BrzydULA - jedyne forum fanów serialu

Forum dyskusyjne miłośników serialu "BrzydULA"

Nie jesteś zalogowany.

#11 2010-01-17 16:29:18

ann666
Wali z grubiańskiej rury
Od: Cesarstwo Toruńskie
Zarejestrowany: 2009-05-21
Posty: 17202
Serwis

Re: "Pokuta" - czyli alternatywny the end.

an666

Ursiss napisał:

Nawet, jeśli na tej twarzy gościł czasem uśmiech (a zdarzało się to ostatnimi czasy niezwykle rzadko), było w nim coś wymuszonego, czynionego wbrew sercu, zupełnie odrębnego od prawdziwych uczuć, czasem odbijających się tylko gdzieś w jego oczach.

niepotrzebny przecinek przed jeśli

Ursiss napisał:

Inny, niż tego dnia, kiedy się poznali.

niepotrzebny przecinek przed niż

Ursiss napisał:

On dawno już zapomniał jego śmiech i ten błysk w oku, gdy wcielali w życie swój kolejny szatański plan.

a nie zapomniał jego śmiechu i tego błysku w oku

Ursiss napisał:

Własnych wyrzutów sumienia. Wybranie losu banity, wmawiając sobie, że tak będzie moralnej...

moralniej

Ursiss napisał:

Lepiej dla Niej...

niej

Ursiss napisał:

Od początku do końca spieprzyłem sprawę, i z każdym dniem pieprzę ją coraz bardziej...

bez przecinka przed i

Ursiss napisał:

Ona nie chce mnie znać - w jego słowach zabrzmiała z trudem skrywana gorycz - i ja zamierzam to uszanować.

Ona nie chce mnie znać. - W jego słowach zabrzmiała z trudem skrywana gorycz. - I ja zamierzam to uszanować.

Ursiss napisał:

Odwrócił się, i spojrzał przyjacielowi prosto w oczy.

Od kiedy stawiamy przecinek przed i

Ursiss napisał:

- Spotkanie Uli - Powiedział, powoli cedząc każde słowo - było jedną z najlepszych rzeczą, jaka mi się w życiu przytrafiła.

powiedział

Ursiss napisał:

A ten nowy właśnie zrozumiał, że całe jego dotychczasowe życie było tylko farsą pozorów, w której nic tak naprawdę nie należało do niego.

farsą pozorów?
samą farsą starczy

Ursiss napisał:

Miałem zdać maturę, skończyć studia, zostać prezesem, ożenić się. Wszystko pięknie i elegancjo, jak z okładki ekskluzywnego pisma.

elegancko

Ursiss napisał:

I tkwił bym w tym wszystkim aż do dziś, gdyby nie... - urwał.

tkwiłbym

Ursiss napisał:

- słuchaj...

Słuchaj

Ursiss napisał:

Właśnie zdałem sobie sprawę, że kiedy coś wreszcie zaczynało zależeć ode mnie, zawsze udało mi się to dokumentnie sknocić - zaśmiał się z gorzką ironią - doprowadziłem firmę prawie do upadku, zawiodłem własnego ojca, skrzywdziłem Paulę i...

sknocić. - Zaśmiał się z gorzką ironią. - Doprowadziłem

Ursiss napisał:

Młody Dobrzański oparł się ciężko o kuchenny blat, tak, że przyjaciel mógł widzieć tylko jego plecy.

bez przecinka przed tak

Ursiss napisał:

To ona go zbudziła, i tylko ona potrafiłaby go teraz poprowadzić prostą drogą przez przytłaczającą zewsząd rzeczywistość.

bez przed i

Ursiss napisał:

-Idź już, co? - odezwał się cicho - chciałbym... chciałbym zostać sam.

cicho. - Chciałbym...


Je suis responsable de ma rose
After all this time? ALWAYS

Offline

 

2010-01-17 16:29:18

Cindy
Najlepsza doradczyni na forum

#12 2010-01-17 21:13:33

dorocie03
Poszukiwaczka truskawek
Od: Warszawa
Zarejestrowany: 2009-10-14
Posty: 3696

Re: "Pokuta" - czyli alternatywny the end.

