BrzydULA - jedyne forum fanów serialu

Forum dyskusyjne miłośników serialu "BrzydULA"

Nie jesteś zalogowany.

#1 2010-03-02 21:01:25

Papuka
Wesołych Świąt!!!
Od: 100lica/Piaseczno
Zarejestrowany: 2009-04-08
Posty: 32911

Różowy koszmar...

Przyjmijmy, że jest to mini tongue Przynajmniej miało nim być, gdy zaczęłam je pisać tongue
W trakcie pisania niestety okazało się, że pewnych faktów nie byłam  w stanie pominąć bądź skrócić big_smile
Uwaga: W dialogach użyty jest język forumowy, więc błędy są celowe i zamierzone, a część wypowiedzi jest skopiowana z forum. smile

Dziękuję tym, którzy inspirowali mnie i pomagali w trakcie pisania. Szczególnie dziękuję mlawer za użyczenie jej wena i Ann za wiele cennych porad smile 

OSTRZEŻENIE:
Czytacie na własną odpowiedzialność tongue Konsultacja z lekarzem lub farmaceutom wskazana tongue


Różowy koszmar...

Wielki różowy słoń biegł za Markiem, który trzymał w rękach pluszowego hipopotama. Starał się biec jak najszybciej, ale różowe zwierzę doganiało go. Mężczyzna za wszelką cenę chciał bronić pluszowe stworzenie trzymane kurczowo w rękach. Biegnąc spostrzegł wielki budynek. Marek odwrócił głowę w stronę słonia, który zaplątał się właśnie w kokardkę zawiązaną na ogonie. Przez bardzo krótką chwilę zrobiło mu się żal stworzenia, które usiłowało w bardzo dziwnej pozycji zawiązać kolorową kokardkę jednak chęć ucieczki była silniejsza. Po przekroczeniu progu dość obskurnego budynku, jego oczom ukazał się obszerny hol z mnóstwem drzwi. Ściskając mocno pluszowego hipcia mężczyzna wkroczył w świat różu. Stąpając niepewnie po jasno różowej wykładzinie i oglądał wszystko z otwartymi ze zdziwienia ustami.
- Nowy forumowicz? – Usłyszał nagle znudzony głos tuż za swoimi plecami. Marek odwrócił się powoli i spojrzał na dziwnego osobnika.
- Ach, linkożerca. No nic, jak masz na imię? – Osobnik nie zwracał uwagi na zdziwienie Marka. Rejestrował codziennie po kilkadziesiąt takich dziwnych osób. Większość nie wracała, więc nawet nie zaszczycał ich swoją zbytnią uwagą.
- Kim pan jest? – Spytał w końcu Marek po chwili człowieka, który patrzył na niego obojętnie.
- Jeśli to ma w czymkolwiek pomóc to jestem Rejestrator. Imię pytam się, coś muszę w rubrykę wpisać.
- Marek, mam na imię Marek. Do czego to panu potrzebne? – Marek patrzył na Rejestratora, który zaczął szukać coś bardzo szybko w bardzo długim spisie. Po chwili pokręcił głową i powiedział – Zajęte, mogę zaproponować marka z jakimiś cyframi. Marek69 pasuje? – Rejestrator nie czekał na jego odpowiedź. – Teraz adres e-mail. Nie patrz się na mnie jak na wariata robię to już od ponad roku codziennie i wiem jak wygląda procedura. – Rejestrator miał wrażenie, że ten forumowicz mocno namiesza w różowym świecie. – Zasad i tak nikt nie czyta, więc uznajmy, że je akceptujesz. – Rejestrator nawet nie spojrzał na Marka.
- Marek_Dobrzański@FD.pl, a możesz mi pan przynajmniej powiedzieć gdzie jestem? I czemu gonił mnie różowy słoń?
- Z pytaniami o użytkowników to do moderacji. Rozpoznasz ich bez problemu po różu. Ja tu tylko od spisywania jestem. – Po krótkiej chwili dodał – Na adres e-mali wysłaliśmy hasło. To pierwsze wejście, więc nie musisz na razie go potwierdzać. Na początek zgłoś się do Regulamina jest w dziale BrzydUla odcinki, on cię oprowadzi po obiekcie. Z mojej strony to wszystko. – Nim Marek zdążył cokolwiek odpowiedzieć, Rejestrator gdzieś zniknął zostawiając go znowu samego w ogromnym holu. Dopiero teraz spostrzegł, że jednak nie jest tak zupełnie sam. Wokół niego przechodziły dziwne szare postacie z przypiętymi na przedzie tabliczkami z napisem linkożerca. Na wielkiej tablicy wiszącej przy głównym wejściu zobaczył zmieniającą się co chwilę liczbę użytkowników i gości on-line. Wiedział tylko tyle, że musi poszukać tego całego Regulamina kimkolwiek on jest. Nie rozumiał tego zupełnie, ale nagle zobaczył, że gdzieś nad drzwiami zapaliło się światełko. Poszedł w ich kierunku i przeczytał napis: „Brzydula odcinki”. Nacisnął klamkę i wszedł do niewielkiego pomieszczenia, w którym znajdowało się dwoje drzwi. Nie zastanawiając się długo wszedł przez kolejne, nad którymi było zapalone światełko. Tabliczka na drzwiach informowała, że za nimi znajdują się: Odcinki serialu Brzydula. To, co zobaczył zdumiało go i zafascynowało. Ujrzał bardzo długi korytarz, w którym po przeciwnych stronach znajdowały się drzwi. Najbliżej niego były drzwi opatrzone nazwą: Zanim coś napiszesz PRZECZYTAJ! Zasady, poradniki. To chyba tu powinienem znaleźć tego Regulamina, pomyślał Marek i nacisnął klamkę różowych drzwi. Po otwarciu ich ujrzał niewielkie wnętrze z małym biurkiem stojącym naprzeciwko drzwi. Na ścianie wisiała wielka tablica korkowa z przypiętymi do niej propozycjami nowych zasad. Zawsze wspieraj swojego moderatora, Dynia też człowiek, pozbądź się złudzeń to nie nepotyzm – to Polska. Marek czytał dwudzieste ósme przykazanie moderatora ruszofe aniołki zawsze mają rację czy tego chcesz czy nie, gdy poczuł w pokoju czyjąś obecność. Było to dość dziwne uczucie, szczególnie, że w pokoju był sam. Jego wzrok padł na wielki portret na ścianie. Przedstawiał on zarys sylwetki anioła. W miejscu oczu miał dziurki, zza których ktoś ewidentnie śledził wszystkie kroki Marka.
