BrzydULA - jedyne forum fanów serialu

Forum dyskusyjne miłośników serialu "BrzydULA"

Nie jesteś zalogowany.

#11 2010-10-26 20:02:40

brzydulomaniaczka
Przyjaciułka SteFy
Od: Gdzieś w lubelskim...
Zarejestrowany: 2009-04-04
Posty: 10576
Serwis

Re: "Niepamięć"

Och!!!!!!!! Nowe opowiadanie w RT! A już myślałam, że tylko ja się tak wyrwę wink
Niesamowicie się cieszę (i wyrzucam z głowy natrętną myśl, że to już było, kiedyś, inaczej, ale jednak podobnie... to znaczy, zapomnij o tym, Ursiss, bo to była zupełnie inna historia - tylko motyw z utratą pamięci był ten sam, więc w zasadzie podobieństwo jest znikome).
Skoro już zaczęłam od mojej wady, czyli wypominania ludziom, że się powtarzają, mogę przejść do pochwał big_smile
Mimo wszystko, oryginalny pomysł. Zaczęłaś opowiadanie w momencie, w którym większość autorów albo łączy Marka i Ulę w parę i zaczyna ich żenić albo ich rozstaje i wraca za kilka lat, żeby ich jednak połączyć wink A ty zrobiłaś coś zupełnie innego. Rozstałaś Ulę i Piotra (hurra!), a Marek został... pobity(?) i stracił pamięć. Hmm. Strasznie jestem ciekawa jak to poprowadzisz. Po umyśle snuje mi się sto wizji, a każda dziwniejsza od poprzedniej. Czy Ula to wykorzysta, nasza kochana słodka Ula zechce zacząć wszystko od początku i wmówi Markowi, że byli razem? Na pewno będzie się obwiniać za jego wypadek, przynajmniej tak myślę.
Świetnie odmalowałaś uczucia Uli. (Chociaż mam wrażenie, że tylko dlatego przeprowadziłaś Ulę do Warszawy, żeby Marek tam do niej przyszedł... Na to wygląda... Do Rysiowa by nie dotarł, no ale niech ci będzie. Jest inaczej niż zwykle, ale jest dobrze wink ).
Nie byłabym sobą gdybym się do czegoś nie przyczepiła (no dobra, było parę wyjątków big_smile), a więc: przeszkadza mi trochę nadmierny patos. Przesadzasz trochę w opisach. Czasami lepiej jest powiedzieć coś krócej i prościej niż zbudować zdanie niezrozumiałe i zbyt bogate w epitety. Ja na przykład musiałam trzy razy przeczytać dwa pierwsze zdania żeby je zrozumieć. (Być może dlatego ich sens do mnie nie dotarł, że jestem niewyspana - weźcie na to poprawkę, mogę bredzić. Do tego mam niedobór swojego ulubionego serialu.)
Można powiedzieć:
Przytłumione światło lampy na próżno starało się ogarnąć swoim mizernym blaskiem tonący w mroku pokój.
A można powiedzieć też:
Światło lampy nie rozświetlało całego pokoju.
Grunt to znaleźć coś pośrodku wink Byleby nie przesadzić ani w jedną ani w drugą stronę.

I ty jeszcze nie masz pomidorów? Za twoje cudne opowiadanie o Afryce?! Niemożliwe! Uwielbiam je!

Zaintrygowałaś mnie tym rozdziałem. Nie popędzam, bo popędzanie to zuo (miło by było, gdyby coponiektórzy o tym pamiętali xD), po prostu czekam na kolejny rozdział, kiedykolwiek będzie. W tym czasie zdążę ułożyć sobie tysiąc scenariuszy, które i tak pewnie zbledną przy twojej wizji wink Życzę weny.

Irka


Kocham wszystkie swoje siostrzyczki forómowe: Aduśka, Apollina, Claudia, Króweczka, Libby, Mel, Pszczoła, Struś.
Mój facet to Miron Lipski heart    iris
Kocham swój wieczny avek <3

Offline

 

2010-10-26 20:02:40

Cindy
Najlepsza doradczyni na forum

#12 2010-10-26 21:36:35

Iwona
Kochanka Marka
Zarejestrowany: 2009-08-07
Posty: 4431

Re: "Niepamięć"

Ursis big_smile świetnie, że wróciłaś do RT i to z nowym pomysłem. Twoje opowiadania są zawsze bardzo oryginalne, teraz zapowiada się podobnie. Z pewnością będę je czytała.

