BrzydULA - jedyne forum fanów serialu

Forum dyskusyjne miłośników serialu "BrzydULA"

Nie jesteś zalogowany.

#11 2012-06-16 09:38:06

bea1809
Drugie oczy Uli
Od: Częstochowa
Zarejestrowany: 2009-04-03
Posty: 245

Re: Nasza perfekcyjna miłość

Rozdział piąty to rozdział wielu rozterek, pytań, niepewności. Marek, Ula i Paula pokonują granice. Granice własnej godności, wytrzymałości...

Jak wiele człowiek jest w stanie poświecić dla swojego szczęścia? Czy da się zbudować szczęście na cudzym nieszczęściu? A gdzie wyrzuty sumienia?

Kolejne przeszkody stające na drodze bohaterów, to kolejne granice do pokonania dla nich... Pytanie tylko, jak daleko są w stanie się posunąć by osiągnąć cel...

Tyle słowem wstępu a teraz...

Zapraszam do czytania

Rozdział V
Nie czekaj na odpowiedni moment, bo taki nie nadejdzie. Właściwa chwila jest tu, teraz, dzisiaj.

Rano nie było już śladu nocnej burzy. W przyrodzie znów zapanował ład i porządek. I tylko złamane gałęzie, liście leżące na ziemi przypominały o huraganie. To, co występuje w przyrodzie często ma swoje odzwierciedlenie w ludzkim życiu i zachowaniu. Burza, zaczyna się od ciszy, kiedy myślimy, że wszystko się ułoży i że jesteśmy na właściwej drodze, aby osiągnąć sukces, ale potem przychodzi taki czas, że wzbiera w nas niepewność, chęć zmian i boimy się pomylić, w końcu nasze serca domagają się dojścia do głosu, chcą być ważne i ulegamy im. Słuchamy serca popełniając głupstwa, szalejemy jak niebezpieczny żywioł. Ale tak jak burze czy ulewy kiedyś się kończą, tak my wracamy do rzeczywistości i zdajemy sobie sprawę z tego, że to rozsądek powinien być naszym przewodnikiem. Cicho, pokornie z podkulonym ogonem, wracamy do normalności, którą uznaliśmy za najlepszą dla nas. Ale czy te burze uczuć, porywy serca nie mają prawa wrócić?

***
Do sypialni przez okno wpadały już pierwsze promyki słońca, skutecznie budząc kobietę. Paula nie chciała jednak jeszcze wstawać, co było do niej niepodobne, bo była rannym ptaszkiem. Pogładziła drugą stronę łóżka, by sprawdzić czy marek już wstał, ale poczuła chłód. Chłód nietkniętej pościeli. Otworzyła oczy. Na poduszce też nie było śladów, świadczących o tym, że jej mąż spał w domu. Podniosła się i usiadła, przeczesała włosy ręką i westchnęła. Poczuła jak coś ściska ją w żołądku i przyprawia o mdłości. Pomyślała, że to zaraz przejdzie, jednak po chwili już biegła do łazienki.

***
Otworzył oczy i od razu poczuł ten słodki ciężar na swojej piersi. Zobaczył Ulę, która leżała wtulona w niego i jeszcze spała. Ręką przetarł twarz, starając się nieco rozbudzić. Na wspomnienie wydarzeń, które miały miejsce minionej nocy, na jego usta wypłynął uśmiech.
Marek podniósł ją i usadził na pobliskiej komodzie. Objęła go nogami w pasie, a on znaczył ścieżkę z jej ust do biustu. Sięgnął do guzików jej sweterka, a ona do jego koszuli. Ula została w biustonoszu, który i tak szybko znalazł się gdzieś na podłodze. Złapała go mocniej za szyję, a ten powędrował w kierunku sypialni. Intensywność ich pocałunków można by porównać do intensywności deszczu, który padał za oknem. Opadli na łóżko.
Chwycił telefon w rękę, chcąc sprawdzić, która może być godzina. Zobaczył jedno nieodebrane połączenie – od Pauliny.
- O cholera. – Zerwał się na równe nogi. Głowa Uli opadła na łóżko, przez co kobieta obudziła się.
- Marek, co się dzieje? – zapytała jeszcze mocno zaspanym głosem.
- Muszę już iść – powiedział, zakładając spodnie i próbując znaleźć koszule, jednak nie widział jej w najbliższym sobie otoczeniu.
- Ale dlaczego? – Wyciągnęła dłoń w jego stronę, chcąc go złapać.
- Zadzwonię kochanie – rzucił i już go nie było. Ula opadła na łóżko nie rozumiejąc jego ucieczki, ale powróciły do niej wspomnienia.
W końcu dopadli swoich ust. Spragnieni jedno drugiego, wpijali się w siebie z dziką zachłannością, jakby to był ich ostatni pocałunek.
- Chcę ciebie – wydyszał między pocałunkami. – Tylko ciebie.
Zasnęła.
***
Wpadł do domu i od razu pognał do sypialni chcąc upewnić się czy Paula jeszcze śpi. Jednak nie było jej ani w sypialni, ani w kuchni, ani w salonie. Wrócił do pierwszego pomieszczenia i usiadł na łóżku. Opuścił głowę i schował twarz w dłoniach, zamyślił się.
- Myślałeś, że jeszcze śpię? – zapytała, gdy pojawiła się w drzwiach łazienki.
- Nie o to chodzi – zaczął. – Paula, musimy porozmawiać.
- Masz rację, musimy porozmawiać. Ale najpierw powiedz mi gdzie byłeś. – Chciała wiedzieć, gdzie przez całą długą noc podziewał się jej mąż.
- Nie zaczynaj, dobrze? – zrobił się nerwowy.
- Marek, czy to tak dużo, że chce wiedzieć gdzie spędził noc mój mąż? – Przysiadła obok niego i położyła dłoń na jego ramieniu, chcąc dać mu do zrozumienia, że jest z nim, bez względu na to, co ma jej do powiedzenia.
- Nie Paula – krzyknął i wyrwał się spod jej dotyku. – Ja nienawidzę jak mnie pytasz, przesłuchujesz. – Zaczął chodzić po pokoju, co chwilę przeczesując włosy palcami. – Rozumiesz, nienawidzę tego. Nie będę się tobie spowiadać. – Nie przestawał spacerować.
- Marek – wstała. – Marek, też mam ci coś do powiedzenia, ale najpierw ty. Gdzie byłeś, powiedziała tonem, który wyprowadził Marka z równowagi.
- Paula – dopadł do niej i złapał ją za nadgarstki, przytrzymując ręce. – Nigdy więcej mnie o to nie pytaj, rozumiesz? – powiedział patrząc jej w oczy. Przeraziło ją to, co zobaczyła w nich. Pustka. Nie było w nich tej miłości, którą widziała, gdy wypoczywali podczas podróży poślubnej.
- Marek, co ty robisz? – odezwała się szeptem. – Nie poznaje cię.
- Przepraszam – zwolnił uścisk. – Przepraszam, ja nie wiem co we mnie wstąpiło. – Przytulił ją. – A teraz powiedz co chciałaś powiedzieć.
- Kochanie, chyba jestem w ciąży – wyszeptała mu to wprost do ucha i z niecierpliwością czekała na jego reakcję.
- Ale chyba? Czyli nie jesteś pewna? – zapytał, nie wiedząc, co ma o tym sądzić.
- Muszę iść do lekarza. Cieszysz się… prawda? – zapytała z niepewnością.
- Tak. Cieszę się. – Ucałował ją w czoło i przytulił.
***
- Tak się cieszę Paulinko, że będę babcią. To najwspanialsza wiadomość jaką słyszałam od bardzo dawna – powiedziała Helena. Jej słowa były bardzo istotne dla Pauli. – Ale jesteś jakaś przygaszona, ty się nie cieszysz? – zapytała.
- Wiesz, to dziecko to jedyne co mi brakuje do pełni szczęścia. Mam dom, męża, czego mogę chcieć więcej? – zapytała sama siebie.
- Kochanie, nie wyglądasz jednak…
- Marek – przerwała jej. – On bardzo się zmienił. Kiedyś był inny. Zresztą ja też się zmieniłam, ale on ostatnio dziwnie się zachowuje. Może przesadzam, może to przez tę ciążę tak się czuję. Inaczej postrzegam świat i ludzi – powiedziała i dotknęła brzucha. Matka Dobrzańskiego domyślała się co było tego powodem.
***
Zjawił się pod drzwiami jej biura tuż przed siedemnastą, trzymając w dłoni czerwoną jak szkarłat różę. Wszedł do środka. Zamykała właśnie drzwi od swojego gabinetu, kiedy podbiegł do niej i pocałował ją w szyję. Instynktownie odwróciła się do niego, a on podarował jej różę, którą szybko odłożyła gdzieś na bok, bo Marek porwał ją na ręce. Owinęła nogi wokół jego pasa a ręce założyła za szyję. Oparł ją o drzwi i zatracili się w namiętnym pocałunku. Mężczyzna szybko uporał się z zamkiem i szybko weszli do środka, zatrzaskując za sobą drzwi. Usadził ją na biurku i nie przestając całować rozpinał guziki jej sweterka, a i ona szybko uporała się z jego koszulą. Podwinął jej spódnicę, nie zaprzątając sobie głowy jej ściąganiem, sam też nie zdążył całkowicie pozbyć się spodni, oboje byli spragnieni siebie. Wszedł w nią gwałtownie. Złączył ich ciało w jedno. Tym razem nie było delikatności. Ula sama siebie nie poznawała. Chciała poczuć go tu, na tym biurku. A on był szczęśliwy. Ta kobieta sprawiała, że znikały wszystkie jego problemy. Kochając się z nią, zatracał się bezgranicznie, bo trzymał w swych rękach swój skarb, kobietę którą kochał i pożądał jak żadnej innej na świecie. Pomieszczenie wypełniały ich krzyki i ciężkie oddechy. W końcu zaprowadził ich na szczyt rozkoszy.
- Jesteś piękna – powiedział, badając dłońmi jej ciało.
- Dziękuję – uśmiechnęła się pogładziła jego policzek.
Wyszli z biura, a każde poszło w swoją stronę. Marek pojechał do domu. Jego życie stało się jego własną pułapką, w którą dał się złapać. Sam nie do końca rozumiał co się z nim dzieje, kiedy jest z Ulą. Dlaczego pragnie być jak najbliżej tej kobiety. Dlaczego obsesyjnie o niej myśli, chce się z  nią kochać za każdym razem gdy ją widzi. Ona działała na niego destrukcyjnie, niszczyła Marka, a budziła  w nim bestię, która bez względu na wszystko, jest w stanie zrobić dla niej wszystko.
Ula pojechała do parku. Lubiła tam przesiadywać, kiedy musiała coś przemyśleć. Myślało o tym jak bardzo się zmieniła, jak teraz postrzega świat. Co dalej z Markiem… Jednak w pewnym momencie poczuła się dziwnie. Czuła się obserwowana przez kogoś. Przypomniała sobie dzień, w którym jak później się okazało, tym, kto ją śledził był Marek, ale wtedy chciał zdobyć jej adres, a teraz dlaczego miałby to robić, skoro przed chwilą się widzieli. Dziwne uczucie nie znikało, więc wybrała numer ukochanego.
- Może to było zabawne gdy mnie śledziłeś po raz pierwszy, ale dzisiaj to już przesada. Wystraszyłeś mnie – powiedziała zanim on zdążył cokolwiek powiedzieć.
- O czym ty mówisz? Ja jestem teraz w domu – powiedział szeptem. – Nie mogę rozmawiać. – Rozłączył się.
Zmartwiła się jego zachowaniem. Dlaczego ją tak potraktował? To teraz ona stała się jego kochanką. Tą drugą, tą, dla której ma się przeznaczony tylko wyznaczony czas. Zabolało. Rozpłakała się. Ktokolwiek by to nie był, nie miała się o co bać bo i nie miała nic do stracenia. Wracała do mieszkania, co chwilę odwracając się za siebie i czekając na najgorsze. Jednak tego dnia nic już się nie wydarzyło…


Believe that dreams come true, because they do. wink

Offline

 

2012-06-16 09:38:06

Cindy
Najlepsza doradczyni na forum

#12 2012-06-17 20:13:36

Sincero
Przyjaciel Brzyduli
Od: Dolnośląskie
Zarejestrowany: 2011-05-04
Posty: 111

Re: Nasza perfekcyjna miłość

Hm... Ciekawy rozdział. Najpierw zacznę od błędu, który dzisiaj jakoś wyjątkowo rzucił mi się w oczy:

bea1809 napisał:

Instynktownie odwróciła się do niego, a on podarował jej różę, którą szybko odłożyła gdzieś na bok, bo Marek porwał ją na ręce. Owinęła nogi wokół jego pasa a ręce założyła za szyję. Oparł ją o drzwi i zatracili się w namiętnym pocałunku. Mężczyzna szybko uporał się z zamkiem i szybko weszli do środka, zatrzaskując za sobą drzwi. Usadził ją na biurku i nie przestając całować rozpinał guziki jej sweterka, a i ona szybko uporała się z jego koszulą.