A ja cierpliwie poczekam na nexta, chciałabym wiedzieć dokąd zmierzasz... Pozdrawiam


GNAJ heart, Iwona, SWSiOCJT, KTB, MDUC, Jowi46   Filip.B heart

"Markowe dołeczki znakiem markowym Marka. Aleksander w szoku. A Ula - w kanarkach"
"To tylko moja wyobraźnia" ,"Coś małego", "Inaczej"

Offline

 

#13 2010-01-17 21:44:18

MEG1984
Prawie jak Papuka
Od: zachodniopomorskie
Zarejestrowany: 2009-12-02
Posty: 6290

Re: "Pokuta" - czyli alternatywny the end.

Zaczyna się interesująco. Ciekawa jestem co będzie dalej.


Kiedy rodzi się człowiek z nieba spada dusza i  rozpada się na dwie części.
Jedna z nich trafia do kobiety, druga do mężczyzny.
Życie polega na odnalezieniu tej drugiej połowy, połowy swojej duszy, połowy samego siebie...
I believe in SH. I AM SHERLOCKED.

Offline

 

#14 2010-01-18 09:48:36

Jolcia
Cień Uli
Zarejestrowany: 2009-12-01
Posty: 349

Re: "Pokuta" - czyli alternatywny the end.

Ja też bardzo ładnie proszę o nexta, bo bardzo mi się podobało.Zwłaszcza te opisy "to już koniec"... smile


Życie jest jak podróż pociągiem. Składa się z wsiadania i wysiadania. Naszpikowana jest przyjemnymi niespodziankami i głębokimi smutkami.Pełna wyzwań, oczekiwań, marzeń i pożegnań... Ale nigdy powrotów.
GNAJ  DORIS  MDUC

Offline

 

#15 2010-01-24 21:41:31

Ursiss
Przyjaciel Brzyduli
Zarejestrowany: 2010-01-15
Posty: 109

Re: "Pokuta" - czyli alternatywny the end.

