BrzydULA - jedyne forum fanów serialu

Forum dyskusyjne miłośników serialu "BrzydULA"

Nie jesteś zalogowany.

#1 2010-06-20 16:46:00

Chocolate
BrzydUloholik
Od: Zimowa stolica
Zarejestrowany: 2010-05-04
Posty: 2089
Serwis

Pod natchnieniem chwili

Dawno, dawno temu, gdy jeszcze nie myślałam, by dołączyć do foróm, usłyszałam pewną piosenkę, gdy oglądałam "Dra House'a". I tak jakoś wyszło, że powstała house'owa jednoczęściówka.
Muszę przyznać, że boję się ją tutaj wstawić, ale raz kozie śmierć.
Będę bardzo wdzięczna, jeśli ktoś poprawi błędy, które na pewno znajdują się w tekście zamieszczonym poniżej. Starałam się, jak mogłam, ale ja pisać nie umiem, więc proszę nie krzyczeć... tongue

„Rzeczywistość często przerasta najpiękniejszy nawet sen.”

„Czy kiedykolwiek przyszło wam do głowy, że naprawdę możecie kochać tylko wtedy, gdy jesteście samotni? Zapytacie, jakie to ma dla miłości znaczenie. Oznacza to widzenie osób, sytuacji, rzeczy takimi, jakimi są w rzeczywistości, a nie takimi, jakimi sobie wyobrażacie, że są” ~ Anthony de Mello


