BrzydULA - jedyne forum fanów serialu

Forum dyskusyjne miłośników serialu "BrzydULA"

Nie jesteś zalogowany.

#1 2012-05-21 22:06:03

bea1809
Drugie oczy Uli
Od: Częstochowa
Zarejestrowany: 2009-04-03
Posty: 245

Nasza perfekcyjna miłość

Matura już prawie za mną... Prawie, bo jutro ostatni egzamin, a ja zamiast się uczyć (nie wierzę, że dzień przed można zmądrzeć), postanowiłam napisać nowe opowiadanie.

Ale zanim to kilka słów wstępu...
Pisałam już kilka opowiadań jedne udało mi się ukończyć inne nie, ale to planuje skończyć. Jest to chyba najbardziej przemyślane opowiadanie ze wszystkich moich dotychczasowych. Już od jakiegoś czasu myślałam o tym, ale odkładałam na "po maturze". Być może zaczyna się jak niejedno, ale z późniejszą fabułą jeszcze się nie spotkałam... Jakbym miała zakwalifikować do jakiejś kategorii to raczej do dramatu obyczajowego. I proponuje uzbroić się w chusteczki, bo będą sceny albo smutne, albo wzruszające. Jestem bardzo ciekawa waszych opinii.


Nasza perfekcyjna miłość


PROLOG

Jedno kłamstwo wystarczy, aby zasiać niepewność w prawdzie.

Tak już jest na świecie, że ludzie są w stanie wybaczyć wiele rzeczy. Jednak nie tak łatwo jest zapomnieć. Można powiedzieć, że ludzie nigdy nie zapominają wyrządzonych krzywd. A ten kto raz skłamie, może kłamać wiele razy. Raz stracone zaufanie wcale nie jest łatwo odzyskać. Dlatego, kiedy Ula dowiedziała się prawdy o intrydze Marka, postanowiła wyjechać. Potrzebowała nabrać dystansu i powoli rozróżnić prawdę od kłamstwa. Nie miała żadnej pewności, że Marek w którymkolwiek momencie nie kłamał.

Wyjechała na dwa długie lata. Które zmieniły ją w kobietę piękną, silną i samodzielną. Zrozumiała, że jeśli nie chce już cierpieć, to nie może dawać się wykorzystywać. Teraz będzie walczyć o własne szczęście i nieważne czyim kosztem. Obiecała sobie, że nie pozwoli się już więcej zranić.

Dwa lata wystarczyły jej na założenie firmy. Biuro tłumaczeń może nie było spełnieniem jej marzeń, ale pozwoliło rozwinąć skrzydła zarówno na płaszczyźnie zawodowej, jak i finansowej. Wiadomość o jej powrocie do Warszawy rozniosła się bardzo szybko, a to za sprawą jej przyjaciółki ? Violi. Kubasińska, choć ma dobre serce i nie chciała sprawić Uli przykrości, to język sam wykonał swoją robotę i tak powiedziała Sebastianowi, mężczyzna zaś Markowi, w końcu całe Febo&Dobrzański huczało od plotki na temat Uli.

Cieplak przeniosła swoją firmę z Madrytu do Warszawy. Jako, że świetnie radziła sobie z językami bardzo szybko rozszerzyła ofertę tłumaczeń z języka angielskiego i niemieckiego do hiszpańskiego, włoskiego i portugalskiego. Przywiozła ze sobą również przyjaciół, którzy wspierali ją w ciągu tego czasu, który spędziła w Hiszpanii.

Marek Dobrzański, popełnił ogromny błąd w swoim życiu, okłamując jedyną kobietę, którą kiedykolwiek kochał. Los okrutnie się na nim zemścił za zranienie tej niewinnej istoty. Wyjechała, a on stracił chęć do życia. Nie miał pojęcia gdzie mógł jej szukać. Usychał z miłości do niej. Już nie wiedział czy ją kocha czy nienawidzi. Helena i Krzysztof Dobrzańscy zdecydowanie nienawidzili Urszuli Cieplak. Nie mogli patrzeć na męki syna, który nie potrafił odnaleźć się w świecie bez Uli.
Dobrzańscy zbliżyli Paulinę Febo do swojego syna. Uważali, że tak będzie lepiej, że może znów zacznie żyć. Marek, choć z początku nieufnie, spotykał się z kobietą. Wydała mu się taka inna. Taka podobna do Uli.

Paulina Febo przewartościowała swoje życie. Poczucie wyższości na pewno nie zagwarantuje jej godnego życia. Chciała kochać i być kochaną, założyć rodzinę, o czym coraz częściej myślała. Rozumiała Marka, który cierpiał z miłości i chciała zrobić wszystko, aby on o tej kobiecie zapomniał. Plotka, która pojawiła się w firmie, przestraszyła ją. Bała się, że przez pojawienie się Uli może stracić Marka.

***
- Cześć stary, co słychać? - Marek przyszedł jak co dzień do kumpla, aby pogadać.
- Cześć, właśnie miałem do ciebie iść - odpowiedział Olszański. - Rozmawiałem dziś z Violą - zaczął. - I nie wiem czy ci się to spodoba, ale Ulka jest w Warszawie - powiedział jednym tchem, nie będąc pewnym reakcji przyjaciela.
- Ula? Ula tutaj? - zapytał.
- No nie w F&D. Ale w stolicy - wytłumaczył.
- Aha. - To było jedyne, na co było stać młodego Dobrzańskiego. Zwykłe "aha", a Sebastian wiedział, że w tym słowie zmieściła się cała gama uczuć od nienawiści przez obojętność do miłości. - Seba, skąd? Ale jak? - Zaczął dopytywać.
- Jest coś o czym ci nie powiedziałem. - Spuścił głowę. - Viola i Ula się przyjaźnią. Były w kontakcie przez ten cały czas. - Wiedział, że źle zrobił nie mówiąc o tym przyjacielowi.
- Co? - Marek zerwał się na równe nogi. - Chcesz mi powiedzieć, że ty wiedziałeś gdzie jest Ulka i pozwoliłeś mi się zaręczyć z Pauliną? - Złość brała nad nim górę. Uderzył pięścią w biurko. Wyszedł szybko z gabinetu kadrowego. Jednak tak szybko jak wyszedł, tak szybko wrócił, zmierzając w stronę Sebastiana. Złapał go za poły marynarki zamachując się pięścią.
- Gdzie? - zapytał. - Gdzie ona jest? - mówił ledwo powstrzymując się od obicia twarzy mężczyzny.
- Nie bij! Dam ci adres. - Dobrzański puścił kadrowego, a ten poszukał w szufladzie wizytówki i podał brunetowi. - To jej biuro tłumaczeń. - Dobrzański wybiegł z biura bez słowa.

W głowie bruneta trwała burza myśli, kotłowało się wiele pytań. Co zrobić? Jechać? Co jej powie? Czy będzie chciała go wysłuchać? Podjął decyzję, że musi spróbować inaczej nigdy się nie dowie. Przed dwoma laty desperacko próbował ją odnaleźć, bez skutku. Jego przyjaciel patrzył na to, jak się męczy, jak cierpi i nie powiedział nic. Czyim on był przyjacielem jego czy Ulki? Teraz czuł też złość. Złość na nią, że nie pozwoliła mu się wytłumaczyć.

***
Zatrzymał samochód na jakimś parkingu. Nawigacja wskazywała, że to gdzieś w pobliżu. Ręce mu się pociły, był mocno zdenerwowany. Czuł się jak nastolatek przed pierwszą randką. Przemierzał budynki jeden za drugim. W końcu ujrzał szyld "Biuro tłumaczeń - Cieplak". Zatrzymał się. Uśmiechnął się do siebie i do wspomnień. Wspomnienia to jedyna rzecz, jaka została mu odkąd wyjechała.

Wszedł do środka. Od progu przywitała go uśmiechnięta dziewczyna, wywnioskował, że to asystentka.
- Dzień dobry. Ja do pani Cieplak, można? - zapytał.
- Dzień dobry. Pani Cieplak ma teraz spotkanie, proszę chwileczkę zaczekać, już powinna kończyć. - Dziewczyna odpowiedziała z uśmiechem.

Rozejrzał się po pomieszczeniu. Urządzone było przytulnie i skromnie. Dokładnie tak jak lubiła Ula. Obrazy wspomnień w jego głowie nie dawały mu spokoju. Widział jej twarz kiedy spokojnie spała na jego piersi po wspólnie spędzonej nocy. Widział łzy w jej oczach, kiedy mówiła mu, że wie wszystko. Serce mu pękało.
- Jeszcze raz bardzo dziękuję i do zobaczenia we wtorek. - Usłyszał z wnętrza gabinetu, kiedy drzwi lekko się uchyliły. Wstał z krzesła i nerwowo przechodził z jednej strony na drugą w oczekiwaniu, aż gość już sobie pójdzie.
- Anetko, chciałabym teraz wyjść - powiedziała wyłaniając się z pomieszczenia.
- Cześć - ze wszystkich zdań, które układał sobie w głowie, zdołał wydusić z siebie tylko "cześć".
- Cześć - odpowiedziała.
- Ula, ten pan czeka na ciebie już chwilkę. - Zaczęła asystentka.
- Dobrze, już się nim zajmę. - Gestem ręki zaprosiła go do środka. - Anetko, możesz już iść do domu.
- Jeśli można wiedzieć to skąd? - zwróciła się do Dobrzańskiego.
- Seba - odpowiedział krótko.
- Aaa.
- Ula, pięknie wyglądasz - zdobył się na komplement.
- Dziękuję, ty też niczego sobie. - Starała się być twarda.
- Dlaczego? Powiedz mi dlaczego tak zniknęłaś? Przecież ja chciałem ci wszystko wyjaśnić. A ty nie dałaś mi szansy. Dlaczego mi to zrobiłaś? Dlaczego zostawiłaś? Wiesz przez co ja przeszedłem? - z jego ust popłynął potok słów.
- Co ja ci zrobiłam? Mnie obwiniasz? To może trzeba mnie było nie okłamywać!? Wiesz co nie mam ochoty z tobą rozmawiać. Zrób mi przysługę i wyjdź, dobrze? - Wskazała mu palcem drzwi.
- Nie. - Podszedł do niej. Dotknął jej włosów i poczuł ich zapach. Zachłysnął się nim. Ona stała nieruchomo, jakby bała się, że gdy się poruszy, on zaatakuje. Zbliżył twarz do jej twarzy. Dotknął nosem jej policzka. Odsunęła się.
- Wyjdź - powiedziała tonem nieznoszącym sprzeciwu. Jeszcze tylko podniósł jej podbródek, zmuszając, aby na niego spojrzała. Zobaczyła w jego oczach wszystko. Nie musiał nic mówić. Wiedziała ile bólu mu sprawiła. Ale nie tylko jemu bo i sobie też niemało. Ale może mieli jeszcze szansę wszystko naprawić?

