BrzydULA - jedyne forum fanów serialu

Forum dyskusyjne miłośników serialu "BrzydULA"

Nie jesteś zalogowany.

#1 2010-11-01 04:37:08

dorocie03
Poszukiwaczka truskawek
Od: Warszawa
Zarejestrowany: 2009-10-14
Posty: 3696

Pamiętnik terapeutyczny

Jak to w życiu bywa wen chadza sobie tylko znanymi drogami. W związku z tym zamiast zostawić Was w świętym spokoju, coś tam naskrobałam na początek. I zachęcona przez moje znakomite koleżanki w postaci Iwonki i Independent zakładam nowy wątek. Nie mogę obiecywać, że będę dokładała nexty tak często, jak bywało z "Inaczej", bo jestem teraz bardziej zajęta. Ale będę się starać. Ciekawa jestem, czy będzie się Wam podobało, bo to jest coś z zupełnie innej beczki.
Chciałam jeszcze zaznaczyć, że tytuł niniejszego dzieua zawdzięczam Iwonce i jej sugestii.
Miałam też zmienić imię mojej bohaterki, ponieważ trochę się ich ostatnio tu namnożyło, ale nie zrobię tego, bo jakoś inne mi do niej nie pasują.

Żeby nie przedłużać - dedykuję ten pierwszy rozdział obu paniom na I, za wsparcie duchowe i wiele innych rzeczy...

