BrzydULA - jedyne forum fanów serialu

Forum dyskusyjne miłośników serialu "BrzydULA"

Nie jesteś zalogowany.

#21 2010-02-22 14:54:30

Noelka^^
Markoholiczka
Zarejestrowany: 2009-11-29
Posty: 3037

Re: Miniaturki Elli

Ale Marecki ma upierdliwą żone... xD

Warto było czekać kiss**
Jak zwykle cudniasto! smile


I pozwól mi spróbować jeszcze raz. Chcę trochę czasu, bo czas leczy rany. I chciałabym zobaczyć co co dzieje się w mych snach
i nie chcę płakać, Panie mój!
Uczyń bym była z kamienia. Bym z kamienia była znów!

Offline

 

2010-02-22 14:54:30

Cindy
Najlepsza doradczyni na forum

#22 2010-02-22 16:27:01

Toniejebajka
Wyznawca pomidoryzmu
Zarejestrowany: 2009-11-21
Posty: 1527

Re: Miniaturki Elli

Nie lubię takiej Uli. Wiem, że to troska, no ale i kobieca intuicja.

Lot o godzinie 20.00 z Warszawy do Medialonu  został odwołany z powodu trudnych warunków pogodowych. Przepraszamy.

Gdyby nie odwołali lotu, może spełniłyby się jej najgorsze przeczucie? Mówię stanowcze nie takiej Uli. Swoją postawą odpycha mnie od siebie i nie chodzi tu o upierdliwość... Sama nie wiem. Ale mimo wszystko podobało mi się smile


Mój drogi piszę w te słowy, bo wspominałam chwile kiedy byłeś mi drogi. Chwile krótkie i ulotne jak perfumy Szalej numer pięć , które kupowałam na bazarku po dziewiętnaście dziewięćdziesiąt. Bywało miedzy nami różnie kwadratowo i podłużnie […]
Nie twoja Violetta.

Offline

 

#23 2010-02-22 16:33:09

Harris
Dasz wiarę?
Zarejestrowany: 2009-05-26
Posty: 7462

Re: Miniaturki Elli

No, no.... b. mi się podobało smile
Widać, żę Marek cieszył się, że ten ostsatni raz przybiegła do niego. wink


SNiSUM&UwS

Offline

 

#24 2010-02-22 17:55:43

loose
Rysiowiańczyk
Zarejestrowany: 2009-12-02
Posty: 1163

Re: Miniaturki Elli

No kurcze nie wiem big_smile nie przypadło mi do gustu big_smile

nie lubię ani ''takiej'' Uli, ani ''takiego'' Marka yikes

no ale cóż smile czekam na nexta twojego opka

pozdrawiam smile


kiss 'pocałować-posmakować jak Wieeeelkiego Róóóóżowego LIZAKA ' rumieniec 
od pierwszej kokardy wielbię me samouwielbienie i kaahnienkęheart
PUCCA & BrzydUla  heart rock
SWSiOCJT;DORIS;MDUC;GNAJ

Offline

 

#25 2010-02-26 14:49:49

ella90
Najwierniejsza Fanka Lwiątka
Od: Tychy
Zarejestrowany: 2009-12-26
Posty: 2421

Re: Miniaturki Elli

No więc kolejna miniaturka, którą napisałam pod wpływem chwili. Mam nadzieję, że się spodoba. Chciałam dopisać do niej coś jeszcze, ale pomyślałam, że to wszystko popsuje tongue
Wybaczcie, że zakończenie jest, jakie jest xP Wydaję mi się, że jest dobre. Nic więcej nie trzeba xP

Dotknąć gwiazd.

