BrzydULA - jedyne forum fanów serialu

Forum dyskusyjne miłośników serialu "BrzydULA"

Nie jesteś zalogowany.

#1 2010-12-25 15:03:54

natbee
Przyjaciel Brzyduli
Od: Wielkopolska
Zarejestrowany: 2010-08-06
Posty: 176

Moje wypociny - tytuł na razie roboczy :D

To opowiadanie zaczęłam pisać dość dawno, już na pewno po zakończeniu Brzyduli. Nigdy nie zebrałam się na odwagę na opublikowanie go na łamach Internetu. xD Teraz czuje że nadszedł czas, by go ujawnić. Na razie mam kilka części, nie wiem czy będę pisać ich więcej. Czuję że to wszystko zależy od was. xD

Dobra, na sam początek mój ala prolog. Zapraszam do czytania i komentowania.

Leżeli razem na zielonej trawie. Wiatr lekko kołysał korony drzew. Wiosna. Słoneczny maj. Ona uśmiechała się do niego, tak jak tylko ona potrafiła. Patrząc w jej lazurowe oczy mógł spojrzeć w jej duszę. Widział w niej bezgraniczną miłość, miłość do niego samego. Słyszał cichy szum Wisły oraz śmiech dziecka biegającego niedaleko. Dźwięki te były muzyką dla jego uszu. Po tylu troskach byli razem. Nikt nie mógł ich rozdzielić. Byli szczęśliwi. On, Ula i Piotrek. Tak, ten wesoły brzdąc był ich synem. Pocałował żonę i pobiegł gonić chłopca. Usłyszał głos, jej głos:
    - Marek – Podbiegła do nich i pocałowała go.
    - Ula – Poczuł, iż jego policzek zapłonął po silnym uderzeniu. Otworzył oczy i stawił czoło swojemu koszmarowi.
    - Marco, znowu o niej myślisz. Ona cię nie kocha. Słyszysz, nie kocha cię. Zostawiła cię, rozumiesz zostawiła. Kiedy ty wreszcie to zrozumiesz? – Mężczyzna wstał i nie odzywając się do kobiety ruszył do salonu. Nie chciał z nią rozmawiać, chociaż wiedział, że ma ona rację. Stracił ją, stracił Ulę na zawsze. Najgorsze jest to, że zrobił to przez swoją głupotę. Był tego świadomy, ona wyjechała z Piotrem do Bostonu, pobrali się, mają dwójkę dzieci, a on ciągle o niej myśli. Nie może zapomnieć. Nie o niej.
Ze złości i pod wpływem rozpaczy rzucił się na łóżko pragnął tylko jednego, by móc dostać jeszcze jedną szansę, by móc zacząć wszystko od nowa, by cofnąć czas.
   
W tym samym czasie piękna kobieta wychodziła z pokoju dziecięcego, gdzie opatulała do snu swoje pociechy. Pogrążona w swoich myślach weszła do łoża małżeńskiego. Położyła się na boku, z zamiarem szybkiego zaśnięcia. Nie trwało długo, gdy poczuła jego ręce na swym ciele, tak inne od tych, które pamiętała i kochała. On pocałował ją w szyję, czule szepcząc słowa zapewniające o swojej miłości.
    - Piotr nie,  proszę, nie dzisiaj. – Mimo jej próśb on nie ustępował. Jego pocałunki stawały się coraz bardziej zachłanne, a jego ręce zaborcze. Wiedziała, że był tego spragniony, już od dłuższego czasu udawało jej się unikać go w łóżku. On nigdy nie nalegał, ale dziś wypił do kolacji z przyjaciółmi. Alkohol pomieszał mu w głowie. Sprawiał jej ból, w wyniku którego krzyknęła. Przestraszony odsunął się od niej. To jej wystarczyło, szybko wyskoczyła z łóżka i pobiegła do pokoju dzieci. Słyszała słowa jego przeprosin, ale się nie odwróciła. Zamknęła drzwi i usiadła na ziemi. Po jej policzku zaczęły płynąć łzy. Tak bardzo była nieszczęśliwa, już dawno zdała sobie sprawę że nie kocha swojego męża, ale nie mogła go opuścić ze względu na Grzesia, rok później znów zaczęła zastanawiać się nad rozwodem, ale kolejny raz dowiedziała się, że jest w ciąży - z Sarą. Od tego czasu minęły trzy lata, choć bardzo kochała swoje dzieci, nie czuła się szczęśliwa. Ze względu na nie zostanie z Piotrem, choć między nimi układało się coraz gorzej. Nawet, gdyby chciała, nie miała do kogo z nimi uciec. Jedyna osoba, która mogła zastąpić im ojca, i którą przez ten cały czas kochała jest szczęśliwym mężem. Marek. Zamknęła oczy. Przypomniała sobie jego twarz, stalowe oczy, które kochała i śliczne dołeczki, które uwielbiała. Tak, za późno zdała sobie sprawę, iż mimo wszystko go kocha. On wyjechał, a ona wyszła za mąż.
Teraz po tylu latach marzyła tylko o jednym, by cofnąć czas.

