BrzydULA - jedyne forum fanów serialu

Forum dyskusyjne miłośników serialu "BrzydULA"

Nie jesteś zalogowany.

#51 2009-08-18 20:29:20

jakcykbumbum
Pociąga za sznurki
Zarejestrowany: 2009-06-23
Posty: 8781
Serwis

Re: Kartoteka czyli w krzywym zwierciadle...

No dobra. Wzięłam się i napisałam. Ta postać to jedna z moich ulubionych. Dlatego tyle tego jest. Natchnął mnie mój brat, a poza tym to pomyślałam, że trzeba stworzyć parę pewnej osóbce. Trzeba było go sponiewierać. Przepraszam wszystkich, którzy go kochają.

Karta: Marek Dobrzański – przed przemianą

Jest: playboyem, przystojniakiem, zaślepionym idiotą, podrywaczem i niewiernym mężczyzną.
Wykształcenie: Mgr… Nie, nie magister, ale magazynier. Ukończył studia na wydziale: Patafiaństwa i Podrywania. Inaczej PiP. Dodatkowo i przez kompletny przypadek, a także z wielkim trudem skończył PR. Zaliczył także kurs głupoty, co pomogło mu wygrać konkurs na „Idiotę roku".
Wyróżnia się: urodą. Jest niesamowicie przystojny. Opinia ta jest potwierdzona przez Stowarzyszenie Modelek, a również niejakie forum Brzyduli, gdzie Marek występuje jako Filip Bobek.
Myśli: że nie kocha Uli.
Ulubiony owoc: wydawać by się mogło, że wszyscy mężczyźni lubią truskawki. Tak, w przypadku Marka również tak jest, ale on lubi także wisienki.
Ulubione strój: jeśli chodzi o jego osobę, to lubi garnitury. Natomiast, jeśli chodzi o płeć przeciwną, to chyba nie trzeba pisać.
Ulubione danie: pierogi.
Ulubiony gadżet: notesik, w którym notuje skrzętnie numery do pięknych pań.
Jest miłośnikiem: szybkich, drogich i ekskluzywnych samochodów.
Ostatni raz widziano go: w klubie, gdy bawił się w towarzystwie miłych pań. Nie było wśród nich jego narzeczonej.
Stanowi zagrożenie dla: kobiet. Na jego widok mdleją.
Boi się: o swój stołek. Mamy informację, że ukrywa jeszcze jedną fobię, ale na razie nie wolno nam jej ujawniać. Może wydarzenie z życia naprowadzi was na dobry trop.

Wydarzenie z życia:

Marek grał na perkusji. Wyżywał się, bo właśnie zobaczył, jak Ula całuje się z Maćkiem. Z niewiadomych przyczyn doprowadziło go to do szału. Uderzał coraz mocniej, chcąc wyzbyć się wszelkich emocji. Nie zwracał uwagi na to, że były to tylko przypadkowe uderzenia, a nie konkretny utwór. Nagle uświadomił sobie, że nigdy nie grał na perkusji i przestał uderzać. Wszystko ucichło, ale po chwili pojawiła się Paulina, dzierżąc w dłoniach dwie pokrywki od garnków, które miały udawać talerze perkusyjne. Wydawały z siebie niemiłosierny hałas. W pewnym momencie jedna z nich wypadła jej z ręki i potoczyła się w kierunku gongu, który stał pod ścianą. Uderzyła w niego i rozległ się ogłuszając dźwięk.
Marek obudził się z myślą, że w życiu nie kupi sobie wielkiego metalowego placka. Ale to nie placek ranił jego wrażliwe uczy. Był to odgłos domofonu. Paulina zawsze musi być oryginalna. Mogliśmy kupić jakiś brzęczek, a nie gong, pomyślał, wstając niezdarnie z łóżka. Jego narzeczona spała w najlepsze. Założył swoje różowe kapcie, które kupił na stadionie, kiedy był młody. Były ozdobione różowymi piórkami. Przez te kilka lat zdążyły się już ubrudzić, ale Marek postawił sobie za punkt honoru, by pozostały z nim na zawsze. Nie pomagały prośby i groźby Pauliny. Był nieugięty.
Ubrał szlafrok, który miał zasłonić jego piżamę z Supermanem* i wolno ruszył do drzwi. Gdy zbierał zakręt, zachwiał się i upadł, ale dzielnie podniósł się, aby pokonać kolejną przeszkodę w postaci schodów. Tu poszło mu znacznie lepiej. Uważnie stawiał kroki i przed każdym zastanawiał się, jak poprawnie ułożyć stopę. Spokojnie i bez pośpiechu pokonał schody w zaledwie pięć minut, w ciągu których zdążył się dostatecznie rozbudzić. Pomogły mu w tym nieustające dźwięki dzwonka. Podszedł do drzwi. Nacisnął klamkę i stanął zszokowany, bo zobaczył, jaka zmora czai się za drzwiami. Na progu stała niska, tęga starsza pani ubrana w czerwony beret, białe rękawiczki i długi czarny płaszcz. W torebce miała małego pieska, którego rasy Marek nie potrafił określić, ale przypomniał mu on potwora, który należał do Aleksa.
- Dobrzański? Hermenegilda jestem – przedstawiła się bezpardonowo.
- Ale… Ja… Ja… Ja pani nie znam – wyjąkał wreszcie.
- Ale ja pana znam. Dzieciaki za mną – powiedziała pewnie i równie pewnym krokiem wkroczyła do przedpokoju. Kiedy to zrobiła, Marek z przerażeniem spostrzegł, że nie była sama. Za nią stała gromadka dzieci. Dwóch chłopczyków i jedna dziewczyna, która na rękach trzymała małe dziecko. Marek jęknął w duchu, ale z uroczym uśmiechem wpuścił gości do salonu.
- A więc, to są dzieci.
- Widzę. Czyje? – spytał Marek ze strachem o własną przyszłość.
- Jak to czyje?! To pan nie wie? – Spojrzała na niego ze zdziwieniem.
- Moje? – jęknął z przerażeniem Marek, patrząc na dzieci i szukając podobieństwa. Dostrzegł, że jedno z nich ma podobne usta i o mało się nie rozpłakał. O matko! To moje! To na pewno moje. Czwórka! Trzeba było tak nie latać po panienkach, a ja żadnej nie przepuściłem. Zasra… playboy ze mnie.
- Nie, nie pana – powiedziała ze śmiechem. – Myślałam, że Sebastianem do pana dzwonił.
- Nie, nie dzwonił – stwierdził. W jego głowie zakiełkowała szaleńcza myśl. – To Sebastiana?! – On też szaleje i na pewno jest mniej ostrożny ode mnie. To na pewno jego! Już ja mu dam wykład, skoro jego rodzice tego nie zrobili. Wyłożę antykoncepcję. Ręcznie! Można się było tego po nim spodziewać. Na lekcjach w szkole nie słuchał. Programów przyrodniczych też nie oglądał, więc to musiało się tak skończyć.
- Nie. To jego siostrzenica i siostrzeńcy.
- A co ja mam do tego? – Chwila! Pamiętam, że miałem jakiś epizod z jego siostrą. Nie, Marek! Przecież powiedziała, że nie są twoje. W głowie Marka panował mętlik.
- Moja córka wyjechała na kilka dni. Zostawiła je pod naszą opieką. Je i psa, Kałasznikowa. Już do niego jechałam, ale zadzwonił i powiedział, że zalało mu mieszkanie. Powiedział jeszcze, że mam je przywieźć tutaj.
- Ale dlaczego tutaj? A pani? – Sebastian, w jego głowie to słowo zabrzmiało jak przekleństwo.
- Mój drogi, były u mnie dwa dni i więcej nie zniosę. Tak więc, do widzenia – powiedziała i błyskawicznie wyszła. Marek nie ruszył się miejsca, bo był zbyt zszokowany, by zrobić cokolwiek. Schował głowę w dłoniach i poruszył się dopiero wtedy, gdy dziewczynka powiedziała:
- Proszę pana, mamy problem. – Dobrzański podniósł głowę i stwierdził, że nie jest sam w pokoju.
- O co chodzi? – spytał.
- Bo Kacper ma pewien problem – powiadomiła Marka, który siedział z nieprzytomną miną na kanapie.
- Co? – spytał zrezygnowany.
- Kacpra trzeba przebrać – wyrzuciła z siebie jak z karabinu maszynowego.
- Dobrze. – Podniósł się z kanapy. Wziął bobasa i pieluchy od dziewczynki.
- Chodź ze mną. Powiesz mi, co mam zrobić.
- Dobrze.
- A wy tu zostańcie i najlepiej niczego nie dotykajcie – zwrócił się do braci dziewczynki.
Wszedł do pokoju gościnnego i położył Kacpra na łóżku. Dopiero teraz do niego dotarło, że to poważna sprawa.
