jeśce!
- Przykro mi, skarbie. Tatuś musi pomóc mamusi – posłał brązowowłosej przepraszający uśmiech i odstawił ją na podłogę. - Ale obiecuję, że jutro pobawimy się w...
- Księźnićki! Tatuś będzie księźnićką! - zapiszczała radośnie, klaszcząc w małe rączki. Mężczyzna skrzywił się nieco, gdy przed oczyma stanęła mu ta wizja.
Chociaż... Nie będzie tak źle, pomyślał, przekraczając próg kuchni. 
- Już jestem, kochanie – wyszeptał, przytulając się do żony obserwującej całą sytuację. - Nasze skarby wzięły sobie mnie za swój cel. Zamierzały mnie wykończyć! - zawołał, łapiąc się za serce teatralnym gestem. Ula zachichotała i posłała mu pobłażliwy uśmiech.
Cały Marek... przemknęło jej przez myśl, wywołując przypływ ciepła. Zmierzwiła mu włosy i pocałowała delikatnie w usta, po czym odsunęła się i spojrzała w stalowoszare oczy męża, w których  zauważyła figlarne błyski.
- O nie, kochaniutki – pogroziła mu palcem, zanosząc się śmiechem i odsuwając na bezpieczną odległość. - Mamy niecałe trzy godziny, a tobie tylko jedno w głowie.
- Cały ja... - szepnął, podchodząc do kobiety i gładząc ją po policzku.
- Cały ty... - powtórzyła cicho, zatapiając się w jego hipnotycznym spojrzeniu i całkowicie zapominając o tym,  że w domu są dzieci, że czeka ją jeszcze tyle pracy, że kolacja w ogóle nie jest przygotowana, że niedługo stawią się goście... To wszystko przestało się dla niej liczyć. Bo czym była jedna nieudana wieczerza wigilijna w porównaniu do miłości, jaką darzyła swojego mężczyznę?
Marek objął Ulę, nie mogąc uwierzyć w swoje szczęście.
- Mamusiu, kiedy będziemy ubierać choinkę? - Kobieta oprzytomniała prędko i odwróciła się w kierunku, z którego dobiegał ją głos syna.
- A może teraz? - zapytała wesoło, kucając i przytulając do siebie dziecko, które pokiwało tylko entuzjastycznie główką. - No to idziemy.
- Wieczorem już się nie wykręcisz... - wyszeptał jej do ucha Marek zmysłowym głosem i uśmiechnął się figlarnie.
- Wcale nie zamierzałam, panie prezesie – odpowiedziała, spoglądając odważnie w jego oczy i wytykając mu język. Marek podbiegł do dziewczynki bawiącej się na podłodze złotym łańcuchem i pocałował ją w czubek głowy.
- I co, księżniczko? Gotowa na zabawę w ubieranie choinki? - zapytał, sięgając po aparat cyfrowy leżący na komodzie. Zrobił jedno zdjęcie na próbę, po czym ocenił jego jakość na znakomitą i pstryknął jeszcze raz, uwieczniając na fotografii swoją żonę z wystawionym złośliwie językiem.
- A kim będziesz, tatusiu?
- Kim tylko zechcesz! - wykrzyknął rycersko i natychmiast tego pożałował. Dziewczynka bowiem uśmiechnęła się złośliwie i poklepała ojca po plecach.
- Konik!
- No to powodzenia, koniu pociągowy – szepnęła zaczepnie Ula, klepiąc mężczyznę po plecach tak, jak to zrobiła jej córka. - No, panie prezesie, wypadałoby chyba zacząć od lampek.
- Pani prezes ma całkowitą rację – przyznał Marek, kiwając ochoczo głową. Ania, siedząca na barkach ojca i trzymająca się mocno za jego szyję, podskoczyła radośnie i zachichotała cichutko. - Daniel, podałbyś mi światełka? A ty, księżniczko, musisz ze mnie zejść – szepnął, ściągając zawiedzioną dziewczynkę na ziemię. Widząc jej minę dodał szybko z uśmiechem: - Zaraz znajdziesz się tam z powrotem.
Cały Marek... Nie umie odmówić własnej córce. Rozpuści ją, to pewne. To jego oczko w głowie..., przemknęło przez myśl Uli, a na jej twarzy zagościł delikatny uśmiech. Razem z synkiem podeszła do sofy, na której leżały ozdoby choinkowe i zaczęła przebierać w pudle.
- Co powiecie na czerwień i złoto?
- Idealnie! - wykrzyknął Marek, biegający wokół choinki i oplatający ją sznurem światełek.
- Nie za bardzo oklepane? - zapytała powątpiewająco Ula, na co mężczyzna zaprzeczył gorliwie.
Kochany Marek... Całe szczęście, że jakby to był największy kicz, to powiedziałby mi prawdę.
