BrzydULA - jedyne forum fanów serialu

Forum dyskusyjne miłośników serialu "BrzydULA"

Nie jesteś zalogowany.

#61 2011-07-15 12:29:55

Chocolate
BrzydUloholik
Od: Zimowa stolica
Zarejestrowany: 2010-05-04
Posty: 2089
Serwis

Re: Bezludna wyspa

Przepraszam. Znowu nic nie dodawałam przez jakiś czas, ale brakuje mi weny, a ten rozdział napisałam z trudem. hmm Może kiedyś znowu wróci mi wena na to opowiadanie. Zobaczymy.
Za wszystkie błędy przepraszam, bo ja jak zwykle jestem ślepa, jak piszę coś dłuższego na komputerze.

Rozdział ze specjalną dedykacją dla mojej sis. Ciastkó, dziękuję. Ty wiesz, za co. kiss

Rozdział IV

    Ula obudziła się bardzo wcześniej i z dziwnym uczuciem podniosła się z łóżka. Zerknęła na swój pamiętnik, leżący na podłodze i od razu przypomniała sobie wydarzenia z poprzedniego wieczoru. Mimowolnie na jej twarzy pojawił się czerwony rumieniec, który bardziej oznaczał złość niż zawstydzenie.

    Z wysoko podniesioną głową weszła do kajuty i usiadła na jedynym wolnym krześle, które nie było zarezerwowane dla kapitana. Wiedziała, że w ten sposób może rozwścieczyć Marka, ale zdziwiła się jego reakcją, kiedy ten stanął za nią potulnie, nie kłócąc się o miejsce siedzące. Zmarszczyła brwi, ale po chwili spojrzała na kapitana i wyłącznie na nim skupiła swoją uwagę, słuchając jego słów.
    - Nie wiem, czemu zachowaliście się w ten sposób – mówiąc to, uważnie przyjrzał się Markowi, któremu obiecał, że ich rozmowa pozostanie między nimi – ale na pewno nie pozwolę, by ktoś niszczył mój statek. Musicie ponieść odpowiednią karę.
    Przerwał na chwilę, ale nikt się nie odezwał. Jedynie Marek prawie niezauważalnie skinął głową, co mężczyzna od razu wyłapał. Spojrzał jeszcze na Ulę, ale na jej twarzy nie zobaczył żadnych emocji. Przyglądał się jej chwilę, aż w końcu nie wytrzymała i krzyknęła:
    - No co?! Za mało pan miał jeszcze kochanek? – wybuchła, zanim zdążyła ugryźć się w język i, nieco zażenowana, dodała: - To znaczy chciałam zapytać, czy mam coś na twarzy, skoro pan się mi tak przygląda?
    - Jedyne, co można zobaczyć na pani twarzy, to pycha – odparł kapitan, momentalnie poważniejąc. Przeniósł swój wzrok na Marka i mówił dalej: - Jak zapewne wiecie, niedługo nasz statek przybije do jednej z wysp, które mamy zwiedzać. Wszyscy pasażerowie płyną w szalupach wspólnie, a ich bagaże są później dostarczane na brzeg. Jednak wy popłyniecie osobną, najmniejszą szalupą, a wasze rzeczy będziecie musieli wziąć na wyspę ze sobą. Odpowiada wam to? – zapytał na zakończenie.
    - A możemy się nie zgodzić? – Marek umiejętnie grał swoją rolę, ciesząc się w myślach z intrygi wymyślonej przez siebie.
    - Nie. To już postanowione. Powinniśmy dotrzeć tam dzisiaj wieczorem i trzeba się będzie postarać dopłynąć na wyspę przed sztormem – wyjaśnił kapitan.
    - Przepraszam bardzo – wtrąciła się Ula. – Czy pan to sam wymyślił czy może przeczytał w jakiejś książce? Bo nie wygląda pan na osobę, która sama mogłaby wpaść na taki pomysł, choć muszę przyznać, że iloraz inteligencji pana Dobrzańskiego jest na pewno mniejszy od pańskiego – stwierdziła, co Marek skomentował prychnięciem, a kapitan poniesieniem prawej brwi. Nic już więcej nie powiedział, tylko odprawił ich ze swojej kajuty. Kiedy wyszli na zewnątrz, panna Cieplak szybko wywinęła się mężczyźnie i zamknęła w swoich czterech ścianach, zanim zdążył ją zagadać.