Dwoje nieszczęśliwych ludzi w tym samym czasie wypowiedziało swoje marzenia. Łzy w ich oczach świadczyły o prawdziwych uczuciach. Kto powiedział, że miłość nie może zdziałać cudów, ten kłamał lub nie znał życia. Miłość, która łączyła tych dwoje ludzi, stała się motorem dziwnych wydarzeń, które wkrótce nastąpiły. Oboje pogrążyli się w śnie, śnili o sobie, o swej miłości. Jeszcze nie byli świadomi tego, że ich marzenia wkrótce się spełnią.


To na razie tyle. I co o tym myślicie?

Ostatnio edytowany przez natbee (2011-02-01 22:24:20)

Offline

 

2010-12-25 15:03:54

Cindy
Najlepsza doradczyni na forum

#2 2010-12-25 17:35:53

ula110418
Cień Uli
Od: Kraków
Zarejestrowany: 2009-09-23
Posty: 389

Re: Moje wypociny - tytuł na razie roboczy :D

Zauważyłam kilka błędów interpunkcyjnych. Historia trochę już oklepana, ale fajnie opisana. Czekam na ciąg dalszy. Pozdrawiam


Marek, przecież zawsze wszystko robiliśmy na ostatnią chwilę. Jeszcze mamy chwilę… ostatnią.

Offline

 

#3 2010-12-25 18:07:33

ann666
Wali z grubiańskiej rury
Od: Cesarstwo Toruńskie
Zarejestrowany: 2009-05-21
Posty: 17201
Serwis

Re: Moje wypociny - tytuł na razie roboczy :D

an666

natbee napisał:

Nigdy nie zebrałam się na odwagę na opublikowanie go na łamach internetu. xD

Internet piszemy wielką literą

natbee napisał:

Ona uśmiechała się do niego, tak jak tylko ona potrafiła.

za dużo tego ona

natbee napisał:

Słyszał cichy szum Wisły oraz śmiech dziecka biegającego nie daleko.

niedaleko

natbee napisał:

- Marek – podbiegła do nich i pocałowała go.

- Marek. - Podbiegła

natbee napisał:

- Ula – poczuł, iż jego policzek zapłonął po silnym uderzeniu.

- Ula... - Poczuł

natbee napisał:

Nie chciał z nią rozmawiać, chociaż wiedział.

przecinek zamiast tej kropki

natbee napisał:

Stracił ją, stracił Ule na zawsze.

A z tymi ulami stracił też pszczoły? tongue
Ulę

natbee napisał:

Najgorsze jest to iż zrobił to przez swoją głupotę.

przecinek przed (którego nb nadużywasz - nie można czasem użyć że? )

natbee napisał:

Był tego świadomy, ona wyjechała z Piotrem do Bostonu pobrali się, mają dwójkę dzieci, a on ciągle o niej myśli.

przecinek przed pobrali się

natbee napisał:

On pocałował ją w szuje, czule szepcząc słowa zapewniające o swojej miłości.

szyję

natbee napisał:

Tak bardzo była nieszczęśliwa, już dawno zdała sobie sprawę że nie kocha swojego męża, ale nie mogła go opuścić ze względu na Grzesia, rok później znów zaczęła zastanawiać się nad rozwodem, ale kolejny raz dowiedziała się że jest w ciąży - z Sarą.

przecinki przed że

natbee napisał:

Nawet gdyby chciała nie miała do kogo z nimi uciec.

