BrzydULA - jedyne forum fanów serialu

Forum dyskusyjne miłośników serialu "BrzydULA"

Nie jesteś zalogowany.

#1 2010-09-06 14:04:35

mlawer
Prostuje spinacze
Zarejestrowany: 2009-09-09
Posty: 3326

Słoń minimalny.

Zgodnie z obietnicą - zakładam nowy wątek miniaturkowy. I zaczynam z mini, które powstało pod wpływem piosenki (a jakiej? przeczytajcie a się dowiecie!). Nie jest na wesoło. Nie tym razem. Nie umiem tak od razu przeskoczyć od Niezapominajki do komedii, najpierw coś pośredniego smile

Zastanawiałam się nad dedykacją i wymyśliłam, że zadedykuję Iwonie, której komentarze są niezwykłe i godne (tak sobie myślę) osobnego odznaczenia! heart

Ta mini jest w sumie o niczym... nie ma akcji, nie ma zdarzeń, prawie nie ma dialogów. Jest tylko zamknięta w sobie, nieszczęśliwa kobieta, która ucieka przed życiem...

Życzę miłej lektury, proszę i wskazanie błędów i jak zawsze czekam na Wasze opinie i komentarze.
Pozdrawiam.
Mlawer. Słoń.


Na huśtawce.