    Ula przeciągnęła się, po czym wykonała poranną toaletę i założyła na siebie dżinsowe szorty, białą bluzkę na ramiączkach i trampki. Związała włosy w kucyk i delikatnie się pomalowała. Ciekawa była, co na powie Marek na jej lekką zmianę wizerunku. Nawet nie zdawała sobie sprawy, jak bardzo zaczęło jej zależeć na jego opinii. Podczas tych kilku dni poznała go od zupełnie innej strony, starając się z niego zrobić najgłupszego mężczyznę na świecie i musiała przyznać z satysfakcją, że zazwyczaj się jej to udawało. Nie wiedziała, czy robił to specjalnie, czy jej autorytet tak na niego działał. Wolała sobie wmawiać, że raczej chodziło o to drugie.
    Stanęła na górnym pokładzie i wciągnęła lekko rozgrzane poranne powietrze do płuc, a złość przeszła od razu. Poczuła, jak delikatny wiatr owiewa jej twarz i uśmiechnęła się. Jednak od razu skupiła się, słysząc jakąś kłótnię. Wiedziała, że nie powinna podsłuchiwać, ale to było silniejsze od niej. Przecież skądś znała ten głos.

***

    Wrócił do kajuty dość późno, całkowicie zadowolony z siebie. Swój sukces oblał sam przy barze, wypijając wystarczająco dużo, by ostatkiem sił dotrzeć do łóżka, na które rzucił się, nie zwracając uwagi na Wiktorię. Kobieta obudziła się i szturchnęła mężczyznę, ale on nie zareagował. Spał już w najlepsze, przytulając do siebie poduszkę. Blondynka wzruszyła ramionami i przesunęła się na sam brzeg łóżka, obiecując sobie, że prawdziwą awanturę zrobi mu rano. Kiedy się obudziła i poczuła w kabinie odór alkoholu, którym przez noc zdążyło przesiąknąć powietrze, zdenerwowała się i sięgnęła po butelkę wody stojącą na stoliku. Bez cienia litości wylała ją na twarz śpiącego Marka, który poderwał się z krzykiem:
    - To nie ja, to nie ja! Nie zabijajcie mnie!
    Blondynka przewróciła oczami i spojrzała na niego morderczym wzrokiem, a Marek, kiedy zorientował się, że przed nim stoi jego kochanka, podrapał się po karku i zapytał:
    - Weronika, słońce, dlaczego to zrobiłaś?
    - Jak mnie nazwałeś?! – krzyknęła, a z jej oczu płynęła czysta nienawiść. Mogła znieść wszystko, ale nie to, że on mógł pomylić jej imię. – Jestem Wiktoria, debilu!
    - We… Wiktoria, spokojnie – próbował ją uspokoić. -  Po prostu wczoraj za dużo wypiłem i…
    - Tak, ty zawsze tylko za dużo wypiłeś! – przerwała mu. – Przeleciałeś mnie, bo za dużo wypiłeś! Zabrałeś mnie tu, bo za dużo wypiłeś! Tłumacz to sobie tak! Czy ty mnie w ogóle jeszcze kochasz? – zapytała już prawie szeptem i usiadła na łóżku, chowając twarz w dłoniach. Chciała, żeby zaprzeczył i powiedział, że nie dlatego ją tu zabrał. Chciała, że powiedział, że wciąż ją kocha i że się z nią ożeni. Chciała, by to wszystko ratował, a on po prostu nagle poczuł wyrzuty sumienia i powiedział prawdę, chociaż mógł skłamać, jak robił to zawsze. Wiktoria wolała kłamstwo niż gorzką prawdę.
    - Masz rację – powiedział spokojnie. – Jesteś dla mnie tylko przelotną kochanką, nikim więcej. Nigdy nie zamierzałem się z tobą żenić, nigdy też cię nie kochałem. Przepraszam…
