BrzydULA - jedyne forum fanów serialu

Forum dyskusyjne miłośników serialu "BrzydULA"

Nie jesteś zalogowany.

#1 2009-08-22 13:17:02

markomaniaczka
Wyznawca pomidoryzmu
Zarejestrowany: 2009-06-07
Posty: 1447

Nasza miłość przetrwa całą wieczność...

To jest jednoczęściówka, nie przewiduję dalszych części, miłego czytania smile

Który raz stała tam szukając wspomnień
Obserwując tamtych dni gasnący płomień.


- Dlaczego mi to zrobiłeś?! Jak mogłeś! - Kobieta dotykała wygrawerowane na nagrobku litery. - Jak mogłeś mnie zostawić! - Szloch wydobywał się z jej piersi. W końcu schowała twarz w dłoniach. Napis na nagrobku przypominał jej o tragedii, która wstrząsnęła jej życiem.
Chwila nieuwagi zaważyła na całym ich szczęściu...

***

- Cześć Ula! - Brunet ucałował w policzek siedzącą za biurkiem asystentkę.
- Cześć Marek. Mogę na chwilę? - Wskazała głową gabinet Dobrzańskiego.
- Chciałem cię prosić o to samo - uśmiechnął się pod nosem.
Weszli do gabinetu. Prezes, nie czekając na przyzwolenie, przyciągnął Ulę do siebie i namiętnie pocałował.
- Stęskniłem się za tobą - zamruczał jej do ucha.
- Ja też, bardzo - powiedziała pomiędzy pocałunkami. Od ich pamiętnego wypadu do SPA pocałunki kobiety stały się coraz śmielsze. - A i tak długo się tobą nie nacieszę. - Posmutniała i usiadła na skraju biurka.
- Wiesz, że muszę jechać do tej szwalni. Na prawdę wolałbym ten dzień spędzić z tobą. - Marek objął dziewczynę w pasie i wtulił się w jej pachnące owocowym szamponem włosy.
- To zabierz mnie ze sobą. - Podniosła jego głowę i spojrzała mu głęboko w oczy.
- Ulcia, przecież dzisiaj jest ten bankiet, musisz na nim być i godnie mnie reprezentować.
- Wiem... - westchnęła. - To o której wyjeżdżasz?
- W południe. Muszę jeszcze dokończyć te rozliczenia. - Brunet usiadł za biurkiem wertując dokumenty.
- Pomóc ci?
- Nie, dzięki. - Uśmiechnął się. - Miałaś iść na zakupy i kupić sobie coś wystrzałowego.
- Pójdę, pójdę, ale najpierw muszę cię wyprawić na drogę. Głodny jesteś? - spytała troskliwym głosem.
- Bardzo - zamruczał i skradł jej kolejnego buziaka.
- Zrobiłam ci kanapki na drogę. - Ula wyjęła zza pleców dwie bułki zapakowane w woreczki śniadaniowe.
- Kochana jesteś.
- Skarbie, muszę o ciebie dbać. - Pogłaskała go czule po policzku. Marek pod wpływem jej dotyku przymknął oczy i rozkoszował się tą chwilą.
- Pierwszy raz tak do mnie powiedziałaś. - Chwycił jej dłoń i czule pocałował.
- Pierwszy i nie ostatni. Teraz, kiedy zerwałeś z Pauliną, możemy być już razem. - Ula przybliżyła się do Marka, a ten złapał ją wpół i posadził sobie na kolanach.
- Na zawsze. - Dobrzański podwinął rękaw bluzki ukochanej i odczytał napisane na niej markerem, słowa: Zarezerwowana na wieczność. Marek Dobrzański.
- Ten marker jest na prawdę wodoodporny, bo od wczorajszego wieczoru nie wyblakł ani trochę - zachichotała Ula.
- Już nigdy tego nie zmyjesz - zaśmiał się. - Na wieczność będziesz tylko moja. - Zaczął całować jej rękę centymetr po centymetrze.
- No, panie prezesie, trzeba zająć się pracą. - Pocałowała go ostatni raz w skroń i, machając mu na pożegnanie, wyszła z gabinetu.
- Mój Aniele Stróżu, jeśli tam jesteś - Marek oglądnął się za siebie - to chcę ci powiedzieć, że jesteś równy gość. Nie dałeś mi zabłądzić i podarowałeś mi najwspanialszą kobietę na świecie. Będę ci dozgonnie wdzięczny - zaśmiał się. - Tylko nie przyjmij tego do siebie, nie śpieszno mi do śmierci.

