BrzydULA - jedyne forum fanów serialu

Forum dyskusyjne miłośników serialu "BrzydULA"

Nie jesteś zalogowany.

#1 2009-08-08 19:20:09

Iwona
Kochanka Marka
Zarejestrowany: 2009-08-07
Posty: 4431

Jak zniszczyć i odnaleźć miłość

Witam w jednym z moich tematów w RT.

Oprócz opowiadania znajdującego się poniżej - Jak zniszczyć i odnaleźć miłość, wstawiłam w nim jeszcze jedno - I żyli długo i szczęśliwie...

By było łatwiej je odszukać, podaję do niego link
I żyli długo i szczęśliwie...


Brzydula – jak zniszczyć i odnaleźć miłość.


1.    Wywiad

W restauracji jednego z najbardziej znanych warszawskich hoteli siedziały dwie kobiety. Jedna z nich położyła przed sobą dyktafon oraz notatki, a druga przyglądała się temu z ciekawością. Pani Iwona Sowa – dziennikarka miesięcznika „Kobieta Sukcesu” przygotowywała się do przeprowadzenia wywiadu. Obiektem jej dzisiejszej pracy była niezwykła kobieta. Miała dopiero trzydzieści dwa lata, a już zdążyła zrobić oszałamiającą karierę, oczywiście nie w Polsce, ale na europejskim i azjatyckim rynku materiałów tekstylnych, gdzie nazwisko tej kobiety znaczyło bardzo wiele. Była bowiem wiceprezesem odpowiedzialnym za rozwój w międzynarodowej korporacji kontrolującej produkcję i handel niemal połowy materiałów w Europie. Była Polką, która ponad pięć lat temu po jakiejś towarzyskiej aferze wyjechała za granicę i osiągnęła sukces. Pani Urszula Cieplak, dziewczyna z podwarszawskiego Rysiowa, przyjechała właśnie do kraju, aby stworzyć tu kolejną spółkę córkę. Mówiło się w branży, że to będzie kiler dla polskich firm handlujących materiałami. Natomiast sama pani Cieplak była wielką niewiadomą. Nikt tu właściwie nie wiedział, czego się po niej spodziewać. Dziennikarka przyglądała się Uli przez chwilę i musiała stwierdzić, że jej rozmówczyni to bardzo efektowna kobieta. Równie dobrze mogłaby być aktorką lub modelką, a nie prezesem firmy. Była dość wysoka, średniej budowy ciała, miała ponętne kształty. Jej kasztanowe włosy pięknie opływały twarz i ramiona. Miała prześliczne, duże, błękitne oczy, pełne zmysłowe usta, ale jej największym atutem był uśmiech. Gdy się uśmiechała, pokazując dwa rzędy ślicznych równych zębów, każdy automatycznie odpowiadał tym samym. Tym uśmiechem zjednywała sobie ludzi - szefów, podwładnych, znajomych, a czasem nawet wrogów. Ubrana była stosownie do pory dnia i swojej pozycji zawodowej - w świetnie skrojoną jasną garsonkę i buty na średnim obcasie. 
- To co, może zanim zaczniemy wywiad, zamówię nam coś do picia? – zapytała dziennikarka pogodnym tonem.
- Oczywiście, poproszę białą kawę bez cukru – odpowiedziała Ula.
- Na początek chciałam podziękować, że znalazła pani czas na ten wywiad. Pewnie ma pani dużo pracy i obowiązków.
- Owszem, na etapie tworzenia firmy jest mnóstwo pracy, ale później z reguły wcale nie jest lepiej, więc nie ma na co czekać – powiedziała i roześmiała się serdecznie.
- Dobrze, więc zaczynajmy. Pozwoli pani, że będę nagrywała?
- Oczywiście. Zastrzegam sobie jednak autoryzację materiału.
- Pani Urszulo, w ciągu kilku lat pobytu za granicą udało się pani zrobić przysłowiową karierę od gońca do prezesa wielkiej korporacji. Jak do tego doszło?
- To prawda, choć nie zaczynałam jako goniec, lecz jako asystentka jednego z członków zarządu mojej firmy. Tak się składa, że znam biegle trzy języki obce: niemiecki, angielski i rosyjski, a w międzynarodowej firmie jaką jest Best Global Fabrics Corporation, była to przepustka do kariery. Zawsze miałam mnóstwo pomysłów, które potrafiłam ubrać w słowa i cyfry, a potem rzetelnie zaprezentować i obronić. Krok po kroku zdobywałam uznanie i zaufanie szefów, aż w końcu dostałam swoją szansę. Opracowałam plan ekspansji naszej firmy na nowe rynki, czego konsekwencją stała się konieczność podróżowania od kraju do kraju i powoływania do życia spółek córek oraz zdobywania nowych klientów i budowania od podstaw długoletniej mam nadzieję współpracy.
- W jakich krajach udało się pani stworzyć takie zależne spółki?
- Dotychczas w czterech: w Czechach, na Węgrzech, w Rosji i Grecji. Teraz czas na Polskę.
- Wielu przedsiębiorców w naszym kraju boi się, że pani firma chce kontrolować nasz rynek tekstylny. Co pani na to?
- Prawda jest taka, że w Polsce nie ma właściwie producentów dobrych tkanin. Firmy, które stawiają na jakość i tak są zmuszone sprowadzać materiały z zagranicy. Mówiąc szczerze, często są to nasze materiały. Tak więc fakt powstania w Polsce firmy bezpośrednio powiązanej z BGFC rzeczywiście zagrozi bytowi firm pośredniczących w handlu materiałami, ale dla firm szyjących ubrania będzie to szansa na łatwiejszy dostęp do produktów najwyższej jakości.
- Zamierza pani osiedlić się w Polsce?
- Na razie tak, mieszkałam w każdym z krajów, gdzie rozkręcałam naszą działalność, jak również w Hamburgu, gdzie nasza firma ma siedzibę. Oczywiście dla mnie możliwość  mieszkania w Warszawie jest nieporównywalna z mieszkaniem w żadnym innym mieście bo, jak pani pewnie wie, urodziłam się w Rysiowie pod Warszawą i mieszkałam tam aż do wyjazdu za granicę. Cała moja rodzina nadal tam mieszka.
- A gdzie zdobywała pani wykształcenie i doświadczenie zawodowe?
- Uczyłam się w Warszawie na SGH, którą to uczelnię ukończyłam z wyróżnieniem. Potem odbyłam staż w NBP oraz pracowałam w kilku bankach i firmach, a najdłużej w Febo&Dobrzański, gdzie pierwszy raz pośrednio zetknęłam się z rynkiem tekstylnym. Ponadto prowadziłam z przyjacielem własną firmę, ale po moim wyjeździe za granicę Maciek Szymczyk prowadził ją już sam, zresztą z dużymi sukcesami.
- Wspomniała pani o Febo&Dobrzański. Ta firma jest na naszym rynku od lat, swego czasu miała spore problemy, ale ostatnio dobrze im się wiedzie. Może będzie to jeden z pani kontrahentów?
- Tak, to niewielka, ale znana firma, a współpraca z nią byłaby z pewnością korzystna dla obu stron.
- Skoro pracowała pani w FD, to zna pani zapewne prezesa Marka Dobrzańskiego?
- Tak, znam pana Dobrzańskiego, jak również pana Febo i ich głównego projektanta Pshemko. Ale to stare dzieje. Zapraszam do współpracy wszystkie przedsiębiorstwa, które szyją ubrania - kupując nasze materiały zapewnią swoim klientom produkty najwyższej jakości.
- Może na koniec powie pani kilka zdań o swoim życiu prywatnym.
- Właściwie nie ma o czym mówić. Pracując w taki sposób jak ja i w tylu różnych miejscach, trudno mieć chociażby psa, a co dopiero rodzinę. Mogę tylko powiedzieć, że w Hamburgu mam bliskiego przyjaciela, ale żyjemy w wolnym związku, przynajmniej na razie.
- A w jaki sposób odreagowuje pani stresy, które zapewne są nieodłączną częścią pani życia?
- Tak, oczywiście, mam kilka niezawodnych sposobów, które stosuję od lat na przykład lepienie pierogów lub pisanie wierszy.
- Dziękuję za rozmowę. Jeśli ma pani czas, to jutro przyjechałabym tu z naszym fotografem i zrobilibyśmy kilka zdjęć do artykułu.
- Oczywiście, może być o jedenastej przed południem, ale zapraszam nie tu, tylko do naszej siedziby.
- Do widzenia.

Wieczorem Ula siedziała w swoim nowo kupionym mieszkaniu. Czuła się wytrącona z równowagi przez ten wywiad. Że też ta redaktorka musiała ją zahaczyć o Marka Dobrzańskiego. Dobrze, że nie skojarzyła faktów. Ula nie chciała niezdrowych plotek, więc dlatego dopiero teraz zdecydowała się na Polskę. Nie mogła już dłużej udawać, że nie ma jej na mapie.
Otworzyła album ze zdjęciami. Patrzyła na siebie sprzed ponad pięciu lat. Aparat na zębach, okropne okulary i fryzura. Po prostu - brzydula. Na zdjęciu obok niezwykle przystojny mężczyzna - zmierzwione, czarne włosy, lekki zarost, oczy jak lodowiec w górach, zniewalający uśmiech, dołeczki… Dobrze, że zdjęcie nie umie mówić. Marek.
Przez te pięć lat nie widziała go ani nie słyszała. Zrobiła wszystko, aby się z niego wyleczyć. Niedługo okaże się, czy się udało. Koniec ich związku był równie nieoczekiwany jak początek. Właściwie to dobrze, że doszło do tego tak szybko. Przecież i tak szkoda czasu na beznadziejne przypadki. Powiedziała mu tamtego dnia, że mimo iż bardzo chce, to nie potrafi go zrozumieć, nie wie dlaczego w tak banalny sposób postanowił poddać próbie jej miłość. Powiedziała, że go opuszcza i nie wróci, dopóki tego nie zrozumie. Czy zrozumiała? Pewnie trochę tak. Prędzej czy później będzie okazja by go o to zapytać.

Ostatnio edytowany przez Iwona (2010-12-20 04:03:57)


"Wszystko, co dobre, jest nielegalne, niemoralne albo powoduje tycie." lol 
I heart Radosną twórczość.

Offline

 

2009-08-08 19:20:09

Cindy
Najlepsza doradczyni na forum

#2 2009-08-08 19:24:39

Iwona
Kochanka Marka
Zarejestrowany: 2009-08-07
Posty: 4431

Re: Jak zniszczyć i odnaleźć miłość

2.    Wspomnienia

Ula dalej przeglądała stare zdjęcia. Nie miała ich wiele z tamtego okresu. Kilka ujęć ze służbowych imprez i pokazów. Były też zdjęcia zrobione podczas ich pamiętnego wyjazdu do spa. Wtedy pierwszy raz się kochali, była taka szczęśliwa… Marek powiedział jej wtedy, że ją kocha i zostawi dla niej Paulinę… A ona mu uwierzyła.

Chwilę później pobiegła myślami do dnia, kiedy przypadkiem usłyszana rozmowa uświadomiła jej, że Marek ją oszukiwał, manipulował, zwodził fałszywymi obietnicami. Była już jego kochanką, chociaż wtedy myślała, że już jest jego ukochaną. Teraz to było dla niej dziwne, ale wtedy to stanowiło zasadniczą różnicę. Zależało mu na niej, bo była powiernicą weksla i autorką fałszywego raportu dla zarządu. Załamana i wykorzystana, chciała wtedy odejść na zawsze, ale on przekonywał ją, że się w niej zakochał. Tłumaczył, że co prawda pobudki jego zachowań były złe, ale w końcowym efekcie zrozumiał, że nie kocha narzeczonej tylko ją - Ulę i to z nią chce być. Nie uwierzyła mu. Prosił, błagał, zaklinał, więc mu obiecała, że po urlopie wróci do pracy i może da mu drugą szansę. Nie było jej wtedy w Warszawie przez miesiąc. Odpoczywała na Mazurach, jezioro, słońce, miłe towarzystwo… Wszystko to razem pomagało jej dojść trochę do siebie. Miała też nadzieję, że może gdy wróci, to Marek rzeczywiście da jej dowody na prawdziwość swoich słów. Tylko jedno mogło ją przekonać, że on naprawdę ją kocha. Rozstanie z Pauliną, której podobno nie kochał od dawna, ale z którą niedługo miał się ożenić.

Poznała wtedy Piotra, młodego przystojnego i szczerego lekarza z Warszawy, który był na wakacjach u rodziców. To była niezwykła znajomość. Właściwie to między nimi zaiskrzyło, ale Ula szybko ostudziła zamiary Piotra, opowiadając mu o sobie i swojej nieszczęśliwej miłości. Piotr ją zrozumiał, bo też kiedyś był nieszczęśliwie zakochany. Mimo to spędzali ze sobą bardzo dużo czasu, pływali po jeziorze, wędkowali, opalali się. Piotr uważał, że Ula jest piękna i często jej to powtarzał. Ula ze zdziwieniem spostrzegła, że gdyby nie Marek, to pewnie zakochałaby się w nowym przyjacielu. Bardzo potrzebowała wsparcia, akceptacji, podziwu i miłości mężczyzny. Jej zraniona duma czekała na takie właśnie lekarstwo. Byłaby to pierwsza szczęśliwa miłość w jej życiu. Jednak do niczego, oprócz kilku pocałunków, między nimi nie doszło. Urlop dziewczyny dobiegał końca, Piotr też miał niedługo wracać do Warszawy. Umówili się, że jak przyjedzie, to ją odwiedzi lub zadzwoni.

Ula wróciła do Warszawy na kilka dni przed planowanym przyjściem do pracy. Chciała jeszcze coś zmienić w swoim wyglądzie. Ortodonta miał wreszcie zdjąć jej aparat z zębów. Gdy się to stało, poprosiła Alę, aby pomogła jej w wyborze kilku nowych okularów i ciuszków. Potem poszły jeszcze do fryzjera, który poprawił jej uczesanie. Ala powiedziała jej wtedy, że Marek nie rozstał się jednak z narzeczoną. To był dla Uli cios - jednak wybrał Paulinę.  Jakoś musiała się z tym pogodzić.

