BrzydULA - jedyne forum fanów serialu

Forum dyskusyjne miłośników serialu "BrzydULA"

Nie jesteś zalogowany.

#21 2010-02-12 19:04:19

loose
Rysiowiańczyk
Zarejestrowany: 2009-12-02
Posty: 1163

Re: Miniaturkowo :)

ślicznie smile po prostu independet klasa sama w sobie big_smile

twoje opki na blogu czytałam już po trylion razy smile

pisz pisz pisz big_smile nigdy nam mało kiss


kiss 'pocałować-posmakować jak Wieeeelkiego Róóóóżowego LIZAKA ' rumieniec 
od pierwszej kokardy wielbię me samouwielbienie i kaahnienkęheart
PUCCA & BrzydUla  heart rock
SWSiOCJT;DORIS;MDUC;GNAJ

Offline

 

2010-02-12 19:04:19

Cindy
Najlepsza doradczyni na forum

#22 2010-02-12 19:34:09

Jucati
Przyjaciel Brzyduli
Zarejestrowany: 2009-11-09
Posty: 102

Re: Miniaturkowo :)

Nie umiem wyrazić słowami tego co czułam. kiedy czytałam tą miniaturkę. Jesteś genialna- nic dodać, nic ująć...

Offline

 

#23 2010-02-12 21:26:05

independent
Kochanka Marka
Zarejestrowany: 2009-08-21
Posty: 4479
Serwis

Re: Miniaturkowo :)

Dziękuję Wam bardzo kiss

Fajnie wiedzieć, że to nad czym siedziałam kilka godzin, komuś jednak się podoba smile

Jesteście niezastąpieni kiss


- Czego się boisz? - zapytał.
W jednej chwili w głowie pojawiły się setki myśli: boję się tego, że będę zwykłym szarym człowiekiem. Tego, że nie spotkam osoby, która uczyni moje życie wyjątkowym... Boję się życia... Ale najbardziej boję się, że nigdy nie zrozumiesz, co chcę Ci powiedzieć, bo jest to dla mnie za trudne.
- Boję się pająków - odpowiedziała.

Offline

 

#24 2010-02-12 22:13:46

ula110418
Cień Uli
Od: Kraków
Zarejestrowany: 2009-09-23
Posty: 389

Re: Miniaturkowo :)

Śliczne wink


Marek, przecież zawsze wszystko robiliśmy na ostatnią chwilę. Jeszcze mamy chwilę… ostatnią.

Offline

 

#25 2010-02-14 20:36:36

mancia11
Linkożerca
Zarejestrowany: 2010-02-14
Posty: 2

Re: Miniaturkowo :)

co tam, że miniatura dodaj następną część smile prosze
To opowiadanie jest światne pozdrawiam

Offline

 

#26 2010-02-24 02:31:40

independent
Kochanka Marka
Zarejestrowany: 2009-08-21
Posty: 4479
Serwis

Re: Miniaturkowo :)

Uwaga, nadchodzę po raz drugi!!! Z kolejną miniaturą, która powstała na przełomie dwóch ostatnich dni. Pomysł trochę dziwny, w sensie, że kompletnie nie mam pojęcia jak umiejscowić go w czasie. Założyłam, że Marek i Ula wylatują tego samego dnia, tylko oczywiście osobno i gdzie indziej. On z Paulą do Mediolanu. Ona z Piotrem do Bostonu. Może to mało realistyczne, ale walić to, przecież nie o to tu chodzi tongue Może komuś się to spodoba...


„Nie ma miłości bez...?”

- Jak to nie wyjeżdżasz?
- Nie mogę. Po prostu nie potrafię. Albo ona, albo żadna – stwierdził stanowczo. – A już tym bardziej nie Paulina.
- No i bardzo dobrze – rzekł ochoczo Sebastian. – Tylko… – zawiesił na chwilę głos – wiesz, że to nie znaczy, że ona także nie wsiądzie dziś do tego cholernego samolotu?
- Wiem… - Odpowiedział smutno mężczyzna.

~~*~~

Pożegnaniom nie było końca. Cała, najdroższa jej rodzina, stała przed jej ukochanym, rysiowskim domem oznakowanym numerem ósmym. Tata, Beti, Jasiek - wszyscy kolejno ściskali ją, jakby jechała co najmniej na sam koniec świata. Choć, czy w zasadzie tak właśnie nie było? Jakby na to nie spojrzeć, Boston od jej rodzinnego miasteczka jest dość daleko i raczej nie będzie mogła tak po prostu wpaść z odwiedzinami, kiedy tylko za nimi zatęskni. Tak strasznie się bała. Nigdy nie wyjeżdżała na dłużej niż trzy tygodnie, a teraz tych tygodni miało być minimum, aż ponad pięćdziesiąt. Cały, okrągły, zapewne niemiłosiernie dłużący się rok. Perspektywa ta, napawała ją ogromnym strachem, ale nie chciała by jej najbliżsi to wyczuli. Ostatnimi czasy sztukę udawania, opanowała niemalże do perfekcji. Jednak pod wpływem cichego szlochu Beatki, zatroskanej miny ojca i nieco przerażonej Jaśka, jej serce powoli rozrywało się na maleńkie kawałki, a bariera jaką wokół siebie wybudowała, zaczynała się stopniowo kruszyć. Dlatego też, dłużej już nie zwlekając, wymieniła ze wszystkimi ostatnie uściski i pośpiesznie zatrzasnęła za sobą drzwi taksówki, która czekała na nią od dłuższego czasu. Kazała kierowcy jak najszybciej ruszać, by za zakrętem w końcu stracić ich z oczu. Wiedziała, że było to konieczne, by w ostatniej chwili po prostu się nie rozmyślić. Obiecała, że pojedzie i chciała dotrzymać danego słowa.

