BrzydULA - jedyne forum fanów serialu

Forum dyskusyjne miłośników serialu "BrzydULA"

Nie jesteś zalogowany.

#21 2009-04-15 12:14:23

morszczuk
BrzyduloManiak
Zarejestrowany: 2009-04-01
Posty: 1821

Re: GinnyLFC , zobaczymy co mi wyjdzie ;)

dzieki ;p ja wczoraj powiem szczerze tez kibicowalem dla liverpoolu, bo niezbyt przepadam za chealse;p ale wynik zadziwiajacy byl - nie spodziewalem sie ;0


Ver! kiss
Moja brzydulowa grecka tragedia<--!
Wspomoz menela MiszczaFredzia!! KLIK
Kochani: Papuka(mamusia:*)  root(tatuś kiss) i Lana(sorella:***)

Offline

 

2009-04-15 12:14:23

Cindy
Najlepsza doradczyni na forum

#22 2009-04-15 13:18:45

GinnyLFC
Przyjaciel domu Uli
Zarejestrowany: 2009-04-07
Posty: 897

Re: GinnyLFC , zobaczymy co mi wyjdzie ;)

Liverpool zawsze gra do końca , tylko szkoda , że błędy , które popełnili , kosztowało ich odpadnięcie sad Teraz mam nadzieję , że wygra Arsenal , bo najbarziej ich lubię z pozostałych drużyn smile Dobra , kończmy ten temat , bo to forum brzyduli , a nie kibiców piłkarskich , a my sobie uwagi wymieniamy wink A teraz standardowe pytanie , kiedy następny rozdział u Ciebie??


FOM  SEMUMIUWW SWSiOCJT FSiJPH DORIS KTB
MUNDIAL 2010! COME ON ENGLAND! big_smile ...It's coming home, it's coming home, it's coming, football coming home... smile
Liverpool FC- my big love smile You'll never walk alone!

Offline

 

#23 2009-04-18 12:01:39

GinnyLFC
Przyjaciel domu Uli
Zarejestrowany: 2009-04-07
Posty: 897

Re: GinnyLFC , zobaczymy co mi wyjdzie ;)

Po długich męczarniach dodaje drugi rozdział smile Miałam go dodać dwa dni temu, ale tak zatonęłam w waszej twórczości, że nie miałam czasu wink Rozdział będzie dłuższy, bo miały z niego wyjść trzy, ale mój internet ma zawiechy, więc trudno mi nawet wejść na stronę, żeby poczytać i skomentować wasze opowiadania. Znowu nie ma tu za dużo akcji, bo dopiero będę ją rozkręcać, jakoś mi się rozwleka wink