Oczywiście rozumiem chęć podkreślenia zachłanności i pośpiechu z jakim przebiegała ta wizyta Marka u Uli, jednak słowo "szybko" pojawia się tutaj wyjątkowo często, co sprawia, że źle się czyta ten fragment. Jest tyle przymiotników o podobnym znaczeniu, że z łatwością czymś to zastąpisz. smile

A teraz rozbiór rozdziału na psychologiczne detale.
Wracając do tego, co napisałam w poprzednim komentarzu, to chyba opcja, w której Marek wciąż jest bezmózgim podrywaczem, pasuje mi najlepiej. Jak już pisałam... Wydaje mi się, że Dobrzański pomylił przyjaźń z miłością. On i Ulka doskonale się dogadywali i w pewnym momencie poczuł coś, czego wcześniej nie czuł i nadał temu taką, a nie inną nazwę. Kiedy ona dowiedziała się prawdy i wyjechała, uraziła jego ego, w skutek czego dostał na jej punkcie obsesji. Stała się dla niego zakazanym owocem. Kiedy wraca i daje mu kolejnego kosza, ta obsesja nabiera na sile, jednak kiedy staje przed nim i chce, by razem uciekli, on wybiera Paulę. W czasie burzy znowu zdaje sobie sprawę, że teraz, jako mąż Febo, nie może być z Cieplak. To sprawia, że znowu staje się dla niego wyzwaniem, które podejmuje, jadąc do niej i spędzając z nią upojną noc. Kiedy wraca do domu i dowiaduje się, że prawdopodobnie zostanie ojcem, jeszcze bardziej pragnie Urszuli, co przynosi im gwałtowny seks na biurku w jej biurze. I mam wrażenie, że kiedy pojawi się kolejna okazja, by mogli być razem, to on znowu zrezygnuje. Mam nadzieję, że się mylę.

Co do Ulki. Przecież ona doskonale wiedziała, że spędza noc z żonatym facetem. Zdawała sobie sprawę z tego, że ona jest tylko kochanką tak, jak to było przed wyjazdem. Dlatego nie rozumiem, dlaczego teraz nagle wpada z tego powodu w rozpacz.

Paula. Jej mi najbardziej szkoda. Wciąż się dziwię, że dała Markowi kolejną szansę, (którą on marnuje), jednak w obliczu nowych faktów to jej sytuacja jest patowa. Oczywiście może wychowywać dziecko sama, jednak pozbawianie niewinnej istotki ojca nie jest w porządku. Jej obecne położenie to prawdziwa walka z urażoną dumą i miłością rodzicielską. Co wybierze?

Co do tajemniczego obserwatora Uli, obstawiałabym na Helenę, ale ręki sobie uciąć nie dam ;p

Życzę dużo Weny.

Pozdrawiam, S.


No one ever will love me better than your everlasting love...

Offline

 

#13 2012-06-19 17:56:15

MEG1984
Prawie jak Papuka
Od: zachodniopomorskie
Zarejestrowany: 2009-12-02
Posty: 6290

Re: Nasza perfekcyjna miłość

Po raz kolejny mam dwa rozdziały do skomentowania. Cierpię ostatnio na niedobór czasu i wszędzie mam zaległości.
Wydawać by się mogło, że wszystko między Ulą i Markiem skończone. Dobrzański wybrał Paulinę, więc powinien to być koniec. I na początku wszystko faktycznie dobrze się układało. Młodzi Dobrzańscy pojechali w podróż poślubną, z której wrócili szczęśliwi.
Ula znalazła kogoś przy kim odzyskała spokój ducha. Nie była to miłość, ale związek z Arturem zapewniał jej stabilność i poczucie bezpieczeństwa. Wszystko byłoby dobrze gdyby mężczyzna nie zapragnął czegoś więcej. Panna Cieplak nie była na to gotowa i znów została sama.
Kto by pomyślał, że jedno gwałtowne zjawisko atmosferyczne może tyle w życiu wielu ludzi zmienić. Nie przepadam za Pauliną taką, jaką pokazywano nam w serialu, ale Pauliny z tego opowiadania jest mi żal. Wiedziała w co się pakuje decydując się na związek z Dobrzańskim, ale miała nadzieję, że może z biegiem czasu on zapomni o Uli i wszystko się ułoży. Wystarczyła jednak jedna burza by do Marka wróciły wszystkie wspomnienia. Może gdyby Paula nie wspomniała w tym momencie o pannie Cieplak Dobrzański zostałby w domu. Wymienienie imienia Uli i wyrzuty Pauliny przypomniały Markowi, czego nie znosił w ich związku wcześniej. Chyba to i świadomość jak bardzo Ula boi się burzy sprawiły, że Dobrzański pojechał do panny Cieplak. Tłumione uczucia w końcu znalazły ujście i doszło do wybuchu namiętności. Obawiam się tylko już, że niełatwa sytuacja skomplikowała się jeszcze bardziej. Wydawać by się mogło, że po takiej nocy Ula i Marek podejmą w końcu jakieś kroki by uporządkować swoje relacje, może nawet postanowią być razem. Tymczasem Marek jak oparzony wybiega z mieszkania panny Cieplak i gna do domu. Nie chce by żona nabrała podejrzeń.
Zaskoczyła mnie trochę Paulina, która czegoś się jednak nauczyła, tylko raz zadzwoniła do męża – co było wyrazem zaniepokojenia jego nieobecnością. Szkoda tylko, że gdy Marek już wrócił do domu zaczęła swoje przesłuchanie. To podziałało na Dobrzańskiego jak płachta na byka. Marek bardzo się zmienił, stał się gwałtowny i zaczynam się zastanawiać czy jeśli Paula zachowa się po raz kolejny w taki sposób, on nie przejdzie do rękoczynów. Chociaż jeśli Paulina naprawdę będzie w ciąży zapewne nie pozwoli by gniew przejął nad nim kontrolę. 
Szczerze powiem, że nie bardzo wiem co mam myśleć o Marku i to zaczyna mnie nieco denerwować. Facet powinien się zdecydować czego naprawdę chce. Rozumiem, że sytuacja się skomplikowała bo Paulina być może jest w ciąży. Jednak gdy to już się wyjaśni on musi podjąć jakieś decyzje. Tak jak jest teraz być nie może. Dobrzańskiemu jest dobrze bo może spotykać się z Ulą, a w domu czeka Paula. W ten sposób krzywdzi dwie kobiety. Prędzej czy później będzie musiał coś z tym zrobić, albo któraś z nich zacznie działać.

Zastanawiam się też kto śledzi Ulę. Może to detektyw wynajęty przez Paulinę, a może jeszcze ktoś inny? W każdym razie przeczuwam kłopoty.

Pozdrawiam i życzę weny smile


Kiedy rodzi się człowiek z nieba spada dusza i  rozpada się na dwie części.
Jedna z nich trafia do kobiety, druga do mężczyzny.
Życie polega na odnalezieniu tej drugiej połowy, połowy swojej duszy, połowy samego siebie...
I believe in SH. I AM SHERLOCKED.

Offline

 

#14 2012-06-23 23:28:48

bea1809
Drugie oczy Uli
Od: Częstochowa
Zarejestrowany: 2009-04-03
Posty: 245

Re: Nasza perfekcyjna miłość

Dziś Dzień Ojca, a więc rozdział trochę „tatusiowaty”. Chyba najdłuższy jak do tej pory, ale i chyba najsmutniejszy. Choć to już zostawiam waszej ocenie. Tym razem trochę przemyśleń, trochę przegadane… Pragnę dowiedzieć się jak wy interpretujecie ten rozdział. Zapraszam do czytania smile

MEG, Sicero - dzięki za obszerne komentarze wink Biorę je pod uwagę, przy pisaniu smile

Rozdział VI

- Dzień dobry, mam dla pani informacje. – Wysoki mężczyzna w średnim wieku przekraczał właśnie próg domu Dobrzańskich.
- Dzień dobry. Bardzo się cieszę, że tak szybko. Ma pan już ten adres? – zapytała Dobrzańska.  – Proszę, proszę do środka. – Gestem ręki zaprosiła gościa do salonu.
- Miała pani dobre przeczucia. Pani syn faktycznie odwiedził dziś tę kobietę. Wyszli razem z jej biura, ale każde poszło w inną stronę. No, ale na pokłóconych raczej nie wyglądali. Pojechałem za panią Cieplak – opowiadał.
- I wie pan gdzie mogę ją zastać? – dopytywała zniecierpliwiona Helena.
- Tak, adres mam. Ale zanim pojechała do domu to była w parku. Cały czas ją obserwowałem i chyba zorientowała się, że ktoś za nią podąża. Długo tam siedziała, a nawet płakała. Nie sądzę więc, aby była ona tak złą osobą, jak pani mi o niej mówiła. Ale to już nie moja sprawa. – Wstał.
- Proszę pana, ta kobieta sprawiła, że mój syn się załamał, a kiedy odzyskał równowagę w życiu, będzie ojcem, ona znów się pojawia i doprowadza Marka do obłędu. Czy to mało, aby nazwać ją złą? – Helena była zdenerwowana.
- Nie mnie to oceniać pani Dobrzańska, ja tylko wykonuje swoją pracę. Miałem zdobyć adres i go zdobyłem. Storczykowa 34, a teraz już się pożegnam. Do widzenia pani. – Zmierzał w kierunku drzwi.
- Dziękuję – krzyknęła. – Odpowiednie wynagrodzenie przeleję na konto.
Dobrzańska usiadła na kanapie dzierżąc w dłoni mały kartonik z nazwą ulicy i numerem bloku, w którym mieszkała „ta Cieplak” jak zwykła ją nazywać od czasu kiedy Marek zupełnie oszalał na jej punkcie.

***
Paula uwielbiała robić zakupy. To chyba jedna z nielicznych rzeczy,  których nie potrafiła sobie odmówić. I tego dnia rano wybrała się do centrum handlowego. Przechodziła właśnie obok sklepu z dziecięcymi ubrankami. Nie mogła przejść dalej, musiała tam wejść. Bardzo spodobały jej się te kolorowe śpioszki, buciki. Na wieszakach wisiały sukienki jak dla księżniczek. Jej uwagę przykuły zielone śpioszki. Od razu postanowiła je kupić. Nie wiedziała czy będzie to chłopczyk czy dziewczynka dlatego uznała, że zielony będzie neutralnym kolorem.
Po powrocie do domu usiadła na kanapie. Czuła się zmęczona jak nigdy dotąd po zakupach. Chodzenie po sklepach zawsze ją odprężało. Widocznie ciąża musiała tak działać. Ale była szczęśliwa i to nie ulegało wątpliwości. W dłoniach trzymała małe ubranko. Myślała o tym, jak bardzo zmieni się jej życie kiedy na świat przyjdzie ta mała istotka. Zamknęła oczy. Wyobrażała sobie jak trzyma ją w ramionach, jak się uśmiecha, a dziecko gaworzy. Na jej ustach pojawił się uśmiech. W głowie widziała Marka jako przykładnego ojca, który będzie rozpieszczał swojego potomka do granic możliwości. Była spokojna i szczęśliwa, a jej samopoczucie było teraz najważniejsze. Otworzyła oczy. Dotknęła dłonią swojego brzucha, miejsca, gdzie rośnie w niej mały człowieczek, istotka, która odmieni jej życie.
***
Helena wysiadła z taksówki dokładnie pod budynkiem F&D. Po niedługim czasie znalazła się pod gabinetem Marka. Nie pytając o pozwolenie, weszła do gabinetu syna.
- Dzień dobry mamo. Co za niespodzianka. – Natychmiast wstał i obszedł biurko, pokazując matce, aby usiadła. – Co cię sprowadza?
- Marek, powiem wprost… nie chcę byś spotykał się z Cieplak. Paulina na to nie zasługuje. – Matka bez ogródek wyjawiła synowi cel odwiedzin.
- Mamo, ale skąd wiesz, że ja w ogóle się z nią widziałem? – Był zdziwiony. Nie rozumiał dlaczego Helena przyszła do niego, żądając zaprzestania jego kontaktów z Ulą.
- Wynajęłam detektywa. Widział was, więc proszę cię po dobroci… Nie chcę wyjść na złą matkę, ale wiesz, że bardzo cię kocham. – Ton jej głosu złagodniał. Podeszła do Marka i pogładziła dłonią jego policzek. – Ja tylko dbam, byś nie zmarnował sobie życia i nie zniszczył go innym.
- Wiem mamo, wiem. Masz rację. – Nie pozostawało mu nic innego jak tylko przyznać matce rację. – I też cię kocham.
- Ja będę już szła. Pamiętaj o czym ci mówiłam. – Wyszła z biura już uspokojona, jednak nie miała zamiaru zmieniać planów. Znów wsiadła do taksówki i pojechała pod nowo zdobyty adres.
Został sam. Słowa matki wciąż jeszcze odbijały się echem w jego głowie. Zdecydowanie musiał porozmawiać z Ulą… ale co jej powie? Jak może zaprzestać kontaktów z nią kiedy szaleje na jej punkcie. Myśli o niej w każdej sekundzie, którą odmierza zegar. Ale zdawał sobie sprawę z faktu, że nie może prowadzić podwójnego życia. Tym bardziej, gdy na świat przyjdzie dziecko.
Zawsze marzył o domu wypełnionym miłością. Wiedział, że rodzice go kochali. Dla niego starali się stworzyć firmę, dobrze zarabiać, aby Markowi nic nie brakowało. Ale w tym całym zgiełku, w pogoni za pieniądzem zapomnieli o najważniejszej rzeczy – o uwadze jaką mu poświęcali. Doskonale pamiętał, że matkę widywał jedynie w weekendy, a ojca w co drugi. Rozumiał, że ciężko pracowali, ale miał też swoje potrzeby. Przez czas kiedy firma absorbowała Dobrzańskich bardziej niż ich syn, więź Marka z rodzicami została zerwana. Jako nastolatek buntował się, później na studiach poznał Sebastiana z kim rozpoczął zabawy do białego rana. A potem narzeczeństwo z Pauliną, liczne zdrady, prawdziwa miłość do Uli, jej zniknięcie i znów znalazł się w życiowym dołku, z którego o dziwo wyciągnęła go Paulina. Dlatego dla swojego syna chciał prawdziwej kochającej się rodziny, jakiej on nie miał. Nie chciał, by syn popełniał jego błędy. Przyrzekł sobie, że nigdy nie będzie decydował za niego, tak jak zrobili to za niego samego rodzice, określając kierunek studiów i stanowisko w firmie, a będzie jedynie doradzał. Musiał jednak coś zrobić, musiał porozmawiać z Ulą, jakoś jej wytłumaczyć… Spakował dokumenty do teczki i opuścił gabinet.