Rozdział I
Czyli prywatna kołomyja

Odkreślam przeszłość grubą kreską. Prawdę mówiąc, już dawno temu ktoś sławny próbował odcinać się od przeszłości taką właśnie kreską i skończyło się to awanturą publiczną, ale w moim wypadku nie ma takiej obawy. Moja prywatna, gruba kreska jest o wiele bardziej bezpieczna, może dlatego, że jest tylko moja. W zasięgu wzroku, który ostatnio sprawia mi figle, mam kartony i inne tobołki czekające na rozpakowanie. Ta bezładnie zastawiona przestrzeń trochę mi przeszkadza w skupieniu się i jestem pewna, że niejedno zdanie napisane w moim nowym kajecie będzie brzmiało co najmniej bez sensu. Ale trudno, może gdy już uporządkuję bałagan wokół siebie, to i zdania nabiorą szyku i elegancji. Jedno cieszy mnie najbardziej - kiedy zamknę oczy i wciągnę powietrze, otacza mnie zapach dzieciństwa. Bo nieoczekiwanie dla mnie wróciłam do miejsca, z którego dawno temu rozpoczęłam swoją podróż w dorosłość. Wróciłam na stare śmieci nie mając pojęcia, jak potoczą się moje losy. O pracy nie wspominając. Ale widać los docenił mój nierozsądek i zesłał mi rudowłosego anioła w postaci Izy. Iza jest moją koleżanką od dawna. Od tak dawna, że już nawet nie pamiętam od kiedy, bo znamy się od dzieciństwa. Co prawda Iza od dużo wcześniejszego dzieciństwa niż ja, ale nie czepiajmy się o szczegóły. To ona właśnie zaproponowała mi posadę w firmie, w której sama pracuje od kilku lat. I chociaż wypytywałam ją co to za praca - nie umiała mi tego wytłumaczyć. Po kilku dobrych minutach męczarni opisała co nieco i doszłam do wniosku, że będę rodzajem panny podręcznej. Takiej podkrawcowej chyba? Bo jeśli jest podkuchenna, to może być również podkrawcowa, prawda? Termin "panna podręczna" figuruje już chyba tylko w literaturze klasycznej i dawno nikt nie pamięta o co w nim chodzi. Zgodziłam się na ten eksperyment z sympatii do Izy i z potrzeby zarabiania pieniędzy, nie mając pojęcia o konsekwencjach swojej niefrasobliwości. Ale do rzeczy.
Rankiem, jeszcze zaspana, bo przytomność zwykle odzyskuję około dziesiątej, podreptałam grzecznie za Izą na przystanek. W środku lokomocji Iza tłumaczyła mi wiele rzeczy, które z uwagi na wczesną porę opływały mój mózg nie zostawiając w nim ani śladu...
Siedziba firmy wydała mi się sympatyczna. Nowoczesny budynek, nie taki znów wysoki, a w jego wejściu stał młody ochroniarz o miłej twarzy Misia Yogi. Tylko jeden szczegół zdecydowanie odróżniał go od pierwowzoru z kreskówki - oczy. Oczy Miś Yogi miał bystre i sprawiał wrażenie, że prześwietla nimi każdego na wylot. Okazało się, że ma na imię Władek i jest jednym z dwóch ochroniarzy w firmie. Iza energicznie wepchnęła mnie do windy i po krótkiej podróży wylądowałyśmy na piątym piętrze, gdzie w recepcji królowała młoda dziewczyna, ubrana na czarno, z ustami umalowanymi intensywną czerwienią. Leżący obok jej ręki, grzbietem do góry, otwarty podręcznik do nauki hiszpańskiego wyjaśnił wszystko. Ponieważ po hiszpańsku mogę wydukać tylko kilka słów, trzymałam buzię na kłódkę, ograniczywszy się do powiedzenia zwyczajnego "dzień dobry", no i oczywiście jak się nazywam. Długo nie zabawiłyśmy z Izą w tej recepcji, bo pociągnęła mnie do kadr. Tam zeszło się nam już nieco dłużej. Wypełnianie formularzy i papierków zabrało mi trochę czasu. Pomagała mi w tym Ala, sekretarka dyrektora HR, dojrzała kobieta z sympatycznym uśmiechem na twarzy. Pojawił się też sam dyrektor. Młody, nieźle ubrany facet, ale chyba nie w moim typie. Dość wysoki, ale nie przesadnie, z twarzą nachmurzonego pięciolatka. W ogóle miałam wrażenie, że przeszkodziłyśmy mu w jakieś bardzo ważnej czynności, chociaż filiżanka niedopitej kawy i niedbale złożona gazeta na biurku przeczyły temu wrażeniu. W końcu Iza zaciągnęła mnie do pracowni Mistrza, tam gdzie od dzisiaj miało być moje miejsce pracy. Idąc za przyjaciółką, myślałam o tym jak wygląda to miejsce. Wyobraziłam sobie olbrzymie pomieszczenie, w którym kilkanaście osób uwija się w szybkim tańcu dookoła modelek i manekinów. Ale ku mojemu zdziwieniu, pracownia Mistrza okazała się być niewielkim pokojem, słonecznym i zadziwiająco cichym. Na środku pomieszczenia stał okazały, czerwony fotel w stylu bergere, tyle że nowoczesny, z zaznaczonymi tylko lekko uszami. W fotelu tym siedział mężczyzna. Niewielkiej postury, ale zgrabniutki. Można by powiedzieć, że miniaturka faceta. Ubrany był w dżinsy i pastelową koszulę, a do tego na szyi miał przewiązaną apaszkę wprost idealnie dopasowaną kolorystycznie do całości. Zaskoczyła mnie twarz tego człowieka. Inteligentna, miła dla oka i o bystrych oczach, przesłoniętych umiejętnie dobranymi oprawkami. Tylko włosy miał dziwne - siwe i wyraźnie kontrastujące z młodymi rysami.
