BrzydULA - jedyne forum fanów serialu

Forum dyskusyjne miłośników serialu "BrzydULA"

Nie jesteś zalogowany.

#21 2010-05-22 11:07:06

brzydulomaniaczka
Przyjaciułka SteFy
Od: Gdzieś w lubelskim...
Zarejestrowany: 2009-04-04
Posty: 10576
Serwis

Re: Inaczej...

Nigdzie nie napisałam, że one siedziały! Stały sobie grupką w bufecie i tak je Marecki tam zobaczył. A Ulka miała skłonność do dygania - zwłaszcza w obecności Krzysztofa .

Aha, przepraszam, pomyliłam się big_smile

Czytałam to opowiadanie MUBU, jest tam oczywiście motyw portalu  randkowego, gdzie poznają się Ula i Marek, ale jest tam tak specyficzna intryga, że nie sposób, aby  Twoje opowiadanie zrobiło się do niego podobne. Dorcie , kochana, pisz swoje i nie przejmuj się tym.

Pisz, pisz big_smile Nie ma szans, żeby wyszło wam tak samo big_smile Po prostu troszkę zbieżny motyw i tyle xD Ale przecież nie da się zawsze wymyślać czegoś nowego, a z każdym nowym tforem w RT rośnie szansa, że coś zdubluje się przez przypadek - tak to już jest big_smile


Kocham wszystkie swoje siostrzyczki forómowe: Aduśka, Apollina, Claudia, Króweczka, Libby, Mel, Pszczoła, Struś.
Mój facet to Miron Lipski heart    iris
Kocham swój wieczny avek <3

Offline

 

2010-05-22 11:07:06

Cindy
Najlepsza doradczyni na forum

#22 2010-05-22 13:05:29

independent
Kochanka Marka
Zarejestrowany: 2009-08-21
Posty: 4479
Serwis

Re: Inaczej...

Dorcie, jak ja się cieszę, że wróciłaś, z czymś nowym smile Z czymś, co będzie miało więcej części, bo wiem, że nawet jak nie będziesz miała czasu, to i tak będzie na co czekać smile
Podobało mi się bardzo big_smile Ale to chyba, żadna nowość, bo ja uwielbiam Twoje opowiadania, Twój cudowny i wyjątkowy styl... smile Kocham te opisy, a za wstęp pierwszego rozdziału mogłabym Cię ozłocić... smile Odpłynęłam już po pierwszych siedmiu linijkach, a później tylko coraz bardziej oddalałam się gdzieś tam daleko, do Twojego świata smile Jestem potwornie ciekawa, co wykombinujesz i będę czekać z utęskieniem big_smile
Uwielbiam Cię kiss


- Czego się boisz? - zapytał.
W jednej chwili w głowie pojawiły się setki myśli: boję się tego, że będę zwykłym szarym człowiekiem. Tego, że nie spotkam osoby, która uczyni moje życie wyjątkowym... Boję się życia... Ale najbardziej boję się, że nigdy nie zrozumiesz, co chcę Ci powiedzieć, bo jest to dla mnie za trudne.
- Boję się pająków - odpowiedziała.

Offline

 

#23 2010-05-22 16:30:30

Iwona
Kochanka Marka
Zarejestrowany: 2009-08-07
Posty: 4431

Re: Inaczej...

Łukaszu, smile  (Dorcie, wybacz ten off)

Oczywiście, że nie wiadomo , gdyż pochrzaniło mi się zupełnie. Myślałem o Twojej ostatniej mini Iwono. Mea kulpa. Przepraszam.

Wydało się. tongue Czytałeś i poskąpiłeś mi komentarza. Buu... Ja wiem, że fajniej się komentuje, kiedy się podoba, ale mimo to mogłeś napisać choć słówko. Twój dojrzały, męski punkt widzenia jest pod moją mini konieczny. Zrób mi prezent na imieniny i napisz smile
Fakt, ostatnio składam hołd ciemnej stronie mocy zly
<mm...hhh... wydobywa się spod hełmofonu przypominającego ten Darth'a Vadera>
Pozdrawiam


"Wszystko, co dobre, jest nielegalne, niemoralne albo powoduje tycie." lol 
I heart Radosną twórczość.

Offline

 

#24 2010-05-22 20:37:48

dorocie03
Poszukiwaczka truskawek
Od: Warszawa
Zarejestrowany: 2009-10-14
Posty: 3696

Re: Inaczej...

Iwona napisał:

A co do ewentualnego parowania Uli, to masz ogromne pole do popisu. Tak napisałaś część pierwszą, że może się zdarzyć wszystko. Ulę może podrywać zarówno jej szef, czyli Aleks, jak i pan prezes, Adam oraz kazdy inny facet w firmie i poza nią. Może poznać kogoś zupełnie nowego na Sympatii. Do tego, być może, dojdzie rywalizacja lub zazdrość jednych o drugich. I tak najważniejsze będzie to, kogo w ostatecznym rozrachunku pokocha Ula.