Wyszedł, nie zamykał za sobą drzwi. Szedł przed siebie. Nie zwracał uwagi na to, co dookoła. Liczyła się tylko ona. Kazała mu wyjść?Ale czuł, że jeszcze coś się w niej tli.
Ula zaraz po tym jak została sama, pozwoliła płynąć łzom. Rozpłakała się tak, jak od dawna nie płakała. Po raz pierwszy pomyślała, że źle zrobiła, że wtedy wyjechała. Była przekonana, że ją kocha.

A to dopiero początek ich historii, ich nowej historii. Pełnej cierpień, radości, wzlotów i upadków?

Ostatnio edytowany przez bea1809 (2012-05-23 21:51:26)


Believe that dreams come true, because they do. wink

Offline

 

2012-05-21 22:06:03

Cindy
Najlepsza doradczyni na forum

#2 2012-05-23 12:18:13

MEG1984
Prawie jak Papuka
Od: zachodniopomorskie
Zarejestrowany: 2009-12-02
Posty: 6290

Re: Nasza perfekcyjna miłość

Cieszę się, że widzę nowe opowiadanie. Mam też nadzieję, że skończysz poprzednie smile
Na razie za wiele powiedzieć nie mogę. Ula po odkryciu prawdy wyjechała. Po kilku latach wraca odmieniona. Marek najwidoczniej wciąż ją kocha, a jednak dał się ponownie uwikłać w związek z Pauliną. Rozumiem, że ona się zmieniła, ale on jej nie kocha i zdaje sobie z tego sprawę, więc zrobił to chyba tylko dlatego, że nie wierzył w powrót Uli.
No właśnie Cieplakówna -  pytanie dlaczego wróciła właśnie teraz? Dlaczego przez cały ten czas Seba milczał na temat miejsca jej pobytu?
Na razie ma więcej pytań niż odpowiedzi, a chcę je poznać.

Mała uwaga redakcyjna – skąd się wzięły znaki zapytania w zupełnie przypadkowych miejscach? Trochę źle się przez nie czyta.

Pozdrawiam i życzę weny smile


Kiedy rodzi się człowiek z nieba spada dusza i  rozpada się na dwie części.
Jedna z nich trafia do kobiety, druga do mężczyzny.
Życie polega na odnalezieniu tej drugiej połowy, połowy swojej duszy, połowy samego siebie...
I believe in SH. I AM SHERLOCKED.

Offline

 

#3 2012-05-23 21:53:49

bea1809
Drugie oczy Uli
Od: Częstochowa
Zarejestrowany: 2009-04-03
Posty: 245

Re: Nasza perfekcyjna miłość

Dziękuję, ci MEG wink
Nie zauważyłam tych znaków zapytania. Nie mam pojęcia dlaczego tak się zrobiło, ale już poprawiłam.
Odpowiedzi będą w następnych rozdziałach... A oto i pierwszy.


Rozdział I
Ludzie pokazują kim są przez to co robią z tym, co mają.

Wrócił do domu. Był bardzo zmęczony kończącym się już dniem. Od wejścia do domu czuł ładny zapach i słyszał stukanie talerzy dochodzące z kuchni. Przeszedł przez korytarz i zobaczył stół nakryty dla dwóch osób. Świece i kwiaty jako ozdoby, które budowały nastrój.
- O już jesteś kochanie – powiedziała kobieta wchodząc do salonu. – Podoba ci się? – zapytała, sięgając jego ust.
- Tak, widzę, że się postarałaś – zdobył się na mały uśmiech. – Przepraszam cię kochanie, ale boli mnie głowa. Pójdę się położyć. – Zdecydowanie nie był w nastroju na spędzenie wieczoru w towarzystwie Pauli. Zbyt dużo wysiłku musiałby włożyć w to, aby nie powiedzieć czegoś o Uli. Choć tak naprawdę był wdzięczny Pauli, bo bardzo mu pomogła w trudnym dla niego czasie. Czasami przyznawał rodzicom racje, co do słuszności ponownych zaręczyn. – Nie gniewaj się – puścił jej oczko i zniknął za drzwiami sypialni.
Zdjął  koszulę i rzucił na łóżko. Odpiął pasek, wyciągnął ze szlufek i rzucił go na łóżko. Skierował się do łazienki i wszedł pod prysznic. Odkręcił kurek i pozwolił by woda zmyła z niego całe zmęczenie, emocje i przeżycia. Miał teraz czas pomyśleć. Przypomniał sobie  zapach Uli. Zapragnął mieć ją tu i teraz dla siebie, całować i przytulać. Tęsknił za nią bardzo.
Odgonił od siebie wszystkie wspomnienia o niej. Wyłączył wodę, owinął się w ręcznik i wyszedł spod prysznica. Spojrzał w lustro i zastanowił się chwilę, kogo widzi. Czy jest szczęśliwy? Czy tak wyobraża sobie swoje dalsze życie? Jutro o tym pomyśli, bo dziś już jest zbyt zmęczony.
- Marek – usłyszał swoje imię, ale milczał. – Marek, przyniosłam ci tabletkę. – Wyszedł z łazienki.
- Dziękuję. – Pocałował ją w policzek.
- Marek, kocham cię, wiesz o tym, prawda? – Pogładziła dłonią jego policzek.
- Położę się już – powiedział.

***
Ula wróciła właśnie do domu. Otworzyła drzwi do mieszkania i już kiedy przekroczyła próg mieszkania zdjęła szpilki, jej nogi domagały się tego. Przekręciła zamek w drzwiach. Zaczęła rozpinać guziki bluzki, którą zdjęła jeszcze w korytarzu. Do łazienki dotarła już w samej bieliźnie. Odkręciła kurek i poczekała aż woda napełni wannę, zanurzyła się w niej i spróbowała zrelaksować.
Słyszała w głowie jego słowa: Wiesz, przez co ja przeszedłem? Jak on w ogóle śmiał tak do niej mówić. To przecież on jej zniszczył życie, to ona była pokrzywdzoną nie on. Ale może czas już zapomnieć? W końcu po to wróciła, aby nauczyć się żyć. Nie chciała uciekać. Nie wiedziała, jak mogła być tak naiwna.  Nie da się zranić, na pewno nie Markowi.

***
Kolejny dzień może przynieść nowe nadzieje… Gorzej, gdy przynosi stare lub nie przynosi żadnych.
Dzień zapowiadał się pogodnie. Dlatego Ula postanowiła do pracy wybrać się piechotą. Uwielbiała ten czas w roku, kiedy drzewa obsypane były tysiącami kwiatów. Wiosnę można było wyczuć w każdym zakątku dlatego szła z uśmiechem na twarzy.
Pod siedzibą swojego biura ujrzała znajomą sylwetkę.
- Kiedy wreszcie dasz mi spokój, Dobrzański? – zapytała.
- Kiedy dowiem się czy coś jeszcze do mnie czujesz. – Próbował spojrzeć jej w oczy, ale skutecznie unikała jego wzroku.
- W takim razie już możesz sobie iść. – Próbowała go zbyć.
- Nie wierzę ci – chwycił jej dłoń. – Słyszysz? – próbował przebić się przez mur obojętności.
- Oprócz obrzydzenia nie czuje nic – powiedziała patrząc mu w oczy i wyrwała dłoń, pobiegła w stronę biura i zniknęła za drzwiami. Został osłupiały tym, jak go potraktowała.
***
Dochodziła siedemnasta, dlatego Ula zakończyła pracę i zamknęła drzwi biura. Przed budynkiem ujrzała ten sam widok co rano. Na chodniku stał zaparkowany samochód, a o niego oparty mężczyzna.
- Znowu ty? – podeszła do Dobrzańskiego.
- Możemy porozmawiać? Napić się kawy? – nalegał.
- A obiecujesz, że potem się odczepisz?
- Słowo harcerza. – Uśmiechnął się. Po raz pierwszy od długiego czasu uśmiechnął się naprawdę.
Usiedli w pobliskiej kawiarni. Nie była zbyt elegancka, ale na rozmowę znajomych sprzed lat w sam raz.
- No, to o czym chciałeś rozmawiać? – zapytała bez ogródek.
- Nie bądź dla mnie taka – poprosił. – Możemy zacząć wszystko od nowa?  Jakbyśmy się nie znali.
- Przeszłości nie wymażesz, wiesz? – Spojrzała na niego i zdała sobie sprawę, że on mówił poważnie. Widziała smutek w jego oczach. Nie był szczęśliwym człowiekiem. Zastanowiła  się czy jej oczy mają taki sam wyraz…
***
Porozmawiał z nią i nic tym nie wskórał. Nie dała mu żadnej nadziei ani cienia szansy. Potrzebował męskiego wypadu do klubu i zapomnienia. Pierwsze co zrobił po wyjściu z kawiarni, wybrał numer Sebastiana. Umówili się do klubu.
- Traktuje mnie gorzej niż obcego – pił już piątą kolejkę whisky kiedy pojawił się jego przyjaciel.
- Oj, Dobrzański, jak za starych dobrych czasów. Zalewanie kłopotów alkoholem. – Uśmiechnął się z pobłażaniem na widok mocno wstawionego już kumpla i poklepał go po ramieniu.
- Jeszcze raz to samo – kiwnął na barmana. – Seba, przyjacielu, jak dobrze, że cię widzę. – W jego głosie czuć było ironię. – Może chcesz mi opowiedzieć jak to jest ukrywać przed najlepszym przyjacielem, że jego ukochana jest przyjaciółką jego narzeczonej, znaczy no twojej narzeczonej. Cholera! – Zaczął gubić się w tym, co chciał powiedzieć a wypity już alkohol dawał o sobie znać w wyrzutach wobec Sebastiana. – Zawiodłeś mnie. Nie robi się takich rzeczy przyjaciołom, wiesz? – zapytał, patrząc na Olszańskiego wzrokiem pełnym rozpaczy.
To nie tak, że Sebastian nie miał wyrzutów sumienia. Było mu żal przyjaciela i chciał mu pomóc, ale to nie było takie łatwe. Wiedział o tym, gdzie jest Ulka od około roku, ale nie powiedział Markowi bo był winien Cieplak przysługę. Zawiódł ją, bo intryga to przecież jego pomysł. Jednak nieustannie wstawiał się za Dobrzańskim i tłumaczył jej jak bardzo się zmienił. Ta jednak nie odpuszczała i prosiła o utrzymywanie tajemnicy.
- Whisky poproszę. – Do baru podeszła zgrabna, długonoga blondynka. Dobrzański chwilę ją obserwował.
- Na mój koszt – powiedział, gdy tylko barman podał kobiecie alkohol.
- Whisky! Dobry wybór – zwrócił się do blondynki. – Ale czy ta niepozorna główka wytrzyma taki alkohol? – próbował zagadywać.
- Marek, cholera co ty robisz? – Przyjaciel próbował przywołać bruneta do porządku, ale bez skutku.
- Bardzo miło mi cię poznać. Marek jestem. – Przesiadł się o jedno, dzielące ich miejsce. – A ty? Jak masz na imię? – Patrzył na nią wyczekująco. – Albo wiesz co, nie odpowiadaj. – Zbliżył się do niej jeszcze bardziej. – Mogę do ciebie mówić Ula? – Olszański był bliski pacnięcia sobie dłonią w czoło. Nie mógł pojąć, co jego przyjaciel wyprawia. To, że cierpiał przez Ulkę był w stanie zrozumieć, że był z Paulą też. Ale na miłość boską, dlaczego do obcej kobiety chce zwracać się imieniem Ula?
- Dla ciebie, kotku, mogę być kim tylko zechcesz. – Zarzuciła mu ręce na szyje i przyciągnęła go do siebie. Olszański zmył się, bo wiedział, że nic już tu nie zdziała.
Marek chciał zapomnieć o Uli, Pauli, rodzicach, nielojalnych przyjaciołach, dlatego też dał się ponieść namiętności jaka zrodziła się między nim a nowo poznaną kobietą. Była pełna pasji, namiętna, taka jaką tysiące razy wyobrażał sobie Ulę. Przede wszystkim była dla niego Ulą. Pozwalała się tak nazywać, a on korzystał z tego. Powtarzał jej imię przez całą długą noc…


