BrzydULA - jedyne forum fanów serialu

Forum dyskusyjne miłośników serialu "BrzydULA"

Nie jesteś zalogowany.

#1211 2010-07-20 17:33:29

meaaem
Prawie jak Papuka
Od: W/Ł
Zarejestrowany: 2010-01-28
Posty: 6125

Re: Kartoteka czyli w krzywym zwierciadle...

no i co ja mam Ci odpisać? w końcu otwarte zakończenia też istnieją... może jak się uporasz z resztą...
CMOK

Ostatnio edytowany przez meaaem (2010-07-20 22:01:23)


...Czasami czuję się jak marna słaba trzcina,
Którą z łatwością zimny wiatr jak chce wygina.
Czasami tracę wiarę we wszystko co robię,
Złe zdanie mam o ludziach, fatalne o sobie...

Offline

 

2010-07-20 17:33:29

Cindy
Najlepsza doradczyni na forum

#1212 2010-07-20 20:00:21

FilipomankaxD
Znawca Brzyduli
Od: Rysiów
Zarejestrowany: 2009-05-07
Posty: 470

Re: Kartoteka czyli w krzywym zwierciadle...

To jest zbyt piękne by się zakończyło! smile


"Marzeniom trzeba czasem pomagać" (Marek Dobrzański)
http://marekiulabyasiaxd.blog.pl/
http://niejestemciebiegodzienbyasiaxd.blog.pl/  <= zapraszam smile

Offline

 

#1213 2010-07-20 22:26:21

brzydulomaniaczka
Przyjaciułka SteFy
Od: Gdzieś w lubelskim...
Zarejestrowany: 2009-04-04
Posty: 10576
Serwis

Re: Kartoteka czyli w krzywym zwierciadle...

Czy ktoś może pamięta, czy Cyk ma swój fanklub? big_smile Mnie pamięć zawodzi...

Edit: świetne big_smile Trochę mniej do śmiechu, ale i tak świetne big_smile
Galaretka jabłkowa mnie dobiła lol3
Czekam na następną kartę big_smile

Ostatnio edytowany przez brzydulomaniaczka (2010-07-20 23:39:18)


Kocham wszystkie swoje siostrzyczki forómowe: Aduśka, Apollina, Claudia, Króweczka, Libby, Mel, Pszczoła, Struś.
Mój facet to Miron Lipski heart    iris
Kocham swój wieczny avek <3

Offline

 

#1214 2010-07-22 13:37:40

Asiol
Truskaweczka Marka
Od: okolice Szczecina
Zarejestrowany: 2009-11-22
Posty: 4167

Re: Kartoteka czyli w krzywym zwierciadle...

Cykó! kiss
Nawet nie mów że to było zakończenie?!
Nie możesz skończyć! big_smile
Żondam dalszej części! xDD
Świetne! heart


MB heart
MDUC, DORIS, GARLZ, SWSiOCJT, H.U.M.O.R.

Offline

 

#1215 2010-07-22 14:01:45

Papuka
Wesołych Świąt!!!
Od: 100lica/Piaseczno
Zarejestrowany: 2009-04-08
Posty: 32911

Re: Kartoteka czyli w krzywym zwierciadle...

Dziękować za dedykację big_smile
To było szalone big_smile Ale czemu do niczego nie doszło? foch tongue


"rżnęli się jak dwie oszalałe siekiery" by słonió big_smile
"Na końcu świata, pośród oceanu niezapominajek, dwie dusze odnalazły się nawzajem." by Mlawer...
"Hold me close and hold me fast The magic spell you cast This is la vie en rose" "La vie en rose"

Offline

 

#1216 2010-07-22 16:30:32

brzydulomaniaczka
Przyjaciułka SteFy
Od: Gdzieś w lubelskim...
Zarejestrowany: 2009-04-04
Posty: 10576
Serwis

Re: Kartoteka czyli w krzywym zwierciadle...

Mnie się podoba takie zakończenie big_smile
Na tle innych wypadasz świetnie big_smile
Dziękuję big_smile

Irka


Kocham wszystkie swoje siostrzyczki forómowe: Aduśka, Apollina, Claudia, Króweczka, Libby, Mel, Pszczoła, Struś.
Mój facet to Miron Lipski heart    iris
Kocham swój wieczny avek <3

Offline

 

#1217 2010-07-24 16:16:08

independent
Kochanka Marka
Zarejestrowany: 2009-08-21
Posty: 4479
Serwis

Re: Kartoteka czyli w krzywym zwierciadle...

Mamo, mamo! kiss Dotarłam! tongue Zostawiam ślaaaad dopiero teraz, choć przeczytałam już jakoś wcześniej... rumieniec

Bardzo dziękuję za dedykację kiss

Kurde, no tak liczyłam na urealniony sen, a tu nic... Ale... wink Strasznie podoba mi się takie zakończenie! smile Jest po prostu świetne, a opis snu rekompensuje mi wszystko, a poza tym, uważam że to nawet lepiej, bo to może oznaczać, że uczucie Marka jest prawdziwe i w ogóle takie wyjątkowe smile A ten pocałunek przyprawił mnie o dreszcze! smile To było naprawdę coś!
Cykósió, masz niesamowitego talenciora! Potrafisz rozbawić, wzruszyć, nakłonić do przemyśleń... Twoje prace to istny rollercoaster, a ja je uwielbiam! kiss

poklony

Ostatnio edytowany przez independent (2010-07-24 16:16:44)


- Czego się boisz? - zapytał.
W jednej chwili w głowie pojawiły się setki myśli: boję się tego, że będę zwykłym szarym człowiekiem. Tego, że nie spotkam osoby, która uczyni moje życie wyjątkowym... Boję się życia... Ale najbardziej boję się, że nigdy nie zrozumiesz, co chcę Ci powiedzieć, bo jest to dla mnie za trudne.
- Boję się pająków - odpowiedziała.

