BrzydULA - jedyne forum fanów serialu

Forum dyskusyjne miłośników serialu "BrzydULA"

Nie jesteś zalogowany.

#111 2014-01-13 21:18:08

panna anna
Prawie jak Cindy
Od: wschód Europy
Zarejestrowany: 2010-04-08
Posty: 8512

Re: Chcę Ci coś opowiedzieć

Czytałam już dawno ale jakoś brakuje mi czasu... To przez pewnego Aleksandra o pięknych szaroniebieskich oczach i pięknym uśmiechu. smile

Sincero napisał:

Ania, daj znać jak Ci poszło.

Poszło na 5. Dobrze że to już dawno za mną .


- Usiądź – szepnął Marek, prowadząc Ulę na kanapę w salonie.
Kiedy tylko zajęła miejsce, ruszył w stronę kuchni, jednak zatrzymał go jej uścisk dłoni.
- Nie idź – mruknęła ledwo słyszalnie.
Zatrzymał się zdziwiony i spojrzał na nią przez ramię. Przez kilka długich sekund wpatrywała się w podłogę, ale kiedy ponowił próbę przejścia do innego pomieszczenia, podniosła głowę, a on zamarł.

Jakie to dziwne, że czasami sytuacja jest tak ciężka że człowiek nie jest w stanie być sam..
Nie wierzę w przeznaczenie, wierzę w ludzką wolę i ludzkie wybory.

W jej spojrzeniu dostrzegł ogromne cierpienie, jakby jej serce właśnie miało się rozpaść. Nigdy nie widział w jego oczach takiego bólu. Czy tak właśnie spojrzała na Aleksa tamtego dnia, gdy znalazła ten przeklęty liścik zapytał sam siebie, po czym przykucnął przy niej i ostrożnie otarł jej policzki. Wtuliła twarz w jego dłoń, a on szybko siadł obok niej i przyciągnął do siebie w mocnym uścisku.
- Co się stało? Ktoś cię skrzywdził?

No trochę im się naplątało. Przez te lata wszystko się pozmieniało. Teraz muszą wyprostować swoje życia.

Jedyną jej reakcją na jego pytania była nowa fala płaczu. Przeklął się w myślach i zaczął gładzić jej plecy w uspakajającym geście.
- To Aleks? – rzucił niepewnie.

Co złego to Aleks... Marek nieładnie.


- Paula umiera! – wykrzyczała w jego twarz i ponownie zaniosła się płaczem.
Marek na moment zamarł. Milion myśli przemknęło przez jego myśli, zanim dotarło do niego to, co usłyszał kilka sekund wcześniej.
- Ona jest chora, umiera – dodała Ula ciszej, a jej ramiona ponownie się zatrzęsły.
Marek podszedł do niej i ponownie wziął ją w swoje objęcia. Stali tak przez kilka długich minut, zanim w końcu Ula uspokoiła się na tyle, by odsunąć się od Dobrzańskiego.

Biedna Paula. Lubię ją w Twojej wersji. Szkoda, że odchodzi. I biedny Aleks. To dla niego najbliższa osoba. Siostra mu umiera, a do tego jeszcze żona go zdradza. Naprawdę mi go szkoda.


- Ładnie tu – mruknęła zachrypniętym głosem.
- To Renata urządzała – stwierdził nieco roztargnionym tonem, wlewając wrzątek do kubków.
- Taa… - westchnęła. – Mieszkała tu?
- Nie, to była część mojej terapii.

Marek krzywdzi wiele osób w tym Renatę. Mam nadzieję, że jest tego świadom.


Ula ostrożnie ustawiła na stoliku miskę pełną pierogów i zajęła miejsce obok Dobrzańskiego. Gospodarz szybko nałożył sobie kilka  sztuk i mruknął głośno, wchłaniając pierwszego z nich.
- Jak mi tego brakowało – rzucił, wywołując uśmiech na twarzy Uli.
- Rozumiem, że smakują.
- Są pyszne – dodał, opróżniając talerz w mgnieniu oka.
- Dokładka? – zapytała Febo, wyciągając przyjacielowi miskę z pierogami. – Chociaż nie… Później nie zmieścisz się w garnitury od Pshemko – dodała, udając przerażenie i odstawiła naczynie, poza zasięgiem Dobrzańskiego.
- Hej! Dawaj to!

Takie wspomnienie starych czasów jak gdyby nic się nie stało. Niestety stało się zbyt wiele.


Zamarła, wpatrując się w niego pełnymi łez oczami. Jej dolna warga drżała lekko, a klatka piersiowa unosiła się w przyspieszonym tempie.
- Dlaczego mówisz to teraz? Dlaczego powtarzasz to od mojego powrotu, a wtedy nie powiedziałeś ani razu. Dlaczego? – pisnęła.
- Ula…
- Dlaczego niszczysz to wszystko, na co pracowałam przez ostatnie lata? Dlaczego mi to robisz? To jest twoja zemsta? – wykrzyczała, a po jej policzku spłynęła pierwsza łza. – Dlaczego dopiero teraz?

Prawda wyzwala ale i prawda rani.  Ciekawe kto oberwie najbardziej.

Marek podszedł do niej i ostrożnie chwycił ją w swoje ramiona. Wtuliła się w niego bez słowa.(...)
Oprzytomniała dopiero, kiedy Dobrzański zacisnął ramiona wokół jej drobnego ciała i uniósł delikatnie, okręcając się dookoła. Pisnęła cicho i ukryła twarz w jego barku.
- Kocham cię – powtórzyła pewnie, posyłając mu radosny uśmiech.

Ulka, ty wiarołomna żono. Jeszcze raz powtórzę biedny Aleks. Nie zasłużył na to. Nikt na takie traktowanie nie zasługuje. A Marek zrobił mu takie świństwo 2 razy.


Obudziła się kilka godzin później. Przez moment nie wiedziała gdzie jest, ale kiedy poczuła silne ramiona oplatające jej ciało, wspomnienia poprzedniego wieczora wróciły. Gdy jej oczy przyzwyczaiły się do ciemności, spojrzała na twarz Marka i uśmiechnęła się lekko, widząc jego spokojne oblicze. Nagle zalało ją poczucie winy. Ostrożnie wysunęła się z ramion śpiącego obok mężczyzny, a później najciszej jak potrafiła zebrała ubrania z podłogi i założyła je na siebie. Wyszła z sypialni, zabrała torebkę, leżącą obok kanapy i płaszcz, a następnie wybiegła z mieszkania. Najszybciej jak była w stanie, zbiegła klatką schodową i wypadła na mroźne kwietniowe powietrze. Objęła się ramionami i pozwalając, by łzy spływały jej po policzkach, ruszyła w stronę domu.

Ach te wyrzuty sumienia... Miłość miłości, jednak Ulka nie jest jakąś tam latawicą i coś tam do Aleksa czuje. Ciekawe jak to się wszystko dla nich wszystkich skończy...

Pozdrawiam i życzę weny w Nowym Roku.
Anka kiss


Я схожу с ума, мне мало-мало-мало
Mне мало-мало-мало тебя
Знаю я сама, мне мало-мало-мало
Мне мало-мало-мало тебя

Offline

 

2014-01-13 21:18:08

Cindy
Najlepsza doradczyni na forum

#112 2014-02-03 20:16:38

Sincero
Przyjaciel Brzyduli
Od: Dolnośląskie
Zarejestrowany: 2011-05-04
Posty: 111

Re: Chcę Ci coś opowiedzieć

W końcu znalazłam chwilę, by wrzucić następny rozdział. Jest to przedostatnia, a zarazem najdłuższa część. smile

panna anna napisał:

Poszło na 5. Dobrze że to już dawno za mną .

GRATULACJE! smile

panna anna napisał:

Biedna Paula. Lubię ją w Twojej wersji. Szkoda, że odchodzi. I biedny Aleks. To dla niego najbliższa osoba. Siostra mu umiera, a do tego jeszcze żona go zdradza. Naprawdę mi go szkoda.

Mi też szkoda Pauli. Przyzwyczaiłam się do niej już trochę hmm Aleks na pewno też bardzo to odczuje, ale...

UWAGA, SPOILER!!!

...zawsze może liczyć na wsparcie żony.

KONIEC smile

Wiem, że im się trochę pokomplikowało, ale w najbliższej części zostaną dokonane pewne wybory, które zaważą na życiu głównego wielokąta smile

panna anna napisał:

Marek krzywdzi wiele osób w tym Renatę. Mam nadzieję, że jest tego świadom.

Nawet nie wiesz, jak bardzo. Szkoda mi jej, bardzo mi szkoda, ale ktoś musiał być koziołkiem ofiarnym w tym opowiadaniu. Chyba nikt nie wierzył, że Marek wytrzyma w celibacie prawie trzy lata, nie?

panna anna napisał:

Ulka, ty wiarołomna żono. Jeszcze raz powtórzę biedny Aleks. Nie zasłużył na to. Nikt na takie traktowanie nie zasługuje. A Marek zrobił mu takie świństwo 2 razy.

