BrzydULA - jedyne forum fanów serialu

Forum dyskusyjne miłośników serialu "BrzydULA"

Nie jesteś zalogowany.

#11 2009-08-08 19:30:20

Iwona
Kochanka Marka
Zarejestrowany: 2009-08-07
Posty: 4431

Re: Jak zniszczyć i odnaleźć miłość

11.    Afryka

Ula z Markiem długo i wnikliwie ustalali plan działania. Marek użył wszystkich posiadanych talentów i dopiero około południa następnego dnia głód wygonił ich z sypialni. Zgodnie z umówioną strategią, nie potwierdzali i nie dementowali rewelacji „Gorącego Faktu”. W rezultacie, po fali internetowych plotek i komentarzy sprawa ich domniemanego romansu ucichła.  Oni tymczasem bardziej dyskretnie pielęgnowali rodzący się między nimi związek. Marek był cierpliwy i nie narzucał się Ulce. Nie wymagał od niej deklaracji, co do jej uczuć. Wierzył, że każdy wspólnie spędzony dzień przekonuje ukochaną do niego. Rzeczywiście tak było. Ula zaczynała powoli dostrzegać dla nich szansę, wolała jednak na razie ograniczyć się do tego, co było tu i teraz.

Prezes Cieplak dotrzymała danej obietnicy i miała dla zarządu Febo&Dobrzański zaproszenie na doroczne spotkanie najważniejszych kontrahentów Best Global Fabrics Corporation w Johannesburgu w RPA. Postanowiła zawieźć je osobiście Markowi, Pshemko oraz Sebastianowi i Viloletcie. Przy okazji liczyła na miłe spotkanie ze znajomymi ze starej pracy.
Rzeczywiście, ucięła sobie miłą pogawędkę z Władkiem i Elą, którzy byli parą. W pracowni mistrza Pshemko spotkała oczywiście Izę. Projektant nie żartował, mówiąc, że ma dla niej zaprojektowaną sukienkę. Nie obyło się więc bez przymiarki. Na końcu Ula skierowała kroki do gabinetu Marka, gdzie spotkała też Sebastiana i Violkę.
- Proszę, oto wasze zaproszenia, Pshemko ma już swoje. Mam nadzieję, że będziecie się dobrze bawić.
- Dzięki, Ula! Jesteś cudowna, kocham cię! – Violetta cieszyła się jak dziecko. 
- Zarezerwowane są dla was pokoje w hotelu. W programie jest kilka odczytów, targi tekstylne, pokaz mody, bankiety, koncert i bezkrwawe safari.
- Ty, kochanie, oczywiście jedziesz oczywiście z nami? – zapytał Marek.
- Nie, ja jadę dwa dni wcześniej. Jako wiceprezes BGFC ds. rozwoju mam swoje obowiązki. Będzie wam towarzyszył mój asystent Wiktor. Spotkamy się oczywiście na miejscu i, w miarę możliwości, będę wam dotrzymywać towarzystwa.
- Marek, mogę się już zwolnić? Muszę kupić sobie kilka drobiazgów na tę wyprawę.
- Tak, Violka, oczywiście.
- Seba, idziesz ze mną, dzisiaj się nie wykręcisz. – Violka pociągnęła swojego „Misiaczka” na sklepowe łowy.
- Ulka, ale pokój będziemy mieli wspólny, prawda? – Marek posadził ją sobie na kolanach.
- Nie, będziemy mieszkać w sąsiednich hotelach, ale może pozwolę ci się od czasu do czasu odwiedzić. – Roześmiała się, widząc jego zasmuconą minę.
- Jesteś okrutna! Bez ciebie to nie będzie to samo… Jako twój najważniejszy klient domagam się większej uwagi.
- A wiesz, dzisiaj podpisałam umowę z Fox Fashion, ich prezes jest też moim klientem, więc…
- Nie przeginaj, bo spotka cię zasłużona kara.
- Jaka kara?
- O, właśnie taka. – W tym momencie Marek zaczął łaskotać Ulę po żebrach.
- Hahaha, aaa ha, hi, hi, ha, przestań, przeeeeestań, ja nie mooooogę. – Ula wyrywała mu się jak mogła, ale niewiele to dało.
- Powiedz, że jestem najważniejszym twoim klientem, jedyną grubą rybą, powiedz, bo pożałujesz. – Łaskotał ją wszędzie - pod pachami, pod kolanami, na stopach. Ula nie miała już sił ze śmiechu.
- Jeesteś, jesteś, jesteś najgrubszą z moich rybek! Przysięgam, i najukochańszą, Mareczku, prooooszę.
- No, masz szczęście. - Marek przytulił ją i zaczął całować. Nie zamierzał pozwolić jej odejść.
- Ja… ja nie… mam już sił… ci uuuciekać. – Ula próbowała wyswobodzić się z objęć, ale powoli udzielał się jej miłosny zapał Marka.
- Nawet nie próbuj. Kocham cię – wyszeptał zmysłowo.
- Marek, ale tu…
- Wszędzie i zawsze i wciąż od nowa.

Ostatnie dni przed wylotem Uli były bardzo pracowite, prawie nie miała czasu widywać się z Markiem. Na szczęście wszystko udało się załatwić na czas.
Wiktor czuł się wyróżniony i doceniony. Jego pani prezes powierzyła mu ważne zadanie. Miał polecieć do niej, do Afryki. Liczył po cichu na to, że tam wszystko się może zdarzyć. Jeszcze tylko trzeba było tam dotrzeć i przypilnować gości. Na szczęście Dobrzański i Olszański byli doświadczeni, tylko ta Violetta, no i Pshemko. Ciągle na niego spoglądał i myślał sobie nie wiadomo co.

Ula czekała na lotnisku. Razem z Wiktorem pomogli gościom zakwaterować się. Można było się zgubić pośród ponad dwustu osób z piętnastu krajów.
Wieczorem odbył się bankiet powitalny. Po pierwszej sztywnej przemowie samego prezesa, wystąpił, nie kto inny, tylko Ula. Przywitała wszystkich po angielsku, niemiecku i rosyjsku, a następnie przedstawiła skrót programu imprez i życzyła gościom owocnych rozmów biznesowych oraz dobrej zabawy. W końcu, po jakiejś godzinie, udało się jej dosiąść do stolika ekipy z Polski. Bawili się świetnie, Marek był z siebie dumny. Ula nie kryła, że łączy ich coś więcej niż interesy i przyjaźń. Tylko Wiktor siedział smutny - zrozumiał, że karmił się marzeniami. Nawet Ula zwróciła na to uwagę.
- Co się dzieje z Wiktorem? Jest taki osowiały… – zagadnęła Marka.
- No wiesz, kochanie, widocznie działa na niego prezesowski urok, asystentki i asystenci tak mają, pamiętasz? 
- Ale ty myślisz, że on… coś do mnie czuje?
- No, przecież nie do mnie. Pewnie, że czuje, i to bardzo, ale chyba zobaczył, że jego pani jest tylko m o j a.
- Zaraz wracam.
Ula podeszła do stolika czeskiego - znała tam wszystkich – i porozmawiała przez chwilę z prześliczną, młodą dziewczyną. Potem razem poszukały Wiktora. Po chwili Ula wróciła sama.
- Gdzie byłaś?
- Właśnie bawiłam się w swatkę. Znalazłam Wiktorowi bratnią duszę. Zuzka, to moja była asystentka z Pragi. Dałam im pracę do wykonania i teraz pewnie mnie obgadują.
Wiktor jest za fajny, żeby się marnował.
- A ja?
- A ty, Dobrzański, od dawna jesteś już zmarnowany.
Zabawa trwała do późna.

