BrzydULA - jedyne forum fanów serialu

Forum dyskusyjne miłośników serialu "BrzydULA"

Nie jesteś zalogowany.

#71 2011-09-16 00:26:11

natbee
Przyjaciel Brzyduli
Od: Wielkopolska
Zarejestrowany: 2010-08-06
Posty: 176

Re: Moje wypociny - tytuł na razie roboczy :D

Witam ponownie. Tym razem wyrobiłam się bardzo szybko z rozdziałem (jak na moje możliwości).

Dziękuje za liczne  (ehem) komentarze. big_smile
Meg dziękuje, że mimo zmęczenia zostawiłaś po sobie komentarz. Nie oczekuję jakiś długich elaboratów dotyczący mojej "twórczości", ale naprawdę bardzo się cieszę czytając każdy komentarz. Więc Meg jeszcze raz Ci bardzo dziękuje kiss i mam nadzieje, że i ten rozdział przypadnie Ci do gustu.
BrzydUlaa Tobie również dziękuje za komentarz i mam nadzieje, że tym rozdziałem Cię nie zawiodę.

Miłej lekturki. kiss

Rozdział 8
    Marek po częściowo nieprzespanej nocy zaraz z samego rana zadzwonił do Sebastiana. Musiał z nim porozmawiać mimo to iż wiedział, że nie może powiedzieć przyjacielowi całej prawdy. Zauważył, że od ich ostatniego spotkania, w czasie którego był z nim całkowicie szczery, Seba starał się go unikać. Nawet on nie był w stanie uwierzyć w jego niezwykłą przygodę. Czuł wielką potrzebę opowiedzenia o swoich problemach i rozterkach, a przynajmniej o niektórych z nich. Dlatego też telefonicznie przekonał kumpla, że powinni się spotkać i pogadać.
    Zaproponował spotkanie w parku w celu wspólnego biegania. Była to jedyna dyscyplina sportowa, którą uprawiał w przeszłości po wyjeździe Uli. Bał się, że gdyby umówił się z kumplem na tenisa, ten szybko zorientowałby się, że jego przeciwnik wyszedł z wprawy, a on nie umiałby mu wytłumaczyć swojej fatalnej kondycji.
    Po krótkim powitaniu bez zbędnych słów zaczęli się rozciągać. Marek zauważył, że Sebastian nie kwapi się do rozmowy, jednak z ciekawością przygląda się mu, tak jakby starał się zauważyć u przyjaciela oznaki jakiejś nienormalności.
    Olszański nie spuszczał wzroku z kumpla i z niepokojem śledził każdy jego krok. Zachowywał się ostrożnie i niepewnie. Po chwili Marek ze zgrozą stwierdził, że Seba po prostu się go boi. Zatrzymał się nagle i spojrzał gniewnie na kolegę. Ten również stanął w miejscu, jednak zachował bezpieczną odległość oddalając się od niego o parę kroków i dalej mu się przyglądając.
    - Co jest? - zapytał ze złością Marek.
    - Nie, nic – zaczął się tłumaczyć. - Ja tylko zastanawiałem się – przerwał, aby nabrać  odwagi. Raz kozie śmierć – pomyślał i szybko dokończył – Czy z tobą już wszystko w porządku?
    - A co było ze mną nie w porządku?
    - Dziwnie się zachowywałeś przedwczoraj – tłumaczył powoli.
    - Ja? Wydawało ci się – udawał zdziwionego.