Nawet siedząc w wygodnym fotelu nie potrafiła się rozluźnić, nie umiała zrezygnować ze sztywnego, wyniosłego uniesienia głowy, z idealnie wyprostowanych pleców. Jedwabny szlafrok otulał jej szczupłą sylwetkę. Na kolorowej tkaninie nie było ani jednego niepotrzebnego załamania, ani jednej niezaplanowanej zmarszczki. Nie umiała inaczej. Nie potrafiła nie być perfekcyjna w każdym, najdrobniejszym nawet, detalu. Ład dawał jej poczucie spokoju, poczucie bezpieczeństwa. Od tamtego strasznego dnia, od chwili kiedy dowiedziała się o wypadku, o śmierci rodziców… Od tamtej pory robiła wszystko, co tylko było w jej mocy, by przechytrzyć los. Zaplanowała swoje życie. Starannie i drobiazgowo. Nie było w nim już miejsca na zaskoczenie, na straszne, nieprzewidziane przypadki. Nigdy więcej… Pociągnęła łyk gorzkawego, czerwonego wina z kryształowego kieliszka. Gorycz alkoholu rozlała się w jej wnętrzu dając złudne poczucie ciepła. Jej smukłe palce gładziły bezwiednymi ruchami szklaną, gładką powierzchnię. Kieliszek był już niemal pusty, podobnie jak i stojąca na pobliskim stoliku butelka. Czy oczekiwała zbyt wiele? Przecież nie zmuszała go do oświadczyn! Sam to zrobił! Sam tego chciał! Dlaczego zatem…? Czemu teraz siedzi tu sama zastanawiając się nad tym, gdzie też może podziewać się jej narzeczony? Zerknęła niespokojnie na zegarek. Dochodziła północ. Na ekranie jej telefonu komórkowego nie było nawet znaku po jakiejś wiadomości od niego, jakiejś próbie kontaktu. Zmusiła się by tym razem do niego nie dzwonić. Upokarzało ją to ciągłe wypytywanie, ciągłe dociekanie, gdzie i z kim jest. Czuła się znużona. Zmęczona ciągłą huśtawką uczuć, jakiej przy nim doznawała. Potrafił być czuły, opiekuńczy, serdeczny. Był taki zwłaszcza wtedy, gdy rozpaczała po stracie rodziców. Nikt, nawet jej brat, nie umiał jej wówczas pomóc. Tylko on. On jeden wiedział, kiedy milczeć, kiedy ją objąć, kiedy wysłuchać. On jeden potrafił sprawić, że zaczynała się nieśmiało uśmiechać. Był prawdziwym przyjacielem. Tak. Zdecydowanie tak właśnie wówczas na niego patrzyła. Serdeczny przyjaciel. Bratnia dusza. Tylko przy nim nie bała się okazywać uczuć. Wiedziała, że on nie uzna jej za „roztrzęsioną Włoszkę”. Do dziś pamiętała dzień, gdy po raz pierwszy usłyszała to określenie. Do dziś pamiętała pełen pogardy ton, jakim je wypowiedziano. Dzień pogrzebu jej rodziców. Przeraźliwy, histeryczny szloch jej babki Rosy Febo, która nie mogła pogodzić się z utratą jedynego syna. I komentarz stojących w pobliżu kobiet, znanych modelek…
No doprawdy! Ci Włosi! Jacy oni roztrzęsieni! Histerycy! Za grosz poczucia godności!
To wtedy, właśnie w tamtej chwili przyrzekła sobie, że nikt nigdy nie zobaczy jej uczuć, że będzie zawsze opanowana i chłodna. Pełna godności. Zawsze! I tylko przy nim pozwalała sobie na łamanie tej obietnicy. A potem wyjechała. Kiedy, po latach, wróciła wszystko się zmieniło. On się zmienił. I ona sama też. Dorośli. Nagle okazało się, że nie ma między nimi tamtej przyjaźni, tamtego wzajemnego zrozumienia. Była za to ciekawość i fascynacja. Szybko zorientowała się, że jej samokontrola, jej wyniosły sposób bycia robią na nim wrażenie. Ją z kolei intrygował jego chłopięcy urok, jego ciągła niedojrzałość, jego swoboda i spontaniczność. Był tak inny od niej samej. Jej dusza, jej serce były szczelnie zamknięte, zakryte przed otoczeniem. On rozsiewał wokół serdeczny uśmiech i radość z taką łatwością. Przeciwieństwa się przyciągają… Początkowo było jak w bajce. Uzupełniali się, Tak jej się zdawało. A potem okazało się, że jego swoboda ją irytuje. Ten jego dziecięcy entuzjazm i spontaniczność doprowadzały ją do szewskiej pasji. I jego ciągła chęć poznawania, pragnienie nowych doznań. Pamiętała ich pierwszą awanturę. Nie, nie o inną kobietę. O niezaplanowany wyjazd za miasto… Porwał ją z firmy w środku dnia uśmiechając się tajemniczo i mówiąc coś o niespodziance. Nienawidziła niespodzianek. Dla niej zawsze oznaczały one zmianę na gorsze.
– Powiesz mi wreszcie, dokąd jedziemy? – Z całych sił starała się by w jej głosie nie było znać gniewu, który wrzał w jej duszy. Za oknem samochodu znikały ostatnie zabudowania miasta.
- Jej! Nie bądź taka niecierpliwa! Kochanie, wyluzuj trochę! – Śmiał się przyspieszając. Ale nawet jego pełen uroku uśmiech nie mógł poprawić jej nastroju. Zacisnęła palce na pasku torebki. -  Naprawdę powinnaś być czasem trochę bardziej spontaniczna! Zobaczysz będzie świetnie!
Nie jechali długo. Zatrzymali się w środku lasu. Na niewielkiej polanie. Gdy wysiedli z samochodu zrzucił marynarkę i przeciągając się w promieniach majowego słońca mrugnął do niej łobuzersko.
- No i jak? Prawda, że pięknie? Wymarzone miejsce na majówkę! Można po prostu rozciągnąć się na miękkiej trawie i wpatrywać w błękitne niebo!
- Marek!  Nie bądź dzieckiem! – Fuknęła. – Wyciągnąłeś mnie z pracy po to, żebym leżała w mokrej, zimnej i pełnej robactwa trawie?! Chyba oszalałeś! Błękitne niebo! Też mi coś! Tu w Polsce to jest ono co najwyżej niebieskawe! Prawdziwy błękit możesz zobaczyć w Mediolanie, jeśli wybierzesz się tam ze mną na wakacje!
- Och, Paula… No nie bądź taka… - Przysunął się do niej. Próbował ją objąć. Nie pozwoliła mu.
- Przestań! I zapamiętaj sobie raz na zawsze, że nie znoszę niespodzianek! – Wsiadła do samochodu trzaskając drzwiami. Dołączył do niej po chwili. Widziała, że jest rozgniewany. W drodze powrotnej nie zamienili nawet słowa.