- Kto tam jest? – Spytał Marek z trwogą w głosie patrząc w świdrujące go spojrzenie. Wtedy obraz odchylił się, a zza niego wyszedł wysoki i bardzo chudy mężczyzna. Ubrany był w różowy mundur. Gdyby nie bujna czupryna z grzywką opadającą na lewe oko wyglądałby prawie jak wojskowy. Stanął sprężyście na baczność przed Markiem i równie sprężyście zasalutował.
- Jestem Regulamin! – Krzyknął mężczyzna, a Marek zasłonił dłonią ucho.
- Tak, tak świetnie. Mógłbyś mi wyjaśnić, gdzie jestem? – Marek spojrzał podejrzliwie na mężczyznę.
- W tej chwili znajdujemy się w dziale zasad. Pozwolisz, że przybliżę ci najważniejsze punkty. Punkt pierwszy… - Regulamin zaczął recytować Markowi najważniejsze zasady* Robił to z ogromnym zaangażowaniem. Co jakiś czas odsłaniał tylko z lewego oka opadającą na nie  grzywkę. Guziki przy jego różowym mundurze świeciły złotym blaskiem.
- Czy ty mnie słuchasz? – Regulamin zapytał nagle Marka, który ziewając podziwiał mankiet marynarki.
- Jak zwykle to samo. A ostrzegała mnie Muminka, że tak będzie jak mnie tu zatrudniali. Ale głupi Regulamin zaufał Papuce. Będą tu przychodzić, żeby poznać zasady, mówiła i co? - Regulamin spojrzał z wyrzutem na Marka.
- Alee... - Zaczął
- Wszyscy są tacy sami! A potem mają pretensje! – Ton Regulamina z pełnego radości zamienił się w płaczliwy krzyk.
- No już dobrze… Nie chciałem cię urazić. – Marek spojrzał z rezygnacją na zanoszącego się płaczem mężczyznę. – Rejestrator mówił, że oprowadzisz mnie po tym wszystkim. – Kontynuował nieśmiało Marek. Oczy Regulamina rozbłysły radością na słowa Marka. – To chodźmy najpierw do pogaduch, nie ma co się rozdrabniać. Potem zapoznam cię z innymi działami. – Szczebiotał radośnie Regulamin ciągnąc Marka za rękę w kierunku drzwi.
Po chwili znaleźli się pod drzwiami opatrzonymi nazwą:  Odcinek 189- Pogaduchy.
- Kiedy dacie linka? – Usłyszał Marek tuż po tym jak weszli do pomieszczenia. Nagle tuż obok jego głowy ze świstem przeleciał pomidor i rozpaćkał się na twarzy pytającego. Przerażony Marek odskoczył pod ścianę wypuszczając z rąk pluszowego hipcia i spojrzał w kierunku z którego nadleciał pomidor. Regulamin szepnął mu tylko cicho na ucho – Papuka. Zanim jednak zdążył przyjrzeć się osobie, która rzuciła pomidora u jego stóp pojawiło się dziwne stworzenie. Na pierwszy rzut oka stworzenie owo wyglądało jak lis. Jednak fakt, że miauczało sprawiało, że można było mieć co do tego wiele wątpliwości. Stworzenie mrucząc i miaucząc ulokowało się niedaleko Marka pod tabliczką z napisem „kontek”, przykucnęło i zaczęło coś zaciekle rysować. W niebywale szybkim tempie na kartce pojawiły się kolorowe rysunki. Postać spojrzała na dzieło, przechyliła głowę raz w lewo raz w prawo i odezwała się krytycznym głosem
- Krzywe! – Po tym stwierdzeniu zaczęła rozszarpywać obrazek zębami. Chwilę później spojrzała na Marka, ale nic nie powiedziała tylko wzięła nową kartkę i znów zaczęła coś rysować.
- Lanó - odezwał się czyjś głos. – Mężczyzna zobaczył postać, która miała na głowie turban z ręcznika w pomidory i szlafrok w kwiaty. W jednym uchu miała kolczyk w kształcie gwiazdy, a w drugim w kształcie truskawki. Ta, którą nazwaną Laną rzuciła się na nią z uśmiechem.
- Papuuuuuk, rysuję emo komiksy buuuh mam emo humor! – Lana pokazała zęby w uśmiechu i wróciła do kontka.
Marek patrzył z otwartymi ze zdziwienia ustami na kolorowe zbiegowisko w pomieszczeniu. Regulamin w międzyczasie starał mu się tłumaczyć, kto jest kim i dlaczego różowi są ważni, ale nie zwracał na to zbytniej uwagi. Nie zważając na absurdalność widowiska przysiadł w kontku w pobliżu rysującej Lany i obserwował.
Przez jakiś czas panował względny ład i porządek, o ile porządkiem można nazwać rozpaćkane na ścianach pomidory – trwały ślad po linkożercach.
Nagle, do pomieszczenia z impetem wpadło coś, co można było tylko określić mianem wielkiej dyni wyglądającej jak hamburger. Istota ta czy też dynia była cała zakrwawiona. W czymś, co przypominało ręce, a było liśćmi sałaty trzymał ów dziwny stwór, nie co innego, jak niewielki przybór kosmetyczny. Rozejrzał się po zebranych, a w oczach, a raczej w pestkach, które chyba były oczami można dopatrzeć się było żądzy mordu.