    - Nic mi się nie wydawało! – krzyknął, po czym przestraszony spojrzał na mężczyznę i ciszej dodał. - Wiem co mówię. Mówiłeś dziwne rzeczy, pamiętasz?
    - Jasne, że pamiętam co mówiłem. Seba, jakbyś zapominał miałem wypadek. Takie rzeczy się zdarzają. To było normalne.  Po prostu na chwilę straciłem pamięć. Wszystko mi się pomieszało. Ale odpocząłem i wszystko już jest okej.
    - Na pewno? - niepewnie zapytał.
    - Seba! – krzyknął, i spojrzał na niego z wyrzutem.
    - Całe szczęście – Sebastian odetchnął z ulgą. - Stary, ale żeś mnie przestraszył – zaśmiał się. - Już się bałem, że ci odbiło.
    - Dobrze, że już wszystko sobie wyjaśniliśmy. Denerwowało mnie twoje zachowanie. Biegajmy.
    Chwilę poruszali się w milczeniu. Biegli po dobrze znanych ścieżkach i wdychali świeże, poranne powietrze. Momentalnie obydwoje rozluźnili się i uspokoili. Tę właśnie chwilę Marek wybrał na zwierzenia.
    - Zrywam z Pauliną – niespodziewane wyznanie przerwało ciszę.
    - Że co? - krzyknął oburzony Sebastian, gwałtownie zatrzymując się w miejscu.
    Jako, że Marek biegł dwa kroki za przyjacielem, z powodu jego niespodziewanego hamowania, wpadł na niego. Na szczęście zdołali oni utrzymać równowagę i żadne z nich nie miało przyjemności spotkania się z twardą, udeptaną ścieżką.
    - Nie wiem, czego mogłeś nie zrozumieć. Zrywam z Pauliną.
    - Ale jak? - spytał zdezorientowany.
    - Normalnie, Seba. Normalnie. Mam już dość. Nie chcę dłużej z nią być.
    - Ale dlaczego? - Nie bardzo rozumiał.
    - Bo jej nie kocham. - wyznał szczerze. Na te słowa Seba wybuchnął śmiechem. - Co cię tak rozśmieszyło?
    - Przecież dobrze wiedzieliśmy, że jej nie kochasz. Nie wiem czy muszę ci przypominać, ale jesteś z nią z powodu firmy.
    - Taaak... firma. Wszystko robię dla niej i po to aby nie zawieść rodziców. Mam już dość, Seba. Rozumiesz? Dość. Chcę wreszcie zrobić coś dla siebie.
    - Masz kogoś na oku? Znaczy się którąś? - spytał zadowolony, że wreszcie zaczynał rozumieć zachowanie przyjaciela.
    - To wcale nie znaczy, Seba. Zrozum. To, że nie chcę być z Pauliną, nie znaczy, że chcę być z kimś innym.
    - Oj znaczy, Marek. Znaczy. Znam cię bardzo dobrze i nigdy nie rozstałbyś się z Pauliną, gdyby nie chodziło o jakąś super laskę. Znam ją? Może to Klaudia? – zastanawiał się, uśmiechając się lubieżnie.
    - Zrozum wreszcie, że nie o to chodzi. Mam już dość tych wszystkich super lasek. One dla mnie nic nie znaczą. Są tylko na chwilę, a ja chciałbym wreszcie znaleźć kobietę, z którą chciałbym spędzić resztę życia. I jestem przekonany, że nie jest nią ani Paulina, a tym bardziej Klaudia, czy inna modelka.
    - Nie rozumiem cię Marek – powiedział załamany, czując, że jego przyjaciel naprawdę się zmienił.
    - I nigdy mnie nie zrozumiesz, Seba.
    Marek wyminął przyjaciela i pobiegł przed siebie.