Ula wyprowadziła się z rodzinnego domu. To bardzo słuszne posunięcie. Miała mieszkać z Piotrem, ale na szczęście nie wyszło. wink Fajnie, że Piotr to już przeszłość. Ula przynajmniej zrozumiała, że nigdy go nie kochała i nie pokocha. To już coś.  Jest samotna i w refleksyjnym nastroju. Nareszcie. Przyda to się jej, aby zrozumieć siebie. Myśli o Marku, martwi się jego zniknięciem, ale czy go kocha? Zastanawia się, czy Marek może jeszcze coś do niej czuć, chyba zrozumiała też, że niesprawiedliwie go potraktowała.
Marek zniknął zdaje się tydzień temu, czyżby miał jakieś kłopoty? Czy dlatego jest poraniony? Ze wszystkiego, w głowie został mu tylko nowy adres Uli. To oznacza, że Ula siedzi jeszcze głęboko w jego głowie, co bardzo mnie cieszy. Oby tylko ta głowa dała się jeszcze naprawić. To, że stanął ledwie żywy na progu domu kobiety swojego życia (mam nadzieję) jest najlepsze, co w tej sytuacji mogło mu się przydarzyć. Szkoda mi go bardzo, cierpi biedak, ale już się cieszę, że Ula się nim zajmie, pomoże i  coś może z tego będzie.
Fajne opisy.
Dobrzańscy w podróży dookoła świata smile fajny pomysł, aby wytłumaczyć, fakt, że nie zgłosili gdzie trzeba zaginięcia syna. Lubię taką dbałość o wiarygodność opowiadania.

Gratuluję pomysłu, pozdrawiam i czekam na kolejne części. big_smile


"Wszystko, co dobre, jest nielegalne, niemoralne albo powoduje tycie." lol 
I heart Radosną twórczość.

Offline

 

#13 2010-10-26 23:50:14

Kitty84
Druga połówka Marka
Zarejestrowany: 2009-11-13
Posty: 4918

Re: "Niepamięć"

Iris, zamiast się dziwić, smaruj w odpowiednim temacie poparcie dla pomidorków wink
Ursiss... zlitujże się nad swoja futrzastą fanką lol


FOM storczyk MDUC GNAJ SWSiOCJT DORIS | owoce | mini | Niepoprawna Markomanka

Offline

 

#14 2010-10-27 04:50:57

dorocie03
Poszukiwaczka truskawek
Od: Warszawa
Zarejestrowany: 2009-10-14
Posty: 3696

Re: "Niepamięć"

Cieszę się Urssis, że pojawiłaś się z nowym opkiem. Dobrze pamiętam to, którego akcja rozgrywała się w Afryce. Masz bardzo bogatą wyobraźnię i jestem pewna, że akcja będzie trzymać w napięciu.
Nie czytałam wszystkich komentarzy, mam troszkę mało czasu - mam nadzieję, że mi to dzisiaj wybaczysz. Przeczytałam tylko Iris i powiem Ci na ucho, że troszkę zgadzam się z jej opinią o lekkim uproszczeniu stylu. Pisz Urssis, bo zapowiada się bardzo ciekawie. Pozdrawiam kiss

Ostatnio edytowany przez dorocie03 (2010-10-27 04:51:23)


GNAJ heart, Iwona, SWSiOCJT, KTB, MDUC, Jowi46   Filip.B heart

"Markowe dołeczki znakiem markowym Marka. Aleksander w szoku. A Ula - w kanarkach"
"To tylko moja wyobraźnia" ,"Coś małego", "Inaczej"

Offline

 

#15 2010-10-27 16:45:10

vivienn
Wyznawca pomidoryzmu
Zarejestrowany: 2010-04-15
Posty: 1222

Re: "Niepamięć"

Pamiętam, droga Ursiss, Twoje poprzednie opowiadanie z Afryką w tle. Może zbytnio się udzielałam przy komentarzach, ale czytałam, czytałam big_smile

To z kolei opowiadanie zapowiada się interesująco, wiem, nie jestem oryginalna tongue Ale naprawdę tak sądzę. Dobrze, że pierwsza część jest krótka, bo mam mało czasu, więc nie wiem, kiedy bym przeczytała tongue Ula mieszka sama i czuje się samotna. Nic dziwnego. W końcu zawsze była otoczona rodziną, a teraz nie ma przy niej nikogo. Rozstała się również z Piotrem i bardzo dobrze big_smile Widać, że w pewnym sensie tęskni za Markiem i martwi się o niego, fajnie, że nie robisz z niej takiej zimnej ryby, którą w ostatnich odcinkach serialu tongue Widać, iż kocha go, ale nie chce się do tego przyznać. Ciekawie zakończyłaś ten rozdział. Wywnioskowałam, że Dobrzański stracił pamięć, ale skoro tak, to w jaki sposób pamiętał adres Uli? Hmm... No nic. W każdym razie czekam na cedeka, bo strasznie mnie zaciekawiłaś. Co z tym Markiem? Opis świadczy o pobiciu, ale kto wie... Zobaczymy.

Aa, zapomniałabym xD Piszesz wspaniałe opisy smile Może troszkę za dużo, jednak początek to zawsze początek. Od czegoś trzeba zacząć wink

Pozdrawiam smile
Viv.