"Pokuta" - część II

Sebastian powoli zamknął za sobą drzwi. Nie był pewny, czy powinien zostawiać teraz przyjaciela samego. Jednak.... chyba nie miał wyboru.
Gwałtownie zbiegł po schodach i wyszedł na tonącą w mroku ulicę. Lekki podmuch wiatru uderzył go w twarz, ale nie miał czasu, aby zwracać teraz uwagę na takie szczegóły. W tym momencie miał na głowie wiele ważniejszych spraw.
W wyobraźni znów stanęła mu twarz przyjaciela. Ujrzał jego zapadłe policzki, podkrążone oczy, zaniedbany, kilkudniowy zarost. Sebastian wzdrygnął się na myśl o tym, że sam skutecznie przyczynił się do jego obecnego stanu. Po co namawiał go na tą całą akcję z "Brzydulą? PO CO do cholery?! No tak... przecież chciał tylko go chronić. Chciał chronić jego firmę, jego udziały... Po części też może własne, prywatne pośladki, które zdecydowanie nie zagrzałyby miejsca w firmie pana "prezesa" Aleksa Febo.
Jeśli był więc ktoś, kto powinien porządnie dostać za swoje w tym całym układzie, był to z całą pewnością on - Sebastian Olszański, najgorszy przyjaciel, jakiego widział świat. Dopiero teraz dostrzegł, ile popełnił błędów. Ale... nie była to przecież tylko jego wina. - bronił się przed samym sobą.
Marka zawsze otaczały piękne kobiety, a on sam z przyjemnością korzystał z ich towarzystwa. Nie przeszkodziły mu w tym nawet oficjalnie ogłoszone zaręczyny. Tak... to były czasy. Wspólne imprezy w klubie, dobra zabawa, piękne kobiety... no i te misternie uknute intrygi, mające na celu jedynie to, żeby "Paula się nie dowiedziała".
No a potem pojawił się ten... paszczur i całe ich piękne życie wzięło w łeb... to znaczy... wtedy tak o niej myślał. Bieg czasu sprawił, że Sebastian coraz bardziej przekonywał się do Urszuli Cieplak, a moment jej słynnej, cudownej metamorfozy ostatecznie przesądził o końcowej, bądź co bądź pozytywnej opinii na ten temat.
Wtedy jednak sprawa miała się zupełnie inaczej. Pomysł przyjęcia jej do pracy w ekskluzywnym domu mody F&D od samego początku wydawał się być jednym wielkim absurdem. Tylko młody Dobrzański wciąż stał za nią murem, twierdząc, że zawdzięcza dziewczynie życie. I może faktycznie nie był to zły pomysł, gdyż panna Cieplak odwalała za niego mnóstwo papierkowej roboty, a tym samym pozwalała Sebastianowi na wyciąganie pana prezesa do klubu, kiedy tylko miał na to ochotę.
Potem jednak zaczęły się schody. Kłopoty z kolekcją, kryzys finansowy, intrygi Aleksa... to właśnie wtedy Markowi odwaliło, i oddał jej te cholerne udziały. Olszański pamiętał dobrze, jak przyjaciel zarzekał się, że na pewno nie wykorzysta ich przeciw niemu. Że "Nie Ula. Ona nie jest taka." To tylko pogłębiło w Sebastianie przekonanie, że Marek musiał pewnego pięknego poranka poślizgnąć się na kostce mydła i poważnie upaść na głowę. Bo niby z jakiej racji aż do tego stopnia zaufał tej "poczwarze z Rysiowa"? No i stało się. "Poczwara" rzuciła się na pana prezesa swoimi odrutowanymi szczękami i wpiła w jego piękne usteczka. ...Absolutnie absurdalne....
- Przecież trzeba było brnąć w to dalej. - próbował przekonać samego siebie Olszański. - Nie było innego wyjścia...
Ale teraz, kiedy patrzył na to z innej perspektywy...
Przez bardzo długi czas nie rozumiał zachowania Marka. W końcu przerabiali to już wiele razy. Z Lidką, Aśką, Klaudią... Wcześniej miała to być tylko przyjemność. Teraz w grę wchodził dużo ważniejszy cel, a mimo to jednak... coś nie grało.
- Byłem idiotą. - pomyślał. - I to ślepym idiotą. Nie widziałem, że nie mamy do czynienia z kolejną głupiutką modelką i jej wydumanymi miłostkami. Nie widziałem, że to wszystko wcale nie jest takie łatwe, jak może mi się wydawać. Przynajmniej nie w tym przypadku. Nie chciałem nawet zauważyć, jak mój najlepszy kumpel męczy się w tym chorym układzie. Jak chyba po raz pierwszy w życiu ma problemy z mijaniem się z prawdą. Co jak co, ale Marek zawsze był w tym mistrzem. - zaśmiał się w duchu. - Tylko że tym razem to już nie była gra. To już nie była zabawa... To było czyste wyrachowanie. Intryga na poziomie Aleksa. Manipulacja uczuciami dla własnych materialnych korzyści. Już nawet tak nisko udało im się upaść.