- Fuj! – zawołał, bo poczuł, że z pieluszki bobasa wydobywa się nieprzyjemny zapach.
- A co pan myślał? Oczywiście, że będzie śmierdzieć. Niech pan weźmie oddech i odważnie stawi czoła temu zadaniu jak mężczyzna, a nie jakiś mięczak, choć mężczyzną to bym pana nie nazwala – podsumowała Marka dziesięcioletnia dziewczynka.
- A jak niby? – odezwał się Marek, zapominając o tym, że ma przebrać małego chłopczyka.
- Coś po między galaretą, a tym co zawiera ten pampers – wskazała ponaglająco na Kacpra.
- Dobrze, już dobrze. Zrobię to. Jestem mężczyzną a nie brązową papką – stwierdził dzielnie Marek i zabrał się do rozbrajania bomby. W pewnym momencie bomba ta wybuchła, a na piżamie Marka pojawiły się plamy.
- Cóż, czyli jednak pozostaje nam brązowa papka – podsumowała wesoło dziewczynka. Marek zakończył swoją misję z powodzeniem, ale jednak odniósł straty, bo jego jedwabna piżama, a raczej twarz Supermana została naznaczona przez obóz wroga.
- Czego się śmiejesz? – spytał z ironią Marek.
- Jak to z czego? Z pana. Oczywiście – ostatnie słowo wypowiedziała bardzo wyraźnie.
- Weź go – powiedział Dobrzański, nie patrząc na tę „małą zgrozę”, jak już określał Kacpra w swojej głowie. Dziewczynka wzięła chłopca na ręce i żwawym krokiem wyszła z łazienki. Sebastian, przeklinał Marek w duchu. Wyciągnął z kieszeni telefon i wybrał numer przyjaciela.
- Tylko mi nie mów, że ci mieszkanie zalało. – Dobrzański bez owijania w bawełnę rozpoczął atak. – Ja cię znam stary… I myślisz, że ci uwierzę?!... O nie. Mogę się tylko zgodzić na taką wersję: to ty je sam sobie zalałeś i w tym momencie uciekasz z kraju… Stary, ty się boisz dzieci… Prawda, prawda… No dobra, powiedzmy, że ci wierzę i co teraz?… Jeden dzień… Jeden… Albo jeden albo wcale… Dobra – powiedział i się rozłączył. Wszedł do łazienki i zaczął czyścić piżamę. Nie miał zamiaru jej wyrzucać. Kiedy już uporał się z plamą, wziął głęboki oddech i ruszył do salonu. Zastał tam gromadkę aniołków. Każde z dzieci miało na twarzy szeroki uśmiech. Marek od razu pomyślał, że coś przeskrobały.
- Co zrobiłyście?! – wrzasnął Marek.
- Nic – odpowiedzieli chórem. Nie wiedzieć czemu, Marek zwrócił się z groźną miną do małego chłopczyka, który siedział grzecznie na kanapie.
- Co zrobiłeś? – zapytał groźnie. Kiedy to powiedział, poczuł, że na twarzy ląduje mu lepka maź, która najprawdopodobniej pochodziła z „paszczy potwora”. Tak, Marek zdążył już wymyślić dużo niepochlebnych określeń, które dotyczyły dzieci. Dobrzański wolnym ruchem starł z twarzy ślinę i popatrzył ostro na dziecko.
- Oko za oko, a będziesz miał zeza. Ząb za ząb, będzie potrzebna ci proteza – trafnie określiła sytuację dziewczynka. Marek powoli odwrócił głowę w jej stronę, a z jego ust wydobył się złowieszczy syk:
- Ile ty masz lat?
- Dziesięć, psze pana. I w tym momencie należałoby się sobie przedstawić, aby rozładować tą groźną sytuację – zaproponowała i od razu przeszła do meritum. – No, to ja zacznę. Kornelia, lat dziesięć. Kacper, sześć miesięcy. Nie umie mówić – poinformowała Dobrzańskiego, bo uważała, że taka oczywistość może umknąć komuś takiemu jak on.
- Wiem – wysyczał. – A wy? – zwrócił się do pozostałych braci dziewczynki.
- Łukasz, sześć lat – odpowiedział jeden z nich.
- Tfff… Tfff – zaczął drugi z nich. Wyglądał tak jakby się dławił. – Tfff…
- Tomek? – zaczął zgadywać Marek.
- Tfff…
- Teofil?
- Tfff…
- Tadeusz?
- Tfffffu – na twarzy Marka wylądowała kolejna porcja śliny, a chłopiec odpowiedział spokojnie. – Mateusz.
- Do jasnej chol… - przeklął Marek i wywrócił oczami.
- Proszę mi tu nie przeklinać – powiedział dziewczynka.
- Tak? A co mam niby robić? Jeden mnie osikał, drugi opluł, ty mnie denerwujesz swoimi tekstami. Co ten potrafi? – wskazał oskarżycielsko na Łukasza. – Wiesz, wolałbym już Kałasznikowa, choć jego imię jest dość znaczące! – wybuchnął Marek.
- Spoko loko. Pojedziemy na Maroko – odezwał się Łukasz.
- O. Już wiem. Kolejny dowalacz! – wrzeszczał Marek, ale dzieci go wcale nie słuchały. Wybiegły z pokoju i wpadły z wrzaskiem do sypialni narzeczonych. Marek dotarł tam od razu po nich, ale nie zdążył uratować swojego misia, którego zostawił na łóżku. Dzieci wyrywały go sobie z rąk. Marek wkroczył go akcji i szybko im go odebrał, a następnie schował w miejscu, w którym nikt miał go nie znaleźć. To jest pod poduszką.
- Ufoludki! Ufoludki! Chochliki! - wrzeszczał.
- Co to jest?! – usłyszał Marek, gdy miotał się po pokoju jak szaleniec. Odwrócił się w stronę drzwi i ujrzał Paulinę w szlafroku, która wyszła z łazienki.
- To są dzieci moja droga! Wredne małe potwory! Będą mi się śnić po nocach! W koszmarach!
- Marek! – wrzasnęła Paulina, a jej narzeczony stanął w miejscu. – Uspokój się i powiedz mi, co to ma znaczyć. – Dobrzański posłusznie wykonał rozkaz. Kiedy skończył, Paulina powiedziała:
- Dobrze, zróbmy tak. Ja zajmę się Kacperkiem, a ty pójdziesz z resztą do cyrku. Może być? Musi być.
- Nie – jęknął Marek, ale nie z powodu dzieci. Powód był całkiem inny.

