BrzydULA - jedyne forum fanów serialu

Forum dyskusyjne miłośników serialu "BrzydULA"

Nie jesteś zalogowany.

#11 2010-07-19 16:08:11

Aduśka
Ulubienica Mareczka/Lwa/Alexa/Seby
Od: Gualdo Tadino
Zarejestrowany: 2009-06-24
Posty: 3874

Re: Hissteria

O jeżuniu, jakie to było boskie. Kto by pomyślał, że mini z perspektywy pończochy może być aż tak ciekawa. No kurczaki jestem pod wrażeniem. Oby więcej takich nowości. Aż braka słów, aby opisać boskość tej mini. A końcówka z krawatami prze boska, w ogóle całość, szał ciał i banany. Życzę wena.


"You know how they say, "you can't live without love"? Well, oxygen is even more important."

Offline

 

2010-07-19 16:08:11

Cindy
Najlepsza doradczyni na forum

#12 2010-07-19 20:32:52

paulinaa21
Mroczki Pshemko
Od: Zabrze
Zarejestrowany: 2010-06-15
Posty: 630

Re: Hissteria

To było boskie.Nie umie moich uczuć zebrać w słowa.Niesamowite!poklony

Pozdrawiam i życzę ci więcej takich pomysłów.


Wolę napis: "Wstęp wzbroniony", aniżeli: "Wyjścia nie ma".
                                                                               Stanisław Jerzy Lec

Offline

 

#13 2010-07-19 20:38:53

FilipomankaxD
Znawca Brzyduli
Od: Rysiów
Zarejestrowany: 2009-05-07
Posty: 470

Re: Hissteria

To było mistrzostwo! Jestem pod wielkim wrażeniem! Wielkie brawa i ukłony należą się Tobie smile
poklony2


"Marzeniom trzeba czasem pomagać" (Marek Dobrzański)
http://marekiulabyasiaxd.blog.pl/
http://niejestemciebiegodzienbyasiaxd.blog.pl/  <= zapraszam smile

Offline

 

#14 2010-07-19 22:49:05

brzydulomaniaczka
Przyjaciułka SteFy
Od: Gdzieś w lubelskim...
Zarejestrowany: 2009-04-04
Posty: 10576
Serwis

Re: Hissteria

Lily napisał:

Ucieszyła się gdy dostrzegła, że w sypialni pali się jedynie mała nocna lampka.

Ucieszyła się, gdy dostrzegła, że w sypialni pali się jedynie mała nocna lampka. 

Lily napisał:

Prawa noga Pani była czymś, co On uwielbiał. I właśnie dlatego ona uwielbiała być prawą pończochą.

Och. Podoba mi się ten fragment big_smile

Lily napisał:

unoszącą się rytmicznie klatkę piersiową i wtulając w prawą pończochę policzek.

unoszącą się rytmicznie klatkę piersiową i wtulając policzek w prawą pończochę.

Lily napisał:

Wtedy jednak obie – Pani i ona – dały się ponieść urokowi, płynącemu z rodzących się słonecznych promieni.

Wtedy jednak obie – Pani i ona – dały się ponieść urokowi płynącemu z rodzących się słonecznych promieni. 


Lily napisał:

Popołudniu znów wróciła do swojej szuflady.

Po południu znów wróciła do swojej szuflady.

Lily napisał:

On z jakąś taką błagalną nutą (dziwne, swoją drogą. Nigdy wcześniej nie słyszała tego w Jego głosie. U Pani – owszem. Ale nie u Niego),

On z jakąś taką błagalną nutą (dziwne, swoją drogą, nigdy wcześniej nie słyszała tego w Jego głosie; u Pani – owszem, ale nie u Niego), 

Lily napisał:

W końcu Panina ręka wskazała drzwi.

Przymiotniki odosobowe piszemy z małej tongue W końcu panina ręka wskazała drzwi. 

Lily napisał:

Ale co z mężczyzną stojącym obok? Ten nie wygląda na przebranego. Wygląda... Cóż, musiała to przyznać. Wygląda tak, jak lubią pończochy. Jest całkiem w jej typie. I - gdyby nie On, oczywiście – nie miałaby nic przeciw temu, by Tamten ją dotykał.

Świetny fragment big_smile Mężczyzna w typie pończochy… Lily, zaskakujesz mnie coraz bardziej tongue

Lily napisał:

Teraz malował się w nich wyraz, którego nigdy jeszcze w Paninych oczach nie widziała.

Teraz malował się w nich wyraz, którego nigdy jeszcze w paninych oczach nie widziała. 

Lily napisał:

środku Paninego serca.

środku paninego serca.

Lily napisał:

- Jesteś... – okno otworzyło się jeszcze szerzej, a nowy zimny podmuch owionął cały pokój.

- Jesteś... – Okno otworzyło się jeszcze szerzej, a nowy zimny podmuch owionął cały pokój. 