Spojrzała w niebo pełne gwiazd, przypominając sobie swoje dzieciństwo. Wtedy rodzice powtarzali, że gdy czegoś mocno się pragnie i spojrzy na jedną z najpiękniejszych gwiazd, marzenie spełni się. Trzeba tylko wybrać tą, która świeci najjaśniej i najpiękniej, co nie jest czymś prostym.
Zdecydowała się na ten sposób. Nic jej to nie kosztuję, więc dlaczego by nie spróbować? Wybrała gwiazdę, która według niej, świeciła najpiękniej, po czym wypowiedziała w myślach życzenie. Nigdy nie wierzyła w takie pomysły, ale tej jednej nocy starała się uwierzyć. Chciała uwierzyć. Chciała  mieć go z powrotem przy sobie, móc obserwować  i cieszyć się każdą chwilą, jednak nie mogła. Miała pustkę, której nie mogła wypełnić. Przymknęła oczy, przypominając sobie jego roześmianą twarz.
Każdy błysk w jego niebieskich oczach wywoływał u niej gęsią skórkę. Jego spojrzenie hipnotyzowało, a ton głosu był niczym ulubiona piosenka, którą chciała nagrać na płytę i odtwarzać bez końca. Tak bardzo za nim tęskniła. Tak bardzo kochała tego mężczyznę. Każdego dnia od nowa. Wciąż nie potrafiła uzmysłowić sobie tego, że  nigdy do niej nie wróci. Z czasem zaczęła myśleć, że  rozstanie bolałoby zdecydowanie mniej. Porzuciłby ją, oświadczając, że ich miłość wypaliła się, a on znalazł sobie inną kobietę. Od zawsze był przecież kobieciarzem, więc byłoby to czymś naturalnym. To nie byłoby prawdą. Ich miłość była silna, cierpliwa i łaskawa, nigdy nie uginała się przed cieniami i trudami życia. Jeśli ich córka spytałaby kiedyś, czy kochała tatę, bez wahania odpowiedziałaby twierdząco. Opowiedziałaby jej o wszystkim. O tym, jakim mężczyzną był Marek Dobrzański, kiedy zaczynała ufać i kochać go bezganicznie. Wspomniałaby o tym, jaka była ich miłość. Nie skłamałaby mówiąc, że była idealna. Sądziła, że tak będzie zawsze. Zawsze będą razem, wspólnie będą oglądać życie córki. Trudno było pogodzić się z jego śmiercią.
Spojrzała raz jeszcze na gwiazdę, powtarzając w myślach swoją prośbę. "Wróć. Po prostu wróć i bądź przy mnie. Przy nas."

So tell me when you hear my heart stop,
You’re the only who knows
Tell me when you hear my silence
There’s a possibility
I wouldn’t know...


Swój wzrok przeniosła na czteroletnie dziecko, które leżało w jej łóżku. Nie potrafiła złościć się na nią, kiedy układała się na miejscu Marka. Nie potrafiła odzwyczaić jej od wspólnego snu. Od śmierci Marka, każda noc wyglądała tak samo. Przytulała ją, nucąc do snu ulubioną melodię ukochanego. Zmagała się wtedy ze łzami, które cisnęły się pod powieki. Czy to, że odszedł było sprawiedliwe? Ubolewała nad tym, że nie zdążyła się z nim pożegnać. Wciąż układała sobie w głowie zdania, które by wtedy wypowiedziała, ale wszystkie słowa wydają się beznadziejne. Żadne słowa nie mogły opisać tęsknoty, bólu i cierpienia, jakie towarzyszyły jej każdego dnia.
Ludzie powtarzają, aby zapomniała o przeszłości i zaczęła wszystko od nowa. Podobno to pomaga innym ludziom, kiedy przeżywają odejście najważniejszej osoby w życiu. Ona jednak nie potrafi tego uczynić. Nie pozostawi za sobą przeszłości, tylko dlatego, bo ktoś tak radzi.
Człowiekowi nigdy nie uda się zapomnieć. Nie tego, co było w życiu najpiękniejsze. To tylko chore ambicje innych wtłaczają do głowy te cholerne: zapomnij. Sami doskonale wiedzą, jak bardzo jest to niemożliwe.
Ona już nie wierzy. Nie wierzy w nic. Jej życie przemija na czekaniu. Czas goi rany, jest lekiem na zło otaczającego nas świata. Czekanie pozwala żyć. Przynajmniej narazie... Może pewnego dnia będzie gotowa na uczucie, które zwane jest miłością.

Know that when you leave
Know that when you leave
By blood and by mean
You walk like a thieve
By blood and by mean
I fall when you leave...


