BrzydULA - jedyne forum fanów serialu

Forum dyskusyjne miłośników serialu "BrzydULA"

Nie jesteś zalogowany.

#1 2009-07-13 21:53:08

milek1986
Osoba
Zarejestrowany: 2009-07-13
Posty: 22

To jak ja wyobrażam sobie ciąg dalszy...

Witam wszystkich smile Nigdy nie brałam czynnego udziału w forach, dopiero uczę się na czym to polega. I mam świadomość, że sporo straciłam. Muszę się jednak przyznać, że od dawna czytam wasze opowiadania i jestem pod ogromnym wrażeniem smile szczerze was podziwiam i pozdrawiam. Chciałam też podzielić się z wami, tym co w wolnym czasie napisałam. Nie jest to nic specjalnego, tylko moje wyobrażenie o tym, jak będą wyglądać kolejne odcinki mojego ulubionego serialu. Jeszcze dokładnie nie dopracowałam, co to będzie.  Może to trochę już oklepane, ale zapraszam do czytania:) Napiszcie, czy jest sens pisać dalej smile

Dwoje ludzi w gabinecie prezesa F&D, poprawka dwoje całujących się ludzi. Ona leży na biurku, on napiera na nią coraz bardziej. Sytuacja staje się intymna, świat zaczyna wirować, powietrze w gabinecie robi się gęste.  Oboje są pochłonięci sobą, mimo to przez ich głowy przelatuje tysiąc różnych myśli.  Ona stara się poukładać sobie w myślach to czego właśnie doświadcza, a on toczy wewnętrzną  walkę:
,,Ona jest taka delikatna, jak mogę być takim świnią, żeby jej to zrobić?! Nie mogę, nie chce, nie potrafię… Jednak jej usta są tak miękkie, oddaje moje pocałunki. Hmm… powiedziałbym nawet, że jest w tym coraz lepsza. Może jednak mój PLAN B, nie jest aż taki zły. Ja uratuje swoje weksle, a ona zazna trochę przyjemności, w końcu Domi, Klaudia, Joaśka były zadowolone.  Może powinienem sobie wyobrazić, że teraz całuję którąś z nich, będzie mi łatwiej… Nie, STOP, przecież to Ula, moja przyjaciółka. Jedyna osoba w tej firmie, na którą mogę zawsze liczyć, która zawsze pomoże… dotyk jej dłoni jest taki czuły,. Cholera! Te wielkie czerwone okulary, musze je zdjąć, bo  przeszkadzają, dobrze teraz bluzka. Jeden guzik, drugi… ‘’
,,On mnie całuje, całuje i to jak?! Mnie Ulę Cieplak. Prostą dziewczynę z Rysiowa. Jest tak cudownie, jego zachłanne usta na moich. Zaraz chyba umrę, umrę z nadmiaru szczęścia. Ooo… rozpina mi bluzkę. Marku dobrzański, co robisz?! Co ja robie?! Przecież ja tak nie mogę, nie tutaj, nie tak”.
- Marek proszę…  powiedziała ledwie słyszalnym, błagalnym tonem. Jednak Marek zdawał się tego nie słyszeć, zatracił się zupełnie w tym co robił. Ula musiała odepchnąć Marka, ten z zawodem na twarzy spojrzał na nią. Do głowy przyszło mu tylko jedno proste pytanie:
- Dlaczego?
- Ja tak nie mogę, nie potrafię tak. Nie jestem jedną z twoich… Ula wypowiedziała te słowa z pewną obawą. Marek nawet nie starał się ukryć zawodu i złości.
- Nie jesteś jedną z nich, jesteś dla mnie…
- No właśnie kim, ja dla Ciebie jestem?! Proszę powiedz mi, bo ja się pogubiłam.
Jednak nie usłyszała odpowiedzi, bo w drzwiach właśnie pojawiała się Violetta z telefonem w reku.
- ooo…. Co wy tutaj robicie?
- Pracujemy, a co ? Nie widać?! Tak właściwie to co ty tutaj robisz?
- Yhy ja… Przyszłam pomóc, no bo wiecie co trzy głowy to nie jedna.
- Chyba co dwie…
- Oj dwie, czy trzy. I tak wszystko spada na jedna głowę. Stwierdziła rezolutnie Viola. Jej uwadze nie umknął fakt, ze Ula nie ma na nosie swoich wielkich, obrzydliwych okularów, ale nie zapytała o to głośno. W zasadzie co ją obchodzi brzydula, skoro szansa na odzyskanie przyjaźni Pauliny przeszła jej koło nosa. Chociaż w zasadzie jeszcze nie wszystko stracone, bo w malutkiej tlenionej główce Violetty Kubaśniskiej  zaczął kiełkować z pozoru niewinny pomysł.
- Dobra, nie ważne. Przyszłaś nam pomóc tak? Proszę to są zestawienia kosztów z ostatnich 3 miesięcy uporządkuj je chronologicznie.
- chro co?! O już tak późno, nawet nie zauważyłam jak ten czas idzie. Wiecie przepraszam was bardzo, ale już jestem spóźniona. Wy i tak sobie z tymi ,,papiurkami” radzicie bardzo dobrze.  Powiedziała i wybiegła z gabinetu. Całej rozmowie przyglądała się bez słowa Ula.
- Ula na czym skończyliśmy?  Może jednak zamówimy coś do jedzenia? Ula co się dzieje?
- Nic, wszystko jest w porządku. Nie, nie jest w porządku. Ja tak nie mogę, ciągle coś lub ktoś nam przerywa. Ja musze pomyśleć, bo to wszystko jest bez sensu. Powiedziała prawie ze łzami w oczach i wybiegła z gabinetu.
-Ulaaaa…. Zdążył tylko krzyknąć Marek, jednak ona nie zareagowała. Stał tak i patrzył przed siebie. Myśl, myśl , plan nie wypalił, musisz ją jakoś przekonać, bo inaczej wszystko stracone.