Rozdział 2


Kiedy za Sebastianem zamknęły się drzwi, Marek odchylił się na oparcie krzesła i przymknął oczy. To była dziwna rozmowa. I dziwne były emocje, które wywołała. I bardzo niepokojące. Niepotrzebnie dopatruje się w tym jakiegoś podwójnego znaczenia. Ula to po prostu moja przyjaciółka i nie chcę, żeby ktoś ją skrzywdził. To zupełnie normalne Nie zdążył się do końca uspokoić, kiedy do gabinetu wpadła rozwścieczona Paula. Marek zaklął pod nosem. Jeszcze brakowało mu kłótni z narzeczoną, jakby ten dzień nie był wystarczająco szalony.
– Kochanie, co się stało?
– To prawda?! Powiedz, że to nieprawda!
Marek westchnął i napił się wody mineralnej.
– Paula, o co Ci chodzi? Jestem zmęczony, a mam jeszcze mnóstwo roboty.
– Chcesz zabrać brzydulę ze sobą??
– Tak i prosiłem, żebyś tak o niej nie mówiła. Ona ma imię. Ula!
– Czyś ty zwariował?? Ona wszystko zepsuje! Pamiętasz co było z Terleckim?? Gdyby nie Violetta...
Marek odsunął się gwałtownie od biurka i zaczął chodzić po gabinecie. Czuł ogarniającą go złość.
– Gdyby nie Violetta, nie musiałbym się zaharowywać na śmierć, żeby jakoś uratować ten poroniony pomysł z reprezentacją! I gdyby nie twój brat, który przekonał mojego ojca, że to świetny interes!
– Nie mieszaj w to Alexa! A pamiętasz co było z pokazem?!
– Tak , pamiętam. Pamiętam, ile Ula się napracowała przy jego organizacji, znalazła głównego modela, a kiedy Violka zniszczyła jej sukienkę, nie straciła głowy. To dzięki jej oryginalnemu pomysłowi, Ingrid napisała tak entuzjastyczną recenzję. Dlaczego jesteś do niej tak uprzedzona?
– Nie jestem uprzedzona! To ty jesteś kompletnie zaślepiony!
Ta cała Cieplak coraz bardziej działała jej na nerwy, a Marek nie dawał o niej powiedzieć złego słowa. Jednak prawdziwa dama nie daje się ponieść emocjom i ważne dla siebie sprawy załatwia z subtelną dyplomacją, dlatego też, Paulina postanowiła zmienić taktykę. Podeszła do Marka i położyła mu dłonie na ramionach.
– Marco, nie chcę się kłócić...
– Ja też nie, więc skończmy ten temat.
Paula zbliżyła się do niego i zaczęła go powoli całować. Przygryzła delikatnie jego dolną wargę. Wiedziała, że tym sposobem najwięcej osiągnie. Marek przyciągnął ją do siebie, mrucząc z zadowoleniem. Jego ciało, powoli ogarniało podniecenie. Paula doszła do wniosku, że wystarczająco zmiękczyła narzeczonego i szepnęła:
– Proszę... zrób to dla mnie... Sam sobie świetnie poradzisz... wynagrodzę Ci to...
To było jak kubeł zimnej wody. Nastrój intymności zniknął. Marek odepchnął ją od siebie. Paula spojrzała na niego ze zdumieniem.
– Tak nie będziemy rozmawiać , nie podoba mi się , że próbujesz mną manipulować za pomocą seksu. Nie sądziłem, że zniżasz się do takich sztuczek.
– Nie zmienisz zdania?
– Nie.
– Ona Cię omotała.
Marek przewrócił oczami.
– Paula, nie wymyślaj. Poza tym , ty ze mną nie pójdziesz, prawda? A zaproszenie jest dla dwóch osób.
– Wiesz, że nie mogę. Alex zaprosił mnie do SPA i ... to mój brat.
