BrzydULA - jedyne forum fanów serialu

Forum dyskusyjne miłośników serialu "BrzydULA"

Nie jesteś zalogowany.

#1 2011-03-28 18:47:04

monika_2601
Szemrzący typ
Zarejestrowany: 2011-03-28
Posty: 57

Popokazowe małe co nieco - opowiadanie

Witam! Jestem tutaj nowa, dopiero dziś się zarejestrowałam, ale musze przyznać, że już od jakiegoś czasu śledzę to forum. Przeczytałam już wiele opowiadań tutaj i jestem pod ogromnym wrażeniem. Nie będę wymieniać moich ulubionych autorek, bo zajęłoby mi to dużo miejsca, ale dziewczyny - zazdroszczę Wam talentu.
Szczerze powiem, że nie wiem, jak prężnie działa to forum w tej chwili. Wiem, że swego czasu świetnie funkcjonowało, o czym świadczy ogromna ilość komentarzy. Nie mniej jednak postanowiłam i ja wstawić tutaj coś swojego. Robie to z drżącym sercem, bo sama się sobie dziwie, że mam czelność wstawiać tutaj moje wypociny, obok tak wspaniałych dzieł. No ale nic, zobaczymy...
Moje opowiadanie to kontynuacja, czyli wszystko to, co po 235 odcinku serialu. Jakie jest? Czasami śmieszne, czasami wzruszające, ale przede wszystkim jest to tekst dla tych, którzy lubią duuużo cukru, lukru i słodyczy smile Dla tych, którzy wciąż tęsknią za BrzydUlą. Opowiadanie to ukazuje się jeszcze w innym miejscu, ale postanowiłam wstawić je tutaj, bo Wy nie szczędzicie krytyki, mówicie, jak jest, to co naprawdę, a nie to, co myślicie, że autor chciałby usłyszeć. A ja tego właśnie potrzebuję. Tak więc zapraszam i liczę na komentarze mówiące, czy to coś warte.