Nazajutrz przewidziane były targi i różne prezentacje. Wiele firm chciało przedstawić gościom swoją ofertę handlową, dotyczącą dodatków czy usług albo próbowało znaleźć partnerów biznesowych. Ula cały dzień była zajęta. Marek razem z Sebą chodzili tu i tam. Interesowano się odnowioną kolekcją FD Sportivo i najnowszymi pomysłami Pshemko, udało im się więc nawiązać kilka interesujących znajomości. Projektant spotkał również znajomych z Włoch. Natomiast Violka nie wychodziła ze SPA.
Wieczorem, w hotelowym ogrodzie, przy basenie, miał być koncert pod gwiazdami, a kolejnego dnia zaplanowane było safari.

Marek stęsknił się za Ulką, której nie widział cały dzień. Zaczaił się na nią przy wejściu do ogrodu i pociągnął w boczną alejkę. Nie pozwolił jej dojść do słowa, tylko zamknął jej usta pocałunkiem.
- Z mojego tarasu wszystko widać i słychać. Już dosyć dzisiaj pracowałaś, porywam cię do siebie – powiedział po chwili.
- Ale…
- Nie pożałujesz, obiecuję.

W pokoju, na tarasie czekała na nich lekka kolacja i wino. Wokół paliły się lampiony. Rzeczywiście mieli widok na ogrody hotelowe. Postanowili tam zjeść i posłuchać muzyki. W pewnej chwili Marek poprosił dziewczynę go tańca. Było bardzo romantycznie, tańczyli, przytuleni pod rozgwieżdżonym niebem. Ula położyła ukochanemu głowę na ramieniu, a on przytulał ją mocno. Byli jakby jednym ciałem. Uwielbiała, gdy był tak blisko, czuła każdy jego mięsień, a on jej piersi i biodra, kołyszące się zmysłowo. Wszystko wokół przestało dla nich istnieć, byli tylko oni i muzyka.

You are so beautiful
To me
You are so beautiful
To me
Can't you see

You're everything I hoped for
You're everything I need
You are so beautiful to me
You are so beautiful to me

You are so beautiful
To me
Can't you see
You're everything I hoped for
You're every, everything I need
You are so beautiful

Marek poprowadził ją do pokoju i kochali się w świetle gwiazd, a księżyc im zazdrościł.

Ostatnio edytowany przez Iwona (2010-04-08 18:42:25)


"Wszystko, co dobre, jest nielegalne, niemoralne albo powoduje tycie." lol 
I heart Radosną twórczość.

Offline

 

2009-08-08 19:30:20

Cindy
Najlepsza doradczyni na forum

#12 2009-08-08 19:31:16

Iwona
Kochanka Marka
Zarejestrowany: 2009-08-07
Posty: 4431

Re: Jak zniszczyć i odnaleźć miłość

12.   Safari

Następnego dnia, po śniadaniu goście, którzy zgłosili chęć udziału w safari, zostali podzieleni na małe grupy. Każda z nich miała swojego opiekuna i przewodnika. Głównymi atrakcjami miała być wizyta w rezerwacie lwa i nosorożca oraz w ośrodku badań nad gepardami. Uczestnicy sami dobrali się w pary, każda z nich dostała do dyspozycji jeepa i prowiant na cały dzień. Mieli poruszać się tak, aby nie tracić się z oczu.
Pshemko zrezygnował z udziału w safari i postanowił odpoczywać w hotelu. Seba z Violettą byli gotowi na przygodę. Marek do końca nie wiedział, czy Ula z nim pojedzie. Na szczęście, w ostatniej chwili, udało się jej dołączyć do grupy, dzięki czemu jechali na samym końcu.
Po nerwowym poranku mogli wreszcie cieszyć się wycieczką i swoim towarzystwem. Długo jechali przez sawannę, z wolna zaczynały ukazywać się im wspaniałości afrykańskiej przyrody. Najpierw zobaczyli w oddali stado niewielkich antylop. Po chwili dostrzegli z boku kilka żyraf. Mieli nadzieje, że uda im się  ujrzeć wielką afrykańską piątkę: słonia, bawoła, nosorożca, lamparta i oczywiście lwa. Marek miał w pogotowiu aparat fotograficzny. Ula przyglądała się okolicy przez lornetkę. Po jakimś czasie minęli stado zebr. Jechali powoli, w pewnej chwili Ula stwierdziła, że mignęło jej w trawie przyczajone zwierzę. Zatrzymali się. Mieli wielkie szczęście i byli świadkami polowania lwic na zebrę. Przez chwilowy postój stracili z oczu samochód, który jechał przed nimi. Na szczęście droga, którą jechali była wyraźna. Przyspieszyli i po jakiejś godzinie dogonili grupę. Nawiasem mówiąc, nikt nie zauważył, że ich brakowało. Wszyscy wysiadali właśnie z samochodów, bo dojechali do punktu widokowego przy wodopoju.
Violetta i Sebastian podeszli do nich.
- I co, widzieliście coś ciekawszego niż antylopy? – zapytał Sebastian.
- Pewnie! Lwice polowały na zebrę, zrobiłem świetne zdjęcia! – chwalił się Marek.
- Ja jestem już zmęczona, kiedy będzie jakiś odpoczynek? – narzekała Violka.
- Zobaczcie! – Ula zwróciła ich uwagę na piękny widok.
Przy wodzie zobaczyli kilka dorosłych słoni i dwa słoniątka. Dalej pasły się spokojnie bawoły. Po chwili obserwacji, ruszyli dalej. Zbliżali się do ośrodka badań gepardów. Pracownik pokazał im młode gepardy, które były tu wychowywane, ponieważ ich matkę zabili kłusownicy. Widzieli też gepardy oswojone i dzikie na wolności. Ruszyli dalej. Zagłębiali się w coraz bardziej dzikie tereny. W końcu zobaczyli nosorożce. Dwa osobniki leżały na ziemi pod akacjami, które dawały im cień. Wszyscy po kolei zatrzymywali się i robili zdjęcia. Ula i Marek przyjechali w to miejsce jako ostatni. Nosorożcom znudziło się leżenie i majestatycznie się oddalały. Zamarudzili jeszcze chwilę, przyglądając się strusiom. Znowu zostali w tyle. Tym razem nie mieli tyle szczęścia, co przed południem. Gdy próbowali dogonić grupę, natrafili na rozstajne drogi. Mapa, którą mieli ze sobą, okazała się niedokładna. Nie wiedzieli, którędy jechać dalej.
- No świetnie, robi się późno… Jeśli źle wybierzemy drogę, to możemy nocować na sawannie. Jak myślisz, którą drogą lepiej jechać - w prawo, czy w lewo? – zapytał Marek z troską w głosie.
- O kurde blaszka, nie mam pojęcia. Zobacz, czy telefon działa.
- Nie ma zasięgu.
- No to nieźle, trzeba wybrać. To co, gramy w marynarza?
W końcu pojechali w prawo. Jechali szybko około godziny i nic.
- Chyba już byśmy ich dogonili, co? – zapytała Ula.
- Myślę, że tak. Zobacz, słońce zaraz zajdzie. Wracamy do skrzyżowania.
Wrócili, ale nie byli w stanie dogonić grupy. Jechali jeszcze godzinę, byli już zmęczeni i głodni. Postanowili zatrzymać się i zjeść resztę prowiantu. Zrobiło się już zupełnie ciemno. Zastanawiali się, czy jechać dalej, czy może poczekać do rana albo aż ktoś po nich wróci. Nagle gdzieś z boku dobiegł ich ryk jakiegoś zwierzęcia.
- Szybko, Ula, wsiadamy do samochodu, coś mi tu nie gra – powiedział Marek z niepokojem w głosie.
Ledwie wsiedli, a wokół nich rozległy się strzały. Mieli strasznego pecha. Władowała się na nich grupa kłusowników, polujących na nosorożce. Na szczęście, nie trafiły ich kule przeznaczone na grubą zwierzynę. Jechali samochodami bez dachów i strzelali do uciekającego w popłochu zwierzęcia. Obok jeepa Uli i Marka zatrzymały się dwa samochody. Wysiadło z nich ośmiu uzbrojonych mężczyzn.
- Wysiadać z samochodu! – krzyknął jeden z nich po angielsku.
Nie widząc innego wyjścia, wysiedli.
- Co tu robicie? – zapytał ten sam człowiek. Mierzyli do nich z broni.
- Ej, zobacz John, jaka ślicznotka. – Jeden z facetów wskazał na Ulę.
- Spokojnie, panowie, jesteśmy turystami. Przypadkiem odłączyliśmy się od naszej grupy, zaraz po nas wrócą – próbował tłumaczyć Marek.
- Ha, ha, ha. Tak ci się wydaje, gnojku! Trzy godziny temu jechali tu turyści i nikt nie wracał, więc nie myśl, że nas przestraszysz.
- Steve, przeszukaj ich samochód!
- A ja przeszukam tę panią – jeden z oprychów skierował się w stronę Uli.
- Nie mam broni, ani pieniędzy – szybko powiedziała Ula.
- Daj jej spokój Fred, nie ma teraz czasu na zabawę.
- Chcę ją sprawdzić – złapał Ulę za szyję.
Marek natychmiast rzucił się na ratunek ukochanej. Jego pięść wylądowała na szczęce zaskoczonego Freda, który upadł na ziemię. Dwaj jego kumple rzucili się na Marka. Nie miał żadnych szans, ale odważnie próbował z nimi walczyć. Któryś z obserwujących zajście bandytów uderzył go mocno karabinem w głowę i Marek stracił przytomność. Fred kopnął go kilka razy w brzuch.
- Nie zabijajcie go! – krzyczała Ula.
- Spokój, do cholery, już ma dosyć, zostaw go! – wrzasnął John.
Ula skoczyła do Marka i uklękła przy nim.
- Znalazłeś coś? – krzyknął mężczyzna do tego, który był w samochodzie.
- Zobaczcie, to ich dokumenty. Co to za dziwne paszporty, skąd oni są?
- Pewnie gdzieś z Europy.
- Zobacz, to jakieś identyfikatory. BGFC… słyszałem, to znana firma, a ta laska to ich vice-prezes.
- No to trafiliśmy. Zabieramy ich, dostaniemy za nią niezłą kasę.