Wdrapał się po schodach. W oknie swojego starego domu, dostrzegł stojącą choinkę. Migające się na niej lampki sprawiały, że normalne drzewko stało się piękne. Przy choince dostrzegł dziewczynkę, która wieszała na nim bombki. Ubrana w piękną sukieneczkę, pochylała się nad bombkami jednolitego koloru. Złote bombki, zaśmiał się. To był jego pomysł na tegoroczne drzewko. Nic się nie zmieniło od jego powrotu. Uśmiechnął się na myśl, że za moment ujrzy swoją małżonkę, która z pewnością myślała, że nie żyję. Sam nie mógł uwierzyć w to, że się nie poddał i przeżył wypadek. Spędził kilkanaście miesięcy u rodziny, która znalazła go przy samochodzie, który tlił się ogniem. Nie potrafił uwierzyć we własne szczęście i w dobroć mieszkańców tego odludzia, w którym doszło do wypadku. Długo dochodził do siebie, przypominając sobie powoli, czym jest życie. Chciał jak najszybciej powrócić do swojej rodziny, bo tam bez wątpienia było jego miejsce.
Podniósł rękę, aby zadzwonić na dzwonek, ale coś go powstrzymało. Spojrzał w okno, gdzie zobaczył własną żonę. Była piękna. Miała na sobię białą sukienkę i wyglądała wspaniale niczym anioł.
Do tego anioła spieszył się już od dawna. Przymknął oczy. Kiedy je otworzył, wszystko się zmieniło. Piotr Sosnowski obejmował Ulę w pasie i szeptał coś do ucha. Ona zaś zaśmiała się i ucałowała jego policzek. Marek zamarł. Cofnął rękę niemal natychmiast, wciąż przyglądając się zakochanej parze.
Jego spojrzenie wychwyciła mała dziewczynka, która natychmiast podbiegła do szyby. Przysunęła usta, składając pocałunek na szybie. Wiedziała kim był, pamiętała go. Ucieszył się z tego faktu. Dotknął dłonią śladu dziecięcej szminki, uśmiechając się. Otworzyła usta. Wydawało się, że coś do niego mówi. "Tatusiu"?
Ula podeszła do córki i przez moment przyglądała się znajomej osobie. Zdecydowała się na krótką rozmowę, aby wyjaśnić sprawę podobieństwa do zmarłego przed rokiem męża.
- W czymś mogę pomóc?
- Ula, kochanie - wyszeptał, dotykając dłonią jej twarzy.
- To chyba jakiś kiepski żart? - spytała, odsuwając jego rękę. Ujrzał chłód w jej spojrzeniu, ale nie powodował on tego, że chciał się wycofać. Wręcz przeciwnie, uważał, że zasługuję na jej odzyskanie. Chciał walczyć. - Jak możesz? - zaszlochała bez łez. - Jak możesz wracać tu, jak gdyby nigdy nic i mówić do mnie w ten sposób?
- Ja żyję.
- Widzę.
Zadrżała, spuszczając wzrok. Tak bardzo chciał ją objąć, ale wiedział, że nie mógł. Nie mógł całować jej tak, jak kiedyś. Nie mógł? Co trzymało go przed tym wszystkim? Dlaczego uważał, że nie powinien?
- Jesteś z nim? - spytał wreszcie. Ona jednak milczała. - Jesteś?! - krzyknął, nie panując nad nerwami.
- Bierzemy ślub - odpowiedziała wreszcie. - Za trzy tygodnie.
- W życiu się na to nie zgodzę! - podniósł głos. - W życiu. - powtórzył, trzęsąc się.
- Marek? - westchnęła. - Zimno ci?
- Ula - zaśmiał się nerwowo. - Jak możesz pytać o coś tak nie istotnego? Czy mi zimno? Nie powinnaś przypadkiem zapytać, czy mam ochotę wejść do domu? Mojego domu!
- To nie jest twój dom. Już nie.
- Kochasz go? - spytał, zagryzając wargę. - Kochasz? - ponaglił ją, kiedy nie otrzymywał żadnej odpowiedzi. Spuściła wzrok. Dopiero po chwili dostrzegł jej łzy. Płakała. Cały czas płakała.
- Tylko ciebie kochałam, ale ty przecież nie żyjesz. Umarłeś dla mnie. Dla Julki. Dla nas wszystkich!
- Jestem tutaj - dotknął jej ręki, którą położył na swojej klatce piersiowej. - O tutaj. Moje serce wciąż biję. Tylko o tobie myślałem, kiedy dochodziłem do zdrowia. Tylko o tobie i o naszej wspaniałej córce.
Zacisnęła usta, nie mogąc uwierzyć w to wszystko. Już dawno minął czas, kiedy czekała bezczynnie. Czasami wracała wspomnieniami do nocy, w której wypowiedziała swoją prośbę. Wtedy tak bardzo pragnęła, aby wszystko okazało się złudzeniem, prawdziwym nieporozumieniem. Teraz stał tu, przed nią i mówił to wszystko, co chciała usłyszeć kilka miesięcy temu. Dlaczego?
- Dlaczego mi to robisz? Dlaczego akurat teraz?
- Kocham cię - uśmiechnął się. - I nigdy nie przestanę.