Pamiętała tamten poniedziałek, jakby to było wczoraj. Przyszła rano do pracy. Wszyscy się za nią oglądali, gratulowali, komplementowali, bo bardzo się zmieniła. Od tego dnia już nikt nie mówił o niej brzydula. Najpierw udała się do swojego gabinetu. Niedługo po niej do firmy przyszedł Marek. Szybko przekazano mu nowinę i zaraz zjawił się u swojej dyrektor finansowej. Ula już na niego czekała. Przemyślała całą sytuację na nowo i podjęła decyzję.

- Cześć, Ula, kochanie! Jak urlop? – powitał ją od progu Marek. Mówiąc te słowa patrzył na nią, nie wierząc własnym oczom. Jego Ulka bardzo się zmieniła. Pięknie wyglądała taka wypoczęta, opalona, w nowej fryzurze i okularach. Nowa sukienka pięknie podkreślała jej kobiece kształty, które tak uwielbiał. Tylko oczy się nie zmieniły, ale w jej spojrzeniu było coś nowego - pewność siebie. Gdy się uśmiechnęła, zobaczył, że nie ma aparatu na zębach.
- Jejku, ale pięknie wyglądasz, jakie zmiany… Ula, jesteś niesamowita! – Podszedł do niej i chciał ją pocałować. Ula odwróciła głowę i usta Marka wylądowały na jej policzku.
- Cześć, Marku. Urlop się udał, nawet bardzo. A co u ciebie? – Ula z trudem odsunęła się na bezpieczną odległość od mężczyzny, który powodował szybsze bicie jej serca.
- Widzę, że jednak nie wybaczyłaś mi moich błędów?
- Wybaczyłam, ale nie będę twoją kochanką - powiedziała mocnym głosem przygotowaną odpowiedź. Przerwała na chwilę, a Marek z napięciem wpatrywał się w jej usta. - Tak jak obiecałam, wróciłam do pracy. Nie wiem na jak długo, zawsze możesz mnie zwolnić lub ja mogę odejść z pracy. Mogę cię zapewnić, że będę najlepszą dyrektor finansową, jaką mogę być, ale już więcej dla ciebie kłamać nie będę. Nie chcę też twojego weksla. Pomyślę nad innym zabezpieczeniem swoich interesów. Tak będzie uczciwie. Co do naszych potajemnych spotkań, naszego „sama nie wiem czego”, to już koniec. Za miesiąc twój ślub. Zamiast o mnie, zacznij myśleć o nim.
- Ale Ula, ja się nie zgadzam! Potrzebuję cię i kocham. – Marek próbował ją przekonać.
- Dorośnij wreszcie - albo Paulina albo ja. Nie można jednocześnie mieć ciastka i je jeść. Ja wiem, że ty jej nie zostawisz. Skończmy już wreszcie ten temat – powiedziała drżącym z emocji głosem.
- Jak chcesz. Miłego dnia – Marek był zawiedziony, że Ula nie chce trwać w tym układzie.
- Nawzajem – odpowiedziała mu z żalem w głosie.

Pojedyncze wspomnienia sprzed lat nawiedzały głowę Uli. To mógł być ich koniec, ale tak się nie stało.
Po tej rozmowie ich kontakty ograniczały się tylko do kwestii zawodowych. Trudno było jej  widywać go codziennie w pracy. Na szczęście miała Piotra. Tak jak obiecał, odnalazł ją w Warszawie. Któregoś dnia Dorota zapowiedziała niespodziewanego gościa. To był właśnie Piotr, przyszedł do Uli z bukietem kolorowych róż. Ucieszyła się jak dziecko. To był początek ich krótkiego i gorącego romansu. Marek i Paulina widzieli, że z pracy wyszli razem. Spotykali się prawie codziennie - Piotr przyjeżdżał po nią do pracy. Stawał na głowie, by zapomniała o Marku, wierzył, że jest w stanie sprawić, by się odkochała. Było im razem dobrze, mieli nawet szansę na szczęście, ale wszystko się skończyło. Przez Marka.

To był kolejny pokaz kolekcji Pshemko, zakończony wystawnym bankietem. Ula przyszła z Piotrem. Bawili się, tańczyli, całowali bez skrępowania. Marek już od dawna był chory z zazdrości, ale to przepełniło czarę goryczy. Paulina przyglądała mu się przez chwilę i nagle wszystko zrozumiała. Jego zachowanie w ciągu ostatnich tygodni. Jej narzeczony był zazdrosny o Ulę Cieplak do tego stopnia, że przestał zwracać uwagę na pozory, na nią, dobre wychowanie. To było wysoce niestosowne, a do tego pozostał tylko tydzień do ślubu. Ula nie wierzyła własnym oczom i uszom, kiedy Marek podszedł do niej i Piotra ze słowami:
- Odbijany. – Zaskoczony Piotr ustąpił, a Marek porwał Ulę do tańca.
- Ula, ja zwariuję przez ciebie… Jak możesz mi to robić. Jesteś moja, tylko moja. – Trzymał ją tak mocno, że prawie nie mogła oddychać.
- Marek, puść, bo mnie udusisz. Daj spokój, nie jesteśmy już razem. Pamiętasz? Za tydzień będę bawić się na twoim weselu, ale chyba jednak nie przyjdę.
- Żadnego ślubu ani wesela nie będzie! - krzyknął głośno. Kilka osób to usłyszało.
Podeszła do nich Paulina i zażądała, by ją natychmiast odwiózł do domu. Marek spojrzał na nią gniewnie i puścił Ulę.
- Dobrze, Paulina. Jedziemy i musimy porozmawiać.

Następnego dnia w firmie gruchnęła wiadomość, że Paulina i Marek zerwali zaręczyny. To był szok i skandal dla wszystkich. Ula nie mogła się pozbierać, bo wiedziała, że to przez nią. Ula uważała, że to niesamowite. Koniec związku Marka i Pauliny dokonał się nie z powodu jej czystej miłości do niego, ale z powodu gwałtownej zazdrości Marka o nią. Faceci są dziwni. To powinno dać jej do myślenia.
Ale Marek nie dał jej czasu na myślenie. Od razu przystąpił do ataku, chciał ją zdobyć, pokonać rywala. Przysyłał jej codziennie kwiaty z liścikami. Przychodził do biura, zapewniał o miłości. Czarował uśmiechami, dołeczkami, głębokimi spojrzeniami, aksamitnym głosem. Nie miała szans, tym bardziej, że w jej sercu Marek ciągle był. Nigdy z niego nie zniknął. Nawet wtedy, gdy była z Piotrem. Jej chłopak ciężko przeżył ich rozstanie, ale wiedział, że nie ma szans wobec miłości, jaką Ula darzyła Marka.

Przez kilka następnych miesięcy byli razem, oficjalnie i na sto procent. Mieszkali razem, pracowali razem, mieli tyle planów, byli szczęśliwi. Rozumieli się i było im razem dobrze, a przynajmniej tak się jej wydawało. Gazety sporo o nich pisały, mimo że starali się chronić prywatność. Ale w końcu Marek Dobrzański po rozstaniu z Pauliną Febo stał się jedną z lepszych partii w Warszawie. A do tego ciągnęła się za nim sława playboya. Czuła, że Marek ją kocha, często jej to mówił. Mimo to czuła się trochę zagubiona w jego świecie. Marek przy niej się zmienił i to było widać. Zaczęły się dla niego liczyć sprawy ważne zamiast ciągłej zabawy. W firmie wszystko się układało. Ula miała pomysły na jej rozwój. Nic nie zapowiadało katastrofy.

Było już bardzo późno, gdy Ulę ukołysały do snu wspomnienia o jej dawnym szczęściu z Markiem.

Ostatnio edytowany przez Iwona (2010-03-19 02:52:32)


"Wszystko, co dobre, jest nielegalne, niemoralne albo powoduje tycie." lol 
I heart Radosną twórczość.

Offline

 

#3 2009-08-08 19:25:20

Iwona
Kochanka Marka
Zarejestrowany: 2009-08-07
Posty: 4431

Re: Jak zniszczyć i odnaleźć miłość

3.    Dlaczego?

Tej nocy Iwona Sowa mało spała. Słuchała nagranych po popołudniu materiałów i pisała wywiad do jej miesięcznika. Ula Cieplak zrobiła na niej świetne wrażenie. Kompetentna, otwarta, miła, jednak intuicja jej mówiła, że w tej historii było coś jeszcze. Zaczęła przeglądać archiwalne wydania różnych gazet. Nie trwało długo nim dokopała się do potrzebnej informacji – okazało się, że Ula Cieplak była dziewczyną Marka Dobrzańskiego. Ten znany w całej Warszawie playboy, koneser pięknych kobiet, zerwał swój długoletni związek z Pauliną Febo i zaraz potem związał się ze swoją byłą asystentką. A żeby było ciekawiej, wyglądali razem na niezwykle szczęśliwych. Mimo iż niemal wszystkie modelki i inne panny w stolicy chciały zająć jej miejsce u boku przystojnego i bogatego Dobrzańskiego juniora. Nagle, po kilku szalonych miesiącach, wszystko się skończyło. Ona zniknęła, a od niego nie można było doprosić się żadnego komentarza. Do dzisiaj nie wiadomo, co zniszczyło ten bajkowy związek. W każdym razie Dobrzański już z nikim nie związał się na dłużej. Ciągle zmieniał kochanki i zaczęto nawet opowiadać dowcipy o tym, że spał z całą żeńską częścią Warszawy pomiędzy dwudziestym a trzydziestym rokiem życia. Na pytania dziennikarzy o dziewczynę, uśmiechał się tylko zawadiacko, a nagabywany o to, czy jest w stałym związku, odpowiadał niezmiennie „W stałym? Nie, w stałym związku nie.”
To na pewno przez niego ta fajna dziewczyna wyjechała na drugi koniec Europy. Musi ją o to jutro zapytać.

Znów nie było dane Uli przespać spokojnie noc. W ciągu ostatnich lat Marek odwiedzał ją nocami zbyt często. Albo śniło się jej, że są razem w łóżku, szczęśliwi, a Marek jest kochający, namiętny i gorący. Albo prześladował ją inny sen – koszmar. Tak też było dzisiaj.
Wyszła z sali, gdzie odbywało się przyjęcie weselne Violetty i Sebastiana. Chciała zadzwonić do ojca. Wykorzystała chwilę, gdy Marek gdzieś się zawieruszył. Poszła na piętro, gdzie wynajęte były pokoje dla gości. Wyszła z ich pokoju na taras, który był wspólny dla kilku pokoi. Nagle zobaczyła, że w jednym z nich pali się delikatne światło. Nie chciała podglądać, ale coś kazało jej podejść do okna. Widok, który ukazał się jej oczom, zmroził jej serce. To był Marek. Jej Marek. Leżał na łóżku w samej koszuli, a na nim siedziała naga, zgrabna blondynka. Marek trzymał ją mocno za biodra, a ona rytmicznie unosiła się i opadała…. To był już finał. W kulminacyjnym momencie wyprężyła do tyłu swoje piękne ciało i wtedy Ula poznała ją. To była Klaudia. Na twarzy jej ukochanego mężczyzny malowała się satysfakcja.
W tym momencie zawsze się budziła z płaczem. Usiadła na łóżku i próbowała się uspokoić. W głowie jak zawsze pojawiło się pytanie. Dlaczego?

Nie mogła już zasnąć do rana, wciąż wracając myślami do tamtej koszmarnej nocy.
Po tym, co zobaczyła, uciekła w popłochu. Marek i Klaudia jej nie widzieli. Jakiś czas spacerowała po parku, ale później wróciła na przyjęcie. Była jak ogłuszona, widziała ludzi wokół jak na spowolnionym filmie bez głosu. Marek już tam był. Usiadła obok niego i nic nie powiedziała.
- Gdzie byłaś, kochanie? Szukałem cię. – Marek uśmiechał się do niej najpiękniej jak umiał. Nie było po nim niczego widać. Trening czyni mistrza - pomyślała wtedy.
- Poszłam na spacer, głowa mnie boli – odpowiedziała mu słabym głosem.
- Rzeczywiście blado wyglądasz. Może chcesz już wracać do domu? Wezwać taksówkę?
- Tak, poproszę.
Pojechali do domu. Ciągle miała przed oczami twarz Marka, gdy kochał się z Klaudią. Położyli się spać. Marek szybko zasnął, pochrapując leciutko. Ona nie spała do rana. Po głowie kołatała się jej jedna myśl: dlaczego? Dlaczego? Co nie zadziałało tak, jak powinno? Jej analityczny umysł przetwarzał dane, ale do niczego nie doszedł. Pierwszy raz nie rozumiała Marka. Przecież ją kochał, tego była pewna. Więc dlaczego ją zdradził? Więc miłość nie wystarczy?
Gdy Marek się obudził, było już rano.
- Cześć, kochanie. Lepiej się czujesz? - zamruczał jej do ucha.
- Marku, potrafiłbyś mnie okłamać? – Odwróciła się w jego stronę i spojrzała prosto w oczy.
- Ula, o co chodzi? – Marek przyglądał się jej z niepokojem, gdy czekała na odpowiedź.
- Nie, nie potrafiłbym.
- Czy ty mnie kochasz?
- Kocham cię, Ula. Co ci jest?
- A dobrze ci jest ze mną w łóżku?
- Przecież wiesz, że tak!
Wiedziała, że tak, ich ciała nie kłamały – więc dlaczego?
- Więc dlaczego wolisz seks z Klaudią niż miłość ze mną?
Marek w tym momencie zrozumiał, że ją stracił po raz drugi. Dłuższą chwilę nic nie mówił, nie wiedząc, co powiedzieć.
- Nie wiesz, co powiedzieć? Najlepiej prawdę.
- Tak, byłem z nią wczoraj… To był tylko raz Ula, przepraszam – powiedział cicho.
- Marku, to dla mnie bez znaczenia, czy to było raz, czy sto razy, czy z Klaudią, czy z  kimkolwiek innym. Dla mnie liczy się tylko to, że cała JA to dla ciebie za mało. Nie rozumiem tego. Myślę o tym od chwili, gdy was widziałam i nie potrafię pojąć, dlaczego to zrobiłeś? Chcę zrozumieć. Potrafisz mi to wytłumaczyć?
- Ula, nie wiem dlaczego… To był impuls… Ja wtedy nie myślałem… Przecież wiesz, że cię kocham.
- Tak, wiem, ja ciebie też kocham, ale jak widać, to nie wystarcza. Odchodzę od ciebie. Może kiedyś zrozumiem, dlaczego nam nie wyszło, a wtedy wrócę i zapytam cię o to.

