BrzydULA - jedyne forum fanów serialu

Forum dyskusyjne miłośników serialu "BrzydULA"

Nie jesteś zalogowany.

#11 2011-04-04 22:29:54

Aleksiss
Cień Uli
Od: Warszawa
Zarejestrowany: 2009-05-10
Posty: 425

Re: Popokazowe małe co nieco - opowiadanie

Ależ Iris, nie oszukujmy się. To nie jest to samo co półtora czy nawet rok temu. Nie ma już tej magii, nie czekamy do tej osiemnastej na kolejny odcinek, nie zastanawiamy się nad tym, czy Marek ją kocha, czy nie, czy to był prawdziwy gest, czy udawał to dla weksli. Swego czasu niektóre autorki pisały kilka rozdziałów na tydzień, codziennie pojawiał się ktoś nowy, komentarze były niemalże non stop. Część z was poszła na studia, nie macie już tyle wolnego czasu. Wszystkie w pewnym stopniu dorosłyśmy. Nie przeczę, Brzydula dla większości z nas była pewnym etapem, który będziemy pamiętać, ale ten "szał" nie wróci. I pytanie. Kiedy dziewczyny piszące przed jesienią 2009, kiedy to nastał największy boom na Brzydulę, coś publikowały? Ty pod koniec lutego, Strychnine na początku marca. A Selly, Anukka, Ginny, jasumin, Iwona, jakcykuś, ann, markomaniaczka, ajrisz, spumanta, morszczuk, ver? Piszących i publikujących tu osób jest o wiele, wiele mniej. I nawet jakbyś chciała, to tego nie zmienisz. Taka jest kolej rzeczy wink
Ale ja tak tylko mówię (jak zawsze zresztą smile
A.


Moją jedyną i największą miłością jest Adam Turek!!!
Komentarze karmią WENA!!!
Piszęm po polskiemu.. Szanujęm zasady polskyej gramatykyi, ortografiji i interpunkcyi..

Powróciłam z niebytu. Czy z czegoś tam.

Offline

 

2011-04-04 22:29:54

Cindy
Najlepsza doradczyni na forum

#12 2011-04-05 11:24:08

monika_2601
Szemrzący typ
Zarejestrowany: 2011-03-28
Posty: 57

Re: Popokazowe małe co nieco - opowiadanie

Dziękuję wszystkim razem i każdemu z osobna za komentarze, zarówno te pozytywne, jak i negatywne. Pisałyście szczerze i bardzo się z tego cieszę, bo krytyka też się przydaje. Libby, nie czuję się urażona i mam nadzieję, że będę mogła liczyć na obiektywne komentarze w dalszym ciągu, o ile takowy nastąpi. A teraz pozwólcie, że odniosę się krótko do tego, co napisałyście.

Mówicie, że to takie pisanie o niczym, zwykła sielanka, zbyt słodka, sam lukier – zgadzam się, nie mówię, że nie. To opowiadanie miało takie być, przynajmniej jego początek, taki był mój zamiar. Bo ja tak to właśnie widzę, moja romantyczna dusza nie dopuszcza tego, że po takich przejściach tych dwoje mogłoby sobie pozwolić na błędy, które wszystko by popsuły. Pot, krew i łzy już były, mieliśmy to przez kilkadziesiąt ostatnich odcinków serialu. Ta wieczna szamotanina między Ulą i Markiem, niezrozumienie, strach i tęsknota – to już było. Jednak to, że to opowiadanie jest takie różowe teraz, nie musi oznaczać, że będzie tak zawsze. Bo życie takie nie jest, więc i ono nie może takim być.

Zwróćcie uwagę, bardzo proszę, na jeszcze jedną rzecz. Ja umiejscowiłam akcję w bardzo iddyllicznym czasie, to są trzy dni po pokazie. I ta akcja nie będzie się zbyt szybko posuwac. Tu na razie nie ma miejsca na komplikacje, oni muszą się teraz sobą nacieszyć, nadrobić ten czas, który zmarnowali na własne życzenie. Na zmartwienia i komplikacje mają jeszcze całe życie smile

Oczywiście zdaję sobie sprawę z tego, że tak sielankowa atmosfera nie każdemu pasuje i szanuję to. Nie mówię „czytajcie!”, ja tylko proponuję. Zapytacie: dlaczego akurat tak piszę, czemu nie wzięłam się za coś bardziej „dramatycznego”, ciekawszego? Odpowiadam: bo ja z natury jestem egoistką, nie ukrywam tego, piszę też dla siebie, nie chodzi mi o to, żebyście pochwaliły i żebym mogła pękać z dumy, nie. To ja chcę tej słodyczy, chcę wierzyc w to, że tak naprawdę może być. Zdaję sobie sprawę z tego, że to bardzo naiwny tok myślowy, ale dopóki mogę sobie na niego pozwolić, to nie zamierzam z tego rezygnować smile Ot, tak dla przyjemności własnej smile

Padł też zarzut, że moja Ula nie jest tą Ulą, którą znamy z serialu. Ale czy na pewno? Aleksiss, mówisz, że Uli nie obchodzi to, jak wygląda. Nie zgodzę się. To jest oczywiście błąd scenarzystów, ponieważ ja nie wierzę, że w jeden dzień, w wyniku wizyty u fryzjera, kosmetyczki i rajdu po sklepach, ktoś mógłby się tak diametralnie zmienić. To jest niemożliwe. Ula przed przemianą była zupełnie inna pod względem psychicznym. I przyznam szczerze, że po przemianie moja sympatia do niej spadła. Ale niestety ona taka była „po”. Pamiętam scenę, w której zastanawiała się, czy ubrać bolerko, czy nie, w końcu stwierdziła, że się jej jednak nie podoba. Była scena w której całą chwilę poprawiała makijaż. Przed spotkaniem z Markiem, pierwszym oficjalnym po przemianie, pierwszą rzeczą po usłyszeniu od Violi, że Marek na nią czeka, było sprawdzenie stanu paznokci. Więc nikt mi nie wmówi, że nie zrobiła się trochę, może to za mocne słowo, ale jednak go użyję, próżna.

Dobrze, teraz, kiedy wyjaśniłam mój zapał do wałkowania po raz kolejny tego samego tematu, przejdźmy do rzeczy ważniejszych. Trzy komentarze były na „nie”, trzy na „tak”, dwa na „zobaczymy, co będzie dalej”. Jest pół na pół, tak więc wklejam część drugą. A to czy ukaże się kolejna zależy już tylko od Was. Po prostu napiszcie, czy chcecie czytać, czy nie. Tak albo nie – wszystko na temat. Zaznaczam, że w razie czego się nie obrażę i nie poczuję się urażona, ja nie z tych, co się zrażają czymkolwiek, także hulaj dusza, zasad nie ma, możecie się na mnie wyżyc, pozwalam wink haha

Sądzę, że ten rozdział może się Wam nie spodobać, ponieważ tak naprawdę nic nie wnosi,
jest przejściowy, ale i takie muszą być.

Aha, sceny erotyczne ćwiczę, mam nadzieję, że się poprawią.

P.S. Angel, Tobie dziękuję szczególnie, ale bynajmniej nie za to, że Twój komentarz był najbardziej pozytywny smile Za twoją determinację i te trzy poświecone mi godziny, zresztą Ty już sama najlepiej wiesz. Grazie kiss


A jednak ja nie wątpię, że się to światło na niebie zapali. Nic się nie spełni, co najpierw nie jest marzeniem.

Offline

 

#13 2011-04-05 12:16:56

monika_2601
Szemrzący typ
Zarejestrowany: 2011-03-28
Posty: 57

Re: Popokazowe małe co nieco - opowiadanie

Wybaczcie mi dwa posty pod rząd, ale nie chciałam, żeby tekst się zlał.