Ula popędziła w kierunku windy. Gdy już była na zewnątrz nie wiedziała co ze sobą zrobić. Pojechała nad Wisłę, musiała to wszystko sobie poukładać. Odkąd poznała Marka, w jej życiu tyle się dzieje. Musi się w tym wszystkim odnaleźć, przewartościować pewne sprawy. Kocha go, on jest dla niej najważniejszy na świecie, jednak czy dłużej tak wytrzyma… usiadła na przewróconym pniu drzewa i zatraciła się w swoich myślach.

Marek pojechał do domu, w zasadzie nie bardzo miał na to ochotę, ciągle miał w głowie ostatnie pretensje Pauliny, o to, czy o tamto. Na pewno znowu będzie kłótnia. Miał już tego dosyć. Może po ślubie się zmieni, Paula przestanie mieć do niego żale, bo już osiągnie swój cel. Za około 3 tygodnie będzie już po wszystkim, lecz czy on naprawdę tego chciał? Paulina siedziała na ich łóżku, przewracała beznamiętnie kartki jakiegoś  czasopisma. Gdy tylko wszedł jej narzeczony, podniosła głowę:
- Marco, znowu to samo?! Kiedy w końcu zaczniesz wracać z biura o przyzwoitej porze? Co dzieje się tam tak absorbującego, że nie możesz tego załatwić następnego dnia?! A może nie byłeś w biurze?! Na pewno znów masz kogoś?!
- Paula, proszę przestań, jestem zmęczony- powiedział zrezygnowany.
- Możesz być pewny, że prędzej czy później dowiem się wszystkiego – powiedziała ze złością Paulina i rzuciła magazynem w drzwi łazienki za którymi zniknął Marek.
Marek w łazience zaczął się przebierać w piżamę. Krawat i marynarkę, położył gdzieś niedbale, rozpiął i zdjął koszulę.  Spojrzał w lustro. Zapytał sam siebie kogo w nim widzi. Oszust, kłamca, krętacz… takimi słowami potrafił siebie w tej chwili określić. Spojrzał sobie w oczy, wymagało to od niego dużego wysiłku, a to co w nich zobaczył przeraziło jego. Nigdy nie był tak zagubiony, w oczach było widać przerażenie. Co ja mam zrobić? Dlaczego to wszystko jest takie trudne? W tym momencie zadzwonił jego telefon. Odebrał.
- Marek, musimy porozmawiać. Muszę to skończyć. Ja naprawdę tak nie potrafię. Powiedziała łykając łzy.
- Ula nie mów tak, gdzie jesteś? Ty płaczesz?! – zapytał przestraszony.
- Jestem nad Wisłą, chciałam pomyśleć. Opisała miejsce w którym się znajduje.
- Poczekaj tam na mnie, zaraz będę. Szybko pozbierał ubrania i nie zwracając uwagi na Paulinę wybiegł z łazienki.
- Marek, gdzie idziesz w środku nocy!
- Muszę, coś załatwić. Stwierdził lakonicznie, aby w końcu dała jemu święty spokój.
- Zostań w domu! Nidzie nie pójdziesz, to co masz załatwić poczeka do rana.
- Nie mogę, przyjaciel mnie potrzebuje. Muszę iść. Stwierdził zirytowany i wybiegł z domu.
Jechał nad Wisłę, musi wybić Uli z głowy takie, pomysły. Ona nie może jego zostawić, po prostu nie może. Nie pozwolę jej na to. Myślał, przestraszony wizją pracy bez niej. Tylko czy aby na pewno jedynie pracy… niestety ta wątpliwość pozostanie na razie nie wyjaśniona. Gdy dostał na miejsce zobaczył Ulę. Siedziała skulona na pniu, płakała.
- Ula, co się dzieje?
- Nic się nie dzieje, podjęłam decyzję. Powinniśmy zakończyć to co jest między nami. Nigdy nie powinniśmy wykraczać, poza płaszczyznę szef-asystentka. Marek zbladł, nie wiedział, jak zareagować.
- Przepraszam, powiedział siadając obok i otulając Ulę kocem, który zdarzył wyjąć z bagażnika samochodu. To wszystko moja wina, myślę tylko o sobie. O swoich problemach. Jestem egoistą, ale tylko przy tobie potrafię zapomnieć o wszystkim.  Nie odbieraj mi tego.
- Marek ja… nie udało jej się dokończyć, bo złożył na jej ustach delikatny pocałunek, wiedział, że tylko w ten sposób przekona Ule. Na szczęście odwzajemniła pocałunek, to już połowa sukcesu. Wydawało się jemu, że pocałunkami przekaże jej jak bardzo jej potrzebuje. Że to właśnie pocałunki utwierdzą ją w przekonaniu, że on ją … no i pojawia się to słowo. Ona musi tak myśleć. Wiem, że to okrutne, ale tylko tak potrafię utrzymać kontrolę. Nad nią, a tym samym nad swoimi udziałami.
- Ale Marek, Ula odsunęła się na bezpieczna odległość. Co z Pauliną? Co z firmą?
- Ja niczego od Ciebie nie oczekuję, po prostu bądź ze mną. Potrzebuje Ciebie. Proszę – ostatnie słowo wypowiedział tak błagalnym tonem, że coś ścisnęło Ule za serce. Była już pewna decyzji jaką właśnie podjęła.
- Dobrze, jeszcze raz to dokładnie przemyśle. Może uda się znaleźć jakiś inny sposób niż, fałszerstwo. Wypowiadając ostatnie słowa wstała. Marek poszedł za nią, odwrócił ku sobie, ujął jej twarz w dłonie i pocałował.
- Dziękuję obiecuje, że ta sytuacja jest przejściowa po zarządzie wszystko wyjaśnię. Przytulił ją tak mocno, że prawie straciła oddech z wrażenia. Zauważył, że drży.
- Zimno Ci? Musimy coś na to poradzić, powiedział z figlarnym uśmiechem. I zabrał się od zbierania gałązek, po czym niezbyt udolnie acz z gracją rozpalił ognisko. Oboje usiedli na konarze, Marek objął ja ramieniem. Czuła się bezpieczna i kochana.