Do domu wrócił nieco wcześniej niż zawsze. Zastał Paulę śpiącą na kanapie. Przysiadł na kanapie i odgarnął z jej twarzy kosmyk włosów. Czuł się bezsilny, bo nie mógł nic zrobić. Nie mógł zdecydować o swoim życiu, bo życie już za niego zdecydowało.  Poszedł do sypialni i usiadł na łóżku. Wzrok utkwił gdzieś w przestrzeni. Pomyślał, że żadne z jego marzeń się nie spełniło. Chciałby, aby na miejscu Pauli była Ula. To z nią chciał mieć dziecko. Chciał czekać niecierpliwie na jego narodziny, gładzić jej brzuch, potem opiekować się synkiem, bawić się z nim, uczyć mówić i chodzić. Pragnął, aby pierwsze słowo jakie wypowie było słowem „tata”. Kochał Ulę całym swoim sercem. Ona go pochłonęła.
Utonął we wspomnieniach. Kiedy wyjechała świat się dla niego zawalił, nie chciał uwierzyć, że ona mogłaby już przestać go kochać. Ale odkąd go opuściła, jego życie się zmieniło i nic nie powróciło już do normy. Każdego dnia o niej myślał, pragnął jej, w końcu zaczął ją nienawidzić. Nie był  w stanie dłużej żyć w tej klatce, którą sam sobie stworzył. Potrzebował się wyrwać, uwolnić od tej chorej miłości. Udało mu się. Jednak jak się okazało, tylko uśpił to uczucie. A teraz kiedy się pojawiła, powróciło ze zdwojoną siłą. Chciał nadrobić stracony czas. Nienawiść jaką żywił do niej gdzieś zniknęła. Ale duma nie pozwoliła wybaczyć jej wszystkiego i ożenił się z Paulą. Teraz wiedział, że był to jego kolejny błąd.  A ten pociągnął za sobą drugi – Paula była w ciąży. Zganił się jednak zaraz za te myśli. Nigdy nie będzie myślał o swoim dziecku jak o błędzie. Ono nie jest niczemu winne i będzie je kochał szczerze. Opadł bezsilnie na łóżko i natychmiast jego powieki się zamknęły. Usnął.
***
Ula siedziała na fotelu z kieliszkiem wina w dłoni. Czekała na telefon od Marka. Umówili się, że zadzwoni do niej wieczorem. Chciała się z nim spotkać, chciała znów poczuć jego zapach i dotyk. Już zdążyła się za nim stęsknić, a widzieli się zaledwie wczoraj.
Myślami powróciła do czasów kiedy wszystko było jeszcze inaczej. W jej głowie trwał film złożony z ich spotkań. Nic się nie zmieniło, no może jedynie intensywność jego wizyt. Teraz też się ukrywali, tak jak wtedy, kiedy była jeszcze jego sekretarką. Paulina nie mogła wiedzieć o ich schadzkach. Teraz czuła się najzwyklejszą kochanką żonatego mężczyzny. Ale co mogła poradzić kiedy to uczucie było od nie silniejsze. Nie potrafiła zapanować nad sobą kiedy on był w pobliżu. On nauczył ją kłamać, oszukiwać, nawet tych których kocha. Jej rozmyślania przerwał dzwonek do drzwi. Spodziewała się Marka. Pomyślała, że skoro nie zadzwonił, to dlatego by zrobić jej niespodziankę i przyjść osobiście. Zerwała się z fotela i pobiegła otworzyć.
- Mar… - Słowa uwięzły jej w gardle, kiedy zobaczyła gościa.
- Muszę cię rozczarować. Nie jestem Markiem. Zaprosisz mnie, czy będziemy rozmawiać w progu? – Spojrzała na nią znacząco. – A uprzedzam, że nie będzie to miła rozmowa.
- Proszę – zaprosiła Dobrzańską do środka. – Napije się pani czegoś? – zaproponowała.
- Nie. Posłuchaj mnie, zabraniam ci spotykać się z moim synem, rozumiesz? – powiedziała bez ogródek.
- Słucham? – Nie wierzyła w to, co słyszy. – Przepraszam, ale o tym powinien zdecydować Marek.
- Widzę, że nic nie rozumiesz. – Westchnęła. – Mogę? – Nie czekając na odpowiedź usiadła na sofie. – Widzisz, lubiłam cię. Naprawdę cię lubiłam. Marek zmienił się na lepsze dzięki tobie. Ale twój wyjazd a potem rozpacz Marka sprawiła, że cię znienawidziłam. Teraz Marek ma już żonę, nie powinnaś się już wycofać i nie szukać go więcej?
- Pani Heleno, ja go kocham. Jestem w stanie wiele poświęcić dla niego. Ja też się przez niego zmieniłam. Łamię kolejne zasady, tylko po to by być z nim. On jest dla mnie wszystkim. – Rozpłakała się. Wiedziała, że nie ma nic do stracenia i chciała być szczerza, bo i Helena była w tej rozmowie szczera.
- Ula, teraz coś się zmieniło – Dobrzańska jednak zmieniła strategię. Zrobiło jej się żal dziewczyny.  – Marek będzie ojcem. Paula jest w ciąży.
- Nie, to nie jest prawda. – Pokręciła przecząco głową. – To nie może być prawda. – Z jej oczu popłynęło jeszcze więcej łez.
- Przykro mi, ale twój romans z moim synem właśnie dobiegł końca, a ty chyba zdajesz sobie z tego sprawę, prawda? – Była pewna, że dobrze postąpiła przychodząc tutaj.   – Pójdę już. – Wyszła i zostawiła Ulę samą. Kobieta usiadła na fotelu, podniosła kieliszek z winem, wypiła ciecz jednym tchem a szkłem cisnęła o podłogę. Kawałeczki szkła rozsypały się po podłodze.
- Nie! – krzyknęła. Podciągnęła nogi pod brodę i spróbowała się uspokoić.
Po chwili, gdy jej oddech się unormował, usiadła na dywanie chcąc pozbierać kawałki. Jednak rozbity kieliszek poranił jej dłonie. Natychmiast pojawiła się krew. Zwątpiła w to, że uda jej się to uprzątnąć i ponownie się rozpłakała, chowając twarz w dłoniach. W końcu zasnęła.
***
- Ula, co się dzieje? Dlaczego nie odbierasz? Martwię się. Jak tylko odsłuchasz tę wiadomość oddzwoń. Kocham cię. – Nagrywał się na jej sekretarkę już dziesiąty raz. Korki, w godzinie powrotu z pracy między siedemnastą a osiemnastą, dodatkowo strzępiły jego nerwy. W końcu dotarł pod dobrze już znany mu adres. Zaparkował i pobiegł w kierunku mieszkania Uli. Zadzwonił do drzwi. Odczekał chwilę, ale nikt mu nie otworzył. Zadzwonił po raz kolejny, znowu nic. Złapał za klamkę i nacisnął – było otwarte. Wszedł do środka, w mieszkaniu było cicho. Skierował się do salonu. Zobaczył ją. Siedziała na podłodze oparta o fotel, ręce miała całe we krwi, jej twarz też pokrywała czerwona maź, obok na podłodze leżały kawałki szkła.
- Co się tu wydarzyło? – pomyślał i padł na kolana próbując ją obudzić. Nie wiedział co jej jest. Śpi czy jest nieprzytomna? Szybko złapał za telefon i zadzwonił na pogotowie. Otworzyła oczy.
- Marek – wyszeptała. Jednak zaraz powróciły do niej wydarzenia sprzed godziny. Chciała się od niego odsunąć, ale zrobiła to tak niezgrabnie, że znów upadła dłońmi na dywan i kolejne kawałki szkła zraniły jej dłonie. Marek szybko podbiegł do niej i pomógł jej usiąść na fotelu.
- Kiedy chciałeś mi powiedzieć? – krzyknęła. Jej bezsilność zamieniła się teraz w gniew. – Kiedy chciałeś mi powiedzieć, że Paula jest w ciąży. Będziecie mieli dziecko! A wiesz co to znaczy? – Mimo, że bardzo ją bolało, wycelowała w niego  palcem wskazującym. – To co było między nami już nie istnieje. – W drzwiach pojawili się ratownicy medyczni.
- To pan dzwonił? – zapytał jeden z nich?
- Tak to ja. Nie wiem dokładnie co tu się stało ale ta pani potrzebuje pomocy. – Wskazał na Ulę.
- Ja nie potrzebuję niczyjej pomocy – krzyczała. – A ciebie nie chcę znać. Zniknij z mojego życia.
- Proszę się uspokoić, zaraz podamy pani coś co pomoże ukoić nerwy – zwrócił się do Uli. – A skoro pacjentka chce, aby pan wyszedł, lepiej będzie gdy pan to zrobi. – Dał Markowi jasno do zrozumienia, że powinien opuścić jej mieszkanie.
- Co panią boli? – lekarz zapytał Uli. Marek jeszcze raz spojrzał w jej kierunku, spuścił wzrok i skierował się do drzwi.