Część 1

Dochodziła godzina 19. W domu numer 8, w podwarszawskim Rysiowie, młoda kobieta o brązowych włosach i pięknych niebieskich oczach krzątała się po kuchni, sprzątając po kolacji. Jej głowę zaprzątały myśli o tym, jak diametralnie zmieniło się jej życie na przestrzeni ostatniego roku.
W tym krótkim czasie przeżyła więcej niż w ciągu poprzednich 25 lat razem wziętych. Dostała swoją pierwsza poważną pracę. Zakochała się, nawiasem mówiąc w swoim własnym, osobistym szefie. Została wykorzystana i oszukana przez tego samego mężczyznę. Odkochała się, a przynajmniej tak się jej wydawało, bo przecież nigdy tak naprawdę nie przestała go kochać. Wyciągnęła z poważnego kryzysu dom mody, którego właścicielem jest jej były kochanek i załamała się myśląc, że jedyny mężczyzna, którego kiedykolwiek kochała, wyjechał za granicę z inną. Ach i nie należy pominąć tego, że zmieniła się też pod względem wyglądu niemal w każdym calu.
Trzy dni temu jej życie wreszcie na nowo nabrało kolorów. Marek Dobrzański, jej szef, przyjaciel, swego czasu kochanek i „ten jedyny” wyznał jej miłość na pokazie mody, na wybiegu, w obecności tłumu ludzi – przyjaciół, znajomych, współpracowników, dziennikarzy i całej masy obcych im osób. Zrezygnował z wyjazdu ze swoją byłą narzeczoną, z którą zerwał zaręczyny przez nią, dla niej i został, aby kochać już tylko ją.
Od tego czasu, od czasu, kiedy mu wybaczyła wszystkie błędy i kiedy wreszcie przyznała, że ona też wciąż go kocha, nosił ją na rękach, całował ziemię po której stąpa. Widziała, jak wielkim uczuciem ją darzy, na powrót mu zaufała i uwierzyła, że teraz będzie już wszystko tak, jak powinno być. Wreszcie była naprawdę szczęśliwa.
Właśnie czekała na niego. Miał przyjechać, aby spędzić ten wieczór z nią. Nic nie zaplanowała, chciała, żeby to było spontaniczne, mieli po prostu być, nieważne co będą robić, ważne, że razem.
- Ula, widziałaś może mój krawat? No gdzieś go tutaj położyłem… - wołał Józef, jej tata.
- Leży na kanapie. Tato, pośpiesz się, nie możesz przecież pozwolić, żeby Ala na ciebie czekała. – powiedziała Ula z przekąsem. Józef właśnie szykował się na spotkanie ze swoją… No właśnie, nie potrafił powiedzieć kim. Ala była przyjaciółką Uli i kimś na wzór partnerki jej ojca. Ich relacje rozwijały się baaardzo powoli. Oboje byli ludźmi po przejściach i nie mieli już po 20 lat, więc byli nad wyraz ostrożni.
- Ulcia, kiedy przyjedzie pan Marek? – zapytała Beatka, siostra Uli, która siedząc przy kuchennym stole oddawała się swojemu ulubionemu zajęciu i zawzięcie coś rysowała.
- Za chwilę powinien być – odpowiedziała Ula z uśmiechem. Zauważyła, że Beti bardzo ludzi Marka, może nawet trochę za bardzo.
- No nie zdążę – doszły je narzekania Józefa gdzieś z przedpokoju – Oho, mamy gości! – powiedział na dźwięk pukania do drzwi. Otworzył. Do mieszkania wszedł wysoki brunet o stalowych oczach, niezwykle przystojny i elegancki. Zawodowo - były prezes i współwłaściciel wielkiej firmy modowej Febo&Dobrzański,  prywatnie - kiedyś hulaka i kobieciarz, dziś zakochany do szaleństwa mężczyzna, gotowy na każde poświęcenie dla swojej kobiety. W dwóch słowach – Marek Dobrzański.
- Dzień dobry panie Józefie – powiedział podając rękę ojcu Uli.
- Dzień dobry Marku. Przepraszam Cię bardzo, ale nie zdążę nawet wypić z wami herbaty, strasznie się spieszę – tłumaczył zakładając kurtkę.
- Wychodzi pan?
- Tak, tak, jadę spotkać się z Alą.
- W takim razie powodzenia i życzę udanego wieczoru – powiedział z uśmiechem Marek. Był bardzo zadowolony, że Cieplak odzyskał do niego zaufanie i wybaczył mu krzywdy, które ten wyrządził jego najstarszej córce.
- Dziękuję. Zaopiekujesz się moimi dziewczynami, tak?
- Ależ oczywiście, proszę się niczym nie martwic, my sobie tu doskonale poradzimy.
- W takim razie dobranoc wszystkim – i już go nie było.
Marek wszedł do kuchni, zobaczył jak jego Ula, w jego mniemaniu najpiękniejsza kobieta na świecie, stoi przy blacie kuchennym odwrócona do niego tyłem. Przystanął i patrzył na nią chwilę. Wreszcie się odwróciła i uśmiechnęła promiennie. Szybkim krokiem podszedł do niej i chwycił ją w talii, po czym pocałował krótko ale intensywnie w usta, a ona poczuła, jak przeszywa ją dreszcz.
- Cześć kochanie. Jesteśmy sami? – szepnął jej do ucha.
-Niezupełnie – wskazała lekkim ruchem głowy na rysującą Beatkę.
Marek szybko oderwał się od Uli, zastanawiając się, jak mógł nie zauważyć siedzącej obok dziewczynki. Cóż, wyjaśnienie było tylko jedno - Ula przesłaniała mu cały świat. Chcąc się zrehabilitować, usiadł koło małej blondyneczki i zagadnął do niej.
- Cześć Beti – powiedział obdarowując ją pięknym uśmiechem.
- Dzień dobry. Dobrze, że już pan jest. Czekałam aż pan przyjedzie.
- Tak? Cieszę się – naprawdę się cieszył, bardzo zależało mu na akceptacji ze strony rodziny Uli. Wiedział, że bardzo się od siebie różnią, głownie stylem i warunkami życia, ale chciał, aby ich relacje były jak najlepsze, pomimo dzielących ich różnic.
- No to możemy zaczynać – zakomunikowała im Beatka pełnym zadowolenia głosem.
- Co? – zapytała Ula, a Marek obrzucił pytającym spojrzeniem najpierw dziewczynkę a potem Ulę.
- Jak to co? Zagramy w memo! Chodźcie, już wszystko wcześniej przygotowałam, trzeba tylko rozłożyć karty.
Wzięła Marka za rękę i pociągnęła go za sobą do pokoju. Ula spojrzała na niego przepraszająco, ale on się tylko do niej uśmiechnął, chyba nawet spodobał mu się ten pomysł.
- Umie pan grac w memo?
- Niestety nie, jeszcze nigdy nie miałem okazji w to grac.
- Nie szkodzi, to łatwe, nauczę pana.
- To ulubiona gra Beatki – dodała Ula.
- Tak, kiedyś musiałam pożyczać ją z przedszkola. Nasza pani pozwala nam czasem zabierać na kilka dni do domu różne gry i układanki. Teraz już nie muszę. Dostałam taką samą na urodziny od Maćka. Zna pan Maćka?
- No pewnie, że znam Maćka. Fajny facet z niego, co? Dobrze, to teraz powiedz mi, na czym to polega.
Marek nie zawsze miał takie zdanie o Maćku. Odkąd poznał go bliżej i dowiedział się, że Szymczyk, najbliższy przyjaciel Uli, przyczynił się do ich ponownego zejścia, zapałał do niego większą sympatią. To naprawdę w porządku gość. Mężczyzna w skupieniu słuchał uwag Beatki na temat zasad gry. Przedtem nie miał większej styczności  z dziećmi, ale je lubił, łatwo nawiązywał z nimi kontakt. Tak też było z małą Cieplakówną, już po chwili byli najlepszymi przyjaciółmi.
Ula nie mogła się napatrzeć na ten cudowny obrazek. Jej siostra, której od urodzenia zastępowała matkę i jej mężczyzna, tak pociągający i uwodzicielski, a w tej chwili uroczy i zabawny, w najlepszej komitywie. Serce przepełniała jej radość a na twarzy zagościł promienny uśmiech. To będzie bardzo udany wieczór – pomyślała.
- Ula, no chodź już do nas. Pan Marek już wszystko wie i rozumie. Możemy zaczynać – dziewczynka odkryła pierwszą kartę, nagle coś się jej przypomniało i zawołała – A może pójdziemy po Macka? Mógłby zagrać z nami! Jest w tym dobry – wytłumaczyła Markowi.
- Nie, nie, Maciek nie będzie mógł do nas dołączyć, ponieważ ma dziś randkę – wyjaśniła Ula – Z Anią – dodała już ciszej, tak żeby tylko Marek mógł ją usłyszeć. Mężczyzna pokiwał głową z aprobatą.