Oparła głowę o szybę pędzącego samochodu. Z przeżytych emocji, twarz miała rozpaloną, dlatego chłodna tafla szkła, przyniosła ze sobą przyjemne ukojenie. Przymknęła na chwilę powieki i pomyślała o nim. O Marku Dobrzańskim – niespełnionej miłości swojego życia. Oczami wyobraźni zobaczyła go w hali odlotów tego samego lotniska, z którego wraz z Piotrem, za niecałe dwie godziny wylatywać miała do Bostonu. Widziała jak razem ze swoją byłą – a może wcale już nie taką byłą – narzeczoną Pauliną Febo, czyli kobietą, z którą przegrała niegdyś walkę o jego serce, czeka na odprawę, by następnie w jej objęciach wejść na pokład samolotu lecącego praktycznie w przeciwną stronę, bo do Mediolanu. Pod powiekami poczuła niebezpieczne pieczenie. Przegrała. Choć tak naprawdę, wcale o niego ostatnio nie walczyła.
Trudno, przepadło…
Nawet się nie zorientowała, gdy dojechała już na miejsce. Piotr czekał na nią przed wejściem. Po raz tysięczny przeprosił ją za to, że nie przyjechał po nią do Rysiowa, bo naprawdę musiał dopełnić wszelkich formalności związanych z ich wyjazdem, a ona nieco już znudzona, po raz tysięczny odpowiedziała, że nic się przecież takiego wielkiego nie stało.
Jak on mnie nie zna…
Mężczyzna w ogóle nie dopuszczał jej do głosu, co swoją drogą wcale jej zanadto nie przeszkadzało. Cały czas rozpływał się nad wyjątkowością Bostonu, tego co tam wspólnie zobaczą i przeżyją.
Przeżyją? – pomyślała przerażona. Ja wcale nie mam zamiaru niczego przeżywać. Zwłaszcza z tobą. Kurde blaszka, co ja najlepszego wyprawiam?
Natomiast pan doktor dalej snuł wizje, zupełnie ignorując jej nieobecną minę. Dzięki temu w spokoju mogła oddać się myślom poświęconym mężczyźnie. I bynajmniej nie był to mężczyzna obecnie siedzący przy jej boku.
A co jeśli on jednak nie pojechał? Może ja też nie powinnam?
Usłyszała nagle, jak jakiś obcy, bardzo mechaniczny, damski głos wzywa pasażerów lecących do Bostonu z przesiadką w Amsterdamie.
To nasz samolot. Co ja mam zrobić? Może ucieknę? Tylko dokąd? – rozpaczliwie rozglądała się po ludziach, usilnie próbując zobaczyć w nich odpowiedź na nurtujące ją pytania.
Niczego nieświadomy mężczyzna delikatnie popchnął ją, by w końcu ruszyła przed siebie. Nie stawiała oporu, była zbyt zagubiona. Nim się obejrzała, siedziała już wygodnie na pokładzie samolotu. Pilot kazał zapiąć pasy. Usłyszała jak maszyna zapala silniki i powoli rusza przed siebie, by za chwilę wzbić się w powietrze. Poczuła szarpnięcie, gdy koła oderwały się od pasa startowego. Tępo wpatrywała się w niewielkie okienko. Nawet nie zauważyła, w którym momencie po jej twarzy zaczęły cieknąć łzy.
Teraz to już naprawdę przepadło…
Piotr w końcu zaczął dopytywać co się dzieje. Mimochodem rzuciła coś na temat tego, że się boi, bo pierwszy raz leci samolotem, że tęskni już za bliskimi – i Markiem – i że musi się zdrzemnąć, bo rozbolała ją głowa. Odwrócił się nieco w jej kierunku, dając jej tym samym do zrozumienia, by się do niego przytuliła. Ona jednak nie miała zamiaru tego robić. Wcisnęła mu jakąś bajeczkę, na temat obolałego karku, a konkretnie jego lewej strony – czyli tej po której siedział mężczyzna – przeprosiła go grzecznie i odwróciła się do okna. Przymknęła powieki i myślała o Dobrzańskim. O tej najukochańszej na świecie twarzy, o uroczych dołeczkach, o jego męskim, szalenie seksownym i wyjątkowo podniecającym głosie, cudownym uśmiechu i o tych niepowtarzalnych, jedynych w swoim rodzaju oczach, które zawsze potrafiły ją całkowicie zahipnotyzować. Niejednokrotnie padła ich ofiarą, wychodząc przed nim na nieco roztrzepaną i nieprzytomną. Wszystko by oddała by je teraz znowu ujrzeć. Przesiadka w Amsterdamie okazała się być jedną, wielką nerwówką. Mieli bardzo mało czasu i do tego Piotr bez przerwy ją poganiał, rozdrażniając ją jeszcze bardziej, dlatego gdy już siedzieli na właściwych miejscach, znów zbyła go krótką rozmową i ponownie oddała się fantazjom na temat Marka. Jak w jakimś filmie przed oczami przelatywały jej kolejne obrazy z prezesem w roli głównej. Wspólne spacery, rozmowy, karmienie kaczek, ich pierwszy pocałunek. A potem kolejny. I jeszcze jeden. Ich wyjazd do SPA. Nagle odezwały się w niej wszystkie uczucia jakie budził w niej Marek. A potem przyszła pora na tę mniej przyjemną część wspomnień. Tę, w której ciągle się na niego wydzierała, nie pozwalała dojść mu do słowa, za każdym razem przywracając go do pionu. Była dla niego okropna, a on i tak za nią dosłownie latał, wpatrzony jak w obrazek. Nie mogła udawać, że było inaczej. Zranił ją, to prawda, ale napisał również, że bardzo żałuje, że przeprasza i kocha, a mimo to dała mu do zrozumienia, że już nic do niego nie czuje, a on najwyraźniej to zaakceptował skoro zdecydował się na wyjazd z Pauliną.
Już za późno… Nic nie da się zrobić…
Po niemalże dwunastu godzinach, dolecieli na miejsce. Była wykończona. I to zdecydowanie bardziej psychicznie niż fizycznie. Przez dobre pół doby maltretowała się myślami o Marku i o tym, co by było, gdyby na przykład nie wyjechała na Mazury i przeczytała ten nieszczęsny list wcześniej, od razu jak go zostawił. Albo, gdyby nie została prezesem Febo&Dobrzański, lub nie przyjęła go z powrotem do pracy. Nigdy się tego nie dowie. Piotr właśnie wypełniał kolejne formularze, a ona niepewnie rozglądała się dookoła. Czuła się nieswojo. Było głośno, ludzie wykłócali się o zapodziane bagaże.
Jestem zupełnie jak taka walizka. Totalnie zagubiona. Przecież ja tu kompletnie nie pasuję!
Apartament, w którym teoretycznie miała spędzić najbliższy rok, był naprawdę imponujący. Ogromny, przestronny, pięknie i wygodnie urządzony.
Tylko co mi po tym?
Piotr postanowił, że trochę odpoczną, a potem wieczorem – by lepiej im się spało – wybiorą się na krótki spacer, gdyż jak najszybciej chciałby pokazać jej jedno miejsce. Zgodziła się. Właściwie to nie miała innego wyjścia. Jak się okazało później, bardzo tego pożałowała. Zabrał ją nad rzekę. Wydawałoby się, że rozciągający się wzdłuż niej widok powinien zapierać dech w piersiach. Na niej nie zrobił żadnego wrażenia. To nie była ta rzeka, nie to miasto, a co najważniejsze nie ten mężczyzna. Ona kochała Wisłę, Warszawę, a przede wszystkim Marka.
Popełniłam błąd!
Niespodziewanie zupełnie się rozkleiła. Piotr przez kilkanaście minut próbował wyciągnąć od niej o co chodzi. Przepraszająco spojrzała na niego zapłakanymi oczami i wyszeptała jedynie dokładnie te same słowa, o których chwilę wcześniej pomyślała.
- Popełniłam błąd.
Już wiedział, że przegrał. Że również pomylił się, nakłaniając ją do tego wyjazdu. Na zdobycie jej serca nie miał szans, powinien był to wiedzieć od samego początku.
- Wracaj do niego. On pewnie na ciebie czeka.
- Przepraszam cię i dziękuję – wtuliła się w niego. Chyba po raz pierwszy tak naprawdę okazała mu tyle ciepła. Była mu niezmiernie wdzięczna za to, że pozwolił jej odejść.
Dwa dni później, ponownie siedziała na pokładzie samolotu. Wracała do domu. Do Marka. Nawet jeśli wyjechał, była gotowa o niego walczyć. Wierzyła, że i on nie przestał jej kochać. Może po prostu tak jak ona popełnił błąd lecąc z Pauliną do Mediolanu. Prosto z lotniska udała się do jego mieszkania. Nigdy tam nie była, ale okolica wydała się jej jakoś dziwnie odosobniona. Panował tam, nieco wręcz przerażający spokój. Niepewnie zapukała do drzwi. Otworzył jej mężczyzna, niby podobny do Marka, a tak naprawdę zupełnie inny. Obojętnym i nad wyraz zimnym tonem, zapytał…
- Czego chcesz?
Speszyła się. Może i była naiwna, ale spodziewała się czegoś zupełnie innego.
- Wróciłam – wyszeptała.
- Za późno. Nie chcę cię znać! – przeszył ją lodowatym spojrzeniem – Wynoś się!
Powoli zaczęła cofać się w stronę schodów. Do momentu, aż zatrzasnął z powrotem drzwi swojego mieszkania, nie spuszczała z niego wzroku. W jednej chwili jej serce rozpadło się na milion kawałków. Strugi łez zalewały jej twarz. Wyszła przed budynek. Na dworze panował półmrok, a dookoła nie było żywej duszy. Zrobiło jej się zimno.
Nie chcę cię znać! – słowa te jak mantra odbijały się niemym echem w jej głowie.
Zaczęła biec przed siebie. Nie miała pojęcia gdzie się znajduje, ani jak wydostać się z tego dziwnego miejsca.
- Proszę pani? – usłyszała czyjś głos.
Rozejrzała się wokół siebie, ale nikogo nie było.

