BrzydULA - jedyne forum fanów serialu

Forum dyskusyjne miłośników serialu "BrzydULA"

Nie jesteś zalogowany.

#11 2010-08-26 22:56:41

MrocznyZelek9
Drugie oczy Uli
Od: okolice Bielska-Białej
Zarejestrowany: 2010-07-04
Posty: 266
Serwis

Re: Śmierć...czy ją akceptujesz???

Śmierć to trudna do opisania sprawa. Dużo sie o niej mówi, a tak naprawdę nie wiemy o niej nic. Najlepszym źródłem informacji o śmierci jest tzw. śmierć kliniczna. Tylko na jej podstawie możemy cokolwiek powiedzieć. Śmierci nie da się zaakceptować ale trzeba żyć ze świadomością że ona nadejdzie.Ja osobiście często o śmierci nie myślę, ale patrząc na to co dzieje się przez ostatnie kilka lat na świecie, mam tutaj na myśli coraz więcej katastrof samolotowych i róznego rodzaju kataklizmów, trudno jest nie myśleć o śmierci i przemijaniu.


i spokojnie ciągle Ty...

Offline

 

2010-08-26 22:56:41

Cindy
Najlepsza doradczyni na forum

#12 2010-08-27 09:37:08

storczyk
Rysiowiańczyk
Od: "Karaina" Czarów
Zarejestrowany: 2010-02-11
Posty: 1187

Re: Śmierć...czy ją akceptujesz???

Pamiętam, taką scenę gdy na pogrzebie Grześka w kościele dostałam drgawek z nerwów. patrzyłam na tą trumnę i widziałam nas bawiących się całe dzieciństwo, jak mnie straszył wieczorami, jak w lany poniedziałek lądowałam w stawie, jego śmiech i oczy...Patrzyłam na tą trumnę i słyszałam jego głos...Zderzenie tych dwóch rzeczy : wspomnień i rzeczywistości było nie do ogarnięcia. Jeszcze jedno pamiętam, w pogrzeb cały czas padał śnieg, było okropnie. Wyszliśmy na cmentarz i w chwili opuszczania trumny do grobu zaświeciło słońce...
Gdy idę na cmentarz widzę jak z pomnika uśmiecha się do mnie mój Grześ - taki jak go pamiętam, w tej koszmarnej koszuli i ciężko mi uwierzyć, że minęło 12 lat...Patrzę na niego i zastanawiam się jakby było gdyby żył.
Nie wiem co jest gorsze - nagła śmierć kogoś bliskiego czy po ciężkiej chorobie?Przeżyłam to i to i ból jest wszechobecny. Ale gorzej jest chyba patrzeć na cierpienie drugiego człowieka, czuć niemoc i bezradność i każdy poranek jest znakiem zapytania - czy może to już dzisiaj?
Wierzę w to, że moi bliscy, tam w niebie opiekują się mną

Żelek ty jesteś z Bielska?

Ostatnio edytowany przez storczyk (2010-08-27 10:26:48)


"Spróbuj po prostu żyć. Rozpamiętywanie jest zajęciem starców."
                                 Paulo Coelho
Zakon Sióstr Jawnogrzesznic Pod Wezwaniem Od Tyłu lx

Offline

 

#13 2010-08-28 18:12:05

Andrea
Przyjaciel Brzyduli
Od: Blachownia
Zarejestrowany: 2009-10-30
Posty: 104

Re: Śmierć...czy ją akceptujesz???

Osobiście mam to wielkie szczęście, że nikt ważny z mojej rodziny z kim byłabym bardzo związana nie odszedł. Nie znam uczucia jakie ogarnia człowieka po stracie najbliższej osoby, ale naprawdę nie potrafię sobie tego wyobrazić i co więcej, przeraża mnie ta myśl. Naprawdę nie wyobrażam sobie tej pustki, jaka pozostaje w sercu i umyśle oraz tego, w jaki sposób normalnie powrócić do codzienności. Dlatego staram się o tym nie myśleć, cieszyć się każdą chwilą spędzoną w gronie najbliższych i pamiętać wszystkie dobre chwile. Przerażają mnie głupie żarty dziadków albo taty "Jak dożyję do następnego roku...". Kiedyś nie myślałam o tym, pewnie z racji wieku. Teraz lubię czasem porozmyślać o życiu, poważnych sprawach i to właśnie śmierć jest jednym z tych tematów, których podobnie jak wszyscy nie potrafię pojąć. Zawsze w myślach zadaje sobie jedno pytanie "Dlaczego?" i nigdy nie uzyskuję na nie odpowiedzi. Pomimo świadomości, że śmierć każdego z nas jest nieunikniona, nikt nie potrafi się z nią pogodzić i ja również.