Lily napisał:

- Nie uciekaj więcej... – ze swojego miejsca na podłodze usłyszała cichy szept Tamtego.

- Nie uciekaj więcej... – usłyszała ze swojego miejsca na podłodze cichy szept Tamtego.


Lily napisał:

Mimo, że przez większość czasu leżała na dnie szuflady,

W wyrażeniu „mimo że” nie stawiamy przecinka. Nigdy. Jeśli występuje w środku zdania, przecinek stawiamy przed tym wyrażeniem. Mimo że przez większość czasu leżała na dnie szuflady, 

Lily napisał:

Za wszelką cenę chciała się dowidzieć, o co im chodzi.

Za wszelką cenę chciała się dowiedzieć, o co im chodzi. 

Jestem pod nieustającym wrażeniem tego tekstu. Lily, nie chowaj więcej tego talentu.

iris


Kocham wszystkie swoje siostrzyczki forómowe: Aduśka, Apollina, Claudia, Króweczka, Libby, Mel, Pszczoła, Struś.
Mój facet to Miron Lipski heart    iris
Kocham swój wieczny avek <3

Offline

 

#15 2010-07-19 23:43:12

PrawdziwaWhiteLily
Przyjaciel Brzyduli
Od: Rybnik
Zarejestrowany: 2010-06-12
Posty: 180
Serwis

Re: Hissteria

Bardzo Wam wszystkim dziękuję, naprawdę kiss To wspaniałe uczucie, przeczytać tyle pozytywnych komentarzy naraz. Szczególnie, że o niektóre rzeczy trochę się obawiałam.
Tych, którzy czekają na ciąg dalszy pragnę poinformować, że po Cupido powstaną na pewno jeszcze dwa opowiadania. Co potem... zobaczymy smile

Witam nowych Czytelników! Fajnie, że w końcu się poznaliśmy. Tak wirtualnie smile

Aha. I jeszcze najważniejsze. To Wam się należą pokłony: poklony

Iris napisał:

Nigdy bym nie pomyślała, że miniaturka pisana z perspektywy pończochy może być taka ciekawa.

A mi się to zawsze wydawało takie... intrygujące. Już od dawna chciałam przeczytać coś z pończochą w roli głównej i czekałam na takie opowiadanie. A kiedy się nie pojawiało, postanowiłam wziąć sprawę w swoje ręce. Strasznie się bałam, że spalę ten pomysł. O dziwo, nie wyszło tak kiepsko.
Tak sobie myślę... może to kolejny dowód ewolucji? lol3

Enigma napisał:

Co prawda perspektywy Uli i lekarzyny robiących to nie przyjmuje do wiadomości, ale to tylko taki mały szczególik.

Nawet nie wiesz, ile mnie kosztowało opisywanie ich „pończochowania”. Bo tak na dobrą sprawę, to trudno sobie to nawet wyobrazić wink

gosiek19 napisał:

Od dawna śledzę RT i wreszcie postanowiłam się ujawnić...

To świetnie! Witam Cię i buziam na powitanie kiss

gosiek19 napisał:

Teraz należy uważać na to,co mówimy i robimy big_smile .Strach pomyśleć o czym mówiłyby wszystkie przedmioty codziennego użytku,gdyby mogły to robić.

Dokładnie. Też o tym ostatnio myślałam. Moja pończocha z pewnością jęczy z szafy:
„Pani jest beznadziejna, a jej życie nudne. Jedyny On, który trafił do sypialni Pani, to młodszy kolega jej brata. A i to tylko dlatego, że w nocy przeciekł im namiot. Całe dnie albo bębni w klawiaturę, albo czyta coś na tym jakimś Forum BrzydUli...” I tak dalej, i tak dalej. Aż w końcu jakiś Obrońca Praw Pończoch oskarży mnie o znęcanie się lol3

essence. napisał:

Ok. jest 14:54, przed chwilką wstałam. Czas na coś konstruktywnego.

Essence, dziękuję że pomimo takich ekstremalnych przeżyć zdobyłaś się na tak miły komentarz smile
PS Mamy podobny harmonogram dnia wink

Iwona napisał:

WhiteLily tongue Świetnie, naprawdę cudnie, jestem pod wrażeniem.

Dziękuję kiss Jestem w naprawdę ciężkim szoku po przeczytaniu tych komentarzy rumieniec

MEG napisał:

Prawa pończocha uwielbiała Jego, bo On uwielbiał ją. Problem w tym, że chyba nie uwielbiał jej Pani tak jak powinien. Tamten może nie uwielbia pończochy, za to uwielbia Panią, i chcąc nie chcąc prawa pończoch musi przyznać, że ten drugi jest dla Pani lepszy.