- Proszę pani? – otworzyła oczy. – Dobrze się pani czuje?
Jakiś mężczyzna delikatnie szarpał ją za prawą rękę.
- Gdzie ja jestem? – zapytała nieprzytomnie.
- Na Okęciu – odpowiedział. Taksówkarz naprawdę zaczął poważnie martwić się o stan psychiczny swojej pasażerki.
To był tylko sen… - odetchnęła z ulgą. – Koszmar... Najgorszy z możliwych!
Chciało jej się płakać. Przyłożyła dłonie do twarzy i poczuła, że skóra jej policzków jest już wilgotna. Przetarła oczy i przez szybę samochodu popatrzyła na ludzi obojętnie ją mijających. Wszyscy gdzieś się śpieszyli. Jedni na samolot, drudzy z powrotnej podróży do domu. Jedni wymieniali powitalne uściski, drudzy czule się żegnali. Jedni płakali ze szczęścia, inni z tęsknoty. A ona? Właśnie pośród tych ludzi, w najzwyklejszej na świecie taksówce zrozumiała do kogo należy i gdzie jest jej miejsce.
Nigdzie nie jadę! Nie lecę! Nic! Po prostu zostaję w domu!
Mężczyzna po pięćdziesiątce, cały czas niepewnie się jej przyglądał.
- Na pewno wszystko w porządku? – zapytał.
- Musi mnie pan do niego zawieźć – poprosiła.
- Ale do kogo?
- Do Marka – w tym momencie rzucił jej nieco przerażone spojrzenie. Zdała sobie sprawę jak to wszystko z jego punktu widzenia musi dziwnie wyglądać, oraz że kompletnie nie ma pojęcia, gdzie obecnie mieszka Dobrzański. – To znaczy, proszę mnie zawieźć na ulicę Lwowską, do siedziby firmy Febo&Dobrzański.
- Od razu lepiej – odetchnął z ulgą. Jeszcze skinął głową w stronę wejścia na lotnisko – Na pewno pani nie leci?
- Na pewno – uśmiechnęła się szeroko – Na sto procent. Wszystko co dla mnie najważniejsze jest tutaj, na miejscu.
Myśl ta napawała ją ogromnym szczęściem. Uśmiechała się przez najbliższe piętnaście minut drogi, co ponownie wzbudziło w taksówkarzu pewne obawy o stan psychiczny tej uroczej dziewczyny.