Marek odważnym krokiem wszedł do cyrku. Na jego twarzy malował się strach. Dzieci wesoło podskakiwały, bo cieszyły się na spotkanie z klaunami. Marek wydawał z siebie dziwne dźwięki. Usiadł na skraju ławki i po raz kolejny tego dnia schował głowę w dłoniach.
Rozpoczął się pokaz. Marek zamknął oczy i nie miał zamiaru ich otworzyć. W pewnym momencie poczuł czyjąś dłoń na swoim ramieniu. Podniósł niepewnie wzrok i zobaczył to, czego najbardziej się bał. Nad nim stał klaun z czerwonym nosem, uśmiechając się do niego wesoło. Marka sparaliżował strach. Nie widział niczego i nikogo. Nie wiedział, że wszedł na arenę i wszyscy się na niego patrzą. W pewnym momencie dotarła do jego mózgu dotarła mglista wizja tego, co może się wydarzyć. Kiedy to zrozumiał, nie czekał już na wodę z kwiatka, psikus z krzesłem, czy tez inny żart, tylko uciekł przez jedyne wyjście, które zobaczył. Wypadł z namiotu niczym błyskawica. Kiedy poczuł, że jest już bezpieczny, zatrzymał się i oparł ręce na nogach, oddychając ciężko.
- Strach cię goni, dogoni i przegoni – usłyszał podsumowujący głosik Korneli. Dzieci stały za nim i przyglądały mu się z ciekawością.
- Co?! – spytał nadal wystraszony.
- Wiadro – odpowiedział Łukasz.
- Niech wam będzie. Boję się klaunów. Pasuje? Jedziemy do zoo – zakomenderował głosem, który nie znosi sprzeciwu i ruszył do auta.