Święte słowa Iwonko... Przyznam się, że miałam już w głowie drugi rozdział, ale po przeczytaniu Waszych komentarzy mam tam teraz mętlik i sama już nie wiem, kto w kim się zakocha i kto o kogo będzie zazdrosny...wlosy Muszę to wszystko jeszcze raz solidnie przemyśleć.
O off się nie martw - ważne, że się wyjaśniło. Chociaż o tę ciemną stronę mocy bym się nieco spierała. Z niecierpliwością czekam na następną część Twojej mini. A przy okazji wszystkiego naj, naj, najlepszego z okazji imienin! Oby szczęściło Ci się w życiu pod każdym względem.

independent - cudny ten Twój komentarz i BARDZO dziękuję za niego. Po takich słowach mam tremę, bo nie wiem, czy uda mi się wycisnąć z siebie coś, co naprawdę będzie się podobało. Ale spróbuję. kiss
Brzydulomaniaczko Dziękuję za słowa zachęty. Wiem, co by Ci się podobało, ale nie jestem pewna, czy mogę Ci to dać... To są, że tak powiem, wątpliwości natury psychologicznej. Może kiedyś Ci to wyjaśnię. Pozdrawiam i jeszcze raz dzięki za korekcję błędów.

Ostatnio edytowany przez dorocie03 (2010-05-22 20:49:47)


GNAJ heart, Iwona, SWSiOCJT, KTB, MDUC, Jowi46   Filip.B heart

"Markowe dołeczki znakiem markowym Marka. Aleksander w szoku. A Ula - w kanarkach"
"To tylko moja wyobraźnia" ,"Coś małego", "Inaczej"

Offline

 

#25 2010-05-23 01:11:07

brzydulomaniaczka
Przyjaciułka SteFy
Od: Gdzieś w lubelskim...
Zarejestrowany: 2009-04-04
Posty: 10576
Serwis

Re: Inaczej...

Brzydulomaniaczko Dziękuję za słowa zachęty. Wiem, co by Ci się podobało, ale nie jestem pewna, czy mogę Ci to dać... To są, że tak powiem, wątpliwości natury psychologicznej. Może kiedyś Ci to wyjaśnię. Pozdrawiam i jeszcze raz dzięki za korekcję błędów.

Wiesz? A to ciekawe, bo ja nie wiem tongue Na pewno wymyślisz coś, co się spodoba big_smile
Teraz mam dużo wolnego czasu, więc i na błędy znajduję czas tongue


Kocham wszystkie swoje siostrzyczki forómowe: Aduśka, Apollina, Claudia, Króweczka, Libby, Mel, Pszczoła, Struś.
Mój facet to Miron Lipski heart    iris
Kocham swój wieczny avek <3

Offline

 

#26 2010-05-23 01:24:35

independent
Kochanka Marka
Zarejestrowany: 2009-08-21
Posty: 4479
Serwis

Re: Inaczej...

dorocie03 napisał:

independent - cudny ten Twój komentarz i BARDZO dziękuję za niego. Po takich słowach mam tremę, bo nie wiem, czy uda mi się wycisnąć z siebie coś, co naprawdę będzie się podobało. Ale spróbuję. kiss

Dorcie, jestem przekonana, że na pewno sobie poradzisz i nie zawiedziesz mnie, ani nikogo innego... smile Niczym się nie stresuj i w ogóle o tym nie myśl tongue Pisz to, co podpowiada Ci Twoje heart Tak jest najlepiej smile Życzę mnóstwo weny, na kolejne rozdziały kiss

I przemycę tu jeszcze małego OT tongue Mam nadzieję, że się na mnie za to nie pogniewasz big_smile
Iris, wpuściłaś nas w maliny tongue Mówiłaś, że Cię nie będzie, a tu proszę tongue Ale ja się cieszę wink

Ostatnio edytowany przez independent (2010-05-23 01:25:23)


- Czego się boisz? - zapytał.
W jednej chwili w głowie pojawiły się setki myśli: boję się tego, że będę zwykłym szarym człowiekiem. Tego, że nie spotkam osoby, która uczyni moje życie wyjątkowym... Boję się życia... Ale najbardziej boję się, że nigdy nie zrozumiesz, co chcę Ci powiedzieć, bo jest to dla mnie za trudne.
- Boję się pająków - odpowiedziała.

Offline

 

#27 2010-05-23 13:33:24

brzydulomaniaczka
Przyjaciułka SteFy
Od: Gdzieś w lubelskim...
Zarejestrowany: 2009-04-04
Posty: 10576
Serwis

Re: Inaczej...

Iris, wpuściłaś nas w maliny  Mówiłaś, że Cię nie będzie, a tu proszę  Ale ja się cieszę

Haha xD Dopiero zauważyłaś? lol Spostrzegawczość w cenie xD Miało mnie nie być, ale jednak zostałam big_smile Szczęśliwym zbiegiem okoliczności. Niewykluczone, że jednak zniknę, ale to jeszcze nie jest takie pewne big_smile
Ja też się cieszę, że zostaję big_smile


Kocham wszystkie swoje siostrzyczki forómowe: Aduśka, Apollina, Claudia, Króweczka, Libby, Mel, Pszczoła, Struś.
Mój facet to Miron Lipski heart    iris
Kocham swój wieczny avek <3

Offline

 

#28 2010-05-26 22:19:43

mlawer
Prostuje spinacze
Zarejestrowany: 2009-09-09
Posty: 3326

Re: Inaczej...