- Co to jest? – Spytała zakrwawiona dynia tubalnym głosem.
- Obcinacz do skórek. – Odparła ze stoickim spokojem postać w szlafroku i turbanie z ręcznika.
- Nie! – Wrzasnęła zakrwawiona dynia. – To NARZEDZIE SZATANA!!! – Przeraźliwy krzyk dyni zapewne obudziłby nawet umarłego, gdyby tylko taki jakimś cudem był obecny przy tej scenie. Chwilę później, jedynym śladem obecności krwawej dyni w pomieszczeniu, było tylko wielkie zdjęcie zakrwawionych palców na ścianie. 
- Co tatuś robił sobie obcinaczem do skórek? – Spytała nagle dziewczynka w koszulce z doktorem House’m i wskazała palcem na wielkie zdjęcie na ścianie.
- Tatuś chciał zawstydzić Emo Martynkę. – Odpowiedział błyskotliwie różowy aniołek z rogami i ogonkiem.
- Ten to mógłby na maila odpisać, a nie się obcinaczem bawi. Czołem siostry. – Czerwony diabeł z przyczepionymi różowymi skrzydłami i aureolką wleciał do pomieszczenia z groźną miną.
- Mumi, spokojnie. Ja czekam na odpowiedź, która miała przyjść jutro. – Różowy aniołek cmoknął diabełka w policzek.
- No to ma jeszcze czas na odpowiedź skoro do jutra. – Papuka tylko machnęła ręką do diabełka.
- Tak Papó… Tylko, że to jutro było dwa dni temu. – Różowy aniołek zaczął tarzać się ze śmiechu po podłodze.
- Ann, weź mnie siostra nie ómieraj! – Papuka skręcała się ze śmiechu i faktycznie wyglądała na bliską zejścia ze świata żywych. Zbiorową agonię różowych postaci przerwało ponowne wejście do pomieszczenie dyni. Tym razem nie wyglądał na kogoś, kto chce zabić wzrokiem, bądź, co bardziej prawdopodobne w przypadku dyni pestkami.
- Kto to powiesil? – Dynia rozejrzała się po zebranych w pomieszczeniu osobach.
- Powiesił co? – Ann spojrzała na dynię z uśmiechem.
- Te palce, wychodze na debila przez to. – Dynia w końcu łaskawie wskazał na zdjęcie wiszące na ścianie.
- Rut, nie przesadzaj, to bardzo ładne zdjęcie. – Papuka wyglądała na trochę mniej skłonną do zejścia ze świata żywych niż kilka minut wcześniej.
- Wcale nie wyglądasz jak debil. Tylko po co używałeś obcinacza do skórek? – czerwony diabełek starał się nie wybuchnąć śmiechem, co było bardzo trudną sztuką.
- Chcialem se obciac skórki. nie wyszlo. Za depilacje sie nie biore. – Root uśmiechnął się pierwszy raz do zebranych.
- Ale nadal nie wyjaśniłeś czemu sobie chciałeś zrobić krzywdę tym narzędziem. Plasterka? – Ann trzymała w ręku kilka plastrów.
- No kupilem se z obcinaczkami - wersja gratis, to nie jest dla mężczyzn. Ann nie dzieki poradze se papier "Mola" i tasma izolacyjna.
- No to nie. – Ann schowała plasterki i poszła w kąt pomieszczenia z obrażoną miną.
- Cześć! Mam dla was pewne wiadomości, jak chcecie to wam powiem. Tylko, że to później bo idę coś zjeść! – Nim ktokolwiek zdążył zareagować na te słowa. Osoby, która je wypowiedziała już nie było w pomieszczeniu tak samo jak i Roota. Przez chwilę panowała pełna napięcia cisza. Pierwsza ją przerwała dziewczynka z koszulką z doktorem House’m.
- Wiwat książę Aleksander!– Krzyknęła do  rozbawionego całą sytuacją towarzystwa.
Marek w dalszym ciągu siedział w pobliżu Lany, która rysowała coraz to nowe dzieła. Jeśli tylko którekolwiek nie podobało się jej, natychmiast rozszarpywała je w zębach. Mężczyzna zauważył, że ta czynność sprawiała jej tyle samo satysfakcji co i rysowanie.
- Siemka! – Rozległo się nagle wesołe powitanie młodej dziewczyny, która weszła do pokoju. Nie oglądając się na nikogo usiadła na krześle i zaczęła rozglądać się po zebranych. Na powitanie odpowiedziało kilka osób. Jednak parę z nich wyglądało na niezadowolonych na widok nowoprzybyłej. Ann zmierzyła dziewczynę chłodnym spojrzeniem i syknęła przez zęby. – Mogłabyś powiedzieć coś więcej niż tylko siemka.
- Ja powiedziałam tylko siemka? Kiedy niby ja tak powiedziałam? – Dziewczyna jeszcze się uśmiechała, ale widać było, że jest niezadowolona.
- Jakieś pięć minut temu. – Ann patrzyła na nią obojętnym wzrokiem.
- To pewnie dlatego ze mam kłopoty z gardłem i musiałam wziąść lek. Ale jusz jest dobrze i moge z wami normalnie rosmawiać. – Dziewczyna plątała się w wypowiedzi, czym wyraźnie denerwowała różową część zebranych.
- Tak… powiedzmy, ale to marna wymówka. – Ann wzniosła oczu ku niebu i chciała coś jeszcze dodać, ale jej wzrok padł na Lanę. Ta nie zważając na nikogo właśnie z zapałem starała się roztrzaskać jedno z krzeseł o ścianę. Obok niej stała Papuka, która próbowała odebrać jej krzesło.