Jechali samochodem, gdy nagle Łukasz krzyknął:
- Radio Zet, najlepsza muzyka. RMF Fm*** – zakończył wyśpiewując nazwę radia.
- Co cię naszło? – spytała Kornelia.
- Nieodparta ochota – skwitował.
- Acha.
I jak ja mam z nimi wytrzymać? RMF i Radio Zet. Ludzie, pomocy.

Wycieczka do zoo najwidoczniej się im spodobała, bo są grzeczne, pomyślał Marek, ale jego myśli zagłuszył wrzask. Wrzask Łukasza.
- Gołodupce! – krzyknęło dziecko, bo właśnie przechodzili koło klatki pawianów. Marek rzucił się ratować sytuację… Nie, nie sytuację, a swoją i tak już nędzną reputację. Zatkał dziecku usta, a to w odwecie ugryzło go w palec.
- Auu! – zawył Marek i szybko wyrwał palec z buzi dziecka. – Ty potworze!
- Wiesz, jak weszłam do ciebie do domu, to pomyślałam, że idiotyzm ludzi zmniejsza się wraz z większą ilością dzieci. No wiesz, są starsi i uczą się na popełnionych błędach. Ale no cóż, nic nie zrobisz. Wyjątek od reguły potwierdza ją. Ty stajesz cię coraz głupszy. Myślałam, że ci pomożemy, a tu figa – stwierdziła przekonana o swojej racji Kornelia i obdarzyła Marka protekcjonalnym spojrzenie, bo ten skakał na jednej nodze i trzymał się za obolały palec. – Uspokoisz się czy wezwać pogotowie?
- Uspokoję się – powiedział Marek przez zęby. Stanął na dwóch nogach, zacisnął jedną dłoń w pięść, a drugą złapał jedno z dzieci i sztywno ruszył do przodu. Nie wiedział, że ruszył w kierunku, który nie był mu sprzyjający. Przeszedł ledwie parę kroków, gdy usłyszał głos:
- Ja też tak umiem – wrzasnął Mateusz, którego niefortunnie  dla siebie Marek akurat złapał za rękę. Dobrzański oberwał śliną w twarz. W tej chwili zorientował się, że stoi przy wybiegu dla lam, które plują niemiłosiernie. Nagle uświadomił sobie, że wcale nie oberwał śliną Mateusza. To lama wzięła go sobie za cel.
- To był rażący faul! - zawołała Kornelia.
Kiedy do zwierząt przyłączył się Mateusz, Marek postanowił, że musi uciekać. Rzucił się w nieznanym sobie kierunku. Nie zauważył, że przed nim na ziemi widnieje pozostałość po paszy dla zwierząt. Poślizgnął się na niej, przekoziołkował kilka metrów i uderzył w drewnianą belkę. Zakręciło mu się w głowie, ale szybko doszedł do siebie, bo ktoś zafundował mu zimny prysznic. Spojrzał w górę i zobaczył trąbę, która jak dla Marka, uśmiechała się złośliwie. Sebastian, przeklął kolejny raz w duchu i upadł twarzą w błoto, nie patrząc na konsekwencje. I tak jestem brudny.
- Siła w kupie – stwierdziła Kornelia.
- Kupie nic się nie oprze, nawet but – usłyszał Marek głos Łukasza i zemdlał.