– Wiem, nic nie mówię, tylko stwierdzam fakt. Uszanowałem twoją decyzję, więc ty uszanuj moją.
– Dobrze! Rób jak chcesz! Ale jeszcze przyznasz mi rację!
Paula wybiegła z gabinetu, zatrzaskując drzwi tak mocno, że aż szyby się zatrzęsły. Ah, ten włoski temperament. Usłyszał jeszcze, jak rzuciła jakąś nieprzyjemną uwagę w stronę Uli, a także Violettę, zapytującą co się stało. Marek otworzył okno na szeroko i oparł się o parapet. Oddychał powoli, wdychając mroźne powietrze. Nie rozumiał, dlaczego Paula tak nie lubi Uli. Przecież dziewczyna nic jej nie zrobiła, a ona była tak okropnie uprzedzona. Miał już dosyć tych bezsensownych pretensji i oskarżeń. Jakby mało miał problemów na głowie! Usłyszał ciche pukanie.
– Marek, mogę wejść?
– Jasne, wchodź!
Ula cicho zamknęła drzwi i oparła się o nie plecami. Marek odwrócił się od okna ze smętnym uśmiechem.
– No co tam? Jakieś problemy?
– Nie, już prawie skończyłam. Wprowadziłam poprawki, wysłałam oświadczenie do prasy, konferencję przełożyłam na jutro rano. Kończę właśnie obliczenia ...
– Co ja bym bez Ciebie zrobił? Odpocznij. Czeka nas długi dzień.
– Dobrze się czujesz? Pani Paulina była zdenerwowana... Viola za nią poszła.
– W porządku, nie przejmuj się. I przepraszam, jeśli coś słyszałaś.
– Nie ma za co, ja... rozumiem.
– Dzięki.
Ula przygryzła wargę. Źle się czuła przez tą aferę. Nie chciała, żeby Marek kłócił się z narzeczoną z jej powodu. Ale gdzieś w głębi, odzywało się maleńkie zadowolenie, jakaś iskierka  nadziei, którą próbowała zdusić. Stanął w mojej obronie ... lubi mnie ... nie jesteśmy tylko asystentką i prezesem. Jesteśmy przyjaciółmi. Marek Dobrzański, mój przyjaciel ... Ula potrząsnęła głową. Nie może się cieszyć czymś, co doprowadziło do kłótni Marka z Pauliną.
– Hej, co jest?
Marek podszedł do niej i zajrzał jej w twarz.
– Nic... tylko ... może Paulina miała rację... może nie powinnam tam z tobą iść... Znowu zrobię coś nie tak i tylko zaszkodzę... nie pasuję do takich imprez...
– Ula, nie zaczynaj. Idziemy razem, chcę żebyś tam ze mną była. Jesteś mi potrzebna. A właśnie! Jeśli jesteśmy przy tym temacie, to mam coś dla Ciebie.
Marek podszedł do szafki i wyciągnął z niej dużą, kolorową torebkę. Wrócił do Uli , szczerząc zęby. Dziewczyna wzięła ostrożnie prezent i spojrzała na niego pytająco.
– Co to?
– Sukienka, pomyślałem, że skoro ta, którą Ci dałem na pokaz F.D Sportivo została zniszczona, to przyda Ci się nowa. Są tam jeszcze buty, zobaczyłem na wystawie i stwierdziłem, że będą pasować.
Ula rozpromieniła się jak słońce w środku lata. Na jej twarzy zawsze było widać wszystkie emocje.
– Nie musiałeś...
– Wiem, ale chciałem.
– Nie wiem co powiedzieć...
– Wystarczy jak podziękujesz.
– Dziękuje...
– Nie otworzysz?
– Tak, już.
Sukienka była śliczna, jeszcze ładniejsza niż ta, którą dostała wcześniej. W kolorze bladej zieleni, z asymetrycznym dołem z lejącego, zwiewnego materiału.
– Jejku, jes t naprawdę piękna... dziękuję...
– Cieszę się, że Ci się podoba. Mam nadzieję , że Cię w niej zobaczę. W tamtej niestety nie miałem okazji. Dobrze ją schowaj, bo znowu będziemy musieli szukać szlafroka.