        Brunetka weszła do tak dobrze znanego jej miejsca. Wszędzie było pełno ludzi. Wszyscy byli czymś zajęci, a ona podeszła spokojnie do rejestracji i powiadomiła swoją podwładną, że właśnie przyszła. Kobieta codziennie zadawała sobie pytanie: dlaczego ciągle to robi? Właściwie nie czuła się obco w tym budynku. Od zawsze interesowała się medycyną i tak już zostało. Każdego dnia cieszył ją widok osób w zielonych, niebieskich bądź białych fartuchach. W każdym miejscu czuło się zapach środka dezynfekującego. Ona jednak już się do niego przyzwyczaiła. Było to coś, czego potrzebowała. Nie było dnia, w którym nic by się nie działo.
        Gdy tylko weszła do swojego gabinetu, na jej kanapie siedział mężczyzna. On jedyny z całego personelu nie nosił fartucha. Twierdził, że wtedy ktoś mógłby wziąć go za lekarza i miał rację. Przecież pracował w tym zawodzie, ale nic sobie z tego nie robił. Nie słuchał dyrektorki i ciągle uprzykrzał jej życie. Mimo wszystko był geniuszem. Ale jego inteligencja nie do końca współpracowała z jego usposobieniem. Był lekomanem i to już od dawna. Wcale go nie obchodziło, co sądzą o nim ludzie. Uważał, że wszyscy jego pacjenci kłamią i wolał ich nie poznawać, ponieważ twierdził, że wtedy mógłby emocjonalnie podejmować decyzje. Zawsze cyniczny i sarkastyczny trafiał w czuły punkt i to było jego mocną stroną.
        - Co ty tu znowu robisz? – zapytała Cuddy, która dopiero co weszła do swojego gabinetu i nie miała ochoty zaczynać dnia w ten sposób.
    - Staram się pracować. Otóż pacjenci nie dają mi spokoju. Ciągle ktoś jest w przychodni – odpowiedział z nutką ironii w głosie.
    - Obiecałeś, że będziesz to robić. Zresztą co to dla ciebie zbadanie kilku osób? – spytała, wieszając swój płaszcz.
    - Dla mnie nic, ale ciężkie przypadki czekają. – Wstał, podszedł do drzwi i już miał wychodzić, ale spojrzał pomiędzy żaluzję i cofnął się o krok. – Albo zostaję…
    Lisa nie zwracała na niego większej uwagi, tylko usiadła za biurkiem i zaczęła przeglądać papiery. Próbowała go ignorować, ale ledwo jej się to udawało. Już od kilku lat, które przepracowali razem, wiedziała, że nie traktuje go jak zwykłego lekarza. Zawsze był dla niej kimś wyjątkowym. Mimo tego, że zawsze miał na końcu języka jakąś kąśliwą uwagę bądź ciętą ripostę na czyjeś słowa, ona zawsze jakoś to tolerowała, choć zdarzało się, że miała tego dość. W końcu jako pani dyrektor nie powinna dać pokazać po sobie, że faworyzuje jednego ze swoich podwładnych. Zgadzała się zazwyczaj na wszystko, choć były to nieraz prośby, które mogły prowadzić do śmierci pacjenta, Lisa wierzyła, że Gregory jest geniuszem w swojej dziedzinie. Radził sobie prawie ze wszystkim. Wyjątek stanowiły leki, które zażywał w niezliczonych ilościach, odkąd miał zawał mięśnia czworogłowego uda i jego noga nie funkcjonowała już tak, jak należy. Bolał go każdy krok, a on bał się bólu. Vicodin był jego jedynym ratunkiem i Cuddy to wiedziała, ale z drugiej strony nie chciała pozwolić, aby jej podwładny był lekomanem. Niestety, nie miała wyboru. Nigdzie nie znalazłaby tak dobrego lekarza, jakim był House.
    - Może wyjdziesz na korytarz i powiesz tamtej paniusi, że ja tu już nie pracuje? – zapytał z prośbą w głosie, co zazwyczaj mu się na zdarzało.
    - A co? Zdiagnozowałeś ją i ona chce ci się odwdzięczyć? – odparowała Cuddy i podniosła delikatnie głowę, by zobaczyć, komu ma powiedzieć to, o co Greg ją prosił.
    Za drzwiami stała długonoga blondynka, która kogoś wypatrywała. Lisa nie mogła oprzeć się wrażeniu, że z Housem dzieje się coś złego. Nigdy nie odpuściłby sobie takiej pięknej dziewczyny, choćby dlatego, żeby upokorzyć swoją szefową.
    - Nie chcesz mieć z nią nic wspólnego? – I nie czekając na odpowiedź, kontynuowała. – Dziwne. Zawsze myślałam, że tego typu kobiety cię pociągają. Lepiej idź do niej i sam jej to powiedz. Ja dzisiaj nie wychodzę ze swojego gabinetu tylko po to, żeby spełniać twoje zachcianki.   
    Cuddy z powrotem wróciła do przeglądania papierów i ani nie myślała wyjść na korytarz. Gregory popatrzył na nią błagalnym wzrokiem, ale ona tego nie zauważyła, więc powiedział:
    - Dobra. Jeśli zrobisz to dla mnie, obiecuję, że będę od poniedziałku do piątku przyjmował ludzi w przychodni przez miesiąc bez żadnego narzekania…
    - Obiecujesz? – Lisa chciała się upewnić, bo raczej mężczyzna nie podjąłby tak desperackiego kroku.
    - Obiecuję, ale zrób to dla mnie.
    Cuddy pospiesznie napisała coś na kartce i podała ją House’owi, mówiąc:
    - Podpisz to, zanim wrócę.
    I już jej nie było. Wyszła szybko na korytarz i skierowała swoje kroki do długonogiej blondynki o, jak się okazało, niebieskich oczach.
    - Dzień dobry. Szuka pani kogoś? – zapytała dyrektor szpitala.
    - Tak. Doktora Gregory’ego House’a. Wie pani, gdzie mogę go znaleźć? – Popatrzyła na Cuddy błagalnym wzrokiem.
    - Wiem. Jestem dyrektorem tego szpitala. A w jakim celu pani go poszukuje? – Postanowiła się dowiedzieć, dlaczego jej podwładnemu zależy na tym, aby pozbyć się tej blondynki.
    - Trudno mi o tym mówić, ale on uratował mi życie i ja się chyba w nim zakochałam…
    Cuddy stała osłupiała na korytarzu. Nie spodziewała się, że jakakolwiek kobieta może powiedzieć to wprost. I w tym momencie nagle zrozumiała, że House zwyczajnie boi się miłości, choć tego po sobie nie pokazuje. Stąd zmiana w jego zachowaniu. Tak jakby w końcu odkrył, co jest mu potrzebne do szczęścia i Lisa wiedziała, że tak naprawdę nie poznał jeszcze prawdziwego smaku tego uczucia, mimo iż miał już żonę.
    - Niestety, właśnie udał się na urlop i długo go nie będzie – skłamała.
    - A kiedy wróci? – blondynka nie dawała za wygraną.
    - Za dwa miesiące. Od dawna mu się należało. A teraz pozwoli pani, że wrócę do swoich obowiązków.
    I nie czekając na odpowiedź, wróciła do swojego gabinetu i zamknąwszy drzwi, oparła się o nie. Nie reagowała na pytania House’a, tylko podeszła do okna i wyjrzała przez nie. Okolice szpitala były pokryte śniegiem, który ciągle padał. Zbliżały się Święta Bożego Narodzenia, a ona nadal pozwalała mu na wszystko. Trwała to już za długo. Jednak największym problemem był Vicodin. Tym razem już sobie coś postanowiła – nie wypisze mu więcej żadnej recepty. Może wtedy się zmieni i nie będzie już taki, jaki jest.
    - Wyjdź – rzuciła ostro w przestrzeń, a Gregory po raz pierwszy wykonał jej polecenie bez słowa. Nie chciał z nią zadzierać. Nie teraz, gdy już wszystko zrozumiał. Chciał zmienić swoje postępowanie dla niej. Za bardzo był przywiązany do swojej szefowej, by teraz ona go zwolniła. Nie chciał jej opuścić, ale też nie chciał okazać większych uczuć. Natomiast Cuddy bała się, że on ją odrzuci. Zawsze zachowywał się zupełnie inaczej, niż ona tego oczekiwała od mężczyzny swojego życia. On był wyjątkowy, choć jego zachowanie pozostawiało wiele do życzenia. Lisa, aby uwolnić się od tych myśli, postanowiła udać się na zakupy, choć raczej nigdy tego za bardzo nie lubiła. Teraz przydałaby jej się taka chwila wytchnienia. Szybko się ubrała i ku zdziwionym minom swoich pracowników, opuściła szpital, mówiąc, że musi odpocząć. Zamiast pojechać swoim samochodem, ruszyła szybkim krokiem w kierunku miasta i już po chwili wyszła poza obręb szpitala. Ale jej miejsce pracy nie dało o sobie zapomnieć. Po chwili usłyszała karetkę, która zmierzała w kierunku budynku, w którym Cuddy zazwyczaj spędzała większość dnia, ale kobieta nie obejrzała się za siebie. Chciała się jak najszybciej oddalić. Miejsce to przypominało jej o wydarzeniach dzisiejszego dnia, ale szybko odrzuciła je od siebie i zaczęła zastanawiać się, gdzie najpierw ma się udać. Jednak ktoś nie pozwolił jej długo się tym zajmować. Niechętnie wyciągnęła telefon z torebki. Na wyświetlaczu zobaczyła, że dzwoni House. Odebrała i nie przywitawszy się, powiedziała:
    - Pozwalałam ci na wszystko. Rób, co chcesz…
    I zanim on zdążył odpowiedzieć, rozłączyła się i wyłączyła telefon. Nie miała ochoty z nim rozmawiać.
Znowu przyspieszyła. Tym razem była już niedaleko jednego z centrów handlowych. Bez zastanowienia weszła do niego i zaczęła szukać czegoś, co mogłaby ubrać do pracy. Ale takich ubrań miała już za dużo. Pomyślała, że może kupić sobie coś, co zakładałby, wychodząc z domu. Teraz zapewne przydałby się jej jakiś dres, bo miała zamiar zacząć biegać, by zapomnieć o tym wszystkim, co miało ją czekać. Długo chodziła po sklepie, zanim wybrała coś odpowiedniego. Zapłaciła i wyszła. Już miała skierować się po swoje auto, które zaparkowała przed szpitalem, ale uznała, że to zły pomysł. Do domu wróciła okrężną drogą, znacznie dłuższą niż ta, która biegła obok jej miejsca pracy. Gdy tylko otworzyła drzwi, położyła zakupy na podłogę, ściągnęła płaszcz i rzuciła się na łóżko…