Dorocie przeczytałam właściwie od razu jak wstawiłaś - przepraszam, że dopiero teraz piszę ale praca mnie zalewa falą powodziową sad
Po pierwsze - jak zwykle czyta się Ciebie z niesamowitą przyjemnością kiss Uwielbiam sposób w jaki prowadzisz akcję, jak prezentujesz swoich bohaterów... Po prostu trafiasz w to co Słonie czytać lubią smile
A sam pomysł - niezwykły! Ula asystentką Febo! Wow!Zatkało mnie jak to przeczytałam! I nie mogę się doczekać jak poprowadzisz tę historię! Czy Ula i Marek jednak się odnajdą? Skoro ona pracuje dla Aleksa, to kto będzie pomagał Dobrzańskiemu? Czyżby Ula miała :grać na dwa fronty"? A może jednak zamierzasz połączyć ją z Aleksem? Cokolwiek Ci przyjdzie do głowy, pisz! Słoń czeka z niecierpliwością i ciekawością!


All the lonely people... Where do they all come from?
DORIS KTB Aleks_Strusiek mom matkom, cudna Kitty bliźniaczkom, jeszcze siestry mam dwie i tata Jasiu też koffa mnie! Maupka córcia ma heart Słoń ofiarny

Offline

 

#29 2010-05-27 10:16:02

meaaem
Prawie jak Papuka
Od: W/Ł
Zarejestrowany: 2010-01-28
Posty: 6125

Re: Inaczej...

O RETY!
Czytałam z mocnym biciem serca. To było wspaniałe i chcę jeszcze,PRAGNĘ JESZCZE!
Coś niesamowitego! A jednak można jeszcze zachłysnąć się BrzydUlowymi opowieściami! :-)

POZDRAWIAM CIEPLUTKO!!!

ps. Wydaje mi się,że można INACZEJ niż zwykle poprowadzić relacje między Ulą i Markiem i wierzę, że Tobie to się uda! Sam Twój pomysł jest fenomalny.

Ostatnio edytowany przez meaaem (2010-05-27 10:20:53)


...Czasami czuję się jak marna słaba trzcina,
Którą z łatwością zimny wiatr jak chce wygina.
Czasami tracę wiarę we wszystko co robię,
Złe zdanie mam o ludziach, fatalne o sobie...

Offline

 

#30 2010-05-28 02:27:22

dorocie03
Poszukiwaczka truskawek
Od: Warszawa
Zarejestrowany: 2009-10-14
Posty: 3696

Re: Inaczej...

mlawer meaaem Bardzo ucieszyłam się z Waszych komentarzy. Jak już pisałam poprzednio jeszcze sama nie wiem, co mi z tego opka wyjdzie. Kto kogo pokocha i dlaczego. Ale może czasem warto iść na żywioł? No zobaczymy smile.
Dzisiaj dokładam drugi rozdział z prośbą do czytelniczek i czytelników o komentowanie.
Pozwólcie moje drogie, że go zadedykuję - Łukaszu56 - rodzynku nasz! Z dedykiem dla Ciebie i moim osobistym podziękowaniem za słowa pod moim adresem pod cudnym mini Iwony. Wzruszyłeś mnie bardzo...
Z pozdrowieniami dla Wszystkich.