    Violetta zdyszana wbiegła do firmy. Zdezorientowana rozglądała się wokół siebie. Nie zwracając uwagi na witającego ją pana Władka wbiegła do windy, ciągle nerwowo spoglądając się za siebie. Szybko wybrała numer piętra i odetchnęła z ulgą, gdy drzwi się zamknęły. Nareszcie była bezpieczna, jeżeli bezpiecznym można było nazwać miejsce w którym się znalazła. Dopiero teraz zauważyła, że nie ma stąd żadnej drogi ucieczki. Została zamknięta na bardzo małej powierzchni. Teraz na pewno zapłaci, za to że zeszłego popołudnia tak źle potraktowała to biedne stworzonko. Tak bardzo się śpieszyła, aby zdążyć na swoją ulubioną telenowelę, że gdy zobaczyła na swojej drodze dużą, zieloną ropuchę bardzo się zdenerwowała. Gdyby nie zależało jej na czasie, z przyjemnością ominęłaby ją i życzyła jej miłego dnia. Ale to miał być ten odcinek, w którym Brooke w końcu powie Ridżowi, że tak naprawdę kocha tylko swojego syna Rika, i to z nim chce wychowywać resztę ich dzieci. No i jeszcze Stephania miała popełnić samobójstwo, po tym jak dowiedziała się, że Eryk zjadł kanapkę z kremem orzechowym, co było przez nią nie do przyjęcia. Nie mogła tego przegapić, dlatego, jak jakaś idiotka zaczęła krzyczeć na tego małego płaza. Teraz rozumiała, że było to niewłaściwe zachowanie z jej strony. Wystarczyło tylko poprosić, żeby się przesunęła... No i koniec końców nie zdążyła na ten odcinek, gdyż dopiero po godzinie, jakiś miły staruszek, widząc jej zmagania z intruzem, ulitował się nad nią i wziął stworzenie na ręce, by ta mogła spokojnie przejść ulicą. Na szczęście mama przypomniała sobie, że z samego rana lecą powtórki, dlatego też spóźniła się do pracy. A teraz na dodatek, zaraz umrze w tej ciasnej kabinie z powodu braku tlenu. Już czuła, że nie może oddychać. Zaczęła się dusić.
    Jednak jej męczarnie nie trwały długo, gdyż drzwi na wskazanym przez nią piętrze się otworzyły.
    - Uratowana. Żyję! Cud - krzyczała przechodząc przez recepcje. Była taka szczęśliwa, że nawet uśmiechnęła się do Ani, która nic nie rozumiejąc spoglądała na nią jak na wariatkę. W podskokach dotarła do sekretariatu i gdy zauważyła Ule siedzącą za swoim biurkiem przypomniała sobie o swoim spóźnieniu. - Jestem – szczerze wyznała.
    - Co jesteś, Viola?
    - Jestem w pracy, no bo gdzie indziej? - Wciąż dziwiło ją to jak bardzo ludzie są nierozgarnięci.
    - Cieszę się, że przyszłaś do pracy, bardzo się cieszę.
    - Jest już Marek? Zauważył, że się spóźniłam?
    - Nie nie ma go. I nie, nie spóźniłaś się – powiedziała i spojrzała na Violę z politowaniem.
    - Jak to? - zapytała zdziwiona.
    - Od tego tygodnia przychodzimy na dziewiątą, zapomniałaś?  A jest dopiero po ósmej. Ja jestem wcześniej, bo miałam z Markiem obgadać sprawę konkursu.
    - No do jasnej ciasnej, po co ja się tak śpieszyłam? A mogłam jeszcze obejrzeć powtórkę Klanu – dodała zirytowania. - Ale jeżeli nie masz teraz co robić, to zaraz opowiem ci o tym co mi się wczoraj przytrafiło. No naprawdę nie uwierzysz, Ulka.
    - Jasne Viola, opowiedz – zgodziła się zrezygnowana.
    Ula w czasie, gdy kobieta relacjonowała jej swoją niesamowitą przygodę z ropuchą stwierdziła, że nigdy osobowość panny Kubasińskiej nie przestanie jej zadziwiać. Violetta była prawdziwym cudem natury, kobietą nieprzewidywalną i niezwykłą. Była przysłowiową blondynką, która jednak od czasu do czasu ujawniała jakiś nikły iloraz inteligencji.
    - Wiem, że trudno w to uwierzyć, ale było tak jak mówię. A na dodatek dzisiaj przez całą drogę z Pomiechówka do firmy wydawało mi się, że jestem śledzona. A mamusia mówiła mi żebym nie oglądała tego filmu. O ja niemądra, po co mi to było? - zapytała samą siebie i wyszła z sekretariatu. Ula mogła tylko przypuszczać, że udała się po śniadaniową porcję pomidorów.