- A więc to jest ta osoba? - zapytał siwowłosy, sznurując przy tym zabawnie usta.
- Tak, panie Przemysławie - słodkim głosikiem odpowiedziała Iza, zupełnie nie podobnym do tego, który znałam u niej na co dzień.
Mężczyzna wstał z fotela i podszedł do mnie. Był wyższy od nas obu, co mnie wcale nie zdziwiło, bo wzrostem jestem niewiele wyższa od Izy. Obejrzał mnie z każdej strony, lustrując dokładnie moje proste spodnie i bawełnianą bluzkę, bo reszta mojej garderoby leży jeszcze w nie rozpakowanych paczkach. Bałam się tylko, czy nie mam gdzieś jakieś plamy, bo wzrok pana Przemysława wydawał się widzieć więcej niż wzrok przeciętnego człowieka.
- Szyć osoba umie? - zagadnął, chociaż w pierwszej chwili nie byłam pewna do kogo skierował swoje pytanie.
- Umie - odpowiedziałam. - To znaczy trochę umiem - dodałam, nie będąc już pewna nawet swojego imienia.
- A fastrygować? - kontynuował swoje przesłuchanie Mistrz Pshemko. Potem dowiedziałam się, że tak należy właśnie pisać poprawnie jego pseudonim.
- Potrafię - tu już zabrzmiałam nieco pewniej.
- A porządek w dokumentacji osoba potrafi utrzymać?
- Tak - odparłam z czystym sumieniem i nieco większym przekonaniem.
- Dobrze - sapnął dziwak w okularach i ponownie usiadł na swoim czerwonym fotelu. Nalał sobie ciemnego płynu ze stojącego przed nim termosu do maleńkiej filiżanki i upił łyk.
- Czekoladę lubi? - zapytał wyraźnie w moim kierunku.
- Lubi - odpowiedziałam natychmiast. - Nawet bardzo...
- Niech Izabela pokaże jej co i jak - zezwolił łaskawie. - A jak ma na imię?
- Anna - odpowiedziałam.
Mistrz błysnął tylko w moim kierunku okularami, ale i tak zrozumiałam, że dosłyszał i miałam nadzieję, że zapamiętał. Iza pociągnęła mnie za sobą w kierunku wieszaków i zaczęła zapoznawać z tym całym kolorowym majdanem.
Koło południa miałam już niezły mętlik w głowie, w ustach suchość Sahary, a w brzuchu stado głodnych węży. Ale na lunch poszłyśmy z Izą dopiero, kiedy Mistrz oznajmił, że jest głodny i poszedł do restauracji. My pojechałyśmy... windą na trzecie piętro i tam w bufecie miła dziewczyna dała mi dużą filiżankę herbaty.
- To Ela - wyjaśniła mi przyjaciółka. - Jedna z naszej paczki. - Przyjrzałam się tej Eli - wyglądała sympatycznie, a na jej twarzy często gościł szeroki uśmiech.
- Zaraz się do was dosiądę - rzuciła w naszą stronę bufetowa, jednocześnie w szybkim tempie obsługując pozostałych klientów. - O! Idzie Ala.
I rzeczywiście, do naszego stolika dosiadła się Ala, ta która pomagała mi rano w biurze dyrektora HR. Siadając, uśmiechnęła się w moim kierunku.
- To chyba jeszcze tylko Ulki brak - powiedziała w kierunku Izy.
- Może uda jej się wyrwać na chwilę. - Moja psiapsiółka powiedziała to powątpiewającym tonem. A ja zastanawiałam się, jak to się stało, że w tym klanie wszystkie babeczki mają imiona, które można zredukować do trzech liter - Iza, Ala, Ela i Ula. Szkoda, że mojego tak nie można. Chyba, że Ana, ale to już nie to samo. Ciekawa byłam tej ostatniej - Uli. Stawiałam na to, że będzie to ktoś z księgowości.
- A Ula pracuje tu jako kto? - zagaiłam rozmowę, trochę niepewnym tonem.
- Jest prezesem firmy - odpowiedziała spokojnie Alicja.
- Kim? - pomyślałam, że się przesłyszałam. Krawcowa, sekretarka, bufetowa i... pani prezes. Coraz bardziej podobała mi się ta firma.
Przez następne minuty siedziałam cicho, skupiona na jedzeniu, jednym uchem łowiąc fragmenty rozmowy między przyjaciółkami. Dobiegały mnie imiona - Marek, Paulina i Aleks, ale nie znając nikogo z wymienionych osób i tak nie miałam pojęcia o co im chodzi. Dyskretnie obserwowałam tylko ludzi, którzy w pośpiechu dojadali swój lunch. Szczególnie zainteresował mnie jeden facet. Nie bardzo wysoki, o drobnej budowie ciała, wyraźnie już łysiejący, ciemny blondyn. Jadł zachłannie swoją kanapkę, ale sprawiał wrażenie, że toczy ze sobą jakąś poważną dysputę, bo od czasu do czasu podrzucał ramionami i dziwny grymas wykrzywiał mu twarz. Nie chciałam być niedyskretna, ale trudno mi było oderwać od niego wzrok, bo ciągle miałam nadzieję, że powie coś głośno i dowiemy się z kim on tak rozmawia.
