BrzydULA - jedyne forum fanów serialu

Forum dyskusyjne miłośników serialu "BrzydULA"

Nie jesteś zalogowany.

#21 2010-02-28 14:24:00

ella90
Najwierniejsza Fanka Lwiątka
Od: Tychy
Zarejestrowany: 2009-12-26
Posty: 2421

Re: Poprzez ciernie do gwiazd.

Posłusznie wysiadłam, po czym znacznie oddaliłam się od auta. Czułam na sobie jego rozwścieczony wzrok, ale coś w nim było innego. Troska? Zdziwienie?
Czy dopiero teraz do niego doszło, że to co mówiłam, było prawdą i naprawdę zamierzałam wracać do domu? Nie obchodziło mnie to. Im byłam dalej, tym zaczynałam czuć się lepiej.
- Chyba sobie żartujesz?!
Usłyszałam jego krzyk, ale nie odezwałam się. Wystawiłam mu środkowy palec, po czym zaczęłam biec. Biegłam jak szalona, a z każdym krokiem moje ciało stawało się coraz lżejsze. Przynajmniej tak sądziłam, ale gdy zaczęło kłuć mnie serce, zatrzymałam się. Oddychałam głęboko, zamykając oczy.
„Uważaj!” – usłyszałam w głowie swój krzyk, który był mi tak dobrze znany. Ten wieczór, w którym straciłam najważniejszą osobę. Ten moment, w którym dostrzegłam ciężarówkę, jadącą z naprzeciwka. Wybuchnęłam histerycznym płaczem, siadając na drodze.
Fakt, usłyszałam silnik samochodu, który zamilkł; drzwiczki, które zostały trzaśnięte; kroki, które stawały się coraz głośniejsze, ale nic sobie z tego nie robiłam. Siedziałam na drodze i zanosiłam się szlochem.
- Już wszystko dobrze. – Tomek ukucnął obok, przyciskając mnie do siebie. – Już wszystko dobrze. – powtórzył. – Oddychaj.
- To wszystko przeze mnie – wydyszałam, gdy trzymał mnie w objęciach i pomagał wstać.
- To przeze mnie Marcin zginął.
Mój płacz pogłębił się. Znów skuliłam się w sobie.
- Wiesz dobrze, że to nieprawda.
- Nieprawda? – odsunęłam się niepewnie. – To Ja go zabiłam… - wyszeptałam, zawstydzona tym wszystkim. Dlaczego akurat Jemu opowiadam o przyczynie mojej depresji, zastanawiałam się przez chwilę. – Przechwyciłam kierownicę, chociaż wiedziałam, że nie potrafię prowadzić i samochód uderzył o drzewo.
- Nie możesz się o to obwiniać – niepewnie przysunął do mojej twarzy swoją dłoń, po czym zaczął ocierać moje mokre policzki. – Wsiądziesz z powrotem? – posłał mi słaby uśmiech, po czym dodał: - To tylko dziesięć minut stąd.
- Okay – wyszeptałam cicho, po czym ruszyłam za nim.
Dojechaliśmy na miejsce, tak jak obiecał, dziesięć minut później, ale kolejne dziesięć minut spędziliśmy w samochodzie. Milczeliśmy. Ja nie odzywałam się, bowiem nie chciałam go poganiać, on milczał ze skupieniem patrząc na kierownicę, bawiąc się kluczykami od samochodu. Przerzucał je z ręki do ręki, co doprowadzało mnie do szału, ale nie chciałam tego okazywać. Patrzyłam na nie z równie wielkim skupieniem, co on, ale w końcu znieruchomiał. Podniósł wzrok i zaczął obserwować ludzi idących chodnikiem.
- To Ona – wyszeptał, ledwie słyszalnym głosem. Przełknął ślinę, po czym otworzył drzwiczki, wyskakując z samochodu. Stanął naprzeciwko, pomagając mi wyjść. Czułam się, co najmniej dziwnie w tej sytuacji. A więc jednak ona…
Ukochana z dzieciństwa, którą postanowił odnaleźć?
- Kim jest ta kobieta? – spytałam nieśmiało, ale przez dłuższy czas nie uzyskiwałam odpowiedzi. Znowu nie chciałam go poganiać, więc milczałam stojąc w tym samym miejscu. Nagle chwycił moją dłoń i pociągnął mnie w stronę kawiarni, do której weszła obserwowana przez nas kobieta, ubrana w poszarpane dżinsy i krótką koszulkę. Wyglądała dziwnie, ale sama nie potrafiłam stwierdzić, co w niej było innego. Miała rozpuszczone długie, ciemne włosy i czarne, niczym węgiel oczy.
Wyglądałaby normalnie, ale w jej spojrzeniu było coś niepokojącego. Jednak dałam się zaciągnąć do kawiarni. Zajęliśmy stolik tuż przy samej ladzie, czekając na kelnerkę.
- Co chcesz? – spytał cicho. Tak, jakby obawiał się, że zostanie przez kogoś usłyszany.
- Woda? – bardziej spytałam, niż odpowiedziałam, ale gdy w końcu podeszła kelnerka, Tomek złożył zamówienie, które różniło się od tego, co powiedziałam.
Dwie herbaty z cytryną i dwa kawałki sernika wiedeńskiego, wybełkotał na szybko, w dalszym ciągu obserwując kobietę.
- Tomek? – złapałam go za rękę. Zacisnął ją, patrząc dalej swoim tępym wzrokiem. – Kim ona jest? – wyszeptałam po chwili.
- To Moja matka – uśmiechnął się słabo. – Zostawiła mnie, gdy miałem cztery lata. Oddała do domu dziecka, gdy mój ojciec zmarł w pożarze. Najwidoczniej stwierdziła, że nie potrafi na mnie patrzeć. Byłem do niego bardzo podobny.
- Przykro mi – ścisnęłam jego dłoń.