Marek powoli odzyskiwał przytomność. Słaniał się na nogach, miał rozbitą skroń i łuk brwiowy. Bardzo krwawił i strasznie bolał go brzuch. Ula go podtrzymywała. Bandyci związali im ręce i zapakowali do swojego wozu. Jeepem kierował Fred. Ruszyli.

W tym samym czasie Sebastian zorientował się, że jego przyjaciele się zgubili. Wszyscy dojechali właśnie do hotelu, a Marka i Uli wciąż nie było widać. Zaalarmował obsługę hotelu i szefów Uli, jednak w nocy nie było sensu ich szukać. Akcja poszukiwawcza miała rozpocząć się rano.

Marek był straszliwie pobity.
- Widzisz mnie, słyszysz? – wyszeptała Ula.
- Tak… nic ci nie jest? – Marek lekko jęknął z bólu.
- Nie, nic mi nie zrobili. Dzięki za obronę… - powiedziała i rozpłakała się.
- Nie płacz, kochanie, nie płacz. Mówili coś?
- Będą chcieli za mnie okup. Chyba już nam nic nie zrobią, to kłusownicy, a nie terroryści. Wiozą nas do swojej kryjówki.

Po godzinie byli na miejscu.
- Rano dasz nam namiary na twojego szefa lub męża. Bądźcie grzeczni, to nic nikomu się nie stanie. Steve, zamknij ich. – John spodziewał się udanej wymiany Uli na twardą walutę.
- Mój przyjaciel potrzebuje pomocy, źle z nim. – Odważyła się odpowiedzieć.
- Niech zdycha, nie jest nam potrzebny. – John nawet nie spojrzał na Marka.
Zostali zamknięci w jakiejś ciasnej komórce bez okna. Dostali tylko wodę do picia i nadal mieli związane ręce.
- Marek, jak głowa?
- Boli, ale nie martw się, do rana jakoś wytrzymamy. Myślisz, że twoja firma zapłaci za ciebie.
- Mam nadzieję, ale i tak się boję.
- Przytul się do mnie, dasz radę?
Ula przełożyła związane ręce za plecy Marka i przytuliła się do niego. Cała się trzęsła. Siedzieli przytuleni, oparci o ścianę.
- Marek… Jeżeli ten najgorszy - Fred - coś jeszcze ci zrobi, to… ja nie wiem. Oszaleję, tak się o nas boję… Kocham cię. Nie mogę znów cię stracić.
- Ula, tak bardzo czekałem, czy jeszcze kiedyś to usłyszę od ciebie… - Marek ledwo mówił. - Gdy zbliżył się do ciebie, to chciałem go zabić. Zrobiłbym to, gdyby mnie nie zatrzymali… Ty wiesz, że cię kocham bardziej niż kogokolwiek na świecie. Wierzysz mi, powiedz?
- Wierzę, tak, wierzę ci.
- Jeżeli… uda się nam… wyjść z tego cało, to zostaniesz już ze mną, na … zawsze? – Marek z trudem wypowiadał słowa.
- Tak, odtąd będziemy już razem. Nie mów już, jesteś słaby, odpocznij. – Ula przytuliła głowę Marka do siebie.

Przed świtem usłyszeli jakieś podejrzane hałasy, a po chwili znowu strzały, całe serie z broni maszynowej. Jacyś ludzie krzyczeli w nieznanym języku. Potem wszystko ucichło. Nagle ktoś otworzył drzwi komórki. Ukazała się w nich twarz młodego murzyna w mundurze.
- Wychodzić! – powiedział słabym angielskim.
- Nie strzelaj – poprosiła go Ula.
Powoli wstali z podłogi. Z trudem wyszli na zewnątrz, bo Ula musiała podtrzymywać Marka, żeby nie upadł na ziemię. Cały był uwalany zakrzepłą krwią i kulił się z powodu bólu brzucha.
- Kim jesteście? Ty siadaj – pokazał na Marka. - A ty mów – zwrócił się do Uli.
- Jesteśmy turystami. Ci ludzie wczoraj na nas napadli! Pomóżcie mojemu przyjacielowi!
- Zabierzemy go do szpitala. 
- Co tu się stało? – Ula dostrzegła wokół cały oddział ludzi w mundurach.
- Ta banda wyrzynała nasze nosorożce. Tropiliśmy ich od dawna, dzisiaj wpadli w naszą zasadzkę.
- Jesteście z policji?
- Nie, jesteśmy wojskowymi. Pilnujemy parku narodowego, a oni tam właśnie kłusowali najczęściej. Większość aresztowaliśmy, ale kilku musieliśmy zabić. Kogo zawiadomić, że was uwolniliśmy?
- Jestem Urszula Cieplak, a to jest Marek Dobrzański. Jesteśmy Polakami. Pracuję dla Best Global Fabrics Corporation, mamy teraz konferencję biznesową w Johannesburgu. Proszę zadzwonić do nich, na pewno już nas szukają. Pan Dobrzański jest naszym klientem i gościem.
- Dobrze, proszę wsiadać do naszego samochodu.
- Tam stoi nasz, pojedziemy za wami, dobrze?
- Dobrze, jeden z naszych żołnierzy będzie prowadził. Pani niech się zajmie przyjacielem, bo chyba z nim źle.
Ula zaprowadziła Marka do samochodu i pomogła mu wygodnie usiąść. Sama umiejscowiła się obok niego i ruszyli.
- Marku, udało się nam, przeżyliśmy. Słyszysz?
- Tak, kochanie – szepnął i stracił przytomność.