Nawet, gdyby chciała, nie miała

natbee napisał:

Jedyna osoba która mogła zastąpić im ojca, i którą przez ten cały czas kochała jest szczęśliwym mężem.

Jedyna osoba, która mogła zastąpić im ojca i którą cały czas kochała, była już szczęśliwym mężem.

natbee napisał:

Zamknęła oczy i przypomniała sobie jego twarz, stalowe oczy, które kochała i śliczne dołeczki, które uwielbiała.

przecinek przed i

natbee napisał:

Tak, za późno zdała sobie sprawę iż mimo wszystko go kocha.

przecinek przed

natbee napisał:

Kto powiedział, że miłość nie może zdziałać cudów, ten kłamał, lub nie znał życia.

bez przecinka przed lub

natbee napisał:

Miłość, która łączyła tych dwoje ludzi stała się motorem dziwnych wydarzeń, które wkrótce nastąpiły.

przecinek przed stała się

natbee napisał:

Oboje pogrążyli się w śnie, śnili o sobie, o swej miłości. Jeszcze nie byli świadomi tego iż ich marzenia wkrótce się spełnią.

przecinek przed


Je suis responsable de ma rose
After all this time? ALWAYS

Offline

 

#4 2010-12-25 19:25:53

meaaem
Prawie jak Papuka
Od: W/Ł
Zarejestrowany: 2010-01-28
Posty: 6125

Re: Moje wypociny - tytuł na razie roboczy :D

Twój pomysł na opowiadanie skojarzył mi się z dziełem Iwony - z listami. Bardzo dużo motywów się powtórzyło - Ula i Marek mieli nowe rodziny, a i tak byli razem.

Napisałaś, iż marzenie Uli i marzenie Marka wkrótce się spełnią - to sprawiło, że zniechęciłam się. Dla mnie to wszystko już było. I zastanawiam się czym mogłabyś dalej zaskoczyć? Wnioskuję, że będą razem, więc nieważne już co ich spotka, bo i tak ich marzenia się spełnią.

Ostatnio edytowany przez meaaem (2010-12-25 19:26:54)


...Czasami czuję się jak marna słaba trzcina,
Którą z łatwością zimny wiatr jak chce wygina.
Czasami tracę wiarę we wszystko co robię,
Złe zdanie mam o ludziach, fatalne o sobie...

Offline

 

#5 2010-12-25 20:11:54

Króweczka
Kochanka Marka
Od: Augustów
Zarejestrowany: 2009-08-29
Posty: 4337

Re: Moje wypociny - tytuł na razie roboczy :D

natbee napisał:

On wyjechał, a ona wyszyła za mąż.

wyszła smile

natbee napisał:

- Piotr nie,  proszę nie dzisiaj.

Annó, a po "proszę" nie powinno być jeszcze przecinka...? smile


Treść mnie nie powaliła, trochę to przewidywalne. Ale zobaczymy, co będzie dalej.


Turek + Krówka to mi jakoś podejrzanie kebabem pachnie - by Słonióheart
... A księżyc opowiada mi najpiękniejsze w jego życiu sny...

No to mamy piękny czworokącik... lx

Offline

 

#6 2010-12-25 20:22:40

ann666
Wali z grubiańskiej rury
Od: Cesarstwo Toruńskie
Zarejestrowany: 2009-05-21
Posty: 17201
Serwis

Re: Moje wypociny - tytuł na razie roboczy :D

Króweczka napisał:

natbee napisał:

- Piotr nie,  proszę nie dzisiaj.

