BrzydULA - jedyne forum fanów serialu

Forum dyskusyjne miłośników serialu "BrzydULA"

Nie jesteś zalogowany.

#1 2016-03-16 21:24:42

panna anna
Prawie jak Cindy
Od: wschód Europy
Zarejestrowany: 2010-04-08
Posty: 8506

Salvia officinalis i zabawy z czasem.

Taki wentyl bezpieczeństwa... Czasem dobrze wrócić na stare śmieci... Nie wiem co mi z tego wyjdzie, zobaczymy.

Aleksander Febo starannie owinął szyję kaszmirowym szalikiem. Postawił do góry kołnierz płaszcza, wmawiał sobie, że te zabiegi pozwolą mu uciec od przeraźliwego zimna. Paskudna doskonale harmonizowała z jego nastrojem. Sam nie wiedział, dlaczego pojechał na ten cholerny dworzec. Wszystko przez Paulinę i Adama. Gdyby nie oni… Już miał do niej podejść, odezwać się… Nie chciał, nie umiał… Wolał się nad tym nie zastanawiać. Każde, nawet najmniejsze wspomnienie wywoływało bolesne ukłucie w sercu.

Wyszedł przed budynek dworca i zastanawiał się, co ma zrobić z resztą dnia. Kusiło go żeby iść do najbliższego baru i zalać się w trupa. Standard lokalu ani gatunek alkoholu nie miał większego znaczenia. Wyjął z kieszeni plik starych listów. Smutne pozostałości po całkiem udanym związku. Roześmiał się na cały głos, tak naprawdę miał ochotę płakać jak dziecko. Rozpaczać, tupać w podłogę, wrzeszczeć. Ale okazywanie uczuć przecież nie było w jego stylu.  Maska obojętności chroniła go przed światem, przed innymi ludźmi.

W kieszeni płaszcza namacał telefon komórkowy. Spojrzał na wyświetlacz i wyłączył aparat. Teraz chciał być po prostu sam. Już miał podejść do najbliższej taksówki, gdy zatrzymała go stara kobieta.
- Jeszcze wszystko może się odwrócić, każdy zasługuje na drugą szansę. Nie przegap szansy na szczęście - stwierdziła zachrypniętym głosem. Wcisnęła mu w dłoń jakieś zawiniątko i zniknęła gdzieś w szarym tłumie. Aleks przez chwilę obracał w dłoniach niewielki pakunek, zastanawiał się, co ma z nim zrobić. W końcu stwierdził, że go po prostu wyrzuci.
- A to wariatka – mruknął do siebie.
Wsiadł do zdezelowanej taksówki i kazał się wieźć do domu. Po drodze zahaczył o najbliższe delikatesy. Lista koniecznych zakupów nie była zbyt rozbudowana. Szkocka, szkocka, szkocka…

Wcisnął kierowcy zmięty banknot i zaczął szukać kluczy. Z niecierpliwością odliczał każdą sekundę do momentu, kiedy znajdzie się we własnych czterech ścianach. Odwiesił płaszcz i ruszył prosto do kuchni.  Potrzebna mu była w zasadzie tylko szklanka i lód. Był jeszcze zbyt trzeźwy żeby pić prosto z butelki. Duszkiem wypił pierwszy łyk, potem drugi. Poczuł jak alkohol pali go w przełyk i rozgrzewa żołądek. Niestety whiskey nie mogła ogrzać ani serca ani duszy… A to pech.

