BrzydULA - jedyne forum fanów serialu

Forum dyskusyjne miłośników serialu "BrzydULA"

Nie jesteś zalogowany.

#11 2011-02-16 23:45:45

meaaem
Prawie jak Papuka
Od: W/Ł
Zarejestrowany: 2010-01-28
Posty: 6126

Re: Trwałość pamięci

Wybaczcie spam, ale... Panno Anno zignorowałaś moje pytanie, a ja naprawdę chciałabym przeczytać coś więcej w tym wątku. Pozdrawiam. smile


...Czasami czuję się jak marna słaba trzcina,
Którą z łatwością zimny wiatr jak chce wygina.
Czasami tracę wiarę we wszystko co robię,
Złe zdanie mam o ludziach, fatalne o sobie...

Offline

 

2011-02-16 23:45:45

Cindy
Najlepsza doradczyni na forum

#12 2011-02-17 19:29:29

ann666
Wali z grubiańskiej rury
Od: Cesarstwo Toruńskie
Zarejestrowany: 2009-05-21
Posty: 17229
Serwis

Re: Trwałość pamięci

Te, mała, bo jak się Tobą zajmę zaraz kij


Je suis responsable de ma rose
After all this time? ALWAYS

Offline

 

#13 2011-02-17 20:03:59

panna anna
Łapie Byka za ogon
Od: wschód Europy
Zarejestrowany: 2010-04-08
Posty: 8583

Re: Trwałość pamięci

Sorrki, nie miałam komputera ani czasu... O internecie nie wspominając... Będzie coś w tym temacie... Wkrótce mam nadzieję...


Но за всё тебе – спасибо
Да есть в тебе, есть эта сила
Но не береди – я забыла,
А уходя – уходи красиво.

Offline

 

#14 2011-02-17 21:44:00

meaaem
Prawie jak Papuka
Od: W/Ł
Zarejestrowany: 2010-01-28
Posty: 6126

Re: Trwałość pamięci

ann666 napisał:

Te, mała, bo jak się Tobą zajmę zaraz kij

No we, bo jeszcze sobie ktoś coś pomyśli! lx

Panno Anno - czekam z niecierpliwością! smile


...Czasami czuję się jak marna słaba trzcina,
Którą z łatwością zimny wiatr jak chce wygina.
Czasami tracę wiarę we wszystko co robię,
Złe zdanie mam o ludziach, fatalne o sobie...

Offline

 

#15 2011-04-29 01:01:08

panna anna
Łapie Byka za ogon
Od: wschód Europy
Zarejestrowany: 2010-04-08
Posty: 8583

Re: Trwałość pamięci

Rozdział 2.


Gottfried Wilhelm Leibniz
Teraźniejszość obciążona jest przeszłością i brzemienna w przyszłość.



Nagrzane, majowe powietrze pachniało bzem i spalinami. Kobieta rozpięła żakiet i otworzyła drzwi na balkon. Była zmęczona nadmiarem informacji, jakie musiała ostatnio przyswoić. Chaos, który ją otaczał nie pomagał się skupić. W mieszkaniu każdą wolną przestrzeń zajmowały kartonowe pudła. Niespodziewanie zadzwoniła komórka leżąca na blacie w kuchni.
- Cholera jasna – potknęła się o leżące Ne środku pokoju szpilki. – Halo?  Ach to ty. Jak na razie wszystko idzie gładko, nawet za dobrze jak na sprawę tego rodzaju… - odłożyła słuchawkę i poszła do sypialni, która była jedynym w miarę uporządkowaną przestrzenią w całym domu. Usiadła na szerokim łóżku przykrytym kolorową narzutą. Po raz setny o
otworzyła tą samą aktówkę, na samym wierzchu leżało zdjęcie Dobrzańskiego.
***

Marek mocno spóźniony wpadł do biura, już trzeci raz w tym tygodniu. Violetty jak zwykle jeszcze nie było, natomiast przy drugim biurku zauważył swoją nową asystentkę. Spojrzała na niego z naganą w zielonych oczach, by pochwali powiedzieć z uśmiechem:
- Kawa czeka w gabinecie. Twój ojciec będzie w firmie za… - z uwagą przyjrzała się tarczy zegarka na swoim przegubie. Za jakieś dwie minuty…
Ułamek sekundy później demolował swoje biuro w poszukiwaniu dokumentów.
- Tego szukasz? – drobna osóbka podała mu jaskrawoniebieską teczkę.