    Wpatrywał się tempo w przestrzeń, nie dostrzegając mijanych domów i ulic. Im bardziej o tym myślał, tym gorzej zaczynał się czuć. Niestety, coś w tym było.... Nieopatrznie udało im się przekroczyć jakąś cienką granicę. Granicę jakiejkolwiek ludzkiej przyzwoitości. A ofiarą nie była już pierwsza - lepsza, której celem było tylko jedno. Ofiarą była Brzydula. Ta, która zrobiła dla nich (a raczej dla NIEGO) dwa razy więcej, niż ktokolwiek inny. Ta, która ponoć... kochała...
Ale przecież chciał dobrze. Chciał tylko pomóc. Skąd miał wiedzieć, że Marek... Że ten tak dobrze mu znany Marek Dobrzański... Że... Że to on pierwszy wpadnie w JEJ sidła? No skąd? Cóż...może gdyby był bardziej uważny? Gdyby potrafił lepiej patrzeć...
Dostrzegł by może, jak często Marek wspominał jej imię. Jak chwalił każde jej posunięcie i poprawiał za każdym razem, kiedy z ust przyjaciela nieopatrznie wymknęło się nadane jej w firmie przezwisko. Jak powoli zaczynał spędzać z nią coraz więcej czasu... Od samego początku widać było, że te niby "randki" wcale nie są dla Marka czymś nieprzyjemnym, a przynajmniej nie tak nieprzyjemnym, jak można by się tego spodziewać.  ...A może już wtedy... A może...
Może brnął w to dalej nie tylko dla weksli, ale... bo było mu tak wygodniej? Nie musiał tłumaczyć się z tego, co czuje, ani przed samym sobą, ani przed swoim kumplem. Sprawa była jasna - walczył o firmę. To, co w normalnych warunkach byłoby dla niego nie do pojęcia: Że On - Marek Dobrzański, mógłby zakochać się w kimś takim jak Brzydula, skutecznie ukrył pod płaszczem bardziej racjonalnych działań. Po prostu bał się do tego przyznać... także przed samym sobą.
Poza tym w gruncie rzeczy chyba tylko w ten sposób mógł zyskać poparcie najlepszego przyjaciela. Bądź co bądź była to "BRZYDULA".
No cóż... Tak właśnie powiedziałby on, Sebastian Olszański: "W BRZYDULI, stary!??". Mówił tak zawsze i właśnie teraz zaczynał rozumieć,  dlaczego Marek nie palił się zbytnio do głębszych przemyśleń na ten temat w jego towarzystwie. Nikt, dosłownie nikt w tej cholernej filmie nie zrozumiałby czegoś... takiego. Dlaczego? Mhm... Bo dotyczyło potwora w gigantycznych okularach i z kilogramem żelastwa na zębach. I Sebastian właśnie odkrył, że niestety również zaliczał się do grupy myślącej wyłącznie w tych kategoriach. Od samego początku pchał go w ramiona tej poczwary, chrzaniąc tylko o wekslach i kredytach. Tylko to Dobrzański mógł od niego usłyszeć. "Pamiętaj o wekslach!", "Firma ci się rozpadnie" itd. Itp. Był głuchy i ślepy na wszelkie sygnały, przybrał dawną strategię działania i trzymał się jej kurczowo, nie zwracając uwagi na to, co mówi do niego Marek. Na to, co widzi. A potem odeszła. Bez weksli i bez udziałów. A Marek został sam. Bo na kogo miał liczyć? No chyba nie na mnie? - myślał, czując coraz większą złość. Przecież nawet wtedy w jego głowie była jedynie skomplikowana strategia ratowania firmy i nie chciał zrozumieć, że nie o to już chodzi. Że to nie jest już wcale tak ważne.
Widział wprawdzie powolną wegetację przyjaciela, był jednak pewien, że wszystko to szybko minie. Że to przejściowe kłopoty egzystencjalne. Nie wsparł go nawet jednym słowem, przynajmniej nie na początku. Nie pomógł mu, wciąż pieprząc coś o Paulinie, na przemian z wekslami, kryzysem i Aleksem. Nie docenił tego, że czasy się z zmieniły. Że oni się zmienili.
A najgorsze było to, że sam go w to wszystko wpakował.... A potem pomógł dokumentnie spieprzyć, chociażby za sprawą prezentów. Do tej pory wydawało mu się, że zrobił wszystko co mógł. Że pomógł. Że się starał. Teraz nagle dotarło do niego, że tak naprawdę nie zrobił nic.