    Rozległ się dzwonek u drzwi. Podniosła się szybko i poszła otworzyć. Wiedziała, kto będzie stał na zewnątrz, więc nawet się nie zastanawiała. Wpuściła do swojego domu mężczyznę, na którego czekała od tak dawna, a on podszedł do niej, pocałował ją lekko w usta i wyszeptał do ucha:
    - Kocham cię…
    Nie pozwolił jej nic odpowiedzieć i szybko pocałował ją po raz kolejny. Tym razem mocniej i bardziej namiętnie. Po chwili zaczął całować szyję kobiety i znów powrócił do jej ust, a ona oddawała pocałunki. Kilka sekund później on zaczął rozpinać guziki jej bluzki, a gdy już się z tym uporał, rzucił ubranie na podłogę.
    - Greg, ja też cię kocham… - wyszeptała w międzyczasie i zaczęła ściągać jego koszulę. Całowali się coraz śmielej i zaczęli kierować się w kierunku sypialni…


    Dźwięk budzika zakłócił ciszę panującą w mieszkaniu Cuddy. Otworzyła oczy i dotknęła ręką drugiej połowy łóżka. Nikogo tam nie było. Najwyższa pora by wstać i rozpocząć dzień jak każdy inny dzień. Należało w końcu wrócić do rzeczywistości, którą Cuddy lepiej było znosić poprzez sny nawiedzające ją każdej nocy…

Ostatnio edytowany przez Chocolate (2010-06-20 17:35:40)


Moje nowe opowiadanie: Bezludna wyspa | Nareszcie są wakacje! lol

Nie kochaj mocno, bo przyjdzie nienawiść,
nie nienawidź mocno, bo przyjdzie miłość...