Offline

 

#1218 2011-09-01 15:43:56

jakcykbumbum
Pociąga za sznurki
Zarejestrowany: 2009-06-23
Posty: 8781
Serwis

Re: Kartoteka czyli w krzywym zwierciadle...

Sytuacja jest dziwna. Na początku pełno niedopowiedzeń i tak ma być. Zabawa czasami. Wspomnienia, myśli i narracja zmieniająca formę.

Pisałam dla zabawy, czerpiąc z kultury masowej czyli inaczej rzecz biorąc z filmu, chociaż ten pomysł od dawna mi chodził po głowie. Mam nadzieję, że mimo wymarcia forum parę osób to przeczyta, może skomentuje, bo jak wszyscy wiemy komentarze karmią wena, a z moim ostatnio było kiepsko. Próbuję go ożywić.

Spróbuje zadedykować.

Meg, bo zawsze jest, a jej komentarze trafiają w samo sedno.

Mea, bo jednak wciąż czyta. xD

http://www.youtube.com/watch?v=8A7YIyPmIQ0

Trochę mnie to zainspirowało. Sama melodia. Dlatego to jest takie dziwne. Kto chce może posłuchać przy czytaniu. wink
A teraz czas na odrodzenie Kartoteki.

To ma być chore. To ma być gorzkie. To ma być parodia. Inaczej napisana. Bawiłam się tą chorą sytuacją w inny sposób. Być może nie pasuje tutaj. Style są różne. Chciałam połączyć wszystko. Miniatury, kartotekę i styl z dawnej zapomnianej Innej, który uwielbiam.

Nie mam siły na sprawdzenie dokładnie.


Lipa

Przenieśmy się na Karaiby, krainę luksusem i bogaczami płynącą. Znajdźmy pierwszy z brzegu czterogwiazdkowy hotel położony tuz przy samej plaży. Nie oznacza to jednak wcale, że nie posiada on w swej ofercie wielkiego basenu usytuowanego ni mniej, ni więcej, tylko jakieś trzydzieści metrów od oceanu pełnego turkusowej, czystej wody w odróżnieniu od naszego, rodzimego, zanieczyszczonego Bałtyku.
Pomijając już basen, zajrzyjmy na jeden z wielu wielkich balonów będących zawsze częścią jeszcze większych apartamentów.
To tam właśnie, na balkonie na Karaibach*, stała właśnie Urszula Cieplak, nie wiedząc, co ma ze sobą zwyczajnie zrobić. Nie wiedziała tez, jakim cudem znalazła się na innym kontynencie. Chociaż wydawało jej się, że nie przepłynęła oceanu statkiem, ani tratwą.
Co najdziwniejsze jednak razem z nią na tym balkonie stał Marek Dobrzański. On zapewne przyleciał samolotem, więc ja chyba też, pomyślała Cieplak, spoglądając badawczo na swego szefa.

- Nie, Marek! Nie! Nie! Nie! – krzyczała zdenerwowana. – Czy tobie się wydaje, że ja jestem do tego zdolna?! – zadała pytanie, choć dobrze znała na nie odpowiedź. – Tobie się poprzewracało w głowie – Zapewne ten jego mózg ala fistaszek postanowił zmienić pozycję, albo zrzucił z siebie skorupkę i jeszcze bardziej zmalał. – Nie zmusisz mnie do tego, choćbyś groził mi wyrzuceniem z pracy! Takich osób nie szuka się w takich firmach.
- Ale Ula… - jęknął Dobrzański, próbując utrzymać w rękach swoją ostatnią deskę ratunku.
- Ale Ula już ci nie raz ratowała tyłek – powiedziała, dziwiąc się samej sobie, że użyła takiego słowa, a na dodatek jeszcze odmówiła prezesowi. – I teraz przekroczyłeś granicę. Ula ci już nie pomoże.


- Teraz – wymruczał jej do ucha, tak by nikt tego nie usłyszał. Poczuła, że obejmuje ja w tali szybkim ruchem.  Mimowolnie jęknęła. – Dobrze – usłyszała szept swego szefa, którego usta delikatnie musnęły jej szyję.
Pragnęła tego od zawsze. Od zawsze. Nigdy nie chciała być tylko jego przyjaciółką i asystentką, ale przestrzegała swoich zasad i reguł. Do czasu.
Usłyszała czyjeś kroki. Marek drgnął, ale jego dalej usta zawzięcie wędrowały po jej szyi, by wreszcie dopiąć swego. Poczuła jego oddech na swojej twarzy.
Kroki stawały się coraz głośniejsze, ale nie zwracali na nie najmniejszej uwagi.  Byli zbyt pochłonięci sobą.
Wreszcie wpił się w jej usta, równocześnie przyciskając Ulę do ściany, tak by nie mogła mu się wymknąć.  To nie miał być delikatny pocałunek, miał igrać z brutalnością. Dłonią przejechał po jej udzie. Znowu jęknęła. Zachłannie czerpała z tej chwili. Próbując ją zapamiętać jak najlepiej.
Brutalny pocałunek został przerwany brutalnym wtargnięciem, które musiało nadejść.

- No i co? Zadowolony? Jestem tu i łamię wszelkie zasady? Podoba się? – spytała, patrząc na Marka ze zdenerwowaniem.  – Tylko mnie trzymaj, żebym nie uciekła, bo nie wiem, jak długo wytrzymam.
- W moim uroczym towarzystwie na pewno będzie ci się podobać – odparł zadowolony, usadawiając się na wygodnym fotelu.
- O! W to nie wątpię. Zapewniasz mi takie rozrywki jak nikt – powiedziała, zajmując miejsce koło szefa. – Bądź łaskaw już nigdy nie wpadać na żadne pomysły – zaproponowała.