Rozdział II


Było już dobrze po północy, a on ciągle siedział przy biurku w gabinecie bezmyślnie gapiąc się w jarzący się w półmroku ekran monitora. Posługując się wskazującym palcem prawej dłoni obracał szklankę z grubego szkła wokół własnej osi, na dnie której osiadły resztki niedopitej whisky. Drugą dłonią przetarł zmęczoną twarz, a następnie wstał z zamiarem dolania sobie następnej porcji alkoholu. Starając się iść jak najciszej poszedł do salonu, zaglądając po drodze na chwilę do sypialni. Przez kilka minut postał przy drzwiach patrząc na twarz śpiącej tam kobiety. Mimo iż sen wygładził jej rysy, to ciągle gdzieś w jej zakamarkach drzemała ukryta złość. Wiedział, że jej pretensje są uzasadnione, że powinien wyciągnąć wnioski z własnego postępowania, ale nie mógł zmusić się do wyrzutów sumienia. Zamknął, najciszej jak umiał, drzwi od sypialni, przeszedł do salonu i tam nalał sobie kolejną dawkę. W drodze powrotnej do gabinetu wszedł do kuchni i tam wrzucił do drinka kilka kostek lodu. Ponownie usiadł przy biurku. Na jego blacie, po lewej stronie, stało zdjęcie, na którym na tle ruin Koloseum i intensywnie błękitnego włoskiego nieba widać było roześmiane twarze ich obojga. - Rzymskie wakacje - przemknęło mu przez głowę. - Kiedy to było? Dwa? Nie, trzy lata temu. - Wtedy jeszcze starał się ukrywać dowody swoich zdrad dobrze obmyślonymi łgarstwami. Ostatnio nie robił już nawet tego, zresztą po co? Teraz ograniczał się tylko do zaprzeczania oczywistych faktów. Ostatnia awantura między nim a Pauliną była właśnie z tego powodu. Znów został bez asystentki. Z grymasem na twarzy przypominał sobie zapłakaną twarz Joaśki, która trzęsącymi się rękami, pakowała swoje rzeczy. Oczywiście nie bronił jej i nie protestował. Tyle tylko, że znów Sebastian musi mu znaleźć kogoś nowego, kto będzie umiał ogarnąć ten cały bałagan. - Jestem zimnym, cynicznym draniem - przeleciało mu przez głowę. Jednym, dużym haustem opróżnił szklankę krztusząc się przełykanym alkoholem. Ostatnio miał kłopoty z zasypianiem, nie lubił tego momentu, kiedy będąc sam na sam z własnymi myślami, zastanawiał się nad tym, co przyniesie mu przyszłość. Od jakiegoś czasu nauczył się żyć dniem bieżącym, tym tu i teraz, bez niepotrzebnego wybiegania naprzód. Ale czasem myśli o tym  nachodziły go, najczęściej w nocy, i wtedy właśnie próbował je zagłuszać alkoholem. Próbował kiedyś porozmawiać o tym z matką, ale Helena Dobrzańska miała dla niego tylko pocieszające słowa - Synku nie martw się na zapas, wszystko się jakoś ułoży. Paulinka to dziewczyna stworzona dla ciebie. Sam już nie wiedział dla kogo jest stworzona Paulina Febo, ale ostatnio miał coraz częściej wrażenie, że na pewno nie dla niego. Ten piękny dom, urządzony ze smakiem, od jakiegoś czasu kojarzył mu się archipelagiem zamieszkałym przez dwie samotne wyspy. Raz wspomniał coś na ten temat Sebastianowi, ale ten miał, jak zwykle, tylko jedną receptę, taką uniwersalną na wszystkie bolączki - wyjście do klubu i poderwanie chętnej panienki. A on już miał dosyć tych klubów, zaliczanych panienek, bycia zaliczanym przez polujące na okazje panienki, romansów w biurze i poza nim. Zdawał sobie sprawę, że poza Olszańskim nie ma wiele osób z którymi mógłby swobodnie porozmawiać. Tak po prostu, po ludzku... Nie miewał kolegów, tylko partnerów do biznesu, ani koleżanek, a jedynie pracownice czy kontrahentki. A imion i twarzy tych dziewczyn, z którymi miewał przygody starał się nie pamiętać. Usiłując uciec od tych dręczących go myśli, próbował skupić się na ekranie stojącego na biurku laptopa. Wiadomości biznesowe już znał, polityka go zbrzydziła po kilku linijkach. Czytanie wiecznych pretensji i wzajemnych oskarżeń mijało się ze zdrowym rozsądkiem. Nawet w wiadomościach sportowych nie znalazł nic ciekawego. Klikał bezmyślnie, aż trafił wzrokiem na portal "sympatia.pl". - Chętnie porozmawiał bym z kimś "sympatycznym" - pomyślał.  Bez żadnych podtekstów i zobowiązań. Kliknął więc na link i zaczął czytać informacje z pierwszej strony. Nie zastanawiając się wiele utworzył swoje konto. Na opis poświęcił zaledwie kilka słów, o zdjęciu nie było mowy. Zresztą jego twarz była zbyt znana w mediach, aby mógł pozwolić sobie na takie publikacje. Nie zwracając zbytniej uwagi na wizerunki czytał opisy kilku dziewczyn, które właśnie utworzyły konta na portalu. Jego wzrok przykuło zdanie "Dobrze, jak nie za dobrze..." Widniało pod awatarem, nie było tam fotografii...

Rankiem po zarwanej nocy był w złym humorze, oczy go piekły jakby były posypane piaskiem, głowa bolała po wypitym alkoholu. Krótki, gorący prysznic nie przyniósł spodziewanej ulgi. Wypił pojemniczek jogurtu, przegryzł to suchym tostem. Poczekał kilka minut w salonie na Paulinę, która marudziła z doborem odpowiednich dodatków do swojego stroju. Nie rozmawiali wiele, ot kilka zdawkowych uwag na temat pogody. W samochodzie Paula zaczęła snuć projekty na temat ich ślubu, słuchał jej przez pierwsze trzy minuty, a potem stracił całe zainteresowanie. Kiedy już weszli razem do budynku F&D rzucił uprzejme "Dzień dobry" w kierunku ochroniarza, ale nie wdał się już w dyskusję o pogodzie. W recepcji, odebrał od Ani dzisiejszą pocztę uśmiechając się przy tym z widocznym wysiłkiem. Nie lepiej podziałał na niego widok opustoszałego sekretariatu.  - Chętnie napiłbym się kawy - pomyślał. - Ale chyba będę musiał zrobić ją sobie sam... Za to Paulina, widząc że jej rywalka odeszła w siną dal, wydawała się być w znacznie lepszym humorze. Wychodząc do siebie, zdobyła się nawet na lekki pocałunek. Przyjął tę pieszczotę obojętnie i po jej wyjściu usiadł zamyślony za biurkiem. Kilka chwil później usłyszał lekkie pukanie i do gabinetu wszedł Sebastian Olszański. W obu rękach niósł po filiżance kawy i ustawiwszy je na ławie zamknął za sobą drzwi.
- Przyniosłem nam kawę, stary - odezwał się do Marka. - Zaczynam zbierać CV od kandydatek na twoją asystentkę.
- Mam inny pomysł - odpowiedział Dobrzański, któremu idea krążąca po głowie podobała się coraz bardziej. - Co byś powiedział, gdybym zaproponował to stanowisko tej nowej asystentce Aleksa? Jakże ona się nazywa?
- Urszula. Urszula Cieplak - odparł zdumionym tonem Olszański. - Skąd ci to przyszło do głowy?
- Sam nie wiem - szczerze odpowiedział prezes. - Mam takie wrażenie, że byłaby dobrą kandydatką na to stanowisko. Mógłbyś ją do mnie przysłać? Tak za jakieś pół godziny?