Czy wtedy to się zaczęło? Czy już od tamtego dnia zaczęli się rozpadać? Miała wrażenie, że ich oczekiwania i cele zaczęły się coraz bardziej mijać. Na jej gniew i zazdrość on reagował zimną obojętnością, lub, co gorsza, kłamstwami. Gdy próbowała okazać mu troskę i czułość, on zdawał się dusić i szukać ucieczki. Kiedy on próbował się do niej zbliżyć, zburzyć mur, jaki wzrastał między nimi, ona zamykała się w sobie, była dumna i odległa. W ciągłej huśtawce nastrojów trwali jednak razem. Może bardziej obok siebie, niż przy sobie, ale jednak razem. Przywykli do siebie. Tak bardzo, że dla niej on stał się nierozerwalną częścią planu pod nazwą „przyszłość”. Wiedziała, że będzie musiała go zmienić, przystosować do siebie. Jednak była przekonana, że z czasem jej się to uda, że podporządkuje go sobie, wtłoczy w ramy swego planu, stłamsi jego spontaniczność. Był taki moment, kiedy zdawało jej się, że jest coraz bliższa celu. Przestał ją zdradzać. Zaczął przykładać się do pracy. Nie włóczył się po klubach z Sebastianem. Zajął się firmą. Wydawało się, że dojrzał. A potem… nagle… coś zaczęło się psuć. Tym razem, była tego pewna, nie chodziło o żadną przelotną miłostkę, o kolejną modelkę, czy piosenkarkę. To było coś zupełnie innego. I on był inny. Zamyślony. Odległy. Dziwnie poważny… Bała się. Znowu niespodzianka! Musiała przeczekać. Byle do ślubu! Potem będzie miała go tylko dla siebie, będzie nad nim panowała! Wreszcie zejdzie z tej przeklętej huśtawki!
Usłyszała odgłos otwieranych drzwi. Szybkim ruchem schowała kieliszek i butelkę do barku. Zrzuciła szlafrok i wśliznęła się do łóżka. Gdy się nad nią pochylił udawała, że śpi. Tak było lepiej. Łatwiej. I bezpieczniej. Gdyby zaczęli rozmawiać… Mógłby powiedzieć coś, czego nie chciała usłyszeć. Mógłby zburzyć jej plan! Nie! Nie mogła do tego dopuścić. Wolała udawać. Słyszała jego kroki. Poszedł do łazienki. Po chwili do jej uszu dotarł jego stłumiony szept. Z kim mógł rozmawiać o tej porze? Wstrzymała oddech, ale i tak nie udało jej się rozróżnić słów. A potem wyszedł. Słyszała szelest marynarki i brzęk kluczyków do samochodu. Dopiero po kilku minutach, mając pewność, że odjechał usiadła na łóżku. Podniosła do oczu stojący na stoliku zegarek. Wpół do pierwszej. Zacisnęła usta. Nie będzie o tym myśleć! Nie teraz! Chwyciła pilot od sprzętu muzycznego. Chciała zagłuszyć własne myśli.

*(uwaga muzyka)

To to to to trochę mi zapiera dech
Jak na na na na huśtawce czuję się
Halo halo ziemia
Halo halo czy słyszysz mnie?
Halo halo ziemia
Znów znów zgubiliśmy się.

Po jej bladym policzku spłynęła jedna, jedyna łza. Znów była na huśtawce.



* http://www.youtube.com/watch?v=0_9_YLUbncg

Ostatnio edytowany przez mlawer (2010-09-06 14:05:19)


All the lonely people... Where do they all come from?
DORIS KTB Aleks_Strusiek mom matkom, cudna Kitty bliźniaczkom, jeszcze siestry mam dwie i tata Jasiu też koffa mnie! Maupka córcia ma heart Słoń ofiarny

Offline

 

2010-09-06 14:04:35

Cindy
Najlepsza doradczyni na forum

#2 2010-09-06 14:24:24

brzydulomaniaczka
Przyjaciułka SteFy
Od: Gdzieś w lubelskim...
Zarejestrowany: 2009-04-04
Posty: 10576
Serwis

Re: Słoń minimalny.

Byle do ślubu! Potem będzie miała go tylko dla siebie, będzie nad nim panowała! Wreszcie zejdzie z tej przeklętej huśtawki!

Kwintesencja Pauli w trzech zdaniach.
Jestem pod wrażeniem tej miniaturki. Mało komu udaje się wiarygodnie przedstawić powody, dla których Paula i Marek są razem, a tobie się to udało. Fantastyczny opis emocji.