- Fajnie, że się spotykają. Pasują do siebie – podsumował.
Po kilku seriach gry, które dziwnym trafem zawsze wygrywała Beti, mała zaczęła ziewać. Ula spojrzała na zegar, była prawie 21.
- Oj, kochana, kończymy grę, chyba pora spać.
- Nie, Ulcia, proszę cię. Ja wcale nie jestem zmęczona. A może obejrzymy jeszcze bajkę?
Ula była nieugięta i pomimo próśb nieustannie kręciła głową. Marek przyglądał się całej sytuacji z lekkim rozbawieniem. Jak cudownie było móc siedzieć tutaj z nimi dwoma. Czuł się tutaj tak dobrze, tak bardzo na miejscu.
- Tylko raz Kubusia Puchatka – prosiła dziewczynka – No to chociaż pół Kucyka Pony – pomimo uporu siostry, starała się coś wynegocjować.
- Ula, daj spokój, tylko pół Kucyka Pony – włączył się Marek. Jak mogła odmówić, kiedy patrzył na nią tymi swoimi magnetyzującymi oczyma pełnymi rozbawienia?
- Dobrze, ale wtedy maszerujesz prosto do łóżka – zgodziła się wreszcie.
Dziewczyna włączyła bajkę i wszyscy usiedli na kanapie, Beti kurczowo ściskająca pilota, Ula i Marek, który chwycił ją za rękę i delikatnie gładził jej dłoń. Siedzieli tak dłuższą chwilę, dziewczynka zajęta bajką, a oni sobą. Co chwilę jedno rzucało ukradkiem spojrzenie na drugie, a gdy ich oczy się spotykały, dało się wyczuć rosnące między nimi napięcie. Marek przysunął się do Uli na niebezpiecznie bliską odległość, czuła jego oddech na swojej twarzy. Zarówno jedno, jak i drugie bardzo starało się nad sobą panować. Nawet nie zauważyli, jak ich seans dobiegł końcu.
- Chyba jednak rzeczywiście pójdę spać, przecież jutro muszę wstać do przedszkola  – między ciszę wdarł się głos Beti.
- No właśnie! Raz, raz do łazienki, zaraz do ciebie przyjdę – pogoniła ją siostra – Zaraz wracam, tylko ułożę ją do snu. Poczekasz na mnie, tak? – zwróciła się do Marka.
- Idź. Będę czekał niecierpliwie – powiedział swoim niskim, uwodzicielskim głosem, niechętnie puszczając jej dłoń.
Gdy Ula opuściła pomieszczenie, rozsiadł się wygodnie, odchylił głowę do tyłu, przymknął oczy i uśmiechną się do swoich myśli. Było mu tak dobrze. Wspominając minione miesiące myślał, jak mógł być tak głupi. Jak mógł ją tak oszukiwać, zwodzić i ranić? Dlaczego od razu nie zauważył jaką jest wspaniałą kobietą? Czy naprawdę był taki próżny i powierzchowny, że zwracał uwagę tylko na wygląd? Czy to dlatego tyle czasu zajęło mu zrozumienie, że ją kocha? Po części był wdzięczny Sebastianowi, swojemu przyjacielowi, który był głównym prowodyrem całego tego zamieszania. Inaczej mógłby nigdy nie odkryć tej niezwykłej istoty. Mógłby spotykać ją codziennie, mijać na korytarzu  i nigdy nie spostrzegłby się, że mija kobietę swojego życia. Czymże byłby bez niej? Chyba tylko nędzną atrapą człowieka. Bez niej czuł się samotny, nie mógł znieść chwil, gdy nie było jej przy nim. Dziś chciał ją o coś zapytać. Zrobi to za chwilę. Wiedział, że będzie ciężko ją przekonać i był na to przygotowany, ale jednocześnie miał nadzieję, że jednak się zgodzi. Pogrążył się tak głęboko w rozmyśleniach, że nawet nie zauważył, jak do pokoju wróciła Ula.
- Chyba nie śpisz? – zapytała kładąc mu rękę na udzie. Szybko otworzył oczy.
- Ja nie. A Beti usnęła?
Dziewczyna tylko pokiwała głową.
- Ula, chciałbym o czymś z Tobą porozmawiać – zaczął nieśmiało, ale stanowczo.
- Dobrze, chodźmy do mnie, tam będzie swobodniej – pociągnęła go za sobą w stronę małego, przytulnego pokoiku, który zajmowała od wielu lat. Usiadła na łóżku, a on zajął miejsce obok niej.
- Ula… - zaczął patrząc jej prosto w oczy.
- Tak?
- Wiesz, że kocham cię najmocniej na świecie, jak wariat. Wiesz, że możesz mi zaufać, że już nigdy cię nie okłamię. Wiesz, że zrobiłbym dla ciebie wszystko. Wiesz o tym, prawda? – chciał się upewnić. Dziewczyna skinęła głową – Ale dziś chciałbym Cię prosić, żebyś to ty coś dla mnie zrobiła – przerwał i przez chwilę tylko się w nią wpatrywał, patrzyła na niego pytająco i wyczekująco. – Każda minuta bez ciebie to dla mnie droga przez mękę. Ula, proszę cię, wprowadź się do mnie.
Ula wiedziała, że będzie to poważna rozmowa, bo widziała jego zdenerwowanie. Przez chwilę nawet sama poczuła lekki stres. Taka propozycja ją jednak zaskoczyła. Była świadoma tego, że w końcu podejmą ten temat. Kochali się, a zakochani tak robią, mieszkają razem. Nie spodziewała się jednak, że to nastąpi tak szybko. Oczywiście chciała tego, nawet bardzo, ale co z jej rodziną?
Marek widział jak bije się z myślami. Nie dziwił się, od śmierci matki to ona przejęła wszystkie jej obowiązki i jej rolę w wychowaniu młodszego rodzeństwa. Nie łatwo będzie jej ich opuścić.
- Marek, ja nie wiem. Nie zrozum mnie źle, chciałabym, naprawdę, bardzo, nawet nie wiesz jak bardzo. Ale jak? Nie mogę ich tak zostawić – spojrzała w jego stalowe oczy i zauważyła, że pojawił się w nich smutek, postanowiła się z nim czymś podzielić – Wiesz, ja byłam pewna, że już niedługo zastąpi mnie tu Ala. To znaczy wciąż jestem tego pewna, ale ich związek tak powoli się rozwija. Wyobraź sobie, że dopiero kilka dni temu przeszli na „ty”.
- Kochanie, ja naprawdę to wszystko rozumiem, ale proszę, przemyśl to. O nic więcej cię nie proszę, po prostu o tym pomyśl. Może porozmawiaj z ojcem na ten temat. Tylko proszę cię, nie mów nie.
- Nie mówię nie. Chciałabym móc powiedzieć tak, ale w tej chwili to niemożliwe. Mogę ci jednak obiecać, że na pewno rozważę twoją propozycję. Dogłębnie.
Ucieszyła go ta obietnica. Pocałował ją. Nawet w tym pocałunku wyczuła radość, był taki łapczywy i pełen namiętności. Po chwili oderwał się od niej, spojrzał prosto w niebieskie oczy i na powrót wpił się w jej słodkie usta. Tym razem pocałunek był delikatny, gdy tylko jego wargi dotknęły jej ust, poczuła dreszczyk podniecenia. Całował ją tak zmysłowo, a jego ręce rozpoczęły wędrówkę po jej ciele. Po chwili przeniósł swe usta na jej szyję, znacząc językiem wilgotną ścieżkę schodzącą coraz niżej i niżej. Teraz był zajęty jej dekoltem. Ula poczuła jak wzbiera w niej pożądanie, pragnęła go. Położył rękę na jej kolanie i zaczął przesuwać ją wyżej. Gdy już myślała, że dotknie tego najbardziej wrażliwego miejsca, zatrzymał się, by po chwili cofnąć dłoń. Zawahał się.
Chciał tego, chciał być z nią tu i teraz, dokończyć to, co zaczął, ale nie mógł. Był w jej domu, a właściwie domu jej ojca, na górze spała jej siostra. Nie mógł. Chciał uszanować to miejsce i ją samą. Chyba, że ona…
- Zostań dzisiaj ze mną – szepnęła odrywając się od niego. Nic nie odpowiedział tylko patrzył na nią pytająco, jakby nie dotarło do niego to, co powiedziała.
- Zostań – powtórzyła – Na noc – dodała cichutko spuszczając głowę, zawstydzona.
- Ale Ula, twoja rodzina…
- Tata wróci dopiero rano. Jasiek znowu wyjechał gdzieś na wakacje z Wojtkiem, wracają w sobotę.
Patrzył na nią intensywnie, a ona widziała, jak w jego oczach płonie pożądanie.
- A Beti?
- A Beti śpi – uspokoiła go.
- A co powiemy jej, kiedy rano odkryje, że wciąż tu jestem?
- Wstaniemy przed nią i powiemy, że dopiero co przyjechałeś, żeby zabrać mnie do pracy.