Dokładnie. I jeszcze tytułowe słowo klucz – cupido, czyli łacińskie pożądanie, które z miłością nie ma nic wspólnego.

meaaem napisał:

PrawdziwaWhiteLily - dziewczyna o wielu twarzach i wielu talentach!

Cieszmy się, iż mój największy talent – knocenie poważnych tematów – akurat tutaj się nie objawił wink

Andrea napisał:

WhiteLily, totalnie zaskoczyłaś mnie swoją Hissterią, która okazała się być naprawdę niesamowitym pomysłem big_smile Opowiadanie historii Uli z perspektywy prawej pończochy - czegoś takiego w RT jeszcze nie było!

Dziękuję! I właśnie tak się zastanawiałam od dłuższego czasu, czy czegoś z pończochami nie było, bo bardzo chciałam przeczytać... A jestem tu od niedawna i nie wiedziałam.
Ale jak nie było to cieszę się, że udało mi się zapełnić tę lukę smile

mono napisał:

Przyznam się szczerze (i przepraszam od razu!), że zajrzałam tu po prostu z nudów. Jak widać, chyba będę musiała nadrobić twoje prace.

Mono, cieszę się, że mogłyśmy się poznać smile Jeśli chodzi o czytanie innych prac, to nie wiem czy się nie rozczarujesz. Poprzednie twory w większości były pisane ponad rok temu. A jak się okazało, ja na czas pisania Cupido wyewoluowałam tongue

Aduśka napisał:

No kurczaki jestem pod wrażeniem. Oby więcej takich nowości.

Jeśli tylko wena pozwoli smile

paulinaa21 napisał:

Pozdrawiam i życzę ci więcej takich pomysłów.

Dziękuję, przyda się bardzo kiss

FilipomankaxD napisał:

Wielkie brawa i ukłony należą się Tobie smile

O. rumieniec
Speszyłam się tymi wszystkimi pokłonami. Kurczę, a mało rzeczy mnie peszy wink


EDIT:
Iris, masz ekspresowe tempo big_smile Już je wnoszę smile

EDIT2:
Popołudniu?
Czy ja byłam pod wpływem...? mysli

Ostatnio edytowany przez PrawdziwaWhiteLily (2010-07-20 00:04:39)


Bywa, że marzenia o rycerzu na białym koniu przekreśla romans ze stajennym...
Avatary, tapety i buty zmieniam jak rękawiczki.
Stajennych nie zmieniam.

Offline

 

#16 2010-07-20 01:57:00

dorocie03
Poszukiwaczka truskawek
Od: Warszawa
Zarejestrowany: 2009-10-14
Posty: 3696

Re: Hissteria

WhiteLily - cóż ja mam Ci napisać? poklony To... jest niesamowite. Historia opowiedziana z pozycji pończoszki. Pełna napięcia, dramatu, łez... a na końcu szczęścia. Opisana tak lekko i zwiewnie, z taką finezją. Jestem pełna podziwu. Powiem tyle - idę wnieść dla Ciebie o pomidory, bo mimo, iż jesteś tu krótko, to Twój talent powinien być doceniony i mam nadzieję, że inni mnie poprą. Mam nadzieję, że  masz jeszcze w zanadrzu takie perełki. poklony heart


GNAJ heart, Iwona, SWSiOCJT, KTB, MDUC, Jowi46   Filip.B heart

"Markowe dołeczki znakiem markowym Marka. Aleksander w szoku. A Ula - w kanarkach"
"To tylko moja wyobraźnia" ,"Coś małego", "Inaczej"

Offline

 

#17 2010-07-20 14:21:59

FilipomankaxD
Znawca Brzyduli
Od: Rysiów
Zarejestrowany: 2009-05-07
Posty: 470

Re: Hissteria

PrawdziwaWhiteLily napisał:

FilipomankaxD napisał:

Wielkie brawa i ukłony należą się Tobie smile

O. rumieniec
Speszyłam się tymi wszystkimi pokłonami. Kurczę, a mało rzeczy mnie peszy wink

Nie bądź taka skromna smile Naprawdę świetne to opowiadanko smile


"Marzeniom trzeba czasem pomagać" (Marek Dobrzański)
http://marekiulabyasiaxd.blog.pl/
http://niejestemciebiegodzienbyasiaxd.blog.pl/  <= zapraszam smile

Offline

 

#18 2010-07-20 16:00:34

brzydulomaniaczka
Przyjaciułka SteFy
Od: Gdzieś w lubelskim...
Zarejestrowany: 2009-04-04
Posty: 10576
Serwis

Re: Hissteria

Czy ja byłam pod wpływem...?