- Chcesz znać prawdziwy powód, dlaczego moja matka mnie odtrąciła? - zapytał w zniechęconym szepcie. - Odesłała mnie, dlatego, że zamordowałem swojego ojca - kontynuował.
Zmarszczyłam czoło, potrząsając głową. Zachichotał żartobliwie.
- To prawda. Jestem mordercą.
Odchylił się wolno ze swojego miejsca. Wciąż patrzył spode łba na mnie i zaciskał mocno pięść w frustracji.
Potrząsnęłam głową zajadle.
- To nieprawda. Nie mógłbyś go zabić.
- Nic o mnie nie wiesz – powiedział. – Nic. Może i nie wznieciłem pożaru, ale patrzyłem, jak ogień pochłania mojego ojca i mu nie pomogłem - wyszydził do mnie, mrużąc oczy. - Mogłem sprowadzić pomoc, ale tego nie zrobiłem, ponieważ jestem mordercą - jego głos zadrżał w furii.
- Nie mów tak! – prosiłam Go, ale on kiwał głową.
- Morderca – prychnął ze złością.
- Byłeś tylko dzieckiem. Nie możesz czuć się za to odpowiedzialny - powiedziałam stanowczo, wpatrując się w jego oczy, aby wyrazić powagę tego doświadczenia.
Jeszcze bardziej się wściekł. Ściągnął brwi i spuścił wzrok. Warknął zirytowany.
- Dlaczego właściwie tu jesteśmy? – spytałam.
- Przyjeżdżam tu odkąd skończyłem siedemnaście lat, obserwuje ją i upewniam się, że z nią wszystko okay. Ale nie jest okay, rozumiesz? Widzę to w jej twarzy. Pewnie znowu dzisiaj piła.
- Piła? – wykrztusiłam.
- Jest alkoholiczką – stwierdził smutno. – Miałem dzisiaj do niej podejść, ale nie jestem jeszcze gotowy na spotkanie z nią oko w oko. Minęło tyle lat, ale nie potrafię jej tego wybaczyć. – zamilkł, gdy na niego spojrzałam. Widziałam, że cierpi i mimo wszystko, nie chciałam na to patrzeć. Chciałam Mu pomóc, ale nie wiedziałam w jaki sposób. -  Nie, Julia. Nie patrz tak na mnie. Nie potrafię zapomnieć tego, co zrobiła. Jeszcze nie. – Spuścił wzrok, gdy jego matka przeszła obok nas. Chciałam wstać i powiedzieć jej o tym wszystkim, ale gdy dostrzegłam wystającą z torebki butelkę wódki, zrezygnowałam ze swojego planu. Swój wzrok przeniosłam na Tomka, który trząsł się ze złości.
Reszta czasu minęła nam w milczeniu. Nie mogłam na niego patrzeć. Nie mogłam wykrztusić słowa. Bo co miałabym powiedzieć?
Mogłabym powiedzieć, że wszystko się ułoży, ale nie byłam tego pewna. Za dużo dzieliło tych dwojga i nie sądziłam, by w końcu odważył się z nią porozmawiać. A jeśli nawet, to co by powiedział? Porzuciłaś mnie i wszystko zniszczyłaś? – zastanawiałam się.
- Idziemy? – skrzywił się. – Mam dość tej kawiarni na dziś… - mruknął poirytowany.
Wstałam bez słowa i ruszyłam za nim.
Nie odzywałam się, bo o czym miałam z Nim rozmawiać? Nie miałam zamiaru poruszać tego tematu od nowa. Wiedziałam, że nie jest to najlepsza chwila. Od czasu do czasu zerkałam na niego z niepokojem, ale gdy łapał mnie na tym uczynku, zmieniałam stronę mojej obserwacji. Zaczęłam liczyć drzewa, obok których przejeżdżaliśmy. Zawsze tak robiłam, gdy jeździłam z mamą na wakacje. Licząc drzewa, krowy, znaki uświadamiałam sobie, że jestem coraz bliżej celu. Może i nudziłam się przy tym, ale to nic. Ważny był cel.
- Wejdziesz na kawę? – odważyłam się spytać, gdy zgasił silnik przed moim domem. Przez długi czas się nie odzywał i ja tym bardziej nie chciałam go poganiać. Domyślałam się, że nie miał nastroju na rozmowę. Był zdenerwowany, a zarazem spokojny i zamyślony. Był zrezygnowany i zapewne czuł się odrzucony. Było mu trudno po spotkaniu z matką i wiedziałam, że był zły na samego siebie. Dobra matka to osoba kochająca, troskliwa, opiekuńcza i staranna. Powinna umieć wysłuchać, poradzić i wytłumaczyć. Powinna być wzorem dla swojego dziecka. A ja miałam spore wątpliwości, czy jego matka potrafiłaby być kiedykolwiek dobrą kobietą, dobrą żoną czy matką. Troszczyła się tylko o siebie. O własną wygodę... Jak mogła porzucić go jako czteroletniego chłopca? Zupełnie jak psa?
Prawdziwa matka nie zrobiłaby tego swojemu dziecku.
Chciał z nią porozmawiać, ale stchórzył, obawiając się kolejnego odrzucenia z jej strony.  Tak to sobie tłumaczyłam.
Gdy tak na niego patrzyłam to było mi Go żal. Nie zasługiwał na tą samotność. Nikt na nią nie zasługuje.
- Nie dziś – podniósł wzrok. – Ale dziękuje. – Dotknął mojej dłoni, po czym spojrzał na mnie swoimi smutnymi, dużymi oczami. - Za wszystko – dodał szeptem.
Kiwnęłam głową na znak, że rozumiem i wcale nie jest mi przykro.
Gdy znalazłam się we własnym pokoju, zamknęłam oczy, chcąc poczuć obecność mojego zmarłego chłopaka. Wierzyłam bowiem, że był tu ze mną w tej chwili.