    Marek zmęczony bieganiem podszedł do najbliższej ławki, na której usiadł. Po chwili doczłapał do niego Sebastian, którego kondycja była bardzo osłabiona po wieczornej libacji alkoholowej.
    - To kiedy z nią zrywasz? - zapytał nie ukrywając w swoim głosie nadziei na to, że przyjaciel jednak zmieni zdanie.
    - Najchętniej już dzisiaj. – Jednak widząc przerażaną minę kumpla, dodał. - No, ale nie mogę tego zrobić przed konkursem. Cholera – zaklął. - Gdyby jej głos nie był taki ważny.
    - Chociaż coś. – Sebastian cicho odetchnął z ulgą. - Na szczęście zachowałeś jeszcze resztki rozumu.
    - Seba, to nie rozum, a strach. Nie mogę pozwolić, żeby prezesem został Aleks. Za bardzo boję się co w takiej sytuacji mógłby zrobić z firmą. Muszę ją przed nim chronić.
    - Tak, Aleks jest nieprzewidywalny – zgodził się z nim.
    - Nie tylko on...
    Sebastian spojrzał pytająco na kolegę, nic nie rozumiejąc.
    - Klaudia – odpowiedział na jego bezgłośne pytanie.
    - Co ona znowu takiego zrobiła? - Olszański ciągle nic nie pojmował.
    - Znów zatruwa mi życie. Nie chce dać mi spokoju.
    - Dziwisz jej się? Po co dawałeś jej złudną nadzieję?
    - Bo byłem głupi, Seba – przyznał się szczerze. - Ale zmieniłem się. Powiedziałem, że między nami koniec. Zerwałem z nią.
    - Czyś ty do reszty zwariował? - wykrzyknął wzburzony Sebastian.
    - Nie, ja zmądrzałem! - Marek również podniósł głos. - Mam już dość swojego życia, mam już dość tych wszystkich kobiet... - Nie zdążył dokończyć, bo brutalnie przerwał mu zszokowany mężczyzna.
    - Czy ty chcesz przez to powiedzieć, że – zawiesił na moment głos – jesteś inny? Że teraz wolisz chłopców?
    Sebastian wzdrygnął się na swoje słowa i szybko odsunął się od niego na drugi koniec ławki.
    - Seba, ja ci chyba dzisiaj dołożę. Nie jestem gejem! – wykrzyknął.
    Jego głośne wyznanie usłyszały dwie piękne kobiety spacerujące właśnie nieopodal. Spojrzenie, którym ich uraczyły przedstawiało jedynie pogardę i niesmak.
    - Teraz to już na pewno nie mamy u nich szans – cicho westchnął Olszański.
    Marek z politowaniem spoglądał na załamanego kadrowego.
    - Groziła mi – wyznał.
    - Kto?  - Seba zapomniał o ich wcześniejszej rozmowie.
    - Jak to kto? Klaudia, baranie.
    - Nie przezywaj mnie. – Sebastian naburmuszył się jak małe dziecko.
    - No dobra, sorry. Nie wiem co mam z nią zrobić.
    - Zostaw ją mnie. Spławie ją tak jak resztę twoich przyjaciółek. Wyśle ją gdzieś daleko. Może Mediolan?
    - Mi odpowiada, ale czy ona się na to nabierze?
    - Nie bój żaby, poradzę sobie.
    - Jak tak mówisz – powątpiewająco powiedział Marek.