Część 2

- Wciąż nie mogę w to uwierzyć – powiedziała Ela niosąca właśnie kawę dla siebie i sok dla Izy, która już siedziała przy stoliku, głaszcząc swój brzuch.
- Ale w co? – zapytała wyrwana nagle z zamyślenia krawcowa.
- Jak to w co? W to, co się stało w piątek. Ula i Marek razem! To jest jakaś totalna…
- N…n…nie chciałbym mówić „a nie mówiłem”, ale a n…n…nie mówiłem – przerwał jej Władek, który właśnie wchodził do bufetu i już od drzwi słyszał podniesiony i podekscytowany głos swojej dziewczyny.
- Oj, dobrze, już dobrze. Mówiłeś, ale… - zaczęła się bronić bufetowa.
- Kotku, nie ma żadnego „ale”. P…p…po prostu miałem rację – powiedział Władek z uśmiechem triumfu na ustach, podczas kiedy Ela już patrzyła na niego zjadliwie, chcąc się odgryźć.
- Nie no... Chyba nie będziecie się znowu kłócić. Przypominam, że zaledwie kilka dni temu spieraliście się już o sprawę relacji naszych prezesów – wtrąciła się Iza, która nie miała ochoty słuchać dalszych przekomarzań tych dwojga. Wolała zagłębić się bardziej w temat, zamiast wałkować, kto miał rację.
- Ale przecież my się nie kłócimy – skwitowała Ela – Przyznaję, miałeś rację. A teraz już zamknijmy tę kwestię, dobrze? – zwróciła się do ochroniarza, po czym przeniosła wzrok na Izę i pochyliła się w jej stronę, gotowa rozpocząć rozprawę nad wydarzeniami ostatnich dni – Ale powiedzcie, czy rok temu, kiedy Ula przyszła do naszej firmy, pomyślelibyście, że to właśnie ona będzie tą, która usidli niepokornego i pięknego Marka Dobrzańskiego? – ostatnie kilka słów, po których wypowiedzeniu Ela wyraźnie westchnęła, zwróciło uwagę Władka, który spoglądał teraz na nią dziwnym wzrokiem.
Ta nieco zabawna sytuacja nie uszła uwadze Izy, która rozbawiona zwróciła się do jedynego mężczyzny w tym towarzystwie.
- Nie zwracaj uwagi. Taka reakcja na Marka to odruch bezwarunkowy u większości kobiet – wyjaśniła i roześmiała się głośno, bo teraz to na nią Władek patrzył wzrokiem mówiącym „nie do wiary!”. Gdy już się uspokoiła, wracając do tematu, stwierdziła – Rok? Dziewczyno, ja jeszcze trzy dni temu nie pomyślałabym, że sprawy przybiorą taki obrót.
- No właśnie. To niesamowite – zgodziła się Ela, wciąż kręcąc głową z niedowierzaniem.
- K…k…kto nie myślał, ten nie myślał.
- Nie no dość! – krzyknęła bufetowa – Wybaczcie, ale mam klientów – dodała wstając i odeszła zostawiając Izę i Władka śmiejących się z jej reakcji.
W tym samym czasie Ula i Marek siedzieli w Książęcej, czekając na umówione spotkanie. Zajęli miejsce w rogu sali, skąd mieli doskonały widok na drzwi wejściowe, a jednocześnie byli na tyle odseparowani od reszty gości, że mieli odrobinę prywatności.
- Widzisz, ty się bałaś, że się spóźnimy, a tymczasem to my czekamy na nich.
- To chyba dobrze, prawda? To my zabiegamy o podpisanie z nimi umowy, a nie na odwrót. Powinniśmy się starać – zauważyła Ula.
- No nie wiem komu powinno bardziej zależeć. Ostatecznie jesteśmy dużą, bądź co bądź prestiżową firmą, mamy wyrobioną markę, w kwestii mody wiedziemy prym w tym kraju. Ula, to my wytyczamy trendy. To znaczy Pshemko je wytycza – poprawił się – Im powinno zależeć na tym równie mocno, o ile nie bardziej.
- Masz rację. Mamy co zaoferować. Powinniśmy twardo negocjować warunki tej umowy, możemy sobie na to pozwolić. Nie ci, to inni. Prawda? – zapytała na koniec, chcąc uzyskać potwierdzenie tego, co właśnie powiedziała i zyskać nieco pewności siebie. Teraz była poważną panią prezes, nie zastraszoną asystentką. Już się przyzwyczaiła do tego, że musi być twarda i pewna siebie, bo postawa dużo mówi o człowieku i o jego pozycji, ale przy takich sprawach jak ta, nigdy nie obchodziło się bez szczypty zdenerwowania.
Marek postanowił zająć Ulę rozmową na przyjemniejszy temat, żeby ją trochę odstresować. Zaczęli snuć plany na dzisiejszy wieczór, który tym razem mieli spędzić u niego. Okazało się jednak, że rozmowa ta przyniosła nieco inny skutek niż zamierzony. Wizja wieczoru sam na sam w pustym mieszkaniu rozbudziła ich wyobraźnię. W pewnej chwili Ula poczuła dreszcz dotyku na kolanie. Długi obrus położony na stole doskonale maskował to, co działo się pod nim. Dłoń Marka zaczęła bardzo powoli sunąc w górę. Patrzyli sobie prosto w oczy, a ich spojrzenia mówiły: „Chcę cię. Teraz.” Napięcie wciąż rosło, gdy nagle Ula przypomniała sobie, że są w miejscy publicznym. Takie zachowanie, to nie w jej stylu, nie lubiła ostentacyjnego okazywania uczuć. A już uczucia tego typu, które teraz nią targały, na pewno nie powinny być wystawiane na widok publiczny.
- Marek… - skierowała się do niego, nie przerywając intensywnego kontaktu wzrokowego. Musiała interweniować, gdyż jego dłoń była już w połowie uda. Odebrał to jednoznacznie. Jej nie wypowiedziane „stop” nie mogło być bardziej wyraźne. Zatrzymał rękę, ale nie zdjął jej z jej nogi, wciąż się w nią wpatrując.
Ula doszła do wniosku, że w tej sytuacji najlepszym wyjściem będzie po prostu odwrócić wzrok i przerwać to połączenie, które nawiązali. Zrobiła to bardzo niechętnie i skierowała oczy w stronę wejścia do restauracji. Jak się okazało, było to dobre posunięcie.
- Idą – zakomunikowała poprawiając włosy, a następnie sukienkę.
Tymczasem siedziba F&D przy ulicy Lwowskiej zapełniała się ludźmi. Właśnie otworzyła się kolejna winda, z której wysiadł tłum pracowników, a wśród nich dyrektor HR i atrakcyjna blondynka trzymająca go pod rękę.
- Proszę cię… Nie, nie…  Ja cię błagam, nie zamęczaj ich niemądrymi pytaniami – powstrzymał się przed użyciem słowa „głupich”, które mogłoby ją rozwścieczyć – Wiem, że nie widziałaś ich od czasu pokazu, ale prawdopodobnie nikt ich nie widział od tego czasu. Wszyscy są ciekawi, ale poczekajmy, aż oni sami nam powiedzą to, co będą chcieli. Nie naciskaj, wiesz przecież, że żadne z nich nie lubi…
- Sebulku, czy ty myślisz, że ja… - weszła mu w słowo kobieta.
- Violuś, ja nic nie myślę, ja po prostu cię znam – skwitował nie dając jej dokończyć.
Kubasińska powstrzymała się od dalszego komentarza, obrzuciła go tylko gniewnym spojrzeniem. Oboje skierowali swoje kroki w stronę sekretariatu, gdzie spotkali siedzącą przy biurku Anię i Maćka siedzącego na biurku, śmiejących się cicho. Sebastian głośno chrząknął, aby oznajmić ich przybycie i przerwać ten niewątpliwy flirt. Po powitaniu i wymienieniu grzeczności, bez dalszej zwłoki przeszli do tematu, który najbardziej wszystkich interesował. Jako że zebrani w tym pomieszczeniu byli najbliższymi przyjaciółmi dwójki, która w piątek zrobiła furorę wyznając sobie miłość na wybiegu, to było bardzo możliwe, że któreś z nich posiada jakiekolwiek wiadomości odnośnie frapującej ich sprawy.
- Maciek, wiesz coś na temat naszych gołąbeczków? Ja od pokazu nie mogę się skontaktować z Markiem, więc jakby wiesz, jestem odcięty od informacji – próbował się czegoś dowiedzieć Seba.
- Niestety, w tej sprawie niewiele ci pomogę – odpowiedział Maciek rozkładając bezradnie ręce – Wiem tylko tyle, że po piątkowym pokazie Ula wróciła do domu dopiero w sobotę wieczorem. Wczoraj się z nią nie widziałem, bo byłem… zajęty – powiedział spoglądając w kierunku Ani, która oblała się rumieńcem – Ale jak wracałem wieczorem, to widziałem przed domem Uli samochód Marka.
Zrobił chwilę przerwy, w czasie której dziewczyny zajęły się omawianiem piątkowego wieczoru. Upewniwszy się, że już nie zwracają na nich uwagi, podszedł bliżej do Sebastiana i dodał cicho:
-Rano wciąż tam stał.
- Może przyjechał, żeby zabrać ją do pracy… - rzucił Sebastian, który próbował znaleźć wytłumaczenie tej dwuznacznej sytuacji.
- O 5 rano? – patrząc wymownie na kolegę, Maciek postawił pytanie retoryczne, które wywołało u nich obu śmiech.
- Aaaaaa… To takie buty – skwitował Seba.
- Co tu za śmiechy chichy? – usłyszeli już z korytarza głos Marka, który zmierzał w ich kierunku, wraz z Ulą, która szła o krok przed nim.
- Witam piękną parę! – wyrwała się Violka, gdy tylko przestąpili próg sekretariatu.
- Violuś, prosiłem cię… - zainterweniował od razu Olszański. Czy już zawsze będę musiał się za nią wstydzić? – pomyślał.
- Sebulku, uspokój się, przecież nic takiego nie mówię. Aaaaa! – wykrzyknęła nagle przypominając sobie coś i zwróciła się do nowoprzybyłych – Pamiętacie, jak przywitałam was tymi samymi słowami, kiedy ty Marek wróciłeś do firmy? Ula była wtedy na mnie nieźle wkurzona. No, może faktycznie wtedy wyszło to trochę niezręcznie. Ale teraz nie widzę żadnych przeciwwskazań. Nareszcie, o jakże się cieszę! No to opowiadajcie.
- Viola – usłyszała równocześnie trzy głosy strofujące ją. Tymczasem Ula i Marek tylko się roześmiali.
- Dobrze, już dobrze, nic nie mówię – powiedziała urażona, siadając na swoim miejscu.
- Jak udało się spotkanie? – zapytała Ania zmieniając temat.
- Jakie spotkanie? To wy teraz gdzieś byliście? Tak wcześnie? – dopytywał się Sebastian.
- Mieliśmy spotkanie z przedstawicielami pewnej dużej sieciówki w sprawie FD Gusto – poinformował ich pokrótce Marek.
- Ale jak w sprawie Gusto? Że co niby? – chciał się dowiedzieć Olszański.
- Mają sprzedawać naszą kolekcję, Seba.
- Ale dlaczego? Co z firmowymi butikami? – teraz z kolei Maciek chciał znać więcej szczegółów.
- Wiecie, Gusto jest kolekcją, która powstała, aby ratować firmę. Nie jest tak ekskluzywna, jak nasze inne kolekcje. Dlatego pomyśleliśmy, że lepiej będzie, jeżeli nie będziemy jej wprowadzać do naszych flagowych butików, tylko znajdziemy jakieś niezależne miejsce zbytu. Lepiej zachować renomę. Zresztą Pshemko też pewnie by się burzył, gdybyśmy zrobili inaczej. Pamiętacie jak było ze Sportivo? – wyjaśniła szczegółowo Ula, nie pozostawiając już miejsca na dalsze pytania.
- I co, udało się? – drążył Sebastian.
- A co miało się nie udać? Każdy chce mieć u siebie ubrania sygnowane przez Pshemko i Febo&Dobrzański. Jesteśmy umówieni na podpisywanie wstępnej umowy – oznajmił Marek ku ogólnej uciesze wszystkich zebranych.
- Nooo, słuchajcie, to jest co świętować. Nowy kontrahent, udany pokaz, świetne recenzje nowej kolekcji, prywatnie też nie mamy na co narzekać, dwa powroty – wyliczał Sebastian mając na myśli Ulę i Marka oraz siebie i Violettę – z czego jeden bardzo spektakularny i bardzo długo wyczekiwany, a i tutaj jak widzę uczucie kwitnie – dodał spoglądając w kierunku Maćka i Ani, która znowu spłonęła uroczym rumieńcem – Może wybralibyśmy się wszyscy gdzieś dziś wieczorem, co? W ramach uczczenia tych sukcesów, nasza szóstka, zabawimy się, będzie fajnie. Co wy na to?
Rozejrzał się po twarzach zgromadzonych, którzy wymieniali porozumiewawcze spojrzenia. Miał nadzieję, że wszyscy się zgodzą. Niezaprzeczalnie mieli powody do świętowania. Poza tym są młodzi, należy im się trochę rozrywki. Pomyślał też, że zawsze chodził na imprezy tylko z Markiem. Podrywali dziewczyny, pili, szaleli. Spotkanie w tak dużym gronie będzie wielką odmianą, miał nadzieje, że miłą odmianą. Taka potrójna randka. Był bardzo podekscytowany tym pomysłem.
- O tak, tak, świetny pomysł! – wykrzyknęła z entuzjazmem Violetta, której już przeszła złość.
- Nooo… My dziś nie możemy – zaczął się wykręcać Marek.
- Aha, dziś nie możecie – powtórzył z uśmiechem Sebastian, posyłając Maćkowi wymowne spojrzenie, na które ten też odpowiedział śmiechem, co wywołało zdziwienia i lekką konsternację zarówno u Dobrzańskiego, jak i u Cieplakówny – Jasne, spoko. To może jutro? – nie ustępował mężczyzna.
- Jutro? – zwrócił się do Uli Marek, który chciał poznać jej zdanie na ten temat. Dziewczyna skinęła głową – Dobra, jutro pasuje – zgodził się ku zadowoleniu swojego przyjaciela.
- A wy? – tym razem Sebastian skierował pytanie do drugiej pary.
- Aniu? – Maciek szukał aprobaty u swojej partnerki.
- Ja bardzo chętnie – odpowiedziała bez chwili namysłu.
- Więc będziemy – potwierdził Szymczyk.
- No i świetnie! W takim razie później dogadamy szczegóły: gdzie, o której i tak dalej – powiedział ucieszony Sebastian. Już nie mógł się doczekać jutrzejszego wypadu.
Nastała chwila ciszy, która ani trochę nikomu nie ciążyła. Atmosfera była tak radosna, że nikt nie miał ochoty psuć jej zbędnymi słowami. Sześcioro młodych, do szaleństwa zakochanych ludzi, pracujących na wspólny sukces jednej z największych firm w Polsce, ambitnych i jeszcze cały czas z odrobiną dziecięcego szaleństwa, w jednym pomieszczeniu. Szczęście i determinacja aż unosiły się w powietrzu. W końcu jednak ktoś musiał dać sygnał do działania.