Dzwoniący budzik wyrwał ją ze smutnych wspomnień. Ubrała się, zjadła śniadanie i pojechała do pracy.

Punktualnie o jedenastej jej asystent, a właściwie zastępca – Wiktor, poinformował o przybyciu umówionej redaktor Sowy z fotografem. Ula zaprosiła gości do swojego gabinetu. Było w nim bardzo miło i widać było kobiecą rękę. Stały tu jasne meble biurowe, ozdobione  kwiatami w kolorowych doniczkach oraz w wazonie na biurku. Ciepły klimat stwarzały zdjęcia wszystkich członków rodziny umieszczone w rameczkach na biurku i komodzie. Na ścianach wisiały wesołe obrazki, a na podłodze leżała puszysta wykładzina. Naprzeciwko biurka ustawiono niewielki komplet wypoczynkowy – kanapę i dwa fotele. Tam właśnie usiedli. Ula sama zrobiła im kawę i poczęstowała ciasteczkami. Chwilę porozmawiali, a następnie fotograf zrobił Uli kilka zdjęć - przy biurku, komodzie, w fotelu. Potem Ula zaprosiła ich do niewielkiej salki konferencyjnej, gdzie do wspólnego zdjęcia poprosiła wszystkich współpracowników. 
Po tej mini sesji fotograficznej pani Iwona poprosiła jeszcze Ulę o chwilę rozmowy.
- Pani Ulo, chciałabym jeszcze nawiązać do naszej wczorajszej rozmowy, a konkretnie do Febo&Dobrzański i do Marka Dobrzańskiego. Nie powiedziała mi pani, że była blisko związana z prezesem Dobrzańskim. Wczoraj doszukałam się informacji o was w archiwalnych gazetach.
- Pani wybaczy, ale po pierwsze, nie pytała pani o to, a po drugie, nawet gdyby pani spytała, to nie dostałaby pani odpowiedzi, bo to moja prywatna sprawa, a ja chronię tę sferę przed wścibskimi dziennikarzami.
- Rozumiem. Niech pani będzie spokojna, nie zamierzam wykorzystać tego newsa. Nasz miesięcznik nie karmi się tanią sensacją. Nie gwarantuję jednak, że plotkarskie gazety i portale, nie skojarzą pani osoby z tamtymi wydarzeniami. Pytam z czystej ciekawości. Nieoczekiwane zakończenie państwa związku powodowało swego czasu niezliczone komentarze, począwszy od pomysłu, że Dobrzański panią zamordował, a skończywszy na podejrzeniach o to, że była pani szpiegiem lub została porwana przez kosmitów. Pan Dobrzański ani słowem nie wytłumaczył tego, co zaszło między wami.
- Jak pani widzi, jestem cała i zdrowa. Związek mój i Marka zakończył się z zupełnie prozaicznych powodów. Nie będę tego komentować. Dziękuję za pani uwagę i troskę. Aha, proszę przysłać mi tekst i zdjęcia do autoryzacji. Do widzenia.
- Oczywiście, wszystko pani dostanie w ciągu kilku dni. Dziękuję i do widzenia. Życzę pani powodzenia.

Po wyjściu dziennikarki Ula pogrążyła się w myślach. Więc nie obyło się bez spekulacji po jej odejściu, tak na pewno nie uda się teraz od tego uciec. Marek nic nie powiedział, widocznie Klaudia też trzymała język za zębami, może jej kazał. Trzeba będzie kontynuować tę strategię: żadnych komentarzy dotyczących życia prywatnego zarówno dawnego jak i obecnego.

Ostatnio edytowany przez Iwona (2010-03-19 08:53:12)


"Wszystko, co dobre, jest nielegalne, niemoralne albo powoduje tycie." lol 
I heart Radosną twórczość.

Offline

 

#4 2009-08-08 19:25:54

Iwona
Kochanka Marka
Zarejestrowany: 2009-08-07
Posty: 4431

Re: Jak zniszczyć i odnaleźć miłość

4.    Markowe przypadki 

Najnowszy numer „Kobiety Sukcesu” był dzisiaj w biurowcu Febo&Dobrzański gorącym towarem. Wszyscy pracownicy, którzy pamiętali Ulę, albo już go czytali, albo czekali na swoją kolejkę. Wywiad z prezes Cieplak, budził wiele wspomnień i niezdrowe emocje. Nikt nie wiedział, co lata temu zaszło pomiędzy prezesem i dziewczyną, dla której rozstał się z Pauliną Febo. Ich szczęśliwy związek po prostu zniknął, a wraz z nim sama Ula. To rozstanie było dla firmy brzemienne w skutki.

Prezes po zniknięciu ukochanej, która była jednocześnie jego prawą ręką, a nawet obiema rekami i oczami na dodatek, nie był w stanie wypełniać swoich obowiązków. Przestał przychodzić do firmy; wydawało się, że jest mu obojętny jej los. Nic do niego nie docierało: ani prośby matki, ani cierpkie uwagi ojca. Z upływem kolejnych tygodni, a potem miesięcy  coraz bardziej wciągał się w alkoholowo-towarzyskie libacje. Urządzał u siebie sławne imprezki. Nawet Seba nie był w stanie dotrzymać mu kroku, a po ślubie z Violką nawet już nie chciał. Zarząd odwołał Marka z funkcji prezesa i powierzył to stanowisko Aleksowi Febo. Ten z kolei, prawdopodobnie specjalnie, pogrążał FD w kłopotach. Szeptano po kątach, że zamierza oddać firmę za długi jakimś znajomkom z Włoch. Nikt nie miał na niego wpływu: ani Dobrzański senior, ani jego siostra. Z Febo&Dobrzański było już naprawdę źle, gdy do walki o nią przystąpili pracownicy. Silna grupa pod wodzą Sebastiana, w skład której wchodzili Violka, Ala, Ela, Iza, Władek i Pshemko, wzięła sprawy w swoje ręce. Na początek postanowili przekupić Adama. To był strzał w dziesiątkę. Adam w gruncie rzeczy nie był złym facetem, kochał firmę, w której pracował już dziesięć lat. Nienawidził brudnych gierek Aleksa. Brzydził się rzeczami, do robienia których zmuszał go szef, nie przebierając w środkach. Seba obiecał mu, że Marek po powrocie na stanowisko prezesa zrobi go dyrektorem finansowym. Marek oczywiście nic o tym nie wiedział, ale tym punktem planu mieli zająć się potem. Adam spełnił swoją rolę i dostarczył im materiałów obciążających Aleksa w takiej ilości, że nie było problemów z udowodnieniem mu, że z premedytacją działał na szkodę swojej firmy. Następnie Pshemko i Seba zajęli się Markiem. Zabrali go z jego domu do rodziców, odcięli dostęp do alkoholu i panienek. Po tygodniowym odwyku zaczęło do niego docierać, co grozi firmie, której w końcu był współwłaścicielem i z której żył. Ojciec wybaczył mu to, że zaniedbał rodzinny interes oraz hulaszczy tryb życia, jaki ostatnio prowadził. Rodzice i przyjaciele przyjęli, że był to efekt załamania, jakie spowodowało w nim zniknięcie Uli. Razem opracowali dalszy plan działania. Udziały w FD dzielili po połowie Marek i Aleks, a w zarządzie nadal zasiadali Aleks, Paulina, Krzysztof, Helena oraz Marek. Zwołano nadzwyczajne posiedzenie zarządu, na którym Marek przedstawił dowody zdrady Aleksa. Zdecydowano o usunięciu go z zarządu, musiał również pokryć straty finansowe firmy. W zamian za dyskrecję i w obliczu niewypłacalności zmuszony został do sprzedaży prawie wszystkich swoich udziałów - zostało mu ich tylko dziesięć procent. Pozostałe czterdzieści procent kupili po połowie Pshemko i Sebastian. W celu uniknięcia rozgłosu wokół przekrętów Aleksa, sprawy specjalnie nie nagłośniono, nazwa firmy miała pozostać nie zmieniona. Marek ponownie został prezesem, a do zarządu weszli jeszcze Pshemko i Sebastian. Rodzice Marka sami zdecydowali, że opuszczą zarząd. Aleks wyjechał do Pauliny, która po rozstaniu z Markiem przeniosła się na stałe do Włoch. Nowy – stary prezes spełnił obietnicę Seby i Adam został dyrektorem finansowym.  Od tego czasu FD rozwijało się bez przeszkód. Marek szybko odnalazł się w roli prezesa, przestał pić i zaczął dbać o firmę.

Violetta Olszańska pozostała asystentką prezesa. Do wypełniania swojej roli konieczna jej była pomoc - „wice-asystentka” i „wice-asystent”. Na szczęście Marek, nauczony doświadczeniem, poszukał kompetentnych ludzi - Karolinę i Roberta. Dzisiaj, jak każdego dnia, pracowali jak mróweczki, robiąc zestawienia i analizy, a Violka pogrążyła się w lekturze prasy. Zwykle czytywała katalogi wysyłkowe, ale nie dzisiaj. Podobnie jak reszta pracowników, z wypiekami na twarzy czytała „Kobietę Sukcesu”, co chwilę wykrzykując pod noskiem „dasz wiarę?”. Gdy skończyła,  natychmiast pobiegła do mężusia.
- Sebulku kochany, masz, czytaj. – Wyrwała mu z ręki „Rzeczpospolitą” i wcisnęła swój magazyn.
- Violka, no co ty, przeszkadzasz mi.
- Czytaj, nie marudź – zachęciła go słodko, jak zawsze.
- Kurczę, skąd ja znam tę ślicznotkę? – Ze zdjęć uśmiechała się do niego Ula Cieplak.
- To Ula, no Ula Cieplak, czytaj!
Seba w końcu posłuchał żony i szczęka opadła mu na biurko. Natychmiast wziął gazetę i pobiegł do Marka. 

- Stary, zostaw tego kompa i czytaj. – Rzucił przyjacielowi pismo.
- „Kobieta Sukcesu”? Co ci padło na mózg? – Marek zażartował z kumpla.
- Nic mi nie padło, ale zaraz padnie tobie, strona piąta.

Marek usiadł wygodnie i otworzył na wskazanej stronie. Na początek rzuciły mu się w oczy zdjęcia. Poznał Ulę od razu. Pamiętał, jaka była piękna, a na tych zdjęciach wyglądała jeszcze lepiej, niż kiedyś. Przez te lata nabrała klasy. Marek podziwiał w milczeniu. Po chwili zaczął czytać wywiad. Co chwilę podnosił wzrok na przyjaciela i chaotycznie komentował:
- zrobiła karierę!
- jest w Warszawie!
- materiały?
- przejmuje rynek?
- wspomniała o nas,
- nie ma rodziny,
- jest z kimś.

Po przeczytaniu artykułu ukrył twarz w dłoniach i poprosił Sebastiana, aby go zostawił samego.
Wróciła, no i co z tego? Powiedziała wtedy, że wróci, jak zrozumie. Co on jej powie, jak go zapyta? Właściwie to lepiej tego nie rozgrzebywać, znowu będzie bolało. Po jej odejściu cierpiał i zrobił wszystko, aby o niej zapomnieć. Na swój sposób. Chciał wymazać ją ze swojego serca i pamięci. Po odejściu jego anioła, głosu sumienia, przewodniczki po jasnej stronie mocy, ujawniła się ciemniejsza strona jego duszy. Pił jak smok, prawie co wieczór zmieniał dziewczyny, imprezował, wyjeżdżał daleko po nowe wrażenia, ale egzotyczne piękności też nie pomogły. Próbował  nawet medytacji, ale to była porażka. Mało brakowało, a straciłby firmę przez swoje głupie zachowanie. Poddał się, nie był w stanie o niej zapomnieć. To była jedyna kobieta na świecie, której tak naprawdę chciał i jedyna, która go nie chciała. Wciąż ją kochał. Nie chciał, a i tak kochał.
Teraz, po kilku latach, było już lepiej, już tak nie wariował. Ale po Uli nie był już w stanie związać się z nikim innym. Ostatnio nachodziły go niewesołe refleksje. Chyba się starzał. Z zazdrością kibicował Sebastianowi. Jego przyjaciel miał żonę, o dziwo byli szczęśliwi, urodziło się im dwoje fajnych dzieciaków… Często myślał, że sam też chciałby mieć rodzinę, ale tylko z Ulą. Nie widział w tej roli żadnej innej kobiety. To było beznadziejne. Wiedział, że Ula nigdy do niego nie wróci. Nie po tym, co jej zrobił. Był świnią.

Zrezygnowany, zebrał swoje rzeczy i wyszedł z biura. Miał wrażenie, że wszyscy patrzą na niego. No tak, pewnie czytali – pomyślał.
- O, Marek, idziesz już? – zagadnęła go Violka.
- Tak, idę. Dzisiaj już mnie nie będzie. Gdy Karolina i Robert skończą raport, to połóż go na moim biurku, jutro rano przeczytam.   
- A może przesłać ci go mailem do domu?
- Nie, nie sądzę, żebym dzisiaj był w stanie go strawić.
- A może przyjdziesz do nas na kolację? Dzieciaki się ucieszą, a ty nie powinieneś być sam.
- Dzięki, Violka, ale nie. Nie martw się o mnie. Będę grzeczny. – Uśmiechnął się do niej.

Było już późno. Siedział ze szklaneczką w ręku, ale nie był pijany. Przypomniała mu się tamta noc, która zmieniła życie jego i Uli.

Trwało wesele Seby. Gdy Ula rozmawiała z Alą, do niego podeszła Klaudia.
- Zatańczysz?  – Właściwie nie chciał z nią tańczyć, ale wzięła go za rękę i pociągnęła na parkiet. Grali jakiegoś przytulańca.
- No i jak tam w waszej bajce? Czar dobrej wróżki wciąż działa?
- Działa, i to bardzo.
- To pięknie, ale trochę mdło, nie uważasz? – Ocierała się o niego jak rozgrzana kotka.
- Nie, wcale nie – odpowiedział z niepewnym uśmiechem, nie patrząc jej w oczy.
- Nie miałbyś ochoty na mały kawałek pikantnego ciasteczka od swojej diablicy?
- Nie – odpowiedział, ale jego ciało mówiło „tak”. W głowie lekko szumiał wypity alkohol.
- No chodź, nie żałuj… Na górze mam pokój, twoja wróżka nie patrzy…
Tańczyli tak blisko drzwi. Klaudia pociągnęła go za sobą.