Siedzieli tak długo, rozmawiali, żartowali. Zręcznie omijając temat Pauli i firmy. Uwielbiali swoje towarzystwo. Niestety nic nie trwa wiecznie, trzeba było wracać do domu. Marek odwiózł Ule. Na zakończenie cudownego wieczoru, pocałował ją delikatnie. Miał dziwne wrażenie, że jeśli zacznie na nią naciskać wszystko straci. Pojechał do domu. Paulina na szczęście już spała. Jutro z nią porozmawia. Również położył się spać, myśląc, że to wszystko jakoś się ułoży. Ula natomiast długo nie mogła zasnąć. Myślała o tym, co powiedział jej marek. Wiedziała, że musi jemu pomóc, że chce to zrobić. Nie pozwoli, aby cierpiał. Przecież na tym właśnie polega miłość, trzeba schować w kieszeń swoją dumę, aby pomóc najukochańszej osobie. Nie ważne jest to co my możemy z niej czerpać lecz ile my możemy z siebie dać. Zasnęła z przekonaniem, ze podjęła słuszną decyzję…

Ostatnio edytowany przez milek1986 (2009-07-16 18:12:58)


Pękło niebo na pół i pod stopami ziemia…

Offline

 

2009-07-13 21:53:08

Cindy
Najlepsza doradczyni na forum

#2 2009-07-13 22:22:32

aguśka52
Znawca Brzyduli
Zarejestrowany: 2009-03-22
Posty: 500

Re: To jak ja wyobrażam sobie ciąg dalszy...

Troszkę błędów m.in

Ule

Ulę

Marek dobrzański

Marek Dobrzański, ale ujdzie w tłoku big_smile
ogólnie podoba mi się smile


kiss

Offline

 

#3 2009-07-13 22:43:57

Selly
Najwierniejsza Fanka Lwiątka
Zarejestrowany: 2009-05-21
Posty: 2163

Re: To jak ja wyobrażam sobie ciąg dalszy...

Bardzo fajne, mam nadzieję, że masz pomysł na dalszą akcjęsmile Trzymam kciuki:)


Jestem pogrążona w rozpaczy. Jestem na najczarniejszym dnie najczarniejszego oceanu. Boże, chyba się upiję!
Jakcykuś - moja przerażająca siostrzyczka tongue

Offline

 

#4 2009-07-13 22:43:58

sylweczka
Dzicz i swołota
Od: Białystok
Zarejestrowany: 2009-01-30
Posty: 6912

Re: To jak ja wyobrażam sobie ciąg dalszy...

pisz dalej, pisz big_smile


if you do what you always did, you will get what you always got

Offline

 

#5 2009-07-13 22:55:09

Strychnine
Szef nocnej zmiany
Od: Ravenclaw
Zarejestrowany: 2009-04-09
Posty: 12582
Serwis

Re: To jak ja wyobrażam sobie ciąg dalszy...

Problem z zapisem dialogów. W pewnym momencie zgubiłam się, co jest wypowiedzią, a co nie. Ale generalnie całkiem ok tongue


FOM SEMUMIUWW AfF FSiJPH SNiSUM&UwS GNAJ DORIS MDUC

This is my timey-wimey detector. It goes ding when there’s stuff. - The Doctor

Offline

 

#6 2009-07-13 23:11:14

Ciocia
Zbanowany
Od: Tarnów
Zarejestrowany: 2009-06-25
Posty: 315
Serwis

Re: To jak ja wyobrażam sobie ciąg dalszy...

Bdb ! big_smile


- On mnie normalnie zje bez mydła..
- Zobacz nogi trzęsą mi się jak nóżki w galarecie..

Offline

 

#7 2009-07-13 23:26:09

domina
Drugie oczy Uli
Od: Sierakowice
Zarejestrowany: 2009-06-08
Posty: 274

Re: To jak ja wyobrażam sobie ciąg dalszy...

super big_smile


"Co to jest prawdziwa miłość, wiedzą tylko kobiety brzydkie, piękne - umieją zaledwie uwodzić"
Audrey Hepburn        kiss

Offline

 

#8 2009-07-14 21:54:29

milek1986
Osoba
Zarejestrowany: 2009-07-13
Posty: 22

Re: To jak ja wyobrażam sobie ciąg dalszy...