Piosenka świetna.

Irka

Ostatnio edytowany przez brzydulomaniaczka (2010-09-06 14:25:03)


Kocham wszystkie swoje siostrzyczki forómowe: Aduśka, Apollina, Claudia, Króweczka, Libby, Mel, Pszczoła, Struś.
Mój facet to Miron Lipski heart    iris
Kocham swój wieczny avek <3

Offline

 

#3 2010-09-06 14:48:49

meaaem
Prawie jak Papuka
Od: W/Ł
Zarejestrowany: 2010-01-28
Posty: 6125

Re: Słoń minimalny.

Wow. Zgadzam się z Maniaczką! Świetnie napisane i idealnie wpasowujące się w scenariusz serialu, wiesz? Dla mnie to jest swojego rodzaju wyjaśnienie zachowania Pauliny podsumowane tym co wyciągnęła z tekstu Iris:

Byle do ślubu! Potem będzie miała go tylko dla siebie, będzie nad nim panowała! Wreszcie zejdzie z tej przeklętej huśtawki!

Cała Paulina.
Zrobiło się jeszcze zimniej, brr!

I... właściwie to mógłby być dalszy ciąg, gdyby się uprzeć, a to potraktować jako prolog. tongue


...Czasami czuję się jak marna słaba trzcina,
Którą z łatwością zimny wiatr jak chce wygina.
Czasami tracę wiarę we wszystko co robię,
Złe zdanie mam o ludziach, fatalne o sobie...

Offline

 

#4 2010-09-06 16:31:39

vivienn
Wyznawca pomidoryzmu
Zarejestrowany: 2010-04-15
Posty: 1222

Re: Słoń minimalny.

Droga Mlawer... Pierwszy raz komentuję w Twoim wątku. Jestem pod  wielkim wrażeniem tej miniaturki, brak mi słów. Dosłownie. Jest mi żal Pauliny. Zbudowała swój świat z kłamstw i iluzji, nie dość, że udaje przed innymi, to również przed sobą. Ja po prostu nigdy nie zrozumiem takiego postępowania, to dla mnie niepojęte. Jednak niestety tacy ludzie również się zdarzają. Paulina cały czas wiernie trwa przy Marku, mimo jego zdrad, mimo, iż może go nawet nie kocha. I to nawet nie jest strach przed skandalem, ale po prostu przyzwyczajenie. Wygodny dla Pauliny jest ten związek i ukrywanie przed sobą prawdy.

Właściwie to mógłby być dalszy ciąg, gdyby się uprzeć, a to potraktować jako prolog.

Zgadzam się w zupełności z moją przedmówczynią. Jednak to jest miniaturka i to właśnie jest w niej niezwykłe: zostawia otwartą furtkę, czytelnik może sam domyślić się ciągu dalszego.

Opis fenomenalny. Nieważne jest, że nie ma akcji, to nawet jest niedostrzegalne. Ważne są emocje, a one były. Wzruszyłam się, dziękuję heart

Pozdrawiam serdecznie kiss
Viv.

Ostatnio edytowany przez vivienn (2010-09-06 16:33:35)


Oto jest miłość. Dwoje ludzi spotyka się przypadkiem,
a okazuje się, że czekali na siebie całe życie.

Rodzina forómowa love  PBWBT  FCI

Offline

 

#5 2010-09-06 17:00:04

wqwq
Piesek Aleksa
Zarejestrowany: 2010-06-14
Posty: 41

Re: Słoń minimalny.

mlawerku - świetna miniaturka. Wyjaśniłaś idealnie zachowanie Pauliny, która wydaje mi się być bardziej konsekwentną postacią u Ciebie niż w serialu smile

Offline

 

#6 2010-09-06 17:05:21

MEG1984
Prawie jak Papuka
Od: zachodniopomorskie
Zarejestrowany: 2009-12-02
Posty: 6290

Re: Słoń minimalny.