Believe that dreams come true, because they do. wink

Offline

 

#4 2012-05-24 16:21:04

MEG1984
Prawie jak Papuka
Od: zachodniopomorskie
Zarejestrowany: 2009-12-02
Posty: 6290

Re: Nasza perfekcyjna miłość

Pierwszy rozdział przeczytany. Znam już odpowiedź na pytanie dlaczego Seba milczał o miejscu pobytu Uli. Rozumiem go. Dobrze chociaż, że przez cały czas próbował uświadomić Cieplakównie, że przyjaciel się zmienił. Szkoda tylko, że ona nie chciała w to uwierzyć.
Widać wyraźnie, że Ula nadal czuje się bardzo skrzywdzona i nawet nie chce słuchać, że Marek też cierpiał. Dobrzańskiemu na plus zaliczam, że próbował z nią porozmawiać. Mam tylko wrażenie, że trochę zbyt łatwo odpuścił. Zwłaszcza za drugim razem. Poza tym coś czuję, że wizyta w klubie i spotkanie z pewną nieznajomą mogą mu nieźle w życiu namieszać. Po raz kolejny krzywdzi Paulinę i utrudnia już i tak trudną sytuację z Ulą.
Czekam co będzie dalej.

Pozdrawiam i życzę weny smile


Kiedy rodzi się człowiek z nieba spada dusza i  rozpada się na dwie części.
Jedna z nich trafia do kobiety, druga do mężczyzny.
Życie polega na odnalezieniu tej drugiej połowy, połowy swojej duszy, połowy samego siebie...
I believe in SH. I AM SHERLOCKED.

Offline

 

#5 2012-05-27 13:11:07

bea1809
Drugie oczy Uli
Od: Częstochowa
Zarejestrowany: 2009-04-03
Posty: 245

Re: Nasza perfekcyjna miłość

Rozdział II

Sebastian Olszański to człowiek o dobrym sercu. Niejednemu nieba by przychylił, a już na pewno swojemu przyjacielowi. Życie jednak nauczyło go, że nie ma co się wtrącać między wódkę a zakąskę, dlatego wczoraj nie ingerował w postępowanie Marka. Nie miał wyrzutów sumienia, bo przecież próbował go powstrzymać, a to jak wyszło nie było jego winą.
- Violuś, bo ja go już kompletnie nie rozumiem – powiedział przechadzając się po pokoju w tę i z powrotem. – Wytłumacz mi, może ty to pojmujesz… Zobacz, kocha Ulkę, tak? – rozłożył ręce na znak oczywistości wypowiedzianego zdania.
- No tak – przytaknęła piłując paznokcie.
- I jest z Paulą, tak? – Wyliczył kolejną oczywistość, siadając na łóżku obok ukochanej.
- No tak – usłyszał w odpowiedzi.
- To dlaczego dzisiaj wyrwał jakąś blondynę w barze? –
- No taa… Co? – Pilniczek, który trzymała Kubasińska upadł na pościel. – Marek? – Nie mogła uwierzyć w to co słyszała. Odkąd zakochał się w Ulce nigdy nie gościł w żadnym klubie tylko po to, by zaspokoić swoje potrzeby seksualne. Blondynka w mig pojęła, że między Markiem i Ulką musiało się coś wydarzyć. Szybko jednak otrząsnęła się z przemyśleń, nie chcąc pozwolić by sprawy przyjaciół zakłóciły ich spokój.  – Kochanie, ja wiem, że jesteś jego przyjacielem, a ja przyjaciółką Uli. Ale wiemy oboje jak bardzo oni są uparci i nic nie zdziałamy. Więc oni niech robią co chcą, a my… - Zbliżył twarz do jego twarzy i połączyła ich usta. Sebastianowi to wystarczyło by zapomnieć o sprawie i zająć się swoją kobietą.

***
Do domu wrócił wczesnym rankiem. Zamknął drzwi delikatnie, nie chcąc obudzić Pauliny. Kurtkę zostawił w korytarzu i przeszedł do sypialni. Zobaczył śpiącą narzeczoną i pochylił się nad nią. Odgarnął z jej twarzy kosmyk włosów i czule pogładził jej policzek. W jego głowie trwała istna wojna myśli. Jednego był pewien – żałował tego, co wydarzyło się wieczorem. Jednak czasu cofnąć już nie mógł. Przeszedł do łazienki i zasunął drzwi. Rozpiął granatową koszulę, oparł ręce na umywalce i spojrzał w lustro.
- Coś ty zrobił Dobrzański – skarcił się. – Należy ci się w mordę. – Nienawidził siebie, że nie umie panować nad emocjami. Zresztą uczuć też nie umiał okiełznać. Nie chciał ranić Pauli. Należał jej się szacunek. Przez rok pokazała mu, że jest wiele warta i że można ją pokochać. Ona go kochała miłością bezwarunkową. Ale czy on ją kochał? Sam tak do końca nie wiedział.
Prysznic pomógł mu powrócić do rzeczywistości i orzeźwił go trochę. Gdy wyszedł z łazienki Paula już nie spała.
- Dzień dobry kochanie – powiedziała z uśmiechem. – Zdecydowanie się przepracowujesz.
- Paula, wiesz jak jest. – Dla Pauliny oczywistym było, że Marek został w firmie. Zdarzało się to już nie raz. Z jedną małą różnicą, że wtedy naprawdę pracował, albo potrzebował pobyć sam na sam z myślami, najczęściej myślami o Uli.
- Paula – zaczął po chwili. – A co byś powiedziała, jakbyśmy ustalili datę ślubu? – Zaskoczył ją. Nie wiedziała co powiedzieć. Prawdą było, że bardzo często myślała o ślubie, białej sukience i przysiędze miłości. Nie miała odwagi mu o tym powiedzieć. Pamiętała jak zamęczała go przygotowaniami do ślubu trochę ponad dwa lata temu. Teraz czuła, jakby to było w innym życiu.
- Ale… Skąd ten pomysł?
- Jesteśmy już razem trochę czasu. Pomyślałem, że… No chyba, że nie chcesz? – zapytał zmartwiony. Sam nie do końca wiedział dlaczego zaproponował jej ślub.
- Marek. – Podniosła się z łóżka. – Oczywiście, że chcę wziąć ślub. Marzę o tym już od jakiegoś czasu – powiedziała ze łzami w oczach. – I obiecuję, że nie będę ci zamęczać przygotowaniami – roześmiała się, na co i on odpowiedział jej uśmiechem.
***
W pomieszczeniu słychać było miarowy stukot szpilek. Urszula Cieplak zmierzała do stolika przy którym siedziała już jej przyjaciółka. Blondynka nerwowo uderzała paznokciami w blat.
- Cześć. – Cmoknęły się w policzek na powitanie. – Co było tak ważne, że obudziłaś mnie dokładnie o – spojrzała na zegarek. – O piątej czterdzieści siedem i zmusiłaś do przyjścia tutaj jeszcze przed pracą? – Ula znała dobrze Violettę i jej szalone pomysły. Spodziewała się nawet czegoś w stylu „Zabrakło mi lakieru do paznokci w odcieniu lila róż, a wiem, że miałaś taki sam, więc czy mogłabyś mi pożyczyć. Nie mogę przecież iść do pracy z nieumalowanymi paznokciami.” Mina przyjaciółki wskazywała jednak na coś poważniejszego.
- Coś ty mu zrobiła? – Zapytała bez ogródek.
- O czym mówisz? – Ula nie miała pojęcia apropos kogo blondynka zadała to pytanie.
- O Marku, a o kim? Wiesz, może ty zapomniałaś już co to uczucia, ale on, na miłość boską, cię kocha. Kocha cię, rozumiesz? – Kubasińska była zła na przyjaciółkę, za sposób w jaki traktowała Marka. Jeżeli nie chciała już mieć z nim nic wspólnego mogła po prostu nie reagować na jego zaloty.
- Violka, ty chyba nie wiesz co mówisz? – uniosła się. - Ja mu coś zrobiłam? Ty myślisz, że mnie nie boli to wszystko? Znów go widywać, czuć jego bliskość… To wszystko wraca – powiedziała ze łzami w oczach. – Do tego ciągle mnie nachodzi.
-  Ulka, coś się musiało między wami wczoraj stać, prawda? – zapytała podejrzliwie.
- Poszliśmy do kawiarni, pogadaliśmy… - Powiedziała z  obojętnością, którą przywdziała od nowa na twarz .
- A on skończył w klubie z jakąś laską. Gratuluję – wstała z zamiarem odejścia od stolika, ale Ulka ją zatrzymała.
- W klubie? To znaczy, że on się nie zmienił… - powiedziała ze wzrokiem utkwionym w jakimś bliżej nieokreślonym punkcie i wyraźnym zawodem w głosie.
- Nie Ulka. On taki nie był. To ty go niszczysz, a mnie się to nie podoba. – Usiadła. – Marek jest przyjacielem Sebulka i nie chcę, aby wrócił do starych nawyków, bo jeszcze mi chłopaka w to wciągnie. – Sama nie bardzo wierzyła w tę hipotezę. A co więcej, była pewna, że tak się nie wydarzy, bo przecież wczoraj wrócił do niej i jeszcze wszystko jej opowiedział. - Posłuchaj, Marek od roku jest z Pauliną. I jakbyś zobaczyła ich teraz, to nie poznałabyś tych ludzi. Oboje się zmienili i pracują nad tym związkiem. – Wyłożyła kawę na ławę.
- Viola, lepiej będzie jak już pójdę. – Wstała od stolika i skierowała się do wyjścia.
O co w tym wszystkim chodzi? – zadawała sobie pytanie. Opuściwszy kawiarnie poszła do parku. Przemierzała alejki mając w głowie słowa Violetty. Zastanawiała się jak to możliwe, że Marek wrócił do Pauli. Pewnie z wygody. Zmienili się? Tyle pytań pojawiało się w jej głowie. Nawet nie zauważyła jak stała już pod drzwiami swojego gabinetu.