Marek jest świnią, oczywiście. Jednak większą winą, wg mnie, należałoby obarczyć Ulkę. To w końcu ona do niego przyszła, ona została w jego mieszkaniu, ona wyznała mu miłość. Marek jej do niczego nie zmuszał. Może Ula zmieniła Marka, ale on też ją zmienił. Ten świat, w którym żyła przez ostatnie lata ją zmienił. I to nieodwracalnie.

A teraz nie przeciągając, zapraszam.



Wykorzystano fragmenty utworu Mateusza Ziółko i Lidii Jazgar - Nie ma



Rozdział XVIII „Nie ma”


Odeszłaś cicho jak sen, przez okno wpłynął nowy dzień.
Resztki nocy wymiótł z szyb, przepędził cienie z moich myśli.


Promienie Słońca wpadające do pomieszczenia leniwie tańczyły na jedwabnej pościeli, co jakiś czas muskając twarz śpiącego w łóżku mężczyzny. Mimo lekkiego dyskomfortu jego twarz wyrażała ogromne zadowolenie. W końcu smuga słońca zatrzymała się na jego zamkniętych oczach, wywołując jego ciche jęknięcie. Ostrożnie otworzył oczy i natychmiast zmrużył je z powrotem, próbując przyzwyczaić się do ogarniającej go jasności. Wspomnienia poprzedniego wieczoru raz za razem przeplatały jego myśli, sprawiając, że radosny uśmiech nie schodził z jego twarzy. W końcu podniósł lekko głowę i zmarszczył brwi, kiedy druga połowa łóżka okazała się pusta. Podniósł się szybko i rozejrzał po pokoju, ale oprócz jego rozrzuconych ubrań nie dostrzegł żadnego potwierdzenia, że miniona noc była prawdą.
- Ula? – zawołał zachrypniętym od snu głosem.
Odpowiedziała mu cisza. Powoli wstał z łóżka i ruszył w stronę wyjścia z pokoju. Otworzył drzwi dzielące sypialnię z niewielkim salonem i westchnął z ulgą. Na stoliku stały dwa w połowie opróżnione kieliszki wina.
- Ula? – krzyknął, jednak znowu odpowiedziało mu milczenie.
Zrobił kilka kroków w stronę kuchni i chwilę później jego oczom ukazała się miska z pierogami i dwa talerze złożone w zlewie.
To była prawda. To, co wydarzyło się minionej nocy, nie było jego złudzeniem. Ula była w jego mieszkaniu, rozmawiali, a później ona wyznała mu miłość. Powiedziała mu, że go kocha, dała mu tego dowód, ale zniknęła. Odeszła, jakby to była jednonocna przygoda, jednonocny epizod, nic nieznaczący seks. Zamachnął się, by po chwili jego bosa stopa zderzyła się z kanapą. Zaklął głośno, kiedy miejsce uderzenia eksplodowało bólem. W końcu zaczęło do niego docierać, co tak naprawdę się stało poprzedniego dnia.
Ula była w rozsypce. Przyszła do niego, do przyjaciela, któremu ufała. Szukała pocieszenia, zapomnienia. I dostała to, czego szukała. Ale powiedziała mi, że mnie kocha! zawył w myślach, a następnie usiadł na kanapie, kiedy prawda do niego dotarła. Ula go kochała. To była prawda, w końcu kiedy się kogoś kocha nie można po prostu przestać. Teraz miał, o co walczyć. Ula dała mu to, o czym marzył od lat – nadzieję na to, że wszystko może wrócić na właściwy dla nich tor. Biegiem ruszył w stronę sypialni i najszybciej jak potrafił, założył na siebie kolejne warstwy ubrania. W końcu złapał klucze leżące na szafce, gwałtownie otworzył drzwi i zamarł. Dotarło do niego, dlaczego Ula uciekła, zanim mieli szansę porozmawiać o tym, co zaszło. Cofnął się w głąb mieszkania i próbował odtworzyć przebieg całego wieczoru, który razem spędzili. I dotarło do niego, że nawet kiedy powiedziała, że go kocha, nigdy nie powiedziała, że nie kocha Aleksa. Nie ważne, jak bardzo kocham swojego męża przypomniał ciepły głos Uli w jego głowie i zrozumiał, że jeżeli chce z nią być, musi o nią walczyć. Zacisnął wargi i pozwolił sobie na jeszcze jedną chwilę wahania, po czym zerwał się z kanapy i wybiegł z mieszkania, trzaskając drzwiami. Teraz albo nigdy stwierdził w myślach, skutecznie zagłuszając odbijające się echem wyrzuty sumienia.

Radio Chopina cicho gra, nokturn który tak dobrze znam,
Wmieszał się w nastrój nieopatrznie, i wystukuje czas powoli.


Mieszkanie tonęło w mroku. Mimo, że zegarek stojący przy łóżku wskazywał godzinę dziewiątą, a słońce za oknem świeciło wyjątkowo mocno jak na tę porę roku, w mieszkaniu było ciemno. W sypialni na ogromnym łóżku siedziała skulona dziewczyna. Jej dłonie mocno przyciągały kolana do klatki piersiowej, a z mokrych włosów spływały krople wody, zlewając się ze łzami na jej policzkach. Kiedy tylko wróciła do domu, wzięła gorący prysznic, trąc swoje ciało na wszystkie możliwe sposoby, jakby chciała zmyć z siebie to, co zrobiła. Zdradziła.
Zaszlochała głośno i oparła mokry policzek na kolanie. Wciąż czuła się brudna, jakby jej ciało było skażone, zarażone wirusem, nieuleczalną chorobą. Zdradą.
Przymknęła powieki i znowu poczuła na swoim ciele, delikatny dotyk mężczyzny, z którym spędziła ostatnią noc. Wspomnienie jego rąk błądzących po jej plecach, brzuchu. Iluzja jego oddechu owiewającego jej ciało, jego pocałunków, które składał na jej skórze. Przypomnienie skrywanej tęsknoty, bólu, cierpienia i miłości. Wspomnienie zdrady.
Otworzyła gwałtownie oczy, przerywając potok napływających obrazów, który zastąpił oskarżycielski głos sumienia. To, co się stało było jej winą. To ona dopuściła go do siebie, to ona poszła do niego, to ona wyznała mu miłość. I czy tego chciała, czy nie, wyznała mu prawdę. Kochała go. Kochała go każdego dnia, od kiedy tylko go poznała i nigdy nie przestała. Nawet po tym, jak ją oszukiwał, nawet kiedy poznała prawdę, nawet kiedy jej życie stało się ruiną, nie przestała go kochać.
To była jej pierwsza prawdziwa miłość. W pełni szalona i nieprzewidywalna.  Taka, która łamie serce, jednak jest też lekiem na całe zło świata. Taka, której nic nie jest w stanie pokonać. Nawet kłamstwo.
Jednak Ula w pełni zdawała sobie sprawę, że w jej życiu są jeszcze dwie osoby. Jej syn, którego darzyła w pełni bezwarunkową, matczyną miłością i Aleks, jej mąż. I byłaby wielkim kłamcą mówiąc, że nie darzyła go miłością. Kochała Aleksa i to ze wszystkimi jego wadami. I chociaż nie był on jej pierwszą miłością, zdecydowanie było to prawdziwe. Nie było szalone, nie było zwariowane, ale twarde, stabilne, pełne zrozumienia i ciepła, którego nikt nigdy nie mógł jej dać. Pełne wsparcia i troski. Oparte na przyjaźni i szczerości, które nigdy nie zostały zachwiane.
I właśnie dlatego to, co stało się poprzedniej nocy, zdrada, której się dopuściła, rozdzierała jej serce. Bo zdradziła kogoś, kto poświęciłby dla niej swoje życie. Kogoś, dla kogo ona poświęciłaby swoje. Zdradziła osobę, która była przy niej, kiedy tego najbardziej potrzebowała i przewróciła swoje życie do góry nogami właśnie dla niej. Zdradziła swojego męża.
Wbiła paznokcie w ramię, próbując opanować płacz, jednak to nie pomogło. Jedyne, co czuła to nudności. Kiedy tylko myślała o poprzedniej nocy czuła, jak jej żołądek kurczy się drastycznie. W końcu zerwała się z łóżka i pobiegła do łazienki. Po kilku minutach wróciła do sypialni, a jej zaczerwienione od płaczu oczy jeszcze wyraźniej odcinały się na bladej twarzy. Podeszła do łóżka i oparła się lekko o jego kolumnę. Obróciła się lekko, jakby chciała usiąść, jednak w ostatniej chwili zrezygnowała, kątem oka dostrzegając swoje odbicie w lustrze. Podeszła do zwierciadła, przyglądając się swojej twarzy. Stanęła tuż przed jego taflą. Znowu poczuła, jak zalewa ją fala nudności, ale tym razem nie pobiegła do łazienki, a jedynie zamachnęła się mocno, by po chwili wycelować pięścią w zwierciadło. Jednak w ostatniej chwili zamarła, gdy do jej uszu dotarł odgłos wjeżdżającego na podjazd auta. Niewiele myśląc odwróciła się i wybiegła z pomieszczenia.

