BrzydULA - jedyne forum fanów serialu

Forum dyskusyjne miłośników serialu "BrzydULA"

Nie jesteś zalogowany.

#1221 2011-09-02 15:03:10

Libby
Rysiowiańczyk
Zarejestrowany: 2010-07-12
Posty: 1047

Re: Kartoteka czyli w krzywym zwierciadle...

jakcykbumbum napisał:

tylko jakieś trzydzieści metrów od oceanu pełnego turkusowej, czystej wody

i rekinów tongue
Poczułam się w obowiązku obronić hotelowe baseny, ponieważ są fajne, a wyczuwam tutaj ironię dotyczącą próżności tongue Sączysz sobie drinka z palemką, woda ma idealną temperaturę, wokół ciebie nie ma żadnych płaszczek, ośmiornic, czy też innych podejrzanych wodnych stworzeń, w każdej chwili gotowych zaplątać na Tobie swoje macki/ ugryźć cię/ zarazić jakimś świństwem czy też usmarować jakąś niezidentyfikowaną cieczą... Taak, baseny mają swój sens i jestem gotowa się o to kłócić big_smile Dobra, nieważne tonguetonguetongue

Wracając do miniaturki. Podobała mi się. Bardzo. Jeśli rzeczywiście miała być chora, to  zawiadamiam, że tym razem się nie udało. wink Ale moim zdaniem to dobrze.

Strasznie przypadła mi do gustu ta ironiczna Ula, która niewygodną prawdę mówi między oczy. W jej wypowiedziach jest tyle goryczy i bólu, że idealnie można wczuć się w jej sytuację. W pewnym momencie pomyślałam sobie, że to wszystko skończy się tragicznie, Marek pocałuje ją o jeden raz za dużo, a ona zrobi ten jeden, dodatkowy krok i w końcu spadnie zza krawędzi. I chociaż to straszne, co teraz powiem, chyba byłabym zadowolona z takiego obrotu spraw. W tej miniaturce jakoś szczególnie miałam ochotę ukarać Marka, jego cynizm i zabawę uczuciami... Pomyślałam sobie, że chyba tylko to byłoby w stanie naprawdę nim potrząsnąć i tylko to byłoby wystarczającą nauczką.

Całe szczęście okazało się, że Marek jednak nie udawał, tylko sam po prostu jeszcze nie zdawał sobie z tego sprawy wink Zastanawia mnie tylko, co sprawiło, że nagle to sobie uświadomił? Gdybym mogła coś zmienić, to w zasadzie tylko to, że dodałabym tutaj jeszcze jakąś jedną scenę, taki punkt zwrotny, po którym wszystko by się zmieniło. Oczywiście mogę też przyjąć, że serce to jednak skomplikowane urządzenie i sami nie wiemy, kiedy wszystko się zmienia smile

Och i podoba mi się zakończenie. Marek obiecał, że nie będzie kłamał i rzeczywiście zrobił to smile Ula tylko o tym nie wiedziała. Można by jeszcze dodać: Ula wybiegła na korytarz, dogoniła Marka, a potem żyli długo i szczęśliwie, po czym wyciągnąć chusteczkę i westchnąć, że happy endy są fajne wink

Pozdrawiam i czekam na kolejne prace wink


I was going to do something today, but I haven't finished doing nothing from yesterday.

Offline

 

2011-09-02 15:03:10

Cindy
Najlepsza doradczyni na forum

#1222 2011-09-03 20:49:57

brzydulomaniaczka
Przyjaciułka SteFy
Od: Gdzieś w lubelskim...
Zarejestrowany: 2009-04-04
Posty: 10576
Serwis

Re: Kartoteka czyli w krzywym zwierciadle...

Przeczytałam raz, ale chyba muszę zrobić to ponownie, bo nie ogarniam do końca tongue Nie rozumiem po co te ostrzeżenia, Cykó, nie takie teksty już były w RT xD Wcale nie było takie bardzo chore, tylko inne. (Wiem, że jestem upierdliwa, ale nawet pomysł z tym, żeby Ula udawała miłość do Marka już był xD Tylko nie w takiej formie.)
Podobało mi się smile. Nie przeszkadzała mi dziwna narracja ani wydarzenia nie po kolei, cieszę się, że musiałam użyć mózgu, żeby coś zrozumieć xD
Życzę równie udanych tekstów.

Pozdrawiam,
Irka


Kocham wszystkie swoje siostrzyczki forómowe: Aduśka, Apollina, Claudia, Króweczka, Libby, Mel, Pszczoła, Struś.
Mój facet to Miron Lipski heart    iris
Kocham swój wieczny avek <3

Offline

 

#1223 2011-09-04 14:49:50

jakcykbumbum
Pociąga za sznurki
Zarejestrowany: 2009-06-23
Posty: 8781
Serwis

Re: Kartoteka czyli w krzywym zwierciadle...