***
W pracy nic nie szło jej dobrze. Nie mogła się na niczym skupić. Z każdą kolejną chwilą utwierdzała się w przekonaniu, że wcale nie zapomniała o Marku i nie zabiła tego uczucia, a tylko uśpiła. A sam Dobrzański postarał się o to by je obudzić. Wyczekiwała godziny ostatniego spotkania i kiedy wreszcie się skończyło z ulgą zamknęła swoją firmę.
Do domu powędrowała tą samą drogą co rano, przez park. Ale czuła się jakoś nieswojo. Miała wrażenie, że ktoś ją obserwuje. Rozglądała się dookoła co chwilę, ale nikogo nie widziała. Nieco przyspieszyła, ale uczucie nie zniknęło. Gdy w końcu dotarła do domu, zamknęła drzwi na wszystkie zamki jakie miała i uspokoiła przyspieszony oddech.
***
Marek tego dnia wrócił z pracy dużo później niż zazwyczaj. Pauli nie było w domu. Pomyślał, że pewnie wpadła już w gorączkę przygotowań ślubnych. Usiadł zmęczony na kanapie i wyjął z kieszeni spodni mały kartonik z adresem. Chwilę się nim bawił po czym schował z powrotem. Nie, nie był jeszcze gotowy, by się z nią zobaczyć. Włączył telewizor, jednak nic co zobaczył na przełączanych kanałach nie zainteresowało go. Poszedł do kuchni coś zjeść. Usłyszał otwierane drzwi.
- Paula, to ty? – krzyknął.
- Tak – wyłoniła się z korytarza. – Jak w pracy? – zapytała.
- Pokłóciłem się z Sebą – powiedział zrezygnowany.
- O co? – zapytała wyraźnie zmartwiona.
- W sumie o głupotę. Nie ważne, przejdzie nam. – Zbagatelizował sprawę. – A ty gdzie byłaś? – zajął się szykowaniem kanapki.
- U Heleny i Krzysztofa. Rozmawiałam z nimi o weselu. – Podeszła do niego i przylgnęła do jego pleców. – Wiem, wiem, że powinnam była zaczekać, ale tak się ucieszyłam… Nie gniewasz się prawda? – Odwrócił się do niej przodem.
- Oczywiście, że nie. Sam chciałem im powiedzieć, ale nie znalazłem czasu. – Posmutniał. Sam nie widział w co się pakował. Nagle zapragnął wyjść, pojechać pod adres zapisany na karteczce. – Wiesz co, musze jechać do firmy. Zapomniałem zgrać dokument na pendrive’a, a potrzebuje go na jutrzejsze spotkanie.
- Nie jedź teraz. Możesz to zrobić jutro. – Przytuliła się do niego.
- Paula, wrócę szybko.

***
Nawet nie miał zamiaru pojawiać się w firmie. Potrzebny dokument już dawno leżał wydrukowany w teczce. Przemierzał teraz ulice Warszawy oświetlone światłem ulicznych latarni. Czuł się wewnętrznie rozdarty. Miał to na własne życzenie, ale potrzebował, po prostu potrzebował się z nią spotkać. To uczucie doprowadzało go do szaleństwa i czasem nie wierzył już, że uda mu się kiedykolwiek od niego uwolnić. Miłość stała się jego przekleństwem.
- Storczykowa 34 – powiedział do siebie.
Podjechał pod elegancki blok. Dzielnica wydawała się spokojna. Wahał się czy wysiąść z samochodu. Co miał jej niby powiedzieć? Że ją kocha, a adres zdobył tym, że ją śledził? Nie to zbyt głupie. Pewnie od razu zatrzasnęłaby przed nim drzwi albo nie otworzyła w ogóle. Miał mieszane uczuci a w głowie mętlik. W końcu wysiadł. Do budynku udało mu się wejść dzięki miłym sąsiadom, którzy właśnie wracali ze spaceru. Dotarł pod drzwi ukochanej i jeszcze chwilę się wahał. Zdecydowała się zadzwonić dzwonkiem.
Drzwi lekko się uchyliły.
- Ula – wypowiedział jedynie jej imię. Stał i patrzył na nią, jakby była jego prywatną boginią. Zmierzył ją wzrokiem od stóp po czubek głowy. Widok ten zachwycił go. Ubrana była w koszulkę nocną a okrywał ją atłasowy szlafrok, który niewiele zasłaniał. Zrobił krok do przodu. Ona milczała i tylko patrzyła na jego wewnętrzną walkę.
- Wejdź – powiedziała. Coś w nim pękło. Wszedł. Popchnął ją w głąb mieszkania i zatrzasnął drzwi. Dopadł do jej ust i wpił się w nie z całą dzikością. Miażdżył jej wargi swoimi. Przyparł ją do ściany, nie pozostawiając jej drogi ucieczki. Uniósł jej biodra a ona nogami oplotła go w pasie. Zaskoczona rozwojem zdarzeń oddawała wszystkie pieszczoty z podobną dzikością. Rozwiązał jej szlafroczek i zrzucił go z jej ramion. Ręką sięgnął jej ud i przyciągnął ją jeszcze bliżej siebie. Podwinął jej koszulkę, chcąc dostać się dalej.
- Czekaj, czekaj, czekaj – powstrzymała go, głośno dysząc.
- Na co? – Odpowiedział między pocałunkami. Zsuwał ustami ramiączka jej piżamy. Przytrzymała jego głowę.
- Skąd masz mój adres? – Odzyskała trzeźwość myślenia.
- Śledziłem cię dzisiaj po pracy. – Jego oczy nadal przykrywała mgła namiętności. I chciał powrócić do całowania jej jednak mu nie pozwoliła.
- Słucham? Śledziłeś? – Odepchnęła go od siebie.
- Ja musiałem się z tobą zobaczyć, to jest silniejsze ode mnie, rozumiesz? Musiałem, kocham cię. Chcę abyś była moja. – Ponownie naparł na nią. – Musisz być moja. – Musnął nosem o jej nos.
- Marek… - Odepchnęła go kolejny raz. – Ja nigdy nie będę twoja. Nigdy – powiedziała ze łzami w oczach. Popchnęła go tak, że znalazł się za progiem jej mieszkania. Zatrzasnęła mu drzwi przed nosem.
- Będziesz, kochanie. – Stał jeszcze chwilę przed drzwiami ze łzami w oczach, po czym zbiegł po schodach, wsiadł do samochodu i odjechał w stronę domu, gdzie czekała na niego jego przyszła żona.


Believe that dreams come true, because they do. wink

Offline

 

#6 2012-06-01 18:43:25

Sincero
Przyjaciel Brzyduli
Od: Dolnośląskie
Zarejestrowany: 2011-05-04
Posty: 111

Re: Nasza perfekcyjna miłość

Niestety wcześniej nie miałam czasu, ale już się poprawiam.

Masz ciekawy styl pisania, trochę zagmatwany, ale interesujący. Błędów jakichś wielkich nie widziałam, ale ja zazwyczaj ich nie dostrzegam.
Opowiadanie intrygujące. Co prawda wolałabym chyba, gdyby wszystkie wiadomości z prologu wyszły jakoś w późniejszych rozdziałach. Mam takie wrażenie, że przez to troszkę pozbawiłaś czytelników zagadki do rozwiązania, ale wierzę, że to zamierzone działanie.

Na początek Violetta i Sebastian. Kubasińska wydaje się osobą pewną siebie i bardzo ułożoną. Nie jest to roztrzepana kobieta, która zabawnie przekręcała przysłowia i tworzyła nowe powiedzonka. Jej znajomość Ulą sprawiła, że dorosła i teraz jest gotowa sama podejmować trudne decyzje. Nie chce się już wtrącać między Marka i Ulę, jednak kiedy dowiaduje się o "upadku" Marka, postanawia wziąć sprawy we własne ręce. Nie wiem, co doprowadziło Violettę do takiej zmiany, ale wydaje się to bardzo ciekawe i mam nadzieję, że to się wyjaśni w najbliższych rozdziałach. Sebastian z kolei uczył się na własnych błędach. Wie, że jego pomoc może przynieść odmienne skutki niż zamierzone, więc grzecznie słucha ukochanej i nie wtrąca się w życie Cieplak i Dobrzańskiego. Widać jego wyrzuty sumienia, motywy jego zachowań. To sprawia, że postać Sebastiana staje się bardzo ciekawa, przynajmniej w moich oczach.

Teraz Paulina. Oczywiście widać zmianę, jaka w niej zaszła i znamy dokładnie motywy, jakie nią kierują, ale ciężko mi uwierzyć, że jej miłość jest bezwarunkowa. Marek ją krzywdził i oszukiwał przez lata. Teraz także ja oszukuje. Wciąż kocha Ulkę, jednak daje Pauli pierścionek, a teraz dodatkowo proponuje datę ślubu. Nie mogę uwierzyć, że Febo ufa mu bezgranicznie. Dobra, Marek się zmienił, ale nawet kiedy był już z Ulą, kiedy nie zdradzał jej z modelkami, nie wierzyła w to. Sprawdzała Marka, nasyłała na niego Violettę. Jej radość jest w pełni uzasadnia, ale mimo szczęścia pamięta o swoich wcześniejszych błędach. Mogła wybaczyć Markowi zdrady, bo wtedy wiedziała, że te kobiety nic dla niego nie znaczą. Ale wpływ, jaki miała na Dobrzanskiego Ulka, był dużo większy, co potwierdza jego miłość do Cieplak. To nie dla Pauli się zmienił, tylko z rozpaczy za utraconą miłością, dlatego nie rozumiem, dlaczego Febo mu ufa.