* To już było, ale co mi tam.
** Motyw z mojego pierwszego opowiadania.
*** tekst oryginalny. Pomysł mojego brata.

Ostatnio edytowany przez jakcykbumbum (2009-08-18 22:13:07)


Tylko idiota ma porządek. Geniusz potrafi zapanować nad chaosem.
Lady Pank| T. Love| Perfect| Linkin Park| Green Day| And Czesław Mozil
'tylko nie depresja! tylko nie depresja, motylu!'

Offline

 

2009-08-18 20:29:20

Cindy
Najlepsza doradczyni na forum

#52 2009-08-18 20:35:53

P.Halliwell
BORUBAR
Zarejestrowany: 2009-02-08
Posty: 7770

Re: Kartoteka czyli w krzywym zwierciadle...

Haha, świetne lol
Myśli Marka są genialne lol
W ogóle cudowny pomysł lol
Teraz czekam na Adama big_smile

Jego narzeczona spała w najlepsze. Założył swoje różowe kapcie, które kupił na stadionie, kiedy był młody. Były ozdobione różowymi piórkami. Przez te kilka lat zdążyły się już ubrudzić, ale Marek postawił sobie za punkt honoru, by pozostały z nim na zawsze. Nie pomagały prośby i groźby Paulina. Był nieugięty.

ZAKŁADAM TWÓJ FANCLUB lol

Ostatnio edytowany przez P.Halliwell (2009-08-18 20:41:37)


"Fajnie, że tych dwoje tak się lubi. Może to nawet miłość?"
(Ula o Violi i Sebie w pierwszych odcinkach serialu)

Offline

 

#53 2009-08-18 20:48:33

Kreska
Przyjaciel domu Uli
Zarejestrowany: 2009-06-24
Posty: 816

Re: Kartoteka czyli w krzywym zwierciadle...

Padłam i nie powstanę.
lol <-- niech to będzie wystarczającym komentarzem.
Czekam z niecierpliwością na Turka.
Niech siła kupy będzie z tobą lol


Music my love music

KTB heart MDUC heart GNAJ heart

Offline

 

#54 2009-08-18 20:59:18

iskierka
Drugie oczy Uli
Zarejestrowany: 2009-05-15
Posty: 252

Re: Kartoteka czyli w krzywym zwierciadle...

super smilesmile


"Oszalałem. Oszalałem z miłości do osoby, na którą kilka miesięcy temu bym nawet nie spojrzał. Marku Dobrzański! Co się z tobą dzieje? Ach, no tak! Wracasz na właściwą drogę – dzięki właściwej osobie."

Mój przyjacielu, byłeś mi naprawdę bliski… Mój przyjacielu, byłeś mi niczym brat… Dałeś mi pracę, dałeś mieszkanie, ciasta nie dałeś, ciasto wezmę sobie sam!

Offline

 

#55 2009-08-18 21:20:09

Alarm
Poszukiwaczka truskawek
Od: Gdańsk
Zarejestrowany: 2009-04-13
Posty: 3561

Re: Kartoteka czyli w krzywym zwierciadle...

haha. xddd Marek cuuuuudowny spec od dzieci. big_smilebig_smile
różowe kapciuszki w piórka? bezcenny widok. ;p
świetne. wink


.