Ostatnio edytowany przez ella90 (2010-02-28 16:30:15)


Mamusie:Króweczka, P@ulink@ Moje siostrzyczki to Jagodzianka i Noelka i Vivienn big_smile <3<3 PBWBT
Skrywane namiętności/ Inna historia pewnej miłości / Listy /

Offline

 

2010-02-28 14:24:00

Cindy
Najlepsza doradczyni na forum

#22 2010-02-28 17:09:26

brzydulomaniaczka
Przyjaciułka SteFy
Od: Gdzieś w lubelskim...
Zarejestrowany: 2009-04-04
Posty: 10576
Serwis

Re: Poprzez ciernie do gwiazd.

Będzie krótko, ale treściwie: super!


Kocham wszystkie swoje siostrzyczki forómowe: Aduśka, Apollina, Claudia, Króweczka, Libby, Mel, Pszczoła, Struś.
Mój facet to Miron Lipski heart    iris
Kocham swój wieczny avek <3

Offline

 

#23 2010-03-31 16:22:38

Andrea
Przyjaciel Brzyduli
Od: Blachownia
Zarejestrowany: 2009-10-30
Posty: 104

Re: Poprzez ciernie do gwiazd.

Ella, powiem Ci tylko jedno - warto jest zajrzeć do twórczości pozabrzydulowej przynajmniej po to, żeby przeczytać twoje opowiadanie smile. Wczoraj korzystając z chwili wolnego czasu, przeczytałam wszystkie dotychczasowe rozdziały i naprawdę jestem zachwycona. Ta historia jest świetna, nie ma tam jakiś wielce wymyślnych dialogów, niesamowitych sytuacji, które nie wydarzyłyby się w normalnym życiu. Ta opowieść wydaje mi się taka... realna i trochę nawet życiowa. Twoi bohaterowie są normalnymi ludźmi, którzy mają za sobą jakąś historię, swoje problemy, troski i zmartwienia, jak każdy człowiek. A propos bohaterów, bardzo polubiłam Julię i jeszcze bardziej Tomka. Niby z niego taki drań szczery do bólu, typ z pod ciemnej gwiazdy, ale tak naprawdę jest wrażliwym i dobrym chłopakiem. Pomimo niewątpliwego rozwoju akcji dalej zachowuje swoją tajemniczość, przez co jest jeszcze bardziej interesujący. Powoli zaczyna się "otwierać" przed Julią i mówiąc szczerze, bardzo ciekawi mnie, jak dalej potoczą się ich losy wink. Poza tym uwielbiam ich wspólne rozmowy, bo są takie nie wydumane i naturalne. Na przykład ten krótki dialog:

- Cham! – rzuciłam pod nosem.
- Idiotka! – odwzajemnił atak.

Uwielbiam takie ostre wymiany zdań big_smile.
Kończąc swój nieskładny komentarz, cierpliwie czekam na kolejny rozdział.


"W życiu można zastąpić kolegę, ale nie przyjaciela..." - Cobra 11
BMW - Bądź Marce Wierny
"Jak mawiał filozof Jagger: Nie zawsze możesz dostać to, czego chcesz” - House M.D.
BMW E39 serii 5 - samochód na piątkę!

Offline

 

#24 2010-04-26 19:27:10

ella90
Najwierniejsza Fanka Lwiątka
Od: Tychy
Zarejestrowany: 2009-12-26
Posty: 2421

Re: Poprzez ciernie do gwiazd.

Napisałam ten fragment jakiś czas temu. Szczerze? Nie jestem zadowolona, ale nic na to nie poradzę. To były wczesne początki mojej twórczości tongue
Dzieło, do którego tak dawno nie zaglądałam big_smile

Rozdział 5.