Każdy ma swoje tajemnice lol


Kocham wszystkie swoje siostrzyczki forómowe: Aduśka, Apollina, Claudia, Króweczka, Libby, Mel, Pszczoła, Struś.
Mój facet to Miron Lipski heart    iris
Kocham swój wieczny avek <3

Offline

 

#19 2010-07-20 17:04:06

lady_garga
Cokolwiek Marka
Od: Piła
Zarejestrowany: 2009-11-17
Posty: 2757

Re: Hissteria

o boshe!!!
jestem w absolutnym szoku... no bo przecież... jak można coś napisać z perspektywy POŃCZOCHY??!! najdziwniejsze jest to, że słuchając przeżyć... koronkowej skarpetki zapomniałam zupełnie o postaciach ludzkich big_smile dopiero pod koniec zaczęłam się zastanawiać kto to jest... pewna byłam, że główną bohaterką jest Ula... Marka rozpoznałam po oczach OFC tongue a ten trzeci to wiadomo... tongue
cósz czekam na więcej big_smile
poklony należą ci się za uczynienie niezmiernie ciekawymi przemyśleń pończochy kiss

alee... mam jeden zarzut, a mianowicie... co to za dyskryminacja strony lewej względem prawej?! ja osobiście korzystam z usług mojej lewej strony i rzondam równouprawnienia bo poniewasz! big_smile


"Wszystkie kudłate myśli kiedyś wyłysieją" heart   
Moja familia: mamóś klaudusia_227, siestra Indó i siostrzyczka duchowa vivienn kiss
GNAJ; FSiJPH; SWSiOCJT; SZFGM; MDUC

Offline

 

#20 2010-07-22 23:28:26

PrawdziwaWhiteLily
Przyjaciel Brzyduli
Od: Rybnik
Zarejestrowany: 2010-06-12
Posty: 180
Serwis

Re: Hissteria

Dorocie - teraz to ja nie mam pojęcia, co mam napisać. Jestem absolutnie zaskoczona pomidorkami. Nawet nie wiem, czy mi się tak naprawdę należą. Kurczę... Dziękuję! Naprawdę kiss kiss kiss
Wiem, to głupie... ale jakoś się tym wzruszyłam. Robię się widocznie zbyt sentymentalna czy coś...
Nie no, pomidory! <nadal nie może uwierzyć, że ktoś chciał dać jej pomidorka>
Jeszcze raz dziękuję kiss

Iris, ja mam kilka tajemnic, ale... mój sezon imprezowy zaczął się dopiero przedwczoraj, więc to chyba nie to tongue

lady_garga napisał:

alee... mam jeden zarzut, a mianowicie... co to za dyskryminacja strony lewej względem prawej?! ja osobiście korzystam z usług mojej lewej strony i rzondam równouprawnienia bo poniewasz! big_smile

A to wszystko wina Piotra! Tak właśnie! Piotra! Bo po co tak czcił tą prawą nogę? Jak zwykle tylko namieszał wink
Hmm, chyba wiem, dlaczego tak uwielbiał prawą stronę. Dla równowagi. Bo sam jest strasznie... lewy.

Zapraszam do przeczytania kolejnego opowiadania. Jest całkiem inne od Cupido (ale ostrzegałam, że będzie różnie). Z góry przepraszam za przekręcone wyrazy (te w obcym języku). Musiałam to zrobić dla komfortu czytania.
Zostawiam Was sam na sam z perłami. Zajrzę jeszcze do innych moich wątków a potem pójdę się stresować offline wink

Miłej lektury.

Bannitio

http://i29.tinypic.com/24w7wjt.jpg

Przez gotyckie okna swojej części pałacu widzi opadające na ziemię wielkie płatki świeżego śniegu. Wdzięcznie wirują w powietrzu, zataczając koło wokół murów wysokiej wieży, by potem, podświetlone przez setki ogrodowych latarni, stopić się w jedno z wyściełającą świat bielą.
Nigdy nie lubiła zimy. Była przecież dzieckiem południa. Nie cierpiała tych krótkich, mdłych, nijakich dni, nie znosiła długich, ponurych nocy. Jednak tutaj, w Północnej Stolicy, zima ma swój subtelny urok. Rozgwieżdżone, atramentowe niebo, kryształowe płatki, złocone sanie, ciągnięte przez najprawdziwsze konie... Ta pora roku jest niemal bajkowa.
Teraz dużo bardziej nienawidzi tego, co już dawno bajką być przestało. Szybko nauczyła się, że baśnie kłamią. To nie Bestia zmienia się w Księcia. To Książę – nawet taki, w którego żyłach płynie prawdziwie błękitna krew – prędzej czy później staje się Bestią.
Odwraca się i przechodzi w głąb pokoju.
Widok na pałacowy ogród jest pierwszą rzeczą, którą obserwuje po przebudzeniu i ostatnią, w jaką wpatruje się przed zaśnięciem. Są to jedyne chwile, które ma całkowicie dla siebie. Tylko wtedy może być sobą – gorącej krwi Królową Śniegu, zabłąkaną przypadkiem z zupełnie innej bajki. Królową Śniegu, więzioną na swoje własne życzenie w pałacu Księcia, niespodziewanie zmienionego w Bestię.
Staje przed lustrem, wodząc wzrokiem po zdobiącym szyję sznurze idealnie okrągłych pereł. Drżącymi palcami uwalnia się od niego, kładąc ostrożnie na szklanym blacie toaletki.
Płonący obok kominek roztacza wokół ciepły, migoczący blask. To właśnie on zapala w każdej pojedynczej perełce barwne iskry. One z kolei zapalają w jej głowie wspomnienia – pamiątki ostatnich kilku miesięcy.
Pierwsza perła iskrzy się srebrem. Srebrem tak łudząco podobnym do księżycowych promieni tamtej szczególnej nocy...