Dziękuję za opinie. Miło, że ktoś to czyta  to moje zwyczajne opowiadanko smile A oto nastepna część:

II.

Następnego dnia poranek Marka był okrutny, Paulina krzykiem chciała wyciągnąć od niego informacje z kim spotkał się wczoraj w nocy. Po raz kolejny się pokłócili, bo Marek nie miał ochoty na tłumaczenia. Ubrał się tylko pośpiesznie i pojechał do pracy.
Ula natomiast wstała szczęśliwa.  Świat wydawał się bardziej kolorowy. Życie cudowne, mimo, iż pełno w nim trudnych decyzji do podjęcia. Zrobiła śniadanie dla całej rodziny. Wesoła jak skowronek ubrała się bardziej starannie niż zazwyczaj i pojechała do pracy.
W siedzibie F&D. Marek już siedział w swoim gabinecie i z niecierpliwością czekał na swoją asystentkę. Czas dłużył się jemu niesamowicie. Mimo woli, bawił się swoim samochodzikiem ze  biurka i analizował to co tutaj właściwie zaszło. Ula się wściekła, sam nie wiedział w końcu dlaczego. Chyba nigdy jej nie zrozumiem, ona jest naprawdę inna- myślał. Violka nam przeszkodziła, a gdyby nie przeszkodziła, do czego mogło by dojść? Odpowiedź była prosta, chyba zrealizowałbym swój plan do końca. Chociaż z drugiej strony do obsługi Ulki nie można opracować planu, ona by do tego nie dopuściła. Na co ja liczyłem, że zachowa się tak jak tamte. Muszę  z nią postępować delikatnie.[/i] W tym momencie usłyszał pukanie. Weszła Ula.
- Cześć, możemy porozmawiać?
- Cześć, powiedział Marek i uśmiechnął się do niej, pokazując te cudowne dołeczki. Właśnie myślałem o nas… no i znowu to samo, czy ja nie mogę najpierw pomyśleć a dopiero potem chlapać tym językiem- pomyślał.
- Chciałam tylko powiedzieć, że postanowiłam przystąpić do konkursu na dyrektora finansowego.
- To wspaniale, stwierdził Marek z zadowoleniem i podszedł do Uli. Nie kryjąc radości i ulgi, pocałował ją. Tak po prostu, bez wcześniejszego planu. Spontanicznie.  Następnie wyjął z biurka wytyczne i wręczył jej.
-To są wytyczne do konkursu, musisz wykonać prezentację. Startuje tez Turek, ale wiem, że dasz sobie rade.
- Postaram się, lepiej zajmę się tym od razu. Stwierdziła i wyszła.
Marek został sam, zajął się pracą. Ula zabrała się za robienie prezentacji.  Dzień szybko minął. Ula skrupulatnie przygotowywała prezentację na konkurs, nie zauważyła nawet, gdy minęła 17. Wydawać by się mogło, ze wszyscy oprócz Uli i prezesa opuścili biuro. Ona zajęta projektem, nie zwracała uwagi na to co dzieje się dookoła. On stał przed oknem i wpatrywał się w jakiś punkt. Zastanawiał się, jak wybrnąć z sytuacji w której się znalazł. Jak odkręcić ze swojej szyi pętle, którą z  każdym dniem zaciskał sobie coraz bardziej. Stał przed dylematem. Miał do wyboru dwie opcje. Skrzywdzić Ulę, czy stracić pozycje prezesa? Ona lub ja. Oboje nie wyjdziemy z tej sytuacji cało. Ktoś musi być ofiarą. Ula nawet nie wiesz jak mi przykro, jednak nie mogę się już wycofać. Muszę cie przekonać. Musisz podrobić ten raport, nie mogę stracić prezesury. Jeśli przedstawię prawdziwy raport stracę wszystko. Ojciec znowu się na mnie zawiedzie,  Paulina będzie wściekła, a Aleks będzie triumfował. Nie mogę do tego dopuścić. Wyrwał się z zamyślenia , zebrał swoje rzeczy i wyszedł z gabinetu.
- Ula, Ty jeszcze tutaj? Dokończysz to jutro. I tak na pewno wygrasz z tym yhy ,,pomagierem Aleksa”.
- Jeszcze tylko chwile, skończę to i pojadę do domu.
- Nie ma mowy. Zbieraj się. Odwiozę cie do domu.
- Ok., w końcu, to ty jesteś tu prezesem. Powiedziała zbierając się do wyjścia.
- Tak, a ty będziesz dyrektorem finansowym. Stwierdził Marek posyłając jej jeden ze swoich specjalnych uśmiechów. 