Myśli skupione w jeden punkt. Co dzisiaj jeszcze się wydarzy?

Biegła przez korytarz, próbując powstrzymać swoją złość. Jak on śmiał przyjeżdżać tutaj po tym, co się stało?! powtarzała w myślach, stawiając kolejne kroki. Przemierzając salon, usłyszała skrzypnięcie drzwi i kilka ciężkich kroków, a kiedy wpadła do małego przedsionka, zamarła. Przed nią stał jej mąż, a na jego twarzy widać było przerażenie i troskę, jakiej nigdy wcześniej nie widziała.
- Ula, tak się bałem – szepnął z ulgą i porwał ją w swoje objęcia.
Przez kilka minut przyciskał ją do siebie, jakby od tego zależało jego życie, a następnie odsunął się od niej i spojrzał w jej zaczerwienione oczy.
- Dlaczego, jasna cholera, nie odbierasz telefonu?! Prawie dostałem zawału! Jak mogłaś zostawić mi tą wia... Nie, to nie była wiadomość. To było rozpaczliwe wołanie o pomoc, a później nie odbierać telefonu!
- Przepraszam – mruknęła ledwo słyszalnie.
- Myślałem, że zwariuję, kiedy odsłuchałem nagranie. Przez całą drogę próbowałem się do ciebie dodzwonić i wyobraziłem sobie chyba z setkę różnych tragicznych scenariuszy.
- Przepraszam – powiedziała głośniej Ula, przerywając wyrzuty swojego męża. – Przepraszam – dodała, łapiąc jego twarz w dłonie. – Przepraszam, przepraszam, przepraszam – powtarzała przez kilka sekund.
Patrzyła w jego oczy i wyrzucała z siebie kolejne słowa, szukając w nich wybaczenia swojej zdrady. Doskonale zdawała sobie sprawę, że on jeszcze nie wiedział, co stało się minionej nocy, ale to było wszystko, co była w stanie wykrztusić. W końcu jego spojrzenie zmiękło i przytulił ją mocno.
- Nie rób tego nigdy więcej, błagam – szepnął, pozwalając by napięcie ostatnich godzin opuściło jego ciało.
- Obiecuję – szepnęła szybko, czując, jak jej serce się uspakaja. – Przysięgam, nigdy więcej. Nigdy – dodała, a z jej oczu poleciały łzy.
Aleks odsunął się od niej lekko, jednak wciąż trzymał ją w swoich ramionach. Szybko zlustrował ją spojrzeniem, a w jego oczach wybuchł kolejny wulkan troski.
- Co się stało? – zapytał spokojnie, choć jego głos drżał.
- Paula ma raka – odpowiedziała, pozwalając łzom ponownie zgromadzić się w jej oczach. – Powiedziała, że zostały jej cztery miesiące, maksymalnie pół roku – dodała, uważnie wpatrując się w twarz męża.
Mężczyzna skrzywił się z bólu, jaki zalał jego ciało, a po chwili jego żona oplotła go swoimi ramionami. Przyjął jej pocieszenie, choć w jego głowie wciąż szalało tornado myśli. Nie wiedział, o co zapytać, co powiedzieć. Jego siostra, ta, z którą spędził całe życie.
- Ja… Nie wiem, co mam… Ja… To… - jąkał nieskładnie.
- Jestem przy tobie – wyszeptała Ula, przymykając powieki. – Jestem tu i nigdzie się nie wybieram – dodała.
Na kilka sekund zapomniała o nocy spędzonej z Markiem. Nie było wyrzutów sumienia, przerażenia i wątpliwości. Wiedziała, że teraz nie może go zostawić. Potrzebował jej tak, jak kiedyś ona potrzebowała jego. Nie była mu w stanie powiedzieć prawdy i doskonale wiedziała, że już nigdy nie będzie w stanie. Decyzja zapadła w chwili, kiedy zobaczyła go w drzwiach ich domu. Rozwiązanie przyszło do niej, jakby to była najnaturalniejsza rzecz na świecie. Za wszelką cenę musiała utrzymać to, co się stało, w sekrecie. To był błąd, pomyłka. Jej życie było przy jej mężu. Aleks i Kuba byli jej rodziną, a ona nigdy nie powinna w to wątpić.

Nie ma ciebie, nie ma mnie.
Świat nie istnieje, skończył się.


Słońce zalewało ulice Warszawy. Po śniegu nie było już śladu, a w powietrzu można było czuć wiosnę. Bezlistne drzewa drgały lekko poruszane przyjemnym wiatrem, a w oddali słychać było cichy śpiew ptaków. Ula szła przez park, pozwalając, by jej serce tłukło się w jej piersi jak szalone. Nie miała wyjścia. Musiała dać Markowi do zrozumienia, że to koniec. Musiała błagać go, aby trzymał język za zębami. Musiała wybić mu z głowy takie sytuacje, jak ta, która miała miejsce dwa dni wcześniej, kiedy przyjechał do jej domu, żądając wyjaśnień. Tylko cud sprawił, że Aleks był w łazience, kiedy Dobrzański pojawił się w ich domu. Kazała mu wtedy wyjść i obiecała, że spotka się z nim, kiedy tylko będzie mogła. I właśnie kroczyła parkową ścieżką, by dopełnić swojej obietnicy.
- Cześć – powiedziała ostrym tonem, stając za plecami mężczyzny.
Odwrócił się gwałtownie i podszedł do niej, by złożyć pocałunek na jej wargach, jednak ona się odsunęła.
- To wiele wyjaśnia – warknął, zamiast przywitania.
- Wiesz, że nie mogę postąpić inaczej – zaczęła Febo, a z jej głosu zniknął upór.
- Możesz! A wiesz dlaczego? Bo mnie kochasz! Bo ja kocham ciebie! Bo mamy syna, którego możemy wychowywać razem!
- Wiesz, że to nieprawda – jęknęła, czując jak w jej oczach gromadzą się łzy. – Wiesz, że to przepadło już dawno temu.
- To czym dla ciebie była ta noc, ha? Przygodą? Zapomnieniem? Nic nieznaczącym seksem?
- Nie mów tak, wiesz, że…
- Nie wiem, Ula! Zniknęłaś zanim miałem szansę się dowiedzieć! Znowu!
Przez chwilę mierzyli się spojrzeniami, aż w końcu Marek odwrócił się w stronę jeziora. Zrobił kilka kroków, chwycił jeden z leżących na brzegu kamieni i z całej siły rzucił nim w błękitną taflę. Kilka sekund później rozległ się skrzek kaczek, kiedy odłamek zderzył się z lustrem wody.
- Marek, proszę, zachowaj to w tajemnicy, błagam – szepnęła, wpatrując się w plecy Dobrzańskiego.
- Co?
Odwrócił się szybko, a szok na jego twarzy mieszał się ze złością.
- Mam kłamać? Mam udawać, że nic się nie stało? Mam pozwolić ci odejść?!
- Tak – przytaknęła pewnie.
- Jak możesz tego ode mnie wymagać?
- Bo wiem, że mnie kochasz. I wiem, że kochasz Kubę. A to jest dla nas najlepsze – stwierdziła, zaciskając szczękę.
Jej oczy piekły od powstrzymywanych łez, jednak za wszelką cenę starała się nie pozwolić im wypłynąć na powierzchnię. Z gardła Marka wydobyło się warknięcie pełne bezsilności.
- Więc to naprawdę nic dla ciebie nie znaczyło – powiedział, jakby właśnie dotarł do niego ten fakt.
- Znaczyło – szepnęła, a po jej policzku potoczyła się pierwsza łza. – Ale nieważne, jak wiele dla mnie znaczysz, Aleks jest moim mężem. Pojawił się w moim życiu, kiedy tego najbardziej potrzebowałam i był w nim przez cały czas – mówiła, a łzy powoli zalewały jej twarz.
- Kochasz go? – zapytał Marek, spoglądając w jej oczy.
- Tak – przyznała łamiącym się głosem. – Kocham Aleksa.
- Tak, jak kochasz mnie?
Pokręciła przecząco głową, nie mogąc wykrztusić z siebie ani jednego słowa. Marek patrzył na nią uważnie, nie rozumiejąc tego, co właśnie się działo.
- To nigdy nie będzie takie samo.
- Więc dlaczego z tym walczysz? Dlaczego nie pozwolisz mi…
- Nie utrudniaj mi tego, błagam.
- Ula, dlaczego?!
- Przepraszam, Marek – mruknęła, ocierając mokre policzki.
Odwróciła się i ruszyła w stronę wyjścia z parku, jednak chwilę później zatrzymała się. Złapała torebkę, wyciągnęła z niej kremową kopertę i z lekkim wahaniem zawróciła.
- Mam nadzieję, że przyjdziesz – szepnęła, spoglądając na jego smutną twarz.
Chwycił kopertę drżącą ręką, niepewnie zerkając swoje nazwisko na napisane drobnymi literami i posłał jej pełnie niezrozumienia spojrzenie. Wykrzywiła lekko wargi w słabej imitacji uśmiechu i ponownie ruszyła do wyjścia.