Powinien był jej się oprzeć, przecież kochał Ulę, a Klaudia to było jej przeciwieństwo. Przecież dzięki Uli się zmienił, tyle zrozumiał. Mimo to ta diablica działała na niego. Podczas gdy Ula wydobywała z niego to, co najlepsze, Klaudia budziła jego gorszą stronę, przywoływała dawnego Marka, który nie przepuszczał takich okazji. Dodatkowa adrenalina jeszcze bardziej go podniecała. Klaudia znała go od tej strony nie od dzisiaj i dobrze wiedziała, że tak zareaguje. Nie myślał wtedy o konsekwencjach. Szczerze mówiąc, w ogóle nie myślał, a na pewno nie głową. Lubiła go za to. Byli do siebie podobni. Jaki wtedy był głupi… Jednym kaprysem przekreślił wszystko, co łączyło go z Ulą. Potem pozostał mu tylko żal i złość na samego siebie.

Klaudia wiedziała, że to przez ich fatalne zbliżenie Ula go opuściła. Cieszyła się z tego. Odwiedziła go po kilku dniach z nadzieją, że gdy nie ma już jej rywalki, przyjmie ją z otwartymi ramionami. Nie miał siły wyrzucić jej za drzwi. Był już lekko wstawiony, nie spał od wielu dni. Znowu jej uległ. Gdy byli w łóżku, stało się z nim coś dziwnego: patrzył na Klaudię, ale widział Ulę.
- Wróciłaś, moje Serce, kocham cię, Ula – wyszeptał do ucha Klaudii i przytulił się z całej siły. W dziewczynie krew się zagotowała. Już nie ocierała się o niego jak kotka, tylko chciała wydrapać mu oczy. Nigdy więcej jej już nie widział. Wyjechała do Włoch i zdobyła jakiegoś milionera.

Ula naprawdę go opuściła i nie dawała znaku życia. O tym, co między nimi zaszło nie wiedział nikt. On nie powiedział nikomu, nawet Sebastianowi, a Ula nie powiedziała nawet ojcu ani Ali. Wiedział o tym, bo Józef sam go kiedyś o to pytał. Jednak rodzina Uli czuła podskórnie, że to przez niego wyjechała na zawsze.

Ostatnio edytowany przez Iwona (2010-03-19 08:57:35)


"Wszystko, co dobre, jest nielegalne, niemoralne albo powoduje tycie." lol 
I heart Radosną twórczość.

Offline

 

#5 2009-08-08 19:26:29

Iwona
Kochanka Marka
Zarejestrowany: 2009-08-07
Posty: 4431

Re: Jak zniszczyć i odnaleźć miłość

5.    Ból serca

Ula siedziała w swoim mieszkaniu, przygotowując się do odwiedzin w Rysiowie. Pewnie znowu będą ją pytać o narzeczonego, plany na przyszłość i rozmowa jak zawsze zejdzie na Marka. Znała ten schemat, zawsze tak było. Jej rodzina nie wiedziała, co takiego zaszło pomiędzy nią i Markiem, że zdecydowała się na tak drastyczny krok i wyjechała na tak długo. Wiedziała, że to głupie i wstydziła się tego, ale wolała im nie mówić o Marku - nie chciała, żeby źle o nim myśleli. Wystarczy, że ona myślała o nim źle. To znaczy, wtedy myślała o nim źle.

Gdy ją zdradził – wyjechała. Nie mogła znieść bólu serca i chciała umrzeć. Nie trzeba było dużo... Była sama, z dala od bliskich... Sięgnęła po opakowanie tabletek. Przeżyła tylko cudem - zapomniała zamknąć drzwi i weszła do niej ciekawska sąsiadka. W szpitalu zrobili jej płukanie żołądka i udało się ją uratować. Drugi raz już nie próbowała. Zaczęła chodzić na terapię. Tam właśnie poznała Edwarda, który był tak samo pokręcony jak ona. Zaprzyjaźnili się. Rozmowy w grupie wsparcia dużo jej dały. Nikt jej tam nie znał i nie znał Marka, mogła więc otworzyć zbolałe serce i wszystko opowiedzieć - o sobie, o Marku, o ich dobrych i złych dniach. Zrozumieli jej ból, pocieszyli. Sami też potrzebowali pocieszenia. To właśnie nowi przyjaciele z grupy, na czele z Edwardem, mieli pomysł na odpowiedź na nurtujące ją wciąż pytanie - dlaczego to się stało? Twierdzili, że to właściwie przez nią, bo była dla Marka zbyt idealna, była aniołem stróżem, głosem, a właściwie wyrzutem sumienia. Była wymagająca i miała wobec niego ogromne oczekiwania. Stawiała przed nim zadania do wykonania i dylematy do rozwiązania. Z kimś takim fajnie jest pogadać, poprosić go o radę, ale nie da się z nim żyć. Wyidealizowała sobie Marka. On zapewne wiedział, że wcale nie był taki dobry i zdawał sobie sprawę, że nie zdoła sprostać jej wyobrażeniom. Kochał ją na pewno, starał się, nie chciał jej zawieść i to właśnie był jego problem. Gdy nadarzyła się okazja, uległ instynktowi, ciągnęło go do kobiety, która nie wymagała, nie oceniała, nie oczekiwała właściwych decyzji, przy której mógł się zapomnieć i dać się ponieść gorszemu „ja”. Nie chciała uwierzyć w taki punkt widzenia. Pytała ich czy to źle, że chciała, aby zmądrzał, był lepszy? Nie, to nie było złe, ale z niczym nie można przesadzać. Nawet ze zbawianiem drugiego człowieka, bo jesteśmy tylko ludźmi, a nie aniołami. Mało tego - dobrze nam z drugim człowiekiem z jego zaletami, ale też wadami. To dało jej do myślenia. Dużo czasu minęło, ale w końcu z trudem przyznała im rację. Być może naprawdę to zniszczyło ich związek.

Kiedyś, gdy byli z Edwardem sami, powiedział jej, że powinna była pozwolić Markowi trochę się odanielić, pobrudzić białe skrzydełka, zajrzeć na drugą stronę, zaszaleć, stracić kontrolę. Bo w związku trzeba dawać, ale też nie bać się brać co się da dla siebie. Gdyby pokazała Markowi, że kocha go takiego, jakim jest i nie chce zmienić lwa w baranka, to byłby jej w stu procentach i nie spojrzałby na żadną inną kobietę. Edward trochę sprowadził ją na ziemię. To była jej terapeutyczna przyjaźń, chwilowo łączył ich też niezobowiązujący seks. 
Terapia jej pomogła. Lepiej zrozumiała ludzkie słabości i pragnienia. Pomogła jej też praca, w której odnosiła sukces za sukcesem. Spotkała tam ludzi życzliwych, ale też takich, którzy źle jej życzyli. Jak w życiu. Głęboko w środku nadal była tą samą dziewczyną z Rysiowa, pełną ideałów i wiary w ludzi, ale na zewnątrz nosiła gruby pancerz. Przez te wszystkie lata, gdy jeździła po tylu różnych krajach, poznała wielu mężczyzn. Jedni ją podrywali, bo im się podobała, inni chcieli załatwić coś sobie, jeszcze inni chcieli ją wykorzystać dla swoich celów. Na tle wielu z nich Marek był tylko kanarkiem. Żałowała, że wtedy nie była taka mądra.

Nie związała się na dłużej z żadnym mężczyzną. Miała kilka przelotnych romansów, ale nikomu nie udało się odmrozić jej serca. Żaden mężczyzna nie działał na nią tak, jak Marek. Wiedziała o tym i dlatego bała się spotkania z nim. Teraz, gdy chyba zrozumiała, dlaczego im nie wyszło, bała się dopuścić do głowy natrętną myśl, że gdyby znowu spróbowali, to może byłoby lepiej. To dlatego wspomniała w wywiadzie, że kogoś ma. Nie miała, chyba, że liczyć Edwarda. Ich przyjaźń przetrwała te wszystkie lata. Pocieszał ją po każdym skończonym romansie, rozśmieszał, dopingował. To on ją przekonał, że musi zobaczyć się z Markiem, porozmawiać, dać sobie i jemu drugą czy tam trzecią szansę. Znał Marka tylko z jej opowieści, ale lubił go. Lubił ludzi niejednoznacznych, w których grały różne emocje. 

Było już późno, w domu pewnie już na nią czekali, obiecała, że przyjedzie na kolację. Zebrała się szybko, wsiadła do swojej kochanej toyoty i pojechała.
Jak zwykle było bardzo miło. Józef i Ala tworzyli bardzo udana parę. Ala i Beatka kochały się jak matka i córka. Jasiek stał się dorosłym facetem. Właśnie skończył studia na politechnice i zaczynał nową pracę, powoli kończył udaną karierę modela. Dzięki tej dorywczej pracy zarobił już na swoje mieszkanie. Ciągle był z Kingą.
Podczas kolacji Józef oczywiście kładł jej do głowy, że musi znaleźć męża, bo już najwyższy na nią czas. Poza tym chciałby wreszcie zostać dziadkiem. Śmiała się z niego. Ale w sercu czuła żal, że nie ma prawdziwego domu i rodziny. Kariera jej nie wystarczała.
Po kolacji poszły z Alą do ogrodu.   
- Alu, widzę, że w domu wszystko pod kontrolą. Nie pomyśl sobie czegoś złego, ale powiedz mi, co się dzieje w Febo&Dobrzański.
- Znaczy u Marka, tak?
- No tak, ale ogólnie też.
- Czytaliśmy wywiad z tobą w „Kobiecie Sukcesu”, świetny.
- Marek też czytał?
- Tak, ale nie wiem, jak zareagował. Ula, posłuchaj, ja nie wiem, co się wtedy między wami stało, ale będę szczera: myślę, że nadal miedzy wami jest miłość. Marek na pewno zasłużył na to, że go zostawiłaś, ale wydaje mi się, że cierpicie oboje. Nie wiem, czy zdołacie sobie wszystko wyjaśnić i wybaczyć, ale jeżeli to prawdziwa miłość, to warto. On bardzo dziwnie się zachowywał po twoim wyjeździe. Źle się zachowywał, jak jakiś opętany. Ale już chyba mu przeszło. Ty też na pewno dużo przeżyłaś. Może oboje dojrzeliście do czegoś nowego. Ula, przecież nie masz nikogo prawda? To o czymś świadczy. On też jest sam.
- Opowiedz mi wszystko, co wiesz.
Ala opowiedziała Ulce o szaleństwach Marka po jej wyjeździe. O piciu, dziewczynach, imprezach. O tym, że Aleks prawie zniszczył firmę i jak to się skończyło. Powiedziała jej też, że teraz jest inaczej. Być może Marek spotyka się z kimś od czasu do czasu, ale nigdy nie miał i nie ma stałej partnerki, wciąż mieszka sam.

Wizyta w Rysiowie, a szczególnie rozmowa z Alą, znowu przyprawiły ją o ból serca. Czy musiał aż tak odreagowywać ich związek? Ale czego właściwie oczekiwała? Że będzie wierny wspomnieniom o niej, podczas gdy nie był wierny jej samej? Edward skwitowałby to krótko. „Dobry Marek topił żal po tobie i własną głupotę w alkoholu, a wtedy zły Marek imprezował i chodził na dupy. Ty za to w tym czasie poznałaś ciemniejsze strony swojej anielskiej duszyczki, prawda?” Prawda. Co było, to było, skończony rozdział. Jestem silna, jestem silna. Z tymi słowami w głowie zasnęła. A w nocy przyszedł do niej Marek, ten dobry, czuły i kochający. Znowu była szczęśliwa.

Ostatnio edytowany przez Iwona (2010-03-19 08:59:13)


"Wszystko, co dobre, jest nielegalne, niemoralne albo powoduje tycie." lol 
I heart Radosną twórczość.

Offline

 

#6 2009-08-08 19:27:07

Iwona
Kochanka Marka
Zarejestrowany: 2009-08-07
Posty: 4431

Re: Jak zniszczyć i odnaleźć miłość

6.    Dla dobra firmy

Violetta spokojnie czekała, aż w końcu minął tydzień od dnia, kiedy czytali wywiad z Ulką. I nic. Stwierdziła, że tak być nie może.
- Sebulku kochany, i co? Marek coś ci mówił? – Usiadła na kolanach swojemu misiaczkowi.
- Ale o czym, serduszko? – Seba próbował nadal oglądać film.
- No jak to, o czym? No o Ulce przecież.
- Nie, nic mi nie mówił, ten temat lepiej omijać.
- Czyś ty z osła spadł, jak to omijać? Wcale nie omijać. Przecież oni się kochają.
- Taka jesteś pewna? No, Marek chyba tak… Ale ona? Nie sądzę. Wiesz, jaki Marek potrafi być. Myślę, że wtedy musiał jej zrobić coś strasznego. Inaczej by nie wyjechała.
- No jasne, że jej zrobił, faceci to prosiaki. No z jednym wyjątkiem, mój ty misiaczku.
- Lepiej się do tego nie mieszajmy.
- Ona też go kocha, jestem pewna. Bo zobacz… Handluje materiałami, no nie, a czemu nie…  cementem na przykład? Gdyby go nienawidziła, to handlowałaby cementem albo bronią. No i nie ma rodziny. Taką śliczną dziewczynę na pewno podrywało mnóstwo facetów, a skoro nie ma jeszcze męża i dzieciaczków, to tylko dlatego, że cały czas myśli o Marku. Ja ci to mówię, a jak mówię, to wiem. Jutro biorę się za nich.

Następnego dnia, rano Violetta poszła do dyrektora finansowego.
- Adam, jest sprawa. – Usiadła naprzeciwko zaskoczonego mężczyzny i spojrzała mu znacząco w oczy.
- No jaka sprawa? Przecież wszystko jest OK. – Adam zaczął nerwowo przekładać papiery na biurku.
- Nie, wcale nie jest OK. Chodzi o prezesa i Ulę.
- A, no tak… Nieszczęśliwa miłość, niebezpieczny związek… – rozmarzył się Adam.
- Musimy ich spotkać, ten, to jest… połączyć. Pomożesz mi, no nie?
- Jasne, ale super! No ale jak, masz jakiś pomysł?
- To na początek przygotuj zestawienie, że niby takie drogie te materiały, które kupujemy w… no sam wiesz gdzie, a ja ściągnę ofertę z tej firmy Uli ABC czy jakoś tam. Wtedy będzie się musiał z nią spotkać, no nie? Znaczy dla dobra firmy.
- Tak, dla dobra firmy, jasne.

