BrzydULA - jedyne forum fanów serialu

Forum dyskusyjne miłośników serialu "BrzydULA"

Nie jesteś zalogowany.

#1 2010-07-18 20:38:33

PrawdziwaWhiteLily
Przyjaciel Brzyduli
Od: Rybnik
Zarejestrowany: 2010-06-12
Posty: 180
Serwis

Hissteria

Witam w Hissterii.

Pozwoliłam sobie założyć jeszcze jeden wątek. Moje opowiadanie skończy się za kilka rozdziałów, a to mnie dosłownie prześladowało <zanosi się histerycznym śmiechem>.

Jeśli już teraz chcesz się dowiedzieć, czym dokładnie będzie ten wątek, przeczytaj wstęp poniżej. Jeżeli wolisz odkryć to sam – pomiń.

Tytułem wstępu...
Czym jest histeria? Według jednej z medycznych definicji jest to, najprościej rzecz ujmując, duża zmienność nastrojów. Mamy histeryczny śmiech, histeryczny płacz, histeryczny krzyk.
Jaka więc będzie Hissteria? Będzie zmienna .
Viola powiedziałaby: Hissteria to opowiadania różne, kwadratowe i podłużne.
Marek na pewno byłby przekonany, że: w Hissteri nic nie jest takim, jakim się wydaje.
A Ula? Stwierdziłaby: Hissteria: niezrozumiałość 11 w skali dziesięciostopniowej.
Najbliżej prawdy byłby jednak Maciek: Lily napisała Hissterię? Z deka ją depło!

Drogi Czytelniku, Hissteria jest swego rodzaju literackim eksperymentem. Czytasz na własną odpowiedzialność.

A teraz... Zawsze chciałam to zrobić. Histerię czas zacząć!




Cupido

http://i31.tinypic.com/2yx2bkh.jpg


Nigdy nie wiedziała, co dokładnie się z nią stanie.
Ta niepewność była najgorsza. A ona naprawdę sobie na coś takiego nie zasłużyła. O, nie. No bo... czym zawiniła?
Może była nieco sztuczna. Ale czy w dzisiejszych czasach kogoś to dziwi? Z pewnością nie.
A to, że czasami bywała szorstka? To też dało się z łatwością wytłumaczyć. Bo nabierała tej szorstkości tylko wtedy, kiedy niewłaściwie ją traktowano.
Była za to oryginalna. O tak, oryginalności nie można było jej odmówić. I delikatna, kiedy delikatnie się z nią obchodzono.
Taka właśnie była – czasem elegancka, a czasem frywolna. Subtelna i prowokująca. Pełna wdzięku i kusząca.
Bogata w sprzeczności.
Ale przede wszystkim była prawa. Tę cechę stawiała najwyżej, ponad wszystkie inne.
Prawa pończocha.
Bardzo szczyciła się tym, że nie jest lewa. Bo słowo prawa jest takie... inne. Dumne i dostojne. I kiedy okrywa się prawą nogę, wszystko wygląda inaczej. O wiele ciekawiej i bardziej ekscytująco.
Bo On uwielbia prawą nogę. I...
No właśnie. On. Nie ma pojęcia, jak powinna o nim mówić. Uraził ją wiele razy, to prawda. Ale czasem... czasem był naprawdę nieoceniony.
Od kiedy pojawił się w życiu jej Pani, wszystko i wszyscy stanęli na głowie.
Pani staje na głowie, by zawsze mieć ją na nodze.
Ona staje na głowie, by prawa noga Pani jak najlepiej wyglądała.
On staje na głowie, by ten efekt jak najszybciej zniszczyć.