Ostatnio edytowany przez Iwona (2010-04-08 18:43:56)


"Wszystko, co dobre, jest nielegalne, niemoralne albo powoduje tycie." lol 
I heart Radosną twórczość.

Offline

 

#13 2009-08-08 19:32:08

Iwona
Kochanka Marka
Zarejestrowany: 2009-08-07
Posty: 4431

Re: Jak zniszczyć i odnaleźć miłość

13.   Odpoczynek bohatera

Pojechali prosto do szpitala. Nieprzytomnym Markiem zajęli się lekarze. Ula była bardzo zdenerwowana, bała się o ukochanego. Żołnierze zawiadomili hotel i policję o ich uwolnieniu. Do szpitala natychmiast przyjechali szefowie BGFC wraz z parą policjantów oraz zaniepokojeni przyjaciele – Seba z Violką, Pshemko, a także Wiktor i Zuza. Zasypali Ulę mnóstwem pytań. Mimo zmęczenia, opowiedziała im całą historię. Z każdym jej słowem wszyscy byli coraz bardziej zszokowani.
- No, a teraz Marek jest badany przez lekarzy.
- Mieliście szczęście w nieszczęściu, że akurat na dzisiaj wojsko zaplanowało swoją akcję. Mogliście stracić życie. Ci kłusownicy potrafią być bardzo brutalni – powiedział do Uli policjant.
- Zostanie przeprowadzone dochodzenie w tej sprawie, winni porwania i pobicia zostaną ukarani, może być pani pewna – dodał drugi policjant.
- Obawiam się, że winni już zostali ukarani. Wydawało mi się, że widziałam ich ciała, chyba zginęli w trakcie akcji żołnierzy –  odparła Ula.
- Pani Urszulo, tak nam przykro. Firma pokryje wszelkie koszty związane z opieką lekarską nad panem Dobrzańskim – powiedział szef Uli z zakłopotaniem w głosie. 
- Dziękuję.

W tym momencie podszedł do nich lekarz.
- Pacjent odzyskał przytomność, ale jest bardzo słaby. Ustaliliśmy, że na skutek pobicia doznał wstrząsu mózgu, ma brzydką ranę na głowie. Ponadto ma również złamane dwa żebra i niewielki krwotok wewnętrzny oraz rozbity łuk brwiowy, na który założyliśmy szwy. Założyliśmy również opaskę na żebra, podaliśmy środki przeciwbólowe i antybiotyk. Proszę się nie martwić, za tydzień będzie zdrowy.
- Dziękuję panu bardzo. Czy można do niego wejść?
- Tak, ale proszę, nie wszyscy naraz i na chwilę.

Marek wyglądał okropnie. Co prawda został już obmyty z krwi, ale nadal miał spuchnięte pół twarzy, a drugie pół i głowę zasłaniał opatrunek. Leżał w łóżku, a jego tors był ukryty pod opaską usztywniającą żebra.
Weszła do niego Ula z prezesem swojej firmy i Wiktorem. Dziewczyna usiadła na brzegu Marka łóżka i wzięła go za rękę. Szef BGFC przeprosił Marka za pechową wycieczkę i zapewnił go, że pokryją wszelkie koszty jego leczenia oraz życzył mu zdrowia. Ula poprosiła Wiktora, żeby dostarczył Markowi kilka niezbędnych drobiazgów i czyste ubranie.
Potem do Marka przyszli Seba, Violetta i Pshemko.
- O matko, Marek, jak ty wyglądasz… boli cię? – Violka zaczęła się rozczulać.
- No stary, ale mieliście przygodę. Cieszę się, że udało się wam z tego wyjść, naprawdę. – Seba był poruszony.
- Dzięki, przyjacielu – odpowiedział Marek.
- Marku, Urszula mówiła, jaki z ciebie bohater. Zawsze wiedziałem, że na Dobrzańskich można liczyć. Nawet nie wiesz, jak ja się cieszę, że nie pojechałem zamiast Urszuli. Wstrętne zbiry. – Pshemko wyobrażał sobie, co by było, gdyby Ula została w hotelu, a on pojechał z Markiem.
- Marek chyba powinien już odpocząć.  - Ula wciąż patrzyła na niego z troską.
- Tak, to my przyjdziemy później, trzymaj się. – Pożegnali się i wyszli.

Ula została z Markiem sam na sam. Gładziła go po zdrowej części twarzy. Sprawdzała, czy opatrunki się nie zsunęły, czy mu wygodnie. Dała mu pić i otarła usta. Marek był przeszczęśliwy, mimo iż czuł, że wcale nie potrzebuje aż takiej opieki.
- Warto było dostać po głowie, żeby mieć taką pielęgniarkę. – Uśmiechnął się do Uli.
- Przestań gadać głupoty – zawstydziła się.
- Ula, ja wszystko pamiętam, to co mi powiedziałaś w nocy też… I to, co mi obiecałaś. – Ścisnął mocno jej rękę, bojąc się, że może powiedziała to wszystko pod wpływem chwili i teraz żałuje.
- Ja też pamiętam. – Spojrzała mu w oczy i zobaczyła w nich niepewność i pytanie.
- Kocham cię i pragnę z całego serca, żebyśmy byli razem… – powiedział cicho i czekał.
Ula milczała.
- Ula, czy mam się dać zabić dla ciebie, żeby to usłyszeć? – próbował być dowcipny.
- Wczoraj zrozumiałam, że zaprzeczanie tej miłości jest moim błędem. Drugi raz przekonałam się, że trzeba cenić życie i jak bardzo ono jest kruche. Kocham cię. Znowu potrafię to powiedzieć i chcę być z tobą. - Po jej policzku spłynęła łza.
Marek chciał się poderwać, aby ją scałować, ale ból mu nie pozwolił. Jęknął cicho.
- Nie płacz, kochanie – powiedział i pocałował jej dłoń.
Ula nachyliła się i pocałowała go. Najpierw delikatnie, jakby niepewnie, a potem tak naprawdę, tak jak oboje najbardziej lubili.

Do sali wszedł lekarz.
- Proszę państwa, w pana obecnym stanie takie wzruszenia są niewskazane. A pani powinna chyba pójść do hotelu i trochę zadbać o swoje zdrowie i urodę. Polecam kąpiel, lunch i długi sen.
- Tak, pójdę już. Odpoczywaj, kochany. – Pogłaskała go po policzku. - Ale mogę wrócić wieczorem? – Ostatnie pytanie skierowała do lekarza.
- Tak, zapraszam. Nic tak dobrze nie wpływa na samopoczucie bohatera, jak obecność wybranki serca – stwierdził lekarz.

Ula rzeczywiście potrzebowała odpoczynku. W pokoju hotelowym powoli opadał z niej stres. Posłuchała lekarza i zanurzyła się w ogromnej wannie wypełnionej ciepłą wodą i pachnącą pianą. Przymknęła oczy. Było jej dobrze. Postanowiła przestać walczyć z sobą i zaprzeczać uczuciom, które wypełniały jej serce. Jeszcze raz mu uwierzyć. Myślała, że jeśli jej przeznaczeniem jest umrzeć z miłości, to trudno. A może przeznaczone jej jest życie z ukochanym? Wiedziała już, że musi się przekonać. Była pewna, że go kocha i umarłaby, gdyby coś mu się stało. Nigdy tak o tym nie myślała. Zawsze bała się tego, co z nią będzie, jeśli go straci, bo ją odtrąci. A co, jeśli go straci, bo tak zechce los. A może jednak wcale tak nie będzie, może właśnie go odzyskała na zawsze. Po kąpieli, położyła się na łóżku. Zawisła na chwilę między jawą, a snem. Z dalekich zakamarków umysłu dobiegły do niej pojedyncze wersy piosenki. - Jest taki deszcz, co wargi kobiety odmienia; Jest taki deszcz. Jest blask, co uda kobiety odsłania; Jest taki blask. Jest skwar, co ciała kochanków spopiela; Jest śmierć, co oczy kochanków rozszerza; Jest taka śmierć. – W końcu przyszedł do niej sen i sprowadził ukochanego mężczyznę.