Anioł Stróż dawno odszedł w bezsilności.

- Kochanie, chciałam ci pokazać moją zdobycz. - Panna Cieplak wbiegła do gabinetu ukochanego taszcząc za sobą kilka dużych reklamówek.
- Ula, ja muszę już jechać. - Dobrzański wrzucił do teczki dokumenty.
- Chwileczka cię nie zbawi. - Ula zaczęła wyjmować swoją sukienkę.
- Kotku, ojciec dzwonił, mówił, że na bankiecie ma być ten kontrahent, z którym próbujemy się spotkać od kilku dni. Tata załatwił nam spotkanie, więc, żeby zdarzyć do wieczora, muszę się spieszyć. - Dobrzański pocałował Ulę w czoło i chwycił za klamkę.
- Sekundkę! - Popatrzyła na niego błagalnie.
Nie był w stanie jej odmówić.
- Sekundkę.
Kobieta przyłożyła do siebie długą, czerwoną suknię uszytą z atłasu. Prezentowała się znakomicie. Odwróciła ją na drugą stronę, prezentując ukochanemu wycięcie odsłaniające prawie całe plecy.
Dobrzańskiemu zaświeciły się oczy.
- Już nie mogę się doczekać, kiedy cię w niej zobaczę. - Uśmiechnął się zawadiacko. - Wszystkim facetom oczy wyjdą na wierzch.
- Nie będziesz zazdrosny? - Zaśmiała się.
- Nie, bo nie opuszczę ciebie na krok. - Przytulił ją mocno do siebie. Ula wdychała cudowną woń jego perfum.
- Jedź ostrożnie, dobrze? - Chwyciła jego twarz w dłonie.
- Zawsze jeżdżę ostrożnie. - Uśmiechnął się.
- Wiesz, że zawsze będę cię kochać? - spytała poważnie, nie odrywając od niego wzroku.
- Wiem. Ja ciebie też. - Pocałował ją na pożegnanie i, będąc już przy drzwiach, wyszeptał - kocham cię Urszulo Cieplak i już tęsknię za tobą.
Ula podbiegła do niego i ostatni raz wtuliła się w jego silne ramię.
- Ula, żegnasz mnie, jakbym przynajmniej wyjeżdżał na koniec świata. - Roześmiał się widząc smutek w jej oczach.
- Oj, bo przyzwyczaiłam się, że jesteś zaraz obok i tak mi jakoś smutno. - Odsunęła się i popatrzyła na niego udając obrażoną.
- Zobaczymy się wieczorem. - Puścił do niej oczko i zniknął za drzwiami.

Maj był w tym roku wyjątkowo burzowy. Nie było dnia, żeby wieczorami na niebie nie pojawiły się złowrogie błyskawice, a wiatr nie szeptał swoich smutnych kołysanek.
Dochodziła osiemnasta.
Ula stała przed lustrem w przedpokoju. Beatka, jej siostra, pomagała jej ubrać buty, żeby panna Cieplak nie zmięła sobie sukienki.
Wyglądała zjawiskowo. Była pewna, że Markowi się spodoba.
Poza tym miała dla niego jeszcze jedną niespodziankę.
Czule pogładziła swój, płaski jeszcze brzuch i z uśmiechem patrzyła na swoje lustrzane odbicie.
- Ulcia, wyglądasz jak księżniczka - szepnęła z zachwytem Beatka.
- Dziękuje Beti, mam nadzieję, że Markowi też się spodoba.
- Spodoba? Siostra, on padnie z wrażenia, jak cię zobaczy taką odstrzeloną! - krzyknął od progu Jasiek, brat Uli.
- Lepiej niech mi nie pada, bo będzie nam potrzebny. - Uśmiechnęła się promiennie, patrząc w stronę swojej małej, czarnej torebki, do której schowała test ciążowy.
- Nam? - zaciekawił się ojciec Uli, pan Józef, wychylając głowę zza framugi drzwi.
- Wszystko wam jutro opowiem, teraz muszę już iść. Maciek czeka. - Ula zarzuciła szal na ramiona i, całując domowników na pożegnanie, wyszła na zewnątrz.
Niebo pokrywały czarne chmury. Gdzieś w oddali można było usłyszeć groźne pomruki zwiastujące nadchodzącą burzę.