~~*~~

Mijając biegiem pana Władka, poprosiła go jedynie by zajął się jej bagażem. Czym prędzej wjechała na piąte piętro i od razu udała się do osoby, która jak jej się wydawało była jedyną, która mogła jej pomóc. Nie zaprzątając sobie głowy, czymś tak błahym jak pukanie, wpadła do gabinetu Sebastiana.
- Wyjechał? – zapytała.
Mężczyzna w całkowitym skupieniu wpatrywał się w nią przez chwilę. Serce z każdą sekundą waliło jej coraz mocniej. Tak bardzo bała się, że się spóźniła. Sebastian widząc jej nieco przerażoną minę, w końcu postanowił przestać ją dręczyć brakiem jakiejkolwiek odpowiedzi, uśmiechnął się i powiedział…
- Nie, nie wyjechał – odetchnęła z ulgą. Czuła zbierające jej się w oczach łzy. – A ty Ula? Wyjeżdżasz?
- Nie – pojedyncza kropla spłynęła po policzku.
- To dobrze. – Mężczyzna nagle zaczął przetrząsać całe biurko – jak się okazało w poszukiwaniu długopisu – wziął jedną z samoprzylepnych, żółtych karteczek i coś na niej zapisał. Podszedł do niej, wręczając jej ją. – On na ciebie czeka. Powiedział, że albo ty, albo żadna.
Zerknęła na treść: ul. Sienna 14 m. 17*
Uśmiechnęła się blado.
- Dziękuję – wyszeptała i po chwili zniknęła za drzwiami.
Dobrzański ty cholerny szczęściarzu! – pomyślał. Wiedział, że przyjaciel się ucieszy. A i on sam się cieszył, bo naprawdę zaczynał się o niego martwić.
Gdy pojawiła się na dole, okazało się, że taksówka, która ją tu przywiozła, jeszcze nie zdążyła odjechać.
- Zawiezie mnie pan w jeszcze jedno miejsce? – zapytała błagalnie.
Mężczyzna popatrzył na nią z obawą.
- Proszę wsiadać – odrzekł z rezygnacją. Podała mu żółtą karteczkę i ponownie ładowała się na tylne siedzenie samochodu, gdy ochroniarz krzyknął do niej…
- A walizki?
- Później, panie Władku. To jest sprawa wagi kosmicznej – taksówkarz ponownie rzucił jej zatroskane spojrzenie.
Mówi się chyba państwowej? – zastanawiał się.
- No co? Tak mówi jedna z moich przyjaciółek – dodała widząc jego zdezorientowaną minę.
Czyli takich jak ona jest więcej… - pomyślał.
Całą drogę rozmyślała nad tym co powie i jak zareaguje Marek. I choć czuła, że będzie dobrze, nutka niepewności, która wkradła się do jej serca podczas sennego koszmaru, gdzieś tam w środku niemiłosiernie ją dręczyła.
- Bardzo panu dziękuję, jest pan wspaniały – podała mężczyźnie pieniądze, gdy dotarli już na miejsce.
- A pani odrobinę dziwna – odpowiedział szczerze mężczyzna.
- Pewnie myśli pan, że jestem niezrównoważoną psychicznie wariatką? – mężczyzna nie odpowiedział, ale też nie zaprzeczył. Roześmiała się wesoło. – Ja po prostu jestem zakochana. – w końcu uśmiechnął się do niej. Chyba ją jednak zrozumiał.