Skupiona na obserwacji blondyna nie zauważyłam więc, kiedy ta dziewczyna weszła do bufetu. Zobaczyłam ją już jak była dość blisko naszego stolika. Średniego wzrostu i o kobiecej budowie ciała, takiej której już nie widać na okładkach magazynów promujących modę, ale o jakiej marzą mężczyźni  - wąskiej talii i ładnie zaznaczonych biodrach. Włosy miała ciemne, brązowe, o odcieniu gorzkiej czekolady i twarz, w której kobiecość mieszała się z niewinnością dziecka. Ale najbardziej dominującą cechą tej twarzy były oczy - duże i tak błękitne, że pogodne niebo mogło im pozazdrościć intensywności. Ubrana była elegancko, ale patrząc na nią odniosłam wrażenie, że nie czuje się dobrze w tym ubraniu. Sprawiała wrażenie kogoś, kto właśnie przebrał się w ubranie wizytowe i czuje się w nim niezręcznie. Dziewczyna podeszła do naszego stolika i przyjemnym dla ucha głosem powiedziała:
- Mam nadzieję że bardzo się nie spóźniłam. - A potem uśmiechnęła się w moim kierunku i wyciągnęła rękę.
- Ula Cieplak - powiedziała. - Iza opowiadała nam o tobie.
- Anna Błędowska - przedstawiłam się, rozumiejąc, że mam przed sobą panią prezes.
Dziewczyny szybko zorganizowały dodatkowe krzesło, a Ela postawiła przed panią prezes filiżankę i talerzyk z sałatką. Patrzyłam z ciekawością jak Ula Cieplak swobodnie rozmawia z koleżankami, jakby nie dzieliła jej różnica stanowisk. Ciekawiło mnie to, bo zawsze wyobrażałam sobie, że prezes to taka osoba, która w zaciszu swojego gabinetu zarządza całą firmą, nie pospolitując się ze zwykłymi pracownikami. Prezesi, z którymi miałam nieprzyjemność pracować, komunikowali się zwykle za pomocą managerów. Siedziałam więc cicho dojadając swoją porcję i pytania do Izy wprost cisnęły mi się na usta. Zamiast tego pani prezes zaczęła mi zadawać pytania. O to jak mi się podoba F&D, co myślę o Pshemko i czy dam radę z nim wytrzymać. Oczywiście powiedziałam, że firma bardzo mi się podoba, a Mistrz jest pozytywnie zakręconym oryginałem i chyba go jakoś przeżyję.
Pani prezes była właśnie w połowie sałatki, kiedy do bufetu wpadła bardzo atrakcyjna blondyna, ubrana w kuse mini i prezentująca światu parę niebywale zgrabnych nóg. Na ten widok ciemny blondyn, który właśnie dogryzał swoją kanapkę, pokraśniał na obliczu, a oczka zaświeciły mu się jak latarenki. Ale blondyna nie zwróciła na niego żadnej uwagi. Podeszła prosto do naszego stolika i nachyliła się do Uli.
- Ulka, Marek przyszedł i pyta o ciebie - powiedziała.
Nie uszło mojej uwadze, że dziewczyny spojrzały na siebie jakoś znacząco, a pani prezes poróżowiała na twarzy.
- Niech poczeka na mnie w gabinecie - powiedziała jakimś oficjalnym tonem. Zastanowiła się chwilę i potem dodała: - Viola, powiedz mu, że będę za dziesięć minut.
Blondyna kiwnęła głową prezentując długie i gęste włosy i wyszła z bufetu stukając obcasami.
- Ciekawe czego on znowu chce? - mruknęła niechętnie pod nosem Ula. - Przecież przyrzekł, że będzie się trzymał z daleka.
- Ale to ciągle jego firma - wyraźnie łagodziła Alicja. - Idź i się przekonaj. Może to coś ważnego?
- Pewnie się za tobą stęsknił - z ironią w głosie dodała Ela. Na te słowa pani prezes Cieplak wyraźnie się obruszyła.
Siedziałam cicho jak na tureckim kazaniu, ale w środku rósł mi już bąbelek ciekawości. Ula dopiła herbatę i nerwowym krokiem wyszła z bufetu. Chciałam zapytać kim jest ten Marek, ale Iza nie dała mi dojść do słowa, bo zadzwoniła jej komórka, z której słychać było wymyślania naszego szefa. Do pracowni dotarłyśmy więc prawie biegiem.
Reszta dnia upłynęła mi na nauce rozczytywania ozdobnych bazgrołów Mistrza i jego metody archiwizacji projektów. O ile zadanie pierwsze dało mi trochę popalić, to z drugim poradziłam sobie bez większych problemów. Pan Przemysław - jak tytułowała go Iza - z uwagą przyglądał się moim poczynaniom i pod koniec dnia zaczęłam mieć nadzieję, że jednak na coś się przydam.
W drodze powrotnej miałam bardzo dużo pytań do Izy, ale ona skupiła się na opowiadaniu o Mistrzu Pshemko, słuchałam jej więc trochę rozczarowana, ale i wdzięczna, że tak dużo się dowiem o swoim szefie.