Przez chwilę patrzyli na siebie z uśmiechem. Ula poczuła, jak jej serce przyspiesza. Tłukło się w klatce piersiowej, jak wróbel uwięziony w klatce. Wtedy ktoś zapukał.
– Proszę! - zawołał Marek.
Do gabinetu weszła Ala. Uśmiech zamarł jej na ustach, gdy ogarnęła całą scenę. Zmartwiła się jeszcze bardziej, zauważając wypieki na twarzy Uli i sukienkę w jej rękach. Na pewno kolejny prezent od szefa. To zdecydowanie zaszło za daleko. Coś trzeba z tym zrobić, bo dziewczyna będzie cierpieć. Ona już cierpiała! Zawsze tak było z nieszczęśliwą miłością. Trzeba było zrobić wszystko, by to się nie pogłębiło.
– To ja... skończę te obliczenia... - Ula wymknęła się z gabinetu.
Ala milczała. Wyleciało jej z głowy, po co tu przyszła. Zastanawiała się, co powinna zrobić. Porozmawiać z Markiem? Jeśli zrobi to subtelnie i ostrożnie, to chyba nic się nie stanie. Nie wiedziała tylko , jak powinna zacząć.
– Coś się stało, Alu? Masz do mnie sprawę?
– Coo?... och ... to przedłużenie umowy, o które prosiłeś.
– Dzięki, od razu to podpiszę i będziesz mogła zanieść do kadr.
Ala splotła nerwowo palce. Czy rzeczywiście powinna się wtrącać? Tak, zdecydowała , bo Ula była dla niej jak córka.
– Marku, moglibyśmy porozmawiać?
– Tak, pewnie! A o czym?
– O Uli.
Marek zrobił zdziwioną minę.
– O Uli? Coś się stało?
–Nie zrozum  mnie źle. Wiem, że jestem tylko pracownicą, ale znam Cię od dziecka, pracowałam jeszcze u twojego ojca i lubię Cię.
– Zaniepokoiłaś mnie. O co chodzi?
– Nie wiem jak to powiedzieć... Hm.. Ula to taka dobra, uczciwa dziewczyna. Ma złote serce. Takim ludziom zawsze jest trudno... Jest taka wrażliwa i uczuciowa. Nie chciałabym, żeby ktoś ją skrzywdził, żeby cierpiała. Ona na to nie zasługuje. Ula jest dla mnie jak córka i ...
Marek uśmiechnął się lekko.
– Kto wie... może niedługo naprawdę nią będzie. Słyszałem, że często widujesz się z panem Józefem. To bardzo miły człowiek i chyba Cię lubi.
Ala zaczerwieniła się, ale nie dała się zwieść z tematu. Pogroziła mu żartobliwie palcem.
– Ty mnie nie zagaduj, nie rozmawiamy teraz o mnie.
– Dobrze, przepraszam. Już będę poważny. Chyba wiem o co Ci chodzi. Posłuchaj, Ula nie jest dla mnie tylko asystentką, ale przede wszystkim przyjaciółką. Ona mnie rozumie jak nikt inny. Wiem, jaka jest i też się martwię. Widzę, jak ludzie w firmie ją traktują i próbowałem temu zaradzić, ale to nie takie proste. Ula zasługuje na wszystko co najlepsze i mogę Cię zapewnić, że przyłożę każdemu, kto ją skrzywdzi.
Alę ogarnęło współczucie dla Marka. To nie była jego wina, że Ula się w nim zakochała. On niczego nie podejrzewał i naprawdę była dla niego przyjaciółką. Skąd biedak mógł wiedzieć, że to prawdopodobnie on będzie tym, przez którego Ula będzie cierpieć? Dlaczego wszystko musiało być takie skomplikowane? To niesprawiedliwe, że byli zaplątani w tak trudną sytuację. Tu nie było prostych rozwiązań. Przez chwilę zastanawiała się, czy nie powiedzieć mu całej prawdy. Ale nie, nie mogła zawieść zaufania Uli. Poza tym, nie miała sumienia dręczyć Marka. Postanowiła, że na razie zostawi sprawę swojemu biegowi i zastanowi się nad najlepszym wyjściem z sytuacji. Chyba sprawa się bardziej nie skomplikuje.
