BrzydULA - jedyne forum fanów serialu

Forum dyskusyjne miłośników serialu "BrzydULA"

Nie jesteś zalogowany.

#1 2009-04-01 23:43:19

Lukerdis
Przyjaciel Brzyduli
Zarejestrowany: 2009-03-31
Posty: 186

Radosna Twórczość

Witam wszystkich smile
Jestem tutaj nowa, choć na forum zaglądałam już od jakiegoś czasu i bardzo mi się tu podoba smile Kiedyś byłam na forum M jak miłość a potem Kyminalnych i tam były takie tematy, w których każdy mógł wklejać własne opowiadania o serialu lub aktorach. Pomyślałam, że założę tu coś takiego i dam pierwszą część swojego opowiadanka. Piszcie, czy Wam się podoba i czy mam pisać dalej, bo nie chcę pisać nic na siłę smile I oczywiście zapraszam innych do włączenia się w pisanie własnych scenariuszy smile Moje opowiadanie rozpoczyna się już po pierwszym pocałunku Uli i Marka.

BrzydUla cz. 1

Natarczywy dźwięk budzika wyrwał Ulę ze snu. Był wczesny ranek, dwa dni po Wigilii i po tym nieszczęsnym pocałunku z Markiem. Choć minęło już niespełna 48 godzin, Ula nadal nie mogła dojść do siebie. Przez ostatnie dni po prostu nie była w stanie myśleć o niczym innym, prawie nic nie jadła, wszystkie czynności domowe wykonywała machinalnie. Najtrudniej jej było uśmiechać się na siłę i udawać przed rodziną, że wszystko jest w porządku. Dopiero pod osłoną nocy, gdy wszyscy już spali, płakała, wtulając twarz w poduszkę. Ale dziś trzeba było już pójść do pracy, a tym samym spotkać się z Markiem i stawić czoła prawdzie. „Chyba musimy porozmawiać o tym, co się stało” – słowa Marka wręcz prześladowały Ulę, nie dając jej spokoju nawet we snach. Po długich przemyśleniach doszła do wniosku, że okłamie Marka. Spróbuje go przekonać, że pocałowała go tylko przez przypadek, że poniosły ją emocje i żeby nie odbierał tego jako oznakę jakiegoś uczucia względem niego. Ula westchnęła mimo woli.
„Przecież chyba nikt nie uwierzyłby w taką bajeczkę… nawet Wioleta” – pomyślała i uśmiechnęła się smutno mimo woli – „Dobrze, koniec z tym, muszę się wziąć w garść. Przecież Marek nic mi nie zrobi.. najwyżej mi powie, żeby nigdy więcej to się nie powtórzyło…”
Poczuła, że zaraz znów się rozklei, więc czem prędzej założyła okulary, poprawiła wałek na czole i wstała z łóżka. Już kilkanaście minut później siedziała przy stole w kuchni i piła wolno cherbatę. Nie miała apetytu, więc zrezygnowała z jedzenia śniadania.
„Jak tak dalej pójdzie, za kilka tygodni ubędzie mi parę ładnych kilogramów… Dlaczego ten koszmar spotkał właśnie mnie? Marek pewnie ma mnie teraz za głupią i naiwną. Pięknie! Brzydka panna Cieplak następną zdobyczą Marka Dobrzańskiego…”

- Kochanie, nie jesz śniadania? Niedługo powinniśmy jechać – Paulina weszła do sypialni i spojrzała na Marka, który na wpół leżał, na wpół siedział na łóżku i patrzył nieobecnym wzrokiem w ścianę.
- Nie mam apetytu – odparł krótko.
- Widzę, że rozmowny to dziś nie jesteś, zresztą przez całe święta byłeś jakiś nieobecny. Mówiłeś mi coś o problemach Seby, ale nie sądzę, żeby to o niego chodziło.
Paulina usiadła przed lustrem i, zapinając bransoletkę, przyglądała się Markowi spod oka, jednak ten nic nie odpowiedział. Wstała i usiadła obok niego, gładząc go czule po policzku.
- Kochanie… Powiedz mi, przecież po to mnie masz. Wiesz, że możesz mi wszystko powiedzieć.
Marek przysunął się do niej, ujął dłonią jej brodę i, patrząc w oczy, rzucił krótkie:
- Wiem.
Potem pocałował ją w usta, wstał i poszedł szybkim krokiem do łazienki. Paulina zmarszczyła brwi niezadowolona i zawołała za nim:
- To powiesz mi, czy nie?
Ale z łazienki doszedł ją tylko odgłos lecącej wody.