Annó, a po "proszę" nie powinno być jeszcze przecinka...? smile

Powinien być smile


Je suis responsable de ma rose
After all this time? ALWAYS

Offline

 

#7 2010-12-25 23:01:48

natbee
Przyjaciel Brzyduli
Od: Wielkopolska
Zarejestrowany: 2010-08-06
Posty: 176

Re: Moje wypociny - tytuł na razie roboczy :D

Dziękuję za poprawę moich błędów interpunkcyjnych, które zawsze były moją piętą achillesową w liceum, no ale zapomnieć o przecinkach przed że i iż to już przesada big_smile Nie mam nic na swoje usprawiedliwienie. xD
Muszę przyznać, że listów Iwony nie czytałam, ale nadrobię zaległości.
Fabuła mam nadzieję, że was zaskoczy. Choć nie przeczytałam wszystkich opowiadań na tym forum, to wydaje mi się, że tego jeszcze nie było.
Ann, masz rację nadużywam "iż", gdyż nie zawsze podoba mi się "że". Jest takie zwyczajne. Ale poprawie się.
No i rozbawiła mnie uwaga o pszczółkach. xDD

Jutro wrzucę następną część jak poprawie interpunkcję. Ale nie liczcie na to, że nie będzie w niej błędów. tongue

Ostatnio edytowany przez natbee (2010-12-25 23:05:17)

Offline

 

#8 2010-12-26 01:10:24

Strychnine
Szef nocnej zmiany
Od: Ravenclaw
Zarejestrowany: 2009-04-09
Posty: 12582
Serwis

Re: Moje wypociny - tytuł na razie roboczy :D

Mam mieszane uczucia. Niby nie było to złe, ale... Interpunkcję i takie tam Ann już sprawdziła, ale poza tym... Krótkie to. To, co opisałaś, można by było rozpisać w znacznie dłuższych opisach, zarówno emocji, jak i otoczenia itd. I to by naprawdę wiele dało temu opowiadaniu. Co do tematu, nawet z oklepanego początku można zrobić coś nowego i fajnego, więc nie skreślam smile


FOM SEMUMIUWW AfF FSiJPH SNiSUM&UwS GNAJ DORIS MDUC

This is my timey-wimey detector. It goes ding when there’s stuff. - The Doctor

Offline

 

#9 2010-12-26 19:15:24

natbee
Przyjaciel Brzyduli
Od: Wielkopolska
Zarejestrowany: 2010-08-06
Posty: 176

Re: Moje wypociny - tytuł na razie roboczy :D

Dobra, no to dziś obiecany rozdział nr 1, może również nie powala objętością, no ale cóż. lepszy rydz niż nic... mam nadzieje tongue

***Rozdział 1****

       Obudził go ból głowy. Potworny ból. Otworzył oczy, które oślepiło światło poranka. Przymknął powieki. Po chwili spróbował jeszcze raz. Powoli. Tym razem oczy zdołały przyzwyczaić się do światła, choć ból wciąż go nie opuszczał. Rozejrzał się. Coś mu się nie zgadzało. Pamiętał, że poprzedniej nocy poszedł spać do salonu. Odwrócił się. Tak, była tu. Smacznie spała obok na poduszce. Znalazł jedyne wytłumaczenie - musiał lunatykować, choć nigdy wcześniej to mu się nie przytrafiło. Zaraz. Jeszcze raz się rozejrzał. Przecież znajdowali się w ich starym domu. Domu, z którego przeprowadził się pięć lat temu po tym, jak stracił swoje szczęście na zawsze. Tak wszystko się zgadza. To był ten dom. Poznawał obrazy wiszące na ścianach, łóżko, rozkład pokoju. Był zdezorientowany. Nie wiedział, co się dzieje. Spróbował zamknąć oczy, może to wszystko tylko mu się śni, na pewno zaraz się obudzi. Znów je otworzył. Nic  to nie dało. Przypomniał sobie, że najlepszym lekarstwem w takiej sytuacji jest uszczypniecie się. No to do dzieła. Uszczypnął się raz, drugi i nic. Może trzeba mocniej. Krzyknął. Bolało.*
    - Marco, co się stało? – Paula zerwała się na równe nogi spoglądając na mężczyznę – źle się czujesz?
    - Nie nic mi nie jest, tylko trochę boli mnie głowa.
    - Przecież mówiłam ci,  że nie powinieneś wypisywać się ze szpitala. Taki wypadek. – Kobieta wyglądała na zaniepokojoną.
    - Wypadek?
    - Nie pamiętasz?
    - Czego? - Mężczyzna wyglądał na jeszcze bardziej zdezorientowanego.
    - Wczoraj wypisałeś się ze szpitala, miałeś wypadek samochodowy tuż po naszych zaręczynach.
    - Zaręczynach?**
    - Marek, zaczynam się bać. Powiedz, że żartujesz – mówiła spoglądając na niego. Nie miał wyboru - musiał kłamać, przecież nie może powiedzieć, że nie wie, o czym mówiła. Miał nadzieję, że zaraz wszystko się wyjaśni.
    - Paula, żartowałem. - Widząc, iż kobieta nie wygląda na przekonaną, dodał – ale miałaś minę, przepraszam – wyszeptał jej do ucha. Paulina pod wpływem jego pocałunków na chwilę zapomniała o porannym incydencie. Z ociąganiem odsunęła się od niego i karcąco go upomniała.
    - Nie możemy dziś spóźnić się do firmy, ponieważ umówiłam się z Aleksem. Chciałam jechać tam sama, ale widzę, że dobrze się czujesz, więc nic nie stoi na przeszkodzie byś spełniał zadawania dyrektora.
    - Dyrektora?