- Papuuuk! – Jęczała, żałośnie lisica, gdy Papuce w końcu udało się odebrać jej krzesło. O ile da się jeszcze nazwać krzesłem, to co z niego zostało po bliskim spotkaniu ze ścianą.
- Lanó czemu chciałaś zepsuć krzesło? – Papuka przykucnęła obok smutnej lisicy.
- Nuuuuudno – Wyjęczała w końcu Lana. – Gdzie jest Pattyyyyy?
- Lanó, porysuj coś, Patty niedługo wróci. – Papuka starała się uspokoić Lanę, która nagle wbiła jej zęby w rękę. Papuka skrzywiła się z bólu i cicho zawołała na pomoc Muminkę. Ta jednak stwierdziła tylko obojętnym tonem. – To twoje dziecko. Radź sobie sama.
Na szczęście z pomocą przyszła jej Ann, która uwolniła nieszczęsną rękę. Lana spojrzała smutno na Papukę i Ann, bez słowa odeszła od nich i zwinęła się w kłębek. Od czasu do czasu było tylko słychać cichutkie pochlipywanie.
- Tak, ale ja biorę Zaniewskiego! Ty za to weźmiesz jego alter ego z Klanu. Rozumiesz?
- Nie, bardzo…
- No, bo to jest wtedy jakby inne wcielenie i się możemy nim podzielić. A Strychnine wpisze nam ich obu na dszefo.
- Ale zastrzeżemy, że bardziej go już nie dzielimy.
- Znowu coś z dszefem? – Mó spojrzała z rezygnacją na dwie gorączkowo rozmawiające osoby.
- Znowu kogoś dzielicie? I ja to mam niby upchnąć na swoją biedną ścianę? – Postać w szlafroku odwróciła się od pochlipującej Lany i spojrzała na rozmawiające. – Przecież ja już nie mam tam miejsca! I, że niby mam go na boba może wetknąć? – Papuka nerwowo wymachiwała ręką tuż obok głowy Lany. Ta przez chwilę opierała się temu widokowi, ale w końcu zaczęła radośnie ganiać rękę Papuki.
- Ja nie ma do was już siły! Ciągle coś z tymi koligacjami! – Czerwony diabełek nagle zaczął wściekle atakować ścianę głową. Rozpędzała się i co sił biegła w stronę ściany. Jednak ta uparcie stała dalej i nie poddawała się wściekłości diabełka. Determinacja i obłęd był widoczny z daleka.
- Mó, a może tak moją ścianę rozwaliłabyś? Wtedy mogłabym postawić nową i namalować dszefo na nowo. – Spytała nagle Papuka. Diabełek właśnie odszedł na kilka kroków od ściany, żeby wziąć większy rozbieg. Po słowach Papuki zatrzymała się i spojrzała na nią. Zamrugała kilkukrotnie oczami  i po chwili wybuchła głośnym śmiechem. Przerwanym po chwili jęknięciem bólu, gdy Lana w końcu złapała rękę Papuki w zęby. Szczęściem w nieszczęściu był fakt, że Lana zaatakowała rękę jeszcze przez nią nie pogryzioną.
- Ja jej kiedyś kupię jakiś gryzak. – Mamrotała pod nosem Papuka, gdy w końcu przy pomocy Ann znowu uwolniła rękę z uścisku Lany. Ta po całym zdarzeniu, tylko ziewnęła i powróciła do rysowania jak gdyby nic się nie stało. Papuka tylko na nią spojrzała i pokręciła głową.
- Po kim ona ma taki charakterek? – Spytała retorycznie Papuka obserwując Lanę, która rysowała coś.
- Czmeu Mnie Ignorujecie?????bo Co Bo Jestem Nowa?!to Że Macie Tutaj Sowjke Grono Juz To Nie Oznacza Ze Macie Innych Odrzucac!!!! – Dziewczyna przy stole w przeciwieństwie do innych nie była rozbawiona sytuacją.
- Nikt cię nie ignoruje. Ale jak będziesz krzyczeć, to na pewno nie zechcemy z tobą rozmawiać. – W pokoju zjawiła się nowa postać. Ruda dziewczyna w różowym fartuchu usiadła niedaleko Papuki i Ann.
- Hej Foksó matko mojej bliźniaczej siostry. – Powitała radośnie nowoprzybyłą Papuka.
- Cześć Papó, bliźniacza siostro mojej córki, ta Martus co to za jedna? – Foksó ostatnie słowa powiedziała teatralnym szeptem.
- Nic takiego, bolące gardło uniemożliwiło jej wypowiedzenie więcej niż jednego słowa. – Papuka śmiejąc się uderzała dłonią o blat stołu.
- Jeszcze nikt tu nie zasłaniał się bolącym gardłem. – Ann, również nie kryła rozbawienia taką wymówką.
- Nie zasłaniam się bólem gardła.....Mówie prawde a jak mi nie wierzysz to trudno masz najwyzej problem. – Dziewczyna spojrzała skwaszona na Ann.
- Możliwe, że się nie zasłaniasz, ale to nie tłumaczy tak krótkiej wypowiedzi. – Czerwony diabełek przysiadł w pobliżu reszty różowej koalicji.
- Poprostu nie zorientowałam się, że powiedziałam tylko jedno słowo. – Odparła z rezygnacją dziewczyną w stronę różowych.
- Już się nie tłumacz… - Ann odwróciła się bokiem do dziewczyny i zaczęła grac w „łapki” z Papuką.
- Nie mam zamiaru się tłumaczyć. Bo ja wiem swoje ale z powodu głupiego bólu sie kłócic nie będziemy. – Dziewczyna spojrzała z niezadowoleniem na Ann.
- Nikt, cię o to nawet nie prosi. Nie obchodzi nas to czemu powiedziałaś tylko jedno słowo. – Papuka wyciągnęła z szuflady stołu zestaw do gry w bierki.
- Papó nie mam do ciebie o to pretensji , ale do Tej... no... nie bede wymawiac jej nazwy uzytkownika  Ona poprostu się wtrąca niech najpierw patrzy na siebie a potem zwraca uwagę mi!!! Ona nawet nie umie mowic prawidłowo!!! Niech sobie kupi słownik!!! – Irytacja dziewczyny sięgała zenitu na widok moderatorek spokojnie grających w bierki.