Offline

 

#56 2009-08-18 21:43:38

Allie23
Cień Uli
Zarejestrowany: 2009-07-01
Posty: 428

Re: Kartoteka czyli w krzywym zwierciadle...

jakcykbumbum napisał:

Je i psa, Kałasznikowa

Jak nie Brzeszczot, to Kałasznikow lol

jakcykbumbum napisał:

- Dobrze, zróbmy tak. Ja zajmę się Kacperkiem, a ty pójdziesz z resztą do cyrku. Może być? Musi być.
- Nie – jęknął Marek, ale nie z powodu dzieci. Powód był całkiem inny.

Ja myślałam o tym cyrku w innym sensie xD


To jest świetne tongue


SWSiOCJT&FSiJPH

Offline

 

#57 2009-08-18 22:09:08

ann666
Wali z grubiańskiej rury
Od: Cesarstwo Toruńskie
Zarejestrowany: 2009-05-21
Posty: 17215
Serwis

Re: Kartoteka czyli w krzywym zwierciadle...

jakcykbumbum napisał:

Wykształcenie: Mgr…

Jak głosi prawda ludowa mgr = może gówno robić

jakcykbumbum napisał:

Ulubiony gadżet: swój notesik, w którym notuje skrzętnie numery do pięknych pań.

wyrzuciłabym słówko swój

jakcykbumbum napisał:

Na progu stała niska tęga starsza pani ubrana w czerwony beret, białe rękawiczki i długi czarny płaszcz.

niska, tęga starsza pani

jakcykbumbum napisał:

- Jak to czyje?! To pan nie wie

znak zapytania

jakcykbumbum napisał:

– spojrzała na niego ze zdziwieniem.

Spojrzała

jakcykbumbum napisał:

Wyłożę antykoncepcje.

antykoncepcję

jakcykbumbum napisał:

- Proszę pana, mamy problem – Dobrzański podniósł głowę i stwierdził, że nie jest sam w pokoju.

kropka po problem

jakcykbumbum napisał:

- Dobrze – podniósł się z kanapy. Wziął bobasa i pieluchy od dziewczynki.

Dobrze. - Podniósł

jakcykbumbum napisał:

choć mężczyzną to bym pana nie nazwala – podsumowała Marka dziesięcioletnia dziewczynka.

ROTFL

jakcykbumbum napisał:

- Coś po między galaretą, a tym co zawiera ten pampers

Ludzie... Umieram XD

jakcykbumbum napisał:

Marek zakończył swoją misje z powodzeniem, ale jednak odniósł straty, bo jego jedwabna piżama, a raczej twarz Supermana została naznaczona przez obóz wroga.

misję

jakcykbumbum napisał:

- Tylko mi nie mów, że ci mieszkanie zalało – Dobrzański bez owijania w bawełnę rozpoczął atak.

zalało. - Dobrzański

jakcykbumbum napisał:

Uspokój się i powiedz mi, co to ma znaczyć

tu kropka

To było genialne XD
Umieram XD


Je suis responsable de ma rose
After all this time? ALWAYS

Offline

 

#58 2009-08-18 22:12:44

Selly
Najwierniejsza Fanka Lwiątka
Zarejestrowany: 2009-05-21
Posty: 2163

Re: Kartoteka czyli w krzywym zwierciadle...

jakcykbumbum napisał:

Ukończył studia na wydziale: Patafiaństwa i Podrywania. Inaczej PiP.

Jakcykbumbum, wymiatasz big_smile

jakcykbumbum napisał:

Założył swoje różowe kapcie, które kupił na stadionie, kiedy był młody.

big_smile big_smile big_smile big_smile

jakcykbumbum napisał:

- Moje? – jęknął z przerażeniem Marek, patrząc na dzieci i szukając podobieństwa. Dostrzegł, że jedno z nich ma podobne usta i o mało się nie rozpłakał. O matko! To moje! To na pewno moje. Czwórka! Trzeba było tak nie latać po panienkach, a ja żadnej nie przepuściłem. Zasra… playboy ze mnie.