Poniedziałek.
Dzień upalny i spokojny. Rankiem Pani nawet nie wyjęła jej z szuflady. Leżąc samotnie do późnych godzin popołudniowych, obserwowała przez cienką szparę pusty pokój.
Potem jednak coś się zmieniło.
Zobaczyła, że Pani wpadła do sypialni, rzucając w pośpiechu torebkę na fotel.
Natychmiast wypełniła ją nadzieja. Znała ten wyraz twarzy, przyspieszony krok, spojrzenie.
Pani gdzieś ją zabiera.
Ale najpierw weźmie prysznic. O tak, widziała z całą pewnością, że pani kieruje się w stronę łazienki. Trochę będzie musiała poczekać na swoją kolej. Bo potem jeszcze maseczka, suszarka, paznokcie... Tak wiele tak mało istotnych spraw. A przecież najważniejsza była ona, pończocha.
W końcu jednak ta chwila nadeszła. Pani uchyliła szufladę, zalewając jej wnętrze światłem. Pończochy niezbyt to lubią, a już szczególnie ona. Przecież jest przyzwyczajona do życia w ciemności. Zwykle tylko On wydobywa ją na światło dzienne...
Pani zabrała ją do opery.
Ukryta pod obcisłą, czarną sukienką, słyszała jej cichą rozmowę z Nim, przerywaną od czasu do czasu głośną muzyką i chóralnym śpiewem. A potem...
Nie spodziewała się tego.
Pani i On wyszli. Tak po prostu – zignorowali napływającą ze wszystkich stron melodię i wyszli.
On mruczał coś Pani do ucha, Pani cicho mu odpowiadała. A potem... przypuszczała, że znów połączyli się ustami, jak mieli ostatnio w zwyczaju, bo żadne z nich się nie odezwało.
Nagle poczuła Jego dotyk przez materiał sukienki. Zdziwiła się, bo było na to o wiele za wcześnie. Pani chyba też tak myślała, bo szepnęła do niego, a on szybko ją puścił. Skierowali się w stronę wyjścia.
Podczas jazdy samochodem nie czuła nic szczególnego. Prawa noga Pani podrygiwała lekko w takt muzyki, a Jego ręka trzymała się od niej z daleka.
Jednak kiedy przekroczyli próg domu, poczuła, że teraz naprawdę się zaczęło.
Najpierw On stanął tuż przy Pani. Usłyszała odgłos rozpinanego zamka, a zaraz potem z sukienką wokół niej stało się coś dziwnego: opadła kilkadziesiąt centymetrów w dół, wszystko całkowicie jej przesłaniając, by po chwili znaleźć się na podłodze w zupełnie innym miejscu, pozbawiając jej ochrony przed światłem.
Ucieszyła się, gdy dostrzegła, że w sypialni pali się jedynie mała nocna lampka. Dawała nikły, przytłumiony blask, który wcale jej nie przeszkadzał – nawet wtedy, gdy Pani przeniosła się na łóżko.
On przysunął się do Pani. Ona zastygła w oczekiwaniu, bo wiedziała, co za chwilę nastąpi.
Dotknął lekko i łagodnie – tak jak lubiła. Jej delikatna koronka z całą pewnością nie powinna być traktowana inaczej. Była na to zbyt subtelna, drobna i cieniutka, zupełnie jak ulotny, lekko uchwytny strzęp babiego lata.
Jego zręczne palce lekarza przesuwały się powoli po jej miękkiej siateczce. Schwyciły ją i nieznacznie, bardzo wolno, ciągnęły w dół, odsłaniając coraz więcej prawej nogi Pani.
Prawa noga Pani była czymś, co On uwielbiał. I właśnie dlatego ona uwielbiała być prawą pończochą.

Wtorek.
Życie byłoby dla niej o wiele prostsze, gdyby nie te wszystkie kosmetyczne zabiegi. Pranie, płukanie, suszenie. Każda taka sesja postarzała ją o kilka dni. I choć nie była jednorazowa - nie była zwykłą, łatwą pończochą na jedną noc - to zdawała sobie sprawę, że niedługo może odejść. Chciała jak najbardziej odwlec ten moment.
Pani zebrała ją z podłogi dopiero nad ranem. On jeszcze spał, a Pani stała, patrząc na Jego unoszącą się rytmicznie klatkę piersiową i wtulając policzek w prawą pończochę. Wokół uchylonego okna wirowały tiulowe zasłony, a przez szybę wpadały promienie budzącego się dnia.
Za kilka godzin, a może nawet kilkadziesiąt minut, cały czar tego poranka pryśnie. Rozpocznie się kolejny zwykły, banalny wtorek – wypełniony pracą i obowiązkami. Praniem, płukaniem, suszeniem. Wtedy jednak obie – Pani i ona – dały się ponieść urokowi płynącemu z rodzących się słonecznych promieni. A potem jednocześnie – Pani i ona – powróciły do satynowej pościeli, by uchwycić jeszcze te ostatnie, spokojne chwile.