Najgłębsze rany leczy czas.
Niepostrzeżenie dzień po dniu, pamięć oplata zapomnieniem.

   
Sprzedaż kolekcji poszła wyśmienicie. Paryskie i londyńskie oddziały szalały ze sprzedażą, a ich jedynym zmartwieniem było, czy szwalnie wyrobią się z terminami. Znowu czekał ich spokojny sezon, aż do następnego pokazu. Budynek firmy wydawał się wyjątkowo cichy bez nerwowych krzyków Pshemko i modelek kręcących się dookoła. Każdy kolejny dzień zlewał się z poprzednim, jakby wszyscy pracownicy pogrążyli się w śnie, który miał zostać przerwany przed prezentacją nowej kolekcji.
Drzwi windy rozsunęły się i Ania przywitała Marka przyjaznym uśmiechem. Dobrzański skinął tylko głową i ruszył w stronę swojego gabinetu. Na moment zatrzymał się tuż obok biurka, które zajmowała Violetta i przymknął powieki, delektując się ciszą, jaka panowała na piętrze.
- Jak to nie ma?!
Krzyk Pshemko odbił się echem, zakłócając tym samym chwilę wytchnienia Marka. Mężczyzna posłał pytające spojrzenie recepcjonistce, na co ona uśmiechnęła się pobłażliwie.
- Szaleje od rana. Dzisiaj pierwsza przymiarka – wytłumaczyła szybko, przekładając papiery.
- Przymiarka? – zapytał, unosząc brew ze zdziwienia.
- Tak, Ula zaraz przyjdzie na przymiarkę sukni ślubnej. Pshemko zagroził, że jeżeli to nie on zaprojektuje jej suknię, przerwie ceremonię.
Dziewczyna uśmiechnęła się na wspomnienie sceny, która rozegrała się kilka dni wcześniej. Wciąż nie mogła wyrzucić z pamięci oburzonej miny projektanta i załamanego spojrzenia Uli. Marek kiwnął głową ze zrozumieniem, a cały jego dobry humor odpłynął. Bez słowa wszedł do gabinetu i usiadł za biurkiem. Otworzył jedną z szuflad i wyciągnął z niej kremową kopertę, którą dwa tygodnie wcześniej wręczyła mu Ula. Ozdobne litery układały się w formalne zaproszenie Marka Dobrzańskiego wraz z osobą towarzyszącą na sakrament zawarcia małżeństwa Urszuli i Aleksandra Febo, który miał odbyć się za miesiąc. Przez kilka chwil obracał kartonik w dłoni aż w końcu z powrotem schował go w szufladzie.
Spojrzał na stojące na blacie zdjęcie, z którego uśmiechała się do niego dziewczyna w dużych czerwonych okularach i aparatem na zębach. Przez kilka chwil patrzył na jej niewinną twarz, na jej radosne spojrzenie i szeroki uśmiech, którego nie ukrywała, mimo kłujących drutów. To była jego Ula. Ta Ula, którą znał. Ula, która go kochała i oddałaby dla niego wszystko. I chociaż kilka miesięcy wcześniej wróciła z Londynu, tylko raz udało mu się znowu zobaczyć tą Ulę, którą kiedyś znał. Tamtej nocy, kiedy przyszła do niego zapłakana.
Potrząsnął głową, odrzucając od siebie wspomnienia. Każdego dnia wracał myślami do tamtej nocy i raz za razem analizował każdy gest dziewczyny i każde jej słowo. Powoli miał tego dość. Miał dość zastanawiania się, co by było gdyby. Gdyby nie wyjechała, gdyby ją odnalazł, gdyby nie pozwolił jej odejść. Od ich rozmowy w parku nie zamienili ze sobą słowa, skutecznie omijając się nawzajem. Był na nią wściekły. Nie mógł patrzeć na jej twarz, na jej uśmiech, który wszystkim dookoła mówił, jak bardzo jest szczęśliwa, a jemu, jak bardzo jest rozdarta.
Miał już dość tego miejsca, miał już dość wspomnień, które atakowały go na każdym kroku. Tym razem to nie on zawinił, a przynajmniej nie tylko on.
W końcu przestał się okłamywać, przyznając przed samym sobą, że to koniec. Nawet jeżeli Ula go kochała, wybrała rodzinę, którą tworzyła z Aleksem. I chociaż każda komórka jego ciała krzyczała, zachęcając go do walki, on chwycił ramkę ze zdjęciem i wrzucił do stojącego w rogu gabinetu kosza.

Za krokiem krok, jak dobry duch.
Zapomnieć mogę cały świat, gdybym tylko chciała.


Przygotowania od ślubu pochłonęły Ulę całkowicie. Miała niewiele czasu. Razem z Aleksem podjęli decyzje o przyspieszeniu ceremonii. Oboje chcieli, żeby Paula była obecna, żeby mogła być świadkiem tak, jak to było zaplanowane. I w chwili, kiedy twarz jej szwagierki rozpromieniała na tę wiadomość, wiedziała, że postąpiła słusznie. Mimo to każda sekunda, w której pozwoliła wspomnieniom tamtej nocy pochłonąć jej myśli, sprawiała jej ogromny ból. Z całych sił trzymała się swojej decyzji, jednak nie potrafiła przekonać swojego serca, że Dobrzański nic dla niej nie znaczy. W końcu była gotowa przyznać przed samą sobą to, co Ala próbowała uświadomić jej od powrotu do kraju. Ula kochała ich obu. I Aleksa, i Marka. I kiedy tylko w jej myślach przewijały się wspomnienia jej ostatniej rozmowy z Dobrzańskim, próbowała sobie odpowiedzieć  na pytanie, które jej zadał. Dlaczego Aleks?
To była chwila, impuls. Przez ostatni miesiąc raz za razem próbowała znaleźć dobre uzasadnienie tej decyzji, jednak nic nie przychodziło jej do głowy.
- Urszula stoi prosto!
Zdenerwowany głos Mistrza, przerwał jej rozmyślania. To była jedyna chwila, kiedy nie mogła skupić się na żadnej czynności, która mogłaby odciągnąć niechciane myśli. Przymiarka. Do ślubu zostały dwa tygodnie, co oznaczało więcej przymiarek, mniej zadań do wykonania.
- Dobrze, a teraz Urszula podniesie lewą rękę.
Dziewczyna automatycznie wykonała polecenie Pshemko i wbiła spojrzenie w nieistniejący punkt na ścianie. Zanim się zorientowała jej myśli znowu znalazły się przy Dobrzańskim. Od tamtej rozmowy w parku nie zamienili ze sobą słowa. Każde z nich skutecznie unikało problematycznych sytuacji, jak mijanie się na korytarzu. Kilka razy kątem oka dostrzegła jego smutną twarz, kiedy widział ją i Aleksa na firmowym korytarzu.
- Druga ręka.
Ula odwróciła się, podnosząc prawą rękę do góry. Tym razem jej spojrzenie zatrzymało się na drzwiach.
Nie chciała krzywdzić Marka. Od samego powrotu starała się nie dawać mu nawet najmniejszej nadziei na ponowny związek, o ile to, co było między nimi przed laty, można było nazwać związkiem. Nie kłamała, mówiąc, że kocha Dobrzańskiego, a to oznaczało, że jego cierpienie, raniło też ją. Nie chciała, żeby doszło do tego, do czego doszło, jednak wtedy nie potrafiła zapanować nad swoim ciałem. Pozwoliła swoim instynktom działać. Nawet nie zdawała sobie sprawy, że między nimi może być coś takiego.
- Dobrze, to już koniec. Urszula na dzisiaj jest wolna. Ale za tydzień Urszula musi przyjść na ostatnią przymiarkę!
- Dobrze Pshemko – powiedziała, wykrzywiając usta w sztucznym uśmiechu.

Poszedłbym gdzieś w najdalszą dal przed siebie, gdzie się kończy świat.
Drogą wypełnić w sercu pustkę, za sobą zostawić wszystko.
I nie oglądać nigdy się.