Ostatnio edytowany przez ella90 (2010-02-26 15:01:32)


Mamusie:Króweczka, P@ulink@ Moje siostrzyczki to Jagodzianka i Noelka i Vivienn big_smile <3<3 PBWBT
Skrywane namiętności/ Inna historia pewnej miłości / Listy /

Offline

 

#26 2010-02-26 19:04:57

ula110418
Cień Uli
Od: Kraków
Zarejestrowany: 2009-09-23
Posty: 389

Re: Miniaturki Elli

Wow takiego zakończenia sie nie spodziewałam. Jak zwykle cudownie. Pozdrawiam


Marek, przecież zawsze wszystko robiliśmy na ostatnią chwilę. Jeszcze mamy chwilę… ostatnią.

Offline

 

#27 2010-02-26 22:51:15

jagula.
Drugie oczy Uli
Zarejestrowany: 2009-12-07
Posty: 202

Re: Miniaturki Elli

Jestem padnięta psychologicznie^^ ale coś napiszę.
Jeżeli chodzi o miniaturkę "Wznieść się w powietrze" to, wybacz mi szczerość, ale początkowo wydawało mi się, że jest o niczym. Jakby była pisana na siłę, bez jakiegokolwiek wcześniej obmyślanego pomysłu. Ulka mnie denerwowała, a Marek? Marek też nie był Markowy. W porównaniu z poprzednią mini to... nie za bardzo smile

"Dotknąć gwiazd". Ojej, takiego zakończenia się nie spodziewałam. TAKIEGO na pewno nie. Smutno mi się zrobiło. I Marka jakoś żal... Przestała go kochać? Naprawdę kocha Piotra? Szkoda, że jednak nie kontynuowałaś, bo dużo tutaj niedomówień wink Posłała Dobrzańskiego na drzewo i poślubiła Piotra? A co z Julką, toż to jego córka? Kilka takich pytań łazi mi po głowie po przeczytaniu. Ale taka "inność" też może okazać się ciekawa smile Mnie na ten przykład totalnie zaskoczyłaś i w ogóle się tego nie spodziewałam.

Ostatnio edytowany przez jagula. (2010-02-26 22:51:41)

Offline

 

#28 2010-02-28 00:32:18

brzydulomaniaczka
Przyjaciułka SteFy
Od: Gdzieś w lubelskim...
Zarejestrowany: 2009-04-04
Posty: 10576
Serwis

Re: Miniaturki Elli

Obie cudoffne big_smile Jak ja cię uwielbiam... I twoją twórczość też.
I nie mam weny na dłuższy komentarz. Pomysły fajne. Nic nie zgrzyta.
Weeny życzę, Iris.


Kocham wszystkie swoje siostrzyczki forómowe: Aduśka, Apollina, Claudia, Króweczka, Libby, Mel, Pszczoła, Struś.
Mój facet to Miron Lipski heart    iris
Kocham swój wieczny avek <3

Offline

 

#29 2010-04-29 20:48:55

ella90
Najwierniejsza Fanka Lwiątka
Od: Tychy
Zarejestrowany: 2009-12-26
Posty: 2421

Re: Miniaturki Elli

Stało się. Natchnęło mnie i to wszystko przez klaudusię, którą pozdrawiam big_smilebig_smile
Mam nadzieję, że się spodoba smile Jest to miniaturka zupełnie nie w moim stylu, więc... proszę o wyrozumiałość xD
No, to zapraszam do czytania smile