- No to chodź, synku, pomożesz mamie wybrać wszystkie ozdoby w tych dwóch kolorach – szepnęła, ręką przywołując czarnowłosego chłopczyka. Uwielbiała w nim wszystko; jego ciepły głos, dobroć, dołeczki w policzkach, które odziedziczył po ojcu, czarne włosy sterczące w każdą stronę, nawet te radosne niebieskie oczy, które otrzymał właśnie po niej.
- Lampki zawieszone, teraz czas na gwiazdę. Czy mogę panią prosić? - zapytał szarmancko, podając córce rękę.
- Do tańca? - zaświergotała dziewczynka, wsuwając swą maleńką dłoń w rękę ojca.
- Nie, do konikowania. Ktoś przecież musi zawiesić na choince gwiazdę! - zawołał, a dziewczynka zarumieniła się lekko rozumiejąc, że dostała najważniejsze ze wszystkich zadań. Ania uczepiła się mocno mężczyzny, który podniósł ją wysoko do góry.
- A oto i sama gwiazda... - wyszeptała podniośle Ula, podając ostrożnie przedmiot swojej córce, która, z zakłopotaniem, ale i wielką dumą, umieściła gwiazdę na szczycie drzewka. Marek postawił dziewczynkę na ziemi, po czym ucałował jej rączkę, a wtedy rozpoczęła się wielka radość. Wszyscy rzucili się w kierunku pudła, chcąc zawiesić na choince pierwszą zwyczajną ozdobę. Daniel z dumą umieścił czerwoną bombkę na najniższej gałązce, przyglądając się jej z wielką uwagą. Ozdabianie drzewka przyniosło wszystkim ogromną radość, czuli się jednością, która zawsze może na siebie liczyć. Nie obchodził ich mijający czas ani to, że kolacja nie jest przygotowana. Ważne było to, że są razem, że mogą się cieszyć sobą i tak trywialną czynnością. 
- Jakim ja jestem szczęściarzem... - wyszeptał czarnowłosy mężczyzna, obejmując żonę w pasie i przyglądając się ich wspólnemu dziełu. Choinka, choć ubierana przez czworo tak różnych ludzi, wyglądała naprawdę pięknie.
- Jest śliczna...
- Zobaczysz wieczorem, jak zapalimy lampki – powiedział Marek, uśmiechając się promiennie. - No, pani matko, chyba czas wrócić do rzeczywistości. Mamy dokładnie dwie godziny.
- To jeszcze sporo... - zaczęła zamyślona Ula, po czym zdała sobie sprawę z tego, jak niewiele czasu im zostało. - Nie, Marek, nie, powiedz, że to nie jest prawda... - wyszeptała z przerażeniem, wpatrując się w zegar wiszący na ścianie. - Przecież ja nie zdążę!
- Nie panikuj, kochanie, pomożemy ci. Prawda, dzieci? - zapytał, nie oczekując odpowiedzi od swoich pociech. - Ty tutaj się zajmij kuchnią, my przygotujemy resztę. Trzeba rozpalić porządny ogień w kominku... ale to później i moja sprawa. Rozłożyć stoły... ale to moja sprawa. Zastawić je... o, tak, w tym mi pomożecie. A teraz może usiądziecie sobie i pobawicie się, hmm? Danielku, zajmij czymś siostrę. – Marek posłał synowi błagalny uśmiech i zabrał się za rozkładnie stołów. Wiedział, że dwie godziny to naprawdę bardzo mało czasu jak na pełne przygotowanie wieczerzy wigilijnej dla co najmniej dziesięciu osób.
Nie panikuj, Marek, nie panikuj. Wszystko jest w porządku. Ale co będzie, jak ta chmara osób zniszczy mój model motoru?! Co wtedy?! Chyba muszę go przestawić w bardziej bezpieczne miejsce. Tak, do sypialni nikt mi nie będzie zaglądał! Ale to później. Spokojnie, Marek, zajmij się stołami. Kretynie, zajmij się wreszcie tymi stołami!
Mężczyzna dostawiał kolejne krzesła, a kiedy skończył, stanął w progu kuchni i przyjrzał się swojemu dziełu. Zacmokał z zadowoleniem i rzucił się w kierunku stołu kuchennego, na którym leżały już wyprasowane obrusy.
- Ania, Daniel... Teraz tak, tatuś rozłoży ładnie obrusy na stole, a wy położycie sianko, dobrze? - Dzieci pokiwały twierdząco główkami i dobrały się do opakowania. Marek rozkładał obrusy, pogwizdując pod nosem.
- Co tu się stało? - zapytała Ula, zanosząc się donośnym śmiechem.
- Mieliśmy mały... wypadek przy pracy? – wymamrotał nieprzytomnie Marek, drapiąc się po głowie. Doprawdy... nie mógł pojąć, jak to się mogło w ogóle stać.
Że niby że co? Że ja rozkładałem, że oni... ale że niby jak?! No bo to takie dzieci, no jak?! Oni są tacy mali, tacy grzeczni! No i inteligentni, po mamusi rzecz jasna... rozpłynął się na chwilę, a na jego twarzy zagościł błogi uśmiech.