– No dobrze, wracaj do pracy. I powodzenia z kontraktem.
Ala wyszła i zadowoleniem spostrzegła, że Violetta jeszcze nie wróciła, więc mogła chociaż spróbować przemówić do rozsądku Uli. Ula ze skupioną miną pochylała się nad kolumną liczb, ale na jej twarzy nadal błąkał delikatny uśmiech.
– Ulcia, możesz przerwać na chwilę?
Ula podniosła głowę i uśmiechnęła się szeroko.
– Pewnie! I tak prawie skończyłam. Możemy się przejść. Muszę wyciągnąć wstępne projekty od Pshemko.
Ula schowała wszystkie dokumenty do teczki i zamknęła w szufladzie biurka. Ala przyglądała się temu ze zdziwieniem.
– Czy to nie lekka przesada? Zamykasz na klucz?
– W tej firmie jest kilka osób, którym zależy, żeby nam nie wyszło.
Ala pomyślała o Alexie i przyznała w duchu przyjaciółce rację. Wyszły na korytarz i ruszyły w kierunku pracowni Mistrza.
– O czym chciałaś ze mną pogadać?
– Martwię się o Ciebie, widziałam was w gabinecie ... jak na niego patrzyłaś.
Ula nerwowym ruchem poprawiła okulary. Kurde blaszka, a jeśli Marek też zauważył moje spojrzenie? Co ja zrobię? On nie może wiedzieć! Nie może! Zacisnęła nerwowo rękę na szyi i spojrzała na przyjaciółkę, starając się przybrać twarz w pogodny wyraz.
– To nic takiego, rozmawialiśmy o imprezie.
– Marek znowu dał Ci sukienkę.
Drugą, najpiękniejszą sukienkę... Bo tamta została zniszczona...
– To tylko prezent służbowy, żebym się dobrze prezentowała. Od tej imprezy i kontraktu zależy przyszłość firmy.
– Sama się oszukujesz, przecież widzę jak się cieszysz.
– Po prostu sukienka mi się podoba.
Ala zatrzymała się i spojrzała na przyjaciółkę ze współczuciem. Dlaczego to musiało trafić akurat na nią? Dziecko by  zauważyło, jakim wzrokiem Ula patrzy na Marka.
- Ula, martwię się o Ciebie. Nie zrób czegoś głupiego ...
- Panuję nad tym - odparła, ale nie patrzyła Ali w oczy, tylko w ścianę za jej plecami.
Ula odetchnęła z ulgą, kiedy znalazły się przed pracownią Pshemko. Nie była dobrym kłamcą i nie lubiła kłamać, ale nie miała wyjścia. Pomachała przyjaciółce, rzucając na odchodnym, że zobaczą się na lunchu i weszła do środka. Iza uśmiechnęła się na jej widok i pomachała wesoło, ale na razie nie mogła podejść, bo była w trakcie upinania materiału na manekinie. Pshemko jak zwykle strofował swoich podwładnych i narzekał na wszystko, domagając się codziennej porcji gorącej czekolady. Ula zawahała się w progu. Wszyscy w firmie wiedzieli, do czego zdolny jest Pshemko, jeśli nie wypije swojego ulubionego napoju. Dodatkowym powodem do ostrożności był fakt, że Pshemko nigdy za nią nie przepadał. Wprawdzie ostatnio było trochę lepiej, ale to chyba tylko dlatego, że poznała jego małą tajemnicę, dotyczącą danych personalnych. Ula rozważała właśnie czy się nie wycofać i wrócić za pół godziny, ale wtedy do pracowni wpadł Kuba , asystent Mistrza, niosąc dzbanek czekolady. Ula uznała, że może zaryzykować.