W tym samym czasie, Ula Cieplak pogrążona była w tworzeniu symulacji budżetu firmy na najbliższe pół roku. W pomieszczeniu, które dzieliła z Dorotą - sekretarką Aleksandra Febo - panowała spokojna atmosfera. Obie dziewczyny zajęte były pracą. Dorota sortowała dzisiejszą korespondencję oddzielając sprawy pilne od zupełnie nieistotnych. Szefa jeszcze nie było, ważne spotkanie zatrzymało go dłużej na mieście. Dziewczyny nie odzywały się do siebie zbyt wiele, ale widać było, że panuje między nimi zgoda. Dzwonek stojącego na biurku Uli telefonu zakłócił spokój poranka.
- Halo? - odezwała się Ula.
- Dzień dobry pani Urszulo. Tu Sebastian Olszański. - Na dźwięk jego głosu brwi Cieplakówny powędrowały do góry. Serce zabiło mocnej, telefon od dyrektora HR mógł zwiastować tylko kłopoty.
- Dzień dobry - grzecznie odpowiedziała, cały czas próbując domyślić się dlaczego on do niej dzwoni.
- Przepraszam, że tak niespodziewanie, ale prezes Dobrzański prosi panią do siebie. Znajdzie pani teraz chwilę czasu?
- Tak, oczywiście. Zaraz przyjdę - starała się mówić opanowanym głosem, ale w środku czuła narastające zdenerwowanie. - Dorota - powiedziała do siedzącej za biurkiem sekretarki. - Prezes mnie do siebie wzywa, nie mam pojęcia o co mu może chodzić. Jak przyjdzie szef to powiedz mu proszę, gdzie jestem.
- Nie ma sprawy - powiedziała zdumiona dziewczyna obrzucając Ulę zagadkowym spojrzeniem. - Jak tylko się pojawi to dam mu znać.
Cieplakówna wcisnęła enter, aby zapisać utworzone pliki, wyłączyła monitor i niepewnym krokiem wyszła na korytarz. Po drodze obciągnęła żakiet, strzepnęła niewidoczny pyłek z rękawa i przygładziła włosy. O cokolwiek by nie chodziło, chciała zaprezentować się jak najbardziej profesjonalnie. W sekretariacie oczywiście nie było nikogo, tylko uchylone drzwi od gabinetu prezesa wskazywały na czyjąś obecność. Ula nieśmiało zapukała i usłyszawszy "proszę" popchnęła drzwi. Prezes Dobrzański siedział w swoim fotelu, ale na jej widok wstał, zapiął guzik od marynarki i formalnym gestem wskazał jej miejsce na białej kanapie stojącej koło okna.
- Cieszę się, że panią widzę. Proszę się rozgościć.
Sebastian Olszański, który siedział na biurku wstał i, wymieniwszy z Markiem porozumiewawcze spojrzenie, wyszedł z gabinetu zamykając za sobą drzwi. Dziewczyna usiadła na wskazanym miejscu, w samym rogu kanapy. Czuła się tam niepewnie, zauważyła zamknięte żaluzje na szklanej ścianie odgradzającej gabinet od korytarza. Nie wiedziała co ma o tym wszystkim myśleć. Z nerwowym zaciekawieniem przyglądała się mężczyźnie, który usiadł dość blisko. W przeciwieństwie do niej był wyraźnie pewny siebie i rozluźniony.
- Pani Urszulo - zaczął. - Poprosiłem tu panią... Ale może nie, czy moglibyśmy mówić sobie na ty? - zaproponował. - Właściwie prawie wszyscy w tej firmie mówią do mnie "Marek" i czułbym się swobodniej, gdybym mógł zwracać się do pani po imieniu.
Dziewczyna zaskoczona tą niespodziewaną propozycją milczała chwilę. - Oczywiście - powiedziała w końcu. Znajomi i przyjaciele mówią do mnie "Ula".
- Ula - powtórzył w zamyśleniu. A przez jej ciało przebiegł nagły dreszcz. Było tak, jakby to już kiedyś słyszała.
- Ula - powiedział ponownie. - Zaprosiłem cię tutaj, bo mam dla ciebie propozycję. I mam nadzieję, że odbierzesz to jako uznanie za twoją dotychczasową pracę, oraz jako awans. Jak wiesz, pilnie potrzebuję asystentki i chciałbym abyś to ty zajęła to stanowisko. - Nieznacznie pochylił się w jej kierunku i spojrzał się w jej, przesłonięte okularami, oczy.
A ona po raz pierwszy odważnie spojrzała mu w twarz. I wpatrywała się w te dwa szare jeziorka okolone długimi rzęsami. Jeziorka, które mieniły się  błękitem i przebłyskiwały zielenią. Miała wrażenie, że tonie w tym spojrzeniu, głębia jego oczu wciągała ją jak magnes i wydawało się, że już nie ma dla niej ratunku.
- To jak, Ula? Od kiedy będziemy parą? W sensie zawodowym oczywiście... - Jego głos dołączył do spojrzenia. Był taki ciepły, kojący, obiecujący...
Rozchyliła wargi, aby powiedzieć, że od kiedy tylko sobie życzy, że może tu już zostać nawet teraz, natychmiast, w tej chwili...
- Chciałabym to jeszcze przemyśleć - powiedziała zaskakując i siebie, i jego. - Przepraszam, ale to dla mnie tak niespodziewana propozycja, że muszę mieć choć chwilę na zastanowienie.
Był dobrym graczem, na jego twarzy nie drgnął nawet żaden mięsień. Spokojnie popatrzył jej w oczy i powiedział: - Ależ oczywiście. Choć mam nadzieję, że nie będziesz się za długo zastanawiać.
- Nie. Podejmę decyzję jeszcze dzisiaj i, jeśli to możliwe, wrócę tutaj przed końcem pracy, żeby dać ci znać.
Dobrzański wstał, dając do zrozumienia, że rozmowa jest, jak na razie, skończona.
- Będę czekał - powiedział spokojnie. - I nie ukrywam, że zależy mi, aby twoja odpowiedź była pozytywna.
Cieplakówna również wstała, wyraźnie czując, że drżą jej nogi. Skinęła potakująco głową i wyszła czym prędzej. Przeszła przez sąsiednie pomieszczenie jak w malignie, nie mając pojęcia, czy siedzi tam jeszcze Sebastian. Przyśpieszając kroku dotarła do łazienki. Odkręciła kurek z zimną wodą i spryskała nią twarz, a potem wpadła do pierwszej, wolnej, kabiny i usiadła na zamkniętej muszli.