Przymknęła powieki, pragnąc ujrzeć go raz jeszcze. Wsłuchana w odgłosy natury letniego wieczoru, rozmyślała nad ich pierwszym spotkaniem. Było czymś, czego się nie spodziewała. Nie spodziewała się, że miłość jej życia pojawi się w dniu, w którym ostatecznie będzie żegnała się z miejscem, w którym żyła od maleńkości. Wyjeżdżała, chcąc zmienić swoje życie, odzyskać spokój, tuż przed wojną, która miała nastąpić. Ojciec zwykł mawiać, iż to nieuniknione, ona jednak uważała inaczej. Wojna nie była pisana Polsce, nie teraz, gdy zaczynała dorosłe życie. Informacja o zbliżającej się wojnie była wymysłem znudzonych żołnierzy na froncie, władzy, chcącej zasiać w społeczeństwie uczucie paniki i nieuzasadnionego strachu. Miała dość informacji na ten temat, więc pod przykrywką umierającej cioci, porzuciła wszystko, w co wierzyła, by wkroczyć na nieznany dla siebie grunt.
Młodzieniec z niezamężnej rodziny Dobrzańskich, wskoczył do odjeżdżającego pociągu w ostatniej chwili i w poszukiwaniu nieznanej osoby, rozpoczął oględziny każdego z przedziałów. W ostatnim ujrzał panienkę o niebieskich oczach i długim warkoczu, który opadał bezwładnie na jedną z jej piersi. Jej uśmiech wynagradzał każdą z przykrości, jaką zdołał zaznać w swoim nędznym życiu. Dostrzegając obcą osobę, spoważniała. Jej wzrok zsunął się na zgubę, którą trzymał w rękach. Wymieniła porozumiewawcze spojrzenie z ojcem, który towarzyszył jej w podróży, po czym skierowała się w stronę oddalającego się młodzieńca. Zatrzymała go tuż przy drzwiczkach, którymi zapewne wbiegł. Nie dostrzegła żadnej torby podróżnej, więc spodziewała się tego, iż podróżował bez ważnego biletu kolejowego. Miał na sobie kremową koszulę, której wygląd graniczył z przyzwoitością. Wygniecenia nadawały jej zupełnie inny wygląd i z pewnością nie był on elegancki.
- Skąd moja torebka znalazła się w pańskich rękach? – spytała oburzona, wyciągając ręce po swoją własność. Brunet odsunął rękę, na co ta zmrużyła oczy. Nie podobał jej się fakt, iż pogrywa z nią w ten sposób. Ponowiła próbę, lecz ten uczynił raz jeszcze to samo. Roześmiał się na widok jej nieudolnych zabiegów.
- Nie widzę w tym krzty zabawy – burknęła oburzona, odwracając spojrzenie.
- Moje oczy nigdy nie zaznały takiego piękna. – Wyszeptał, zaglądając w jej niebieskie oczy. Przysunął dłoń w stronę jej policzka, co sprawiło, że spojrzała na niego z przerażeniem. Po chwili jego palce musnęły miękki policzek młodej panienki. Skrzywiła się pod wpływem obcego dotyku. - Moja miłość nie ma dna, jak ocean. Zabierz ją ode mnie, och zabierz ją i uczyń mnie ponownie szczęśliwym.
- Nie widzę w twym wyznaniu dobrych intencji, miły mój. Idź i zapomnij o moich oczach, gdyż one nigdy nie będą ci dane.
- Panienka mówi o oczach, których nigdy więcej nie zobaczę? – Przysunął swoją twarz do pięknej twarzyczki swojej ukochanej, marząc jedynie o chwili krótkiej, tak miłej, jakiej nigdy nikt nie doznał. Położył rękę na materiale jedwabnej sukienki opinającej jej ciało, po czym uśmiechnął się ze smutkiem. - Moje serce krwawi na słowa tak bardzo znienawidzone.
- Proszę. – Westchnęła. – Oddaj mi moją zgubę i zapomnij.
- Urszulo… Moja słodka Urszulko, której oczy piękniejsze są od gwiazd, a usta mają słodszy smak, niżeli największa słodycz świata. Nie potrafię tego uczynić, nie potrafię zapomnieć twojego widoku. – Przysunął swoje usta do jej warg, po czym wpoił się w nie i przymykając powieki, pragnął, aby ta chwila zatrzymała się i trwała jak najdłużej. Smak jej ust przyprawiał go o dreszcze, a dotyk warg był najrozkoszniejszym doznaniem w życiu.
Odsunęła się od niego, pozbawiając go przyjemności i wszelkich złudzeń, że czas się zatrzymał.
- Nie powinieneś czynić podobnych rzeczy. Panowanie nad swoimi pragnieniami jest błogosławieństwem.
- Nigdy nie przejawiałem cech człowieka błogosławionego. Nie odbieraj mi złudzeń, ukochana i weź moje serce w zamian za te czyny. Chcę tych czynów, chcę słodyczy…
- Nie. – Westchnęła, oddalając się. – Nie chcę słodyczy, nawet tej najsłodszej. Miód, chociaż słodki, nadmiarem słodyczy tłumi apetyt i sprowadza mdłości.
- Kochaj więc z umiarem i pozbądź się rozsądku.
Pociąg zatrzymał się na kolejnej stacji, wywołując mocne szarpnięcie w przód. Swoim ciałem powaliła go na ściankę. Zatrzymała się tuż przed jego ustami. Intensywne spojrzenie przeciwnika spowodowało, iż jej twarz oblała się rumieńcem. Odetchnął głęboko.
- Oddasz mi moją torebkę? – spytała naiwnie, będąc tak blisko niego. Miała nadzieję, że to zmieni rozumowanie, będąc tak blisko. Spuściła nieśmiało wzrok, przygryzając wargę.
- Oddam ją dopiero wtedy, gdy wyjdziemy z pociągu.
- Wyjdziemy?
Wtem rozległ się odgłos otwieranych drzwi. Wyjrzał na zewnątrz i to, co zobaczył pchnęło go do ucieczki. Raz jeszcze spojrzał na zdezorientowaną dziewczynę, co spowodowało, że poczuł chęć adrenaliny. Nachylił się do  jej ust i złożył na nich delikatny, aczkolwiek szybki pocałunek.
- Bądź na dworcu w Warszawie dziewiętnastego lipca w samo południe.
- Jak się nazywasz? – Zdołała z siebie wydusić, odprowadzając go wzrokiem.
- Marek! – zawołał, rzucając się do biegu. - Marek Dobrzański.
Odwrócił się w jej stronę, unosząc rękę na pożegnanie. Miał nadzieję, że nie będzie to długa rozłąka, gdyż  myśl o tym, że nigdy więcej jej nie spotka, przyprawiała go o żal.