***
Wrócił do domu. Chciał się położyć i odpocząć. Wciąż słyszał jak Ula na niego krzyczała, widział jej ręce we krwi i szkło na podłodze. Zatrzasnął za sobą drzwi i wszedł do salonu. Tam zastał Paulinę i matkę.
- Cześć kochanie – Paulina przywitała męża. Podeszła do niego, trzymając w dłoniach malutkie śpioszki. – Ładne, prawda? – pokazała mu je.
- Nie za wcześnie na takie zakupy? – zapytał.
- No co ty, Marek, to pierwsze ubranko naszego synka albo córeczki. – Zbliżyła się jeszcze bardziej by go pocałować. – A to? Co to za zapach? Gdzie ty byłeś? – Zrobiła krok do tyłu. – To są damskie perfumy.
- Czyli jednak byłeś u niej. – Wtrąciła się Helena. – Brawo synku, nie tego cię uczyliśmy.
- Mamo, z tobą też muszę porozmawiać i to poważnie. – Zwrócił się do Heleny.
- Marek, odpowiesz mi gdzie byłeś całe popołudnie? – Paula była zniecierpliwiona.
- No, proszę powiedz jej. Śmiało, niszcz wszystko, co udało ci się zbudować. – Helena też miała nerwy w strzępach.
- Mamo, co ty mówisz? Wy mnie czegoś nauczyliście czy może niania, która przesiadywała ze mną całymi dniami, bo wy byliście zbyt zajęci firmą? Teraz mnie pouczasz? Stworzę mojemu dziecku rodzinę jakiej ja nie miałem. Prawdziwą, nie weekendową. – Wyrzucił cały swój żal jaki nosił w środku od pewnego czasu.
- Marek, jak możesz tak traktować swoją mamę. – Paula próbowała bronić Dobrzańską, kiedy ta stała bez słowa, patrząc na Marka oczami pełnymi łez.
- Zostaw, Paulinka, on ma rację. Ja już pójdę, wy też macie dużo do wyjaśnienia. Do widzenia. – Zostawiła ich samych.
- Powiedz mi teraz o czym mówiła Helena? – Patrzyła wyczekująco na męża.
- Mówiła o Uli. Ja… miałem z nią romans. – Dostał w twarz. – Przepraszam – powiedział spuszczając wzrok. Czuł się jak małe dziecko, które wiedziało, że coś przeskrobało i zaraz dostanie burę.
- Czyli historia zatoczyła koło, tak? Nie szanujesz mnie…
- To nieprawda. – Wszedł jej w słowo. – Obiecuję, że to wszystko się zmieni i będziemy szczęśliwą rodziną. Ja naprawdę kocham tę kruszynkę. Tylko mi wybacz…
- Myślisz, że to takie proste? Marek, zdradzasz mnie i myślisz, że przejdę nad tym do porządku dziennego? Czego ci we mnie brak? Powiedz mi co ma ona czego nie mam ja… - jej oczy wypełniły się łzami.
- Pauluś, niczego mi nie brak, jesteś idealna. Usiądź. – Wskazał kanapę. Chciał, aby usiadła obok niego. – Chcę ci coś powiedzieć. – Usiadła. – Posłuchaj, to co jest między mną a Ulą, zrodziło się dawno. Uwierz mi, że próbuję z tym walczyć. Doceniam twoją przemianę, teraz jesteś całkowicie inną kobietą, pokochałem cię. Problem w tym, że gdy widzę ją coś się ze mną dzieje, coś czego nie mogę wytłumaczyć. – Z oczu Pauli popłynęły kolejne łzy.
- Dość. Ja nie chcę tego słuchać. – Przymknęła powieki.
- Kiedy ja chcę, byś wiedziała jak bardzo staram się panować nad sobą, ale nie zawsze daję radę. Dziś byłem u niej - to prawda. Ale chciałem się pożegnać, chciałem powiedzieć jej o dziecku, ale moja mama mnie ubiegła. Gdy wszedłem do mieszkania Uli, zastałem ją śpiącą na podłodze, wśród kawałków szkła, zakrwawioną. Z pewnością zraniła się nimi. – To, co jej mówił było prawdą i bolało go.
- Czyli ona też cię kocha? Marek, ja nie chcę cię stracić… - Rozpłakała się na dobre. Otoczył ją ramieniem i przytulił do siebie.
- Nie stracisz, obiecuję ci to. Kocham cię. – Uspokoił ją tymi słowami. – Pozwól mi ją odwiedzić jutro. Chce wiedzieć jak się czuje. – Ta wiadomość pozostała jednak bez odpowiedzi ze strony Pauli. -  I nie płacz więcej, bo dzidziuś będzie smutny. – Dotknął jej brzucha, a ona uśmiechnęła się delikatnie. Konflikt w małżeństwie został zażegnany.
***
Ranek przywitał Warszawę chmurami. Gdzieś zza nich próbował jednak przedrzeć się słońce. Marek obudził się pierwszy i nie czekając aż Paula się obudzi, ubrał się i wyszedł, zostawiwszy żonie jedynie kartkę. Pojechał do Uli. Złapał za klamkę, ale było zamknięte. Zadzwonił więc dzwonkiem. Po chwili drzwi uchyliły się, a w nich ukazała się Ula. Tak, ukazała, bo wyglądała jak swój własny cień. Z podkrążonymi oczami, nieuczesana.
- Nie. – Jak tylko zobaczyła w drzwiach Dobrzańskiego, spróbowała zamknąć drzwi. On był jednak silniejszy.
- Chcę z tobą porozmawiać. – Była słaba i szybko odpuściła tę próbę sił. – Ula, przepraszam cię. Wybacz mi. – Był gotów paść do jej stóp, by tylko usłyszeć słowa wybaczenia.
- Marek, zniszczyliśmy tę miłość. My nie potrafiliśmy podjąć decyzji, więc podjęło je za nas przeznaczenie – mówiła powoli. Wydawała się ospała, taka nienaturalna. Doszedł do wniosku, że to pewnie efekt leków, które dostała wczoraj.
- Jak się czujesz? – zapytał z prawdziwą troską w głosie. Lewą dłoń miała owiniętą bandażem. Dobrzańskiemu ulżyło, gdy zobaczył ją całą i zdrową. Najwidoczniej wyglądało to wczoraj groźniej niż faktycznie było.
- Nie najgorzej. – Uśmiechnęła się blado. – Postanowiłam przeprowadzić się na jakiś czas do Rysiowa. Dobrze mi to zrobi.
- Ula, to wszystko moja wina. – Opuścił głowę. Nie był w stanie spojrzeć jej w oczy. Podeszła bliżej i ujęła jego twarz w dłonie. Musnęła delikatnie jego usta, tak lekko jak dotyk motyla – Co to było? – zapytał zaskoczony.
- To, to było nasze pożegnanie, Marek. Ta mała istotka nie jest niczemu winna. – Do jej oczu napłynęły łzy. – Bądź dla niej tatą, nie ojcem. Ojcem może być każdy, ale by być tatą, potrzeba dużego wysiłku. – Złączyła ich czołami. – Bądź szczęśliwy. – Wyszedł. Oszołomiony opuścił jej mieszkanie. Nie mógł uwierzyć, że ona powie to wszystko z takim spokojem. Ale wiedział, że mimo tego, że bardzo się zmieniła, gdzieś w środku pozostały uczucia „dawnej” Uli. Niedługo potem wrócił do domu, do swojego nowego życia…


Believe that dreams come true, because they do. wink

Offline

 

#15 2012-07-03 17:28:03

MEG1984
Prawie jak Papuka
Od: zachodniopomorskie
Zarejestrowany: 2009-12-02
Posty: 6290

Re: Nasza perfekcyjna miłość

I znów z opóźnieniem, ale jestem już z komentarzem.
Po pierwsze przez myśl mi nie przeszło, że to Helena wynajmie detektywa do śledzenia Uli. Potwierdziło się, że matka zawsze wie gdy w życiu jej dziecka coś ważnego się dzieje. Można nie pochwalać metod Heleny, ale trzeba ją zrozumieć. Przez Ulę Marek wiele wycierpiał. Trudne chwile pomogła mu przetrwać Paulina. To z nią Marek się ożenił i z nią będzie miał dziecko. Nic dziwnego, że Helena nie chciała żeby to wszystko popsuło się przez romans syna.
Szczera rozmowa Dobrzańskiej z Markiem to było na pewno dobre posunięcie. Szkoda tylko, że Helena nie potrafiła na tym poprzestać. W końcu syn przyznał jej rację. Mogła zaczekać i dać mu zakończyć romans z Ulą na jego warunkach. Dobrzańska chciała mieć jednak pewność, że między jej synem a panną Cieplak już nigdy nic nie zajdzie. Helena dość brutalnie zabroniła Uli kontaktować się z Markiem. Może gdyby okoliczności były inne, zrozumiałaby pannę Cieplak i dała synowi zdecydować z kim chce być. Jednak Paulina spodziewa się dziecka i to pozbawiło Marka możliwości wyboru.
Szkoda tylko, że przychodząc do Uli, Helena pozbawiła syna możliwości powiedzenia jej całej prawdy. Nie wiem czy pannie Cieplak byłoby łatwiej, ale na pewno lepiej byłoby gdyby Marek mógł jej sam powiedzieć jak się sprawy mają.
W poprzednim komentarzu napisałam, że Marek będzie musiał się w końcu na coś zdecydować. Helena częściowo pozbawiła go możliwości wyboru, ale chyba i bez jej interwencji Dobrzański doszedłby do podobnych wniosków. Marek w gruncie rzeczy nigdy nie był złym człowiekiem, a już na pewno nie chciał by jego dziecko wychowywało się w rozbitej czy nieszczęśliwej rodzinie. Wiedział, że musi rozstać się raz na zawsze z Ulą. Tylko, że panna Cieplak znała już sytuację i to, że dowiedziała się tego od Heleny, wcale nie ułatwiło jej pogodzenia się z tym, że Marek wybrał Paulinę i dziecko. Ula była w szoku i czuła się bardzo skrzywdzona. Zresztą to już kolejny raz przyszło jej cierpieć przez Dobrzańskiego.
Markowi wcale nie było łatwiej nie dość, że rozstał się z Ulą tak, jak się rozstał, to jeszcze w domu czekały na niego z wyrzutami matka i żona. W sumie to nie dziwię się Dobrzańskiemu, że w końcu nie wytrzymał wtrącania się Heleny w jego życie i powiedział jej co tak naprawdę myśli. Dobrze, że chociaż Paula, choć czuła się skrzywdzona, wykazała trochę zrozumienia. Jasne, że Dobrzański zachował się w stosunku do niej bardzo źle, ale przynajmniej żałował swojego postępowania i obiecał zakończyć swój romans. Paulina zwyczajnie nie chciała zostać skrzywdzona i nie chciała by jej dziecko już na starcie nie miało ojca.

Ostatnia scena – sama nie wiem co napisać. Z jednej strony widać, że mimo wydarzeń poprzedniego dnia Marek i Ula nadal się kochają. Z drugiej strony to, co się stało uniemożliwia im bycie razem. Niby to Dobrzański podjął decyzję i wybrał Paulinę, ale tak naprawdę wyboru dokonała Ula. I to właśnie widać w ostatniej scenie. To panna Cieplak zdecydowała, że choć ona będzie cierpieć, na cierpienie nie zasługuje dziecko. To jest kolejne rozstanie Marka i Uli. Tylko, że tak już się nie raz rozstawiali. Tym razem widać w ich rozstaniu jakąś ostateczność. Pozostaje pytanie czy tym razem jest to rozstanie definitywne?

Co będzie z nimi dalej? Czekam na kolejne części .
Pozdrawiam i życzę weny smile


Kiedy rodzi się człowiek z nieba spada dusza i  rozpada się na dwie części.
Jedna z nich trafia do kobiety, druga do mężczyzny.
Życie polega na odnalezieniu tej drugiej połowy, połowy swojej duszy, połowy samego siebie...
I believe in SH. I AM SHERLOCKED.

Offline

 

#16 2012-07-06 21:56:02

bea1809
Drugie oczy Uli
Od: Częstochowa
Zarejestrowany: 2009-04-03
Posty: 245

Re: Nasza perfekcyjna miłość

Rozdział VII

Czas mijał…
Każdy odnalazł się w nowej rzeczywistości. Można by powiedzieć, że wszystko wróciło do normy. Faktycznie tak to wyglądało.
Ula przeprowadziła się do Rysiowa i tam pomagała rodzinie. Tęskniła za nimi, bo nie widywała ich często. Wydawało się, że odzyskała równowagę. Pogodziła się ze wszystkim co ją spotkało. Postanowiła poszukać miłości, bo wiedziała, że Marek już nie będzie jej, że on do niej nie należy. Cierpiała w głębi duszy, jednak nie dawała po sobie poznać tego, co czuje. Na początku każdego dnia zmuszała się by stać z łóżka, podupadła psychicznie. Zaczęła wątpić, że ktoś, gdzieś czuwa nad losem ludzi. Przecież w życiu zaznała już wiele bólu. Śmierć matki to najgorsze, co mogło ją spotkać. Potem to ona wychowywała siostrzyczkę, bo tata zbyt przejął się śmiercią żony i musiała mu pomagać we wszystkim. Bardzo wcześnie wydoroślała, dojrzała. Przez prowadzenie domu i studia, zabrakło jej czasu dla siebie. Nie zadbała o swój wygląd tak jak powinna. Długo nikogo nie miała, choć potrzebowała kogoś kto wsparłby ją psychicznie. Poznała Bartka, jednak jak szybko zjawił się on w jej życiu, tak szybko z niego zniknął, tyle, że z pewną kwotą pieniędzy, które Ula składała od dawna. Załamała się, ale ciągle wierzyła, że gdzieś tam na górze czuwa nad nią mama i nie pozwoli, by coś złego jej się stało. I zawsze spadała na cztery łapy, jak kot, dopóki nie poznała Marka. Przez niego zmieniła się, nie tylko z wyglądu, ale i wewnętrznie. Raz po raz łamała swoje zasady. Kłamała, oszukiwała, i była tą, z którą Dobrzański zdradzał. Była zła na siebie, że nie potrafi temu zapobiec, ale i szczęśliwa, bo wreszcie czuła się kochana. Wtedy to, jak grom z jasnego nieba spadła na nią prawda. Kolejny cios prosto w serce. Oszustwa Marka wobec jej osoby, bardzo ją dotknęły. Nie potrafiła zrozumieć jak mogła być tak naiwna. Wyjechała. Chciała odciąć się od tego, co ją spotkało w „wielkim mieście”.
Teraz, dużo słabsza niż kiedyś, znów próbowała pozbierać swoje życie do kupy. Poznała Fabiana. Ten mężczyzna stał się jej przyjacielem, którego potrzebowała. Wydawać się mogło, że jest jak dawniej. Teoretycznie była spokojniejsza i pewniejsza przyszłości, teoretycznie…