Ulka. Ona mi się bardzo podoba w tej wersji. Jest pewna siebie, zdecydowana. Jej przykre doświadczenia korzystnie na nią wpłynęły. Jednak zastanawiają mnie słowa Violetty. Kubasińska mówi, że Cieplak mogła już zapomnieć, czym są uczucia... nawet po zdradzie Bartka i tym, co przez niego przechodziła, nie przestała kochać ludzi. Straciła zaufanie, ale potrafiła dawać im nieskończenie wiele "drugich szans". Nie wiem, dlaczego Violetta stawia takie podejrzenie. Jedyne, co mi przychodzi do głowy to sposób, w jaki dowiedziała się prawdy o Marku, musiał zatem odmienić jej życie. Zastanawia mnie też, w jaki sposób Ula utrzymywała kontakt z rodziną. Kim są jej przyjaciele z Madrytu. Ulka nie przestała kochać. Tęskni za Dobrzańskim, chociaż tak na prawdę nie wie, za czym tęskni. W jej oczach "stary" Marek to sterta bzdur i kłamstw. Nie dopuszcza ona do siebie myśli, że on naprawdę mógł ją pokochać, że nie udawał. Dlatego cierpi, ponieważ tęskni za czymś, co jej zdaniem nigdy nie istniało.

No i oczywiście Marecki. Czy on się na prawdę zmienił? Dlaczego znów zabrnął w związek z Pauliną? Przecież doskonale wiedział, jak się to skończyło ostatnim razem. Zdawał sobie sprawę ze swoich uczuć do Uli, jednak postanowił znowu krzywdzić Febo. Kiedy na jego drodze, ku świetlanej przyszłości pojawiły się problemu, znowu wylądował w nocnym klubie w objęciach nieznajomej. Dodatkowo sposób, w jaki zachowuje się w stosunku do Uli, sprawia, że wydaje się on chory. Oszalał na jej punkcie. Zaczynam się zastanawiać, czy on kocha Ulkę, czy przez sposób, w jaki od niego odeszła, stała się dla niego pewnego rodzajem trofeum, którego pragnie. Ta jego wizyta u Ulki mnie przeraziła. Może ja to wyolbrzymiam, ale ten fragment:

bea1809 napisał:

Ja musiałem się z tobą zobaczyć, to jest silniejsze ode mnie, rozumiesz? Musiałem, kocham cię. Chcę abyś była moja. – Ponownie naparł na nią. – Musisz być moja. – Musnął nosem o jej nos

wywołał ciarki na moim ciele.

Już nie mogę się doczekać kolejnych rozdziałów.
Pozdrawiam, Sincero.


No one ever will love me better than your everlasting love...

Offline

 

#7 2012-06-01 22:27:47

bea1809
Drugie oczy Uli
Od: Częstochowa
Zarejestrowany: 2009-04-03
Posty: 245

Re: Nasza perfekcyjna miłość

Cieszę się, że ktoś tu jeszcze zagląda:)

MEG1984 i Sincero wink

Sincero, wiadomości z prologu były tylko zakreśleniem sytuacji w jakiej znajdują się bohaterowie. To, co najważniejsze zostaje powoli odkrywane przez kolejne rozdziały...

Viola, czas zmienia ludzie, ludzie dojrzewają i się zmieniają. To stało się z Violettą. Zwykła kolej rzeczy, nic nadzwyczajnego. Sebastian również dojrzał, ale pokaże jeszcze swą lojalność wobec Marka wink

Paulina. Po odejściu Uli, zbliżyła się do Marka, zaczęli od zera i pokochała go. Tak, jakby nie było żadnej przeszłości, bo to już nie był ten sam Marek.  A Paula wie o jego uczuciu do Uli...

Ula. Ta dziewczyna zmieniła się bardzo. Najwyraźniej ilość "drugich szans" już się w niej wyczerpała. Prawda, jaką odkryła o Marku przepełniła szalę goryczy i straciła wiarę w ludzi.
Przyjaciele z Madrytu to ludzie dzięki którym odnalazła się w świecie, którzy nauczyli ją twardo stąpać po ziemi i którzy pomogli w zrobieniu kariery i nadal pomagają. Co do rodziny to Ula po powrocie nie wróciła do domu. Wynajęła mieszkanie w stolicy i postanowiła żyć na własny rachunek. Cieplakowie nadal żyją sobie i mieszkają pod numerem osiem w Rysiowie.
Ula wróciła silna, wierzy w to, że jest w stanie przestać kochać Marka, a już na pewno nie pozwoli mu się zranić. Widzę twój awatar i aż ciśnie mi się na usta aby powiedzieć, że "wyłączyła uczucia". Jednak wszyscy oczekują od niej, że będzie dobra, a ona nie chce taka być, bo poznała życie, w którym jest silna i dumna.

Marek. On tutaj jest w najgorszym położeniu. Jest rozdarty pamiędzy Ulą a Paulą. Mężczyzna jest wdzięczny Pauli za to co dla niego zrobiła po odejściu Uli, zaopiekowała się nim i pomogła odciąć się od przeszłości, która mimo wszystko gdzieś w głowie Marka czaiła się.
Ula dla Marka stała się pewnego rodzaju obsesją. Nie widział jej przez długi czas, a kiedy się pojawiła od razu go odrzuciła. On nie traktuje jej raczej jako trofeum, ale jak jedyną prawdziwą miłość, której ona jest panią.


Rozdział III

El corazón también se cansa de esperar, de callar y de intentar.
Serce też się męczy czekaniem, milczeniem i próbowaniem.

Niektórzy mówią, że czas leczy rany, inni, że tylko przyzwyczaja do bólu… Ci drudzy mają chyba trochę więcej racji. Przekonać mogła się o tym Ula, przekonać się o tym mógł też Marek.
Czas płynął nieubłaganie… W przygotowania do ślubu zaangażowani byli wszyscy Paula, Marek, rodzice Marka, a nawet pracownicy firmy. Wiadomość o ślubie początkowo zaskoczyła wszystkich w Febo&Dobrzański, ale potem przyszli państwo młodzi dali po sobie poznać, że oboje chcą tego ślubu. Sala została już wynajęta w najlepszym lokalu w mieście, zespół zamówiony, zaproszenia dawno wybrane i wysłane, przy sukience pozostało już tylko kilka drobnych poprawek.
- Bella moja najukochańsza – wychwalał Pshemko. – Jak tylko ujrzy cię ten nasz Mareczek to padnie z zachwytu. – Mistrz złożył ręce w geście zachwytu.
- Pshemko, jesteś cudotwórcą. Ta sukienka to coś niesamowitego. – Kobieta uśmiechnęła się do swojego odbicia w lustrze. – Ale nie uważasz, że powinna być troszeczkę skromniejsza? – Sukienka była biała, taka o jakiej zawsze marzyła Paula, a jej gorset zdobił czerwono zielony haft ręczny.
- Bella, ale przecież ty masz wyglądać jak księżniczka. – Pogroził jej palcem. – I tak jest skromniejsza od poprzedniego projektu, prawda? – Puścił jej oczko i powrócił do zachwytów nad swoim dziełem, a było się nad czym zachwycać.
- Pshemko! – Do gabinetu raźnym krokiem wmaszerował Marek.
- Marek! Aaaaa! – Mistrz natychmiast rzucił się na Paulinę chcąc zakryć ją przed Dobrzańskim. Jednak jego sylwetka zdecydowanie nie ułatwiła mu zadania, a wręcz uniemożliwiła. – Wyjdź! – krzyknął.
- Aaaa! – krzyknął Marek przestraszony nagłą reakcją projektanta i automatycznie zastawił oczy dłonią. – Nic nie widzę, nic nie widzę – powiedział z uśmiechem na ustach.
- Pech, pech, na miłość boską pech! – Mistrz usiadł na małym stołeczku, które stało nieopodal i spuścił głowę.
- Pshemko – odezwała się Paula. – Ani ja, ani Marek nie wierzymy w takie przesądy. - Marek rozszerzył nieco palce, tak aby widzieć twarz swojej przyszłej żony i uśmiechnął się. Paula zeszła z podwyższenia i zniknęła gdzieś za zasłonką.
- Pshemko! – Marek przypomniał sobie po co przyszedł do pracowni. – Ty i ja musimy pogadać. – Wskazał na niego palcem.
***
Marek cieszył się ze ślubu. Kochał Paulę, kochał ją na swój markowy sposób. Na to uczucie składała się wdzięczność za to, co dla niego zrobiła, po odejściu Uli, podziw za to, jak się dla niego zmieniła i cała mieszanka uczuć, która sprawiała, że ta kobieta pociągała go w pewien sposób. Nie żałował decyzji o ślubie. A odrzucenie przez Ulę tylko go w tym utwierdziło. Ulę kochał, myślał o niej często, ale przez ten czas udawało mu się panować nad tym uczuciem. Może w końcu pojął, że ona już do niego nic… 
Ile czasu upłynęło już od ich ostatniego spotkania? Wystarczająco dużo, by Ula zrozumiała, że nigdy nie przestała kochać Dobrzańskiego choć próbowała o nim zapomnieć. Taka miłość jak ich nie zdarza się często. A co jeśli spotyka nas tylko raz w życiu? Co jeśli Ula nie będzie w stanie pokochać już nikogo innego, bo w jej sercu ZAWSZE będzie Marek? Nie mogła dłużej zwlekać, wiedząc, że data ślubu zbliża się nieubłaganie.
***
Spędzali popołudnie u rodziców Marka. Nazajutrz miał odbyć się ślub, co wszystkich napawało energią. Paula z Heleną ciągle rozmawiały na temat szczegółów, bowiem chciały wszystko dopracować. Marek przyglądał im się z boku z lekkim uśmiechem na ustach. Przez chwilę wyobraził sobie Ulę na miejscu Pauli i uśmiechnął się najszczerzej jak potrafił. Dopiero głos ojca pomógł mu wrócić na ziemie.
- Synu, myślałem, że już nie doczekam twojego ślubu. – Senior poklepał Marka po ramieniu.
- Tato, nie mów takich rzeczy. Doczekasz się nawet wnuków, a może i prawnuków – zażartował. – Jutro mój ślub – zadumał się. – Chyba sam w to nie wierzę.
- Marek, to najlepsze co możesz zrobić dla siebie i Paulinki. A tą kobietę wybij sobie z głowy – powiedział ostro.
- Tato, ale to jest… - Marek potrzebował porozmawiać z ojcem od serca. Powiedzieć mu jak bardzo chce się zmienić, jak bardzo się stara i jaką walkę toczy ze sobą. Zawiódł się, gdy ojciec nie chciał go słuchać.
- Nie możesz drugi raz popełniać tych samych błędów. Ślub do czegoś zobowiązuje, kochany. I nie chcę, żeby Paulinka przychodziła do nas z płaczem, zrozumiałeś?
- Tato, wiem, że Paulina, to najlepsze co mogło mnie w życiu spotkać. Spróbuję tego nie zepsuć. – Powiedział to ze szczerego serca. Poczuł lekkie wibracje w kieszeni i sięgnął po telefon. Imię, jakie wyświetliło mu się na ekranie telefonu, przyprawiło go o szybsze bicie serca.
- Przepraszam – rzucił w stronę ojca i wyszedł na taras.
***
- Hej – nieśmiało otwarła dni i gestem dłoni zaprosiła go do środka. – Dzwoniłaś, więc jestem. – Stał teraz w przedpokoju, dokładnie tam, gdzie widzieli się ostatni raz. – Coś się stało? – zapytał. Ula przeszła do salonu w milczeniu, oparła się o komodę i przez chwilę miarowo uderzała palcami o blat mebla. Zdecydowanie była to oznaka zdenerwowania. – Ulka, powiesz mi co się dzieje? – Niecierpliwił się. Kobieta gwałtownie się odwróciła, pokonała dystans, który ich dzielił i wpiła się w jego usta. Marek zaskoczony działaniem kobiety odwzajemnił pocałunek. Ula wplotła ręce w jego włosy, a on gładził jej plecy zsuwając swoje dłonie od karku aż po pośladki. Pożądanie, które tłumił w sobie przez te kilka miesięcy nie pozwoliło mu pozostać obojętnym. Przyparł ją do ściany, a ona zaczęła rozpinać guziki jego koszuli.
- Czekaj, czekaj, czekaj – chwycił jej ręce w nadgarstkach i wyszeptał w jej usta. – Co to ma w ogóle być? – zmarszczył czoło. Spojrzała w jego oczy swoimi smutnymi.
- Marek – gładziła jego policzek dłonią. – Ja nie chcę, żebyś się żenił. Nie chcę tego ślubu, rozumiesz?
- No właśnie nie bardzo. – Patrzył na nią nie dowierzając w jej słowa.
- Odwołaj to, proszę. Zostaw firmę, dom, ucieknijmy. Wyjedźmy gdzieś daleko i bądźmy szczęśliwi. Bez kłamstw… – Mówiła pełna nadziei na nowe, szczęśliwe życie.
- Zostawić firmę? Oszalałaś? – Po woli wzbierała się w nim złość.
- Febo&Dobrzański to…
- Czy ty się słyszysz? Mój ociec jest chory, nie może zająć się firmą, a Aleksowi prezesostwa nie oddam. Poza tym gdy ostatnio tutaj ja ci wyznawałem miłość potraktowałaś mnie jak psa, nie liczyłaś się z moimi uczuciami, a teraz to?
- Marek, ale ja potrzebowałam czasu…
- Po co cały ten cyrk? Jutro biorę ślub z Pauliną i ty tego nie zmienisz. Już nie…
***