Środa.
Po południu znów wróciła do swojej szuflady.
Suszyła się w pełnym słońcu tego letniego dnia. Strasznie tego nie lubiła. W dodatku lewa pończocha, zapewne z zazdrości, ciągle złośliwie jej docinała.
O tak, ta połowa dnia, kiedy Pani nie było w domu, była istnym koszmarem. Ale kiedy Pani w końcu otworzyła drzwi sypialni i włożyła ją z powrotem w chłodny, zacieniony mebel, wszystko od razu wróciło do normy. Z zaciekawieniem obserwowała jak Pani kładzie się na łóżku i z rozmarzeniem spogląda w sufit. A potem jak siada, bierze do ręki Jego zdjęcie i przykłada do policzka.
Ostatnio Pani bardzo lubi przykładać niektóre przedmioty do policzka. Najczęściej takie, których dotykał On.
Po kilku minutach zobaczyła, że Pani szybkim ruchem podnosi się i kieruje w stronę okna. W ręku nie trzyma już zdjęcia tylko telefon, który wygrywa żywą, wesołą melodyjkę. To właśnie ten dźwięk tak poderwał Panią z miejsca.
Dzwonił On.
Widziała bardzo dokładnie wyraz twarzy Pani. Znów siada, a oczy ma tak rozpromienione, że stanowią wyraźną konkurencję dla wpadających przez okno słonecznych promieni.
- Przyjedź – mówi Pani, czym sprawia, że ona zastyga w niemym oczekiwaniu. – Przyjedź – powtarza, zerkając w jej kierunku.
I ona już wie.
Dzisiaj.
Dzisiaj też będzie oplatać prawą nogę Pani.
Kiedy rozmowa została zakończona, napięła dumnie wszystkie swoje delikatne włókna. Była pewna, że Pani zaraz otworzy szufladę i wyjmie ją, bo bez niej przecież nic się nie uda.
I rzeczywiście, pani uchyliła szufladę. Małe kółka zaszumiały na miniaturowych szynach i wszystko znów zalało jasne światło. Ręka pani zbliżała się powoli, jakby z namysłem.
Ale tym razem nie do niej.
Nie mogła uwierzyć w to, co się stało. Bo Pani nie dotknęła jej swoimi łagodnymi, ufnymi palcami. Nie pogłaskała czule czarnej koronki, nie trzymała z uśmiechem w dłoni.
Wybrała inną. Czerwoną.
Prawie wpadła w panikę. Czy to już nadszedł jej czas? Czy musi odejść? Nie chciała tego. Nie chciała tego najbardziej na świecie.
Na rozpaczliwych rozmyślaniach minęło jej kilka godzin. Nie widziała, jak Pani krząta się pomiędzy sypialnią a jadalnią. Nie słyszała hałasu przesuwanych naczyń, nie czuła dochodzących z kuchni zapachów. Ocknęła się dopiero na dźwięk Jego głosu.
Był tutaj. Mówił do Pani, śmiał się, szeptał. A ona nie potrafiła tego usłyszeć.
Do jej maleńkiej szparki w szufladzie docierały jedynie niewyraźne głosy, przerywane od czasu do czasu szczękiem sztućców i kieliszków.
Ale nagle wszystko ucichło. Poczuła jak dwie pary nóg zbliżają się do sypialni. Wstrzymała oddech, obserwując rozgrywającą się scenę.
Pani i On znów byli złączeni. Szli powoli w głąb pokoju, odrywając się od siebie tylko na chwilę. W pewnym momencie zobaczyła, że Pani oparła zgiętą nogę o łóżko. Spod krótkiej sukienki wychyliła się w całej okazałości znienawidzona, czerwona pończocha. Mściwie zauważyła, że nie ma właściwie żadnej koronki. To sprawiło jej dziwną satysfakcję. Może i czerwona była młodsza, ale na pewno nie miała tej klasy co ona.
On położył dłoń na pończosze głęboko pod sukienką, dokładnie w tym miejscu, gdzie miała swój początek. Bez tchu oczekiwała tego jedynego, najważniejszego momentu wieczoru.
Kiedy zacisnął palce na cienkiej, czerwonej pajęczynie, coś się zmieniło. Zamiast coraz bardziej pochylać się nad Panią, on zaczął mówić. Najpierw prosto w jej usta, a potem, kiedy wreszcie się oderwali, głęboko patrząc w oczy.
Pani czasami mu odpowiadała – początkowo spokojnie i z lekkim zdziwieniem, później stopniowo podnosząc głos. Ze swojej szuflady dostrzegła, że im głośniej mówi Pani, tym On ciszej szepcze. Zastanawiała się właśnie nad tą dziwną prawidłowością, kiedy Pani zdobyła się na niebywały gest – poprawiła czerwoną pończochę, opuściła nogę i z całej siły uderzyła Go w twarz.
Potem krzyczeli oboje.
On z jakąś taką błagalną nutą (dziwne, swoją drogą, nigdy wcześniej nie słyszała tego w Jego głosie; u Pani – owszem, ale nie u Niego), a Pani z kolei z nieukrywaną furią, będącą zwykle objawem głęboko zranionych uczuć.
W końcu panina ręka wskazała drzwi. On kręcił głową, machał rękami, mówił coś szybko. Ale ręka nie ugięła się. Nawet nie zadrżała, tylko trwała tak nadal, stanowczo i dumnie. Równie nieugięte okazało się spojrzenie Pani. Kazało Mu wyjść, chyba nawet bardziej stanowczo niż dłoń.
I kiedy tylko trzasnęły za Nim drzwi, zauważyła, że Pani opadła bezwładnie na łóżko. A później, bez żadnego ostrzeżenia, zaniosła się płaczem. Tak rozdzierającym, że aż trudnym do zniesienia. Płaczem zranionej miłości.
Ten wieczór nie należał do łatwych. Nic nie było takie, jakie być powinno.
I zanosiło się na deszcz.