Jakim cudem on został z prezesem? Jest miły i uroczy, ale tak strasznie rozkojarzony… – jej rozmyślania przerwała Violetta, która wtargnęła do sekretariatu z furią diabła Tasmańskiego.
- Apokalipsa – wrzasnęła tak głośno, że usłyszano ją po drugiej stronie Wisły.
- Co się stało? Znowu na Pudelku wyczytałaś, że Bobek podrywa Muchę? – poznanie aktora było  marzeniem panny Kubasińskiej. Na szczęście dla obojga niespełnione, ponieważ Violka w marzeniach sennych układała swoją przyszłość u boku Filipka. Oczywiście był to jedynie plan awaryjny na wypadek gdyby z Sebastiankiem nie wypaliło, a że nie wypalało średnio raz na tydzień to bywało kolorowo.
- Pomidorów zabrakło… A ja w takim napięciu żyję! Wieczorem Sebulek przychodzi na kolację do moich rodziców, mamusia od rana gotuje pomidorową z ryżem i gołąbki w sosie… - nie miała już siły słuchać chaotycznego wywodu na temat zdolności kulinarnych rodzicielki jej koleżanki. Wybawienie przyszło niespodziewanie, recepcjonistka przyniosła dzisiejszą pocztę. W całej masie nieskazitelnie białych kopert znalazło się jedno kukułcze jajo. Jedna z przesyłek była zaadresowana na nazwisko Febo. Dokładnie do Aleksandra. Postanowiła odnieść zgubę osobiście, ponieważ po pierwsze chciała żeby tym razem trafiła w odpowiednie miejsce, po drugie była to jedyna  szansa ucieczki…

Idąc zatłoczonym korytarzem rozmyślała o swoich nowych obowiązkach i o ludziach, z którymi przyszło jej współpracować. Prawdziwe stado oryginałów na czele z Pshemko i Violką. W tym momencie zdała sobie sprawę, że dotarła do wrót piekieł, czyli stanęła na progu gabinetu dyrektora finansowego. Sekretarki oczywiście nigdzie nie było, więc musiała dostarczyć przesyłkę osobiście. Już miała zapukać, gdy drzwi otworzyły się gwałtownie prawie wypadając z zawiasów. Poczuła dość silne uderzenie w głowę a po chwili obserwowała jak czerwona kropla krwi wsiąka materiał jej białej bluzki. Sekundę potem pochłonęła ją ciemność, nie dane było jej zobaczyć pobladłego oblicza Adama Turka, który wyglądał jakby san miał ochotę zemdleć.
- Ja nie chciałem jej zabić… Muszę zadzwonić do Aldony, niech załatwia adwokata… - mamrotał pod nosem.
- Nikogo nie zabiłeś, przynajmniej na razie – za plecami księgowego rozległ się przyjemny dla ucha, ale stanowczy glos. – Przynieś wody i może trochę lodu! Ruszysz się czy potrzeba ci dodatkowej motywacji? – Aleks Febo spojrzał na podwładnego w taki sposób, że ten powstrzymał chaotyczny taniec swoich kończyn i z nagłym przyśpieszeniem  ruszył się z miejsca.
***
Budziła się z powoli z płytkiego snu, nadal bolała ją głowa, a sufit wirował niepokojąco. Jęknęła cicho i ponownie zamknęła oczy.
- Nareszcie! Ocknęła się pani, ten idiota stratował panią drzwiami – wskazał na Turka wciśniętego w najdalszy kąt pokoju.
- Oj, nic wielkiego się nie stało… -próbowała jasno ocenić sytuację, w jakiej się znalazła.
Tak więc:
- Po pierwsze leży w pozycji horyzontalnej na kanapie swojego szefa.
- Po drugie ten sam szef widział ją rozciągniętą na podłodze.
- Po trzecie pierwsze i drugie było strasznie nieprofesjonalne – powoli zmusiła swoje ciało do zmiany pozycji na bardziej przyzwoitą. Usiadła i aby oderwać myśli od fali mdłości, jaka szalała w jej żołądku postanowiła skupić wzrok na jednym punkcie. Tym, co najbardziej przykuło jej uwagę były ciemne tęczówki mężczyzny siedzącego naprzeciwko, wpatrywał się w taki sposób, że przechodziły ją dreszcze.
- Powinien pan zainstalować sobie drzwi obrotowe – powiedziała siląc się na odrobinę humoru w tej dziwaczej dla wszystkich sytuacji.
- Taniej i bezpieczniej dla otoczenia wyjdzie jak Adam nie będzie dotykał żadnych niebezpiecznych przedmiotów – jego wargi wygięły się nieznacznie. – Dotyczy to także zszywacza… A już w szczególności niszczarki, jakiś miesiąc temu nasz Adaś jakimś cudem wpakował do niej swój boski krawat w truskaweczki. Był do prawdy uroczy… Jaka szkoda, że został stracony dla potomności – zauważył że dzięki temu żarcikowi jej twarz wracała do normalnej barwy, co więcej na policzkach było widać zapowiedź delikatnego rumieńca.
- Więc jak się pani podoba nasz Febo&Dobrzański cyrki?
- To bardzo interesująca firma i wszyscy są tacy mili i pomocni.
Gdy po raz pierwszy pojawiła się tutaj nie zdawała sobie, na co się porywa, praca była ciężka i dość uciążliwa. Przez kilka pierwszych dni rzuciło jej się w oczy kilka spraw.
Po pierwsze prezes był z jakiegoś powodu ciągle rozkojarzony i przy odrobinie szczęścia ktoś sprytny sprzeda go kiedyś razem z całą firmą.
Po drugie Paulina, traktowała wszystkich z góry, a Marka jak pieska pokojowego. Nie polubiły się od pierwszego wejrzenia. Panna Febo miała do niej szereg pretensji:
Zarezerwowała stolik w innej restauracji niż życzyła sobie tego Lodowa Księżniczka, nie jej wina, że w Papudze wszystkie stoliki były zarezerwowane z tygodniowym wyprzedzeniem.
Po drugie Marek nie przyszedł na ten lunch, jakoś nie docierało do niej, że Dobrzański ma trzydzieści jeden lat a nie trzynaście. Po za ty była jego sekretarką a nie niańką.
Po trzecie w pewnym piśmie poświęconym modzie skrytykowano jej sukienkę, a na to Julia już naprawdę nie miała wpływu…
Pozostawał jeszcze sam Aleksander Febo był dla niej niewiadomą. Co prawda dzisiejszego dnia zachował się jak prawdziwy dżentelmen, ale ona nie miała okazji lepiej go poznać. Od czasu, kiedy pojawiła się w F&D pan dyrektor przebywał na urlopie w nieznanym nikomu miejscu. Bardzo tajemnicze, po za tym plotki zasłyszane od bufetowej robiły swoje. Otrzymała dwa różne obrazy tego samego człowieka…