Ostatnio edytowany przez vivienn (2010-10-27 16:45:29)


Oto jest miłość. Dwoje ludzi spotyka się przypadkiem,
a okazuje się, że czekali na siebie całe życie.

Rodzina forómowa love  PBWBT  FCI

Offline

 

#16 2010-10-27 17:18:07

brzydulomaniaczka
Przyjaciułka SteFy
Od: Gdzieś w lubelskim...
Zarejestrowany: 2009-04-04
Posty: 10576
Serwis

Re: "Niepamięć"

dorocie napisał:

Przeczytałam tylko Iris i powiem Ci na ucho, że troszkę zgadzam się z jej opinią o lekkim uproszczeniu stylu.

Przepraszam za OT, ale... Ktoś się zgadza z moją negatywną opinią XD Chyba to sobie wpiszę w kalendarz tongue


Kocham wszystkie swoje siostrzyczki forómowe: Aduśka, Apollina, Claudia, Króweczka, Libby, Mel, Pszczoła, Struś.
Mój facet to Miron Lipski heart    iris
Kocham swój wieczny avek <3

Offline

 

#17 2010-10-27 19:25:26

Libby
Rysiowiańczyk
Zarejestrowany: 2010-07-12
Posty: 1047

Re: "Niepamięć"

Ekscytująco się zaczyna. Jeśli dobrze kombinuje, to Marek nie będzie niczego pamiętał przez dłuższy czas, a Ula będzie mu pomagać, tak? I pewnie zakocha się od nowa. Wspaniały pomysł. Wykonanie też smile

Zachowanie Marka, przypomina mi to, po zażyciu pigułki gwałtu, ale może nie będę tego rozwijać tongue

Przyznam, że też czytałam Twoje "W pustyni i w puszczy", wink ale nie napisałam komentarza. Wiem, wiem, wstyd, wybacz smile Sienkiewicz się chowa wink

Może nie czekaj całego tygodnia i chociaż kolejną część wstaw nieco szybciej? Ta była dość króciutka.

Pozdrawiam.


I was going to do something today, but I haven't finished doing nothing from yesterday.

Offline

 

#18 2010-10-27 22:32:02

FilipomankaxD
Znawca Brzyduli
Od: Rysiów
Zarejestrowany: 2009-05-07
Posty: 470

Re: "Niepamięć"

Zaczyna się bardzo interesująco... Czekam na cedeka smile


"Marzeniom trzeba czasem pomagać" (Marek Dobrzański)
http://marekiulabyasiaxd.blog.pl/
http://niejestemciebiegodzienbyasiaxd.blog.pl/  <= zapraszam smile

Offline

 

#19 2010-10-28 02:13:44

dorocie03
Poszukiwaczka truskawek
Od: Warszawa
Zarejestrowany: 2009-10-14
Posty: 3696

Re: "Niepamięć"

Iris napisał:

Przepraszam za OT, ale... Ktoś się zgadza z moją negatywną opinią XD Chyba to sobie wpiszę w kalendarz

Sorki Urssis love Mam nadzieję, że mi wybaczysz.
Iris, ja to traktuję jak delikatną sugestię. Inna sprawa, że każdy ma swój indywidualny styl, co ma swoje zalety. Wiele razy zgadzałam się z Twoimi uwagami, ale może nie pisałam o tym. Myślę, że słowa krytyki należy brać konstruktywnie, ot co. Pozdrawiam!


GNAJ heart, Iwona, SWSiOCJT, KTB, MDUC, Jowi46   Filip.B heart

"Markowe dołeczki znakiem markowym Marka. Aleksander w szoku. A Ula - w kanarkach"
"To tylko moja wyobraźnia" ,"Coś małego", "Inaczej"

Offline

 

#20 2010-10-28 19:39:17

Ursiss
Przyjaciel Brzyduli
Zarejestrowany: 2010-01-15
Posty: 109

Re: "Niepamięć"

Zmiany stylu nie będzie z prostego powodu - Już to napisałam i nie chce mi się poprawiać ;P Ja tu się staram budować atmosferę! O! Dobra, żartuję. Zdaję sobie sprawę, że prawdopodobnie przesadzam, ale... proszę, nie odbierajcie mi tej przyjemności. Ja tak lubię sobie czasem podryfować podryfować po słowach i zwrotach, szukając dobrego sposobu zbudowania nastroju chwili, nawet jeśli czasem ocieram się o kicz. To, mimo wszystko, bardzo przyjemne uczucie, a tu mogę się naprawdę pod tym względem wyżyć. Tak więc przepraszam. Poznoście mnie jeszcze trochę.

Co do kolejnego rozdziału - dobrze, przekonaliście mnie. Dodam go teraz. Być może dużo nie wnosi, ale chyba daje większe pole do spekulacji i dumania, gdyż jest trochę (mam nadzieję) dłuższy. Przepraszam z góry za błedy, uchybienia, banały, powtórzenia wyrazowe i opisywanie każdego spojrzenia bohaterów z osobna. To tyle prywaty i korzenia się, a teraz zapraszam na kolejny rozdział.