Ten nagły wniosek uderzył go z niezwykłą mocą, trafiając prosto między oczy. Nie był pewien, co się z nim dzieje, ale najwidoczniej nie tylko Marek poważnie upadł na głowę, skoro także on sam zaczyna wygłaszać dziwne moraliety, a zwłaszcza do samego siebie. ...Widać czas zmienia ludzi...
Powinien był wtedy po prostu zachować się jak prawdziwy przyjaciel. Stanąć przy nim murem i stać tam wciąż, w każdej chwili, gdy będzie go potrzebował. On stał jednak murem tylko za stertą papierzysk i za swoja ciepłą posadką. Każdego dnia widział twarz swojego przyjaciela, i każdego dnia na nowo budziło się w nim poczucie winy. Jeszcze niedawno sądził, że Marek wkrótce się pozbiera, jednak wyglądało na to, że z każdym dniem było tylko coraz gorzej. Sebastian obserwował powoli ulatującą z niego nadzieję, powoli ulatujące życie, i nie mógł nic z tym zrobić. Nic. Zupełnie nic. I właśnie to było najgorsze. Bo jeśli jest coś gorszego od wyrzutów sumienia, to tylko codzienne patrzenie w twarz temu, kto z powodu twoich win cierpi najbardziej.
Ech.... gdyby dorwał tą Cieplak, udusiłby ją teraz gołymi rękoma. Za to wszystko, co zrobiła z nim - ze starym Markiem Dobrzańskim. Tym z którym chodził do klubu i podrywał modelki. Podświadomie wiedział jednak, że w gruncie rzeczy ten dzisiejszy Marek ma w sobie samym dużo więcej racji i prawdy, niż kiedykolwiek przedtem. Czy dzisiejszy Sebastian też?
Nie był pewny, czy wierzy w prawdziwą miłość. W to całe świergolenie zakochanych, randki w parku, pocałunki przy zachodzie słońca, dwie połówki jabłka i tym podobne bzdety. Najwidoczniej jednak pan prezes Marek Dobrzański właśnie zaczął w to wierzyć, i to tak silnie, że odwołał własny ślub. Mhm...no cóż..
Ponadto wciąż dręczyło go to dziwne uczucie, towarzyszące każdej myśli o Violettcie... Uczucie, którego wcześniej nie znał. To wszystko sprawiło, że i sam Sebastian zaczynał powoli zmierzać na zupełnie nieznane mu toki myślenia. Cóż...nie można zmusić nikogo do miłości. Ale przecież kochać nie przestaje się od tak. Czy działa to nawet wtedy, kiedy serce zostało tak mocno zranione? Wzdrygnął się na myśl, że sam się do takowego ciosu przyczynił, a jeśli teraz ktokolwiek mógł jeszcze odwieść Marka od wyjazdu, a przy okazji także od popełnienia honorowego harakiri (co przy jego obecnym stanie było nawet możliwe), była to właśnie Urszula Cieplak....
Może... dałoby się coś zrobić. Jakkolwiek spróbować odpokutować za wszystkie swoje grzeszki? Za swoją impertynencję i ignorancję. Ostatnia szansa, ostatnia deska ratunku...
Nie. Nie ma mowy. Ona nienawidzi go chyba jeszcze bardziej niż pana Dobrzańskiego. I właściwie z jakiej racji miałaby z nim rozmawiać? I CO miałby jej powiedzieć?
...A więc ostatnia deska ratunku zatonęła w czeluściach oceanu... Teraz mógł mieć tylko nadzieję, że Marek nie wpadnie na jakiś genialny plan w stylu rzucenia do tegoż oceanu z jakiegoś wysokiego mostu. Sebastianie, zamknij się! - obrugał się w duszy - to ewidentnie nie jest temat do żartów!
Z Markiem naprawdę nie było najlepiej, a on sam niespecjalnie wiedział, co w tej sytuacji powinien robić. Sama rozmowa nie wystarczała. Przyjaciel zamykał się w tej swojej grubej skorupie i katował różnego rodzaju wysublimowanymi wyrzutami sumienia, a każda próba dotarcia do niego kończyła się prędzej czy później wywaleniem za drzwi. Co jak co, ale w tym momencie wolałby posiadać jakkolwiek większe pole manewru. Musiał chociażby wybadać sytuację... To w końcu on ostatnimi czasy stał się głównym spowiednikiem Marka i zdecydowanie powinien jakoś wykorzystać tą wiedzę. Był mu to winien... Ale JAK, do cholery?
Zmierzał powoli w kierunku swojego domu* a w jego głowie wciąż tłukły się tysiące absurdalnych myśli i planów, z których każdy był siebie wart. Poczucie bezradności, beznadziei i zwątpienia rozpływało się po jego organizmie niczym piekąc trucizna, a on sam nie potrafił w żaden sposób na to zaradzić.
To naprawdę był koniec. Marek miał rację...