- Od kiedy nokautujesz kobiety? – do gabinetu wpadł Marek.
- Nikogo nie uderzyłem, ale da Ciebie chętnie zrobię wyjątek.
- Marek, to naprawdę był wypadek. Stanęłam za blisko drzwi – próbowała wyjaśnić sytuację i zapobiec ponownemu rozlewowi krwi.
- Ale.. – prezes próbował coś powiedzieć, ale intensywnie zielone spojrzenie spowodowało, że zamilkł na chwilę. – W takim razie pozwól, że odwiozę cię do domu. Dość miałaś atrakcji jak na jeden dzień – posłał jej jeden ze swoich firmowych uśmiechów.
***
Gdy tylko wszyscy zgromadzeni opuścili jego gabinet posłał Dorotę do działu kadr. Poczekał aż większość pracowników pójdzie do domu a on bez przeszkód będzie mógł przeczytać papiery. Włączył swoją ulubioną operę i wypił łyk whiskey z lodem… Zaczął czytać: Julia Zawadzka urodzona…

Po godzinie lektury nie znalazł nic nie zwykłego, zwykła, dobrze wykształcona dziewczyna. Widywał tu już takie…
***
Młoda kobieta wyszła przed dom. Słońce już powoli chyliło się ku zachodowi. Od rana czekała na ważne nowiny, aby skrócić sobie czekanie postanowiła popływać przed kolacją. Pobiegła na pomost, ściągnęła przez głowę kolorową sukienkę i po prostu skoczyła…

Ostatnio edytowany przez panna anna (2011-05-01 02:11:54)


Но за всё тебе – спасибо
Да есть в тебе, есть эта сила
Но не береди – я забыла,
А уходя – уходи красиво.