Czwartek
Bardzo żałowała, że Pani została tego dnia w sypialni. Musiała patrzeć jak z każdą godziną zagłębia się coraz bardziej i bardziej w tę czarną, zimną otchłań rozpaczy. Słyszała, że co jakiś czas dzwoni do przyjaciółki – w ich rozmowie bardzo często padało słowo On. Nieco rzadziej - Kobieta.
Kilka razy dzwonił też On. Z telefonu płynęła powolna, smętna melodyjka, ale Pani nie zrobiła nic, żeby ją uciszyć. Nie poruszyła się ze swojego miejsca na łóżku, nie spojrzała nawet w tamtą stronę. Siedziała, zmartwiała, nienaturalnie błyszczącymi oczami wpatrując się w ścianę.
Po południu dostrzegła tylko jedną zmianę: Pani na chwilę zmieniła pozycję, sztywno podnosząc się z łóżka.
Usłyszała za oknem jakieś krzyki i nawoływania. Pani również musiała je słyszeć, bo natychmiast szczelnie zaciągnęła zasłonki. Jednak na kilka sekund przez szparę szuflady postać za szybą była doskonale widoczna.
Na ulicy stał On. W ręku trzymał swoją lekarską walizkę. Pewnie spieszył się leczyć czyjeś serca.
Ciekawe, czy kiedyś wyleczy też złamane serce Pani?

Piątek
Ten dzień spędziła ułożona wygodnie na poduszce, tuż obok Pani. Bo Pani znów nie poszła do pracy. Ale dzisiaj w końcu na chwilę ruszyła się z łóżka. Przyniosła wielki karton zdjęć. Ich wspólnych – Pani i Jego.
Była blisko, więc widziała wszystkie szczegóły. Na każdym zdjęciu uwiecznieni razem -  szczęśliwi, zakochani i uśmiechnięci. Pani, oglądając to, znów płakała. A ona nie mogła tego słuchać. Pocieszała ją tylko jedna myśl – chyba nie tak prędko będzie musiała odejść. Widać, że jest dla Pani kimś ważnym.
W pewnym momencie zauważyła zdjęcie wyróżniające się wśród pozostałych. Data w dolnym rogu wskazywała, że pochodzi sprzed trzech lat. Wtedy jeszcze jej tu nie było.
Prawie nie poznała Pani – była taka... dziwna. Jakby... Nie wiedziała jak to określić. Brzydka?
Nie, to głupie. To musiało być pewnie jakieś przebranie. Pani przecież od zawsze była ładna. To oczywiste.
Ale co z mężczyzną stojącym obok? Ten nie wygląda na przebranego. Wygląda... Cóż, musiała to przyznać. Wygląda tak, jak lubią pończochy. Jest całkiem w jej typie. I - gdyby nie On, oczywiście – nie miałaby nic przeciw temu, by Tamten ją dotykał.
Pani też dostrzegła swoje zdjęcie z Tamtym, zabierając je z jej pola widzenia. Długo się w nie wpatrywała, a z jej oczu przestały kapać łzy. Teraz malował się w nich wyraz, którego nigdy jeszcze w paninych oczach nie widziała. Czy to był żal? Może tęsknota? Nie wiedziała.
Ze zdziwieniem obserwowała jak Pani delikatnie wodzi palcem wokół sylwetki Tamtego. Zupełnie tak, jakby chciała wyryć sobie w pamięci jego kształt. A potem, całkiem nieoczekiwanie dla niej, Pani szybkim ruchem schowała fotografię na samo dno pudła, przykrywając ją innymi. Zachowywała się, jakby nie potrafiła dłużej na nią patrzeć. A przecież widok Tamtego był zupełnie przyjemny...
Deszcz, na który zanosiło się już przedwczoraj, wreszcie dotarł na ziemię. Zaraz potem nadpłynęły ciężkie, czarne chmury. Gdzieś w górze, wiele kilometrów stąd, najmniejsze ich drobiny zderzały się ze sobą, powodując ogłuszające grzmoty i oślepiające błyski. Wszystkie z nich docierały na ziemię, na wylot przeszywając pociemniałe niebo.
Pani była niespokojna. Nerwowo chodziła po pokoju, co chwilę przykładając zimną dłoń do rozpalonego czoła.
Wyglądało na to, że zbliżająca się burza siała spustoszenie nie tylko za oknem, ale i w samym środku paninego serca.