Marek przygryzł wargę. Jeszcze chwilę wpatrywał się w nią, chciał się upewnić, że wie, co mówi. Sam też zastanawiał się nad tym, czy powinni. Uśmiechnęła się do niego. To mu wystarczyło, nie miał więcej pytań. Zerwał się na równe nogi, podszedł do drzwi i przekręcił klucz w zamku.
Wracając zdjął po drodze marynarkę i cisnął ją na podłogę. Zbliżył się do dziewczyny. Naparł na nią lekko, sprawiając, że się położyła. Kontynuował przerwane czynności. Na powrót ją całował i pieścił. Pokrywał pocałunkami każdy centymetr jej twarzy, szepcząc przy tym do ucha, jak bardzo ją kocha i jej pragnie. W tym samym czasie jego dłonie szukały suwaka sukienki, gdy znalazły poradziły sobie bez trudu, miały wprawę. Sprawnie pozbawił ją tej części garderoby, a ona już rozpinała guziki jego koszuli. Ciszę przerywały tylko przyspieszone oddechy kochanków – dwojga ludzi stanowiących jedność dusz, którą już za chwilę mieli dopełnić jednością ciał.
Nagle Ula odepchnęła Marka. Zdezorientowany nie wiedział co się dzieje.
- Marek, miałeś rację. A jeśli ona nas usłyszy?
- Nie usłyszy – zapewnił i pocałunkiem zamknął jej usta. Nie protestowała dłużej, poddała mu się. Nie mogła odmówić ani jemu, ani sobie. Będzie się pilnować.
Krótką chwilę zajęło im pozbycie się odzieży. Gdy tylko Marek rozpiął jej stanik, spojrzał na jej prawie nagie ciało z niemym zachwytem. Dotykał i całował piersi, a jej ręce błądziły po jego torsie i plecach, zostawiając za sobą ścieżki żywego ognia, który palił i przeszywał go na wskroś.  Nie mogąc się dłużej powstrzymać, zaczął całować jej gładki brzuch, schodząc coraz niżej, aż w końcu dotarł do punktu docelowego. Zdarł z niej resztę bielizny, a ona lekko rozchyliła nogi, otwierając mu tym samym drogę do najbardziej strzeżonego miejsca przez każdą kobietę. Gdy się wreszcie połączyli z jej gardła wydarł się jęk.
- Ciiiii….. – upomniał ją Marek.
Delektowali się sobą. Dopiero zaczynali się poznawać. Byli ze sobą tylko od trzech dni, a od pamiętnej wizyty w SPA minęło już trochę czasu. Jeszcze nie zdążyli się sobą nacieszyć. Każde zbliżenie intymne było dla nich jak fascynująca podróż, podczas której odkrywali najpilniej strzeżone tajemnice ludzkości i poznawali najpiękniejsze zakątki świata. Ona oddawała mu całą siebie, a on uczył ją i pokazywał jak czerpać i dawać przyjemność. Natomiast razem udowadniali, że ich zbliżenie nie jest czystym aktem fizycznym, a uprawianiem miłości – miłości przez duże M.
Ula powoli traciła kontrolę nad sobą. Do tej pory nie zdawała sobie sprawy z tego, że można kogoś tak bardzo chcieć. Pragnęła czuć  i mieć go coraz bliżej, chociaż było to niemożliwe, bliżej się nie dało. Zapominając się całkowicie zaczęła wzdychać, na początku cichutko, a potem coraz głośniej.
-Kochanie, cicho – próbował uciszyć ją Marek. Widząc, jak wielki wpływ na nią wywiera, poczuł wręcz zachwyt. Świadomość, że za jego sprawą ukochana zatraca się całkowicie, podsycała jego podniecenie.
- Ula… - spróbował jeszcze raz, gdyż poprzednie upomnienie nie podziałało na długo. On sam trzymał emocje na wodzy. Swoje uniesienie wyrażał niemymi spojrzeniami pełnymi miłości i czułymi słówkami wypowiadanymi ledwo słyszalnym, drżącym głosem.
Czuł że to już. Przeczuwając, że Ula po raz kolejny może się zapomnieć, bez chwili wahania zakrył jej usta dłonią. Patrząc jej prosto w oczy, ostatnim ruchem zakończył to nadzwyczajne przymierze ciał uwieńczone absolutnym spełnieniem, ekstazą.
Rano to on obudził się pierwszy. Zerknął na czerwony budzik Uli stojący na stoliku. Było wcześnie, nie musiał jej jeszcze budzić, mieli chwilkę zanim wstanie Beatka. Spojrzał na ukochaną i uśmiechnął się. Spała wtulona w niego, z głową na jego piersi i obejmując go ręką w pasie. Na tym ciasnym i wąskim łóżku ledwo się mieścili we dwoje, ale jemu to nie przeszkadzało, wręcz przeciwnie, cieszył się z tej bynajmniej nie wymuszonej konieczności szczególnej bliskości. Przypatrywał się ukochanej. Tak bardzo ją kochał. Nigdy nawet nie wyobrażał sobie, że można tak kochać. A jednak. Każda inna wypadała przy niej blado i nijako. Patrząc na nią widział nie tylko ładną buzię i zgrabne ciało, ale kobietę idealną – przedsiębiorczą, energiczną, mądrą, ciepłą, romantyczną, namiętną, pociągającą, jak miał nadzieję, przyszłą matkę jego dzieci. Była wyjątkowa, w końcu zmieniła rozkapryszonego chłopca w mężczyznę. Teraz już nie potrafiłby żyć bez niej. Każdego dnia dziękował losowi, że postawił na jego drodze tę kobietę. Obserwując ją obiecał sobie, że już nigdy nie będzie przez niego cierpieć. On na to nie pozwoli.
Pogłaskał jej jedwabiste włosy, dziewczyna poruszyła się i uniosła powieki, odsłaniając swe wyjątkowo piękne oczy, które teraz patrzyły na niego ciepło.
- Dzień dobry – przywitał ją, a na jego policzkach pojawiły się urocze dołeczki.
- Nawet bardzo dobry – usłyszał w odpowiedzi od Uli, która uniosła się lekko i obdarowała go delikatnym pocałunkiem, po czym rozbawiona rozpoczęła typową rozmowę o niczym. Śmiali się, przekomarzali, flirtowali, snuli jakieś małe plany dotyczące najbliższych dni, ale wszystko na tyle cicho, aby nie narobić zbędnego hałasu, który mógłby ich zdradzić.
- No dobrze, pora wstawać. Zaraz obudzi się Beti – stwierdziła Ula. Nie musiała długo czekać na reakcję ze strony Marka. Chwycił ją za nadgarstek nie pozwalając wstać, przyciągnął do siebie i namiętnie pocałował. Dziewczyna momentalnie znalazła się pod wpływem jego uroku. Na szczęście w porę zdołała zapanować nad sobą i wyrwała się z jego objęć. Owinęła się w kołdrę i zeszła z łóżka, zostawiając Marka nieosłoniętego, co spotkało się z jego natychmiastowym protestem.
- Hej…! – zawołał, ale wywołał tym tylko śmiech dziewczyny.
W drodze do szafy z ubraniami natrafiła na jego bokserki. Podniosła je i droczyła się z nim machając nimi w powietrzu. W końcu rzuciła je w stronę właściciela.
- W takim razie łazienka jest twoja, a ja w międzyczasie wybiorę coś na to nasze dzisiejsze spotkanie. Tylko proszę cię, pospiesz się, nie mamy zbyt dużo czasu – poinstruowała go.
Bez słowa wyszedł z pokoju, kierując swe kroki w stronę rzeczonego pomieszczenia. Ula natomiast przekopywała szafę w poszukiwaniu czegoś odpowiedniego na dziś. Za dwie godziny mieli spotkać się z nowym kontrahentem, na pozyskaniu którego bardzo im zależało. Ona jako prezes, on jako współwłaściciel firmy. Doznała bardzo przyjemnego uczucia na myśl, że teraz już nie tylko w pracy stanowią zgrany duet, ale także w życiu osobistym. Na powrót skupiła się na kwestii garderoby. Spotkanie miało się odbyć w Książęcej. To elegancka restauracja, więc strój też powinien być w miarę elegancki. Przedstawicielami tamtej strony miało być trzech mężczyzn, więc powinna też wyglądać ładnie. Jest ciepło, więc wystarczy coś lekkiego – pomyślała. W końcu wybrała śliczną, zwiewną, jedwabną sukienkę na ramiączkach, dokładnie w kolorze jej oczu. Przez chwilę pomyślała, że być może jest trochę za krótka, ale ostatecznie zaliczyła jej wymiary do zalet, a nie wad. Do tego dobrała niebieskie buty na bardzo wysokim obcasie. Ponieważ Marek jeszcze nie wyszedł z łazienki, postanowiła przymierzyć to, co wybrała, aby potem, gdy już ubierze się na dobre, nie zmieniać stroju, bo dojdzie do wniosku, że „jednak nie”. Przejrzała się w lustrze. Spodobała się sobie.