Marek po kilkugodzinnym śnie czuł się znacznie lepiej niż rano. Chciał wyjść ze szpitala i iść do Uli. Lekarz jednak był nieprzejednany i Marek chociaż dwa dni musiał zostać na obserwacji. Tęsknił za nią i bardzo chciał, żeby już przyszła. Obawiał się, że może jednak tego nie zrobić... Ciągle nie mógł uwierzyć w swoje szczęście.
Po południu byli u niego Seba, Viola i Pshemko. Chcieli mu jakoś poprawić humor, ale rozweselił się dopiero, gdy powiedzieli, że jutro wracają do Polski, a on zostanie pod opieką Uli jeszcze kilka dni. Miał ochotę ich wycałować. 

Wreszcie do niego przyszła. Świeża i pachnąca jak poranek. Cudna.
- Cześć i jak się czujesz? Odpocząłeś trochę? – zapytała, patrząc na niego z troską.
Markowi wpadł do głowy pewien pomysł.
- Nie bardzo, wszystko mnie boli – jęknął i skrzywił się.
Ula nachyliła się do niego i pocałowała w policzek.
- Ała, jak boli. – Odsunął głowę.
- O przepraszam, sprawiłam ci dodatkowy ból. A gdzie jeszcze cię boli?
- Wszędzie.
- Niemożliwe, a gdzie nie boli? To pocałuję. – Coś zaświtało jej w głowie.
- Tu – wskazał łokieć, a Ula pocałowała.
- Tu – wskazał drugi, a Ula znowu pocałowała.
- Tu – wskazał czoło, potem jeszcze wolne oko i dostał całusy, a Ula już się domyśliła.
- Tu – pokazał na usta. Ula pocałowała go zmysłowo, a potem zaczęła się śmiać.
- No i co bohaterze? Nie graj mi tu Indiany Jonesa, bo on wtedy zasnął. – Zbliżyła usta do ucha Marka i szepnęła:
- Chciałbyś teraz zasnąć?
- Wiesz  przecież,  kogo bym teraz chciał i czego, a ty?
- Ja też. – Spojrzała na niego i przypomniał się jej niedawny sen.
- Ula, nie patrz tak na mnie, bo nie ręczę za siebie.
- Jutro – szepnęła obiecująco i musnęła ustami jego ucho.

Została z nim do późnej nocy i lekarz znów musiał ją wypraszać.
Następnego dnia, po lunchu, Marek dopiął swego i pozwolono mu przenieść się do hotelu. Miał tam zostać jeszcze kilka dni. Podróż w jego stanie byłaby niewskazana. Zamieszkał w apartamencie Uli. Było im cudownie, mimo że Mareczek był obolały. Ula opiekowała się nim - zmieniała mu opatrunki, podawała lekarstwa. Zamawiali jedzenie do pokoju i prawie z niego nie wychodzili. Marek szybko wracał do formy. W końcu lekarz zdjął mu szwy i ostatnie opatrunki. Nazajutrz mieli wracać do Polski.

Był już wieczór, w pokoju Uli i Marka paliły się świece, a oni świętowali przy kolacji i dobrym winie ostatni wieczór w Afryce.
- Po tej naszej przygodzie, będziesz miał bliznę na skroni i brwi, mój ty bohaterze – powiedziała Ula, dotykając twarzy Marka.
- Taka męska pamiątka. Ten wyjazd zawsze będzie mi się kojarzył z naszym niezwykłym safari. Nigdy nie zapomnę, że to dzięki niemu spełniło się moje marzenie i jesteśmy teraz razem – odpowiedział. - Mam coś dla ciebie na pamiątkę i w podziękowaniu za czułą opiekę. – Podał Uli pięknie zapakowaną, sporą paczkę.
Ula rozpakowała prezent i zaczęła się zastanawiać, na co właściwie patrzy.
- To jest rzeźba przedstawiająca parę kochanków, wykonana z afrykańskiego półszlachetnego kamienia – verdite. Ma przynosić szczęście w miłości. Podoba ci się? – wyjaśnił Marek.
- Jest piękna! Taka oryginalna, dziękuję. Bardzo mi się podoba. Fajny ten kamień, zielony z czerwono-brązowymi smugami. Może kiedyś będzie stała w naszym domu.

Postawili kamiennych kochanków przed sobą i przyglądali się im. Para obejmowała się i całowała. Ich ręce i nogi były ściśle splecione.
- Działa na wyobraźnię – stwierdził Marek spojrzał na ukochaną. Błyski w jej oczach świadczyły, że myśli o tym samym.
Zaczął ją powoli rozbierać, jego dłonie zachłannie błądziły po jej delikatnym ciele, po chwili dołączyły do nich jego usta. Ula przymknęła oczy i poddała się pieszczotom, czerpała z nich pełnię rozkoszy. Potem przejęła inicjatywę. Lekko pchnęła ukochanego na poduszki, aby nie czuł bólu.  Poddała Marka miłosnym torturom, niespiesznie doprowadzając go do spełnienia.

Leżeli, cudownie zmęczeni i podziwiali się nawzajem.
- Myślisz, że nasi kamienni przyjaciele są razem szczęśliwi, czy może oddają się chwilowemu zapomnieniu? – zapytała Ula.
- Są szczęśliwą parą, na wieki – zamruczał Marek, nie patrząc na rzeźbę tylko wodząc palcem po plecach ukochanej.
- Będziesz pielęgnował razem ze mną nasze uczucie? Obiecaj, że tym razem mnie nie zranisz.
- Obiecuję, wtedy byłem głupi, teraz lepiej rozumiem to, co nas łączy, ciebie, siebie… Zaufaj mi, proszę.
- Staram się. Wiesz, Marku, wtedy, kiedy od ciebie odeszłam, nie potrafiłam pogodzić się z tym, że moja miłość to było za mało, abyś był ze mną szczęśliwy. Pogrążyłam się w pustce, nic już nie czułam. Znalazłam się na dnie, gdzie nie było już niczego. Zapomniałam o tym, co dobre. Chciałam umrzeć i umarłabym, brakowało tak niewiele… To, że teraz tu jestem, właściwie zawdzięczam przypadkowi. Gdybym wtedy zamknęła drzwi do mojego mieszkania, to już by mnie nie było. Drugi raz nie próbowałam. Dużo nauczyłam się o sobie i pewnie to się już nie powtórzy, ale bądź ostrożny. Dobrze?
Marek odwrócił ją do siebie i przytulił z całej siły.
- Będę. Ula, ja nie potrafię ci wynagrodzić tamtej rozpaczy, ale bardzo bym chciał. Jedyne co mogę zrobić, to oddać ci siebie. Oddaję ci więc siebie i zrobię wszystko, żebyś była szczęśliwa. Ale muszę ci powiedzieć coś jeszcze. Chciałem to zrobić na naszym pierwszym spotkaniu, ale nie chciałaś wtedy słuchać. Kiedy odeszłaś… to ja robiłem rzeczy, których teraz się wstydzę. Piłem bez opamiętania, chodziłem do łóżka z kim się dało, czasem nawet nie wiedziałem z kim. Stoczyłem się na dno. Robiłem to wszystko, by o tobie zapomnieć. Chciałem wymazać cię z mojej pamięci i serca. Nie udało się. Przekonałem się empirycznie, że jesteś jedyną kobietą na świecie, którą naprawdę kocham i z którą chcę być. Mieć dom i rodzinę, dzieci, zestarzeć się.  Ula, czy ty też tego chcesz? Czy chcesz tego ze mną, gdy już wiesz, jaki jestem?
- Tak kochany, chcę.