- Jeśli chcesz mogę… - zaczął nieprzekonany do swojego pomysłu Dobrzański.
- Nie, może być – mruknęła speszona. – Jakoś przeboleję ten fakt. 
- Ale…
- Skoro się zgodziłam, to znaczy, że przystałam na wszystkie przypadki, wypadki i sytuacje – stwierdziła z westchnieniem, próbując przekonać samą siebie. – Musimy zachować wszelkie pozory, jeśli tego naprawdę chcesz.
- Wiesz, że muszę…
- Nie, nie musisz. Chcesz – poprawiła go, po raz kolejny mu przerywając.
- Przestań! – warknął mimowolnie. – Ja wiem, ja to wszystko wiem. I nie przerywaj mi. Inaczej Aleks nas zniszczy. Rodzina Febo żyje zemstą, a i przed rozstaniem było ciężko. Gdzie mam spać? – spytał zdenerwowany.
- Ze mną – padła krępująca odpowiedź.

- No i jak, podobało ci się w samolocie? – spytał, próbując nawiązać rozmowę z Cieplakówną, która siedziała obok niego z rękami założonymi na piersiach.
- Tak, zwłaszcza stewardesy – odparła ironicznie, przypominając sobie uśmiech Dobrzańskiego, kiedy prosił o pierwszy posiłek, potem herbatę, kawę, drinka, ciastko, drugie ciastko, kolejną herbatę, kolejnego drinka, cukierka i drugiego cukierka dla Uli po jej znaczącym chrząknięciu.


I co ty najlepszego wyprawiasz? No co?
Och… Zamknij się.
Ja się nie mogę zamknąć, inaczej ty byś się zamknął. Jesteśmy tą samą osobą, nie pamiętasz?
I w tym sęk. Jeszcze ty będziesz mnie umoralniać.
A może nie muszę?! Ale powiedz mi, kochanie, co ty właśnie robisz?
...
Głośniej, bo nie słyszę.

Co, proszę?
Leżę.
Gdzie?
Na łóżku?
Z kim?
Z moją najlepszą przyjaciółką, Urszulą Cieplak zamieszkałą w Rysiowie.
I powiesz mi może, że to nie jest krępujące? Jest, bo ja to wiem. Na dodatek zmuszasz ją do tak niemoralnych rzeczy.
Zgodziła się.
Tak, zapewne. Chciała się całować ze swoim przyjacielem. Chciała z nim sypiać. Chciała jego uścisków.
No, przecież nie wyglądam jak orangutan.
Może i nie wyglądasz, ale charakter masz paskudny. Robisz wszystko, żeby tobie było dobrze. Na innych nie patrzysz. Tu nie chodzi o twój wygląd i to, że niby ona nie chce się tak zachowywać ze względu na niego, ale o to że ona w ogóle się nie chce tak zachowywać. Poza tym, nie powiesz mi, że ta sytuacja nie jest krępująca.
Jest! Pasuje?
I nie zauważyłeś, że Ula ostatnimi czasy wypiękniała.
Zauważyłem.
Ale to nie robi na tobie takiego wrażenia, jak to że leży teraz obok ciebie…


- I co dalej? Śniadanie, obiad, kolacja? Wszystko na pokaz? – zapytała Cieplak, wychylając się przez barierkę.
- Mogłabyś tak nie robić? – spytał, odciągając ją od krawędzi. – To siódme piętro.
- A co się takiego stanie, jak spadnę? – padło beztroskie pytanie.
- Ula… - jęknął Dobrzański.
- No tak. Będziesz musiał zagrać rozpacz, a to nie jest tak proste, jak pocałunki z języczkiem, jak obmacywanie mnie…  - Brutalnie zabrzmiało… Tak miało. – W tym jesteś mistrzem, nieprawdaż? – kolejne cierpkie pytanie. – Każda by tu chciała być z tobą… Ale ja nie – zaśmiała się histerycznie, ponownie podchodząc do barierki. – Dlaczego to ja wciąż mówię? Ahh… Próbuję znaleźć odpowiedź na to, co robię…
- Ula, jesteśmy na Karaibach… Błagam cię, spróbuj się bawić – powiedział błagalnie. Nie mógł znieść jej pytań. Nie mógł, bo trafiała nimi w samo sedno. – Wiem, że to cię boli…
- Nasza przyjaźń nie będzie już przyjaźnią. Nie taką, jaką była – stwierdziła, mrużąc oczy. – A co byś zrobił, jakbym wypadła? – zapytała nagle. – Skoczyłbyś za mną, jak prawdziwy zakochany? – zachichotała. Marek posłał jej zdenerwowane spojrzenie. – Och… Dobrze… Nie musisz odpowiadać - po raz kolejny zaśmiała się ironicznie. – A teraz bawmy się! – uśmiechnęła się złowieszczo. Musiał powiedzieć, że pierwszy raz widział ją w takim stanie. Była wyraźnie owładnięta wyrzutami sumienia. Była nieprzewidywalna, co zaczynało go martwić.
Podeszła do niego szybko. Położyła mu dłonie na twarzy.
- Mamusia patrzy – mruknęła z gorzkim uśmiechem na twarzy, aby chwilę później złożyć na jego ustach pocałunek.