- To co, bierzemy się do pracy? Roboty nie brakuje, a jeśli dziś szybko się uwiniemy, to jutro pozamykamy już do końca wszystkie sprawy związane z pokazem i wieczorem będziemy mogli sobie pofolgować – sprytnie zauważyła Ula, która swymi słowami zachęciła ich do wytężonej pracy, aby podczas wspólnego spotkania nie musieli myśleć o pracy.
- Tak, tak, jasne. My tu mamy sporo do zrobienia. Od przyszłego tygodnia zaczynamy już internetową sprzedaż Gusto. Dzisiaj mamy jeszcze ostatnie spotkanie z informatykami, strona niebawem będzie gotowa i możemy ruszać – powiedział Maciek z zadowoloną miną.
-Rozwijamy się! Kolejny sukces do kolekcji – zauważył Sebastian, który dziś wprost tryskał humorem – Dobra, ja też będę się zbierał. Jest trochę zamieszania z wypłatami dla tych modelek, które zgodziły się wystąpić w ostatniej chwili. Mam nadzieję, że nie zażądają jakiejś horrendalnej kwoty za ten ekspres.
- Seba, poczekaj, pójdę z tobą – zatrzymał wychodzącego Olszańskiego Marek – Ula, wpadnę do ciebie później – powiedział zanim wyszedł, posyłając jej dyskretnie jedno ze spojrzeń z cyklu „uwodzicielskie i przenikliwe”.
Ula doskonale wiedziała, że dziś wyjątkowo trudno będzie się jej skupić na pracy. Wciąż wracała wspomnieniami do minionej nocy, a fakt, że dziś miała przed sobą perspektywę podobnych wydarzeń, wcale jej nie pomagał. Wpadła na pomysł, że łatwiej będzie jej zabrać się do pracy jeśli nie będzie siedzieć sama w tym dużym gabinecie.
- Viola, chodź ze mną, pomożesz mi.
I w ten sposób wszyscy rozeszli się, aby zająć się swymi codziennymi obowiązkami. Po tak szalonym i pełnym niespodzianek tygodniu, trudno było im  uwierzyć, że istnieje jeszcze jakiś normalny świat, a powrót do niego wcale nie był prosty.
Marek i Sebastian nie mogli się nagadać. Nie widzieli się tylko dwa dni, a można by odnieść wrażenie, że co najmniej miesiąc. Siedzieli w gabinecie Olszańskiego dzieląc się wrażeniami ostatnich dni. Chcąc zachęcić Marka do mówienia Sebastian postanowił, że najpierw on opowie mu o swoim nowym życiu. Słuchając jaki to ten jest zakochany w Violettcie, Marek doszedł do wniosku, że już nie poznaje swojego przyjaciela. Zmienił się. Na lepsze.
- Czyli co, w końcu jesteś zadowolony, tak? – zapytał Seba próbując sprowokować w końcu Dobrzańskiego do zwierzeń.
- Zadowolony? Człowieku, ja dosłownie unoszę się nad ziemią. Ula jest zupełnie inna od wszystkich kobiet, jakie kiedykolwiek poznałem – usłyszał w odpowiedzi, jednak to go nie usatysfakcjonowało, niezupełnie o takie zwierzenia mu chodziło.
- Inna mówisz… No więc jak jest? – dociekał dalej Sebastian.
- Ale z czym? – Marek domyślał się, o co pyta go przyjaciel, ale miał nadzieję, że jednak się myli. Nie miał ochoty z nim tego roztrząsać, nie chodziło o jakąś tam dziewczynę, tylko o Ulę. O niej nie będą rozmawiać w ten sposób.
- No wiesz…
- Seba, nie przeginaj – pogroził.
- Dobra, dobra, nie pytam. Zmieniając temat, gdzie jutro pójdziemy, masz jakiś pomysł?
- Tradycyjnie 69? – zaproponował Marek. Był to ich ulubiony lokal od niepamiętnych czasów. Zawsze świetnie się tam bawili. Teraz, w większym towarzystwie może być jeszcze fajniej.
- Czy ja wiem… Może głupio to zabrzmi, ale 69 jakby należy do tego starego życia. Wiesz, sprzed Violki, sprzed Uli… - zaczął Sebastian.
- Czyli co, masz zamiar porzucić to miejsce, bo należy do, jak to poetycko ująłeś, starego życia? Seba nie wygłupiaj się. To tylko klub. Fakt, kiedyś chodziliśmy tam wyrywać panny. Ale teraz mamy kobiety, które kochamy, naprawdę kochamy. To że pójdziesz do klubu, do którego kiedyś chodziłeś nie sprawi, ze wrócisz do dawnych nawyków – przekonywał go Marek - Seba, co ta Violka z tobą robi? Ty się strasznie taki… wrażliwy zrobiłeś – zażartował i się roześmiał, ale jego przyjaciela wcale to nie rozbawiło.
- Dobra, w takim razie 69. I wcale nie jestem wrażliwy, ok? To co, od razu po pracy? Siedemnasta?
- Uhmu. Trzeba jeszcze tylko zawiadomić resztę i dowiedzieć się, czy im w ogóle pasuje.
- To ja zadzwonię do Maćka – zaproponował Seba – Swoją drogą, wiedziałeś, że oni z Anią coś tego? Bo ja dowiedziałem się dopiero na pokazie.
- Nie wiedziałem. Znaczy, jak pracowaliśmy z Ulą nad folderem na targi, to zauważyłem, że coś się między nimi dzieje, ale nie wiedziałem, że to aż tak. Dopiero Ula mnie uświadomiła w tej sprawie.
- Fajnie, fajnie. Ania jest świetną dziewczyną, Maciek też jest w porządku. Super – wychwalał ich Olszański.
- Widzę, że zakumplowałeś się z Maćkiem – zauważył Marek – To ciekawe, jeszcze niedawno go nie znosiłeś. Uważałeś, że czyha na moją część udziałów w firmie, że jest taki sprytny, że cały czas manipuluje Ulą i tak dalej. Co sprawiło, że nagle tak diametralnie zmieniłeś o nim zdanie?
- Nie martw się, twoja pozycja mojego najlepszego przyjaciela nie jest zagrożona – powiedział z ironią Sebastian – A tak poważnie, na pokazie się zgadaliśmy. Zaczęliśmy gadać o was, o tobie i Ulce. Wymieniliśmy spostrzeżenia na wasz temat. I wiesz co? Okazuje się, że już dużo wcześniej mogliście się zejść, gdybyście potrafili się dogadać.
- Wiem, wiem. Tak się zakręciliśmy, że w końcu już żadne z nas nie było niczego pewne. No, ale nareszcie wszystko wyprostowane – stwierdził z zadowoleniem Marek.
- Właśnie. No i szybko wyszło, że pełnimy podobne funkcje.
- Jakie funkcje?
- Takich chodzących pamiętników. Ja – dla ciebie, on – dla Uli. – wyjaśnił Seba, po czym oboje się roześmiali – No a potem, na bankiecie po pokazie razem świętowaliśmy sukces i wasze zejście. Dołączyły do nas dziewczyny, w sensie Violka i Ania, było grubo. Żałuj, że to opuściłeś – powiedział, jednak spojrzawszy na wymowną minę Marka dodał – A nie, ty miałeś lepsze rzeczy do roboty.
- Słuchaj, a tobie nie przeszkadza, że… on z Violettą i w ogóle? – zapytał Dobrzański.
- Ty patrz, zupełnie zapomniałem! – wykrzyknął Sebastian i po chwili namysłu kontynuował – Kiedy to było? Poza tym on ma teraz Anię. Facet jest w porządku. A teraz wybacz stary, ale mam kupę roboty.
- Jasne, już sobie idę. Do zobaczenia później – powiedział Marek zrywając się z krzesła i czym prędzej opuścił gabinet dyrektora HR. Sam też miał trochę do zrobienia, więc od razu skierował się w stronę konferencyjnej.
Marek cieszył się, że Sebastian nawiązał porozumienie z Maćkiem. Chciał, aby jego przyjaciele i przyjaciele Uli byli ich wspólnymi przyjaciółmi, a to był pierwszy, duży krok w tę stronę. Wydawało się to tym bardziej wartościowe, że sama Ula nie przepadała za jego najbliższym przyjacielem, z oczywistych powodów. To on nakręcił całą tę karuzelę zawirowań i kłamstw między nimi. Teraz jednak była szansa, że ich stosunki się poprawią. W każdym razie miał na to nadzieję.   
    Nieco później, w gabinecie pani prezes odbyła się podobna rozmowa. Znaczne ocieplenie relacji pomiędzy Szymczykiem a Olszańskim nie uszło też uwadze Uli. Była zaskoczona. Nigdy by nie pomyślała, że ktoś taki jak Maciek może się zaprzyjaźnić z osobą pokroju Sebastiana. Podczas kiedy wspólnie z Maćkiem pochylali się nad papierami dotyczącymi PRO S, Ula postanowiła zrobić chwilę przerwy i wypytać go o tę sprawę.
- Maciek, a powiedz mi, jak się udał bankiet po pokazie? Wszystko w porządku? – zaczęła sprytnie.
- Nawet bardzo. Było świetnie. Ja osobiście bardzo dobrze się bawiłem, a z tego co zauważyłem, to inni też nie narzekali – podsumował Maciek z zadowoleniem.
- No właśnie, właśnie, spostrzegłam, że nawet zaprzyjaźniłeś się z Sebastianem.
- Przyjaźń to może zbyt wielkie słowo, ale masz rację. Właściwie to właśnie na tym bankiecie razem balowaliśmy. Wiesz, w końcu mieliśmy co świętować – spojrzał wymownie na Ulę, po czym nagle zmienił wyraz twarzy, jakby coś mu się przypomniało – Kurcze, Ula, przepraszam. Wiem, że był dupkiem w stosunku do ciebie. Może nie powinienem się z nim tak bratać…
- Nie, no co ty – przerwała mu Ula – W ogóle nie o to mi chodziło. Ja nawet się cieszę. Przyda ci się przyjaciel tej samej płci, będziesz mógł ode mnie odpocząć – roześmiała się.
- Ula, od ciebie nigdy nie potrzebuję odpoczynku, wręcz przeciwnie, ty mnie zawsze motywujesz do działania i w ogóle… Ale ja bym wolał porozmawiać o czymś innym. Powiedz mi lepiej, jak ci się układa z Markiem.
- Dziękuję, doskonale – odpowiedziała wymijająco – A tobie z Anią?
- Dziękuje, doskonale – powtórzył za nią ironicznie – Ulka, ależ ty wylewna jesteś. Niczego nie można się od ciebie dowiedzieć.
- Jesteśmy w pracy, a w pracy rozmawia się o pracy – powiedziała tonem odpowiednim pani prezes – O sprawach osobistych pogadamy później, ale zapewniam cię, że nie musisz się o mnie martwić. Nigdy nie czułam się lepiej. A teraz naprawdę wracajmy już do pracy. Pamiętasz, że do jutrzejszego wyjścia, zainicjowanego przez twojego nowego przyjaciela, mieliśmy się ze wszystkim uwinąć? – zapytała żartobliwie.
- Pamiętam, pamiętam – odpowiedział głosem wyraźnie dającym do zrozumienia, że wołałby robić w tej chwili coś innego. Wrócił jednak do swojej pracy. Ula zrobiła podobnie, jednak jej głowę zaprzątały zupełnie inne myśli.
Dziwiło ją to, co usłyszała przed chwilą, ale naprawdę nie miała nic przeciwko. W tym momencie przypomniała sobie, że jeszcze niedawno przyjaciel namawiał ją na wyjazd do Londynu. Och, jak dużo by ich ominęło, gdyby się na to zdecydowali, gdyby nie dostała pracy w F&D. Prawdopodobnie nigdy nie poznałaby Marka, miłości swojego życia. Dzięki tej pracy zyskała też wielu przyjaciół: Alę, Elę, Izę, Pshemko, Wojtka, Anię, nawet Violę mogła zaliczyć do tego grona. No i w ciągu niespełna roku z sekretarki stała się prezesem. A i Maciek też skorzystał na tym, że dostała tę posadę. Związał się z Anią, podobnie jak ona zdobywał nowych przyjaciół. Nie należy też zapomnieć, że dzięki F&D rozkręcili swój własny biznes. Rozpoczęcie pracy w tej firmie z całą pewnością było najlepszą rzeczą, jaka mogła ją spotkać.
    Gdy po żmudnej sesji nad papierami w końcu skończyli, Maciek pognał na lunch, na który umówił się z Anią. Wychodząc z gabinetu minął się w drzwiach z Markiem.
- Nie przeszkadzam? – zapytał chcąc się upewnić, że nie przerywa im czegoś ważnego.
- Nie, nie, ja właśnie wychodzę. Na razie – pożegnał się Maciek.
Kiedy tylko zamknęły się drzwi za Szymczykiem, Marek podszedł do szyby, przez którą było widać korytarz i zasłonił żaluzje. Następnie skierował swoje kroki w stronę Uli, która wciąż siedziała za biurkiem. Stanął za jej plecami, wysunął fotel i jednym ruchem obrócił go w swoją stronę. Wyciągnął w do niej rękę, aby ona podała mu swoją. Gdy to zrobiła, pociągnął podrywając ją z miejsca. Wylądowała wprost w jego ramionach. Bez słowa zaczął ją całować.
Czy już zawsze tak będzie? – pomyślał. Czy już zawsze będzie jej tak pragnął i potrzebował? Miał nadzieję, że tak. Nie chciał, żeby było inaczej. Od rana nie mógł się skoncentrować na pracy, bo cały czas myślał tylko o tym, że ona jest tak blisko, że może w każdej chwili do niej iść, może po prostu wejść do jej gabinetu i ją mieć. Była jego. Mógł ją bezkarnie kochać. Już nie było Pauliny. Już nie było Piotra, który każdego dnia na nowo mu ją zabierał. Ileż dni spędził w tej firmie zadręczając się myślą, że już jej nie odzyska. Tak strasznie się tego bał, a kiedy Piotr powiedział mu, że zabiera Ulę do Bostonu, świat zawalił mu się na głowę. W chwili, kiedy usłyszał to od niego, zeszło z niego całe powietrze. To było jakby ktoś znienacka go spoliczkował, tylko bolało o wiele bardziej. Zresztą czym jest ból fizyczny w porównaniu z bólem serca i duszy? Tak bardzo wtedy nawalił, spaprał wszystko i nigdy sobie tego nie wybaczy. Ale teraz był tu z nią i to było najważniejsze. Dostał drugą szansę. Czuł się, jakby ktoś podarował mu słońce, księżyc i wszystkie gwiazdy na niebie. To wydawało się wprost nierealne. Musiał się upewnić, że to nie jeden z tych snów, w których wszystko jest tak idealne, że nie zmieniłbyś nawet najmniejszej rzeczy. Oderwał się od niej przerywając pocałunek i spojrzał głęboko w oczy. Nie, to nie sen. To dzieje się naprawdę.