- Martus chodzi ci o ann666? Która jest jedną z najlepszych autorek piszących opowiadania tutaj?. I która uchodzi za swego rodzaju guru od poprawnej polszczyzny? – Papuka mówiąc to, wyciągała właśnie bierkę, ale z nerwów ręka jej zadrżała. Ann przez chwilę patrzyła na Martus, potem przeniosła wzrok na czerwonego diabełka i Foksó. Wstała od stołu i kręcąc z rezygnacją głową wyciągnęła wielki słownik poprawnej polszczyzny. Po chwili usiadła w kontku i zaczęła czytać go z zaciekawieniem. Lana spojrzała na nią zaspanym wzrokiem. Wstała obróciła się kilka razy w miejscu i usnęła znowu tym razem kładąc się na kolanach Ann.
- Tak ann ucz się ucz się! – Zawołała w jej stronę Papuka śmiejąc się na głos.
- Bardzo dobrze przyda Ci się ~!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!! – Krzyknęła nagle Martus.
- Ja ją zaraz… - Papuka wstała nagle i prawie rzuciła się w stronę Martus. Ta jednak bardzo szybko wybiegła z pomieszczenia. Widząc to Papuka usiadła na podłodze w pozycji kwiatu lotosu i zaczęła coś mamrotać pod nosem. Prawdopodobnie przyniosło jej to ulgę bo już po chwili na jej twarzy gościł znowu uśmiech. Nagle drzwi otworzyły się i pojawiła się w nich głowa Martus
- Spadam Z TĄd ...bo Jestescie Zalosni I Zycze Milego Weekendu A Nie Wam Nie Zycze , Bo Sie Wami Brzydze !!!!!!! – Krzyknęła do zebranych pokazując język i znowu zniknęła.
Nie minęło nawet pięć minut, gdy do pokoju weszła nowa osoba. Rozejrzała się niepewnie po zebranych.
- Witam gorąco wszystkich. Jestem tu nowa..I myślę że mnie polubicie nie to co tą Martus
Bo sami przyznajcie nie lubicie jej , po tym jak te nie zaciekawe tu wypowiadała się.
Ann podniosła głowę znad słownika i spojrzała na nowoprzybyłą osobę. Później spojrzała porozumiewawczo na swoje siostry. - Martus, to było żałosne. Skoro się nas brzydzisz, to po co tu wracasz w nowym wcieleniu?
- Witamy Martus w przebraniu. – Papuka uśmiechnęła się krzywo do nowej.
- Ja nie jestem Martus. I słyszałam co mowiła ona jest okropna , też bym na waszym miejscu tak na nią najeżdżała. – Nowoprzybyła usilnie starała się przekonać, że nie jest tą osobą za którą ją brano.
Ann już próbowała wstać, ale przypomniała sobie o śpiącej w najlepsze Lanie na jej kolanach. Pozostała więc na miejscu i tylko powiedziała cicho. - Tak, Twitty, tak... Tylko nie zapominaj, że moderatorzy widzą nieco więcej.
- Papuka , Ann666 i inni Ja napradę nie jestem żadną Martus dziewczyna mojego brata polecila mi dzisja przyjście do was  bo ponoc bardzo fajne mialo byc ale jesli mnie tu nie chcecie ...To bylo to mylne wrażenie
- Nie pogrążaj się dziewczyno. Przecież one wiedzą kim jesteś. – W powietrzu wyraźnie czuło się narastające napięcie. Jedynie Lana śpiąca spokojnie na kolanach Ann nie była zainteresowana tym konfliktem. Od czasu do czasu tylko jej uszy odwracały się w stronę głośniejszych dźwięków.
- Jak mi nie wierzycie trudno ale nie wykurzycie mnie z tąd nawet siłą! – Powiedziała niespodziewanie dziewczyna uśmiechając się. Efektem tego stwierdzenia był tylko komentarz wypowiedziany ze śmiechem. –Siłą nie, bananem już tak. Bo banan jest silniejszy.
- Cykó zostaw kupę. Jak się kupę rusza, to ta zaczyna śmierdzieć. – Powiedziała nagle filozoficznie dziewczynka w koszulce z doktorem House’m.
Nagle pomieszczenie zatrzęsło się miarowo. Marek gdyby to nie było absurdalne gotów byłby przysiądź, że odgłos ten przypominał bieg słonia. Jakież było jego zdziwienie i przerażenie zarazem, gdy do pomieszczenia wpadł z impetem trzytonowy różowy kolos.  W dodatku ten sam, który wcześniej go gonił. Mężczyzna skulił się w kontku obok Lany i przycisnął mocno do piersi pluszowego hipopotama. Słoń ten,  jakby tego było mało na końcu przykrótkiego ogona miał zawiązaną czerwoną kokardkę. W trąbie natomiast trzymał wielką butelką z napisem lawenda. W pomieszczeniu zapadła dziwna cisza, gdy słoń z impetem postawił dwudziesto litrową butelkę na podłodze i nagle zaczął rozpaczliwie płakać. Żal było patrzeć na niezrozumiałą rozpacz wielkiego stworzenia, ale nikt nie miał śmiałości podejść. Obawa przed zgnieceniem potężnymi kończynami była silniejsza, od chęci niesienia pomocy. Niespodziewanie dla wszystkich płacz stworzenia przerwała Lana. Obudzona tym nagłym hałasem uznała, że trąba słonia ruszająca się miarowo na podłodze jest świetną zabawką. Przez chwilę krążyła wkoło niej i nagle zwinnym kocim ruchem naskoczyła na nią. Słoń zaatakowany tak niespodziewanie zamilkł natychmiast i zaczął przyglądać się rudemu stworzeniu, które usiłowało złapać trąbę uniesioną w tej chwili wysoko nad jego głową. Komizm tej sytuacji sprawił, że potężne stworzenie chwilowo zapomniało o swoim żalu co wykorzystała Papuka pytając go nieśmiało o powód smutku.