- Marek, mały wypadek przy pracy? Jak małym wypadkiem przy pracy można nazwać zabrudzenie całego salonu sianem? Sianem, które miało się znaleźć pod obrusem?
- Mnie nie pytaj, to nie moja wina! - zawołał z łobuzerskim uśmiechem, wskazując palcami na bawiące się pod choinką dzieci. - To nie ja!
- Jak dziecko, dosłownie jak dziecko... - wymamrotała Ula, posyłając mężowi pobłażliwy uśmiech. - Danielku, pokaż, zostało tam chociaż troszkę sianka? Dlaczego rozsypaliście je po całym pokoju? - zapytała kobieta, spoglądając w oczy synka.
- Tatuś kazał. Poprosił, żebyśmy rozłożyli sianko, to razem z Anią rozłożyliśmy - wytłumaczyło spokojnie dziecko, przytulając się do matki.
- Włożysz to ładnie pod obrus? Chociaż troszeczkę...
- Oczywiście, mamusiu.
Zostawić coś mężczyźnie do zrobienia... Ach, ci faceci. To takie duże dzieci! Uśmiechnęła się do swoich myśli i wróciła do kuchni z wiarą, że na pewno zdążą. Po półtorej godzinie wszystko było już przygotowane, wystarczyło tylko oczekiwać gości.
- Sianko pod obrusem? - zapytał Marek, trzymając w ręku listę rzeczy potrzebnych na wieczerzę.
- Jest! - odpowiedziały chórem dzieci, przytupując nogą.
- Stroik ze świeczką?
- Jest!
- Jedno dodatkowe nakrycie?
- Jest!
- Opłatek?
- Jest!
- Ale ich pan ładnie wychował, panie prezesie... - szepnęła Ula do ucha męża, wtulając się w jego ciepłe ramię. Była naprawdę szczęśliwa, tak szczęśliwa jak jeszcze nigdy wcześniej. - To teraz, skarby nasze kochane, trzeba wypatrywać pierwszej gwiazdki! - Ania i Daniel jak na zawołanie rzucili się do okna, szukając jasnego punktu na niebie. Kobieta zaś pocałowała delikatnie męża, prowadząc go w kierunku kanapy, by mogli choć na chwilę usiąść.
- Ogień! - krzyknął przerażony Marek, zrywając się z sofy.
- Gdzie? - zapytała Ula, rozglądając się dookoła.
- Na śmierć zapomniałem! Ulka, nie rozpaliłem ognia! - Kobieta zachichotała cicho.
No tak, jak mogłam pomyśleć, że coś się pali. Jak zwykle dramatyzuję.
- Nie strasz mnie tak nigdy więcej, draniu! - zawołała, rzucając w męża czerwoną poduszką leżącą na kanapie.
- Draniu? Draniu?! - zapytał piskliwie Marek, zapominając o tym, co miał zrobić. - Ja ci dam drania, oj ja ci go jeszcze pokażę! - Podbiegł do kobiety i rzucił się na nią, doskonale pamiętając, w których miejscach ma łaskotki.
- Nie... Ma... cha, cha, cha... ma... cha, cha... marek, przesta... cha, cha, cha, przestań! Proszę! Cha, cha, cha... nie, ogień! - wydusiła i, chwytając się ostatniej deski ratunku, wymamrotała między wybuchami śmiechu: - Miałeś rozpalić ogień!
- Jak dzieci... - pokiwał pobłażliwie głową Daniel i powrócił do poszukiwania pierwszej gwiazdki, gdy usłyszeli dzwonek do drzwi. Ula pospiesznie wstała z kanapy i podążyła w kierunku wejścia, za którym znajdowali się wszyscy ich goście.
- Cześć, mamo, tato. Witaj, tato. Cześć, Beti! A czemu Jaśka nie ma?
- Pojechał na kolację do swojej dziewczyny. Rozumiesz, zaprosili ich jej rodzice – odpowiedział Józef i mrugnął porozumiewawczo do córki. - A gdzie brzdące?
- Wypatrują pierwszej gwiazdki, nie zdziwiłabym się, gdyby Marek im towarzyszył – wyjaśniła Ula, uśmiechając się szeroko.
- Co ja? Co ja?- zapytał sam zainteresowany, wzbudzając w zebranych ogólną wesołość. - Cześć, mamo, tato i tato. Witaj, Beti! - zawołał, przytulając do siebie dziewczynkę. - Pewnie nie możesz się doczekać prezentów, co? - szepnął, a w jego oczach pojawiły się tajemnicze błyski, po czym mrugnął porozumiewawczo i dodał:- Nie martw się, ja też. Jak dostanę tę upragnioną grę „World in conflict”... - wymamrotał rozmarzonym tonem.
- Gwiazdka! Gwiazdka! - zaświergotała Ania, podskakując i głośno klaszcząc w dłonie.
- No, to chyba możemy zaczynać... - zaproponowała Ula, podając wszystkim talerz z opłatkiem. - Pójdę więc najpierw do ciebie, kochanie. Życzę ci tego, byśmy zawsze byli tak szczęśliwi jak dziś. By zawsze otaczała nas nasza wielka, kochająca się rodzina, byśmy potrafili sobie wybaczać i żegnać konflikty, bo przecież one zawsze były, są i będą. Chcę także, byś nigdy nie musiał mnie oszukiwać i byś zawsze wiedział, że możesz na mnie liczyć. Kocham cię – wyszeptała Ula, patrząc głęboko w oczy Marka.