Tego dnia droga do siedziby firmy Febo&Dobrzański nie należała do przyjemnych. Była dla Uli najcięższa z dotychczasowych. Tak trudno nie było jej nawet wtedy, gdy jechała tam po raz pierwszy, ani po tym jak Marek posądził ją o spiskowanie z Aleksem przy tworzeniu prezentacji, ani wtedy, gdy prawie wszyscy w firmie byli do niej wrogo nastawieni. Teraz było o wiele gorzej. W głowie miała mętlik, a przez ostatnie głodowanie robiło jej się słabo.
„Dobrze, jak nie za dobrze… Dobrze, jak nie za dobrze…”

W gabinecie Marka rozległo się pukanie. Dobrzański aż podskoczył w fotelu i zacisnął nerwowo ręce. Poluzował sobie krawat przy szyi, wyprostował się i powiedział głośno:
- Proszę! 
Drzwi się uchyliły i pojawił się w nich Sebastian.
-Można?
- Seba… - Marek odetchnął z ulgą i opadł na fotel – Musisz mnie tak straszyć?
- A co ja takiego zrobiłem? – Sebastian zamknął za sobą drzwi, a potem przysiadł koło Marka na biurku – Coś ty taki spięty? A… pewnie myślaleś, że to brzydula – uśmiechnął się znacząco.
- Ile razy mam Ci powtarzać, że to nie jest śmieszne?
- Nie no, rozumiem, gdyby do mnie przystawiała się taka, delikatnie mówiąc, pokraka, chyba bym stracił ochotę do wszystkiego. I przede wszystkim zdezynfekowałbym usta. Oj, Marek, Marek, zawsze miałeś szczęście do pięknych kobiet, los musiał się w końcu zemścić, ale żeby był aż tak okrutny…
- Seba, proszę cię. Teraz nie pora na żarty. To poważna sprawa.
Sebastian pod chmurnym spojrzeniem Marka spasował i powiedział już bez drwiącego uśmieszku:
- No tak, twoje udziały…
- Ale nie o to mi chodzi – zniecierpliwiony Marek wstał i zaczął nerwowo chodzić tam i z powrotem po biurze - Zresztą, przerabialiśmy już to setki razy…
- Marek, zrozum, przy twoim najmniejszym potknięciu…
- Ula przejmie połowę firmy, a z czasem pewnie całą, w czym pomoże jej ten cały Maciek – dokończył Marek – Już znam na pamięć tą twoją nieprawdopodobną teorię. Ula to nie Klaudia, która kochając bez wzajemności, nienawidzi równocześnie. Zresztą, nie w tym rzecz. Nie boję się o udziały. Ja po prostu…
Usiadł znów za biurkiem i skrył twarz w dłoniach.
- No co? – spytał Sebastian.
Marek spojrzał ze smutkiem na przyjaciela.
- Ja nie chcę, żeby ona przeze mnie cierpiała – wyrzekł cicho.
- I to mówi facet, który złamał dziesiątki kobiecych serc… Wiesz, nie poznaję cię. Nie dość, że jesteś zaślepiony, to jeszcze jakiś dziwnie…
- Ludzki? – spytał Marek.
Jednak nie dane mu było usłyszeć odpowiedzi, bo ktoś zapukał do drzwi. Na twarzy Marka odbiło się napięcie, ale odetchnął głęboko i zawołał:
- Proszę.
Tym razem to była Ula. Nieśmiało stanęła w drzwiach, patrząc na Marka z niepokojem.
- Cześć, Ula – Marek przerwał niezręczną ciszę.
- Cześć. Czy… mam przyjść później? – spytała, patrząc na Sebastiana.
„Błagam, powiedz, że mam przyjść później. Błagam, błagam, błagam…”
- Nie, właśnie wychodziłem – wtrącił Sebastian, zanim Marek zdążył cokolwiek powiedzieć – Pogadamy później – rzucił jeszcze w stronę Marka, i wyszedł szybko, zamykając za sobą drzwi.
Zostali sami. Ani Marek, ani tym bardziej Ula nie wiedzieli, jak rozpocząć rozmowę. Dobrzański już otworzył usta, by zapytać się, dlaczego nie oddzwoniła, ale stchórzył w ostatniej chwili:
- Jak święta?
- Święta? A tak, dobrze.
- Wypoczęłaś?
Skinęła tylko głową. Nie lubiła kłamać. A za chwilę będzie musiała to zrobić… Jednak poczuła, że nie może, że nie ma na tyle siły.
- Marek, ja… sprawdzę, czy jest jakaś poczta do ciebie, dobrze?
Odwróciła się, chcąc wyjść, ale Marek szybko wstał zza biurka, podszedł do niej, chwycił za ramię i zwrócił w swoją stronę.
- Ula, musimy o tym porozmawiać i oboje o tym wiemy.
Pod Ulą ugięły się nogi, ale podniosła umęczony wzrok na Marka. Oczekiwała, że zobaczy w jego oczach pogardę, złość albo surową naganę. Ale nic z tego nie znalazła. Odczuła raczej w jego zachowaniu niepokój, powagę, a nawet smutek. Tymczasem Marek też patrzył na jej twarz. Dopiero teraz, z bliska, dostrzegł jej nienaturalną bladość i zaczerwienione oczy.
„Płakała?” – pomyślał i serce ścisnęło mu uczucie żalu, ale opanował się i spytał:
- To masz teraz chwilę czasu?