Po chwili spoczęliśmy na jednej z gałęzi. Była na tyle gruba, że spokojnie mogłam na niej usiąść bez obaw, że spadnę w dół. Przytuliłam się do pnia drzewa najmocniej, jak tylko potrafiłam. Marcin patrzył na mnie z rozbawieniem – Możesz usiąść spokojnie? - spytał. – Jeśli zaczniesz spadać, złapie cię.
- Piękne dzięki. – Jęknęłam. W końcu, po upływie kilku minut puściłam się kurczowo trzymanego przeze mnie pnia.
Nie było wysoko, ale wszystko wyglądało z góry tak pięknie. Gdybym weszła jeszcze wyżej mogłabym dostrzec wszystko. Czułam się dziwnie. Gdy siedziałam w objęciach Marcina, czułam się panią Świata. Tak jakby los świata  leżał w moich rękach.
- I jak ci się podoba? - Spytał śmiejąc się lekko widząc wyraz mojej przerażonej twarzy. Trzymałam się go mimo wszystko jak najmocniej, obawiając się, że mogłabym przypadkiem spaść. Nie mogłam z siebie wydusić, ani słowa. Głośno przełknęłam ślinę. - Boisz się? - Spytał po chwili.
- Trochę – odpowiedziałam, gdyż nie było sensu zgrywać odważnej, przyznałam się bez bicia.
- Nic ci się nie stanie. Obiecuję! - zapewnił troskliwie.
Przez moment siedzieliśmy w milczeniu podziwiając piękno niebieściutkiego nieba. Nie było na nim żadnego obłoczka, a słońce wciąż mocno przygrzewało. Zazwyczaj w oddali można było usłyszeć świergot ptaków, który brzmiał tak idealnie. Kiedy zamknęło się oczy, miałam wrażenie, że jestem ponad światem. Nie było tam żadnych trosk, problemów, nieporozumień, a ludzie byli dla siebie serdeczni. Wszystko zniknęło, pojawił się pokój. Ach, słodka bzdura, pomyślałam, zerkając na mojego chłopaka.
Miał duże niebieskie oczy i jasne, krótkie włosy. Blond podchodził pod jasny brąz, ale zawsze mówiono, że jest blondynem i tak się przyjęło. Był blondynem. Moim blondynem.  Zawsze lubiłam bawić się jego włosami. Mierzwić, czochrać, cokolwiek. Byleby, był przy mnie.
Ta umowna cisza nie trwała jednak zbyt długo.
- Julia? – westchnął. - Czy ty czegoś Mi nie mówisz? – Przyjrzał Mi się dokładniej. Miał smutne oczy i nie wiedziałam co jest przyczyną jego smutku.
- O co Ci chodzi? – Oparłam swoją głowę na jego prawym ramieniu. Odruchowo zesztywniał, niemalże odsuwając się ode mnie.
- Kochasz Mnie? – Burknął pod nosem, spoglądając na mnie. – Z dnia na dzień coraz bardziej utwierdzam się w tym, że nic już nie czujesz.
Nie było w tym krzty romantyczności. Jego spojrzenie było chłodne, niczym ostry sopel lodu, który przebił moje gorące serce, które biło jedynie dla Niego. Nigdy nie był taki obojętny, jak dziś. Nigdy nie musiałam zapewniać go o swoich uczuciach. Nigdy, aż do tej chwili.
- Wiem, że znamy się długo, ale chciałbym, żebyś była wobec mnie szczera. - Wykrzywił wargi tak, że powstał uśmiech. Jednak był on wymuszony i słaby. Czułam to. - Aż do bólu. – dodał poważnie. Ból sprawiałeś mi ty, swoim mroźnym spojrzeniem i słowami, od których biła obojętność, chciałam odpowiedzieć, ale nie uczyniłam tego.
Zaczynałam się bać i wertować w pamięci każde ważniejsze wydarzenie z tego i ubiegłego tygodnia. Szkoła, dom, kłótnia z matką, przelotnie spotkanie z ojcem, którego nie znoszę. Och, na pewno nie o to chodzi mojemu chłopakowi.  Więc o co?
- Jestem szczera. – Wyszeptałam niepewnie.
- Więc, nie skłamiesz, jeśli powiesz, że nic nie łączy Cię z Patrykiem?
- Patrykiem? – Zawtórowałam Mu.
- Tak. Twoim sąsiadem.
- Chyba żartujesz. – Podniosłam wzrok. – To tylko sąsiad. Nic więcej.
- Więc?
- Więc? – Powtórzyłam za nim, uśmiechając się głupio.
- Słyszałem, że spotykasz się również z nim. To prawda?
- Marcin. – Wymamrotałam. – Kocham cię, naprawdę. Nie chcę widzieć twojego zachwiania emocjonalnego. – Wyznałam szczerze. - Nie chcę, abyś myślał, że cię nie kocham, bo to nieprawda. Kocham cię, jak nikogo innego i nie chcę, abyś twierdził, że spotykam się z innymi. Jeśli masz zamiar wierzyć w każdą plotkę, jaką usłyszysz od swoich kumpli, to może zakończmy to od razu? Co? Nie masz do mnie zaufania?
Odsunęłam się od niego, po czym złapałam za pień równie mocno, jak przed kilkoma minutami, gdy wspinałam się na drzewo.  Zeskoczyłam z niego tak niezgrabnie, że wywróciłam się, potykając o własne nogi. Upadek  nie był niczym przyjemnym. Usłyszałam trzask kości. Z trudem podniosłam się, sycząc z bólu. Kostka w lewej nodze bolała mnie niemiłosiernie. Miałam nadzieję, że doczołgam się szybko do domu. Muszę natychmiast obłożyć ją lodem.
- To nie tak! – krzyknął za mną.
- A jak? – odwróciłam się gwałtownie, odczuwając jeszcze dotkliwiej ból w kostce. – Jesteś jedynym chłopakiem, którego kocham. Do tej chwili byłam szczęśliwa. Ale takimi pytaniami sprawiasz, że czuję się źle. Nie kocham cię? Zdradzam cię? – Wyszlochałam bez łez. – Jeśli tak sądzisz, to jesteś po prostu głupi. Nie jesteś wart tego uczucia, jakim Cię darzę.
- Poczekaj! – krzyknął.
- Nie mam zamiaru – odpowiedziałam na tyle głośno, na ile w tej chwili potrafiłam. Otarłam łzy, spływające na moich policzkach. – Nie mam nic więcej do dodania. – Dodałam po chwili, ale on już tego nie słyszał. To był koniec.
Pod drzwiami poprawiłam włosy i nacisnęłam dzwonek. Nikt nie otwierał.