Offline

 

2010-06-20 16:46:00

Cindy
Najlepsza doradczyni na forum

#2 2010-06-20 17:24:15

brzydulomaniaczka
Przyjaciułka SteFy
Od: Gdzieś w lubelskim...
Zarejestrowany: 2009-04-04
Posty: 10576
Serwis

Re: Pod natchnieniem chwili

Już od kilki lat, które przepracowali razem, wiedziała, że nie traktuje go jak zwykłego lekarza.

kilku

Gregory’iego

Podejrzewam, że to odmienia się tak, jak Harry'ego, a więc Gregory'ego big_smile

Wie pani, gdzie mogę go znaleźć.

Tu powinien być znak zapytania.

Tym razem już sobie coś postanowiła – nie wypisze mu więcej żadnej recepty. Może wtedy się zmieni i nie będzie już taki, jaki jest.

Haha big_smile A to dobre. Cuddy raz próbowała, być może tego nie wiesz... Przez tydzień House miał nie brać Vicodinu, to był chyba jakiś zakład z Cuddy albo kara za coś... Ale nie wytrzymał, noga strasznie go bolała i szalał z bólu. Nie wytrwał tego tygodnia.
To tak dla twojej informacji tongue Nie wiem, w którym to było sezonie, ale z tego co wiem, nigdy potem Cuddy nie próbowała zabronić mu przyjmowania Vicodinu.

Gdyby nie to zakończenie, to napisałabym, że to jest słabe big_smile
Ale skoro to był tylko sen, to mówię, że jest niezłe xD Dialogi dość dobre, ale w opisy wpakowałaś informacje, które już wszyscy (mam nadzieję) znają, a mianowicie, że House nie nosi fartucha, bo nie chce, żeby pacjenci go rozpoznawali, że miał zawał mięśnia uda, że jest lekomanem... Tak jakbyś chciała opisać nam serial, a przecież każdy kto ogląda House'a, doskonale to wszystko wie big_smile
Moje ogólne wrażenie: takie sobie. Chyba stać cię na więcej tongue

Irka.


Kocham wszystkie swoje siostrzyczki forómowe: Aduśka, Apollina, Claudia, Króweczka, Libby, Mel, Pszczoła, Struś.
Mój facet to Miron Lipski heart    iris
Kocham swój wieczny avek <3

Offline

 

#3 2010-06-20 17:32:19

Chocolate
BrzydUloholik
Od: Zimowa stolica
Zarejestrowany: 2010-05-04
Posty: 2089
Serwis

Re: Pod natchnieniem chwili

brzydulomaniaczka napisał:

Haha big_smile A to dobre. Cuddy raz próbowała, być może tego nie wiesz... Przez tydzień House miał nie brać Vicodinu, to był chyba jakiś zakład z Cuddy albo kara za coś... Ale nie wytrzymał, noga strasznie go bolała i szalał z bólu. Nie wytrwał tego tygodnia.
To tak dla twojej informacji tongue Nie wiem, w którym to było sezonie, ale z tego co wiem, nigdy potem Cuddy nie próbowała zabronić mu przyjmowania Vicodinu.

Wiem, oglądałam ten odcinek, ale zanim to zrobiłam, to powstała jeszcze ta miniaturka, czyli jakoś na początku października zeszłego roku, czy jakoś tak.

brzydulomaniaczki napisał:

Gdyby nie to zakończenie, to napisałabym, że to jest słabe big_smile
Ale skoro to był tylko sen, to mówię, że jest niezłe xD Dialogi dość dobre, ale w opisy wpakowałaś informacje, które już wszyscy (mam nadzieję) znają, a mianowicie, że House nie nosi fartucha, bo nie chce, żeby pacjenci go rozpoznawali, że miał zawał mięśnia uda, że jest lekomanem... Tak jakbyś chciała opisać nam serial, a przecież każdy kto ogląda House'a, doskonale to wszystko wie big_smile
Moje ogólne wrażenie: takie sobie. Chyba stać cię na więcej tongue

Musiałam wszystko opisać, bo miniaturka była dla kogoś, kto House'a nie ogląda, a ta osoba doskonale wiedziała, że zaczęłam się wtedy interesować tym serialem, więc postanowiła sprawdzić, jak sobie poradzę, nie znając szczegółów i zaprezentuję jej ten serial. Napiszę tylko tyle, że było zabawnie i od tej pory obydwie go oglądamy. tongue

Iris, dziękuję za wyłapanie błędów. Jesteś pewna, że tylko tyle? smile Ja mam do czegoś takiego skłonności.
Zaraz wszystko poprawię. I jeszcze raz bardzo, bardzo dziękuję. kiss


Moje nowe opowiadanie: Bezludna wyspa | Nareszcie są wakacje! lol

Nie kochaj mocno, bo przyjdzie nienawiść,
nie nienawidź mocno, bo przyjdzie miłość...

Offline

 

Stopka forum

Powered by PunBB© Copyright 2002–2018 PunBB
statystyka