NIEPAMIĘĆ

Rozdział II

Z trudem dowlokła go do stojącej w pokoju kanapy. Bezwładny, omdlały, od czasu do czasu jęczący z powodu nagłego bólu, nie miał nawet sił, by zmusić do działania własne mięśnie. Ułożyła go na niej najdelikatniej jak tylko umiała, przykrywają go leżącym nieopodal kocem. Był półprzytomny, a jednak od czasu do czasu czuła na sobie jego uważne spojrzenie, rzucane raz po raz spod przymkniętych powiek. Wreszcie odnalazła to, czego szukała – telefon. Drżącymi dłońmi podniosła słuchawkę i wybrała numer, osuwając się na kolana tuż przy jego posłaniu
- Dzwonię do lekarza. – zakomunikowała drżącym głosem - Musi cię obejrzeć....– I wtedy na swoim przedramieniu poczuła mocny, obezwładniający uścisk. Mocne, nieustępliwe palce, obejmujące rękę jak stalowe kleszcze. Telefon wypadł jej z ręki.
- Ałł! – Spojrzała z wyrzutem w jego stronę. Patrzył na nią, a jego źrenice, rozszerzone dziwnym popłochem zdawały się krzyczeć niemą prośbą nie znoszącą sprzeciwu.
- Nie! – Wychrypiał – on... nie może... nie może wiedzieć
- Co? Dlaczego?
Jego oczy, wcześniej utkwione w jej twarzy, zaczęły niespokojnie błądzić po pokoju niewidzącym wzrokiem. Wyglądało to tak, jakby czegoś szukał. Tak, jakby za wszelką cenę starał się odszukać coś w głębi swojej własnej głowy.
- Nie wiem – powiedział w końcu z rosnącą w głosie paniką. – Ale nie mogą wiedzieć. O niczym. Nikt nie może...
- Przecież musi obejrzeć cię lekarz!
- Nie! Nawet on. Nikt, rozumiesz, nikt!
- A Seba?
- Nie!
Patrzyła na niego, starając się za wszelką cenę znaleźć jakieś rozwiązanie tej skomplikowanej zagadki gdzieś w jego oczach, ale z minuty na minutę rozumiała coraz mniej.
Ścisnął mocniej jej rękę
- Obiecaj! – Jego intensywny wzrok bezlitośnie świdrował jej umysł – Obiecaj, że... że nikomu nie powiesz. Że nikt nie będzie wiedział... o... o mnie...Nikt... Proszę...obiecaj... – wyczerpany padł na poduszkę, a jednak palce nie puściły. Wciąż widziała jego targane gorączką oczy, wpatrujące się bezruchu w jej twarz. Nie znalazła w nich odpowiedzi.
- Dobrze – wyszeptała w końcu, delikatnie kładąc rękę na jego dłoni – obiecuję!
Drapieżny skurcz jego palców zwiotczał w jednej chwili. Mężczyzna opadł na posłanie całym ciężarem ciała i niemal w jednej chwili pogrążył się we śnie.
Kiedy sięgała do domowej apteczki, wiedziała, że tej nocy już nie zaśnie. Nie rozumiała już nic.

Reminded day by day
The scars just cannot heal
Still unforgiven guilt
Am I a child within your hands ?

Noc nie przynosiła ukojenia. Łagodna ciemność, która zwykle otulała ją błogim obłokiem spokoju, zdawała się teraz tylko drażniącą, nieodgadnioną, przerażającą pustką. Szeroko otwarte oczy wciąż uparcie drążyły zatopioną w mroku przestrzeń, szukając w niej odpowiedzi na pytania, które wciąż od nowa nękały niespokojną głowę. Zmęczone powiek na próżno usiłowały zagarnąć rozproszone w powietrzu resztki senności. Musiała działać. Kiedy tyle działo się w głowie i sercu, nie potrafiła pozostawać bezczynną.
    A jednak leżała bez ruchu, wsłuchując się w ciszę i jego drżący oddech. Bała się. Naprawdę się o niego bała. A najgorsze było to, że nic z tym nie mogła zrobić.