- No i co? Zgodziła się? - ton Sebastiana sugerował bardziej stwierdzenie, niż pytanie.
- Powiedziała, że musi się zastanowić - odpowiedział Marek, który mówiąc to jednocześnie przesuwał jeden modeli samochodów z miejsca na miejsce. - I wcale nie jestem pewien, że się zgodzi. Był moment, że już, już myślałem, że powie tak... ale widać się rozmyśliła. Powiedziała, że wpadnie przed końcem pracy, aby powiedzieć jaką podjęła decyzję.
- Na pewno przemyśli i się zgodzi - Olszański nie miał wątpliwości. - To co, lunch dzisiaj ze mną, czy z Pauliną?
- Chyba jednak z Pauliną - odpowiedział prezes z westchnieniem. - Wiesz jak jest, muszę ratować sytuację...

Siedząca w łazience Cieplakówna z wolna odzyskiwała jasność myślenia. Z jednej strony jej ambicja zawodowa została mile połechtana. O tej propozycji nie można było inaczej myśleć jak o awansie. - Urszula Cieplak, asystentka prezesa Marka Dobrzańskiego - przemknęło jej przez głowę. A potem naszły ją inne myśli. - Jeśli się zgodzę to będę mogła widywać go codziennie, z bliska... Patrzeć mu prosto w oczy, obserwować jak się śmieje, wyłapać moment, w którym na policzkach pokazują mu się dołeczki. Widzieć kiedy jest zadowolony, albo przeciwnie, kiedy się wkurza i jest smutny. Słuchać bez przeszkód jego głosu, który odurza jak narkotyk...  - Ale tkwił w niej jeszcze jeden głos, który choć bardzo starała się tego uniknąć, również zabrzmiał w jej głowie. - I po kilku wspaniałych dniach w jego obecności zakochasz się w nim bez sensu i beznadziejnie. I skończysz tam, gdzie twoja poprzedniczka. Ze złamanym sercem na bruku...
- I ten niewielki głosik przeważył. Wstała i wyszła z kabiny i łazienki. Nie oglądając się za siebie powędrowała prosto do swojego stanowiska pracy. Decyzja została podjęta.
Po wejściu do pokoju wyłapała zaciekawione spojrzenie Doroty, wiedziała, że dziewczyna nie popuści i będzie chciała dowiedzieć się o co chodziło, ale w tym momencie z gabinetu dyrektora Febo wyszedł Adam Turek. Ten też jakoś zagadkowo spojrzał na Ulę, ale w jego spojrzeniu kryła się też odrobina współczucia. Chwilę po nim, w drzwiach, pojawił się sam szef.
- Pani Urszulo, proszę do mnie - powiedział.  Ton jego głosu mógł swobodnie starczyć na osuszenie morza Śródziemnego. Ula, która nie miała nawet szansy na dotarcie do swojego biurka, skierowała się wprost do jego gabinetu.
- Słyszałem, że prezes Dobrzański z panią rozmawia.ł - Aleks przeszedł do interesującego go tematu bez żadnych wstępnych ceregieli.
. Sam zasiadł za biurkiem, a ona musiała z konieczności zadowolić się miejscem stojącym. Przy tym w słowach "prezes" i "Dobrzański" słychać było solidną porcję ukrytego jadu.
Słysząc to, dziewczyna postanowiła zagrać va bank. - Tak, prezes Dobrzański zaproponował mi stanowisko swojej asystentki. Powiedziałam mu, że się zastanowię i już pojęłam decyzję - powiedziała stanowczym tonem.
Na twarzy jej rozmówcy zobaczyła zaskoczenie i niedowierzanie. Po raz pierwszy, w jej obecności, w oczach Włocha widać było targające nim emocje. Do tej pory jego ciemne, brązowe oczy raczej przesłaniały a nie pokazywały jakiekolwiek uczucia.
- Mogę wiedzieć jaka jest pani decyzja? - w głosie Febo przebijało wzburzenie i zniecierpliwienie.