- Oni wciąż patrzą na nasze pocałunki, uściski, ale one są fałszywe. Myślisz, że to ich przekona? – spytała, kiedy już emocje przestały nią kierować. Siedziała koło Dobrzańskiego na wygodnej kanapie, popijając szampana, którego wepchnął jej do rąk.
- Nie wiem…
- Kłamstwa nic nie dadzą… Ty nic o mnie nie wiesz – stwierdziła smutno.
- Za to ty o mnie, jak widzę, wszystko. Znasz odpowiedź na każde pytanie. Nawet ja na niektóre nie potrafiłbym odpowiedzieć – powiedział, wpatrując się w Cieplakównę. Musiał przyznać, że nigdy nie widział jej w tak podłym nastroju. Tak gorzkim. Bawiła się, jak jej nakazał. Wszystko wykonywała pedantycznie. Ale była przygnębiona. Jedno wiedział na pewno, nienawidziła kłamać.
- Trochę już z tobą pracuję – mruknęła, mimowolnie upijając kolejny łyk szampana. – Znam cię i tyle.
- Ale ja cię nie znam, mimo że jesteśmy przyjaciółmi.
- To krótka przyjaźń. I może już taka pozostać – podsumowała, myśląc o tym, w co została uwikłana. – Wiesz, że to wszystko może się wydać? Przecież mylimy się w zeznaniach… Może po prostu trzeba powiedzieć prawdę?
- Nie uwierzą.
- Nie uwierzą i w tą naszą komedię… - powiedziała i łapczywie dopiła trunek. – Sto lat – mruknęła, stukając swoim kieliszkiem o szkło, które trzymał Marek. – To musieliby nam zagrać, byś dostał to, czego pragniesz – stwierdziła, opierając głowę na ramieniu Dobrzańskiego. Szkoda, że nie wiesz, jak mnie to boli. I dlaczego aż tak.

Wyszła spod prysznica. Mogła wybrać co prawda wielką wannę, ale nie wiedzieć czemu, prysznic kojarzył jej się z oczyszczeniem myśli, a tego wyraźnie potrzebowała. Musiała wszystko przemyśleć. W końcu doszła do wniosku, że musi czerpać garściami z tego, co dostała. Miała zamiar naprawdę się bawić. Nie zważać na prawdziwe powody, dla których Marek to robi. Chciała całować, dotykać go i być z nim przez ten krótki czas.
A później… Odciąć się od niego na… Nigdy, jak marzyła. Ale prawda była inna, musiała się od niego odsunąć. Podciąć żyły tej chorej miłości.
Nie wiedziała jednak, jak z dnia na dzień przestać. Przecież nawet narkomani mogą paść ofiarą tak nagłego odstawienia tych środków. A przecież ona musiała. Niestety, przecież była uzależniona.
Pragnęła go, a jak już dostała zaczęła brać dawki wręcz śmiertelne.
Tak czy siak, teraz zamierzała się skupić na swojej nowej uzależniającej krówce.
- Wychodzę – usłyszała głos Marka. Chwilę później trzasnęły drzwi. Poszedł do rodziców, pomyślała ubierając jednocześnie szlafrok. Chciała położyć się spać zanim Dobrzański wróci.
Wystarczyła jej poprzednia bezsenna noc, którą spędziła wsłuchując się w oddech Marka. Nie chciała, by znów ją rozpraszał.
Wyszła z łazienki, myśląc o tym, że jutro będzie nowy, lepszy dzień. Nie będzie się ograniczać.
Rozejrzała się po salonie. Stanowczo ten przepych ją przytłaczał. Wolałaby mały pokoik bez wielkiego telewizora i łazienki z marmuru. Wolałaby zostać z nim w Polsce, ale naprawdę z nim.
Musiała jednak przyznać, że zachód słońca, który roztaczał się za oknami, był hipnotyzujący. Mimowolnie wyszła na balkon. Poczuła na twarzy lekką bryzę. Owinęła się szczelniej szlafrokiem i wzięła głęboki oddech. W tej chwili chciała zostać sama. Chciała, by ten zachód był tylko jej. Może też jego, ale tego nie była pewna. Nie po tym, co wydarzyło się między nimi ostatnio. Pragnęła go, ale… Ale zmusił ją do kłamstwa. Może więc ten zachód mu się nie należał?
Położyła się na leżaku, czując na twarzy ostatnie promienie słońca tego dnia. Dzień przemieniał się w noc. Ona też się zmieniała. Nie wiedziała tylko w kogo. Może femme fatal tej bajki? Może w zwykłą zabawkę?
Wciąż o tym rozmyślała, choć już postanowiła. Nie mogła jednak być pewna swojego wyboru.
Zasnęła na leżaku z myślą, że nigdy nie będzie go pewna.

Wrócił do pokoju, zastanawiając się, co robi Cieplakówna. Był przekonany, że znajdzie ją w salonie. Jednak jego nadzieje były płonne.
Może wyszła, pomyślał, rozglądając się po sypialni. Wzruszył ramionami, nie wiedząc, co ze sobą począć. Wreszcie niezdecydowanie ruszył do łazienki. Nalał wody do wanny i niewiele myśląc, zanurzył się w wodzie.

- Marek? – zapytała nagle Ula, ocknąwszy się z krótkiego snu. Nie, głupia, pomyślała, przecierając zaspaną twarz. To samochód.W końcu miasto dopiero budziło się do życia. Wszelkie cluby opierały się na nocnych imprezach. Tym samym kurort tętnił nocą.
Wstała, przeklinając w duchu, że miała położyć się spać przed powrotem Marka, a tymczasem zafundowała sobie drzemkę na balkonie.
Szybkim krokiem ruszyła do sypialni. Może go jeszcze nie ma, pomyślała z nadzieją. No cóż… Jej nadzieje, można powiedzieć, były płonne. Nawet bardziej niż bardzo.
- Marek? – jęknęła zdziwiona, a na jej twarzy pojawiły się rumieńce.
- Ula? – Dobrzański nie był mniej zawstydzony od samej Cieplak. Rozłożył ręce w geście rezygnacji. To był duży błąd. Nie wiadomo dokładnie, jaki odgłos wydała Ula. Było to pomieszanie jęku z krzykiem i piskiem jednocześnie. Równocześnie zakryła usta dłonią. Na nic innego nie było ją stać.
- Ja… ja… - jąkał się Marek. Można powiedzieć, że był nieco zdenerwowany.  – A! Ręcznik – krzyknął wreszcie, uśmiechając się do Cieplakówny, szczerze powiedziawszy, nie wiadomo po co. Chwycił owy ręcznik i szybko owinął się nim w pasie. Równie szybko zamknął za sobą drzwi do łazienki, kiedy do niej wszedł.
Cieplak z tępym wyrazem twarzy usiadła na łóżku. I nasza przyjaźń ma się niby nie zmienić?... Może nie będę Markowi burzyć tych jego mrzonek… Przecież ja tego faktu nie wymarzę z pamięci od tak… Bo… No cóż… Właśnie zobaczyłam mojego szefa nago… Tak nago.
Całować się możemy, obściskiwać publicznie też, ale… To… Już jest przesada,
pomyślała, łapiąc się za głowę.