Wciąż kręciło się jej w głowie, kiedy odłączył swoje usta od jej. Uwielbiała sposób, w jaki ją całował. W końcu świat przestał wirować. Marek nic nie mówił, cały czas trzymał ją w ramionach i wpatrywał się w nią. Obrysowała palcem kontur jego ust. Zawsze uważała, że są takie zmysłowe, a teraz ma je na wyłączność.
- Jak ci idzie praca? – zapytał wreszcie, nie wypuszczając jej wciąż z objęć.
- Jako tako. Właśnie omawialiśmy z Maćkiem sprawy PRO S. A tobie?
- Opornie. Cały czas o tobie myślę – odpowiedział głaszcząc jej włosy.
- Wieczorem będę cała twoja. Chyba wytrzymasz jeszcze te kilka godzin? – mówiła patrząc cały czas w jego stalowe oczy.
- Z trudem. Czyli mam rozumieć, że zaraz po pracy jedziemy do mnie, tak? – zapytał, a w jego głosie dało się usłyszeć błaganie „powiedz tak”.
- Tak – odpowiedziała zgodnie z jego oczekiwaniami, a następnie przysunęła się do niego jeszcze bliżej, tak, że czuli swoje oddechy na twarzach – A co będziemy robić? – zapytała kokieteryjnie.
- Nie wiem. Jakieś sugestie? – odparł ze wzrokiem zawodowego uwodziciela.
- Tak, jedna – odpowiedziała, po czym pocałowała go namiętnie. Włożyła całe swoje uczucie w ten pocałunek. Chciała, żeby poczuł, że jest gotowa oddać mu się cała, w każdym możliwym słowa tego znaczeniu. Nie było granicy, której nie byłaby w stanie przekroczyć dla tej miłości, dla niego, dla nich.
Nagle usłyszeli dźwięk otwieranych drzwi. Oboje byli pewni, że to Violetta. Kto inny mógłby wchodzić bez pukania? Odskoczyli od siebie i ku zdumieniu ich obojga ujrzeli nie Violę, a Pshemko, który stał w progu, zasłaniając ręką oczy.
- Przepraszam, przepraszam, to może ja wpadnę później? Nie chciałbym przerywać tego… cokolwiek to jest – powiedział i zerknął jednym okiem pomiędzy palcami.
- Pshemko, nie wygłupiaj się, wchodź – powiedziała zakłopotana Ula. Marka natomiast wcale nie wzruszyła ta sytuacja, wydawał się nawet lekko rozbawiony. Mistrz też się uśmiechał patrząc na nich.
- Miłość… Ha! Zawsze uważałem, że wy stanowicie doskonałą parę. Tak się cieszę, że po tych wszystkich burzach, sztormach, mieliznach w końcu się połączyliście i dobrnęliście do bezpiecznej przystani. Jednak los sprzyja dobrym ludziom – wyraził swoje zdanie na ten temat Pshemko.
- Co cię do nas sprowadza? – zapytała Ula, która zaczynała czuć się nieswojo.
- Widzieliście recenzje? – nagle rozmarzony głos Mistrza przybrał tony pełne podekscytowania – Wszystkie pozytywne! Nie zaszkodziła nam nawet ta wpadka z modelką, która się przewróciła. Co prawda wy przyćmiliście końcówkę pokazu swoim wystąpieniem…
Obawiając się, że Pshemko stwierdzi, że zepsuli jego pokaz, Marek już otwierał usta, żeby coś powiedzieć, ale projektant go ubiegł. 
- Nie, nie, nie, nie trzeba nic mówić, ja nie mam wam za złe. To było piękne uwieńczenie tego widowiska. W końcu cóż może być piękniejszego od miłości?
- Tak, rzeczywiście, pokaz był wyjątkowo udany, ale to tylko twoja zasługa Pshemko – zaczął Marek chcąc odwrócić uwagę Mistrza od nich.
- Nie, Marku! To wasza zasługa. Gdybyście w porę nie odkryli intrygi Aleksa, wszystko byłoby inaczej. To byłby koniec Pshemko. Taka hańba. To odbiłoby się echem w całym środowisku mody. Nie miałbym co się pokazywać na salonach. Dziękuję wam.
Projektant spoglądał z rozrzewnieniem raz na Ulę, raz na Marka, aż w końcu jego wzrok spoczął na dłuższy czas na Uli. Trochę się tego przestraszyła. Gdy ostatni raz tak na nią patrzył, skończyło się na stracie połowy włosów i kompletnej wymianie garderoby.
- Urszulo… - podszedł, wziął ją pod rękę i poprowadził w stronę drzwi – Marku, wybacz nam na chwilę – zwrócił się do Dobrzańskiego, który właśnie sadowił się na kanapie.
Gdy tylko znaleźli się za drzwiami gabinetu, czyli w takiej odległości, że Marek nie mógł ich usłyszeć, Pshemko kontynuował rozpoczętą myśl.
- Urszulo, duszko moja, a powiedz mi, jak ci się podobała suknia, którą prezentowałaś w piątek?
- Była absolutnie wspaniała, wręcz cudowna – zachwalała kreację Ula, która dobrze wiedziała, że Mistrz jest łasy na takie komplementy.
- Wspaniała, cudowna, hmu, hmu – powtarzał z zadowoleniem projektant – Urszulo, a może mi Urszula coś obiecać?
- Wszystko – odpowiedziała bez namysłu, po czym doszła do wniosku, że to jednak trochę ryzykowna obietnica i dodała – W granicach rozsądku oczywiści.
- Oczywiście! – oburzył się Pshemko, jakby powiedziała coś nieprzyzwoitego lub co najmniej niewłaściwego – Niech mi obieca, że kiedy będzie… - przerwał na chwilę i zerknął w kierunku Marka – wychodzić za mąż, to pozwoli mi zaprojektować dla siebie kreację. Urszula jest tak wdzięcznym obiektem tworzenia, że to będzie prawdziwe dzieło sztuki! Niech mi Urszula nie odmawia tej przyjemności.
Ula była tak zaskoczona prośbą Pshemko, że nie była w stanie od razu odpowiedzieć.
- Pshemko, myślę, że to jeszcze dużo za wcześnie, żeby o tym mówić – widząc zniecierpliwienie projektanta i przeczuwając, że nie przyjmie dobrze odmowy, powiedziała – Ale jeżeli kiedyś nadejdzie ten dzień, to zaszczytem będzie dla mnie założyć suknię twojego projektu.
Pshemko aż podskoczył i klasnął w ręce z radości, po czym bez słowa wybiegł z sekretariatu, kierując się wprost do pracowni. Chyba nie ma zamiaru już teraz zacząć projektować? – przyszło do głowy Cieplakównie. Kiedy Pshemko zniknął z pola widzenia Uli, ta obróciła się na pięcie i wróciła do gabinetu.
Marek dalej siedział na kanapie czekając na powrót Uli. Zastanawiał się, o co mogło chodzić firmowemu projektantowi. No i po co robić z tego tajemnicę? Ula owinęła go sobie wokół paluszka. Jeszcze niedawno jej nie znosił, a teraz zachowywał się, jakby była jego najlepszą przyjaciółką. Co ona ma w sobie, że każdy prędzej czy później ulega jej urokowi?
- Czego chciał Pshemko? – zapytał, kiedy kobieta wróciła i usiadła obok niego.
- A nic, takie tam – próbowała się wykręcać. Wyraźnie nie miała ochoty relacjonować mu swojej rozmowy z Mistrzem.
- Nic? To po co ta konspiracja? – dociekał dalej.
- Po prostu Pshemko chce zaprojektować dla mnie kreację. Na ten temat rozmawialiśmy – nie miała zamiaru mówić mu o jaką kreację chodzi. Ostatnią rzeczą, której chciała było, żeby odebrał to jako jakąś sugestię, albo jeszcze gorzej –Ale zostawmy to, porozmawiajmy lepiej o ważniejszych rzeczach.
- Jakich rzeczach?
- O tobie – odpowiedziała, czym go kompletnie zaskoczyła.
- O mnie? – powtórzył wciąż nie domyślając się, o co może jej chodzić.
- Tak. O twojej pozycji w tej firmie. Kiedy pracowaliśmy nad Gusto robiłeś praktycznie wszystko. Bardzo mi wtedy pomogłeś i jestem ci za to bardzo wdzięczna. Ale Marek, ty jesteś współwłaścicielem F&D, nie możesz być na moje posyłki, bo…
- Mnie wcale nie przeszkadzała rola twojego… hmm… asystenta. Przynajmniej cały czas mogłem być blisko ciebie – wszedł jej w słowo.
- Kochanie, oboje dobrze wiemy, że gdyby dalej tak było, to niewiele byśmy pracowali. Jestem pewna, że zawsze znaleźlibyśmy „coś lepszego” do roboty – zauważyła.
- Z całą pewnością – zgodził się z nią uśmiechając się.
- Właśnie. I dlatego trzeba to zmienić. Już niedługo będą wiadome wstępne wyniki sprzedaży Gusto. Wtedy zwołamy zebranie, moja nominacja wygaśnie i wrócisz na swoje dawne miejsce… 
- Dobrze, dobrze Ula, o tym porozmawiamy, kiedy przyjdzie na to pora – znów nie pozwolił jej dokończyć – A do tego czasu ja mogę wrócić na swoje stanowisko jeszcze sprzed prezesury. Promocja i reklama jest strasznie zaniedbana odkąd nie mamy dyrektora PR, więc mogę się tym zająć.
- Właśnie to chciałam zaproponować – wykrzyknęła Ula z entuzjazmem, który tak zadziwił Marka, że ten aż się roześmiał – Cieszę się, że tak dobrze się rozumiemy – dodała.
- Zawsze dobrze się rozumieliśmy – przypomniał jej Marek, zbliżył się, pocałował ją krotko i zerwał się z kanapy – Przyjdę po ciebie o siedemnastej. Zdążysz do tego czasu ze wszystkim?
Ula skinęła głową i Marek zniknął za drzwiami. Następne kilka godzin upłynęło pani prezes bardzo szybko. Cały czas coś się działo. A to Maciek podkładał jej jakieś papiery PRO S do podpisania, a to znowu Sebastian potrzebował jej podpisu pod zleceniem wypłaty dla modelek z piątkowego pokazu, a to Violetta miała coś ważnego. Nawet Iza wpadła, żeby jej przekazać, że Pshemko jest tak pozytywnie nakręcony po sukcesie Gusto, że postanowił od razu wziąć się za tworzenie nowej kolekcji. Nim się spostrzegła wybiła „godzina zero” i do drzwi jej gabinetu zapukał Marek.
- Gotowa? – zapytał pełnym ekscytacji głosem.
Co prawda powinna jeszcze załatwić jedną sprawę, ale nic się nie stanie, jeśli zrobi to jutro. Dobrze wiedziała, że Marek z niecierpliwością oczekuje chwili, kiedy w końcu opuszczą firmę, a i ona sama już nie mogła się doczekać.
- Gotowa – odpowiedziała zamykając laptopa, po czym wstała, zabrała torebkę i podeszła do ukochanego wkładając dłoń w jego wyciągniętą rękę.
Na ich nieszczęście, wychodząc wpadli na Violettę.
- Wychodzicie? – zapytała Kubasińska.
- A to takie dziwne? Jest siedemnasta – zauważył Marek.
- Tak, wiem, ale żadne z was nigdy nie przestrzegało tak ściśle godzin pracy. Ula zwykle wychodziła później, a znowu ty, kiedy byłeś prezesem, na ogół wychodziłeś wcześniej – wypaliła Viola, widząc groźny wzrok Marka, stwierdziła, że nie powinna tego mówić, więc chciała się jakoś zrehabilitować – Oczywiście ja nie sądzę, że to źle. Prezes ma swoje przywileje, prawda? No dobrze, ja też już będę się zbierać. Sebulek zabiera mnie do Bakaro, na te najlepsze ostrogi w mieście. Dacie wiarę? Ale zaraz, zaraz! Przecież wy też podobno macie jakieś plany na dziś. To jak, gdzie idziecie?
Marek spojrzał na Ulę, Ula na Marka. Nic nie odpowiedzieli.
- No więc? – nie ustawała w dociekaniach ciekawska sekretarka – A może pójdziecie z nami, co?
- Dziękujemy Viola, ale mamy inne plany. Do jutra – pożegnała się Ula i szybko oboje skierowali się w stronę windy.
- No dasz wiarę? Człowiek chce być miły, a ci… - Kubasińska wydawała się być zbulwersowana ich zachowaniem.
Gdy tylko drzwi windy się zamknęły Ula i Marek odetchnęli z ulgą. Opierając się o przeciwległe ściany spoglądali na siebie. Nagle Dobrzański przeniósł wzrok na panel sterujący, a następnie znowu na swoją współtowarzyszkę. W jego oczach pojawiły się iskierki, jakby coś knuł.
- Co byś powiedziała, gdybym nacisnął przycisk „stop”? – zapytał powoli.
- Powiedziałabym, że niepotrzebnie marnujemy czas. Przecież zaraz będziemy u ciebie.
Nic nie odpowiedział, tylko się uśmiechnął. W ciszy zjechali na parter. Drzwi się otworzyły, Marek przepuścił Ulę przodem i ruszyli w stronę wyjścia. Przed budynkiem spotkali pana Władka.
- Do widzenia – pożegnał ich - J…j…jak za starych, dobrych czasów – dodał ściszonym głosem mówiąc do siebie, ale oni świetnie go słyszeli.
W doskonałych humorach odjechali sprzed firmy zmierzając w kierunku ulicy Siennej, gdzie znajdowało się mieszkanie Marka. Całą drogę śmiali się i rozmawiali. Po trudach ostatnich kilku miesięcy, a w szczególności po ostatnich kilku tygodniach, nareszcie mogli odpocząć. Firma uratowana, kolekcja świetnie zadebiutowała, a oni w końcu byli razem. Tak naprawdę razem, bez udawania.
Nim się obejrzeli już stali pod apartamentowcem Marka. Dobrzański szybko wysiadł z samochodu i podążył otworzyć drzwi Uli. Nowoczesny, wysoki budynek sprawiał imponujące wrażenie. Był tak samo piękny z zewnątrz, jak i wewnątrz. Prawdę mówiąc Ula nie pamiętała dokładnie wnętrza mieszkania Marka. Ostatecznie była tu przedtem tylko raz. W piątek, po pokazie. To tu przyjechali, aby uciec od tłumu i móc w spokoju porozmawiać o tym, co się stało. Wtedy siedzieli w salonie połączonym z kuchnią. Była tam też prawie całą sobotę, ale większą część tego dnia spędzili w sypialni. O tak, to pomieszczenie pamięta doskonale. Ale co z resztą?
Marek mieszkał na samej górze, na dwunastym piętrze. Ponieważ tym razem jazda windą trwała trochę dłużej, ze względu na znaczną wysokość, na którą zmierzali, zdążył jej opowiedzieć o tym, co ustalili z Sebastianem odnoście jutrzejszego wieczoru. Gdy dotarli na rzeczone piętro, Marek powiedział:
- A teraz zapomnij o pracy, zapomnij o wszystkim, co cię trapi. Jesteśmy na miejscu. Jesteśmy tylko my.
Poprowadził ją do drzwi z tabliczką „M. Dobrzański”. Wyciągnął z kieszeni klucz, włożył go do zamka i przekręcił.