W tym właśnie momencie do pokoju wrócił Marek. Zlustrował ją od góry do dołu, po czym podszedł, objął ją w pasie i pocałował w szyję.
- Cudownie wyglądasz.
- Tak? Myślisz, że to odpowiedni strój na to spotkanie?
- Jak najbardziej – odparł bez większego zastanowienia, gdyż wciąż pochłaniała go kwestia doskonałego wyglądu Uli. Nagle uświadomił sobie, o co go tak właściwie zapytała – Jak to, w tym idziesz na spotkanie? A nie uważasz, że jest trochę zbyt wyzywająca? – spytał delikatnie nie chcąc jej urazić, prawie nie odrywając ust od jej szyi – Wiesz, w końcu tam będą sami mężczyźni.
- No właśnie – powiedziała spoglądając na niego prowokująco.
- No właśnie – powtórzył  Marek lekko zaniepokojonym głosem.
- Oj, Marek - kobieta roześmiała się widząc reakcję ukochanego, pocałowała go za to, że tak bardzo się przejął i pognała do łazienki.
W czasie, kiedy Ula brała prysznic, Marek postanowił zająć się przygotowaniem kawy. Wszedł do kuchni i rozejrzał się za czajnikiem. Gdy już znalazł to, czego szukał, napełniając wodą naczynie, usłyszał za swoimi plecami dziecięcy głos:
- Pan tutaj nocował? – zapytała bez ogródek Beatka, zdziwiona jego obecnością.
- Nie, nie… - zaczął zaskoczony, ale nie dane mu było dokończyć.
- Ma pan na sobie tą samą koszulę, co wczoraj – zauważyła sprytnie.
- Yyyyy… No tak, tak… - nie wiedział, co ma powiedzieć – Mam dwie takie same – tylko takie tłumaczenie przyszło mu do głowy.
- Aha – powiedziała dziewczynka i nie zadając dalszych pytań, odwróciła się na pięcie i zajrzała do lodówki. Marek był zdziwiony, że nie drąży dalej, ale ucieszył się, że przyjęła to tłumaczenie. Nie wiedział, co innego mógłby rzec w przeciwnym wypadku. 
- A gdzie Ula? – zapytała wyrywając go z zamyślenia.
- W łazience, bierze prysznic.
- No dobrze, w takim razie ja zajmę się dziś śniadaniem – postanowiła Beti i od razu zabrała się za wyciąganie z lodówki wszystkiego, co wpadło jej w ręce.
- To ja ci pomogę. Co mam robić? – zapytał z entuzjazmem.
- Herbata! Mi nie wolno, mogłabym się poparzyć. Może pan mógłby zrobić?
- Jasne. I skończmy już z tym „panem”, Marek jestem – powiedział uśmiechając się do niej promiennie, na co ona odpowiedziała tym samym. Pomyślał, że mała jest trochę podobna do Uli. Pomimo wyraźnej różnicy w wyglądzie, charakterologicznie nie wiele się różniły. Obie były bystre, wesołe i strasznie dużo mówiły.
- Ooo, widzę, że przygotowywanie śniadania mam już z głowy – powiedziała Ula wchodząc do kuchni. W ręku miała jeszcze szczotkę, którą właśnie kończyła rozczesywać włosy. Podeszła do dziewczynki i pocałowała ją w czoło na dzień dobry.
- Tak, ciebie nie było, więc ja zrobiłam. Marek mi pomagał.
- Marek? – spytała Ula zdziwiona brakiem przedrostka „pan”.
- Uhmu, tak, tak, właśnie przeszliśmy na „ty” – pospieszył z wyjaśnieniami. Kobieta się uśmiechnęła, cieszyło ją, że się polubili.
- Dobrze, wy jedzcie, a ja zaraz do was dołączę. Potrzebuję jeszcze chwilki. Muszę sprawdzić, czy spakowałam wszystkie papiery potrzebne na to spotkanie.
Ula pobiegła do pokoju, a Marek i Beti zajęli się rozmową. Opowieść dziewczynki o jej niedawnej przejażdżce rowerowej z tatą, przerwał głos Józefa, który właśnie wrócił do domu i od samego progu wołał:
- Dzień dobry! Już jestem! O, Marek… - gdy tylko zobaczył chłopaka stanął jak wryty. Marek obawiał się, że zaczął kojarzyć fakty.
- A ty wciąż tutaj? – spytał z nieskrywanym zaskoczeniem. Nagle zdał sobie sprawę z niestosowności tych słów – Och, przepraszam, nie chciałem, żeby to zabrzmiało tak, jakbyś był tu intruzem. Po prostu…
- Ja rozumiem panie Józefie. Nie, nie wciąż, raczej znowu.
- Tak, tak, Marek ma mnie zawieźć do Warszawy. Niedługo mamy spotkanie na mieście, nie jedziemy do firmy, więc przyjechał po mnie, żebyśmy mogli razem dotrzeć na miejsce spotkania – z wyjaśnieniami pojawiła się Ula, ku wyraźnej uldze Marka. – Ja jestem już gotowa. Możemy jechać? – zwróciła się w jego stronę.
- Tak, oczywiście.
- Ale jak to? Ula, nie zjesz nawet śniadania? – dopytywał się Józef.
- Nie jestem głodna. Skoro już jesteś i ma kto zająć się Beatką, to my już pójdziemy – powiedziała i spojrzała wymownie na Marka, który natychmiast zerwał się z miejsca.
- W takim razie do widzenia panie Jozefie, cześć Beti – pożegnał się i razem wyszli z domu.
Zamykając za sobą drzwi, Marek pomyślał, że od dziś będzie jeszcze chętniej wracał do tego miejsca. Zostawiał tu cudowne wspomnienia minionej nocy.
- Ula, a ty nie masz żadnego problemu z tym, że musiałaś ich okłamać? Wiesz, ostatecznie jesteś bardzo prawdomówną osobą i w ogóle…
- Marek, przecież takie małe, słodkie kłamstwa nie mają żadnych konsekwencji. To nawet nie jest kłamstwo, raczej… tajemnica – próbowała się usprawiedliwić – A tajemnice, w każdym razie takie tajemnice, nie są złe. Poza tym odnoszę wrażenie, że tata wcale nie chciałby znać prawdy – popatrzyła mu prosto w oczy z figlarnym uśmiechem. Przystanęli na chwilę, Marek objął ją w pasie i lekko przyciągnął do siebie.
- Było cudownie – wyszeptał jej do ucha tym niskim, zmysłowym głosem, który tak uwielbiała.
- Marek, przepraszam cię – powiedziała patrząc na niego wzrokiem dziecka, które narozrabiało.
- Za co? – spytał zaskoczony, zupełnie nie wiedział, o czym ona teraz mówi.
- Cały czas musiałeś mnie uciszać i pilnować. Nie mogłeś nawet… - przerwała słysząc jego śmiech.
- Ale to było niesamowicie… podniecające. Kochanie, ty chyba sobie nie zdajesz sprawy, ilu mężczyzn marzy o tym, żeby musieć uciszać swoją kobietę w łóżku – po chwili dodał - Wiesz, że gdybyś się do mnie przeprowadziła, nie mielibyśmy tego problemu?
- Nie podpuszczaj mnie. Myślisz, że tym, mnie przekonasz? Co prawda jest to pewien plus, nawet duży, ale musiałbyś znaleźć więcej argumentów.
- Mam całe mnóstwo argumentów i chętnie ci je przedstawię wieczorem – oznajmił, po czym pocałował ją – Przy okazji moglibyśmy też sprawdzić, jak ze słyszalnością w moim mieszkaniu. Ale sądzę, że nie najgorzej. Wiesz, ściany wydają się być baaardzo grube – dodał, znów używając swego uwodzicielskiego głosu i nie odrywając przy tym wzroku od jej ust, w które wpił się ponownie, gdy tylko dokończył to zdanie. Mógłby całować ją tak do końca świata i o jeden dzień dłużej, gdyby nie odsunęła się od niego.
- Marek, musimy jechać, nie wypada spóźnić się na pierwsze spotkanie – odparła studząc jego zmysły, choć wcale nie miała ochoty się od niego odrywać. Był taki pociągający. Gdyby nie wyznaczone spotkanie, jako prezes firmy, dałaby wolne zarówno sobie, jak i jemu, i mogliby…
- Tak, tak, masz rację - zgodził się, niechętnie wypuszczając ją z objęć.
Ruszyli w stronę samochodu. Ciepły, poranny wietrzyk zapowiadał piękny, upalny dzień. Ula pomyślała, że nawet pogoda odzwierciedla jej dzisiejszy nastrój. Jak na dżentelmena przystało, Marek otworzył Uli drzwi, przy czym nie omieszkał dotknąć jej niby przypadkiem, a następnie sam zasiadł za kierownicą. I tak odjechali, zostawiając za sobą wciąż jeszcze wyraźnie brzmiące echo upojnej nocy i mając przed sobą wizję wieczoru, który zapowiadał się wyjątkowo atrakcyjnie.