Ostatnio edytowany przez dorocie03 (2010-11-07 23:09:06)


GNAJ heart, Iwona, SWSiOCJT, KTB, MDUC, Jowi46   Filip.B heart

"Markowe dołeczki znakiem markowym Marka. Aleksander w szoku. A Ula - w kanarkach"
"To tylko moja wyobraźnia" ,"Coś małego", "Inaczej"

Offline

 

2010-11-01 04:37:08

Cindy
Najlepsza doradczyni na forum

#2 2010-11-01 08:31:38

paulinaa21
Mroczki Pshemko
Od: Zabrze
Zarejestrowany: 2010-06-15
Posty: 630

Re: Pamiętnik terapeutyczny

Bardzo mi się podobało smile Wprowadziłaś nową postać i to mnie cieszy, takie coś nowego smile.Jestem bardzo ciekawa jak potoczy się ta historia i co ważnego ma w tej sprawie Anna.Założę się Anie w FD jeszcze popamiętają wink Mam nadzieję, że jednak następny rozdział będzie szybko.


Wolę napis: "Wstęp wzbroniony", aniżeli: "Wyjścia nie ma".
                                                                               Stanisław Jerzy Lec

Offline

 

#3 2010-11-01 12:02:39

MEG1984
Prawie jak Papuka
Od: zachodniopomorskie
Zarejestrowany: 2009-12-02
Posty: 6290

Re: Pamiętnik terapeutyczny

Dorotko jak ja się cieszę, że nie dałaś nam spokoju big_smile Już gdy przeczytałam tytuł opowiadania wiedziałam, że będzie ciekawie. Zastanawiałam się tylko czyj to pamiętnik będzie. Dorotko Ty chyba lubisz wprowadzać do opowiadań postaci, których nie było w serialu. Tak było z Zuzanną w twoim pierwszym opowiadaniu, teraz jest Anna i mam wrażenie, że podobnie jak Zuzanna odegra ona nie małą rolę w historii Uli i Marka. Tymczasem Ania zapoznaje się z firmą, jej pracownikami i przekonuje się, że FD to na pewno nie jest firma jakich wiele. W końcu nie w każdej firmie jest ekscentryczny Pshemko, a już na pewno w niewielu firmach pani prezes jada lunch z pracownikami. Mam wrażenie, że przed Anią jeszcze wiele ciekawych, śmiesznych i przerażających przeżyć w FD.
Intryguje mnie co też zdarzyło się w życiu Anny, że młoda przecież dziewczyna odcina się ona grubą kreską od przeszłości. Wygląda na to, że było to dla niej coś dramatycznego.
Tymczasem będę czekać cierpliwie na kolejna część. Pozdrawiam serdecznie, życzę Ci wena i czasu na pisanie. Buziaki kiss


Kiedy rodzi się człowiek z nieba spada dusza i  rozpada się na dwie części.
Jedna z nich trafia do kobiety, druga do mężczyzny.
Życie polega na odnalezieniu tej drugiej połowy, połowy swojej duszy, połowy samego siebie...
I believe in SH. I AM SHERLOCKED.

Offline

 

#4 2010-11-01 12:23:24

wqwq
Piesek Aleksa
Zarejestrowany: 2010-06-14
Posty: 41

Re: Pamiętnik terapeutyczny

Coś nowego - WOW !!
Bardzo mi się podoba smile

Offline

 

#5 2010-11-01 12:29:04

meaaem
Prawie jak Papuka
Od: W/Ł
Zarejestrowany: 2010-01-28
Posty: 6125

Re: Pamiętnik terapeutyczny

Wow! Znow świeży powiew! Ach! I to jeszcze spod pióra mojej mistrzyni! kiss
Szalenie mi się podoba ta nowość. I bardzo fajna perspektywa!!!
Ciekawa jestem jaką rolę odegra Anna. Wydaje się być sympatyczna, ale... co dalej? tongue Nie chciałabym jej znielubić! smile

Naprawdę świetnie Dorotko, fajnie, że zaczęłaś coś nowego. I z innej beczki faktycznie - takie mam przeczucie też. smile

Weny kochanieńka i do zobaczenia przy następnym rozdziale! kiss

heart

Zawsze przy nowościach liczę na dodawanie kolejnych rozdziałów jak najczęściej, bo potem mi się wszystkie rzadko dodawane części mylą i muszę czytać od nowa! big_smile <- To uwaga do wszystkich autorek! big_smile


EDIT: KOCHAM KOMENTARZE MEG !!! smile

Ostatnio edytowany przez meaaem (2010-11-01 12:30:42)


...Czasami czuję się jak marna słaba trzcina,
Którą z łatwością zimny wiatr jak chce wygina.
Czasami tracę wiarę we wszystko co robię,
Złe zdanie mam o ludziach, fatalne o sobie...

Offline

 

#6 2010-11-01 14:40:07

MEG1984
Prawie jak Papuka
Od: zachodniopomorskie
Zarejestrowany: 2009-12-02
Posty: 6290

Re: Pamiętnik terapeutyczny

Mea dzięki wielkie za dobre słowo kiss Tylko ja nie wiem za co Ty te komentarze tak kochasz tongue Zawsze mi się jednak robi ciepło gdzieś głęboko w środku gdy czytam takie słowa. Jeszcze raz dzięki i od razu przepraszam za off.