~~*~~

Marek już prawie trzecią godzinę leżał na kanapie i bezwiednie gapił się w sufit swojego mieszkania. Spojrzał na zegarek i uświadomił sobie, że za niecałe trzydzieści minut jego ukochana wylatuje z innym na drugi koniec świata. Znienacka ktoś zadzwonił do drzwi. Przekonany, że to jego przyjaciel ze swoją nieodzowną partnerką – butelką whisky – postanowił go pocieszać, niechętnie wstał z łóżka i w zastraszająco powolnym tempie, ruszył w kierunku wyjścia. Już od samego progu chciał powitać go jakimś konkretnym epitetem, gdy niespodziewanie w ostatniej chwili zamarł i jedynym słowem jakie zdołał z siebie wyrzucić, było…
- Ula?
Przyglądała mu się przez chwilę. Na szczęście to był jej Marek. Nie ten z koszmaru.
- Nie wyjechałeś.
- Nie. Czekałem tu na ciebie… - odpowiedział z nadzieją.
- Jestem więc – wyszeptała.
Wciągnął ją do mieszkania, zatrzaskując jednocześnie jego drzwi. Przycisnął do siebie, oplatając ją swoimi ramionami. Wtuliła się w niego z ufnością.
- Przepraszam cię.
- Ty mnie? Za co? – zapytał zdziwiony mężczyzna.
- Śniło mi się, że powiedziałeś mi, że nie chcesz mnie znać i była to najgorsza rzecz jaką kiedykolwiek usłyszałam. Nigdy, przenigdy nie chcę tego doświadczyć – w jej oczach pojawiły się łzy. Emocje powoli brały nad nią górę.
- To był tylko zły sen – pogładził jej miękkie włosy. Od tak dawna o tym marzył. – A za co w takim razie mnie przepraszasz?
- Za to, że ja kiedyś powiedziałam to tobie – odpowiedziała łamiącym się głosem. Niepostrzeżenie, kilka kropel wydarło się z jej oczu.
Doskonale pamiętał jak tamtego dnia w parku słowa te, niczym tępe sztylety wbiły się w jego serce. A potem następnego, znów je usłyszał. I było jeszcze gorzej…
- Nie musisz mnie za to przepraszać. Byłaś zdenerwowana, a ja sobie na to zasłużyłem.
- Nieprawda. Nikt na to nie zasługuje, a już na pewno nie osoba, którą się kocha. Wybaczysz mi?
Zaczął się zastanawiać czy nie śni. Przyszła tu, przeprasza go i mówi, że nadal kocha. Czy może być coś piękniejszego? Dla niego na pewno nie. To jak balsam na jego zranioną, powoli umierającą z tęsknoty duszę. Ujął jej twarz w swoje dłonie i stwierdził…
- Ktoś bardzo mądry, powiedział kiedyś, że jeśli się kogoś naprawdę kocha, to wszystko można wybaczyć. Nawet jeśli ta osoba kłamie, oszukuje, zdradza i zapewne też rani. A ja ciebie kocham Ula. Całym sercem. Marzyłem o tym, by móc ci to w końcu powiedzieć, jednocześnie patrząc prosto w te najpiękniejsze na świecie oczy.
- A ja marzyłam o tym, by to usłyszeć… - dodała szeptem, nim kompletnie zatraciła się w jego pocałunkach.

Musiało im się udać, bo przecież nie ma miłości, bez miłości!




*Kompletnie nie mam pojęcia, czy taki adres w ogóle istnieje, bo na przykład ulica na której ja mieszkam numery ma tylko do dwunastego, ale tak jakoś mi się fajnie zrymowało tongue

Ostatnio edytowany przez independent (2010-02-24 08:22:46)


- Czego się boisz? - zapytał.
W jednej chwili w głowie pojawiły się setki myśli: boję się tego, że będę zwykłym szarym człowiekiem. Tego, że nie spotkam osoby, która uczyni moje życie wyjątkowym... Boję się życia... Ale najbardziej boję się, że nigdy nie zrozumiesz, co chcę Ci powiedzieć, bo jest to dla mnie za trudne.
- Boję się pająków - odpowiedziała.

Offline

 

#27 2010-02-24 05:37:13

dorocie03
Poszukiwaczka truskawek
Od: Warszawa
Zarejestrowany: 2009-10-14
Posty: 3696

Re: Miniaturkowo :)

Mnie się spodobało... Bardzo! Dziękuję Ci bardzo Independent za wlanie mi porcji optymizmu. Nie ważne, czy lecą o tej samej porze! Masz rację - walić to mumi

Mężczyzna w ogóle nie dopuszczał jej do głosu, co swoją drogą wcale jej zanadto nie przeszkadzało.

A mnie jak to wkurzało! Na maksa...

Jak w jakimś filmie przed oczami przelatywały jej kolejne obrazy z prezesem w roli głównej. Wspólne spacery, rozmowy, karmienie kaczek, ich pierwszy pocałunek. A potem kolejny. I jeszcze jeden. Ich wyjazd do SPA. Nagle odezwały się w niej wszystkie uczucia jakie budził w niej Marek. A potem przyszła pora na tę mniej przyjemną część wspomnień. Tę, w której ciągle się na niego wydzierała, nie pozwalała dojść mu do słowa, za każdym razem przywracając go do pionu. Była dla niego okropna, a on i tak za nią dosłownie latał, wpatrzony jak w obrazek.

Widać, że rozum jej wrócił! Oby nie za późno...