Poranek był chłodny i zimny. Za oknami wilgotna szaruga  rozpościerała się w najlepsze na jeszcze niedawno zasnutym nocą niebie. Chmury przesłoniły słońce. O parapet uderzały wilgotne krople deszczu. Było zupełnie tak, jakby pogoda czytała w jej myślach. A jednak mimo wszystko bez żalu opuściła ciepłą, miękką pościel, która zawsze była dla niej bezpieczną kryjówką w dni takie, jak ten. Ta noc zdecydowanie nie należała do najłatwiejszych, a uparcie umykając przed nią senność sprawiła w końcu, że Ula przywitała poranek z nijaką ulgą. Wiedziała, że musi wstać. Musi coś ze sobą zrobić. Natłok myśli nie pozwalał na odpoczynek.
Krzątała się po kuchni już od dobrych kilku godzin, przygotowując śniadanie. Nie mogła opędzić się od niepokojących myśli i nawet teraz, pochłonięta domowymi czynnościami, duchem zdawała się przebywać w innej przestrzeni. Nie poszła do pracy. Nie mogła zostawić go samego.
    Wciąż spał. Twardo i niewzruszenie. Kamiennym snem wyczerpanego człowieka. Od czasu do czasu Ula zaglądała do jego pokoju, sprawdzając, czy wszystko jest w porządku. Już kilka razy paniczny strach chwytał ją za gardło, kiedy przez krótką, doprawdy króciuteńką chwilę miała wrażenie, że nie oddycha. Podbiegała wtedy do niego i, modląc się w duchu, kładła drżącą rękę na jego pierś. A gdy opuszkami palców wyczuwała łagodny ruch unoszącego się ciała rozdętego życiodajnym powietrzem, jej dusze wypełniała niewysłowiona ulga. Bała się. Naprawdę się o niego bała.
    Opatrzyła go wczoraj najlepiej, jak tylko potrafiła, ale nie była przecież lekarzem. Nie mogła stwierdzić, w jakim naprawdę znajdował się stanie. Gdyby tylko coś się działo.... będzie musiała złamać daną mu obietnicę. A może w ogóle nie powinna go słuchać. Nie powinna mu wierzyć, przecież bredził, gadał trzy po trzy. Był niespełna sił a może i niespełna rozumu. Niestety było już za późno. Uwierzyła... I dała mu słowo. Ale jeśli słowo okaże się zbyt wielkim brzemieniem? Jeśli pozory wszelkiej jego racjonalności rozwieją się w drobny pył? Nie będzie przecież siedzieć i bezczynnie czekać na jego śmierć! ”Tfu, Ula, wypluj to” – krzyczała do siebie w myślach, kiedy nieopatrznie jej umysł zapędzał się na ten nieprzyjemny grunt – „przecież nic mu nie będzie”. Najgorsze było to, że została z tym sama. Nie była pewna, co powinna robić. Na wszelki wypadek telefon był zawsze w pogotowiu.