Kiedy rodzi się człowiek z nieba spada dusza i  rozpada się na dwie części.
Jedna z nich trafia do kobiety, druga do mężczyzny.
Życie polega na odnalezieniu tej drugiej połowy, połowy swojej duszy, połowy samego siebie...
I believe in SH. I AM SHERLOCKED.

Offline

 

#7 2010-11-01 15:09:54

Imogene
Przyjaciel Brzyduli
Zarejestrowany: 2010-05-04
Posty: 182

Re: Pamiętnik terapeutyczny

Dorotko! W tym tygodniu to ty jesteś odpowiedzialna za dawkę pozytywnej energii, która całkowicie napełniła mnie optymizmem na najbliższe dni. Jak ja uwielbiam takie niespodzianki! Pogodzona z chwilowym brakiem twojej twórczości zaczęłam pocieszać się miniaturkami, dasz wiarę?

Dziękuje dwóm paniom na I. za zmotywowanie naszej autorki do kolejnej publikacji. heart

*

Przyznaję, kiedy pierwszy raz spojrzałam na imię głównej bohaterki – skojarzenie było jednoznaczne. Anna?...  Mucha!  Ta przez wielu nielubiana. Swoją drogą ludzie w dość nietypowy sposób okazują jej swoją antypatię – edycja YCD z jej udziałem miała największą oglądalność xD   

*

Po pierwsze, tytuł jest bardzo wymowny… Pewnie domyślasz się, że bardzo przypadł mi do gustu, bo terapia przy pomocy pisania naprawdę nie jest mi obca. Jestem bardzo ciekawa spojrzenia nowej, (jak mniemam - obiektywnej osoby) na problemy w FD i okolicach. Czy będą one wydawały się takie wielkie, niemal nie do przejścia? Nie wydaje mi się… Chociaż oczywiście to tylko moje gdybanie. xP

*

Dorocie03 napisał:

Odkreślam przeszłość grubą kreską.

No proszę – pierwsza myśl głównej bohaterki i już zonk. Przeszłość to dla mnie to skarbnica naszych doświadczeń życiowych, zachowań, ideałów  i co najważniejsze odpowiedzi na dręczące nas pytania… Jak można ją tak po prostu wymazać?! Niewykonalnie! Dobra, pewnie zabrzmiałam jak przedstawicielka jakiejś sekty dlatego, trochę wyjaśnię:

SANKOFA

Przedstawiana w dwóch wariantach, osobiście wolę tej drugi:

http://naforum.zapodaj.net/thumbs/1a9996a55361.jpg http://naforum.zapodaj.net/thumbs/86fd1fe67744.jpg

Jest to słowo/symbol w języku Akan (Zachodnia Afryka), które oznacza:

Musimy powrócić i odzyskać swoją przeszłość, abyśmy mogli zrozumieć po co i w jaki sposób staliśmy się tym czym jesteśmy dziś.

A tak bardziej po naszemu -  Aby dać z siebie sto procent możliwości powinnyśmy zabrać to co najlepsze z naszej przeszłości. Inspirować się nią i czerpać dobre wzorce. Powrót do korzeni jest najlepszą drogą do poznania siebie odpowiedzi na pytania - dlaczego jesteśmy tacy, a nie inni? Co nas ukształtowało? Skąd wzięły się nasze ideały?

We have to deal with the past - I know it's painful but there you'll find specialness*

Prawdę mówiąc już dawno temu ktoś sławny próbował odcinać się od przeszłości taką właśnie kreską i skończyło się to awanturą publiczną.

Myślałam i nie wymyśliłam… Miałaś kogoś konkretnego na myśli?

Jedno cieszy mnie najbardziej - kiedy zamknę oczy i wciągnę powietrze, otacza mnie zapach dzieciństwa.

Jestem jednym z tych szczęśliwców, którzy mogą traktować wszystko co dzieciństwem związanie jako ucieczkę od problemów dnia codziennego. Im jestem starsza tym częściej zdarza mi się chować. We wszystkim co znam - potrawach, muzyce, książkach ostatnio częściej w filmach. Zapachu dzieciństwa chyba nie posiadam.

zesłał mi rudowłosego anioła w postaci Izy. Iza jest moją koleżanką od dawna. Od tak dawna, że już nawet nie pamiętam od kiedy, bo znamy się od dzieciństwa.