Jako, że napisałam prawie cały komentarz i mi się skasował, to się wkurzyłam i robię wersję skróconą.

Mea, Marek nie planował wyjazdu, by zdobyć Ulę. Miłość go dopadła na wyjeździe xD
Meg, ja mam wrażenie, że mi siedzisz w głowie. Cały czas. Nic więcej nie powiem xD
Libby, tam była ironia xD
Mi też tam brakowało tego momentu, ale stwierdziłam, że go nie będzie, bo to zbyt banalne. Znali się długi czas, więc to nie mogło być takie bęc i już. Przynajmniej nie w przypadku Marka. On miłość odkrywał powoli.
Iris, to nie było ostrzeżenie, to były moje odczucia, kiedy to pisałam. Chciałam się tym bawić. Stworzyć coś innego niż do tej pory. Wytworzyć inny nastrój. 
Nie miałam zamiaru wstrząsnąć RT tym tekstem.

I Iris, tak jesteś upierdliwa tongue Nie przeczytałam całej RT xD Ale chyba Ty tak xD
Chyba bym musiała napisać, że Ula i Marek polecieli w podróż poślubną w kosmos, żeby być pewną, że tego nie było. Od zawsze starłam się nie powtarzać. I tak już tworzę pełne parodii opowiadanie i piszę kartotekę. Zrozum Iris xD nie da się już nie powtarzać w RT xD Przynajmniej choć trochę. I błagam cię, nie mów już wszystkim, że to już było xD
Bo jak pisałam, to właśnie myślałam, czy mi Iris nie powie, że to już było xD tongue


Tylko idiota ma porządek. Geniusz potrafi zapanować nad chaosem.
Lady Pank| T. Love| Perfect| Linkin Park| Green Day| And Czesław Mozil
'tylko nie depresja! tylko nie depresja, motylu!'

Offline

 

#1224 2011-09-04 17:00:22

brzydulomaniaczka
Przyjaciułka SteFy
Od: Gdzieś w lubelskim...
Zarejestrowany: 2009-04-04
Posty: 10576
Serwis

Re: Kartoteka czyli w krzywym zwierciadle...

Dobra, ja wiem, że się nie da nie powtarzać (nawet moje dzieuo konkursowe było ze starym motywem) xD Ale ja zawsze powtarzam (tylko tym razem jakoś zapomniałam xD), że sztuką jest z ogranego motywu zrobić coś fajnego. I ja się u ciebie przyczepiłam tego raczej żartobliwie wink. Taki motyw trafił się bodaj raz i to było zupełnie coś innego, a ty zrobiłaś z tego w ogóle osobną historię, która była FAJNA i bardzo mi się podobała. I tutaj akurat minimalne znaczenie miało dla mnie to, że ileśtam lat temu ktoś to wykorzystał gdzieś indziej (pamiętam nawet gdzie, ale whatever big_smile).

Tak, przeczytałam chyba całą RT, jestem upierdliwa i deal with it xD

Irka


Kocham wszystkie swoje siostrzyczki forómowe: Aduśka, Apollina, Claudia, Króweczka, Libby, Mel, Pszczoła, Struś.
Mój facet to Miron Lipski heart    iris
Kocham swój wieczny avek <3

Offline

 

#1225 2011-09-04 20:06:57

jakcykbumbum
Pociąga za sznurki
Zarejestrowany: 2009-06-23
Posty: 8781
Serwis

Re: Kartoteka czyli w krzywym zwierciadle...

Iris xD Ok xD Ok xD

Tak sobie pomyślałam, że może i wstawię pracę konkursową. Z poprawionymi tagami xD No cóż... xD
Tutaj, bo ma taką a nie inną formę. Może ktoś skomentuje xD

Wakacje last minute
Last road – ciemniej niż w Pomiechówku

Dawno, dawno temu. Za górami, za lasami, za łąkami i polami. W samochodzie na pustej drodze siedziało czworo ludzi w niemałej trwodze…

W małym pokoiku na poddaszu na małym łóżeczku leżał pięcioletni chłopiec, a obok niego siedział jego ojciec, trzymając w ręku książkę.
- Nie, nie – powiedział maluch, próbując wyperswadować swojemu tacie chęć przeczytania po raz setny tej samej bajki. – To jest nudne. Ja chcę coś innego – powiedział.
Na co ja się zgodziłem?! Że też jej się udało mnie przekonać do tej akcji. Jeszcze sześć lat temu ją popierałem. Dzisiaj już nie jestem taki pewien. Tak, wtedy byłem bezdzietnym kawalerem. Warto podkreślić, że jako tak długoletni kawaler dzieci nie miałem. Udało mi się.
- Opowiedz mi coś – zakomenderował chłopiec, marszcząc przy tym groźnie brwi.
- Ale co?! – jęknął tata postawiony pod bramką. – A może… Opowiem ci o naszych pierwszych wakacjach.
- Moich?
- Nie, moich i mamy. I jeszcze… Ale to później. A więc. Dawno, dawno temu… Znaczy, nie tak dawno.