Offline

 

#16 2011-04-29 11:01:10

MEG1984
Prawie jak Papuka
Od: zachodniopomorskie
Zarejestrowany: 2009-12-02
Posty: 6290

Re: Trwałość pamięci

Aniu troszkę nas przetrzymałaś tongue Ale akurat ja to doskonale rozumiem. Rozdział mi  się podobał. Po pierwszej części wydawało mi się, że Aleks będzie chciał odzyskać weksel i wykorzystać naiwność Uli. Tylko że biedaczek nie ma pojęcia, że to nie jest już ta sama panna Cieplak, którą oszukał Marek. Amnezja wiele zmieniła. Teraz nie jestem już taka pewna czy ta historia będzie tak wyglądać.
Wprowadziłaś nową postać. W gruncie rzeczy Julia troszeczkę przypomina mi Ulę z czasów gdy zaczynała pracę w FD. Zawadzkiej firma wydaje się zbieraniną prawdziwych oryginałów, poza tym niańczy Marka i boi się Aleksa. Swoją drogą to Febo mnie zaskoczył. Kto by go podejrzewał o poczucie humoru big_smile Coś mi się wydaje, że Julia przekonała się iż nie taki diabeł straszny jak go malują i chyba jej osoba zaintrygowała Aleksa. Ciekawe co wyniknie z tej znajomości?

Będę czekać na kolejną część. Pozdrawiam serdecznie, życzę Ci weny i czasu na pisanie kiss


Kiedy rodzi się człowiek z nieba spada dusza i  rozpada się na dwie części.
Jedna z nich trafia do kobiety, druga do mężczyzny.
Życie polega na odnalezieniu tej drugiej połowy, połowy swojej duszy, połowy samego siebie...
I believe in SH. I AM SHERLOCKED.

Offline

 

#17 2011-04-29 18:47:52

Iwona
Kochanka Marka
Zarejestrowany: 2009-08-07
Posty: 4431

Re: Trwałość pamięci

Aniu kiss super, że wróciłaś do tego opowiadania. Robi się coraz ciekawiej i bardzo mi się podobało. 

Czy kobieta w pierwszej i ostatniej części rozdziału to nasza nowa Ula w swoim nowym mieszkaniu? Jeśli tak, to świetnie. Mieszkanie u taty w Rysiowie jest może fajne i wygodne, ale czas stanąć na własnych nogach. Ma aktówkę z papierami i zdjęcie Dobrzańskiego. Ciekawe ile ona już wie i czy doszło do spotkania z Aleksem w sprawie weksla?

Marek, Aleks i Paulina nadal w FD.  Jak miło. Do tego wprowadziłaś do opowiadania nową postać -  Julię. Fajna z niej osoba. Stara się być profesjonalistką i chyba jej się to udaje. Ponadto widać, że cechuje ją zdrowy rozsadek. Jej spostrzeżenia na temat FD oraz miłych i pomocnych ludzi, których tam spotkała są świetne big_smile Dostrzega wady Marka, a to już dużo. Nie jest uprzedzona do Aleksa i ma dystans do fochów Pauliny. Zapewne odegra znaczącą rolę w tej historii.
Fajnie wyszła ci Violka big_smile - zauroczona Bobkiem, ale pracująca nad Sebą. Życiowa dziewczyna.wink   
(tongue Rozumiem, że ta bardziej inteligentna będzie odporna na Marka i doceni urok Aleksa tongue)
Adaśko i akcja z drzwiami były jednak najfajniejsze. No i na koniec – Aleks tongue. Ma przyjemny, stanowczy głos, jest władczy, jego wzrok budzi dreszcze i ma poczucie humoru. Jest taki Twój tongue. Czyżby Julia wpadła mu w oko?
Oczywiście nie byłabym sobą, gdybym nie zastanawiała się nad Markiem. To wspomnienia o Uli powodują, że jest aż tak rozkojarzony? Co jest pomiędzy nim i Pauliną? Zmienił się, czy nadal podrywa swoje asystentki?

Czekam na kolejny rozdział i pozdrawiam kiss

Ostatnio edytowany przez Iwona (2011-04-29 19:43:03)


"Wszystko, co dobre, jest nielegalne, niemoralne albo powoduje tycie." lol 
I heart Radosną twórczość.

Offline

 

#18 2011-05-03 22:49:33

panna anna
Łapie Byka za ogon
Od: wschód Europy
Zarejestrowany: 2010-04-08
Posty: 8583

Re: Trwałość pamięci

Rozdział 3.