Waris napisał:

Z mojej strony mogę powiedzieć, że boli to nie mniej niż strata 'ludzkiego' członka rodziny. Gdy umarł mój pierwszy królik, przez miesiąc mnie nie było. Miałam wtedy różne myśli... W każdym razie, moi rodzice porządnie się o mnie martwili i ja to widziałam. To, co wtedy czułam jest nie do opisania. Dopiero po miesiącu jakoś zaczęłam się podnosić. Zajęło mi to pół roku. Rany się zagoiły - wielka blizna pozostała.
(...)
Wiem jednak, że nie każdy tak emocjonalnie do tego podchodzi. Jak pisałam - zależy od człowieka. Dla mnie mój królik to członek rodziny - dla innych głupi gryzoń (który notabene gryzoniem nie jest wink).

Waris, doskonale znam to uczucie i rozumiem cię doskonale. Kiedy byłam w pierwszej klasie podstawówki, nagle zachorował mój ukochany owczarek niemiecki Aris. To były najgorsze dni mojego życia, kiedy wypłakiwała oczy na widok jego smutnego, zmęczonego spojrzenia. Bezapelacyjnie, kochałam tego psa. Był moim pierwszym przyjacielem, jakiego miałam w życiu. To był członek rodziny, ważny tak samo, jak wszyscy. Kiedy było z nim lepiej za namową rodziców wyjechałam do babci, a na drugi dzień dowiedziałam się, że odszedł. Bez wątpienia był to najgorszy czas w moim życiu. Widok jakiegokolwiek kundelka na ulicy doprowadzał mnie do płaczu. Choć był Spajki i Kaśka, to tęskniłam za Aris'em. Co więcej, po tych wielu latach nadal czasem mi go brakuję. Każdą śmierć któregoś z moich pupili przeżywałam równie mocno, jak tamtą. Spajki, królik Kasia, chomiki Perełka i Kruszynka, psy moich dziadków, aż w końcu półtora roku temu moja najdroższa Szakira. Choć od tamtego czasu mam nowego czworonoga, to nadal za nią tęsknie. Ten kaukaz był częścią mojego życia, nie da się jej zastąpić od tak po prostu. To nie jest rzecz, stary mebel na którego miejsce wstawiamy nowy. Nie można mówić, że to boli mniej tylko dlatego "że to durny zwierzak, tylko czworonożny futrzak". Dla niektórych ludzi, to nie "tylko" jakiś zwierzak, lecz "aż" przyjaciel.

Ostatnio edytowany przez Andrea (2010-08-28 18:14:46)


"W życiu można zastąpić kolegę, ale nie przyjaciela..." - Cobra 11
BMW - Bądź Marce Wierny
"Jak mawiał filozof Jagger: Nie zawsze możesz dostać to, czego chcesz” - House M.D.
BMW E39 serii 5 - samochód na piątkę!

Offline

 

#14 2010-08-28 18:43:47

meaaem
Prawie jak Papuka
Od: W/Ł
Zarejestrowany: 2010-01-28
Posty: 6125

Re: Śmierć...czy ją akceptujesz???

Chciałabym opowiedzieć Wam o wydarzeniu, które odcisnęło ogromne piętno na moim życiu i do dzisiaj odczuwam skutki.

Jako małe dziecko mieszkałam z rodzicami i dziadkami (rodzicami mojej mamy). Mój ojciec prowadził firmę budowlano-remontową i bardzo często wyjeżdżał do Niemiec. Strasznie to przeżywałam, ale to były takie czasy, że tato musiał. W pewien sposób zastępował mi go dziadziuś (nie umiem pisać o nim 'dziadek'). Nie będę się tu rozpisywać jak bardzo byłam z nim zżyta - musicie mi uwierzyć na słowo. Był dla mnie autorytetem i z dzisiejszej perspektywy wiem jak wtedy czułam to, że on mnie kocha. Do chwili obecnej nie czuję takiej zażyłości z babcią. Nie pamiętam zachowań babci z mojego dzieciństwa, tak jak jego.