    Sam nie wiedział, dlaczego nie skłamał. Nagle poczucie winy wzięło w nim górę i kiedy myślał, że w ten sposób mógł jakoś chronić tę kobietę od siebie, od swojego stylu bycia, niszczył jej życie. Ale wolał zrobić to teraz, żeby później nie musiała cierpieć jeszcze bardziej. Bo nie ma większego cierpienia niż cierpienie z miłości. I nawet lokówka nie zdałaby się tu na nic. Tego dnia serce Wiktorii pękło na tysiące kawałków, by może już nigdy znów nie połączyć się w całość. A ona już nigdy więcej nie chciała widzieć tego mężczyzny na oczy. Przynajmniej nie teraz.
    - Wynoś się! - wrzasnęła, a kiedy on nic nie zrobił, wstała z łóżka i pchnęła go w kierunku drzwi. Marek zdezorientowany poddał się jej woli, a ona wyrzuciła jego walizkę i zaczęła po korytarzu rozrzucać jego rzeczy, wciąż krzycząc, że nie chce go znać. Młody Dobrzański podnosił przedmioty z podłogi i wkładał je do swojego bagażu. Po chwili wyprostował się i jego wzrok spoczął na postaci kobiety. Rozpoznał ją od razu i zarumienił się jak kilkunastoletnia dziewczynka przyłapana przez rodziców na pocałunku.
    - Wiedziałam, że tak będzie – stwierdziła chłodno i oparła się o ścianę, uważnie się mu przyglądając. Ciekawa była, co zrobi, skoro nie będzie już mógł spać we własnej kajucie. Przecież nikt go do siebie nie przyjmie.
    - Musisz jeszcze utrudniać sytuację? – zapytał ze smutkiem, starając się wywołać jej współczucie, ale ona nie była podatna na takie gierki. W związku z tym usiadł na swojej walizce i schował twarz w dłoniach. Po chwili poczuł, że Ula siada obok niego. Spojrzał na nią ze zdziwieniem w oczach.
    - Teraz już rozumiesz? – spytała, wyjątkowo nie próbując niczego zironizować.
    - Co mam rozumieć, Ula? Co mam rozumieć?
    - Wszystko, Marek. Wszystko – odparła w stylu jego pytania. – Teraz pomyśl, jak one wszystkie musiały się czuć, kiedy je zostawiałeś. Czuły się prawie dokładnie tak samo, jak ty. Myślały, że jesteś inny, że mówisz prawdę, że nigdy ich nie opuścisz, a ty mimo wszystko je zawodziłeś.
    - Była kiedyś jedna, której nie chciałem zawieść – zaczął się zwierzać, a ona nawet nie próbowała mu przerywać. – Mogłem dać jej cały świat, bo naprawdę ją kochałem. Nie mam pojęcia, co się z nią stało, ani gdzie jest. Ale była cudowna.
    - Masz na myśli Asię? – zapytała, patrząc na swoje stopy. Nie chciała teraz widzieć jego oczu.
    - Tak – potwierdził. – A skąd ty ją w ogóle znasz i skąd wiesz tyle rzeczy?
    - Nie pamiętasz?
    - Nie, nie pamiętam nic z tamtego okresu. Pamiętam tylko jej uśmiech, jej wesołe oczy i jej włosy pachnące owocami tropikalnymi.
    - A ja pamiętam wszystko.
    - Opowiesz mi?
    Spojrzała na niego i po raz pierwszy poczuła do niego litość. Nie próbował jej poderwać, tylko rozmawiał z nią tak, jakby znali się od dziecka. Dostrzegła, że Marek potrafi być też normalnym facetem. Nie mogła postąpić inaczej, tylko otworzyła drzwi do swojej kabiny i gestem zaprosiła go do środka, mówiąc:
    - Wszystko w swoim czasie.