- Ula, śpisz? – Miała marzenie. Tak, miała marzenie, że tego nie usłyszy. Ale dopadło do niej to pytanie.
No i co robisz? Nie dość się już skompromitowałeś?
Myślisz, że przejdę nad tym do porządku dziennego? Chyba ci się śni. Przecież to Ula. Zobaczyła mnie nago. Całkowicie nago. A ja jeszcze stałem, jak jakiś pierwszy głupi.
Muszę przyznać, że minę miała ciekawą.
Wystraszoną. Zmuszam ją do takich rzeczy i jeszcze to.
No cóż… Brzmi to co najmniej dwuznacznie. I nie mów mi, że nie podchodzi pod mobbing czy molestowanie. Jak wolisz zresztą, ale ona się zgodziła, prawda? Dlaczego właściwie to zrobiła?
Bo ją o to prosiłem?
Bo ma słabość do pomagania ci. Może i do ciebie też.
Nie kpij. To Ula. Jesteśmy przyjaciółmi.
No więc, jak możesz tak wykorzystywać przyjaciółkę? Całować? Tak całować? Bo wydaje mi się, że się bardzo przykładasz.

- Śpisz? Ula, musimy o tym porozmawiać – powiedział błagalnie, przewracając się w stronę Cieplakówny. Był stanowczo zbyt blisko.
- Rzeczywiście jest o czym – odezwała się cierpko. – Stało się i już. Tu nie ma, o czym rozmawiać – stwierdziła, odwracając się do Dobrzańskiego plecami.
- Jak to nie ma, o czym mówić? – zirytował się prezes. – Ula, my musimy przejść nad tym do porządku dziennego.
- I właśnie próbuję, a ty mi to utrudniasz – mruknęła, poprawiając kołdrę i przesuwając się nad samą krawędź łóżka.
- Masz rację, że ciężko będzie nam z tą przyjaźnią.
- Co ty masz na myśli? – spytała, podnosząc się nagle. – Traktuję cię jak brata – Nie pierwsze kłamstwo. – Zapomnijmy o tym – zakomenderowała.
- Ale…
- Ale zamierzam się dobrze bawić i przy okazji przekonać twoich rodziców. Jutro kolejny ciekawy dzień, prawda?


Nigdy nie zapomnisz tego histerycznego śmiechu Uli, co? Ahh… To dopiero zabawna historia.
Nie kpij.
To mi lepiej powiedz, kiedy ślub, jak zapytała nasza mama. Przecież się jeszcze nie oświadczyłeś, nie?
Zamknij się. Dobrze wiesz, że…
Że co?!
Że to Ula. Że Ula za dobrze mnie zna.
Tak, zna wszystkie twoje wady, a ich jest więcej niż gwiazd na niebie…
No cóż, dzięki.
W bezchmurną noc…
Ekhem…
Z najwyższego punktu…
No bez przesady.
Powiedzmy, że w Polsce, a nie na świecie… Będę łaskaw.
Dzięki.
Patrząc przez najlepszy teleskop na świecie jednakże.
Wracając do tematu… Myślałem, że pierścionek wystarczy.
Ula zadowoli na pewno. Nie koniecznie twoich rodziców.
Nie pij tak do Uli. Co ty do niej masz?
Raczej, co ty do niej masz? Bo się nadal nie przyznałeś, a ja wiem, co czujesz, kiedy jej dotykasz.

Wszedł do apartamentu, próbując zagłuszyć swoje myśli.
- Jeśli chcesz, ja mogę nawet za ciebie wyjść za mąż. To też będzie lipa, nie? – mruknęła Ula z kanapy. W ręku trzymała kieliszek wina. Na stole stała pusta butelka. – To już nie robi mi różnicy. No chyba, że tobie robi. Wiesz, w końcu trafiła ci się brzydula – przypomniała gorzko, kładąc stopy na stoliku.
- Ula…
- Co Ula? Co Ula? Kiedy ślub, Ula? Ula nie wie… Ula nic nie wie… Ula nie wie, co jest miedzy Ulą i Markiem – zaczęła zrozpaczonym głosem. – Ups… Bawisz się moją godnością, wiesz? – zaśmiała się. – Cieszyłbyś się, gdyby to była prawda? Gdybym nagle cię tu pocałowała? Tu, gdzie nikogo nie ma? – Wyciągnęła spod stolika kolejną butelkę wina. – Chcesz trochę?
Wiesz dokładnie, co oznaczają jej słowa, a nadal nic nie mówisz. Powiedz jej, że…
Zamknij się!

- Mogę? – zapytał, zabierając jej kieliszek. – Chyba za dużo wypiłaś.
- Wystarczająco, by wszystkiego nie pamiętać – powiedziała. – Lepiej, żebyś i ty tego nie pamiętał – stwierdziła, przybliżając się do Dobrzańskiego. Nie wiedział, jakie ma zamiary. Nie wiedział też, co zrobić, kiedy wreszcie usiadła mu na kolana. Kiedy położyła mu dłonie na twarzy i zaczęła całować.
Dowiedział się, co wtedy robił, dopiero gdy otrzeźwiał.
W momencie, kiedy Ula czule zmierzwiła jego włosy, nie miał zamiaru trzeźwieć. Odpowiedział na jej pocałunek. Przesunął ręką po jej tali. Przebiegł go dreszcz. Wiedział. Wszystko wiedział.
Wpił się w jej usta. Jednocześnie poczuł, że zaczyna mu rozpinać mu guziki koszuli. Automatycznie zaczął robić to samo. Czuł jej ciepło, oddech.
Czuł, że nie może do tego dopuścić.
Odsunął ją gwałtownie od siebie.
- Nie – powiedział zdyszany. – Dość.
Przypadkowo spojrzał na rozpiętą koszulkę Uli.
- Na pewno dość. Czas spać.
O ile będziesz w stanie.