Tego samego dnia Wiktor zapukał do gabinetu swojej szefowej. Ula pozwoliła mówić mu do siebie na ty. Uwielbiał ją i podziwiał – żadna inna nie mogła się z nią równać. Trochę też się w niej podkochiwał, chociaż była od niego starsza.
- Ula, mogę na chwilę?
- Tak, jasne, wejdź, o co chodzi?
- Mam na linii jakąś Violettę Olszańską, asystentkę prezesa w Febo&Dobrzański. Mówi, że cię zna. – Wiktor spojrzał na nią pytającym wzrokiem.
- Tak, znamy się, kiedyś razem pracowałyśmy. O co jej chodzi? – Ula zbladła, kiedy usłyszała nowinę.
- Prosi, żeby przesłać jej naszą ofertę. Nie pytałbym cię, ale ona jest jakaś dziwna.
- Tak, cała Violka. Wyślij jej wszystko: wykaz dostępnych produktów, terminy dostaw, cenniki, informację o naszej firmie. Wszystko. Aha, wyślij też próbki. Słyszałeś chyba o ich projektancie, Pshemko? Jest bardzo wymagający. Informuj mnie na bieżąco.

Marek wyszedł na chwilę ze swojego gabinetu i bardzo się zdziwił. Przed jego najważniejszą asystentką piętrzyły się papiery, zamiast kolorowe pisemka i rozmawiała przez telefon nie o zakupach, tylko o jakiejś ofercie handlowej. Zaniepokoił się lekko, ale nic nie powiedział. Nie był to koniec dziwnych zdarzeń tego dnia. Po południu przyszedł do niego Adam. Pokazał mu jakieś zestawienia, z których wynikało, że bardzo przepłacają za sprowadzane z Rosji materiały. Podetknął mu też przed nos ofertę BGFC. Od razu zorientował się, że to firma Uli. Adam nie dopuszczał go do głosu.
- Marek, prezesie, musimy w to wejść, to nam da dwadzieścia procent oszczędności w ciągu roku. Musimy, dla dobra firmy, oczywiście.
- Ale Adam, przecież Pshemko się nie zgodzi. Nie wiemy, jakie to materiały.
- Zgodzi się, sam go zapytaj. Kurier przyniósł próbki. Mistrz je zaakceptował.
- No to w takim razie nie mam wyjścia. – Marek uśmiechnął się niepewnie pod nosem. To tylko spotkanie w interesach i dla dobra firmy - pomyślał.

Mijało już południe, kiedy Wiktor oznajmiał Uli, że umówił na jutro spotkanie z prezesem Febo&Dobrzański i jego asystentką. Wiadomość ta wytrąciła ją lekko z równowagi. Poleciła Wiktorowi, aby wszystkiego dopilnował i poszła do domu.
A więc to już jutro, zobaczy Marka, będą rozmawiać o interesach, ale potem… No co potem? Przecież nie zaprosi go na kolację ze śniadaniem. Przecież w końcu on ją zdradził. Musi być silna i po prostu porozmawiają.
Zadzwoniła do Edwarda. Rozmowa z nim jak zwykle dobrze na nią podziałała. Jego męski punkt widzenia poprawił jej humor. Powiedział jej, że Marek będzie myślał na tym spotkaniu o wszystkim, tylko nie o biznesie. Śmiał się, że gdyby podsunęła mu do podpisu umowę na zostanie jej podnóżkiem zamiast kontrahentem, to też by podpisał. Kazał jej pójść na całość. Uznała go za wariata. Przecież jest silna, nie straci kontroli, tylko porozmawiają i wyjaśnią sobie wszystko. Potem przygotowała sobie ubranie na jutro. Długo nie mogła się zdecydować. W końcu wybrała lekko połyskliwy beżowy komplet - spódnicę przed kolana z wysokim stanem, która uwydatniała jej kształty oraz krótki żakiet. Do tego dobrała czerwoną bluzeczkę ze stójką i fajnym dekoltem w formie głębokiego pęknięcia oraz czerwone pantofle na obcasie. Później zrobiła sobie relaksacyjną kąpiel i wzięła tabletkę na sen. Nigdy przecież nie wiadomo, co się człowiekowi przyśni.

Marek bardzo się denerwował i musiał z kimś pogadać. Siedzieli więc z Sebą w biurze i rozmawiali.
- Stary, jutro mam spotkanie z Ulą w interesach, dasz wiarę?
- No, widzę, że moja żoneczka dzisiaj nie próżnowała.
- Przeczuwałem, że to jej robota. Musiała skumać się z Adamem. Ale z drugiej strony, rzeczywiście mają konkurencyjną ofertę. Spotykam się z nią dla dobra firmy.
- Jasne, stary, tym lepiej, tylko nie zapomnij papierów na to spotkanie dla dobra firmy. Podpiszecie umowę i dalej jakoś pójdzie. Zobaczysz, będzie dobrze. A wiesz, że Violka uważa, że Ula nadal cię kocha?
- Wątpię. Po tym, co się między nami stało…
- Dobra, nie chcę wiedzieć, ale Viola mówi, że skoro wybrała pokrewną branżę, a nie handel bronią i nie ma jeszcze rodziny, to znaczy, że nie zapomniała. Spróbuj stary, co ci szkodzi.
- Wiesz, ja wciąż za nią tęsknię. Nie mogę odżałować, że taki byłem głupi.
- Wiem, Ula to wspaniała kobieta, a te wszystkie laski to była tylko próba, czy da się o niej zapomnieć.
- No, nie da się… Myślisz, że ona wie o tym, co ja wyczyniałem?
- Nie wiem, ale jeżeli chciała wiedzieć, to na pewno jej ktoś powiedział.
- No pięknie. To mi na pewno nie pomoże. Jestem beznadziejną świnią.

Myślał o niej całą noc. Wymyślał najróżniejsze scenariusze i zawsze dochodził do tego miejsca, kiedy trzeba będzie jej powiedzieć, że nie jest taki, jak myślała, że jest łajdakiem, który ją zawiódł. Katastrofa była nieuchronna.

Ostatnio edytowany przez Iwona (2010-03-19 09:01:37)


"Wszystko, co dobre, jest nielegalne, niemoralne albo powoduje tycie." lol 
I heart Radosną twórczość.

Offline

 

#7 2009-08-08 19:27:49

Iwona
Kochanka Marka
Zarejestrowany: 2009-08-07
Posty: 4431

Re: Jak zniszczyć i odnaleźć miłość

7.    Spotkanie

Gdy dotarli do biura BGFC, była już piętnasta. Marek wolałby zabrać ze sobą Karolinę lub Roberta, ale Violka się uparła, że to jej pomysł i musi go dopilnować. Zupełnie niespodziewanie dołączył do nich również Pshemko. Powitał ich Wiktor, który następnie zaprosił ich do niewielkiej salki konferencyjnej. Przyniesiono im napoje, słone paluszki i orzeszki. Po chwili przyszła Ula. Na jej widok Violka rzuciła się jej prawie na szyję. Natychmiast zaczęła trajkotać, jak to Ula świetnie wygląda, jaką zrobiła oszałamiającą karierę, jak się cieszą, że wróciła. Ula wymieniła powietrzne całusy z Pshemko. Tymczasem Marek stał z boku i wpatrywał się w nią. Zrobiła na nim oszałamiające wrażenie, podziwiał jej świetną figurę i piękną twarz. Pragnął wziąć ją w ramiona i pocałować. Na szczęście opanował się. Ula podeszła do niego i podała mu rękę.
- Witaj, Marku - powiedziała cicho.
- Ula – wyszeptał Marek i pocałował jej dłoń, zanim zdążyła go powstrzymać.
- Miło was wszystkich widzieć, to jest mój asystent Wiktor, siadajcie. – Wskazała im miejsca za stołem.
- Droga Urszulo, tak się cieszę, że postanowiłaś powrócić do nas i niesiesz na nasz skromny rynek tak ekskluzywne materie dla naszych ukochanych dzieł. Widziałem, widziałem, dotykałem, gniotłem i rozciągałem, są doskonałe – rozczulał się Pshemko.
- Tak, tak właśnie – dodała Violetta. 
- Bardzo mi miło to słyszeć mistrzu, staramy się – odpowiedziała Ula, tłumiąc śmiech.
- Przejdźmy do rzeczy. Wasza oferta bardzo nam odpowiada i chcielibyśmy nawiązać stałą współpracę. – Marek w końcu się pozbierał i przejął na chwilę inicjatywę.
Rozmawiali o materiałach, terminach, cenach. Ula opowiadała im o patentach, produkcji, jakości. Marek mógłby tak słuchać jej w nieskończoność, skupiony na jej oczach, ustach, ruchach. W końcu Violka i Pshemko mieli już dosyć.
- Wspaniale, jesteśmy zdecydowani – powiedział w końcu Marek.
- To świetnie, jeśli chcecie, to możemy podpisać umowę już teraz. Wiktor przekazał wam wczoraj jej wzór, jeśli nie macie zastrzeżeń, to zaraz wydrukujemy ją na czysto i możemy finalizować – zaproponowała Ula.
- Tak, oczywiście – stwierdził bez zastanowienia. Patrząc na jej usta, nieświadomie oblizał wargi.
- Wiktor, przygotuj papiery, my tu poczekamy – poleciła Ula asystentowi i zaśmiała się w duchu. Rzeczywiście Marek podpisałby dziś wszystko, co by mu podsunęła.

Asystent Uli z ulgą poszedł przygotować umowę. Co to za dziwaczne towarzystwo. Ta Violetta to jakaś postrzelona idiotka, prezes nie interesuje się umową, tylko ślini się na widok Uli, a ten cały Pshemko dziwnie mi się przygląda i chyba do mnie mrugał. Natomiast pani prezes chyba dobrze się bawi. Pomyślał, drukując dokumenty. Po pół godzinie ponownie wszedł do sali konferencyjnej, już z gotowymi umowami. Zgromadzeni rozmawiali w najlepsze o jakimś Aleksie. Podał Uli papiery i usiadł na swoim miejscu.
- Proszę, Marku, potrzebujesz chwilę, aby w spokoju przeczytać?
- Tak, już przeglądam. – Marek zaczął kartkować umowę, ale nie mógł się na niej skupić, wzrok wciąż uciekał mu wciąż z nudnych kartek na Ulę, na jej nogi i biodra wyraźnie rysujące się pod dopasowaną spódnicą, bo na nieszczęście na chwilę wstała i przechadzała się po sali w kierunku okna i z powrotem.
- I co, wszystko pasuje? – zapytała po chwili.
- Tak, zresztą nikomu nie wierzę tak, jak tobie. Gdzie mam podpisać?
Ula podeszła do niego i wskazała mu właściwe miejsce. Sama też podpisała, nachylając się nad jego ramieniem i uśmiechając promiennie. Marek poczuł, że odpływa do krainy marzeń. Oczami wyobraźni widział, że są sami, jego ukochana siada mu na kolanach i przytula do siebie, a potem namiętnie całuje. Zrobił maślane oczy i westchnął cicho, ale tak, że Ula usłyszała. 
- Marek? Marku, proszę, to twój egzemplarz umowy. Dobrze się czujesz? Może chcesz wody? – powiedziała. Jej głos przywołał go do rzeczywistości.
- Dziękujemy Urszulo, zapraszam cię do mojej pracowni. Mam świetny pomysł na suknię dla ciebie, szafirowo–błękitną, jak ocean twoich oczu – wtrącił Pshemko, ratując sytuację. 
- Tak Ula, wpadnij koniecznie, wszyscy za tobą tęsknimy, prawda prezesie? – dodała Violetta.
- Tak oczywiście – odpowiedział zmieszany Marek.
- Dzięki, a wiecie co? Mam pomysł. Nasza firma, ta główna w Hamburgu, za miesiąc urządza doroczną imprezę dla kontrahentów z całego świata, połączoną z targami tekstylnymi. Zaprasza się na takie imprezy zarządy głównych partnerów handlowych, zawsze jest to jakieś fajne miejsce, bogaty program dodatkowy. W tym roku zdaje się, że odbędzie się to w RPA. My w Polsce dopiero zaczynamy i bez wątpienia jesteście jednym z naszych głównych klientów. Przyślę wam zaproszenie i program.
- Super! Ulka, a żony członków zarządu też mogą jechać? – Przymilnym głosikiem odezwała się Violka.
- No jasne – śmiała się Ula.
Rozmawiali jeszcze chwilę, Wiktor i pozostali pracownicy poszli już do domów. Ula i jej goście też zaczęli się żegnać, było już dobrze po osiemnastej. Marek zdobył się na odwagę i zapytał Ulę.
- Ula, bardzo chciałbym z tobą porozmawiać. Dasz się zaprosić na kolację? – Z napięciem wpatrywał się w jej oczy.
- Rzeczywiście powinniśmy porozmawiać. No dobrze, to kiedy?
- Najlepiej teraz  - powiedział z nadzieją.
- Zaczekaj tu na mnie pójdę po torebkę.   