- Bo słonie som krótkowzroczne. – Różowy kolos powiedział to lekko płaczliwym głosem, ale zabawa z Laną wciągała go coraz bardziej.
- Krótkowzroczne mówisz? A ta butelka, którą przyniosłaś. Na co ci dwadzieścia litrów lawendowego płynu do kąpieli? – Papuka nie dawała za wygraną. Patrzyła też z niemałą obawą na wysunięte pazurki Lany.
- Zgubiłam moje okulary, i pomyliłam w sklepie butelki. Lubię jaśmin. Słonie są wyczulone na ładne zapachy. A gdzie teraz niby kupisz świeży jaśmin? – Słoń spojrzał na Papukę wymownie.
- Fakt, mogłoby to teraz być trudne. – Papuka mówiąc to zbliżyła się do Lany żeby zabrać ją i jej ostre pazurki od słoniowej trąby. Rude stworzonko nie było tym faktem zachwycone czego wyraz dało wbijając kolejny raz zęby w papukową rękę.
- Dobra...Już się wam przyznam...Twitty i Martus to jedna i ta sama osoba czyli JA Nie jestem z tego dumna , że was oszukałam i obiecuję poprawę poprostu bałam się wam powiedzieć że mam to stwierdzone przez lekarza że mam nagłe napady złości i robie i gadam co popadnie akurat padlo na Was...Chce Was z całego serca szczerze przeprsić...Bo żałuję i obiecuje poprawę tylko wybaczcie mi i nie mowie zebyście odrazu o tym zapomnieli , tlyko zebyscie mi o tym nie przypominali..Nie cieszę się z tego że jestem nerwowa bo przez to nie mam przyjaciół ..Przez to rejestuje się na róznych forach i próbuję z kimś nawiazac kontakt a z wami bardzo dobrze mi sie rozmawia. – Wypaliła nagle dziewczyna przerywając rozmowę Papuki ze słoniem.
- Ja mieć dość. Idę sobie stąd. – Stwierdziła nagle Ann biorąc pod pachę słownik i wyszła trzaskając drzwiami.
- Naprawdę wstydzę się ludzią przyznawać .I z Wami też tak było..Ale prosze dajcie mi szanse a nie pożalujecie zmnienie się bedę taka jak wcześniej ..Obiecuję. lekarz powiedział że to są nagłe napdy złosci z niewadomej przyczyny – Powiedziała nagle Martus pojawiając się na miejsce Twitty.
- nagłe napady złości? napady z niewiadomych przyczyn? muszę się pozbierać ze śmiechu po tym co usłyszałam. Dziecino! może i jesteś choleryczką, ale tego się raczej nie leczy, a pracuje nad tym
do tego dochodzi mitomania. – Czerwony diabełek spojrzał na Martus i dodał szybko - skłonność do patologicznego kłamstwa, bo pewnie nawet nie wiesz co to oznacza i rozdwojenie jaźni
jak się nie potrafisz dostosować do ogółu to przykro nam bardzo NIE, nie pasujesz tu może za kilka lat...Banan! jak nic jak można czasowy to na jakieś 5 lat na początek. – Diabełek zaczął się śmiać na cały głos.
- Ja nie mam podwórka, a i tak się wszyscy boją, że dostaną ode mnie w pysk. – Stwierdziła nagle dziewczynka w koszulce z doktorem House’m.
- Ja tak mam mam napady złości czesto bije tego kto mi sie nawinie..Ostatnio kobieta z poslkiego cos tam na mnie powiedziała a Ja podeszłam i jej walnełam prosto w twarz! Muszę przyznac że jesteś wredna Muminko Ale bez urazy....Mitomanką nie jestem....!!!! – Martus ze złości zaczęła podskakiwać w miejscu.
- Zapomniałam dodać, że takie napady agresji mogą świadczyć o zbyt dużej ilości spożywanych węglowodanów. Martusia odstaw batoniki! dobrze Ci radzę! – Muminka kolejny raz wybuchła śmiechem.
- Ta... A ty jesteś powalona i masz problemy ze soba! – Krzyknęła Martus do Muminki.
- Ucisz się w końcu, bo cię walnę trombom a to zaboli. – Stwierdził przyglądający się do tej pory całej rozmowie z boku słoń.
- Ty słoniu siedź cicho!!! – Wrzasnęła Martus w stronę różowego zwierzęcia. Na co słoń podniósł groźnie trąbę i machnął nią z całej siły. Nie zauważył, że w zasięgu ma Marka skulonego w kontku. Słoń tak nieszczęśliwie go potrącił, że trzymany przez niego hipopotam wyleciał mu z rąk. Kątem oka zobaczył, że Lana rzuciła się stronę pluszaka. Dla Marka czas nagle zwolnił. Patrzył z mieszaniną strachu i trwogi rzucił się na ratunek hipopotama. Gdy poczuł go w rękach przycisnął mocno do piersi i zamknął oczy. W oddali słyszał przemieszane odgłosy krzyków, śmiechu, żałosnego miauczenia i bicia.
Nagle wszystko ucichło, a Marek odważył się otworzyć oczy. Stwierdził ze zdziwieniem, że jest w swoim łóżku. Usiadł na nim, otarł pot z czoła i odetchnął z ulgą. To tylko sen, realistyczny do bólu sen.
Spojrzał nagle na swojego laptopa, który stał otwarty w pobliżu łóżka. W pierwszej chwili nie mógł uwierzyć w to co zobaczył. Jednak pasek adresu wyszukiwarki nie kłamał. Wyraźnie widniał na nim adres: http://forumbrzyduli.tvshow.com.pl