    Dochodziła trzynasta, kiedy Ula cichutko wślizgnęła się do pokoju, niosąc w rękach komplet czystych, nowych ubrań. Jak najciszej mogła, zbliżyła się do jego łóżka i położyła zawiniątko na stoliku obok. Spojrzała na jego nieruchoma sylwetkę. Wyglądał tak spokojnie, kiedy spał. Nie chciała go budzić. Tam był bezpieczny. W świecie błogich, sennych marzeń nie mógł dotknąć go ból brutalnej rzeczywistości. Bo kiedy już się obudzi, wróci wszystko. Także to, czego nie zdążył powiedzieć jej wczoraj. A ona... Ona musiała wiedzieć. Co takiego mogło się stać?
Już chciała odejść, a jednak wykonała o jeden nieuważny ruch za dużo. Jej dłoń zawadziła o szklankę, która z cichym brzękiem przewróciła się na miękki obrus. 
Poruszył się. Spojrzała niepewnie w jego stronę, delikatnie stawiając szklankę w jej poprzedniej pozycji. Przez jego twarz przemknął nieartykułowany grymas, jego powieki drgnęły niespokojnie, a potem zaczęły się rozchylać, wpuszczając do wnętrza pierwsze promienie życiodajnego światła.
- Przepraszam. – szepnęła, wpatrując się w powoli ukazujące się, jasne tęczówki, zasnute jeszcze błogą mgiełką snu – Nie chciałam cię obudzić.
Jego wzrok powoli odzyskiwał ostrość. Spojrzał na nią nieprzytomnie, a jego źrenice gwałtownie się rozszerzyły.
Poderwał się. Nagle. Niespodziewanie. Gwałtownie usiadł na prowizorycznym łóżku i, podciągając kołdrę pod brodę, wcisnął się w najdalszy kąt kanapy. W jego wzroku krył się strach. Wyglądał jak zwierzę złapane w potrzask.
- Spokojnie. – powiedziała najdelikatniej, jak potrafiła, zaskoczona jego reakcją – To ja, Ula.
Ale jego oczy nawet nie drgnęły. Wciąż patrzył na nią tym samym, niepewnym, strasznym, obcym wzrokiem.
- Kim jesteś? – wychrypiał drżącymi ustami, wpatrując się podejrzliwie w jej oczy.
- No... to ja, Ula. Twoja... – Spojrzała na niego niepewnie, uważnie obserwując wyraz jego twarzy. Twarzy, w której wciąż kryła się tylko podejrzliwość i strach. Zupełnie tak... Zupełnie tak, jakby...– Marek....? Czy ty...?
Podeszła do niego. Cofnął się, jeszcze bardziej wciskając w miękkie oparcie kanapy. Bał się? Jej? Ale... Czy to możliwe? Na próżno starała się wyczytać z jego twarzy jakąkolwiek odpowiedź.
- ... Ty mnie nie pamiętasz... –  wyszeptała cicho, wpatrując się w jego jasne oczy.
Przełknął nerwowo ślinę. Przeniósł wzrok na okno, rozświetlane światłem pochmurnego popołudnia. Jego oczy drgały niespokojnie.
- Marek?
- Nie... nie wiem...Nie. Ja... Gdzie ja jestem? – odezwał się ochrypłym, niepewnym głosem.
- W moim domu... – wciąż patrzyła na niego podejrzliwie – Ty... naprawdę nie wiesz, kim jestem?
Wolno pokręcił głową.
- A wiesz chociaż... kim ty jesteś?
Nie odpowiedział od razu. Jego oczy znieruchomiały nagle, utkwione w jej wzroku zupełnie tak, jakby starały się pojąć znaczenie wypowiedzianych przez nią słów. Widziała, jak stopniowo zatracają zdolność dostrzegania otaczającego ich świata, a potem niespokojnie zaczynają błądzić po pustej przestrzeni, usilnie starając się znaleźć odpowiedź w samym wnętrzu czaszki.
- Ja... – wyjąkał drżącymi ustami – ...Nie wiem...
Znów spojrzał na nią. W jego oczach był popłoch.
- A więc to jednak prawda. – szepnęła bardziej do siebie, niż do niego. – ...Strąciłeś pamięć.
Niespokojnie przeczesał ręką włosy. Mięśnie jego twarzy drżały delikatnie pod wpływem rozpaczliwej pracy zmęczonego mózgu. Raz po raz spoglądał na nią, szukając jakiejś podpowiedzi, ale ona nie potrafiła mu pomóc. Nie była w stanie przywrócić mu tego, co było przecież czymś najosobistrzym, i najintymniejszym. Pamięci, pragnień, wspomnień.... i...
- Jak się czujesz? – powiedziała w końcu, nie mogąc patrzeć na jego desperacką walkę z samym sobą.
- W porządku – odparł martwo.
- Dasz radę wstać?
Pokiwał głową.
- Dobrze... tu masz ubrania – wskazała na przyniesione niedawno zawiniątko. – Prysznic to  trzecie drzwi na prawo od korytarza. Jeśli będziesz potrzebował pomocy, to mów. ...A potem przyjdź na herbatę. Do kuchni. ...Dobrze?
Potakujący ruch jego głowy dał jej sygnał do wyjścia. Wiedziała, że powinien teraz zostać sam. Powinien mieć czas, żeby to wszystko przemyśleć, ogarnąć. Czas dla siebie. A ona? Potrzebowała go jeszcze więcej. Nie mogła... Nie umiała w to wierzyć.