Mlawer heart świetna miniatura. Zgodzę się z Iris. Udało Ci się przedstawić dlaczego Paula i Marek są razem.
Gdy Paulina i Aleks stracili rodziców, Dobrzański pomógł pannie Febo przez to przejść. Zrobił to, czego Aleks również pogrążony w żałobie nie był w stanie zrobić, a co najważniejsze był przy Pauli. Tak narodziła się prawdziwa przyjaźń. Tylko, że potem Paulina wyjechała, a gdy wróciła była zupełnie inną osobą. I pojawiała się fascynacja. Później Paulina i Marek zostali parą, zamieszkali razem, zaręczyli się. Tylko, że gdzieś w miarę angażowania się w ten związek znikła miłość.

Mlawer napisał:

To wtedy, właśnie w tamtej chwili przyrzekła sobie, że nikt nigdy nie zobaczy jej uczuć, że będzie zawsze opanowana i chłodna. Pełna godności.

Pomyśleć, że wystarczyły słowa jednej osoby by panna Febo postanowiła nigdy nie okazywać co czuje. Poza tym to jej zorganizowanie i planowanie wszystkiego w najdrobniejszych szczegółach wygląda wręcz na obsesję. Tak jakby Paulina się bała, że gdy coś pójdzie niezgodnie z jej planem to zdarzy się coś złego. To wygląda tak jakby ona bała się wszelkiej spontaniczności, bojąc się że jeszcze raz przyjdzie jej przeżywać tragedię. Jeśli byłoby tak faktycznie to jest mi jej żal bo sama siebie, poddając się własnemu strachowi, skazuje na bycie nieszczęśliwą.

Z drugiej strony czytając tę miniaturę pomyślałam o tym czy oni kiedykolwiek się kochali? Może i Marek kochał na swój sposób Paulinę, a może zauroczenie brał za miłość.
Ale czy Paulina kochała Marka? Czy przypadkiem, chociaż częściowo, w jego ramiona nie popchnęło jej to, że kiedyś tak bardzo jej pomógł?

Mlawer napisał:

Wiedziała, że będzie musiała go zmienić, przystosować do siebie. Jednak była przekonana, że z czasem jej się to uda, że podporządkuje go sobie, wtłoczy w ramy swego planu, stłamsi jego spontaniczność.

Te słowa mnie poraziły. Świadczą one o tym, że Paulina nie potrafi stworzyć prawdziwego związku. Przecież związek, w którym dwoje ludzi łączy prawdziwe uczucie to sztuka kompromisów, a z tych słów wynika, że Paulina na żadne kompromisy iść nie chciała. Ona pragnęła stworzyć sobie mężczyznę, który odpowiadałby jej, który by się jej we wszystkim podporządkował, który byłby jej ideałem. Tylko, że ideałów nie ma, a już na pewno nie był nim Marek. Im bardziej ona naciskała by zrobić z niego swój ideał, tym bardziej on od niej uciekał w imprezowanie i romanse.

Mlawer napisał:

Byle do ślubu! Potem będzie miała go tylko dla siebie, będzie nad nim panowała! Wreszcie zejdzie z tej przeklętej huśtawki!

I kolejny raz zostałam porażona. To wygląda tak, jakby ślub miał być lekarstwem na ich problemy. Przeraża mnie, że Paula myśli iż biorąc Marka za męża zyska nad nim władzę absolutną, i że będzie on wykonywała jej wszystkie polecenia jak posłuszny psiak. I już mi nie jest jej żal, bo przez swoje lęki oprócz swojego życia chce też zniszczyć życie drugiego człowieka.

Mlawer napisał:

Gdy się nad nią pochylił udawała, że śpi. Tak było lepiej. Łatwiej. I bezpieczniej. Gdyby zaczęli rozmawiać… Mógłby powiedzieć coś, czego nie chciała usłyszeć. Mógłby zburzyć jej plan!

Ona doskonale zdaje sobie sprawę, że to koniec, że ich związek już nie istnieje, ale boi się prawdy. Problem polega na tym, że ona nie chce jej poznać nie dlatego, że boi się zranienia, lecz dlatego że popsuje to jej założenia na życie. Tylko, że życie to nie księgowość, w której wszystko musi się zgadzać. I tak kiedyś będzie musiała poznać prawdę – pytanie czy wtedy pokaże co naprawdę czuje?

Pozdrawiam serdecznie kiss


Kiedy rodzi się człowiek z nieba spada dusza i  rozpada się na dwie części.
Jedna z nich trafia do kobiety, druga do mężczyzny.
Życie polega na odnalezieniu tej drugiej połowy, połowy swojej duszy, połowy samego siebie...
I believe in SH. I AM SHERLOCKED.