* Dla przypomnienia: http://forumbrzyduli.tvshow.com.pl/viewtopic.php?id=728


"rżnęli się jak dwie oszalałe siekiery" by słonió big_smile
"Na końcu świata, pośród oceanu niezapominajek, dwie dusze odnalazły się nawzajem." by Mlawer...
"Hold me close and hold me fast The magic spell you cast This is la vie en rose" "La vie en rose"

Offline

 

2010-03-02 21:01:25

Cindy
Najlepsza doradczyni na forum

#2 2010-03-02 21:03:38

brzydulomaniaczka
Przyjaciułka SteFy
Od: Gdzieś w lubelskim...
Zarejestrowany: 2009-04-04
Posty: 10576
Serwis

Re: Różowy koszmar...

No to ja robię rezerw, mogę? tongue


Papó, koHam cię heart za tydzień nie podniosę się z podłogi big_smile lol2
PS. A dlaczego ja byłam tak krótko? xD
Edit: dobra, sama mogę odpowiedzieć lol Mało udzielam się w pogaduchach i jestem nudna, a ostatnio jestem znana tylko z tego, że kłócę się z Ajrisz big_smile Ale na razie jest spokój xD

Ostatnio edytowany przez brzydulomaniaczka (2010-03-02 21:24:53)


Kocham wszystkie swoje siostrzyczki forómowe: Aduśka, Apollina, Claudia, Króweczka, Libby, Mel, Pszczoła, Struś.
Mój facet to Miron Lipski heart    iris
Kocham swój wieczny avek <3

Offline

 

#3 2010-03-02 21:09:07

Króweczka
Kochanka Marka
Od: Augustów
Zarejestrowany: 2009-08-29
Posty: 4337

Re: Różowy koszmar...

Ja też tongue
Zaraz przeczytam smile

Papó napisał: napisał:

- Nowy forumowicz? – Usłyszał nagle znudzony głos tuż za swoimi plecami. Marek odwrócił się powoli i spojrzał na dziwnego osobnika.
- Ach, linkożerca. No nic, jak masz na imię? – Osobnik nie zwracał uwagi na zdziwienie Marka. Rejestrował codziennie po kilkadziesiąt takich dziwnych osób. Większość nie wracała, więc nawet nie zaszczycał ich swoją zbytnią uwagą.
- Kim pan jest? – Spytał w końcu Marek po chwili człowieka, który patrzył na niego obojętnie.
- Jeśli to ma w czymkolwiek pomóc to jestem Rejestrator. Imię pytam się, coś muszę w rubrykę wpisać.
- Marek, mam na imię Marek. Do czego to panu potrzebne? – Marek patrzył na Rejestratora, który zaczął szukać coś bardzo szybko w bardzo długim spisie. Po chwili pokręcił głową i powiedział – Zajęte, mogę zaproponować marka z jakimiś cyframi. Marek69 pasuje?

Marek69?! Ómarłam lol2 Po raz pierwszy i coś czuję, że nie ostatni. big_smile


Papó napisał: napisał:

Na wielkiej tablicy wiszącej przy głównym wejściu zobaczył zmieniającą się co chwilę liczbę użytkowników i gości on-line.

Prawie jak na dworcu centralnym  lub na lotnisku tongue

Papó napisał: napisał:

- Kiedy dacie linka? – Usłyszał Marek tuż po tym jak weszli do pomieszczenia. Nagle tuż obok jego głowy ze świstem przeleciał pomidor i rozpaćkał się na twarzy pytającego.

Czyżby Papuka w akcji? lol

Papó napisał: napisał:

Regulamin szepnął mu tylko cicho na ucho – Papuka.

Wiedziałam! tongue

Papó napisał: napisał:

Mężczyzna zobaczył postać, która miała na głowie turban z ręcznika w pomidory i szlafrok w kwiaty.

Mój pomysł!<dumna z siebie> lol2

Papó napisał: napisał:

Nagle, do pomieszczenia z impetem wpadło coś, co można było tylko określić mianem wielkiej dyni wyglądającej jak hamburger. Istota ta czy też dynia była cała zakrwawiona. W czymś, co przypominało ręce, a było liśćmi sałaty trzymał ów dziwny stwór, nie co innego, jak niewielki przybór kosmetyczny. Rozejrzał się po zebranych, a w oczach, a raczej w pestkach, które chyba były oczami można dopatrzeć się było żądzy mordu.
- Co to jest? – Spytała zakrwawiona dynia tubalnym głosem.
- Obcinacz do skórek. – Odparła ze stoickim spokojem postać w szlafroku i turbanie z ręcznika.
- Nie! – Wrzasnęła zakrwawiona dynia. – To NARZEDZIE SZATANA!!! – Przeraźliwy krzyk dyni zapewne obudziłby nawet umarłego, gdyby tylko taki jakimś cudem był obecny przy tej scenie.

Ruuuti! big_smile


Papó napisał: napisał:

- Tatuś chciał zawstydzić Emo Martynkę. – Odpowiedział błyskotliwie różowy aniołek z rogami i ogonkiem.

Tatuś to TurboDymoMen tongue

Papó napisał: napisał:

- Powiesił co? – Ann spojrzała na dynię z uśmiechem.
- Te palce, wychodze na debila przez to.

Idę wnieść o rangę "Wiesza palce" xDDDD

Papó napisał: napisał:

- Cześć! Mam dla was pewne wiadomości, jak chcecie to wam powiem. Tylko, że to później bo idę coś zjeść!

Nie no, Klaudyna jak żywa lol

Papó napisał: napisał:

- Mó, a może tak moją ścianę rozwaliłabyś? Wtedy mogłabym postawić nową i namalować dszefo na nowo.

Czyżby sugestia moją mini? lol2 Magdó, zaraz Cię chyba przegonię w samouwielbieniu tongue


Boskie, ale FOCHAM SIĘ, że mnie nie było foch

Ostatnio edytowany przez Króweczka (2010-03-02 21:49:41)


Turek + Krówka to mi jakoś podejrzanie kebabem pachnie - by Słonióheart
... A księżyc opowiada mi najpiękniejsze w jego życiu sny...