– Przepraszam, panie Pshemko... - zaczęła ostrożnie.
Projektant podniósł wzrok znad filiżanki i zmierzył ją poważnym spojrzeniem. Ula nerwowo poprawiła bluzkę.
– Niech Urszula wejdzie.
Ula podeszła do biurka, starając się zachować spokój. Z doświadczenia wiedziała, że Pshemko z byle powodu może wpaść w szał, a musiała wydobyć od niego te projekty.
– Co Urszule sprowadza?
– Ja... chciałam zapytać o te projekty.
– Wysłałem kogoś, by zaniósł do biura Urszuli.
– Och... dziękuje... to w takim razie, ja pójdę...
Ula zaczęła się wycofywać do drzwi , ale Pshemko uniósł dłoń.
– Niech Urszula poczeka.
– Tak?
– Czy Urszula ma kreację na dzisiejszy wieczór? Tej zniszczonej sukienki, chyba nie dało się naprawić.
Najpierw ogarnęło ją zdumienie. O co może chodzić? Chyba nie chcę zaproponować mi pomocy? Nie, to niemożliwe Ale jednak był dla niej miły. Nie określał jej już mianem ''osoby'', tylko mówił po imieniu. Może chociaż trochę udało zmniejszyć jego niechęć? Ula nie była jedyną osobą, którą zdziwiło zachowanie Mistrza, szok było widać na wszystich twarzach. Tylko Iza uśmiechała się szeroko, zadowolona, że pan Przemysław najwyraźniej porzucił niechęć i uprzedzenie w stosunku do Uli.
– Tak, mam. Marek o to zadbał. Ale dziękuje za troskę.
– No dobrze, Urszula może już iść.
– Po prostu Ula, do widzenia i jeszcze raz dziękuje.
Ula wróciła do biura, nadal będąc w lekkim szoku. Zastała tam Violettę, kłócącą się z drugim asystentem Pshemko. Viola próbowała mu wyrwać teczkę z projektami, a on upierał się, że ma dostarczyć do rąk własnych.
– Co tu się dzieje?
Asystent uśmiechnął się z ulgą, widząc ją w drzwiach.
– Pani Urszula! Przyniosłem projekty Mistrza.
- Dziękuje – Ula przejrzała zawartość teczki.
Z ulgą stwierdziła, że projekty nie są za bardzo szalone. Ot, po prostu stylowe i funkcjonalne stroje piłkarskie. I o to właśnie chodziło.
– Nie chciał mi dać tej teczki, dasz wiarę?! - zaczęła marudzić Violetta – Przecież ja mogłam zanieść Markowi. Ten ulizany asystencik myśli, że jest jakimś Małym Księciem.
Ula nawet nie próbowała zrozumieć wypowiedzi Violetty. Przyzwyczaiła się , że Viola zawsze używała przysłów i analogii zupełnie nie pasujących do sytuacji, najczęściej je przekręcając. Nie zwracając uwagi na narzekania koleżanki, weszła do gabinetu Marka.
– Mam projekty!
Marek uśmiechnął się szeroko, a jej serce jak zwykle w takiej chwili, wykonało gwałtowny skok, a w brzuchu pojawiły się motylki. Dlaczego on tak na mnie działa?
– Pokaż, co tam mamy. Mam nadzieję, że Pshemko za bardzo nie nawydziwiał.
– O dziwo nie. W ogóle dzisiaj jest w wyjątkowo w dobrym humorze.
– Jemu też się zdarza – mruknął Marek, przeglądając projekty – Dobra Ula, zbieraj się!
– Gdzie?
– Pojedziesz ze mną na jedno spotkanie, a później odwiozę Cię do domu.
– Dopiero druga.
– Urwiemy się wcześniej, jutro czeka nas ważny wieczór.