Offline

 

2009-04-01 23:43:19

Cindy
Najlepsza doradczyni na forum

#2 2009-04-01 23:52:09

Patty
Zmora Roota
Od: Niezdara / Sosnowiec
Zarejestrowany: 2009-03-20
Posty: 6311

Re: Radosna Twórczość

juz byl kiedys taki wątek, ale psiz dalej, chetnie poznam Twoją wersje (:


kominn aftur og alltalltílæ
samt vantar eitthvað
eins og alla vegginna

Offline

 

#3 2009-04-01 23:59:20

Judyta
Cokolwiek Marka
Od: Wrocław...
Zarejestrowany: 2009-01-29
Posty: 2608

Re: Radosna Twórczość

Fajne podoba mi się taka pogłębiona wersja smile


Będziesz, gdy przez chwilę Cię nie było,
Znów byłeś w moim śnie...                                 
                                          Zmieniłam maila: wojciechowska.art@onet.eu

Offline

 

#4 2009-04-02 09:21:29

dita
Mroczki Pshemko
Zarejestrowany: 2009-03-03
Posty: 651

Re: Radosna Twórczość

Mi również ale taka mała dygresja- herbata przez samo H tongue


mała zastanów się- to bilet w jedną stronę...

Offline

 

#5 2009-04-02 10:44:17

Kirke
Szemrzący typ
Od: Wuwua
Zarejestrowany: 2009-03-24
Posty: 69

Re: Radosna Twórczość

masz talent bez wątpienia, czyta sie jak książkę wink
Pisz dalej, jestem ciekawa Twojej wersji smile


~~ If you obey all the rules you miss all the fun~~

Offline

 

#6 2009-04-02 10:47:50

agaja
Szemrzący typ
Zarejestrowany: 2009-01-15
Posty: 53

Re: Radosna Twórczość

Pisz, pisz. Może kiedyś ktoś wyda Twoją Brzydulę w formie książkowej...

Offline

 

#7 2009-04-02 11:03:48

Lukerdis
Przyjaciel Brzyduli
Zarejestrowany: 2009-03-31
Posty: 186

Re: Radosna Twórczość

Dziękuję za ciepłe słowa i czekam na Wasze opowiadania smile A to następna część mojego:




BrzydUla cz. 2


- Tak, mam teraz czas…
Widziała, że dla niego też to jest niesłychanie trudne. Chyba po raz setny pożałowała tego pocałunku, ale tym razem nie ze względu na siebie, ale ze względu na Marka. Postawiła go w tak przykrej sytuacji…
- Może usiądziemy? – wskazał jej ręką fotel, a sam usiadł na kanapie.
Przez chwilę trwali w ciszy, patrząc na siebie z powagą. W końcu Marek zaczął:
- Ula, chciałbym ci powiedzieć, że kocham Paulinę. Jestem z nią zaręczony i mam nadzieję spędzić z nią resztę życia. Tak naprawdę powinno to być oczywiste, ale chciałem ci to powiedzieć wprost… I jeszcze…
- Marek – przerwała mu Ula, kręcąc głową i ledwo powstrzymując się od płaczu – nie musisz mi tego mówić, ja to wszystko dobrze wiem. I chciałam ci powiedzieć, że… to w samochodzie, nie znaczyło nic dla mnie. Takie głupie zachowanie, można nawet powiedzieć, że z przypadku. Więc przepraszam cię, to była naprawdę głupota z mojej strony. Nie bierz tego do siebie.
Marek wiedział, że Ula kłamie i ona zdawała sobie z tego sprawę. Jednak oboje udawali, że nie wiedzą. Tak było po prostu prościej. W tej chwili nie stać by ich było na coś innego. Przez chwilę patrzyli na siebie w milczeniu, po czym Ula odwróciła głowę w bok. Marek zdążył jednak zobaczyć łzy w jej oczach. W pierwszym odruchu chciał ją przytulić, ale w ostatniej chwili powstrzymał się. Jeszcze parę dni temu w takiej sytuacji bez wahania objąłby Ulę-przyjaciółkę, ale teraz nie mógł sobie pozwolić na takie gesty, bo mogłaby je źle odczytać.  Marek przygnębiony patrzył na jej szklące się od łez oczy. To był rzadki dla niego widok. Najczęściej Ula miała na twarzy szczery, ciepły uśmiech. I pomimo rażącego estetycznie aparatu na zębach, wyglądała wtedy niezwykle sympatycznie, aż chciało się z nią przebywać. Dopiero teraz Marek zdał sobie z tego sprawę. Mimowolnie naszła go myśl, że będzie mu brakować tego uśmiechu…
- Marek, jeśli to wszystko, to chciałabym już pójść. Mam coś do załatwienia w księgowości. Mogę iść?
- Tak, oczywiście – Marek wyrwał się z zadumy – Acha, jeszcze jedno, proszę cię, umów mnie z tym przedstawicielem reprezentacji. Miałem się z nim skontaktować w sprawie podpisania kontraktu.
Skinęła głową i cicho wyszła, zostawiając Marka samego. Przy jej biurku siedziała Ala, która natychmiast do niej podbiegła i przytuliła mocno. Następnie wzięła ją za rękę i pociągnęła za sobą.
- Chodź, pójdziemy w jakieś ustronne miejsce. Będziesz mi się mogła spokojnie wygadać… - popatrzyła na Ule ze współczuciem.
Znalazły jakiś mały, nieużywany gabinet. Ula tego teraz najbardziej potrzebowała: ciszy, spokoju i ramion przyjaciółki, w których mogłaby się wypłakać.