La vida debe continuar aunque nadie sabe lo que llevas en el alma.
Życie powinno trwać dalej, choć nikt nie wie co masz w duszy.

Pogoda już od rana solidaryzowała się z Ulą. Deszcz padał z nieba niemal bez przerwy. Siedziała na parapecie z lampką wina w ręku i patrzyła na szaro-bury świat. Z okna swojego mieszkania mogła dostrzec ludzi, którzy spieszyli się do pracy, dzieci, które biegły do szkoły całe mokre od deszczu, kierowców, którzy niecierpliwili się w korku. Ale ją to nie interesowało. Wyśmiewała problemy innych, bo żadne spóźnienie do szkoły czy pracy nie mogło równać się z jej prywatnym dramatem. Dzisiaj miłość jej życia miała stanąć przed ołtarzem, a ona miała na zawsze zapomnieć o białej sukience i przyszłości u boku Marka. Jej marzenia dzisiaj miały legnąć w gruzach.
- Wybrałeś ją – wzięła kolejny łyk wina. – Przecież nikogo nie można zmusić do miłości – mówiła do siebie. – Ale ty mnie kochasz… Więc dlaczego? – Po jej policzku potoczył się łza. – Dlaczego ona? – zadała pytanie, na które odpowiedzią była panująca wokoło przeraźliwa cisza. Zeszła z parapetu, otarła łzy, a kieliszek odniosła do kuchni. Spojrzała na zegarek, wskazywał trzynastą.
- Jeszcze zdążę. – Chwyciła kurtkę i wybiegła z mieszkania.

***
Paula ubrana w sukienkę swoich marzeń, tego dnia była najszczęśliwszą kobietą na świecie. Dziś miała wyjść za mężczyznę, który sprawił, że potrafiła odnaleźć radość życia oraz którego kochała całym sercem i była w stanie zrobić dla niego wszystko.
- Pięknie wyglądasz, Paulinko – usłyszała głos Heleny.
- Dziękuje – powiedziała drżącym z emocji głosem. – Bardzo się denerwuje – dodała.
- Spokojnie – Dobrzańska próbowała ją uspokoić. – Wiem, że Marek mnie kocha, ale boję się, że…
- Cii… - kobieta nie pozwoliła jej dokończyć. – Marek to rozsądny mężczyzna. Wie co robi, uwierz mi. Wychowałam go i wiem jakim jest człowiekiem. – Słowa Heleny dodały Pauli otuchy i skarciła się w myślach za to, że zwątpiła w Marka, choć przez chwilę.
***
Marek stał przed ołtarzem. Patrzył na zgromadzonych gości i zastanawiał się nad tym, co za chwilę miało się wydarzyć. W głowie ciągle miał słowa Uli
- Wyjedźmy gdzieś daleko i bądźmy szczęśliwi. – Widział jej twarz, oczy przepełnione smutkiem. Ale nie odważyłby się skrzywdzić Pauliny, nie po tym, co dla niego zrobiła. Był tchórzem, bo nie potrafił zawalczyć o własne szczęście. Szczęście tak niepewne i kruche. Zdecydowanie był tchórzem.
Paulina właśnie pojawiła się w drzwiach kościoła. Zaparło mu dech. Była piękna i taka szczęśliwa. Do ołtarza prowadził ją ojciec Marka. Wszyscy zgromadzeni w świątyni patrzyli tylko na nią i na jej piękną kreację. W końcu Marek ujął jej dłoń i pocałował. 
- Pięknie wyglądasz kochanie – szepnął jej do ucha na co odpowiedziała mu uśmiechem.
Ksiądz udzielił parze młodej błogosławieństwa, a gdy nadszedł czas przysięgi, uwagę wszystkich przykuła postać wchodząca do kościoła. Stukot jej obcasów rozniósł się po całej świątyni.  Przeszła boczną alejką i zatrzymała się na wysokości państwa młodych. Paula przestraszona zerkała to na Ulę, to na Marka. Oczy zaszły jej łzami, a serce na chwilę przestało bić.
Marek spojrzał na Ulę.
- … i bądźmy szczęśliwi – zabrzmiało w jego głowie. Zobaczył jak bezgłośnie prosi go, aby się nie żenił. Jednak w jego myślach pojawiło się też inne wspomnienie.
- Nigdy nie będę twoja. – Zabolało. Spojrzał na Paulę i uśmiechnął się do niej, po czym zwrócił się przodem do ołtarza.
- Kontynuujmy – szepnął do księdza.
***

Sentir que en su vida no haces falta
Poczuć, że w jego życiu ciebie nie brakuje.

Wybiegła. Zawiodła się na nim. Myślała, że ją kocha, że jeszcze się opamięta, że miłość do niej będzie silniejsza niż wszystko inne. Jak bardzo się pomyliła. Czuła, że jej serce rozpada się na milion kawałków.
Wróciła do domu i rzuciła się na łóżko. Chciała spać, chciała przespać koszmar swojego życia. Chciała się obudzić, gdy wszystko będzie dobrze, gdy przestanie już boleć gdzieś tu, w środku. Chciała przestać istnieć na chwilę…

***
Dni mijały a świeżo upieczeni małżonkowie przeżywali najpiękniejszy czas w życiu. Podróż poślubną musieli uznać za bardzo udaną. Oboje byli radośni, uśmiechnięci i pełni energii do pracy po powrocie. A potem wszystko wróciło do normy, gdzie firma znów pochłaniała im całe dnie. Nie tracili jednak ochoty na wspólne obiady, kolacje i śniadania.
Ula, po wielu przepłakanych nocach, też znalazła kogoś, kto ją rozumiał. Znalazła mężczyznę, który oprócz tego, że był wspaniałym kochankiem, to był jej przyjacielem. Nie darzyła go uczuciem choć trochę podobnym do miłości, ale ta znajomość pozwoliła jej stanąć na nogi.

El mundo de la realidad tiene sus límites. El mundo de la imaginación es infinito.
Świat realny ma swoje granice. Wyobraźnia jest nieskończona.


Believe that dreams come true, because they do. wink

Offline

 

#8 2012-06-04 10:53:45

MEG1984
Prawie jak Papuka
Od: zachodniopomorskie
Zarejestrowany: 2009-12-02
Posty: 6290

Re: Nasza perfekcyjna miłość

Znowu mam zaległości, ale na szczęście tylko dwa rozdziały.
Po pierwsze strasznie to wszystko skomplikowane i mam wrażenie, że Ula i Marek komplikują to jeszcze bardziej.

Rozumiem, że Dobrzański mógł się poczuć zraniony po tym, co powiedziała mu panna Cieplak. Rozumiem, że musiał jakoś odreagować, ale przypadkowa blondynka poznana w barze na pewno nie była lekarstwem na jego problemy. Wręcz przeciwnie – Marek ma tylko kaca moralnego. Dobrze chociaż, że Dobrzański ma świadomość, że Paulina zasługuje na szacunek i w żaden sposób nie zasłużyła sobie na takie traktowanie. W końcu to ona była przy nim gdy tego najbardziej potrzebował, to ona pomogła mu stanąć na nogi i za to należy jej się wdzięczność. Tylko, że Marek posunął się w tej swojej wdzięczności o krok za daleko. Ślub na pewno uszczęśliwi Paulinę. Pytanie tylko czy uszczęśliwi też Dobrzańskiego? On na pewno na swój sposób kocha pannę Febo. Problem w tym, że nie jest to uczucie nawet w połowie tak silne, jakim darzy Ulę i mam poważne wątpliwości czy to małżeństwo będzie udane.