***

    Zostawiła go samego, by mógł sobie wszystko przemyśleć. Wiedziała, że nie powinna być dla niego miła, bo później może się to obrócić przeciwko niej. Ale teraz jej to nie obchodziło, bo czuła, że spełniła dobry uczynek. Nieważne było, czy grał, żeby pozyskać jej zaufanie, czy faktycznie ma jakieś odruchy ludzkiego zachowania. Później mógłby jej to wypominać, gdyby zostawiła go tam całkiem samego, a to mogłoby się stać jeszcze bardziej nie do zniesienia. Poza tym nie zamierzała mówić mu nic o Asi, skoro sam tego nie pamiętał. Jego życie, jego sprawa, jego tajemnice. A on nie chciał mieć przed nią tajemnic, ale nie chciał jej tego na razie mówić. Nie wiedział jeszcze, jak jej podziękuje za to, że przyjęła go do siebie, ale cieszył się, że w końcu udało mu się jakoś zdobyć jej zaufanie, którego wcale nie zamierzał stracić. Zbyt długo o nie walczył i otrzymał je wprawdzie cudzym kosztem, bo kosztem Wiktorii. Dopiero po chwili zdał sobie sprawę, że to przez Ulę zaczął mylić jej imię i był jej w duchu za to wdzięczny. Wolał spędzać czas z nią, a nie ze swoją kochanką. I teraz tylko utrzymanie między nimi powstającej nici przyjaźni się liczyło.
   
    Był pochmurny dzień, a deszcz nie przestawał padać od kilku godzin. Jednak Paulina uparła się, że muszą iść na spacer. Zrezygnowany przystał na tę propozycję i poszedł z nią do parku, wiedziony przekonaniem, że wróci cały mokry i na dodatek przeziębiony. Mimo wszystko wolał, żeby panna Febo była zadowolona i dała mu do późnego wieczora spokój. I kiedy tak spacerowali parkowymi alejkami, znowu ją ujrzał, a jego serce zabiło mocniej. Stała nad jeziorkiem z kobietą, z którą widział ją ostatnio. Obydwie, na przekór pogodzie, miały kolorowe parasole . Karmiły kaczki i śmiały się przy tym dość głośno, nie zwracając uwagi na przyszłych państwo Dobrzańskich. Marek, widząc to, miał ochotę do nich dołączyć, ale silny uścisk Pauliny przypomniał mu, że powinien wrócić do rzeczywistości. Kichnął dość głośno, czując, jak robi mu się coraz zimniej. Wtedy kobiety odwróciły się i zamilkły. Zrobiło się strasznie cicho, a on razem z panną Febo postanowił wrócić do domu, żeby się jeszcze bardziej nie rozchorować.

    Pamiętał, że już nigdy nie widział ich w parku tak beztrosko karmiące kaczki. Zawsze na jego widok milkły i zaczynały znowu rozmawiać, kiedy je minął. Ale krzyk, który w tym momencie usłyszał, w niczym nie przypominał tego normalnego zachowania Uli.

***

    Panna Cieplak stała przy burcie i obserwowała morze. Woda była przejrzysta, a niebo prawie bezchmurne. Wydawało się niemożliwe, że wieczorem może pojawić się sztorm.
    - Ty…! – usłyszała tuż za sobą i obróciła się szybko.
    - O, Wer… Wiktoria! – przywitała się w ten sposób, udając zaskoczenie.
    - Nienawidzę cię! Odebrałaś mi go, odebrałaś! – krzyknęła i rzuciła się na Ulę, jednak ta zrobiła unik.
    - Odbiło ci? – zapytała, patrząc się na nią jak na wariatkę.
    - To ty mi go odbiłaś! – odparła z furią w głosie i po raz kolejny zaatakowała pannę Cieplak. Jednak tym razem udało się jej złapał za kucyk kobiety i ta wrzasnęła z bólu. Wiktoria miała ochotę ją zabić i już w swoich wyobrażeniach widziała, jak uderza jej głową o barierkę, a potem wyrzuca ciało przez burtę. Ale w zrealizowaniu planu przeszkodził jej Marek, który stanął między nimi.
    - Co ty wyprawiasz? – zapytał z wyrzutem.
    - Mszczę się – odparowała. – Ale tobie mogę wybaczyć – dodała, uśmiechając się słodko. Młody Dobrzański przewrócił oczami, po czym oznajmił:
    - To koniec, rozumiesz? Nic nas nie łączy.
    - Jak śmiesz tak mówić?! – krzyknęła i rzuciła się na niego, ale on złapał ją za ręce i nie pozwolił wykonać jakiegokolwiek ruchu.
    - Puść mnie, bo… bo zacznę krzyczeć – zagroziła.
    - To sobie krzycz – zlekceważył ją, ale ona postanowiła, że tak łatwo się nie podda.
    - Ludzie, ratunku, pedofil!
    - Co się…? – zaczął kapitan, który znowu musiał interweniować. – To znowu wy? Ja chyba zwariuję… Biegusiem do swoich kajut i niech was nie widzę, dopóki ktoś po was nie przyjdzie.
    Cała trójka wykonała polecenie, nie chcą po raz kolejny się narażać. Ula nawet chciała opisać całe to zdarzenie jakoś w swoim pamiętniku, ale nie mogła, ponieważ cały czas nachylał się nad nią Marek, a ona nie chciała go prowokować, więc się do niego nie odzywała, dopóki ktoś nie zapukał do ich kajuty.
    - Idź otwórz – poleciła.
    - A jak to krwiożerczy zombie? – zapytał, unosząc jeden kącik ust w uśmiechu niczym Indiana Jones.
    - To cię zje – skomentowała i sama poszła otworzyć.