Ostatnio edytowany przez monika_2601 (2011-04-05 17:46:06)


A jednak ja nie wątpię, że się to światło na niebie zapali. Nic się nie spełni, co najpierw nie jest marzeniem.

Offline

 

#14 2011-04-08 20:27:56

brzydulomaniaczka
Przyjaciułka SteFy
Od: Gdzieś w lubelskim...
Zarejestrowany: 2009-04-04
Posty: 10576
Serwis

Re: Popokazowe małe co nieco - opowiadanie

Aleksiss napisał:

Ależ Iris, nie oszukujmy się. To nie jest to samo co półtora czy nawet rok temu. Nie ma już tej magii, nie czekamy do tej osiemnastej na kolejny odcinek, nie zastanawiamy się nad tym, czy Marek ją kocha, czy nie, czy to był prawdziwy gest, czy udawał to dla weksli.

Ależ Aleksiss, ja temu nie zaprzeczam wink. Sama przecież napisałam, że jestem świadoma tego, że forum zamiera. Chciałam tylko podkreślić, że ja nie zamierzam na razie całkowicie z niego rezygnować i myślę, że do jego całkowitego wymarcia jeszcze daleko smile. Widzę, że w RT pojawia się mniej nowych autorek i wszystkie piszemy rzadziej, ale nadal piszemy.

Swego czasu niektóre autorki pisały kilka rozdziałów na tydzień, codziennie pojawiał się ktoś nowy, komentarze były niemalże non stop. Część z was poszła na studia, nie macie już tyle wolnego czasu. Wszystkie w pewnym stopniu dorosłyśmy. Nie przeczę, Brzydula dla większości z nas była pewnym etapem, który będziemy pamiętać, ale ten "szał" nie wróci. I pytanie. Kiedy dziewczyny piszące przed jesienią 2009, kiedy to nastał największy boom na Brzydulę, coś publikowały? Ty pod koniec lutego, Strychnine na początku marca. A Selly, Anukka, Ginny, jasumin, Iwona, jakcykuś, ann, markomaniaczka, ajrisz, spumanta, morszczuk, ver? Piszących i publikujących tu osób jest o wiele, wiele mniej. I nawet jakbyś chciała, to tego nie zmienisz. Taka jest kolej rzeczy wink
Ale ja tak tylko mówię (jak zawsze zresztą smile
A.

Ja to wszystko naprawdę wiem. Ale RT nadal działa, prawda? Oczywiście nie tak, jak kiedyś, ale od czasu do czasu jednak ktoś coś publikuje. Nie spędzam teraz tutaj tyle czasu co kiedyś, ale nadal lubię tu wpadać i od czasu do czasu coś skomentować. Nie jest tak jak kiedyś, ale mi to wystarcza. Przyzwyczaiłam się do RT i trudno byłoby mi całkowicie z niego zrezygnować i po prostu się poddać, tak jak inne autorki. Może to oznacza, że jeszcze nie dojrzałam, nie wiem. Kiedy patrzę na swoje teksty sprzed kilku lat, to wydają mi się śmieszne. Wiem, że teraz piszę inaczej, może lepiej. Ja wydoroślałam, RT wyrosło w większości z początkowych, kiepskich tekstów. Szkoda tylko, że zostało nas tak mało. Może dlatego mam do tego miejsca taki sentyment, że jestem tu prawie od początku. I zamierzam zostać tak długo jak się da wink.

Żeby to nie był całkowity offtop, skomentuję rozdział smile.
Podoba mi się o wiele bardziej niż pierwszy, może dlatego, że coś się w nim w końcu dzieje big_smile. Chociaż niewiele. Rozumiem twój punkt widzenia - chcesz napisać swoją wizję, taki lukier po zakończeniu serialu, chociaż może nie do końca. Cóż, twoje opowiadanie, twoja decyzja. Będę je śledzić, żeby zobaczyć jak sobie radzisz. Myślę, że jednak można z tego opowiadania coś jeszcze wycisnąć wink

Irka

Ostatnio edytowany przez brzydulomaniaczka (2011-04-08 20:51:26)


Kocham wszystkie swoje siostrzyczki forómowe: Aduśka, Apollina, Claudia, Króweczka, Libby, Mel, Pszczoła, Struś.
Mój facet to Miron Lipski heart    iris
Kocham swój wieczny avek <3

Offline

 

#15 2011-05-07 23:50:10

monika_2601
Szemrzący typ
Zarejestrowany: 2011-03-28
Posty: 57

Re: Popokazowe małe co nieco - opowiadanie

No dobra, to co? Chyba czas zakończyć ten wątek... Tym, którzy poświęcili czas na przeczytanie serdecznie dziękuję i do zobaczenia w innych tematach smile


A jednak ja nie wątpię, że się to światło na niebie zapali. Nic się nie spełni, co najpierw nie jest marzeniem.

Offline

 

#16 2011-05-08 19:10:07

BrzydUlaa.
Szemrzący typ
Od: >LUBELSKIE<
Zarejestrowany: 2010-07-22
Posty: 52

Re: Popokazowe małe co nieco - opowiadanie

A  niby dlaczego  ? Opowiadanie się podoba, więc bierz się za kolejny rozdział ;D Opowiadanko spoko XD


"...Jeśli się czegoś bardzo chce...."

Offline

 

#17 2011-05-08 19:36:00

Sincero
Przyjaciel Brzyduli
Od: Dolnośląskie
Zarejestrowany: 2011-05-04
Posty: 111

Re: Popokazowe małe co nieco - opowiadanie

BrzydUlaa. napisał:

A  niby dlaczego  ? Opowiadanie się podoba, więc bierz się za kolejny rozdział ;D Opowiadanko spoko XD

Zgadzam się w stu procentach. Opowiadanie fajne, lekko się czyta. Idealne na niedzielne wieczory i na poprawę nastroju. Na razie nie można zbyt wiele powiedzieć, bo to dopiero początek, ale zapowiada się fajnie.

Nie zostawiaj nas z takim niedosytem xD

Pozdrawiam, Sincero


No one ever will love me better than your everlasting love...

Offline

 

#18 2011-05-08 21:27:36

brzydulomaniaczka
Przyjaciułka SteFy
Od: Gdzieś w lubelskim...
Zarejestrowany: 2009-04-04
Posty: 10576
Serwis

Re: Popokazowe małe co nieco - opowiadanie

A mój komentarz to co, już się nie liczy? Pff. Poczułam się zignorowana big_smile Napisałam przecież, że chętnie zobaczę, jak sobie radzisz i to podtrzymuję.


Kocham wszystkie swoje siostrzyczki forómowe: Aduśka, Apollina, Claudia, Króweczka, Libby, Mel, Pszczoła, Struś.
Mój facet to Miron Lipski heart    iris
Kocham swój wieczny avek <3

Offline

 

#19 2011-05-08 21:47:42

jakcykbumbum
Pociąga za sznurki
Zarejestrowany: 2009-06-23
Posty: 8781
Serwis

Re: Popokazowe małe co nieco - opowiadanie

monika_2601 napisał:

No dobra, to co? Chyba czas zakończyć ten wątek... Tym, którzy poświęcili czas na przeczytanie serdecznie dziękuję i do zobaczenia w innych tematach smile

Przyznam, nie czytałam. Nie mam czasu na czytanie RT od pewnego czasu, ale zaglądam zawsze.


I takie gadanie było już przerabiane tyle razy, że ho, ho i jeszcze trochę. Po co się użalać?!
Rezygnujesz, bo?

Nie ma tak tongue

Takie gadanie nie ma sensu. Się powiedziało A, to trzeba powiedzieć B. tongue

P.S Tu akurat do ogółu. Nie piszmy tak, żeby od razu zachęcić do komentarzy typu: Nie! Nie! Pisz! To opowiadanie jest super!
To jest fałszywe.


Nie mówię, że tak jest w twoim wypadku.

Ostatnio edytowany przez jakcykbumbum (2011-05-08 21:48:10)


Tylko idiota ma porządek. Geniusz potrafi zapanować nad chaosem.
Lady Pank| T. Love| Perfect| Linkin Park| Green Day| And Czesław Mozil
'tylko nie depresja! tylko nie depresja, motylu!'

Offline

 

#20 2011-05-08 23:51:07

monika_2601
Szemrzący typ
Zarejestrowany: 2011-03-28
Posty: 57

Re: Popokazowe małe co nieco - opowiadanie

Dobrze, w takim razie mówię B, tak jak radzi jakcykbumbum smile

Chciałam tylko powiedzieć, że to, że chciałam zakończyć moje pisanie nie było fałszywe. Nie napisałam tego po to, żebyście protestowali. Po prostu dostałam jeden komentarz, więc pomyślałam, że skoro nie ma zainteresowania, to nie ma co pisać i chciałam się pożegnać. Tyle smile

Brzydulomaniaczko, oczywiście, że Twój komentarz się liczy. Przykro mi, że poczułaś się zignorowana, nie było to moim zamiarem smile Co więcej bardzo Ci dziękuję i liczę na kolejne opinie, nie tylko od Ciebie, ale również od innych.

W takim razie zapraszam na część 3.




Część 3

Otworzył drzwi i zapraszając gestem ręki, przepuścił ją przodem. Weszła, ale stanęła w korytarzu, czekając na gospodarza.
- Proszę, wejdź dalej – zachęcił ją, widząc, że nie rusza się z miejsca.
Zamykając kolejne zamki i zasuwki w drzwiach, przyglądał się jej. Stała do niego tyłem, dalej w tym samym miejscu. Cały dzień czekał na tę chwilę, na moment, w którym w końcu znajdą się sam na sam, z dala od firmy, z dala od kogokolwiek, kto mógłby im przeszkodzić. Miał ochotę się na nią rzucić, wziąć w ramiona i kochać się z nią. Pomyślał jednak, że Ula potrzebuje trochę czasu, nie należała do kobiet, które spotykają się z mężczyzną tylko w jednym celu. Zresztą sam też nie chciał traktować jej przedmiotowo.
- Czego się napijesz? – zapytał.
Wyminął ją kierując się w stronę barku, lecz gdy tylko znalazł się o krok przed nią, chwyciła go za nadgarstek. Nie pozwoliła mu przejść koło siebie obojętnie, po prostu odejść. Zatrzymał się od razu i obrócił w jej stronę. Podeszła do niego bliżej. Nic nie zrobiła, tylko stała tak blisko, że czuł jej ciepło. Spojrzał jej w oczy, te piękne oczy koloru wzburzonego morza, tak przejrzyste, a jednocześnie tak tajemnicze, wciągające jak wir wodny, zalewające rzeczywistość wokół niego niczym fale podczas sztormu. Dał się porwać, poddał się. Nie było odwrotu, nikt mu nie rzuci koła ratunkowego. A nawet gdyby i tak by go nie chwycił. Nie chciał. I tak utonął w jej oczu bezdennych głębinach.