Wiedział, że właśnie dzisiaj musi zamknąć pewien etap w swoim życiu. Raz na zawsze.  Pił kolejną porcję szkockiej i patrzył jak płomienie pochłaniają kolejne zdjęcia, kolejne pamiątki. Był zadowolony, przecież ogień symbolizuje oczyszczenie, odradzanie się. Kiedy ostatnią fotografię otoczyły jaskrawe języki ognia przypomniał sobie o listach bezpiecznie spoczywających w kieszeni płaszcza. Wyciągnął pognieciony plik kartek i to przeklęte zawiniątko.  Paczuszka pachniała ziołami, rozpoznał aromat szałwii i rumianku. Zastanawiał się, co z nią zrobić. Jakiś impuls kazał mu wrzucić wszystko do ognia…

Do jego nosa dotarł zapach palonego drewna, papieru i ziół. Aleks poczuł, że zaczyna mu się kręcić w głowie. Chciał otworzyć okno, wyjść do ogrodu. Nie zdążył. Jego ciało odmówiło współpracy, miękko osunął się na zabytkowy perski dywan.

***
Obudził go potworny ból pleców i jeszcze gorsze łomotanie w głowie. Zastanawiał się, która teraz może być godzina. Pewnie wczesna. Za oknem było jeszcze ciemno. Wiedział, że już nie zaśnie. Nie było sensu dalej gnić w łóżku. Po omacku szukał komórki na nocnej szafce, nie było jej. Ba nie było żadnej szafki. Aleks zastanawiał się ile mógł wypić poprzedniego wieczora i w czyim łóżku wylądował. Miał nadzieję, że nie polazł po pijaku do burdelu… Doczłapał do kuchni i napił się wody prosto z kranu. Miał niejasne wrażenie, że skądś zna to mieszkanie, ale nie wiedział do końca skąd. Wymacał włącznik światła i usiadł z wrażenia. Wyłączył światło i włączył jeszcze raz. Iluzja nie minęła. Był w swoim starym mieszkaniu, tym, które sprzedał jakieś siedem lat, temu. W tym, w którym mieszkał z Julią. Wszystko się zgadzało, nawet telewizor z wypukłym kineskopem mrugał znajomo czerwona diodą.
Aleks stwierdził, że istnieją dwie możliwości. Albo umarł albo oszalał. Nie wiedział, na którą opcję się zdecydować…


* W niektórych kulturach wierzy się, że szałwia i ogień mają oczyszczającą moc.


Я схожу с ума, мне мало-мало-мало
Mне мало-мало-мало тебя
Знаю я сама, мне мало-мало-мало
Мне мало-мало-мало тебя

Offline

 

2016-03-16 21:24:42

Cindy
Najlepsza doradczyni na forum

#2 2016-04-18 19:42:43

Sincero
Przyjaciel Brzyduli
Od: Dolnośląskie
Zarejestrowany: 2011-05-04
Posty: 111

Re: Salvia officinalis i zabawy z czasem.

Fajnie się zapowiada.

Ciekawy pomysł - podróż w czasie. Co jeszcze ciekawsze, Aleks cofnął się do czasu jeszcze przed BrzydUlą, więc powiem szczerze, że zastanawiam się, jak masz zamiar pociągnąć tę historię.

Pozdrawiam, S.


No one ever will love me better than your everlasting love...

Offline

 

#3 2016-04-18 21:20:38

panna anna
Prawie jak Cindy
Od: wschód Europy
Zarejestrowany: 2010-04-08
Posty: 8506

Re: Salvia officinalis i zabawy z czasem.

Sincero napisał:

Fajnie się zapowiada.

Ciekawy pomysł - podróż w czasie. Co jeszcze ciekawsze, Aleks cofnął się do czasu jeszcze przed BrzydUlą, więc powiem szczerze, że zastanawiam się, jak masz zamiar pociągnąć tę historię.

Pozdrawiam, S.

Ha, mam pewne plany... Co z nich zostanie zobaczymy. To opowiadanie jest dla mnie swoistym przerywnikiem. Pracuję teraz nad własnym tekstem. 

kiss
A.


Я схожу с ума, мне мало-мало-мало
Mне мало-мало-мало тебя
Знаю я сама, мне мало-мало-мало
Мне мало-мало-мало тебя

Offline

 

#4 2016-04-19 23:48:56

Sincero
Przyjaciel Brzyduli
Od: Dolnośląskie
Zarejestrowany: 2011-05-04
Posty: 111

Re: Salvia officinalis i zabawy z czasem.

panna anna napisał:

To opowiadanie jest dla mnie swoistym przerywnikiem. Pracuję teraz nad własnym tekstem.