Howard Phillips Lovecraft — W górach szaleństwa (Uwięziony wśród faraonów, 1)
Tajemnica przyciąga tajemnicę.



Spała zwinięta na kanapie, niespodziewanie usłyszała natarczywy dźwięk. Po chwili zdała sobie sprawę, że ktoś dzwoni do drzwi i najwyraźniej się niecierpliwi.
- Idę, idę – zastanawiała się, kto to może być o tej porze. Nie miała zbyt wielu znajomych w Warszawie. – Marek!? Co ty tu robisz? – Dobrzański był ostatnią osobą, jaką spodziewała się zobaczyć na progu swojego mieszkania.
- Zgubiłaś w samochodzie – w otwartej dłoni trzymał złotą bransoletkę z niewielkim wisiorkiem w kształcie ważki.
- Dziękuję… Jestem do niej bardzo przywiązana – przez ułamek sekundy ich spojenia spotkały się. – Może wejdziesz na herbatę?
- Chętnie – rozejrzał się po pomieszczeniu jednocześnie potargał swoją niesforną czuprynę. Pokój był jasny i dość przestronny, pomimo że sporo przestrzeni zajmowały nie rozpakowane pudła. – Nowe mieszkanie? - zapytał z zaciekawieniem w głosie.
Skinęła głową stawiając na stole tacę z parującymi kubkami. – A czy jest jakaś druga połówka do kompletu?
- Nie…
- Przepraszam nie powinienem pytać – zmieszał się lekko.
- Nie ma sprawy, naprawdę – upiła łyk herbaty żeby ukryć drżenie głosu. Przez dłuższy czas mieszkałam za granicą. A teraz muszę na nowo poukładać swoje zwariowane życie…
Domyślił się, że tam gdzieś jest jeszcze ktoś, widział to w jej zielonych oczach. W tym momencie bardzo mu przypominała Ulę. Słodką, dobrą i niewinna. Ulę, która od dłuższego czasu nie odbierała od niego telefonów. Te nieśpieszne rozmyślania przerwał mu sms od Pauliny, domagała się, aby niezwłocznie pojawił się w domu. Tyle, że on miał co raz mniejszą ochotę na powroty. Męczyły go ciągłe kontrole i pretensje. Co więcej męczyła go sama Paulina. Miał dla niej wiele ciepłych uczuć, ale czy to była miłość?
- Przepraszam muszę wracać – zawstydził się sam przed sobą. Nie powinien mieć takich rozterek.
Wyszedł zostawiając niedopitą herbatę
***
– Marek Dobrzański – powtarzała siedząc zanurzona w pachnącej pianie. Obserwowała go bardzo uważnie. Miał w sobie to coś, co pozwalało mu zjednywać sobie ludzi w ciągu ułamka sekundy. Lubiła go jako szefa i człowieka, ale jaki był naprawdę tego jeszcze się niedowidziała… Był jeszcze ten drugi, do dzisiejszego wypadku znała go jedynie z widzenia, ponieważ pan Febo często przebywał na spotkaniach po za firmą. Bywał nawet w Mediolanie – tą ciekawą informację usłyszała przypadkiem od Adama. Rzekomo Aleks prowadził bardzo ważne i potajemne negocjacje. Tyle, że tajemnicą to one już na pewno nie były, księgowy miał język długości tasiemca.

Ranek nastał niepokojąco szybko, wyłączyła budzik i naciągnęła kołdrę na czubek głowy. Nie znosiła porannego wstawania. Na szczęście była sobota, na nie szczęście mieszkanie nadal wyglądało jak koczowisko. Koniecznie musiał coś z tym zrobić, inaczej kiedyś przez ten bałagan straci zęby…

Do południa składała, wycierała, porządkowała. Po kilku godzinach intensywnej harówki mieszkanie wyglądało całkiem porządnie. Zniknęły szarobure pudła, ich miejsce zajęła patera z owocami na stole i liczne świeczki zapachowe. Dużo pracy jak na jeden dzień i jak na taką filigranową osóbkę. Zmęczona opadła na krzesło, bolał ją każdy najmniejszy mięsień. Podniosła klapę szarego komputera i zalogowała się na swoim koncie pocztowym. Po za kilkoma bzdurnymi reklamami kredytu hipotecznego znalazła jeden istotny list.
„ U mnie wszystko w porządku. Jak nasze sprawy? Do zobaczenia wkrótce.”
Szybko wystukała równie lakoniczną odpowiedź i poszła do kuchni zrobić sobie kawy, smolistej i mocnej.