Przysunęła do ust ostatnią kopertę od niego, mając nadzieję, że ślad jego dłoni wciąż tam będzie. Westchnęła po cichu, przypominając sobie pierścionek, jaki otrzymała tuż przed jego wyjazdem. Wciąż miała nadzieję na jego powrót. Miała nadzieję, że Marek wróci i pewnego dnia stanie w drzwiach jej domu.  Chciała, aby mówił do niej pieszczotliwie, zapewniając o niegasnących uczuciach. Przymknęła powieki, pozwalając łzom popłynąć po policzkach. Tęskniła za nim i każda kolejna minuta była niczym dzień. Usychała. Noce były dla niej najgorsze, bowiem zasypiając, widziała jego roześmianą twarz, dołeczki w policzkach były niemalże identyczne. Źle sypiała, dużo płakała, ale starała się nie okazywać tego, jak bardzo cierpi z powodu rozłąki. Wiedziała, że nie ukryje tego pod warstwą makijażu. Była u kresu sił i zaczynała wierzyć w czarny scenariusz.
- Urszulko, on wróci – Przemówił wreszcie ojciec, mając na myśli kawalera, z którym niegdyś wiązała swoją przyszłość. Piotr Sosnowski pochodził z zamężnej rodziny i był idealną partią dla takiej dziewczyny, jak ona. Ojciec nigdy nie poznał prawdy, a raczej nie chciał w nią uwierzyć. Pogłaskał ją po włosach, ciężko wzdychając. – Wojna kiedyś dobiegnie końca. Musisz wierzyć w to, że Piotr wróci.
-  Marek. – Rzekła stanowczo. – On nazywa się Marek, tato.
- On nie jest idealnym młodzieńcem dla ciebie.
- Nie jest młodzieńcem dla mnie, ponieważ nie pochodzi z bogatej rodziny? Nie ma pieniędzy, tyle co ród Sosnowskich? Tato, nie można kierować się jedynie rozsądkiem. Serce jest ważniejsze, moje serce.
- Wiesz, że to nieprawda.
- Nie mów tak, ojcze. Łamiesz mi serce swoimi słowami ostrymi, jak brzytwa. Nie wiesz o nim wszystkiego.
- Nie wiem wszystkiego? Oświeć mnie więc i zakończmy spory.