Krótko o Sebie i Violi. Oboje są przyjaciółmi Marka i Uli i chcieliby żeby ich przyjaciele byli szczęśliwi. Dlatego nie są w stanie zrozumieć dlaczego Cieplak i Dobrzański ranią siebie. Podoba mi się postawa Violetty – nie bała się wygarnąć Uli prosto w oczy, że rani Marka, że przez nią on wraca do starych przyzwyczajeń. Dla Cieplak  podryw Dobrzańskiego w klubie był znakiem, że on wciąż jest taki sam, Kubasińska uświadomiła jej, że to nieprawda. Marek się zmienił i tworzy udany związek z Pauliną.

Ula i Marek - wciąż między nimi więcej nieporozumień niż wyjaśnionych spraw. Właściwie nie dziwię się Dobrzańskiemu, że śledził pannę Cieplak. On ją naprawdę kocha, chociaż w tej miłości to ostatnio więcej tłumionych namiętności i emocji niż prawdziwego uczucia. W sumie to nie dziwię się też Uli, że po wyznaniu Marka wyrzuciła go za drzwi. Szkoda tylko, że tak dużo czasu zajęło jej dojście do tego, co tak naprawdę czuje. Trochę za późno porosiła Marka by dali sobie kolejną szansę. Poza tym jej prośba by rzucili wszystko i uciekli była egoistyczna. Może Dobrzański kiedyś na to by przystał. Teraz jest jednak innym człowiekiem i nie porzuci swoich obowiązków.
Nawet pojawienie się Uli w kościele nie jest w stanie nic zmienić bo Marek wreszcie jest gotowy ponieść konsekwencje swoich działań i nie che kolejny raz zranić Pauliny.
Może skrzywdził swoim zachowaniem Ulę, ale w końcu to ona nie wykorzystała swojej szansy gdy miała okazję.
Na szczęście czas wszystko zmienia. Marek i Paula wyglądają na szczęśliwych. Ula też w końcu znalazła spokój. Tylko czy to nie jest cisza przed burzą?

Pozdrawiam i życzę weny smile


Kiedy rodzi się człowiek z nieba spada dusza i  rozpada się na dwie części.
Jedna z nich trafia do kobiety, druga do mężczyzny.
Życie polega na odnalezieniu tej drugiej połowy, połowy swojej duszy, połowy samego siebie...
I believe in SH. I AM SHERLOCKED.

Offline

 

#9 2012-06-05 19:33:28

bea1809
Drugie oczy Uli
Od: Częstochowa
Zarejestrowany: 2009-04-03
Posty: 245

Re: Nasza perfekcyjna miłość

Rozdział IV ( +18 )
Zbierało się na burzę. Niebo pociemniało a z oddali słychać było grzmoty. Ula od dziecka bała się takiej pogody. W czasie burzy natura pokazywała swoje najstraszniejsze oblicze i to napawało ją strachem. I tym razem Ula wyjrzała przez okno z przejęciem.
- Zanosi się na porządną burzę – powiedziała do stojącego obok mężczyzny. Artur podszedł do niej i objął ją w pasie.
- Nie masz się czego bać. Jestem przy tobie – uspokoił ją, składając na jej ustach czuły pocałunek. Jego obecność wcale nie działała na nią kojąco i nie czuła się bezpieczna. Poznała go, gdy potrzebowała kogoś z kim mogłaby zapomnieć o swoich życiowych porażkach. W pocieszaniu sprawdzał się idealnie, w łóżku zresztą też.
- A teraz zamknę okno, aby żadne błyski i grzmoty cię nie straszyły. – Z uśmiechem na twarzy wykonał czynność. Ula w tym czasie powróciła do szykowania kolacji. Artur wykorzystując chwilę jej nieuwagi, wyciągnął z kieszeni małe pudełeczko i podszedł do niej. Pod wpływem jego ciepła odwróciła się do niego przodem.
- Ula – patrzyła na niego zaskoczona, spodziewając się tego co miało nastąpić. – Wyjdziesz za mnie? – Zapytał.
- Nie – powiedziała krótko. Czuła, że wzmaga w niej złość. Spotkała się z pytającym spojrzeniem mężczyzny. – Nie, nie rozumiesz?
- Dlaczego?
- Artur, jest mi z tobą dobrze tak jak teraz. Dogadujemy się świetnie i wygodnie nam tak, prawda? Czy się mylę, bo jeżeli ty coś… to równie dobrze możesz stąd wyjść – powiedziała ostro.
- Aha, jeżeli tak stawiasz sprawę to… wiesz co nieważne. Widocznie byłem dla ciebie tylko marnym pocieszeniem, wtedy kiedy tego potrzebowałaś. Ulka, zawiodłaś mnie – powiedział już ze smutkiem na twarzy.
- Czym cię zawiodłam? Ja nigdy niczego ci nie deklarowałam. Wiedziałeś jak podchodzę do sprawy naszego – tu się zawahała – związku – powiedziała z ironią. – Więc jeśli jesteś na tyle miły to proszę wyjdź z mojego mieszkania. – Ręką wskazała drzwi.
Artur wyszedł tak jak go o to poprosiła. Spojrzała w okno, wzmagał się wiatr, a grzmoty były coraz wyraźniejsze - burza była już nieunikniona.
***
Zbierało się na burzę. Niebo pociemniało a z oddali słychać było grzmoty. Paula od dziecka lubiła taką pogodę. Siadała na tarasie i oczekiwała na nadejście burzy. Tak było i tym razem. Siedziała w wiklinowym fotelu przykryta kocem i czytała książkę. Nagle poczuła delikatne pocałunki na karku.
- Mhmm Marek – zamruczała.
- Czyżbyś spodziewała się kogoś innego? – zapytała zaczepnie.
- Oczywiście, że nie, głuptasie. – Pochylił się nad nią i pocałował.
- Wiesz co – wyszeptał w jej usta – mam lepszy pomysł na spędzenie tego wieczoru niż czytanie książki. – Porwał ją na ręce i zaniósł do sypialni.
Burza rozszalała się już na dobre. Błyski oświetlały świat, a grzmoty przerażały hukiem.
Leżeli na łóżku. Paula wtulona w Marka. On delikatnie gładził jej ramię opuszkami palców. Nagle w jego myślach pojawiła się Ula. To burza sprawiła, że ta kobieta znów zawitała w jego świadomości. Przypomniał sobie pobyt w SPA. Pamiętał jej słowa, gdy mówiła, że nie lubi tej pory roku, bo wtedy są częste burze, a ona bardzo bała się tych zjawisk atmosferycznych. Oczami wyobraźni widział jej oczy pełne strachu, tak jak wtedy nad jeziorem. Jednak w tamtym czasie umiał ją pocieszyć, zajął ją swoją miłością, pozwolił zapomnieć o tym, co działo się za oknem i skupić na tym co tu i teraz, a raczej co tam i wtedy.
Paula położyła się na boku i przyglądała mu się chwilę. Wyglądał na nieobecnego. Zastanawiała się nad czym myśli, bała się, że może ma jakieś problemy w pracy. Zaczęła go całować chcąc oderwać od myśli, które teraz zaprzątały jego głowę. Ale on nie oddawał pocałunków. Zachowywał się tak, jakby go tam nie było, jakby nie leżał teraz na łóżku, a obok nie leżała jego żona. Paula, odrzucona przez męża poczuła się upokorzona.
- Znowu to robisz? – zapytała zirytowana, szturchając go.
- Co? – wyrwała go tym z letargu.
- Myślisz o niej. Nie jestem głupia, widzę co się z tobą dzieje – powiedziała z goryczą w głosie.
- Paula, no co ty… - Chciał ją przytulić, jednak ta odskoczyła. Wstała z łóżka i ze łzami w oczach opuściła sypialnie. Stanęła przy wielkim oknie w salonie. Spojrzała na szalejący żywioł na zewnątrz.
Usłyszała tylko trzask drzwi, a po chwili warkot silnika. Widziała światła samochodu, które na moment oświetliły strugi deszczu lejące się z nieba. Wyszedł. Nie było nikogo, kto mógłby ją przytulić, nawet nie starał się zaprzeczać, że o niej nie myślał.
Paula dobrze wiedziała na co się decyduje, wiążąc się z Markiem. Jednak podejmując decyzje o ponownym życiu razem, oboje byli już innymi ludźmi. Kobieta zdawała sobie sprawę jak bardzo Marek kochał Ulę i wiedziała, że nigdy nie będzie kochał jej tak samo. Ale proponując ślub zobowiązał się do czegoś, co Paula chciała wyegzekwować – lojalność i czułość, wiarę i miłość. Zatem czy ta burza miała zakończyć dobry czas w jej małżeństwie?