    - Puk, puk – powiedział Adam Turek otwierając drzwi do gabinetu swojego przełożonego. - Cześć i czołem, kluski z rosołem.
    - Turek, kiedy ty wreszcie zrozumiesz, że drzwi służą do pukania?
    - No przecież pukałem.
    Aleksander Febo spojrzał na swojego podwładnego wzrokiem, którym nie pogardziłby nawet bazyliszek. Turek ze strachu zaczął kurczyć się na jego oczach.
    - I o jakich kluskach gadasz?
    - No jak to jakich? - zdziwiony zapytał, i nie doczekawszy się odpowiedzi, dodał – O lanych Aleks, o lanych.
    - Lany to ty będziesz miał poniedziałek – wysyczał gniewnie.
    - Ale Aleks, przecież dzisiaj mamy czwartek.
    - Mistrzem inteligencji to ty nie zostaniesz – stwierdził.
    - Ale Aleks...
    - Skończ z tym aleksowaniem! - wykrzyczał. - Jest Ula?
    - Jest. Nie ma - plątał się w odpowiedzi. - Ale jaka Ula, Aleks?
    - Cieplak – rzucił ze złością.
    - Aaaa – wreszcie zrozumiał. – Mówisz o tym pasztecie, o tej okularnicy z tym żelastwem na zębach, o tej...
    - Dosyć, Adam – brutalnie mu przerwał. - Widziałeś ją?
    - Czy ją widziałem? - prychnął. - Pewnie, że ją widziałem. Ropucha jedna. Ja to bym ją dawno wyrzucił.
    - Adam – ostrzegł go. - Czyli jest już w pracy?
    - Tak, jest. Siedzi za tym swoim biurkiem i myśli, że jest jakąś superwoman. Byłaby, gdyby brzydotą można było zabijać.
    - Gdyby tak było to prędzej ty zostałbyś Supermanem.
    - Naprawdę? – zapytał nic nierozumiejący Turek.
    - Wynocha – ryknął wskazując wyjście.
    Gdy tylko drzwi zamknęły się za księgowym, Aleks wziął do ręki swój telefon komórkowy i wybrał jakiś numer.
    - Halo.(...) Aleksander Febo.(...) Może pan wchodzić – powiedział i bez słowa pożegnania rozłączył się.

    Ula siedziała na swoim miejscu pracy, jak na szpilkach. Było już dobrze po ósmej, a Marka ciągle nie było. Coraz bardziej się o niego martwiła. Przecież mógł mieć wypadek, może właśnie potrzebuje jej pomocy. Starała się uspokoić, ale ciągle czuła się nieswojo. Bała się o niego. Potwornie się bała. Musiała do niego zadzwonić. Szybko wybrała bardzo dobrze znany przez nią numer telefonu i czekała. Po kilku sygnałach usłyszała jego głos. Odetchnęła z ulgą.
    - Część Marek, to ja, Ula.
    - Hej, coś się stało? - usłyszała.
    - Nie, nic się nie stało, ale martwiłam się.
    - Dlaczego? - zdziwił się.
    - Nie pamiętasz? Umówiliśmy się na ósmą.
    - Kurczę zapomniałem. Będę za pół godziny. Przepraszam.
    - Nic się nie stało. Do zobaczenia.
    - Na razie.
    Zaśmiała się odkładając telefon. Po prostu zapomniał, a ona już wyobrażała sobie najgorszy scenariusz. To było do niego bardzo podobne. Zawsze był roztrzepany, a już najbardziej na początku ich znajomości.
    Na samą myśl, że zaraz znów go zobaczy uśmiechała się do siebie, jak głupi do sera. Chociaż mieli rozmawiać wyłącznie na tematy służbowe, była przeszczęśliwa. On swoja obecnością sprawiał, że wszystko stawało się lepsze, przyjemniejsze i weselsze.
    - Pani Urszula Cieplak? - wyrwał ją z transu dobrze znany jej głos. Przez chwilę jednak nie wiedziała do jakiej twarzy ma go przypisać. Dopiero gdy spojrzała na mężczyznę, zdała sobie sprawę, że jest to...
    - Pan Kurier – ucieszyła się spotykając kolejną osobę z przeszłości.
    - Tak to ja – odpowiedział znudzonym głosem. - Czy pani Urszula Cieplak? – ponownie zadał pytanie.
    - Tak to ja.
    - Mam dla pani przesyłkę. - Dopiero teraz zwróciła uwagę, że mężczyzna oprócz swojego notesika trzyma w ręku długą, białą różę.
    - To musi być jakaś pomyłka – powiedziała niepewnie.
    - Nazywa się pani Urszula Cieplak? - jeszcze raz zapytał, a gdy ta twierdząco kiwnęła głową, dodał – W takim razie to nie żadna pomyłka. Proszę pokwitować.
    Zszokowana kobieta nie protestowała, gdy kurier wcisnął jej do ręki długopis i podstawił pod nos kartkę papieru, na których machinalnie się podpisała.
    - To by było na tyle. Proszę – powiedział podając jej kwiat. Gdy ta w żaden sposób nie zareagowała, położył go na jej stole i odwrócił się do wyjścia. - A byłbym zapomniał – przypomniał sobie – jeszcze bilecik. Do widzenia – pożegnał się i wyszedł.
    Ula spoglądała na różę i liścik, bojąc się ich dotknąć. Nie rozumiała co to może znaczyć. To na pewno jakiś żart – myślała. - Ktoś chce mi zrobić głupi kawał. - Była tego pewna. - Zaraz ktoś tu wejdzie i wszystko się wyjaśni. O już jest – pomyślała słysząc kroki na korytarzu.
    - Violetta? - zdziwiona powiedziała widząc wchodzącą kobietę.
    - Violetta, Violetta, a myślałaś że kto? Może Justin Bimber?*
    - Kto?
    - No ten dzieciak, od Baby, baby coś tam – zanuciła.
    - Aha – powiedziała choć nie miała pojęcia o czym ona mówi.
    Dopiero teraz Viola zauważyła kwiat na biurku koleżanki. Zszokowana patrzyła to na róże, to na Ulę. Po chwili odzyskała zdolność mówienia.
    - Dostałaś różę? - zapytała niepewnie. - Białą różę? - dodała. - Od kogo? - Nie czekając na odpowiedź sięgnęła po bilecik. Uli w porę udało się schować go za siebie.
    - To na pewno jakaś pomyłka, Viola.
    - Tak, na pewno – zgodziła się. Ale daj mi go, to zaraz dowiem się o co w tym wszystkim chodzi.
    - Nie martw się, poradzę sobie. - Szybko wstała z krzesła i ominęła stojącą w wejściu Violettę.
    - Ale, Ula poczekaj! - krzyczała za nią.
    Kobieta nie miała zamiaru czekać ani chwili dłużej. Szybko uciekła do łazienki i zamknęła się w jednej z kabin. Nie zwlekając, ani chwili dłużej otworzyła i przeczytała liścik. Zamarła. Nie wierzyła własnym oczom. Powtórzyła w myślach przeczytane wcześniej słowa.
    - Przepraszam. A.