Pokonywał kolejne stopnie, rozważając wszystkie za i przeciw po raz kolejny. Sam nie wiedział, dlaczego to robi. Ta myśl pojawiła się w jego głowie zaledwie kilka minut temu, jednak nie mógł jej ot tak wyrzucić. W końcu zatrzymał się przed drzwiami z numerem ósmym i niepewnie zapukał. Minęło kilka sekund i w wejściu ujrzał uśmiechniętą twarz Renaty.
- Cześć – powiedział z lekkim uśmiechem, dostrzegając jej radosne spojrzenie.
- Hej – mruknęła z zaskoczeniem.
- Mogę na chwilę? – zapytał niepewnie, na co ona odpowiedziała ciepłym uśmiechem.
- Jasne – rzuciła i zrobiła mu miejsce do przejścia. – Co cię do mnie sprowadza?
Dobrzański uśmiechnął się lekko, widząc znajome pomieszczenie, kiedy znaleźli się w przytulnym salonie. Tuż obok kanapy stały puchate kapcie gospodyni, a na sofie leżała miska z popcornem.
- Chciałem ci podziękować za pomoc z pokazem – oznajmił, przekrzywiając lekko głowę.
Dziewczyna spojrzała na niego sceptycznie, po czym lekko pociągnęła policzek w dół.
- A mi tu jedzie czołg…
Marek roześmiał się głośno. Tego mu brakowało. Renata była jedną z niewielu osób, którym zawsze udawało się go rozbawić.
- Masz mnie – mruknął, jednak uśmiech nie schodził z jego twarzy. – Chciałem ci powiedzieć, że wyjeżdżam na jakiś czas.
- Milan? Londyn? Paryż?
- Właściwie, właściwie to Peru – przyznał z zakłopotaniem.
Usta Woźniak lekko się rozchyliły, jej oczy rozszerzyły się w lekkim szoku.
- Wiesz, zawsze chciałem uciec do Peru – zażartował, zabawnie poruszając brawami.
- Jak długo masz zamiar uciekać?
Przysiadła na oparciu kanapy i wbiła zaintrygowane spojrzenie w swojego gościa.
- Coś pomiędzy resztą życia, a wiecznością – zaczął, – ale może okroję to do roku.
Przez chwilę patrzyli się na siebie w milczeniu, aż w końcu z twarzy Renaty zniknęło rozbawienie i zastąpiło je zrozumienie.
- Biorą ślub, prawda? – zapytała poważnie.
- Tak.
- Przykro mi – powiedziała szczerze.
- Mi też – westchnął ciężko.
Na moment znowu zamilkli. Marek próbował rozszyfrować wyraz jej twarzy, jednak nie szło mu to najlepiej. Nigdy wcześniej nie widział takiego skupienia na jej twarzy, nie potrafił sprecyzować toku jej myślenia.
- Przyszedłeś zaproponować mi, żebym do ciebie dołączyła, prawda?
Pytanie dziewczyny przerwało ciszę. Spojrzał na nią z winą wypisaną na twarzy.
- Tak. Właśnie tego chcę – przyznał pewnie, oczekując jej reakcji.
- To nie ja, Marek – mruknęła z trudem. – Czekałam na ciebie każdego dnia, od kiedy ona pojawiła się z powrotem w twoim życiu. Każdego dnia czekałam, żebyś stanął w moich drzwiach i powiedział, że między wami koniec, że miałeś złudne nadzieje, co do jej powrotu. Każdego dnia czekałam, że przyjdziesz wyznać mi, że to ja jestem tą, która sprawia, że znowu czujesz się żywy. Ale nie mogę być twoim kołem ratunkowym. Już nie. Przykro mi.
Dobrzański jeszcze przez chwilę patrzył w jej brązowe oczy, jakby szukał w nich wahania, jednak nic nie znalazł. Uśmiechnął się ponuro i bez sowa podszedł do niej i złożył pocałunek na jej policzku.
- Trzymaj się – szepnął i ruszył do drzwi.

Nie ma ciebie, nie ma mnie.
Świat nie istnieje, skończył się.
Do chwili gdy się znów, spotkamy.


W końcu nadszedł ten dzień. Ula stanęła przed lustrem w swojej sypialni i uśmiechnęła się lekko. Zaprojektowana przez Pshemko suknia była idealna. Dokładnie taka, o jakiej zawsze marzyła. Zupełnie prosta, z delikatnego materiału, który owijał jej skórę w najprzyjemniejszy sposób, jaki tylko mogła sobie wyobrazić. Krawędź dekoltu zdobił lekki koronkowy wzorek, gdzieniegdzie podkreślony perełkami.
- Pięknie wyglądasz – powiedziała Paula, stając tuż obok bratowej.
- Wiem – oświadczyła Ula, wzruszając ramionami.
Jej towarzyszka roześmiała się, jednak jej śmiech był słaby tak, jak jej ciało. Twarz kobiety była blada, a pod jej oczami widać było delikatne cienie. Makijaż całkiem dobrze maskował jej chorobę, jednak nie był w stanie ukryć wszystkiego. Odsłonięte ramiona były wychudzone, a włosy zdecydowanie przerzedzone. Mimo to emanowała od niej radość i spokój.
- Denerwujesz się? – zapytała Paula, zakładając kolczyki.
- Myślałam, że nie będę tego tak przeżywać, w końcu to mój drugi raz, ale… Mam wrażenie, że serce zaraz wyskoczy mi z piersi – przyznała szczerze i obie kobiety się zaśmiały.
Dopiero ciche pukanie do drzwi przerwało ich chichot.
- Proszę – zawołała Panna Młoda, odwracając się w stronę, z której dochodził dźwięk.
Drzwi powoli otworzyły się i oczom pań ukazał się Marek.
- Cześć – rzucił, uśmiechając się lekko. – Pięknie wyglądasz – dodał, nie spuszczając wzroku z Uli.
- Dziękuję – mruknęła, pozwalając, by lekki rumieniec wpełznął na jej twarz.
- Możemy zamienić dwa słowa?
- Sprawdzę, czy Baetka i Ala już są gotowe – oznajmiła Paula i zniknęła na korytarzu.
- O czym chciałeś rozmawiać? – zapytała Ula, podchodząc do toaletki.
Chwyciła stojące na skraju perfumy i delikatnie psiknęła je na swoje nadgarstki.
- Chciałem się pożegnać – powiedział poważnie Dobrzański, nie odrywając od niej spojrzenia.
- Marek – westchnęła ciężko. – Wiesz, że to nic nie zmieni. Musimy nauczyć się być przyjaciółmi, to wszystko.
- Nie umiem być twoim przyjacielem, Ula. Zawsze będę czekał na coś więcej – przyznał. – Dlatego wyjeżdżam – dodał po chwili milczenia.
- Co? – zapytała Febo, spoglądając na niego.
- Wyjeżdżam – powtórzył spokojnie Dobrzański. – Na jakiś czas.
- Dlaczego? Dokąd?
- Wiesz, dlaczego. Nieważne dokąd.
- Nie możesz tego zrobić – wypaliła dziewczyna, rzucając towarzyszowi oburzone spojrzenie.
Marek zaśmiał się krótko, a jego gorzki śmiech odbił się echem po pomieszczeniu.
- A czego się spodziewałaś? Że każdego dnia będę patrzył, jak bardzo szczęśliwa jesteś z Aleksem? Że będę patrzył na to, co mogło być między nami i z uśmiechem na ustach będę cierpiał każdego, cholernego dnia?
Ula patrzyła na niego oniemiała. Nie spodziewała się tego. Nawet przez ułamek sekundy nie pomyślała, że Marek może się zdecydować na coś takiego.
- To tak nie działa, Ula – zauważył Dobrzański. – Nawet jeżeli nie widzę w tobie tamtej dziewczyny, w której się zakochałem, nie mogę przestać cię kochać – przyznał.
- Marek…
Mężczyzna bez słowa podszedł do Uli i złapał jej twarz w ręce.
- Kocham cię – szepnął i złożył na jej ustach delikatny pocałunek.
Odsunął się od niej i rzucił krótkie spojrzenie na jej przymknięte oczy, po czym opuścił pokój, zanim zdążyła podnieść powieki.

Nie ma ciebie, nie ma mnie.
Świat nie istnieje, skończył się.
Jeszcze jedną noc, jeszcze jeden dzień.
Jeszcze chwilę.


- Gotowa? – zapytała Ala, zaglądając do sypialni Uli.
Odpowiedziało jej milczenie. Otworzyła szerzej drzwi i weszła do pomieszczenia, by zobaczyć siedzącą na parapecie dziewczynę, wpatrzoną w widok za oknem.
- Hej, za pół godziny bierzesz ślub, ruchy! – zawołała rozbawiona Milewska, obserwując Febo.
Ula ponownie nie odpowiedziała na jej pytanie, więc zmarszczyła brwi i podeszła do dziewczyny. Położyła dłoń na jej ramieniu i szturchnęła ją lekko.
- Ula – mruknęła.
- Ala – zaczęła pytającym głosem. – Co ja właściwie robię?

Jeszcze jedną noc, jeszcze jeden dzień.
Może choć chwilę.


No one ever will love me better than your everlasting love...

Offline

 

#113 2014-02-03 21:31:58

Mamutela
Przyjaciel domu Uli
Od: Rysiów
Zarejestrowany: 2009-08-15
Posty: 767

Re: Chcę Ci coś opowiedzieć

ja chce cd nie mogę się doczekać końca nie trzymaj w takiej niepewności kobieto!!!!!!!!!!!!!!! smile a to co przeczytałam jest genialne ale ja chce cd!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!

Offline

 

#114 2014-02-20 02:39:51

panna anna
Prawie jak Cindy
Od: wschód Europy
Zarejestrowany: 2010-04-08
Posty: 8512

Re: Chcę Ci coś opowiedzieć

Czytałam, ale od  miesiąca nie mam na nic czasu. Ogarnę się trochę i z przyjemnością zostawię przyzwoity komentarz.