Po prostu nie do wiary, że Polska mu ujemny przyrost naturalny big_smile

jakcykbumbum napisał:

- Ile ty masz lat?
- Dziesięć, psze pana. I w tym momencie należałoby się sobie przedstawić, aby rozładować tą groźną sytuację – zaproponowała i od razu przeszła do meritum. – No, to ja zacznę. Kornelia, lat dziesięć. Kacper, sześć miesięcy. Nie umie mówić – poinformowała Dobrzańskiego, bo uważała, że taka oczywistość może umknąć komuś takiemu jak on.

Ktoś rozmnożył mi Kamilka i zafundował mu operację zmiany płci? big_smile

jakcykbumbum napisał:

- Tfff… Tfff – zaczął drugi z nich. Wyglądał tak jakby się dławił. – Tfff…
- Tomek? – zaczął zgadywać Marek.
- Tfff…
- Teofil?
- Tfff…
- Tadeusz?
- Tfffffu – na twarzy Marka wylądowała kolejna porcja śliny, a chłopiec odpowiedział spokojnie. – Mateusz.

Rozmnażajcie się, albowiem potrzebujemy takich dzieci!
Kto będzie następny? Już nie mogę się doczekać big_smile
Ach, i jeszcze jedno: strasznie podoba mi się Twój avatarek, mrrr big_smile Nie zmieniaj, proszę... big_smile

Ostatnio edytowany przez Selly (2009-08-18 22:25:34)


Jestem pogrążona w rozpaczy. Jestem na najczarniejszym dnie najczarniejszego oceanu. Boże, chyba się upiję!
Jakcykuś - moja przerażająca siostrzyczka tongue

Offline

 

#59 2009-08-18 22:33:55

Strychnine
Niesie kaganiec oświaty
Od: Ravenclaw
Zarejestrowany: 2009-04-09
Posty: 12609
Serwis

Re: Kartoteka czyli w krzywym zwierciadle...

Marek boi się klaunów! No ja nie mogę xD

- Gołodupce! – krzyknęło dziecko, bo właśnie przechodzili koło klatki pawianów.

A gucio, bo w warszawskim zoo pawiany mają wielki wybieg, a nie klatkę xD

Boże, to było takie nienormalne, że aż śmieszne xD


FOM SEMUMIUWW AfF FSiJPH SNiSUM&UwS GNAJ DORIS MDUC

This is my timey-wimey detector. It goes ding when there’s stuff. - The Doctor

Offline

 

#60 2009-08-18 22:34:18

jakcykbumbum
Pociąga za sznurki
Zarejestrowany: 2009-06-23
Posty: 8781
Serwis

Re: Kartoteka czyli w krzywym zwierciadle...

No to teraz wszystko w jednym poście. A więc (wiem, wiem, nie na początku zdania) P.Halliwell mój fanclub. No nie żartuj. Miło mi, ale wydaje mi się, że prędzej fanclub mojej głupoty big_smile
Kreska, iskierka, Alarm, Allie23 dzięki za miłe komentarze. smile
Ann jak zwykle dzięki za poprawę. Starałam się nie popełniać błędów. smile
No i Selly. Nie chciałam go rozmnażać. Chciałam mu stworzyć dziewczynę, a co zrobię, że takie mi wredne dziewczę wyszło. Przynajmniej będą do siebie pasować. big_smile
A avatarka nie zmienię. W końcu Bobek na nim jest big_smile
Strychnine, ja w życiu w Warszawie w zoo nie byłam. big_smile Modliłam się o to, żeby w ogóle tam było xD

Ostatnio edytowany przez jakcykbumbum (2009-08-18 22:36:23)


Tylko idiota ma porządek. Geniusz potrafi zapanować nad chaosem.
Lady Pank| T. Love| Perfect| Linkin Park| Green Day| And Czesław Mozil
'tylko nie depresja! tylko nie depresja, motylu!'

Offline

 

Stopka forum

Powered by PunBB© Copyright 2002–2018 PunBB
statystyka