A jednak ja nie wątpię, że się to światło na niebie zapali. Nic się nie spełni, co najpierw nie jest marzeniem.

Offline

 

2011-03-28 18:47:04

Cindy
Najlepsza doradczyni na forum

#2 2011-03-28 19:26:20

MEG1984
Prawie jak Papuka
Od: zachodniopomorskie
Zarejestrowany: 2009-12-02
Posty: 6290

Re: Popokazowe małe co nieco - opowiadanie

Moniko my naprawdę nie jesteśmy straszne smile Bardzo dobrze, że się odważyłaś wstawić to opowiadanie.
Widać, że może być to całkiem ciekawa historia. Wielkim plusem jest długość tego rozdziału. Mało który forumowy debiut jest tak długi. Zauważyłam kilka literówek, ale to nic dziwnego przy tej ilości tekstu.
Zobaczymy co będzie dalej smile


Kiedy rodzi się człowiek z nieba spada dusza i  rozpada się na dwie części.
Jedna z nich trafia do kobiety, druga do mężczyzny.
Życie polega na odnalezieniu tej drugiej połowy, połowy swojej duszy, połowy samego siebie...
I believe in SH. I AM SHERLOCKED.

Offline

 

#3 2011-03-28 20:42:55

Ciasteczko
Aktywny CZŁONEK
Od: 100l(n)ica
Zarejestrowany: 2010-05-03
Posty: 5631

Re: Popokazowe małe co nieco - opowiadanie

Moniko, gratuluję odwagi smile Debiut moim zdaniem dosyć udany. Długość jest rzeczywiście plusem. Staraj się zapisywać liczby słowami. Na to zwróci ci pewnie uwagę ann smile Zobaczymy jak rozwiniesz to dalej smile Pozdrawiam smile


Widzę, że coś się święci i nie jest to jajko wielkanocne
Co jak co ale oczy to ty masz ładne:)
SWSiOCJT

Offline

 

#4 2011-03-29 13:45:38

Libby
Rysiowiańczyk
Zarejestrowany: 2010-07-12
Posty: 1047

Re: Popokazowe małe co nieco - opowiadanie

Fajnie, że komuś jeszcze chce się wstawiać opowiadania, bo ostatnio mam wrażenie, że forum powolutku umiera (odpukać). Powinnam Cię teraz wychwalać pod niebiosa, żebyś i Ty się nie zmyła wink Ale ma być szczerze, to będzie szczerze. Mam nadzieję, że Cię nie urażę. Naprawdę bym nie chciała.

Moim zdaniem masz potencjał, ale to opowiadanie go nie ma. Przejrzałam parę kolejnych części w „innym miejscu” i tylko się w tym utwierdziłam. Piszesz ładnie, ale opowiadanie cierpi, niestety, na brak pomysłu. Trzeba być naprawdę zakochanym w Uli i Marku, żeby po prostu czytać o ich sielankowym życiu. Choć pewnie i takich osóbek nie brakuje, więc bardzo możliwe, że Twoje opowiadanie się spodoba, nie mówię, że nie. Ale to nie dla mnie. Wiem, że dużo ciężej jest pisać fascynujące i emocjonujące historie, kiedy króliczek jest już złapany i związek wchodzi w fazę rutyny. Podjęłaś się, tak naprawdę, możliwie najbardziej trudnego tematu. Ciężko zrobić z niego coś ciekawego. Z moją duszą romantyka to nie przechodzi. Chcę krwi, potu i łez tongue

Piszesz naprawdę nieźle i w tym opowiadaniu tylko się marnujesz. Chętnie powiedziałabym: a rzuć to wszystko w chole* i stwórz coś innego tongue Wymyśl coś, co w opowiadaniach bardzo potrzebne: jakiś cel, przyczyny, kierunek, gdzie to wszystko zmierza. Wybacz! Ale tak to tylko pisanie o niczym.

No ale to tylko moja opinia, i jeśli innym się podoba, to nie ma co się nią sugerować smile Najwyżej po prostu daruję sobie czytanie i już.

Przepraszam, jeśli było za ostro. Napisałam tylko to, co naprawdę myślę, na co przecież dostałyśmy pozwolenie smile No i może nie zaczęłam za miło, ale naprawdę serdecznie witam Cię na forum smile


I was going to do something today, but I haven't finished doing nothing from yesterday.