***
* nazwisko przekręcone umyślnie

Offline

 

2011-09-16 00:26:11

Cindy
Najlepsza doradczyni na forum

#72 2011-09-16 23:56:40

monika_2601
Szemrzący typ
Zarejestrowany: 2011-03-28
Posty: 57

Re: Moje wypociny - tytuł na razie roboczy :D

Droga Autorko, wiedz, że ja też czytam, może nie komentuję często, ale czytam smile
Ubawiłam się czytając o perypetiach Violetty z żabą. Przypomniało mi eis też jak w wakacje kilka lat temu spacerowałam z koleżanka późnym wieczorem i zauważyłyśmy przechodzącą przez ulicę żabę. Wprost na tę biedaczkę jechał kombajn, więc chciałyśmy ją przegonić szybko na druga stronę, żeby jej nie rozjechał i... Nieważne. Sorry, to chyba ta późna pora sprawiła, że wypisuję takie głupoty :p To w ogóle nie na temat...
Rozdział interesujący. Ciekawe co też planuje Aleks.
Czekam na cd, pozdrawiam.


A jednak ja nie wątpię, że się to światło na niebie zapali. Nic się nie spełni, co najpierw nie jest marzeniem.

Offline

 

#73 2011-09-17 08:44:39

MEG1984
Prawie jak Papuka
Od: zachodniopomorskie
Zarejestrowany: 2009-12-02
Posty: 6290

Re: Moje wypociny - tytuł na razie roboczy :D

Natbee znów będzie krótko. Rozdział mi się ogólnie podobał chociaż znalazłoby się w nim kilka literówek.
Violetta i jej przygoda z ropuchą mnie zamordowały. Nie da się ukryć, że Kubasińska ma sporo cech blondynki z kawałów. Gdyby chociaż troszkę pomyślała mogłaby minąć upartego płaza bokiem i zdążyć na swój pasjonujący serial big_smile Ale to w końcu jest Violetta.