Marek przyzwyczaił się do poranków, kiedy to obok niego leżała Paula, a nie Ula. Przyzwyczaił się do jej porannych mdłości i częstych zawrotów głowy. Towarzyszył jej przy każdej wizycie u lekarza. Razem wybierali rzeczy do pokoiku małego Krzysia. Naprawdę zaangażował się w przygotowania do przyjścia na świat swojego synka. Ale gdzieś w środku tkwiła jeszcze myśl o Uli. Czasami potrzebował pobyć sam, by móc pomyśleć, pomarzyć, wizualizować sobie ją. Nie był jedynie pewien jak długo da radę tak żyć. Wspomnienia były zbyt silne by zepchnąć je gdzieś w zakamarki duszy i serca. Czasami chciał po prostu do niej zadzwonić, już wybrał jej numer, jednak nigdy nie odważył się nacisnąć zielonej słuchawki. Temat Uli nie powracał nigdy więcej w rozmowach z Paulą.
Marek postanowił również rozmówić się z rodzicami. Wyjaśnili sobie wszystkie niesnaski, jakie zrodziły się pomiędzy nimi. Matka nie potrafiła jednak zrozumieć syna. Za to Krzysztof starał się wysłuchać go, teraz był dla niego ojcem, który potrafi poradzić.
- Wiesz Marku, ja cię rozumiem – zaczął pewnego dnia, kiedy siedzieli razem w ogrodzie. Paula i Helena zniknęły gdzieś, by podziwiać kolejne zakupione przez przyszłą mamę ubranko.
- Tato, co masz na myśli? – Marek nie miał pojęcia o czym ojciec do niego mówił.
- Ta historia, twoja i Uli, coś mi przypomina… - zaczął. – Ja też nie byłem święty, i chyba ty to odziedziczyłeś – zaśmiał się.
- Zdradzałeś mamę? – Nie mógł uwierzyć, w to co słyszy.
- Synu, to było dawno. Byłem głupi i nie umiałem szanować tego co miałem – powiedział.
- Nie wierzę. A mama, dowiedziała się kiedyś?
- Nie, nigdy. Nie darowałbym sobie, gdyby to kiedyś odkryła. Zakończyłem ten romans, gdy dowiedziałem się, że Helena jest w ciąży. Ty zmieniłeś mój świat. Zmądrzałem i wiedziałem, że liczycie się dla mnie tylko wy – opowiedział.
- Widzisz, historia lubi się powtarzać, tato – podsumował.
Marek pamiętał tę rozmowę doskonale. Dowiedział się o czymś, o co nigdy nie podejrzewałby swojego ojca. Ale skoro jemu udało się pokonać tamtą słabość, to może jemu też się uda. Będzie przykładnym tatą, będzie rozpieszczał swojego synka.

Mijał czas…
Marek miał powoli wszystkiego dość. Humory i zachcianki Pauli doprowadzały go powoli do szaleństwa. Chciał się stamtąd wyrwać. Jednak od pamiętnej rozmowy miał oparcie w ojcu. Mógł mu opowiedzieć o tym, co czuje, choć ten nie pochwalał jego zachowania, wiedział, że on najbardziej potrzebuje wsparcia, tego, czego Krzysztof w jego wieku nie dostał od nikogo.
Ula w przeciwieństwie do Marka nie mówiła nikomu o tym co czuje. Wszystko dusiła w sobie, co powodowało, że zaczynała mieć dość takiej sytuacji. Przecież nie widywała go, starała się o nim zapomnieć, a nadal zajmował najważniejsze miejsce w jej myślach. Zajęła się pracą, przyjaźń z Fabianem była bliska przerodzenia się w „coś więcej”, ale nie chciała go oszukiwać. Za bardzo go lubiła, by móc go okłamywać. Nikt, nikt nie był w stanie zająć miejsca Marka w jej sercu….

***
Było ciepłe wiosenne, leniwe, niedzielne popołudnie. Po zjedzonym obiedzie w mieszkaniu przy Storczykowej, Ula i Fabian postanowili wybrać się na spacer. Nogi zaprowadziły ich aż do parku w centrum. Nie było to daleko, ale spacer z pewnością nie zaliczał się do najkrótszych. Ula trzymała mężczyznę pod rękę, można by pomyśleć, że są w sobie zakochani, że są parą. W pewnym momencie ujrzeli przed sobą dwie osoby. Paula i Marek.
- Dzień dobry – powiedziała grzecznie Ula, jednak w środku coś ją ścisnęło. Nie spodziewała się spotkać Dobrzańskich tutaj. W ogóle nie planowała spotkać Marka.
- Dzień dobry – odpowiedziała Paula, gładząc się po brzuchu. Marek natomiast nie był w stanie powiedzieć słowa. Patrzył na ukochaną, jak na najpiękniejszy obrazek. Nie mógł oderwać od niej wzroku, był nią oczarowany. Tyle czasu minęło odkąd ostatnio ją widział. Siedem miesięcy… siedem długich miesięcy, a każdego dnia o niej myślał, miał ją wyrytą głęboko w swoim sercu. Paula chciała już odejść, jednak Marek ani myślał ruszyć się z tego miejsca. Pociągnęła go delikatnie za rękę, co sprawiło, że mężczyzna ruszył za nią. Ula stała jeszcze chwilę nieruchomo.
- Kto to był? – zapytał Fabian. Oczy Uli napełniły się łzami.
- Przytul mnie, proszę. – Tak też zrobił, objął ją ramieniem, sprawiając, że czuła się bezpiecznie. Tego samego dnia Fabian poznał całą prawdę o historii związku Uli i Marka.

***
Nie mógł zasnąć. Przewracał się z boku na bok, ale nie było mu wygodnie. Jego głowę przepełniało zbyt wiele myśli. Spojrzał na Paulę, spała spokojnie. On usiadł na łóżku, przetarł twarz dłońmi i poszedł do kuchni nie chcąc budzić żony. Po drodze chwycił jeszcze telefon.
Usiadł przy kuchennym stole i znów wybrał tak dobrze znane mu dziewięć cyferek. Tym razem odważył się nacisnąć zieloną słuchawkę.
- Słucham – usłyszał zaspany głos ukochanej. Zamilkł, nie wiedział co ma jej powiedzieć. – Słucham – powtórzyła. Spojrzała na wyświetlacz, który nieco ją oślepił. – Marek? – Już wiedziała, że to on. Wiedziała, że źle robi, ale chciała chociaż usłyszeć jego głos. – Marek jesteś tam?
- Ula… - w końcu wypowiedział jej imię. – Ula, spotkaj się ze mną. Proszę. Ja… wariuję bez ciebie.
- Oszalałeś? – Nie mogła uwierzyć w to co słyszy.
- Kocham cię, rozumiesz? Kocham cię do szaleństwa… - Usłyszał sygnał przerwanej rozmowy. Rozłączyła się. Wściekł się, cisnął telefonem o podłogę. Przebrał się w błyskawicznym tempie i wyszedł z domu. Coś go prowadziło, coś co było dużo silniejsze od niego. Zajechał do Rysiowa i zatrzymał się pod domem z numerem osiem. Nie miał telefonu, więc rzucił kamykiem w okno. Poskutkowało, bo już po chwili Ula szła w jego stronę, zatrzymała się przed furtką, bo uznała, ze to dobra granica między nimi.
- Ula… - wyszeptał.
- Marek co tu robisz o tej porze? – zapytała. – Wiesz która jest godzina? – Spojrzała na zegarek. – W pół do drugiej. – Złapał za klamkę i otworzył furtkę. Granica między nimi przestała istnieć. Wpił się w jej usta, łapiąc ją w pasie. Przejechał dłonią wzdłuż linii kręgosłupa, na co zadrżała. Początkowo oddawała pocałunek, jednak szybko przyszło opamiętanie. Uderzyła go w twarz i patrzyła wyczekująco, chciała by coś powiedział, jakoś jej to wszystko wytłumaczył.
- Ula, ja chcę porozmawiać.
- Tu chcesz rozmawiać? – Była zdziwiona.
- Pojedźmy gdzieś, gdzie będziemy sami – zaproponował.
- Nie Marek, to nie ma sensu. – Próbowała się jeszcze bronić.
- Proszę. – Spojrzał na nią w taki sposób, w jaki tylko on potrafił. – Proszę… - Widziała łzy w jego oczach. Był zdesperowany.
- Poczekaj, wezmę torebkę… - Po chwili już siedziała w jego samochodzie. Zmierzali w stronę jej mieszkania w Warszawie, do miejsca, gdzie nikt im nie będzie przeszkadzać.   


Do mieszkania wpadli nie przestając się całować. Chwilę wcześniej mieli problem z otwarciem drzwi. Teraz zatrzasnęli je z hukiem. Wyciągnęła mu koszulę ze spodni i rozpinała ją guzik po guziku, nie przestając go całować. Cofając się w głąb mieszkania nie zauważyli wazonu, który potrącili i upadł na ziemie.
- Mieliśmy rozmawiać – udało jej się powiedzieć między namiętnymi pocałunkami.
- Przecież rozmawiamy – wydyszał. Zdjął z niej bluzkę. Została w samym biustonoszu. – Tęskniłem. 
Przeszli do kuchni, gdzie ciągle się całując oparł ją o stół, na którym chwilę później już siedziała. Rozpięła najpierw pasek od spodni, później same spodnie. Gładził jej ręce, brzuch, jej dłonie sunęły w górę jego pleców. Na chwilę się zatrzymali, by złapać oddech. Uśmiechnął się do niej, a ona do niego. Ponownie przylgnął do jej ust. Przygryzł jej walkę, doprowadzając ją tym do obłędu. Tym razem to ona pogłębiła pocałunek, zanurzyła ręce w jego włosy. Zsunął się do jej piersi. Uwielbiał je, były takie kształtne, w sam raz. Sięgnął zapięcia biustonosza i szybko je uwolnił. Sięgnął ręką do jednej, drugą zaś objął ustami i zaczął ssać sutek. Pod wpływem tej pieszczoty odchyliła się do tyłu. Jedną dłonią wciąż mierzwiła jego włosy i po chwili przyciągnęła go z powrotem do ust. Ich pocałunki były zachłanne i łapczywe. Sięgnął zapięcia jej spodni, by po chwili zsunąć je z niej. Dotknął jej najwrażliwszego miejsca na co się wzdrygnęła i rozszerzyła nogi. Jedną dłonią nadal drażnił jej płeć, drugą zaś zajął się piersią. W końcu pochylił się i całą uwagę skupił na tym, by sprawić jej jak najwięcej przyjemności. Poczuł niemałą satysfakcję, gdy usłyszał jej coraz głośniejsze jęki. Jego podniecenie rosło z każdym jej ciężkim oddechem, westchnieniem, z każdym jękiem, który niemal przyprawiał go o dreszcze.
- Marek – krzyknęła, gdy doprowadził ją na szczyt rozkoszy. Przyciągnęła go z powrotem do ust.
- Pragnę cię – usłyszała. Teraz mógł z nią zrobić wszystko. Przejechał palcem po jej ustach. Były opuchnięte od wcześniejszych, intensywnych  pocałunków. Z ust zjechał na brodę, potem szyję, znaczył ślady na jej ciele, przejechał dłonią między jej piersiami, zjeżdżając niżej. Zanurzył w niej palec, a potem wszedł w nią. Na chwilę przestali oddychać, zastygli w bezruchu, ciesząc się bliskością. Zaczął się poruszać w niej. Przymknęła oczy by jeszcze wzmocnić doznania. Znów namiętnie ją całował, miażdżył jej wargi, przyspieszył ruchy. Unosili się i opadali rytmicznie. Ula odczuwała lekki ból przez intensywność i siłę jego ruchów. Przyjemność była jednak zacznie silniejsza. Moment później krzyczała w ekstazie jak bardzo go kocha.
- Obejmij mnie – polecił, by owinęła nogi wokół jego pasa, a rękami objęła za szyję. Nie wychodząc z niej przeszedł do sypialni. Tam opadli na łóżko, a ich wędrówka na szczyt przyjemności zaczynała się od nowa. I znów badał jej ciało, a ona na nowo poznawała jego. I znów wszedł w nią, i znów doznali rozkoszy. I znów zapragnął zasmakować jej samej u źródła jej kobiecości. Tak zastał ich świt…

Leżeli zmęczeni, objęci, pijani rozkoszą minionej nocy.
- Ula – gładził jej policzek. – Moja Ula.
- Mmm Marek… - westchnęła.
- Noc jest taka krótka… Dlaczego? – zadała pytanie, na które nawet nie oczekiwała odpowiedzi. – Świt mi cię zabierze prawda? – Podniosła głowę i spojrzała na niego. Była pewna, że będzie musiała się z nim pożegnać, a takie schadzki staną się ich rytuałem.
- Nie, nie musi tak być – powiedział z lekkim uśmiechem na ustach. – Daj mi siedem dni… Siedem dni, dokładnie tydzień, a udowodnię ci, że cię kocham, że cię kocham nad życie. 
- Marek – pogładziła dłonią jego policzek. – Łatwo powiedzieć. Ale to nie będzie proste.
- Będzie. Uwierz mi. Daj mi siedem dni… tydzień, a wszystko się zmieni. – I pozwoliła mu zostać. I faktycznie wszystko miało się zmienić od tej pory…


Believe that dreams come true, because they do. wink

Offline

 

#17 2012-07-10 11:49:26

Sincero
Przyjaciel Brzyduli
Od: Dolnośląskie
Zarejestrowany: 2011-05-04
Posty: 111

Re: Nasza perfekcyjna miłość

Znowu dwa rozdziały do skomentowania, ale ostatnio nie miałam czasu, żeby napisać coś konkretnego.