    Na obrzeżach Warszawy w miasteczku zwanym powszechnie Rysiowem ten sam koszmar przeżywała Ula, która również po przebudzeniu zobaczyła, że nie wszystko jest takie, jakie być powinno. Poprawka, nic nie jest takie, jakie być powinno. Po pierwsze obudziła się we własnym łóżku, co nie byłoby takie dziwne, gdyby to miejsce nie znajdywało się na innym kontynencie niż ten, na którym zasnęła. Po drugie pokój, w którym dorastała, nie zmienił się w niczym, odkąd przeszło pięć lat temu wyjechała z Piotrem. Zamknęła oczy i po chwili je otworzyła pragnąc powtórnie się obudzić. To spowodowało, że jeszcze bardziej wszystko wokół niej się zamazało. Nic z tego nie rozumiała, gdyż od paru lat nie nosiła już szkieł, ponieważ w Bostonie okuliści zdiagnozowali jej wadę wzroku, która nadawała się do operacji. Zdezorientowana usłyszała pukanie do drzwi i wołanie taty:
    - Ula, wstawaj prędko, zaraz spóźnisz się do pracy, a ja idę odprowadzić Beatkę do przedszkola.
    - Już wstaję – odpowiedziała, choć nie rozumiała, co się wokół niej dzieje, praca, przedszkole,  nic z tego nie pojmowała. Nie sprzeciwiając się ojcu, pospiesznie opuściła łóżko. Ubrała się i udała do łazienki. Po chwili w całym domu rozległ się przeraźliwy krzyk. Ula dopiero teraz przeżyła największy szok. Stojąc naprzeciwko lustra zobaczyła potwora, a precyzując siebie sprzed sześciu lat. Brzydulę.
   
    Markowi udało się ponownie uspokoić Paulinę. Kłamstwo, kiedyś był w tym mistrzem, a teraz było mu z tym bardzo źle. Tak wiele przez nie stracił, dlatego obiecał sobie, że już nigdy nie będzie bajerować. Ale teraz musiał stawić czoło rzeczywistości, która naprawdę go przerażała. Bez słowa wyszedł do łazienki, biorąc po drodze telefon. Zamknął drzwi na klucz i stanął przed umywalką. Odkręcił wodę, która strumieniem spływała po jego rękach. Nabrał w garść tej życiodajnej cieczy i ochlapał nią swą twarz. Spojrzał w lustro i zdziwił się, gdy spostrzegł, że wygląda młodziej, tak jakby z dnia na dzień stracił zmarszczki***, które szpeciły jego twarz przez ostatnie lata. Zniknęła również bródka, którą starannie pielęgnował przez ostatni rok. W tym momencie był pewien, że nic go nie zdziwi. Przekonał się już po chwili, że był w błędzie, kiedy tylko spojrzał na wyświetlacz swojej komórki, który wskazywał datę dziesiątego października dwa tysiące dziesiątego roku, czyli dokładnie sześć lat przed dniem, w którym zasnął.