- Pamiętasz, co wczoraj robiłam? – spytała Cieplakówna, wychodząc z łazienki. – Upiłam się. Ja nigdy nie piję.
- Zauważyłem – mruknął, próbując nie patrzeć na swoją, jak sądził, przyjaciółkę. – Coś… Znaczy, ponarzekałaś na mnie i poszłaś spać – skłamał. – Ula, powiem rodzicom prawdę, ale…
- Co? – spytała, sięgając po szklankę wody.
- Ty też mi ją powiedz – oznajmił nagle.
- Co masz na myśli? – spytała zdziwiona.
- Powiedz mi, dlaczego to robisz? Dlaczego tu ze mną przyjechałaś?
- Bo… Bo…
- Pytam się dlaczego, mimo że tak bardzo nie chciałaś? – zaczął naciskać, widząc wyraz twarzy Uli. Cieplakówna kompletnie nie spodziewała się takiego pytania.
- Powiedz mi, co się wczoraj wydarzyło – powiedziała szybko. Wiedziała mimo wszystko, że pytanie nie pojawiło się znikąd.
- Za dużo tych prawd do wyznania – mruknął, siadając obok Cieplakówny.
- Więc? – ponagliła. Prezes wiedział, że sprzeciw nic nie da. Ula była zdeterminowana.
- Byliśmy blisko. Nawet bardzo blisko – oznajmił na wydechu. Twarz Cieplakówny stężała.
- Jak blisko? – spytała jękliwie.
- Nie aż tak na szczęście… - W nieszczęściu.
- Marek, ja… Ja przepraszam.
- Och… Nie masz za co – mruknął pod nosem.
- Co masz na myśli? – spytała.
- Ula, my nie rozmawiamy o tym – zbagatelizował sprawę Dobrzański, ale widząc twarz Cieplakówny szybko wrócił do tematu. – Ula, ja się nie gniewam czy coś… Tu chodzi o coś całkiem innego. W końcu te pocałunki. To znaczy wczoraj nie było o wiele mocniej. Tyle że bez świadków i bez gry. Do niczego nie doszło. Byłaś pijana. Po prostu pijana. Co nie znaczy, że wykorzystałem ten fakt… Ale po pijanemu wzięłaś może naszą grę za prawdę… - mówił szybko, nieskładnie.
- Dobrze, dobrze… Dobrze. Zapomnij o tym, jeśli możesz – mruknęła do podłogi. – Poniosło mnie i tyle.
- No i dobrze - Ale chyba nie zapomnę.  Ważniejsze jest jednak inne pytanie. - A wracając do mojego pytania, które wiąże się z wczorajszym wypadkiem, dlaczego mi pomagasz? – spytał, choć znał już odpowiedź. Znał odpowiedź Uli, swojej do końca nie był pewien.
- Bo się przyjaźnimy – odpowiedziała, ale w jej głosie słychać było kłamstwo. – Marek, to jest za trudne. Nie zrozumiesz tego – powiedziała, wstając z kanapy.
- A jeśli…
- Jeśli nic nie znaczy – podsumowała, zamykając za sobą drzwi.

- Mamo, tato – zaczął Dobrzański. – Chcemy wam coś powiedzieć… Ja chcę wam coś powiedzieć - poprawił się szybko, widząc zdenerwowanie Uli. – Chcę coś powiedzieć Uli… - dodał, uśmiechając się.
Ale się banalny zrobiłeś… Ciepłe kluski i tyle z ciebie.
Znowu zaczynasz.
A może ty się spiłeś i ja nic nie czuję? Co cię do tego skłoniło? Przecież sam nie byłbyś w stanie. Za mało masz odwagi, rezonu. Z ciebie nie uroczy playboy, ale uroczy bobas. Uroku masz tyle co świnia w trampkach.

- Wyjdziesz za mnie? – spojrzał na Cieplakównę.
Klęknij jeszcze. Moim zdaniem za mało banału w tym przedstawieniu. Zresztą, niech mnie ktoś uszczypnie, bo chyba mi się to śni. Jaka komedia. Przecież wy nawet nie byliście ze sobą. Ty kpisz sobie ze mnie i z Uli. Poza tym, masz pierścionek?
- Pff… - wydobyło się z ust zdziwionej Uli. Zapomniała o grze i słusznie. – Marek, bez żartów – jęknęła niemal błagalnie, ściszając głos. – Mówiłeś, że… Musiałeś? Musiałeś dopiąć swego – podsumowała. Ale teraz to ja dopnę swego.
- Ula, ja nie żartuję – Tak, trzeba w końcu wykorzystać ten fakt, że jednak coś tam do niej czujesz. Spojrzał nerwowo na swoich rodziców. Na ich twarzach malowało się zdezorientowanie i radość jednocześnie. Do czasu.
- Ja też nie żartuję. Zostaw mnie w spokoju! – krzyknęła, podnosząc się od stolika. – Nie dręcz mnie już swoją osobą.
- Ale… - zaczął, łapiąc ją za rękę. W dłoni trzymał małe, czerwone, jakże banalne w tej historii, pudełeczko.
- Nie, nie wyjdę za ciebie. Nie, nie będę już kłamać. Nie, nie zostanę tu ani minuty dłużej – podsumowała, dokładnie wymawiając każde ze słów. Pewnie wczoraj zrobiłabym to dla niego. Skłamała i powiedziała „tak”, ale on… On obiecał, że przestanie kłamać. Że jednak tego nie zrobi. Zrobił. Ja nie zrobię.
Gwałtownie wyrwała rękę z jego uścisku.
- Przepraszam państwa – powiedziała w kierunku rodziców Marka i szybkim krokiem odeszła od stolika.
No to mamy melodramat, zamiast pięknej bajeczki.
Och… Zamknij się.
Sam chciałeś, żeby to się tak banalnie skończyło.