Offline

 

#5 2011-03-29 16:54:50

Angel
Cień Uli
Od: Wielkopolska
Zarejestrowany: 2009-12-12
Posty: 418

Re: Popokazowe małe co nieco - opowiadanie

Monika, z nieba nam spadłaś smile

To znaczy, ja tak sądzę - kocham takie "lukrowane, słodkie sielanki" wink Odkąd GinnyLFC nie kontynuuje swojego opowiadania, jest chyba deficyt takich historii. Ja będę czytać, skoro ma być optymistycznie, to trzymam Cię za słowo smile

Na początek powiem Ci, że masz fajny styl. Taki prosty, ale mający w sobie dużo ciepła i humoru. Ładne opisówki, najbardziej podoba mi się ten fragment:

monika_2601 napisał:

Trzy dni temu jej życie wreszcie na nowo nabrało kolorów. Marek Dobrzański, jej szef, przyjaciel, swego czasu kochanek i „ten jedyny” wyznał jej miłość na pokazie mody, na wybiegu, w obecności tłumu ludzi – przyjaciół, znajomych, współpracowników, dziennikarzy i całej masy obcych im osób. Zrezygnował z wyjazdu ze swoją byłą narzeczoną, z którą zerwał zaręczyny przez nią, dla niej i został, aby kochać już tylko ją.

i jeszcze ten:

monika_2601 napisał:

Do mieszkania wszedł wysoki brunet o stalowych oczach, niezwykle przystojny i elegancki. Zawodowo - były prezes i współwłaściciel wielkiej firmy modowej Febo&Dobrzański,  prywatnie - kiedyś hulaka i kobieciarz, dziś zakochany do szaleństwa mężczyzna, gotowy na każde poświęcenie dla swojej kobiety. W dwóch słowach – Marek Dobrzański.

No i kupiłaś mnie też sceną "erotyczną" - dobrze opisana, nieprzesadzona, zero wulgarności - jest OK. Marek jest uroczy i okazał się mieć troszkę więcej rozsądku niż Ula - cudne było to jego uciszanie tongue Swoją drogą, taka scena w Rysiowie dotychczas rozegrała się chyba tylko u Strychnine wink

Podobają mi się też dialogi - są według mnie autentyczne. To znaczy chodzi mi o to, że słowa wypowiadane przez bohaterów pasują mi do nich (czy też do ich pierwowzorów serialowych), bo często się zdarza, że rozmowy wychodzą trochę sztuczne lub za dużo w nich patosu. U Ciebie jest w porządku, masz - moim zdaniem - lekkie pióro (tzn. klawiaturę) wink

To chyba tyle, jeśli chodzi o takie tam drobne spostrzeżenia niepiszącej szarej użytkowniczki wink Błędy na pewno skoryguje Ci ktoś bardziej kompetentny.

Aha - no i bardzo się cieszę, że ktoś wraca jeszcze do brzydulowego tematu - jakieś dwa tygodnie temu, odkąd przestałam oglądać PwS, wróciłam na nowo do "BrzydUli" i utwierdzam się w swojej opinii, że ten serial jednak był the best smile Miał taki swój specyficzny klimat.

Pozdrawiam serdecznie i czekam na ciąg dalszy. smile

P.S. Mam jednak nadzieję, że Ula nie przeprowadzi się za szybko do Marka - po primo, są ze sobą przecież (oficjalnie) dopiero trzy dni, a po secundo, takie ich zwyczajne (zwłaszcza wieczorne wink ) randki są IMO fajniejsze niż przebywanie ze sobą 24h na dobę - i w pracy, i w domu. Ale to tylko moje subiektywne zdanie.

Ostatnio edytowany przez Angel (2011-03-29 18:47:15)


- Dlaczego mam zatem słuchać serca?
- Bo nie uciszysz go nigdy. I nawet gdybyś udawał, że nie słyszysz, o czym mówi, nadal będzie biło w twojej piersi i nie przestanie powtarzać tego, co myśli o życiu i o świecie...
  Paulo Coelho
GNAJ SWSiOCJT DORIS FPWL

Offline

 

#6 2011-04-03 19:22:41

MagC
Drugie oczy Uli
Od: Łódź
Zarejestrowany: 2009-03-21
Posty: 292

Re: Popokazowe małe co nieco - opowiadanie

Baaaaaardzo fajnie. Z chęcią przeczytam cd smilesmile
Pzdr smile


"Idziemy na truskawki!" big_smilebig_smile
"To jest wojna!!!" big_smilebig_smilebig_smilebig_smile

Offline

 

#7 2011-04-03 22:38:53

brzydulomaniaczka
Przyjaciułka SteFy
Od: Gdzieś w lubelskim...
Zarejestrowany: 2009-04-04
Posty: 10576
Serwis

Re: Popokazowe małe co nieco - opowiadanie

Podpisuję się pod komentarzem Libby. To wszystko było już setki razy. Zerknęłam na dalszą część twojego opowiadania i nie widzę w nim potencjału. Nie rozumiem tego zapału autorów do wałkowania wciąż i wciąż tego samego tematu. Nie twierdzę, że nie da się z niego zrobić czegoś fajnego, ale trzeba umieć to robić. Ty piszesz przeciętnie.
Gdybym miała więcej czasu, to bardziej bym się poznęcała. Ale jak zwykle go nie mam, więc w zasadzie możesz się cieszyć.

Irka


Kocham wszystkie swoje siostrzyczki forómowe: Aduśka, Apollina, Claudia, Króweczka, Libby, Mel, Pszczoła, Struś.
Mój facet to Miron Lipski heart    iris
Kocham swój wieczny avek <3

Offline

 