Piotr postanowił, że trochę odpoczną, a potem wieczorem – by lepiej im się spało – wybiorą się na krótki spacer, gdyż jak najszybciej chciałby pokazać jej jedno miejsce. Zgodziła się. Właściwie to nie miała innego wyjścia. Jak się okazało później, bardzo tego pożałowała. Zabrał ją nad rzekę. Wydawałoby się, że rozciągający się wzdłuż niej widok powinien zapierać dech w piersiach. Na niej nie zrobił żadnego wrażenia. To nie była ta rzeka, nie to miasto, a co najważniejsze nie ten mężczyzna. Ona kochała Wisłę, Warszawę, a przede wszystkim Marka.
Popełniłam błąd!
Niespodziewanie zupełnie się rozkleiła. Piotr przez kilkanaście minut próbował wyciągnąć od niej o co chodzi. Przepraszająco spojrzała na niego zapłakanymi oczami i wyszeptała jedynie dokładnie te same słowa, o których chwilę wcześniej pomyślała.
- Popełniłam błąd.
Już wiedział, że przegrał. Że również pomylił się, nakłaniając ją do tego wyjazdu. Na zdobycie jej serca nie miał szans, powinien był to wiedzieć od samego początku.
- Wracaj do niego. On pewnie na ciebie czeka.
- Przepraszam cię i dziękuję – wtuliła się w niego. Chyba po raz pierwszy tak naprawdę okazała mu tyle ciepła. Była mu niezmiernie wdzięczna za to, że pozwolił jej odejść.

Wiesz, tu myślałam, że ona naprawdę dotarła do tego Bostonu. I pan polo jakoś lepiej wszystko rozumiał.

Otworzył jej mężczyzna, niby podobny do Marka, a tak naprawdę zupełnie inny. Obojętnym i nad wyraz zimnym tonem, zapytał…
- Czego chcesz?
Speszyła się. Może i była naiwna, ale spodziewała się czegoś zupełnie innego.
- Wróciłam – wyszeptała.
- Za późno. Nie chcę cię znać! – przeszył ją lodowatym spojrzeniem – Wynoś się!
Powoli zaczęła cofać się w stronę schodów. Do momentu, aż zatrzasnął z powrotem drzwi swojego mieszkania, nie spuszczała z niego wzroku. W jednej chwili jej serce rozpadło się na milion kawałków. Strugi łez zalewały jej twarz. Wyszła przed budynek. Na dworze panował półmrok, a dookoła nie było żywej duszy. Zrobiło jej się zimno.
Nie chcę cię znać! – słowa te jak mantra odbijały się niemym echem w jej głowie.
Zaczęła biec przed siebie. Nie miała pojęcia gdzie się znajduje, ani jak wydostać się z tego dziwnego miejsca.
- Proszę pani? – usłyszała czyjś głos.
Rozejrzała się wokół siebie, ale nikogo nie było.

- Proszę pani? – otworzyła oczy. – Dobrze się pani czuje?
Jakiś mężczyzna delikatnie szarpał ją za prawą rękę.
- Gdzie ja jestem? – zapytała nieprzytomnie.
- Na Okęciu – odpowiedział. Taksówkarz naprawdę zaczął poważnie martwić się o stan psychiczny swojej pasażerki.
To był tylko sen… - odetchnęła z ulgą. – Koszmar... Najgorszy z możliwych!

Na moment zamarłam. Marek nie chce znać Uli? No coż, każda cierpliwość kiedyś się kończy.
Uff...to był tylko sen. Świetnie to rozegrałaś.

Nie zaprzątając sobie głowy, czymś tak błahym jak pukanie, wpadła do gabinetu Sebastiana.
- Wyjechał? – zapytała.
Mężczyzna w całkowitym skupieniu wpatrywał się w nią przez chwilę. Serce z każdą sekundą waliło jej coraz mocniej. Tak bardzo bała się, że się spóźniła. Sebastian widząc jej nieco przerażoną minę, w końcu postanowił przestać ją dręczyć brakiem jakiejkolwiek odpowiedzi, uśmiechnął się i powiedział…
- Nie, nie wyjechał – odetchnęła z ulgą. Czuła zbierające jej się w oczach łzy. – A ty Ula? Wyjeżdżasz?
- Nie – pojedyncza kropla spłynęła po policzku.
- To dobrze. – Mężczyzna nagle zaczął przetrząsać całe biurko – jak się okazało w poszukiwaniu długopisu – wziął jedną z samoprzylepnych, żółtych karteczek i coś na niej zapisał. Podszedł do niej, wręczając jej ją. – On na ciebie czeka. Powiedział, że albo ty, albo żadna.
Zerknęła na treść: ul. Sienna 14 m. 17*
Uśmiechnęła się blado.
- Dziękuję – wyszeptała i po chwili zniknęła za drzwiami.
Dobrzański ty cholerny szczęściarzu! – pomyślał.

Wiesz, świetnie opisałaś tę scenę - czytając ją miałam ich przed oczami.

To jest sprawa wagi kosmicznej – taksówkarz ponownie rzucił jej zatroskane spojrzenie.
Mówi się chyba państwowej? – zastanawiał się.