- Ja natomiast życzę ci tego, byś nigdy się na mnie nie zawiodła. Wiem, że nie jestem idealnym mężem i ojcem, ale tacy przecież nie istnieją. Chcę, byśmy zawsze mogli na sobie polegać i by dobrze szło nam wychowywanie naszych dzieci... życzę ci także, byś zawsze we mnie wierzyła i byś nigdy się nie zmieniała - bądź taką samą Ulą, którą pokochałem, tą dobrą, ufną dziewczyną tak różną od wszystkich kobiet, jakie w swoim życiu poznałem... wiedz, że jesteś najlepszym, co mnie kiedykolwiek spotkało i że to dzięki tobie dziś jestem tym, kim jestem. I ja też cię kocham – wyszeptał i przytulił mocno do siebie Ulę. Chciał trwać w tych objęciach już zawsze, chciał być blisko niej, obdarzać ją miłością i szacunkiem, na które przecież zasługiwała.
- Odbijany! – Usłyszeli gdzieś z boku i kobieta została porwana w objęcia swojej teściowej. - Urszulo, chcę ci życzyć wszystkiego najlepszego. Byście z Markiem zawsze byli dla siebie oparciem i by wychowywanie dzieci szło wam jeszcze lepiej. Spełniajcie swoje marzenia i stawajcie się jeszcze lepsi dla siebie! - Helena uściskała mocno swoją synową.
        Łamanie się opłatkiem zajęło im sporo czasu, ale to nie było dla nich istotne. Ula wyściskała mocno swoje dzieci i posadziło przy stole, każdego obdarzając ciepłym uśmiechem.
- Marek, pomożesz mi?
- Oczywiście! - zawołał radośnie i cmoknął żonę w policzek. - Naprawdę dziękuję ci za to, że jesteś.  Że dzięki tobie jestem...
- Wiesz... zastanawiałam się kiedyś.. - wymamrotała kobieta, mieszając starannie bigos – bo zawsze myślałam, że to ja na ciebie nie zasługuję... ale później, sam wiesz kiedy, twierdziłam zupełnie na odwrót, a teraz... ciii – wyszeptała, kładąc palec na jego ustach, gdy widziała, że chciał jej przerwać. - Teraz jestem pewna, że oboje jesteśmy siebie warci. Kocham cię, wariacie. Masz masło na policzku. – Wystawiła mu język i wetknęła w dłonie półmisek z pierogami z grzybami i kapustą. - Tylko niczego nie upuść! - zachichotała cichutko i wymknęła się z kuchni, zostawiając osłupiałego Marka samego.
        Wszyscy zasiedli do stołu i Ula mogła wreszcie spokojnie rozejrzeć się po pokoju. Marek miał całkowitą rację, choinka wyglądała teraz jeszcze piękniej, a w całym pokoju było tak nastrojowo... Zapach drzewka stojącego w kącie mieszał się z zapachem dań stojących na wigilijnym stole. Pan Krzysztof podniósł się ostrożnie i zmówił modlitwę w imieniu wszystkich siedzących przy stole, a następnie odczytał fragment z Pisma Świętego.
- Boża dziecina się rodzi, niech i w naszych sercach zagości. Moi mili, jeszcze raz życzę wam, byście byli zawsze tak dobrzy i uśmiechnięci jak dzisiaj! Smacznego! - zawołał radośnie senior Dobrzański, a wszyscy zaczęli jeść.
- Ulcia, podałabyś mi barszczu? - zapytała Beti, która zajęła miejsce obok starszej siostry. Kobieta skinęła głową i nalała dziewczynce czerwonego płynu do kubka. Marek, który dopiero wszedł do salonu z ostatnim półmiskiem ze smażonym karpiem, pokręcił gałką głośności radia. Muzyka docierała w każdy kąt, zalewała i mamiła umysły. Ciche dzwoneczki pobrzękujące w tle kolędy „Dzisiaj w Betlejem” cieszyły ucho, dodając magii i uroku.
- Śnieg! - zawołała uradowana Ania, która od samego początku wpatrywała się z nadzieją w okno.
Moja kochana, ufna córeczka. Chyba tylko ona wierzyła naprawdę, że ten śnieg dzisiaj spadnie..., pomyślała Ula, a na jej twarzy zagościł rozmarzony uśmiech. Beti i Daniel podbiegli do okna i zaczęli podskakiwać wesoło.
- Pójdziemy dzisiaj na Pasterkę, prawda? - zapytała ostrożnie Beatka, wiedząc jaka będzie odpowiedź. Klasnęła w dłonie i wróciła do stołu, by jak najszybciej zakończyć posiłek. Widać było, że spora część gości spieszyła się bardzo, oczekując tylko na jedno. Marek, widząc, że kolacja zbliża się ku końcowi, wyciągnął telefon i wysłał Sebastianowi wiadomość.