Marek i Sebastian. Nie dziwię się, że Dobrzański postanowił wycofać się z tego, co powiedział przyjacielowi. Potrzebował jakieś życzliwej osoby, sprzymierzeńca i chyba doszedł do wniosku, że tylko Olszański może nim być. Najpierw jednak musiał przestać brać Marka za wariata. Może decyzja Dobrzańskiego dotycząca rozstania z Pauliną była dla Sebastiana szokiem, jednak na pewno będzie on wspierał przyjaciela. Szkoda tylko, że Seba nie rozumie jeszcze, że Marek naprawdę się zmienił.

No i na końcu Aleks. Febo zaczął wprowadzać w życie swój plan uwiedzenia Uli. Jeśli ludzie dowiedzą się, że zabiega on o względy panny Cieplak na pewno będą patrzeć na niego jak przysłowiowego wariata ponieważ wygląda ona, jak wygląda. W tej wersji historii to Aleks knuje intrygę, która może zranić Ulę. Tylko, że jest też Marek, który też na pewno będzie zabiegać o jej uczucia. To może być naprawdę ciekawe.

Pozdrawiam i życzę weny smile


Kiedy rodzi się człowiek z nieba spada dusza i  rozpada się na dwie części.
Jedna z nich trafia do kobiety, druga do mężczyzny.
Życie polega na odnalezieniu tej drugiej połowy, połowy swojej duszy, połowy samego siebie...
I believe in SH. I AM SHERLOCKED.

Offline

 

#74 2011-09-18 22:37:46

natbee
Przyjaciel Brzyduli
Od: Wielkopolska
Zarejestrowany: 2010-08-06
Posty: 176

Re: Moje wypociny - tytuł na razie roboczy :D

Dziękuje za komentarze kiss

monika_2601 napisał:

Przypomniało mi eis też jak w wakacje kilka lat temu spacerowałam z koleżanka późnym wieczorem i zauważyłyśmy przechodzącą przez ulicę żabę. Wprost na tę biedaczkę jechał kombajn, więc chciałyśmy ją przegonić szybko na druga stronę, żeby jej nie rozjechał i...

i ? Co było dalej. Uratowałyście ją?

Ja osobiście przygody z tym płazem nie miałam, ale rok temu wybraliśmy się całą rodziną na grzybobranie. Grzybów nie było, ale... Tu muszę dodać, że moja mama panicznie boi się żab. Co też wykorzystał mój brat. Znalazł jedną małą żabkę i poszedł pochwalić się nią mamusi. Mama zadowolona nie była. big_smile Jej krzyk zagłuszył leśną ciszę. Brat po oberwaniu torebką również na zadowolonego nie wyglądał. Całą tą sytuacje oglądała moja trzyletnia wówczas kuzynka. Młoda odczekała chwilę i na oczach mojej rodzicielki schyliła się i zaczęła grzebać w runie leśnym, a później z miną niewiniątka podeszła do mojej mamy trzymając przed sobą rączki złączone w garstkę.
- Ciociu plosie - powiedziała wyciągając do niej ręce.
Mama oczywiście domyśliła się co też młoda chce jej pokazać i zaczęła uciekać. Dziecko biegło za nią, krzycząc - Maś ziabke.
Na to wszystko ja zaczęłam gonić młodą, bo wiedziałam że mama jest w takim stanie że nie myśli trzeźwo i jeszcze dziecko zgubi się w lesie.
Okazało się że żadnej żaby nie było, ale ubaw był przedni. big_smile

monika_2601 napisał:

Ciekawe co też planuje Aleks.

Aleks planuje intrygi. Tak jak zawsze knuje. Jego plan jest szalony. Ale kto pod kim dołki kopie, ten sam w nie wpada, czyż nie?
Moniko, jeszcze raz bardzo dziękuje za komentarz.


Meg, wcale Twój komentarz nie był za krótki. Cieszę się, że i tym razem Ci się spodobało. Naprawdę podobają mi się Twoje analizy moich bohaterów. Trafiasz w sedno. Dziękuję smile

MEG1984 napisał:

To może być naprawdę ciekawe.

I mam nadzieje, że będzie naprawdę ciekawe. W moim opowiadaniu wszystko się może zdarzyć. ;]

Ostatnio edytowany przez natbee (2011-09-18 22:39:09)

Offline

 

#75 2011-09-19 19:10:33

monika_2601
Szemrzący typ
Zarejestrowany: 2011-03-28
Posty: 57

Re: Moje wypociny - tytuł na razie roboczy :D

natbee napisał:

i ? Co było dalej. Uratowałyście ją?

