BrzydULA - jedyne forum fanów serialu

Forum dyskusyjne miłośników serialu "BrzydULA"

Nie jesteś zalogowany.

#1 2010-02-10 21:07:58

Amelia88
Nierozmawialna Parzykawa
Zarejestrowany: 2010-02-07
Posty: 12

Opowiadania z ciemnej strony księżyca

Nie obraźcie się ale wolę wstawić tu linka do mojego bloga na początek by potem ktoś nie mówił, że gdzieś czytał a potem tu sie to znalazło
http://opowiadaniazciemnejstronyksiezyc … 00162590,n

To jest pierwszy rozdził czegość co napisałam, może będą dalsze i czekam na opinie, choć już zaczynam si bać;p


Marco siedział w skórzanym fotelu w swoim gabinecie i pisząc coś na laptopie popijał kawę. W firmie w której był prezesem nikogo już nie było prócz niego samego, no może nie licząc jednego z prywatnych ochroniarzy, którzy zawsze pilnowali firmy nawet pod jego nieobecność.  Tego dnia miał dużo pracy, a nazajutrz miał pilne wezwanie do Włoch więc chciał zamknąć wszystkie swoje sprawy przed odlotem. Sam był tym faktem zaskoczony, bo jeszcze się to nigdy nie zdarzyło tym bardzie, że nie uzyskał konkretnych jak dotąd informacji. Zawsze to on decydował gdzie, kiedy i w jakiej sprawie jedzie i na jak długo a tym razem było zupełnie inaczej. Przypuszczał, że ma to związek z chwilowymi kłopotami firmy więc postanowił się nie głowić tylko zaczekać aż sprawy same się wyjaśnią.  Był dość zmęczony, by myśleć o kłopotach jakie opętały jego firmę, więc postanowił się odprężyć. Jedyne co mu przychodziło do głowy o tak późnej porze – często to robił gdyż uważał to za najlepsze rozwiązanie – myślał o swojej ukochanej, co prawda jeszcze nie poślubionej kobiecie, o którą zabiegał tyle lat a od spełnienia się jego największego marzenia dzieliły ich zaledwie miesiące. Zamknął oczy i odchylił się lekko do tyłu. Niespodziewanie odkrył, że nagle przeniósł się do innego jakby świata. Świat ten był zupełnie inny niż ten który przywykł oglądać każdego dnia. Oczywiście był on piękny a nawet piękniejszy.  Marco jako znawca mody, sztuki w wielu aspektach tego słowa znaczeniu umiał odróżniać od  piękna cud natury, cud istnienia. A co zobaczył właśnie było czymś o wiele piękniejszym niż to co do tej pory było jego chlebem powszednim. Jako młody mężczyzna widział wiele kobiet, spotykał je na bankietach, balach, czytał wiele książek, podziwiał krocie obrazów ale nie potrafił zrozumieć pod wpływem czego widzi takie sceny, bo przecież o ile dobrze pamiętał niczego podobnego nie przeżył. Wiedział również, że nie pił tego dnia nic po za dwiema filiżankami mocnej makiato, które przygotowywała jego asystentka, uważana w firmie za mistrzynię kawy.  Pamiętał pewną zaprzyjaźnioną niegdyś włoszkę imieniem Paula, ale ta z czasem wydała mu się sztuczna i nie ciekawa. Z biegiem upływającego czasem przypomniał sobie wiele innych kobiet, które nawiedzały obcesowo jego osobę praktycznie od chwili gdy się w niej pojawił. Starał się odkryć w postaci którą ujrzał ukochaną Amelię lecz ta wydawała się jeszcze piękniejsza. Owa kobieta siedziała na wysokim krześle z podnóżkiem a u jej stóp siedząca para pięknych, rumianych, uśmiechających się do niego dzieci. Kobieta o niebywale pięknej twarzy, niby anioła, gdyż w istocie nie mogła nim być z powodu ludzkich kształtów, tej talii, która go urzekła a przede wszystkim brakowało jej skrzydeł. Wnętrze pokoju nie przypominało sal tronowych jakie miał możność widywać na starych średniowiecznych, barokowych obrazach. Przypominało ono raczej wystrojem nowoczesną wiejską willę, o wysokich pastelowych ścianach, taką w której w pełni wyczuwalna jest harmonia ciepła rodzinnego. On, Marco dokładnie to odczuwał.  Dopiero teraz zdał sobie sprawę jak przez te 8 lat cierpienia z ową byłą towarzyszką życia, z tą namiętną a zarazem zimną i bezwzględną istotą, którą porzucił dla innej. Był szczęśliwy a zarazem przelękniony, nie był w stanie się ruszyć, był jak zahipnotyzowany, bezradny. W jednej sekundzie wróciły wspomnienia jak niegdyś pewna kobieta uwięziła go w pomieszczeniu, w którym on, czuł się wolny, czuł się bezpieczny, był panem. Bał się tego ponownie, z tą różnicą, że tamto było realne i mógł się  w pewnym sensie bronić a to co go teraz spotkało było snem, czymś po za wolną wolą. – „Panie Boże, odpowiedz mi, czy to już koniec? Czy ja już jestem w niebie?. Czyż tak cudny widok mógłby się okazać czymś zupełnie innym a niżeli niebem?” Marco w ramach odpowiedzi otrząsnął się, przeszło go lekkie drętwienie po karku i otworzył oczy. To co zobaczył okazało się gabinetem prezesa, cieszącej się w Europie dużym prestiżem, dobrze prosperującej firmy, który okazał się pusty a to wcześniej co widział zniknęło bezpowrotnie.