Tym lepiej - pomyślałam, otwierając drzwi. W przedpokoju stanęłam przed lustrem i zamarłam. Wyglądałam strasznie. Na spodniach miałam jakieś dziwne brązowo zielonkawe plamy, z bluzki zwisały kawałki kory i liści. Oczy miałam zapuchnięte od płaczu. Usta również, bo jakoś tak jest, że gdy płaczę, to puchną mi usta. O włosach nawet nie wspomnę.
- Wyglądasz przerażająco - powiedziałam do swojego odbicia z obrzydzeniem. Odniosłam wrażenie, że ono się ze mną zgodziło.
Wyglądałam naprawdę okropnie.
Gdy miałam dość swojego odbicia, udałam się prosto do łazienki. Szybka kąpiel, jeszcze przed powrotem matki i Janka, bardzo Mi się przyda...
Wykąpana, uczesana i ubrana weszłam do kuchni. Przy stoliku siedział Marcin i wpatrywał się we mnie swoimi dużymi niebieskimi oczyma.
- Przepraszam. – Podbiegł, obejmując mnie. – Jestem kretynem.
- Nie ściskaj mnie tak. – Odrzekłam surowo. – To nie sprawi, że poczuję się lepiej.
- Wybacz. – Pocałował mnie w policzek swoimi ciepłymi wargami. Nie odsunął się jednak. Czułam na swojej szyi jego ciepły oddech. – Przepraszam, że Ci nie wierzyłem.
- Coś się zmieniło? – Odsunęłam się, po czym zmierzyłam go spojrzeniem pełnym odrazy. Och, jeśli myśli, że tak łatwo Mu wybaczę to jest w wielkim błędzie. To on zaczął ten dziwny temat i to on powinien się tłumaczyć. Nie powinno dojść do tej wymiany zdań.
- Przepraszam. – Wyszeptał do ucha. – Już nigdy więcej nie zwątpię. – Dodał po chwili. Uśmiechnęłam się. Teraz było mi naprawdę dobrze i mogłabym trwać w jego objęciach wieczność. Czułam na szyi jego ciepły oddech, który nieznacznie przyspieszył. Jego obecność uspokoiła moje nerwy i gdybym ponownie mogła spojrzeć w lustro na pewno nie myślałabym o sobie tak źle, jak przed momentem. To, że mam długie proste włosy, wystające obojczyki, kościste łopatki nie musiało od razu mnie skreślać. Nie byłam idealna.
To był wyjątkowy kwietniowy wieczór i mimo, że popołudnie zapowiadało się tak źle, nie cofnęłabym czasu. Marcin, jeśli czymś podpadnie, potrafi szybko wybrnąć z sytuacji. Lubię, gdy mnie przeprasza. Czuję się wtedy wyjątkowa i wiem, że mimo kłótni i niepowodzeń, kocha mnie tak samo jak ja jego. To nie była pierwsza nasza kłótnia i wiem, że kolejne będą prostsze. To co trudne, już za nami. Z dnia na dzień, z miesiąca na miesiąc, z roku na rok; wiem, że wszystko  będzie dobrze.
W końcu zdobyliśmy się na poważną rozmowę dotyczącą naszych pierwszych wakacji, odkąd jesteśmy razem i już teraz wiem, że ten tydzień będzie czymś cudownym. Czas, który spędzimy wspólnie będzie czasem dobrym i bezpiecznym. Nic złego się nie stanie. Nic, co mogłoby Nas poróżnić. Już ja o to zadbam, uśmiechnęłam się w duchu.
- W końcu nauczę cię pływać. – Zaśmiał się, dając mi kuksańca w bok. – Chyba, że będziesz się wyrywać, to od razu cię utopię.
- Bardzo śmieszne. – Podsumowałam. – Sam nie dasz sobie z tym rady.
- Poprosić ratowników, aby wrzucili cię do wody? – uśmiechnął się. – Naprawdę cieszę się na ten wyjazd.
Przytuliłam się do Niego, wpatrując się w płonący ogień w kominku. Było mi tak ciepło i tak dobrze, że sprzyjało to snu. Byłam wykończona, ale nie chciałam tracić żadnej z chwil, spędzonych obok Niego.
Zaczęłam myśleć o tym co się wydarzy w ciągu tych siedmiu dni. Mamy jechać do Gdańska, zatrzymać się u ciotki Marcina i spędzić kilka dni w atmosferze  spokoju i miłości.
Och, jak bardzo chciałabym już tam być, pomyślałam kątem oka zerkając na swojego ukochanego chłopaka. Czułam, że to będzie wyjątkowy czas, pełen wrażeń. Lato, którego nigdy nie zapomnę.
W końcu wykończona, zasnęłam. Marcin głaskał mnie po włosach, co jeszcze bardziej pogrążyło mnie we śnie. Poczułam, gdy wstał, wziął mnie na ręce, po czym ruszył w stronę mojego pokoju. Chyba zdawał sobie sprawę, że matka jest blisko i z pewnością nie byłaby zadowolona jego widokiem. Nie wiem dlaczego, ale nigdy go nie polubiła. Znała go od chwili, gdy jego rodzina zamieszkała w sąsiedztwie i od tego czasu była na nich szczególnie wyczulona. Nic  się jej nie podobało. Jego rodzina była zawsze za towarzyska, za biedna, za głośna. Tak zwykle miała w zwyczaju o niej mówić. Byli inni od nas i za każdym razem, gdy wspominałam jej, że spotykam się danego popołudnia z Marcinem bladła, mówiąc, żebym na siebie uważała. Uświadamiała mnie od dzieciństwa, że chłopcy różnią się od dziewczynek i mają inne priorytety. Ładna i bogata dziewczynka to dar. A ja podobno taka byłam i miałam chronić to, co najważniejsze.
Tak, na początku myślałam, że ma rację i przez kilka tygodni unikałam Marcina jak ognia, ale gdy stwierdziłam, że mam tego dosyć sama do niego poszłam pewnego styczniowego wieczoru. Tak wszystko się zmieniło. Zaczęła się przyjaźń. 
i wiedziałam już, że był dla mnie kimś wyjątkowym.  Trudno było przyznać, że żywi do mnie te wzniosłe uczucie, jakim była miłość.
Zawsze był moim sąsiadem od zawsze i zadowalał się moim towarzystwem, chłonął
z niego wszystko jak gąbka, ale nigdy niczego nie wymuszał. Był po prostu przyjacielem i wiedział o tym.
Czternasty lutego. Dzień Zakochanych, a jednocześnie początek ferii zimowych.
Tego popołudnia żegnał się ze mną. Wyjeżdżał. On był pewny, że na zawsze. A ja w głębi duszy tego nie chciałam.