Ula dziwnie się poczuła, kiedy znalazła się w samochodzie Marka. Tak, jakby cofnęła się w czasie. Dobrzański pozwolił wybrać jej restaurację. Zamówili jedzenie.
- Ula, wiesz o czym chcę z tobą porozmawiać, prawda? Czuję, że muszę ci wyjaśnić swoje zachowanie… wtedy. Pamiętasz?
- Jeśli chodzi ci o… epizod z Klaudią, to oczywiście, że pamiętam. Bardzo dużo o tym myślałam w ciągu tych lat – powiedziała ze smutkiem w głosie.
Marek zmieszał się, słysząc te słowa, ale tak jak sobie obiecał, ciągnął dalej.
- To nie był epizod, to było świństwo z mojej strony. Nie myśl, że chcę się usprawiedliwiać, ale pragnę bardzo, żebyś mnie zrozumiała.
- Mów, Marku, ja chętnie posłucham, też mam swoją teorię na ten temat.
- Widzisz, Ula, ja nie jestem wcale taki, jak myślałaś - dobry, łagodny, prostolinijny i ceniący prawdę ponad wszystko. To ty taka jesteś. Ja byłem przy tobie jak Księżyc. Świeciłem odbitym światłem, twoim światłem, bo ty byłaś moim Słońcem i moją Ziemią. Miałem też swoją ciemną stronę i chyba nadal ją mam. To tam mieszkają złość, zazdrość, chęć dominacji, narcyzm, gwałtowność, chęć niszczenia i jeszcze kilka innych przyjemnych cech. Klaudia znała mnie właśnie od tej strony i umiejętnie mnie podeszła. Ja oczywiście powinienem był oprzeć się jej, ale nie zdołałem, a nawet za bardzo nie próbowałem. To było takie łatwe. Ona chciała tego gorszego "mnie", tego, którego tak chciałem przed tobą schować i o nim zapomnieć. Poszedłem z nią wtedy, mimo że cię kochałem jak Księżyc kocha Ziemię i nie może od niej odejść ani zbliżyć się do niej tak, jakby chciał. Byliśmy ze sobą, ale ja czułem, że prędzej czy później nie zdołam pokonać poprzeczki, którą postawiłaś tak wysoko. To mnie dręczyło od środka, bałem się, że cię zawiodę. Zasłużyłem sobie na to, żebyś mnie zostawiła, ale nigdy nie przestałem cię kochać. Nawet wtedy, kiedy traciłem kontrolę nad swoim życiem, piłem i łajdaczyłem się. Rozumiesz mnie, Ula?
- Tak, teraz rozumiem. Wtedy tego nie rozumiałam, nie mieściło mi się to w głowie. Cierpiałam przez ciebie i przez to, co się stało. Dopiero pod wpływem pewnych zdarzeń i ludzi zaczęłam powoli rozumieć. A to, co tak pięknie mi powiedziałeś, potwierdza w pełni moje przypuszczenia. Rzeczywiście, oczekiwałam od ciebie, że kiedy już zrozumiesz, co jest w życiu ważne i jak należy postępować, to życie zgodnie z tym będzie proste. Nic bardziej błędnego. Posiadać wiedzę to nie zawsze znaczy postępować zgodnie z nią. Najgorsze w tym wszystkim jest to, że ja jednak pokochałam cię mimo twoich wad, które przecież świetnie znałam. Moim błędem było to, że zapomniałam ci powiedzieć, iż kochałam cię takiego, jakim byłeś, mimo wad i że nie przestałabym cię kochać nawet, gdybyś postąpił, w moim rozumieniu, niewłaściwie czy podjął jakąś błędną decyzję. Może wtedy Księżyc i Ziemia staliby się jednością. Może wtedy nie szukałbyś łatwej akceptacji i spełnienia u innej kobiety. No i jeszcze coś. Ktoś mi uświadomił, że z aniołem żyć się nie da, że powinnam była skorzystać z okazji, że nam takiego świetnego przewodnika i zajrzeć na chwilę na własną ciemną stronę.
- Ula, przecież ty nie masz ciemnej strony.
- Mam. Jestem normalnym człowiekiem, a nie jakimś chodzącym ideałem. Na świecie nie ma idealnych ludzi, wszyscy mamy gorszą stronę, widocznie mojej jeszcze nie poznałeś.
- A ty ją poznałaś?
- Tak… poznałam. Jest tam chociażby strach, autodestrukcja, zawiść, zwątpienie, chęć kontrolowania życia innych, skrywane pragnienia, tłumione potrzeby, fałszywa skromność.

Umilkła i dłuższą chwilę milczeli razem. Oboje myśleli o tym samym. Co będzie dzisiaj, a co może stać się jutro. Ula próbowała przyjąć do wiadomości, że powiedział, iż nigdy nie przestał jej kochać. Marek myślał o tym, że nie powiedziała, że już go nie kocha po tym co się stało. Nie robiła mu wyrzutów.
- Dziękuję, że powiedziałeś mi to wszystko, to dla mnie bardzo ważne.
- Ja też jestem ci wdzięczny, że chciałaś mnie słuchać po tym wszystkim. Jesteś kochana i jedyna taka na świecie. – Złapał ją za rękę.
- Ula, ja chciałem o tobie zapomnieć, ale mi się nie udało. Musisz wiedzieć…
- Zrobiło się późno. Odprowadzisz mnie do domu? Mieszkam tu niedaleko. – Ula delikatnie zabrała dłoń.
Marek zrozumiał, że liczył na zbyt wiele. Szli w milczeniu. Powiedzieli sobie dużo, ale jeszcze więcej przemilczeli. Po chwili dotarli na miejsce.
- Dobranoc, Marku – powiedziała, nie chcąc przedłużać tej dwuznacznej sytuacji.
- Dobranoc – odpowiedział z nieukrywanym żalem.

Ula zniknęła w drzwiach apartamentowca. Marek został sam. Przeszedł na drugą stronę ulicy i obserwował okna. Po chwili zapaliło się światło na drugim piętrze. W oknie mignęła mu postać Uli, która opuszczała żaluzję. Stał pod jej oknami i gorączkowo myślał. Jego serce i każda cząstka ciała pragnęły pobiec do niej i pokazać, jak bardzo jej pragnie. Rozum odnajdywał ślady miłości w jej słowach. Zaczęło padać, ale nie czuł deszczu na swojej twarzy.

Ula pobiegła do mieszkania. Jeszcze chwila, a zapomniałaby się. Kiedy ujął jej dłoń, zapragnęła, by wziął ją całą. Nie tak miało być, ale to właśnie czuła i wiedziała, że Marek też tak czuje. Zdjęła marynarkę i spódnicę, bo nagle zaczęły jej przeszkadzać.
Wtedy usłyszała pukanie do drzwi i wiedziała już, że to on. Serce zaczęło jej bić w szaleńczym tempie. Otworzyła. W drzwiach stał Marek, mokry od deszczu, a w jego lodowych oczach czaiła się gorączka. Cofnęła się przed nim. On natomiast, nie czekając na zaproszenie, wszedł do środka. Korytarz był wąski, czuła go tuż przy sobie, dotknęła delikatnie jego twarzy. Objął ją mocno i pocałował delikatnie, ostrożnie.  Przez chwilę stała, jak sparaliżowana, potem oddała mu pocałunek. Nie padło ani jedno słowo. Ula wzięła go za rękę i poprowadziła do swojej sypialni. Kochali się gwałtownie i szybko, jakby ktoś miał ich za chwilę rozdzielić.
Gdy było już po wszystkim, Ula odsunęła się od Marka.
- Było mi cudownie… Ale zostaw mnie samą – wyszeptała i wtuliła twarz w poduszkę. Marek nie rozumiał, dlaczego każe mu odejść.
- Ale kochanie, dlaczego?
- Po prostu idź już, nie pytaj.

Ostatnio edytowany przez Iwona (2010-04-01 00:35:35)


"Wszystko, co dobre, jest nielegalne, niemoralne albo powoduje tycie." lol 
I heart Radosną twórczość.

Offline

 

#8 2009-08-08 19:28:26

Iwona
Kochanka Marka
Zarejestrowany: 2009-08-07
Posty: 4431

Re: Jak zniszczyć i odnaleźć miłość

8.    Co z nami będzie?

Po wyjściu Marka, Ula długo nie mogła dojść do siebie. Targały nią sprzeczne uczucia. Z jednej strony, czuła radość i spełnienie, a z drugiej, niepewność i strach. Zdrada ukochanego przestała być tak ważna wraz z upływem czasu, a przede wszystkim wobec tego, co jej powiedział. Wiedziała, że nigdy nie zapomni tego, co zaszło, ale nie bolało już tak bardzo. Jednak czas goi rany. Wyznanie Marka poruszyło ją do głębi - kochał ją, desperacko szukał zapomnienia, lecz go nie znalazł. Pragnął jej. Wyczuła to wyraźnie od pierwszej chwili, gdy  go ujrzała. Wiedziała, że jej uczucie też nie wygasło, wiedziała, że Marek działa na jej ciało i zmysły, jak żaden inny mężczyzna, wiedziała, że spotykając się z nim igrała z ogniem, własnym ogniem. Gdy zobaczyła go w drzwiach, gotowego na wszystko, aby ją zdobyć, nie wytrzymała. Obiecywała sobie, że do tego nie dopuści, że będzie silna, a w rzeczywistości uległa mu z entuzjazmem, o jaki nawet Edward jej nie podejrzewał. Rozum kazał się bronić, a serce i ciało pragnęło Marka jak nikogo na świecie. Bała się tego. Już przecież byli ze sobą i czy wynikło z tego coś dobrego? Czy zmienili się wystarczająco? Czy on znów jej nie zrani? Rozumiała już, że Marek nie jest bezpieczną inwestycją na przyszłość. Nie powinna tak ryzykować, a wręcz przeciwnie, powinna unikać go dla własnego dobra. Jednak nie była pewna, czy to zniesie. Sama też się zmieniła - chciała być szczęśliwa i wiedziała, że na to zasługuje, a jej szczęściem był Marek. Zastanawiała się co on teraz zrobi? Czy będzie o nią walczył? Czy teraz byłby jej wierny sercem, duszą i ciałem? Nie znała odpowiedzi na te pytania. Chyba nikt ich nie znał.

Marek czuł się, jak zbity pies. Nie rozumiał jej, nie rozumiał, dlaczego nie pozwoliła mu zostać? Przecież też tego chciała. Wiedział to, czuł. Przecież mogła go powstrzymać, nie był aż taką świnią, by zrobić cokolwiek wbrew jej woli. Zmieniła się. Kiedyś ich rozmowa byłaby inna. Oczekiwałaby od niego, aby otworzył przed nią serce. Być może sama też powiedziałaby mu, co teraz czuje, może wtedy małymi kroczkami poszliby dalej. A dziś, wysłuchała jego wyjaśnień, zrozumiała, a nawet zgodziła się z nimi. Powiedziała mu, że sama też mogła inaczej postępować wobec niego. Dała mu tym samym cień nadziei. Być może nawet mu wybaczyła. Na tym chciała przerwać, nie pozwoliła powiedzieć, co do niej czuje, że o niej marzy. A on musiał jej to powiedzieć, pokazać. Właściwie, to nie wiedział, na co tak naprawdę liczył, gdy poszedł za nią. Otworzyła mu drzwi w samej bieliźnie i rozpiętej bluzce, a to, co zobaczył w jej oczach, na pewno nie było wstydem. Jej oczy mówiły za nią, nie mógł się mylić - pragnęła go tak samo, jak on ją. Zaskoczyła go, chyba nigdy nie przestanie. Zawsze było im dobrze, gdy się kochali, jednak ich relacje zmieniały się. Na początku ich burzliwej miłości była skrępowana przez poczucie winy wobec Pauliny i własnych zasad. Musiał używać podstępów, żeby zaciągnąć ją do łóżka. Potem, gdy byli parą, oddawała mu się namiętnie i z radością. Ale dzisiaj było jeszcze inaczej. Po raz pierwszy czuł, że Ula straciła głowę, chciała go i nic nie mogła na to poradzić. To było niesamowite, nigdy wcześniej taka nie była. Więc dlaczego nie chciała, by z nią został? Chciał ją pieścić i tulić do rana. Jedyną rzeczą, którą rozumiał w pełni było to, że musi ją odzyskać. Nie było dla niego innej drogi. Tylko przy Uli czuł, że żyje. Teraz był tego pewien. Kochał ją i pragnął jej i tylko jej. Kompletnie nie wiedział, co ma teraz robić. Jak ją przekonać, aby dała mu kolejną szansę?

Natrętny budzik dzwonił już któryś raz z kolei, a jej wydawało się, że zasnęła przed chwilą... Może pora na małe wagary?  Wiktor jest taki kompetentny, poradzi sobie – pomyślała. Chciała troszkę poleniuchować w łóżku. Obudziła się w lepszym humorze niż wczoraj. No i co z tego, że nie zdołała mu się oprzeć? Przecież było jej dobrze, cudownie… Życie jest takie kruche, więc trzeba cieszyć się każdą jego chwilą. Szczególnie taką chwilą. Postanowiła nie robić nic, nie wyjaśniać ani nie uciekać. Zdecydowała, że poczeka, co przyniesie życie.
Nagle zadzwonił dzwonek. To był kurier, przyniósł jej bukiet czerwonych róż, z bilecikiem z taką samą dedykacją jak kiedyś. Pod nią Marek dopisał:
„Dziękuję Ci za te piękne chwile i przepraszam, jeżeli zrobiłem cokolwiek wbrew Twojej woli. Kocham Cię”. Ula uśmiechnęła się na ten widok.