Noc Wielkiego Sezonu. Tak kiedyś nazwała ją w myślach.
Po raz kolejny omiotła spojrzeniem wszystkie zakamarki sypialni. Chciała dokładnie zapamiętać każdy szczegół tego miejsca, nierozerwalnie związanego z większością jej dotychczasowego życia. Prawdopodobnie widziała ją po raz ostatni. Dziwne, ale bardziej zmartwiło ją to, że rozstaje się z tym pomieszczeniem – z meblami, porcelaną, obrazami – niż z człowiekiem, z którym kiedyś wiązała tak wielkie plany i nadzieje.
Utkwiła spojrzenie w jego spokojnej, uśpionej sylwetce. Gdzieś pod rozpiętą koszulą biło w rytm oddechu jego serce.
Ale czy biło dla niej?
Tego nie wiedziała. Wielokrotnie budziła się w nocy, zadając sobie to pytanie. I z każdym przebudzeniem zdawała sobie sprawę, że jej serce również bije już inaczej. Ich tętna, pozbawione dawnej synchronizacji, budowały pomiędzy nimi barierę nie do przebycia.
Właśnie dlatego zdecydowała się na ten krok, w myślach tocząc ze sobą walkę, którą niezmiennie wygrywała ukryta dotąd, romantyczna część jej natury. Może nie wszyscy potępią jej wybór? Może nawet on to zrozumie? Wiele kobiet na jej miejscu postąpiłoby identycznie. Tak to sobie tłumaczyła.
Księżyc za oknem świecił wyjątkowo jasno, a to niczego jej nie ułatwiało. Były takie rzeczy w życiu kobiety, które lepiej robić w ciemności. I ta była właśnie jedną z nich.
Ciekawe, swoją drogą... Czy on czuł się równie niepewnie przed pierwszą zdradą?
Pochylając się, ostatni raz spojrzała w jego twarz. Na pokrytym nocnym zarostem policzku złożyła lekki, pożegnalny pocałunek, pozostawiając po sobie krwistoczerwony ślad.
To na razie musi mu wystarczyć. Jedyna pamiątka po niej – i po związku, który wspólnymi siłami zdołali zniszczyć.
Chwilę potem wyszła z domu z walizką w ręku. Czuła się prawie jak przestępca, umykający z miejsca zbrodni. A może naprawdę kimś takim była? Po części pewnie tak.
Jeszcze tydzień temu nie uwierzyłaby, że jest zdolna do jakiegokolwiek romantycznego porywu. A teraz... Teraz nagle, z dnia na dzień, wszystko się zmieniło. Chociaż bała się, że kiedyś pożałuje tej ucieczki, nie potrafiła się już zatrzymać. Coś stale popychało ją do przodu – jakaś siła, której nie rozumiała i nie potrafiła powstrzymać. Jej serce, płonące zakazanym uczuciem, przywodziło na myśl wielkie ognisko. Na jego dnie, niczym rozżarzone iskry, rodziły się niewypowiedziane na głos wątpliwości – buchały ognistą czerwienią ulatując w najgłębsze obszary jej świadomości, by po chwili przygasnąć i szybko opaść z powrotem.
Przestała myśleć rozsądnie. Przyspieszyła kroku, mijając długi szpaler drzew. Gęste, powyginane gałęzie próbowały ją zatrzymać. Zagradzały jej drogę wczepiając swoje drewniane szpony we włosy i szarpiąc bezlitośnie ubranie. Przestraszona, zaczęła biec rozglądając się dookoła dzikim, spłoszonym wzrokiem.
I wtedy właśnie wpadła w wyczekujące, otwarte ramiona.
- Moja Koroleva! – usłyszała pełne czułości słowa.
To one sprawiły, że nie wahała się nawet minuty. Zapragnęła w tych objęciach pozostać. Być jego królową. Jedyną i najważniejszą. Już na zawsze...