Ostatnio edytowany przez Iwona (2010-04-08 18:46:14)


"Wszystko, co dobre, jest nielegalne, niemoralne albo powoduje tycie." lol 
I heart Radosną twórczość.

Offline

 

#14 2009-08-08 19:32:58

Iwona
Kochanka Marka
Zarejestrowany: 2009-08-07
Posty: 4431

Re: Jak zniszczyć i odnaleźć miłość

14.  Plany na przyszłość

W dniu przylotu Uli i Marka do Polski na ich powitanie zebrał się spory tłum przyjaciół i rodziny. Dzięki niezawodnej Violetcie wszyscy już wiedzieli, że Ula z Markiem zostali porwani, a on sam załatwił „na cacy” pół bandy oprychów, sam odnosząc ledwie kilka zadrapań.
- Wiecie co, ja tylko wciąż nie wiem, co oni widzą w tych jednorożcach? Ani to się na futerko nie nadaje, ani na obiadek też chyba nie za bardzo… Prawda Misiaczku? – Violka zawisła na ramieniu Seby.
- Nosorożcach, Viola. Zresztą, jakie futerko i jaki obiadek? Oni polują na nie dla rogu, przecież proszek z rogu nosorożca to afrodyzjak – wyjaśnił żonie Sebuś.
- O… A ty skąd wiesz? Próbowałeś? Z kim? Kiedy? Marek też próbował?
- Uspokój się, kobieto. Nie próbowałem. OK? Nie potrzebuję.
- Sebuś, a może załatwimy troszkę, co? Tak dla szczypty z pieprzem – powiedziała i puściła do niego oczko.
- Viola, bo jak ja ci dosypię pieprzu, to….
- O! Zobaczcie, są! Przylecieli!

Ula i Marek przeciskali się do wyjścia. Zdziwili się, widząc taki tłum powitalny, i to do tego z transparentem - „Witamy Ulę i Marka - jej rycerza” oraz z kwiatami. Chcąc nie chcąc, musieli przywitać się ze wszystkimi po kolei i opowiadać o szczegółach ich wyprawy. Oglądano  blizny Marka i resztki siniaków na jego głowie. Potem Ulę zabrali Józef z Alą i Beatką, a Marka zatroskani rodzice.

Późnym wieczorem do Uli zadzwonił Marek.
- Cześć, jesteś już w domu?
- Tak, już mnie puścili, ale nie było łatwo. A ty?
- Właśnie jadę do siebie. Matka chciała mnie zatrzymać, ale pomyślałem sobie... No, nie chciałbym ci się narzucać, ale może zostawię tylko bagaże i przyjadę do ciebie, co?
- Ja teraz idę się wykąpać, a potem do łóżka.
- Ty to zawsze wiesz, jak mnie rozpalić. Zaraz będę.

Zostawiła drzwi nie zamknięte na klucz i poszła do łazienki. Zapaliła delikatne światło, włączyła płytę z nastrojową muzyką i weszła do aromatycznej kąpieli. Rzeczywiście - Marek zjawił się zaraz potem. Ula nie zdążyła nawet wyjść z wanny. Łazienka była cała zaparowana od gorącej wody. Marek rozebrał się i wszedł do niej.
- O, jak dobrze, że masz dużą wannę. Ale szkoda, że cię nie widać w tej pianie – stwierdził z żalem.
- Za to ja cię widzę bardzo dobrze – powiedziała i uśmiechnęła się zaczepnie.
- Daj, umyję ci plecy.
- Dzięki, już umyłam. Ja umyję tobie.
Ula wzięła gąbkę, usiadła za Markiem i umyła mu plecy, potem sięgnęła do przodu i delikatnie gładziła jego idealnie umięśniony tors i brzuch.
- Nie boli?
- Nie kochanie, nie boli. To bardzo miłe. Czuję twoje piersi, podniecasz mnie. Chodź, ty mnie umyłaś, to ja ciebie wytrę.
Wyszli z wanny. Marek wziął miękki, ogromny ręcznik i owinął ich razem. Wycierał Ulę dokładnie i metodycznie: plecy, piersi, brzuch. Potem uklęknął i wytarł jej pośladki i nogi.
- Jesteś piękna, wszystko masz piękne.
Później wziął ją na ręce, a ona objęła jego szyję. Zaniósł ukochaną do łóżka. Pocałował ją,  zanurzył dłonie i twarz w jej włosy. Potem zachłannie, lecz delikatnie kąsał jej wargi, błądził ustami i językiem po pełnych piersiach. Ula namiętnie oddawała mu pieszczoty. Znali erotyczną mapę swoich ciał i prześcigali się, aby dać sobie wzajemnie coraz więcej i więcej przyjemności. Czuli, że się pragną, a to podniecało ich do granic wytrzymałości. Ich ciała poruszały się w doskonałej harmonii, doprowadzając się na szczyty rozkoszy.
- Ula, kocham cię. Z żadną kobietą nie było mi tak dobrze, jak z tobą.
- Też cię kocham. Przecież wiesz, że żaden mężczyzna nie działa na mnie tak, jak ty. 
Zasnęli razem, przytuleni. Rano znów się kochali.

Przy śniadaniu zdecydowali, że zamieszkają razem. Postanowili sprzedać swoje mieszkania i kupić niezbyt duży dom pod Warszawą. Snuli plany na przyszłość.
- To będzie dla mnie wymarzony dom – powiedział Marek. – Radosny, przyjazny i ciepły, bo będziesz w nim ty i nasze dzieci.
- Chcesz mieć dzieci?
- No pewnie, już od jakiegoś czasu o tym myślę, ale czekałem na ciebie. Ty chyba też chcesz?
- No tak, oczywiście, że tak. Wcześniej myślałam, że już nie będę miała dzieci, że jest za późno.
- Nie jest, zobaczysz.

Minęły trzy miesiące. Marek realizował ich marzenie, a Ula dzielnie mu pomagała. Mieli śliczny domek z ogrodem. Urządzili go wygodnie, z prostotą  i smakiem. Na każdym kroku widać było w nim rękę Uli. Co wieczór, a czasem też w czasie lunchu, czy po południu, pilnie starali się o dzidziusia. Na razie bez efektu, ale nie przejmowali się tym. W końcu co się odwlecze, to nie uciecze.

W ich firmach również świetnie się układało. Febo&Dobrzański odnosiło kolejne sukcesy. Odważnie wchodzili z FD Sportivo i innymi kolekcjami na zagraniczne rynki. Kontakty nawiązane podczas pamiętnej imprezy w RPA okazały się w tym bardzo pomocne. Wspólnie z zarządem, no, może za lekką namową Uli, postanowili przekształcić F&D w spółkę akcyjną i zadebiutować na giełdzie.
Natomiast firma, którą prowadziła Ula, na dobre zakorzeniła się na polskim rynku i cieszyła się wielkim zaufaniem w swojej branży. Kilku pośredników w handlu materiałami rzeczywiście nie wytrzymało konkurencji, bo BGFC Polska przewyższała ich jakością i profesjonalizmem. Ula zrezygnowała z funkcji wiceprezesa w Hamburgu. Zwolniła trochę tempo, aby cieszyć się życiem.