Widać pan taksówkarz zapóźniony i nie zna Violi, albo nie ogląda tvn big_smile

- Przepraszam cię.
- Ty mnie? Za co? – zapytał zdziwiony mężczyzna.
- Śniło mi się, że powiedziałeś mi, że nie chcesz mnie znać i była to najgorsza rzecz jaką kiedykolwiek usłyszałam. Nigdy, przenigdy nie chcę tego doświadczyć – w jej oczach pojawiły się łzy. Emocje powoli brały nad nią górę.
- To był tylko zły sen – pogładził jej miękkie włosy. Od tak dawna o tym marzył. – A za co w takim razie mnie przepraszasz?
- Za to, że ja kiedyś powiedziałam to tobie – odpowiedziała łamiącym się głosem. Niepostrzeżenie, kilka kropel wydarło się z jej oczu.
Doskonale pamiętał jak tamtego dnia w parku słowa te, niczym tępe sztylety wbiły się w jego serce. A potem następnego, znów je usłyszał. I było jeszcze gorzej…
- Nie musisz mnie za to przepraszać. Byłaś zdenerwowana, a ja sobie na to zasłużyłem.
- Nieprawda. Nikt na to nie zasługuje, a już na pewno nie osoba, którą się kocha. Wybaczysz mi?
Zaczął się zastanawiać czy nie śni. Przyszła tu, przeprasza go i mówi, że nadal kocha. Czy może być coś piękniejszego? Dla niego na pewno nie. To jak balsam na jego zranioną, powoli umierającą z tęsknoty duszę. Ujął jej twarz w swoje dłonie i stwierdził…
- Ktoś bardzo mądry, powiedział kiedyś, że jeśli się kogoś naprawdę kocha, to wszystko można wybaczyć. Nawet jeśli ta osoba kłamie, oszukuje, zdradza i zapewne też rani. A ja ciebie kocham Ula. Całym sercem. Marzyłem o tym, by móc ci to w końcu powiedzieć, jednocześnie patrząc prosto w te najpiękniejsze na świecie oczy.
- A ja marzyłam o tym, by to usłyszeć… - dodała szeptem, nim kompletnie zatraciła się w jego pocałunkach.

Miałam problem z cytowaniem końcówki i dlatego przytoczyłam ją prawie w całości.
Piękna definicja miłości heart, po prostu piękna...
Żałuję, że serial nie skończył się właśnie tak, ale wtedy byłaby chyba powódź w całym kraju. kiss

Ostatnio edytowany przez dorocie03 (2010-02-24 05:54:59)


GNAJ heart, Iwona, SWSiOCJT, KTB, MDUC, Jowi46   Filip.B heart

"Markowe dołeczki znakiem markowym Marka. Aleksander w szoku. A Ula - w kanarkach"
"To tylko moja wyobraźnia" ,"Coś małego", "Inaczej"

Offline

 

#28 2010-02-24 09:33:53

independent
Kochanka Marka
Zarejestrowany: 2009-08-21
Posty: 4479
Serwis

Re: Miniaturkowo :)

Dorocie03 napisał:

Mnie się spodobało... Bardzo!

Cieszę się... Bardzo! smile

Dorocie03 napisał:

Wiesz, tu myślałam, że ona naprawdę dotarła do tego Bostonu.

To bardzo dobrze pomyślałaś big_smile O to mi chodziło, nie byłam pewna, czy nie jest to napisane jakoś zbyt chaotycznie, ale efekt najwyraźniej osiągnęłam smile

Dorocie03 napisał:

Na moment zamarłam. Marek nie chce znać Uli? No coż, każda cierpliwość kiedyś się kończy.

Yes, yes, yes... Musiało być brutalnie, żeby nasza Uleńka, w końcu się ocknęła. Nie chcę cię znać! - miało być ostatecznym bodźcem do podjęcia prawidłowej decyzji. Nie mogła przecież na to pozwolić!!! smile Choć Marecki i tak by na nią czekał tongue A na pewno tak by było w moim opowiadaniu...

Dorocie03 napisał:

Żałuję, że serial nie skończył się właśnie tak...

Ja też żałuję, że nie skończył się inaczej. Niekoniecznie tak, bo na tym forum można znaleźć setki, dużo lepszych propozycji niż moja, ale w finale zdecydowanie zabrakło mi tylko Uli i Marka, wyznających sobie miłość w jakimś zacisznym kącie, a nie na oczach co najmniej setki ludzi, choć nie ukrywam, że było to słodkie i się wzruszyłam. Wolałabym jednak, jakieś odosobnione miejsce i tylko te dwie pary, wpatrzonych w siebie oczu tongue

Dorocie03 napisał:

...ale wtedy byłaby chyba powódź w całym kraju.

Ja sama zalałabym całą Łódź tongue

Ostatnio edytowany przez independent (2010-02-24 09:34:39)


- Czego się boisz? - zapytał.
W jednej chwili w głowie pojawiły się setki myśli: boję się tego, że będę zwykłym szarym człowiekiem. Tego, że nie spotkam osoby, która uczyni moje życie wyjątkowym... Boję się życia... Ale najbardziej boję się, że nigdy nie zrozumiesz, co chcę Ci powiedzieć, bo jest to dla mnie za trudne.
- Boję się pająków - odpowiedziała.