Na zawsze.
Dziś już wie, że wieczność trwa krótko. Zaledwie od jednego mgnienia oka do drugiego. Od szybszego uderzenia serca do pierwszej łzy. Od pierwszej łzy do ostatniej...
Jej odbicie w lustrze nagle staje się zamazane i niewyraźne. Obserwuje jak spod powieki wypływa pierwsza kropla, druga i jeszcze następna, a po chwili dołączają do nich kolejne.
Jedna z nich nie spływa miękko po policzku, ale natrafiła na pustkę. Spadając, ociera się o połyskującą perłę, otulając ją ulotną, subtelnie białą poświatą. Tak białą jak...


- Białe noce! – zawołała, zbliżając się do ogromnego okna.
Tego pierwszego wieczoru w pałacu słońce nie zaszło. Skryło się tylko tuż za horyzontem, by jasną łuną rozświetlać nocne niebo. Mimo że w ciągu całego swojego życia widziała już mnóstwo cudownych, zapierających dech w piersiach miejsc, rzeczy i zjawisk, nie mogła powstrzymać się od okrzyku zachwytu. Bo białe noce były czymś niezwykłym. Nie na próżno Dostojewski wpisał w nie bogatą w sentymentalne opisy historię miłosną. Nie bez znaczenia pozostawał też fakt, iż bardzo często bywały one tematami wierszy czy nowel. Romantyczna, pełna uroku atmosfera towarzysząca rozlanej po niebie bieli sprawiała, że nawet najzimniejsze serca ogrzewał promień uczucia.
- Da, belye nochi – usłyszała nagle głos za plecami. Gwałtownie odwróciła głowę, stając oko w oko z kobietą w średnim wieku, odzianą w schludny fartuch służącej. - Dobryj dzien, Missis.
Obrzuciła pokojówkę uważnym, ale dyskretnym spojrzeniem, w duchu usiłując przypomnieć sobie kilka najpotrzebniejszych rosyjskich zwrotów. Kiedyś, jeszcze jako uczennica, opanowała podstawy tego języka. Nigdy jednak nie odczuwała potrzeby, by tę wiedzę odświeżyć. Gdyby kiedykolwiek przeczuwała, w jakie miejsce zawiedzie ją los... Wtedy z pewnością wszystko byłoby o wiele łatwiejsze.
- Ja nie govoriu po russki – wyjąkała w końcu z trudem. W przeciwieństwie do drżącego głosu, twarz miała opanowaną. Malujący się na niej chłodny wyraz dodawał jej pewności siebie.
Kobieta uśmiechnęła się szeroko.
- Pustiak. Drobiazg, Missis – machnęła spracowaną dłonią w lekceważącym geście. – My ponimat... zrozumie druga.
Uśmiech pokojówki był tak serdeczny i uprzejmy, że mimowolnie na niego odpowiedziała. Nawet nie zastanawiała się, co najlepszego wyprawia. Jeszcze kilka dni temu zapłoniłaby się ze wstydu na samą myśl o tym, że spoufala się ze służbą. Ale dzisiaj... dzisiaj wszystko było inne.
Tak właśnie poznała Irinę. Jedną z niewielu osób, o której zachowała miłe wspomnienia. Jedną z niewielu osób, u której zawsze mogła znaleźć wsparcie. I wreszcie – jedną z niewielu, którzy znali równocześnie kłamstwo o Księciu i prawdę o Bestii.

Płomienie w kominku tańczą coraz szybciej i szybciej, ślizgając się po ciężkim, solidnym drewnie jak po parkiecie. Ogień zabiera brewionom koloryt – trawi ich barwną, pełną życia powłokę, a pozostawia jedynie suchy, szarawy nalot. W takich chwilach nie sposób nie myśleć o przemijaniu, nieuchronnym zakończeniu wszystkiego, co zostało rozpoczęte. Temu nieuniknionemu wpływowi czasu poddaje się każda materia - nie ma odstąpień i wyjątków od reguły. Swoimi własnymi prawami rządzą się tylko ludzkie odczucia. One jedne mogą przetrwać próbę czasu, zwyciężając w walce z przemijaniem. Tylko one nie ulegają samoistnej destrukcji, ale przezwyciężają nawet śmierć.
A mimo to ich uczucie nie przetrwało. Zakończyło się, przeminęło. Tak po prostu – wypaliło się, okrywając popiołem jak dogasające ognisko. Zakończyło się wraz z nastaniem pewnej pamiętnej nocy. Czerwonej – jak kolejna perła, rozświetlona blaskiem samotnej, szybującej w powietrzu iskry.