Będąc w trzeciej klasie szkoły podstawowej często chorowałam i pewnego listopadowego dnia siedziałam w domu walcząc z przeziębieniem. Pamiętam, że czekałam na koleżankę, która miała mi przynieść zeszyty z lekcjami. Traf chciał, że nie przyszła, za to z lasu wreszcie wrócił dziadziuś, który uwielbiał rowerowe i piesze wycieczki na łonie natury. Często wybierał się tam w godzinach porannych i zawsze wracał na obiad. Tego dnia bardzo długo go na niego czekałyśmy z mamą i babcią. Po zjedzeniu posiłku położył się na łóżku, które stało niedaleko mnie bawiącej się wtedy klockami na podłodze.

A potem pamiętam tylko swój krzyk, kiedy osunął się na nią. To co działo się dalej zachowam dla siebie, ale wszystko jakby toczyło się poza mną. Po chwili długiej niczym wieczność pogotowie przyjechało, a po krótkiej reanimacji dowiedziałyśmy się, że dziadziusia serce już nigdy nie będzie biło.

Pamiętam jeszcze tylko fragment pogrzebu i te komentarze później, że mój szloch było słychać chyba w całym mieście.

Rany się niby zabliźniają, ale blizny zawsze już będą.

Tak, ja wiem, że na każdego przyjdzie kiedyś pora, że śmierć jest czymś nieuchronnym. I ten koniec trzeba akceptować, ale niezawsze można się z tym pogodzić.

Ostatnio edytowany przez meaaem (2010-08-28 18:47:17)


...Czasami czuję się jak marna słaba trzcina,
Którą z łatwością zimny wiatr jak chce wygina.
Czasami tracę wiarę we wszystko co robię,
Złe zdanie mam o ludziach, fatalne o sobie...

Offline

 

#15 2010-08-28 20:53:52

MEG1984
Prawie jak Papuka
Od: zachodniopomorskie
Zarejestrowany: 2009-12-02
Posty: 6290

Re: Śmierć...czy ją akceptujesz???

Mea to przeżycie musiało być dla Ciebie straszne. Nie dość, że całkiem niespodziewanie odszedł człowiek bardzo Ci bliski, to jeszcze stało się to praktycznie na twoich oczach. Wcale się nie dziwię, że byłaś wtedy w szoku i niewiele pamiętasz z tamtego okresu. Nie wszyscy w taki sposób stykają się ze śmiercią. Gdy śmierć spotyka kogoś w naszej obecności zawsze wywiera to wpływ, a już na pewno wpływ ten jest ogromny gdy był to ktoś nam bliski.

Czytałam wypowiedzi w tym temacie i dochodzę do wniosku, że obok śmierci nie da się przejść obojętnie. Nieważne czy był to ktoś nam bliski, znajomy, czy bliski komuś kogo znamy, a nawet znany człowiek. Śmierć zawsze zmusza do refleksji nad kruchością naszego życia. Chcą czy nie chcąc musimy zaakceptować jej nieuchronność.

Ostatnio edytowany przez MEG1984 (2010-08-28 20:57:49)


Kiedy rodzi się człowiek z nieba spada dusza i  rozpada się na dwie części.
Jedna z nich trafia do kobiety, druga do mężczyzny.
Życie polega na odnalezieniu tej drugiej połowy, połowy swojej duszy, połowy samego siebie...
I believe in SH. I AM SHERLOCKED.

Offline

 

#16 2010-09-08 14:33:16

gosiek19
Entuzjasta
Od: Lesko/Rzeszów
Zarejestrowany: 2009-12-06
Posty: 86

Re: Śmierć...czy ją akceptujesz???

nie jest to łatwy temat...Ja sama boję się śmierci,ale nauczyłam się żyć ze świadomością tego,że nie będę żyła wiecznie.Staram się sobie powtarzać,że to nic;to tylko przejście do innego,lepszego świata.Może pomaga mi w tym fakt,że od dziecka obcowałam z chorobą i śmiercią.Kiedy miałam trzynaście lat,moja matka zmarła na raka. Pogodziłam się z tym.Nie wiem kiedy,wiem,że nie bolało aż tak.Kiedy tylko pomyślałam sobie,że Jej jest już tam lepiej,to to działało jak znieczulenie.Trwa ono do dzisiaj.Tęsknota pozostała,ale nie czuję bólu.Co spowodowało taką reakcję?Pewnie wiara i Bóg.Wierzę w Jego plan względem ludzi i w to,że nic nie dzieje się bez przyczyny..


"O ile rozmowa jest tekstem, o tyle śmiech jest muzyką, sprawiającą, że wspólnie spędzony czas staje się melodią, której można słuchać w kółko i nigdy nie straci uroku"
                                                                                   (Nicolas Sparks)

Offline

 

Stopka forum

Powered by PunBB© Copyright 2002–2018 PunBB
statystyka