- Ula, uspokój się – poprosił, próbując odciągnąć ją od otwartej walizki z jej ubraniami.
No, to przygalopowałeś na swoim wierzchowcu pod wieżę. Ciekawe czy zrzuci ci warkocz?
- Pff… Okłamałeś mnie. Okłamałeś – jęknęła. –  Zagalopowaliśmy się oboje, ale ja potrafię się zatrzymać.
- Ula, pozwolisz mi coś powiedzieć? – zapytał ostro.
- Ty już za dużo powiedziałeś. To, że jestem twoją pseudo przyjaciółką, nie oznacza, że możesz się mną bawić, jak zabawką. Tak mi się przynajmniej wydaje – stwierdziła oschle, wkładając kolejną bluzkę do walizki.
- Ale ja się nie bawię, Ula. Powiem jeszcze, że nie jestem pijany – dodał, zastanawiając się, od czego zacząć.
- Co ty bredzisz?! – wykrzyknęła. – Nie o to mi chodzi.
- Mówię tak na przyszłość – mruknął. – Daj mi wyjaśnić. Daj mi wyjaśnić, dlaczego to zrobiłem.
- Tu nie ma nic do wyjaśniania. Mów rodzicom, co chcesz. Powiedz, że twojej dziewczynie odbiło, poprzestawiało się w głowie. Co zechcesz. Byle by dali ci wreszcie te udziały, żebyś pokonał Aleksa. Żebyś był zadowolony – powiedziała ostro.
- Ula…
- Marek, ile razy ja słyszałam ten ton? Tyle razy, ile chciałeś czegoś ode mnie. Ja już mam dość. Nie mam zamiaru być twoją dziewczynką na posyłki. Nie mam zamiaru kłamać, że jestem z tobą, żebyś spełnił warunek rodziców, by dostać udziały. Zrozum to wreszcie.
- Ja to w pełni rozumiem – odrzekł cicho, siadając na łóżku.
- Nie zauważyłam. Po trupach do celu. To jest twoje motto.
- Czy kobiety nie potrafią się zamknąć? – zapytał sam siebie. Cieplakówna nie zwróciła na to żadnej uwagi. – Chcę ci coś powiedzieć! – wrzasnął wreszcie. – I łaskawie przestań się pakować! – kolejny krzyk.
- No… Proszę. Mów, jaka jestem niewdzięczna… W końcu zabrałeś mnie na wycieczkę życia.
- Ula, do jasnej chol***, ja ci od godziny próbuję powiedzieć, że to nie był żart! Czy lipa, jak wolisz! – podniósł się gwałtownie. – I że cię kocham! – krzyknął, kierując się do wyjścia. – I sobie to łaskawie przemyśl – powiedział i trzasnął drzwiami na zakończenie.



* wybrałam to, co mi pierwsze na myśl przyszło

Ostatnio edytowany przez jakcykbumbum (2011-09-01 15:51:29)


Tylko idiota ma porządek. Geniusz potrafi zapanować nad chaosem.
Lady Pank| T. Love| Perfect| Linkin Park| Green Day| And Czesław Mozil
'tylko nie depresja! tylko nie depresja, motylu!'

Offline

 

#1219 2011-09-01 16:28:21

meaaem
Prawie jak Papuka
Od: W/Ł
Zarejestrowany: 2010-01-28
Posty: 6125

Re: Kartoteka czyli w krzywym zwierciadle...

O, zdziwienie na mojej twarzy zagościło, ale i uśmiech z powodu odkurzenia tego wątku... smile

WOW, no to miałaś wenę. I bardzo podoba mi się Twoja inspiracja.
Dziękuję za dedykację, to miłe, zwłaszcza od kogoś takiego jak Ty.

Praca faktycznie oryginalna, baaardzo intrygująca, pełna niedopowiedzeń. Trochę czuję się w niej zagubiona, może dlatego, że nie byłam wystarczająco skupiona, gdy ją pochłaniałam. Może za szybko nawet. Dlatego też będę czytać Lipę jeszcze kilka razy, aby ją zinterpretować tak, jak tego przecież oczekujesz. Przecież zależy Ci na naszym prawidłowym odbiorze również. smile

Niezła sałatka, w pozytywnym tego słowa znaczeniu.

Podkreślone zdanie od dziś będzie złotą myślą w moim słowniku! smile Pomimo takiego podniosłego (sama nie wiem czy tutaj to słowo pasuje na określenie) tonu Lipy tutaj pojawiła się nutka Twojego poczucia humoru. smile

Ehh... I mam problem z interpretacją. Sama zobacz.

Ula stworzona tutaj przez Ciebie jest zupełnie inną kobietą niż w serialu. Jest bardzo wrażliwa, przepełniona goryczą, nieufna, ironiczna, i w moich oczach szalenie kobieca. Ulka wydaje się być twardo przekonana o tym, że Marek jej nie chce, że się zabawił jej osobą, a ich przyjaźń została zniszczona, że on żałuje tego co się między nimi działo. Zupełnie nie dopuszcza do siebie myśli, że może się mylić. Że rodzice, że Karaiby to wszystko po coś. Marek przeżywał ogromne rozterki, wydaje mi się, że też jest zagubiony, pełen obaw, dręczą go wyrzuty sumienia. Ale wygląda na to, że nie udaje, że chce być z Ulą. Że naprawdę ją kocha.

I co Ty na to?