#8 2011-04-03 23:40:28

Aleksiss
Cień Uli
Od: Warszawa
Zarejestrowany: 2009-05-10
Posty: 425

Re: Popokazowe małe co nieco - opowiadanie

Cóż. Od dawna nie czytam brzydulowych fików. Czasem wpadnę do Iris i coś skomentuję, ale tak to nic czytam. Nie żeby za bardzo było co, tylko kilka dziewczyn coś wrzuca. Nasz serial zakończył się prawie półtora roku temu, wypaliłyśmy się tutaj, nie ma o czym pisać, wszystko jest wyjaśnione, Marek i Ula są razem, prawdopodobnie będą żyli długo i szczęśliwie. Ale czasem wpadam na forum. I takim o to sposobem kliknęłam w twoje opowiadanie. Tylko pięć komentarzy, ktoś nowy, może będzie coś ciekawego. I cóż, trochę się zawiodłam. Ale zanim zacznę się zagłębiać dalej, jedna mała rada: pisz dalej, niekoniecznie publikuj, ale pisz. Bo jak wcześniej wspominała Libby potencjał masz. I od ciebie zależy jak go wykorzystasz. Być może lepiej byłoby dla Ciebie, jakbyś znalazła miejsce, gdzie więcej ludzi wciąż pisze, udziela się, komentuje etc. (niekoniecznie miejsce związane z BrzydUlą, jest przecież tyle ciekawych seriali, jak nie polskich, to zagranicznych wink) Sama, gdy czytam moje "pisarskie początki" to mi się robi głupio wink
A teraz o samym opowiadaniu.
Irytuje mnie koszmarnie zwyczaj autorek, które zaczynają pisać, że na siłę próbują opisywać postacie o których każdy fan wie kim są. Wiemy jak wygląda Ula, gdzie mieszka, że jej siostra to Beti, co Marek zrobił Uli, że Seba jest najlepszym kumplem Dobrzańskiego. I naprawdę, nie musimy o tym czytać po raz kolejny. Wiem, że od czegoś trzeba zacząć, ale mimo wszystko to mi bardzo przypomina manierę polonistów, którzy uczą dzieci na siłę tłumaczyć, skąd się dana postać, czy sprawa wzięła (co moje panie od polskiego uskuteczniały i uskuteczniają, gdy piszę plan wydarzeń i streszczenie).
W opowiadaniach na forum spotkałam się bodajże tylko z dwoma autorkami, które opisały sceny erotyczne (ann i jasumin (namiociki xDDD), aczkolwiek nie wiem, czy coś się kiedyś u Strychnine nie zaplątało). Więc ty jesteś trzecia. Nie powiem, żeby mi się to bardzo podobało. Ujść ujdzie, ale niektóre opisy rażą sztucznością, np.

Gdy już myślała, że dotknie tego najbardziej wrażliwego miejsca, zatrzymał się, by po chwili cofnąć dłoń.

Zdarł z niej resztę bielizny, a ona lekko rozchyliła nogi, otwierając mu tym samym drogę do najbardziej strzeżonego miejsca przez każdą kobietę.

I moją pierwszą radą jest: czytaj więcej erotyków. Jakkolwiek dziwnie to brzmi smile Bo naprawdę czytanie pomaga potem w pisaniu. Czegokolwiek. A sceny erotyczne mają to do siebie, że łatwo albo przewulgaryzować, albo przeromantyzować. I ani jedno ani drugie nie jest dobre. I będąc na twoim miejscu przerwałabym w momencie, w którym Marek zapewnia Ulę, że Beatka ich nie usłyszy. Taka luźna sugestia.
Kolejną rzeczą jet to, że strasznie rozciągnęłaś tekst. Lanie wody jest metodą, ale trzeba to umieć, trzeba znaleźć do tego dobrą formę, (np. niektóre miniaturki na tym forum to zwyczajne lanie wody - pisanie o tym co wiemy, o tym co zostało wypowiedziane milion razy, ale jak to jest napisane!) ale nie można też przesadzać, co niestety wydarzyło się u ciebie. Cały tekst można by zredukować o połowę a i tak zawrzeć wszystko, o czym napisałaś teraz.
Dalej. Ula jak nie Ula. Szczerze, myślę, że napisać dobrą Ulę po przemianie jest bardzo trudno. Nawet scenarzystom się to nie udało. Chociaż - co ja (i pół forum) tak wiem. Uli naprawdę nie obchodzi, czy będzie się za nią oglądało pół ulicy, czy nie. I takie strojenie się to też nie w jej stylu.     
Opowiadanie jest słodkie, zgadzam się, polane różowym lukrem i z wisienką na wierzchu. Co kto lubi. Dla mnie jak już wcześniej pisałam, za bardzo rozmemłane i nijakie. Ale jak przypuszczam dopiero zaczynasz przygodę z pisaniem, więc mogło być o wieeeleee gorzej, wierz mi.
Szalejące przecinki. To od strony technicznej największa wada. I kilka zdań napisanych po prostu dziwnie. To zwróciło moją uwagę najbardziej:

Dziewczyna włączyła bajkę i wszyscy usiedli na kanapie, Beti kurczowo ściskająca pilota, Ula i Marek, który chwycił ją za rękę i delikatnie gładził jej dłoń.

Przez chwilę zastanawiałam się, dlaczego Marek gładzi dłoń Beatki xD Ale od tej strony nie było tak źle, jak być mogło. Widziałam o wiele gorsze opowiadania (ale też wiele interpunkcyjnie i gramatycznie lepszych, a starajmy się równać do lepszych, nie do gorszych). Myślę, że przeczytanie opowiadania jeszcze raz i przepuszczenie przez korektę Worda pomoże. Aczkolwiek uważać na to drugie, bo czasem potrafi walnąć kwiatki jak z kosmosu ;D
Jak ktoś dobrnie do końca, to niech powie wink
Pozdrawiam ciepło i, mimo wszystko, życzę powodzenia w dalszym pisaniu.
A.

EDIT:
Pisałam komentarz godzinę. Idę umrzeć. To znaczy spać.

Ostatnio edytowany przez Aleksiss (2011-04-03 23:42:44)


Moją jedyną i największą miłością jest Adam Turek!!!
Komentarze karmią WENA!!!
Piszęm po polskiemu.. Szanujęm zasady polskyej gramatykyi, ortografiji i interpunkcyi..

Powróciłam z niebytu. Czy z czegoś tam.

Offline

 

#9 2011-04-04 20:36:13

BrzydUlaa.
Szemrzący typ
Od: >LUBELSKIE<
Zarejestrowany: 2010-07-22
Posty: 52

Re: Popokazowe małe co nieco - opowiadanie

Ja tam się nie znam,  więc nad stylem może się wypowiadać nie będę, ale fakt mało jest już tutaj opowiadań. W.g mnie twoje opowiadanie jest fajne, pisz dalej wink .


"...Jeśli się czegoś bardzo chce...."

Offline

 

#10 2011-04-04 21:50:58

brzydulomaniaczka
Przyjaciułka SteFy
Od: Gdzieś w lubelskim...
Zarejestrowany: 2009-04-04
Posty: 10576
Serwis

Re: Popokazowe małe co nieco - opowiadanie

Nasz serial zakończył się prawie półtora roku temu, wypaliłyśmy się tutaj, nie ma o czym pisać, wszystko jest wyjaśnione, Marek i Ula są razem, prawdopodobnie będą żyli długo i szczęśliwie.

No chyba dla ciebie! wink. Ja absolutnie nie zamierzam rezygnować z RT i będę tu pisać aż do śmierci, a nawet dłużej xD Co prawda na razie mało autorek się udziela, ale to naturalna kolej rzeczy, serial się kończy, tematy powoli się wyczerpują. Ale myślę, że do całkowitego ich wyczerpania jeszcze daleko xD Jest mnóstwo postaci, o których mało piszemy i mam nadzieję, że to jeszcze się zmieni.

Poza tym, apropos scen erotycznych, jest jeszcze kilka autorek w RT, które je piszą wink Polecam między innymi mlawer i jej cudowną "Niezapominajkę" big_smile.

RT nigdy się nie skończy, howk!

Irka


Kocham wszystkie swoje siostrzyczki forómowe: Aduśka, Apollina, Claudia, Króweczka, Libby, Mel, Pszczoła, Struś.
Mój facet to Miron Lipski heart    iris
Kocham swój wieczny avek <3

Offline

 

Stopka forum

Powered by PunBB© Copyright 2002–2018 PunBB
statystyka