Nowy dzień w Febo&Dobrzański rozpoczął się baaaardzo wcześnie i baaaaardzo pracowicie. Właśnie dziś miał się odbyć pokaz nowej kolekcji - FD Gusto, od której zależało "być albo nie być" firmy, toteż wszyscy spinali się jak mogli, aby zdążyć ze wszystkim na czas.
Pshemko od rana urzędował na miejscu pokazu, rozstawiając wszystkich, zwłaszcza modelki, po kątach i wprowadzając w życie swe szaleńcze wizje. Krawcowe robiły ostatnie poprawki, a Urszula Cieplak, świeżo upieczona pani prezes, rozdawała ostatnie dyspozycje, upewniając się, czy wszystko jest już na swoim miejscu.
Ten pokaz był ważny nie tylko dla całej firmy, ale także dla niej samej. Zobowiązała się, że doprowadzi to wszystko do końca - zrealizuje swój projekt i wyciągnie firmę z kryzysu. Nie mogła ich teraz zawieść, szczególnie że to właśnie z jej powodu w ostatniej chwili wycofali się ze sporego kontraktu z Włochami. Dlatego tak bardzo zależało jej na powodzeniu całego przedsięwzięcia... Zresztą w tym akurat dniu bardzo chciała mieć zajęte czymś myśli...
A Marek Dobrzański? ...punkt 1. Nie myśleć o Marku... Marek wyjeżdżał z Pauliną do Mediolanu.... No i bardzo słusznie, bo tak właśnie powinno być. Kochają się, więc chcą być razem. I razem wyjeżdżają. Zawsze do siebie pasowali, a ona - Ula, była tylko nic nieznaczącym incydentem w ich idealnym życiu... ...punkt 2. Nie myśleć o Marku... Cóż, Marek nareszcie zrozumiał to, co mówiła mu przecież od samego początku - że powinien zostawić ją w spokoju... Właśnie tego chciała....A więc wyjeżdża... Z Pauliną... punkt 3. Nie myśleć o Marku ...Ona  jest teraz już zupełnie wolna.. i szczęśliwa... Bez Marka... Bo przecież Marek już dawno przestał ją obchodzić...punkt 4...
Z zamyślenia wyrwało ją chyba setne dziś pytanie, zadane przez kolejnego zdezorientowanego pracownika. Odpowiedziała automatycznie, nie rejestrując nawet, czego dotyczyło, ani kto był osobą zainteresowaną. Dopiero po chwili otrząsnęła się z chwilowego odrętwienia i wróciła do pracy. Miała jeszcze mnóstwo rzeczy do załatwienia, a do tego wszystkiego czekała ją dzisiaj krótkotrwała, acz efektowna kariera modelki.