Ona zamknęła drzwi i wyszła na spotkanie
Spojrzała w niebo, nie wiem czemu było szare
Taka pogoda nasilała jej tęsknotę
W tej szarości tylko miłość bywa złotem.


Ula nabrała powietrza do płuc i rozkoszując się przyjemnym wiaterkiem, który muskał jej twarz, wolnym krokiem udała się w stronę volvo Maćka.
- No co tak długo? - spytał oparty o samochód Szymczyk. - Chcesz się spóźnić?
- Nie marudź, tylko wsiadaj.
Ula miała dziś wyjątkowo dobry humor. Nie dość, że Marek bardzo ją kochał, to okazało się, że nosi pod sercem cząstkę jego.
- W radiu mówili, że nad Łodzią szaleje burza. Podobno wichura przewraca drzewa.
Serce Uli stanęło.
- Przecież Marek pojechał do Łodzi! - krzyknęła, drżącymi rękoma szukając w torebce telefonu.
- Spokojnie, Ula. On już pewnie wraca.
- Przecież burza idzie w tą stronę! Maciek, a jeśli coś mu się stanie? - spytała piskliwym głosem, próbując tłumić płacz.
Szybko wybrała jego numer.

Jeden sygnał.

Drugi sygnał.

Trzeci sygnał.

Czwarty sygnał.

- Nie odbiera!
- Ula, jedzie samochodem, to może nie słyszy. Uspokój się, zajedziemy do Warszawy, zadzwonisz jeszcze raz. - Maciek chwycił Ulę za rękę, próbując ją uspokoić.
- Wdech, wydech, wdech, wydech - powtarzała sobie przez całą drogę, opierając się o zagłówek fotela.
- Jesteśmy na na miejscu!
W tym samym momencie szybę samochodu Maćka zaczęły pokrywać małe kropelki deszczu.
- Idź już, bo zmokniesz. - Maciek pomógł Uli rozpiąć pasy, gdyż co jakiś czas się zacinały i tylko on potrafił nacisnąć przycisk w odpowiedni sposób.
- Dzięki Maciek. - Ucałowała go w policzek i trochę spokojniejsza weszła do restauracji, w której miał odbyć się bankiet połączony z pokazem nowej, letniej, kolekcji Pshemko.

Mijały godziny.
Rozpadało się na dobre.
Pokaz się udał i wszyscy już rozluźnieni raczyli się dobrym winem, co poniektórzy kołysali się w rytm, płynącej z głośników, muzyki.
Ula stała przy oknie, tępo patrząc na parking przed budynkiem. Miała nadzieję, że za chwilę zobaczy Lexusa swojego ukochanego i tym samym będzie pewna, że nic się nie stało.
Niestety, samochodu nie było.
Za oknem panował mrok.
Niebo płakało razem z nią...
Ula nie wytrzymała i postanowiła kolejny, trzeci już raz, zadzwonić do Marka.

Jeden sygnał.

Drugi sygnał.

Trzeci sygnał.

- Halo, kochanie? - odezwał się głos po drugiej stronie.
- Marek, nareszcie! - krzyknęła. - Gdzie ty się podziewasz?

Gdy telefon się odezwał była pełna nadziei,
Chodź za chwilę całe życie miało w koszmar się zmienić...


- Trochę się przeciągnęło, ale już jadę. Śpieszę się, bo chcę cię w końcu zobaczyć!
- Czekam na ciebie, jedź ostrożnie.
- Będę najszybciej jak tylko się da.
- Kocham cię.
- Ja ciebie... - Nagle z słuchawki usłyszeć można było krzyk, pisk opon i straszliwy huk.
Ula upuściła telefon robiąc przy tym ogromny hałas.
Nagle brakło jej tchu.
Nie mogła oddychać.
Zobaczyła ciemność przed oczami i osunęła się na podłogę.