- Kochanie, wróciłem! – zawołał od progu Dobrzański.  Rzucił teczkę na najbliższą półkę i szybkim krokiem skierował się do salonu. Brakowało mu tylko psa, który przyniósłby mu kapcie. Gdyby tak było, scena ta niczym nie różniłaby się od hollywoodzkiego ujęcia powrotu pracującego męża do domu.
Szybkim korkiem wszedł do kuchni, chcąc ucałować żonę na powitanie. No cóż… Tu znowu pojawiał się problem. Przed chwilą nie było psa, teraz nie ma żony ubranej w fartuszek i wyciągającej z piekarnika ciasto, bądź pieczeń.
- Tu jestem! – usłyszał głos dochodzący z łazienki.
- O! To dobrze, że nigdzie nie wyszłaś – ucieszył się, widząc żonę, która wkładała właśnie brudne ubrania do pralki… Znaczy ucieszył się, że widzi żonę, a nie, że ona robi pranie.  Popierał sufrażystki, ale ich skrajny odłam, feministki, już tak do niego nie przemawiał. – Muszę ci coś powiedzieć… Ja wiem, że nie byłaś zadowolona z faktu, że nie mieliśmy podróży poślubnej, ale firma, pokaz… Mi szczerze powiedziawszy, wystarczyła noc poślubna, ale ja nie o tym – szybko wrócił do poprzedniego wątku, widząc karcące spojrzenie żony. – A więc, jedziemy na wakacje – oznajmił. – Nad polskie morze. Ono ma swój urok… Kiedy nie pada, oczywiście – dodał.
- A że zawsze pada…
- Oj, nie marudź. Powiedz, że się cieszysz.
- Cieszę się, oczywiście, że się cieszę – odpowiedziała z uśmiechem. – Z tobą mogę jechać wszędzie – wymruczała, wpatrując się w jego twarz z miłością. Pocałowała go delikatnie na potwierdzenie swych słów.
- To dobrze, że się cieszysz, że jedziesz ze mną, bo pojawia się tu mały… Maleńki problemik. Olszańscy jadą z nami – oznajmił na wydechu.
- No cóż… Miałam zamiar potraktować te wakacje, jak podróż poślubną…
- Ale fakt, faktem jedziesz ze mną, nie? – spytał niepewnym głosem Dobrzański, próbując znaleźć na poczekaniu jakiś pozytyw.
- Tak, tak. I z Sebastianem i z Violettą – odpowiedziała, wychodząc z łazienki. Markowi nie udało się nic wyczytać z jej twarzy. Blefuje. Nie obraziła się, pomyślał.

- Powiedz mi, mój jakże kochany mężu, dlaczego jedziemy jednym autem? – pytała Violetta Olszańska z niezadowoleniem w głosie. Stanowczo wolała ich samochód. Był wygodniejszy, a poza tym pragnęła spędzić wakacje z ukochanym. A tymczasem nie spędzi nawet jednej minuty z nim sam na sam, bowiem małżonek wpadł na genialny pomysł wyjazdu z ich najbliższymi przyjaciółmi. Lubiła ich, to prawda, ale kochała Sebastiana, więc miała stanowczo inne plany. Jednakże jej mąż był wyjątkowo zżyty z niejakim Markiem D.
- Choćby dlatego, że oszczędzimy na paliwie. Wszystko drożeje, mamy kryzys. Trzeba będzie przerobić nasze auto na gaz, jak tak dalej pójdzie – wymamrotał Olszański, kręcąc głową.
- Kabriolet na gaz? Pff…