Offline

 

#7 2010-09-06 17:55:04

KaaSiuLA
Nierozmawialna Parzykawa
Zarejestrowany: 2009-09-19
Posty: 16

Re: Słoń minimalny.

Mlawer jak zwykle bardzo prawdziwe, pełne uczuć a zarazem rozterek smile. Cała Paulina w sumie to tragiczna postać ale chyba na własne życzenie jej życie tak wyglądało. Pozdrawiam.


Tak się składa, że sernik to nie wszystko...

Offline

 

#8 2010-09-06 19:07:50

Noelka^^
Markoholiczka
Zarejestrowany: 2009-11-29
Posty: 3037

Re: Słoń minimalny.

Śliczne to było Mlawerku. Baardzo podoba mi się to jak oddałaś obraz Pauliny, był taki... prawdziwy...
Paulina chyba nie zdawała sobie sprawy, że to ona była jednym z głównych powodów ich końca...

kiss


I pozwól mi spróbować jeszcze raz. Chcę trochę czasu, bo czas leczy rany. I chciałabym zobaczyć co co dzieje się w mych snach
i nie chcę płakać, Panie mój!
Uczyń bym była z kamienia. Bym z kamienia była znów!

Offline

 

#9 2010-09-06 19:13:06

meaaem
Prawie jak Papuka
Od: W/Ł
Zarejestrowany: 2010-01-28
Posty: 6125

Re: Słoń minimalny.

W swojej mini przedstawiłaś nam ją lepiej niż scenarzyści! lol


...Czasami czuję się jak marna słaba trzcina,
Którą z łatwością zimny wiatr jak chce wygina.
Czasami tracę wiarę we wszystko co robię,
Złe zdanie mam o ludziach, fatalne o sobie...

Offline

 

#10 2010-09-07 01:03:09

Iwona
Kochanka Marka
Zarejestrowany: 2009-08-07
Posty: 4431

Re: Słoń minimalny.

Mlawer kiss
Dzięki, że dotrzymujesz słowa i rozpieszczasz, między innymi, mnie swoją nową mini. Jest, jak zawsze, świetnie napisana i skłania do przemyśleń. Już przeczytawszy pierwsze zdanie, wiedziałam, że bohaterką jest tym razem Paulina. Idealnie uchwyciłaś, w tej krótkiej przecież formie, jej charakter i dążenia. Pokazałaś jej zaborczą miłość do Marka. Dotknęłaś spraw, które ukształtowały jej osobowość. poklony A przede wszystkim dokonałaś dokładnej analizy ich, chylącego się ku upadkowi, związku.

Mlawer napisał:

Potrafił być czuły, opiekuńczy, serdeczny. Był taki zwłaszcza wtedy, gdy rozpaczała po stracie rodziców. Nikt, nawet jej brat, nie umiał jej wówczas pomóc. Tylko on. On jeden wiedział, kiedy milczeć, kiedy ją objąć, kiedy wysłuchać.

Poprzez wspomnienia Pauliny poznajemy jacy byli kiedyś. Ona – zrozpaczona po tragedii, głęboko przeżywająca, ale jednocześnie już starająca się kontrolować swoje emocje. A on – wspaniały przyjaciel, jedyna osoba, przy której nie bała się pokazać, co czuje. Piękne i chwytające za serce.

Mlawer napisał:

Nagle okazało się, że nie ma między nimi tamtej przyjaźni, tamtego wzajemnego zrozumienia. Była za to ciekawość i fascynacja. Szybko zorientowała się, że jej samokontrola, jej wyniosły sposób bycia robią na nim wrażenie. Ją z kolei intrygował jego chłopięcy urok, jego ciągła niedojrzałość, jego swoboda i spontaniczność. Był tak inny od niej samej.

Byli zupełnie niepodobni, jak woda i ogień, jak księżniczka na ziarnku grochu i Piotruś Pan. Gdy dorośli te różnice początkowo ich do siebie zbliżyły, ale potem niestety podzieliły. Zabrakło prawdziwego, głębokiego uczucia i akceptacji dla inności.   