Ha! Wiedziałam, że to Helena śledziła Ulkę. Szczerze mówiąc liczyłam na taką rozmowę między Cieplak i Dobrzańską. Obawiałam się ostrych słów ze strony matki Marka, ale Twoje rozwiązanie też mi się spodobało. To było, przynajmniej dla mnie, bardzo prawdziwe i z łatwością mogłam sobie wyobrazić Helenę, wchodzącą do mieszkania Uli. Podobało mi się też, jak Ulka przyjęła wiadomości przyniesione przez Dobrzańską. Na początku próbowała się bronić, ale na wieść o ciąży Pauli zrezygnowała. Wiedziała, co to oznacza. W zachowaniu Cieplak zaczynam dostrzegać pewną logikę. W czasie pobytu za granicą odbudowała swój system wartości, który runął w czasie jej pracy w FD. Po powrocie do kraju próbowała się go trzymać, odrzucając Marka, kiedy do niej przyszedł, jednak historia lubi się powtarzać i ona znowu zaczęła przekraczać swoje bariery, by zaznać szczęścia u boku Dobrzańskiego. Kiedy znowu znalazła się przy granicy, cofnęła się, odrzucając Marka.

Z kolei Marek znowu poparł moją teorię. Wiedział, co należy zrobić. Zdawał sobie sprawę, że musi zakończyć swój romans z Ulą, ale odkładał moment konfrontacji. Podejrzewam, że gdyby Helena nie odwiedziła Cieplak, żyłby w kłamstwie tak długo, jak byłoby mu wygodnie.
Na szczęście to Ulka zostawia Marka i on znowu postawiony jest pod murem. Został skazany przez Ulę, Helenę i Paule na życie z tą ostatnią. Poniekąd sam przyczynił się do tego wyroku, jednak od tej decyzji nie ma już apelacji. Musi się dostosować do nowego porządku. Idzie mu opornie, jednak odnajduje wsparcie w ojcu. Ten system ma szansę powodzenia, jednak przypadkowe spotkanie w parku rujnuje wszystko. Marka znowu dopada zazdrość. Zdaje sobie sprawę, że Ula nie będzie czekała na niego przez lata. Widok jego ukochanej z Fabianem burzy krew w jego żyłach, więc wsiada w samochód i rusza do Rysiowa. Zapomina o obietnicach złożonych matce i Pauli. Zapomina o słowach ojca. Znowu zatraca się w szaleństwie.

Ula odrzuca Marka, kiedy on do niej dzwoni. Próbuje trzymać się swoich wytycznych, nie dając sobie nadziei. Jednak, kiedy Dobrzański przyjeżdża do Rysiowa, nie może zapanować nad samą sobą. Niebezpiecznie zbliża się do kolejnego pułapu swojej granicy moralnej. Stara się zachować dystans między sobą a Markiem, jednak to nie przynosi rezultatu. Nie może opierać się temu, czego pragnie całe jej ciało i dusza.

Ostatnia scena przypomniała mi trochę taki moment z "Zakochanego Szekspira", kiedy Viola i Will leżą w łóżku i spierają się, czy obudził ich śpiew słowika czy pohukiwanie sowy. Ciekawa jestem, czy Marek dotrzyma swoich obietnic. Moim zdaniem? Tak. Będą mieli szansę na szczęśliwe zakończenie, ale kiedy pojawi się pierwsza możliwość Dobrzański znowu ucieknie.

Pozdrawiam, S.


No one ever will love me better than your everlasting love...

Offline

 

#18 2012-07-20 13:51:35

MEG1984
Prawie jak Papuka
Od: zachodniopomorskie
Zarejestrowany: 2009-12-02
Posty: 6290

Re: Nasza perfekcyjna miłość

Jak zwykle spóźniona, ale już jestem.
Za każdym razem gdy myślę, że już wszystko się poukładało i nic nie można zmienić fundujesz nagły zwrot akcji. Zastanawiam się tylko ile jeszcze takich nagłych wydarzeń bohaterowie wytrzymają zanim ostatecznie zdecydują czego chcą.
Ale do rzeczy. Wiadomość, że Marek zostanie ojcem i rozstanie z Dobrzańskim bardzo wstrząsnęły Ulą. Nie łatwo pozbierać się po czymś takim i wcale nie dziwię się, że panna Cieplak potrzebowała wsparcia i rodzinnego ciepła by się pozbierać. Tylko, że nie było to takie proste jak się wydawało, ale czas leczy rany. Poza tym Ula miała świadomość, że nie ma żadnych szans na to żeby być z Markiem. Nie dziwię się jej, że w końcu postanowiła ruszyć dalej. Może Fabian nie był mężczyzną z jej marzeń, ale przynajmniej nie był uwikłany w żaden inny związek i był przy Uli, a to dla cierpiącej kobiety było już dużo.

Życie Marka także zyskało ustalony rytm. Poranki gdy budził się u boku Pauliny, wizyty u rodziców, oczekiwanie na narodziny synka i praca – to był cały świat Dobrzańskiego. Czasem tylko potrzebował od tego wszystkiego odpocząć i uciekał w świat marzeń. Zastanawiam się czy Dobrzański junior wytrzymałby to wszystko gdyby nie zrozumienie ze strony ojca. Coś jednak jest w stwierdzeniu, że niedaleko pada jabłko od jabłoni. Wygląda na to, że Krzysztof i Marek byli zbyt podobni do siebie i stąd ich wcześniejsze nieporozumienia. Najważniejsze jednak, że w końcu okazało się, że młodszy Dobrzański może liczyć na ojca.

I gdy wyglądało na to, że wszystko się poukładało doszło do niespodziewanego spotkania w parku. To wystarczyło by obudzić w Marku przytłumione uczucia. Ula starała się bronić. Nie chciała po raz kolejny być tą trzecią, nie chciała znów zostać skrzywdzona. Wciąż jednak kochała Marka, a poza tym nie chciała robić scen w Rysiowie. Cieplak i Dobrzański mieli porozmawiać, ale zbyt długo się nie widzieli, zbyt za sobą tęsknili i doszło do wybuchu namiętności. Żadne z nich nie chciało się rozstawać, lecz nie mieli wyjścia. Ciekawa jestem tylko co wymyślił Marek. Jego sytuacja jest skomplikowana i nie wiem czy tydzień wystarczy by poukładał wszystkie swoje sprawy. Chociaż kto wie? Czasem  tydzień to aż nadto. W każdym razie wygląda na to, że Marek zdecydował się na rozstanie z Pauliną i związek z Ulą. Mam tylko wrażenie, że nie wszystko pójdzie zgodnie z jego planem i wydarzy się coś co skomplikowaną sytuację, jeszcze bardziej utrudni.

Pozdrawiam i życzę weny smile


Kiedy rodzi się człowiek z nieba spada dusza i  rozpada się na dwie części.
Jedna z nich trafia do kobiety, druga do mężczyzny.
Życie polega na odnalezieniu tej drugiej połowy, połowy swojej duszy, połowy samego siebie...
I believe in SH. I AM SHERLOCKED.

Offline

 

#19 2012-07-21 17:53:21

bea1809
Drugie oczy Uli
Od: Częstochowa
Zarejestrowany: 2009-04-03
Posty: 245

Re: Nasza perfekcyjna miłość

Sincero i MEG, dziewczyny jesteście wspaniałe. Gratuluję wam cierpliwości w czytaniu i śledzeniu losów moich bohaterów wink Wasze komentarze naprawdę są napędem do działania.

Sincero, ja to mam wrażenie, że ty siedzisz w mojej głowie, naprawdę wink Twoja analiza jest dokładnie taka sama jak moja, kiedy piszę rozdział. wink

MEG, trochę tych zwrotów akcji jeszcze będzie.
Tak, to prawda, że wsparcie ze strony ojca bardzo mu pomogło jednak przypadkowe spotkanie zburzyło cały dotychczasowy ład i porządek. Uczucie jakim Dobrzański darzy Ulę jest nieobliczalne, nie da się nad nim sprawować kontroli.

Dziękuję wam za poświęcony czas i zapraszam do kolejnego rozdziałusmile


Rozdział VIII

Świt zastał Marka w drodze do swojego domu. Do domu, gdzie czekała na niego ciężarna żona. Gdy wszedł do sypialni, spała. Z szafy wyjął walizkę i zaczął pakować do niej najpotrzebniejsze rzeczy. Jego ruchy były zdecydowane i szybkie. Wiedział co ma zabrać i wiedział, że musi się spieszyć, bo siedem dni to bardzo mało, a szkoda mu każdej minuty.
Odgłosy Marka, krzątającego się po pokoju, obudziły Paulę. Podniosła zaspane jeszcze powieki.
- Co ty robisz? – zapytała męża.
- Ciii… - Przysiadł na łóżku. – Mamy problem. Sebastian dzwonił i powiedział, że w jednej ze szwalni był mały wypadek i potrzebują, abym tam pojechał. Nie wiem ile to zajmie, może tydzień… - Zwrócił się do niej.
- Ale, która jest godzina?
- Jest jeszcze bardzo wcześnie. Śpij, zadzwonię jak tam dojadę. – Pocałował ją w czoło.
- Jedź ostrożnie – ziewnęła. – Kocham cię. – I już go nie było. Wybiegł z domu z pośpiechem, w końcu czekała na niego ukochana kobieta.

Ula obudziła się niedługo po tym jak Marek wyszedł od niej. Już było dobrze widno. Przetarła zaspane oczy i dojrzała, że na poduszce obok leży jakaś kartka. Sięgnęła i przeczytała: Spakuj się, wyjeżdżamy. Kocham cię. Marek. Jej oczy otworzyły się szeroko ze zdziwienia. Po raz pierwszy pomyślała, że go nie doceniała. Jeżeli ten wyjazd to prawda, to będzie najszczęśliwszą kobietą na świecie. Co tam na świecie i we wszechświecie. Po prostu będzie najszczęśliwsza.
Tak jak Marek polecił w liściku, tak też zrobiła. Spakowała kilka najpotrzebniejszych rzeczy, ale jako że była kobietą, i tak musiała zabrać przynajmniej walizkę średniej wielkości. Gdy w końcu uporała się ze wszystkim, usiadła na łóżku i głośno westchnęła. Pomyślała, że źle robi, ale chwilę później odegnała ten głupi pomysł. Przecież też miała prawo być szczęśliwa.
Usłyszała, że ktoś otwiera drzwi. Zerwała się z łóżka i pobiegła w stronę korytarza. To był Marek. Oczywiście, że był to Marek, bo któżby inny. Niewiele myśląc wpadła mu w ramiona, a on okręcił ją kilka razy wokół osi.  Złożył na jej ustach delikatny pocałunek i przytulił ją. Po chwili, kiedy już się od siebie odsunęli, podał jej czerwoną różę, którą do tej pory trzymał w ręce.
- Śliczna – uśmiechnęła się.
- Kocham cię. Bardzo cię kocham – oświadczył. I jeszcze raz musnął jej usta. – Jeśli chcemy wyjechać, to chyba musimy się zbierać – oznajmił. – A to? – Spojrzał najpierw na bagaż Uli, potem na nią samą.
- No co? To tylko najbardziej przydatne rzeczy. Bo wiesz, w sumie nie powiedziałeś dokąd jedziemy… - Zaczął się śmiać, kiedy zrobiła minę sierotki.
- Dobrze, już dobrze. Chodźmy. – Wyszli, zamykając mieszkanie na klucz. Od teraz mieli istnieć tylko oni. Tylko Ula i Marek – razem.