Pani redaktor Iwona Sowa odniosła kolejny sukces. Udało jej się umówić na wywiad z prezesem Febo&Dobrzański - Markiem Dobrzańskim. Nie miała okazji poznać go wcześniej osobiście i była bardzo ciekawa, jaki jest. Znała go z prasy - tej poważnej i brukowej. Ostatnio znów pisano całkiem sporo o nim i Uli Cieplak. Jechała właśnie do siedziby firmy na spotkanie z nim. Okazało się, że już na nią czekał.
- Witam panią, proszę siadać. Czego się pani napije?
- Dzień dobry. Poproszę kawę – odpowiedziała i przyglądała mu się, gdy zamawiał dla nich napoje. Był niezwykle przystojny. Wysoki, szczupły brunet. Skończył już co prawda trzydzieści pięć lat, ale dzięki wesołemu spojrzeniu, zniewalającemu uśmiechowi i tym sławnym dołeczkom wciąż miał ten chłopięcy czar. Męskości dodawała mu seksowna blizna na łuku brwiowym.
- Myślałem, że pracuje pani dla „Kobiety Sukcesu”. Kiedyś czytałem pani wywiad - zagadnął Marek.
- Tak, to prawda, ale piszę też na zlecenie do innych gazet, ten wywiad jest dla „Czasu Businessmana”. To co zaczynamy? Będę nagrywała, dobrze?
Marek skinął głową na znak, że się zgadza.

- Prezesie Dobrzański, proszę nam opowiedzieć o otwarciu Febo&Dobrzański na zagraniczne rynki.
- Od ostatniego kwartału eksportujemy naszą sztandarową kolekcję FD-Sportivo do Niemiec, Holandii, Rosji, Czech i kilku innych krajów. Dużym zainteresowaniem cieszą się również krótkie i ekskluzywne kolekcje naszego mistrza – Pshemko. Prezentujemy je na pokazach we Francji i Włoszech. Nie ukrywam, że cieszą się powodzeniem u eleganckich i bogatych kobiet.
- Ostatnio mówi się dużo o planowanych zmianach organizacyjnych w Pana firmie. Proszę przybliżyć nam te sprawy.
- Tak. Minęło już sporo czasu od ostatnich poważnych zmian własnościowych oraz w zarządzie naszej firmy. Obecnie pan Febo pozbywa się reszty swoich udziałów w Febo&Dobrzański, na moją rzecz. W związku z tym zamierzamy zmienić nazwę na „Dobrzański Style”. Zamierzamy również przekształcić się w spółkę akcyjną.
- A więc następnym krokiem będzie giełda, tak?
- Prawdopodobnie tak, ale to są na razie tylko plany. Dość zaawansowane plany.
- A jakie są pomysły na rozwój firmy?
- Zamierzamy dalej rozwijać eksport oraz zwiększać udział w krajowym rynku odzieżowym. Planujemy wprowadzenie na rynek kolejnej marki. Będzie to elegancka kolekcja, ale bardziej popularna. Taka, aby każda kobieta mogła sobie pozwolić ubrania sygnowane przez Pshemko.
- Ostatnio prasa ponownie rozpisuje się o pańskim bujnym życiu prywatnym. Proszę uchylić rąbka tajemnicy i zdradzić naszym czytelnikom, czy jest pan w stałym związku?
- W stałym? TAK, w jak najbardziej stałym. Jestem w bardzo szczęśliwym, stałym związku.
- Podobno zrezygnował pan z uroków nocnego życia w Warszawie i wyprowadził się na wieś?
- Z tak zwanych uroków nocnego życia zrezygnowałem już dość dawno. Wiele plotek na mój temat było zupełnie wyssanych z palca, ale rzeczywiście swoim życiem dawałem niejednokrotnie powody do nazywania mnie pijakiem, playboyem czy po prostu męską świnią. Tamtego Dobrzańskiego już nie ma, dorosłem i zdołałem odnaleźć miłość mojego życia. A co do mieszkania na wsi, to nie jest to wieś, tylko spokojne przedmieścia Warszawy. Idealne miejsce do szczęśliwego życia we dwoje, a później do wychowywania dzieci.
- Dziękuję za szczerość, ale proszę jeszcze tylko rozwiać plotki i zdradzić, czy pańska wybranka to pani Urszula Cieplak?
- To ja jestem jej szczęśliwym wybrankiem i codziennie się staram, aby zasłużyć na nią.
- Dziękuję za rozmowę i życzę państwu powodzenia.   

Marek jechał do domu i myślał o ukochanej. Właściwie, to wciąż o niej myślał. Był z nią naprawdę szczęśliwy. Nie dlatego, że ją zdobył, ale dlatego, że ją po prostu kochał i wiedział, że ona kocha jego. Nie musieli sobie już nic udowadniać. Teraz pozostało już tylko jedno – pięć lat temu nie zdążył się jej oświadczyć, ale teraz zamierzał to zrobić. Wprawdzie kiedyś już o tym rozmawiali i powiedziała, że liczy się prawdziwe uczucie, a nie papier, ale był przekonany, że nie mówiła do końca szczerze. Pamiętał, jak kiedyś mówiła o puzzlach, z których składa się życie, ślubie, białej sukience, wspólnym domu, planach i marzeniach. Chciał jej to wszystko dać. Chciał, żeby była jego żoną i czuł, że Ula dzisiaj powie mu TAK.



Gdy nie bawi cię już
Świat zabawek mechanicznych
Kiedy dręczy cię ból niefizyczny
Zamiast słuchać bzdur
Głupich telefonicznych wróżek zza siedmiu mórz
Spytaj siebie czego pragniesz
Dlaczego kłamiesz, że miałaś wszystko
Gdy udając że śpisz
W głowie tropisz bajki z gazet
Kiedy nie chcesz już śnić
Cudzych marzeń
Bosa do mnie przyjdź
I od progu bezwstydnie powiedz mi
Czego chcesz
Słuchaj jak dwa serca biją
Co ludzie myślą - to nieistotne
Kochaj mnie
Kochaj mnie
Kochaj mnie nieprzytomnie
Jak zapalniczka płomień
Jak sucha studnia wodę
Kochaj mnie namiętnie tak
Jakby świat się skończyć miał
Swoje miejsce znajdź
I nie pytaj czy taki układ ma jakiś sens
Słuchaj co twe ciało mówi
W miłosnej studni już nie utoniesz
Kochaj mnie
Kochaj mnie
Kochaj mnie nieprzytomnie
Jak zapalniczka płomień
Jak sucha studnia wodę
Kochaj mnie
Kochaj mnie
Kochaj mnie nieprzytomnie
Jak księżyc w oknie śmiej się i płacz
Na linie nad przepaścią tańcz
Aż w jedną krótką chwilę
Pojmiesz po co żyjesz




Wykorzystane teksty:
r. 9   Edyta Bartosiewicz – Ostatni
r.11  Joe Cocker - You are so beautiful
r.13  Anna Maria Jopek – Upojenie (kilka wersów)
r.14  Perfect - Kołysanka dla nieznajomej

Ostatnio edytowany przez Iwona (2010-04-08 18:48:02)


"Wszystko, co dobre, jest nielegalne, niemoralne albo powoduje tycie." lol 
I heart Radosną twórczość.

Offline

 

#15 2009-08-08 21:12:36

Aleksiss
Cień Uli
Od: Warszawa
Zarejestrowany: 2009-05-10
Posty: 425

Re: Jak zniszczyć i odnaleźć miłość

Mam słabość do twoich opowiadań, a do tego szczególnie. Dlatego, że Ula i Marek rozstali się przez jego zdradę, a nie przez intrygę. Dlatego, że pokazałaś, że Ula ma wady, że za wiele od Marka wymagała, że chciała zrobić z niego aniołka, żeby wpasował się idealnie w jej wyobrażenie. A taki Marek byłby nudny. I przewidywalny. Ale głównie nudny. I cieszę się, że Klaudia, gdy się pojawiła była wredna i złośliwa. I że wyciągnęła z Mareczka tą jego gorszą część. Dzięki temu oboje (Ula i Marek) mogli dojrzeć do tego uczucia i zrozumieć, że wady to wcale nie jest taka zła sprawa. Ach. I jeszcze jedno. Kocham Violkę. I nic, ani nikt tego nie zmieni.