Wow, super. smile Możesz zdradzić jakieś szczegóły? Kiedy będzie można przeczytać?
Mam nadzieję, że mimo to znajdziesz czas na "Salvia..."

Weny życzę, S.


No one ever will love me better than your everlasting love...

Offline

 

#5 2016-04-20 21:33:18

panna anna
Prawie jak Cindy
Od: wschód Europy
Zarejestrowany: 2010-04-08
Posty: 8506

Re: Salvia officinalis i zabawy z czasem.

Można dostać próbę na e-mail...


Я схожу с ума, мне мало-мало-мало
Mне мало-мало-мало тебя
Знаю я сама, мне мало-мало-мало
Мне мало-мало-мало тебя

Offline

 

#6 2016-04-21 20:39:10

Sincero
Przyjaciel Brzyduli
Od: Dolnośląskie
Zarejestrowany: 2011-05-04
Posty: 111

Re: Salvia officinalis i zabawy z czasem.

Bardzo chętnie smile
Niestety mail w profilu mam już nieaktualny i za nic nie mogę go zmienić.

Czekam z niecierpliwością,
S.

edit: Dzięki smile

Ostatnio edytowany przez Sincero (2016-04-22 01:18:10)


No one ever will love me better than your everlasting love...

Offline

 

#7 2016-04-21 21:40:13

panna anna
Prawie jak Cindy
Od: wschód Europy
Zarejestrowany: 2010-04-08
Posty: 8506

Re: Salvia officinalis i zabawy z czasem.

Poszło. Usuń e-mail. smile


Я схожу с ума, мне мало-мало-мало
Mне мало-мало-мало тебя
Знаю я сама, мне мало-мало-мало
Мне мало-мало-мало тебя

Offline

 

#8 2016-08-23 22:21:18

panna anna
Prawie jak Cindy
Od: wschód Europy
Zarejestrowany: 2010-04-08
Posty: 8506

Re: Salvia officinalis i zabawy z czasem.

Obrócił się gwałtownie w prawo i poczuł igiełki bólu gwałtownie atakujące jego ciało. Zupełnie zapomniał o tym wystającym progu.
-  Boli to znaczy, że jednak żyje. – ta myśl wcale go nie pocieszyła. Aleks zawsze uważał się za racjonalistę. W jego mniemaniu utrata zdolności logicznego i samodzielnego myślenia była gorsza niż śmierć.
Gdzieś w głębi mieszkania rozległ się natarczywy dźwięk. Ktoś próbował się z nim pilnie skontaktować.
- Aleks, brachu gdzie jesteś wszyscy na ciebie czekamy – w słuchawce rozległ się  głos Dobrzańskiego, wyraźnie dało się w nim usłyszeć lekkie zdenerwowanie.
- Chciałbym wziąć kilka dni urlopu, jeśli nie masz nic przeciwko. To znaczy, jeśli Krzysztof nie ma nic przeciwko. Mam kilka spraw do załatwienia… - sam nie wiedział jakich…
- Nie ma sprawy… Stało się coś? Mam zadzwonić do Pauliny albo może lepiej do Julii… Paula dzwoniła wczoraj strasznie się cieszy z tego wypadu do Milano. Od dawna marzyła o wspólnych zakupach z Julą.  Musimy razem wypić piwo na to konto. Może dziś wieczorem?
- Eee, odezwę się później… -  rozłączył się bez pożegnania i rzucił słuchawkę na skotłowane łóżko. Sam nie wiedział, co ma robić. Świat chyba stanął na głowie. Na szczęście miał kilka godzin spokoju.  W pracy dadzą sobie radę bez niego, Julia i Paula szalały gdzieś w Italii. Ich nieobecność była mu szczególnie na rękę.  Jego „baby” bywały strasznie irytujące. Zwłaszcza Paula, gdy ją coś zaintrygowało potrafiła wywiercić człowiekowi dziurę w brzuchu, bez znieczulenia.
Zaparzył sobie mocną kawę i zaczął rozmyślać nad swoim obecnym położeniem. W jego głowie wykiełkował pewien plan. W zasadzie to były tylko ogólne założenia, ale miał mnóstwo czasu na przemyślenia.  Dzięki tej nieoczekiwanej podróży w czasie zyskał idealną okazję żeby utrzeć Mareczkowi nosa. Dziesięć lat zawodowego doświadczenia opakowane w ciało dwudziestoparoletniego gówniarza. Mimowolnie się uśmiechnął.
***