- I co, już po wszystkim? – w drzwiach biura Marka pojawiła się głowa Sebastiana.
Marek leżał na kanapie. Podniósł wzrok na przyjaciela i pokazał ręką, żeby wszedł.
- Tak. To nie było proste. I nadal nie jest. Niby wszystko sobie wytłumaczyliśmy, ale czuję, że sprawa nie jest rozwiązana. Stary, ona naprawdę do mnie coś czuje.
Sebastian siadł na fotelu i zamyślił się.
- Marek, ale zastanów się chwilę, czy rzeczywiście to jest takie złe? Wprawdzie istnieje zagrożenie, że ona będzie chciała się zemścić, ale jeśli wszystko dobrze poprowadzisz, to może będziesz mógł odnieść korzyści z tej sytuacji.
- Jakie korzyści? – Marek miał lekko zaskoczoną minę – Dotąd widziałeś to raczej w ciemnych barwach…
- Ale przemyślałem sprawę i doszedłem do wniosku, że przyda ci się taka wielbicielka. Przecież dużo jej zawdzięczasz, zawsze ci pomaga…
- Pomaga to za mało powiedziane. Na co dzień o tym zapominam, ale tak naprawdę dzięki niej dostałem prezesurę, dzięki niej stworzyłem FD Sportivo, dzięki niej podpisałem kontrakt z prezentacją… Mógłbym jeszcze długo wyliczać.
- Jest profesjonalistką, to jej obowiązki.
- Nie, to coś więcej niż profesjonalizm. Ona oddawała się tej pracy całym sercem. I była przy tym wszystkim oddanym przyjacielem. Świetnie czułem się w jej towarzystwie. Co się tak patrzysz? – zapytał się Sebastiana, który patrzył na niego podejrzliwym wzrokiem.
- Ty jej już tak nie wychwalaj, bo się jeszcze zakochasz – uśmiechnął się drwiąco – Ale skoro mówisz, że jest taka przydatna, to tylko utwierdza mnie w przekonaniu, że możesz wyciągnąć z tej sytuacji korzyści. Zabajeruj ją trochę, tak jak ty to potrafisz robić. Wystarczy się trochę pouśmiechać, dać kwiatek albo jakąś błyskotkę, pójść na lunch i dziewczynę, wraz z udziałami, będziesz miał w kieszeni. Chyba nie chcesz stracić takiej zdolnej, oddanej i wiernej asystentki? A jak ją trochę pouwodzisz, będzie jeszcze bardziej oddana i wierna. I będziesz miał pewność, że będzie słuchała ciebie, a nie Maćka.
W tym momencie Markowi stanął przed oczami list, który kiedyś dostał od Uli, a w nim słowa:
„Nie podoba mi się, że mimo tylu trudnych historii i tylu naszych rozmów, które pewnie, jak się okazuje natychmiast zapominasz (ja pamiętam wszystkie) dalej brniesz w świństwa, które sprawiają przykrość nie tylko tym, którym je wyrządzasz, ale także tym, którzy w ciebie wierzyli, i jeszcze chcą wierzyć.”
- Nie, Seba, ja nie mogę tego zrobić – powiedział stanowczo.
W tym samym momencie do biura weszła Paulina.
- Skarbie, masz chwilkę?
Marek usiadł na kanapie i zrobił miejsce dla narzeczonej.
- Jasne, siadaj.
- Mam wyjść? – spytał się Sebastian, wstając z fotela.
- Nie, zostań – zatrzymała go wyniosłym ruchem ręki i usiadła koło Marka – Zresztą to ciebie też dotyczy. Chciałam się was zapytać, co będziemy robić w sylwestra? To już przecież za parę dni, a ja nic nie wiem. Zwykle planowaliście coś już parę miesięcy wcześniej. Chyba, że to jakaś niespodzianka? Może wyjazd do Włoch, tak jak dwa lata temu? – uśmiechnęła się przymilnie do narzeczonego.
Marek był zaskoczony. Od paru miesięcy był tak pochłonięty pracą, że takie rzeczy jak sylwester, całkowicie wyleciały mu z głowy. Wiedział, że narzeczona będzie wściekła, gdy się dowie, że nic nie zaplanował. Paulina przywiązywała ogromną wagę do zewnętrznej oprawy świętowania wszelkiego rodzaju uroczystości. Ciągle miał w pamięci ich zaręczyny, urządzone z aż przesadną, według niego, pompą.
- Wiesz, ostatnio byłem bardzo zapracowany i tym samym miałem bardzo mało czasu i…
- Chcesz powiedzieć, że nigdzie nie idziemy i spędzimy sylwestra przed telewizorem? – przerwała mu urażonym głosem Paulina.
Sebastian, widząc, co się święci, pospieszył z pomocą Markowi.
- Przecież Marek tego nie powiedział. Przez to, że miał dużo pracy, nie mógł po prostu załatwić czegoś tak wyjątkowego, jak wyjazd do Włoch. Ale za to pomyśleliśmy, że spędzimy tego sylwestra inaczej niż zwykle. Mój znajomy ma willę pod Zakopanym i umówiłem się z nim, w zamian za pewną przysługę, że będziemy mogli spędzić tam sylwestra. Okolica jest przepiękna. Acha, możemy też zaprosić znajomych. 
Twarz Pauliny nieco się rozjaśniła.
- Wspaniale, w takim razie zaproszę Aleksa. Cieszę się, ostatnio jest taki przybity… Dobrze, to ja idę teraz przygotować jakieś zaproszenia, muszę je wysłać jak najszybciej. Chcesz ze mną ułożyć listę gości? – zwróciła się do Marka.
- Co? – wyrwał się z zamyślenia Dobrzański. Znów myślał o Uli.
- Zaproszenia… - chłodno powtórzyła Paulina.
- Acha… Nie, nie. Na pewno poradzisz sobie sama.
- Tak myślałam. Mógłbyś czasami choć udawać większe zaangażowanie naszymi sprawami – rzuciła na odchodnym Paulina i wyszła spiesznym krokiem z biura.
- No, Marek, lepiej nie zadzieraj z Pauliną, żebyś przynajmniej z nią nie miał problemów.
- Seba, ty naprawdę załatwiłeś tą willę pod Zakopanym?
- Tak, choć planowałem tam pojechać sam, ewentualnie z paroma koleżankami – uśmiechnął się – Ale czego się nie robi dla przyjaciół. Urządzimy fajną imprezę, rozerwiesz się trochę. Na pewno ci się to przyda.
- Nie mam ochoty na imprezowanie.
Sebastian spojrzał na Marka z dezaprobatą.
- Coś mi się nie podobasz. Za bardzo się przejmujesz tą brzydulą…
- Ulą, Seba, Ulą.
Sebastian pokręcił głową i wstał z fotela.
- Wyluzuj trochę. To tylko zwykła dziewczyna, w dodatku strasznie brzydka. Zadzwoń do mnie wieczorem, to obgadamy tego sylwestra.
Dobrzański skinął tylko głową. Po wyjściu przyjaciela siedział jeszcze parę minut w bezruchu, z twarzą ukrytą w dłoniach.
„To nie jest zwykła dziewczyna. Jest wspaniała: szczera, pomocna, życzliwa, ciepła. Ale ja naprawdę nie jestem w stanie poczuć do niej nic więcej. Choćbym nie wiem jak chciał, nie jestem w stanie…”