Nas ... Mnie i Marka ... Nasz wspólny, ważny wieczór ... Jeśli wszystko dobrze pójdzie, to może kontrakt z reprezentacją stanie się naszym drugim, wspólnym dzieckiem, tak samo jak F.D Sportivo ...  Potrząsnęła głową. Nie wiedziała, skąd jej się wziął zwyczaj prowadzenia wewnętrznych monologów. Robiła to tak często, że było to dla niej jak oddychanie. Zastępowało jej w pewien sposób pamiętnik, który nie zawsze miała przy sobie.
– Ula? Zasnęłaś?
– Co? Och ... nie ... zamyśliłam się ... Wezmę tylko moje rzeczy i będę gotowa.
Ula wyłączyła komputer, posprzątała ołówki i karteczki, walające się po biurku , a dokumenty złożyła w równy stosik i zamknęła z szufladzie. Nie lubiła zostawiać bałaganu. Violetta jak zwykle czytała jakieś kolorowe pisemko, a dokumenty, które miała posortować, leżały nietknięte. Dlaczego ona nie potrafi zrobić nawet najprostszej rzeczy? Poskładanie dokumentów nie wymaga wysiłku umysłowego. Z gabinetu wyszedł Marek, ubrany już w płaszcz, owijając szyje szalikiem.
– Ula, co ty jeszcze robisz?
– Trochę poukładałam. Biorę płaszcz i możemy iść.
Viola, słysząc ostatnią wypowiedź Uli, odłożyła czasopismo i czujnie podniosła głowę. Z usłyszeniem i zrozumieniem poleceń służbowych zawsze miała problem, ale jeśli ktoś miał okazję wcześniej wyjść z pracy, od razu o tym wiedziała. Nawet jeśli był to pracownik z innego piętra. Jakby miała wbudowany jakiś radar. 
– A to co? Zrywacie się z pracy? Razem??
– Idziemy na ważne spotkanie – odparł Marek, świdrując sekretarkę wzrokiem.
Viola mogła nagadać Paulinie jakiś głupot, a wyobraźni nigdy jej nie brakowało i w tym był największy problem.
– To niesprawiedliwe! - zaprotestowała Violetta – Ulka to chodzi sobie z tobą na spotkania biznesowe i pije szampana! Też jestem twoją sekretarką, a muszę tu siedzieć jak jakiś baran ofiarny!
Marek i Ula wymienili spojrzenia, po czym parsknęli zgodnym śmiechem. Teksty Violi chyba nigdy nie przestaną zaskakiwać pracowników Febo&Dobrzański. Violetta zrobiła obrażoną minę.
– Co tak rechotacie, jak jakieś ropuchy?
– Jak co ofiarne, Violu? - chciał się upewnić Marek.
– No baran, baran! - wykrzyknęła z irytacją – Przecież w kościele zawsze mówią coś o baranach i ofiarach. Nie pamiętam dokładnie – dodała, jakby była zdziwiona, że sami na to nie wpadli.
Marek wytrzeszczył oczy, ale Ula przyzwyczaiła się, że procesy myślowe Violi , są tak pokrętne , że trudno pojąć skąd ona bierze swoje oryginalne powiedzonka. Ula dawno przestała tego dociekać. Violetta opacznie zrozumiała ich milczenie.
– Ale ja jestem katoliczką. Ale mam tyle pracy, dodatkowych zajęć i jeszcze ta terapia ... Jestem wierząca, ale nie chodząca.
– Co jesteś??
- No, wierząca, ale nie chodząca. Do kościoła. Nie mam czasu, dasz wiarę??
Do Marka dopiero po chwili dotarło, co miała na myśli Violetta. Chodząca czy praktykująca, dla niej to było bez różnicy. Marek uśmiechnął się szeroko.
- Wiesz dlaczego jeszcze Cię nie zwolniłem? Bo mnie rozśmieszasz. Chodź Ula, bo się spóźnimy.