Sobota
Burza trwała nadal.
Z samego rana Pani zdjęła ją z poduszki i niedbałym ruchem rzuciła na oparcie krzesła. Ona przyjęła to z zadziwiającym spokojem – Pani była przecież wyraźnie czymś zdenerwowana, więc takie zachowanie jeszcze o niczym nie świadczyło. Przez chwilę czuła tylko pewne ukłucie obawy, gdzieś w samym środku delikatnych włókien. Szybko je jednak stłumiła. Czy nie była – zarówno dla Pani, jak i dla Niego – czymś najważniejszym, czymś, bez czego nie udaje się żaden wieczór? Z pewnością była. I miała w zanadrzu ten jeden atut – dopóki Pani kocha Jego, a On kocha prawą nogę Pani, była bezpieczna.
Tylko że... z Panią dzieje się ostatnio coś dziwnego. Żadna kłótnia dotychczas nie trwała tak długo. I Pani nigdy tyle nie płakała. Coś złego musiało się stać, a ona powoli uświadamiała to sobie każdą najmniejszą nitką.
Jej tłumione, niesprecyzowane obawy potwierdziły się, kiedy Pani otworzyła na oścież okno.
Zimne, ostre strugi deszczu pędziły na spotkanie nagich, odkrytych ramion i powiewających na wietrze włosów. Gwałtowne podmuchy szarpały cienki materiał sukienki, który odsłonił nogi Pani. Nogi równie nagie jak ramiona, nogi niczym nieokryte. Zauważyła, że prawa noga Pani bez pończochy wygląda jakoś niekompletnie. Pani jednak w ogóle nie zwróciła na to uwagi, coraz bardziej wystawiając twarz na działanie deszczowych strumieni. Malował się na niej zaskakujący wyraz – wyglądała na dziwnie wolną, jakby lodowate krople na bladej skórze dawały jej wyzwolenie. W kącikach oczu migotały triumfalnie błyszczące, białe iskry, ale nie można było powiedzieć, czy to deszcz, czy łzy.
Pani wzięła głęboki wdech. Zwykle jest on oznaką podjętej właśnie decyzji.
Tak było również w tej chwili. Pani spojrzała w stronę telefonu i zagryzła wargi. Wzięła go do ręki i zastygła na chwilę. Niewidzącym wzrokiem błądziła po wiszącej smętnie na krześle pończosze. A ona... ona już nie czuła, ale wiedziała, że zaraz wydarzy się coś strasznego.
Nie myliła się. Pani chwyciła komórkę. Przez chwilę namyślała się, jakby chciała wygrzebać te kilka cyfr z zakamarków pamięci. W końcu przypomniała sobie i wystukała je, z pewnym wahaniem przykładając słuchawkę do ucha.
A ona zamarła. Czekała, równie dobrze jak Pani słysząc mijające sygnały. I w końcu, po bardzo długiej chwili... ten głos.
Głos po drugiej stronie. Głos mężczyzny.
Ale nie Jego.
To był dla niej ostateczny cios. Z rozpaczą przysłuchiwała się, jak Pani cichym, nieśmiałym głosem mówi:
- To ja.
Słuchawka zaszumiała. Głos odpowiedział jej coś, równie cicho.
- Wiem, że... – zaczyna Pani, ale jej struny głosowe odmawiają posłuszeństwa, załamując się w połowie zdania. – Ja... nie powinnam... – próbuje ponownie.
Znów szum po drugiej stronie.
- Czy ty... ty... – z gardła Pani, mimo jej woli, wyrywa się szloch. – Bo ja...
Głos w słuchawce szumi, tym razem nieco dłużej. Z oczu Pani na nowo wypływają łzy.
- Przepraszam – zdołała jeszcze tylko wyszeptać, po czym przerwała rozmowę, raz na zawsze uciszając szum. Osunęła się na podłogę, strącając niechcący pończochę.
Ona widziała, jak Pani ukrywa twarz w dłoniach, a jej ciałem wstrząsają dreszcze. Ale nie potrafiła jej współczuć – już nie. Nie teraz, kiedy ważą się jej losy. Przecież Pani musi zostać z Nim. Nie może być nikogo innego, inaczej ona... przestanie się liczyć. Stanie się bezużytecznym przedmiotem, który w każdej chwili można wyrzucić.
Obserwowała, jak Pani kuli się na podłodze. Trwała tam przez dłuższą chwilę, nie zwracając zupełnie uwagi na wpadający oknem przejmujący chłód i swoje przemoczone ubranie.
Jednak wkrótce sytuacja się zmieniła. Najpierw obie usłyszały szum – nie ten ze słuchawki, ale inny. Mocniejszy, wibrujący głośno w wilgotnym powietrzu. Szum silnika.
Potem dało się słyszeć czyjeś szybkie kroki. Na podjeździe, na schodach, na parterze. I znów na schodach.
A w końcu ciszę pokoju przeszyło pukanie.
Obie natychmiast na nie zareagowały. Pani wstała, lekko się chwiejąc. Ona – napięła w oczekiwaniu każde, nawet najcieńsze włókno.
Przybysz nie prosił, by go wpuszczono. On po prostu sygnalizował, że zaraz wejdzie. Po sposobie, w jaki otworzył drzwi, można było sądzić, iż długo czekał na tę chwilę, a kiedy wreszcie nadeszła, był tak zdeterminowany, że nic nie mogło go powstrzymać.
- Jestem – powiedział, stając w kręgu światła.
Ona, widząc go, poczuła się tak, jakby miało z niej ujść powietrze. Bo to był Tamten. Nie On. Tamten. Taki sam jak na zdjęciu.
- Jesteś... – Okno otworzyło się jeszcze szerzej, a nowy zimny podmuch owionął cały pokój. Pani zadrżała.
Tamten podszedł do okna i zamknął je. Potem zdjął swoją marynarkę i zarzucił ją Pani na ramiona.
- Nie musiałeś – odezwała się Pani swoim cichym głosem, cały czas wpatrując się prosto w jego szare, hipnotyzujące oczy.
Ona też była tego zdania. Pomyślała, że mógł sobie oszczędzić dawania Pani swojej marynarki. Doprawdy, żałosny gest. Jeszcze przewróci Pani w głowie.
- Musiałem – odpowiedział łagodnie, kładąc Pani ręce na ramionach. – Czekałem.
- Ale... Ale ty byłeś taki sam... – Pani jąkała się, nie mogąc prawie mówić z powodu zaciśniętego gardła - taki sam jak on...
- Byłem. Ale teraz... Teraz jestem tutaj.
Pani najwyraźniej wystarczyło to dziwaczne tłumaczenie, bo oparła głowę na ramieniu Tamtego. A Tamten – co było dla niej zupełnie niezrozumiałe – objął Panią drugim ramieniem i przycisnął do siebie, jakby wcale mu nie przeszkadzało lodowate, przemoczone ubranie.
- Nie uciekaj więcej... – usłyszała ze swojego miejsca na podłodze cichy szept Tamtego.
A potem długo, bardzo długo panowała cisza.