- Jak nazwać inaczej nieszczęście? – spytała Violetta.
- Szczere pole – mruknął Marek.
- Awaria silnika na nieuczęszczanej drodze – dodał Sebastian.
- Brak zasięgu – podsumowała Ula.
- No cóż… Niby racja. Ale chodziło mi coś w stylu klęski, katastrofy, pecha bądź jak tez usłyszałam kiedyś, padaki.
- Violka, nie kop leżącego – wymamrotał prezes, załamując ręce. Poczuł na ramieniu dłoń swojej zony. Ula usilnie próbowała się nie załamywać, ale powoli zapadał zmierzch i robiło się coraz zimniej, a w aucie mogli liczyć tylko na jeden koc i dwie kurtki, które Cieplakówna zapakowała w razie, gdyby pogoda mogła się zepsuć. Beztroskie małżeństwo Olszańskich miało przy sobie tylko bardzo letnią odzież, bo pakowała ich Violetta. Mimo wszystko więc entuzjazm Uli powoli malał.
- A mówiłam, że trzeba było jechać dwoma autami albo naszym…
- Dwuosobowym? – jęknął Sebastian. – A Ula i Marek na dachu czy w bagażniku? – spytał z irytacją w głosie. – Nie, po co ja pytam? Przecież w bagażniku byłyby nasze torby, więc problem się sam rozwiązuje.
- Ale nam by było teraz wygodniej – mruknęła cicho Viola.
- Ale nie jest! – Olszański niemal wrzasnął.
- Uspokójcie się, trzeba coś wymyślić… - zaproponowała Ula, nie zwracając uwagi na swojego męża, który opadł bezwiednie na kierownicę i nawet nie drgnął, kiedy omyłkowo wcisnął klakson.
- O patrzcie! – wrzasnął nagle Sebastian, robiąc więcej rabanu niż chwilę wcześniej sygnał dźwiękowy samochodu Dobrzańskiego.  – Violka, wyskakuj z auta i łap stopa – zakomenderował, wypychając na siłę swoją żonę przez uchylone do tej pory drzwi. Gdzieś w oddali bowiem zobaczył dwa jasne punkciki. – A ty, Cieplak, co siedzisz i udajesz greka? Dołączaj do Violi – ponaglił. Ula posłała mu kpiące spojrzenie.
- Sebastian, a właściwie Olszański, zamknij się – warknęła i wychyliła się przez okno. – Viola, wróć do auta – poprosiła, patrząc na zdezorientowaną Kubasińską. – A dla twojej wiadomości, kolego mojego męża, to świetliki – powiedziała z ironicznym uśmiechem.
- Och… Ulka, wkurzasz się, bo nagle zacząłem doceniać twoje walory… No cóż… Metamorfozę miałaś lepszą niż Kopciuszek.
- Seba! – jęknął Dobrzański. – Ile razy mam ci…
- Och! Dobra, już dobra. To co robimy? – spytał zmieniając temat, bo Viola posłała mu karcące spojrzenie.

- Zachciało się wam wakacji last minute. I macie, co chcieliście. Czekamy na naszą ostatnią minutę w tym lesie. Tu jest ciemniej niż w Pomiechówku – mamrotała Violetta.
- Nie marudź. Zbieraj chrust – ponaglił Olszański, schylając się po małą gałązkę, która po chwili dołączyła reszty, którą trzymał na rękach. – Dobrze, że Ula była w harcerstwie, bo inaczej nie byłoby nawet ognia. Mamy jeszcze batoniki…
- I pomidory – dodała Violetta. – Ale za mało. Taki stres, taki stres!... Słyszałeś?! – spytała, bo usłyszała coś nagle w krzakach.
- Violka! Nie panikuj, to tylko wiewiórka albo lis – zbagatelizował sprawę Sebastian.
- Ale… - No cóż, za późno już było na „ale”.

- Marek, przepraszam, że to powiem, ale kto ci kazał jechać ta drogą? Tu nikt nie jeździ – wymamrotała Ula.
- Nawigacja, ale zepsuła się jakieś pięćdziesiąt kilometrów temu, więc nie wiem, czy nie należało gdzieś skręcić – odpowiedział, dokładając kolejną gałąź do ogniska.
- To i tak lepiej, niż gdyby Violka była nawigatorem. Miała takie zamiary – odparła Ula, siadając koło swojego męża na kocu.  Już dawno zrobiło się ciemno. Chcieli przeczekać noc i rano ruszyć na poszukiwanie zasięgu, telefonu bądź jakiegoś przydrożnego warsztatu. Na razie próbowali się nie załamywać.
- A co jeśli jutro nic nie znajdziemy? Przecież to jakaś głusza. Ja nie wiedziałam, że są takie miejsca w Polsce – wymamrotała Cieplakówna, opierając się na ramieniu Marka. – Wiesz, ja już wolę to nasze zimne morze od tego czegoś tutaj – powiedziała.
- Ja wolałbym hotel. W końcu to miał być nasz miesiąc miodowy, prawda? – zamruczał jej do ucha. Delikatnie odgarnął jej włosy z twarzy i złożył delikatny pocałunek na jej ustach, którego ona nie omieszkała nie odwzajemnić. Niestety, nie dane im było zanurzyć się w marzeniach o miesiącu miodowym.
- Odyniec! – wrzasnął Olszański, wypadając z lasu. Za nim biegła umorusana Violetta. Najwidoczniej zahaczyła gdzieś po drodze o gałąź… Gałęzie.
- Dzik! – krzyczała Kubasińska. – Locha!
- Ja mówiłam, że to zły pomysł brać ich na wakacje, a co dopiero po chrust wysyłać – wymamrotała Cieplakówna szybko, podnosząc się błyskawicznie z małej kłody znalezionej w lesie. Pociągnęła za sobą Marka, z którego twarzy można było wyczytać „Zachciało nam się, kurde, ogniska!”