Iskry. To wszystko ich wina. Dlaczego przygasły?
Dopóki pomiędzy nimi iskrzyło, wszystko było w porządku. Kochała te długie, bezsenne noce, pełne emocji i pasji, kiedy ubrana w swoją nagość i przyozdobiona jedynie sznurem pereł widziała podziw w jego oczach. Kochała ogień, z którym całował ją na dobranoc i żarliwie witał wczesnym rankiem. Kochała też wspólne patrzenie w płonące gwiazdy i snucie planów na przyszłość – tę bliską i tę całkiem daleką.
Tej nocy jednak stała samotnie przed lustrem, a jedynymi źródłami iskier  były jej wilgotne oczy i ciemna, czerwona strużka spływająca po policzku. Otarła ją szybko dłonią, lecz w jej miejsce natychmiast pojawiła się nowa.
- Krew, Missis – wyszeptała Irina, podając jej kolejną chusteczkę.
Skinęła głową, dziękując jej. Kiedy przyłożyła nieskalaną, papierową biel do twarzy, ta natychmiast nasiąknęła głęboką purpurą. Odsunęła więc chusteczkę, pozbawionym emocji wzrokiem patrząc jak krew skapuje na blat toaletki a potem brudzi jasny, kremowy dywan.
- Lekar. Potrebnyi lekar – stwierdziła z niepokojem służąca, patrząc na ciemne plamy.
- Nie, Irino – odparła zimno, zaciskając z całej siły zęby, by się nie rozpłakać. – To był tylko drobny wypadek.
- Drobnyi wypadek? – spytała Irina z niedowierzaniem, a potem zdecydowanie potrząsnęła głową. – Niet. Ja viedat. To Pan.
Słysząc te słowa odwróciła się szybko od lustra i złapała służącą za ręce.
- Irino, proszę – powiedziała błagalnym tonem – nikomu o tym nie mów. To było małe nieporozumienie, ale jestem pewna, że...
- Missis, musjisz stąd ubiegat! – przerwała jej pokojówka. Na jej twarzy malowała się wielka troska i strach. Była oddana swojej pani i za nic w świecie nie chciała, by dalej działa się jej krzywda.
- To nie jest takie proste. – Puściła ręce służącej i znów spojrzała w lustro. – Zostawiłam rodzinę, znajomych, przyjaciół... Teraz oni zostawili mnie. – Jej oczy pociemniały. – Nie mam dokąd wracać. Ale nawet gdybym miała – z trudem przełknęła ślinę przez zaciśnięte gardło – nie starczyłoby mi na to odwagi.
- Bzdora. – Służąca pochyliła się i podniosła z podłogi wielki, wiklinowy kosz pełen czystych ręczników.
- Nie jestem dzielna, Irino – zapewniła jeszcze raz i ciężko westchnęła. – Nie potrafiłabym uciec.
Do dzisiaj nie wiedziała, co naprawdę skłoniło ją do ucieczki z Polski. Teraz jednak miała dziwne, bolesne przeczucie, że tak po prostu musiało się zdarzyć. Było to dla niej pewnego rodzaju karą. Pokutowała za swoją oziębłość i obojętność, za wyniosłość i egoizm. Skazana na wieczną banicję, na niekończące się wygnanie czuła, że gdyby stąd wyjechała, sprzeciwiłaby się wyrokom przeznaczenia.
Uniosła twarz w stronę nikłego światła, jakie dawała mała nocna lampka. Łzy, tak długo wstrzymywane, teraz rozzuchwaliły się i wypływały na zewnątrz małymi strumykami. Gdy natrafiły na miejsce krwawej strugi, skóra mocno zapiekła - zupełnie tak, jakby nie potrafiła znieść ich jednoczesnej obecności.
- Nie mam na to siły – szepnęła, osuwając się na zimne, metalowe krzesło. – Nie mam, Irino – powtórzyła słabo.
Służąca odłożyła z powrotem kosz i podeszła do niej.
- Missis – przyklęknęła przed jej krzesłem – ja pomoge. We vsestkim.
Popatrzyła na pokojówkę i uśmiechnęła się przez łzy.
- Dziękuję. – Otarła łzy, mieszające się z krwią w czerwoną, gęstą substancję. – Za wszystko, Irino. Dziękuję.

Czerwona perła przygasa, a ona wpatruje się w swoje dłonie. Pamięta, że czerwonych nocy było więcej. Pamięta też uczucie upokorzenia, któremu nie potrafiła zapobiec. I tę palącą, dławiącą bezsilność...
Kolejna perła błyszczy granatem, odbijając barwę zimowego nieba – głęboką i nasyconą. Barwę mocną i zarazem dziwnie subtelną. Barwę atramentu.