Rozcinał płaczący świat...
Zimne krople deszczu wklejone w wiatr...
Jechał coraz szybciej by oszukać czas - Ciemna noc zasłaniała strach!
Chciałby być przy niej blisko teraz...
Przy niej żyć, przy niej chciał umierać.
Wiedział, że gdyby coś się stało, oddałby własne życie za nią...
Jak mógł jej nie doceniać, drwił, słysząc coś się zmienia.
Nie zasłużyła na taki chłód, naprawiłby to, gdyby tylko mógł.
Ile razy Bóg może dawać szanse? Ile razy śmierć może przegrać walkę?
Przeznaczenie czy największy dług, jak dziś przypomniał sobie Bóg...


***

Gdy jest ciemno, chłodny wiatr, ona wraca tam
Widzi jego, widzi siebie jak tamtego dnia
Przypomina sobie gwiazdy co spadają
One chyba jednak życzeń nie spełniają
Chodź, powiedz mi jak bardzo tęsknisz
Jak zniszczony jest Twój pamiętnik
Uwierz w to, że nikt tak nie znika
On wziął parę dni wolnych od życia...


Tego dnia przyszła tutaj po raz kolejny.
Jesienne promienie słońca muskały jej bladą twarz. Pod jej przerażająco smutnymi oczyma można było zobaczyć ciemne cienie, powstałe w wyniku przemęczenia i bezsenności.
Trzymała w dłoni wiązankę jego ulubionych kwiatów.
Pod czarną sukienką można było zobaczyć zaokrąglony brzuszek.
Włożyła kwiaty do wazonu i zapaliła znicz.
Krótka modlitwa i kilka godzin spędzonych na rozmowie z mogiłą...
- Kochanie, okazało się, że będziemy mieli synka - powiedziała w stronę płyty nagrobkowej, na której widniało imię i nazwisko jej ukochanego. - Nazwę go Marek. Piękne imię, prawda? Jestem pewna, że chciałbyś, żeby dostał imię po tobie. Wiesz, czasami tak sobie myślę, jak to będzie, kiedy już nie będę w ciąży. Teraz mi jest tak cudownie. Czuję jak nasze maleństwo się rusza, śpiewam mu kołysanki. Często opowiadam mu o tobie. Wiem, że mnie słucha, bo wtedy zawsze się uspokaja. Dziś mija pięć miesięcy od twojej śmierci, a mnie się wydaje, jakby to było wczoraj. W jeden dzień Bóg zabrał mi ukochaną osobę i podarował mi synka. - Po jej policzkach spłynęła kolejna porcja łez. - Jestem pewna, że będzie podobny do ciebie. Będę go kochać za nas oboje.
Marek... Tak bardzo mi ciebie brakuje...
Tak bardzo za tobą tęsknię...
Kocham cię skarbie mój najdroższy. - Ucałowała po kolei litery wygrawerowane na nagrobku: Tu spoczywa Marek Dobrzański.
Proszę, odwiedź mnie dzisiaj. Chcę jeszcze raz usłyszeć twój głos. Będę czekać.
Powoli, ocierając łzy chusteczką, odeszła od miejsca, gdzie spoczywał jej ukochany.
Znała tutaj każdą alejkę. Serce prowadziło ją do tego miejsca.

Wysłuchał jej prośby. Odwiedził ją we śnie.

Witaj Skarbie piszę do Ciebie z nieba
mam nadzieję, że to przeczytasz...

Gdybym mógł zatrzymać wszystko, co przemija
Wybrałbym nieśmiertelność, bo nasza miłość przetrwa całą wieczność.

Ja myślałem, że jestem nieśmiertelny, zapomniałem, że przecież jestem Wam potrzebny
Łatwo odejść bez podania ręki i zostawić tych, którzy będą za mną tęsknić
Proszę Cię nie miej do mnie żalu, znasz mnie przecież jechałem pomału
Wybacz mi, że tak głupio skończyłem, wiem wciąż myślisz, że wrócę do Ciebie za chwilę
Nie chciałem tak, mam tam parę spraw, mam przyjaciół i mam tylko Ciebie od lat
Chcę podnosić wzrok co dzień rano, widzieć świat taki, jaki mi tu zapisano
Uwierz mi tu wcale nie jest źle, co dzień jestem obok Ciebie, lecz nie widzisz mnie
Gdybym dostał życie jeszcze jedno, nie odszedł bym na pewno.