                                 Bądź u nas za dwadzieścia minut. Nie zapomnij prezentów i stroju Mikołaja!
                                                                                                                        Marek.

Uśmiechnął się sam do siebie i schował telefon do kieszeni. Rozejrzał się po salonie, zatrzymując się na chwilę na twarzy każdego z zebranych.
Czy codziennie tak nie może być? Czy nie zawsze musi być dobrze? No tak, jak mówi Ula... dobrze jak nie za dobrze...
Ledwie westchnienie wydarło się z jego ust, a usłyszeli na klatce schodowej donośne dzwonki, a po chwili dobijanie się do drzwi. Marek poszedł otworzyć.
- Ho, ho, ho! - W przedpokoju stanął niewysoki, puszysty mężczyzna w czerwonym kubraku z siwą brodą sięgającą połowy jego klatki piersiowej. Dzieci zapiszczały radośnie i podbiegły do przybysza, ściskając go radośnie.
- Mikołaj! - zawołała Ania, uśmiechając się szeroko.
- A czy ślicznotka była w tym roku grzeczna? - zapytał mężczyzna, pochylając się nad dziewczynką.
- Tak, kochany Mikołaju. I wyśłałam do ciebie drugi liśt, bo tatuś i mamusia mi powiedzieli, że Święty Mikołaj ma dużo dzieci, które musi obdarować i niektóre sią bardzo biedne, więc ja pośtanowiłam, że chcę tańśzy prezent.
- Kochane dziecko... - wyszeptał Mikołaj i pogłaskał dziewczynkę czule po głowie. - Tak więc... zobacz, co tu dla ciebie mamy. - I wręczył uradowanej dziewczynce ładnie opakowane pudełko. - Teraz... Daniel, tak? A czy ty, chłopcze, byłeś grzeczny?
- Tak jest, panie Mikołaju – odparł Daniel, salutując. Starszy pan zaśmiał się i zaczął grzebać w wielkim worze.
- Tu mamy prezent dla ciebie. I została nam jeszcze Beti. Taak, mamy... tak, to dla ciebie, dziewczynko. Na pana ręce składam wszystkie prezenty dla reszty rodziny. Wesołych Świąt, ho, ho, ho!- zawołał Mikołaj i zniknął za drzwiami mieszkania państwa Dobrzańskich. Marek rozdał wszystkie prezenty i przez najbliższe pół godziny toczyła się żywa dyskusja o otrzymanych podarunkach.
        Marek bawił się właśnie zestawem kolejowym Daniela, gdy drzwi mieszkania rozwarły się szeroko.  Wszyscy obecni skupili wzrok na przybyłej parze.
- No co? Przyszliśmy rozkręcić imprezę! - zawołała radośnie Violetta, rzucając się osłupiałemu Markowi na szyję. - Mareczku, wszystkiego, co najlepsze! By te twoje dziewiąte cudy rosły jak na pączkach, by ta twoja żona była taką wiesz... tą od... prania, gotowania... Zosią!
- Marysią? - zapytał dla pewności czarnowłosy mężczyzna, przyglądając się sekretarce z uśmiechem.
- No, przecież mówię, że Zosią – powiedziała Violetta, żywo gestykulując rękoma. - No, ale cofając się do tej przedhistorii... to ja wam życzę, byś nie musiał harować jak ten dziki muł na tę swoją prawdziwie japońską rodzinę.
- Viola, japońską? - zapytał Marek, wybuchając śmiechem.
- No, japońską, japońską, przecież mówię! No coś ty, Marek, nie wiesz? W Japonii mają zbyt duży naród, za dużo dzieci się rodzi, to wiesz... no to ja ci takiej właśnie rodziny życzę. Prawdziwie japońskiej! - wytłumaczyła Kubasińska z poważną miną niczym wykładowca tłumaczący studentom zaawansowane prawa fizyki. - Tam, się wysilać jak ta mrówka będę. Wesołych Świąt! - wykrzyknęła na swój sposób i rzuciła się obcałować prezesa.
- Już, Viola, wystarczy. Wzajemnie. Szczęścia z Sebą. – Mrugnął do niej porozumiewawczo i uciekł najszybciej, jak tylko mógł. - Seba, ja cię proszę. Nie wiem, jak ty z nią wytrzymujesz!
- Spadaj od mojej Violi, ustatkowany debilu. Pilnuj Ulki, póki jeszcze możesz – warknął Sebastian, posyłając swojej dziewczynie rozmarzony uśmiech. - Swoją drogą ja do tej pory nie rozumiem, jak to się stało. Jak ty się naprawdę zakochałeś w Uli. Nigdy nie mogłem pojąć, co ty w niej takiego widziałeś... choć teraz to inna sprawa. Ale dobrze, dobrze, już cię nie denerwuję. Pociechy z pociech ci życzę, ojczulku, żebyś tę swoją Ulkę kochał do końca życia i byś wreszcie mógł mnie kiedyś zaprosić na partyjkę „World in conflict”! Dostałeś ją, prawda? Przyznaj się, draniu!
- Dostałem, dostałem! - zawołał podekscytowany Marek i klepnął przyjaciela w ramię. - W sobotę przyjdź. Pożyczmy sobie też od małego zestaw, to dopiero będzie zabawa...
- Tak, tylko musisz gdzieś wysłać wtedy Ulkę.
- O to to ty się, chłopie, nie martw... - wyszeptał tajemniczo Marek i podążył w kierunku matki. Sebastian dogonił Violettę, która biegała po całym salonie, próbując złapać wyrywającą się jej Anię, i pociągnął ją w kierunku wyjścia.
- Przepraszamy państwa, ale my musimy się już zbierać. Jesteśmy zaproszeni na kolację do moich rodziców. Wesołych Świąt! - zawołał Sebastian i razem z Violettą pospiesznie opuścił mieszkanie.
- Kochani, czas na Pasterkę – oznajmił Krzysztof, odkładając na stół swój prezent. - Pora się zbierać. - W pokoju zrobiło się głośno i tłoczno. Marek pomógł ubrać się Danielowi, Ula zaś opatuliła cieplutkim szalem Anię i wszyscy w radosnej atmosferze wyszli na zewnątrz.
        Świat tego dnia wyglądał jeszcze piękniej nie tylko ze względu na prószący delikatnie śnieg. Atmosfera tych magicznych, pięknych Świąt była wyczuwalna nawet tutaj, w pustym zaułku wąskiej ulicy. Atmosfera ta była niesamowicie lekka i wypełniała każdy, nawet najmniejszy zakątek świata niczym miłość i dobro zalewające nasze umysły i serca nie w częściach, a całości. Nie istniały te Święta bez dobroci, bez ciepła, bez miłości spotykanej na każdym kroku. Nie mogły być tymi samymi Świętami bez rodzin w komplecie, bez opłatka, bez śniegu i radosnych, tarzających się w nim dzieci. Marek przytulił mocno do siebie Ulę, całując ją w czubek głowy. Była przecież taka kochana! Ścisnął mocniej rączkę idącego po jego prawej stronie Daniela i przekazał ten impuls dalej na żonę. Ula uśmiechnęła się promiennie i wtuliła się jeszcze bardziej w męża, po czym przystanęła na chwilę i wzięła córeczkę na ręce.
- Kocham cię, skarbie – wyszeptała, tuląc ją do siebie jeszcze mocniej.
- Ja ciebie też, mamusiu – odpowiedziała jej poważnie Ania. Teraz wszyscy czuli się jedną, wielką, kochającą się rodziną.
Cokolwiek by się nie stało... zawsze będziecie w mojej pamięci. Jesteście najlepszym, co mi się kiedykolwiek przytrafiło.
        Pasterka, choć była prawie zwyczajną mszą, jak zwykle doprowadziła ją do wzruszenia. Pożegnała się z rodzicami, teściami, Beti i panią Alą i razem z Markiem, niosąc na rękach śpiące dzieci, wróciła do domu, czując się naprawdę spełnioną kobietą.