Я схожу с ума, мне мало-мало-мало
Mне мало-мало-мало тебя
Знаю я сама, мне мало-мало-мало
Мне мало-мало-мало тебя

Offline

 

#115 2014-02-24 06:13:34

Sincero
Przyjaciel Brzyduli
Od: Dolnośląskie
Zarejestrowany: 2011-05-04
Posty: 111

Re: Chcę Ci coś opowiedzieć

Nareszcie udało mi się wygospodarować chwilę i zamieścić ostatnią część tego opowiadania.

Dziękuję wszystkim tym, którzy zostawili tu choć jeden komentarz. To świetne uczucie, kiedy ktoś wykazuje zainteresowanie Twoim wytworem, a jeszcze lepsze, kiedy próbuje Ci pomóc je udoskonalić.

Dziękuję też tym, którzy nie komentowali, jednak czytali i mam nadzieję, że dotrwali do tego miejsca.

A przede wszystkim dziękuję tym, którzy zostawiali komentarze pod każdym
(lub prawie każdym) rozdziałem.

Wiem, że to opowiadanie ciągnęło się kilka lat (właśnie zdałam sobie sprawę z tego, jak to brzmi i strzeliłam klasycznego facepalma) i przepraszam za tak długie przerwy, jednak w większości przypadków była to siła wyższa (reszta to moje lenistwo).

Dziwnie jest kończyć coś, co było częścią mojego życia tak długo. Jednak z drugiej strony... Skończyłam swoje najdłuższe w życiu opowiadanie. Jestem cholernie z siebie dumna. (Bez względu na to, jak melodramatyczna wyszła końcówka).

Nie przedłużając... Mam nadzieję, że się spodoba.

Wykorzystano fragmenty utworu Michała Bajora - Nie opuszczaj mnie



Rozdział XIX/ Epilog „Nie opuszczaj mnie”



Nie opuszczaj mnie
Każda moja łza szepcze, że co złe się zapomnieć da


- O czym ty mówisz? – zapytała Milewska.
- Dlaczego ja biorę ślub z Aleksem?
Milewska westchnęła z niedowierzaniem, patrząc na twarz swojej przyjaciółki.
- Ula, co z tobą?
Nie mogła zrozumieć, co się właściwie dzieje. Przez ostatnie miesiące raz za razem próbowała dać do zrozumienia Uli, że Marek się zmienił, że powinna dać mu szansę, ale ona uparcie odmawiała, powtarzając, że kocha Aleksa. I właśnie w takim momencie, na kilkanaście minut przed ślubem z Febo zadaje jej takie pytanie.
- Zrobiłam coś strasznego, Ala – szepnęła dziewczyna. – I boję się, tak bardzo się boję, że Aleks się o tym dowie – dodała.
Jej głos przepełniony był rozpaczą, jednak na twarzy nie było widać żadnej emocji. Wpatrywała się w nieistniejący punkt za oknem, nie mrugając nawet oczami.
- O czym ty mówisz?
- Chciałam tego, Ala. Tamtej nocy, tak bardzo tego chciałam. Byłam taka słaba, taka – urwała na moment, jakby brakło jej słów. – Dlaczego Aleks? – rzuciła po chwili milczenia.
Milewska na moment się zawahała. Nie wiedziała, co Ula próbuje jej powiedzieć, a każde jej pytanie zdawało się nie docierać do jej rozmówczyni.
- Powiedz, co czujesz do Marka – rozkazała w końcu. – Opowiedz, jak się czujesz, kiedy z nim jesteś.
- To tak, jakby całe moje życie nagle zaczęło biec własnym tempem. Mam wrażenie, że nie potrzeba nam słów, że rozumiemy się bez nich – powiedziała, przenosząc spojrzenie na Alę.
Milewska odetchnęła, kiedy błękitne tęczówki Uli napotkały jej własne. W końcu udało jej się nawiązać jakikolwiek kontakt z dziewczyną.
- Jakbym mogła czytać w jego myślach. Czuję, że zaraz zdarzy się coś, co będzie nadawało kierunek całemu mojemu życiu, ale nie wiem, czy mam się tego bać, czy wyczekiwać tego z radością. Kiedy widzę, że jest zamyślony w ten swój cholernie smutny sposób, chcę być tą osobą, która rozwiąże wszystkie jego problemy.
- A teraz mi powiedz, co czujesz, kiedy jesteś z Aleksem.
- To tak, jakbym na kilka chwil mogła przestać myśleć o tym, co stanie się za chwilę. Wiem, że mogę mu ufać, że on nie pozwoli mnie skrzywdzić. Kiedy coś zrobię szukam jego twarzy, żeby zobaczyć, czy jest zadowolony, czy zdenerwowany.
Przez moment obie milczały, a każda z nich pogrążona była w swoich własnych myślach. W końcu Ala podeszła do Uli, łapiąc jej twarz w dłonie i uśmiechnęła się ciepło, kiedy ich spojrzenia się spotkały.
- Przez całe swoje życie chciałam się zakochać – wyznała Milewska. – Jasne, podobali mi się mężczyźni, ale nigdy, nawet przez moment nie poczułam tych słynnych motyli. Marzyłam o tej wyśnionej, wyczekanej miłości, która zdarza się w komediach romantycznych i serialach. Chciałam poczuć się czyjąś królewną i w końcu zdobyć swojego księcia. W końcu przestałam mieć nadzieję. Uznałam, że takie uczucie to tylko wymysł pisarzy. Ale z każda dziewczyna, którą znałam w końcu przeżyła to, zakochała się. Oprócz mnie. Stwierdziłam wtedy, że ja po prostu nie umiem, nie jestem w stanie się zakochać. Myślałam, że to mój defekt, wada wrodzona.
Ula posłała przyjaciółce pełnie niezrozumienia spojrzenie. Milewska na moment spoważniała i przekrzywiła lekko głowę.
- Wiele lat żyłam w tym przekonaniu, aż w końcu poznałam twojego ojca – powiedziała pewnie starsza z pań. – Nie było motyli, nie było bujania w obłokach. Nagle niebo spadło mi na głowę, prąd poraził całe moje ciało, serce zaczęło bić jak oszalałe, a w głowie pojawiła się totalna pustka. I wystarczyło, że twój tata chwycił mnie za rękę i wymówił moje imię, a wszystko wracało na swoje miejsce, a mój świat skupiał się tylko na nim. Wszystkie problemy odchodziły w niepamięć i dopóki on był ze mną, mogłam myśleć tylko o nim. I teraz wiem, że to czekało na mnie. Moje życie było wyjątkowo pokręconym sposobem, bym w końcu mogła to poczuć. W końcu mnie trafiło.
Febo zamrugała kilkakrotnie, próbując pozbyć się łez w jej oczach. Jej myśli kotowały, porównując każdą chwilę spędzoną przy Marku i przy Aleksie z tym, co usłyszała od swojej towarzyszki.
- Muszę przyznać, że nie rozumiałam tego, co się dzieje w twojej głowie – przyznała Milewska, patrząc na zagubioną twarz przyjaciółki. – Ale właśnie dzisiaj, dokładnie w chwili, kiedy zapytałaś się, co ty właściwie robisz… Ja już zrozumiałam. Teraz ty musisz do tego dojść.