Iwona napisał:

- Nosorożcach, Viola, jakie futerko i obiadek, oni polują na nie dla rogu, proszek z rogu nosorożca to afrodyzjak – wyjaśnił żonie Sebuś.
- O…, a ty skąd wiesz? Próbowałeś? Z kim? Kiedy? Marek też próbował?

- Sebulku kochany i co Marek coś ci mówił? – Usiadła na kolanach swojemu misiaczkowi.
- Ale o czym serduszko? – Seba próbował nadal oglądać film.
- No jak to o czym? No o Ulce przecież.
- Nie nic mi nie mówił, ten temat lepiej omijać.
- Czyś ty z osła spadł, jak to omijać? Wcale nie omijać. Przecież oni się kochają.
- Taka jesteś pewna? No Marek chyba tak, ale ona – nie sądzę. Wiesz jaki Marek potrafi być. Myślę, że musiał jej zrobić coś strasznego wtedy,  inaczej by nie wyjechała.
- No jasne, że jej zrobił, faceci to prosiaki. No z jednym wyjątkiem, mój ty misiaczku.
- Lepiej nie mieszajmy się do tego.
- Ona też go kocha, jestem pewna. Bo zobacz handluje materiałami no nie, a czemu nie …  cementem na przykład? Gdyby go nienawidziła, to handlowałaby cementem, albo bronią. No i nie ma rodziny. Co ty myślisz, taką śliczną dziewczynę na pewno podrywało mnóstwo facetów, skoro nie ma jeszcze męża i dzieciaczków, to dlatego, że cały czas myśli o Marku. Ja ci to mówię, a jak mówię to wiem. Jutro biorę się za nich.

Iwona napisał:

Wiktor jest za fajny, żeby się marnował.
- A ja?
- A ty Dobrzański to już jesteś od dawna zmarnowany.

Lubię Edwarda. Tak mało o nim napisałaś, ale i tak go lubię.
Weny ci życzę i mam nadzieję, że napiszesz kolejne opowiadania. Aleksiss

Ostatnio edytowany przez Aleksiss (2009-08-08 21:12:57)


Moją jedyną i największą miłością jest Adam Turek!!!
Komentarze karmią WENA!!!
Piszęm po polskiemu.. Szanujęm zasady polskyej gramatykyi, ortografiji i interpunkcyi..

Powróciłam z niebytu. Czy z czegoś tam.

Offline

 

#16 2009-08-08 23:49:24

Iwona
Kochanka Marka
Zarejestrowany: 2009-08-07
Posty: 4431

Re: Jak zniszczyć i odnaleźć miłość

Aleksiss big_smile Twój komentarz to balsam na moją zmęczoną głowę.
Mój Edward i Violka są totalnie odjechani, bez takich ludzi świat byłby nudny. kiss
Chciałam, żeby tym razem było inaczej. Uważam, że nie ma ludzi idealnych i Ula nie jest tu wyjątkiem. Wszyscy wiemy, że oni się kochają, ale oboje ulegli swoim wadom (oczywiście wady Marka są bardziej bolesne w skutkach). Dorośli, zmądrzeli i dlatego na końcu są razem. Lubię happy endy, w końcu to bajka.

Plącze mi się po głowie pomysł.  big_smile

Ostatnio edytowany przez Iwona (2009-11-12 12:49:17)


"Wszystko, co dobre, jest nielegalne, niemoralne albo powoduje tycie." lol 
I heart Radosną twórczość.

Offline

 

#17 2009-08-12 21:59:24

Dobrzańska
Wyznawca pomidoryzmu
Od: Wars & Sawa
Zarejestrowany: 2009-08-11
Posty: 1559

Re: Jak zniszczyć i odnaleźć miłość

To drugie opowiadanie Twojego autorstwa które przeczytałam i musze stwierdzić , że jest cudne.... Bardzo podobały mi sie opisy wewnętrznych rozterek Marka i Uli. Świetnie ukazałaś, że ani Marek ani Ula nie są aniołami , tylko każde z nich ma ciemną stronę "ja" co jak najbardziej jest prawdą.

Gratuluje pomysłu z Safarii i życzę dalej takiej weny.... a mi jeszcze zostało jedno opowiadanko Twojego autorstwa do przeczytania.... jestem bardzo ciekawa jakie tam perypetie im wymyśliłaś smile

Ostatnio edytowany przez Dobrzańska (2009-08-12 22:00:50)


Everything is made of love. Neil McCormick >

Offline

 

#18 2009-11-12 02:10:08

brzydulomaniaczka
Przyjaciułka SteFy
Od: Gdzieś w lubelskim...
Zarejestrowany: 2009-04-04
Posty: 10576
Serwis

Re: Jak zniszczyć i odnaleźć miłość

Iwonko, a ty wiesz, że ja to przeczytałam i prawdopodobnie ocena tego siedzi gdzieś na moim dysku? Odświeżam, a nuż ktoś przeczyta... Sprawdzę jutro, czy mam tą ocenę, a jeśli nie, to napiszę od nowa.


Kocham wszystkie swoje siostrzyczki forómowe: Aduśka, Apollina, Claudia, Króweczka, Libby, Mel, Pszczoła, Struś.
Mój facet to Miron Lipski heart    iris
Kocham swój wieczny avek <3

Offline

 

#19 2009-11-12 03:12:41

Iwona
Kochanka Marka
Zarejestrowany: 2009-08-07
Posty: 4431

Re: Jak zniszczyć i odnaleźć miłość

Oczom swoim nie wierzę. lol
Czytałaś? Super, jesteś jednym z kilku wyjątków.

brzydulomaniaczka napisał:

ocena tego siedzi gdzieś na moim dysku

Fajnie, chociaż jeszcze nie skończyłyśmy z listami, tzn. ja nie skończyłam poprawiać, a Ty wstawiać korekt. Ale powolutku poprawiam. Dam znać jak skończę.
(Zaznaczam, że podobnie jak z listami, sama sobie kiedyś zrobiłam korektę tego opowiadania, więc jak miałabyś robić cokolwiek z nim od nowa, to może na edytowanej wersji smile )
Pozdrawiam
Zapraszam chętnych do czytania i komentowania. big_smile

Ostatnio edytowany przez Iwona (2009-11-12 03:17:32)


"Wszystko, co dobre, jest nielegalne, niemoralne albo powoduje tycie." lol 
I heart Radosną twórczość.

Offline

 

#20 2009-11-12 10:29:06

crissy
Mroczki Pshemko
Od: Kraków
Zarejestrowany: 2009-07-10
Posty: 694

Re: Jak zniszczyć i odnaleźć miłość

Iwona napisał:

Oczom swoim nie wierzę. lol
Czytałaś? Super, jesteś jednym z kilku wyjątków.

Informuję, że też czytałam. Czytałam WSZYSTKO co zamieściłaś na tym forum - włącznie z komentarzami pod opowiadaniami innych autorów (zawsze czytam je z wielkim zainteresowaniem - są wyjątkowo trafne).
Po prostu wtedy nie byłam jeszcze zalogowana i nie komentowałam. Ale teraz spróbuję to nadrobić (w wolnym czasie) big_smile


"Przedstawienie musi trwać. Takie jest prawo w tym zawodzie. Wszystko się może walić, serce ci pęka, a ty pudrujesz twarz, uśmiechasz się i grasz dalej". - Pshemko

Moje dzieło: http://forumbrzyduli.tvshow.com.pl/view … hp?id=1003

Offline

 

Stopka forum

Powered by PunBB© Copyright 2002–2018 PunBB
statystyka