Sebastian przyszedł do Marka już od samego rana.
- Cześć. Możesz mi wytłumaczyć o co chodzi z tą Afryką, bo nie mogę dogadać się z moją żoną od wczoraj?
- Co? Z jaką znowu Afryką? – Marek był rozkojarzony.
- To ty mi powiedz. Podobno Ula zaprosiła nas do Afryki?
- A, o to chodzi. Jeszcze nic nie wiadomo, ale podobno jej firma urządza w RPA doroczną imprezę dla kontrahentów z całego świata. Ula powiedziała wczoraj, że przyśle nam zaproszenie, to znaczy członkom zarządu i ich żonom, czyli w naszym przypadku – Violce.
- Aha, nareszcie rozumiem… No a jak wasze sprawy, pogadaliście sobie?
- No, pogadaliśmy… I nie tylko… skończyliśmy w łóżku.
- Naprawdę?! To świetnie, ty to jednak zawsze dopniesz swego, nawet z Ulką.
- No chyba jednak nie. Wyrzuciła mnie potem.
- Żartujesz sobie?!
- Nie. Kazała mi sobie pójść. Nic z tego nie rozumiem, poza tym, że ją kocham.
- No ale co się stało? Nie wyszło wam, czy jak?
- Nie, było nam wspaniale. Najpierw byliśmy w restauracji, zjedliśmy kolację i porozmawialiśmy. Wyjaśniłem jej, dlaczego zrobiłem to, przez co mnie zostawiła. Ona zrozumiała, sama zresztą doszła do podobnych wniosków, a do tego jakby wzięła część odpowiedzialności za to, że nam nie wyszło na siebie. Powiedziałem jej, że wciąż ją kocham. Wydawało się, że mi wybaczyła. Wtedy chciałem jej powiedzieć, co czuję i o czym marzę, ale ona mi przerwała i kazała odprowadzić się do domu. Powiedziała „dobranoc” i poszła. Zostałem tam i zaobserwowałem, które mieszkanie jest jej. Postanowiłem tam pójść, wydawało mi się, że może jeszcze pogadamy, albo… no, wiesz.
- Wiem, stary, wiem. I co dalej?
- Otworzyła mi drzwi prawie w samej bieliźnie. Nic nie powiedziała, ja wszedłem i pocałowałem ją. Potem się kochaliśmy… Gdy skończyliśmy, to kazała mi sobie iść. Rozumiesz coś z tego?
- Może ona wcale nie chciała, a ty ją…
- Zwariowałeś! Ona tego chciała tak samo jak ja, jestem pewien, widziałem to w jej oczach, czułem. Było nam cudownie. Zresztą powiedziała mi, że było jej dobrze i potem kazała iść.
- A ty co?
- Próbowałem pytać czemu, ale nie chciała rozmawiać, więc poszedłem.  Nie wiem, co mam o tym wszystkim myśleć.
- No stary, ja też nie bardzo wiem. Moje kobiety nigdy nie były takie skomplikowane, do Uli chyba powinna być dołączona instrukcja obsługi.
- Nie żartuj sobie, ja ją naprawdę kocham.
- No dobra, pomyślmy. Dogadaliście się co do powodów waszego rozstania, tak?
- Wyjaśniliśmy sobie, dlaczego zniszczyłem nasz związek.
- Zrozumiała i wybaczyła, tak?
- Chyba tak, załóżmy, że tak.
- Była zła?
- Nie.
- Mogła wyczuć, że kochasz i chcesz, żebyście byli razem?
- Myślę, że tak.
- I wtedy skończyła z tobą gadać?
- Tak.
- Wiesz co? Wydaje mi się, że gdyby tego nie chciała, to by ci powiedziała. Skoro przerwała twoje wyznania, to znaczy nie chciała, żebyś to powiedział, bo wtedy wyszłoby, że jej też zależy. To, że ci uległa mimo że próbowała nie dopuścić do takiej sytuacji, tylko to potwierdza. Stary, po mojemu to ona jeszcze cię kocha, tylko pewnie boi się, że znowu coś odwalisz.
- Oby to była prawda…
- Musisz spróbować się z nią umówić, dzwoń do niej!
-  Wysłałem jej rano kwiaty, czerwone róże z B52, dopisałem, że jej dziękuję, przepraszam i kocham.
- No, świetnie! Zobaczysz, jeszcze będziecie szczęśliwi.
- Dzięki, Seba.

Minęło już południe, gdy dostał smsa od Uli.
„Dzięki za przepiękne kwiaty i wiersz. smile Nie zrobiłeś niczego, czego sama bym nie chciała. Pozdrawiam – Ula”
Zadzwonił do niej natychmiast.
- Cześć, Ula.
- Witaj.
- Nasz wieczór zakończył się wczoraj tak niespodziewanie… Może dasz się dziś wyciągnąć na spacer lub gdziekolwiek, proszę?
- Mam dzisiaj dużo pracy, nie mogę. Jutro wyjeżdżam na kilka dni do Hamburga. Wracam w najbliższy piątek. W sobotę będę na balu charytatywnym, na pewno też masz zaproszenie. Może tam się zobaczymy? Jeśli nie, to zadzwoń jeszcze.
- Będę na pewno, przyjechać po ciebie?
- Zobaczymy się na miejscu.
- Przyjedziesz sama?
- Nie wiem jeszcze, ale nie chcę, żebyś po mnie przyjeżdżał. Ktoś mógłby pomyśleć, że jestem twoją kolejną zdobyczą. To do soboty, cześć.
- Cześć. – Marek skończył rozmowę. - Coś mi się wydaje, że to nie ty jesteś moją zdobyczą, tylko ja twoją – powiedział już do siebie.

Ostatnio edytowany przez Iwona (2010-04-01 00:39:58)


"Wszystko, co dobre, jest nielegalne, niemoralne albo powoduje tycie." lol 
I heart Radosną twórczość.

Offline

 

#9 2009-08-08 19:29:02

Iwona
Kochanka Marka
Zarejestrowany: 2009-08-07
Posty: 4431

Re: Jak zniszczyć i odnaleźć miłość

9.    Bal

Załatwiwszy wszystkie sprawy służbowe w Hamburgu, Ula postanowiła wrócić do Warszawy. W planach miała tę dawno umówioną imprezę – bal na rzecz dzieci z domów dziecka. Myślała o tym, że zapewne będzie trochę nudnawo, ale liczy się szczytny cel, a ponadto - spotka tam Marka. Zastanawiała się, co z tego wyniknie? Dyskutowała właśnie na ten temat ze swoim terapeutycznym przyjacielem - Edwardem. Wspólnie postanowili podkręcić trochę atmosferę i pójść tam razem.

Marek nie bardzo lubił tego typu okazje, owszem, jego firma przeznaczała jakieś fundusze na cele charytatywne, licytowali serduszka Owsiaka itp. Ale bal? Cieszył się jedynie z faktu, że Ula tam będzie. Nieśmiało liczył, że może potem przeniosą się na jakąś prawdziwą imprezę lub do niej, a może do niego. Żeby było mu raźniej, postanowił zabrać ze sobą Sebę z Violką. Odpowiednim datkiem załatwił z organizatorami miejsca przy wspólnym stole. Przy okazji okazało się, że Ulka wykupiła podwójne zaproszenie, co oznaczało, że z kimś przyjdzie. Marek zastanawiał się, kto to będzie, właściwie nic nie wiedział o jej obecnym życiu.
Przyjechali punktualnie, ale Uli jeszcze nie było. Na szczęście nie kazała długo na siebie czekać. Weszła na salę w towarzystwie młodego, lecz niezbyt przystojnego mężczyzny, trzymała go jednak za rękę, a on zabawiał ją rozmową. Widać było, że czują się razem swobodnie. Ula wyglądała olśniewająco, ubrana w turkusową sukienkę na cieniutkich ramiączkach, która odkrywała jej ramiona i delikatnie opływała ciało. Kelner skierował ich do właściwego stolika.
- Dobry wieczór – Ula przywitała się z uśmiechem z Violką, Sebastianem i Markiem. - Poznajcie mojego przyjaciela z Hamburga – Edwarda. Oprócz niemieckiego zna też świetnie angielski, więc chyba jakoś się dogadamy. 
- Cześć. – Po przywitaniu całe towarzystwo przeszło na ty.
- Przyjaciele Uli są automatycznie również moimi przyjaciółmi. Znam was z jej opowieści, a szczególnie ciebie, Marku – powiedział, spoglądając z zainteresowaniem na Dobrzańskiego.
- Tak? A ja nigdy o tobie nie słyszałem – odpowiedział Marek i spojrzał pytająco na Ulę.
- No wiesz, Marku, nie słyszałeś nigdy o Edwardzie, bo nie widzieliśmy się od pięciu lat. Nie licząc, oczywiście, naszego miłego spotkania przed tygodniem, ale mieliśmy sporo innych tematów do omówienia, prawda? – Ula mrugnęła porozumiewawczo, a on umilkł, zaskoczony jej reakcją.
- Zobaczcie. Prasa tu jest, właśnie robią nam zdjęcia. Uśmiechnijcie się! – Violetta z zainteresowaniem rozglądała się po całej sali. 
- Miejmy nadzieję, że będziemy się wspólnie dobrze bawić – skończył temat Seba.

Po chwili, gdy zebrali się już wszyscy goście, prowadzący przyjęcie powitał zebranych, podziękował za hojne datki na rzecz dzieci oraz życzył wszystkim smacznego i dobrej zabawy.

Ula była w bardzo dobrym humorze i bawiła się świetnie. Dużo tańczyła z Edwardem, Markiem i Sebastianem. Plotkowała z Violettą, która była w swoim żywiole. Śmiała się wesoło z dowcipów przyjaciela i często zagłębiali się w dyskusje po niemiecku. Marek czuł się nieswojo - liczył na to, że jak zwykle oczaruje Ulę bez trudu, a tu nagle okazało się, że nie jest to takie proste, jak przed laty. Tańczyli, rozmawiali, ale widział, że jego wysiłki nie robią na niej większego wrażenia. Myślał, że może gdyby byli sami, to byłoby inaczej. Gorąco mu się robiło na jej wspomnienie sprzed tygodnia. Szczególnie, kiedy trzymał ją w tańcu, tak zmysłową i delikatną. Najchętniej porwałby ją na ręce i zabrał daleko. Natomiast Ula zdawała się w ogóle nie pamiętać o ich niedawnym szaleństwie. Zaczynał już podejrzewać, że nie było to dla niej ważne. Nagle zabrzmiała nastrojowa piosenka.

Zatańcz ze mną jeszcze raz
Otul twarzą moją twarz
Co z nami będzie? - za oknem świt
Tak nam dobrze mogło być

Gdy ciebie zabraknie i ziemia rozstąpi się
W nicości trwam
Gdy kiedyś odejdziesz
Nas już nie będzie i siebie nie znajdziesz też

Zatańcz ze mną jeszcze raz
Chcę chłonąć każdy oddech twój
Co z nami będzie? - uwierz mi
Tak jak ja nie kochał nikt

Gdy ciebie zabraknie i ziemia rozstąpi się…

W salonie wśród ciepłych świec
Już nigdy nie zbudzisz mnie
Już nigdy nie powiesz mi
Jak bardzo kochałeś mnie
Kochałeś mnie, kochałeś mnie

Czy słyszysz jak tam daleko muzyka gra?
Zatańcz ze mną jeszcze raz.

Gdy ciebie zabraknie i ziemia rozstąpi się...

Zatańcz ze mną ostatni raz.
Nas już nie będzie i siebie nie znajdziesz też.

Przytulił ją mocno i tańczyli, zasłuchani, jakby byli jednością. Nagle Ula wyszeptała Markowi do ucha:
- Wiele nocy przepłakałam przez ciebie przy tej piosence. Obiecałam sobie wtedy, że to już się nie powtórzy. Ostatnio straciłam kontrolę nad sobą, ale nie myśl, że to oznacza, że jestem twoja. Zrozumiałam, co było między nami nie tak, wybaczyłam ci Klaudię, ale to nie oznacza, że będzie tak, jak kiedyś, to jest niemożliwe. Nie jesteśmy tacy sami, ja nie jestem.
- Kocham cię Ula, pozwól mi tylko, a zasłużę na ciebie. Byłem taki głupi, będę żałował do końca życia, że tak cię skrzywdziłem. Wiem, że się zmieniłaś, ale kocham cię tak samo, a może nawet jeszcze bardziej. Nie mogę zapomnieć wyrazu twoich oczu, gdy wtedy  zapukałem do twoich drzwi. Jesteś taka cudowna. Nie odbieraj mi nadziei, proszę.
- Marku, nie wiem co z nami będzie. Nie potrafię przewidzieć, jak ułoży się nasze życie. Zrozum, ja nie mogę ryzykować kolejny raz. Po tym, jak się tobą rozczarowałam, nie pozwoliłam nikomu się skrzywdzić. Zostawmy to na razie. Bawmy się.
- Ula, będę walczył o ciebie i nie poddam się.
Tańczyli dalej w milczeniu, a potem odprowadził ją do stolika.

Ula przywołała na twarz pogodny uśmiech. Mimo smutku, jaki ją ogarnął, czuła się na tym balu jak ryba w wodzie. Widać było, że przez ostatnie lata bywała na wielu tego typu imprezach. Poza tym panna Cieplak nie była tu anonimowa - co chwilę podchodzili do nich jacyś ludzie, a jedni znajomi przedstawiali kolejnych. Uwadze Marka nie uszedł fakt, że byli to właściwie sami mężczyźni. Najwyraźniej chętnie zajęliby miejsce przy jej boku. Edward uśmiechał się tylko pod nosem i wcale nie był zazdrosny. Co innego Marek - krew się w nim burzyła, gdy widział, jak na nią patrzą, komplementują, proszą do tańca, dotykają jej szczupłej talii przez zdecydowanie zbyt cienki materiał, całują w rękę. Nie spuszczał z niej wzroku ani na chwilę, zły, że nie ma nawet prawa do zazdrości.
Ula widziała, co się z nim dzieje, mimo iż różni mężczyźni próbowali zwrócić na siebie jej uwagę. Dobrze pamiętała, że zawsze był o nią zazdrosny. W końcu usiadła przy stoliku, chcąc napić się czegoś i odsapnąć po szybkim tańcu z marnym partnerem.
- Co pijecie? Edwardzie, mógłbyś mi podać mojego drinka? – zapytała i pocałowała go niewinnie w policzek.
- Proszę, moja piękna. Nie masz za grosz litości dla tych wszystkich facetów. Biedaki, nie wiedzą, że nie mają u ciebie szans.
- Nie mają szans? Dlaczego? – dopytywał się  Marek.
- To ty nie zauważyłeś, że ona ma zamiast serca sopel lodu? - Edward zaczął się śmiać.
- To nieprawda, nie słuchaj go. Moje serce jest gorące jak lawa i Marek dobrze o tym wie – przekomarzała się Ula.
- Tak czy siak, lód czy lawa, kontakt grozi zamrożeniem lub spaleniem. Wielu już poległo i świat o nich zapomniał.
- Zostawiam was moi kochani, idę, jak to się ładnie mówi, przypudrować nosek. – Puściła do nich oko i zniknęła w tłumie. 
Marek z Edwardem rozmawiali dalej.
- Jesteście parą? – zapytał Marek wprost.
- Parą? Właściwie nie, no może kiedyś, parę lat temu. Jesteśmy dobrymi przyjaciółmi.
- Widać, że macie świetny kontakt. Czemu wam nie wyszło?
- My nie byliśmy w związku, tak jak ty to rozumiesz, wyszła nam przyjaźń i to się liczy. Wiesz, my, niedoszli samobójcy, chcemy nadrobić stracony czas i bierzemy z życia garściami.
- Niedoszli kto?! – wykrzyknął Marek.
- O fuck, mam za długi jęzor po alkoholu, Ula mnie ukatrupi.
- Ula próbowała się zabić?
- Tak… Poznaliśmy się pięć lat temu, po jej próbie samobójczej, na terapii. Nadal się wspieramy. Nie mów jej, że ci powiedziałem, to tajemnica. Sam się jej wytłumaczę. Chociaż z drugiej strony, może powinieneś wiedzieć. Widzisz, ja wiem o was wszystko, wiele nocy przegadaliśmy z Ulą na wasz temat. Dobrze wam życzę, ale nie wiem, czy potrafisz dać jej prawdziwe szczęście? Ona raczej w to nie wierzy, ale myślę, że powinieneś spróbować. Ula nie potrafi ułożyć sobie życia z nikim innym. - Edward wstał i poszedł poszukać przyjaciółki.