- Mam zamiar odmówić - powiedziała zdecydowanie. - Moje miejsce jest tutaj, w księgowości - dodała, próbując uniknąc dodatkowych pytań. Z twarzy Aleksandra Febo na krótką chwilę opadła maska. Widać było malującą się na niej radość i coś na kształt złośliwego zwycięstwa. A potem jego rysy wygładziły się i twarz przybrała zwykłą pozę obojętności.
- Bardzo się cieszę z pani decyzji - powiedział, a w tonie jego głosu wciąż było słychać nutkę radości. - Pomyślę w stosownej chwili o możliwej podwyżce, jest pani bardzo dobrym pracownikiem.
- Dziękuję - wybąkała. Wzmianka o podwyżce z ust jej szefa to było coś doprawdy niezwykłego. - Muszę już wracać do pracy - powiedziała nieśmiało i wyszła z gabinetu. Na pytające spojrzenie Doroty odpowiedziała tylko: - Powiem ci potem. - Zabrała się do pracy, starając odsunąć na bok wszelkie, wciąż targające nią wątpliwości. Poprosiła nawet koleżankę o przyniesienie jej z bufetu jakiejś kanapki, nie miała siły rozmawiać dzisiaj nawet ze swoimi przyjaciółkami. Była pewna, że fakt iż rozmawiała z prezesem sam na sam nie umknął uwagi pracownikom F&D. Do czwartej po południu praktycznie nie odchodziła od biurka. Nie mogła jednak odwlekać tego w nieskończoność. Wyłączyła komputer i poszła do szefa spytać go, czy dzisiaj, w drodze wyjątku, może wyjść wcześniej z pracy. Dyrektor Febo, jak nigdy, nie miał nic przeciwko temu. Na miękkich kolanach dotarła do gabinetu prezesa. Tym razem był tam sam i szeroko uśmiechnął się na jej widok.
- Ula, proszę wejdź - powiedział serdecznym tonem.
Weszła do gabinetu, zamykając za sobą drzwi. Tym razem nie chciała usiąść, nie miała wiele do powiedzenia. Dobrzański podszedł do niej blisko, tak blisko, że czuła zapach jego perfum, była w nich nuta kadzidła i czegoś jeszcze, czegoś egzotycznego. Sam jego zapach był oszałamiający.
- To od kiedy zaczynasz? - tembr jego głosu pieścił jej uszy. Bała się, potwornie bała popatrzeć mu w oczy.
- Niestety nie mogę przyjąć pań... twojej propozycji. Nie sądzę, żebym była dobrą kandydatką na to stanowisko - powiedziała to słabym głosem, starając się mówić w miarę wyraźnie.
- Nie chcesz ze mną pracować? - tym razem nie był już tak opanowany, w jego głosie wyraźnie słyszała rozczarowanie.
- Nie... to nie tak. Chcę - plątała się. - Ale ja jestem ekonomistką i lepiej się czuję w księgowości. Myślę, że tam jest moje miejsce - ciągnęła dalej bez przekonania. Bardziej wyczuła, niż usłyszała, że podszedł do niej jeszcze bliżej. Przerażona podniosła głowę i spojrzała mu w twarz, przez moment patrzyła mu w oczy jak zahipnotyzowana. Nie była w stanie oderwać od niego wzroku. A on z widoczną, pionową zmarszczką na czole patrzył na nią... I chyba zrozumiał. Jego wzrok złagodniał i spokojnie powiedział. - To chyba jest bardziej osobista sprawa, prawda? Rozumiem i nie mam do ciebie pretensji. Jeśli kiedyś zmienisz zdanie, to powiedz mi o tym.
- Dziękuję - wyszeptała z ulgą. - Do widzenia - dodała i jak najszybciej wyszła z pokoju. Sama nie wiedziała jak dotarła do windy, a potem prawie przebiegła przez hol firmy. Dopiero zimowe powietrze pozwoliło jej się otrząsnąć. Miała jeszcze prawie pół godziny do przyjazdu Maćka i spędziła ten czas chodząc w kółko po parkingu.