Mlawer napisał:

Czy wtedy to się zaczęło? Czy już od tamtego dnia zaczęli się rozpadać? Miała wrażenie, że ich oczekiwania i cele zaczęły się coraz bardziej mijać. Na jej gniew i zazdrość on reagował zimną obojętnością, lub, co gorsza, kłamstwami. Gdy próbowała okazać mu troskę i czułość, on zdawał się dusić i szukać ucieczki. Kiedy on próbował się do niej zbliżyć, zburzyć mur, jaki wzrastał między nimi, ona zamykała się w sobie, była dumna i odległa. W ciągłej huśtawce nastrojów trwali jednak razem.

Już wtedy powinni byli się rozstać. Można się różnić i mimo to kochać się i szanować. U nich tego nie było. Ona z ogromną determinacją postanowiła go zmienić w pasujący do jej wizji niezbędny i bezcenny dodatek, a on się coraz gwałtowniej bronił. W ten sposób powoli zamienili związek w zimne więzienie. Ona w nim była strażnikiem, a on osadzonym. Zatruli się wzajemnie i niemal zniszczyli.  Naprawdę ciężko zrozumieć dlaczego oni trwali w tym układzie. Przecież nie musieli. Wciąż byli razem, bo brakowało wystarczającego powodu, który ją lub jego zmusiłby do zmian.

Mlawer napisał:

Tym razem, była tego pewna, nie chodziło o żadną przelotną miłostkę, o kolejną modelkę, czy piosenkarkę. To było coś zupełnie innego. I on był inny. Zamyślony. Odległy. Dziwnie poważny… Bała się. Znowu niespodzianka! Musiała przeczekać. Byle do ślubu! Potem będzie miała go tylko dla siebie, będzie nad nim panowała! Wreszcie zejdzie z tej przeklętej huśtawki!

Jednak stało się coś, co obróciło w proch całą tę nieszczęsną konstrukcję. Pojawiła się Ula i obudziła Marka. Zaczęło mu być niewygodnie w ciasnych ramach, stworzonych przez narzeczoną. Ona natomiast, czuła że zdobycz wymyka się jej z rąk, ale postanowiła nie zmieniać planu, naiwnie wierząc, że ślub będzie ostatecznym zamkiem w ich więzieniu. Straszne. Na szczęście Marek już wtedy uciekł jej na dobre. 

Mlawer napisał:

Gdy się nad nią pochylił udawała, że śpi. Tak było lepiej. Łatwiej. I bezpieczniej. Gdyby zaczęli rozmawiać… Mógłby powiedzieć coś, czego nie chciała usłyszeć. Mógłby zburzyć jej plan! Nie! Nie mogła do tego dopuścić. Wolała udawać.

Nie zadawaj trudnych pytań, jak nie chcesz usłyszeć na nie odpowiedzi. Paulina wolała nie doprowadzać do konfrontacji. Czuła, że stąpa po cienkim lodzie. Wolała nie sprawdzać po jak cienkim.

Mlawer napisał:

Znów znów zgubiliśmy się.
Po jej bladym policzku spłynęła jedna, jedyna łza. Znów była na huśtawce.

Niestety, zgubili się już dawno.

Nie potrafię tak do końca takiej Pauliny żałować. Ta miłość była chora, związek już dawno nie istniał. Ula właściwie niczego nie zburzyła, ona spowodowała, że Marek dostrzegł, że król jest nagi. Oboje i Marek i Paulina tak naprawdę powinni być wdzięczni, że wreszcie uwolnili się z tego więzienia.

Mlawer, pięknie i niezwykle trafnie opisałaś tę szczególną noc i huśtawkę nastrojów Pauliny. Masz ogromne wyczucie emocji i wspaniale je przekazujesz.

Z całego heart dziękuję Ci za dedykację. Bardzo się cieszę, że lubisz czytać moje komentarze. big_smile Powiedziałam już kiedyś Iris, ale się powtórzę. Jak jest co komentować, to i koment jest ciekawy. U Ciebie zawsze jest i za to Ci niezmiennie dziękuję. love
Pozdrawiam


"Wszystko, co dobre, jest nielegalne, niemoralne albo powoduje tycie." lol 
I heart Radosną twórczość.

Offline

 

Stopka forum

Powered by PunBB© Copyright 2002–2018 PunBB
statystyka