Siedział w parku i wystawiał twarz do słońca. Pogoda była wręczy wymarzona żeby spędzić leniwe popołudnie na świeżym powietrzu. Aleks przeglądał uważnie gazety i obserwował miasto tętniące życiem. Starał się jak najdokładniej zorientować się w sytuacji panującej na świecie. Przypomnieć sobie jak najwięcej szczegółów sprzed siedmiu lat.  W tym rozdaniu to on miał wszystkie asy w rękawie.
Skurcz żołądka wyrwał go ze świata marzeń i zmusił go do powrotu do rzeczywistości. Aleks uświadomił sobie, ze ostatni raz jadł… Właściwie akurat o czasie wolał nie myśleć. W najbliższej budzie kupił kebab z podwójnym sosem.
***


Młoda dziewczyna szybkim krokiem przemierzała zatłoczone ulice stolicy. Rozpierała ją duma, ale jednocześnie czuła się nieludzko zmęczona. Zdała ostatni egzamin i mogła cieszyć się wakacjami.  Dostateczny z plusem to nie był szczytem jej marzeń, ale to i tak lepsze niż kampania wrześniowa…
 
Ula zastanawiała się, co zrobić z nadmiarem wolnego czasu. Dzisiaj miała zamiar dać sobie trochę luzu. Zasłużyła. Ale od jutra zamierzała zacząć rozglądać się za jakimś wakacyjnym zajęciem. Jasiek tak szybko rósł, Beatka też potrzebowała coraz to nowych ubranek… A i Uli marzyło się kilka nowych fatałaszków. Na wystawie w sklepie widziała świetną sukienkę. Intensywnie niebieską, jak jej oczy… Była świadoma, że jej zachcianka musi poczekać, aż dostanie pierwszą pensję. Jednak dziś nie zamierzała się martwić. Uznała, że należy jej się jedno popołudnie wypełnione beztroskim myśleniem o niebliskich migdałach. 
Nagle usłyszała głośnie burczenie. Żołądek upominał się o swoje prawa. Nie jadła śniadania… Spojrzała na zegarek. Dawno minęło południe. Przeszukała kieszenie.  Znalazła kilka monet i jeden mocno zmięty banknot dziesięciozłotowy.
- Wystarczy na zapiekankę, a może i na lody – mruknęła do siebie.


Oboje nie zadawali sobie właśnie strącili mały kamyczek, który spowoduje, że już nic nie będzie takie samo. Zabawa z czasem właśnie nabierała rozpędu.