- Poszła? Poszedł? – pytała przerażona Kubasińska, trzymając się kurczowo ramienia swojego męża.
- Ała! Viola, tipsy mi się wbijają… - jęknął po raz wtóry kadrowy. Jednak jego słowa zdały się na nic. W tym momencie Kubasińska nie miała zamiaru odpuścić. Wyglądała jak przerażona tchórzofretka.
- Nie, nie poszła – odburknęła Ula. – Gdzie wy żeście ją znaleźli?!
- No, gdzie, gdzie. W lesie. Widzisz tu coś innego? - odburknęła Violetta.
- To nockę mamy z głowy – stwierdził Dobrzański. – A miało być tak pięknie.

- Ula, obudź się – Cieplakówna poczuła na twarzy dłoń Marka. Powoli otworzyła oczy. Nie dotarła do niej jeszcze wczorajsza rzeczywistość.
- Mmm… Nie, ja chcę spać – wymruczała.
- No tak. Tylko ktoś musi wyjść i sprawdzić, czy dzik sobie poszedł – padła stawiająca na nogi odpowiedź. Cieplakówna otworzyła szeroko oczy.  Już wiedziała gdzie jest, z kim jest i co jest nie tak.
- I to mam być ja, że mnie budzicie? – spytała przerażona.
- Nie, żartowałem – odparł Dobrzański. – Zagraliśmy z Sebastianem w papier, kamień, nożyce i wyszło na to, że w aucie zostaje prawdziwy mężczyzna, który was obroni, jakby co.
- Pff… - fuknął kadrowy? – A ja niby to co?
- Jeszcze nie znaleziono takiego słowa, które by cię określało – odpowiedział Dobrzański. – No, dawaj stary – zarządził prezes, po czym Olszański niepewnie otworzył drzwi i wystawił jedną nogę na jezdnię. Chwilę potem znalazła się tam tez jego głowa.
- Juhu! Dziczku! Jesteś tu?! – padło pytanie, na które nie było odpowiedzi. – Nic tu nie ma, Marek – oznajmił Olszański. – Zostawił tylko… No cóż… Ponawoził trochę – zacmokał zniesmaczony kadrowy. – Możecie wyjść. Viola, ty również – powiedział, bo wystraszona Kubasińska skuliła się na tylnym siedzeniu i próbowała się czegoś złapać, by jej mąż nie miał jej zamiaru wyciągnąć na siłę. Nie udało jej się. Po chwili dołączyła do wszystkich na zewnątrz.
- No cóż… Co teraz?

- Matylda! Matylda! Przywiozłem ci tu kolejnych wczasowiczów! – dało się słyszeć w mały gospodarstwie. – Proszę, państwa miastowych, to je Matyldzia – poczciwy staruszek wskazał ręką na poczciwą staruszkę, która wyszła z małego domku, stojącego pośrodku lasu. Nie szło, nie zauważyć, że wokół takich chatek jest więcej – Matyldzia, to są państwo miastowi – powiedział swym nazbyt donośnym głosem Kazimierz, jak się przedstawił.
- Matylda Kremska – odparła kobieta, podając rękę każdemu z gości.
Dobrzański spojrzał na swoją żonę. Olszański zrobił to samo. Już mieli zamiar uciekać do samochodu, który został zholowany przez małą furmankę. Ula i Violetta spojrzały po sobie i błyskawicznie pokręciły głowami.
- Zostajemy – powiedział Ula.
- Ano, bo gdzie wy byście poszli? Do lasu znowu się spotkać z dzikiem? – zachichotał staruszek. – Oj, Matyldziu, wystraszeni oni, jak nikt inny. A najbardziej te dwa ponoć chłopy – powiedział. Kręcąc głową.
- A kto by się nie bał tego naszego leśnego trójkąta bermudzkiego? – zapytała.
- Fakt faktem, samochody to się tu psują ze dwa razy na dzień, więc robię zawsze objazd po lesie, żeby kogo wilki nie zjadły. Wyście mieli szczęście. Spotkaliście tylko Kinię. Małe to to, ale cieka jak szalone. Musicie szybko biegać, skoro żeście zwiali – oznajmił z niemałą radością. – Ale warsztat samochodowy to dochodowy interes jest tutaj. Zresztą, agroturystyka też, a i owszem – powiedział.
- Można się domyślić – mruknął Dobrzański, zastanawiając się, którędy jechało to drugie auto, które ponoć razem z nimi wyrobiło dzienną norm, że go nie zauważyli. A ich furmanki to się ta moc w ogóle nie trzyma pewnie. Dziwne czemu.
- Uwierzysz, że oni stali od naszego domku jakieś pół kilometra, ale żadne się nie ruszyło, żeby się przejść? Obejrzeć okolice?
- No cóż… Toż to miastowi – podsumowała małomówna Matyldzia.
- Myśmy się naoglądali aż za wiele – odparł Sebastian.
- Łot! Przecie widzę. Nie wpychałby swojej żonki pod samochód, gdyby nie był tak wystraszony.  Zresztą, żonka i bez tego by skoczyła – stwierdził uradowany. – A ja bym i tak się zatrzymał.
- Dobrze, bez zbędnej paplaniny – zarządził zirytowany Olszański.
- Łot… Od tej srebrnej furmanki jakiś tysiąc… Bo toć jakiś drogawy sprzęcior.  A od noclegu… Matyldzia, co proponujesz?
- Ile nocek? – spytała szybko.
- A ile potrwa naprawa samochodu? – spytała Ula.
- Jak dla was po przegonieniu przez loszkę, to ze trzy dni – powiedział staruszek.
- Hmm… Razem z jakieś trzy tysiączki – powiedziała Matylda po zastanowieniu. – Płacicie kartą, czekiem czy gotówką? – padło pytanie.