Upiła maleńki łyczek parząc się przy tym w język. Zaklęła pod nosem i machinalnie ugryzła kawałek pierniczka. Informacje, jakie zdobyła całkowicie zdominowały jej myśli. O północy miała kompletne dossier wszystkich współwłaścicieli, znała historię firmy na wylot.  Od początku do ostatniej sekundy, mogła się założyć, że była lepiej zorientowana niż niejeden długoletni pracownik, po za tym informatorzy sami pchali się do niej. Ele częstowała kolejnym kawałkiem placka i opowiadała najnowsze sensacje, Adam, który zdradziłby pin swojej karty kredytowej… Wystarczyło ładnie się uśmiechnąć i może odrobinę zakręcić biodrami. Wtedy z księgowym działy się dziwne rzeczy zaczynał plątać się w zeznaniach a jego kończyny wyczyniały jakieś dziwne ruch. Może to był taniec zaklinacza deszczu? Tego nie wiedziała i prawdę mówiąc nie miała ochoty tego sprawdzać na własnej skórze.
***
Tymczasem pomimo późnej pory Paulina Febo nadal nie spała. Pustym wzrokiem patrzyła w sufit z nadzieją, że tam znajdzie odpowiedź na dręczące ją wątpliwości.
„ Dlaczego on jest taki nieobecny? – okręciła wokół palca krążek z okazałym brylantem. Pierścionek zaręczynowy… Ile naprawdę znaczył? Dla większości ludzi był symbolem miłości i zapowiedzią nowego życia. A ona była już zmęczona walką o ten związek, kolejnymi zdradami, udawaniem przed wszystkimi, nawet przed sobą, że wszystko jest ok. Wstała z łóżka i popatrzyła na Marka, spał spokojnie. W tej sekundzie miała ochotę go udusić za to wszystko, co jej robił…  Zadrżała, sama nie wiedziała czy to z emocji czy z zimna. Wyjęła z szafy jedną z bluz Marka i na palcach poszła do kuchni. Z dzieciństwa pamiętała, że mama robiła jej herbatę z sokiem malinowym, gdy tylko źle się poczuła. Do standardowej mikstury dodała jeszcze solidną porcję alkoholu mając nadzieję, że to pozwoli jej się uspokoić. Z jej szarych oczu potoczyły się dwie, wielkie łzy, a potem kolejne… Lodowa Księżniczka płakała z powodu zwykłej ludzkiej bezsilności.
***

Obudził ją jej własny krzyk. Kolejny raz śniła ten sam przerażający sen. Wciąż słyszała dźwięk miażdżonego metalu. Wstała z łóżka i odsłoniła zasłony, na niebie już świtało. Wiedziała, że tej nocy na pewno już nie zaśnie. Serce biło jak oszalałe a myśli biegły w różnych kierunkach. Weszła pod prysznic i odkręciła lodowatą wodę. Miała nadzieję, że przeszłość wreszcie przestanie ją prześladować.
***

Pojawiła się pod firmą strasznie spóźniona. Violka jak zwykle była zajęta dogłębnymi badaniami rynku, czyli polowała na aukcji internetowej na nowe szpilki…
- Gdzie Marek?
- Pojechał z Sebulkiem pograć w golfa – spojrzała na nią dziwnym wzrokiem. –Zostawił jakieś raporty do przejrzenia.
Miała jeszcze kilka pytań do zadania, ale stwierdziła, że Kubasińska znajduje się w innej rzeczywistości.

Przeglądała papiery od ponad trzech godzin. Dane nie były optymistyczne, nie były nawet złe. Sytuacja była krytyczna. Sprzedaż F&D Sportivo była na poziomie Rowu Marjańskiego a inwestorzy domagali się pieniędzy.
- Jaka piękna katastrofa… - szepnęła do siebie, patrząc tępym wzrokiem w sufit. – Violka odbieraj telefony i pilnuj interesu – błyskawicznie zgarnęła swoje szpargały do torby. – A daj mi jeszcze adres tego klubu golfowego.
- Pali się czy co?  Nie widzisz, że paznokieć maluję?
- Tak, Viola pali się!  Dasz mi wreszcie ten adres?
Ja ją kiedyś uduszę… Uduszę i każdy sędzia mnie uniewinni.
***