    Ula stojąc przed lustrem nie mogła się nadziwić nonsensowi tej sytuacji. Nie rozumiała, w jaki sposób mogła przemierzyć w ciągu jednej nocy odległość z Bostonu do Polski, na dodatek nic z tej podróży nie pamiętając, dlaczego jej dwunastoletnia już siostra Beatka jest odprowadzana przez ojca do przedszkola, a ona sama znów stała się Brzydulą. To wszystko było dziwne, nienormalne i nierzeczywiste. Próbując zrozumieć coś z tego koszmaru usłyszała kroki na schodach. Szybko założyła swoje stare okulary – zielone z okropnymi grubymi szkłami - i wybiegła na korytarz prawie wpadając na swojego młodszego brata, Jana – ojca trzyletniego Józia - który - dziś wyglądał jak Jasiek - nastolatek. Tego było za wiele jak na jeden dzień, dlatego nasza biedna bohaterka omdlewając osunęła się w ramiona, zdumionego zachowaniem siostry, chłopaka.

    Marek, siedząc na podłodze w łazience, starał się uporządkować fakty, jednocześnie starając się nie zwracać uwagi na uderzającą pięściami w drzwi Paulinę. Po pierwsze założył, iż nie jest wariatem, a wszystkie wydarzenia dzisiejszego dnia maja jakieś sensowne wyjaśnienie. Jak na razie znalazł tylko dwa. Po pierwsze podważył wcześniej postawione założenie nazywając się wariatem. Po drugie mógł odbyć podróż w czasie, cofnąć się o przeszło pięć lat, by naprawić to, co skopał. Nawet jak dla niego było to wyjaśnienie bardzo naciągane, ponieważ nie wierzył w takie anomalia. Siedząc na podłodze, wpadł na genialny pomysł, zrozumiał, że istnieje tylko jeden człowiek, który go nie wyśmieje ani też nie potraktuje jak wariata. Sebastian. W swoich rozmyślaniach zapomniał o jeszcze jednej przyjaznej duszy, która tak jak on przeżywa właśnie te same przygody.

    Jasiek przerażony spoglądał na nieprzytomną siostrę. Wiedział, że wczorajsze wydarzenia bardzo ją osłabiły. Wypadek jej szefa, którego notabene uratowała, bardzo ją zmartwił. Całą noc wydzwaniała do szpitali, by dowiedzieć się o jego stan. Dopiero słowa pielęgniarki ja uspokoiły. Zasnęła wykończona, ale szczęśliwa. Jego rozmyślania przerwała Ula, która cicho jęknęła. Wydawało mu się że usłyszał słowo „koszmar”, ale nie był tego do końca pewien. Dziewczyna otworzyła oczy, które po chwili w pośpiechu zamknęła. Po chwili powtórzyła czynność, ale bardzo powoli. Najpierw jedno, po chwili drugie. Jaś coraz bardziej zaniepokojony starał się zrozumieć zachowanie siostry.
    - Ulaa? - odważył się spytać.
    - Gdzie Józio? - W tym momencie nastolatek spojrzał na nią jak na wariatkę, niczego nie rozumiejąc.
    - Jaki znów Józio? Ula, wszystko w porządku?
    - Nie wiem – odparła szczerze – Już nic nie wiem.
    - Boli cię coś?
    - Nie, chyba nie.
    - Więc w czym problem?
    - W niczym, Jasiu, w niczym. Po prostu zakręciło mi się w głowie. - Nie chcąc go denerwować, dodała - nie wyspałam się dzisiaj.
    - To wszystko wina tego twojego cholernego szefa.
    - Szefa?
    - No tak, tego Dobrzańskiego. Jeździ jak wariat to i się doigrał, a ty jak jakaś super woman musiałaś skoczyć mu na ratunek. Przecież mogłaś tam zginąć.
    - Marek! -  Kobieta szybko stanęła na nogi – Co mu się stało? Miał wypadek? Nic mu nie jest?
    - No przecież, że nie Gargamel – szybko skończył żartować pod odstrzałem ulinego wzroku – tak trochę się poturbował na tych zaręczynach, ale byłoby gorzej, gdybyś nie wyciągnęła go z tego jego grata.
    - Marek, wypadek, zaręczyny, uratowałam – mówiła bardzo powoli, cedząc każde słowo i ponownie tego dnia osuwając się w ramiona brata.