Pragnęła go. Chciała, żeby ją miał, żeby dotykał jej tak, jak tylko on potrafi. Chciała znowu zatracić się w nim. Chciała tego wszystkiego, ale nie do końca wiedziała, jak ma to okazać. Nie była uwodzicielką, kusicielką, która jednym spojrzeniem umie uwieść faceta. Była tylko Ulą. Ulą, w której wciąż drzemała nieśmiała Brzydula. Ale wierzyła, że on zrozumie. Zawsze rozumieli się bez słów, więc miała nadzieję, że i teraz wystarczy tylko to spojrzenie.
Marek nie mógł wyjść ze zdziwienia. Pierwszy raz tak na niego patrzyła. Z jednaj strony była nieśmiała, nawet go nie dotknęła, ograniczyła się tylko do spojrzenia, a z drugiej było w tym coś wyzywającego. Jej oczy jasno mówiły „Jestem tu. Jestem dla ciebie. A teraz weź mnie. Weź i zrób ze mną, co zechcesz”. Zrozumiał to jednoznacznie. Bez słowa ujął jej dłoń i poprowadził do sypialni.
Zanim tam dotarli Ulą zawładnęły pewne niepokojące myśli. A co jeśli ona go nie zadowoli? Co jeśli nie będzie wystarczająco dobra? Zdawała sobie sprawę z różnicy ich doświadczeń, w tych sprawach dzieliła ich przepaść. On miał przed nią wiele kobiet, a każda z nich była piękna i przebojowa. Natomiast dla niej on był drugim mężczyzną, któremu się oddała.  W ogóle cała lista jej podbojów miłosnych zamykała się na trzech pozycjach. Najpierw był Bartek, który ją skrzywdził, wykorzystał i porzucił. On był jej pierwszym. Wtedy nie wiedziała, jak to powinno wyglądać, jak może wyglądać, gdy jest się z kimś, kto nie tylko bierze, ale i daje coś od siebie. Pokazał jej to dopiero Marek. Podczas pobytu w SPA obdarował ją taką czułością, jakiej jeszcze nigdy w życiu nie czuła. Apogeum uniesień przeżyła z nim jednak, gdy była tu po raz pierwszy, kiedy przyjechali tu po pokazie. To był ich drugi wspólny pierwszy raz, bo zaczynali wszystko od nowa. Kochali się namiętnie i szaleńczo, wręcz chłonęli siebie. Nigdy czegoś takiego nie przeżyła, doprowadził ją do granic. Był też Piotr, ale jemu nie potrafiła się oddać w całości. Wiedziała, że on tego chciał. Wielokrotnie stwarzał sytuacje sprzyjające zbliżeniu, jak choćby wypad na żagle lub kiedy zostali sami w firmie w noc przed wypadkiem Marka. Ona jednak nie mogła, podświadomie myślała, że byłaby to zdrada wobec Marka.
Wszystkie obawy i wątpliwości zniknęły, gdy tylko dotarli do sypialni. Zatrzymali się przed łóżkiem i zaczął ją rozbierać. Spojrzała wtedy w jego oczy i ujrzała pokłady, pokłady radości, nadziei, zaufania i tego, co najbardziej chciała zobaczyć – miłości, ogromnej miłości. Patrzył na nią tak, jak jeszcze nikt wcześniej, wzrokiem jakiego nigdy u nikogo nie widziała. Jego stalowe oczy były po prostu pełne zachwytu.
Rozpiął jej sukienkę, która opadła bezwładnie na ziemię, gdy tylko zsunął ramiączka z jej ramion, pozostawiając Ulę w samej bieliźnie. Ułożył ją na łóżku i pozbył się swojej koszuli. Rozpoczął powolną wędrówkę rąk i ust po jej ciele. Jego pieszczoty nie ominęły ani jednego skrawka ukochanego ciała. Gdy wrócił z pocałunkami do jej ust, jej dłonie wplotły się w jego włosy, skąd po chwili przemieściły się na kark, ramiona, sunęły w znikomym tempie po jego brzuchu, aż zaczęły rozpinać pasek jego spodni, a następnie rozporek. Pomógł jej z tym i zrzucił spodnie.
Tak bardzo ją podniecał swoimi pieszczotami, że nie mogła się doczekać, kiedy w końcu się połączą. Gdy wreszcie jego dłoń wsunęła się pod gumkę jedynego kawałka materiału, który teraz ją osłaniał, zadrżała. Ściągnął jej majtki i rozchylił nogi. Wpił się w jej usta i nie przerywając pocałunku, zjednoczył ich spragnione bliskości ciała.
Tym razem było wyjątkowo, inaczej niż poprzednio. Kochali się delikatnie, powoli, skupiali się na każdym ruchu i geście, wkładając w nie całą swoją miłość i oddanie. On dotykał jej wręcz z czcią, a ona czuła, że pod wpływem tego dotyku krzyczy każda komórka jej ciała. Nie było w tym nic mechanicznego, ani zachowawczego. Każdy ruch był dokładnie przemyślany. Było to czyste, doznanie nie tylko fizyczne, ale i duchowe.
Kiedy skończyli, oboje opadli wycieńczeni na łóżko. Leżeli tak przez moment. Po chwili Marek obrócił się w jej stronę, oparł się na łokciu i leżąc wpatrywał się w nią. Była taka piękna. Idealna. Patrząc na nią nie mógł przestać się uśmiechać. Chwilę później ona zwróciła się twarzą do niego, głowę cały czas trzymając na poduszce. Chciał coś powiedzieć, ale nie wiedział co. Bo jak powiedzieć drugiej osobie, że jest dla ciebie całym światem, że zrobiłbyś dla niej wszystko ,że tylko przy niej czujesz, że żyjesz, że kiedy jest przy tobie przesłania ci wszystko inne, nie liczy się nic oprócz niej, że jest twoim żaglem i sterem, przystanią, portem twojego życia? Jak to wyrazić słowami? Jak ująć w jednym zdaniu? Jak? Patrząc na nią zrozumiał, że nic nie musi mówić. Ona wie.
Nie mogła uwierzyć swojemu szczęściu. Wreszcie spełniał się jej sen, marzenie, którym żyła od ponad roku. Kocha ją. Widziała to, czuła i wiedziała. Kiedyś często się zastanawiała, jak to by było móc go dotknąć, albo gdyby on dotykał ją. A teraz… Teraz miała to wszystko na wyciągnięcie ręki. Najbardziej ją cieszyło to, że w końcu mogła patrzeć w jego oczy. Przez bardzo długi czas starała się tego nie robić, aby się nie katować. A może podświadomie myślała, że gdy to zrobi, wszystko wróci i wybaczy mu od razu to, co jej zrobił? W tej chwili to nie miało znaczenia, bo teraz wszystko jest już jasne między nimi.
Nagle ciszę przerwał cichy śmiech Marka.
- Mówiłem ci, że ściany w moim mieszkaniu są dość grube.
- Tak? A po czym to poznajesz? – zapytała Ula rozbawiona nawiązaniem do ich porannej rozmowy.
- Po tym, że żaden z sąsiadów nie interweniował – odpowiedział, po czym znowu się roześmiał – Swoją drogą, dobrze, że ściany nie potrafią mówić. Nieprawdaż? – postawił pytanie i nie czekając na odpowiedź pocałował ją.
- Chcesz przez to powiedzieć, że ściany tej sypialni miałyby dużo do opowiadania? – zapytała przewrotnie.
Swoim pytaniem po raz kolejny zadziwiła Marka, który wcale nie krył swojego zdumienia obrzucając ją pytającym spojrzeniem. Zastanawiał się, czy ona mówi poważnie. Czy ona nie wie, że dla niego istnieje tylko ona? Czy nie wie, że od dnia ich nocnego spotkania nad Wisłą nie pomyślał o żadnej innej kobiecie?
- Ula, kiedy pojawiłaś się tu w piątek, ta sypialnia była jeszcze… dziewicza. Nie było tu żadnej kobiety przed tobą. W ogóle w tym mieszkaniu nie było żadnej kobiety oprócz ciebie. Wiesz o tym, prawda? – wyjaśnił jej Marek chcąc się upewnić, że ma świadomość jego oddania.
Nic mu nie odpowiedziała, tylko spuściła oczy. Była zawstydzona tym, że w niego zwątpiła.
- Prawdę mówiąc, to przed tobą nie było tu nikogo, prócz Sebastiana – dodał.
Ula nie chciała wchodzić w jego prywatność, szczególnie z czasów, kiedy nie byli razem. Przypomniało się jej jednak, jak Iza powiedziała jej, że widziała, jak Marek obściskiwał się z Klaudią zaraz po tym, jak się rozstali. Z jednaj strony wiedziała, że nie powinna pytać, nie miała do tego prawa. Ale znowu z drugiej strony, chciała wiedzieć, chciała, żeby wszystko było jasne i wiedziała, że nie będzie miał jej za złe tego pytania. Po chwili wahania zapytała:
- A Klaudia?
- Klaudia? - powtórzył, nie wiedział, o co dokładnie go pyta.
- Słyszałam, że spotykałeś się z nią, po tym jak odeszłam z firmy. To znaczy ktoś mi powiedział. Zresztą, wiesz co? Nieważne, nie było pytania – zwątpiła w sens tego zapytania, chciała je cofnąć, przecież jego odpowiedź i tak nic nie zmieni.
Marek znów się roześmiał.
- Kochanie, Klaudia od razu zauważyła, że mam kogoś, znaczy, że czuję coś do kogoś innego. Od razu też powiedziałem jej, że chodzi o ciebie, że to ciebie kocham. Nic między nami nie zaszło – opowiedział jej – Posłuchaj, chcę żebyś wiedziała, że…
- Nie, Marek, nie musisz mi się tłumaczyć. To nawet nie jest teraz ważne – przerwała mu, trochę zakłopotana tą sytuacją.
- Wiem, że nie muszę, ale chcę. Chcę, żebyś wiedziała, że od czasu, kiedy byłem z tobą wtedy w SPA, nie byłem z żadną inną kobietą. Po tym, co tam przeżyliśmy, tylko ty zaprzątałaś moje myśli. Wiem, że może trudno ci w to uwierzyć, biorąc pod uwagę moją przeszłość, ale to prawda. Nie byłem z żadną, rozumiesz?
- A… - zaczęła, ale nie była pewna, czy powinna kończyć.
- Paulina? – dokończył za nią. Kiedy Ula skinęła głową, zaczął mówić dalej – Z Pauliną też nie. Kiedy wróciliśmy z tego objazdu po szwalniach, gdy dowiedziałem się, że kazała Violetcie mnie szpiegować, zacząłem jej unikać. Wiem, jak to brzmi, że źle to o mnie świadczy. Ale wierz mi lub nie, już wtedy wiedziałem, że muszę odwołać ślub. Wciąż myślałem o tobie, wracałem myślami do tego wyjazdu. Zacząłem się wykręcać wzmożonymi przygotowaniami do zebrania zarządu i prawie całe dnie i noce spędzałem w firmie. Potem ona dowiedziała się o nas, wyprowadziła się, zerwałem zaręczyny. Nic, Ula, z nią też nic – zapewnił jeszcze raz na koniec.
Tę chwilę szczerości przypieczętowali ponownym zbliżeniem, równie cudownym, co poprzednie. Wciąż nie mieli siebie dość, co skutkowało przeżyciami wręcz nie do opisania. Ponieważ zgłodnieli zamówili kolację z dostawą do domu, którą zjedli także w łóżku. Nim się obejrzeli zastał ich późny wieczór.
- Muszę wracać do domu – powiedziała Ula, patrząc na zegarek wskazujący godzinę 20:30.
- Zostań – poprosił Marek, używając swojego uwodzicielskiego głosu, który przyprawiał ją o dziwne sensacje w brzuchu. Przysłowiowe motylki – jak to mówią.
- Nie mogę przecież – szybko odpowiedziała, aby nie ulec jego namowom.
- Jak to przecież? Dlaczego? – chciał wiedzieć.
- I ty jeszcze pytasz?
- Ula, przecież jesteśmy dorośli – powiedział, odgarniając w tym samym czasie kosmyk włosów opadający jej na twarz.
- Tak, jesteśmy dorośli, ale mój tata… - zaczęła, ale nie dane jej było dokończyć.
- Twój tata też jest dorosły i z całą pewnością jest świadom tego, że nie spotykamy się tutaj, żeby pograć w chińczyka. Poza tym, o ile mnie pamięć nie myli, to sam nocował wczoraj poza domem. Myślisz, że był na partyjce chińczyka? – zapytał ironicznie.
- Nie chcę nawet myśleć, na partyjce czego on był – powiedziała Ula, a Marek wybuchnął śmiechem – Może i masz rację. Ale to już nawet nie o to chodzi. Ja po prostu nie mam nic na przebranie, a zapewniam cię, że jeżeli pojawię się jutro w pracy ubrana tak samo jak dziś, to na pewno nie ujdzie to uwadze niektórych osób. Żeby daleko nie szukać, to choćby takiej Violetcie.
- O tym nie pomyślałem – przyznał – Ale po tym wszystkim chcesz mnie tu tak zostawić? Samego? Na całą noc? – podjął jeszcze jedną próbę zatrzymania jej.