Offline

 

#29 2010-02-24 09:56:09

loose
Rysiowiańczyk
Zarejestrowany: 2009-12-02
Posty: 1163

Re: Miniaturkowo :)

Independent

cały świat mi świadkiem big_smile że miałam zamiar przed paroma minutami znaleźć twój wątek i prosić o miniaturkę xD

głupia się naszukałam, bo toż wątek na pierwszej stronie i to jeszcze z nową mini big_smile

kocham twoje romantyczne opki big_smile są cudowne i wspaniałe i ciągle mi ich mało big_smile

opowiadanie na twoim blogu przeczytałam z milion razy big_smile plissss dodaj tam jakąś nową część smile

jako spragniona twej twórczości fanka proszę o kolejną miniaturkę roll  bo jesteś w moim skromnym gronie pisarek, które uwielbiam big_smile

pozdrawiam kiss big_smile


kiss 'pocałować-posmakować jak Wieeeelkiego Róóóóżowego LIZAKA ' rumieniec 
od pierwszej kokardy wielbię me samouwielbienie i kaahnienkęheart
PUCCA & BrzydUla  heart rock
SWSiOCJT;DORIS;MDUC;GNAJ

Offline

 

#30 2010-02-24 10:08:43

Iwona
Kochanka Marka
Zarejestrowany: 2009-08-07
Posty: 4431

Re: Miniaturkowo :)

Independent fajnie, że napisałaś kolejną mini.  Bardzo mi się podobała. Lubię, jak Ula zaczyna racjonalnie myśleć i rozumieć, że Marek naprawdę ją kocha, a przede wszystkim, że ona go kocha i nie może unieszczęśliwiać się na własne życzenie. Opamiętała się dosłownie w ostatniej chwili.

- Jak to nie wyjeżdżasz?
- Nie mogę. Po prostu nie potrafię. Albo ona, albo żadna – stwierdził stanowczo. – A już tym bardziej nie Paulina.

heart Marek

Jednak pod wpływem cichego szlochu Beatki, zatroskanej miny ojca i nieco przerażonej Jaśka, jej serce powoli rozrywało się na maleńkie kawałki, a bariera jaką wokół siebie wybudowała, zaczynała się stopniowo kruszyć.

Ula jest ostatnią osobą, która nadaje się do wyjazdu. A już w towarzystwie niekochanego Piotra, to już masakra.

To nie była ta rzeka, nie to miasto, a co najważniejsze nie ten mężczyzna. Ona kochała Wisłę, Warszawę, a przede wszystkim Marka.
Popełniłam błąd!

Lepiej późno niż wcale.
Kurczę, ja naprawdę myślałam, że ona poleciała do tego Bostonu. Na każdym etapie tej nieszczęsnej podróży myślałam, że się ocknie. Czytając, że dotarła na lotnisko - pomyślałam, że powie Piotrowi, że nie leci. W Amsterdamie - liczyłam, że złapie samolot do Warszawy. Po przylocie do USA - myślałam, że nie wyjdzie z lotniska i  powie, że nie chce tu być i wraca do Warszawy.

Dwa dni później, ponownie siedziała na pokładzie samolotu. Wracała do domu. Do Marka. Nawet jeśli wyjechał, była gotowa o niego walczyć. Wierzyła, że i on nie przestał jej kochać. Może po prostu tak jak ona popełnił błąd lecąc z Pauliną do Mediolanu.

Brawo Ula. Cieszę się jak głupia.

- Wróciłam – wyszeptała.
- Za późno. Nie chcę cię znać! – przeszył ją lodowatym spojrzeniem – Wynoś się!

O Matko! Zua Independent, nieładnie tak się bawić czytelnikiem. wink
Mocne to było.

– Na pewno pani nie leci?
- Na pewno – uśmiechnęła się szeroko – Na sto procent. Wszystko co dla mnie najważniejsze jest tutaj, na miejscu.
Myśl ta napawała ją ogromnym szczęściem. Uśmiechała się przez najbliższe piętnaście minut drogi, co ponownie wzbudziło w taksówkarzu pewne obawy o stan psychiczny tej uroczej dziewczyny.

Ula wróciła. big_smile Witamy i cieszymy się razem z nią. radocha

Podszedł do niej, wręczając jej ją. – On na ciebie czeka. Powiedział, że albo ty, albo żadna.
Zerknęła na treść: ul. Sienna 14 m. 17*

kiss - dla Sebulka

To jest sprawa wagi kosmicznej – taksówkarz ponownie rzucił jej zatroskane spojrzenie.
Mówi się chyba państwowej? – zastanawiał się.
- No co? Tak mówi jedna z moich przyjaciółek – dodała widząc jego zdezorientowaną minę.
Czyli takich jak ona jest więcej… - pomyślał.

Udał Ci się ten taksówkarz. big_smile

Zaczął się zastanawiać czy nie śni. Przyszła tu, przeprasza go i mówi, że nadal kocha. Czy może być coś piękniejszego? Dla niego na pewno nie. To jak balsam na jego zranioną, powoli umierającą z tęsknoty duszę. Ujął jej twarz w swoje dłonie i stwierdził…
- Ktoś bardzo mądry, powiedział kiedyś, że jeśli się kogoś naprawdę kocha, to wszystko można wybaczyć. Nawet jeśli ta osoba kłamie, oszukuje, zdradza i zapewne też rani. A ja ciebie kocham Ula. Całym sercem. Marzyłem o tym, by móc ci to w końcu powiedzieć, jednocześnie patrząc prosto w te najpiękniejsze na świecie oczy.
- A ja marzyłam o tym, by to usłyszeć… - dodała szeptem, nim kompletnie zatraciła się w jego pocałunkach.

Cudownie. love
Dzięki za tę opowieść. Nigdy nie jest za późno, aby zmądrzeć, zrozumieć i przebaczyć. heart
Pozdrawiam


"Wszystko, co dobre, jest nielegalne, niemoralne albo powoduje tycie." lol 
I heart Radosną twórczość.

Offline

 

Stopka forum

Powered by PunBB© Copyright 2002–2018 PunBB
statystyka