Długo zastanawiała się, jak go znaleźć. Nie mieszkała już w Warszawie i zaczynała nad tym ubolewać. Mieszkanie kątem u cioci nie było takie, jak sobie wymarzyła. Codziennie wysłuchiwała historię miłości, która się jej przydarzyła. Urszula była pewna, że zna ją już na pamięć. Siedząc przy stole, wertowała książkę telefoniczną w poszukiwaniu adresu młodzieńca, który zakradł się do jej życia tak niespodziewanie. Miała szczęście, bowiem Dobrzańskich w całej Warszawie było niewielu i pierwszy numer, jaki wybrała należał do rodziny Marka. Skąd to wiedziała? Głos, który usłyszała po kilku długich sygnałach należał do tajemniczego, aczkolwiek pociągającego mężczyzny. Nie miała wątpliwości, czy ją pozna. Powitał ją niczym starą znajomą.
- Wciąż nie odzyskałam zguby – poinformowała go na wstępie. – i wiem, że chciałabym ją odzyskać.
- Uleńka – wyszeptał z niedowierzaniem. Nie spodziewał się usłyszeć jej głosu tak szybko i było to doprawdy miłe, że sama go znalazła. Miał nadzieję na to, że ją zaintryguje i musiał przyznać, że udało się mu to. Było idealnie, przynajmniej do czasu, gdy nie odezwała się ponownie.
- Nie mieszkam już w Warszawie. – W jej głosie wyczuł smutek, co go zmartwiło. Zaczęła opowieść o schorowanej ciotce i zbliżającej się wojnie. On także w nią nie wierzył, a raczej… nie chciał w nią wierzyć. Nie chciał pożegnać się z rodziną, wyruszyć w walkę o swoją ojczyznę i zginąć, bo wiedział, że to by nastąpiło. Nie chciał, aby to nastąpiło, zwłaszcza teraz, gdy zakochał się od pierwszego wejrzenia w właścicielce kremowej torebki, której nie oddał.  Zobaczył ją pierwszy raz, gdy siedziała na ławeczce i zagłębiała się w lekturze. Książka autorstwa Williama Szekspira bardzo mu pomogła. Sięgnął po nią, gdy odłożyła ją na ławeczce i zdążył przeczytać kilka ostatnich linijek, na których skończyła. Romeo pokochał Julię, która  była dla niego niczym anioł. Urszula była takim aniołem dla niego. Widział w niej dobrą osobę, mimo że jej nie znał.
- Naprawdę nie chcę, aby ta wojna się rozpoczęła. – Wyszlochała w słuchawce, po chwili milczenia. – Boję się, że  źle się to skończy.
- Nie zacznie się. Ludzie na to nie pozwolą. – Powiedział, zaciskając pięści. Nie lubił kłamać, zwłaszcza jeśli chodziło o dziewczynę, która zaczęła mu się podobać. Zakochał się. To musiało kiedyś nastąpić. Wsłuchał się w jej cichy płacz i powtarzając kolejne kłamstwa, próbował ją pocieszyć.
- Chcę cię poznać, naprawdę tego chcę. – Powiedziała w końcu, przerywając wygłaszanie żali na temat wojny. – Nie wiem jak, lecz chcę.
- Spotkamy się. Ja w to wierzę.
- I ja także w to wierzę. – Roześmiała się, sprawiając uśmiech na twarzy Marka Dobrzańskiego. Żałował, że nie mógł jej zobaczyć w tej chwili. Wiedział, że to był najpiękniejszy śmiech, jaki mógłby ujrzeć.


- Wiedziałem, że do niego dzwonisz. To była dość długa rozmowa. – Przerwał opowieść córki, następnie głośno odchrząknął. – Nie rozumiem jedynie, dlaczego ukrywałaś fakt, że się spotkaliście. Wciąż nie wiem, kiedy to nastąpiło.
- Nasze spotkanie nastąpiło dziewiętnastego lipca. – Urszula uśmiechnęła się na to wspomnienie.