Na napisanie listu zdecydowała się kilka dni po pierwszej czerwonej nocy. Niepewnie przysunęła się do biurka, sięgając po papier i pióro. Nie do końca wiedziała, co powinna napisać. Czy było coś takiego, co chciałby usłyszeć opuszczony mężczyzna?
On doskonale zdawał sobie sprawę z tego, dokąd i z kim uciekła, ale sam fakt, że zostawiła go bez słowa wyjaśnienia...
Postanowiła jednak spróbować. Przyłożyła do kartki złotą stalówkę, a atramentowe literki popłynęły same, układając się w słowa, zdania, akapity.
...Musiałam. Dłużej tak nie mogłam. Obojętność to coś, co zabija. Wiesz, jestem teraz pewna, że przeciwieństwem miłości wcale nie jest nienawiść. Nienawiść przecież również jest uczuciem. Nie, przeciwieństwem miłości jest właśnie obojętność. To przez nią musiałam odejść. Nie przez Twoje zdrady, nie przez mój brak zaufania – to wszystko można jeszcze odwrócić. Ale obojętność... jej nie da się zwalczyć. Tak, jak nie da się zmusić kogoś do miłości.
Ten list miał być inny. Suchy i oficjalny – jedynie zapewnienie, że nic mi nie jest. I że zamieszkałam tu z własnej woli. Nie szukałeś mnie, więc od początku chyba to wiesz. Ale muszę Ci jeszcze powiedzieć, że te kilka miesięcy spędzonych w Północnej Stolicy otworzyło mi oczy na wiele spraw. Chciałabym Cię przeprosić. Nie byłam jedyną pokrzywdzoną – ja też zadałam Ci wiele bólu. Oboje jesteśmy winni tego, co się stało. Zraniliśmy siebie nawzajem, jednak bardzo zależy mi na tym, żebyśmy o tym zapomnieli. Ja już dawno Ci wybaczyłam. Czy Ty również mi wybaczysz?

Po napisaniu tego pytania zastygła z piórem w ręku. Poczuła, że był to właściwy powód, dla którego pisała.
Przebaczenie.
Potrzebowała tego. Potrzebowała, żeby wszystko sobie poukładać, żeby móc jakoś uporządkować swoje własne wnętrze. Potrzebowała ładu w samej sobie, by móc spróbować naprawić bieżącą sytuację. By podjąć trud uzdrowienia relacji z obecnym mężczyzną. Mężczyzną, który miał być lekarstwem na obojętność tamtego, a teraz... teraz sam potrzebuje lekarstwa.
Czuła, że to przebaczenie będzie antidotum dla niej samej. Z nadzieją włożyła list do koperty.

Nadzieja. Słusznie mawiano, iż jest matką głupich. Potrafimy pielęgnować ją w sobie i podsycać przez długie tygodnie i miesiące, by potem utracić ją bezpowrotnie w jednej sekundzie.
Tak właśnie stało się przed chwilą. W momencie, gdy zamiast odpowiedzi dostała do ręki swój własny list – nienaruszony, nieotwarty, a jedynie odesłany z powrotem – zrozumiała, że jej sytuacji już nie da się naprawić. Bajki kłamią, a lwy nie dają się obłaskawić. Nic już nie można zmienić. Na wszystko jest za późno.
Nie ma przebaczenia.
Lustro wiernie oddało scenę, która nastąpiła później. Pokazało jak nagłym ruchem podrywa się z miejsca, zrzucając na ziemię naszyjnik z pereł. Odbiło z zadziwiającą dokładnością otwierające się drzwi i rąbek cienkiej, wieczorowej sukni, szybko znikający za nimi. Nie mogło jednak wiedzieć, co wydarzyło się potem. Ten przywilej należał już tylko do niej.
Biegła z całych sił, brnąc w głębokim śniegu. Szybko opuściła teren pałacu, wydostając się na słabo oświetloną ulicę. Czuła przenikliwe zimno atakujące stopy i nagie ramiona. Mróz wbijał się w całe ciało, powlekając skórę bielą, a krew zmieniając w lód. Mimo to biegła nadal, przed siebie, oczyma duszy widząc jedynie te kilka perłowych kolorów.
Nie zatrzymała się nawet wtedy, gdy słyszała okrzyki ludzi. Wołali do niej, jednak ich słowa nic dla niej nie znaczyły. Podążała niestrudzenie swoim szlakiem, nie wiedząc nawet, dokąd prowadzi. Miała jednak dziwne przeczucie, prawie pewność, że na końcu drogi odzyska spokój.
Miała rację. Chwilę później jej uszu dobiegło głośne dudnienie, a zaraz po nim przeciągły pisk. Poprzez zamarzniętą skórę poczuła mocne uderzenie, a potem... Potem nie czuła już nic. Cisza - właśnie taka, jakiej pragnęła od dawna. I nieprzenikniona, wszechogarniająca ciemność.
Pociąg jechał dalej. Nie zatrzymał się, unosząc ze sobą lodowato zimne ciało Królowej Śniegu.  A białe płatki zaczęły opadać na ziemię ze zdwojoną intensywnością. Zupełnie jakby wiedziały, że tylko one potrafią złagodzić tę wielką, ciemną, szybko rosnącą plamę czerwieni.


Bywa, że marzenia o rycerzu na białym koniu przekreśla romans ze stajennym...
Avatary, tapety i buty zmieniam jak rękawiczki.
Stajennych nie zmieniam.

Offline

 

Stopka forum

Powered by PunBB© Copyright 2002–2018 PunBB
statystyka