W moim mniemaniu są trzy rodzaje znajomości:

znajomość wymuszona – utrzymywanie z kimś kontaktu z jakiegoś powodu, bez poczucia chęci bycia bliżej z tą osobą. Coś sprawiło, że kolegujemy się z tą osobą, ale nie jest to bynajmniej jej osobowość.   

przyjaźń pozorna – wychowaliśmy się z kimś, przez lata pojawiło się przywiązanie. Wydaje nam się, że zawsze będziemy z tą osobą w bliskich kontaktach. Ale potem coś zaczyna zgrzytać i kontakty mimowolnie/celowo się rozluźniają.

przyjaźń na dobre i złe – najfajniej jest jak znajdujemy takiego przyjaciele w osobie, po której zupełnie się tego nie spodziewaliśmy…   

Mam nadzieję, że twoja Iza okaże się przyjacielem z prawdziwego zdarzenia. Chociaż pozory mogą mylić.

Dorotko:

*Pan Władek jako Miś Yogi
*Ania – ubrana na czarno dziewczyna z podręcznik do nauki hiszpańskiego.
*Sebastian – przystojniak z twarzą nachmurzonego pięciolatka.
*Pshemko – miniaturka faceta (rozwaliło mnie to xD)
*Adaś – wygłodzony, wyraźnie łysiejący wariat.
* Ula – prostolinijna pani prezes o oczach tak błękitnych, że nawet niebo może jej pozazdrościć heart   
*Volka – blondyna o niebywale zgrabnych nogach.

No to chyba nasza Febo-Dobrzańska rodzinka zrobiła na nowej pracownicy całkiem przyzwoite wrażenie. Istny dom wariatów xD Pełen różnorodnych indywidualności.

*

Podsumowując: w FD pojawiła się nowa twarz. Dziewczyna z przeszłością, która próbuje zacząć wszystko od nowa. Robi wrażenie cichej myszki, ale może okazać się po prostu dobrym obserwatorem. Ula & Volka nadal udają silne, niezależne kobiety sukcesu. Marek – bidulek na chwilowym wygnaniu. Zapowiada się bardzo ciekawie.

*

Dorotko, już nie mogę się doczekać kolejnego rozdziału twojego dzieła, po którym będę mogła powiedzieć coś więcej o głównej bohaterce, która jak na razie pozostaje dla mnie tajemnicą.



Będę zaglądać regularnie.
kisskisskiss

Imogene <3

   
___________________________________________
* tłum. Musimy pogodzić się z  przeszłością Wiem, że to może zaboleć, ale właśnie tam znajdziemy to co czyni nas wyjątkowymi. JANET JACKSON – SPECIAL

Ostatnio edytowany przez Imogene (2010-11-01 15:25:53)


In the end it was all worth it...
/.\ - AALIYAH - /.\
             heart

Offline

 

#8 2010-11-01 16:51:35

brzydulomaniaczka
Przyjaciułka SteFy
Od: Gdzieś w lubelskim...
Zarejestrowany: 2009-04-04
Posty: 10576
Serwis

Re: Pamiętnik terapeutyczny

Niach, niach, niach *zaciera łapki* Nowe opowiadanie Dorocie big_smile Jakże się cieszę, że te dwie panie na "I" przemówiły ci do rozumu i namówiły cię do napisania czegoś nowego big_smile
Pierwsze rozdziały na ogół mają to do siebie, że wprowadzają akcję (wiem, megaodkrywczy wniosek) no i muszę przyznać, że tobie wprowadzanie akcji poszło świetnie big_smile
Podoba mi się postać Anny - jest bardzo naturalna. Ciekawi mnie, dlaczego chce odkreślać swoją przeszłość, ale to pewnie okaże się później wink

Fajny początek big_smile

(Napisałabym coś więcej, ale muszę zmykać.)

Irka

PS. No to mały peesik, skoro mam chwilę czasu wink
Przede wszystkim podoba mi się twoja kreacja Uli. Widzimy ją tylko przez pryzmat Anny i to jest właśnie ta prawdziwa Ula - która źle się czuje w eleganckich ubraniach, ma w sobie coś z małej, zagubionej dziewczynki, ale jednocześnie jest kobieca, ale też bardzo ciepła, otwarta.
Ogólnie podobają mi się opisy wszystkich postaci z perspektywy Anny wink Uchwyciłaś w nich to, co najważniejsze.