-A jednak nie umarłem….  żyję, jak dobrze!– Marco wstając zza biurka, odetchnął z ulgą i dla rozprostowania kości przeszedł parę razy po gabinecie. Nudził się, więc raz po raz patrzył przez okno na parking, nie wiadomo który raz oglądnął wystawkę (zdjęć jego i swojej ukochanej), którą ustawił na szafce w porządku chronologicznym, to zaglądał na zegarek, przeglądał katalogi wcześniejszych projektów. Na koniec postanowił zamówić coś z ulubionej restauracji gdyż nie znalazł nawet paru pomidorów, które tak go uspakajały. Czas biegł wyjątkowo wolno, była dopiero trzecia więc do odlotu miał dobre pięć bitych godzin i nie wiedział jak je zapełnić. Wiedział również że jest zbyt wcześnie jednocześnie zbyt późno by budzić ukochaną, tym bardziej, że obiecali sobie, że przed odlotem spotkają się na lotnisku.

Amelia, ukochana Marca, jeszcze nie dawno była zupełnie inną osobą. Co prawda poznali się w tej firmie przed paroma laty ale to były tak odległe, dziwne czasy i trudno o szczegóły. Marco szybko zrozumiał że owa Włoszka nie jest warta świeczki, więc postanowił z nią zerwać raz na zawsze. Nie było to łatwe, gdyż kobieta z tak silnym włoskim temperamentem nie dawała za wygraną. Z czasem przerodziło sie to w jawną agresję. Marco nie mógł dopuścić do siebie pewnej straszliwej myśli, że jeśli ona się dowie, że kocha inną , to zniszczy nie tylko jego ale to co tak kochał. Wydawało mu się to jednak niedorzeczne z dwóch powodów. Po pierwsze o ile mu na to pamięć pozwalała nic tamtej nie przyrzekał , nie obiecywał, po prostu tyle że burzliwie się rozstali. Po drugie, nie miał pojęcia, w jaki sposób ona miałaby się dowiedzieć, że nie jest sam? Mimo wszystko dręczył się, bo nie wiedział co miałby zrobić gdyby się coś działo. Pozostawało mu jedyne wyjście , najlepsze jakie mu przyszło do głowy to – otoczyć ją kordonem bezpieczeństwa zaufanych, wiernych mu ludzi. Chciałby aby była zawsze przy nim bo czuł, że jest bezpieczna, ale tym razem zawahał się. Jechał przecież do Włoch, i nie wiedział co mogłoby ich spotkać, wolał wolał postawić na sprawdzone środki i sam pojechać.