* Wiem, że nie każdemu może podobać się taki styl równoważnikowy w tym momencie, ale ja zawsze go lubiłam, ponieważ charakterystycznie spowalnia akcję, a w tym miejscu był mi potrzebny.
** Zdaję sobie sprawę, że w serialu zaraz po wypisaniu się ze szpitala Marecki udał się do firmy, ale obudzić się w szpitalu byłoby dla niego za wielkim szokiem, jeszcze by zawału dostał, a takiej straty bym nie zniosła, więc powiedzmy że wypisał się w środku nocy, a z jego darem przekonywania kobiet wszystko jest możliwe. smile
*** Nie wyobrażam sobie, żeby coś mogło go szpecić, no ale minęło sześć lat w ciągu, których zadręczał się wyrzutami sumienia, więc może?

***
To teraz Ann, liczę na poprawienie moich nieszczęsnych błędów interpunkcyjnych. smile

Ostatnio edytowany przez natbee (2011-08-06 22:34:52)

Offline

 

#10 2010-12-26 20:52:01

ann666
Wali z grubiańskiej rury
Od: Cesarstwo Toruńskie
Zarejestrowany: 2009-05-21
Posty: 17201
Serwis

Re: Moje wypociny - tytuł na razie roboczy :D

an666

natbee napisał:

Oślepiło go światło poranka. Zamknął je.

W sensie że zamknął światło?

natbee napisał:

Pamiętał, że wczoraj w nocy poszedł spać do salonu.

W narracji nie używamy określeń czasu w rodzaju wczoraj, jutro.
Pamiętał, że poprzedniej nocy

natbee napisał:

Znalazł jedyne wytłumaczenie -  musiał lunatykować, choć nigdy wcześniej to mu się nie przytrafiło.

za dużo spacji po myślniku

natbee napisał:

Domu, z którego przeprowadził się pięć lat temu, po tym jak stracił swoje szczęście na zawsze.

Ja bym ten drugi przecinek przesunęła przed jak

natbee napisał:

Nie wiedział co się dzieje.

przecinek przed co

natbee napisał:

Przypomniał sobie, że najlepszym lekarstwem w takiej sytuacji jest ustrzypniecie się.

że co? yikes
chodziło Ci o uszczypnięcie się?

natbee napisał:

Taki wypadek. – kobieta wyglądała na zaniepokojoną.

Kobieta

natbee napisał:

- Czego?- mężczyzna wyglądał na jeszcze bardziej zdezorientowanego.

Mężczyzna
i spacja przed myślnikiem

natbee napisał:

Powiedz, że żartujesz. – Mówiła spoglądając na niego.

żartujesz - mówiła, spoglądając

natbee napisał:

Nie miał wyboru musiał kłamać, przecież nie może powiedzieć, że nie wie o czym mówi.

Nie miał wyboru - musiał kłamać, przecież nie mógł powiedzieć, że nie wie, o czym mówiła.

natbee napisał:

Miał nadzieje, że zaraz wszystko się wyjaśni.

nadzieję

natbee napisał:

- Tak, Paula żartowałem.

Paula, żartowałem

natbee napisał:

Paulina pod wpływem jego pocałunków na chwile zapomniała o porannym incydencie.

chwilę

natbee napisał:

- Nie możemy dziś spóźnić się do firmy, ponieważ umówiłam się z Aleksem, chciałam jechać tam sama, ale widzę, że dobrze się czujesz, więc nic nie stoi na przeszkodzie byś spełniał zadawania dyrektora.

Aleksem. Chciałam
przecinek przed byś

natbee napisał:

Na obrzeżach Warszawy w miasteczku zwanym powszechnie Rysiowem ten sam koszmar przeżywała Ula, która również po przebudzeniu zobaczyła, że nie wszystko jest takie jakie być powinno.

przecinek przed jakie

natbee napisał:

Poprawka, nic nie jest takie jakie być powinno.

jw

natbee napisał:

Po drugie pokój, w którym dorastała, nie zmienił się w niczym odkąd przeszło pięć lat temu wyjechała z Piotrem.

przecinek przed odkąd

natbee napisał:

- Ula wstawaj prędko, zaraz spóźnisz się do pracy, a ja idę odprowadzić Beatkę do przedszkola.