- Ala, możesz pożyczyć mi samochód?
***

Wpadła do przestronnego pomieszczenia, przy okazji potrącając kilka niewinnych osób.
- W czym mogę pomóc – zapytał ostrożnie recepcjonista, widząc jej potargane włosy i rumieńce na policzkach.
- Szukam Marka Dobrzańskiego.
- Pan Dobrzański je lunch w naszej restauracji.
- Którędy to?
- Ma pani kartę członkowską?
- A jak pan myśli?
- W takim razie nie może pani tam wejść… Sama pani rozumie.
- No właśnie nie za bardzo – postanowiła zakończyć tą bezsensowną dyskusję – Niech spróbuje mnie pan powstrzymać – popatrzyła na niego takim wzrokiem ze biedaczek cofną się o trzy kroki.

Znalezienie Marka i jego ciężko kojarzącego kumpla nie okazało się trudne. Wystarczyło zlokalizować stolik, wokół którego kręciło się najwięcej długonogich panien na wydaniu.
- Marek!
- Julka? Co ty tu robisz? Kto cię tu wpuścił?
- Sama się wpuściłam. Mamy problem, ty masz problem… Idziemy – powiedziała głosem nieznoszącym sprzeciwu.
- A Seba?
- Sebastian to duży chłopczyk, po za tym ma koleżanki do pomocy.
***
Gdy znaleźli się w zacisznym samochodzie Alicji pokazała mu raporty z księgowości oraz swoje własne spostrzeżenia.
- Albo coś z tym zrobimy albo niedługo będziesz zarządzał, co najwyżej budką z kebabem…

Ostatnio edytowany przez panna anna (2011-06-06 12:00:53)


Но за всё тебе – спасибо
Да есть в тебе, есть эта сила
Но не береди – я забыла,
А уходя – уходи красиво.

Offline

 

#19 2011-05-04 00:56:11

Sincero
Przyjaciel Brzyduli
Od: Dolnośląskie
Zarejestrowany: 2011-05-04
Posty: 111

Re: Trwałość pamięci

Intrygujące opowiadanie. Co prawda to dopiero początek, ale przykuwa uwagę - tak bardzo, że założyłam konto, by skomentować.

Zastanawiam się, czy Julka i Ulka to na pewno ta sama osoba, bo chwilami wydają mi się zupełnie różne. Myślę, że to właśnie jest takie... przyciągające.

Wspaniale zaczęłaś kreować Aleksa. Mam słabość do "mrocznych" postaci i to, że nie przedstawiasz go od początku, jako oschłego brutala zyskuje u mnie ogromnego plusa.

Niektóre fragmenty są dla mnie absolutnie niezrozumiałe, ale wiem, że z czasem się wyjaśnią.

W rozdziale mignęło mi kilka małych literówek. Co do błędów stylistycznych, interpunkcyjnych i innych nie wypowiadam się, bo sama kompletnie się na tym nie znam.

Czekam, na kolejny rozdział i mam nadzieję, że trochę mi się po nim rozjaśni.

Pozdrawiam, Sincero.


No one ever will love me better than your everlasting love...

Offline

 

#20 2011-05-04 01:06:32

panna anna
Łapie Byka za ogon
Od: wschód Europy
Zarejestrowany: 2010-04-08
Posty: 8583

Re: Trwałość pamięci

Kochane Meg i Iwonko dziękuję za wasze inspirujące opinie. Zawsze jesteście zemną i z moimi tworami. Dla takich czytelników warto pisać...  Kombinujecie w dobrym kierunku. wink




Sincero napisał:

Intrygujące opowiadanie. Co prawda to dopiero początek, ale przykuwa uwagę - tak bardzo, że założyłam konto, by skomentować.

Zastanawiam się, czy Julka i Ulka to na pewno ta sama osoba, bo chwilami wydają mi się zupełnie różne. Myślę, że to właśnie jest takie... przyciągające.

Pozdrawiam, Sincero.

Jestem wzruszona, że ktoś specjalnie założył sobie konto żeby skomentować moje opko. Na początek mogę stwierdzić że Julka i Ula nie są tą samą osobą. Opowiadanie jest pokręcone, bo takie ma być.

PS. Też lubię Aleksa, kto mnie zna to wie... lol


Pozdrawiam Anka


Но за всё тебе – спасибо
Да есть в тебе, есть эта сила
Но не береди – я забыла,
А уходя – уходи красиво.

Offline

 

Stopka forum

Powered by PunBB© Copyright 2002–2018 PunBB
statystyka