Gdybym mógł zatrzymać wszystko, co przemija
wybrałbym nieśmiertelność, bo nasza miłość przetrwa całą wieczność.

Chciałbym żebyś sobie wszystko ułożyła, ale nie wiem czy byś potrafiła
Będziesz czekać jesteś taka jak ja, nie chcesz szukać kogoś kto wypełni Twój świat
Żyjesz wspomnieniami żyjesz tym co było, żyjesz tym co niestety już się zakończyło
Choć mieliśmy czasem gorsze dni, mam nadzieję, że wierzyłaś w moją miłość
Powiedz mi ile sił trzeba w sobie mieć, żeby takie sytuacje można było znieść
Całe życie w jednej chwili traci smak, a nadzieja upada jak płonący wrak
Chciałbym by to wszystko było snem, żebyś mogła się obudzić i zobaczyć mnie
Może i dobrze, że życie nie jest wieczne, bo wiem, że przyjdziesz do mnie jeszcze.

Gdybym mógł zatrzymać wszystko, co przemija
wybrałbym nieśmiertelność, bo nasza miłość przetrwa całą wieczność

Ostatnio edytowany przez markomaniaczka (2009-08-24 13:34:52)

Offline

 

2009-08-22 13:17:02

Cindy
Najlepsza doradczyni na forum

#2 2009-08-22 13:59:45

Harris
Dasz wiarę?
Zarejestrowany: 2009-05-26
Posty: 7500

Re: Nasza miłość przetrwa całą wieczność...

Jakie to jest piękne.
Ja się popłakałam.
Szkoda, że Marek nie dowiedział sie, że zostanie ojcem.
Ale by się oboje cieszyli.
NIe wątpuię w to, ze jeszcze nie raz się popłaczę czytajac to opowiadanie.
Pięknie.


SNiSUM&UwS

Offline

 

#3 2009-08-22 14:10:28

iskierka
Drugie oczy Uli
Zarejestrowany: 2009-05-15
Posty: 252

Re: Nasza miłość przetrwa całą wieczność...

Piękne


"Oszalałem. Oszalałem z miłości do osoby, na którą kilka miesięcy temu bym nawet nie spojrzał. Marku Dobrzański! Co się z tobą dzieje? Ach, no tak! Wracasz na właściwą drogę – dzięki właściwej osobie."

Mój przyjacielu, byłeś mi naprawdę bliski… Mój przyjacielu, byłeś mi niczym brat… Dałeś mi pracę, dałeś mieszkanie, ciasta nie dałeś, ciasto wezmę sobie sam!

Offline

 

#4 2009-08-22 14:11:53

Allie23
Cień Uli
Zarejestrowany: 2009-07-01
Posty: 428

Re: Nasza miłość przetrwa całą wieczność...

Tak jest piękne...
A ten list rymowany... (przynajmniej mi się wydaję, że jest rymowany)


SWSiOCJT&FSiJPH

Offline

 

#5 2009-08-22 14:13:53

magduucha.
Cokolwiek Marka
Zarejestrowany: 2009-06-07
Posty: 2622

Re: Nasza miłość przetrwa całą wieczność...

Markomaniaczka napisał:

Prezes nie czekając na przyzwolenie przyciągnął Ulę do siebie i namiętnie pocałował.

cały Dobrzański :d

Markomaniaczka napisał:

- Pomóc ci?
- Nie, dzięki - uśmiechnął się. - Miałaś iść na zakupy i kupić sobie coś wystrzałowego.

prezes Dobrzański mnie zaskakuje. pierwszy raz nie chciał pomocy yikes

Markomaniaczka napisał:

Zarezerwowana na wieczność. Marek Dobrzański.

fajny pomysł z tym markerem, na prawdę fajny :d

Markomaniaczka napisał:

Odwróciła ją na drugą stronę, prezentując ukochanemu wycięcie odsłaniające prawie całe plecy.
Dobrzańskiemu zaświeciły się oczy.

lol i co tu więcej mówić? lol

Markomaniaczka napisał:

Lepiej niech mi nie pada, bo będzie nam potrzebny - uśmiechnęła się promiennie, patrząc w stronę swojej małej, czarnej torebki, do której schowała test ciążowy.

zgon. to Ulka jest w ciąży? yikes nie ładnie, nie ładnie.  lol

Markomaniaczka napisał:

W radiu mówili, że nad Łodzią szaleje burza, podobno wichura przewraca drzewa.

i w tym momencie zrozumiałam, że to opowiadanie nie będzie raczej miało happy endu.

Markomaniaczka napisał:

- Halo, kochanie? - Odezwał się głos po drugiej stronie.
- Marek, nareszcie! - Krzyknęła. - Gdzie ty się podziewasz?

czytając zrobiłam takie wielkie uff, bo myślałam, że jednak go nie uśmiercisz tongue

Markomaniaczka napisał:

Nagle z słuchawki usłyszeć można było krzyk, pisk opon i straszliwy huk.

a jednak go uśmierciłaś...

opowiadanie na prawdę bardzo fajne! nie lubię jak ktoś uśmierca bohaterów, ale w tym wypadku to było koniczne, gdyż właśnie tego miało dotyczyć opowiadanie. smile mam nadzieję, że jeszcze coś napiszesz. smile


Jim Morrison
        Nie śmierć rozdziela ludzi, lecz brak miłości.
SWSiOCJT
avatar jest dziełem Igg kiss

Offline

 

#6 2009-08-22 14:14:11

ulomarkoholiczka
Kochanka Marka
Od: Jeżewo\Zawidz
Zarejestrowany: 2009-08-09
Posty: 4737
Serwis

Re: Nasza miłość przetrwa całą wieczność...

Jakie to cudowne szkoda,że nie będzie więcej części z chęcią bym przeczytała !


Najpiękniejsze są lasy mieszane...
Czułam się bardzo samotna, a jednocześnie zadowolona z samotności...
Nigdy nie ufaj mężczyźnie. To cukierek moczony w truciźnie...
Najbardziej cię kocham, kiedy jesteś w głowie...

Offline

 

#7 2009-08-22 15:39:18

Aduśka
Ulubienica Mareczka/Lwa/Alexa/Seby
Od: Gualdo Tadino
Zarejestrowany: 2009-06-24
Posty: 3874

Re: Nasza miłość przetrwa całą wieczność...

Markoamniaczko ty moja BOGINI. Twoimi opkami doprowadzasz mnie do płaczu i za to Cię kocham i Twoje opka też. Jestes wielka big_smile


"You know how they say, "you can't live without love"? Well, oxygen is even more important."

Offline

 

#8 2009-08-22 18:56:30

spumanta
BrzyduloManiak
Od: Księstwo Cieszyńskie
Zarejestrowany: 2009-06-20
Posty: 1681

Re: Nasza miłość przetrwa całą wieczność...

Młode wilki?


Piszę po polsku. Szanuję zasady polskiej gramatyki, ortografii i interpunkcji.

Pani Cogito w trakcie tworzenia.

Offline

 

#9 2009-08-22 19:43:58

markomaniaczka
Wyznawca pomidoryzmu
Zarejestrowany: 2009-06-07
Posty: 1447

Re: Nasza miłość przetrwa całą wieczność...

spumanta napisał:

Młode wilki?

Tak, to moja inspiracja smile

Offline

 

#10 2009-08-22 21:31:34

spumanta
BrzyduloManiak
Od: Księstwo Cieszyńskie
Zarejestrowany: 2009-06-20
Posty: 1681

Re: Nasza miłość przetrwa całą wieczność...

W Twoim wieku też się tym inspirowałam. smile Teraz już nie mogę tego słuchać.


Piszę po polsku. Szanuję zasady polskiej gramatyki, ortografii i interpunkcji.

Pani Cogito w trakcie tworzenia.

Offline

 

Stopka forum

Powered by PunBB© Copyright 2002–2018 PunBB
statystyka