Patrzył na mnie swoimi dużymi oczami. Zagryzał nerwowo wargę, a jednocześnie zerkał na peron. Tysiąc razy upewniał się czy przypadkiem nie musi się już żegnać i wbiegać z bagażem do pociągu. 
- Przecież jedziesz tam tylko na ferie. – Upewniałam się, ale on jedynie wzruszał ramionami. Był niepewny, przerażony wizją, że mogłoby się coś nie powieść w związku z odwiedzinami. Nigdy nie dowiedziałam się o kogo chodziło. Zawsze skrywał to w sobie i gdy pytałam, po prostu mnie zbywał. – A nawet jeśli na zawsze, to mam nadzieję, że będziesz odwiedzał rodziców. I mnie. Jeśli zechcesz.
- Jasne. – Przytaknął, dotykając niby przypadkiem mojej dłoni. – Zawsze będę o tobie pamiętał.
Uśmiechnęłam się przez łzy, które zdążyły się nazbierać w oczach, gdy na niego nie patrzyłam.
– Będzie mi Ciebie brakowało. Zawsze byłeś dla mnie, jak starszy brat…
- Brat? – wytrzeszczył oczy wyraźnie niezadowolony.
Skinęłam głową. Zdążyłam wychwycić jak bardzo zawiodło go moje stwierdzenie. Nigdy nie chciał być moim bratem.
- Ale to nie możliwe. Nie mamy takiej samej krwi, tych samych rodziców. Nie mieszkamy w tym samym domu. – Ścisnął moją dłoń nerwowo. – Co? – Podniosłam głos zaskoczona.
- Mój pociąg. – Wskazał ręką.
- Wrócisz?
Zignorował moje pytanie.
-  A kim mógłbym być dla Ciebie prócz starszym bratem? – Mruknął, łapiąc mnie ponownie za rękę. – Bo ta rola mi nie odpowiada. – Otarł dłonią moje łzy. A niech to szlak! Kompletnie się rozkleiłam. Łzy toczyły się wolnym tempem po policzkach.
- Co masz na myśli? – Szlochałam, gdy objął swą dłonią moją twarz. Zupełnie bezskutecznie, gdyż łzy płynęły dalej. Widząc to, przytulił mnie do siebie.
- Tak bardzo cię kocham, skarbie. – Wyszeptał w moje włosy. Wdychał zapach szamponu. Rumiankowy.  – Jesteś dla Mnie wszystkim. - Powiedział oddalając się znacznie od mojej twarzy. Chciałam zatrzymać go, ale na próżno. Wbiegł speszony do pociągu i nawet nie spojrzał przez uchyloną szybę, mimo że przy niej właśnie usiadł.
Widziałam, jak ludzie płakali przy rozstaniach. Machali chusteczkami, głośno szlochali. Wołali i wpatrywali się w odjeżdżających.
Ja tępo wpatrywałam się w okno, przy którym siedział i błagałam, by spojrzał. Chciałam zobaczyć, jak wygląda. Czy żartował? Nie wyglądał na żartownisia. Wybuchnąłby śmiechem, zacząłby zaprzeczać…  A jeśli to prawda? Kocha mnie, a jednocześnie ucieka od tej miłości wymigując się wyjazdem? Chrzanić Go!
Zdenerwowana wybiegłam z dworca. Wróciłam do domu biegiem. Starałam się być twarda, ale ta mała kartka, którą znalazłam na szafce w przedpokoju mnie rozczuliła.
„Kocham Cię. Już na zawsze. M” – odczytałam zawartość karteczki.
Dziwnie się z tym czułam. Podrzucił kartkę, wyznał mi miłość i jednocześnie zostawił… Czy nie liczył się też ze mną w tamtym momencie? Z moimi uczuciami?
Czy wszystko musiało się tak spieprzyć? Wszystko nagle zrobiło się takie jasne. Dlaczego nie dostrzegłam wcześniej faktu, że on mnie kocha? Czy byłam, aż tak zaślepiona, że nie zauważyłam jak stajemy się dla siebie coraz bliżsi?
Natychmiast komórka z wybranym numerem jego telefonu pojawiła się w mojej dłoni. Odczekałam trzy długie sygnały, po czym usłyszałam jego zachrypnięty głos. Dość długo szukał komórki. Zapewne była na spodzie torby. – Zaśmiałam się w duchu. Nie był zaskoczony, kim był jego rozmówcą. Był jedynie zaskoczony, że dzwonie tak szybko. Minęło zaledwie kilkanaście minut.
- Julka?
- Tak. To ja. – Wymruczałam w słuchawce. – Czy jesteś tego pewien?
- Ale czego konkretnie?
- No wiesz… To co napisałeś w kartce… I to, o czym mówiłeś na dworcu.
Nastało długie milczenie. Już chciałam zapytać, czy jest po drugiej stronie, ale wreszcie się odezwał.
- Tak.
Krótko i na temat. Marcin zawsze był konkretnym człowiekiem. Nigdy nie owijał w bawełnę i za to go lubiłam. Był szczery i wiedziałam, że to, co mi doradzi jest naprawdę dobrym rozwiązaniem. Wzięłam głębszy haust powietrza, który wypuściłam, gdy usłyszałam jakiś dziwny odgłos w słuchawce. Męski krzyk?
- Czy dzwonię nie w porę?
- Nie. Nie. – Roześmiał się. Słyszałam, jak podnosi się z miejsca, a potem trzaska drzwi przedziału. - Po prostu ktoś chce zasnąć, a ja na złość tej osobie rozmawiam z tobą. Ale już jest dobrze. Wyszedłem. Możemy, więc kontynuować.
- A więc…
- Nie wierzysz mi?
- Nie wiem. Sama nie wiem.
- Nie chciałem, aby zabrzmiało to fałszywie. Jak żart. Bo na pewno tak pomyślałaś, gdy wbiegłem pośpiesznie do pociągu.  Zachowałem się głupio. Powiedz coś. - Wyrzucił z siebie jak armata.
- Tęsknię  za tobą. – Wyszeptałam zgodnie z prawdą. Nigdy wcześniej nie czułam się w ten sposób. Nie miałam dotąd okazji, by powiedzieć, że kogoś mi brakuje. Nigdy nie tęskniłam za ojcem i dalej nie tęsknie. Zostawił Nas. Za nikim nie tęskniłam tak, jak za Marcinem.
- Mam wrażenie, że zabrałeś ze sobą połowę mnie. – Dodałam po chwili.
- Wiem, Julka. Dobrze rozumiem, co czujesz.
- To przyjedź po nią. - Podkusiłam go.
- Przyjadę, gdy tylko będę mógł. Ale najpierw muszę załatwić swoje sprawy.
- Mam nadzieję, że wrócisz szybko.
- Wiem. Ja też mam taką nadzieję. - Wyszeptał.