- Jak pani chodzi – Aleks był naprawdę wściekły. Jakaś głupia baba wpadła na niego i upaćkała go mieszaniną ketchupu i majonezu. Całe szczęście, że miał na sobie zwykły t-shirt, a nie jeden z garniturów szytych na miarę.
- Ja bardzo pana przepraszam, bardzo. Zamyśliłam się – dziewczyna starała się papierową chusteczką zetrzeć pomidorowe plamy. Jednak jej zabiegi przynosiły odwrotny skutek. Koszulka Aleksa zaczynała wyglądać jak płótno po intensywnej sesji malarskiej.
- Da już pani spokój. Nic z tego nie będzie – warknął zdecydowanie zbyt ostro.
- Ja jeszcze raz bardzo pana przepraszam… Zapłacę za pralnię… - w głosie dziewczyny dało się usłyszeć  drżenie. Wtedy Aleks dokładniej zlustrował niewysoką postać stojącą przed nim. To była Ula Cieplak, w swoim studenckim wydaniu. Wyglądała jeszcze bardziej „oryginalnie” niż zwykle. Już miał prychnąć z niesmakiem… Niespodziewanie coś w środku kazało mu spojrzeć w oczy dziewczyny. Były intensywnie niebieskie, błyszczały od ledwo tłumionych łez. Mimo to były niezwykłe.  Jak mógł tego wcześniej nie zauważyć? 
- Niech pani tylko nie płacze… Nic się nie stało. W sumie to tylko zwykła koszulka - Ula uniosła podbródek i spojrzała mu prosto w twarz. Miał wrażenie, że prześwietla mu dusze na wylot, widzi wszystkie brudne myśli, nawet te najgłębiej skrywane. – W sumie za tę kolizję ja też jestem odpowiedzialny. Szedłem zdecydowanie za szybko. Potrąciłem panią. Czy w ramach rekompensaty pozwoli się pani zaprosić na obiad albo, chociaż na kawę?
- Do żadnego przyzwoitego lokalu nas nie wpuszczą, do tych pośledniejszych też chyba nie - spojrzała na jego t – shirt i swoją białą bluzkę Zostaje nam tylko buda z zapiekankami. A tak w ogóle Ula jestem. Ula Cieplak – wyciągnęła w jego kierunku drobną dłoń ozdobioną srebrnym pierścionkiem.
- Aleks – mimowolnie się uśmiechnął.
- Aleks, a dalej…
- Po prostu  Aleks
- Niezwykle oryginalne nazwisko…
- Nie da się ukryć. Już taki jestem jedyny w swoim rodzaju.

Aleks nie zamierzał wypuścić Uli ze swoich szponów. Panna Cieplak była Jokerem w jego tali, szóstką w totolotka, czterolistną koniczną. Ula miała coś, czego mu brakowało, wrodzoną intuicję. Brakowało jej formalnego wykształcenia i zawodowego doświadczenia. Ale to miał on. Razem stworzą niepokonany duet.  Dzięki temu Aleks bez problemu przejmie firmę, zemści się na Marku i Julii. A Ula… Wolał o tym nie myśleć… Przynamniej na razie.
- Co powiesz na lody? – Postanowił roztoczyć swój cały urok osobisty. A miał go całkiem sporo… Wszak płynęła w nim ekscytująca mieszanka krwi Etrusków i Słowian*.
- Nie mogę – Ula spojrzała na zegarek. Musze wracać do domu… - Innym razem.
- Rozumiem – był nieco zawiedziony. – Odwiozę cię – postanowił kuć żelazo póki gorące.
- Nie trzeba … Za pół godziny mam autobus.
- To przynajmniej odprowadzę cię na przystanek.

***

Patrzył na niebo upstrzone gwiazdami. Zastanawiał się, jaki powinien być jego kolejny krok. Nagle uświadomił sobie jak bardzo jest głupi. Nie wziął od niej numeru telefonu. Na szczęście wiedział, że mieszka w Rysiowie. Ilu ludzi może mieszkać w takiej pipidówie. Wystarczy pół stówy i będzie miał jej adres w ciągu piętnastu minut. Nagle w głowie zaświtała mu pewna myśl… Potrzebna mu będzie pomoc Pshemko .



* Taki żart…


Я схожу с ума, мне мало-мало-мало
Mне мало-мало-мало тебя
Знаю я сама, мне мало-мало-мало
Мне мало-мало-мало тебя

Offline

 

Stopka forum

Powered by PunBB© Copyright 2002–2018 PunBB
statystyka