- Tato, a puenta albo morał tej bajki? – spytał chłopiec. – Mama zawsze ma.
- Zawsze rób przegląd przed dłuższą jazdą – odparł mężczyzna. No cóż, to jest morał. A puenta jest inna. Dziewięć miesięcy później urodziłeś się ty, ale tego nie musisz wiedzieć. – No, teraz musisz już zasnąć.
- Dobrze, tato. I wiesz co?
- Tak?
- Jak będę duży, to też chcę przeżyć taką przygodę – odpowiedział chłopak.
- Wydaje mi się, że nie chcesz – odparł ojciec, głaskając synka po głowie.
- Chcę! – krzyknął chłopiec.
- No dobrze… - Tylko nie puentuj tak jak tatuś. Przynajmniej nie przed ślubem. – A teraz śpij.


Tylko idiota ma porządek. Geniusz potrafi zapanować nad chaosem.
Lady Pank| T. Love| Perfect| Linkin Park| Green Day| And Czesław Mozil
'tylko nie depresja! tylko nie depresja, motylu!'

Offline

 

#1226 2011-09-05 19:24:41

MEG1984
Prawie jak Papuka
Od: zachodniopomorskie
Zarejestrowany: 2009-12-02
Posty: 6290

Re: Kartoteka czyli w krzywym zwierciadle...

Ogłaszam, że wróciłam do żywych i nadrabiam zaległości komentarzowe big_smile Wczoraj nie dałam rady, a dziś jestem w delegacji ale już na szczęście mam chwilę wytchnienia, chociaż ledwie widzę na oczy ze zmęczenia.
Na początek króciutkie odniesienie

Cykuś napisał:

Meg, ja mam wrażenie, że mi siedzisz w głowie. Cały czas. Nic więcej nie powiem xD

Ja Ci siedzę w głowie? Jetem w szoku ale cieszę się, że odbiera to, co napisałaś tak jak chciałaś żeby zostało odebrane.
A teraz komentarz do miniatury. Tę pracę oczywiście przeczytałam jako pracę konkursową. Od początku miała podejrzenia co do jej autorstwa. Twoje poczucie humoru i styl są  niepowtarzalne.
Podobała mi się forma w jakiej napisałaś tę miniaturę. Najlepsze są bajki oparte na faktach big_smile

Cykuś napisał:

Dawno, dawno temu. Za górami, za lasami, za łąkami i polami. W samochodzie na pustej drodze siedziało czworo ludzi w niemałej trwodze…

Już ten króciutki wstęp wystarczył żeby wywołać uśmiech na mojej twarzy.

Cykuś napisał:

- Kochanie, wróciłem! – zawołał od progu Dobrzański. Rzucił teczkę na najbliższą półkę i szybkim krokiem skierował się do salonu. Brakowało mu tylko psa, który przyniósłby mu kapcie. Gdyby tak było, scena ta niczym nie różniłaby się od hollywoodzkiego ujęcia powrotu pracującego męża do domu.

Tylko to Polska a nie Hollywood big_smile A Mareczkowi gdyby miał psa przynoszącego kapcie mogłoby być za dobrze. Poza tym gdyby wszystko było w jego życiu idealnie to nie byłoby tak zabawnie big_smile

Cykuś napisał:

– A więc, jedziemy na wakacje – oznajmił. – Nad polskie morze. Ono ma swój urok… Kiedy nie pada, oczywiście – dodał.
- A że zawsze pada…

Morze może i ma swój urok, ale jak poda to świeżo poślubieni małżonkowie też na pewno znajdą sobie jakieś zajęcie big_smile

Cykuś napisał:

- To dobrze, że się cieszysz, że jedziesz ze mną, bo pojawia się tu mały… Maleńki problemik. Olszańscy jadą z nami – oznajmił na wydechu.