- Wychodząc już z firmy, dyrektor Olszański zajrzał po drodze do gabinetu swojego przyjaciela. Marek siedział zamyślony przy swoim biurku, błądząc niewidzącym wzrokiem po stojącym przy ścianie regale.
- Od kiedy zaczyna? - swobodnym tonem zapytał Olszański.
- Kto? A! Ula? Odmówiła, nie będzie ze mną pracować - prezes krótko odpowiedział na pytanie przyjaciela.
- No co ty? Nie żartuj, dała ci kosza? - pełen niedowierzania dopytywał się Sebastian. - Nie wierzę!
- To lepiej uwierz i znajdź mi kogoś innego - sucho odpowiedział Marek. - Dobrze by było, aby ta kandydatka była już zakochana, ale w kimś innym, nie we mnie - zastrzegł, ubiegając pytanie przyjaciela. Bo dla niego nie było wątpliwości. W oczach Uli zobaczył strach, widniał w nich wyraz złapanego w pułapkę zwierzęcia, które wie, że nie uda mu się uniknąć przeznaczenia. Zrozumiał, że ta dziewczyna broniła się nie przed pracą, ale przed nim. Nie chciała podzielić losu Joasi...

Kiedy Szymczyk zaparkował samochód pod budynkiem Febo&Dobrzański Ula już solidnie przemarzła. Z ulgą wsiadła do ciepłego samochodu i słuchała opowieści Maćka o skomplikowanej transakcji, którą dzisiaj właśnie przeprowadzał jego bank. Od czasu do czasu wtrącała tylko jakieś "co ty powiesz", "niemożliwe" i "acha", ale słuchała monologu Maćka tylko jednym uchem. Kiedy przyjaciel zaparkował przed jej domem, szybko podziękowała mu za podwiezienie i mówiąc - cześć, do jutra - wysiadła z samochodu. W domu, kiedy już założyła na siebie wygodny dres, próbowała uczestniczyć w pełni w życiu rodziny. Nie wychodziło jej to tak jak zawsze. Była zbyt rozkojarzona, aby uzyskać od niej jakąś sensowną odpowiedź, więc domownicy byli zmuszeni pytać ją o to samo kilka razy. Wreszcie, zmęczona, powiedziała, że boli ją głowa i zamknęła za sobą drzwi od swojego pokoju. Usiadła na łóżku w swojej ulubionej pozycji, z nogami podciągniętymi pod brodę i otoczyła je ramionami. W tej pozycji myślało jej się najlepiej. Sama już nie wiedziała, czy żałuje podjętej decyzji, czy jest z siebie dumna. Ale nie miała zamiaru już niczego zmieniać, klamka zapadła. Spojrzała na leżący na biurku laptop, wstała z tapczaniku i włączyła go do sieci. Na początek sprawdziła Facebook i uśmiechnęła się szeroko na widok wiadomości od Ilony. A jednak! Udało jej się ją odnaleść. Wiadomość była krótka, ale  treściwa. Dawna przyjaciółka ucieszyła się bardzo, z jej listu przebijała radość z bycia szczęśliwą, spełnioną kobietą, ale też i tęsknota za ojczyzną, i dawną przyjaciółką. Na zdjęciach zamieszczonych na portalu Ula zobaczyła Ilonę, jej męża i czteroletniego synka. Widać też było wyraźnie, że kobieta spodziewa się drugiego dziecka. Cieplakówna zajęła się pisaniem długiego listu, w którym duża część składała się z pytań. Po wysłaniu e-maila dziewczyna zalogowała się w "sympatii.pl". Ku jej zaskoczeniu, miała siedem nowych wiadomości w skrzynce. Dwie z nich to były standardowe powitania na portalu, wysłane przez administratora. Pięć następnych to już były wiadomości prywatne. Otwierała je z szybko bijącym sercem. Pierwsze dwie oferty odrzuciła od razu. Obaj panowie, bez obwijania rzeczy w bawełnę, proponowali jej spotkania w celu niedwuznacznie seksualnym. Następne było już w nieco lepszym tonie, po przeczytaniu wiadomości Ula obejrzała profil chłopaka. Miał dwadzieścia dziewięć lat, ale w jego twarzy było coś, co nie podobało się dziewczynie. Nie wzbudził jej zaufania. Następny list i kandydat zrobił na niej dużo lepsze wrażenie. Nazywał się Adam Pawlikowski, ze zdjęcia patrzyła na nią owalna twarz  o regularnych rysach i dołkiem w brodzie. Włosy miał czarne, lekko wijące, modnie podcięte, a oczy koloru węgla szczerze patrzyły w obiektyw aparatu. Po chwili zastanowienia Ula napisała do niego krótki list, w którym przyrzekła, że następnym razem wyśle mu, w załączniku,
swoje zdjęcie. Z zapartym tchem wcisnęła, wysyłając list, enter zastanawiając się, czy na pewno jej odpisze.
Ostatnia wiadomość była krótka, nawet bardzo. Składała się praktycznie z dwóch zdań - Czy zostaniesz moją przyjaciółką? Taką na dobre i na złe?. Nie było fotografii, opis w portalu był krótki, niewiele mówiący. Podpisał się jako ryan33...

Ostatnio edytowany przez dorocie03 (2010-05-31 22:07:43)


GNAJ heart, Iwona, SWSiOCJT, KTB, MDUC, Jowi46   Filip.B heart

"Markowe dołeczki znakiem markowym Marka. Aleksander w szoku. A Ula - w kanarkach"
"To tylko moja wyobraźnia" ,"Coś małego", "Inaczej"

Offline

 

Stopka forum

Powered by PunBB© Copyright 2002–2018 PunBB
statystyka