Rozmowie przysłuchiwała się Viola, która wróciła do biura, bo zapomniała katalogu z nowymi ciuchami ekskluzywnej firmy, na które oczywiście nie było ją stać. I aby kupić sobie nowa sukienkę musiałaby popaść w kolejne długi. Jednak teraz, to był jej najmniejszy problem, ponieważ w końcu  spotka kiedyś swojego super bogatego księcia z bajki – sponsora. Teraz jej myśli zaprzątało coś zgoła innego, a mianowicie znalezienie sposobu na odzyskanie ,,przyjaźni” Pauliny.  I chyba właśnie znalazła ten sposób, podniosła brew, przymknęła jedno oko i uśmiechnęła się do siebie, gratulując sobie w duchu geniuszu.  Wyjęła telefon, wybrała numer Pauliny. Zadzwoniła:
- Słucham.
- Paulinko, Kochanie. Wiem, że jesteś na mnie zła, ale proszę daj mi jeszcze jedna szanse. Tym razem dostarczę ci niestłuczone dowody na zdradę Marka. Powiedziała na jednym tchu, bojąc się, że Paulina się rozłączy.
- Masz ostatnią szanse. Odezwij się dopiero jak będziesz coś miała. Stwierdziła chłodno i zakończyła połączenie.
Marek odwiózł Ulę do domu. Nie rozmawiali dużo w czasie drogi. Nawet rozumiał tę ciszę i był z niej zadowolony. Ula pocałowała Marka na pożenienie w policzek i szybko pobiegła do domu. On wiedział, że jest jej ciężko. Jemu też nie było łatwo, w jej rękach były jego losy.
Nadszedł dzień konkursu. Ula z napięciem wyczekiwała godziny 11, o której to wszystko miało się rozstrzygnąć. Decyzje kto zostanie dyrektorem finansowym miał podjąć Krzysztof, po zapoznaniu się z prezentacjami kandydatów i krótkiej rozmowie z zainteresowanymi. Marek starał się ją podtrzymać na duchu. Zapewniał, że wygra, bo jest najlepsza. Ale ona nie miała, aż takiej pewności.
W tym samym czasie Aleks w swoim ex gabinecie strofował Adama.
- Przygotowałeś się rzetelnie do tego konkursu?
- yhy. Mina Adama nie była zbyt przekonująca.
- Co to ma znaczyć?! Wiesz dobrze, że teraz możesz liczyć tylko na siebie. Nie będę cie trzymał za rączkę jak małe dziecko. I tak zrobiłem dla ciebie wystarczająco dużo.
- Aleks spoko. Wiesz dobrze, że dokopie temu paszczakowi.
- Uważaj, żeby ona nie dokopała tobie.
- Kurrrrrteczka. Spokojnie, ja mam wszystko obcykane. Wykurzę ja razem ze tym jej szabatem czarownic na łysą górę. Stwierdzając to uśmiechnął się głupkowato.
- Lepiej przecenić siły wroga, niż ich nie docenić. Pomyśl o tym. W zasadzie, czego ja wymagam…  Powiedział Febo i wyszedł. Nie zaszczycając nawet swojego podwładnego słowem. Do widzenia.