O dziwo, prace przy pokazie mknęły bardzo szybko i już półtorej godziny przed planowanym rozpoczęciem Ula z satysfakcją mogła stwierdzić, że wszystko jest dopięte niemalże na ostatni guzik. Wreszcie miała czas na przebranie się w swoją dzisiejszą kreację - piękną, białą, ślubną suknię, której w tym momencie nienawidziła z całego serca... Zupełnie nie wiedziała, dlaczego. Jeszcze tylko odpowiednia fryzura, kilka dodatków i była gotowa do wyjścia na wybieg.
Czasu było jeszcze dość sporo, dlatego też pani prezes postanowiła skontrolować wszystko jeszcze raz, zanim pozwoli sobie na chwilkę należnego jej relaksu przed samym pokazem. Wydostała się z przebieralni i ruszyła przed siebie. Niektórzy goście, w tym także pozostała część pracowników, powoli zaczęli pojawiać się na korytarzach. Był już pan Władek, Maciek, Ania... Sebastian....

Sebastian dostrzegł ją wreszcie. Szła korytarzem, powiewając swoja białą suknią, i uważnie rozglądając się dookoła. Czyżby kogoś szukała? A może po prostu sprawdzała, czy wszystko jest w porządku.. Czy na jej twarzy malowało się coś więcej, prócz zwykłego, przedpokazowego stresu?
Wiedział, że powinien teraz iść do Violki. Obiecał jej to, jednak jakaś siła popchnęła go w zgoła innym kierunku. Chciał zamienić z nią tylko kilka słów. Od tak, wybadać sytuację.
- Cześć.
- Cześć. - Panna Cieplak obdarzyła go uważnym spojrzeniem swych niebieskich oczu.
- Eee....jak tam pokaz?
- Dobrze. Wygląda na to, że wszystko jest już gotowe i w jak najlepszym porządku, a co?
- Nic, nic...To dobrze.... - Zapadła cisza, przerywana tylko od czasu do czasu głośnymi okrzykami Pshemko ("Niech osoba to zostawi! Teraz jest próba! Osoba ma natychmiast to odłożyć i iść stąd precz!")
- Wiesz, że Marek wyjeżdża? - rzucił w końcu, niby od niechcenia.
- Eee... Taaak... Do Mediolanu... Z Pauliną chyba... Tak, tak, wiem. - Czy mu się wydawało, czy naprawdę dostrzegł w jej oczach jakiś dziwny błysk?
- No... To w sumie ciekawie się składa, bo słyszałem, że ty też... to znaczy wyjeżdżasz... z tym twoim....jak mu tam jest?
- Chyba masz przestarzałe informacje. - przerwała mu zimnym tonem. - Nie jestem już z Piotrem. 
- Nnn.. naprawdę? - W głowie Sebastiana zabłysł mały promyczek nadziei.
- Tak. A teraz, jeśli pozwolisz, pójdę już. Mam mnóstwo rzeczy do zrobienia.
- Poczekaj! A... a Marek?
- CO Marek?
- No... Pozwolisz mu tak po prostu wyjechać?
- A dlaczego nie? Przecież zrobił już swoje. Bardzo pomógł mi przy tej kolekcji, a teraz należy mu się trochę odpoczynku. Z resztą... teraz jest z Pauliną i najwyraźniej mają tam jakieś wspólne plany... - W jej głosie wyraźnie dało się słyszeć gorycz.
- Z Pauliną!? Ulka, no co ty? Przecież dobrze wiesz, że...
- To on cię nasłał, tak? - Utkwiła w nim swoje lodowate spojrzenie - Nie ma mowy, nie dam się wkręcić w kolejną idiotyczną gierkę. Nic mnie już z nim nie łączy i nie mam zamiaru z tobą o tym rozmawiać...
- Ulka, posłuchaj... - Złapał ją za rękę - Ja wiem, że nie masz o mnie najlepszego zdania i że w pełni sobie na to zasłużyłem, ale... pozwól mi sobie tylko coś pokazać... Tylko tyle... Proszę...
- Co? - warknęła, próbując wyrwać rękę z uścisku.
- Coś bardzo ważnego...
- Nie widzę powodu, żeby...
- Proszę... to zajmie tylko chwilę. - powiedział, ciągnąc ją za sobą. Nie do końca był pewien tego, co robi, ale cóż... Przynajmniej robił cokolwiek.
Przebrnęli przez korytarz i wyszli na zalaną słońcem ulicę. Nie mówiąc zbyt wiele, Sebastian pociągnął pannę Cieplak w kierunku swojego samochodu, nie zważając na jej pełne sprzeciwu krzyki.
- Kurde blaszka, Sebastian! Gdzie ty mnie ciągniesz!? Ja mam pokaz, nie mam teraz czasu na rekreacyjne wycieczki...
- Spokojnie, za pół godziny będziemy z powrotem. - powiedział, niemal siłą wpychając ją do samochodu. - Muszę... Zrozum, muszę ci coś pokazać!
- Nie jadę na żadne lotnisko! Sam sobie zatrzymuj swojego przyjaciela, jak tak bardzo za nim tęsknisz! Nie ma mowy! Wysiadam!
- Ulka! Uspokój się, nie jedziemy na lotnisko. - warknął poirytowany i wcisnął pedał gazu, zanim dziewczyna zdążyła otworzyć drzwiczki..


*Tak, wiem, że Sebastian ma samochód, przyjmijmy jednak, że chciał się przejść, żeby pozbierać myśli.



Bardzo proszę o wyrozumiałość. Część pisałam w środku nocy, a poza tym sporo tu fragmentów, które musiałam stworzyć dla ciągłości fabuły, mimo iż specjalnie mi na nich nie zależało, a za takimi fragmentami nie przepadam. Dlatego też nie miałam w tym wymiarze jakiejś niezwykłej motywacji, poza tą, żeby szybko przejść dalej. Przepraszam i korzę się. W następnej części powinno być lepiej.
Mam nadzieję, że nie macie dosyć moich rozbudowanych opisów przezyć i przemysleń wewnętrznych, ale oneż akurat bardzo mnie pasjonują i to własnie ich nie moglismy dokładnie poznać w serialu.
Pisałam z potrzeby serca, od tak, bo chciałam wywalić moje odczucia na światło dzienne i specjalnie nie sprawdzałam tego tforu. Błędów jest więc tutaj bez liku ( Sprawdzanie może być niebezpieczne dla zdrowia psychicznego. Wybaczcie mi i ulitujcie się! Także nad sobą.).
Poza tym od razu chciałam zaznaczyć, że natknęłam się na opowiadanie z podobnym sposobem rozwiązania problemu, i zaręczam, że nie wzorowałam się na nim. Rola, jaka mógłby odegrać w całej sprawie Seba, wpadła mi do głowy jeszcze w czasie emitowania bieżących (dla mojego opowiadania) wydarzeń w BrzydUli. Pozdrawiam i miłej lektury.

Ostatnio edytowany przez Ursiss (2010-01-24 21:42:34)


"jak się czegoś bardzo chce, to..."

Ostatni rozdział "Niepamięci" już w Radosnej. Zapraszam wink

Offline

 

#16 2010-01-24 22:19:46

MEG1984
Prawie jak Papuka
Od: zachodniopomorskie
Zarejestrowany: 2009-12-02
Posty: 6290

Re: "Pokuta" - czyli alternatywny the end.