Jeszcze słówko co do tytułu (daruj, to, co za chwilę napiszę - takie skrzywienie) - kojarzy mi się deczko z książką Moniki Szwai o tytule mającym coś wspólnego z "Rozważną i romantyczną" wink. W każdym razie, w tej książce psycholog zalecił głównej bohaterce pisać pamiętnik, żeby uporządkować swoje życie. Hmm, to właściwie takie luźne skojarzenie, nie mam żadnych podstaw, żeby sądzić, że tamta powieść łączy się jakoś z tym opowiadaniem... A w każdym razie nie mam takich podstaw na razie wink

Hmm, mam za to jedno poważne zastrzeżenie co do postaci Anny, chociaż kiedy teraz sobie o tym myślę, to to chyba zastrzeżeniem być nie powinno wink No ale cóż - tak już mam, że lubię się czepiać dupereli big_smile. W każdym razie - Anna jest "panną podręczną", jak ją sama określiłaś, czyli pomaga Izie, tak? I zajmuje się archwizowaniem dokumentów. I jest przyjaciółką Izy. Ale nie wszystkie kobiety pracujące dla Pshemko (czyli głównie krawcowe, bo nie wiem, kto jeszcze mógłby tam pracować) należą przecież do klubu brzydul, prawda? To zawsze była tylko Ala, Iza, Ela i Ula. Niestety, na mój zarzut mogę odpowiedzieć sobie sama - skoro Anna jest przyjaciółką Izy, to naturalnym wydaje się, że będzie spotykać się z jej znajomymi wink I myślę, że taką ścieżką właśnie poruszał twój umysł, kiedy włączałaś Annę do klubu brzydul big_smile No fakt, czepiam się dupereli. Po prostu nasunęła mi się taka refleksja. (A przy okazji, to świetny pomysł, żeby Anna poznała Ulę, prawda? wink )
Ciekawe, dla kogo serce Anny zabije szybciej... Bo nie wątpię, że znajdziesz jej tam kogoś interesującego xD I jestem ciekawa, jak Anna oceni Marka. Mam za to dziwne wrażenie, że od razu się domyśli się, że Ulę i Marka coś łączy big_smile

Uff, ale się rozpisałam. Już kończę, bez obaw wink Chciałam jeszcze powiedzieć tylko, że czuję się zaintrygowana pierwszym rozdziałem big_smile I już. Tyle ode mnie.

Ostatnio edytowany przez brzydulomaniaczka (2010-11-01 20:52:11)


Kocham wszystkie swoje siostrzyczki forómowe: Aduśka, Apollina, Claudia, Króweczka, Libby, Mel, Pszczoła, Struś.
Mój facet to Miron Lipski heart    iris
Kocham swój wieczny avek <3

Offline

 

#9 2010-11-01 19:11:43

vivienn
Wyznawca pomidoryzmu
Zarejestrowany: 2010-04-15
Posty: 1222

Re: Pamiętnik terapeutyczny

Hmm, Dorocie big_smile Super, że dodałaś coś nowego. Przyznaję, że tęskniłam za Twoją twórczością big_smile Co prawda, ogólnie trochę z dystansem przyjmuję nowe postacie jako prowadzące opowiadania - ach, te przyzwyczajenia tongue - ale Twoja Anna wydaje się osobą miłą i sympatyczną. Widać, że onieśmiela ją trochę firma, nic dziwnego, w końcu każdemu trudno zaadaptować się w nowej pracy. Do tego jest lekko zszokowana faktem, że jej przyjaciółka przyjaźni się z samą panią prezes. Rzeczywiście, z boku wygląda to inaczej, niż gdy ktoś zna całą historię. Czuję, że Anna wprowadzi trochę zamieszania w życie Uli i Marka, cicha woda brzegiem rwie big_smile Mam nadzieję, że będzie ona postacią jak najbardziej pozytywną. I fajnie, że jest to opowiadanie pisane w 1-osobowej narracji, a sama nazwa wątku zachęca do czytania wink Teksty Pshemko obłędne - Mistrz jak zwykle niezmienny tongue Podsumowując: świetnie się zaczyna, na pewno będę czytała i to z wielką przyjemnością smile

Pozdrawiam serdecznie kiss
Viv.


Oto jest miłość. Dwoje ludzi spotyka się przypadkiem,
a okazuje się, że czekali na siebie całe życie.

Rodzina forómowa love  PBWBT  FCI

Offline

 

#10 2010-11-01 19:12:22

panna anna
Prawie jak Cindy
Od: wschód Europy
Zarejestrowany: 2010-04-08
Posty: 8512

Re: Pamiętnik terapeutyczny

Cudowne, fascynujące , wspaniałe... Dobre jak gorzka czekolada. Czekam na kolejny rozdział.
PS1. Prewencyjnie żądam Aleksa.
PS2. Pozdrawiam i ściskam. kiss


Я схожу с ума, мне мало-мало-мало
Mне мало-мало-мало тебя
Знаю я сама, мне мало-мало-мало
Мне мало-мало-мало тебя

Offline

 

Stopka forum

Powered by PunBB© Copyright 2002–2018 PunBB
statystyka