No to mamy piękny czworokącik... lx

Offline

 

#4 2010-03-02 21:21:04

Beja
Kochanka Marka
Zarejestrowany: 2009-06-12
Posty: 4427

Re: Różowy koszmar...

Faktycznie, dość rozbudowana wyszła ta miniaturka tongue

Fajnie, fajnie big_smile
Tylko miałam wrażenie, że Marek tam trochę przeszkadzał lol

Offline

 

#5 2010-03-02 21:23:19

Asia
Wyznawca pomidoryzmu
Zarejestrowany: 2009-01-24
Posty: 1367

Re: Różowy koszmar...

Podczas czytania w ogóle się zapomina o Marku tongue

Offline

 

#6 2010-03-02 21:26:20

misiol3
Wyznawca pomidoryzmu
Od: Stalowa Wola
Zarejestrowany: 2009-12-08
Posty: 1338

Re: Różowy koszmar...

To było genialne big_smile
Więcej nie zdołam napisać ( dochodze do siebie ) lol


Dracon Lucjusz Malfoy. Draco Malfoy. Dracon. Draco. Fretka. Malfoy. Dracuś. Dranek. Draconek.
On i nikt inny heart

Offline

 

#7 2010-03-02 21:28:15

Strychnine
Szef nocnej zmiany
Od: Ravenclaw
Zarejestrowany: 2009-04-09
Posty: 12582
Serwis

Re: Różowy koszmar...

Papó, wariatko! Już przy fragmencie o Marku gonionym przez różowego słonia ómierałam xD Świetne, świetne, tylko dialogi stworzone z cytowanych dosłownie fragmentów postów momentami trochę męczące...

Czemu byłam tylko w jednym miejscu wspomniana?! Domagam się kontynuacji xDDD I tam mam się pojawić, o xD


FOM SEMUMIUWW AfF FSiJPH SNiSUM&UwS GNAJ DORIS MDUC

This is my timey-wimey detector. It goes ding when there’s stuff. - The Doctor

Offline

 

#8 2010-03-02 21:38:15

Ajrisz
Gwiazda FaktUli
Od: PPTH
Zarejestrowany: 2009-10-01
Posty: 14893

Re: Różowy koszmar...

Papuka napisał:

– Zasad i tak nikt nie czyta

O wypraszam sobie, ja przeczytałam. big_smile Tylko jakieś sto razy zanim odważyłam się odezwać... big_smile

Papuka napisał:

- Co tatuś robił sobie obcinaczem do skórek? – Spytała nagle dziewczynka w koszulce z doktorem House’m i wskazała palcem na wielkie zdjęcie na ścianie.

Oho, ktoś był na mojej enka. xD Kocham Cię kiss

Papuka napisał:

Pierwsza ją przerwała dziewczynka z koszulką z doktorem House’m.
- Wiwat książę Aleksander!– Krzyknęła do  rozbawionego całą sytuacją towarzystwa.

Łahaha big_smile Aleksander... mrach! heart

Papuka napisał:

- Cykó zostaw kupę. Jak się kupę rusza, to ta zaczyna śmierdzieć. – Powiedziała nagle filozoficznie dziewczynka w koszulce z doktorem House’m.

xDDDD
Ale ja mam imię sad xDDD

Papó, lofciam Cię big_smile Nie wiem, czym sobie zasłużyłam na znalezienie się tam, ale to spore wyróżnienie. smile
Tak się zarzekałaś, że długie, a dla mnie w ogóle mogłoby się nie kończyć. big_smile
Biedny Marek, co on musiał przeżyć? xD
I ten... rumieniec Kto to poleciał coś jeść, bo nie zrozumiałam? tongue


So I open my door to my enemies
And I ask could we wipe the slate clean
But they tell me to please go fuck myself
You know you just can't win…

Offline

 

#9 2010-03-02 21:38:34

foksi
Krejzol
Od: warszawa
Zarejestrowany: 2009-06-05
Posty: 6508

Re: Różowy koszmar...

fajnie, fajnie Papó, tylko czemu...

Papuka napisał:

- Hej Foksó matko mojej bliźniaczej córki. – Powitała radośnie nowoprzybyłą Papuka.

... twierdzisz, że jestem matką twojej córki? big_smile


"Słyszałam, że można dorosnąć. Ale nigdy nie spotkałam nikogo, komu by się to udało"
SMSZwS
Jeżeli zabałaganione biurko jest znakiem zabałaganionego umysłu, znakiem czego jest puste biurko?

Offline

 

#10 2010-03-02 21:41:27

storczyk
Rysiowiańczyk
Od: "Karaina" Czarów
Zarejestrowany: 2010-02-11
Posty: 1187

Re: Różowy koszmar...

Papu - ja wiem, żem niegodna, ale to było BOSKIE! poklony2
Leżę i kwiczę. Gryzak dla Leny mnie zabił, lol2 bo wyobraziłam sobie to urządzenie jako terapeutyczny sposób leczenia ADHD. Zważywszy, że jestem tu w miarę nowa, ta mini jest dla mnie trochę jak instrukcja obsługi tego pokręconego światka, bo po opowiadaniu krówki długo zastanawiałam się kto jest czyim bratem albo siostrom. Mam nadzieję, że nie popełniłam jakowejś gafy - przeczytam se zaraz jeszcze raz co by się znów pośmiać. Opis Leny był perfekcyjny - małe futrzane, rozjuszone zwierzątko, które trudno opanować.
Pozdrawiam


"Spróbuj po prostu żyć. Rozpamiętywanie jest zajęciem starców."
                                 Paulo Coelho
Zakon Sióstr Jawnogrzesznic Pod Wezwaniem Od Tyłu lx

Offline

 

Stopka forum

Powered by PunBB© Copyright 2002–2018 PunBB
statystyka