Ula, wstawaj

natbee napisał:

- Już wstaję – odpowiedziała, choć nie rozumiała co się wokół niej dzieję, praca, przedszkole,  nic z tego nie pojmowała.

przecinek przed co
dzieje

natbee napisał:

Nie sprzeciwiając się ojcu pospiesznie opuściła łóżko.

przecinek przed ojcu

natbee napisał:

Ubrała się i udała się do łazienki.

Ubrała się i udała do łazienki.

natbee napisał:

Stojąc naprzeciwko lustra zobaczyła potwora, a precyzując siebie sprzed sześciu lat.

nie gra mi to zdanie

natbee napisał:

Nie rozumiała w jaki sposób mogła przemierzyć w ciągu jednej nocy odległość z Bostonu do Polski, na dodatek nic z tej podróży nie pamiętając, dlaczego jej trzynastoletnia już siostra Beatka jest odprowadzana przez ojca do przedszkola, a ona sama znów stała się Brzydulą.

przecinek przed w jaki

natbee napisał:

Szybko założyła swoje stare okulary – zielone z okropnymi grubymi szkłami i wybiegła na korytarz prawie wpadając na swojego młodszego brata, Jana – ojca trzyletniego Józia, który dziś wyglądał jak Jasio - nastolatek.

myślnik przed i
Józia - który - bo tak jak teraz, to wygląda jakby trzyletni Józio wyglądał jak nastolatek tongue
i raczej Jasiek niż Jasio

natbee napisał:

Marek siedząc na podłodze w łazience starał się uporządkować fakty, jednocześnie starając się nie zwracać uwagi na uderzającą pięściami w drzwi Paulinę. Po pierwsze założył, iż nie jest wariatem, a wszystkie wydarzenia dzisiejszego dnia maja jakieś sensowne wyjaśnienie.

Marek, siedząc na podłodze w łazience, starał się

natbee napisał:

Siedząc na podłodze wpadł na genialny pomysł, zrozumiał że istnieje tylko jeden człowiek, który go nie wyśmieje, ani też nie potraktuje jak wariata.

podłodze, wpadł
przecinek przed że
bez przecinka przed ani

natbee napisał:

Wypadek jej szefa, którego notabene uratowała bardzo ją zmartwił. Całą noc wydzwaniała do szpitali, by dowiedzieć się o jego stan.

przecinek po uratowała

natbee napisał:

Wydawało mu się że usłyszał słowo „koszmar”, ale nie był tego do końca pewien.

przecinek przed że

natbee napisał:

- Gdzie Józio? - w tym momencie nastolatek spojrzał na nią jak na wariatkę, nic nie rozumiejąc.

W tym
niczego nie rozumiejąc.

natbee napisał:

Ula wszystko w porządku?

Ula, wszystko

natbee napisał:

- Nie wiem – szczerze odparła – już nic nie wiem.

- Nie wiem - odparła szczerze. - Już nic nie wiem.

natbee napisał:

- Boli cie coś?

cię

natbee napisał:

- W niczym Jasiu, w niczym, po prostu zakręciło mi się w głowie.

W niczym, Jasiu, w niczym. Po prostu

natbee napisał:

- nie chcąc go denerwować , dodała - Nie wyspałam się dzisiaj.

Nie chcąc
dodała - nie

natbee napisał:

- Marek! -  kobieta szybko stanęła na nogi – co mu się stało, miał wypadek, nic mu nie jest?

- Marek! - Kobieta
nogi. - Co mu się stało? Miał wypadek? Nic mu nie jest?

natbee napisał:

- No przecież, że nie Gargamel – szybko skończył żartować pod odstrzałem ulinego wzroku – tak trochę się poturbował na tych zaręczynach, ale byłoby gorzej gdybyś nie wyciągnęła go z tego jego grata.

przecinek przed gdybyś

natbee napisał:

- Marek, wypadek, zaręczyny, uratowałam – mówiła bardzo powoli cedząc każde słowo i ponownie tego dnia osuwając się w ramiona brata.

przecinek przed cedząc


Je suis responsable de ma rose
After all this time? ALWAYS

Offline

 

Stopka forum

Powered by PunBB© Copyright 2002–2018 PunBB
statystyka