Była czwarta nad ranem kiedy opuszczał firmę. Nie jechał jednak do domu, gdyż walizki miał już w samochodzie. Odruchowo zawsze po pracy ze swoim przyjacielem Sebastioano, dla zażycia sporej dawki sportu umawiali się w dużym kompleksie i korzystali dowoli. Marco wiedział, że o tej porze może zrelaksować się jak prawdziwy mężczyzna. Odpalił swojego srebrnego Lexusa i z piskiem opon odjechał. Po niecałych dziesięciu minutach był na miejscu. Na ulicach stolicy panowała cisza, tylko gdzieniegdzie w oddali zawył silnik pędzącego samochodu. Jak na tak późną porę nie spodziewał się, że może kogoś spotkać, a tym bardziej kogoś znajomego. Oczywiście swoim zwyczajem zaczął od intensywnej rozgrzewki, na którą przeznaczył 40 minut, następnie przepłynął sześć olimpijskich długości basenu a na koniec nabrał ochoty, do tego co lubił najbardziej czyli sztbki tenis. Jakież było jego nieopisane zdziwienie kiedy poczuł na ramieniu jakaś męską dłoń, nie jakąś tylko bardzo dobrze mu znaną,

- Cześć Stary, to jak gramy nie? – Sebastiano odłożysz szklankę z wodą mineralną na stolik i podał kumplowi rakietkę

-Jasne Stary, skąd wiedziałeś?

-Byłem u Ciebie w domu i nic cisza. Pojechałem do klubu i tam też nic, to pomyślałem, że jesteś tutaj bo kto by pracował po nocach , nie?

-Na przykład Twój prezes – Marco zaczął się śmiać, zabrał rakietę i poszedł w stronę kortu

Ty pamiętasz, że lecimy dziś do Mediolanu?

- Tak pamiętam, no co bym miał nie pamiętać, ach ten klimat……. – Sebastiano przestał grać, uśmiechnął się w zadumie

Pograli do około szóstej a potem popędzili na lotnisko gdzie czekały na nich damy – Amelia i słynąca z niebywałej urody słynna modelka a za razem ukochana Sebastiano – Viollet. Kobiety będąc przyjaciółkami wielkimi od paru lat wspierały się wzajemnie, gdy ci dwaj przystojni gentelmani opuszczali je na nie wiadomo jak długi czas.

Odprawa celna przebiegła dość sprawnie, bez żadnych zakłóceń, gdyż prezes i menadżer firmy poruszali się z iście niebywałą gibkością a ich doświadczenie w podróżach lotniczych przewyższało znacznie umiejętności innych znanych ludzi.

Nic nie wskazywało, że tak dobrze rozpoczęta podróż służbowa zacznie się komplikować…….

Ostatnio edytowany przez Amelia88 (2010-02-10 21:39:32)

Offline

 

2010-02-10 21:07:58

Cindy
Najlepsza doradczyni na forum

#2 2010-02-20 15:58:52

brzydulomaniaczka
Przyjaciułka SteFy
Od: Gdzieś w lubelskim...
Zarejestrowany: 2009-04-04
Posty: 10576
Serwis

Re: Opowiadania z ciemnej strony księżyca

Nikt się chyba nie zdziwi, kiedy powiem, że to mi zajeżdża BrzydUlą na kilometr xD Jak chciałaś napisać opowiadanie niebrzydulowe, to trzeba było dać inne imiona, bo się kojarzy. Chyba, że to celowe xD No nie wiem, co o tym myśleć. Jakaś historia tu jest, ale dla mnie to straszne mętne i jakoś mnie nie zaciekawiło. Poza tym masa błędów. Generalnie jestem na znikome "tak".
Pozdrawiam, Iris. (ta, co czyta w Pozabrzydulowej i zawsze komentuje)


Kocham wszystkie swoje siostrzyczki forómowe: Aduśka, Apollina, Claudia, Króweczka, Libby, Mel, Pszczoła, Struś.
Mój facet to Miron Lipski heart    iris
Kocham swój wieczny avek <3

Offline

 

Stopka forum

Powered by PunBB© Copyright 2002–2018 PunBB
statystyka