Na miejscu Marka to nie byłabym pewna czy to na pewno taki mały problemik big_smile

Cykuś napisał:

- Powiedz mi, mój jakże kochany mężu, dlaczego jedziemy jednym autem? – pytała Violetta Olszańska z niezadowoleniem w głosie. Stanowczo wolała ich samochód. Był wygodniejszy, a poza tym pragnęła spędzić wakacje z ukochanym. A tymczasem nie spędzi nawet jednej minuty z nim sam na sam, bowiem małżonek wpadł na genialny pomysł wyjazdu z ich najbliższymi przyjaciółmi.

Jak widać nie tylko Ula chciałaby spędzić wakacje wyłącznie z ukochanym. Panowie zachowują się trochę jak bliźniaki syjamskie. Gdzie jeden tam i drugi. Ciekawe którego pomysłem był wspólny wyjazd mysli

Cykuś napisał:

- Kabriolet na gaz? Pff…

Chociaż raz w pełni zgadzam się z Violą.

Cykuś napisał:

- Zachciało się wam wakacji last minute. I macie, co chcieliście. Czekamy na naszą ostatnią minutę w tym lesie. Tu jest ciemniej niż w Pomiechówku – mamrotała Violetta.

Violetta i jej porównania lol3

Cykuś napisał:

- Odyniec! – wrzasnął Olszański, wypadając z lasu. Za nim biegła umorusana Violetta. Najwidoczniej zahaczyła gdzieś po drodze o gałąź… Gałęzie.
- Dzik! – krzyczała Kubasińska. – Locha!

lol3 Wyobraziłam sobie tę scenę i oplułam ze śmiechu monitor.

Cykuś napisał:

- Nie, żartowałem – odparł Dobrzański. – Zagraliśmy z Sebastianem w papier, kamień, nożyce i wyszło na to, że w aucie zostaje prawdziwy mężczyzna, który was obroni, jakby co.
- Pff… - fuknął kadrowy? – A ja niby to co?
- Jeszcze nie znaleziono takiego słowa, które by cię określało – odpowiedział Dobrzański.

W sumie to ja się zastanawiam czy któryś z nich w ogóle jest prawdziwym mężczyzną tongue Obaj zgrywają macho a jak przyjdzie co do czego to ciepłe kluchy z nich.

Cykuś napisał:

Wyście mieli szczęście. Spotkaliście tylko Kinię. Małe to to, ale cieka jak szalone.

Coś mi się nie wydaje żeby oni uważali, że mają szczęście big_smile

Cykuś napisał:

- Dobrze, bez zbędnej paplaniny – zarządził zirytowany Olszański.
- Łot… Od tej srebrnej furmanki jakiś tysiąc… Bo toć jakiś drogawy sprzęcior.  A od noclegu… Matyldzia, co proponujesz?
- Ile nocek? – spytała szybko.
- A ile potrwa naprawa samochodu? – spytała Ula.
- Jak dla was po przegonieniu przez loszkę, to ze trzy dni – powiedział staruszek.
- Hmm… Razem z jakieś trzy tysiączki – powiedziała Matylda po zastanowieniu. – Płacicie kartą, czekiem czy gotówką? – padło pytanie.

Coś drogawo sobie państwo policzyli za odholowanie auta i noclegi. Poza tym to niby wieś ale u nich można płacić kartą, a takiej Biedronce nie big_smile

Cykuś napisał:

- Tato, a puenta albo morał tej bajki? – spytał chłopiec. – Mama zawsze ma.
- Zawsze rób przegląd przed dłuższą jazdą – odparł mężczyzna. No cóż, to jest morał. A puenta jest inna. Dziewięć miesięcy później urodziłeś się ty, ale tego nie musisz wiedzieć.

Cykuś napisał:

- Tylko nie puentuj tak jak tatuś. Przynajmniej nie przed ślubem.

Morał mnie powalił aa kolana ale puenta zwyczajnie zamordowała : lol2:

Jeszcze raz gratuluję Ci zwycięstwa. Pozdrawiam serdecznie i życz mnóstwa weny kiss


Kiedy rodzi się człowiek z nieba spada dusza i  rozpada się na dwie części.
Jedna z nich trafia do kobiety, druga do mężczyzny.
Życie polega na odnalezieniu tej drugiej połowy, połowy swojej duszy, połowy samego siebie...
I believe in SH. I AM SHERLOCKED.