Paulę obudził silny ból głowy. Otworzyła oczy i już wiedziała, że to nie będzie dobry dzień. Nie mogła brać tabletek, które zażywała normalnie, ze względu na ciążę. Zrobiła więc sobie okład i wróciła do łóżka. Wzięła ze sobą telefon, by spróbować dodzwonić się do męża. Wybrała kolejne cyferki, poczekała na sygnał. Nikt jednak nie odebrał. Powtórzyła czynność, ale tym razem nie usłyszała nawet sygnału. Pomyślała, że telefon mógł się przecież rozładować. Zadzwoniła więc do Heleny i poprosiła o przyjście.


- Kto to? – zapytała Ula, słysząc dźwięk telefonu.
- Nikt – odpowiedział, patrząc na wyświetlacz.
- Uważaj – krzyknęła. – Patrz na drogę, nie w komórkę. Chyba nie chcesz nas zabić – zganiła go. – To była ona, prawda? – Ula diametralnie zmieniła nastawienie do tego wyjazdu. Nie chciała być tą złą, choć i tak nią już była.
- Ula, proszę cię, nie mówmy już o tym, dobrze? – Spojrzał na nią.
- Zdajesz sobie sprawę, że ja… Że ja jestem twoją… kochanką? – Te słowa nie mogły jej przejść przez gardło. – Tak jak wtedy, pamiętasz? Kiedy miałeś Klaudię, Domi, Mirabellę… - wyliczała.
- Dość! – Chciał, aby skończyła wypominać mu jego dawne życie. – Jeśli ktoś tu jest kochanką, to na pewno nie jesteś nią ty. Ty, jesteś kobietą którą kocham. – Chwycił jej dłoń. – Słyszysz? To ciebie kocham. Zrozum to wreszcie. – Nic nie odpowiedziała. Uśmiechnęła się, a to oznaczało, że wszystko zrozumiała.

Helena już od jakiegoś czasu towarzyszyła Paulinie. Nie chciała zostawiać jej samej, zawłaszcza teraz, kiedy termin porodu był blisko. Nie mogła zrozumieć, dlaczego jej syn znów zachował się tak nieodpowiedzialnie.
- Heleno, boję się – zwróciła się do teściowej.
- Paulinko, to naturalne, zaczyna się nowy etap w twoim życiu. – Pogładziła ją po głowie.
- Nie tego się boję. Mam dziwne przeczucie… - Na chwilę zamilkła. Zastanawiała się czy powiedzieć teściowej o swoich domysłach. Nie chciała by Marek miał do niej pretensje o to, że miesza jego matkę do ich spraw. – Pewnie to przez ciążę. – Zakończyła temat. W głębi gdzieś czuła obawę, że Marek nie będzie przy narodzinach ich pierwszego dziecka. Co więcej, nie była pewna jego wierności. Ale obiecała mu ufać i nie będzie snuć domysłów. Postara się do niego dodzwonić, bo skoro nie robi nic złego, to na pewno odbierze.

Dotarli na miejsce. Okolica wydała się Uli dziwnie znajoma. Wysiedli z samochodu i zanim zaczęli wyjmować bagaże, postanowili pójść nad pobliskie jezioro. W końcu Ula zaczęła sobie przypominać.
- Marek, przecież to tu… - zachwyciła się widokiem i wzruszyła pod wpływem wspomnień.
- Tak, dokładnie tutaj zabrałem cię wtedy… - zamilkł jednak nagle.
- Wtedy, kiedy chciałeś mnie uwieść, tylko po to, abym napisała dla ciebie ten cholerny raport. – Powiedziała smutno. Przeszłość wracała.
- Ula, ja nie wiem, jak mogłem być tak głupi… - Zabrakło mu słów, by wyrazić to co chciał.
- Daj spokój. Dawne dzieje… Choć to od tego wszystko się zaczęło. Bardzo się zmieniłam. – Wyznała. Chciał jej przerwać, jednak mu nie pozwoliła. – Wiedziałam jak wtedy wyglądałam. Zakochałam się w tobie i nie ukrywajmy, że ty to wykorzystałeś. – Uśmiechnął się blado. – Wtedy tego nie rozumiałam, ale teraz już tak. Żyłam w świecie, który już od dawna nie istniał. Bo nie ma ludzi do końca dobrych, albo całkowicie złych. Każdy walczy o swoje, a ty wtedy walczyłeś o prezesostwo i o swoje dobre imię. Marek… Pozwól mi też powalczyć o to co kocham – Zatrzymała się i złączyła ich wargi.
- Ula, moja Ula. – Gładził jej włosy. – Popełniłem tak wiele błędów. – Jego oczy się zaszkliły. – Chciałbym cofnąć czas, by móc być z tobą już zawsze, chciałbym zmienić moje życie. Ten mój ślub… Ja byłem wtedy na ciebie zły. Byłem wściekły, że wyjechałaś, że zostawiłaś mnie tu samego. Ale teraz… ten czas jest tylko dla nas. Chodźmy już, wracajmy. – I wrócili. Zabrali z samochodu bagaże i weszli do dużego budynku. W recepcji powitała ich sympatyczna pani.
- Dzień dobry – powiedzieli oboje.
- Dzień dobry. O, pan Dobrzański. Dawno pana u nas nie było. Pokój ten co zawsze? – Ula spojrzała na niego znacząco. Zastanowiła się, co Marek mógłby tutaj robić. W sumie minęło dużo czasu i już pogodziła się z tym, że wiele rzeczy nie zrozumie. On tylko spojrzał na nią i uśmiechnął się.
- Tak, jeśli tylko można, to ten co zawsze. – Nic więcej nie powiedział. Dostali klucz i poszli, w znanym im kierunku. Gdy Marek otworzył drzwi, puścił Ulę przodem.
- Marek, przecież to ten sam pokój, co wtedy. – W jej oczach pojawiły się łzy.
- Przyjeżdżałem tu często, kiedy wyjechałaś… To miejsce przypominało mi o tobie. Dlatego ta recepcjonistka już mnie znała. – Wyjaśnił jej wszystko. – To, co teraz jakieś śniadanko? – zaproponował.
- Świetny pomysł. Tylko najpierw pójdę się odświeżyć.

Cały dzień minął im na  spacerach i rozmowach. Wyjaśnili sobie wszystkie nieporozumienia. Świat istniał tylko dla nich i tylko oni dla świata. Wszystko działo się tak, jakby rzeczywiście cofnęli czas i zatrzymali się na ich pierwszym wyjeździe tutaj. Śmiali się jak para nastolatków, zapomnieli o wszystkich troskach. W końcu zmęczeni wrócili do pokoju.
- O niczym nie marzę, jak o ciepłym prysznicu – powiedziała wchodząc do pokoju. Zamykała właśnie drzwi na klucz i nie zauważyła, że Marek stoi tuż za nią. Gdy chciała się odwrócić, przyparł ją do ściany, rękami uniemożliwiając jej przejście.
- A może marzysz o ciepłym prysznicu ze mną – wyszeptał jej do ucha na co przygryzła wargę.
- Panie Dobrzański, proszę za mną – powiedziała zmysłowym głosem. Patrzył na nią wzrokiem pełnym pożądania. Z każdym krokiem rozpinała kolejny guzik bluzki. Kiedy zostali już bez odzienia, podszedł do niej i wpił się w jej usta. Pocałunek był delikatny i subtelny. Dłonią gładził linię jej kręgosłupa. Pociągnął ją za rękę i wciągnął do kabiny prysznicowej. Odkręcił wodę i zatracili się oboje. Zatracili się w perfekcyjnym tańcu dwojga ciał. Ich dusze połączyły się w jedną, bo od zawsze siebie szukały. Pasowali do siebie idealnie. Badali swe ciała dłońmi, nie przestając się całować. W końcu Marek zsunął rękę nieco niżej, by unieść jej nogę i oprzeć o swoje biodro. Wszedł w nią szybko, zaczęli szaleńczy bieg po szczęście. W łazience słychać było tylko ich przyspieszone, ciężkie oddechy i szum wody…
Zaraz po tym zasnęli. To był bardzo ciężki dzień. To był bardzo szczęśliwy dzień.



Poranek był rześki. Słońce zaglądało już do okien, czym zbudziło Ulę. Otworzyła oczy i zobaczyła, że śpi w ramionach ukochanego mężczyzny. W jej pamięci powróciły obrazy z minionego wieczoru. Uśmiechnęła się do tych wspomnień.
- Nawet nie wyobrażasz sobie jaki jestem szczęśliwy, mogąc obudzić się przy tobie – usłyszała zaspany głos Dobrzańskiego.
- Kocham cię – odpowiedziała mu. On ujął jej dłoń w swoje.
- Wiesz kochanie, jesteśmy stworzeni dla siebie. – Ucałował wierzch jej dłoni.
- Obiecaj mi, że już nigdy mnie nie opuścisz ani nie okłamiesz – powiedziała poważnie.
- Przysięgam, że już nigdy cię nie zawiodę. Szaleje na twoim punkcie. Kocham cię, Ula. – Mówiąc to, patrzył jej w oczy. – Już nic nigdy nas nie rozdzieli – zadeklarował.
- Nie Marek. To nieprawda. Jest coś, a raczej ktoś, kto może nas rozdzielić. To twoja żona i twój syn. – Wzrok utkwił w podłodze.
- Obiecaliśmy nie poruszać tego tematu, tak? – Zerwał się z łóżka po chwili. Był widocznie zdenerwowany.
- Ale oni istnieją, Marek… - powiedziała ze łzami w oczach. Nie spodziewała się, że zareaguje tak gwałtownie na jej słowa. – To może ja też sobie ułożę życie, a spotykać będziemy się co jakiś czas, co? Może faktycznie takie podwójne życie jest fajne. Przekonujesz mnie o tym od pierwszego dnia naszej znajomości. – Ona też podniosła teraz głos. Emocje między nimi rosły.
- Nie mam zamiaru się tobą dzielić. Ciebie kocham i nie będziesz nikogo innego. Nie zniósłbym myśli, że jakiś facet cię dotyka. – Podszedł do niej i przyciągnął do siebie. Ich usta dzieliły centymetry.
- A zostawiłbyś dla mnie Paulę? – Zrobił krok do tyłu wciąż na nią patrząc. – Odpowiedz! – krzyknęła.


Paula po raz setny wybierała numer Marka. Za każdym razem to samo – poczta głosowa. Zaczynała wątpić w ten jego służbowy wyjazd. Nagle poczuła ból w dole brzucha.
- Heleno – zawołała teściową.
- Co się stało Paulinko? – Dobrzańska weszła do pokoju i zobaczyła, że Paula siedzi na fotelu, przestraszona.
- Helenko, to chyba już niedługo – powiedziała. Oczy miała pełne strachu. Nic dziwnego, w końcu wraz z narodzinami miał nastać nowy etap w jej życiu.
- Zadzwonię na pogotowie – stwierdziła ze spokojem.
- A potem jeszcze do Marka, spróbuj jeszcze zadzwonić do Marka – powiedziała.


- Nie odpowiedziałeś… - Czekała na to, co powie. On siedział i patrzył na nią.
- To nieistotne. Najważniejsze jest to, że jestem twój. To ciebie kocham. – W końcu przemówił. Jego słowa nie przekonały jednak Uli. – Paula jest matką moich dzieci, ale to ty jesteś kobietą, którą kocham… - Chciał ją pocałować.
- Nie Marek. Mówisz, że mnie kochasz, ale tak naprawdę nigdy byś się ze mną nie ożenił, bo nigdy nie zostawisz Pauliny. – Wstała z łóżka i pobiegła do łazienki. Po chwili wyszła już kompletnie ubrana.
- Muszę się przejść – rzuciła i już jej nie było.