        - To była cudowna Wigilia, kochanie... - szepnął czule mężczyzna, wtulając się w gęste włosy swojej żony. Uwielbiał ich brązowo-miodowy kolor i truskawkowy zapach, każdą cebulkę mógł wycałować z osobna, wielbić i podziwiać już zawsze. Spojrzał głęboko w błękitne oczy kobiety, w których ujrzał miłość, czułość i szczęście. Pragnął, by ta chwila mogła trwać wiecznie, by już zawsze byli tacy sami, by mogli podziwiać, jak ich dzieci rosną, jak się zmieniają, jak stawiają pierwsze kroki ku dorosłości. Pocałował ją delikatnie w usta, przygryzając dolną wargę i doprowadzając ją tym do szaleństwa.
- Panie prezesie, nieładnie jest tak kusić – pogroziła mu palcem i zachichotała cicho. Spojrzała głęboko w jego stalowoszare oczy, które od zawsze kochała. Uwielbiała się w nie wpatrywać, tonąć w oceanie niewypowiedzianych słów i zgadywać, o czym właśnie myśli. To właśnie w tych oczach zakochała się od pierwszego wejrzenia i już na zawsze pozostała im wierna. - Uwielbiam właśnie takie wieczory, gdy Ania i Daniel już śpią, a my mamy czas tylko dla siebie... - wyszeptała, a jej twarz rozjaśnił lekki uśmiech.
- Nie jesteś sama – mruknął, po czym przyłożył palec do jej ust i sam wytężył słuch. Z radia stojącego na komodzie sączyła się cicha muzyka, rozpoznał w niej melodię ulubionej kolędy. - Ciiicha noc, święęta noc... - zaczął nucić, a Ula ułożyła wygodnie głowę na jego piersi i wsłuchała się uważnie. Przymknęła powieki, upajając się głosem Marka. Kiedy kolęda dobiegła końca, kobieta podniosła się lekko i odwróciła w stronę męża.
- Nie wiedziałam, że tak ładnie śpiewasz... - szepnęła, wpatrując się w niego z oczekiwaniem.
- Jeszcze wielu rzeczy o mnie nie wiesz... - rzekł tajemniczo i uśmiechnął się figlarnie, a w jego oczach zatańczyły radosne iskierki.
- I znowu to robisz! - zawołała z wyrzutem, wzdychając i kręcąc z powątpiewaniem głową. Marek zrobił niewinną minę pod tytułem: ale co? i zaczął bawić się niesfornym kosmykiem jej włosów. Ula wybuchnęła śmiechem i, kłując go lekko palcem, wymamrotała: - Kusisz! Ale wracając do naszej Wigilii, nie byłaby przecież taka cudowna, gdyby nie ty i nie nasze dzieci... i, w ostateczności, goście – powiedziała kobieta, ponownie wtulając się w swojego męża. Oboje wrócili do wydarzeń sprzed kilku godzin, a ich twarze rozjaśniły szerokie uśmiechy.