Mamusie:Króweczka, P@ulink@ Moje siostrzyczki to Jagodzianka i Noelka i Vivienn big_smile <3<3 PBWBT
Skrywane namiętności/ Inna historia pewnej miłości / Listy /

Offline

 

#25 2010-04-26 20:54:00

brzydulomaniaczka
Przyjaciułka SteFy
Od: Gdzieś w lubelskim...
Zarejestrowany: 2009-04-04
Posty: 10576
Serwis

Re: Poprzez ciernie do gwiazd.

Aaaaa! Myślałam, że nie doczekam się nowego rozdziału, a tu taka niespodzianka! Podoba mi się ta retrospekcja, ale mam pewne zastrzeżenia do Marcina... Niby taki idealny, ale chyba trochę zbyt zazdrosny... Tak, coś z nim nie tak.
Mam dziwne przeczucie, że na tym wyjeździe coś się stanie (a właściwie stało)...
Pozdrawiam i rzondam nexta, Irka.


Kocham wszystkie swoje siostrzyczki forómowe: Aduśka, Apollina, Claudia, Króweczka, Libby, Mel, Pszczoła, Struś.
Mój facet to Miron Lipski heart    iris
Kocham swój wieczny avek <3

Offline

 

#26 2010-06-28 22:09:52

ella90
Najwierniejsza Fanka Lwiątka
Od: Tychy
Zarejestrowany: 2009-12-26
Posty: 2421

Re: Poprzez ciernie do gwiazd.

Dawno tu nie zaglądałam big_smile Postanowiłam dodać część kolejną, aby zakończyć sprawę 5 rozdziału wink Następny wkrótce. Jest to oczywiście retrospekcja, co podkreśla pochylona czcionka big_smile

[Tomek]