Ostatnio edytowany przez GinnyLFC (2009-11-22 11:39:58)


FOM  SEMUMIUWW SWSiOCJT FSiJPH DORIS KTB
MUNDIAL 2010! COME ON ENGLAND! big_smile ...It's coming home, it's coming home, it's coming, football coming home... smile
Liverpool FC- my big love smile You'll never walk alone!

Offline

 

#24 2009-04-18 12:09:25

P.Halliwell
BORUBAR
Zarejestrowany: 2009-02-08
Posty: 7770

Re: GinnyLFC , zobaczymy co mi wyjdzie ;)

Cała Viola wink Wierząca, ale nie chodząca heh xD


"Fajnie, że tych dwoje tak się lubi. Może to nawet miłość?"
(Ula o Violi i Sebie w pierwszych odcinkach serialu)

Offline

 

#25 2009-04-18 12:10:59

Papuka
Wesołych Świąt!!!
Od: 100lica/Piaseczno
Zarejestrowany: 2009-04-08
Posty: 32911

Re: GinnyLFC , zobaczymy co mi wyjdzie ;)

Boskie smile przeczytałam jednym tchem. Wspaniale oddajesz charaktery konkretnych osób. Czekam niecierpliwie na next smile


"rżnęli się jak dwie oszalałe siekiery" by słonió big_smile
"Na końcu świata, pośród oceanu niezapominajek, dwie dusze odnalazły się nawzajem." by Mlawer...
"Hold me close and hold me fast The magic spell you cast This is la vie en rose" "La vie en rose"

Offline

 

#26 2009-04-18 12:34:13

GinnyLFC
Przyjaciel domu Uli
Zarejestrowany: 2009-04-07
Posty: 897

Re: GinnyLFC , zobaczymy co mi wyjdzie ;)

Dzięki Papuka , chociaż ja mam wrażenie , że moi bohaterowie żyją własnym życiem i w ogóle mnie nie słuchają wink Rozdział może dodam dzisiaj , jeśli mój internet nie będzie miał humórów smile


FOM  SEMUMIUWW SWSiOCJT FSiJPH DORIS KTB
MUNDIAL 2010! COME ON ENGLAND! big_smile ...It's coming home, it's coming home, it's coming, football coming home... smile
Liverpool FC- my big love smile You'll never walk alone!

Offline

 

#27 2009-04-18 12:50:22

Papuka
Wesołych Świąt!!!
Od: 100lica/Piaseczno
Zarejestrowany: 2009-04-08
Posty: 32911

Re: GinnyLFC , zobaczymy co mi wyjdzie ;)

GinnyLFC napisał:

Dzięki Papuka , chociaż ja mam wrażenie , że moi bohaterowie żyją własnym życiem i w ogóle mnie nie słuchają wink Rozdział może dodam dzisiaj , jeśli mój internet nie będzie miał humórów smile

No popatrz to tak jak moi smile Wymykają się spod kontroli smile


"rżnęli się jak dwie oszalałe siekiery" by słonió big_smile
"Na końcu świata, pośród oceanu niezapominajek, dwie dusze odnalazły się nawzajem." by Mlawer...
"Hold me close and hold me fast The magic spell you cast This is la vie en rose" "La vie en rose"

Offline

 

#28 2009-04-18 12:56:11

J.BiN
Przyjaciel domu Uli
Zarejestrowany: 2009-03-28
Posty: 762

Re: GinnyLFC , zobaczymy co mi wyjdzie ;)

Wierząca nie chodząca Buahahahahahaha

Fajne. No i dłuuugie big_smile


Witajcie! Jestem J.BiN i jestem Brzyduloholiczką... wink

Kochani:Wszyscy którzy tworzą oraz czytają. Bo są wyjątkowi i jak najbardziej NAJWSPANIALSI! kiss
Wy też "Owocujcie miłością" wink

Offline

 

#29 2009-04-18 13:05:23

Alarm
Poszukiwaczka truskawek
Od: Gdańsk
Zarejestrowany: 2009-04-13
Posty: 3561

Re: GinnyLFC , zobaczymy co mi wyjdzie ;)

haha, nieźle , nieźle. ;D Violka jak zawsze zaskakuje. Czytam to i normalnie pomyślałam, że to scenariusz do serialu. Wszystko takie realistyczne i w ogóle. ;p Bardzo mi się podoba i czekam na dalsze części. smile


.

Offline

 

#30 2009-04-18 13:09:22

veronicty
Ma duże Wi
Od: Łódź
Zarejestrowany: 2009-03-25
Posty: 11648

Re: GinnyLFC , zobaczymy co mi wyjdzie ;)

Jakbym Violę słyszała w tym ostatnim dialogu!
Ten rozdział był taki jak odcinek. Wszystko było idealne!
Marek-Markowy, Ula-Ulowa, Viola-Violowa, Pshemko-Pshemkowy,
Ala-Alowa, Iza-Izowa. No normalnie cud, miód i rzeżucha! big_smile


Aleksander Febo ma wieczną świnkę!
Nabijam na lasta i mi z tym dobrze!
Kocham się w Jarku Leczo. - by Strósia.
H.U.M.O.R.

Offline

 

Stopka forum

Powered by PunBB© Copyright 2002–2018 PunBB
statystyka