W sali konferencyjnej zebrali się już wszyscy. Aleks, Paulina, Marek, Krzystof i Helena. Ula i Adam czekali w skupieniu na rozwój wypadków. Krzystof poprosił najpierw Adama o wystapienie, następnie Ule. Obie prezentacje były dobre, jednak tylko jedna mogła wygrać. Po etapie prezentacji prezes senior wyprosił wszystkich z konferencyjnej i odbyła się rozmowa z zainteresowanymi kandydatami. Krzysztof miał trudny orzech do zgryzienia. Miał obawy czy tak młoda i niedoświadczona osoba jak Ula poradzi sobie z obowiązkami dyrektora finansowego. 
Wszyscy w napięciu wyczekiwali na jego decyzję. Marek tam i z powrotem przemierzał długość swojego gabinetu, starał się podtrzymać Ule na duchu, jednak sam się denerwował. Nawet mocniej niż, gdyby to on  wygłaszał tę prezentacje.
Adam krążył pewny siebie po korytarzu i wygłaszał wszystkim napotkanym, co im zrobi, gdy już zostanie dyrektorem finansowym. Jak już ja będę tu rządził, to wszyscy będą mi chodzić jak w zegarku. Zauważył modelkę. Podszedł do niej krokiem zwycięzcy i z uśmiechem lubieżnika zapytał:
- Hej maleńka, Może umówisz się z nowym dyrektorem finansowym F&D na kawusie?
- A czy on zajmuje się wyborem twarzy F&D?
- Nie, budżetem.
- Bud… czym? ! Zresztą nie ważne. Powiedziała modelka  i odeszła z niesmakiem. Z jakimś budżetem mi tu wyjeżdża buc jeden, z czym do ludzi się pytam!?
- Leci na mnie. Stwierdził zadowolony Turek, kiwając głową. Chociaż posmutniał na chwilę, pewnie nie spodobała by się mojej mamusi.
Nadszedł moment ogłoszenia wyniku konkursu.  Bez zbędnego przeciągania Krzysztof ogłosił swoją decyzję. Nowym dyrektorem finansowym została  pani Urszula Cieplak. Adam Turek poniósł druzgocącą klęskę.
- Pani Urszulo, serdecznie gratuluje. Mam nadzieje, że wykorzysta pani swoje pomysły na nowym stanowisku. Życzę powodzenia. Musze już iść. Pożegnał się i wyszedł.
Ula po wyjściu z konferencyjnej przyjęła gratulacje od wszystkich, którzy ze szczerego serca życzyli jej zwycięstwa. Paulina zmierzyła chłodnym spojrzeniem Ulę i zebranych ludzi i poszła w kierunku windy.  Nie umknęło to uwadze Uli, ponieważ rozglądała się dookoła w poszukiwaniu osoby, której uznanie było w tej chwili dla niej najważniejsze. Jednak nigdzie jego nie widziała. Poczuła lekkie ukłucie zawodu. Czy on się nie cieszy? Chyba na tym, jemu zależało. A teraz zostawia mnie samą?  Z tymi myślami udała się do swojego biurka.