Marek był w szoku. Myślał o tym, co usłyszał. Ula chciała się przez niego zabić. To dlatego tak się zmieniła i wspominała mu o swojej ciemnej stronie. On nigdy nie będzie w stanie wynagrodzić jej tego bólu. Postanowił do nich pójść. Zobaczył ich w hallu, widać było, że się kłócili. Edward coś  tłumaczył Uli, a ona słuchała go, zrezygnowana. Chyba ją przeprosił, bo uściskali się po przyjacielsku. Wtedy do nich podszedł.
- Przepraszam, nie przeszkadzam?
- Nie. Marku, my już pójdziemy – powiedziała Ula, nie patrząc mu w oczy. - Edward zatrzymał się u mnie, a ja straciłam ochotę do dalszej zabawy, więc już się pożegnamy.
- Cześć, Marku, jutro wracam do Hamburga. – Edward podał mu rękę.
- Cześć. Ula, zadzwonię jutro.
- Cześć. Pożegnaj w naszym imieniu Sebastiana i Violettę. – Nadal nie patrzyła mu w oczy.

Ostatnio edytowany przez Iwona (2010-04-08 18:38:33)


"Wszystko, co dobre, jest nielegalne, niemoralne albo powoduje tycie." lol 
I heart Radosną twórczość.

Offline

 

#10 2009-08-08 19:29:40

Iwona
Kochanka Marka
Zarejestrowany: 2009-08-07
Posty: 4431

Re: Jak zniszczyć i odnaleźć miłość

10.  Uśmiechnij się

Ula źle się czuła, było jej wstyd. Edward wygadał Markowi jej największą tajemnicę. Nie umiała się na niego złościć. Oprócz Maćka, to był jej jedyny przyjaciel i nie zrobił tego specjalnie. Mogła mieć tylko nadzieję, że Marek nie będzie uważał jej za jakąś niezrównoważoną wariatkę i zachowa te rewelacje dla siebie. Nie chciała wracać do tamtych spraw. Jej próba odebrania sobie życia była wynikiem bezdennej rozpaczy, depresji i samotności, które przeżywała po rozstaniu z miłością swojego życia. Na szczęście los był  łaskawy i odrzucił jej ofertę przejścia na drugą stronę. To doświadczenie pozwoliło jej odrodzić się. Odbiła się od dna i dzięki temu była teraz silniejsza, lepiej rozumiała samą siebie i ceniła życie. Chciała znaleźć szczęście, mieć prawdziwy dom. Wierzyła, że nie jest jeszcze na to za późno. Problemem było, że ostatnio coraz bardziej uświadamiała sobie, iż bez Marka nie jest to możliwe, a z nim prawdopodobnie tym bardziej nie.

Była piękna niedziela. Ula właśnie odprowadziła Edwarda na lotnisko, odleciał do Hamburga, a ona postanowiła pojechać na spacer do Łazienek.

Noc po balu Marek spędził na rozmyślaniach o Uli i ich życiu. Dobrze, że Edwardowi rozwiązał się język. To, co usłyszał pozwoliło mu lepiej zrozumieć zachowanie Uli. Tak wiele przez niego przeszła. Dwa razy kompletnie ją zawiódł, doprowadzając do kresu wytrzymałości. Nie miał prawa żądać od niej niczego, a już na pewno kolejnej porcji zaufania na kredyt. Nie dziwiło go już to, co powiedziała - że nie może być między nimi tak, jak kiedyś. Ula widziała go przez pryzmat cierpienia i utraconej bezpowrotnie niewinności uczuć. Z tego, co usłyszał od Edwarda, wynikało, że szukała zapomnienia w związkach z innymi mężczyznami. Nie znalazła go. Żadne z nich nie było w stanie ułożyć sobie życia na nowo. Byli sobie przeznaczeni. On to rozumiał. Postanowił teraz poczekać, aż ona też to zrozumie. Musi jej tylko w tym pomóc. Postanowił nie męczyć jej pytaniami o przeszłość i przyszłość. Pomyślał, że może rzeczywiście powinni skoncentrować się tylko na chwili obecnej, a reszta przyjdzie sama. Powinien pokazać jej, że może przy nim poczuć zwykłą radość zamiast smutku. Nadzieję, zamiast obaw. Może wtedy uwierzy, że jeszcze mogą być razem szczęśliwi.

W Łazienkach było pięknie i słonecznie. Spacerując, Ula doszła do wniosku, ze nie będzie martwiła się na zapas. W pewnej chwili zadzwonił jej telefon, to był Marek.
- Cześć, Ula. Co robisz?
- Cześć. Spaceruję po Łazienkach.
- Sama?
- Nie, z pawiami i wiewiórkami.
- No to tylko mnie brakuje w tym towarzystwie, zaraz będę. Przyjdź pod Chopina za pół godziny, dobrze?
- Dobrze.

Marek bardzo się ucieszył. Spacery po parkach zawsze im z Ulą dobrze wychodziły. Uzbroił się w torbę chleba dla kaczek, ziarno dla gołębi, orzechy dla wiewiórek, aparat fotograficzny i pojechał. Spieszył się, nie chcąc, żeby na niego czekała. Udało się. Usiadł na ławce przy Chopinie i czekał na nią. Zobaczył ją z daleka, śliczną jak zawsze, ukochaną. Wstał i skierował się w jej stronę.
- Witaj. Ale tu dzisiaj cicho… – powiedział, uśmiechając się.
- To dobrze. Co ty tam dźwigasz w tym plecaku?
- Zestaw spacerowy: chleb, orzechy, dla każdego coś miłego.
- No, to dzisiaj wiewiórki poznają gest Dobrzańskiego. Dasz mi trochę? – Zrobiła słodką minkę.
- Wszystko, czego zapragniesz. – Spojrzał jej w oczy, nie odwróciła wzroku.
- Nie dokazuj miły, nie dokazuj – odpowiedziała i wreszcie się uśmiechnęła.

Marek złapał ją za rękę i poprowadził w głąb parku. Przyszły do nich chyba wszystkie wiewiórki z całych Łazienek. Brały orzeszki wprost z ich rąk. A oni starali się zachować spokój, aby ich nie spłoszyć. Po wiewiórkach przyszła kolej na kaczki i karpie w stawie. Były ogromne i tłuste. Na koniec rzucali ziarno gołębiom. Oboje cieszyli się tym pięknym popołudniem. Marek zrobił Uli mnóstwo zdjęć. Świetnie się razem bawili, jak za starych dobrych czasów. Powoli zbliżał się wieczór.
- Zapomniałam już, jak miłe są spacery z tobą.
- Dzięki. Zgłodniałem trochę. Może chodźmy na kolację? Gdzieś  tu jest  restauracja…
- No dobrze.
Jedli i wspominali.
- A pamiętasz, jak tu niedaleko uratowałaś mi życie?
- No pewnie. A pamiętasz, jak powiedziałam do mikrofonu, że nie kochasz Pauliny?
- Miałaś nosa, już wtedy znałaś mnie lepiej niż ja sam siebie.
- Ale ja myślałam wtedy o Klaudii. – Ula nagle spoważniała.
- Nie przypominaj mi o niej, proszę.
- A jak to się między wami potem ułożyło?
- Nie ułożyło się. Po twoim odejściu widzieliśmy się jeszcze tylko raz i rozstaliśmy się w złości. Chciała wtedy wydrapać mi oczy, może kiedyś opowiem ci, dlaczego, ale jeszcze nie dzisiaj.
- Marku, muszę cię o coś poprosić.
- Słucham?
- Czy mógłbyś zachować dla siebie to wszystko, co powiedział ci o moich sprawach Edward?
- Nie musisz prosić. To są twoje sprawy… i moje. Może kiedyś zdecydujesz się mi o tym opowiedzieć.
- Dziękuję ci bardzo, być może kiedyś do tego wrócimy, ale na razie nie.
- Mam coś dla ciebie, ale nie dostaniesz, dopóki się do mnie nie uśmiechniesz.
Ula spojrzała z zaciekawieniem i uśmiechnęła się na widok ślicznego bukiecika kwiatów.
- Grzeczna dziewczynka, proszę.
- Dzięki. Skąd to wziąłeś?
- Czary – zaśmiał się Marek.

Posiedzieli jeszcze chwilkę. Marek zaproponował Uli, że odwiezie ją do domu, ale ona oznajmiła mu, że jest samochodem, czym wprawiła go w niemałe zdziwienie. Pożegnali się i każde z nich pojechało do siebie. Oboje mieli wrażenie, że na nowo zaprzyjaźnili się i bardzo się z tego cieszyli. Tego wieczoru ich związek zaczął się powoli odradzać.
Umówili się na drugi dzień do kina. Znowu było bardzo miło. Marek okazywał Uli na każdym kroku, że ją kocha. Ula z kolei też nie zamierzała udawać, że to, co do niego czuje to tylko przyjaźń. Każde z nich miało świadomość, że wystarczy iskra, by znów ogarnęło ich miłosne szaleństwo. Mimo to żadne z nich nie dążyło do tego na skróty, dojrzewanie do nieuniknionego było bardzo ekscytujące.

Któregoś popołudnia ktoś zadzwonił do Marka.
- Cześć, tu Ula. Czytałeś dzisiejszy „Gorący Fakt”?
- Daj spokój, tę szmatę? Nigdy tego nie czytam.
- Ale dzisiaj przeczytasz, jesteś w domu?
- Tak.
- To zaraz będę u ciebie.

Marek skoczył na równe nogi. Zerknął na siebie – może być, na mieszkanie – całe szczęście wczoraj była pani Wandzia i zrobiła porządki. Jeszcze jeden rzut oka na sypialnię – szybko zebrał porozrzucane ubrania i schował je do garderoby. Ula przyjdzie do niego! Poczuł motyle w brzuchu.

Przyjechała. Była bardzo wzburzona. Rzuciła mu gazetę w ręce. Marek zaczął czytać:
„Marek Dobrzański i Urszula Cieplak – stara miłość nie rdzewieje?
Jak donosi nasz stały korespondent, najbardziej znany warszawski podrywacz Marek Dobrzański i gwiazda biznesu Urszula Cieplak znowu się spotykają. Niezorientowanym przypominamy, że pięć lat temu Dobrzański porzucił narzeczoną – Paulinę Febo dla swojej ówczesnej gorącej asystentki. Tamten romans zakończył się tajemniczym zniknięciem panny Uli. Tymczasem okazuje się, że zrobiła ona karierę na salonach Europy. Widywano ją z mistrzami sportu i rekinami biznesu. Obecnie Panna Cieplak urzęduje w Warszawie, z czego skwapliwie korzysta najgorętszy kawaler w stolicy.”

News uzupełniały zdjęcia Marka i Uli sprzed pięciu lat oraz z balu i Łazienek. Ponadto były też zdjęcia Marka z Pauliną i kilkoma modelkami, a także Uli z gwiazdą Formuły 1 i znanym niemieckim milionerem.

- Fajne zdjęcia. Nie wiedziałem, że moja gorąca asystentka chodziła z…
- Przestań, to wstrętny paszkwil! Jak możesz być taki spokojny?!
- Ula, uspokój się. Tak już jest. Jesteśmy dość znani, ten artykulik to była kwestia czasu. Nie należy się tym tak przejmować. A poza tym, większość z tego to prawda. – Marek starał się uspokoić Ulę.
- No może i tak. Ale jak oni to napisali! I skąd wytrzasnęli moje zdjęcia?
- Przedrukowali z innych gazet. Ale te twoje fotki są super! – Uśmiechnął się zaczepnie. – Jeśli chcesz, to najgorętszy kawaler w Warszawie zrobi ci… herbatki na nerwy, moja gwiazdo biznesu.
- Poproszę. Marek, ale co my z tym zrobimy?
- Nic, zupełnie nic. Zero komentarzy do takiej prasy. Pogadają, pooglądają i jutro wyrzucą, nie martw się.
- No może i tak. – Uspokoiła się troszkę i usiadła  na sofie. Marek przyniósł jej parujący napój.
- Proszę, twoja herbata.

Ula piła herbatę, a Marek usiadł obok i zaczął masować jej stopy. Wiedział, że to ją odpręży.  Przymknęła powieki, było jej dobrze, bezpiecznie. Po chwili było już właściwie niezwykle dobrze i bardzo niebezpiecznie.
- Ula, ja cię kocham, a ty śpisz – wyszeptał zmysłowo i kontynuował masaż.
- Nie śpię. – Spojrzała na niego uwodzicielsko, półprzymkniętymi oczami. Wolna stopa rozpoczęła ryzykowną wędrówkę po markowym udzie.
- Nie przestawaj, kochanie. - Pocałował jej stopę, potem kolano. Spojrzeli sobie w oczy i to był najlepszy afrodyzjak, iskra. Natychmiast się pocałowali. Potem oswobodzili swoje ciała i oddali się długo oczekiwanej namiętności. Tym razem kochali się powoli, smakowali każdą chwilę i dali sobie wszystko.
-  Nawet o tym nie myśl.
- O czym?
- Nie puszczę cię do rana. – Marek mocno trzymał ukochaną w ramionach. Tak na wszelki wypadek.
- Nigdzie się nie wybieram. – Uśmiechnęła się przepięknie i potargała mu włosy.

Ostatnio edytowany przez Iwona (2010-04-08 18:40:27)


"Wszystko, co dobre, jest nielegalne, niemoralne albo powoduje tycie." lol 
I heart Radosną twórczość.

Offline

 

Stopka forum

Powered by PunBB© Copyright 2002–2018 PunBB
statystyka