Moje nowe opowiadanie: Bezludna wyspa | Nareszcie są wakacje! lol

Nie kochaj mocno, bo przyjdzie nienawiść,
nie nienawidź mocno, bo przyjdzie miłość...

Offline

 

2011-07-15 12:29:55

Cindy
Najlepsza doradczyni na forum

#62 2011-07-16 13:01:44

MEG1984
Prawie jak Papuka
Od: zachodniopomorskie
Zarejestrowany: 2009-12-02
Posty: 6290

Re: Bezludna wyspa

Wczoraj wyjechałam ale zdążyłam sobie wydrukować ten rozdział i dziś wcześnie rano go przeczytałam. Teraz wróciłam i nie wierzyłam własnym oczom widząc, że nie ma ani jednego komentarza. To pewnie wina wakacyjnych rozjazdów smile
Kilka rzeczy się wyjaśniło, kilka zrobiło jeszcze bardziej tajemniczych.
Wiemy już co wymyślił Marek i na co przystał kapitan. Wygląda na to, że pomysł Dobrzańskiego by sami z Ulą dotarli na wyspę, na którą wybierają się także pozostali turyści w towarzystwie załogi, będzie miał poważne konsekwencje. Bo to chyba będzie to, co doprowadzi ich na bezludną wyspę?
Relacje między Ulą a Markiem także powoli ulegają zmianie. Na początku panna Cieplak uważała Dobrzańskiego za wcielenie zła, przekonała się jednak że nie jest on mężczyzną jednowymiarowym. Nie wiadomo do końca dlaczego zaczęło jej zależeć na tym jak on ją postrzega, ale jego opinia coraz więcej dla niej znaczy. Z drugiej strony rozwijająca się znajomość z Ulą zmieniła także Marka. Podejrzewam, że gdyby nie panna Cieplak Dobrzański zabawiałby się z Wiktorią podczas rejsu, a później rzuciłby ja bez najmniejszych skrupułów. Jednak coś się zmieniło, na pytanie kochanki Marek odpowiedział szczerze, że jej nie kocha i że nie zamierza się z nią żenić. To oczywiście rozwścieczyło Wiktorię i wyrzuciła go z kajuty. Na szczęście, chociaż kto wie big_smile, wtedy pojawiła się Ula która go przygarnęła. Wiktoria nie potrafiła jednak łatwo odpuścić i po raz kolejny urządziła pannie Cieplak awanturę, chociaż tym razem nie groziła jej lokówką big_smile Szkoda tylko, że znów sprowadziła na Ulę i Marka problemy.
To, że Marek choć raz poczuł jak to jest być przez kogoś porzuconym wyszło mu chyba na dobre. Przekonał się jak czuły się te wszystkie dziewczyny, które on rzucał czasami bez żadnego wyjaśnienia. Może trochę zrozumiał dlaczego Ula traktowała go tak ostro, dlaczego miała do niego żal za to, co zrobił Asi.
Zastanawia mnie tylko jedno. Dobrzański pamięta Joannę, jej uśmiech, oczy, ale dlaczego on nie pamięta nic poza tym z tamtego okresu. Co się tak naprawdę stało i czy rozstanie z Asią na pewno było jego w pełni świadomą decyzją? Nie mam wątpliwość, że Joanna była dla niego ważna, że była dla niego kimś więcej niż tylko kochanką i zastanawiam się co między nimi zaszło.