Pękło niebo na pół i pod stopami ziemia…

Offline

 

#9 2009-07-14 22:16:05

iskierka
Drugie oczy Uli
Zarejestrowany: 2009-05-15
Posty: 252

Re: To jak ja wyobrażam sobie ciąg dalszy...

Super:)smile


"Oszalałem. Oszalałem z miłości do osoby, na którą kilka miesięcy temu bym nawet nie spojrzał. Marku Dobrzański! Co się z tobą dzieje? Ach, no tak! Wracasz na właściwą drogę – dzięki właściwej osobie."

Mój przyjacielu, byłeś mi naprawdę bliski… Mój przyjacielu, byłeś mi niczym brat… Dałeś mi pracę, dałeś mieszkanie, ciasta nie dałeś, ciasto wezmę sobie sam!

Offline

 

#10 2009-07-14 22:31:30

Selly
Najwierniejsza Fanka Lwiątka
Zarejestrowany: 2009-05-21
Posty: 2163

Re: To jak ja wyobrażam sobie ciąg dalszy...

Bardzo fajne i bardzo sympatyczne;) Czekam na kontynuacjęsmile


Jestem pogrążona w rozpaczy. Jestem na najczarniejszym dnie najczarniejszego oceanu. Boże, chyba się upiję!
Jakcykuś - moja przerażająca siostrzyczka tongue

Offline

 

Stopka forum

Powered by PunBB© Copyright 2002–2018 PunBB
statystyka