...Czasami czuję się jak marna słaba trzcina,
Którą z łatwością zimny wiatr jak chce wygina.
Czasami tracę wiarę we wszystko co robię,
Złe zdanie mam o ludziach, fatalne o sobie...

Offline

 

#1220 2011-09-01 19:28:28

MEG1984
Prawie jak Papuka
Od: zachodniopomorskie
Zarejestrowany: 2009-12-02
Posty: 6290

Re: Kartoteka czyli w krzywym zwierciadle...

Cykuś bardzo, bardzo dziękuję za dedykację kiss Cieszę się, że moje komentarze Ci się podobają. Super, że wróciłaś do tego wątku smile Ile ja czasu spędziłam czytając zamieszczone tu teksty i śmiejąc się jak głupia do monitora.
Ten tekst też mnie rozbawił ale i zmusił do głębszej analizy zachowania bohaterów.

Cykuś napisał:

Sytuacja jest dziwna. Na początku pełno niedopowiedzeń i tak ma być.

Podoba mi się w tej miniaturze właśnie to, że jest pełna niedopowiedzeń i to że teraźniejszość przeplatasz z przeszłością.
Podobnie jak Mea czytałam, a właściwie połknęłam ten teks, dość szybko i zastanawiam się czy aby na pewno dobrze go odebrałam.

Twoi Ula i Marek udają się w piękną i romantyczną podróż na Karaiby żeby przekonać Dobrzańskich seniorów do przekazania synowi udziałów. Wydawać by się mogło, że żądanie rodziców by Marek przedstawił im swoją wybrankę jest trochę absurdalne i niedzisiejsze. Jednak biorąc pod uwagę jego przeszłość nic dziwnego, że Dobrzańscy chcieli się przekonać, że syn w końcu dojrzał i się ustatkował.
Na pierwszy rzut oka wygląda na to, że był to powód dla którego Marek zabrał Ulę na Karaiby. Zastanawiam się tylko czy to była jedyna przyczyna, czy przypadkiem już wtedy nie przeczuwał iż to coś więcej niż przyjaźń. Przecież gdyby Dobrzański się uparł to na pewno znalazł by niejedną chętną do odgrywania roli jego narzeczonej. A jednak koniecznie chciał żeby była to Ula. Nie dopuszcza do siebie, że mógłby to być ktoś inny.   
Pannę Cieplak niełatwo było przekonać do wyjazdu i całej intrygi. Zresztą nic dziwnego bo Ula zawsze była szczera i brzydziła się kłamstwem. Jednak coś skłoniło ją do przystania na plan Marka. Wiedziała, że nie będzie łatwo udawać zakochanych, tym bardziej że miała świadomość iż kocha Dobrzańskiego juniora. Poza tym bała się, że ta gra zmieni ich wzajemne stosunki na zawsze. I oczywiście miała rację, tylko że na szczęście nie skończyło się tak, jak przewidywała.
Przeczytałam komentarz Mei i zgadzam się z nią, że Ula jest bardzo wrażliwa i nieufna. Dorzuciłabym jeszcze do tego, że brakuje jej pewności siebie i wiary w to, że ten wyjazd może przynieść coś dobrego. Przynajmniej częściowo w jej słowach przebija strach. Ona boi się tego, że może utracić to, co ma. Nie jest w stanie dopuścić do siebie myśli, że może pocałunki i uściski Marka to nie tylko gra, że może jest w tym coś więcej.
I właśnie wtedy dochodzi do krępującej Ulę i Marka sytuacji. Oboje, mimo że mieszkali w jednym pokoju i spali w jednym łóżku, nie przekraczali pewnych granic prywatności. Aż  tu nagle panna Cieplak zobaczyła swojego przyjaciela nago i to był dla nich szok. Przekroczona została granica ich intymności. Oboje byli bardzo skrępowani i o ile Marek chciał rozmawiać o tym, co zaszło, o tyle Ula bała się tej rozmowy. Wydaje mi się, że to zdarzenie stało się przyczyną tego, że Ula się upiła i późniejszych wydarzeń. Alkohol pozbawił pannę Cieplak żelaznej samokontroli, a i Marek w końcu uległ swoim pragnieniom. W kluczowym momencie potrafił się jednak powstrzymać i dobrze ponieważ następnego dnia żadne z nich nie mogłoby spojrzeć w lustro. Tym razem to Ula chciała rozmawiać, a Marek uniknąć konfrontacji. To zdarzenie miało też swoje dobre strony.

Cykuś napisał:

- A wracając do mojego pytania, które wiąże się z wczorajszym wypadkiem, dlaczego mi pomagasz? – spytał, choć znał już odpowiedź. Znał odpowiedź Uli, swojej do końca nie był pewien.

Dobrzański przekonał się, że nie jest przyjaciółce obojętny, że jest dla niej ważny. Tymczasem miał wciąż problem z dojściem do ładu z własnymi uczuciami. Nie wiedział co tak naprawdę czuje, był zagubiony. Na spotkaniu z rodzicami prosi jednak Ulę o rękę. Problem w tym, że panna Cieplak uważa, że to kolejny element gry, której ma już dość. Ula marzy żeby to, co powiedział Marek było prawdą, ale nie dopuszcza do siebie, że tak może być. Na szczęście Dobrzański w końcu doszedł do ładu z własnymi uczuciami. Wygląda na to, że chyba naprawdę kocha Ulę i nie zamierza pozwolić jej odejść.

Ich uczucie na pewno nie było lipą.

Pozdrawiam i życzę weny kiss


Kiedy rodzi się człowiek z nieba spada dusza i  rozpada się na dwie części.
Jedna z nich trafia do kobiety, druga do mężczyzny.
Życie polega na odnalezieniu tej drugiej połowy, połowy swojej duszy, połowy samego siebie...
I believe in SH. I AM SHERLOCKED.

Offline

 

Stopka forum

Powered by PunBB© Copyright 2002–2018 PunBB
statystyka