Pewnej słonecznej niedzieli...
Pani i On wyszli gdzieś razem. To znaczy... Pani i Tamten. Bo Tamten stał się teraz Nim.
Ale to dopiero początek zmian.
Mimo że przez większość czasu leżała na dnie szuflady, zauważyła, że Pani często się śmieje. A On... Dziwna rzecz. Zachowywał się tak, jakby Pani była ważniejsza od niej. Jednego wieczoru odkryła nawet, że potrafi się bez niej całkowicie obyć! To było niepojęte i niepokojące.
Od pewnego czasu On zaczął trzymać kilka swoich krawatów w szufladzie obok. Czasem opowiadały jej różne historie – na przykład o tym, jak Pani i On się poznali. Nie wierzyła im zbytnio – krawaty przecież mają skłonności do przesady. Ale gdzieś tam w jej środku zrodziła się myśl, że może - może! - ten nowy On jest jednak odrobinę lepszy od tego starego...
Ostatnio Pani często rozmawia z Nim na jeden temat. Coś wspólnie ustalają, a twarz Pani promienieje wtedy uśmiechem. Za wszelką cenę chciała się dowiedzieć, o co im chodzi. Może planują coś naprawdę niezwykłego?
Chyba tak. Pani kupiła białe pończochy.

Ostatnio edytowany przez PrawdziwaWhiteLily (2010-07-19 23:59:51)


Bywa, że marzenia o rycerzu na białym koniu przekreśla romans ze stajennym...
Avatary, tapety i buty zmieniam jak rękawiczki.
Stajennych nie zmieniam.

Offline

 

2010-07-18 20:38:33

Cindy
Najlepsza doradczyni na forum

#2 2010-07-18 22:46:48

brzydulomaniaczka
Przyjaciułka SteFy
Od: Gdzieś w lubelskim...
Zarejestrowany: 2009-04-04
Posty: 10576
Serwis

Re: Hissteria

WhiteLily! To było... niesamowite. Nigdy bym nie pomyślała, że miniaturka pisana z perspektywy pończochy może być taka ciekawa.
Nie umiem do końca wyrazić swoich odczuć na temat tego tekstu, chociaż bym chciała. Ale wiedz, że cenię go wyżej niż całą twoją twórczość razem wziętą. Stworzyłaś coś zupełnie nowego i za to mam do ciebie wielki szacunek.
Za ten umiejętnie wpleciony humor, za napięte nitki i za niewymienienie ani razu imienia bohaterów, co jeszcze dodaje tajemniczości masz dzisiaj ode mnie pokłon.

poklon

Czekam na więcej.

Irka


Kocham wszystkie swoje siostrzyczki forómowe: Aduśka, Apollina, Claudia, Króweczka, Libby, Mel, Pszczoła, Struś.
Mój facet to Miron Lipski heart    iris
Kocham swój wieczny avek <3

Offline

 

#3 2010-07-18 23:05:29

Enigma
Rysiowiańczyk
Od: Kraków
Zarejestrowany: 2010-07-03
Posty: 1075

Re: Hissteria

Jestem pod wielkim wrażeniem! Żeby wpaść na taki pomysł i jeszcze tak go wcielić w życie poklony Co prawda perspektywy Uli i lekarzyny robiących to nie przyjmuje do wiadomości, ale to tylko taki mały szczególik. Z niecierpliwością czekam na cd big_smile


Serce ma swoje racje, których rozum nie zna.
Blaise Pascal

Offline

 

#4 2010-07-18 23:15:23

gosiek19
Entuzjasta
Od: Lesko/Rzeszów
Zarejestrowany: 2009-12-06
Posty: 86

Re: Hissteria

Witaj WhiteLily!
Od dawna śledzę RT i wreszcie postanowiłam się ujawnić...Ale ja nie o tym...
Twoje opowiadanie i cykl "Co by było,gdyby" znam z bloga,ale to...WOW,to jest świetne. Podpisuję wszystkimi moimi kończynami pod słowami Brzydulomaniaczki.
Teraz należy uważać na to,co mówimy i robimy big_smile.Strach pomyśleć o czym mówiłyby wszystkie przedmioty codziennego użytku,gdyby mogły to robić.
"Hissteria" jest świetna! Masz kobieto talent!