- Nie chcę, ale muszę, jak mówią starożytni Indianie – powiedziała wychodząc z łóżka.
- Co? – zapytał przyglądając się, jak się ubiera, kiedy tylko dotarł do niego sens tego, co powiedziała, a właściwie jego brak.
- Nic, nic, takie są skutki przebywania w towarzystwie Violi.
  Na jej słowa po raz kolejny się roześmiał. Pomyślał, że już dawno nie śmiał się tyle, co dziś. To jej zasługa. Patrzył, jak nakłada na siebie kolejne części garderoby i sam nie mógł uwierzyć, że jej na to pozwala. Wolałby, żeby tu została. I żeby zostawiła w spokoju tę sukienkę, którą właśnie podnosiła z podłogi.
    Stanęli przed bramą rysiowskiej posiadłości Cieplaków. Nie mogli się rozstać jeszcze przez następne kilkanaście minut.
- Jesteś pewna, że nie chcesz wrócić ze mną do Warszawy? – zapytał Marek bez większej nadziei na to, że wyrazi taką chęć.
Ula tylko się roześmiała i nic mu nie odpowiedziała. Pocałowała go. Wciąż ją zadziwiał. Przez bardzo długi czas tym, co ich łączyło były stosunki służbowe. Był między nimi dystans. Ta zwyczajna rezerwa i umiar, jakie panują pomiędzy przełożonym i podwładnym, prezesem i asystentką. Później zaprzyjaźnili się, zbliżali się do siebie coraz bardziej. Wciąż jednak widywali się głównie w pracy, ewentualnie po pracy, nie było w tym prawdziwej naturalności. Nie wiedziała, jak mężczyzna, którego skrycie kochała zachowuje się w domu, jak odnosi się do osób, na których mu zależy, jakie talenty i umiejętności, których nie wykorzystuje w pracy posiada. Tak naprawdę znała tylko część niego, tę część, która jest widoczna dla większości ludzi, z którymi się styka. W SPA spędzili razem całe cudowne dwa dni. Tam pokazał jej, jakim jest czułym człowiekiem. Dał jej namiastkę, małe, niejasne wyobrażenie, jak mogłaby wyglądać codzienność u jego boku. Ale dopiero teraz poznawała go tak naprawdę. Im więcej odkrywała, tym lepszym człowiekiem się jej wydawał. Jest nie tylko dobrym współpracownikiem, ale też oddanym partnerem, namiętnym kochankiem. Jest zabawny, kochający, szalony, a jednocześnie spokojny. Znała też jego ciemniejszą stronę, wiedziała jaki potrafi być, doświadczyła tego na własnej skórze. Ale się zmienił i teraz była gotowa odkrywać dalej, to czego jeszcze w nim nie widziała, nawet jeśli nie zawsze będą to dobre rzeczy. W końcu nikt nie jest idealny. Chociaż była prawie pewna, że mu do ideału nie daleko.
- Odprowadzę cię – zaproponował, gdy po dość długim czasie, w końcu zdołali się od siebie oderwać.
Wyskoczył z samochodu i pospieszył otworzyć jej drzwi. Zawsze to robił. I od zawsze ją tym ujmował. Otwierał drzwi, przepuszczał przodem, odsuwał krzesło, nigdy nie siadał dopóki kobieta nie usiądzie. Nic dziwnego, że potrafił oczarować każdą kobietę. I to bez różnicy czy małą, czy dużą – roześmiała się w duchu Ula na wspomnienie urzeczonej nim Beatki.
Zatrzymali się przed schodami prowadzącymi do wejścia do domu.
- Przyjechać po ciebie jutro? – zapytał.
- Nie. Pojadę z Maćkiem, już się z nim umówiłam.
- Będę tęsknic – szepnął jej do ucha, zaraz po tym, jak wziął ją za ręce i przyciągnął do siebie.
Potem ją pocałował. Był to pocałunek pełen pasji, zachłanności, gorący. Chciał nasycić się nią, wziąć tej rozkoszy na zapas, żeby nie tęsknic za tym aż do rana, kiedy to się znów spotkają. Gdy nagle usłyszeli dźwięk otwieranych drzwi, odskoczyli od siebie, jakby byli parą nastolatków przyłapanych przez rodziców. Zwrócili wzrok w stronę wejścia. W uchylonych drzwiach stał Józef.
- Och, przepraszam. Nie wiedziałem, że to wy. Usłyszałem tylko, że jakiś samochód podjechał pod dom, ale nikt nie wchodził, więc… Nieważne… - powiedział i zniknął we wnętrzu budynku.
Ula i Marek powrócili do tego, co tak znienacka przerwał im ojciec. Tym razem poszli nawet o krok dalej. Ręce Marka zsuwały się coraz niżej, gładził jej plecy, zahaczył o biodra i…
- To może ja już zrobię herbaty? – magię tej chwili po raz kolejny zmącił głos Cieplaka.
- Nie, nie, ja dziękuję. Muszę już wracać, więc… - mówił Marek, z trudem powstrzymując się od śmiechu.
- Ale jak to, nie wejdziesz? – dopytywał się Józef.
- Nie, oddaje tylko Ulę i jadę – tłumaczył chłopak.
- No trudno, to do widzenia – pożegnał się Cieplak i znów zniknął za drzwiami, ponownie zostawiając ich samych.
- Czyżby twój tata czuwał nad twoją… hmm… reputacją? – zapytał Marek, który był wyraźnie rozbawiony tą sytuacją. Ula roześmiała się głośno.
- Nie, myślę, że to nie było zamierzone. On raczej robi to nieświadomie – odpowiedziała, przekonana o słuszności tego, co mówi.
- Jadę. Powinnaś już wracać, chyba czekają na ciebie – powiedział, choć ciężko było mu się z nią rozstawać.
- Tak, chyba masz rację. Jedź ostrożnie. Wiesz, że prawdopodobnie już wyczerpałeś limit cudownych ocaleń na ten rok – upomniała go, całując na koniec z troską w policzek. Gdyby teraz, kiedy w końcu są razem, coś mu się stało, nie potrafiłaby żyć dalej.
- Będę uważał. Obiecuję – rzekł i ostatni raz ją pocałował.
- Do jutra – pożegnała się i zostawiła go samego. Nie spuszczał jej z oczu, dopóki nie zniknęła za drzwiami. Dopiero wtedy ruszył się miejsca.
     Po serii pytań ojca, Uli w końcu udało się uciec. Nigdy nie wymigiwała się od rozmów z nim, ale tym razem musiała. Chciał wiedzieć, gdzie była, co robiła. Każde następne pytanie, które następowało po jej coraz to bardziej niejasnej odpowiedzi, było coraz bardziej dociekliwe. Ostatecznie udało jej się czmychnąć do swojego pokoju pod pretekstem wykonania arcyważnego telefonu do Macka, który rzeczywiście wykonała. Minęła się z prawdą tylko w kwestii stopnia jego ważności. Potem z powodzeniem przemknęła niepostrzeżenie do łazienki.
    Odkręciła gorącą wodę. Lustro momentalnie zaparowało. Pod wpływem odgłosu lejącej się wody i ciepła, które panowało teraz w pomieszczeniu, poczuła się kompletnie odprężona. Wróciła wspomnieniami do przeżyć ostatnich kilku godzin. Jego dotyk, smak jego ust, jego czuły szept… Z zamyślenia wyrwał ją sygnał jej komórki, którą bezwiednie zabrała ze sobą wychodząc z pokoju. Spojrzała na wyświetlacz, żeby sprawdzić kto to. Może wcale nie musi odbierać. Dzwonił Marek. Odebrała od razu.
- Coś się stało? – zapytała trochę zaniepokojona, dopiero co się rozstali, a on już dzwonił.
- Nie, nic się nie stało. Zapomniałem ci o czymś powiedzieć – oznajmił jej poważnym głosem.
- Tak? – ponagliła go, bo zaczynała się denerwować.
- Kocham cię. Zapomniałem ci dziś powiedzieć.
- Ja też cię kocham, wariacie – odpowiedziała śmiejąc się.
- Ula, co to za dziwny dźwięk? – zapytał – Deszcz? Nie, niemożliwe – odpowiedział sam sobie.
- Och, przepraszam. To tylko woda. Jestem w łazience – wytłumaczyła mu pochodzenie dźwięku, który zapewne słyszał w tle.
- Zabierasz ze sobą do łazienki telefon? – zapytał zdziwiony.
- Nie, na ogół nie. Ale widzisz, dobrze się złożyło, że akurat dziś mam go przy sobie. Akurat się rozebrałam i chciałam wejść pod prysznic, kiedy ty zadzwoniłeś.
- Ula, myślę, że powinniśmy zakończyć tę rozmowę – powiedział, czego dziewczyna w ogóle się nie spodziewała.
- Dlaczego?
- Bo gdy sobie pomyśle, że stoisz tam teraz naga, to mam ochotę wsiąść w samochód i przyjechać do ciebie.
- To po prostu o tym nie myśl – powiedziała podśmiewując się, jednocześnie używając lekko kokieteryjnego tonu.
- To ty naprawdę jesteś naga? Teraz? W tym momencie, kiedy ze mną rozmawiasz? – zapytał podekscytowany, wyrzucając z siebie kolejne słowa z zawrotną szybkością.
- Tak – potwierdziła tym samym czarującym głosem.
- Do zobaczenia jutro, kochanie – rozłączył się.
    Rozczulił ją tym telefonem. Nie myślała, że Marek Dobrzański jest facetem, który dzwoni do kobiety tylko po to, żeby jej powiedzieć, że ją kocha. Prędzej spodziewałaby się telefonu z zapytaniem „Kiedy powtórzymy dzisiejszy wieczór?”. To było miłe zaskoczenie.
Siedząc w prawie nowym i prawie własnym, bo leasingowanym, volvo Macka zmierzali w kierunku Warszawy. Dzień zapowiadał się pięknie. Słońce świeciło, niebo było bezchmurne, a liście drzew poruszały się pod wpływem lekkiego, letniego wietrzyku. Cisza, która nastała w samochodzie, zaczęła ciążyć Szymczykowi. Spojrzał na Ulę, która wpatrywała się w okno z lekkim uśmiechem na ustach.
- Nad czym tak myślisz? – próbował rozpocząć rozmowę.
- Co? – zapytała brutalnie wyrwana z zamyślenia Ula.
- Co ty taka rozmarzona dzisiaj jesteś?
- Wcale nie jestem rozmarzona – zaprzeczyła.
- Nie jesteś? A tak wpatrujesz się w to okno i wpatrujesz, uśmiechasz się pod nosem… - drażnił się z nią.
- Maciek! – przerwała mu ostrzegawczo.
- No Maciek, Maciek… - przedrzeźniał ją -Ty mi się tu nie wykręcaj. Ja już wszystko wiem. O której to się wraca do domu, co? Wczoraj to już dobrze koło dziesiątej było, jak zjechałaś do domu. I to nie sama! – powiedział dziwnie ironicznym tonem, nie swoim głosem.
- A ty co? Zająłeś się obserwacją mojego domu z okna, czy co? – zapytała zdziwiona informacjami, które posiadał jej przyjaciel.
- No ja nie. Ale i tak wszystko dobrze wiem – odpowiedział na stawiane mu zarzuty Maciek, szczególny nacisk kładąc na słowa „ja nie”.
- Jak nie ty, to kto? – dopytywała się dziewczyna.
- Dąbrowska.
- Dąbrowska? – wykrzyknęła Ula.
- Dąbrowska właśnie. Była już dzisiaj z rana u mojej mamy, chciała pożyczyć coś i przy okazji naopowiadała, jak to ty się szlajasz po nocach z niewiadomo kim – zrelacjonował przyjaciółce Maciek.
- Nie wierzę! Co za wścibskie babsko! – zdenerwowała się Ula.
- No wiesz, pogoniłaś jej Bartusia, to teraz jesteś u niej na cenzurowanym. Nie ma lekko. Ale weź się nią nie przejmuj, przecież wiesz, że ona tak zawsze, mieli ozorem na prawo i lewo – uspakajał ją Maciek.
- Nie mam takiego zamiaru. Nie będzie mi Dąbrowska psuć humoru – postanowiła – Zmieńmy temat. Aaa zapomniałam zapytać, jak poszło wczoraj to spotkanie z informatykami?
- Świetnie. Ostateczny projekt strony jest już gotowy i powiem ci, że bardzo dobrze to wygląda. Właśnie dziś miałem przyjść do ciebie z tą sprawą. Jako prezes musisz jeszcze wszystko zatwierdzić i pobłogosławić i ruszamy – mówił bardzo podekscytowany.
- No to super, wiedziałam, że wam się uda. Stanowicie świetny zespół.
- Noo, Ania już się strasznie denerwuje – powiedział Maciek, a w jego głosie Ula dosłyszała nutkę obawy.
- Ania? A nie przypadkiem ty? – podpytywała.
- Nie no, ja też – przyznał się, na co Ula zareagowała głośnym śmiechem.