Nie opuszczaj mnie
Ja wymyślę Ci słowa, których sens pojmiesz tylko Ty


Ciche kliknięcie oznajmiło Uli, że Ala opuściła pomieszczenie. Gdzieś zza drzwi dobiegł ją głos Pauliny i stwierdzenie Milewskiej, że muszą chwilę zaczekać. Zeszła z okna i podeszła do lustra. Zobaczyła swoje odbicie i przesunęła dłonią po miękkim materiale, rozkoszując się jego delikatnością. W końcu wzięła głęboki oddech i zamknęła oczy. Wspomnienia najważniejszych chwil w jej życiu jedna za drugą pojawiały się w jej głowie, a ona szukała szczegółów, o których mówiła Ala. Szukała prądu, nieba, przyspieszonego bicia serca.
Kiedy był Marek, całe jej życie kręciło się wokół Marka. Tak jak powiedziała Ali, chciała być jego lekiem na całe zło. I tak było. Była jego ostoją, jego remedium na wszystko. Ale on ją oszukał, zdradził. Kochał ją, a mimo to wykorzystywał. Ale wystarczyło jedno spojrzenie na niego, a była w stanie mu to wszystko wybaczyć. To było jak z Bartkiem. Tak desperacko pragnęła jego miłości i uwagi, że pozwalała mu wykorzystywać się na wszystkie sposoby. Był dla niej celem nieosiągalnym. Dzieliła ich Paulina, wszystkie zasady jakie wyznawała i fakt, że był jej szefem. Był jej zakazanym owocem, narkotykiem. Tak, wielokrotnie przyznawała, że cierpi na markoholizm.
I pojawił się Aleks. Ktoś, kto zawsze był w cieniu, czaił się, by dokopać im najmocniej jak się dało. Ale Ula w końcu zrozumiała jego motywy. Tak samo, jak on rozumiał to, co dzieje się z Ulą. Życie z Aleksem było dla niej wyzwaniem. Była zmuszona zmieniać swoje zasady, ale nie dlatego, że on od niej tego wymagał, ona tego chciała. To było jak nowe, świeże spojrzenie na świat. I w chwili, kiedy nie ufała już nikomu, była w stanie zaufać jemu. Wiedziała, że nie zaskoczy ją niczym gorszym niż wiedziała o nim wcześniej. I nagle dotarło do niej, że już kiedyś przechodziła te rozmyślania. Już kiedyś była w tym samym momencie, na tym samym zakręcie i wyszła z niego obronną ręką. Spojrzała na obrączkę na swoim palcu. Na złoty krążek, który kilka lat wcześniej Aleks założył na jej palec i wszystko nabrało sensu.
Ta chwila, gdy siedząc nad łóżeczkiem Kuby kilka lat wcześniej, zdała sobie sprawę, że nie wyobraża sobie życia bez Aleksa u jej boku. To było jej rozwiązanie.
I moment, gdy zostawiła na jego automatycznej sekretarce rozpaczliwą wiadomość. To była jej odpowiedź.
Nawet sekunda, w której podjęła decyzję tamtego poranka, po feralnej nocy. To był dowód na to, że od samego początku wiedziała, czego chce.
Uwieńczeniem tego było to cholerne pytanie, które zadała Ali kilkanaście minut wcześniej, przyciskając do ust obrączkę, z którą nigdy się nie rozstawała.
Aleks był jej prądem. Kiedy była z nim, nic oprócz tego faktu się nie liczyło. Wystarczyła jego obecność i wiedziała, że nie istnieje przeszkoda, która mogłaby ich rozdzielić. I nie ważne, co czuła do Marka, bo to co czuła do Aleksa było ponad wszystko. Kiedy była z nim, czuła się pochłonięta. Był całym jej światem.
Uśmiechnęła się do swojego odbicia i czując, jak niezidentyfikowany ciężar w jej piersi nagle znika, wyszła z pokoju, ruszając w stronę wyjścia.
To był jej wielki dzień.

Gdy księżyca czerń lśni na nieba tle, a z czerwienią czerń nie chcą złączyć się
Nie opuszczaj mnie


Stał tuż przy wejściu do kościoła, zaciskając dłonie w pięści. Patrzył, jak ksiądz obwiązuje ich złączone dłonie stułą, jak Aleks uśmiecha się ciepło do swojej żony. Jak Kuba stoi tuż obok Pauli, dzielnie trzymając małą czerwoną poduszeczkę z obrączkami.
- Ja Aleksander, biorę sobie ciebie Urszulo Magdaleno za żonę i ślubuję ci miłość, wierność i uczciwość małżeńską oraz że cię nie opuszczę aż do śmierci. Tak mi dopomóż Panie Boże Wszechmogący w Trójcy Jedyny i Wszyscy Święci – powiedział Aleks drżącym głosem.
Ksiądz ostrożnie odsunął od niego mikrofon i podstawił go pod usta Uli. Uśmiechnęła się, a w jej oczach zabłysnęły łzy.
- Ja Urszula – zaczęła i na moment zamilkła.
Marek zrobił kilka kroków do przodu, otworzył usta, jakby chciał coś powiedzieć, jednak Ula szybko otarła łzę, spływającą po jej roześmianej twarzy – Ja Urszula Magdalena biorę sobie ciebie Aleksandrze za męża i ślubuję ci miłość, wierność i uczciwość małżeńską oraz że cię nie opuszczę aż do śmierci. Tak mi dopomóż Panie Boże Wszechmogący w Trójcy Jedyny i Wszyscy Święci.
Kilka westchnięć wzruszenia rozniosło się echem, kiedy Marek mocno zacisnął szczękę. W milczeniu obserwował, jak Kuba podchodzi do Młodej Pary z obrączkami. Jak Aleks zakłada złoty pierścionek na dłoń Uli, jak ona zakłada bliźniaczy krążek na jego dłoń. Bez słowa patrzył, jak wymieniają radosne spojrzenia i czuł, jak jego klatka piersiowa eksploduje bólem.
- Co Bóg złączył, człowiek niech nie rozdziela. Małżeństwo przez was zawarte ja powagą Kościoła Katolickiego potwierdzam i błogosławię w imię Ojca i Syna i Ducha Świętego… - przemówił kapłan, spoglądając na nowożeńców.
- Amen – odpowiedział chór gości.
Ksiądz uśmiechnął się i zaczął bić brawo, a chwilę później cała kaplica utonęła w oklaskach, kiedy usta Aleksa złączyły się z delikatnymi wargami Uli. Po chwili oderwali się od siebie i spojrzeli z radością na swoich gości. I tylko na ułamek sekundy radość w oczach Panny Młodej zgasła, gdy dostrzegła zrozpaczone spojrzenie Dobrzańskiego. Szybko jednak spojrzała na stojącego obok niej mężczyznę i znowu szczęście rozświetliło jej twarz.
Marek jeszcze raz obrzucił kaplicę spojrzeniem i wyszedł z budynku.