***
Deszcz padał intensywnie. Dobrzański ledwo mógł dojrzeć pasy wyznaczające jezdnię. Widok błyskawic przecinających niebo jak nóż, przerażał. Takiej burzy dawno nie było, a przynajmniej Marek sobie takiej nie przypominał. Samochody zjeżdżały na pobocze, bo ulewa uniemożliwiała jazdę. Marek jednak się nie poddawał. Chciał jak najszybciej ją ujrzeć. Potrzebował jej obecności, ciepła i dotyku.
***
Ula siedziała na fotelu z kolanami podciągniętymi pod brodę. Czekała aż ten koszmar się skończy. Prądu zabrakło już jakiś czas temu, zatem zapaliła świeczki. A miała ich sporo. Pokój rozjaśniał blask niewielkich płomyków. Do tej pory zawsze miała kogoś z kim mogła ten czas przeczekać, mamę, tatę, rodzeństwo, Marka, przez jakiś czas Artura, teraz nie został jej nikt. Ale nie płakała, bo nie miała już łez.
Usłyszała ciche pukanie do drzwi. Przestraszyła się, bo nie spodziewała się nikogo o tej porze i to w taką pogodę. Wstała i skierowała się ku drzwiom. Uchyliła je delikatnie, tak tylko aby móc zobaczyć, kto stoi po drugiej stronie. Marek. To był Marek. Uśmiechnęła się delikatnie.
- Co ty tutaj…? – Nie pozwolił jej dokończyć. Otworzył szerzej drzwi i wszedł do środka. Przyciągnął ją do siebie i przytulił. Przytulił ją mocno, tak jak oboje tego potrzebowali. Już prawie zapomniała jak dobrze jest być w jego ramionach. On chłonął jej zapach.
- Cii… Już nie musisz się bać. Jestem przy tobie. – Gładził ją po plecach.
- Pamiętałeś. – wyplątała się z jego objęć i spojrzała mu w oczy. – Pamiętałeś, że boję się burzy. – Musnęła jego policzek opuszkami palców.
- Ula – wyszeptał.
- Marek – powiedziała jednocześnie zmniejszając dystans między nimi. Musnął nosem o jej nos. Przymierzył się do pocałunku, ale uciekła mu ustami. Gdy to ona chciała go pocałować, on zrobił unik. Ta zabawa trwałaby dłużej gdyby nie namiętność, która ich przepełniała. W końcu dopadli swoich ust. Spragnieni jedno drugiego, wpijali się w siebie z dziką zachłannością, jakby to był ich ostatni pocałunek.
- Chcę ciebie – wydyszał między pocałunkami. – Tylko ciebie.
- Ja też. – Tylko tyle zdołała powiedzieć. Mężczyzna przyciągnął ją do siebie jeszcze mocniej, gładząc przy tym jej plecy, uda, mierzwił jej włosy. A i ona napawała się jego bliskością. Marek podniósł ją i usadził na pobliskiej komodzie. Objęła go nogami w pasie, a on znaczył ścieżkę z jej ust do biustu. Sięgnął do guzików jej sweterka, a ona do jego koszuli. Ula została w biustonoszu, który i tak szybko znalazł się gdzieś na podłodze. Złapała go mocniej za szyję, a ten powędrował w kierunku sypialni. Intensywność ich pocałunków można by porównać do intensywności deszczu, który padał za oknem. Opadli na łóżko. Dzikość z jaką zaczynali swoje pieszczoty słabła, zastąpiła ją chęć rozkoszowania się bliskością, dotykiem i ciepłem tej drugiej osoby. Marek gładził jej ciało, delikatnie tak jakby była ze szkła. Ustami schodził coraz niżej, rozpiął guzik od spodni i powoli ściągnął je z jej nóg, zsunął też z niej figi. Powrócił do jej najwrażliwszego miejsca. Jęknęła. Spodobało jej się to co czuła. Przy nikim nigdy nie czuła tego, co przy Marku. Ujął w dłoń jej pierś i delikatnie masował. Krzyknęła, gdy doprowadził ją na szczyt rozkoszy. Powrócił do pieszczenia jej szyi. A Ula, ona nie chciała już czekać. Była już gotowa i chciał poczuć go najbliżej jak tylko się da.
- Marek, proszę – zdołała powiedzieć między ciężkimi oddechami.
- Co, księżniczko? – droczył się z nią. Był szczęśliwy, naprawdę szczęśliwy.
- Proszę cię. –  Nie mogła już dłużej czekać aż Marek złączy ich w  jedno. Wydobyła z siebie jeszcze tyle sił, aby przewrócić go na plecy i gwałtownie złączyła ich ciała. Wstrzymali na chwilę oddech. Było to dla nich coś mistycznego. Chwilę później Marek znów znalazł się na górze i zaczął się poruszać. Przyspieszał i prowadził oboje do spełnienia, na szczyt przyjemności.
- Kocham cię – padło z ust obojga, gdy osiągnęli maksimum rozkoszy.
Tej nocy tylko błyskawice i deszcz, który miarowo uderzał o parapet byli świadkami tego, co wydarzyło się między dwojgiem kochających się ludzi. I tylko przyroda była w stanie zrozumieć intensywność tego uczucia.
Zasnęli. Zmęczeni i wtuleni w siebie w końcu zasnęli. Na ich twarzach dało się zauważyć uśmiechy. Uśmiechy szczęśliwych ludzi. Gdy otworzyli oczy przywitał ich już dzień. Bali się odezwać by nie zburzyć tej idealnej chwili. Musieli jednak wrócić do prawdziwego życia i stawić czoła rzeczywistości.
- Marek – pierwsza odezwała się Ula. – Co teraz będzie? Co teraz z nami będzie? Bo burza już się skończyła… - powiedziała ze smutkiem w głosie.
- Ula, nie wiem… - I w jego głosie dało się usłyszeć smutek. -  Burza już się skończyła… Burza już się skończyła.


Believe that dreams come true, because they do. wink

Offline

 

#10 2012-06-06 03:46:23

Sincero
Przyjaciel Brzyduli
Od: Dolnośląskie
Zarejestrowany: 2011-05-04
Posty: 111

Re: Nasza perfekcyjna miłość

Co prawda poprzedni rozdział przeczytałam wcześniej, ale nie miałam czasu skomentować. sad Obie części zrobiły na mnie ogromne wrażenie, ale ta pierwsza chyba dała mi więcej... prawdziwości w postępowaniu bohaterów. Ale wszystko po kolei.

bea1809 napisał:

Paulina. Po odejściu Uli, zbliżyła się do Marka, zaczęli od zera i pokochała go. Tak, jakby nie było żadnej przeszłości, bo to już nie był ten sam Marek.  A Paula wie o jego uczuciu do Uli...

Nigdy nie zrozumiem kobiet. Za dużo czasu spędziłam z moim starszym bratem i chyba z tego powodu tok mojego rozumowania nie jest aż tak zawiły. Nigdy nie zrozumiem, dlaczego bita żona broni swojego męża, a zdradzona kobieta wybacza swojemu partnerowi. Powiedzieć: "zacznijmy od nowa, z czystym kontem" jest łatwo, ale w gdzieś w umyśle człowieka zostaje to, co już się wydarzyło. Według mnie żadna kobieta nie jest w stanie tak do końca zaufać mężczyźnie, który kiedykolwiek ją oszukiwał lub, co gorsza, zdradzał. Wierzę, że dała mu drugą szansę, to oczywiste, ale przez ten cały czas musiała strasznie cierpieć za każdym razem, kiedy spojrzenie Marka stawało się nieobecne. Nie wierzę, że kolejny raz zrobiła ten sam błąd, skazując na cierpienie siebie i Dobrzańskiego.

bea1809 napisał:

Ula wróciła silna, wierzy w to, że jest w stanie przestać kochać Marka, a już na pewno nie pozwoli mu się zranić. Widzę twój awatar i aż ciśnie mi się na usta aby powiedzieć, że "wyłączyła uczucia". Jednak wszyscy oczekują od niej, że będzie dobra, a ona nie chce taka być, bo poznała życie, w którym jest silna i dumna.

Jeden jedyny argument, jaki nie przekreśla tej ideologii w moich oczach to ten, że nie wiem, w jaki sposób Ulka dowiedziała się prawdy o Marku. Ona była uosobieniem dobra całego wszechświata i nie jestem w stanie sobie wyobrazić, że potrafiła "wyłączyć uczucia" i zmienić się w zdzirowatą sukę (Damonowi zajęło to pięćdziesiąt lat i nawet wtedy wszystko, co robił, robił w imię miłości, choć nie chciał się do tego przyznać ;p).

No i Marco...

bea1809 napisał:

Mężczyzna jest wdzięczny Pauli za to co dla niego zrobiła po odejściu Uli, zaopiekowała się nim i pomogła odciąć się od przeszłości, która mimo wszystko gdzieś w głowie Marka czaiła się.

Dwie opcje. Chyba, że jest jakaś trzecia, z której nie zdaję sobie sprawy. Po pierwsze, Marek się zmienił. Nie chce już oszukiwać i ranić, na to miała wpływ Ula. Jest wdzięczny Pauli, że pomogła mu. Ok, rozumiem. I teraz pojawiają się schody. Skoro on jest już innym człowiekiem, to dlaczego wciąż pogrywa z Febo w tą samą grę? Może nie zdradza jej z tabunem długonogich blondynek (choć, jak wiemy w końcu do tego doszło, co prowadzi do opcji drugiej), ale robi to za każdym razem, kiedy myśli o Uli. Na dodatek sprawia tym ból Pauli, która na to nie zasłużyła. Druga opcja, bardziej realna. Marek się nie zmienił. Kocha Ulkę, ale nie może jej mieć, więc robi to, co umie najlepiej. Szuka pocieszenia w ramionach innych kobiet. Tym razem wie, czego szuka, więc nie interesują go przypadkowe kobiety z nocnego klubu i nieświadomie zmienia Paulę w Ulę. Kiedy Cieplak burzy jego wyobrażenia o samej sobie, znowu znajduje pannę na pocieszenie. Z kolei gdy Ulka prosi go, by razem uciekli, on wymawia się ślubem z Pauliną. Nie bardzo mogę to zrozumieć, ale stawiam na dwa wyjścia. Albo chce zemsty, albo Cieplak podana na tacy nie stanowi dla niego żadnego wyzwania. W sumie, to w obliczu ostatniego rozdziału, oba na raz też pasują. Gdy wziął ślub z Pauliną, Ula znowu stała się dla niego zakazanym owocem. Dlatego zostawia Paulę i jedzie do niej. Tylko to znowu się sprowadza do tego, że on Ulki tak naprawdę nie kocha, tylko był nią zauroczony... I ja już z tego nie rozumiem nic.

Jeszcze tylko słówko o Uli i Paulinie w ostatnim rozdziale.
Paulina ma, co chciała. Kiedy dawała Markowi drugą szansę, wiedziała jakim jest człowiekiem. Wiedziała, że kocha Cieplek (załóżmy, że to prawda), że zawsze będzie tą drugą. Ślub mógł dać jej chwilowe poczucie bezpieczeństwa, ale szybko została pozbawiona złudzeń.
Ula z kolei jest załamana, chociaż też dostała to, o co się sama prosiła. Przyjmijmy, że przestała czuć zupełnie świadomie, w obronie przed kolejnymi krzywdami. Odrzuciła Marka i znowu się załamała. Tym razem sama siebie skrzywdziła. To tworzy błędne koło.

Wiem, że te słowa mogą wydawać się czepialstwem, w sumie trochę nim są. Na swoją obronę mam to, że Twoje opowiadanie na prawdę mi się spodobało. Pisanie w ten sposób o ludzkiej psychice jest bardzo trudne, bo trzeba być świadomym wszystkich możliwości zachowania człowieka (dlatego też te prace są tak ciekawe). A mi chwilowo wydaje się, że zachowania pierwszoplanowego tercetu są przypadkowe i zmierzają do tego, by ich życie tylko się skomplikowało. To dopiero początek tego opowiadania, więc mam nadzieję, że z kolejnymi rozdziałami pewne rzeczy mi się rozjaśnią i wszystko złoży się w logiczną całość.

Pozdrawiam, S.


No one ever will love me better than your everlasting love...

Offline

 

Stopka forum

Powered by PunBB© Copyright 2002–2018 PunBB
statystyka