Ostatnio edytowany przez RieeAngela (2009-12-30 13:39:48)


Człowiek się stara. Orze jak noże, ale i tak biednemu zawsze wiatr w plecy.

GNAJ ; SWSiOCJT

Offline

 

2009-12-29 15:19:10

Cindy
Najlepsza doradczyni na forum

#2 2009-12-29 15:49:10

Angel
Cień Uli
Od: Wielkopolska
Zarejestrowany: 2009-12-12
Posty: 418

Re: Miniaturki

To Twój debiut? Jeśli tak, to bardzo udany smile
To jest takie... nastrojowe, czułe, kochane, miłe, ładne... I dopisz sobie jeszcze wiele tym podobnych epitetów wink

Szczęśliwe małżeństwo Dobrzańskich, ich cudowne dwie pociechy (bliźniaki?), rodzinna Wigilia - cud, miód i orzeszki xD
A Mareczek, mimo iż ustatkowany mąż i ojciec, nadal ma swoje ulubione "zabaweczki" xD

Wyobraziłam sobie Sebę jako św. Mikołaja - zgon na miejscu big_smile

Pozdrawiam serdecznie i życzę weny, żebyś coś jeszcze kiedyś fajnego napisała smile


- Dlaczego mam zatem słuchać serca?
- Bo nie uciszysz go nigdy. I nawet gdybyś udawał, że nie słyszysz, o czym mówi, nadal będzie biło w twojej piersi i nie przestanie powtarzać tego, co myśli o życiu i o świecie...
  Paulo Coelho
GNAJ SWSiOCJT DORIS FPWL

Offline

 

#3 2009-12-29 15:53:40

mono
Prostuje spinacze
Od: near Lublin
Zarejestrowany: 2009-10-20
Posty: 3385

Re: Miniaturki

Wyobraziłam sobie Sebe wołającego: "Ho,ho,ho!" i zdechłam. xDDDDDDD
Bardzo ładnie piszesz, jak na moje oko. wink


są tacy, którzy w głowie hodują ogrody.

Offline

 

#4 2009-12-29 15:59:57

Kitty84
Druga połówka Marka
Zarejestrowany: 2009-11-13
Posty: 4918

Re: Miniaturki

To jest po prostu piękne... Genialne opisy, cudownie opisane takie rodzinne, pełne miłości święta... Zazdroszczę ci talentu. W dodatku bardzo długie! Ale to dobrze, warto poświęcić czas na lekturę. Mam nadzieję, że wkrótce zamieścisz następną pracę smile


FOM storczyk MDUC GNAJ SWSiOCJT DORIS | owoce | mini | Niepoprawna Markomanka

Offline

 

#5 2009-12-29 16:00:24

Króweczka
Kochanka Marka
Od: Augustów
Zarejestrowany: 2009-08-29
Posty: 4338

Re: Miniaturki

Podobało mi się. Wytworzyłaś taki fajny, ciepły klimat. Co prawda było parę zgrzytów, ale nie dużych.
Wolę raczej opowiadania z akcją, ale to przypadło mi do gustu.
Weny życzę.


Turek + Krówka to mi jakoś podejrzanie kebabem pachnie - by Słonióheart
... A księżyc opowiada mi najpiękniejsze w jego życiu sny...

No to mamy piękny czworokącik... lx

Offline

 

#6 2009-12-29 16:03:35

loose
Rysiowiańczyk
Zarejestrowany: 2009-12-02
Posty: 1163

Re: Miniaturki

bardzo miło i sympatycznie się czytało big_smile

tak słodko mmm... podobało mi się smile

życzę weny i pisz pisz nam więcej takich miniaturek smile


kiss 'pocałować-posmakować jak Wieeeelkiego Róóóóżowego LIZAKA ' rumieniec 
od pierwszej kokardy wielbię me samouwielbienie i kaahnienkęheart
PUCCA & BrzydUla  heart rock
SWSiOCJT;DORIS;MDUC;GNAJ

Offline

 

#7 2009-12-29 16:24:21

RieeAngela
Cień Uli
Od: Kalisz
Zarejestrowany: 2009-12-10
Posty: 300

Re: Miniaturki

Angel napisał:

To Twój debiut? Jeśli tak, to bardzo udany smile
To jest takie... nastrojowe, czułe, kochane, miłe, ładne... I dopisz sobie jeszcze wiele tym podobnych epitetów wink

Szczęśliwe małżeństwo Dobrzańskich, ich cudowne dwie pociechy (bliźniaki?), rodzinna Wigilia - cud, miód i orzeszki xD
A Mareczek, mimo iż ustatkowany mąż i ojciec, nadal ma swoje ulubione "zabaweczki" xD

Wyobraziłam sobie Sebę jako św. Mikołaja - zgon na miejscu big_smile

Pozdrawiam serdecznie i życzę weny, żebyś coś jeszcze kiedyś fajnego napisała smile

Hmm... debiutem bym tego nie nazwała, bo niedawno zamieściłam dwie części opowiadania, ale niezwiązanego z BrzydUlą. tongue
Dziękuję bardzo, cieszę się, że się podobało. big_smile
Taa, ja też jak sobie wyobrażałam, kto może być św. Mikołajem to... nie, Seba jest niezaprzeczalnym faworytem w tej dziedzinie. xD Dzięki ,dzięki, dzięki. big_smile

mono napisał:

Wyobraziłam sobie Sebe wołającego: "Ho,ho,ho!" i zdechłam. xDDDDDDD
Bardzo ładnie piszesz, jak na moje oko. wink

Cha, cha, ja też jak sobie wyobraziłam takiego Sebę to padłam na ziemię i przez dłuższy czas nie mogłam pisać. xD On w ogóle jest fenomenalny w roli św. Mikołaja. xD Cieszę się, że się podoba. big_smile


Kitty84 napisał:

To jest po prostu piękne... Genialne opisy, cudownie opisane takie rodzinne, pełne miłości święta... Zazdroszczę ci talentu. W dodatku bardzo długie! Ale to dobrze, warto poświęcić czas na lekturę. Mam nadzieję, że wkrótce zamieścisz następną pracę smile

Dziękuję bardzo. smile) Wiecie, jak takie komentarze uskrzydlają? xD Wiecie, wiecie. ;D


Króweczka napisał:

Podobało mi się. Wytworzyłaś taki fajny, ciepły klimat. Co prawda było parę zgrzytów, ale nie dużych.
Wolę raczej opowiadania z akcją, ale to przypadło mi do gustu.
Weny życzę.

Starałam się. tongue Właśnie nie chodziło mi tym razem o akcję, lecz o taki ciepły, fajny, świąteczny klimat... Hmm, no tak, mówią, że nawet jak autor nie pisze o sobie to i tak pisze o sobie, ale w sposób pośredni. ^^  Dziękuję. big_smile


loose napisał:

bardzo miło i sympatycznie się czytało big_smile

tak słodko mmm... podobało mi się smile

życzę weny i pisz pisz nam więcej takich miniaturek smile

Dziękuję, cieszę się, że się podobało. big_smile


Człowiek się stara. Orze jak noże, ale i tak biednemu zawsze wiatr w plecy.

GNAJ ; SWSiOCJT

Offline

 

#8 2009-12-29 16:39:16

Angel
Cień Uli
Od: Wielkopolska
Zarejestrowany: 2009-12-12
Posty: 418

Re: Miniaturki

RieeAngela napisał:

Hmm... debiutem bym tego nie nazwała, bo niedawno zamieściłam dwie części opowiadania, ale niezwiązanego z BrzydUlą. tongue

Chyba, że tak:) Do "Pozabrzydulowej..." raczej nie zaglądam wink
A jeszcze a'propos św. Mikołaja - wyobraziłam sobie właśnie Adama Turka w tej roli i śmieję się jak głupia xD Wiem, że mi odbija, ale sobie akurat wizualizuję facetów z "BrzydUli" jako Mikołajów i moim faworytem jest właśnie Adaś xD No, chyba, że jeszcze Józek wink

Teraz jeszcze mały OT - śliczny masz avek smile


- Dlaczego mam zatem słuchać serca?
- Bo nie uciszysz go nigdy. I nawet gdybyś udawał, że nie słyszysz, o czym mówi, nadal będzie biło w twojej piersi i nie przestanie powtarzać tego, co myśli o życiu i o świecie...
  Paulo Coelho
GNAJ SWSiOCJT DORIS FPWL

Offline

 

#9 2009-12-29 16:54:44

RieeAngela
Cień Uli
Od: Kalisz
Zarejestrowany: 2009-12-10
Posty: 300

Re: Miniaturki

Angel napisał:

RieeAngela napisał:

Hmm... debiutem bym tego nie nazwała, bo niedawno zamieściłam dwie części opowiadania, ale niezwiązanego z BrzydUlą. tongue

Chyba, że tak:) Do "Pozabrzydulowej..." raczej nie zaglądam wink
A jeszcze a'propos św. Mikołaja - wyobraziłam sobie właśnie Adama Turka w tej roli i śmieję się jak głupia xD Wiem, że mi odbija, ale sobie akurat wizualizuję facetów z "BrzydUli" jako Mikołajów i moim faworytem jest właśnie Adaś xD No, chyba, że jeszcze Józek wink

Teraz jeszcze mały OT - śliczny masz avek smile

Może to i dobrze. tongue Adama Turka? Hmm, o nim nie pomyślałam. xD lol
Dziękuję, ale to nie moja robota. xD Brak mi zdolności. tongue


Człowiek się stara. Orze jak noże, ale i tak biednemu zawsze wiatr w plecy.

GNAJ ; SWSiOCJT

Offline

 

#10 2009-12-29 19:46:07

MEG1984
Prawie jak Papuka
Od: zachodniopomorskie
Zarejestrowany: 2009-12-02
Posty: 6290

Re: Miniaturki

Muszę przyznać, że udało Ci się oddać nastrój Bożego Narodzenia. Bardzo udana miniaturka. Seba w roli Mikołaja nie do pobicia.


Kiedy rodzi się człowiek z nieba spada dusza i  rozpada się na dwie części.
Jedna z nich trafia do kobiety, druga do mężczyzny.
Życie polega na odnalezieniu tej drugiej połowy, połowy swojej duszy, połowy samego siebie...
I believe in SH. I AM SHERLOCKED.

Offline

 

Stopka forum

Powered by PunBB© Copyright 2002–2018 PunBB
statystyka