Ogólnie rzecz biorąc bardzo mi się podobało. Sama koncepcja tego opowiadania jest ciekawa, treść również, a przemyślenia Sebastiana wyszły naprawdę super. Na pewno nie mam dosyć opisów przeżyć i przemyśleń, ponieważ to jest właśnie to, czego brakuje mi w serialach czy filmach. Książki czy opowiadania są pod tym względem sto razy lepsze. Co do błędów nie wypowiadam się. Moim zdaniem jednak w porównaniu do niektórych debiutów pisarskich piszesz naprawdę świetnie. 
Ciekawa jestem jak  rozwiniesz to opowiadanie dalej i gdzie Seba zabiera Ulę. Także czekam na kolejną część. smile


Kiedy rodzi się człowiek z nieba spada dusza i  rozpada się na dwie części.
Jedna z nich trafia do kobiety, druga do mężczyzny.
Życie polega na odnalezieniu tej drugiej połowy, połowy swojej duszy, połowy samego siebie...
I believe in SH. I AM SHERLOCKED.

Offline

 

#17 2010-01-25 00:39:33

dorocie03
Poszukiwaczka truskawek
Od: Warszawa
Zarejestrowany: 2009-10-14
Posty: 3696

Re: "Pokuta" - czyli alternatywny the end.

Dalej mi się podoba! Nie, jedno mi się stanowczo nie podoba... Urwałaś w najciekawszym momencie no. Mam nadzieję jednak, że szybko dasz nexta. Pozdrawiam kiss


GNAJ heart, Iwona, SWSiOCJT, KTB, MDUC, Jowi46   Filip.B heart

"Markowe dołeczki znakiem markowym Marka. Aleksander w szoku. A Ula - w kanarkach"
"To tylko moja wyobraźnia" ,"Coś małego", "Inaczej"

Offline

 

#18 2010-01-25 02:24:08

brzydulomaniaczka
Przyjaciułka SteFy
Od: Gdzieś w lubelskim...
Zarejestrowany: 2009-04-04
Posty: 10576
Serwis

Re: "Pokuta" - czyli alternatywny the end.

Powiem ci coś, co pewnie ci się spodoba: w całej powodzi różnych wersji intrygi udało ci się napisać coś oryginalnego. Spojrzałaś na to oczami Sebastiana, tak naprawdę dogłębnie. Błędy oczywiście są, ale mi się mimo wszystko w pewien sposób podobało.


Kocham wszystkie swoje siostrzyczki forómowe: Aduśka, Apollina, Claudia, Króweczka, Libby, Mel, Pszczoła, Struś.
Mój facet to Miron Lipski heart    iris
Kocham swój wieczny avek <3

Offline

 

#19 2010-01-25 13:37:30

Kreska
Przyjaciel domu Uli
Zarejestrowany: 2009-06-24
Posty: 816

Re: "Pokuta" - czyli alternatywny the end.

Nieeeeee! cry No wiesz co? Żeby kończyć w takim momencie? Byłam pewna, że jeszcze jeden rozdział przedemną a tu miau tongue Powinnaś być z siebie dumna. Efekt zaskoczenia, złości i żalu u czytelnika jest jednym z najlepszych prezentów jakie przyznawane są autorom. 

Tytuł opowiadania,skojarzył mi się z pewnym filmem o tym samym tytule, jednak po przeczytaniu uznałam, że niewiele ma z nim wspólnego. Muszę przyznać, że piszesz naprawdę dobrze a i pomysł całkiem inny od reszty za co dostajesz duży plus. Przemyślenia Sebastiana czyta się z przyjemnością. Taki samoosąd dobrze mu zrobi.


Music my love music

KTB heart MDUC heart GNAJ heart

Offline

 

#20 2010-01-26 12:56:50

ula110418
Cień Uli
Od: Kraków
Zarejestrowany: 2009-09-23
Posty: 389

Re: "Pokuta" - czyli alternatywny the end.

zadam tylko jedno pytanie KIEDY CD ???????????????????????????????


Marek, przecież zawsze wszystko robiliśmy na ostatnią chwilę. Jeszcze mamy chwilę… ostatnią.

Offline

 

Stopka forum

Powered by PunBB© Copyright 2002–2018 PunBB
statystyka