Gorąca herbata grzała jej zziębnięte usta drżącym obłokiem pary. Nie wiedziała... Nie wiedziała, co ma o tym myśleć. Przecież to nierealne, niemożliwe. A jednocześnie tak dziwne i trudne. Bo przecież tak dobrze go znała, a on... on nie znał jej?
    Skrzypnęły drzwi. Miękki dywan stłumił odgłosy jego delikatnie stąpających, bosych stóp. Wszedł do pokoju niepewnie, odrobinę nieporadnie za sprawą krępujących jego ruchy bandaży, patrząc na nią z odrobiną zagubienia. On. Ten Marek, który zdawał się jej zawsze tak silny i pewny siebie. Ten, który dawniej potrafił w jej mniemaniu wszystko. Ten sam stał teraz przed nią obdarty z przeszłości i teraźniejszości. Z całego życia. Stał w tej pustej, obcej przestrzeni jak przerażony chłopiec, który nagle sam na sam stanął w obliczu tego ogromnego świata. Jak dziecko, które z chwilą narodzenia nie wie jeszcze nic. Bo przecież on nie wiedział. Nic. Tak, jakby pojawił się z nikąd. Czysty. Słaby. Prawdziwy. Już zapomniała, jaki potrafił być piękny.
Wilgotne, kruczoczarne włosy, rozwichrzone w porannym nieładzie, lśniły w bladym świetle dnia. Jasne tęczówki wyglądały spod sennych, zasnutych mgiełką niedawnego przebudzenia, powiek. Kąciki ust, uniesione lekko w niemym przywitaniu, znaczyły delikatnym śladem swoją obecność na pokrytych wątłym zarostem policzkach.
Jego ciało okrywała niedbale zarzucona, niebieska koszula.
Chyba pierwszy raz, odkąd go poznała, zdawał się jej być tak prawdziwy. Tak naturalny. A to właśnie czyniło go jeszcze piękniejszym.
Uśmiechnęła się do niego, chłonąc wzrokiem jego doskonałość. Przecież samo patrzenie jeszcze nikomu nie zaszkodziło.
- Siadaj – powiedziała, przysuwając w jego stronę kubek z gorącym płynem. – A teraz chcę wiedzieć wszystko. Wszystko, co pamiętasz. – Podszedł niepewnie, kuśtykając i usiadł ciężko przy prostym, drewnianym  stole.
- Też chciałbym wiedzieć. Cokolwiek. 
Patrzyła, jak wodzi wzrokiem po jasnym obrusie. Jak to jest? Jak można żyć, kiedy wszystko dookoła wydaje się być tylko pustą, białą plamą.
- A więc nic nie pamiętasz? Naprawdę nic.
- Pamiętam... Pamiętam, że ocknąłem się gdzieś w środku lasu.
- Lasu?
- Tak... Była noc. Padał deszcz. – widziała, jak pamięcią próbuje wrócić do tych kilku zapamiętanych chwil. - Nie miałem siły, żeby wstać. Każdy ruch... Pamiętam wszystko, jak przez mgłę. Jakby to nie dotyczyło mnie. Jakbym oglądał jakiś film. Sam nie wiem, jakim cudem się tu dostałem. Prowadził mnie jakiś dziwny instynkt, jakaś dziwna moc gdzieś poza mną. Może było to czyste pragnienie przetrwania.- westchnął głęboko - W tym lesie, leżąc na mokrej ściółce, rozpaczliwie próbowałem uchwycić się czegokolwiek, jakiejkolwiek małej iskierki nadziei. Jakiegoś celu. I znalazłem go w mojej kieszeni. To była kartka. Kartka z adresem. To... To była jedyna rzecz, którą znałem. Jedyny trop, za którym mogłem podążyć. Dlatego właśnie odnalazłem ten dom. Dlatego tu przyszedłem. Wybacz. Naprawdę nie miałem innego wyjścia.
- Rozumiem. Czy to... wszystko? Nie wiesz, kto...?
- Nic. Nic więcej. Cholera – jęknął, chowając twarz w dłoniach. – Nie wiem nawet, kim jestem.
Tak bardzo chciała mu pomóc. W jakiś sposób odnaleźć się w tym wszystkim. Niestety, nic nie mogła  zrobić.
- A więc czas na moją prawdę. – szepnęła w końcu - Ale ostrzegam, że nie wiem wszystkiego.
- Cokolwiek – Spojrzał na nią. W jego oczach zalśniła niema prośba – cokolwiek... To zawsze więcej niż nic.
- Dobrze, więc... Nazywasz się Marek Dobrzański. Twoi rodzice to Krzysztof i Helena Dobrzańscy. Jesteś współwłaścicielem firmy odzieżowej Febo&Dobrzański. Twój najlepszy przyjaciel to Sebastian Olszański, który pracuje w tej właśnie firmie jako kadrowy. Miałeś... narzeczoną, Paulinę Febo, która wyjechała do Włoch kilka miesięcy temu. Jej bratem jest Aleks Febo, do niedawna twój najgorszy wróg. Oboje to włosi...
- Nie wiem nawet, o kim mówisz... Nie jestem w stanie... zobaczyć ich twarzy... Po prostu... biała plama.
- Może z czasem sobie przypomnisz.
- Może... A ty?
- Co ja?
- Ty. Kim jesteś? – Zamarła. Wpatrywał się w nią pytającym wzrokiem, a ona... no właśnie. Kim ona była? Tak naprawdę nie była tego pewna. Bo czy istnieje słowo, które umiałoby nazwać to, co było między nimi? To, co czuła ona sama?
- Jestem... przyjaciółką... Pracujemy razem. – przełknęła ślinę. Ślady przeszłości powinny umieć zmieniać znaczenie niektórych słów.
- ...Przyjaciółką...  Więc dlaczego akurat twój adres...
- Nie wiem. Posłuchaj, jest jeszcze jedna sprawa.
- Tak?
- Wczoraj powiedziałeś, że nikt nie może nic o tobie wiedzieć. - Jego uwaga wyostrzyła się gwałtownie, ogniskując na padających z jej ust słowach. - Dlaczego?
- Szczerze mówiąc...- widziała, jak wiele kosztuje go ta walka z samym sobą. Z własną pamięcią - Coś... coś mi mówi... To rodzaj jakiegoś dziwnego przeczucia. Bardzo silnego przeczucia. Nie, nikt nie powinien o mnie wiedzieć. Z resztą nawet ty... Wybacz. Naprawdę chciałbym podać ci jakieś sensowne powody, ale nie potrafię. Przynajmniej nie, dopóki...
- W porządku. Nikomu nie powiem. Ale Marek, ciebie powinien obejrzeć jakiś lekarz.
Pokręcił głową z dezaprobatą.
- Przecież mogło wdać ci się jakieś zakażenie, czy cokolwiek. A ja zupełnie się na tym nie znam.
- Oj, daj spokój. Czuję się świetnie.
- Słuchaj. Mam takiego znajomego lekarza. On...
- Nie, to naprawdę niepotrzebne. Z resztą... Myślę, że już dziś wieczorem mnie tu nie będzie.
- O nie. Nie ma mowy. Nie zostawię cię w takim stanie.
- Ula – Podniósł na nią oczy, upewniając się, czy dobrze zapamiętał jej imię – Naprawdę... Dziękuję. Bardzo dziękuję za troskę. Gdyby nie ty to... nie wiem, gdzie bym się teraz znajdował. Właśnie dlatego nie mam prawa nadużywać twojej gościnności. – gwałtownie podniósł się z krzesła, po czym z cichym jękiem opadł na nie z powrotem. Najwyraźniej pamiątki poprzednich dni boleśnie dały mu się we znaki.
- Taaak... właśnie widzę, jak świetnie sobie radzisz.
- To tylko przejściowe kłopoty... – powiedział przez zęby, walcząc ze swoim obolałym ciałem
- Marek... Nie masz pieniędzy. Nie masz dokumentów, komórki, konta w banku... niczego. Nie pamiętasz, kim jesteś, ani jak to wszystko na zewnątrz funkcjonuje. Nie wiemy, co możesz sobie nagle przypomnieć i jakie to wywoła skutki. Jesteś ranny. Masz problemy z chodzeniem. Na dodatek jestem przekonana – w jej głosie zabrzmiała zjadliwa nuta - że kiedy wyjdziesz na ulicę, na pewno nikt nie dowie się, gdzie jesteś. Nieeee, skądże. Słuchaj. – jej ton zmienił się nagle. - Nie wiem, co się stało i chyba na razie się nie dowiem, ale jeśli napadła cię jakaś... mafia, to w każdej chwili mogą to zrobić znowu. – Jej rozedrgany głos wskazywał wyraźnie, że nie żartowała. Pobrzmiewał w nim autentyczny strach.
- Dobrze, dobrze...- westchnął głęboko - Masz rację. Więc co proponujesz?
- Na razie zostaniesz u mnie. Przynajmniej... Przynajmniej dopóki... Przecież w końcu musisz coś sobie przypomnieć, prawda?
- Tak... chyba tak... Ma taką nadzieję. Ale...
- Nie. Nie ma ale.  I wzywam lekarza.
Jęknął cicho, ale najwyraźniej zrezygnował z próby przekonywania jej o zmianie decyzji. Delikatnie upił łyk gorącej herbaty.