Ach,jeszcze jedno, poklony2 ode mnie

Ostatnio edytowany przez gosiek19 (2010-07-18 23:19:14)


"O ile rozmowa jest tekstem, o tyle śmiech jest muzyką, sprawiającą, że wspólnie spędzony czas staje się melodią, której można słuchać w kółko i nigdy nie straci uroku"
                                                                                   (Nicolas Sparks)

Offline

 

#5 2010-07-18 23:32:51

essence.
Przyjaciel Brzyduli
Od: Poznań
Zarejestrowany: 2010-06-30
Posty: 143

Re: Hissteria

Biorąc pod uwagę fakt, że spałam dzisiaj trzy godziny i że nie mam pojęcia, jak to się stało, ze jeszcze to przeczytałam to, co napisałaś było dla mnie tak bardzo realistyczne, że trudno to sobie wyobrazić,ale ja mam, że tak powiem już dzisiaj schizy. Jutro zeedytuję i napiszę coś na "trzeźwo" wink

pozdrawiam,
essence

Ok. jest 14:54, przed chwilką wstałam. Czas na coś konstruktywnego.
Jeszcze nie czytałam czegoś takiego. Opisałaś to w taki sposób, że aż mi żal było tej pończoszki:) Wplotłaś zdradę w tak... dziecinny i taki nieświadomy sposób, że ach...wink Cudowne. No i jeszcze Tamten;) Cieszę się, że to się tak skończyło, jednak ostatnie zdanie bije wszystko inne. Niby takie proste, a jednak. Kupiławink Wesele się szykuje! big_smile

Ostatnio edytowany przez essence. (2010-07-19 15:24:25)


"Kiedy nie miałam już nic do stracenia, dostałam wszystko.
Kiedy o sobie zapomniałam, odnalazłam samą siebie."

Kropla łzy, kropla szczęścia. Dotknij ją.

Offline

 

#6 2010-07-19 00:29:16

Iwona
Kochanka Marka
Zarejestrowany: 2009-08-07
Posty: 4431

Re: Hissteria

WhiteLily tongue Świetnie, naprawdę cudnie, jestem pod wrażeniem.
Świat uczuć i spotkań pokazany z perspektywy pończoszki jest bardzo sugestywny. Pończoszka dba o swój interes i dlatego uwielbia Jego, ale w ostatecznym rozrachunku sama musi przyznać, że nowy, a tak naprawdę stary On jest dla jej Pani najlepszy. love

Mimo, że przez większość czasu leżała na dnie szuflady, zauważyła, że Pani często się śmieje. A On... Dziwna rzecz. Zachowywał się tak, jakby Pani była ważniejsza od niej. Jednego wieczoru odkryła nawet, że potrafi się bez niej całkowicie obyć! To było niepojęte i niepokojące.

To mówi wszystko na temat tych dwóch mężczyzn w życiu Pani.
No i te białe na koniec...
poklony
Pozdrawiam


"Wszystko, co dobre, jest nielegalne, niemoralne albo powoduje tycie." lol 
I heart Radosną twórczość.

Offline

 

#7 2010-07-19 09:01:09

MEG1984
Prawie jak Papuka
Od: zachodniopomorskie
Zarejestrowany: 2009-12-02
Posty: 6290

Re: Hissteria

Tego jeszcze nie było. Lily ta miniatura była ciekawa, cudna, po prostu świetna. Nie da się ukryć, że gdyby przedmioty codziennego użytku czy ubrania mogły mówić opowiedziałyby nam pewnie niejedną ciekawą historię big_smile Generalnie to wszystko mi się w tej miniaturce podobało, no może poza związkiem Uli i Piotra (bo zapewne to o nich chodzi, choć imion nie wymieniłaś) tongue Świetnie udało ci się wpleść w tę historię wątki humorystyczne. krawaty mające skłonność do przesady nieźle mnie rozbawiły.
Prawa pończocha uwielbiała Jego, bo On uwielbiał ją. Problem w tym, że chyba nie uwielbiał jej Pani tak jak powinien. Tamten może nie uwielbia pończochy, za to uwielbia Panią, i chcąc nie chcąc prawa pończoch musi przyznać, że ten drugi jest dla Pani lepszy.
Zakup białych pończoch mówi nam jak skończyła się ta historia smile

Pozdrawiam i czekam na kolejne dzieła  poklony2


Kiedy rodzi się człowiek z nieba spada dusza i  rozpada się na dwie części.
Jedna z nich trafia do kobiety, druga do mężczyzny.
Życie polega na odnalezieniu tej drugiej połowy, połowy swojej duszy, połowy samego siebie...
I believe in SH. I AM SHERLOCKED.