A jakże :p Przeprowadziłyśmy ją w ostatniej chwili na drugą stronę ulicy i uniknęła tej strasznej śmierci pod kołami kombajnu. Matko, jak to dziwnie brzmi:)


natbee napisał:

Okazało się że żadnej żaby nie było, ale ubaw był przedni. big_smile

Hehe, nie wątpię. Chociaż Twoja mama pewnie ma inne zdanie na ten temat wink

Pozdrawiam


A jednak ja nie wątpię, że się to światło na niebie zapali. Nic się nie spełni, co najpierw nie jest marzeniem.

Offline

 

#76 2011-10-07 21:49:15

waris
Poszukiwaczka truskawek
Od: Bytom
Zarejestrowany: 2010-02-09
Posty: 3668

Re: Moje wypociny - tytuł na razie roboczy :D

Natbee, bardzo się cisze, że w poszukiwaniu nowych brzydulowych opowiadań trafiłam tutaj smile
Podoba mi się ta historia. Niby oderwana od rzeczywistości, ale jednak ma to 'coś'. Oryginalny pomysł, trzeba przyznać smile

Ula i Marek, zupelnie niespodziewanie znaleźli się w świecie sprzed 5 (6?) lat i muszą poradzić sobie z tą sytuacją, każdy na swój sposób, a jednak razem - bo przypuszczam i równocześnie mam nadzieję, że właśnie to jest klucz to rozwiązania ich trosk i problemów, zmierzyć się z tym razem.
Na razie jeszcze się poznają, choć przecież wiedzą o sobie wszystko.
Bardzo jestem ciekawa, jak dalej poprowadzisz tą historię i bardzo, bardzo liczę na kolejne rozdziały smile Tyle jest na forum niedokończonych świetnych opowiadań, że następnego chyba bym nie przeżyła wink


Mieszkam w wysokiej wieży, ona mnie obroni
Nie walczę już z nikim, nie walczę już o nic
Palą się na stosie moje ideały
Jutro będę duży, dzisiaj jestem mały...

Offline

 

#77 2011-11-21 18:15:51

waris
Poszukiwaczka truskawek
Od: Bytom
Zarejestrowany: 2010-02-09
Posty: 3668

Re: Moje wypociny - tytuł na razie roboczy :D

Natbee, będzie next? smile


Mieszkam w wysokiej wieży, ona mnie obroni
Nie walczę już z nikim, nie walczę już o nic
Palą się na stosie moje ideały
Jutro będę duży, dzisiaj jestem mały...

Offline

 

#78 2011-11-21 18:21:02

natbee
Przyjaciel Brzyduli
Od: Wielkopolska
Zarejestrowany: 2010-08-06
Posty: 176

Re: Moje wypociny - tytuł na razie roboczy :D

Hej Waris, miałam Ci odpisać na Twojego wcześniejszego posta ale zapomniałam wink
Dziękuje za tak miłe słowa, muszę przyznać że mi również podoba się ta historia.
Naprawdę bardzo chcę dokończyć to opowiadanie i na pewno kiedyś mi się to uda. Bo jak ja się na coś uprę to nie ma zmiłuj.
Niestety na razie nie mam ani chęci, ani czasu. Może coś bliżej świąt naskrobie. Trzymaj kciuki. smile Pozdrawiam. ;>

Offline

 

#79 2011-12-23 20:15:33

waris
Poszukiwaczka truskawek
Od: Bytom
Zarejestrowany: 2010-02-09
Posty: 3668

Re: Moje wypociny - tytuł na razie roboczy :D

Natbee, bliżej Świąt już jest... może jednak coś wstawisz? wink


Mieszkam w wysokiej wieży, ona mnie obroni
Nie walczę już z nikim, nie walczę już o nic
Palą się na stosie moje ideały
Jutro będę duży, dzisiaj jestem mały...

Offline

 

Stopka forum

Powered by PunBB© Copyright 2002–2018 PunBB
statystyka