Drżały jej ręce, kiedy wybierała TEN numer. Już tak dawno do niego nie dzwoniła. Od tak dawna nie zamieniła z nim ani jednego słowa, a i te ostatnie przepełnione były dystansem i obcością. Tylko czy będzie chciał jej pomóc?
- Halo. - Usłyszała w słuchawce zmęczony głos. Nerwowo przełknęła ślinę.
- Halo... Cześć Piotr. To ja, Ula.
- Ula? – niemal poczuła, jak w jego tonie miejsce obojętności zastępuje chłód –  Cześć. Dlaczego dzwonisz?
- Mam... taką jedną ważną sprawę. Mój... Moja przyjaciółka jest chora – wolała nie wspominać o żadnych znajdujących się w jej towarzystwie mężczyznach – Bardzo chciałaby spotkać się z lekarzem, ale zależy jej na dyskrecji. – Spojrzała prze ramię. Marek siedział przy stole z kubkiem w dłoniach, w zamyśleniu wpatrując się w okno. Gdyby tylko wiedział, kim jest tajemniczy rozmówca...Gdyby tylko wiedział...
- Dobrze... co ja mam z tym wspólnego?
- No... Pomyślałam, że może znasz kogoś zaufanego. Kogoś kto będzie jednocześnie dyskretny i fachowy. Obiecałam, że jej pomogę i...
- Co ty ukrywasz? – Przerwał jej podejrzliwie. – Ula? Wpakowałaś się w coś? – w jego głosie zabrzmiała źle ukrywana troska, która wywołała w dziewczynie bolesne wyrzuty sumienia.
- To... – przełknęła ślinę.– To nic poważnego. Chodzi o jakiś konflikt rodzinny, dlatego nikt nie może wiedzieć. To nie jest sprawa na telefon. Więc...dasz mi do niego numer?
Westchnął przeciągle.
- Dobrze. Weź kartkę i długopis...


"jak się czegoś bardzo chce, to..."

Ostatni rozdział "Niepamięci" już w Radosnej. Zapraszam wink

Offline

 

Stopka forum

Powered by PunBB© Copyright 2002–2018 PunBB
statystyka