Ostatnio edytowany przez Lukerdis (2009-04-02 11:06:23)

Offline

 

#8 2009-04-02 11:10:16

MuMiNkA
Dzicz i swołota
Od: Za 7 górami, za 7 lasami ...
Zarejestrowany: 2009-02-26
Posty: 6888

Re: Radosna Twórczość

miałam pewne wątpliwości czy powinno się to pojawić w ciekawostkach tongue no, ale skoro Wam się podoba, a mi nie przeszkadza tu ten temat (w końcu jest to jakaś ciekawostka związana z serialem wink) niech tu zostanie... jak ktoś ma inne zdanie niech omija ten temat szerokim łukiem smile

jestem jak najbardziej za ... czekam na kolejne części big_smile

Dita tongue musiałaś się czepić hehe, może to wyjątkowo złośliwy chochlik drukarski  big_smile

Edit: ooo jak na życzenia yikes ja pisałam, a po wstawieniu posta mam już wyżej kolejną część hehe wink


Jaki był ten dzień, co darował, co wziął
Czy mnie wyniósł pod niebo, czy rzucił na dno
Jaki był ten dzień, czy coś zmienił, czy nie
Czy był tylko nadzieją na dobre i złe

Offline

 

#9 2009-04-02 11:29:22

Sewerynka
Szemrzący typ
Zarejestrowany: 2009-03-13
Posty: 62

Re: Radosna Twórczość

No muszę przyznać, że dobrze się czyta. Masz dobry styl, znalazłam tylko nieliczne błędy. Tylko, że ja jakoś nie lubię tego typu opowiadań "na podstawie serialu". Ale Cie nie zniechęcam pisz dalej.

Offline

 

#10 2009-04-02 11:34:20

MuMiNkA
Dzicz i swołota
Od: Za 7 górami, za 7 lasami ...
Zarejestrowany: 2009-02-26
Posty: 6888

Re: Radosna Twórczość

teraz ja się czepię tongue najczęstszy błąd jaki widzę na forach i innych stronach to acha tongue sprawdziłam to kiedyś i jest to jakaś pochodna od achać-zachwycać się, a aha  (często mnie poprawiają, że to taki zespół hehe) to potwierdzenie, zrozumienie... big_smile


Jaki był ten dzień, co darował, co wziął
Czy mnie wyniósł pod niebo, czy rzucił na dno
Jaki był ten dzień, czy coś zmienił, czy nie
Czy był tylko nadzieją na dobre i złe

Offline

 

Stopka forum

Powered by PunBB© Copyright 2002–2018 PunBB
statystyka