Offline

 

#8 2010-07-19 09:14:30

meaaem
Prawie jak Papuka
Od: W/Ł
Zarejestrowany: 2010-01-28
Posty: 6125

Re: Hissteria

szczena

Ach uwielbiam nowości! Nowa perspektywa! Ach!
PrawdziwaWhiteLily - dziewczyna o wielu twarzach i wielu talentach! wink
Brawo! poklony


...Czasami czuję się jak marna słaba trzcina,
Którą z łatwością zimny wiatr jak chce wygina.
Czasami tracę wiarę we wszystko co robię,
Złe zdanie mam o ludziach, fatalne o sobie...

Offline

 

#9 2010-07-19 14:40:20

Andrea
Przyjaciel Brzyduli
Od: Blachownia
Zarejestrowany: 2009-10-30
Posty: 104

Re: Hissteria

WhiteLily, totalnie zaskoczyłaś mnie swoją Hissterią, która okazała się być naprawdę niesamowitym pomysłem big_smile Opowiadanie historii Uli z perspektywy prawej pończochy - czegoś takiego w RT jeszcze nie było! W ogóle sam pomysł jest wart szczególnego podziwu, a wykonanie tylko potwierdza to, że masz talent i niesamowitą fantazję literacką (zresztą graficzną również tongue ).

WhiteLily napisał:

Taka właśnie była – czasem elegancka, a czasem frywolna. Subtelna i prowokująca. Pełna wdzięku i kusząca.
Bogata w sprzeczności.
Ale przede wszystkim była prawa. Tę cechę stawiała najwyżej, ponad wszystkie inne.
Prawa pończocha.

I kto by pomyślał, że mowa tu o zwyczajnej, prawej pończoszce? Właśnie to jest świetne w Histerri, że na każdym kroku potrafi czymś zaskakiwać. Chociażby nadanie rzeczom typowo ludzkich cech, jak zazdrość, obawa przed odrzuceniem lub interesowność jest czymś nietypowym i chyba trudnym do opisania. WhiteLily, to było kapitalne big_smile Ja kocham nowości i przekraczanie pewnych granic, a tobie udało się to perfekcyjnie.

Gratuluję pomysłu i życzę weny smile
Andrea


"W życiu można zastąpić kolegę, ale nie przyjaciela..." - Cobra 11
BMW - Bądź Marce Wierny
"Jak mawiał filozof Jagger: Nie zawsze możesz dostać to, czego chcesz” - House M.D.
BMW E39 serii 5 - samochód na piątkę!

Offline

 

#10 2010-07-19 15:30:37

mono
Prostuje spinacze
Od: near Lublin
Zarejestrowany: 2009-10-20
Posty: 3385

Re: Hissteria

Szczerze powiedziawszy to nigdy nie czytałam twoich prac. big_smile Przyznam się szczerze (i przepraszam od razu!), że zajrzałam tu po prostu z nudów. Jak widać, chyba będę musiała nadrobić twoje prace. wink

Lily napisał:

Nigdy nie wiedziała, co dokładnie się z nią stanie.
Ta niepewność była najgorsza. A ona naprawdę sobie na coś takiego nie zasłużyła. O, nie. No bo... czym zawiniła?
Może była nieco sztuczna. Ale czy w dzisiejszych czasach kogoś to dziwi? Z pewnością nie.
A to, że czasami bywała szorstka? To też dało się z łatwością wytłumaczyć. Bo nabierała tej szorstkości tylko wtedy, kiedy niewłaściwie ją traktowano.
Była za to oryginalna. O tak, oryginalności nie można było jej odmówić. I delikatna, kiedy delikatnie się z nią obchodzono.
Taka właśnie była – czasem elegancka, a czasem frywolna. Subtelna i prowokująca. Pełna wdzięku i kusząca.
Bogata w sprzeczności.
Ale przede wszystkim była prawa. Tę cechę stawiała najwyżej, ponad wszystkie inne.
Prawa pończocha.

Uwielbiam takie teksty! Gdy przeczytałam to ostatnie zdanie to wybuchłam jakimś histerycznym śmiechem! big_smile Genialnie.

Miniatura pisana z perspektywy pończochy. Ba! w ogóle z perspektywy rzeczy to zupełna nowość. I zgadzam się - to jest świetne!
Właściwie to nie mam pojęcia, co napisać. lx Wiedz jednak, że bardzo, baaardzo mi się podobało. wink

Życzę więcej tak ciekawych pomysłów. Pozdrawiam. wink


są tacy, którzy w głowie hodują ogrody.

Offline

 

Stopka forum

Powered by PunBB© Copyright 2002–2018 PunBB
statystyka