Pozdrawiam serdecznie, życzę weny i czekam na kolejną część kiss


Kiedy rodzi się człowiek z nieba spada dusza i  rozpada się na dwie części.
Jedna z nich trafia do kobiety, druga do mężczyzny.
Życie polega na odnalezieniu tej drugiej połowy, połowy swojej duszy, połowy samego siebie...
I believe in SH. I AM SHERLOCKED.

Offline

 

#63 2011-07-18 10:45:04

Chocolate
BrzydUloholik
Od: Zimowa stolica
Zarejestrowany: 2010-05-04
Posty: 2089
Serwis

Re: Bezludna wyspa

MEG1984 napisał:

Teraz wróciłam i nie wierzyłam własnym oczom widząc, że nie ma ani jednego komentarza. To pewnie wina wakacyjnych rozjazdów smile

Może tak, może nie. Sama nie wiem. W ogóle ostatnio mało osób zagląda do RT.

MEG1984 napisał:

Kilka rzeczy się wyjaśniło, kilka zrobiło jeszcze bardziej tajemniczych.

Akurat ja lubię to w swoich opowiadaniach, że coś jest tajemnicze, a coś się wyjaśnia. Nie lubię tak od razu wszystkiego mówić. Trzeba zrobić jakiś klimacik. wink

MEG1984 napisał:

Wiemy już co wymyślił Marek i na co przystał kapitan. Wygląda na to, że pomysł Dobrzańskiego by sami z Ulą dotarli na wyspę, na którą wybierają się także pozostali turyści w towarzystwie załogi, będzie miał poważne konsekwencje. Bo to chyba będzie to, co doprowadzi ich na bezludną wyspę?

Teraz już chyba mogę powiedzieć, ale tak... O to chodzi. Jak zwykle Marek będzie miał głupie pomysły i wyjdzie, jak wyjdzie. wink

MEG1984 napisał:

Relacje między Ulą a Markiem także powoli ulegają zmianie.

Muszą ulegać, bo inaczej nie byłoby tego, co sobie zaplanowałam, ale to jeszcze nie oznacza, że Ula już nie będzie wredna dla Marka. Co to, to nie. lol

MEG1984 napisał:

Szkoda tylko, że znów sprowadziła na Ulę i Marka problemy.

Nie do końca sprowadziła, ale chyba kapitan zazna się z tym, że jeśli ktoś robi jakieś awantury na pokładzie, to tylko i wyłączeni ta trójka/dwójka.

MEG1984 napisał:

To, że Marek choć raz poczuł jak to jest być przez kogoś porzuconym wyszło mu chyba na dobre. Przekonał się jak czuły się te wszystkie dziewczyny, które on rzucał czasami bez żadnego wyjaśnienia. Może trochę zrozumiał dlaczego Ula traktowała go tak ostro, dlaczego miała do niego żal za to, co zrobił Asi.

Z Markiem jest różnie. Trochę zrozumiał, trochę nie. Przecież w głębi duszy on jest jeszcze dzieckiem, o czym na pewno przekonasz się w następnych rozdziałach.

MEG1984 napisał:

Zastanawia mnie tylko jedno. Dobrzański pamięta Joannę, jej uśmiech, oczy, ale dlaczego on nie pamięta nic poza tym z tamtego okresu.

A kto powiedział, że nie pamięta? wink Marek? No cóż... jeśli mu wierzyć...

MEG1984 napisał:

Co się tak naprawdę stało i czy rozstanie z Asią na pewno było jego w pełni świadomą decyzją? Nie mam wątpliwość, że Joanna była dla niego ważna, że była dla niego kimś więcej niż tylko kochanką i zastanawiam się co między nimi zaszło.