Believe that dreams come true, because they do. wink

Offline

 

#20 2012-08-19 20:47:48

bea1809
Drugie oczy Uli
Od: Częstochowa
Zarejestrowany: 2009-04-03
Posty: 245

Re: Nasza perfekcyjna miłość

Rozdział IX

Jeszcze długo po jej wyjściu chodził z kąta w kąt, nie wiedząc co zrobić. Nie odważył się za nią pobiec. Zresztą, co miałby jej powiedzieć, kiedy miała rację. Był tchórzem i nie mógł temu zaprzeczyć. Ale prawdą było, że kochał ją bezgranicznie i ponad życie. Tylko za późno sobie to uświadomił. Za późno, bo wtedy był już po ślubie z Paulą. Choć ślub był tylko chęcią zrobienia jej na złość. Tej decyzji nie mógł już cofnąć. Ale tak bardzo pragnął bycia z Ulą. Ona była dla niego ideałem kobiety. Wróciła zmieniona, dużo bardziej stanowcza. Teraz była kobietą, która wie czego chce. Mimo czasu, który upłynął, gdy byli sami znów wracała „stara” Ula. Ta, która była w stanie zrobić dla niego wszystko, ta która dla Marka złamała swe żelazne zasady. Ta, która dała się uwieść, ale też ta, która miała wielkie serce, była dobra, życzliwa, pełna nadziei.
Siedział na fotelu z opuszczoną głową, nie wiedział co zrobić. Minęło już trochę czasu od jej wyjścia i zaczynał się martwić. Wstał i podszedł do okna. Zbierało się na burzę, a z oddali słychać było już grzmoty. Niewiele myśląc wybiegł z mieszkania. Nie miał pojęcia gdzie jej szukać. Poszedł nad jezioro. Wszedł na pomost, na którym kiedyś spędzali razem piękne chwile. Przez moment te obrazy powróciły w jego myślach. Rozejrzał się dookoła i zobaczył postać siedzącą nieopodal przy brzegu. Pobiegł więc w jej stronę. Gdy był na tyle blisko, by zobaczyć, że kobietą siedzącą tam była Ula, zatrzymał się. Chwilę ją poobserwował. Siedziała z nogami podciągniętymi pod brodę. Patrzyła w dal nieobecnym wzrokiem, co jakiś czas z jej oczu skapywała pojedyncza łza.
Podszedł do niej. Zdjął z siebie marynarkę i okrył nią ramiona Uli. Dopiero wtedy zareagowała.
- Marek – wyszeptała.
- Tak… - Ujął jej twarz w dłonie.
- Czym ja sobie na to zasłużyłam? – Spojrzała na niego. – Zawsze cię kochałam. Byłam szczera z tobą – mówiła spokojnie.
- Ula, to wszystko nie jest łatwe…
- Wiem – zaśmiała się. – Nie wszystko jest takie, jakim się wydaje, prawda? – przypomniała słowa, które kiedyś napisał jej w dedykacji. – Ale teraz jesteśmy razem, prawda? – ujęła jego dłoń. Usłyszeli kolejny grzmot.
- Zbiera się na burzę. – Usiadł obok niej i objął ją ramieniem.
- Musimy zaakceptować to, co mamy. – Wyciągnęła ręce w jego stronę, tak jak robi to małe dziecko. Przytulił ją. – Nie mam prawa prosić cię, abyś zostawił Paulę. To ja uciekłam od ciebie. To wszystko moja wina… - mówiła, a jej łzy moczyły koszulę Marka. Znów zagrzmiało.
- Cii… nie mów tak – pogładził ją po plecach, tak, jak dodaje się otuchy.
- Ale nie licz, że będę na każde twoje zawołanie, za każdym razem kiedy pokłócisz się z żoną…
- Nie mów tak… - Zagrzmiało.


Helena wybierała numer Marka już po raz dwudziesty dziewiąty. Nie mogła zrozumieć, dlaczego syn nie odbiera. Sygnał co prawda był, ale nikt nie naciskał zielonej słuchawki po drugiej stronie. Prawdą było, że Paula od kilku godzin leżała w szpitalu i czekała na „ten” moment. Co chwilę pytała o męża, ale co Dobrzańska miała powiedzieć synowej? Że nie ma z nim kontaktu? Nie odbiera telefonu? To by ją jeszcze bardziej zmartwiło. Dlatego uciekła się do kłamstwa. Powiedziała Pauli, że Marek musiał zostać w szwalni, bo sytuacja się skomplikowała i że nie ma tam zasięgu.
Pauliny ta wersja nic a nic nie uspokajała. Była przerażona. Marzyła o tym, aby Marek był tu z nią i towarzyszył jej w tak ważnym momencie jej życia, ich życia. Zamiast męża towarzyszyła jej tylko teściowa i brat, który po raz setny przeklął na Marka. Od zawsze wiedział, że Dobrzański jest nieodpowiedzialny, ale tym razem przesadził. Tylko dla siostry zgodził się zakopać topór wojenny. A teraz wszystko wracało na stare tory. Jego nie ma, kiedy Paula go potrzebuje, i to on, brat, zawsze czuwa przy niej i ją pociesza. Cieszył się, że już niedługo na świat przyjdzie jego pierwszy siostrzeniec. Już sobie obiecał, że będzie go rozpieszczał, będzie najlepszym wujkiem na świecie. Chociaż tyle może zrobić.


Niebo przeszyła błyskawica, na co Ula wzdrygnęła się.
- Powinniśmy już iść – zaproponował Marek.
- Nie, poczekajmy jeszcze trochę… Tu jest mi dobrze – powiedziała spokojnym głosem.
- Przecież ty się boisz burzy – zaśmiał się delikatnie i spojrzał w jej twarz.
- Ale nie przy tobie. – Podniosła się i zbliżyła swoją twarz do jego. – Burza jest… - Pocałowała go. – Nieprzewidywalna. – Oddał pocałunek. – Dokładnie taka jak ja. – Patrzył na zmianę to w jej oczy, to na usta. – Kocham cię – wyszeptała i powtórzyła pieszczotę. Dopiero kiedy usłyszeli grzmot bardzo blisko nich, zerwali się i już śmiejąc się pobiegli do pokoju. Na dworze pociemniało, choć była godzina popołudniowa.
Znów namiętność wzięła nad nimi górę. Już przy drzwiach całowali się jak opętani. Nie potrafili powstrzymać tego, co czują. Przestał istnieć świat. Gdy tylko uporali się z kluczem i weszli do środka, zatrzasnęli za sobą drzwi. Pokój rozświetlały błyskawice. Burza rozpoczęła się na dobre. Tak, jak miał się rozpocząć ich romans. Relacja, na którą Ula wyraziła zgodę, choć wbrew sobie.
Zsunął z jej ramion swoją marynarkę.
- To nie będzie ci już potrzebne – wyszeptał między pocałunkami. Zajął się rozpinaniem bluzki. Guziczek po guziczku. Aż w końcu została w biustonoszu.
- Dobrzański, co ty ze mną robisz? – Jedną ręką mierzwiła jego kruczoczarne włosy, drugą zaś trzymała na jego sercu. Powędrowali w kierunku łóżka, by na nie opaść. Gładził jej ciało. Dla niego było idealne, perfekcyjnie pasowało do jego ciała.
- Kocham cię – zatrzymał się na chwilę. Popatrzył w jej oczy. Ona rozumiała, wiedziała, że powiedział prawdę. – Ja ciebie bardziej. – Powrócili do całowania się. Gdy uporała się z jego koszulą, odpięła pasek od spodni, a potem same spodnie. On odwdzięczył się jej tym samym. Zostali już w samej bieliźnie.
- To ja ciebie kocham bardziej – oderwał się od jej ust i mocno zdyszany powiedział. Potarł swoim nosem o jej nosek, w końcu pocałował jej czoło.
- Marek, pragnę cię – wyszeptała wprost do jego ucha. Nie musiała mówić Markowi nic więcej. Jemu wystarczyły te wypowiedziane przez nią słowa. On też jej pragnął. Szybko uwolnił ich z bielizny i połączył dwa spragnione siebie ciała. Nadciągała kolejna burza…


Paulina trzymała w swoich rękach nowonarodzonego synka. Była szczęśliwa, ale jednocześnie bardzo smutna. Nigdy nie wyobrażała sobie, że dziecko może dać tyle radości, ale też zawsze pragnęła cieszyć się tym faktem z Markiem. A tego wciąż nie było.
- Helena, powiedz mi, co się dzieje? Coś przede mną ukrywacie… - Zaczęła się domyślać. Tym razem przyszedł i Krzysztof mimo coraz gorszego samopoczucia.
- Paulinko, nic się nie martw. Wszystko będzie dobrze, Marek wróci jak tylko upora się z tą sprawą. – Senior próbował ją uspokoić.
- Coś się stało, a wy nie chcecie mi powiedzieć… - Po jej policzku popłynęła łza. – Może miał wypadek, albo… - Bała się dokończyć. – Dlaczego nawet nie dzwoni? Nie interesuje go własny syn?
- Córeczko, Marek wróci za kilka dni. Jak tylko się do niego dodzwonię, to wszystko mu powiem i poproszę, aby zjechał wcześniej. Podobno mają jakiś problem z ubezpieczeniem… - Popatrzył wymownie na żonę, a ona zrozumiała w czym rzecz. - Wiesz ile jest tej papierkowej roboty teraz. – Oboje domyślali się co dzieje się z Markiem, gdzie jest naprawdę i co robi.
- Dziękuję tato – powiedziała.
- Mogę potrzymać Krzysia? – zapytała Helena i po chwili już trzymała go w ramionach.


Obudził się wcześniej niż Ula. Postanowił zrobić im śniadanie. Nastawił wodę, wyjął chleb i… no właśnie nie wiedział co dalej. Poszukał laptopa Uli, uważając go za jedyny ratunek w tej sytuacji. Miał dobre chęci, ale wiedzę w przygotowywaniu posiłków już nieco mniejszą. Po chwili znalazł przepis na jajecznicę. Zabrał się do pracy, chcą zrobić ukochanej niespodziankę jak się obudzi. W międzyczasie napełnił filiżanki gorącą wodą. Zapach świeżo parzonej kawy rozniósł się po całym mieszkaniu, siłą rzeczy dotarł również do nozdrzy Uli. Cieplak uwielbiała ten zapach, dlatego też szybko otworzyła oczy. Ubrała jego koszulę i poszła do kuchni. Chwilę stała w wejściu i przyglądała się z jakim zainteresowaniem i zaangażowaniem Marek krząta się po kuchni.
- Dzień dobry kochanie – Podeszła do niego i cmoknęła go w kark.
- Mmm dzień dobry księżniczko – odpowiedział. Nachyliła się nad otwartym laptopem i na treść przepisu na jajecznicę wybuchła śmiechem. – Z czego się śmiejesz? – zapytał zupełnie nie wiedząc o co chodzi. Wskazała na laptop. – No co?
- Co? Marek, przecież jajecznica to najłatwiejsza rzecz na świecie. – Spojrzała na patelnię. To coś, co tam się znajdowało, to były jajka, ale wyglądem nie przypominały jajecznicy w ogóle. Ale doceniała dobre chęci. – Jak możesz nie wiedzieć jak się robi jajecznicę? – Naigrywała się z niego.
- Kochanie. – Zbliżył się do niej. – To ja się tu staram – zaczął ją łaskotać, tak, że aż zaczęła się śmiać na całe mieszkanie. W końcu usadził ją na kuchennym blacie i zaczął całować. Podwinął lekko koszulę, a Ula objęła go nogami w pasie.
- Widzę, że ktoś ma tu ochotę na coś więcej niż śniadanie – powiedział zadziornie i rzucił się do całowania jej. Językiem znaczył ścieżkę od ust, przez piersi do…
- Marek! – krzyknęła.
- Co? – spojrzał na nią zdezorientowany.
- Jajecznica. – Wskazała palcem na patelnię. – No wiesz co, żeby nawet to przypalić? – Zaśmiała się. Marek szybko zareagował. Odskoczył od niej, chwycił naczynie i podniósł do góry, jednocześnie wyłączając gaz. Nie mógł jednocześnie ukryć podniecenia, co szybko zauważyła Ula i kolejny raz zachichotała lekko się czerwieniąc.
- Z czego się śmiejesz, co? – Wrócił do niej. Ona nic nie odpowiedziała, tylko wymownie na niego spojrzała, to znaczy spuściła wzrok, a on już wiedział o co chodziło. – Okej, to na czym skończyliśmy? – Powrócił do znaczenia ustami ścieżki na jej ciele. Tym razem więcej uwagi poświęcił piersiom. Ujął jedną z nich w dłoń.
Usłyszeli telefon.- Nie odbieraj – poprosił.
- Może to coś ważnego? – zapytała retorycznie. Zeskoczyła z blatu i odebrała.
- Marek, do ciebie. – Bez słowa podała mu telefon. Posmutniała. Chwilę rozmawiał, nie ujawniając zbyt wiele emocji, ale Ula przeczuwała, że stało się coś niedobrego.
- Coś się stało? – zapytała gdy tylko odłożył słuchawkę.
- Paula urodziła. Mam syna. – usiadł na krześle i ukrył twarz w dłoniach. Ula patrzyła na niego jak zahipnotyzowana. A więc syn Marka już się urodził…


Believe that dreams come true, because they do. wink

Offline

 

Stopka forum

Powered by PunBB© Copyright 2002–2018 PunBB
statystyka