    Marek właśnie przeglądał dokumenty odebrane od Daniela, któremu zlecił kserowanie. Stał przy recepcji, kiedy przypomniało mu się, że miał pójść do IT. Wczoraj przyjrzał się bliżej sprawie PRu ich firmy i stwierdził, że nie jest dobrze. Zamierzał zacząć od drobiazgów. Na pierwszy ogień miała iść firmowa strona internetowa. Chciał pogadać na ten temat z informatykami. Wspólnie muszą ją jakoś uatrakcyjnić. Zbliżał się do windy wciąż zatopiony w lekturze odebranych przed chwilą kserówek. Nim do niej doszedł drzwi się rozsunęły. Mechanicznie spojrzał, żeby zobaczyć, czy może wejść. Ula! – ucieszył się w duchu na widok swojej dziewczyny. Właśnie miała zamiar wyjść z windy. Nie pozwolił jej na to. Chwycił ją w pasie i wepchnął z powrotem. Protestowała, więc przytrzymał ją dopóki drzwi na dobre się nie zamknęły.
- Co ty robisz? – miała podniesiony głos, wiedział, że jej się to nie podoba – Przecież jest praca – dodała.
- Porywam cię – oznajmił jej beztrosko.
- Ale gdzie?
- Całkiem niedaleko. Do bufetu – prawdę mówiąc wolałby jakieś bardziej odległe miejsce, ale przeczuwał, że i tak by się na to nie zgodziła w godzinach pracy.
- Po co? – zapytała już spokojniej, chyba spodziewała się czegoś bardziej szalonego.
- No popatrz, a ja zawsze myślałem, że kobiety uważają, że to takie romantyczne zostać porwaną przez mężczyznę – próbował zyskać na czasie zanim coś wymyśli, Ula jednak wciąż patrzyła na niego wzrokiem pod tytułem „no mów, już” – Oj, Ula no, porozmawiać musimy po prostu – nic lepszego nie przyszło mu do głowy. Samego go zdziwiło, że nie umiał znaleźć żadnej wymówki, kiedyś potrafił kłamać jak z nut. Może to i dobrze, że zatracił tę umiejętność.
- O czym? – Ula nie dawała za wygraną.
- Jeszcze nie wiem – odpowiedział całkiem szczerze.
- Aha. Chcesz rozmawiać, ale nie wiesz o czym. No oczywiście, teraz wszystko rozumiem.
- Dobrze, będę szczery – powiedział zbliżając się do niej.
- Chyba najwyższa pora – rzekła już nie tak zdecydowanie jak poprzednio, jego bliskość skutecznie osłabiła jej upór.
- Szukam tylko wymówki. Dawno się nie widzieliśmy – wyjawił jej w końcu powód swojego zachowania, a jego wzrok już powędrował w kierunku jej ust.
- Faktycznie, całą noc – nie mogła powiedzieć nic więcej, bo Marek zamknął jej usta pocałunkiem.
Na jednym się nie skończyło. On był spragniony jej bliskości, ekscytacji, której doznawał za każdym razem, kiedy jej dotykał. Ona nie była w stanie się mu oprzeć. Gdy tylko poczuła smak jego ust zapragnęła więcej. I tak zatopili się w sobie, zapominając o całym świecie. Nie zauważyli, kiedy winda zatrzymała się na 3 piętrze i drzwi się otworzyły. Ktoś inny jednak zauważył, bo usłyszeli głośne chrząknięcie. Przerwali. Ula pomyślała: Boże, jak dzieci! Jaki przykład daję pracownikom? Odwrócili się i ujrzeli Wojtka. Cała trojka się roześmiała.
- Co ty tutaj robisz? Jasiek też jest? Przecież mieliście wrócić dopiero w sobotę – wykrzyknęła Ula ściskając go na powitanie. Panowie podali sobie ręce.
- Mieliśmy, ale pogoda była do du… Znaczy nie najlepsza była, odkąd przyjechaliśmy bezustannie lało. Nie było sensu tam siedzieć. Pomyślałem, że bardziej się przydam tu. A Jasiek pewnie jest już w domu – zrelacjonował im Wojtek.
- No to szkoda, że wypad wam się nie udał – powiedział Marek.
- Ehh, nie ma tego złego… Lecę, bo jeszcze się z ojcem nie widziałem. Na razie – pożegnał się i nie czekając na windę pognał schodami na górę, zostawiając ich samych.
    Siedzieli przy kawie już dłuższą chwilę. Rozmawiali. Po prostu byli ze sobą. Siedzieli tak samo jak dawniej, jeszcze zanim Marek dowiedział się o uczuciu Uli do niego. Zachowywali się jednak swobodnie. Nie powstrzymywali się od zalotnych spojrzeń, czułych słów, czy muśnięcia dłoni. W firmie i tak huczało na ich temat.
- Gotowy na dzisiejszy wieczór? Kiedy podjechaliśmy z Maćkiem pod firmę, spotkaliśmy Sebastiana. Przypomniał nam o spotkaniu. Jest strasznie podekscytowany – powiedziała Ula.
- No tak, Seba zawsze lubił takie wypady. Ja jestem oczywiście gotowy, ale nie ukrywam, że wolałbym spędzić ten wieczór inaczej – przyznał Marek, drugą część zdania wypowiadając ściszonym głosem.
- A jak? – zapytała przewrotnie Ula, uparcie wpatrując się w jego oczy.
- Tylko z tobą – odpowiedział jej tym samym cichym, niskim głosem, prawie szeptem. Przez chwilę nic nie mówiąc wpatrywali się w siebie nachalnie, aż Marek przerwał ciszę – Zostaje tylko jeszcze jedna kwestia. Pomyślałem, że lepiej będzie pojechać do tego klubu taksówką. Nie wiadomo na ilu drinkach się skończy, lepiej nie kusić losu po raz kolejny…
- Cieszę się, że tak do tego podchodzisz – weszła mu w słowo Ula, która była bardzo zadowolona, że te dwa poprzednie wypadki w końcu czegoś go nauczyły.
- Powstaje pytanie: odwozimy cię taksówką do domu czy zostajesz u mnie? – zapytał, a ona doskonale wiedziała, którą opcję by preferował.
- Odwozimy mnie do domu.
- Tak myślałem – wcale nie był rozczarowany, przewidział taką odpowiedź.
W tym momencie do bufetu weszła Iza. Przeszła koło ich stolika, tylko się uśmiechnęła i powiedziała im „dzień dobry”. Ela była zajęta, biegała od jednego klienta do drugiego. Było wyjątkowo wielu ludzi, każdy czegoś chciał, czegoś potrzebował, czegoś od niej żądał. Nie nadążała. Nie miała nawet czasu napić się kawy z przyjaciółką. Iza zamówiła sok i stojąc przy ladzie czekała na realizację zamówienia.
- Nie masz nic przeciwko, żeby Iza się do nas dosiadła? Może ją zaproszę, co? Ela nie ma czasu, to co ma tak sama siedzieć? – zwróciła się Ula do Marka, chcąc się upewnić, że nie ma on żadnych obiekcji.
- Jasne. Dla mnie nie ma problemu. Ja ją zawsze bardzo lubiłem. Jest jedną z niewielu, którzy potrafią radzic sobie z Pshemko. Swoją drogą, oni tworzą świetny duet. Są tak zgrani jak… - próbował wymyślić jakieś sensowne porównanie.
- Jak my? – podpowiedziała mu Ula.
- Jak my – zgodził się od razu z uśmiechem.
- Tak właściwie to u nas w firmie są same zgrane duety: Pshemko i Iza, my, nasz najnowszy zgrany duet Ania i Maciek, świetnie im poszło z tą sprzedażą przez Internet, Seba i Ala, oni też tak naprawdę zależą od siebie wzajemnie. No i jeszcze Aleks i Adam, oni co prawda działają jakby po drugiej stronie, ale też są niewątpliwie zgrani – wyliczyła.
Iza właśnie odebrała swoje zamówienie i rozglądała się za wolnym stolikiem, przy którym mogłaby usiąść.
- Iza, chodź do nas! – zawołała Ula, zapraszając gestem ręki.
- Ale nie chciałabym przeszkadzać – powiedziała speszona krawcowa zerkając na Marka.
- Proszę bardzo, naprawdę – ponowił zaproszenie Marek, który zauważył, że Iza waha się przez wzgląd na niego. Dosunął do stolika trzecie krzesło i poczekał aż kobieta usiądzie.
- Jak się czujesz? – zapytała Ula, dotykając jej coraz większego brzucha.
- Bardzo dobrze, dziękuję – zapewniła ją przyjaciółka.
- Pshemko daje ci trochę wytchnienia? – chciała się upewnić pani prezes
- Pshemko? Od pokazu nie dopuszcza mnie do pracy. Ja praktycznie cały dzień nic nie robię. Wyobraź sobie, że pozwala mi nawet siedzieć na swoim czerwonym fotelu. Pyta, czy czegoś mi nie potrzeba, wczoraj nawet przywiózł specjalnie dla mnie czekoladę z Książęcej. Nie zamówił jej, tylko sam pojechał. Ja już jestem tym normalnie zmęczona – opowiedziała Iza.
- To może weź parę dni wolnego. Odpoczniesz sobie w domu – zaproponowała jej przyjaciółka.
- O nie, nie, nie. W domu Leszek będzie chciał się mną zaopiekować.
- Ale przecież to chyba dobrze. Pomoc zawsze się przyda, szczególnie teraz – po raz pierwszy odezwał się Marek.
- Nie wie pan, co pan mówi. Mój mąż jest jeszcze gorszy niż Pshemko. Już wolę siedzieć tutaj, przynajmniej mam szansę na chwilę uciec, jak na przykład teraz – wytłumaczyła mu sytuację krawcowa.
- Może przeszlibyśmy na ty? Już dawno chciałem to zaproponować, ale jakoś nie było okazji. Nie przepadam za tymi oficjalnymi zwrotami – wysunął propozycję Marek.
Iza nie miała oczywiście nic przeciwko. Następne minuty spędzili na miłej rozmowie. W międzyczasie dosiadła się do nich też Ela, która podzieliła się z nimi najnowszymi ploteczkami. Zawsze wiedziała najlepiej, co dziej się w firmie, kto co i z kim. W końcu Markowi przypomniało się, że zanim zobaczył Ulę szedł do IT. A ponieważ wcześniej uprzedził informatyków, że do nich zajrzy, to pewnie wciąż na niego czekają. Musiał iść. Pożegnał się uprzejmie z paniami i wstał. Wychodząc, nie zważając na tłum ludzi, pocałował Ulę w usta. Gdy tylko zniknął za drzwiami, Iza zawołała:
- Ula, ty szczęściaro!
Dziewczyna tylko westchnęła i wzruszyła ramionami. Co miała powiedzieć? Rzeczywiście była szczęściarą.
- Co on z tobą robi? Ty po prostu promieniejesz! – kontynuowała krawcowa.
- Chciałabyś wiedzieć, co Marek Dobrzański potrafi zrobić z kobietą, co? – wtrąciła się Ela.
- Jezu! Elka, ty to tylko o jednym – obruszyła się Iza.
- No co? Nie mów mi, że nigdy się nad tym nie zastanawiałaś, bo i tak nie uwierzę.
Na te słowa Ula się roześmiała. Jak to możliwe, że teraz to jej inni zazdroszczą?
- Ale teraz sytuacja się zmieniła. Marek jest facetem Uli. Nie wypada o tym rozmawiać, nie uważasz? – próbowała uspokoić bufetową Iza.
- No właśnie, jest jej facetem, więc to będą informacje z pierwszej ręki! – sprytnie zauważyła Ela – Ula? – wyraźnie chciała usłyszeć od niej jakieś pikantne szczegóły.
- Ela! – zganiła ją Iza.
Ula nic nie odpowiadała, tylko kręciła głową na znak, że nie ma zamiaru się na ten temat wypowiadać.
- Ula? – ponowiła starania Ela, była pewna, że pani prezes w końcu się ugnie, ale ta dalej kręciła głową. Bufetowa się nie poddawała. Patrzyła na nią wzrokiem szczeniaczka, aż Ula nie wytrzymała.
- Dobrze, już dobrze! I przestań tak na mnie patrzeć! – wykrzyknęła – Jedno słowo: NIESAMOWICIE!
Wszystkie trzy wybuchły śmiechem, po czym Ula szybko zmieniła temat na bardziej neutralny.
- Przepraszam was, że zapomniałam wczoraj o naszym świętym pięć minut, ale tyle się działo – usprawiedliwiała się – Za to dzisiaj możemy mieć nawet dziesięć świętych minut.
Przyjaciółki spędziły wspólnie trochę czasu, śmiejąc się bezustannie. Koniec końców Ula musiała wracać do pracy. A właściwie musiała ją zacząć. To, że była prezesem wcale nie dawało jej prawa do takiej swawoli. Gdy wysiadła z windy na piątym piętrze była cała w skowronkach. Ten dzień zaczął się doskonale, a zapowiadało się, że skończy się jeszcze lepiej. Nagle przez głowę przeszła jej pewna myśl. Nie mogła oprzeć się wrażeniu, że czekają ich jakieś komplikacje, że cóż się wydarzy. Może nie dziś, może nie jutro, ale prędzej czy później na pewno coś się posypie. Jeśli nie w życiu, to w firmie. Przecież nie może być wciąż tak idealnie. A może może?


A jednak ja nie wątpię, że się to światło na niebie zapali. Nic się nie spełni, co najpierw nie jest marzeniem.

Offline

 

Stopka forum

Powered by PunBB© Copyright 2002–2018 PunBB
statystyka