Był to wyjątkowo piękny dzień, który obfitował w niezapomniane wydarzenia. Najmilej wspominała jednak chwile spędzone na polanie. Właśnie tam wręczył jej pierścionek, który zdecydowała się przyjąć, a także opowiedział o swojej rodzinie. Jego opowieść pozwoliła jej zrozumieć sytuację życiową, w której znajdował się Marek. Historia miłości Państwa Dobrzańskich była najpiękniejszą, jaką dotąd poznała, lecz niestety była niewiarygodnie smutna. Ojciec Marka, Krzysztof Dobrzański został zmuszony przez kraj do opuszczenia swojej rodziny. Informacja o tym, że dotąd nie powrócił potwornie zasmuciła Ulę, która popadła w melancholijny nastrój. Nie chciała, aby Marek podzielił los własnego ojca.
- Obiecaj mi, że nie będziesz udawał bohatera. – Poprosiła, wtulając się w jego ramiona. – Błagam, nie rób tego za wszelką cenę.
- Nie będę.
- Trzymaj się z daleka od tego.
- Ula, przecież wiesz, że ostatnią rzeczą, którą chciałbym dla nas, to moja śmierć. Nie chcę umrzeć, bo jestem na to za młody. Nie chcę, ponieważ… - zamilkł na moment, co zmartwiło Ulę jeszcze bardziej. - Ja… bardzo, bardzo kocham cię, Ula.
- Kochasz mnie? – uśmiechnęła się niepewnie. – Kochasz mnie?
- Chciałbym, abyś została moją żoną. – Powiedział, sięgając dłonią do kieszeni. – Jestem na tą chwilę przygotowany i chciałbym… Chciałbym, abyś się zgodziła. – Wysunął dłoń, na której leżał srebrny pierścionek. Uniósł wzrok, pragnąc zobaczyć cień uśmiechu na jej twarzy. Chciał, aby się zgodziła i wiedział, że byłaby to najpiękniejsza chwila w jego życiu. Ona jednak milczała, zachwycała się nad pięknem pierścionka, nie dowierzając temu, że właśnie jej się oświadczył.
- Wyjdziesz za mnie, Ula? – Spytał raz jeszcze, wstając z trawy. Uklęknął na kolano, spoglądając na jej zdziwioną twarz. 
- Ja… jestem zaskoczona.
- To dobrze? – Zmarszczył brwi, oczekując odpowiedzi. Miał nadzieję usłyszeć pozytywną odpowiedź, ale z sekundy na sekundę coraz bardziej się denerwował. Ula wciąż oglądała pierścionek i zachwycała się dwoma brylantowymi oczkami, które w jego zamyśle miały symbolizować parę zakochanych w sobie ludzi, którzy nigdy się nie rozstaną.
- To nie za wcześnie? – Spytała speszona, wkładając pierścionek na serdeczny palec. Marek zadrżał. – Siadaj, proszę. Pobrudzisz sobie spodnie.
- Czyli… zgadzasz się? – Wyjąkał. Spuścił wzrok, aby spojrzeć na przyozdobiony palec. Skinęła głową.
- O niczym innym nie marzę. O niczym innym nie śnię.


Zamknęła oczy na moment, aby dostrzec jego uśmiech raz jeszcze. Wyraźne dołeczki w policzkach, które potrafiła dostrzec, dodawały jej nadziei, że kiedyś jeszcze go zobaczy. Miłość bywa przecież silniejsza, niżeli śmierć, a nadzieja umiera ostatnia. W tym przypadku, nadzieja to nie matka głupich i naiwnych. Nadzieja i nieustająca miłość trzyma ją przy życiu. Ona wciąż wierzy. Wierzy w miłość. Wierzy w związek, który przecież się nie zakończył. On wciąż trwa.

Ostatnio edytowany przez ella90 (2010-04-29 21:01:22)


Mamusie:Króweczka, P@ulink@ Moje siostrzyczki to Jagodzianka i Noelka i Vivienn big_smile <3<3 PBWBT
Skrywane namiętności/ Inna historia pewnej miłości / Listy /

Offline

 

#30 2010-04-29 21:13:45

Harris
Dasz wiarę?
Zarejestrowany: 2009-05-26
Posty: 7462

Re: Miniaturki Elli

Ella! smile
Jestem pod wrażeniem.
Super to napisałaś.
Inna historia, takiej jeszcze chyba nie było wink

Piękna ta historia. Uwielbiam czytać fragmenty, gdzie opisane jest, jak oświadczający się Marek czeka na odpowiedź. Nie wiem dlaczego, ale wtedy umiem go sobie bardzo dobrze wyobrazić ^^

Moim zdaniem jedna z lepszych mini wink

Ode mnie masz brawa. Wielkie. ^^

H.


SNiSUM&UwS

Offline

 

Stopka forum

Powered by PunBB© Copyright 2002–2018 PunBB
statystyka