Tylko taki kąt, mały kąt mi wskaż,
gdzie twój słychać śmiech, widać twoją twarz


Pięć lat później…
Ostrożnie ustawiam na okrągłym torcie siedem cieniutkich świeczek i drżącymi rękami zapalam każdą z nich. Szybko gaszę zapałkę, a kiedy jest wystarczająco zimna, wrzucam ją do kosza.
- Gotowa? – pyta Aleks, obejmując mnie w pasie.
- Może powinniśmy poczekać jeszcze chwilę?
- Ula, jest już osiemnasta. Nie możemy dłużej czekać. Poza tym nie mamy pewności, że w ogóle się pojawi.
Zaciskam wargi, wiedząc, że mój mąż ma rację. Czekaliśmy już wystarczająco długo.
- To co, gotowa?
Przytakuję w odpowiedzi i łapię kryształową paterę. Mężczyzna wychodzi do sąsiedniego pomieszczenia i gasi tam światło, a ja podążam za nim. Gdy tylko staję w progu wszyscy zebrani zaczynają śpiewać „Sto lat”. Stawiam kolejne kroki, omijając meble i zgromadzonych gości, a kiedy odstawiam naczynie na stół, wzdycham z ulgą.
- Wszystkiego najlepszego, synku – mówię, kiedy Kuba pochyla się nad tortem, łapiąc głęboki oddech.
Strumień powietrza opuszcza jego usta i wszystkie płomyczki gasną. Stojący kawałek dalej z kamerą w rękach Aleks uśmiecha się i mierzwi włosy naszego syna. Wyciągam świeczki i zaczynam kroić ciasto, podając każdy zapełniony talerz siedmiolatkowi, który roznosi deser gościom.
- Jeszcze dla wujka Jaśka - oznajmia chłopiec, podchodząc bliżej.
Kroję kolejny kawałek i odprowadzam go wzrokiem. Widzę jak podaje talerzyk mojemu bratu i zaciskam lekko wargi, powstrzymując rozbawienie, kiedy widzę z jakim zapałem mężczyzna rzuca się na ciasto. Kilka sekund zajmuje mi powrót do rzeczywistości i zgarnięcie kryształowej patery z powrotem do kuchni. Nie muszę długo czekać, zanim Helena wpada do środka.
- Uleńko, wspaniałe przyjęcie – rzuca wesoło.
Widzę jej błyszczące oczy i odnotowuję w pamięci, by nie pozwolić jej zbliżać się do szampana do końca wieczoru.
- Dziękuję, mam nadzieję, że ten mały urwis jest tego samego zdania – żartuję szybko. – Jak pobyt w Barcelonie?
Na twarz mojej rozmówczyni wpływa rozmarzenie i mam pełną świadomość, że czekała na to pytanie.
- Wspaniale! Oboje z Krzysztofem wypoczęliśmy za wszystkie czasy. Aleks jako prezes to dla nas prawdziwe błogosławieństwo! Wiesz, w naszym hotelu była strefa relaksu i …
Potakuję energicznie, co jakiś czas rzucając kobiecie zaskoczone spojrzenie. Rozmowy z podchmieloną Heleną zawsze wyglądają tak samo. „Jeżeli wypije dwie lampki szampana jest twoja. Uśmiechaj się, zazdrość, a uzna cię za najlepszą dziewczynę pod słońcem” zabrzmiało w jej głowie. Doskonale pamiętam chwilę, w której usłyszałam te słowa. Dobrzańscy mieli odwiedzić nas w Londynie, a ja panikowałam przed tym spotkaniem, zwłaszcza przed spotkaniem z Heleną. Paula zobaczyła moje zdenerwowanie. Wypowiedziała te słowa z ciepłym uśmiechem i dodała, że wszystko będzie dobrze. Miała rację.
- To cudowne – wtrącam, nie bardzo wiedząc, o co chodzi.
Uśmiech Dobrzańskiej rozciąga się, o ile to w ogóle możliwe. Tak bardzo brakuje mi Pauliny i jej dobrych rad. Zawsze była obok nas, a fakt, że straciliśmy ją tak nagle, wcale nie pomagał.
- Mamo! Chodź! Będę otwierał prezenty!
Wołanie Kuby zagłusza słowa mojej towarzyszki, więc przepraszająco wzruszam ramionami i gestem dłoni zapraszam kobietę do drugiego pokoju. Obie wchodzimy do zatłoczonego pomieszczenia, od razu kierując się w stronę swoich mężów. Wtulam się w ramiona Aleksa i powoli błądzę wzrokiem po wszystkich zebranych.
Mój ojciec i Ala są moimi pierwszymi ofiarami. Z uśmiechem patrzę na ich ślubne obrączki i wciąż nie mogę uwierzyć, że pół roku temu bawiłam się na ich weselu. Tata w końcu dostrzega moje spojrzenie i macha dyskretnie. Kiwam głową z rozbawieniem i przesuwam wzrok na siedzącą obok nich parkę. Mój brat i jego narzeczona, Karolina siedzą na kanapie i dziecięcą radością wypisaną na twarzy obserwują zaskoczenie na twarzy siedmiolatka rozpakowującego prezenty.
Kilka następnych par to rodzice dzieci, z którymi Kuba chodzi do szkoły. Każde z nich z zacięciem obserwuje każdy szczegół domu i zachowanie naszej rodziny. Widzę ich niepewność i zagubienie. Nie sądzę, że którekolwiek z nich pamięta skandal sprzed ośmiu lat, gdzie moje panieńskie nazwisko dość często pojawiało się w branżowych gazetach.
Tuż obok nas, na dużym fotelu siedzi Krzysztof, a jego żona elegancko opiera się na podłokietniku. Ręka Dobrzańskiego leniwie spoczywa na biodrze Heleny, a jej ramię oplata jego kark. Szczęście emanuje od nich na kilometr.
Obok kominka stoi Renata, choć sama nie wiem jak to się stało, moja najlepsza przyjaciółka i dyrektor finansowy naszej firmy. Patrzy na mojego syna, uśmiechając lekko i choć bardzo stara się to ukryć, tęsknotą. Mimo, że jest piękną i mądrą kobietą, nie potrafi ułożyć sobie życia z żadnym mężczyzną. Przez ostatnie lata była w kilku związkach, ale rozpadały się one, zanim zaistniała jakakolwiek szansa na poważniejszą relację. Czasami zastanawiam się, czy gdybym nie wróciła do Polski tamtej zimy, czy ona i Marek wciąż byliby razem.
Mój wzrok przyciąga stojąca w kącie para. Szczupła blondynka i wysoki brunet z zawzięciem dyskutują o czymś, wymachując rękami. Widzę rozbawienie w ich oczach, a kiedy oboje wybuchają śmiechem, ja też pozwalam sobie na uśmiech. Jake i Olivia, najbardziej zwariowani ludzie jakich znam. Kiedy kilka dni wcześniej dowiedziałam się o ich przyjeździe, skakałam po domu jak wariatka. Sama ich obecność wywołuje we mnie demona radości.
Moje rozmyślania przerywa dzwonek do drzwi. Szybko ruszam w stronę źródła dźwięku. Podbiegam do drzwi i otwieram je sprawnym ruchem. Moim oczom ukazuje się wysoki mężczyzna z niepewnym uśmiechem na twarzy. Jego policzki są lekko czerwone od mrozu, a w oczach migocą radosne ogniki.
- Cześć – chrypie, a z jego ust unosi się para.
- Cześć, wchodź.
Odsuwam się lekko, pozwalając mu przejść, a kiedy oboje znajdujemy się wewnątrz domu, zamykam drzwi.
- Już myślałam, że nie przyjdziesz – mówię, obserwując jak ściąga płaszcz.
- Samolot miał małe opóźnienie – tłumaczy szybko, posyłając mi przepraszające spojrzenie. – Przepraszam – dodaje.
- W porządku. Wszyscy są w salonie.
Robię kilka kroków w stronę wymienionego wcześniej pomieszczenia, jednak zaraz zatrzymuję się i odwracam do mężczyzny.
- Cieszę się, że cię widzę, Marek – mruczę cicho. – Tęskniłam za tobą.
- Ja za wami też – odpowiada szczerze.
Uśmiechamy się do siebie i ruszamy do reszty gości. Gdy tylko przekraczamy próg salonu Helena zrywa się z fotela i podbiega do nas, by uściskać młodszego Dobrzańskiego. Kręcę głową w geście rozbawienia i wracam w objęcia męża. Kątem oka dostrzegam tęskne spojrzenie, jakie Renata posyła Dobrzańskiemu i zaciskającą się pięść mojego męża. Marek wywraca oczami, nad ramieniem swojej matki i wbija spojrzenie w Kubę. Podchodzi do niego i składa mu życzenia, z radością obserwując, jak twarz chłopca rozjaśnia się, widząc ogromną paczkę w jego ramionach.
Zaciskam mocno wargi, zdając sobie sprawę, jak Kuba z każdym dniem staje się coraz bardziej podobny do swojego ojca. Przez kilka chwil pozwalam swoim oczom badać każdy ruch Dobrzańskiego i z radością odnotowuję, że nie zmienił się  tak bardzo przez ostatni rok. Urodziny Kuby były jedynym powodem, dla którego wracał do kraju. Od pięciu lat mieszkał w Peru i nie miał zamiaru stamtąd wracać.
Kuba dziękuje wszystkim za prezenty, by po chwili razem z innymi dziećmi rozbiec się po domu, a zebrani goście powoli zanurzają się we wspólnych rozmowach.
Uśmiecham się do wszystkich, dyskutując na każdy błahy temat, jaki przychodzi mi do głowy. Przez resztę wieczoru zatracam się w przyjacielskich rozmowach i zabawie, jednak przez cały czas czuję na swoim karku tęskne spojrzenie błękitnych tęczówek. I wiem, że chociaż jestem szczęśliwa, żyjąc swoim życiem, moje sumienie wciąż pamięta o tej feralnej nocy sprzed pięciu lat, a serce modli się, by ona nigdy nie wyszła na jaw.

Nie opuszczaj mnie

Ostatnio edytowany przez Sincero (2014-02-24 06:14:13)


No one ever will love me better than your everlasting love...

Offline

 

#116 2014-08-25 14:33:04

Grajka
Piesek Aleksa
Zarejestrowany: 2009-07-08
Posty: 45

Re: Chcę Ci coś opowiedzieć

Przeczytałam z przyjemnością Twoje opowiadanie, bardzo mi się podoba, chociaż chciałabym innego zakończenia . Z wiekiem,  coraz trudniej uwierzyć w prawdziwą miłość , tym bardziej jeśli nie doświadczyło się takowej, ale za to chętnie o takiej poczytam .Pozdrawiam

Ostatnio edytowany przez Grajka (2014-08-25 14:35:55)

Offline

 

#117 2015-12-03 23:55:48

panna anna
Prawie jak Cindy
Od: wschód Europy
Zarejestrowany: 2010-04-08
Posty: 8512

Re: Chcę Ci coś opowiedzieć

Że też ja tego nie skomentowałam... Matko... Dobre zakończenie, bohaterowie są wiarygodni, kawał dobrej roboty. smile


Я схожу с ума, мне мало-мало-мало
Mне мало-мало-мало тебя
Знаю я сама, мне мало-мало-мало
Мне мало-мало-мало тебя

Offline

 

#118 2016-04-18 19:36:51

Sincero
Przyjaciel Brzyduli
Od: Dolnośląskie
Zarejestrowany: 2011-05-04
Posty: 111

Re: Chcę Ci coś opowiedzieć

Dzięki za miłe słowa.

Grajka napisał:

chociaż chciałabym innego zakończenia

Przyznam szczerze, że epilog był pisany z myślą o drugiej części, ale brakuje mi na nią czasu. sad Za bardzo też polubiłam swojego Aleksa, chociaż trochę za bardzo odbiega od tego kanonicznego.

A tutaj jeszcze taka mała niespodzianka dla czytelników: taka moja wizja plakatu do tej historii smile

https://lh3.googleusercontent.com/--QVl6RRn3jw/VxUaM4Z-9tI/AAAAAAAAE4s/x4g_dzhamBo2X9uOZRSJ3j68uS6dEsPbgCCo/s912-Ic42/Chc%25C4%2599%2BCi%2Bco%25C5%259B%2BII.jpg

Pozdrawiam, S.


No one ever will love me better than your everlasting love...

Offline

 

#119 2016-04-18 21:16:05

panna anna
Prawie jak Cindy
Od: wschód Europy
Zarejestrowany: 2010-04-08
Posty: 8512

Re: Chcę Ci coś opowiedzieć

Myślę, że jest dobrze tak jak jest... Nie do końca słodko. smile


Я схожу с ума, мне мало-мало-мало
Mне мало-мало-мало тебя
Знаю я сама, мне мало-мало-мало
Мне мало-мало-мало тебя

Offline

 

Stopka forum

Powered by PunBB© Copyright 2002–2018 PunBB
statystyka