Na pewno kiedyś się dowiesz, co się stało, jeśli tylko będę miała czas i siłę, żeby napisać kolejne części. smile

Również pozdrawiam i dziękuję kiss

Ostatnio edytowany przez Chocolate (2011-07-18 10:46:10)


Moje nowe opowiadanie: Bezludna wyspa | Nareszcie są wakacje! lol

Nie kochaj mocno, bo przyjdzie nienawiść,
nie nienawidź mocno, bo przyjdzie miłość...

Offline

 

#64 2011-07-18 18:55:53

Ciasteczko
Aktywny CZŁONEK
Od: 100l(n)ica
Zarejestrowany: 2010-05-03
Posty: 5631

Re: Bezludna wyspa

Trochę mnie zaskoczyłaś tym rozdziałem big_smile. Nie spodziewałam się takiego rozwoju akcji. Nadal nie wiem czy masz zamiar wdrożyć mój lekko abstrakcyjny scenariusz xD. Chociaż może lepiej nie... big_smile. Weny siostra i czekam na ciąg dalszy.

A tak BTW, dzięki za dedyka specjalnego big_smile.


Widzę, że coś się święci i nie jest to jajko wielkanocne
Co jak co ale oczy to ty masz ładne:)
SWSiOCJT

Offline

 

#65 2011-07-20 10:06:59

Chocolate
BrzydUloholik
Od: Zimowa stolica
Zarejestrowany: 2010-05-04
Posty: 2089
Serwis

Re: Bezludna wyspa

Ciasteczko napisał:

Trochę mnie zaskoczyłaś tym rozdziałem big_smile. Nie spodziewałam się takiego rozwoju akcji.

Nie przejmuj się. Ja też się czegoś takiego po sobie nie spodziewałam. No cóż, wyszło jak wyszło. Dziwnie. wink

Ciasteczko napisał:

Nadal nie wiem czy masz zamiar wdrożyć mój lekko abstrakcyjny scenariusz xD. Chociaż może lepiej nie... big_smile.

Mam zamiar, mam. lol Tylko nie wiem, czy coś się jeszcze pojawi. Mam wrażenie, że wypaliłam się już co do tego opowiadania... hmm

Ciasteczko napisał:

Weny siostra i czekam na ciąg dalszy.

Oj, wena się przyda.

Ciasteczko napisał:

A tak BTW, dzięki za dedyka specjalnego big_smile.

Nie ma za co. kiss


Moje nowe opowiadanie: Bezludna wyspa | Nareszcie są wakacje! lol

Nie kochaj mocno, bo przyjdzie nienawiść,
nie nienawidź mocno, bo przyjdzie miłość...

Offline

 

#66 2011-08-29 15:53:03

Wiśniowa
Pomidor
Od: Miasto Zachodu Słońca
Zarejestrowany: 2011-01-27
Posty: 6

Re: Bezludna wyspa

Of...
Kiedy cd?


...dobrze widzi się tylko sercem. Najważniejsze jest niewidzialne dla oczu.

Offline

 

#67 2014-08-27 15:04:54

Grajka
Piesek Aleksa
Zarejestrowany: 2009-07-08
Posty: 45

Re: Bezludna wyspa

Kurczę a gdzie ciąg dalszy, to już kolejne opowiadanie, które nie ma zakończenia - psia noga !

Offline

 

#68 2014-08-27 15:22:45

Ciasteczko
Aktywny CZŁONEK
Od: 100l(n)ica
Zarejestrowany: 2010-05-03
Posty: 5631

Re: Bezludna wyspa

Pozwolę sobie odpowiedzieć wink. Sis nie skończyła, bo nie miała pomysłu na to opowiadanie wink.

Ostatnio edytowany przez Ciasteczko (2014-08-28 13:58:38)


Widzę, że coś się święci i nie jest to jajko wielkanocne
Co jak co ale oczy to ty masz ładne:)
SWSiOCJT

Offline

 

#69 2014-08-28 12:32:26

Grajka
Piesek Aleksa
Zarejestrowany: 2009-07-08
Posty: 45

Re: Bezludna wyspa

Wielka szkoda , zapowiadało się ciekawie, a nawet bardzo ciekawie i intrygująco.Jetem niepocieszona.

Offline

 

Stopka forum

Powered by PunBB© Copyright 2002–2018 PunBB
statystyka