Offline

 

#1227 2011-10-07 17:46:44

jakcykbumbum
Pociąga za sznurki
Zarejestrowany: 2009-06-23
Posty: 8781
Serwis

Re: Kartoteka czyli w krzywym zwierciadle...

Meg, nie podziękowałam za komentarz, więc dziękuję teraz kiss


Wzięło mnie dzisiaj na wspomnienia. I nawet nie wiecie, jak mi brakuje pisania, waszych komentarzy. Jak mi brakuje forum. Forum brzydulowego, nie majkowego i nie tego muchowego. Brakuje mi tamtej atmosfery, ale doszłam do wniosku, że to już nigdy nie wróci. Nie ma jak tego wrócić. Jak wchodzę do pogaduch, żeby zobaczyć, czy się coś zmieniło, to mi ręce opadają. Koniec forum. Niestety.

Chciałabym coś napisać, nawet brak weny mi nie przeszkadza, ale brak czasu, siły. Bo wracam do domu kompletnie wyzuta. Kobieta pewnie nigdy nie zostanie dokończona. Ale taki już jest jej los.

Może ja kiedyś napiszę coś dla siebie. Ba! Myślałam nawet o książce, ale to mrzonki.
W każdym bądź razie musiałam się wyżalić. Bo mi upadek forum leży na sercu. No i kurdę, bardzo mi brakuje pisania.

Ostatnio edytowany przez jakcykbumbum (2011-10-07 17:47:33)


Tylko idiota ma porządek. Geniusz potrafi zapanować nad chaosem.
Lady Pank| T. Love| Perfect| Linkin Park| Green Day| And Czesław Mozil
'tylko nie depresja! tylko nie depresja, motylu!'

Offline

 

#1228 2011-10-07 19:18:19

MEG1984
Prawie jak Papuka
Od: zachodniopomorskie
Zarejestrowany: 2009-12-02
Posty: 6290

Re: Kartoteka czyli w krzywym zwierciadle...

Cykuś napisał:

Meg, nie podziękowałam za komentarz, więc dziękuję teraz kiss

Nie ma za co smile

Cykuś napisał:

Wzięło mnie dzisiaj na wspomnienia. I nawet nie wiecie, jak mi brakuje pisania, waszych komentarzy. Jak mi brakuje forum. Forum brzydulowego, nie majkowego i nie tego muchowego. Brakuje mi tamtej atmosfery, ale doszłam do wniosku, że to już nigdy nie wróci. Nie ma jak tego wrócić. Jak wchodzę do pogaduch, żeby zobaczyć, czy się coś zmieniło, to mi ręce opadają. Koniec forum. Niestety.

Chciałabym coś napisać, nawet brak weny mi nie przeszkadza, ale brak czasu, siły. Bo wracam do domu kompletnie wyzuta. Kobieta pewnie nigdy nie zostanie dokończona. Ale taki już jest jej los.

Może ja kiedyś napiszę coś dla siebie. Ba! Myślałam nawet o książce, ale to mrzonki.
W każdym bądź razie musiałam się wyżalić. Bo mi upadek forum leży na sercu. No i kurdę, bardzo mi brakuje pisania.

Mnie też ostatnio wzięło na wspomnienia. Czytałam sobie stare miniatury i przypominałam jak to było zanim się zarejestrowałam, jak kiedyś wyglądało to forum. Czytałam też moje pierwsze komentarze i teraz z niektórych z nich śmiać mi się chce. Autorki rozwinęły się pisarsko, a ja się wyspecjalizowałam w pisaniu komentarzy.

Teraz brakuje mi dowcipnych dyskusji pod opowiadaniami. Kiedyś wystarczyło tylko jedno zdanie by wywołać ciekawą rozmowę. Naprawdę mi tego brakuje i brakuje mi wielu osób które jeszcze niedawno tworzyły niepowtarzalną atmosferę tego forum. Na szczęście jednak jeszcze trochę się nas tu ostało smile Wciąż są osoby, z którymi naprawdę ciekawie można porozmawiać. Wciąż też, choć na pewno rzadziej, pojawiają się nowe rozdziały.   

Wszystko się zmienia. Takie jest życie. Mam jednak nadzieję i wierzę w to, że uda Ci się skończyć Kobietę. Może teraz nie masz czasu i siły, ale mam jedną prośbę - nie daj się przytłoczyć zniechęceniu ponieważ masz prawdziwy talent.


Kiedy rodzi się człowiek z nieba spada dusza i  rozpada się na dwie części.
Jedna z nich trafia do kobiety, druga do mężczyzny.
Życie polega na odnalezieniu tej drugiej połowy, połowy swojej duszy, połowy samego siebie...
I believe in SH. I AM SHERLOCKED.

Offline

 

Stopka forum

Powered by PunBB© Copyright 2002–2018 PunBB
statystyka