Zacisnąłem dłonie w pięści. Trzasnęła gałązka, którą nerwowo obracałem w palcach – rozpadła się na drobne drzazgi. Sfrustrowany otrzepałem dłonie, rzucając wiązankę przekleństw pod nosem. Spojrzałem raz jeszcze na dziewczynę stojącą obok mnie. Opierała się o drzewo i nie patrzyła już na mnie.
- Jesteś tego pewna? – wymamrotałem pod nosem.
Była piękna i seksowna. Miała na sobie krótki, różowy top i spódniczkę w identycznym kolorze. Wyglądała olśniewająco. Jej długie, proste blond włosy spływały po jej  ramionach i karku, jasnozielone oczy były trochę nieprzytomne, a opalona skóra błyszczała. Tak, była idealna dla faceta takiego, jak ja. Zawsze moimi partnerkami były długonogie blondynki, odziane w kuse ciuszki, którymi to zwykle prowokowały.
Z trudem mogłem uwierzyć w to, że nie jest już moja. Spojrzenie jakim mnie obrzuciła było spojrzeniem pełnym pogardy, obrzydzenia i nienawiści. Rozumiałem czemu tak na mnie patrzyła, ale mimo wszystko myślałem, że nigdy do tego nie dojdzie. Męska, szowinistyczna świnia. Egoista. Dupek, myślący tylko o sobie, mimo że sam o tym nie myślałem w ten sposób. Och, tak. To właśnie prawda o mnie.
To kim byłem nie było dla mnie większym zaskoczeniem. Byłem potworem, który niszczy wszystko i wszystkich wokół. Kto poznał mnie wystarczająco dobrze, od razu się ode mnie odsuwał. Byłem jak zaraza, która przenosi się drogą kropelkową.
Westchnąłem. Tak chciałbym móc ją po prostu objąć, zanurzyć twarz w jej włosach… potwór we mnie uśmiechnął się na myśl o jej zapachu. Stłumiłem go w sobie, ukryłem głęboko we własnej świadomości i kazałem mu zamilknąć – najlepiej na wieki. Schowałem twarz w dłoniach. Byłem tym już zmęczony.
- Zrozum. Nie możemy być razem. – Usłyszałem jej szept. Zagryzłem wargę, ciskając pięść w drzewo. – Jesteś potworem. – mruknęła.
- Wiem. – spojrzałem na nią. – Ale taki się już urodziłem. – uśmiechnąłem się szyderczo.
- Wiem, że w naszej znajomości chodziło tylko o seks, ale mimo to mam prośbę. Nie mów nikomu, że kiedykolwiek rozmawialiśmy. Jesteś dla mnie nikim. Jesteś pomyłką.
    Na wspomnienie seksu z Julią, bo tak jej było na imię poczułem zimne dreszcze na moim ciele. Seks z nią był czymś nadzwyczajnym i mimo, że wiedziałem, że nie jestem tym jedynym, z którym wyprawia te wszystkie cudowne rzeczy, chciałem tego więcej.
Jej obecność była czymś wyjątkowo dobrym, ale gdy zaczynała mnie obrażać czułem się jak prawdziwy śmieć. W oczach jej i innych, którzy o niczym nie wiedzieli. Teraz, gdy jej słuchałem poczułem się przez nią po raz kolejny, jak czarna dziura, która pochłania wszystko i wszystkich. Byłem kimś, z kim nie powinno się przebywać.
- Żartujesz, prawda?
Zaprzeczyła szybko.
- Nigdy nie wystawie swojej osoby na poniżenie. – powiedziałem. - Ujawnienie prawdy o tym co nas łączyło, zniszczyłoby mnie.
- Już jesteś wrakiem. – podsumowała. – Zawsze nim byłeś.
- Nic o mnie nie wiesz. – wykrztusiłem z siebie, spluwając z obrzydzeniem. – Nigdy nie zmienisz tego, kim jesteś. Nawet jeśli będziesz tego bardzo chciała. Już na zawsze nią pozostaniesz. – burknąłem poirytowany i ostatecznie mając Jej serdecznie dosyć, ruszyłem w stronę samochodu, który stał nieopodal.
- Zamierzasz mnie tu tak zostawić? – pisnęła oburzona.
- Poradzisz sobie. – wsiadłem do samochodu. – Jest kwiecień, słońce świeci, a twoje ciuszki z pewnością kogoś przyciągną. Na pewno ktoś w końcu się zatrzyma i będziesz mogła się wykazać. – uśmiechnąłem się ironicznie, pocieszając Ją. Posłała mi jeden ze swoich groźnych uśmieszków, po czym odwróciła się i zaczęła stąpać po błotnistej ziemi, wykrzykując, że jeszcze tego pożałuje.
Czemu akurat chciała spotkać się ze mną w lesie? Tak robią przeważnie prostytutki, a jej do tego na pewno nie było daleko.
Szczerze mówiąc dziwiłem się sobie, że wytrzymałem z nią tak długi czas. Rok to bardzo długi okres czasu i gdyby ktoś w przeszłości powiedziałby, że będę chodził potajemnie z najlepszą laską w mieście, wyśmiałbym go. 
Julia nigdy nie była w moim typie, a mimo to kurczowo się jej trzymałem. W jakim celu? Dla kilku minut wspaniałego seksu? Nie. Ona dawała mi czas, w którym nie myślałem o przeszłości. Bolesne wspomnienia odsuwały się na dalszy tor. Myślenie o przeszłości było czymś najgorszym w moim życiu. Rozpamiętywanie jej, bolało i zaczynałem wtedy obwiniać samego siebie za to co mnie spotkało. Życie wcale nie jest proste, tak jak zapewniają psychologowie. Nie wystarczy kierować się złotymi radami, tak aby osiągnąć sukces. Nie wystarczy podporządkowywać się zasadom. Jesteś uczciwy, więc wiedzie ci się dobrze? Bzdura. W momentach, gdy byłem szczery i biła ode mnie prawdziwość zostałem oszukany. Gdy kochałem prawdziwie, otrzymywałem za to ból i cierpienie, a gdy zmieniłem się życie nagle stało się inne. Lepsze? Nie sądzę.


Mamusie:Króweczka, P@ulink@ Moje siostrzyczki to Jagodzianka i Noelka i Vivienn big_smile <3<3 PBWBT
Skrywane namiętności/ Inna historia pewnej miłości / Listy /

Offline

 

Stopka forum

Powered by PunBB© Copyright 2002–2018 PunBB
statystyka